 |
Ateizm jako religia buntu? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 28-01-2008 08:50 | Tom Hunter (31 punktów) | Ateizm jako religia buntu?
5 na 7 | Drodzy forumowicze, deklarujący się jako Ateiści!
Przyznajcie się, ile w was ateizmu, a ile chęci kultywowania wiary zwanej ateizmem? Czy celem ateisty jest ciągła walka z Bogiem i kościołem? Zapytam inaczej: Jakiż to ateista, który większość czasu poświęconego na „intelektualne rozrywki” przeznacza na obalanie wiary?
Pamiętam, gdy na studiach podczas zajęć traktujących o „przesądach i zabobonach” rozmawialiśmy o pechowej liczbie „13”. Prowadzący te zajęcia profesor zwyczajny, logik, bardzo znany w środowisku człowiek stwierdził, że nie jest przesądny pod tym względem. „Trzynastka” bowiem nie kojarzy mu się jakoś negatywnie. Pozwoliłem sobie wtedy na drobną uwagę. Czy przypadkiem „nieprzesądnym” jest ten kogo w ogóle "pechowość" tej liczby nie obchodzi? Przecież jeżeli zastanawiamy się czy jakaś liczba jest pechowa czy nie (bez względu jaka by ona nie była) to oczywistym jest, że uruchamiamy w sobie mechanizmy tworzenia przesądów. Nie będę ukrywał, że prof. przyznał mi rację.
Większość „nowonawróconych ateistów” wyrosła w łonie nauk i obrzędów kościoła rzymsko-katolickiego (rodzice prowadzili ich do kościoła, babcia przyjeżdżała na świąteczny obiad, znają całą liturgię mszy świętej i słowa kolęd). Ich ateizm nie jest świadomym wyborem właściwej drogi, ale WYNIKIEM BUNTU wobec instytucji kościoła. Wielu później przyznaje, że o ile gdzieś wiara w Boga w nich pozostała, o tyle stracili zaufanie do księży. Mój kolega, który wychował się w naprawdę ateistycznej rodzinie nie ma dylematów typu: czy Jezus żył, czy robił cuda, czy morze się rozstąpiło Mojżeszowi czy to tylko odpływ, czy całun turyński jest oryginalny itp. To są typowo średniowieczne, mało istotne z punktu wiary zagwozdki, gdy to próbowano obliczyć ilu aniołów zmieści się na łepku szpilki. ATEISTY TO NIE OBCHODZI!!! (no chyba, że jako ciekawostkę)
Ja też łapię się na tym, że mój ateizm to wynik buntu, ale nauczyłem się już oddzielać świat wiary od świata nauki. Jeżeli ktoś wierzy, że Ziemia jest płaska (pomimo dowodów na jej kulistość) to bardzo proszę. Na tym polega wiara - nie jest rozumowa; to ta sama siła, która pozwala drużynie piłki nożnej w całości mniej wartej od jednego piłkarza przeciwników wyeliminować tych "na papierze lepszych" z rozgrywek. Wiara czyni cuda.
Ateiście tak samo daleko do obalania wyjątkowości Jezusa, Mahometa czy Konfucjusza. Ateista po prostu nie wierzy i tyle. Tymczasem obserwuję jak większość kultywuje swój ateizm niczym religię, uznając się za wyzwolonych. Tylko, że to żaden ateizm - to pozerstwo. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | J.Szulc (5723 punktów) |
> Przyznajcie się, ile w was ateizmu, a ile chęci> kultywowania wiary zwanej ateizmem?> Czy celem ateisty jest ciągła walka z Bogiem i kościołem?> Zapytam inaczej: Jakiż to ateista, który większość czasu> poświęconego na "intelektualne rozrywki"> przeznacza na obalanie wiary?Bardzo podoba mi się takie postawienie sprawy. Zgadzam się, że jeśli już jesteś ateistą, to nim bądź. Czy zaraz musisz brać się za "nawracanie"? Aż takie poczucie misji? A może lepiej byłoby, gdybyś, jeden z drugim, swoim sposobem życia świadczył o sobie? Zresztą, po co to komu? Ci "walczący" ateiście jakoś dziwnie kojarzą mi się z misjonarzami...  Nie jestem ateistką. Uczciwie powiem, że bliższy jest mi agnostycyzm. Ale to tylko moja sprawa. I nie jest to wynik buntu, ten okres mam dawno za sobą. Pewne przekonania są wynikiem chęci poznania pewnych tematów głębiej, niż tylko powierzchownie. Nie maluję się w barwy wojenne. Każdy, kto umie myśleć i kto chce czegoś więcej, niż tylko tekturowe dekoracje, ma w sobie tę odrobinę pokory, która jest potrzebna do wytworzenia dystansu. Pozdrawiam.
To, co za nami i przed nami, to drobiazg w porównaniu z tym, co tkwi w nas.
|
|
 | 2 na 2 | zlomierz (124 punktów) |
>Zgadzam się, że jeśli już jesteś ateistą, to nim bądź. Czy zaraz musisz brać się za "nawracanie"? Aż takie poczucie misji? A może lepiej byłoby, gdybyś, jeden z drugim, swoim sposobem życia świadczył o sobie?
nie nawracanie a odpowiedz... jesli nikt nie bedzie mowlij jakim to zlem jet ateizm i nikt nie bedzie tez "ratował" ateisty przed potępieniem - wtdy faktycznie - po co?
jak ktoś chce wierzyć w istnienie sily wyższej - też: przoszę bardzo
ale pewna walka jest potrzeban dla utrzymania stanu równowagi bedziesz sobie żyć spokjnie kiedy w szkole zaczną nauczać twoje dzieci z pelna powagą jako pewnik kreacjonizmu?
a walka jest przedewszystkim nie przeciw wierze a przeciw bezkrytycznej postwie i przeciw przyjmowaniu dogmantół instytucji
taka bezkrytyczna wiara może być zrodlem poczucia winy osob wierzacych - jesli mamy przykrośc nieralizacji pragnien (nieszkodliwych) kontra poczucie winy dlatego że jest to wbrew jakims absurdalnym zakazom a jesli te osoby są osobami nam bliskimi - bedą zwalczac źródło takich sytuacji
walka nie jest celem ateizmu ale krytyka religii a czasem i walka ale zeby sie nie pojawila ateista musialby w ogóle nie przejmować się losem swoim i swopich bliskich
|
|
|  | | J.Szulc (5723 punktów) |
Nie do końca Cię rozumiem.
To, co za nami i przed nami, to drobiazg w porównaniu z tym, co tkwi w nas.
|
|
3 na 3 | zolv (1640 punktów) | Odpowiem krótko, bez analiz "zdanie po zdaniu" twojego tekstu. Po pierwsze: uważam, że prawdą jest co rzeczesz, ale... > (...)> Ja też łapię się na tym, że mój ateizm to wynik buntu, ale> nauczyłem się już oddzielać świat wiary od świata nauki.> Jeżeli ktoś wierzy, że Ziemia jest płaska (pomimo dowodów> na jej kulistość) to bardzo proszę. Na tym polega wiara -> nie jest rozumowa; to ta sama siła, która pozwala drużynie> piłki nożnej w całości mniej wartej od jednego piłkarza> przeciwników wyeliminować tych "na papierze lepszych" z> rozgrywek. Wiara czyni cuda....Widzisz, postawa twojego kolegi "obojętnego ateisty" a "propagatora racjonalnego myślenia" tkwi właśnie w słow-ie/-ach: obojętność i propagowanie. Sam podałeś rewelacyjny przykład: " pomimo dowodów na jej kulistość". Twojego kolegę by to nie interesowało, że ktoś się myli (a myli się na pewno z racji istnienia dowodów na kulistość). Mnie, jako skromnego przedstawiciela propagowania racjonalego myślenia, nie jest to obojętne, że ktoś inny się myli - postaram się zrobić jak najwięcej w miarę swoich możliwości i możliwości "mylącego się" aby przekonać go(może lepiej byłoby: "udowodnić mu"), że się myli. Rozwijając dalej myśl, dlaczego postawa twojego kolegi - jak najbardziej poprawna - jest jednak zła (może nie tyle "zła", ale nie mogłem znaleźć innego słowa)? Pozwolę sobie przytoczyć cytat, który myślę odpowie na to pytanie: (...) Kiedy przyjdą podpalić dom, ten, w którym mieszkasz - Polskę, kiedy rzucą przed siebie grom kiedy runą żelaznym wojskiem i pod drzwiami staną, i nocą kolbami w drzwi załomocą - (...) - Władysław Broniewski "Bagnet na broń" (proszę pominąć kwestię patriotyczne wiersza również z racji istnienia w powyższym cytacie słowa "Polska" - nie jest to moim zamiarem). Wtedy twój kolega będzie sobie pluł w brodę, że nie zgasił nieracjonalnego myślenia w zarodku, tylko pozwolił się mu rozwijać. (A prawda jest taka, że zarodek był dawno, teraz to dorosły człowiek, który "żąda" i "domaga" się "swojego" wydzierając wszystkim "nasze"). Dodatkowo, zwróć uwagę ile jest działów na Racjonaliście. Zaledwie 2 (Biblia i Kościół i Katolicyzm) zgadzają się z twoją argumentacją, że wszędzie jest ta polemika z religiami. Ta polemika jest, z racji istnienia "jedynej słusznej religii", ale nic więcej. Dodatkowo zwróć uwagę ile jest działów na forum - znów zaledwie 2 ("Religie" i "Kościół i antyklerykalizm") zgadzają się z twoim argumentem. Aż w końcu zwróć uwagę na konkretne wątki - z reguły(?) wątki o jednoznacznym wydźwięku są zakładane przez "świerzych" ateistów/agnostyków/itp, natomiast nikt, kto jest przekonany o swoim światopoglądzie nie zakłada wątków o podstawy ateizmu. Już raczej pojawiają się wątki o np. problemach moralnych, ale to nie to samo.
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję." - zolv www.zolv.pl
|
|
 | 7 na 7 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Mnie, jako skromnego przedstawiciela propagowania racjonalego myślenia, nie jest to obojętne, że ktoś inny się myli - postaram się zrobić jak najwięcej w miarę swoich możliwości i możliwości "mylącego się" aby przekonać go(może lepiej byłoby: "udowodnić >mu"), że się myli.
Obawiam się, że ta odpowiedź mogła ujść uwadze dyskutantów, a jest chyba najważniejsza w tej materii. Mnie w szkole nie raz pytano i ja sam zadawałem takie pytanie "czy jesteś niewierzący czy ateista?". Jest dla mnie oczywiste, że ateista jest kimś nieobojętnym, w przeciwieństwie do zwykłego niewierzącego (zwanego czasem agnostykiem?), który jest obojętny w obliczu zła. Ateista to dla mnie ktoś, kogo porusza, oburza, bulwesuje... kłamstwo, ignorancja, propaganda ciemniactwa, zniewalanie umysłów itdp. - wszystko jedno czy robią to katolicy czy komuniści.
Ateista nie musi być ani fizykiem, ani biologiem, ani misjonarzem logiki. Nie musi nawiedzać ciemniaków i na siłę głosić praw fizyki czy ewolucji. Tak jak człowiek dobry nie musi nocami chodzić po parkach, polując na gwałcicieli i ratując gwałcone kobiety. Jednak człowiek dobry, kiedy przypadkiem natknie się na usiłowanie gwałtu, nie minie obojętnie zdarzenia. Tak samo ateista, słysząc kłamstwa ciemniackiej propagandy, nie pozostanie obojętnym.
doku
|
|
|  | 1 na 1 | Staniec-Laskowska (47 punktów) | >Jest dla mnie oczywiste, że ateista jest kimś nieobojętnym, w przeciwieństwie do zwykłego niewierzącego (zwanego czasem agnostykiem?), który jest obojętny w obliczu zła.
A dla mnie oczywiste jest, że ateista to inaczej niewierzący. Agnostyk ani nie wierzy, ani nie nie wierzy. A skoro twierdzi, że podstawy nauczania religii jemu (agnostykowi) nie są znane, nie uważa za słuszne, że np. taki przedmiot jest nauczany w szkołach, a to, co wkładamy między bajki drukowane w młodych umysłach.
>Ateista to dla mnie ktoś, kogo porusza, oburza, bulwesuje... kłamstwo, ignorancja, propaganda ciemniactwa, zniewalanie umysłów itdp. - wszystko jedno czy robią to katolicy czy komuniści. >Ateista nie musi być ani fizykiem, ani biologiem, ani misjonarzem logiki. Nie musi nawiedzać ciemniaków i na siłę głosić praw fizyki czy ewolucji. Tak jak człowiek dobry nie musi nocami chodzić po parkach, polując na gwałcicieli i ratując gwałcone kobiety. Jednak człowiek dobry, kiedy przypadkiem natknie się na usiłowanie gwałtu, nie minie obojętnie zdarzenia. Tak samo ateista, słysząc kłamstwa ciemniackiej propagandy, nie pozostanie obojętnym.
A to nieładnie - bulwersować się dla samego oburzenia.
Mnie kiedyś oburzyło jak nastolatki w moim bloku "kiepują" na korytarzu. Poprosiłam grzecznie, żeby - jeśli już muszą tu kurzyć - wyrzucali niedopałki od jakiegoś pojemniczka. Wyniosłam im nawet słoiczek z wodą na dnie do tego celu. Podziękowali, uśmiechnęli się. Następnego dnia znalazłam dwa pety na wycieraczce przed drzwiami mojego mieszkania. Innym razem zwróciłam uwagę małym chłopcom, którzy wyrzucili na chodnik puste opakowanie po chipsach. Wrócili się po nie, ale nie wyrzucili do mijanego kosza, tylko przyspieszyli kroku oglądając się przez ramię. Z powodu wózka z dzieckiem który pchałam przed sobą zrezygnowałam z pościgu, ale dam sobie rękę uciąć, że kiedy zniknęli za zakrętem, pusta paczka znalazła się na trawniku czy chodniku. Kilka lat temu zadzwoniłam po straż miejską, bo kilku młodzików urządziło sobie "walkę kogutów" na przystanku. A kiedy wracając rano z basenu nakryłam starszego pana na wyrzucaniu pustych butelek w krzaki i zwróciłam uwagę, że to nieładnie, popukał sie w głowę i szybko oddalił. Jeśli nas coś gniewa, powinniśmy - w miarę możliwości - reagować, nie tylko, hmm... pławić się w uczuciu obrzydzenia.
Mnie osobiście ciemniacka propaganda o tle nie bulwersuje, że każdy ma swój własny rozum i potrafi wybrać. Irytuje mnie jedynie zachowanie organów państwa służalczo kłaniających się w pas klerowi, niestety niewiele mam w tej sprawie do powiedzenia z wyjątkiem udziału w wyborach powszechnych, co jednak do tej pory nie przyniosło pożądanych (wg mnie) rezultatów, jako że od prawa do lewa różni politykierzy merdają ogonami na widok sutanny.
zaprawdę cię nie ma, twoje winy będą odpuszczone jedyny widzu objazdowego teatrzyku świata tak, żegnam cię
|
|
| |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >A dla mnie oczywiste jest, że ateista to inaczej niewierzący.
Naprawdę nikt nigdy Cię nie pytał, czy jesteś ateista czy niewierzący? Naprawdę nie domyślasz się, o co może w nim chodzić?
>Następnego dnia znalazłam dwa pety na wycieraczce przed drzwiami mojego mieszkania.
A czy potem było bez zmian? Nadal "kurzyli" jak przedtem? Przypuszczam, że przenieśli się gdzie indziej, dobrze rozumiejąc, o co Ci chodziło.
Zauważ, że pety na wycieraczce były z ich punktu widzenia naturalną karą za (nie obraź się, to tylko empatia) Twoją obłudę, szyderstwo, nieżyczliwość, mizantropię, czy jak to tam odebrali. Gdybyś po prostu otwarcie im powiedziała, że nie znosisz smrodu dymu i petów i nie życzysz sobie, żeby palili pod Twoimi drzwiami, to mogliby odebrać to o wiele lepiej niż ten cyrk ze słoiczkiem z wodą - młodzi ludzie, mający z natury jeszcze dusze czyste i szczere, nie znoszą takich pokrętnych działań.
> Irytuje mnie jedynie zachowanie organów państwa służalczo kłaniających się w pas >klerowi
A ja najbardziej potępiam religijne wychowanie dzieci, bo jest ono gwałceniem ich psychiki i umysłów bezbronnych.
doku
|
|
| | |  | 2 na 2 | Izabela Staniec-Laskowska (47 punktów) | >>A dla mnie oczywiste jest, że ateista to inaczej niewierzący. >Naprawdę nikt nigdy Cię nie pytał, czy jesteś ateista czy niewierzący? Nie. Nikt mnie nie pytał. Niedawno przyznałam się w trakcie rozmowy na temat brytyjskiej komedii ośmieszającej nieco księży (i dlatego nie przyjęła się w Polsce) ze znajomym lektorem - native speakerem - że jestem agnostykiem i okazało się, że "trafił swój na swego". Koleżanka zapytała mnie, kiedy chrzcimy syna (ma niecałe 7 miesięcy). Odpowiedziałam, że jako agnostyczka nie widzę sensu odbywania takich praktyk. Więcej nie pytała.
