Racjonalista - Strona głównaDo treści
Pytanko małe.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
17-02-2008 22:07Zbysław Śmigielski (8639 punktów)Pytanko małe.
Ocena 2 na 2

Zastanawia mnie, dlaczego chrześcijanie, przy całej swej eschatologicznej wierze, zakochani w raju i rajskim szczęśliwym bytowaniu - tak rozpaczliwie czepiają się naszego trudnego, nic nie wartego życia. Jak ostatni poganie.
.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

gurgul (651 punktów)
>Zastanawia mnie, dlaczego chrześcijanie, przy całej swej
>eschatologicznej wierze, zakochani w raju i rajskim
>szczęśliwym bytowaniu - tak rozpaczliwie czepiają się
>naszego trudnego, nic nie wartego życia. Jak ostatni
>poganie.

Bo dla Chrześcijan życie wieczne zaczyna sie w chwili poczęcia, a nie w chwili śmierci.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Bo dla Chrześcijan życie wieczne zaczyna sie w chwili poczęcia, a nie w chwili śmierci.

   Czyżbym tak słabo znał Pismo? No, to możliwe. Wskaż mi, z łaski swojej, który mąż uczony tak twierdzi.
.
moralny "antychryst"
>>Bo dla Chrześcijan życie wieczne zaczyna sie w chwili poczęcia, a nie w chwili śmierci.
>   Czyżbym tak słabo znał Pismo? No, to możliwe. Wskaż mi, z łaski swojej, który mąż uczony tak twierdzi.
Tak twierdzi każdy Chrześcijanin, a nie "uczeni mężowie". Z tą różnicą, że nie "zaczyna się", ale "zaczęło się". "Uczeni mężowie" niech się zajmą chwilą własnego i własnej wiary/niewiary poczęcia, a nie cudzej.
moralny "antychryst"
>>Zastanawia mnie, dlaczego chrześcijanie, przy całej swej
>>eschatologicznej wierze, zakochani w raju i rajskim
>>szczęśliwym bytowaniu - tak rozpaczliwie czepiają się
>>naszego trudnego, nic nie wartego życia. Jak ostatni
>>poganie.
>Bo dla Chrześcijan życie wieczne zaczyna sie w chwili poczęcia, a nie w chwili śmierci.
Poza tym, nie czepiają się niczyjego "trudnego, nic nie wartego życia". Czepiają się WŁASNEGO, a ono na ogół jest nie tylko wieczne, ale także szczęśliwe. Nic nie warte miewają tylko ci, którzy chrześcijanami nie są, choć niekiedy za takich się podają lub są uważani.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Z tobą tak już jest, osobowościu, jak u Borhardta: "Nie wiedział, ale powiedział".

   Nie zrozumiałeś, ale odpowiedziałeś. Oczywiście, udowodnisz mi, że to ja własnego pytanka nie pojmuję, ty zaś - owszem.

   Pożycz mi trochę tej zarozumiałości...
.
moralny "antychryst"
>   Z tobą tak już jest, osobowościu, jak u Borhardta: "Nie wiedział, ale powiedział".
>   Nie zrozumiałeś, ale odpowiedziałeś. Oczywiście, udowodnisz mi, że to ja własnego pytanka nie pojmuję, ty zaś - owszem.
>   Pożycz mi trochę tej zarozumiałości...
Znaczy trochę własnego szczęśliwego życia i trochę mojej wiary? Bardzo chętnie jednym i drugim się dzielę, ale niestety niczego nie pożyczam. Od nikogo i nikomu. Wybaczysz? Bardzo liczę na to wybaczenie (odpuszczenie jedynego grzechu wobec Ciebie i Twojej niewiary).
Niczego nie będę Ci dowodzić, chociaż gdy stawiam pytania, to oczywiście je rozumiem. Wiem też dlaczego, po co i komu je zadaję. Wybaczysz, że nie bardzo rozumiem o co w TWOICH pytaniach i samodzielnych na nie odpowiedziach chodzi? Wybacz, bracie!
Kelly (2051 punktów)
>Zastanawia mnie, dlaczego chrześcijanie, przy całej swej
>eschatologicznej wierze, zakochani w raju i rajskim
>szczęśliwym bytowaniu - tak rozpaczliwie czepiają się
>naszego trudnego, nic nie wartego życia. Jak ostatni
>poganie.
Nieprawda. Świadomi chrześcijanie wiedzą, czego i dlaczego chcą.
Ktoś tu ostatnio wklejał procent "wiernych" chodzących na msze i procent "wiernych" przystępujących do komunii. Ot, i masz odpowiedź.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

