Racjonalista - Strona głównaDo treści
Całokształt i "ewolucja" wyznań

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
23-02-2008 13:13Paprocki (2738 punktów)Całokształt i "ewolucja" wyznań
Ocena 3 na 3
Wiadomo, że cała wiara wyklucza działanie rozumu, a raczej ogranicza je- do mistycznych stanów ducha, kontemplacji, wiary bez dowodów w to, co przyjmie za prawdę najwyższy urzędnik danej instytucji religijnej i przekaże niższym szczeblom. Prawda jest jednak taka, że ujawnia się w końcu wolność, natura ludzka, która nie jest drapieżna, gdy pozwoli się jej wyżyć w cywilizowany (inteligentny) sposób. Wolność ta była minimalizowana przez religie przez wieki, ale wiele z wyznań relatywizuje się. Relatywizuje się, znaczy tyle, co zmniejsza swoją zawartość właściwej religijności. Zasady kościoła są coraz bardziej przeinaczane, interpretowane w inny sposób, a czasem nawet zmieniane, aby nadążyć choć trochę za postępem nauki. Stanowi to dowód na to, że ewoluuje dosłownie wszystko- nawet religia. Skoro jednak nie oglądamy dzisiaj rzezi religijnych w naszej kulturze- to co to oznacza? Że religia zmieniła się za sprawą ludzi, a nie boga, który chyba jako istota doskonała nie powinien zmieniać zdania na jakikolwiek temat, wahać się. Czy więc możemy mówić o ewolucji religii, jeśli tak naprawdę dzięki zmianom upodabnia się do nauki (choć właściwie niemożliwe jest złączenie się tych dwóch elementów w całość, ze względu na zupełnie odmienną naturę obu „dziedzin”? Ewoluuje przecież coś, co coraz bardziej udoskonala się, a doskonaleniem się religii byłaby coraz większa ufność dla nieudowodnionych dogmatów i żarliwe spełnianie rytuałów uznanych za święte. Tego zjawiska nie obserwujemy- wręcz przeciwnie- ta zrelatywizowana forma religijności nie przypomina jej pierwotnej koncepcji, zatem można powiedzieć, że religijność zanika wraz z progresem intelektualnym. Coraz większa ilość osób nie potrzebuje złotych porad od pośredników boga, gdyż sami stają się inteligentni i krytyczni dzięki życiu, w którym owa krytyczność jest wymagana i wywoływana. Prawdą jest przecież, że wszyscy wiemy, co jest złem, a co dobrem, jeżeli myślimy rozsądnie i jesteśmy jakiegoś rozsądku uczeni już od maleńkości. Na bliskim wschodzie uczy się zaś dzieci, że zabójstwo w imię boga to dobry czyn. Bez wpajania dogmatycznych bzdur świat staje się dużo bardziej wyzwolony od podobnych szaleństw, podziałów i nienawiści, chociażby z powodu sprzeczności między wyznaniami. Jednak nauczyciele racjonalizmu nie nazywają się pośrednikami boga, choć intencje mają pozytywne, podobnie, jak i metody nauki. Może robią oni mniejszy biznes, niż kościół, ale za to uczą krytycyzmu. Sądzę, że rozpowszechnianie używania umysłu stało się faktem, a ja całkowicie to popieram. Ilu ludzi każdemu z racjonalistów uda się przekonać- będzie to mały wkład do ewolucji, aczkolwiek ona jak wiadomo jest procesem długotrwałym, więc jakiekolwiek REwolucje są absolutnie niewskazane. Religią jednak na pewno nie jest wiara w boga bez żadnych wyobrażeń jego postaci, rytuałów i dogmatów. To zapomnienie, że bez religii jakikolwiek bóg nie przetrwałby. Wraz z tym zapomnieniem chce się wyzbyć wszelkich dotychczasowych barier w formie reguł, jakie narzucają religie, ale przyjąć samo istnienie boga, bez względu na wiarygodność ksiąg uznanych za słowo boże i skutków religijności, wśród których przeważają negatywne. To po prostu bezkrytyczna postawa.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

ivka ol (269 punktów)
> Wiadomo, że cała wiara wyklucza działanie rozumu, a
>raczej ogranicza je- do mistycznych stanów ducha,
>kontemplacji, wiary bez dowodów w to, co przyjmie za prawdę
>najwyższy urzędnik danej instytucji religijnej i przekaże
>niższym szczeblom.
Prawdziwa wiara faktycznie by tak działała, ale jest jej jak na lekarstwo. Wierzący dla odmiany twierdzą, że wiara wzbogaca ich świat - bo poszerza go o wymiar, którego nie ma świat ateisty...

> Ilu ludzi każdemu z racjonalistów uda się przekonać- będzie to mały
>wkład do ewolucji, aczkolwiek ona jak wiadomo jest procesem
>długotrwałym, więc jakiekolwiek REwolucje są absolutnie
>niewskazane.

>Religią jednak na pewno nie jest wiara w boga
>bez żadnych wyobrażeń jego postaci, rytuałów i dogmatów.
Z moich obserwacji wynika, że wiara w boga, nawet nie związana z żadną religią, wywodzi się z regóły z religii, którą porzuciło się z takich czy innych przyczyn. Wiele osób deklaruje wiarę w boga i twierdzi, że stworzyło sobie swoją własną wizję w Boga - na własny użytek. Po zadaniu pytań dodatkowych jest jasność - to bóg katolików odarty z tego, co w kościele katolickim było nie do zaakceptowania, a więc z regóły - niewygodnych zakazów i nakazów .




PO LEKACH LUDZIE ZDROWIEJĄ!!!
Staniec-Laskowska (47 punktów)
>Z moich obserwacji wynika, że wiara w boga , nawet nie związana z żadną religią, wywodzi się z regóły z religii, którą porzuciło się z takich czy innych przyczyn. Wiele osób deklaruje wiarę w boga i twierdzi, że stworzyło sobie swoją własną wizję w Boga - na własny użytek. Po zadaniu pytań dodatkowych jest jasność - to bóg katolików odarty z tego, co w kościele katolickim było nie do zaakceptowania, a więc z regóły - niewygodnych zakazów i nakazów .
>

>PO LEKACH LUDZIE ZDROWIEJĄ!!!

Przepraszam, że tak odejdę od tematu, ale chciałam spytać, jak to właściwie jest z tym Bogiem/bogiem: wielką, czy małą literą?

pozdrawiam,
iza


zaprawdę cię nie ma, twoje winy będą odpuszczone
jedyny widzu objazdowego teatrzyku świata
tak, żegnam cię
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Przepraszam, że tak odejdę od tematu, ale chciałam spytać, jak to właściwie jest z tym Bogiem/bogiem: wielką, czy małą literą?

   Zasada jest prosta: bóg to rzeczownik pospolity, więc pisze się małą literą. Język polski dopuszcza jednak pisownię każdego rzeczownika literą dużą, zależnie od intencji piszącego.