>>Następnego dnia znalazłam dwa pety na wycieraczce przed drzwiami mojego mieszkania. >A czy potem było bez zmian? Nadal "kurzyli" jak przedtem? Przypuszczam, że przenieśli się gdzie indziej, dobrze rozumiejąc, o co Ci chodziło. Niestety, kurzą do dziś. I wykurzyć się ich nie da. Na szczęście wiosna blisko, to wyjdą na te kilka miesięcy w plener.
>Zauważ, że pety na wycieraczce były z ich punktu widzenia naturalną karą za (nie obraź się, to tylko empatia) Twoją obłudę, szyderstwo, nieżyczliwość, mizantropię, czy jak to tam odebrali. Gdybyś po prostu otwarcie im powiedziała, że nie znosisz smrodu dymu i petów i nie życzysz sobie, żeby palili pod Twoimi drzwiami, to mogliby odebrać to o wiele lepiej niż ten cyrk ze słoiczkiem z wodą - młodzi ludzie, mający z natury jeszcze dusze czyste i szczere, nie znoszą takich pokrętnych działań. Wiesz, kiedyś wprost poprosiłam, żeby zeszli ze schodów bo nie ma przejścia. Byłam wówczas w 7 miesiącu ciąży, słusznych rozmiarów. Usłyszałam niemiły komentarz i, choć mieszkam na pierwszym piętrze, wróciłam się do windy i zjechałam na parter. Gdybym wprost powiedziała co myślę o ich paleniu na korytarzu, mogłabym znaleźć na wycieraczce coś gorszego, niż niedopałki. Tak, jestem tchórz. "I Herkules dupa", a ich tam było z sześciu. Wolałam więc po dobroci, delikatnie.
>> Irytuje mnie jedynie zachowanie organów państwa służalczo kłaniających się w pas >>klerowi >A ja najbardziej potępiam religijne wychowanie dzieci, bo jest ono gwałceniem ich psychiki i umysłów bezbronnych. Nawet jeśli, to w otaczającej nas rzeczywistości jest to bardzo delikatne hartowanie. > doku
zaprawdę cię nie ma, twoje winy będą odpuszczone jedyny widzu objazdowego teatrzyku świata tak, żegnam cię
|
|
| | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Koleżanka zapytała mnie, kiedy chrzcimy syna (ma niecałe 7 miesięcy). Odpowiedziałam, >że jako agnostyczka nie widzę sensu odbywania takich praktyk.
Czyny są ważniejsze niż słowa. "Niewierzący", "ateista", "agnostyk" - warto dla rozrywki lub rozwoju osobistego dyskutować o różnicach między tymi pojęciami (i innymi), ale tylko wtedy, gdy bawi to wszystkich dyskutantów. A podoba mi się Twoje swobodne podejście do tych pojęć, jako synonimów. W końcu chodzi przecież o to, żeby być dobrym i mądrym człowiekiem, a to np. wyklucza chrzczenie dzieci.
>Tak, jestem tchórz. "I Herkules dupa", a ich tam było z sześciu.
Nawet na tym forum rzadko spotykam dyskutanta tak naturalnie merytorycznego jak Ty.
>Nawet jeśli, to w otaczającej nas rzeczywistości jest to bardzo delikatne hartowanie
Chrzest, zmuszanie do paciorków, przymusowa religia i I Komunia, nie całkiem już przymusowa, bo cała otoczka tej ceremonii (rewia mody, prezenty na pokaz) potrafi wiele dzieci tak zmanipulować, że same chcą brać w tym udział. Widać z tego, że dziecko wcale nie jest zahartowana, ale wręcz przeciwnie - staje się bezwolną owcą, podatną na szkodliwe wpływy
doku
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Izabela Staniec-Laskowska (47 punktów) | > >Tak, jestem tchórz. "I Herkules dupa", a ich tam było z sześciu.> Nawet na tym forum rzadko spotykam dyskutanta tak naturalnie merytorycznego jak Ty.Czy ja słyszę w Twojej wypowiedzi cichy chrzęst ironii, czy to moje uszy spłatały mi figla?  > Chrzest, zmuszanie do paciorków, przymusowa religia i I Komunia, nie całkiem już przymusowa, bo cała otoczka tej ceremonii (rewia mody, prezenty na pokaz) potrafi wiele dzieci tak zmanipulować, że same chcą brać w tym udział. Widać z tego, że dziecko wcale nie jest zahartowana, ale wręcz przeciwnie - staje się bezwolną owcą, podatną na szkodliwe wpływyTego się nieco obawiam - na przyszłość. Niektórzy chrzczą swoje dzieci dla "świętego" spokoju, wbrew swoim przekonaniom. Ja sama usłyszałam z ust bliskich osób "a co to szkodzi, te trochę wody?" i pewno jeszcze usłyszę. Później zapewne usłyszałabym "poślij na religię, przecież to nic nie szkodzi" etc. Słyszałam o rodzicach ateistach, którzy kupowali swoim córeczkom białe sukienki, żeby im nie było przykro, albo podobne "komunijne" prezenty bez okazji - rowery, komputery, telefony komórkowe. Znak czasów, za moich lat dostawało się biblię dla młodzieży, medalik z łańcuszkiem, jakieś ładnie wydane książki - ale to chyba temat na inną dyskusję.
zaprawdę cię nie ma, twoje winy będą odpuszczone jedyny widzu objazdowego teatrzyku świata tak, żegnam cię
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | > Tak, jestem tchórz. "I Herkules dupa", a ich tam było z sześciu.> >Nawet na tym forum rzadko spotykam dyskutanta tak naturalnie merytorycznego jak Ty.> Czy ja słyszę w Twojej wypowiedzi cichy chrzęst ironii, czy to moje uszy spłatały mi figla?  Przeczytałem kilkaset postów Dokowskiego, niektóre to cięta krytyka. Mam wrażenie że tym razem to jest autentyczne, szczere uznanie dla Ciebie, za to że napisałaś jasno i wprost.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. Stanisław Gejo
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > to jest autentyczne, szczere uznanie dla Ciebie, za to że napisałaś jasno i wprost.
Zwróć proszę uwagę na tę naturalną skromność, chyba nie wie nawet, jak bardzo przewyższa innych kulturą dyskusji i czystością intencji. Marzenie każdego podrywacza: spotkać piękną dziewczynę, której przez przypadek nikt jeszcze nie powiedział, że jest piękna. Zawsze pierwsza reakcja będzie przypominać taką: "nie kpij sobie ze mnie, wiem jak wyglądam, codziennie widzę się w lustrze...".
Ma dziewczyna szczęście, że nie jestem internetowym łowcą.
doku
|
|
| | | | | | | |  | | Izabela Staniec-Laskowska (47 punktów) | > > to jest autentyczne, szczere uznanie dla Ciebie, za to że napisałaś jasno i wprost.> Zwróć proszę uwagę na tę naturalną skromność, chyba nie wie nawet, jak bardzo przewyższa innych kulturą dyskusji i czystością intencji. Marzenie każdego podrywacza: spotkać piękną dziewczynę, której przez przypadek nikt jeszcze nie powiedział, że jest piękna. Zawsze pierwsza reakcja będzie przypominać taką: "nie kpij sobie ze mnie, wiem jak wyglądam, codziennie widzę się w lustrze...".> Ma dziewczyna szczęście, że nie jestem internetowym łowcą.> dokuPrzez wrodzoną skromność nie powiem, kogo oglądam w lustrze  A złowiona zostałam ponad pół roku temu przez mężczyznę (obecnie ponad 9-cio kilowego), który właśnie postękuje podejrzanie w swoim foteliku. Zatem chwilowo jestem uodporniona na wszelkie podrywanie.
zaprawdę cię nie ma, twoje winy będą odpuszczone jedyny widzu objazdowego teatrzyku świata tak, żegnam cię
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Czy ja słyszę w Twojej wypowiedzi cichy chrzęst ironii
Pozwól, że nie będę swoją odpowiedział obrażał Twojej wrodzonej skromności
> ale to chyba temat na inną dyskusję.
"ile w nas ateizmu" to chyba należy do tego tematu - uwodzenie dzieci prezentami, żeby zbliżyły się do Boga, jest jak najbardziej w obrębie zainteresowania ateistów. Potępienie i pogarda dla tego święta ku czci Bogini Mamony, jakim jest I Komunia Święta, to naturalna część postawy ateistycznej
doku
|
|
| |  | 1 na 1 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >Tak samo ateista, słysząc kłamstwa ciemniackiej propagandy, nie pozostanie obojętnym. >A to nieładnie - bulwersować się dla samego oburzenia. >Jeśli nas coś gniewa, powinniśmy - w miarę możliwości - reagować, nie tylko, hmm... pławić się w uczuciu obrzydzenia.
Oburzenie wyrażone na forum publicznym, w którym dyskutują również zwolennicy religii jako przedmiotu maturalnego, nie jest tylko sztuką dla sztuki. Jest to dobitne wyrażenie zdania, adekwatne do sytuacji - sprzeniewierzania pieniędzy podatników na indoktrynację. Bez negatywnej emocji nie byłoby sprzeciwu, potrzebna jest świadomość szkodliwości, by mobilizować do sprzeciwu.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. Stanisław Gejo
|
|
| | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Oburzenie wyrażone na forum publicznym [...] nie jest tylko sztuką dla sztuki. Jest to dobitne wyrażenie zdania, adekwatne do sytuacji... >Bez negatywnej emocji nie byłoby sprzeciwu, potrzebna jest świadomość szkodliwości, by mobilizować do sprzeciwu...
...który może być wyrażony na forum publicznym jako oburzenie będące nie tylko sztuką dla sztuki, lecz dobitnym wyrażeniem zdania... itd. .
|
|
| | | |  | | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >...który może być wyrażony na forum publicznym jako oburzenie będące nie tylko sztuką dla sztuki, lecz dobitnym wyrażeniem zdania... itd.
Gdy zbierze się "siła" oburzonych, postanowi podjąć inne działania dla zmian, niż tylko wyrażanie oburzenia.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
| |  | 1 na 1 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >Mnie osobiście ciemniacka propaganda o tle nie bulwersuje, że każdy ma swój własny rozum i potrafi wybrać. Irytuje mnie jedynie zachowanie organów państwa służalczo kłaniających się w pas klerowi,
Jednak Konstytucyjna swoboda wyznania już nie jest w pełni respektowana. Wprawdzie jeszcze możemy wybrać, czy dziecko ma się uczyć religii, ale musimy zapłacić za katechezę, niezależnie od dokonanego wyboru. Po umocnieniu się kleru usłyszysz że rodzic nie może pozbawiać dziecka przeżyć duchowych. Analogicznie jak kobieta zgwałcona powinna wg kleru być zmuszona prawem do urodzenia (zakaz aborcji). Przecież już teraz kler żąda prawa czyniącego zygotę w większym stopniu podmiotem niż kobieta.
>niestety niewiele mam w tej sprawie do powiedzenia z wyjątkiem udziału w wyborach powszechnych, co jednak do tej pory nie przyniosło pożądanych (wg mnie) rezultatów, jako że od prawa do lewa różni politykierzy merdają ogonami na widok sutanny.
Jest jakaś różnica pomiędzy wszechpolskim Romanem Giertychem wprowadzającym Żywoty Świętych jako lekturę obowiązkową, a tymi którzy tę zapłatę za wsparcie w kampanii wyborczej LPR-u powstrzymali. To autorytarny Kaczyński usiłował wcisnąć do dokumentów unijnych zapis naruszający ich świeckość. Niestety przywiązanych do wiary przodków jest zbyt wielu, aby jakakolwiek partia pragnąca samodzielnej większości, otwarcie odcięła się od Kościoła.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
| | |  | 1 na 1 | Izabela Staniec-Laskowska (47 punktów) | >Niestety przywiązanych do wiary przodków jest zbyt wielu, aby jakakolwiek partia pragnąca samodzielnej większości, otwarcie odcięła się od Kościoła. To nie przywiązanie do wiary - ich zachowania i słowa wyraźnie na to wskazują. To czysta polityka.
zaprawdę cię nie ma, twoje winy będą odpuszczone jedyny widzu objazdowego teatrzyku świata tak, żegnam cię
|
|
| waldmarc | To tak, jakby zarzucać opozycjonistom w czasach komunistycznych, że ciągle walczą z komunizmem,a przeciez jeżeli nie są komunistami, to komunizm nie powinien ich obchodzić.
Ateisty religie mogłyby nie obchodzić, gdyby same nie wpychały się w każdą dziedzinę życia. Ateiści walczą przede wszystkim z ingerencją religii w sferę polityki, a tym samym także w ich życie (wymuszanie przestrzegania przepisów religijnych przez prawo państwowe). Demaskowanie religijnych kłamstw ma w tym pomóc.
|
|
 | | Tom Hunter (31 punktów) | >To tak, jakby zarzucać opozycjonistom w czasach komunistycznych, że ciągle walczą z komunizmem,a przeciez jeżeli nie są komunistami, to komunizm nie powinien ich obchodzić.
Porównanie wyzwolenia się z komunizmu do wyzwolenia się spod wpływów Kościoła jest bardzo ryzykowne i uważam, że nie na miejscu. To zupełnie inna sytuacja.
> Ateiści walczą przede wszystkim z ingerencją religii w sferę polityki, a tym samym także w ich życie (wymuszanie przestrzegania przepisów religijnych przez prawo państwowe). Demaskowanie religijnych kłamstw ma w tym pomóc.
I tu zgoda. Przede wszystkim prawo państwa, ono dotyczy wszystkich bez względu na światopogląd.
|
|
|  | 4 na 4 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Porównanie wyzwolenia się z komunizmu do wyzwolenia się spod wpływów Kościoła jest >bardzo ryzykowne
Grozi stos?
> uważam, że nie na miejscu. To zupełnie inna sytuacja.
W moim przekonaniu jest bardzo na miejscu, gdyż zlepek słów "zupełnie inna" jest w tym kontekście zupełnie fałszywy.
Historia komunizmu jasno dowodzi, że jest on kontynuacją popularnego nurtu w katolicyzmie i w ogóle w chrześcijaństwie. Wielu chrześcijan już samemu Chrystusowi przypisuje propagowanie doktryny komunizmu (nie nazywając jej tak) w postaci idei: likwidacji pieniądza, likwidacji własności prywatnej, rozdawania swojego majątku pomiędzy ubogich, wspólnej pracy na rzecz całej wspólnoty itd.
Pierwsze państwa komunistyczne założyli jezuici w Ameryce Pd.. Niedługo potem jakaś sekta protestancka usiłowała założyć podobne państwo gdzieś na terenach wschodniego wybrzeża USA, zapomniałem gdzie, jednak nie udało im się. Natomiast państwa jezuitów przetrwały ponad 100 lat, czyli o wiele dłużej niż państwo bolszewików. Komunizm w wydaniu katolickim (czy w ogóle fundamentalizm religijny) jest potencjalnie bardziej niebezpieczny niż komunizm świecki w rodzaju leninizmu czy maoizmu
doku
|
|
| |  | 1 na 1 | Staniec-Laskowska (47 punktów) | >Historia komunizmu jasno dowodzi, że jest on kontynuacją popularnego nurtu w katolicyzmie i w ogóle w chrześcijaństwie. Wielu chrześcijan już samemu Chrystusowi przypisuje propagowanie doktryny komunizmu (nie nazywając jej tak) w postaci idei: likwidacji pieniądza, likwidacji własności prywatnej, rozdawania swojego majątku pomiędzy ubogich, wspólnej pracy na rzecz całej wspólnoty itd.
Ależ niektórzy hipisi twierdzą, że Jezus był pierwszym hipisem - co nie znaczy przecież, że propagował wolną miłość. Tak naprawdę o jego działalności wiemy tak niewiele, że twierdzenie, iż Jezus nakłaniał m.in. do likwidacji pieniądza opiera się na fałszywych przesłankach. Wszak wg N.T. "Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga." - miał na myśli daninę. To, że wielu katolików uważa, że ich religia jest "kompatybilna" z polityką solidarnego państwa i dla niego właściwa, to co innego. Gdyby jednak komunizmowi i religii chrześcijańskiej było razem po drodze, inaczej wspominalibyśmy lata komunizmu w Polsce, a prałat Jankowski błogosławiłby stan wojenny. Nie zapominajmy, że kościół ceni sobie swoją własność , a przywiązanie do niej jest wszak sprzeczne z doktryną komunizmu.