> Ot, i masz odpowiedź.

   Nie mam. Pytanko jest zasadnicze - odpowiedź doktrynalna.
.
moralny "antychryst"
>> Ot, i masz odpowiedź.
>   Nie mam. Pytanko jest zasadnicze - odpowiedź doktrynalna.
To pytanko jest doktrynalne, a nie odpowiedź. Ta doktryna zakłada, że lepiej od innych wiesz w co kto wierzy, a w co nie wierzy. Dlatego Twoje pytanko zawiera i odpowiedź. Oczywiście fałszywą, bo przewidzianą z góry i udzieloną przez nie wierzącego w możliwość odnalezienia prawdziwej odpowiedzi.
J.Szulc (5723 punktów)

Atak najczęściej jest powodem strachu... i to takiego o wielu obliczach.
Czy to aby nie odpowiedź na postawione pytanie?
Najzacieklej atakuje zawsze ten, kto boi się najbardziej, że coś utraci.
W wypadku KK jest o co walczyć...

Pozdrawiam.

Jestem człowiekiem. Znaczy to, że jestem spełniającym się zadaniem świata. J.Stachniuk
moralny "antychryst"
>Najzacieklej atakuje zawsze ten, kto boi się najbardziej, że coś utraci.
>W wypadku KK jest o co walczyć...
O tak! KK może utracić własną i własnej religii boskość, w oczach religii tej krzewicieli i wyznawców.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Zdaje się, osobowościu, że sens twojego bytowania nie tylko na forum sprowadza się do głupkowatych poszukiwań: "o co by się tu przyczepić... o co by się przyczepić..."

   Cytat: "Chwaląc cię, dureń zrównuje się z tobą - ganiąc cię, wyrasta ponad ciebie".

   Cóż, rośnij!
.
moralny "antychryst"
>   Zdaje się, osobowościu, że sens twojego bytowania nie tylko na forum sprowadza się do głupkowatych poszukiwań: "o co by się tu przyczepić... o co by się przyczepić..."
>   Cytat: "Chwaląc cię, dureń zrównuje się z tobą - ganiąc cię, wyrasta ponad ciebie".
>   Cóż, rośnij!
Znowu stroisz sobie żarty? Kto wyrasta i kto się zrównuje (ja, "osobowościu", czy dureń?). I z kim lub ponad kogo ( J.Szulc, czy KK?)? Jesteś pewien, że wiesz co i do kogo gadasz? A może Ci się wydaje, że moje wypowiedzi mają jakikolwiek związek z Tobą, a nie mną i moją wiarą (światopoglądem)?
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Rośnij, rośnij!
.
moralny "antychryst"
>   Rośnij, rośnij!
A więc jednak do siebie gadasz i wyłącznie o sobie? W ogóle nie chodzi o to, żeby ktokolwiek wiedział co takiego masz na myśli i o co Ci chodzi? To chyba dziwactwo, ale mnie osobiście ono nie przeszkadza. Nawet lubię dziwaków. Są przynajmniej oryginalni. Pozdrawiam.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Możliwe są różniste cuda. Że morze się rozstąpiło, że lud się wodą upił, że kaczor orła wyścignął (nie, wcale nie odwalił), że Ruskie z Polski sie cofli, nawet okazał się możliwym taki cud, że po kaczorze premierem został u nas Donald. Ale żeby głupol kiedyś uwierzył we własne głupolstwo - tego nawet biblia nie śmiała przypuścić.