   Pewien kłopot jest z Bogiem chrześcijańskim. Nie ma on imienia własnego jak np. Zeus czy Mitra. To zabieg celowy, aby samo określenie "Bóg" traktować jak imię własne (w domyśle: bo właściwy Bóg jest tylko jeden i nie potrzebuje dodatkowego imienia). Szanując więc szacunek chrześcijan do ich Boga i pomijając ów przebiegły zabieg, ateiści również piszą go dużą literą, o ile nie chcą podkreślać właśnie braku szacunku. Jednak w odróżnieniu od wyznawców, używają zaimków na określenie Boga, pisanych małą literą.
.
iza_s-l (47 punktów)
>>Przepraszam, że tak odejdę od tematu, ale chciałam spytać, jak to właściwie jest z tym Bogiem/bogiem: wielką, czy małą literą?
>   Zasada jest prosta: bóg to rzeczownik pospolity, więc pisze się małą literą. Język polski dopuszcza jednak pisownię każdego rzeczownika literą dużą, zależnie od intencji piszącego.
>   Pewien kłopot jest z Bogiem chrześcijańskim. Nie ma on imienia własnego jak np. Zeus czy Mitra. To zabieg celowy, aby samo określenie "Bóg" traktować jak imię własne (w domyśle: bo właściwy Bóg jest tylko jeden i nie potrzebuje dodatkowego imienia). Szanując więc szacunek chrześcijan do ich Boga i pomijając ów przebiegły zabieg, ateiści również piszą go dużą literą, o ile nie chcą podkreślać właśnie braku szacunku. Jednak w odróżnieniu od wyznawców, używają zaimków na określenie Boga, pisanych małą literą.
>.
A może to tak, że choć dla ateistów wydumany, istnieje w ogólnym chrześcijańskim pojęciu tylko jeden desygnat odpowiadający tej nazwie? Bo bóg - odnosi się do każdego innego "pogańskiego" bóstwa. A Bóg - do konkretnego, który u żydów znany jest pod imieniem Jahwe, u muzułmanów - pod imieniem Allah.

A propos wielkich i małych liter - jak bardzo uziemiła mnie przed chwilą historia. Odruchowo napisałam w powyższym kontekście "który u Żydów".

zaprawdę cię nie ma, twoje winy będą odpuszczone
jedyny widzu objazdowego teatrzyku świata
tak, żegnam cię
05-03-2008 04:21 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>... u Żydów znany jest pod imieniem Jahwe, u muzułmanów - pod imieniem Allah.

   Błąd. Jedno i drugie jest określeniem Boga, lecz nie jest jego imieniem własnym w znaczeniu językowym.
.
Izabela Staniec-Laskowska (47 punktów)
>>... u Żydów znany jest pod imieniem Jahwe, u muzułmanów - pod imieniem Allah.
>   Błąd. Jedno i drugie jest określeniem Boga, lecz nie jest jego imieniem własnym w znaczeniu językowym.
>.
>
Według różnych źródeł, Tetragrammaton Yhwh oznacza właściwe imię lub nazwę własną Boga. www.jewish(*)om/view.jsp?letter=J&artid=206
www.newadvent.org/cathen/08329a.htm

zaprawdę cię nie ma, twoje winy będą odpuszczone
jedyny widzu objazdowego teatrzyku świata
tak, żegnam cię
05-03-2008 12:15 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata (3242 punktów)
>>... u Żydów znany jest pod imieniem Jahwe, u muzułmanów - pod imieniem Allah.
>   Błąd. Jedno i drugie jest określeniem Boga, lecz nie jest jego imieniem własnym w znaczeniu językowym.

   W pewnym sensie masz rację, Zbysławie. JHWH to imię niewysłowione, którego nie wolno wymawiać i które niesłusznie bywa transkrybowane jako Jahwe albo Jehowa. Gdy tetragram pojawi się w tekście wymawia się go Adonaj (Mój Pan), albo ha-Szem (Imię). Spośród rozlicznych , uznawanych za opisowe nazwań Boga (Adonaj, Adnj, Jah, El, Eloha, Elohim, Ehjeh, Szaddaj, El Szaddaj, Cewaot, Szem adnut, ha-Szem, szem ha-meforasz, szem hawaja, midat ha-chesed, midat ha-rachamim, El Brit, El Olam, ha-Makom, ha-Rachaman, Melech ha-Melachim, Jocer ha-Kol) jedynie tetragram uchodzi za jego prawdziwe imię, jednakże tak naprawdę tylko arcykapłani wiedzieli jak je wymawiać; a mogło być wymawiane tylko raz w roku w miejscu Świętym Świętych w Świątyni, w święto Jom Kipur, podczas recytacji Błogosławieństwa kapłańskiego. Prawdziwa wymowa JHWH zdaje się być na zawsze utracona, gdyż wymówienie go grozi utratą przypadającej cząstki Przyszłego Świata. U Żydów więc Bóg nie jest znany pod imieniem Jahwe. Takiego imienia po prostu nie ma.

   Pozdrawiam serdecznie

Conscia mens recti famae mendacia ridet
gurgul (651 punktów)
To bardzo ciekawy wątek. Osobiście jednak trochę inaczej widzę sprawę.
Zacząć należy od podziału religijności na powszechna i mistyczną. Religijność powszechna, która jest religijnością płytką, polega głównie na formie. Ta forma, żeby nie pozostała całkiem pusta jest wypełniana przez "wierzących" treścią epoki w której żyją. Np.: średniowieczni katolicy byli agresywni, zakochani w wojnie rozlewie krwi, nietolerancyjni etc. Więc ich religijność odpowiadała realiom epoki (z resztą była ona pozostałością pogańską).Wschodnioeuropejski "Wierzący" w wieku XX był człowiekiem idei (np. antykomunistą), patriotą, żołnierzem, wyznawał też skrajny kolektywizm. Była to odpowiedź na realia świata w którym żył. Dzisiejszy katolik jest jest inny, bardziej racjonalny, bardziej tolerancyjny, mniej agresywny, a bardzo często zupełnie łagodny. Bo tak też wygląda epoka w której żyjemy.

Czym innym jest religijność mistyczna. Jest ona głęboka, a więc nie tylko nie potrzebuje wypełniać niczym form religijnych, ale wręcz może potraktować te formy z pewną dozą relatywizmu. Taka religijność, która niestety jest dosyć rzadka, nie zależy od epoki i nie ulega "procesowi ewolucji", który ja nazwałbym raczej odbiciem epoki.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Jeśli założyć, że religia jest towarem wszystko staje się jasne. Gdy sprzedawcy byli jednocześnie władcami (albo kontrolowali władzę) jakość towaru nie była tak ważna, bo i tak klient nie miał wyboru i musiał kupować towar. Im więcej wyboru ma klient, tym bardziej sprzedawcy muszą się starać, by ich towar podobał sie klientowi.
Pozdrawiam
PS. Kwestie, czy jest to towar pierwszej potrzeby, czy inny, albo czy był na ten towar monopol i inne podobne, wydają się zbyt obszerne jak na jeden wątek.
moralny "antychryst"
> Wiadomo, że cała wiara wyklucza działanie rozumu, a
>raczej ogranicza je- do mistycznych stanów ducha,
>kontemplacji, wiary bez dowodów w to, co przyjmie za prawdę
>najwyższy urzędnik danej instytucji religijnej i przekaże
>niższym szczeblom.
To religijność wyklucza działanie rozumu (i wzajemnie), a nie wiara. Sama wiara w ogóle bez rozumu nie jest możliwa, bo nie wie się wtedy (nie rozumie) w co się wierzy, a w co nie wierzy. Ludzie dzielą się na tych, którzy wyznają w co wierzą (co myślą) i tych, którzy wyznają wyłącznie to, w co nikt oprócz nich nie wierzy, ale wyznawać im to "odgórnie" zlecono. Wyznania pierwszych ewoluują wraz z każdym elementem Wszechświata. Wyznania drugich nie ulegają ewolucji, bo nie mają żadnego związku z rzeczywistością, a jedynie z religią (wszechwiedzą). Nie potrzeba być prorokiem, by odróżnić tych którzy wierzą, od tych, którzy wiedzą co zgodnie z wybraną przez nich religią wyznać należy. Zresztą mało kto ukrywa, czy wyznaje własną wiarę, czy jakąś wspólną religię.
23-02-2008 19:52 
 Ocena 1 na 1
Paprocki (2738 punktów)

>To religijność wyklucza działanie rozumu (i wzajemnie), a nie wiara.