>Komunizm w wydaniu katolickim (czy w ogóle fundamentalizm religijny) jest potencjalnie bardziej niebezpieczny niż komunizm świecki w rodzaju leninizmu czy maoizmu
Zgoda. Tym bardziej, że wzmacnia podbudowę ideologiczną. Ale wydaje mi się, że ogólnoświatowy mariaż katolicyzmu i komunizmu nam nie grozi: dwa słońca nie mogą świecić na jednym niebie. W każdym razie nie w naszym układzie słonecznym.
zaprawdę cię nie ma, twoje winy będą odpuszczone jedyny widzu objazdowego teatrzyku świata tak, żegnam cię
|
|
| | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >niektórzy hipisi twierdzą, że Jezus był pierwszym hipisem
Jednak komuny hipisów nie przetrwały ponad 100 lat, a państwa jezuitów dobrze prosperowały i dopiero wspólna inwazja wojsk KK, Hiszpanii i Portugalii położyły im kres. Już wtedy KK występował przeciwko komunizmowi (swoją drogą ciekawe jest jakim terminem się wtedy czarni posługiwali), traktując go jako niebezpieczną sektę wyrosłą na swym łonie.
>o jego działalności wiemy tak niewiele, że twierdzenie, iż Jezus nakłaniał
Tak naprawdę nie ma znaczenia, czy przypiszemy to jemu, czy jakiejś sekcie. Ważne jest, że komunizm jest ideą wprost wynikającą z ideologii chrześcijańskiej, stworzoną przez chrześcijan i potępioną przez KK dopiero wtedy, gdy okazało się, że państwa jezuitów w Ameryce Pd. stały się zbyt niezależne.
>Gdyby jednak komunizmowi i religii chrześcijańskiej było razem po drodze, inaczej >wspominalibyśmy lata komunizmu w Polsce
Podobno religijni najbardziej nienawidzą swoich heretyków (i na odwrót)
> kościół ceni sobie swoją własność , a przywiązanie do niej jest wszak sprzeczne >z doktryną komunizmu.
O tym właśnie piszę - o naturalnej wrogości między katolikami i komunistami.
>ogólnoświatowy mariaż katolicyzmu i komunizmu nam nie grozi: dwa słońca nie mogą >świecić na jednym niebie.
Dokładnie taki jest i mój pogląd, przepraszam, jeśli jakąś niezręcznością wywołałem inne wrażenie
doku
|
|
6 na 6 | Marian (5438 punktów) |
Pozwolę sobie zacytować jednego z moich ulubionych filozofów i – można powiedzieć – twórcę racjonalizmu krytycznego, Karla Poppera (moje kulawe tłumoczenie): Cytat:Kiedy mówię o rozumie lub racjonalizmie, mam na myśli przekonanie, że możemy się uczyć poprzez krytykę swoich błędów, również krytykę dokonaną przez innych, ewentualnie poprzez samokrytykę. Racjonalista to po prostu ktoś, dla którego ważniejszym jest, by się uczyć, niż udowodnić swoją rację; to ktoś, kto chce uczyć się od innych – nie poprzez przejęcie opinii innych, a przez pozwolenie innym na krytykę własnych opinii i krytykowanie ich opinii. Należy tu podkreślić ideę krytycyzmu lub, precyzyjniej, krytycznej dyskusji. Prawdziwy racjonalista nie uważa, że on lub ktokolwiek inny jest w posiadaniu prawdy; nie sądzi on również, że sam krytycyzm jako taki może pomóc w kreowaniu nowych idei. Jednak uważa, że w sferze poglądów jedynie krytyczna dyskusja pozwala oddzielić ziarno od plew. Racjonalista wie bardzo dobrze, że przyjęcie lub odrzucenie jakiejś idei nie jest nigdy czysto racjonalną rzeczą, ale uważa, że tylko krytyczna dyskusja może dać nam dojrzałość, by zobaczyć dany pogląd z coraz to większej liczby stron i właściwie go osądzić. Sądzę po prostu, że nawet jako ateiści, nie powinniśmy zostawiać religii w spokoju, z co najmniej dwóch powodów: Po pierwsze – za Popperem – możemy się mylić; zawsze trzeba mieć to na uwadze i nie traktować swoich poglądów jako ostateczne. Po wtóre, religia jest według mnie poważnym problemem społecznym, co wyjątkowo dobrze zademonstrował nam i wciąż demonstruje radykalny islam. Jest bardzo ważnym, żeby pokazać ludziom, których poglądy są potencjalnie niebezpieczne, że mogą się mylić. To istotne, by ateizm nie miał charakteru jakiegoś tajnego, undergroundowego ruchu, ale był na „półce dostępnych poglądów”, tak aby każdy mógł po niego sięgnąć i spróbować być ateistą choćby przez godzinę. Pozdrawiam. A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right - Karl Popper
|
|
 | | Tom Hunter (31 punktów) | Chciałbym "pociągnąć" ten wątek, jako że Popperowi poświęciłem swoją pracę magisterską. Podejście krytyczne Popper zaleca w badaniu teorii. Chodzi o falsyfikowanie hipotez i teorii, o ich krytykę zamiast o potwierdzanie ich. To jest ważny punkt w jego koncepcji. Jeżeli wszystkie dorosłe łabędzie które widzymy są białe, to formułujemy poprzez rozumowanie indukcyjne teorię "wszystkie łabędzie są białe". Popper zachęca nie do poszukiwania kolejnych białbych ptaków, ale do znalezienia takiego, który nie będzie biały, aby obalić teorię.
> Sądzę po prostu, że nawet jako ateiści, nie powinniśmy zostawiać religii w spokoju, z co najmniej dwóch powodów: > Po pierwsze – za Popperem – możemy się mylić; zawsze trzeba mieć to na uwadze i nie traktować swoich poglądów jako ostateczne.
Myślę, że Popper miał na myśli raczej naukowe sprawy niż religę.
> Po wtóre, religia jest według mnie poważnym problemem społecznym, co wyjątkowo dobrze zademonstrował nam i wciąż demonstruje radykalny islam.
Sama religia nie jest groźna. Groźni są jej wyznawcy. Tak samo jak z bombą atomową, wszystko zależy kto naciska na guzik. Paradoksalnie katolicyzm w swoich założeniach, (przykazaniach)jest równie radykalny, jeśli nie bardziej od Islamu. Tylko wyznawcy inni.
>To istotne, by ateizm nie miał charakteru jakiegoś tajnego, undergroundowego ruchu, ale był na „półce dostępnych poglądów”, tak aby każdy mógł po niego sięgnąć i spróbować być ateistą choćby przez godzinę.
Nie można być ateistą przez godzinę, tak samo jak nie można być teistą przez tak krótki czas. Idea wymiany światopoglądu niczym książek w bibliotece jest tak samo fascynująca co utopijna. A mi się marzy taki stan, gdzie ateizm nie musi się łączyć w jakieś "ruchy", ale by nasz ateizm nie miał dla innych żadnego znaczenia, by kwestie czy wierzysz czy nie, a jeśli tak to w co, czy jesteś hetero-, homo- czy bi-, biały, czarny, zielony, czy jesteś gruby czy chudy, wysoki czy niski nie były rozpatrywane ale to co sobą prezentujesz i co potrafisz.
|
|
|  | 3 na 3 | Marian (5438 punktów) |
>Myślę, że Popper miał na myśli raczej naukowe sprawy niż religę. Dlaczego nie religię? Oczywiście, można wykluczyć ją spod krytyki i od ręki odrzucić. Można to samo zrobić z astrologią i homeopatią, ale czy istnieje na prawdę dobry argument za tym, żeby pewne typy poglądów traktować całkowicie inaczej niż inne? Nie mamy monopolu na prawdę. Tak, najpewniej żaden bóg nie istnieje, a wszystkie religie to zwykłe zabobony; jestem o tym przekonany, ponieważ znajduję więcej argumentów za tym niż przeciwko, ale wolę nie wysuwać żadnych absolutystycznych twierdzeń na ten temat.
>Sama religia nie jest groźna. Groźni są jej wyznawcy. Tak samo jak z bombą atomową, wszystko zależy kto naciska na guzik. Paradoksalnie katolicyzm w swoich założeniach, (przykazaniach)jest równie radykalny, jeśli nie bardziej od Islamu. Tylko wyznawcy inni. Złośliwi pewnie powiedzieliby, że nie ma katolickich terrorystów-samobójców głównie dlatego, że samobójstwo jest dla katolików ciężkim grzechem, z którego nie da się wypowiadać, gdy tymczasem muzułmanie są uczeni, że męczennicy za wiarę otrzymają 72 dziewice w raju. Jest to kwestia sporna i niewątpliwie na radykalizację poglądów ma wpływ wiele czynników, ale religia, jak nic innego ubóstwia niemyślenie, ignorancję i ślepe posłuszeństwo; największą cnotą jest wiara – im bardziej bezpodstawna, tym lepiej. Zgoda, że religia nie może zrobić nic bez swoich wyznawców, ale dostarcza pożywki dla tych, którzy biorą ją naprawdę na poważnie i tworzy fałszywe podziały. Prawdopodobnie większość wojen stoczonych na tej planecie miało swoje źródło w nienawiści do tych, którzy modlą się do innego niewidzialnego przyjaciela.
>Nie można być ateistą przez godzinę, tak samo jak nie można być teistą przez tak krótki czas. Idea wymiany światopoglądu niczym książek w bibliotece jest tak samo fascynująca co utopijna. Duża część ludzi religijnych jest ignorantami w kwestii innych religii i światopoglądów (to chyba warunek konieczny do wyznawania jednej i tylko jednej religii z jakichś 100000 dostępnych). Często nie wiedzą nawet, że istnieje jakiś inny świat poza ich wiarą; "wszyscy na około wierzą, więc coś w tym jest" – ten argument bywa powtarzany jak mantra. Chodzi o to, żeby człowiek taki wiedział, że jednak są ludzie, którzy nie wierzą w to co on. W „byciu ateistą przez godziną” miałem właśnie mniej więcej to na myśli: ok, może nie ma boga – co teraz? Nie spodoba się taki obraz świata – nikt nie zmusza.
>A mi się marzy taki stan, gdzie ateizm nie musi się łączyć w jakieś "ruchy", ale by nasz ateizm nie miał dla innych żadnego znaczenia, by kwestie czy wierzysz czy nie, a jeśli tak to w co, czy jesteś hetero-, homo- czy bi-, biały, czarny, zielony, czy jesteś gruby czy chudy, wysoki czy niski nie były rozpatrywane ale to co sobą prezentujesz i co potrafisz. Jak dla mnie – w porządku.
A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right - Karl Popper
|
|
|  | 3 na 3 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >Sama religia nie jest groźna. Groźni są jej wyznawcy.
Czy to zmniejsza zagrożenie?
> Paradoksalnie katolicyzm w swoich założeniach, (przykazaniach)jest równie radykalny, jeśli nie bardziej od Islamu. Tylko wyznawcy inni.
W USA Chrześcijanin zastrzelił ginekologa tylko dlatego że usunął ciążę. W sądzie oświadczył iż jest narzędziem Boga.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
| |  | | Izabela Staniec-Laskowska (47 punktów) | >>Sama religia nie jest groźna. Groźni są jej wyznawcy. >Czy to zmniejsza zagrożenie? >> Paradoksalnie katolicyzm w swoich założeniach, (przykazaniach)jest równie radykalny, jeśli nie bardziej od Islamu. Tylko wyznawcy inni. >W USA Chrześcijanin zastrzelił ginekologa tylko dlatego że usunął ciążę. W sądzie oświadczył iż jest narzędziem Boga. > Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem.
Użycie broni przez szaleńca może zostać uzasadnione wieloma innymi przyczynami. Fanatyzm religijny jest tylko jedną z przykrywek takich zachowań, przy czym nie staram się tu usprawiedliwiać w żaden sposób religii. Uważam jedynie, iż większość wyznawców katolicyzmu czy islamu cechuje pokojowe nastawienie do wyznawanej doktryny oraz otaczającego ich świata. Radykalizm najczęściej idzie w parze z polityką lub utratą zmysłów.
zaprawdę cię nie ma, twoje winy będą odpuszczone jedyny widzu objazdowego teatrzyku świata tak, żegnam cię
|
|
| | |  | 2 na 2 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >>W USA Chrześcijanin zastrzelił ginekologa tylko dlatego że usunął ciążę. W sądzie oświadczył iż jest narzędziem Boga. >Użycie broni przez szaleńca może zostać uzasadnione wieloma innymi przyczynami.
Szaleniec - SJP «osoba niepanująca nad swoimi uczuciami, nielicząca się z niebezpieczeństwem i postępująca w sposób gwałtowny» To przypadek konkretny w którym uzasadnienie religijne podał sam ukarany więzieniem. Duszpasterze manipulują wiernymi właśnie poprzez pobudzanie uczuć nietolerancji. Kler żąda karania za aborcję tu i teraz, nie zostawia zemsty bogom.
>Fanatyzm religijny jest tylko jedną z przykrywek takich zachowań,
To prawda że religia bywa wykorzystywana do nikczemnych celów, to dodatkowy argument za oddzieleniem jej od instytucji świeckich (szkoły, wojsko).
>przy czym nie staram się tu usprawiedliwiać w żaden sposób religii. Uważam jedynie, iż większość wyznawców katolicyzmu czy islamu cechuje pokojowe nastawienie do wyznawanej doktryny oraz otaczającego ich świata.
Większość wyznawców to pokorne owieczki. Niestety pasterze "karmią je" opium i szalejem. Droga dobra jest niewłaściwa, bo odciąga od najlepszej drogi do Boga, np. w transmisji radiowej z mszy fanatyzm jedynie słusznego przewija się w tych i różnych innych słowach. Nawet "Wierzę w jeden święty powszechny i apostolski Kościół" nie zgadza się z deklarowaną okazjonalnie tolerancją, gdyż słowa te są wyrazem dążenia do uczynienia wszystkich ludzi poddanymi papieża.
>Radykalizm najczęściej idzie w parze z polityką lub utratą zmysłów.
Polityka sukienkowych jest przemyślana, celem są regulacje prawem państwowym własnych wpływów, stopniowo, w możliwym do osiągnięcia, postępującym zakresie.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
|  | 1 na 1 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >> Sądzę po prostu, że nawet jako ateiści, nie powinniśmy zostawiać religii w spokoju, z co najmniej dwóch powodów: >> Po pierwsze – za Popperem – możemy się mylić; zawsze trzeba mieć to na uwadze i nie traktować swoich poglądów jako ostateczne. >Myślę, że Popper miał na myśli raczej naukowe sprawy niż religę.
Kler żąda ustanowienia jedynie słusznej religii przedmiotem egzaminu maturalnego, więc stosowanie falsyfikacji Poppera do hipotez teologów, jest jak najbardziej pożądane (do tego przedmiotu "nauki").