   Cytat: "Być głupcem - to też niełatwy kawałek chleba".
.
moralny "antychryst"
> Ale żeby głupol kiedyś uwierzył we własne głupolstwo - tego nawet biblia nie śmiała przypuścić.
>   Cytat: "Być głupcem - to też niełatwy kawałek chleba".
I właśnie za to Cię lubię. Za to jak się teraz skarżysz i za to co wyznałeś wcześniej: "Gdybym nie był idiotą..."
To bez znaczenia, że nie wierzysz w to, co nam wyznajesz. Same wyznania są zabawne. I nic nie szkodzi, że w Biblii Twojego zaistnienia nie przewidziano. Ważne, że istniejesz i nas bawisz. Pozdrawiam serdecznie.
Scorp (5381 punktów)
>zakochani w raju i rajskim
>szczęśliwym bytowaniu - tak rozpaczliwie czepiają się
>naszego trudnego, nic nie wartego życia.

Przesadzasz z tą miłością do raju i znaczeniem wiary oraz z tym trudnym, nic nie wartym życiem; pytanie oparte na naciąganych założeniach. Pomijając to:

Kiedy dawniej życie miało większą ilość cierpienia i małe perspektywy na przyszłość, niektórzy wybierali wiarę kosztem życia. Bilans działanie memu - działanie genów wskazywał na mem.

Współcześnie zmieniły się proporcje między życiem a wiarą, bo dla dobrego życia robi się bardzo wiele, zdrowie, bezpieczeństwo, sytość, zadowolenie, różnorodność itd. - a mem pozostał w przybliżeniu ten sam. Chrześcijanie są tak samo dziećmi cywilizacji jak np. ateiści i tak samo bilansują to, w co wierzą z tym co mają. Chcąc przesunąć wskazówkę w kierunku wiary kapłani musieliby starać się obniżyć jakość życia. Czy celibat, i odwrotnie promocja nieograniczonej dzietności albo sprzeciw wobec in vitro, nie prowadzą do tego?
waldmarc
Chrześcijanie to po prostu hedoniści, tyle że zamiast zażywać przyjemności na ziemi, chcą jej używać w nieskończoność w zaświatach. To odroczenie ma im zapewnić doznania spotęgowane i stałe. Czegoż to ludzie nie wymyślą.
avenger (463 punktów)
>Chrześcijanie to po prostu hedoniści, tyle że zamiast zażywać przyjemności na ziemi, chcą jej używać w nieskończoność w zaświatach. To odroczenie ma im zapewnić doznania spotęgowane i stałe. Czegoż to ludzie nie wymyślą.
Gorzej gdy doznają tylko białych robaków nicości oraz grobu.Wtedy nie użyją nawet życia tego marnego na ziemi.
moralny "antychryst"
>>Chrześcijanie to po prostu hedoniści, tyle że zamiast zażywać przyjemności na ziemi, chcą jej używać w nieskończoność w zaświatach. To odroczenie ma im zapewnić doznania spotęgowane i stałe. Czegoż to ludzie nie wymyślą.
>Gorzej gdy doznają tylko białych robaków nicości oraz grobu.Wtedy nie użyją nawet życia tego marnego na ziemi.
To nie chrześcijanie. Chrześcijanie żyją wiecznie. Robale ich ducha nie żrą, więc ich duch nicości nie zna. I życie na Ziemi nie jest dla nich marne. Chyba mylicie wyznawców życia wiecznego z wyznawcami jakiegoś poświętnictwa i robali. Nie mylicie ich wiary z własną?
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Zastanawia mnie, dlaczego chrześcijanie,
Podejrzewam, ze działa jakiś taki instynkt zwany samozachowawczym. Tego nawet ortodoksi nie przeskoczą. Ponadto przykazanie mówi "nie zabijaj", ergo do raju na skróty sie nie da!
Pozdrawiam serdecznie.
JATO



Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
Magda Kuprowska (640 punktów)
>zakochani w raju i rajskim
>szczęśliwym bytowaniu - tak rozpaczliwie czepiają się
>naszego trudnego, nic nie wartego życia. Jak ostatni
>poganie.
>.

