Tusk i Kwaśniewski spotkali się w ringu, żeby powalczyć z Nieobecnym-Przeziębionym. W dziesiątkach tysięcy domów kibice próbowali podpowiadać walczącym, ale nasze głosy wyraźnie nie docierały. Ta walka byłaby znacznie ciekawsza gdyby nie wiszący nad ringiem duch Jarosława. Jako kibic próbowałem sobie potem uporządkować moje mądrości na schodach, ale miałem z tym kłopot, bo moje sympatie były podzielone i zwyczajnie miałem ochotę na dobry mecz. Tusk zapewne mógł zapytać Kwaśniewskiego dlaczego właściwie Kaczyński dwa lata temu wygrał i co było najsłabszym punktem całej prezydentury Kwaśniewskiego. Takie pytanie wiąże się z moja własną odpowiedzią, że najsłabszym punktem całej przedkaczej epoki było liche państwo. Tusk pytając o procedurę zakładania przedsiębiorstwa był blisko tego pytania. Obywatele głosując na Kaczyńskich chcieli sprawnego państwa, chytre Kaczory obiecywały silne państwo. Różnica drobna dla ucha, ale istotna w treści. Niestety politycy próbujący zastąpić Kaczyńskiego przeczuwają to tylko intuicyjnie. W ogóle Tusk miał łatwiejsze zadanie i je schrzanił. Czepiał się przeszłości zamiast zapytać, co dziś znaczy słowo „lewica”? Jaką koncepcję państwa ma ta lewica, dlaczego Kwaśniewski reprezentuje cały pęczek partii politycznych, z których każda trochę inaczej widzi odpowiedź na to pytanie. Niby Tusk był blisko, ale mówił to niewyraźnie. Zabawne, bo Kwaśniewski miał bardzo podobne pole do popisu, a więc możliwość odpytania Tuska na okoliczność modelu państwa w obozie liberałów. Nie tylko modelu, strategii wyjścia z obecnego chaosu – państwa niesprawnego, opartego na nadmiarze przepisów, armii niekompetentnych urzędników i ideach z czasów Franciszka-Józefa. W mojej opinii wygrał Kwaśniewski, ale mecz był słaby, bo gdyby nie walczyli z duchem Jarosława, mogliby duchowi to i owo przyskrzynić. Ciekawe ile bylejakich ustaw podpisał w ciągu dziesięciu lat prezydent Kwaśniewski?
|