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
|  | 2 na 2 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >A mi się marzy taki stan, gdzie ateizm nie musi się łączyć w jakieś "ruchy", ale by nasz ateizm nie miał dla innych żadnego znaczenia, by kwestie czy wierzysz czy nie, a jeśli tak to w co, nie były rozpatrywane
By ateizm nie miał żadnego znaczenia, czy wierzysz czy nie, to musisz płacić podatek na budowę Świątyni Opatrzności Bożej i na pensje katechetów. Czy część jest ateistami, w innego Boga wierzy, nie chcesz rozpatrywać, wszyscy w IV Rzeczpospolitej są katolikami narodowości polskiej. Po to się łączymy, aby zwolennicy Giertych- Kaczyzmu nie mogli zrealizować w pełni państwa wyznaniowego, z utrzymywaniem machiny indoktrynacji i propagandy teistycznej przez ogół podatników. Niestety opłacanie kultu Boga z podatków ogółu (więc i ateistów) jest już faktem. Musimy się łączyć, aby wydzielić podatek na kler, tak jak na zdrowie(NFZ) i uczynić go dobrowolnym.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
4 na 4 | Michał C. (323 punktów) | > Drodzy forumowicze, deklarujący się jako Ateiści!> Przyznajcie się, ile w was ateizmu, a ile chęci> kultywowania wiary zwanej ateizmem?Ojej..  Troszkę tu szanowny kolega przesadza.. Co złego jest w kultywowaniu własnych poglądów? Przecież każdy człowiek musi kultywować swoje poglądy żeby miały one dla niego wartość.. to chyba oczywiste? Że niby mieliby być "ateiści" nie przywiązujący wagi do własnych przekonań? Chyba byłaby to już skrajna ignorancja.. a nie ateizm.. > Czy celem ateisty jest ciągła walka z Bogiem i kościołem?Sama nazwa Ateista określa postawę wprost przeciwną do teizmu, a więc czy nam się to podoba czy nie deklarując się jako ateiści jednocześnie godzimy się, iż światopogląd nas jest naturalnie skonfrontowany z teizmem.. inaczej pojęcie "ateizm" nie istniałoby i nie miało sensu..  > Zapytam inaczej: Jakiż to ateista, który większość czasu> poświęconego na "intelektualne rozrywki"> przeznacza na obalanie wiary?Ateista świadom własnych przekonań, ciekawy świata i chcący naukowego podparcia dla własnych przekonań. Aczkolwiek zbyt namiętne studiowanie teizmów różnorakich przez ateistów niestety nadaje im znaczenia większego niż no to by zasługiwały. Taki efekt uboczny.. > Pamiętam, gdy na studiach podczas zajęć traktujących o> "przesądach i zabobonach" rozmawialiśmy o> pechowej liczbie "13". Prowadzący te zajęcia> profesor zwyczajny, logik, bardzo znany w środowisku> człowiek stwierdził, że nie jest przesądny pod tym> względem. "Trzynastka" bowiem nie kojarzy mu> się jakoś negatywnie.> Pozwoliłem sobie wtedy na drobną uwagę. Czy przypadkiem> "nieprzesądnym" jest ten kogo w ogóle> "pechowość" tej liczby nie obchodzi? Przecież jeżeli> zastanawiamy się czy jakaś liczba jest pechowa czy nie (bez> względu jaka by ona nie była) to oczywistym jest, że> uruchamiamy w sobie mechanizmy tworzenia przesądów. Nie> będę ukrywał, że prof. przyznał mi rację.Dla mnie to jakiś "sofizmat" raczej.. Można to podważyć.. zali szkoda mi czasu na to szczerze.. > Większość "nowonawróconych ateistów" wyrosła w> łonie nauk i obrzędów kościoła rzymsko-katolickiego> (rodzice prowadzili ich do kościoła, babcia przyjeżdżała na> świąteczny obiad, znają całą liturgię mszy świętej i słowa> kolęd). Ich ateizm nie jest świadomym wyborem właściwej> drogi, ale WYNIKIEM BUNTU wobec instytucji kościoła. Wielu> później przyznaje, że o ile gdzieś wiara w Boga w nich> pozostała, o tyle stracili zaufanie do księży.Hmm, zgadza się, że ateizm powstaje często u ludzi w początkowej fazie przynajmniej jako rodzaj buntu.. No ale dlaczego uważasz, że postawa buntu jest jakaś gorsza? Nie rozumiem.. Przecież ten właśnie bunt powstaje na skutek rażących niezgodności których umysł ateisty nie przyjmował.. Hmm, skąd przekonanie, ze bunt nie jest świadomy? Czyli wg ciebie murzyńscy niewolnicy w 18 wieku nie buntowali się świadomie przeciw niewolnictwu? To jak się buntowali? Nieświadomie? Heh.. troszkę się szanowny kolega chyba nie do końca zastanowił nad tokiem swego rozumowania.. Pierwsze trzeba mieć świadomość, że coś nam się nie podoba.. a dopiero potem możemy się przeciw temu zbuntować.. to chyba logiczne? > Mój kolega, który wychował się w naprawdę ateistycznej> rodzinie nie ma dylematów typu: czy Jezus żył, czy robił> cuda, czy morze się rozstąpiło Mojżeszowi czy to tylko> odpływ, czy całun turyński jest oryginalny itp. To są> typowo średniowieczne, mało istotne z punktu wiary> zagwozdki, gdy to próbowano obliczyć ilu aniołów zmieści> się na łepku szpilki. ATEISTY TO NIE OBCHODZI!!! (no chyba,> że jako ciekawostkę)Heh, twój kolega to raczej ignorant a nie ateista.. Albo laik który w ogóle nie poznał zagadnienia.. No i jeżeli nigdy się nie zastanawiał nad przyczynami dla których jest ateistą to chyba niedobrze.. Przecież człowiek powinien kształtować swoje postawy na podstawie rzetelnej wiedzy.. czy nie? > Ja też łapię się na tym, że mój ateizm to wynik buntu, ale> nauczyłem się już oddzielać świat wiary od świata nauki.Nie akceptujesz swojego buntu? Dlaczego? Wstydzisz się? > Jeżeli ktoś wierzy, że Ziemia jest płaska (pomimo dowodów> na jej kulistość) to bardzo proszę. Na tym polega wiara -> nie jest rozumowa; to ta sama siła, która pozwala drużynie> piłki nożnej w całości mniej wartej od jednego piłkarza> przeciwników wyeliminować tych "na papierze lepszych" z> rozgrywek. Wiara czyni cuda.> Ateiście tak samo daleko do obalania wyjątkowości Jezusa,> Mahometa czy Konfucjusza. Ateista po prostu nie wierzy i> tyle.No tak, nie wierzy ale jeżeli 90% deklaruje że wierzy, więc ateista jako człowiek racjonalnie myślący chociażby pomyśli dlaczego nie warto wierzyć w coś w co wierzy 90% ludności.. Zdrowy rozsądek podpowiada taką drogę rozumowania.. > Tymczasem obserwuję jak większość kultywuje swój> ateizm niczym religię, uznając się za wyzwolonych. Tylko,> że to żaden ateizm - to pozerstwo.Ojej..  Chyba kolega znów się zagalopował w swoim stwierdzeniu.. pozerstwo raczej u katolików pobożnych widzimy co do kościółka nie chodzą bo im się nie chce.. Ja nie widzę nic złego w tym, że kultywuje swoje przekonania.. co potrzebne jest mi jako człowiekowi dla potrzeb psychiki także.. No i co złego jest w tym że uważam się za człowieka otwartego, wyzwolonego i dumnego z własnego humanizmu? O pozerstwie można mówić gdy postawa którą człowiek przyjął jest powodowana tylko modą.. jeżeli wynika z przekonań to nie jest to pozerstwo przecież.. a póki co w Polsce nie mamy mody na ateizm.. Czy ty masz jakąś specjalną potrzebę umartwiania się, wątpienia, pokory? Zastanów się jakie zjawiska ukształtowały twoje postawy.. Czy nie kościół także który przez wieki mówił ludziom, że marnością są jeno?? I myślenia samodzielnego zabraniał? Pozdrawiam..  "Uśmiechnij się do świata.. a świat uśmiechnie się do ciebie..  "
|
|
 | | Tom Hunter (31 punktów) | > Troszkę tu szanowny kolega przesadza.. Co złego jest w kultywowaniu własnych poglądów?> Przecież każdy człowiek musi kultywować swoje poglądy żeby miały one dla niego wartość.. to chyba oczywiste?> Że niby mieliby być "ateiści" nie przywiązujący wagi do własnych przekonań?Nie chodzi o to, że nie należy kultywować własnych poglądów, ale wiarę w Boga zamienia się we wiarę w jego brak. > Sama nazwa Ateista określa postawę wprost przeciwną do teizmu, a więc czy nam się to podoba czy nie deklarując się jako ateiści jednocześnie godzimy się, iż światopogląd nas jest naturalnie skonfrontowany z teizmem.. inaczej pojęcie "ateizm" nie istniałoby i nie miało sensu..  Otóź nieprawda. "A-teizm" nie oznacza przeciwieństwa do teizmu, ale "brak-teizmu". Dla przykładu podaję analogię. "Moralność" (nie analizuję co to takiego, ale chodzi o mechanizm słowotwórstwa). Osoba zachowująca się jej wbrew jest "niemoralna". Osoba nie mająca w ogólne moralności jest "amoralna". O to chodzi w moim wątku. Zarzucam, że większość z nas tak naprawdę nie jest "a-teistami", ale "nieteistami" (w analogii do "niemoralności"). > >Pamiętam, gdy na studiach podczas zajęć traktujących o (...)> Dla mnie to jakiś "sofizmat" raczej.. Można to podważyć..> zali szkoda mi czasu na to szczerze..W tej anegdocie chodziło o wskazanie pewnej tendencji, nawet bardzo wykształconych ludzi do popadania w "przesądy". Nawet wbrew swojej woli. W kontekście ateizmu chciałem wykazać, że wyrastając na gruncie katolicyzmu bardzo często nie potrafimy się do niego czysto racjonalnie ustosunkować. > No ale dlaczego uważasz, że postawa buntu jest jakaś gorsza? Nie rozumiem..> Przecież ten właśnie bunt powstaje na skutek rażących niezgodności których umysł ateisty nie przyjmował..Bo bunt to siła, która kształtuje człowieka. Ciekawe jak ukształtowałaby się filozofia Arystotelesa gdyby przez wiele lat nie był uczniem Platona. Bardzo często w swoich pismach stawiał się w opozycji do niego. Pisał: Platon twierdził tak....a ja twierdzę tak (często inaczej lub odwrotnie). Wyobraźmy sobie umysł czysty. Rozpoczynając rozważania ma dwie opcje: Bóg istnieje, Bóg nie istnieje. Buntownik rozpoczyna od: Bóg nie istnieje. Piętno wiary ciągnie się za myślicielem całe życie. zob. Nietsche. > Hmm, skąd przekonanie, ze bunt nie jest świadomy? Czyli wg ciebie murzyńscy niewolnicy w 18 wieku nie buntowali się świadomie przeciw niewolnictwu? To jak się buntowali? Nieświadomie?> Heh.. troszkę się szanowny kolega chyba nie do końca zastanowił nad tokiem swego rozumowania..> Pierwsze trzeba mieć świadomość, że coś nam się nie podoba.. a dopiero potem możemy się przeciw temu zbuntować.. to chyba logiczne?Bunt sam w sobie jest jak najbardziej świadomy. Nieświadomi są tylko buntownicy swojego uzależnienia od przyczyny buntu. Wydaje im się, że są "ateistami całą gębą", podczas gdy tak jak zauważyłem wcześniej są ledwie "nieteistami". > >Mój kolega, który wychował się w naprawdę ateistycznej (...)> Heh, twój kolega to raczej ignorant a nie ateista..> Albo laik który w ogóle nie poznał zagadnienia..> No i jeżeli nigdy się nie zastanawiał nad przyczynami dla których jest ateistą to chyba niedobrze..A ja mu zazdroszczę. On wcale sam siebie nie nazywa się ateistą. Jest ponad to wszystko. Po co mu rozważanie przyczyn swojego ateizmu? On nigdy nie musiał "wychodzić" z żadnej wiary więc i refleksja dlaczego nie wierzy w Boga jest mu niepotrzebna. > pozerstwo raczej u katolików pobożnych widzimy co do kościółka nie chodzą bo im się nie chce..Zgoda, u nich też. > O pozerstwie można mówić gdy postawa którą człowiek przyjął jest powodowana tylko modą.. jeżeli wynika z przekonań to nie jest to pozerstwo przecież.. a póki co w Polsce nie mamy mody na ateizm..Wielu staje się nagle "niedzielnymi ateistami" bo im się do kościoła nie chce iść. Szukają pseudo-naukowego wyjaśnienia swojej postawy.
|
|
|  | 2 na 2 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >Otóź nieprawda. "A-teizm" nie oznacza przeciwieństwa do teizmu, ale "brak-teizmu".Zarzucam, że większość z nas tak naprawdę nie jest "a-teistami", ale "nieteistami".
Możesz nazywać mnie "nieteistą" lub anty-teistą jeśli Ci z tym lepiej. Nie mam na skutek Twego zarzutu wyrzutów sumienia.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
|  | 1 na 1 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >Rozpoczynając rozważania ma dwie opcje: Bóg istnieje, Bóg nie istnieje.
Dlaczego miałbym tego dochodzić? Ze względów praktycznych obchodzi mnie kościół. Buntuję się przeciw przymusowemu podatkowi na rzecz kościoła, który w Polsce płacę.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
|  | 2 na 2 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >Bo bunt to siła >Bunt sam w sobie jest jak najbardziej świadomy. Nieświadomi są tylko buntownicy swojego uzależnienia od przyczyny buntu. >Wydaje im się, że są "ateistami całą gębą", podczas gdy tak jak zauważyłem wcześniej są ledwie "nieteistami". >>>Mój kolega, który wychował się w naprawdę ateistycznej
Marzy mi się, by ledwie "nie-teiści" i naprawdę ateiści oraz inni nie Rzymsko-katolicy (mohero-wszechpolacy?) zjednoczyli się w swoim buncie i wywalczyli wydzielenie podatku na KRK tak jak na NFZ, oraz jego dobrowolność. Czyli przywrócili faktyczne przestrzeganie Konstytucji RP, bo teraz możesz nie uczyć się religii, ale płacić na nią musisz.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
|  | 1 na 1 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >A ja mu zazdroszczę. On wcale sam siebie nie nazywa się ateistą. Jest ponad to wszystko. Po co mu rozważanie przyczyn swojego ateizmu? On nigdy nie musiał "wychodzić" z żadnej wiary więc i refleksja dlaczego nie wierzy w Boga jest mu niepotrzebna.
Więc czujesz się zmuszony do wychodzenia z uzależnienia od wiary, zazdrościsz tym którzy nie zostali zindoktrynowani. Dostrzegłeś szkodliwość działań kleru. W pełni popieram pogląd, że wpajanie religii w szkołach, to krzywda dla umysłów dzieci.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
|  | 1 na 1 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >Szukają pseudo-naukowego wyjaśnienia swojej postawy.
Wolę szukać w psychologii i naukach przyrodniczych, choćby niepewnych, niż zadowolić się gotową z niepodważalnego źródła natchnioną "wiedzą naukową proboszcza".
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
|  | 3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >Sama nazwa Ateista określa postawę wprost przeciwną do teizmu, a więc czy nam się to podoba czy nie deklarując się jako ateiści jednocześnie godzimy się, iż światopogląd nas jest naturalnie skonfrontowany z teizmem.. inaczej pojęcie "ateizm" nie istniałoby i nie miało sensu..  > Otóź nieprawda. "A-teizm" nie oznacza przeciwieństwa do teizmu, ale "brak-teizmu".Otóż jednak prawda. Ateizm oznacza przeciwieństwo, zaprzeczenie teizmu, a nie jego brak.Ale po kolei. Najpierw znaczenie przedrostka a . Zgodnie ze słownikiem wyrazów obcych wyd. PWN: a , przed samogłoskami an - pierwszy człon wyrazów złożonych wskazujący na zaprzeczenie lub brak jakiejś cechy, np. agrafia, amoralny, anaeroby a-, an - nie, bez> swo.pwn.pl/haslo.php?id=3Ale tylko tu można próbować doszukiwać się potwierdzenia dla Twojej definicji. Objaśnienia pojęcia "ateizm" zawierają już bowiem wyłącznie słowo "nie" (co należy rozumieć jako "nie-ateizm", czyli zaprzeczenie/przeciwieństwo ateizmu), nie zawierają zaś słowa "brak". 1) słownik języka polskiego, wyd. PWN ateizm - pogląd zaprzeczający istnieniu Boga sjp.pwn.pl/haslo.php?id=25510732) encyklopedia, wyd. PWN ateizm [gr. a- 'nie', theós 'Bóg'], filoz. pogląd zaprzeczający istnieniu bogów, a zwł. Boga religii monoteistycznych; przeciwieństwo teizmu , deizmu; w refleksji filoz. wiąże się najczęściej ze stanowiskiem materialist. i prowadzi do krytyki religii; jako postawa życiowa wyraża się indyferentyzmem rel., a niekiedy przybiera postać antyteizmu. encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3872014(Zwróć uwagę na wyjaśnienie przedrostka "a" jako "nie", a także na użycie słów "zaprzeczający", przeciwieństwo", nie użyto natomiast słowa "brak") 3) Podobnie termin "ateizm" określany jest w dostępnej mi literaturze. Tu stosowane są następujące definicje: " ateizm polega na odrzuceniu poglądu przypisującego istnienie Bogu (lub bogom)", " ateizm - pogląd teoretyczny lub postawa praktyczna negujące istnienie Boga", " ateizm - otwarte zaprzeczenie, jakoby istniała jakakolwiek istota boska". (W literaturze użycie przedrostka "a" w wyrazie "ateizm" tłumaczone jest również jako "nie".) Być może nie stanowi to zbyt wielkiej różnicy. Nieraz jednak warto dzielić włos na czworo. Pozdrawiam Cię.
|
|
|  | 3 na 3 | Izabela Staniec-Laskowska (47 punktów) | > Otóź nieprawda. "A-teizm" nie oznacza przeciwieństwa do teizmu, ale "brak-teizmu". Dla przykładu podaję analogię. "Moralność" (nie analizuję co to takiego, ale chodzi o mechanizm słowotwórstwa). Osoba zachowująca się jej wbrew jest "niemoralna". Osoba nie mająca w ogólne moralności jest "amoralna". O to chodzi w moim wątku. Zarzucam, że większość z nas tak naprawdę nie jest "a-teistami", ale "nieteistami" (w analogii do "niemoralności").A teraz dla odmiany ja powiem: otóż nieprawda. Przedrostek A- (przed samogł. AN-) w złożeniach: nie-; bez-; przeczenie; brak; www.slowni(*)2E51A8D731C125662A005FFF7B.phpsynonimy: amoralny, niemoralny synonimy.ux.pl/synset.php?word=amoralnyamoralny - niemoralny, obcy moralności, pozbawiony zasad moralnych. www.slowni(*)A476B5781D4125659B002E147B.phppodobnie: anormalny = nienormalny www.slowni(*)DAE713A520412565A0004FD2F0.phpZabawa w wymyślanie kolejnego pojęcia usprawiedliwiającego inną postawę jest według mnie zbędna. Pewną obojętność wobec postaw teizmu i ateizmu prezentuje agnostycyzm.
zaprawdę cię nie ma, twoje winy będą odpuszczone jedyny widzu objazdowego teatrzyku świata tak, żegnam cię
|
|
| |  | | Andrzej.51 (15814 punktów) | >A teraz dla odmiany ja powiem: otóż nieprawda.