Dlaczego?
Odpowiedź jest tak banalna jak i skomplikowana.
Z jednej strony każdy z nich urodził się [ zakładam ] w rodzinie katolickiej- od małego dziecka uczył się jak ma żyć wg. ustaleń. Przyjął chrzest- nie świadomy. Wyznaje- bo tak go nauczono,manipulacja od początku, zatruwanie psychiki. Zaprogramowany [pod tym względem].
Z drugiej jednak strony- zaczął dorastać. Spotykał się z naszym jakże nie doskonałym, złym i okrutnym światem. Był jego częścią i z tym sie pogodził- bo nie miał wyjścia. Jednak wciąż miał świadomość [ a raczej jego program, którego nie chce/nie potrafi zwalczyć się odzywał] zaczyna się rozterka. ' Przecież Bóg jest miłością. Dlaczego więc karze mi żyć w takim świecie? skoro tak wyznaje jego morale, jestem taki dobry, chodzę do kościoła, daje na tace...' .. to symulacja.
Ich problem jest w tym,że patrząc nie potrafią/nie chcą/nie umieją widzieć. Manipulacja ich przerasta. Zbyt niskie IQ ? ...Być może. Jest wiele przyczyn.
moralny "antychryst"
> Przecież Bóg jest miłością. Dlaczego więc karze mi żyć w takim świecie? skoro tak wyznaje jego morale, jestem taki dobry, chodzę do kościoła, daje na tace...' .. to symulacja.
>Ich problem jest w tym,że patrząc nie potrafią/nie chcą/nie umieją widzieć. Manipulacja ich przerasta. Zbyt niskie IQ ? ...Być może. Jest wiele przyczyn.
E tam! Zbyt uogólniasz. Wielu katolików, mimo katolickiej edukacji pozostaje chrześcijanami i nadal wierzy w to co widzi, a zatem i w istniejącego, a nie wymyślonego przez pasterzy ich dusz (manipulantów) Boga. Wielu takich przestaje uczestniczyć w modłach, ale wielu też to uczestniczenie w niczym nie przeszkadza, więc w niedzielę biegają do koscioła, traktując to jak zwykłą tradycję. I nikomu nikt "w takim" Świecie żyć nie każe. Ani chrześcijanom, ani nikomu innemu. Jedyna różnica polega na tym, że chrześcijanom ten Świat się podoba (jako dzieło Boga). Nie jest aż tak źle z tym IQ wśród wierzących.
darlove (2804 punktów)
>Zastanawia mnie, dlaczego chrześcijanie, przy całej swej
>eschatologicznej wierze, zakochani w raju i rajskim
>szczęśliwym bytowaniu - tak rozpaczliwie czepiają się
>naszego trudnego, nic nie wartego życia. Jak ostatni
>poganie.

E tam... Jest pytanie jeszcze bardziej ciekawe: Dlaczego katolicy (czy chrzescijanie?) tak bardzo boja sie smierci, ze zrobia wszystko, aby ja od siebie odsunac... Dlaczego placza, gdy umiera ich bliski? Przeciez powinni sie, do cholery, radowac... A oni cale zycie beda rozpaczac nad tym, ze ktos umarl... To jest ciekawe zjawisko.

Tak mi sie wydaje jednak, ze ich "wiara" nie do konca jest przemyslana, ale to chyba truizm na tym forum, co?

Wiem, ze nic nie wiem. - Najmadrzejsze wypowiedziane zdanie w historii swiata.
fantomówka
>E tam... Jest pytanie jeszcze bardziej ciekawe: Dlaczego katolicy (czy chrzescijanie?) tak bardzo boja sie smierci, ze zrobia wszystko, aby ja od siebie odsunac... Dlaczego placza, gdy umiera ich bliski? Przeciez powinni sie, do cholery, radowac... A oni cale zycie beda rozpaczac nad tym, ze ktos umarl... To jest ciekawe zjawisko.
>Tak mi sie wydaje jednak, ze ich "wiara" nie do konca jest przemyslana, ale to chyba truizm na tym forum, co?