Pisząc "wiara" miałem na myśli wiarę religijną, co przecież z religijnością nieodzownie się łączy.

Sama wiara w ogóle bez rozumu nie jest możliwa, bo nie wie się wtedy (nie rozumie) w co się wierzy, a w co nie wierzy.

Dlatego pisałem, że działanie rozumu nie jest zupełnie spychane w niebyt, ale ograniczane. A z tym, że nie wie się, w co się wierzy.. tak naprawdę jest tak często. Człowiek mówi "wierzę w boga" nie wiedząc, co kryje się za słowem "bóg".

Ludzie dzielą się na tych, którzy wyznają w co wierzą (co myślą) i tych, którzy wyznają wyłącznie to, w co nikt oprócz nich nie wierzy, ale wyznawać im to "odgórnie" zlecono. Wyznania pierwszych ewoluują wraz z każdym elementem Wszechświata. Wyznania drugich nie ulegają ewolucji, bo nie mają żadnego związku z rzeczywistością, a jedynie z religią (wszechwiedzą). Nie potrzeba być prorokiem, by odróżnić tych którzy wierzą, od tych, którzy wiedzą co zgodnie z wybraną przez nich religią wyznać należy. Zresztą mało kto ukrywa, czy wyznaje własną wiarę, czy jakąś wspólną religię.

Oczywiście, można powiedzieć, że ktoś wierzy w postęp, w naukę. Zazwyczaj jednak wiara jest oddzielana od wiedzy, żeby wykazać, że racjonalizm opiera się właśnie na wiedzy, zaś wiara religijna na samej wierze. Jeżeli ktoś wierzy w naukę, po prostu myśli. Myśli i wie pewne rzeczy. Jeśli ktoś wierzy w jakiegoś boga, to tylko wierzy.
>
moralny "antychryst"
> Pisząc "wiara" miałem na myśli wiarę religijną, co przecież z religijnością nieodzownie się łączy.
Bo wiara (lub jej brak) łączy się w ogóle z postrzeganiem Świata przez człowieka, wiec trudno, żeby nie łączyła się akurat z religijnością.
> Człowiek mówi "wierzę w boga" nie wiedząc, co kryje się za słowem "bóg".
A jeszcze lepiej jest z tymi, którzy mówią, że w żadnych bogów nie wierzą. Oni to dopiero nie wiedzą, co za tymi pojęciami się kryje. A kryje się dokładnie wszystko co stworzone i wszystko co nie istnieje (istniejący Wszechświat i nie stworzone światy ludzkiej wyobraźni).
> Oczywiście, można powiedzieć, że ktoś wierzy w postęp, w naukę. Zazwyczaj jednak wiara jest oddzielana od wiedzy, żeby wykazać, że racjonalizm opiera się właśnie na wiedzy, zaś wiara religijna na samej wierze. Jeżeli ktoś wierzy w naukę, po prostu myśli. Myśli i wie pewne rzeczy. Jeśli ktoś wierzy w jakiegoś boga, to tylko wierzy.
Bez wiary, wszelka wiedza pozbawiona jest wszelkiej wartości. Mogę wiedzieć to i owo o krasnoludkach, ale istotne jest, czy w nie wierzę, czy nie (i w jakim sensie tak, lub nie). Bardzo to mnie dziwi, ale okazuje się, że nie sztuka tworzyć wirtualne Światy własnej wyobraźni (tworzyć religie i bajki o krasnoludkach). Sztuka dostrzegać wśród nich ten istniejący
i tylko w ten istniejący wierzyć. Kto tego nie dostrzega, nie jest racjonalistą, choć oczywiście może się za takiego uważać.
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Zasady kościoła są coraz bardziej
>przeinaczane, interpretowane w inny sposób, a czasem nawet
>zmieniane, aby nadążyć choć trochę za postępem nauki.

Bo też dla religii innego wyjścia nie ma. Religia wypierana sukcesywnie przez naukę z miejsc, które do tej pory okupowała, musi się do galopującej nauki dostosować. Im mniej rzeczy może religia "tłumaczyć" istnieniem Boga, tym pozycja tego Boga coraz słabsza, a religia coraz mniej atrakcyjna. Religia musui zatem nadążać za postępem nauki. Ziemia już dawno "przestała być płaska", a Galileusz został zrehabilitowany.

>Stanowi to dowód na to, że ewoluuje dosłownie wszystko-
>nawet religia. Skoro jednak nie oglądamy dzisiaj rzezi
>religijnych w naszej kulturze- to co to oznacza? Że religia
>zmieniła się za sprawą ludzi, a nie boga, który chyba jako
>istota doskonała nie powinien zmieniać zdania na
>jakikolwiek temat, wahać się.

Ja byłbym ostrożny ze stwierdzeniem, że religia "ewoluuje". Jak słusznie twierdzisz ewolucja to doskonalenie się. Według mnie zatem religia nie ewoluuje, religia zmienia się, dostosowuje się do nauki.
Oczywistym jest, że zmiany te są dziełem ludzi. Nie słyszałem jakoś o boskiej w tym zakresie ingerencji. Gdyby religia była dziełem Boga, tzn. przez Boga była ofiarowana ludzkości, to zapewne byłaby doskonała dzięki doskonałości ofiarodawcy. A jako taka zmian by nie wymagała. A ponieważ zmiany te przez ludzi są przeprowadzane, więc wnioski nasuwają się same.

>Na bliskim wschodzie uczy się zaś
>dzieci, że zabójstwo w imię boga to dobry czyn.

W "Bogu urojonym" Dawkins opisuje pewien eksperyment przeprowadzony przez izraelskiego psychologa na grupie ponad tysiąca izraelskich uczniów w wieku od ośmiu do czternastu lat. Psycholog przedstawił uczniom zaczerpnięty z księgi Jozuego opis bitwy o Jerycho. W czasie tej bitwy Izraelczycy pod wodzą Jozuego wybili wszystkich mieszkańców miasta i samo miasto spalili tylko dlatego, że Bóg obiecał im te ziemie i zgodził się, by je podbili. Wynik badania był przerażający: ponad 65% dzieci uznało postępowanie synów Izraela za zupełnie słuszne. Ludobójstwo zostało wytłumaczone w sposób religijny.