Nieśmiało polecam moją wypowiedź z dnia 21 lutego na ten sam temat, znajdującą się bezpośrednio nad Twoją wypowiedzią. W pełni zgadzam sie z Twoim stanowiskiem. Pozdrawiam.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Izabela Staniec-Laskowska (47 punktów) | >>A teraz dla odmiany ja powiem: otóż nieprawda. >Nieśmiało polecam moją wypowiedź z dnia 21 lutego na ten sam temat, znajdującą się bezpośrednio nad Twoją wypowiedzią. >W pełni zgadzam sie z Twoim stanowiskiem. >Pozdrawiam. A ja śmiało dziękuję. I też się zgadzam - z braku wyjścia i braku chęci na niezgodę. Kiedy dwoje niewierzących osiąga konsensus, drżyj klerze (analogicznie do Mat.18:18-20 "Gdzie są dwaj albo trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich").
zaprawdę cię nie ma, twoje winy będą odpuszczone jedyny widzu objazdowego teatrzyku świata tak, żegnam cię
|
|
3 na 3 | Kelly (2051 punktów) | > Ateiście tak samo daleko do obalania wyjątkowości Jezusa, Mahometa czy Konfucjusza.Nie każdy ateista obala wyjątkowość Jezusa. Ja obalam tylko jego boskość. > Ateista po prostu nie wierzy i tyle. Tymczasem obserwuję jak większość kultywuje swójateizm niczym religię, uznając się za wyzwolonych. Tylko, że to żaden ateizm - to pozerstwo. Niekoniecznie. Tak jak teista jest dumny ze swojej wiary, ateista jest dumny z niewiary, bo interpretuje ją z myśleniem, asertywnością, odwagą, indywidualnością i niezależnością. I w ten sposób wszyscy są zadowoleni  .
|
|
 | | aries | Po malu adepci Szkoly Medialnej niejakiego R. juz bija piane i sciemniaja zamiast pisac do rzeczy
|
|
 | | Tom Hunter (31 punktów) |
> Nie każdy ateista obala wyjątkowość Jezusa. Ja obalam tylko jego boskość.Wyjątkowość Jezusa polega właśnie na jego boskości. Obalając jego boskość obala się jego wyjątkowość. > Tak jak teista jest dumny ze swojej wiary, ateista jest dumny z niewiary, bo interpretuje ją z myśleniem, asertywnością, odwagą, indywidualnością i niezależnością. I w ten sposób wszyscy są zadowoleni .Nie uważasz, że "duma z własnej niewiary" to znowu bunt wobec Kościoła? Jestem dumny, że się wyzwoliłem, że nie jestem już mamiony tą ideologiczną papką. Chodzi o to zaangażowanie w swoją "niewiarę". Dla mnie ateista to ktoś, kto zapytany o to czy jest dumy ze swojej niewiary powie: dumny? nie, nie raczej nie. Ja po prostu nie wierzę i tyle. Nie wzbudza to we mnie jakichś emocji.
|
|
|  | 2 na 2 | Kelly (2051 punktów) | > Wyjątkowość Jezusa polega właśnie na jego boskości. Obalając jego boskość obala się jego wyjątkowość.No nie, nie przesadzaj. Jego wyjątkowość polegała również na charyzmie, sile przyciągania ludzi do siebie, dodawaniu im otuchy. Bez względu na to, czy jest bogiem, czy nie, nie każdy umiałby przekonać do swojej boskości tłumy. > >Tak jak teista jest dumny ze swojej wiary, ateista jest dumny z niewiary, bo interpretuje ją z myśleniem, asertywnością, odwagą, indywidualnością i niezależnością. I w ten sposób wszyscy są zadowoleni .> Nie uważasz, że "duma z własnej niewiary" to znowu bunt wobec Kościoła? Jestem dumny, że się wyzwoliłem, że nie jestem już mamiony tą ideologiczną papką. Chodzi o to zaangażowanie w swoją "niewiarę". Dla mnie ateista to ktoś, kto zapytany o to czy jest dumy ze swojej niewiary powie: dumny? nie, nie raczej nie. Ja po prostu nie wierzę i tyle. Nie wzbudza to we mnie jakichś emocji.Cóż, sam napisałeś, że w rzeczywistości jest inaczej  . Nie chcę nic sugerować, ale "inteligentni ludzie zawsze byli mniejszością". Może wydawać się, że areligijny światopogląd łączy się z buntem, ale przecież w czasach pierwszych chrześcijan to właśnie prakatolicy byli posądzani o buntowanie się przeciw bożkom pogańskim.
|
|
|  | 1 na 1 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >"duma z własnej niewiary" to znowu bunt wobec Kościoła? Jestem dumny, że się wyzwoliłem, że nie jestem już mamiony tą ideologiczną papką. Chodzi o to zaangażowanie w swoją "niewiarę". Dla mnie ateista to ktoś, kto zapytany o to czy jest dumy ze swojej niewiary powie: dumny? nie, nie raczej nie. Ja po prostu nie wierzę i tyle.
Potrzeba ateistom zaangażowania, by obronić budżet państwa, czyli swoje portfele, przed katechetami. A może stojąc przy Tobie, ateista zapytany o wiarę, powinien się wstydzić swej herezji i bezbożności. Przeprosić za grzech nieuczestniczenia w obrzędach, obiecać poprawę i prosić o pokutę.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
| Agnies | > Czy celem ateisty jest ciągła walka z Bogiem i kościołem?Czy powinien udawać, że ich nie ma? > ATEISTY TO NIE OBCHODZI!!!W Twoim ideale ateisty powinien on chyba być człowiekiem, którego umysł jest wolny od pojęć związanych z teizmem i Bogiem a przez to niezdolnym odnieść się w żaden sposób do czegoś o czym nigdy nie słyszał czy o czym nigdy nie czytał. Czy taka ludzka forma jest osiagalna na Ziemii w jej aktualnej rzeczywistosci czy jest to raczej forma arzeczywista (jednocześnie oderwana od rzeczywistości, zamknięta wobec rzeczywistości, która jest jej niedostępna, zakryta tak jak nam (mi przynajmniej) np. rzeczywistość dnia codziennego Jowiszan  ) Czy tak?
|
|
5 na 5 | keymak (3379 punktów) | > Ateizm jako religia buntu?Ateizm nie jest religią. Cytując za wikiReligia to system wierzeń i praktyk, określający relację jednostki do różnie pojmowanej sfery sacrum, czyli świętości i sfery boskiej. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wiara), w czynnościach religijnych (np. kult), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka).Ateizm nijak nie przystaje do definicji religii. Trzeba mieć wiele fantazji aby ateizm nazywać religią. > Przyznajcie się, ile w was ateizmu, a ile chęci> kultywowania wiary zwanej ateizmem?Ateizm nie jest wiarą w sensie religijnym. Jest światopoglądem odrzucającym właśnie wiarę religijną. > Czy celem ateisty jest ciągła walka z Bogiem i kościołem?> Zapytam inaczej: Jakiż to ateista, który większość czasu> poświęconego na "intelektualne rozrywki"> przeznacza na obalanie wiary?Ateista nie musi specjalnie szukać zwady z Kościołem. Wystarczy że wszyscy namawiają go do tego aby posłał swoje dziecko do szkoły. Wystarczy że codziennie rano budzą go dzwony kościelne. Wystarczy że każe się mu ukrywać swój światopogląd, bo sama deklaracja może urazić uczucia religijne wierzących .. > Ich ateizm nie jest świadomym wyborem właściwej> drogi, ale WYNIKIEM BUNTU wobec instytucji kościoła.Z pewnością są ludzie którzy stali się ateistami w skutek czegoś takiego co określasz buntem, ale to nie oznacza, że dotyczy to wszystkich ateistów. Nie rozumiem zaś dlaczego sam bunt jest w tym wypadku czymś złym. Możliwe że chcesz nieco uprościć sprawę i wykorzystać określenie bunt, który ma pejoratywny wydźwięk. Istnieją różne powody buntu i nie wszystkie oznaczają niedojrzałość, lub zły wybór. > Jeżeli ktoś wierzy, że Ziemia jest płaska (pomimo dowodów> na jej kulistość) to bardzo proszę. Na tym polega wiara -> nie jest rozumowa; to ta sama siła, która pozwala drużynie> piłki nożnej w całości mniej wartej od jednego piłkarza> przeciwników wyeliminować tych "na papierze lepszych" z> rozgrywek. Wiara czyni cuda.Gratulacje. Właśnie przyznałeś że wiara w sensie religijnym jest czymś z definicji irracjonalnym. > Tymczasem obserwuję jak większość kultywuje swój> ateizm niczym religię, uznając się za wyzwolonych. Tylko,> że to żaden ateizm - to pozerstwo.Przy takim podejściu każdy kto broni swoich racji jest pozerem. > Ja też łapię się na tym, że mój ateizm to wynik buntu, ale> nauczyłem się już oddzielać świat wiary od świata nauki.Odczuwam deja vu. Od czasu do czasu pojawiają się tutaj ludzie religijni, którzy nazywają siebie ateistami. Czy jesteś jednym z nich ? Pozdrawiam.
|
|
 | | Tom Hunter (31 punktów) | > Ateizm nie jest religią.> Ateizm nijak nie przystaje do definicji religii.Dla mnie to oczywiste, że ateizm to nie religia. Tytuł tego wątku jest świadomą prowokacją i swego rodzaju nadużyciem. Byłem przekonany, że łatwo to zauważyć. > Trzeba mieć wiele fantazji aby ateizm nazywać religią.Co jak co, ale fantazji to mi nie brakuje. W wielu dziedzinach.  > Ateista nie musi specjalnie szukać zwady z Kościołem. Wystarczy że wszyscy namawiają go do tego aby posłał swoje dziecko do szkoły. Wystarczy że codziennie rano budzą go dzwony kościelne. Wystarczy że każe się mu ukrywać swój światopogląd, bo sama deklaracja może urazić uczucia religijne wierzących ..Myślę, że to przesadzony opis. Aż w tak bardzo katolicko-kościelnym państwie to my nie mieszkamy...jeszcze. > Z pewnością są ludzie którzy stali się ateistami w skutek czegoś takiego co określasz buntem, ale to nie oznacza, że dotyczy to wszystkich ateistów.Są ateiści nawróceni i ateiści urodzeni. > Nie rozumiem zaś dlaczego sam bunt jest w tym wypadku czymś złym. Możliwe że chcesz nieco uprościć sprawę i wykorzystać określenie bunt, który ma pejoratywny wydźwięk. Istnieją różne powody buntu i nie wszystkie oznaczają niedojrzałość, lub zły wybór.Bunt nie jest zły. Chodzi mi o to, że człowiek, którego ateizm powstaje na drodze buntu jest już na starcie bardzo obciążony wiarą, przeciwko której się buntuje. > Gratulacje. Właśnie przyznałeś że wiara w sensie religijnym jest czymś z definicji irracjonalnym.Nie zawsze jest irracjonalna, ale często bywa. Kategoria racjonalności w wypadku wiary nie występuje. > >Tymczasem obserwuję jak większość kultywuje swój> >ateizm niczym religię, uznając się za wyzwolonych. Tylko,> >że to żaden ateizm - to pozerstwo.> Przy takim podejściu każdy kto broni swoich racji jest pozerem.Rozgłaszanie wszem i wobec swojego ateizmu i udowadnianie na każdym kroku, że najlepiej nie wierzyć to dla mnie pozerstwo. > Odczuwam deja vu. Od czasu do czasu pojawiają się tutaj ludzie religijni, którzy nazywają siebie ateistami.> Czy jesteś jednym z nich ?Nie, choć coś jest w tej myśli, że najwięksi "wojacy" w końcu kończą jako obrońcy wiary. Przypomina się Nietsche. On zdążył napisać: "God is dead", choć wielu dopatruje się w nim najżarliwszego chrześcijanina. Ta niemoc wyzwolenia z wiary towarzyszy właśnie tym "buntownikom". Ich ateizm jest dla mnie wątpliwy.
|
|
|  | 2 na 2 | keymak (3379 punktów) | >Ta niemoc wyzwolenia z wiary towarzyszy właśnie tym "buntownikom". Ich ateizm jest dla mnie wątpliwy.
Każdy ateista jest inny to prawda, ale nie ma sensu twierdzić że ktoś kto nazywa siebie ateistą i postępuje jak ateista nim nie jest.
Pozdrawiam.
|
|
|  | 2 na 2 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >>Ateista nie musi specjalnie szukać zwady z Kościołem. Wystarczy że wszyscy namawiają go do tego aby posłał swoje dziecko do szkoły. Wystarczy że codziennie rano budzą go dzwony kościelne. Wystarczy że każe się mu ukrywać swój światopogląd, bo sama deklaracja może urazić uczucia religijne wierzących .. >Myślę, że to przesadzony opis. Aż w tak bardzo katolicko-kościelnym państwie to my nie mieszkamy...jeszcze.
Przeznaczenie czterdziestu milionów zł z podatków na Świątynię, żądanie wliczenia religij do średniej ocen i wprowadzenia religii na maturach, Konkordat czyniący czarnoksiężników państwem w państwie, nie świadczy o galopującej klerykalizacji państwa? Kiedy się obudzisz? A może chcesz uśpić innych? Przesadzony opis, nie stowarzyszajcie się (bądźcie spokojni, rozluźnieni, wasze powieki są ciężkie, opadają). Nieświadomie czy świadomie próbujesz uśpić, w obliczu agresywnej drapieżności sukienkowych? Nie chcę obudzić się z hipnozy w państwie wyznaniowym, jak Niemcy w faszystowskim.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
|  | 3 na 3 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >Rozgłaszanie wszem i wobec swojego ateizmu i udowadnianie na każdym kroku, że najlepiej nie wierzyć to dla mnie pozerstwo.
Czy ateistyczni ministranci zapukali do Twoich drzwi i zapytali czy przyjmujesz "certyfikowanego" ateistę?
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
|  | 3 na 3 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >najwięksi "wojacy" w końcu kończą jako obrońcy wiary. >Ta niemoc wyzwolenia z wiary
Profesor teologii Tomasz Węcławski -W latach 1989-1996 był rektorem poznańskiego seminarium duchownego. W roku 1996 został dziekanem Papieskiego Wydziału Teologicznego w Poznaniu. Przyczynił się do włączenia w 1998 roku PWT jako wydziału teologicznego w struktury Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Do 31 sierpnia 2002 roku był dziekanem tego wydziału. W latach 1997-2002 był członkiem Międzynarodowej Komisji Teologicznej w Rzymie a w 2003-2006 był członkiem Komisji Nauk Teologicznych PAN i prezydium Fundacji Guardiniego w Berlinie. 21 grudnia 2007 roku w obecności proboszcza parafii zamieszkania i dwóch świadków, Tomasz Węcławski dokonał aktu apostazji, czyli odstępstwa od Kościoła katolickiego.
Tak więc po gruntownym zbadaniu, dochodzi się do wniosku, że Jezus to reformator religijny, a nie Bóg czy Pół-Bóg pół-człowiek. Istotnie większość sukienkowych ma niemoc odejścia z kościoła, lub uczciwego przyznania że to tylko tradycja, legendy, nie faktyczna nadprzyrodzona rzeczywistość.
Do najgłośniejszych w ostatnich latach wystąpień z kapłaństwa należało odejście jezuity Stanisława Obirka oraz dominikanina Tadeusza Bartosia.
