Tu leży polska demokracja, którą zabiła kacza kontrreformacja. Takie epitafium będzie aktualne po tych wyborach. Zwycięstwo cywilizacyjnego zaścianka staje się coraz bardziej prawdopodobne. Demokrację dostaliśmy w prezencie i byliśmy na nią zupełnie nieprzygotowani. Nic też dziwnego, że wywołała gwałtowną narodową reakcję. Obca naszemu narodowi zachodnia idea nie przyjęła się. Wracamy do tradycji. Podobnie jak pięćset lat temu odrzucamy zachodnie pomysły, żeby powrócić do miłego sercu zniewolenia. To nie moherowe berety są fundamentem nowej kontrreformacji, to młodzi dzielni. Jedni, którzy liczą na posady i drudzy, którzy nie umieli ani zrozumieć, ani uwierzyć, że demokracja ma sens.
Zapewne młodych dzielnych poszukiwaczy posad, jak i starszych i zagubionych, dałoby się przegłosować gdyby nie to, że siła, która mogłaby rozstrzygnąć o wyniku tych wyborów pozostanie w domu. Ci młodzi, myślący ludzie pozostaną w domach, pod hasłem braku alternatywy. Nie bez powodów mają odczucie, że ich wpływ na scenę polityczną jest znikomy, że polska klasa polityczna jest w najwyższym stopniu zdemoralizowana i niekompetentna. Wzruszają ramionami i odwracają się plecami, w głębokim przekonaniu, że taki czy inny wybór nie ma większego znaczenia. Trudno dziś o poważniejszy błąd.
Politycy nigdzie nie są święci, ani nawet uczciwi, dlatego demokracja to przede wszystkim instytucje chroniące przed dowolnością, blokujące dyktatorskie zapędy, wymuszające respektowania prawa. Te instytucje (ciągle jeszcze u nas słabe i nieudolne) Kaczyńscy chcą zniszczyć. O ostatecznym wyniku tych wyborów zaważyć może kilka tysięcy głosów, grupa ludzi, których dałoby się zebrać na stosunkowo niewielkim placu. Podejrzewam, że nigdy jeszcze przyszłość Polski nie zależała od decyzji tak niewielkiej grupy osób. |