Innej grupie izraelskich uczniów ten sam psycholog przedstawił analogiczną sytuację, przy czym Jozue został zastąpiony chińskim generałem, a Izrael - cesarstwem chińskim sprzed trzech tysięcy lat. Wyniki badania były skrajnie przeciwne. Postępowanie generała zaaprobowało tylko kilka procent dzieci, a 75% uznało je za naganne.
Komentarz zbyteczny.
Paprocki (2738 punktów)
Zgadzam się w zupełności, sam tak myślę.. Boga urojonego czytałem, świetna książka. Mimo to udało mi się znaleźć krytykę i podważanie jego książki, powstała nawet pozycja "złudzenie dawkinsa", ale sam opis tej książki wydaje się napisany przez osobę, która albo nie czytała dokładnie całego Boga urojonego, albo nie rozumiała. Myślę, że na wszystkie te śmieszne przytyki odpowiedź można znaleźć w samej książce Dawkinsa.
ivka ol (269 punktów)
Polecam Wam ostatni "Newsweek" i artykuł "MCWiara" - bardzo w temacie tego wątku...



- Czy widzę kogoś na drodze? Nikogo! - rzekła Alicja. - Ach, żebym ja miał taki wzrok - powiedział z żalem Król. - Nikogo! na taką odległość! Ja przy tym świetle widzę tylko tych, co istnieją.
diogenes (42753 punktów)
> Wiadomo, że cała wiara wyklucza działanie rozumu...

Co w wierze nie jest rozumem, co go w aktach wiary ogranicza? Przecież wiara zawiera aspekt rozumowy: jest formułowana w języku, człowiek wierzacy działa w świecie, a więc musi z konieczności założyć elementarną znajomość jego struktury itd.

>Prawda jest jednak taka, że ujawnia się
>w końcu wolność, natura ludzka, która nie jest drapieżna,
>gdy pozwoli się jej wyżyć w cywilizowany (inteligentny)
>sposób.

Poprzez "cywilizowaną" rzeź zwierząt chociażby.

>...skoro jednak nie oglądamy dzisiaj rzezi
>religijnych w naszej kulturze- to co to oznacza? Że religia
>zmieniła się za sprawą ludzi, a nie boga,

Z tego, że nie oglądamy dzisiaj, nie wynika, że nie będziemy oglądać pojutrze. Jest tu na forum kilku takich, co owe zmiany przypiszą bogu.

>Ewoluuje przecież coś, co coraz bardziej udoskonala się,

Ewolucja wcale nie musi byc związana z postępem doskonałości pod każdym względem. Nigdy nie wiadomo, czy to, co nazywamy postępem nie jest w gruncie rzeczy coraz bardziej doskonałym sposobem podcinania gałęzi, na której żyje ludzka małpa. Wielu skłonnych byłoby tak sądzić.

>zrelatywizowana forma religijności nie
>przypomina jej pierwotnej koncepcji, zatem można
>powiedzieć, że religijność zanika wraz z progresem
>intelektualnym.

Emocje, które skłonni byliśmy przypisywać religii, lokowane są w innych obszarach. Powiedziałbym raczej, że religijnośc nie znika, ale ulega metamorfozie. Hostią może być płatek szynki lub kość pamięci w laptopie.

>Coraz większa ilość osób nie potrzebuje
>złotych porad od pośredników boga,...

Zastąpili ich inni...

>gdyż sami stają się
>inteligentni i krytyczni dzięki życiu, w którym owa
>krytyczność jest wymagana i wywoływana.

W skali globu - nie sądzę, aby było to zasadniczy trend.

>Bez wpajania
>dogmatycznych bzdur świat staje się dużo bardziej wyzwolony
>od podobnych szaleństw, podziałów i nienawiści, chociażby z
>powodu sprzeczności między wyznaniami.

To pobożne życzenia. Zerknij do statystyk wiernych różnych wyznań. Sprzeczności miedzy wyznaniami nie mają charakteru religijnego. Nawet sprzeczność miedzy teizmem a ateizmem nie ma takiego charakteru. W tej chwili kościół nie interesuje się naszym forum. Ale jeśli okazałoby się, że za jego sprawą zostałaby np. usunięta religia ze szkół, albo że zaproponowano by i przyjęto jakieś ustawy ograniczające własność kościoła, itp. - sprawy obrałyby inny wymiar. Szybko trafilibyśmy najpierw na ambonę, a z niej do piekła.

>jakiekolwiek REwolucje są absolutnie
>niewskazane.

Tym niemniej ewolucja sięga czasem po radykalniejsze metody. Jej tempo bywa różne. Nie wszystkie warunki ewolucji są stałe i przewidywalne.

Paprocki (2738 punktów)

>Co w wierze nie jest rozumem, co go w aktach wiary ogranicza? Przecież wiara zawiera aspekt rozumowy: jest formułowana w języku, człowiek wierzacy działa w świecie, a więc musi z konieczności założyć elementarną znajomość jego struktury itd.

To pseudorozum, między wiarą a rzeczywistością jest wiele sprzeczności.

>Poprzez "cywilizowaną" rzeź zwierząt chociażby.

Nie jestem przeciwny rzezi zwierząt, potrzebujemy białka pełnowartościowego.

>Z tego, że nie oglądamy dzisiaj, nie wynika, że nie będziemy oglądać pojutrze. Jest tu na forum kilku takich, co owe zmiany przypiszą bogu.

Mogą przypisać, bo wg nich bóg może działać przez swoje zamysły na decyzje przywódców religijnych, ale gdy spojrzysz na historię i czasy dzisiejsze dostrzeżesz, że wojny religijne mają inne cele, niż nawrócenie.

>Ewolucja wcale nie musi byc związana z postępem doskonałości pod każdym względem. Nigdy nie wiadomo, czy to, co nazywamy postępem nie jest w gruncie rzeczy coraz bardziej doskonałym sposobem podcinania gałęzi, na której żyje ludzka małpa. Wielu skłonnych byłoby tak sądzić.

Ewolucja nie jest doskonaleniem się? No, to ciś zupełnie nowego. Myślę, że mimo wszystko człowiek idzie do przodu. Dzięki wyższości w świecie przyrody jest na to skazany.

>Emocje, które skłonni byliśmy przypisywać religii, lokowane są w innych obszarach. Powiedziałbym raczej, że religijnośc nie znika, ale ulega metamorfozie. Hostią może być płatek szynki lub kość pamięci w laptopie.

Myślę, że do takich rzeczy nie można żywić aż takich uczuć. Sam byłem kiedyś religijny i wiem, jakie to przeżycia. Dla ateisty ekwiwalentem boga nie jest żaden wynalazek, choć rozsądek i osiągnięcia są dla niego bez wątpienia rzeczami wywołującymi szacunek i nadzieję. Natomiast choćby miłość można oczywiście przelać gdzie indziej, np na ludzi. To bardzo pozytywne.

>>Coraz większa ilość osób nie potrzebuje
>>złotych porad od pośredników boga,...
>Zastąpili ich inni...


Inni, którzy nie mówią oczywistych rzeczy zmieszanych z zabobonami. A jeśli komuś księdza zastąpi wróżka, to inna sprawa.

>>gdyż sami stają się
>>inteligentni i krytyczni dzięki życiu, w którym owa
>>krytyczność jest wymagana i wywoływana.
>W skali globu - nie sądzę, aby było to zasadniczy trend.


Niestety zasadniczy trend to nie jest, ale i tak znajduje coraz większą popularność.