Jak widać z wiary wyzwolić się można, lecz wielu głosi boskość Jezusa ze świadomością kłamstwa, fałszywości Boga i jego religii.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
4 na 6 | Patty Matheson (2087 punktów) | 1. Masz rację, w wielu przypadkach ateizm jest buntem, zresztą sama nazwa wskazuje na taki odbiór. Ale co w tym złego? Skoro tak trudno wielu osobom być po prostu niewierzącym w danym społeczeństwie, to może coś nie tak jest nie z nimi, ale ze stroną teistyczną właśnie, która tak na nich oddziałała? Tam, gdzie jest zawsze miejsce na nowe światopoglądy, nieatakowane przez nikogo i spokojne, można je sobie wyznawać, nie patrząc na innych. Co, jeśli innoświatopoglądowiec nie czuje dla siebie przestrzeni? 2.Oczywiście podporządkowanie się idei zanegowania przeciwnika jest głupie w ogóle. Jakkolwiek, wolny ateista nie powinien w ogóle zajmować się wiarą innych, np. "bo się nie zna" i "nic mu do tego". Co jednak, jeśli ten ateista jest też racjonalistą, a to z kolei prowadzi do poszukiwania wiedzy, konfrontowania poglądów i obalania tez jako ćwiczenia umysłowego?  Zwracając się do Forumowiczów, musisz wziąć ten aspekt pod uwagę. [Ponadto wielu racjonalistów zapewne nie jest obojętnych społecznie i widząc wsiowe zabobony, którym hołdują inni, chcieliby im otworzyć oczy.] Pozdrawiam.
I na koniec dnia szóstego Bóg usłyszał: "Za mało many"
|
|
6 na 6 | laszka (296 punktów) | >Czy celem ateisty jest ciągła walka z Bogiem Nie, bo bóg nie istnieje. > i kościołem? Tak, bo jest to kwestia istotna dla funkcjonowania społeczeństwa. Żyjemy w kraju katolickim, chcąc nie chcąc Kościół ma wpływ na nasze życie. Ja jako ateistka nie chcę tego. Nie mam ochoty, aby ludzie wierzący w jakieś bóstwo i opowiadający nie stworzone historie o początkach świata, mówili mi jak mam żyć. I to nie jest tak, że to nas nie dotyczy. Dotyczy, bo nasze rodziny są wierzące, nasi znajomi, nasi politycy, itd. "Walka" z Kościołem nie jest dla mnie li tylko kwestią obalania dogmatów wiary, ale także uniezależnieniem się od niego.
>Zapytam inaczej: Jakiż to ateista, który większość czasu >poświęconego na "intelektualne rozrywki" >przeznacza na obalanie wiary?
Zgodzę się z moimi przedmówcami, że właściwie dlaczego mielibyśmy się tym nie zajmować. W końcu powinno się propagować zdrowy rozsądek, a nie zabobony. Tak jak z kulistością ziemi. Gdyby nikt nie zechciał "nas" oświecić, bo by uznał, że właściwie po co, to nadal być może żylibyśmy w iluzji.
>Większość "nowonawróconych ateistów" wyrosła w >łonie nauk i obrzędów kościoła rzymsko-katolickiego >(rodzice prowadzili ich do kościoła, babcia przyjeżdżała na >świąteczny obiad, znają całą liturgię mszy świętej i słowa >kolęd). Ich ateizm nie jest świadomym wyborem właściwej >drogi, ale WYNIKIEM BUNTU wobec instytucji kościoła. Buntujemy się wobec tego co znamy i co nas otacza.
>Wielu później przyznaje, że o ile gdzieś wiara w Boga w nich >pozostała, o tyle stracili zaufanie do księży. To już jest problem tych ludzi, ale to nie są ateiści.
>ATEISTY TO NIE OBCHODZI!!! zwykle z takiego podejścia nic nie ma. Nie jestem zwolennikiem "nie obchodzi mnie to". Zawsze znajdą się tacy, co ich obchodzi i wtedy oni będą stawiać swoje warunki.
>Ateiście tak samo daleko do obalania wyjątkowości Jezusa, >Mahometa czy Konfucjusza. Ateista po prostu nie wierzy i >tyle. Tymczasem obserwuję jak większość kultywuje swój >ateizm niczym religię, uznając się za wyzwolonych. Tylko, >że to żaden ateizm - to pozerstwo. Zgodzę się, że wielu ateistów traktuje ateizm jak prawdę objawioną i w pewien sposób go upodabniają do religii. Nawet ktoś na forum zaproponował kiedyś stworzenie świąt ateistycznych. Co jest dla mnie absurdem. Myślenie logiczne, oparte na faktach nie powinno być wiarą w rozum.
|
|
 | | greene | >Czy celem ateisty jest ciągła walka z Bogiem Nie, bo bóg nie istnieje.
Hm, ale to zdanie jednak brzmi dziwnie bo zakłada tą samą pewność która cechuje tych, którzy mówią, że istnieje .
Prawdopodobnie stąd bierze się konflikt pomiędzy ateistami a teistami. Z tej dogmatycznej pewności. Ludzie nie naznaczeni piętnem absolutnej pewności łatwiej dojdą do porozumienia. Bez walki. Bo niby o co? O to, że można się pomylić?...
|
|
|  | 4 na 4 | laszka (296 punktów) | > Hm, ale to zdanie jednak brzmi dziwnie bo zakłada tą samą pewność która cechuje tych, którzy mówią, że istnieje .
A jak inaczej miałabym powiedzieć? Ja nie wierzę w boga, żadnego. A jeśli w niego nie wierzę, to nie zakładam, że on może jednak jest. Po prostu dla mnie go nie ma. Dlatego napisałam to w takiej formie. Nie mam zamiaru się nad tym zastanawiać, a tym bardziej nie mam zamiaru nikogo zmuszać do przyjęcia mojego zdania. Na takiej samej zasadzie nie wierzę w świętego Mikołaja i też nie zostawiam sobie furtki, że może się mylę. To, że ktoś wymyślił boga, a im bardziej to niedorzeczne tym ciężej to obalać, bo wiara jest tym mocniejsza, trudno. Nie wierzę w boga, tak jak w smerfy, wróżki, jednorożce, itp. Nie mam też zamiaru zmieniać zdania, tylko dlatego, że masa ludzi w to wierzy i to prowadzi do konfliktu.
|
|
| |  | | greene |
>A jak inaczej miałabym powiedzieć? Ja nie wierzę w boga, żadnego. A jeśli w niego nie wierzę, to nie zakładam, że on może jednak jest. Po prostu dla mnie go nie ma. Dlatego napisałam to w takiej formie. Nie wierzę w boga, tak jak w smerfy, wróżki, jednorożce, itp. Nie mam też zamiaru zmieniać zdania, tylko dlatego, że masa ludzi w to wierzy i to prowadzi do konfliktu.
I tak postawiona sprawa zmienia postać rzeczy. "Nie wierzę w Boga" albo "dla mnie go nie ma" to zupełnie coś innego jak powiedzenie "nie ma Boga". Mogę nie wierzyć w istnienie życia na innych planetach ale nie mogę powiedzieć, że go tam nie ma - bo niby skąd miałbym to wiedzieć?
|
|
| | |  | 3 na 3 | laszka (296 punktów) | >I tak postawiona sprawa zmienia postać rzeczy. "Nie wierzę w Boga" albo "dla mnie go nie ma" to zupełnie coś innego jak powiedzenie "nie ma Boga". Mogę nie wierzyć w istnienie życia na innych planetach ale nie mogę powiedzieć, że go tam nie ma - bo niby skąd miałbym to wiedzieć?
Ale właśnie dlatego używam takiego sformułowania. Stwierdzenie, że boga nie ma, jest zgodne z tym co myślę. W rozumieniu "dla mnie go nie ma", nie ma go wcale, bez możliwości, że jest. A co do reszty, mogę uznać, że na innej planecie jest życie, bo to jest prawdopodobne. Nie mam powodu uważać, że jesteśmy jedynymi istotami w całym wszechświecie. Ale co do boga, to kwestia jest dla mnie inna, i w dalszym ciągu bliżej jest jej do kwestii istnienia smerfów. Ja rozumiem, że wmawianie ludziom takich rzeczy (że istnieje bóg ojciec, itd.) przez wieki, jest determinujące. Jednak dla mnie pozostaje to kłamstwem powiedzianym zbyt wiele razy.
|
|
| | | |  | | greene | Tak, być może, ale czy zbadałaś wszystkie koncepcje dotyczące Boga czy też tylko tą "babciną" koncepcję? Bo jeśli tylko tą, to dość ułatwiasz sobie sprawę.  pozdrawiam!
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | keymak (3379 punktów) | >Tak, być może, ale czy zbadałaś wszystkie koncepcje dotyczące Boga Zaryzykuje stwierdzenie że prawie każdy ateista zajmował się o wiele większą ilością koncepcji boga niż ludzie religijni. Ktoś kto wierzy w jakiegoś boga nie zajmuje się innymi. Niekiedy nawet próbuje zwalczać wiarę w innych bogów i nie widzi w tym nic dziwnego. Gdy zaś ateista mówi że "bóg nie istnieje" to teista jest wielce zdziwiony że tak można .. Hipokryzja ludzi religijnych to norma.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | laszka (296 punktów) | >Zaryzykuje stwierdzenie że prawie każdy ateista zajmował się o wiele większą ilością koncepcji boga niż ludzie religijni. >Ktoś kto wierzy w jakiegoś boga nie zajmuje się innymi. Niekiedy nawet próbuje zwalczać wiarę w innych bogów i nie widzi w tym nic dziwnego. Gdy zaś ateista mówi że "bóg nie istnieje" to teista jest wielce zdziwiony że tak można .. >Hipokryzja ludzi religijnych to norma. >Pozdrawiam.
Tak to już niestety jest. Jeżeli ktoś nie wierzy w boga, to dlatego, że nie ma o tym pojęcia. Podczas gdy wierzący całymi latami studiują koncepcje boga, i dopiero na tej podstawie dochodzą do przekonania, że on jest. W końcu Tomasz z Akwinu, nie może się mylić. To brzmi tak, jakby to wierzący byli tymi, którzy wyszli z jaskini, a my ateiści tkwimy w ułudzie, że wiemy coś więcej, nie dostrzegając, że bóg nas otacza.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | laszka (296 punktów) | >czy zbadałaś wszystkie koncepcje dotyczące Boga czy też tylko tą "babciną" koncepcję? Mógłbyś rozszerzyć termin "babciną" koncepcję?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >czy zbadałaś wszystkie koncepcje dotyczące Boga
Na kult Boga, według koncepcji głoszonej przez wkrótce Świętego Papieża, są marnowane podatki. Co mi do niepazernych koncepcji.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
| | |  | 3 na 3 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >"Nie wierzę w Boga" albo "dla mnie go nie ma" to zupełnie coś innego jak powiedzenie "nie ma Boga". Mogę nie wierzyć w istnienie życia na innych planetach ale nie mogę powiedzieć, że go tam nie ma - bo niby skąd miałbym to wiedzieć?
Nie mówimy o istocie nadprzyrodzonej w Kosmosie, czy panteistycznym bogu Przyrodzie, Naturze. Mówimy o Bogu z Biblii, z lekcji religij, a On nie na innych planetach jest umiejscawiany przez Rzymskokatolicki dogmat, lecz wszędzie. Czyli bezpośrednio w zasięgu wszystkich Twoich zmysłów. Skoro jest niepoznawalny zmysłowo, to również na wszystkich innych planetach Go nie pozna Homo sapiens. Skoro rzekomo istniejący Bóg jest wszędzie, to również w piekle z grzesznymi duszami jest, i nie potrzeba żadnego pośrednika katechety, duszpasterza, bo on jest w każdym, nawet niewierzącym. Trochę myślenia pozwala zrozumieć absurdalność "nauk" Kleru.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
|  | 3 na 3 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >>Czy celem ateisty jest ciągła walka z Bogiem >Nie, bo bóg nie istnieje. >Hm, ale to zdanie brzmi dziwnie bo zakłada tą samą pewność która cechuje tych, którzy mówią, że istnieje. >Prawdopodobnie stąd bierze się konflikt pomiędzy ateistami a teistami. Ludzie nie naznaczeni piętnem pewności łatwiej dojdą do porozumienia. Bez walki. Bo niby o co?
Walka ateistów jest o ochronę pieniędzy podatnika (w tym ateistów) przed drapieżnością kleru. Czyli o przestrzeganie Konstytucji RP.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Postaram się ustosunkować do większości poruszonych przez Ciebie kwestii. Jestem ateistą i to już od wielu, wielu lat. Ateizmem zaraził mnie mój ojciec jeszcze w czasach mojego dzieciństwa, ale też mój ateizm wynika głównie z moich przemyśleń i wewnętrznego przekonania o ich słuszności. Dla mnie ateizm to przede wszystkim zdecydowane odrzucenie poglądu o istnieniu jakiegokolwiek boga, któryby cokolwiek stworzył i ewentualnie miał na cokolwiek mniejszy lub większy wpływ. Jestem w tych przekonaniach zdecydowany i od szeregu lat konsekwentny. Oczywiście jestem świadomy faktu, że przy aktualnym stanie wiedzy żaden ateista nie jest w stanie w sposób jednoznaczny udowodnić komukolwiek nieistnienia boga, ani też żaden zwolennik wiary w nadprzyrodzone nie jest w stanie udowodnić istnienia wyznawanego przez siebie boga. Jestem jednak pewny, że jeśli kiedyś którakolwiek ze stron udowodni kiedyś swoje racje drugiej stronie, to tym "zwycięzcą" będą ateiści a nie zwolennicy wiary w boga lub bogów. Tak rozumiany i wyznawany ateizm stanowi dla mnie jednocześnie powód do dumy z odrzucenia nierealnych poglądów o istnieniu jakiegoś boga "osobowego", który rzekomo stworzył świat i przy okazji mnie, a na dodatek kieruje moim (i nie tylko moim) życiem a jego miłość do rodzaju ludzkiego i reszty dzieła swojego "stworzenia" nie zna granic. Nie ma natomiast w moim ateizmie nadmiernej chęci głoszenia światu, że jestem ateistą, chociaż tzw. najbliższe (i nie tylko) otoczenie zna moje poglądy i nie raz w różnych sytuacjach swoje poglądy wyrażałem i broniłem ich, również - co być może ważne - w rozmowach z osobami duchownymi. Tak ja rozumiem ateizm - a nie wierząc w boga nie walczę z nim (nawiązuję tu do Twojej wypowiedzi). I zdecydowanie odróżniam ateizm od antyklerykalizmu i jakiejkolwiek formy walki z kościołem. Chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że od ateizmu do antyklerykalizmu jest całkiem blisko. Znam jednakże wielu wierzących, którzy nie darzą zbytnim szacunkiem osób duchownych i instytucji Kościoła. Ty negujesz potrzebę "obalania wiary". Ja uważam przede wszystkim za konieczne głoszenie niewiary (czyli ateistycznego, a tym samym naukowego rozumienia rzeczywistości), co samo w sobie jest bardzo istotnym elementem obalania wiary. Dla zobrazowania swoich poglądów piszesz, że jeśli ktoś zastanawia się, czy np. liczba "trzynaście" jest pechowa, czy też nie, to jednocześnie wyzwala w sobie mechanizmy tworzenia przesądów. Masz tu oczywiście wiele racji, ale odnoszenie przez Ciebie tego przykładu do kwestii wiary lub niewiary w boga jest według mnie chybione. Zatem Twoim zdaniem jak ktoś ma stać się ateistą? Ma o tym myśleć, czy też nie. Ma po prostu pewnego dnia stać się ateistą, bez uprzedniego analizowania pewnych faktów, poczynionych obserwacji, doznanych przeżyć, bez próby przeczytania jakiejkolwiek książki (oczywiście dotyczącej tych zagadnień), bez jej przeanalizowania i określonego zrozumienia, itd., itd. To wszystko zbędne. Czyli - ma być ateistą nie do końca, albo wręcz wcale, świadomym swoich przekonań. Ryzykowne wysuwasz tezy. Oczywiście - i tu się z Tobą zgadzam - myśląc o nieistnieniu boga w sposób oczywisty myśli się o jego ewentualnym istnieniu i być może - ale tylko "być może" - uruchamia się mechanizmy wiary. Ale inaczej się nie da. Niewiara tylko wtedy jest dobra i ma sens, gdy jest świadoma, to znaczy wyrosła na gruncie wewnętrznej walki między tym "co za", a tym "co przeciw". Większość polskich rodzin w sposób mniej, czy też bardziej zdecydowany przyznaje się do swojej wiary w chrześcijańskiego boga. To między innymi w tych domach wyrasta pokolenie ludzi niewierzących. Ale ci niewierzący kiedyś - w wielu przypadkach - chodzili do kościoła, bo tak chcieli ich rodzice, celebrowali święta i zapalali świeczki na choinkach. Inaczej być nie mogło. Ludzi, a tym samym rodzin niewierzących jest w Polsce raczej mniejszość - skąd zatem według Ciebie ma się wywodzić młode pokolenie ateistów. Jeśli tylko z rodzin o ateistycznych przekonaniach, to ich ilość na pewno nie będzie się zwiększać. Absolutnie nie zgadzam się z wysuwaną przez Ciebie tezą, jakoby ateizm ludzi wychowanych w chrześcijańskich domach był wyłącznie wynikiem ich buntu wobec instytucji kościoła. A jeśli nawet w jakiejś części tak - to co w tym złego. Jeśli - jak piszesz - "dobry" ateista to tylko ten, który wyrósł w ateistycznej rodzinie, to oświadczam Ci, że się z Tobą nie zgadzam i co więcej, uważam, że w jakiś sposób obrażasz tych w wielu przypadkach "prawdziwych" ateistów, którzy do swoich przekonań doszli w "chrześcijańskich" domach. I może właśnie dlatego należy im się szacunek i uznanie. Nie mniej jednak mogę próbować zgadzać się z Twoim poglądem - chociaż nie potrafiłbym tego w żaden sposób udowodnić - że jakaś część "ateistów" to tylko ateiści na pokaz (bo taka na przykład moda) lub też tak naprawdę są raczej antyklerykałami a nie ateistami. Zgoda - niech i tak będzie. I na koniec jeszcze jedno. Do mojego ateizmu nie tyle doszedłem, co zdecydowanie wzmocniłem go, po przeczytaniu wielu naprawdę wspaniałych książek. Na gruncie nauki można "obalać wyjątkowość Jezusa i Mahometa", bo dzięki nauce - i tylko i wyłącznie dzięki nauce - można poznać wiele faktów z ich życia, dokonań i poglądów, nieco odmiennych, niż przedstawiają to święte księgi. I między innymi właśnie dlatego ja nie oddzielam świata nauki od świata wiary. Ty piszesz, że wiara polega na tym, że "nie jest rozumowa". Zgadzam się z Tobą. Ale właśnie dlatego chcę, by moja niewiara "była rozumowa". I dlatego również absolutnie nie odnoszę do siebie Twojej opinii, że "ateista po prostu nie wierzy i tyle".