Dorzucę swoje dwa grosze:

a. Nie każdy jest Chrześcijaninem, kto się nim mianuje. Należy pamiętać, że taki "statystyczny" Katolik nie ma pewności zbawienia (zapytaj się dowolnego), co najwyżej płonną perspektywę kilku tysięcy lat męczarni w czyśccu -- wg. mnie średnia perspektywa, też bym wolał swoje przytulne M3 czy M4.

b. Nie każdy kto się właśnie "nawrócił" od razu jest mocnym w wierze jak Król Dawid, który wyruszył na Goliata z samą procą. Apostoł Piotr jak wyszedł z łodzi aby odbyć spacer po falach zawahał się i zaczął tonąć. Jan Chrzciciel, który słyszał Głos Boga po chrzcie Jezusa, potem jak był w więzieniu wysłał swoich uczniów z pytaniem "Czy naprawdę jesteś tym, który miał przyjść?" -- jak widać, mając takie naoczne świadectwo jednak zwątpił w obliczu swojej sytuacji. Jak widać -- wątpić jest rzeczą ludzką Jednak możemy mieć pewność (tzn. osoby czytające Pismo Święte, a nie wierzące temu co nam ludzie o chrześcijaństwie przekazują -- patrz pkt. a), że Bóg od wierzącego się nigdy nie odwróci i nawet gdy ten "upadnie" to Bóg pomoże mu się podnieść (nazywa się to uświęcaniem za życia -- jest to proces, a nie jak większośc osób, oceniających Chrześcijaństwo podobnie do Ciebie, myśli że *pstryk* i od razu mamy jakiegoś "Apostoła Pawła").

c. Osobiście znam Chrześcijan (nie katolików), którzy nie obawiają się swojej śmierci ani cierpień (a nawet jedną osobę umierającą na raka), a na pogrzebach co najwyżej lamentują z powodu, że osoba ta już im w ich ziemskich życiach nie dopomoże. Jesteśmy tylko ludźmi i mamy ludzkie uczucia, zawsze przy takich permamentnych pożegnaniach będzie nam smutno -- już z tą osobą nie porozmawiamy przez następne kilkanaście/kilkadziesiąt lat.

d. Wrzucanie wszystkich Chrześcijan do jednego worka nie jest wg. mnie najlepszym sposobem na świadczenie o sobie jako racjonaliście.

Osobiście swojej własnej śmierci się nie obawiam, choć byłem bliski jej tylko raz (w sumie od tego właśnie czasu nie jest mi straszna -- każdy kto żyje musi kiedyś umrzeć, a ja wiem gdzie się później znajdę), no i jestem Chrześcijaninem. Psuję Wam statystyki nieprawdaż?

Pozdrawiam sympatycznie wszystkich racjonalnie myślących,
f.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Dorzucę swoje dwa grosze...

    Z groszy tu wrzucanych reszty nie wydajemy. Ze składek wznosimy Świątynię Nieboskiej Opaczności.
.
moralny "antychryst"
>no i jestem Chrześcijaninem. Psuję Wam statystyki nieprawdaż? ;
>Pozdrawiam sympatycznie wszystkich racjonalnie myślących,
Dzięki za pozdrowienie i pozdrawiam wzajemnie. Też jestem Chrześcijaninem i tez psuję statystyki każdemu myślącemu irracjonalnie (zarówno katolikowi, jak a-katolikowi).
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

> Też jestem Chrześcijaninem i tez psuję...