>>Bez wpajania
>>dogmatycznych bzdur świat staje się dużo bardziej wyzwolony
>>od podobnych szaleństw, podziałów i nienawiści, chociażby z
>>powodu sprzeczności między wyznaniami.
>To pobożne życzenia. Zerknij do statystyk wiernych różnych wyznań. Sprzeczności miedzy wyznaniami nie mają charakteru religijnego. Nawet sprzeczność miedzy teizmem a ateizmem nie ma takiego charakteru. W tej chwili kościół nie interesuje się naszym forum. Ale jeśli okazałoby się, że za jego sprawą zostałaby np. usunięta religia ze szkół, albo że zaproponowano by i przyjęto jakieś ustawy ograniczające własność kościoła, itp. - sprawy obrałyby inny wymiar. Szybko trafilibyśmy najpierw na ambonę, a z niej do piekła.


Ale to działo by się za sprawą dogmatycznych bzdur, które istnieją dzięki religii. Tak, czy inaczej- piekłem może być odrzucenie przez część społeczeństwa, bo ateista w jako takie piekło nie wierzy.

>>jakiekolwiek REwolucje są absolutnie
>>niewskazane.
>Tym niemniej ewolucja sięga czasem po radykalniejsze metody. Jej tempo bywa różne. Nie wszystkie warunki ewolucji są stałe i przewidywalne.

Nie, ale z reguły wszystko zmienia się na lepsze.
>
diogenes (42753 punktów)
>między wiarą a rzeczywistością jest wiele sprzeczności.

Wiara jest równie rzeczywista, jak rzeczywistość. W tym sensie nie ma tu żadnej sprzeczności. Sprzeczność odnosi sie przede wszystkim (jeśli nie wyłącznie) do zdań. Zdanie: Bóg isnieje jest sprzeczne ze zdaniem Nieprawda, że bóg istnieje . Sprzeczność np. interesów nie ma juz charakteru logicznego. Podobnie jak przeciąganie liny czy ...struny.

>Ewolucja nie jest doskonaleniem się? No, to ciś zupełnie nowego.

Uważm ewolucję za różnicowanie materii ożywionej w ogóle, bez specjalnego akcentowania jakiegokolwiek gatunku, np. ludzkiego. A i to dzieje się w ramach procesu zwanego światem. To, że człowiek intelektualnie potrafi zdystansować (oddzielić) się od świata, od innych ludzi i gatunków, nie dowodzi, że jest czymś szczególnym. Jasne, dzielą nas galaktyki genów, ale nawet z muchą dzilimy ten sam los stawania się i rozpadu.

>Myślę, że mimo wszystko człowiek idzie do przodu.

Do jakiego przodu? Gdzie jest "przód" a gdzie "ogon" świata?

>Dzięki wyższości w świecie przyrody...

Czy nie mylisz przyrody z biblią?

>Sam byłem kiedyś religijny...

Rozumiem, że teraz nie jesteś. Chodzi jednak o to, co było i jest bez względu na twoje poglądy, które, jak sam widzisz, można zmieniać, a więc równie dobrze ... o kant rozbić: skąd wiesz, że twe obecne poglądy są "lepsze"? To tylko poglądy.

>Dla ateisty ekwiwalentem boga nie jest żaden wynalazek, ...

Nie chodzi o konkretny ekwiwalent boga, ale o pewna strukturę ludzkiego, świadomego zachowania i wartości, które nadają mu dynamikę i kierunek. To dlatego (jak np. Białoszewski), można postrzegać budkę piwa w kategoriach ewangelicznej stajenki.

>Bez wpajania dogmatycznych bzdur świat staje się dużo bardziej wyzwolony od podobnych szaleństw, podziałów i nienawiści, chociażby z powodu sprzeczności między wyznaniami.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy człowiek odziela się od świata, kiedy tworzy swe iluzoryczne ego. Religie je tylko wzmacniają, ale nie tworzą. Podobnie czyni państwo, rodzina, szkoła, firma, itd.

>Ale to działo by się za sprawą dogmatycznych bzdur, które istnieją dzięki religii.

Jak wyżej. Religia jest pochodną bardziej fundamentalnego błędu poznawczego, który z religią nie ma bezpośrednio żadnego związku. Zanim człowiek wymyślił boga, musiał wymyślić siebie. Jest to równie naiwne.

>>Nie wszystkie warunki ewolucji są stałe i przewidywalne.
>Nie, ale z reguły wszystko zmienia się na lepsze.

Wytłumacz to np. dinozaurom.
Paprocki (2738 punktów)

>Wiara jest równie rzeczywista, jak rzeczywistość. W tym sensie nie ma tu żadnej sprzeczności. Sprzeczność odnosi sie przede wszystkim (jeśli nie wyłącznie) do zdań. Zdanie: Bóg isnieje jest sprzeczne ze zdaniem Nieprawda, że bóg istnieje . Sprzeczność np. interesów nie ma juz charakteru logicznego. Podobnie jak przeciąganie liny czy ...struny.

Nieprawda. Mówiąc "jest prawdą, że bóg istnieje" spytany dlaczego odpowiesz "bo wierzę". Gdy ktoś mói, że to nieprawda, pytany dlaczego podaje argumenty, które według niego przekreślają istnienie boga. Na wiarę dotyczącą każdej innej rzeczy składa się jakaś skala prawdopodobieństwa. Wierzysz, że eminem zagra w Polsce? "tak!" "A ja nie". Obie wiary są tak samo słuszne, bo prawdopodobne sa obie wersje. Na istnienie boga masz tyle dowodów, że równie dobrze mógłbyś wierzyć w św. Mikołaja. I to oddziela wiarę od rzeczywistości.

>Uważm ewolucję za różnicowanie materii ożywionej w ogóle, bez specjalnego akcentowania jakiegokolwiek gatunku, np. ludzkiego. A i to dzieje się w ramach procesu zwanego światem. To, że człowiek intelektualnie potrafi zdystansować (oddzielić) się od świata, od innych ludzi i gatunków, nie dowodzi, że jest czymś szczególnym. Jasne, dzielą nas galaktyki genów, ale nawet z muchą dzilimy ten sam los stawania się i rozpadu.
>Do jakiego przodu? Gdzie jest "przód" a gdzie "ogon" świata?
>Wytłumacz to np. dinozaurom.
>


Dinozaurom? Hehe. A jakim? Brachiozaurom? Kompsognatom? A może ptakom? Myślę, że na lepsze zmieniają się gatunki i to właśnie nazywam marszem do przodu. Oczywiście cały ten marsz może przerwać meteoryt, ale jak to się ma do rzeczy.

>>Dzięki wyższości w świecie przyrody...
>Czy nie mylisz przyrody z biblią?

Chyba nie, bo chodzi mi o wyższość w sensie intelektualnym.

>>Sam byłem kiedyś religijny...
>Rozumiem, że teraz nie jesteś. Chodzi jednak o to, co było i jest bez względu na twoje poglądy, które, jak sam widzisz, można zmieniać, a więc równie dobrze ... o kant rozbić: skąd wiesz, że twe obecne poglądy są "lepsze"? To tylko poglądy.


Poglądy te wytłumaczyłem już wcześniej i wytłumaczyłem, dlaczego nie stwaiam ich na równi z "poglądami", jakie wpojono mi w dzieciństwie. Za chwilę podam dalszą część postu, której nie zamieściłem.