|
|
 | 1 na 1 | Crassus (52 punktów) | Mój głos w tej kwestii będzie raczej przedstawienie własnych poglądów na ateizm, niż odpowiedzią na zadany problem. Od razu też zastrzegam że w moim przeypadku ateizm jest niezdogmatyzowany, lub inaczej mówiąc nie wytworzyłem na własne potrzeby ścisłej definicji ateizmu oraz "mojego ateizmu". Dlatego też uważam że ateizm jest określeniem roboczym, którym się posługuje w stosunku do własnej osoby, gdyż inaczej w każdej rozmowie musiałbym opisywać swój stosunek do religii a ponieważ większość ludzi wierzących nie za bardzo wie co znaczy to że są religijni, zakładam również że nie do końca wiedzą co to jest ateizm i kto to jest ateista, tak więc wszystko jest w porządku  . Trochę to zawiłe ale myśle że logiczne. Bardzo lubie określenie Woody'ego Allena "Ty mówisz że jestem ateistą, Bóg uważa mnie za lojalną opozycje". zdanie to aż dwa razy potwierdza istnienie Boga. Pomijając element humorystyczny wynikający z tego że postać Boga jest w tym zdaniu istotna i posiada własne zdanie co do mnie - a więc już przez to istnieje i ja zakładam że istnieje również wypowiadając to zdanie. Jest to jedna warstwa tego zdania. Ale drugie jego znaczenie jest takie że nie można wierzyć bądź nie - w kogoś kto nie istnieje. Jest to jeden z powodów dla którego nie lubie określenia ateista - implikuje ono istnienie Boga (niekoniecznie w sensie ontologicznym). Inny powód to taki że jest to określenie negatywne w swojej treści. Jest to po prostu zaprzeczenie teisty, wole określenia pozytywne choć jeszcze takiego chyba nie ukuto. Moje stanowisko jest takie że podzielam poglądy ateistów ale nie chciałbym się tak określać. Dawkins cytował chyba kogoś kto odpowiedział na pytanie "Jaki jest Twój stosunek do Boga" czy coś takiego - odpowiedź brzmiała "Nie potrzebuje tej hipotezy". I to jest moim zdaniem esencja ateizmu, choć jak zaznaczam termin jest dla mnie nie do przyjęcia. Co od sporów i dążeń do przekonania o swojej racji to mam inny nieco pogląd niż Tom Hunter. Z wykształcenia jestem historykiem - starożytnikiem. Jestem po prostu bardzo czuły na przekłamania historyczne i staram się je naprostować jeśli tylko czuje się w nich kompetenty i ten kto je stosuje chce mnie słuchać. Uważam więc że wiara i historia nie stoją ze sobą w sprzeczności. Z prostego względu że historia jest nauką a wiara nią nie jest. Wiara chrześcijańska nie opiera się wydaje mi się na tym czy Jezus chodził po wodzie czy nie ale na tym czy uznajemy go za Zbawiciela i Odkupiciela grzechów jakim się dla chrześcijan stał wraz ze swoją śmiercią na krzyżu (nota bene śmierć krzyżowa jest jedynym faktem wydaje mi się niepodważalnym w życiu Jezusa oczywiście poza tym że w ogóle żył). Chciałbym jeszcze zabrać głos apropos wyjątkowości Jezusa. Otóż w moim przekonaniu wyjątkowość w żaden sposób nie implikuje jego boskości. Albo może inaczej roumiemy termin "wyjątkowy". Np. Gandhi na pewno bez względu na to jakie się ma o nim zdanie był wyjątkowy, ale to jeszcze nie znaczy że był b/Bogiem w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa.
|
|
|  | 3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Bardzo lubie określenie Woody'ego Allena "Ty mówisz że jestem ateistą, Bóg uważa mnie za lojalną opozycje". zdanie to aż dwa razy potwierdza istnienie Boga. Pomijając element humorystyczny wynikający z tego że postać Boga jest w tym zdaniu istotna i posiada własne zdanie co do mnie - a więc już przez to istnieje i ja zakładam że istnieje również wypowiadając to zdanie. Jest to jedna warstwa tego zdania. Ale drugie jego znaczenie jest takie że nie można wierzyć bądź nie - w kogoś kto nie istnieje. Jest to jeden z powodów dla którego nie lubie określenia ateista - implikuje ono istnienie Boga (niekoniecznie w sensie ontologicznym). Inny powód to taki że jest to określenie negatywne w swojej treści. Jest to po prostu zaprzeczenie teisty, wole określenia pozytywne choć jeszcze takiego chyba nie ukuto.
Rozumiem Twój problem z definicją pojęcia "ateista" (bądź "ateizm" - co na jedno wychodzi). Problem ten wynika według Ciebie z tego, że definicja pojęcia "ateista" zakłada już niejako istnienie Boga.
Otóż ja znam kilka definicji terminu "ateista". Na przykład definicja taka: Ateizm polega na odrzuceniu poglądu przypisującego istnienie Bogu (lub bogom) .
Faktem jest oczywiście, że definicja ta zawiera w sobie negację - ale nie negację istnienia Boga (bogów) jako bytu realnego. Zwróć uwagę na to, że w definicji tej w żaden sposób nie ma założenia o istnieniu Boga (bogów). Definicja ta stwierdza jedynie, że istnieje pewien pogląd o istnieniu Boga (bogów), ale ateizm ten pogląd (a nie istnienie Boga) neguje (odrzuca). Przyznasz zapewne, że ta definicja pojęcia "ateizm" jest doskonała - również z punktu widzenia Twojej niechęci do tego terminu.
Ale są też definicje nieco inne. Na przykład: Ateizm to pogląd teoretyczny (postawa praktyczna) negujący istnienie Boga w jakiejkolwiek postaci , lub: Ateizm jest teorią stanowiącą, że Boga nie ma , lub też: Ateizm jest to pogląd odrzucający wiarę w istnienie Boga .
Wydaje mi się, że ta ostatnia definicja powinna Ci się również spodobać. Być może jest tu jakiś problem, ale pewnie go nieco wyolbrzymiasz. Bez żadnej z mojej strony złośliwości - masz pole do popisu, wymyśl coś.
Pierwotnie przymiotnik atheos (z języka greckiego: a - przedrostek przeczący, theos - bóg) oznaczał: "pozbawiony wiary w bogów" (to odrobina etymologii).
>Moje stanowisko jest takie że podzielam poglądy ateistów ale nie chciałbym się tak określać. Dawkins cytował chyba kogoś kto odpowiedział na pytanie "Jaki jest Twój stosunek do Boga" czy coś takiego - odpowiedź brzmiała "Nie potrzebuje tej hipotezy". >I to jest moim zdaniem esencja ateizmu, choć jak zaznaczam termin jest dla mnie nie do przyjęcia.
Ponoć pewnego dnia słynny francuski matematyk, astronom i fizyk Pierre Simon de Laplace (XVIII i XIX wiek) opowiadał Napoleonowi o tym, jak tworzył swoją teorię wszechświata. Zapytano go wtedy, gdzie w tej jego teorii jest miejsce dla Boga. Wtedy Laplace odparł: Ta hipoteza nie była mi potrzebna . Rzeczywiście - Bóg nauce nie jest potrzebny do wyjaśnienia czegokolwiek. Przez współczesną naukę został z naszej rzeczywistości wyparty. Nie wszyscy to jednak już rozumieją. Sądzę, że na wszystko przyjdzie czas.
>Wiara chrześcijańska nie opiera się wydaje mi się na tym czy Jezus chodził po wodzie czy nie ale na tym czy uznajemy go za Zbawiciela i Odkupiciela grzechów jakim się dla chrześcijan stał wraz ze swoją śmiercią na krzyżu
Można dyskutować. Według mnie dla przeciętnego chrześcijanina (sądzę, że dla większości chrześcijan) termin "wiara chrześcijańska" oznacza i jedno, i drugie.
>(nota bene śmierć krzyżowa jest jedynym faktem wydaje mi się niepodważalnym w życiu Jezusa oczywiście poza tym że w ogóle żył)
Czytałem o tym. Autorem powyższego jest Geza Vermes, wybitny biblista i historyk pracujący w Wielkiej Brytanii, profesor, specjalista od życia Jezusa, rękopisów z Qumran i starożytnej Palestyny.
>Chciałbym jeszcze zabrać głos apropos wyjątkowości Jezusa. Otóż w moim przekonaniu wyjątkowość w żaden sposób nie implikuje jego boskości. Albo może inaczej roumiemy termin "wyjątkowy". Np. Gandhi na pewno bez względu na to jakie się ma o nim zdanie był wyjątkowy, ale to jeszcze nie znaczy że był b/Bogiem w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa.
Skoro w odniesieniu do Jezusa użyłeś określenia "wyjątkowy", to powiedz, na czym według Ciebie jego wyjątkowość polega. Jest oczywistym, że wyjątkowość nie ma nic wspólnego z boskością. A czy "boskość" w ogóle istnieje?
Pozdrawiam Cię.
|
|
| |  | | Crassus (52 punktów) | > Otóż ja znam kilka definicji terminu "ateista". Na przykład definicja taka:> Ateizm polega na odrzuceniu poglądu przypisującego istnienie Bogu (lub bogom) .> Faktem jest oczywiście, że definicja ta zawiera w sobie negację - ale nie negację istnienia Boga (bogów) jako bytu realnego. Zwróć uwagę na to, że w definicji tej w żaden sposób nie ma założenia o istnieniu Boga (bogów). Definicja ta stwierdza jedynie, że istnieje pewien pogląd o istnieniu Boga (bogów), ale ateizm ten pogląd (a nie istnienie Boga) neguje (odrzuca). Przyznasz zapewne, że ta definicja pojęcia "ateizm" jest doskonała - również z punktu widzenia Twojej niechęci do tego terminu.Z tą definicją bym mógł się zgodzić ale w kwestiach terminologicznych zależałoby mi bardziej na ukuciu takiego określenia które mogłoby być synonimem "ateizmu" ale nie odwoływać się do negacji wiary w Boga. Rozumiem oczywiście że historycznie "ateizm" pochodzi od negacji, ale myśle że już ten okres zakończyliśmy i wreszczie można stworzyć "ateizm" pozytywny Co powinno składać się na taką definicje? Życie tylko na ziemi uznawanie tylko tego co jest dowiedzione? Czy może też wiara w to że to co jest nam nieznane zostanie przez naukę odkrytę w przyszłości? Może analogicznie do "teizmu" stworzyć pojęcie "antropoizm" który filologicznie znaczyłby to samo co humanizm, ale ten termin już jest przecież zajęty. > Ateizm jest to pogląd odrzucający wiarę w istnienie Boga .> Wydaje mi się, że ta ostatnia definicja powinna Ci się również spodobać. Być może jest tu jakiś problem, ale pewnie go nieco wyolbrzymiasz. Bez żadnej z mojej strony złośliwości - masz pole do popisu, wymyśl coś.Nie za bardzo mi się podoba, gdyż można by tą definicje przerobić, że jest to wiara że Bóg nie istnieje. W definicji moim zdaniem nie powinno być ani wiary tylko wiedza, ani Boga > >(nota bene śmierć krzyżowa jest jedynym faktem wydaje mi się niepodważalnym w życiu Jezusa oczywiście poza tym że w ogóle żył)> Czytałem o tym. Autorem powyższego jest Geza Vermes, wybitny biblista i historyk pracujący w Wielkiej Brytanii, profesor, specjalista od życia Jezusa, rękopisów z Qumran i starożytnej Palestyny.Tak znam jego poglądy, gdyż jak ktoś chce coś sensownego napisać o Jezusie to nie może go pominąć. Niestety nie udało mi się dostać jego książki "Jezus Żyd", a bardzo bym chciał ją przeczytać > Skoro w odniesieniu do Jezusa użyłeś określenia "wyjątkowy", to powiedz, na czym według Ciebie jego wyjątkowość polega. Jest oczywistym, że wyjątkowość nie ma nic wspólnego z boskością."Wyjątkowy" z powodu tego że wydaje mi się że ma ciekawe poglądy(oczywiście z tym zastrzeżeniem że nie bardzo wiemy które są jego), no i przede wszystkim charyzma świadczyła by o jego wyjątkowości. Choć osobiście zawsze byłem zwolennikiem mistrza Jezusa czyli Jana Chrzciciela. To był dopiero gość. Był prorokiem, który cieszył się uznaniem własnego ludu - co jak wiadomo mało komu się przytrafiło. > A czy "boskość" w ogóle istnieje???? Sam termin istnieje, cecha również - znam pare dziewczyn, które są po prostu boskie  . Natomiast z punktu widzenia logiki to nie za bardzo. Z punktu widzenia religijnego, cecha ta może i istnieje ale nie za bardzo wiadomo co ona oznacza, nie ma bwiem żadnego desygnatu. Z punktu widzenia ateizmu oczywiście nie istnieje. Również Serdecznie Cię Pozdrawiam.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Tak znam jego poglądy, gdyż jak ktoś chce coś sensownego napisać o Jezusie to nie może go pominąć. Niestety nie udało mi się dostać jego książki "Jezus Żyd", a bardzo bym chciał ją przeczytaćSprawdziłem z ciekawości w kilku internetowych księgarniach wysyłkowych. Rzeczywiście wspomniana książka Vermesa jest aktualnie niedostępna. Mnie udało się ją zdobyć jeszcze w roku 2003, w którym została wydana przez wydawnictwo ZNAK. W księgarni wysyłkowej tego wydawnictwa ksiązki tej również brak. Osobiście szukałbym jej w księgarniach katolickich (to nie jest żart), jest ona bowiem zalecana jako literatura uzupełniająca na uczelniach teologicznych. Życzę udanych poszukiwań i ciekawej lektury. > >>(notabene śmierć krzyżowa jest jedynym faktem wydaje mi się niepodważalnym w życiu Jezusa oczywiście poza tym że w ogóle żył)> >"Wyjątkowy" z powodu tego że wydaje mi się że ma ciekawe poglądy (oczywiście z tym zastrzeżeniem że nie bardzo wiemy które są jego), no i przede wszystkim charyzma świadczyła by o jego wyjątkowości.Trudne do pogodzenia stwierdzenia. Ten drugi oparty niewątpliwie na przekazie biblijnym. Inny przekaz niestety nie istnieje. Z przekazu biblijnego wynika, że Jezus cieszył się wielkim powodzeniem, ale tylko w Galilei. Poza Galileą nie wzbudził raczej zainteresowania. W pewnym sensie można mówić o charyzmie Jezusa, mieć trzeba jednak na uwadze fakt, że nauczanie (?) swoje kierował raczej do ludzi niewykształconych i ubogich, znajdujących się na społecznym marginesie. Im mógł łatwiej imponować. Jeśli wykroczymy poza źródła chrześcijańskie, to raczej powinniśmy zanegować jego wielkość i charyzmę. Ale to temat na zupełnie inną dyskusję. > >A czy "boskość" w ogóle istnieje?> ??? Sam termin istnieje, cecha również - znam parę dziewczyn, które są po prostu boskie . Natomiast z punktu widzenia logiki to nie za bardzo. Z punktu widzenia religijnego, cecha ta może i istnieje ale nie za bardzo wiadomo co ona oznacza, nie ma bowiem żadnego desygnatu. Z punktu widzenia ateizmu oczywiście nie istnieje.Najważniejsze jest jednak, że w zasadzie w 100 % zgadzamy się co do pojęcia "boskości". Jestem przekonany, że istnieje desygnat pasujący do określenia "boskość". Niektóre kobiety są naprawdę boskie!!! Ja też takie znam. Inna "boskość" nie jest nam do niczego potrzebna. Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | | Crassus (52 punktów) | > Osobiście szukałbym jej w księgarniach katolickich (to nie jest żart), jest ona bowiem zalecana jako literatura uzupełniająca na uczelniach teologicznych.Ostatnio byłem w jednej księgarnii przykościelnej w Łodzi i nawiązałem taki dialog z "księgarzem". - Gdzie macie patrystykę? - hmm? Patrystykę? To znaczy świętych? - no nie chodzi o Ojców Kościoła - a... Ojców? to nie mamy Po takim dialogu stwierdziłem że sam poszukam. Przeglądam półki i co widzę Ojcowie jak wół leżą sobie na półeczce - Homilie Grzegorza z Nyssy, Mowy Jana Chryzostoma itd. Jaki kościół takie księgarnie katolickie? Niestety nie jest to tak do końca jednoznaczne, bo jest to problem ogólno księgarski - księgarzy praktycznie już nie ma lub są na wymarciu. W księgarni pracują sprzedawcy  > Życzę udanych poszukiwań i ciekawej lektury.Ja ze swojej strony polecam Crossana - Historyczny Jezus - czyta się trudno ale metodologicznie książka doskonała > Trudne do pogodzenia stwierdzenia. Ten drugi oparty niewątpliwie na przekazie biblijnym. Inny przekaz niestety nie istnieje.Tu oczywiście nie do końca prawdziwe stwierdzenie. Przekaz może być jeszcze apokryficzny. > Z przekazu biblijnego wynika, że Jezus cieszył się wielkim powodzeniem, ale tylko w Galilei. Poza Galileą nie wzbudził raczej zainteresowania. W pewnym sensie można mówić o charyzmie Jezusa, mieć trzeba jednak na uwadze fakt, że nauczanie (?) swoje kierował raczej do ludzi niewykształconych i ubogich, znajdujących się na społecznym marginesie. Im mógł łatwiej imponować.Charyzmę się posiada zawsze tylko w swoim otoczeniu - poza Frytką, która sama wie że ma charyzmę i niewskazane byłoby gdyby ktoś z nią przebywał bo wtedy chyba jej charyzma się rozmywa. Dlatego też oczywiście Jezus był charyzmatyczny w odbiorze ludzi którzy z nim przestawali. > Jeśli wykroczymy poza źródła chrześcijańskie, to raczej powinniśmy zanegować jego wielkość i charyzmę.?? O jakich źródłach mówisz? Nie ma przecież żadnych źródeł pogańskich o Jezusie, poza bardzo kontrowersyjnym Flawiuszem? Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Witam Cię. Zrobiło się ciekawie, bo nasza wymiana poglądów (celowo nie piszę - "nasza dyskusja") chyba już nieco odbiegła od tematu wątku. Ale po kolei.
