Wyrażane są różne opinie na ten temat. Niektórzy obserwatorzy i eksperci dzielą się z opinią publiczną wrażeniem, że cała sprawa jest wyolbrzymiana. Abstrahując od aktualnej sytuacji w Chinach Ludowych, bazując na analogiach z innych części świata, można podać kilka hipotetycznych motywów, które mogą za tym się i ukrywać, a zarazem uprawdopodobniać mechanizmy, które służą ich realizacji. Po pierwsze, wywołanie wrażenia kryzysu służy hipnotyzowaniu ludności celu odwrócenia jej uwagi od bardziej trywialnych problemów. Tych jest w Chinach sporo. Począwszy od gigantycznego marnotrawstwa i rozrzutności w wydatkowaniu środków publicznych, poprzez korupcję, nepotyzm, tragiczne skutki tajfunu Lekima na stan gospodarki i kondycję ludności, skażenie radioaktywne z wielkich elektrowni atomowych, skutki skażeń i katastrof przemysłowych, smog itp. Po drugie, wywoływanie wrażenia kryzysu ma uzasadnić nagłe wydatkowanie olbrzymich sum pieniędzy na różne środki zaradcze, co sprzyja korupcji poprzez stosowanie tzw. nadzwyczajnych rozwiązań, faworyzujących grupy uprzywilejowane. Po trzecie, co oczywiste, sztucznie wywołany kryzys ma służyć wytłumieniu niezadowolenia społecznego i dyscyplinowaniu populacji. Czy Chiny Ludowe są w aż tak tragicznej sytuacji, że muszą sięgać po tak niesmaczne i tanie chwyty propagandowe?
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|