>>Dla ateisty ekwiwalentem boga nie jest żaden wynalazek, ...
>Nie chodzi o konkretny ekwiwalent boga, ale o pewna strukturę ludzkiego, świadomego zachowania i wartości, które nadają mu dynamikę i kierunek. To dlatego (jak np. Białoszewski), można postrzegać budkę piwa w kategoriach ewangelicznej stajenki.


Nawet jeżeli ktoś odczuwa podobne emocje do kufla z piwem, co katolik do hostii, to myślę, że nikt taki nie potępi gościa, który tańcząc wyleje komuś piwo z kufla. Nikt taki nie zabije, ani nie pobije nikogo za to, że ten stukł mu ów kufel. Rozumiesz.
>>Bez wpajania dogmatycznych bzdur świat staje się dużo bardziej wyzwolony od podobnych szaleństw, podziałów i nienawiści, chociażby z powodu sprzeczności między wyznaniami.

>Problem zaczyna się wtedy, kiedy człowiek odziela się od świata, kiedy tworzy swe iluzoryczne ego. Religie je tylko wzmacniają, ale nie tworzą. Podobnie czyni państwo, rodzina, szkoła, firma, itd.
>>Ale to działo by się za sprawą dogmatycznych bzdur, które istnieją dzięki religii.
>Jak wyżej. Religia jest pochodną bardziej fundamentalnego błędu poznawczego, który z religią nie ma bezpośrednio żadnego związku. Zanim człowiek wymyślił boga, musiał wymyślić siebie. Jest to równie naiwne.


Taki tok rozumowania proponuje religia. Racjonalizm ma z gruntu odmienny.

moralny "antychryst"
> >Wiara jest równie rzeczywista, jak rzeczywistość.
>Nieprawda.
Dokładnie prawda. Nie ulega wątpliwości, że rzeczywistość = Prawda, więc tylko niepełnosprawni będą przytaczać na to argumenty i wytaczać przeciwko temu dowody. Dlaczego? Bo to aksjomat i albo ktoś w niego wierzy, albo nie wierzy. Wierzy logik, nie wierzy alogik.
> Mówiąc "jest prawdą, że bóg istnieje" spytany dlaczego odpowiesz "bo wierzę".
To samo logik odpowie na temat wszystkiego, co gdziekolwiek istnieje (nawet krasnoludków, które istnieją w książkach, więc składają się z literek).
> Na wiarę dotyczącą każdej innej rzeczy składa się jakaś skala prawdopodobieństwa.
Skala prawdopodobieństwa dotyczy tego, co zaistnieje w przyszłości. Co do prawdopodobieństwa istnienia już zaistniałego, to jest ono zawsze równe 0 lub 1.
> I to oddziela wiarę od rzeczywistości.
Nic jej od rzeczywistości nie oddziela, bo wiara jak zaistniała tak nadal istnieje. W dodatku z prawdopodobieństwem 1 będzie istnieć i w przyszłości.

> Nikt taki nie zabije, ani nie pobije nikogo za to, że ten stukł mu ów kufel. Rozumiesz.
Jeśli kufel jest dla kogoś bogiem, to prędzej zabije Cię za stłuczenie mu tego kufla, niż katolik za zjedzenie jego hostii (która bogiem jest przecież dla Ciebie, a nie katolika).

>>Zanim człowiek wymyślił boga, musiał wymyślić siebie. Jest to równie naiwne. Taki tok rozumowania proponuje religia.
Ale religia ateistyczna. Katolicy wymyślili, że Jezus stworzył (wymyślił) Świat i ludzi. Dopiero ateiści wymyślili, że wcześniej stworzył siebie.
> Racjonalizm ma z gruntu odmienny.
To jest oczywiste. Racjonaliści nie opierają swojego toku rozumowania o żadną religię (ani teistyczną, ani ateistyczną). Są realistami, więc nie wierzą, że Jezus ich stworzył, a co dopiero samego siebie.
Paprocki
Wierzy alogik, albowiem analizując relacje międzyludzkie, historię i teraźniejszość wyciąga się logiczne wnioski, które zaprzeczają wierze. Jeżeli ktoś mimo tych wniosków wierzy, jest właśnie nielogiczny. Filozofujesz ze skalą prawdopodobieństwa, ale taka jest prawda, że co do wiary zawsze jej potrzebujesz, bo rzeczywiście czerpiesz jakąś wiedzę z przeszłości. Ona pomaga ci wierzyć, albo nie. A jeśli nie ma żadnych dowodów, a są wrecz przesłanki zaprzeczające istnieniu ludka chmurnego, to wiara jest nielogiczna.
moralny "antychryst"
>Wierzy alogik, albowiem analizując relacje międzyludzkie, historię i teraźniejszość wyciąga się logiczne wnioski, które zaprzeczają wierze. Jeżeli ktoś mimo tych wniosków wierzy, jest właśnie nielogiczny.
Masz rację, logik wierzy wyłącznie w fałsz. Historyczny i wszelki inny. W prawdę wierzą wyłącznie alogicy. Przecież to bardzo logiczne. Zawsze tak bredzisz?

>Filozofujesz ze skalą prawdopodobieństwa,
Mówisz oczywiście o sobie? Nie filozofuj w ten sposób, bo to nie ma sensu. Prawda jest prawdą z prawdopodobieństwem 1, a to samo odnosi się do fałszu. Prawdopodobieństwo dotyczy tylko tego, czego się nie wie.