>Ja ze swojej strony polecam Crossana - Historyczny Jezus - czyta się trudno ale metodologicznie książka doskonała.
Około 10 lat temu (na pewno przed rokiem 2000) miałem w rękach dwie książki Crossana. Było to oczywiście w księgarni. Pamiętam, że były w twardych oprawach i miały jasno brązowe okładki. Jedna z nich nosiła tytuł "Historyczny Jezus", a druga, o ile dobrze pamiętam, "Kto zabił Jezusa". Nie kupiłem ich wtedy. Nie potrafię teraz powiedzieć dlaczego. Pamiętam, że gdzieś po upływie roku usłyszałem o nich dobre recenzje. Ale było już za późno. W księgarniach już ich nie było. Od wielu już lat czekam na kolejne wydania.
>>Trudne do pogodzenia stwierdzenia. Ten drugi oparty niewątpliwie na przekazie biblijnym. Inny przekaz niestety nie istnieje. >Tu oczywiście nie do końca prawdziwe stwierdzenie. Przekaz może być jeszcze apokryficzny. >Dlatego też oczywiście Jezus był charyzmatyczny w odbiorze ludzi którzy z nim przestawali. >>Jeśli wykroczymy poza źródła chrześcijańskie, to raczej powinniśmy zanegować jego wielkość i charyzmę. >?? O jakich źródłach mówisz? Nie ma przecież żadnych źródeł pogańskich o Jezusie, poza bardzo kontrowersyjnym Flawiuszem?
Niestety, ale to nieporozumienie powstało raczej z mojej winy, aczkolwiek to co napisałem, nadal uważam za w pełni uzasadnione. Doskonale wiem, że oprócz czterech ewangelii kanonicznych istnieje jeszcze szereg ewangelii apokryficznych (w skrócie - apokryfów NT). Nie będę się popisywał i wymieniał tu ich "autorów" (cudzysłów użyty świadomie). W księgarni, w której często bywam, można kupić dwa apokryfy (kilka dni temu chyba jeszcze były na półce), a mianowicie Tomasza i Marii Magdaleny.
A teraz o Jezusie i źródłach niechrześcijańskich. Doskonale wiem, że zawarte w nich bardzo skąpe informacje na temat Jezusa i chrześcijaństwa od dawna już nie są uznawane za autentyczne. Świat nauki uznał je za wstawki chrześcijańskich autorów (niezadowolonych z faktu, ze niechrześcijańskie źródła nie wspominają o Jezusie), dokonane raczej nie wcześniej niż w III wieku n.e. (chyba się nie mylę). Doskonale wiem, co to jest tzw. Testimonium Flawianum w "Starożytnościach żydowskich" (= "Dawne dzieje Izraela") Józefa Flawiusza (naiwna wstawka o typowo chrześcijańskim charakterze uznająca, że Jezus był Chrystusem, a do tego po ukrzyżowaniu zmrtwychwstał - takie zapisy nie mogły przecież wyjść spod pióra Flawiusz - Żyda i niechrześcijanina). Znam wstawkę w "Annales" Tacyta (przełom I i II wieku n.e.) - również późniejsza wstawka (w Annales jest mowa o chrześcijanach, podczas gdy w I/II wieku n.e. ani chrześcijanie sami się tak nie nazywali, ani nikt ich jeszcze tak nie nazywał). Mógłbym dalej pisać o takich historiografach z czasów Jezusa (lub nieco późniejszych) jak Pliniusz Młodszy, Swetoniusz czy też Justus z Tyberiady (być może jeszcze o kimś nie wspomniałem), ale nie jest to już chyba potrzebne.
Wnioski z powyższych faktów dla mnie są oczywiste: 1) Brak autentycznych choćby fragmentarycznych informacji na temat Jezusa w dziełach ww. historyków może świadczyć bądź to o tym, że Jezus nie był postacią autentyczną, bądź też, jeśli nawet żył, to: 2) żaden z ww. autorów nic o nim nie słyszał, lub 3) któryś z tych autorów (może wszyscy) coś słyszał o Jezusie, ale były to informacje dla nich przynajmniej nieistotne, a Jezus nie był na tyle znaczącą postacią, by warto było o nim pisać. W przypadku punktu 1 dalsze wnioskowanie jest oczywiste. W przypadku punktów 2 i 3 - wnioskuję, że trudno mówić o charyzmie człowieka (w tym przypadku Jezusa), o którym w jego czasach nic ważnego nie mówiono i który nie pozostawił po sobie znaczącego śladu. Dlatego też w poprzedniej wypowiedzi zaryzykowałem stwierdzenie >>Jeśli wykroczymy poza źródła chrześcijańskie, to raczej powinniśmy zanegować jego wielkość i charyzmę.
Mam nadzieję, że moje "wytłumaczenie się" jest w miarę sensowne. Pozdrawiam Cię serdecznie.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >Z tą definicją bym mógł się zgodzić ale w kwestiach terminologicznych zależałoby mi bardziej na ukuciu takiego określenia które mogłoby być synonimem "ateizmu" ale nie odwoływać się do negacji wiary w Boga. >Rozumiem oczywiście że historycznie "ateizm" pochodzi od negacji, ale myśle że już ten okres zakończyliśmy i wreszczie można stworzyć "ateizm" pozytywny
Ateizm w przybliżeniu świeckość. Nie chcesz mówić "Jestem ateistą" to możesz używać "Mam świecki światopogląd". Osobiście jestem antyklerykałem zbuntowanym przeciw podatkom na kościół, a ściślej ten podatek powinien być wydzieloną pozycją, tak jak na NFZ lecz w odróżnieniu od niego dobrowolny. Pisząc powinien chcę przestrzegania Konstytucji RP.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
2 na 2 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >Większość "nowonawróconych ateistów" wyrosła w >łonie nauk i obrzędów kościoła rzymsko-katolickiego
Kwiat lotosu rośnie w błocie, ale błoto go nie kala. Nie-teiści poznali te "nauki" KRK wystarczająco by dostrzec ich fałszywość. Owieczka która ich nie zgłębiła, przyjmuje "nauki" na wiarę od pasterza.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
1 na 1 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >Przyznajcie się, ile w was ateizmu, a ile chęci >kultywowania wiary zwanej ateizmem?
Przyznaję się i nie wierzę w grzech, nie mam poczucia winy z powodu kultu ateizmu, nie-teizmu, anty-teizmu, co wolisz.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
3 na 3 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >Czy celem ateisty jest ciągła walka z Bogiem i kościołem? >Zapytam inaczej: Jakiż to ateista, który większość czasu >poświęconego na "intelektualne rozrywki" >przeznacza na obalanie wiary?
Celem raczej walka z indoktrynacją religijną. Wątpię aby była to większość czasu, raczej kler większość czasu wokół tego się kręci. Czy ateista może milczeć gdy czterdzieści milionów zł od podatników przeznaczono na obiekt sakralny.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. Stanisław Gejo
|
|
2 na 2 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >Pamiętam, gdy na studiach podczas zajęć traktujących o >"przesądach i zabobonach" rozmawialiśmy o >pechowej liczbie "13". Prowadzący te zajęcia >profesor zwyczajny, logik, bardzo znany w środowisku >człowiek stwierdził, że nie jest przesądny pod tym >względem. "Trzynastka" bowiem nie kojarzy mu >się jakoś negatywnie.
Skoro zajęcia traktowały o przesądach to trudno żeby jakiegoś nie wymienił.
>Pozwoliłem sobie wtedy na drobną uwagę. Czy przypadkiem >"nieprzesądnym" jest ten kogo w ogóle >"pechowość" tej liczby nie obchodzi? Przecież jeżeli >zastanawiamy się czy jakaś liczba jest pechowa czy nie to oczywistym jest, że uruchamiamy w sobie mechanizmy tworzenia przesądów. Nie będę ukrywał, że prof. przyznał mi rację.
Miałeś rację, jeżeli zastanawiamy się, ale zastanawiałem się krótko będąc dzieckiem. Zastanawiałem się ponad czterdzieści lat temu, czy świat został stworzony przez sześć dni. Zanim usłyszałem o teorii ewolucji, wybuchu, zaliczyłem nauki księdza podczas religii, do tej samej grupy, co bajkę "Stoliczku nakryj się"- Grimm Jakub i Wilhelm. Czy przez to, że przeczytałem "Stoliczku nakryj się" stworzyłem w sobie przesąd, o istnieniu/ nieistnieniu stoliczka, smerfów, potwora z Loch Ness itd. Czy widząc żabę zastanawiam się: może to zaklęta księżniczka, pocałować tę żabę, a nuż zdejmę z niej czary? Bzdura.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. Stanisław Gejo
|
|
1 na 1 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >Większość "nowonawróconych ateistów" wyrosła w >łonie nauk i obrzędów kościoła rzymsko-katolickiego >(rodzice prowadzili ich do kościoła, znają całą liturgię mszy świętej i słowa kolęd). Ich ateizm nie jest świadomym wyborem drogi, ale WYNIKIEM BUNTU wobec instytucji kościoła. >Mój kolega, który wychował się w naprawdę ateistycznej >rodzinie nie ma dylematów typu: czy Jezus żył, czy robił >cuda,
Ja tez nie mam dylematu, tak jak nie mam dylematu czy istnieje Święty Mikołaj. Udział w obrzędach, ceremonii kościelnej nie był tożsamy z wiarą w słowa pasterza o magicznym Stworzeniu. To raczej mój wybór jest świadomy, gdyż wiem co odrzucam. Twój kolega chyba z innej kultury np. z Chin, bo w Polsce nawet PRL-u znałby symbolikę krzyża z lekcji historii o wojnach krzyżowych lub Marcinie Lutrze.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
2 na 2 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >ATEISTY TO NIE OBCHODZI!!! (no chyba,że jako ciekawostkę
Ateistę to obchodzi ze względu na wydatki z budżetu państwa na kler.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
2 na 2 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >nauczyłem się już oddzielać świat wiary od świata nauki.
W tym rzecz żeby w nauce szkolnej nie podawać mitów jako fakty.
>Jeżeli ktoś wierzy, że Ziemia jest płaska (pomimo dowodów >na jej kulistość) to bardzo proszę.
Rzecz w tym że nie tylko sam wierzy w tę bzdurę, ale wmawia ją uczniom i żąda zapłaty.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
3 na 3 | Panteiści Podmiot (6808 punktów) | >Ateiście tak samo daleko do obalania wyjątkowości Jezusa, >Mahometa czy Konfucjusza.
Mahomet to według mitologii, prorok i wysłannik Boga Allaha. Jezus to mitologiczne wcielenie Jahwe. Konfucjusz nie był bogiem, prorokiem, natchnionym. Dialogi Konfucjańskie to dzieło myśliciela, filozofa, a nie przekaz boski, jakim rzekomo jest Biblia. Umieszczenie Konfucjusza między twórcami sekt, opisywanymi jako bogowie lub prorocy to błąd. Co do wyjątkowości, to konkretny Kretyn lub Idiota też jest wyjątkowym, innym od pozostałych Homo sapiens.
Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
|
|
2 na 2 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > ile w was ateizmu, a ile chęci kultywowania wiary zwanej ateizmem?
Czasem trudno znaleźć właściwą odpowiedź na sprytnie sformułowane nieuczciwe pytanie w rodzaju zwanego "pytaniem Inczu-Czuny". W tym przypadku kluczem jest sprostowanie takie, że ateizm nie jest wiarą, ale jest postawą.
Postawa jest pojęciem o wiele szerszym od wiary. Wiara jest rodzajem postawy, ale postawa może polegać na czymś różnym od wiary. Postawa może też być czymś innym niż poglądy. I właśnie ateizm jest przykładem postawy, która z definicji jest czymś wyraźnie szerszym niż wiara i poglądy. Same poglądy plus wiara (niewiara) nie mogą być nazwane ateizmem.
Agnostycyzm jest przykładem samych poglądów, czasem wzbogaconych wiarą lub niewiarą, w których nie ma nic, co by upoważniało do nazwania agnostycyzmu "postawą". Tak więc "wiarą" można nazwać agnostycyzm - takie (jak przytoczone) pytanie o agnostycyzm nie byłoby pytaniem Inczu-Czuny.
Uczciwie postawione pytanie brzmiałoby mniej więcej tak:
"Ile w was ateizmu, a ile chęci kultywowania poglądu zwanego agnostycyzmem?"
Jako ateista mogę powiedzieć, że sporo we mnie ateizmu - moje małżeństwo jest tylko cywilne, nasze dzieci nie były ochrzczone i nie chodziły na religię. Co do poglądów, to nie ma we mnie nic z agnostyka.
A jakiś agnostyk może napisać tutaj coś takiego: żona jest wierząca, więc wzięliśmy ślub kościelny, korona z głowy mi nie spadła; pozwoliłem żonie zapisać dzieci na religię, bo skoro ona jest pewna a ja nie, to nie mogłem się upierać.
doku
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|