   Chciałbyś, psujaczku, co? Na razie podrzucają ci jednak pancerne zabawki. Nawet śmiesznie patrzeć, jak łamiesz paznokcie.
.
moralny "antychryst"
>> Też jestem Chrześcijaninem i tez psuję...
>   Chciałbyś, psujaczku, co? Na razie podrzucają ci jednak pancerne zabawki. Nawet śmiesznie patrzeć, jak łamiesz paznokcie.
Moja zwykła wiara w Twoje i Świata istnienie nie jest znowu tak pancerna, żeby na niej cokolwiek można było złamać. Jest tylko nie do zachwiania i nie do zmącenia. A statystyki psuję nie sobie i innym Chrześcijanom, ale Tobie. Zresztą wiem, że i Tobie niczego nie psuję, bo z Ciebie zwykły żartowniś. Tyle, że bardzo oryginalny. Niezmiennie pozdrawiam wszystkich satyryków.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> zakochani w raju i rajskim
>szczęśliwym bytowaniu - tak rozpaczliwie czepiają się
>naszego trudnego, nic nie wartego życia.

To aż nie do wiary, że tyle osób spróbowało coś napisać pod tym tekstem, a efekt jest taki, jakby jakaś epidemia skosiła umysły forumowiczów.

Czy naprawdę nikt nie pamięta, że oni wierzą nie tylko w Raj, ale wierzą też w Piekło i boją się tam trafić, i starają się odwlec ten straszliwy moment, kiedy to Sędzia decyduje, kto do Piekła, a kto ile lat dostanie cierpień w Czyśćcu, a kto wyląduje w Otchłani (dla dzieci i ateisów), a kto trafi od razu do Raju, bez przechodzenia przez "falę".

Czy naprawdę tak trudno sobie wyobrazić ten strach, który jest nieodłącznym składnikiem życia religijnego? Ja wiem, że dla nas spokojny sen, bez koszmarów, jest wizją dość obojętną, może nawet przyjemnie jest pomyśleć, że nikt nam naszego snu nigdy nie zakłóci. Chociaż nie możemy być tego całkiem pewni, być może obudzimy się kiedyś i dowiemy się, że ktoś nas sklonował - a właściwie wmówią temu sklonowanemu, że już kiedyś żył jako ja - czy on będzie mną? Zauważcie proszę, nawiasem mówiąc, do jakich śmiesznych absurdów prowadzi wiara w istnienie duszy.

Naprawdę nie rozumieliście, dlaczego religijni muszą bać się śmierci?

doku
diogenes (42753 punktów)
>Zastanawia mnie, dlaczego chrześcijanie... tak rozpaczliwie czepiają się... życia. Jak ostatni poganie.

Gdyby ktoś wtranżalał golonkę z chrzanem i jednocześnie twierdził, że pości, wziąłbyś go za hipokrytę. Jednocześnie dałbyś wyraz przekonaniu, że nieważne jest, co ludzie mówią, ale co robią, jak postępują. Jeśli o czci boga świadczyć miałyby uczynki, o których mnówił Jezus, to wątpię, czy na świecie znalazłbyś choć jednego chrześcijanina. Ale mniejsza o to. Sedno sprawy polega na tym, że homo sapiens nie jest w swej istocie chrześcijański. I nawet tysiące lat teologicznych pień niczego w tej materii nie zmienią.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

> Ale mniejsza o to. Sedno sprawy polega na tym, że homo sapiens nie jest w swej istocie chrześcijański. I nawet tysiące lat teologicznych pień niczego w tej materii nie zmienią.

   Bardzo słuszna uwaga. A gdyby się ktoś zapytał, po jakiego diabła w ogóle wymyślono chrześcijaństwo, radzę się zastanowić, po jakiego diabła wymyślono stawanie na głowie, choć ludzie zazwyczaj chodzą na nogach.

   Człowiek to przedziwne bydlątko.
.
20-02-2008 17:07 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>radzę się zastanowić, po jakiego diabła wymyślono stawanie na głowie, choć ludzie zazwyczaj chodzą na nogach.