> ale taka jest prawda, że co do wiary zawsze jej potrzebujesz, bo rzeczywiście czerpiesz jakąś wiedzę z przeszłości. Ona pomaga ci wierzyć, albo nie. A jeśli nie ma żadnych dowodów, a są wrecz przesłanki zaprzeczające istnieniu ludka chmurnego, to wiara jest nielogiczna.
I wtedy radzę Ci nie wiedzieć. Przesłanka to za mało, żeby wierzyć lub nie wierzyć. Tylko takie wyjście jest logiczne. A Ty naprawdę wierzysz w jakieś ludki? Na jakich przesłankach opierasz tę wiarę?
Paprocki
Do jasnej cholery, nie bredzę, ale wytłumaczę ci to w ten sposób- w fałsz owszem, wierzę, bo nie wierzę, że nie ma na świecie bardzo inteligentnych osób, któe nie wykorzystują tego dla zysku bez względu na to, jak go zdobyć. Na dodatek będąc głosicielem wiary nie jest się narażonym na splaitowanie. Nie mówię też, że wszyscy duchowni to takie typy. To nie jest taki układ któego wszyscy członkowie wiedzą o zamiarach głowy instytucji. W żadne ludki nie wierzę, religijni niby też nie, ale tym sposon\bem sami nie wiedzą, w co wierzą. TO taka szara masa, która przyjmuje coś, co dominuje społeczeństwo jako bezwzględną prawdą. A taki trend nie świadczy o tym, że to prawda, tylko efekt manipulacji. Poza tym patrząc na cały wszechświat i dostrzegasz, kto jest górą, a kto nie, widzisz analogię do świata ludzkiego i to bardzo wyraźną. Różnica jest taka, że nasza walka jest ucywilizowana, ludzka.
Paprocki
sory za błędy w powyższej wypowiedzi, ale się po prostu spieszyłem
moralny "antychryst"
>Do jasnej cholery, nie bredzę, ale wytłumaczę ci to w ten sposób- w fałsz owszem, wierzę, bo nie wierzę, że nie ma na świecie bardzo inteligentnych osób, któe nie wykorzystują tego dla zysku bez względu na to, jak go zdobyć. Na dodatek będąc głosicielem wiary nie jest się narażonym na splaitowanie.
Problem polega na tym, że człowiek nie może być "nosicielem" niczego innego poza wiarą, bo w jedno co wie wierzy, a w drugie nie. Tak więc cały nasz światopogląd, to wiara w prawdę, brak wiary w fałsz i niewiedza (to, o czym nigdy w życiu nie słyszeliśmy i to, czego nie potrafimy zaklasyfikować ani jako prawdę, ani jako fałsz). Światopogląd, jeśli w ogóle go masz, to absolut (nie da się dodać do niego już nic nowego, chociaż można niewiedzę zamieniać w wiedzę). Uważam, że to, czy ktoś nazywa ten absolut światopoglądem, czy Bogiem, to jego całkowicie prywatna i indywidualna sprawa, a wymuszanie na innych deklarowania jakiegokolwiek teizmu (także ateizmu) to nie tylko kompletne nieporozumienie, ale wyłączna robota rozmaitych kościołów (religii). Nie zamierzam dać się ogłupić ani teistom, ani ateistom, bo dla mnie KAŻDA religijna (wspólna) wiara to zwykła głupota.
>Nie mówię też, że wszyscy duchowni to takie typy.
W ogóle nie uważam, żeby z religiami związane były wyłącznie "typy". Bywa różnie, ale żadna religia to nic dobrego, a im kościół silniejszy tym gorzej, bo intensywniej krzewi ciemniactwo.
Jestem człowiekiem a-religijnym. Co do wiary, nie mam innego wyjścia, wiec wierzę. Zarówno we Wszechświat, jak własną o nim niewiedzę.
> A taki trend nie świadczy o tym, że to prawda, tylko efekt manipulacji. Poza tym patrząc na cały wszechświat i dostrzegasz, kto jest górą, a kto nie, widzisz analogię do świata ludzkiego i to bardzo wyraźną. Różnica jest taka, że nasza walka jest ucywilizowana, ludzka.
Nie wierzę, że jakakolwiek religijna wojna jest ludzka. Ludzkie są naturalne różnice światopoglądowe, ich wzajemne uzupełnianie się i ich ewolucja (rozwój nauki i Nauki). Mogę walczyć z kościołami i religiami, ale nie z ich wyznawcami.
Paprocki (2738 punktów)

>Problem polega na tym, że człowiek nie może być "nosicielem" niczego innego poza wiarą, bo w jedno co wie wierzy, a w drugie nie. Tak więc cały nasz światopogląd, to wiara w prawdę, brak wiary w fałsz i niewiedza (to, o czym nigdy w życiu nie słyszeliśmy i to, czego nie potrafimy zaklasyfikować ani jako prawdę, ani jako fałsz). Światopogląd, jeśli w ogóle go masz, to absolut (nie da się dodać do niego już nic nowego, chociaż można niewiedzę zamieniać w wiedzę). Uważam, że to, czy ktoś nazywa ten absolut światopoglądem, czy Bogiem, to jego całkowicie prywatna i indywidualna sprawa, a wymuszanie na innych deklarowania jakiegokolwiek teizmu (także ateizmu) to nie tylko kompletne nieporozumienie, ale wyłączna robota rozmaitych kościołów (religii). Nie zamierzam dać się ogłupić ani teistom, ani ateistom, bo dla mnie KAŻDA religijna (wspólna) wiara to zwykła głupota.

W dużej części zgadzam się z tobą, ale nie stawiałbym na równi teizmu z ateizmem, gdyż ateizm nie jest napewno religią, jest opozycją dla każdej religii, ateiści nie mają wspólnego obiektu kultu, ani niczego takiego. Ateizm to nie wiara. To brak wiary- napewno w osobowego boga, o jakim przekonują religie. Wypowiadasz się jako agnostyk, ale nazywanie wszechświata bogiem, czy też nazywanie tak prawdy to głupota i niepotrzebne mieszanie pojęć. Jeśli chcemy być precyzyjni, to zostańmy przy bogu, jakiego od lat chcieli wcisnąć nam spece od ksiąg starożytnych, a jakiego próbują zmieniać dziś.

>W ogóle nie uważam, żeby z religiami związane były wyłącznie "typy". Bywa różnie, ale żadna religia to nic dobrego, a im kościół silniejszy tym gorzej, bo intensywniej krzewi ciemniactwo.

Może i nie nic dobrego, ale kłamstwo z prawdą to już kłamstwo, a taka właśnie jest każda religia. Ciemniactwo to coś, z czym napewno powinniśmy walczyć, ale nie zapominajmy też, że wielu księży proboszczów to prości ludzie, którzy nic nie wiedzą o zamiarach głowy kościoła. Ciemniakiem można być niezależnie od zawodu, a jest to podyktowane często niskim IQ, tego nie zmienisz.

>Jestem człowiekiem a-religijnym. Co do wiary, nie mam innego wyjścia, wiec wierzę. Zarówno we Wszechświat, jak własną o nim niewiedzę.

Ja wierzę we wszystko to, co zdobyło się pracą umysłu i wierzę w wiedzę, w jej przydatność, pomocność, przyszłość. Wierzę też w to (poniekąd bardzo logicznie), że to wiedzą możemy posiąść prawdę, a skoro nauka ma przed sobą jeszcze wiele zagadek, nie oznacza to, że zostanie tak na zawsze.

>Nie wierzę, że jakakolwiek religijna wojna jest ludzka. Ludzkie są naturalne różnice światopoglądowe, ich wzajemne uzupełnianie się i ich ewolucja (rozwój nauki i Nauki). Mogę walczyć z kościołami i religiami, ale nie z ich wyznawcami.

Sam nie zamierzam walczyć z wyznawcami, ani z duchownymi, ale rozmawiać i z jednymi i drugimi na argumenty, bez nerwów. Dla mnie wrogiem są pewne idee, a nie ludzie, którzy mogą mieć nawet bardzo dobre intencje mimo infantylnej wiary. Jakakolwiek wojna nie jest ludzka, nie tylko religijna. Miałem na myśli walkę w życiu codziennym, rywalizację, która wzmaga rozwój.