W tej sprawie odwołajmy sie do klasyka jogi Iyengara: " Regularne ćwiczenie [tej asany, tzn. stania na głowie] zwiększa dopływ czystej, utlenionej krwi do komórek mózgowych. To je regeneruje,zwiększa moc intelektu i jasność myślenia...wykonywanie [tej asany] rozwija ciało, poddaje umysł dyscyplinie i rozszerza horyzonty ducha. " Można sie tylko dziwić, dlaczego racjonaliści zazwyczaj nie stoja na głowie, a tylko czasami chodzą na nogach...
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Zastanawia mnie, dlaczego chrześcijanie
Panie Zbysławie.
Stosuje Pan metodę "brain storming". jak się to do kupy zbierze, co nieco odcedzi, coś doda, czyść przyprawi wreszcie udusi na wolnym ogniu odparowując bzdurę, to może z tego wyjść nad wyraz smakowita substancja.
Pozdrawiam.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
israel

>Zastanawia mnie, dlaczego chrześcijanie, przy całej swej >eschatologicznej wierze, zakochani w raju i rajskim szczęśliwym >bytowaniu - tak rozpaczliwie czepiają się naszego trudnego, nic >nie wartego życia.

Powinieneś dziękowac za to "czepianie się",inaczej niebawem będziesz bił pokłony w stronę Mekki z AK 47 przy głowie.
22-02-2008 10:28 
 Ocena 1 na 1
TyDraniu (6569 punktów)

>Powinieneś dziękowac za to "czepianie się",inaczej niebawem będziesz bił pokłony w stronę Mekki z AK 47 przy głowie.

...a w domu cztery żony - przynajmniej będzie dobrze posprzątane.

Chociaż jak pomyślę o czterech teściowych, to ten pomysł nie wydaje mi się aż tak dobry.
Olejniczak (14 punktów)
Ponieważ są ludźmi!
Gdy spojrzymy na człowieka w dość obiektywny sposób, nie przez pryzmat wiary czy przekonań, dostrzeżemy że takie zachowania są dość powszechne dla ludzi ogółem. Myślę, że wynika to z samej budowy psychiki człowieka: mam=jestem szczęśliwy, przeżywam=jestem szczęśliwy.. a kto nie pragnie szczęścia?? Oczywiście, ten rodzaj "pozyskiwania" szczęścia jest błędny, dlatego że ludzie nie zadają sobie trudu żeby zrozumieć czym jest szczęście i czego naprawdę potrzebują(lub nie potrzebują) aby być szczęśliwymi.
moralny "antychryst"
>Myślę, że wynika to z samej budowy psychiki człowieka: mam=jestem szczęśliwy, przeżywam=jestem szczęśliwy.. a kto nie pragnie szczęścia?? Oczywiście, ten rodzaj "pozyskiwania" szczęścia jest błędny,....
Nie zawsze jest błędny. Nie jest błędny, jeśli jego źródłem jest to, że "mam życie" i "przeżywam życie". To wszystkie inne źródła są błędne, a właściwie innych nie ma. Co najwyżej chwilowe pozory.
Areko (14 punktów)
>>Myślę, że wynika to z samej budowy psychiki człowieka: mam=jestem szczęśliwy, przeżywam=jestem szczęśliwy.. a kto nie pragnie szczęścia?? Oczywiście, ten rodzaj "pozyskiwania" szczęścia jest błędny,....
>Nie zawsze jest błędny. Nie jest błędny, jeśli jego źródłem jest to, że "mam życie" i "przeżywam życie". To wszystkie inne źródła są błędne, a właściwie innych nie ma. Co najwyżej chwilowe pozory.

Ale czy jest właściwy, czy jest może tylko źle rozumianą iluzją. dzisiaj masz samochód i jesteś szczęśliwy, masz wypadek tym samochodem i jesteś nieszczęśliwy jutro. Pytanie: czy szczęście mogą dać nam rzeczy materialne? I nie mam tu na myśli szczęścia przelotnego trwającego chwilę. A co z prestiżem i sławą?? dzisiaj jesteś w centrum zainteresowania a jutro nie. Może warto czasem pomedytować nad słowami: "Vanitas, vanitatum et omnia vanitas", chociaż uważam że w te zagadnienia nie należy mieszać Boga (niezależnie jakim On by był), tylko dążyć do poznania poprzez "Metodę" będącą podstawą empirystycznego i logicznego punktu widzenia świata.
moralny "antychryst"
>>Nie zawsze jest błędny. Nie jest błędny, jeśli jego źródłem jest to, że "mam życie" i "przeżywam życie". To wszystkie inne źródła są błędne, a właściwie innych nie ma. Co najwyżej chwilowe pozory.
>Ale czy jest właściwy, czy jest może tylko źle rozumianą iluzją.
Tak jak wyżej: wszystkie inne źródła to szczęście chwilowe, czyli szczęścia pozór (iluzja).
> dzisiaj masz samochód i jesteś szczęśliwy,
Bo mam życie (w nim samochód) i przeżywam życie (m.in. jeżdżę tak samochodem, aby nadal żyć i jeździć).
> masz wypadek tym samochodem i jesteś nieszczęśliwy jutro.
Mój wypadek jest mniej prawdopodobny niż wielu innych, ale jeśli już go mam, a żyję, to cieszę się, że nadal mogę przeżywać to moje życie.
>Pytanie: czy szczęście mogą dać nam rzeczy materialne?
Tak, bo umożliwiają przeżywanie życia. Ciało, to też nie duch (którym jest m.in. poczucie szczęścia), ale rzecz materialna. Nie jest szczęśliwy człowiek (jego duch), jeśli odda się w niewolę materii, nie może pogodzić z naturalną jej ewolucją lub wierzy w istnienie czegokolwiek, co ewolucji nie podlega.
> A co z prestiżem i sławą??
Dążenie do nich, to często "produkt uboczny" przeżywania życia, wiec daje szczęście. Osiągnięcie ich jako "produktu ubocznego" nie przeszkadza w dalszym przeżywaniu i osiąganiu innych celów. Jeśli są celem samym w sobie, dają tylko pozór szczęścia, a w gruncie rzeczy unieszczęśliwiają.
> dzisiaj jesteś w centrum zainteresowania a jutro nie.
Dziś interesuje Cię Kowalski (jest w centrum Twojego zainteresowania), a jutro Malinowski. To też normalna ewolucja. Człowieka szczęśliwego nic nie unieszczęśliwia, bo szczęście, to jego stan ducha i dostosowany do każdej ewolucji styl życia. Szczęście daje mu raczej obdzielanie siebie i innych własnymi względami, niż przeglądanie się w oczach tłumów (sława i prestiż).
> Może warto czasem pomedytować nad słowami: "Vanitas, vanitatum et omnia vanitas", chociaż uważam że w te zagadnienia nie należy mieszać Boga (niezależnie jakim On by był),
Też tak uważam, w tym sensie, że zwykle Bóg z wszystkich marności jest najmarniejszy. Nie wszystko jednak jest marnością. Nie jesteś marnością ani Ty, ani ŻADEN człowiek, a szczególnie ten "najmarniejszy" (z najmniejszym prestiżem i sławą i w ogóle nie znany niemal nikomu). Nie jest też marnością ludzkie szczęście i ludzkie życie.
> tylko dążyć do poznania poprzez "Metodę" będącą podstawą empirystycznego i logicznego punktu widzenia świata.
A przede wszystkim ludzi i tego co robią (co tworzą i rozwijają, a co niszczą)
Areko (14 punktów)
Nie mam ochoty ciągnąć tego wątku ponieważ nie zaprowadzi on Ciebie ani mnie nigdzie. Też masz rację tak jak i ja mam racje. koniec i kropka. Pozdro
moralny "antychryst"
>Nie mam ochoty ciągnąć tego wątku ponieważ nie zaprowadzi on Ciebie ani mnie nigdzie. Też masz rację tak jak i ja mam racje. koniec i kropka. Pozdro
E tam! Na brak ochoty nic nie poradzę i radzić nie zamierzam. Nie ma jednak takiego wątku i takiego cudzego posta, który MNIE by nigdzie nie zaprowadził. Każdy prowadzi do poznawania ludzkiego myślenia, a to bardzo ciekawa dla mnie sprawa. O racje nigdy się nie spieram, bo wiem, że nie ma człowieka, który by jej nie miał.
Pozdrawiam i do poczytania w innych wątkach.

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365