>
moralny "antychryst"
>W dużej części zgadzam się z tobą, ale nie stawiałbym na równi teizmu z ateizmem, gdyż ateizm nie jest napewno religią, jest opozycją dla każdej religii,
Jest opozycją do każdego Boga, czyli każdej wiary (niezależnie od tego w co kto wierzy).
> ateiści nie mają wspólnego obiektu kultu, ani niczego takiego. Ateizm to nie wiara. To brak wiary- napewno w osobowego boga, o jakim przekonują religie.
To wiara nie wiadomo w co, w opozycji do nie wiadomo czego. W opozycji do religii (i głupich opozycji) są wolnomyśliciele i ludzie tolerancyjni, niezależni od wszelkich religii, ale czasem religijni.
> Wypowiadasz się jako agnostyk,
To Ty określasz mnie tym pojęciem. Ja i tego stosunku do Boga nie rozumiem.
> ale nazywanie wszechświata bogiem, czy też nazywanie tak prawdy to głupota i niepotrzebne mieszanie pojęć.
Niczego Bogiem nie nazywam, gdy nie rozmawiam o bogach. Moim jest mój światopogląd (ludzki i naukowy, a nie teistyczny).
> Jeśli chcemy być precyzyjni, to zostańmy przy bogu, jakiego od lat chcieli wcisnąć nam spece od ksiąg starożytnych, a jakiego próbują zmieniać dziś.
Jakby tak postarać się go zrozumieć, to trzeba by zacząć nie od Jezusa jako boga i ksiąg starożytnych, ale od tego Boga, którego Chrystus wyznawał. I może się wtedy okazać, że niczego poza logiczną prawdą nie wyznawał. Tego katolickiego boga, to katolicy wypaczali i wypaczali przez wieki, aż doszli do karykatury.
>Ciemniactwo to coś, z czym napewno powinniśmy walczyć, ale nie zapominajmy też, że wielu księży proboszczów to prości ludzie, którzy nic nie wiedzą o zamiarach głowy kościoła.
Przy najszczytniejszych zamiarach (moim zdaniem JPII miał nie najgorsze) głowa kościoła nie jest w stanie niczego istotnego w religii zmienić.
> Ciemniakiem można być niezależnie od zawodu, a jest to podyktowane często niskim IQ, tego nie zmienisz.
Jedyny sposób, to wyprowadzenie religii ze szkół, ale i to będzie bardzo trudne, bo przecież wprowadzono ją tam po wyprowadzeniu elementów poprzedniej (marksistowskiej).
>Ja wierzę we wszystko to, co zdobyło się pracą umysłu i wierzę w wiedzę, w jej przydatność, pomocność, przyszłość.
Moja wiedza, to wiara w prawdę, nie wiara w fałsz i cała masa rzeczy bez znaczenia ("wierszy"). No i wiem też, że całej masy rzeczy nie wiem. Niektórych chcę się dowiedzieć, innych nie chcę, a jeszcze innych nie mogę (np. skąd wziął się Wszechświat).
> Wierzę też w to (poniekąd bardzo logicznie), że to wiedzą możemy posiąść prawdę,
Nie. W Twojej wiedzy prawda JEST ZAWARTA. Reszta, to fałsz i niewiedza.
> a skoro nauka ma przed sobą jeszcze wiele zagadek, nie oznacza to, że zostanie tak na zawsze.
Zostanie, bo zagadek wraz z rozwojem naukowej wiedzy przybywa, a nie ubywa. Przybywa też naukowego fałszu.
>Dla mnie wrogiem są pewne idee,
Dla mnie tylko jedna idea: Że to co dobre dla duszpasterza i jego owieczek, to dobre i dla wszystkich ludzi. Słowem nie sama wiara, ale jej panoszenie się i zastępowanie nią nauki.
> Miałem na myśli walkę w życiu codziennym, rywalizację, która wzmaga rozwój.
A widzisz i na tę sprawę mamy inny pogląd, bo ja uważam, że rozwój wzmaga współpraca bardzo różnych ludzi, a nie rywalizacja wszystkich o jedno. Jeśli jednostki mają skupić się na rywalizacji o jedno, to jakimi metodami będą rywalizować i o co? Wydaje mi się, że wojną i jedynie o pieniądze. Rywalizacja dobra jest dla rozwoju sztuki, ale nie nauki. W nauce niezbędna jest współpraca. A przecież to od rozwoju nauki, a nie sztuki, zależny jest rozwój gospodarczy.
Paprocki (2738 punktów)

>Jest opozycją do każdego Boga, czyli każdej wiary (niezależnie od tego w co kto wierzy).
Tak, jest opozycją dla każdej wiary i każdego boga. Każda wiara i każdy bóg wynikają z jakiejś religii, czyli czynnika zrzeszającego ludzi wokół jakiegoś zbioru zabobonów. Jeżeli ktoś wierzy w boga, po prostu chcąc wierzyć, bo nie wyobraża sobie, że po tym życiu już nic go nie czeka, ale odrzuca wszelkie religie i ignoruje ich dotychczasowy wpływ na ludzi, nie zdaje sobie sprawy, że jego odczucie i potrzeba boga biorą się także z religii, której uczony był w dzieciństwie. To bezkrytyczna postawa, jak już mówiłem, tak więc nie chcę mieszać pojęć. Ci mówią, że bogiem jest dla nich to, drudzy, że co innego. Bóg to wytwór religijny, i jeśli chcemy oferować światu coś innego, niż bajki, powinniśmy wyrzucić słowo "bóg", gdyż nic ono nie znaczy. Zastąpmy je słowem "priorytet".


>To wiara nie wiadomo w co, w opozycji do nie wiadomo czego. W opozycji do religii (i głupich opozycji) są wolnomyśliciele i ludzie tolerancyjni, niezależni od wszelkich religii, ale czasem religijni.

To nie jest wiara w niewiadomo co. Wiara w niewiadomo co, to wiara w boga, pod którą niewiadomo co się kryje. Wiele mówi o tym ateizm semiotyczny. Ateizm -brak boga. Racjonalizm to wiara w intelekt. Gdy użyjesz intelektu, zobaczysz, czym był bóg dotychczas i co najlepszego zrobił, zauważasz jaki jest cel religii i ich przywódców. Człowiek toleranyjny to nie ktoś, kto mówi każdemu, z kim się w gruncie rzeczy nie zgadza, że to, w co wierzy ten ktoś jest i tak słuszne.

>To Ty określasz mnie tym pojęciem. Ja i tego stosunku do Boga nie rozumiem.

To już nie mam pojęcia, co reprezentujesz. Już innej opcji nie ma.

>Niczego Bogiem nie nazywam, gdy nie rozmawiam o bogach. Moim jest mój światopogląd (ludzki i naukowy, a nie teistyczny).
No to tak, jak już pisałem, przestańmy rozmawiać o bogach, chyba, że właśnie chcemy pogadać o mitologii.

>> Jeśli chcemy być precyzyjni, to zostańmy przy bogu, jakiego od lat chcieli wcisnąć nam spece od ksiąg starożytnych, a jakiego próbują zmieniać dziś.
>Jakby tak postarać się go zrozumieć, to trzeba by zacząć nie od Jezusa jako boga i ksiąg starożytnych, ale od tego Boga, którego Chrystus wyznawał. I może się wtedy okazać, że niczego poza logiczną prawdą nie wyznawał. Tego katolickiego boga, to katolicy wypaczali i wypaczali przez wieki, aż doszli do karykatury.


Nie, nie. Jeżeli naprawdę chcemy porządnie zająć się tym zagadnieniem, pójdźmy jeszcze dalej, aż do czasów, kiedy wielbiono boga pod postacią słońca. Nie chcę zupełnie zgadzać się z filmem Zeitgeist, ale cała analogia biblii z innymi religiami przedchrześcijańskimi opierającymi się na astrologii, to coś niesamowitego.

>Przy najszczytniejszych zamiarach (moim zdaniem JPII miał nie najgorsze) głowa kościoła nie jest w stanie niczego istotnego w religii zmienić.


Moim zdaniem głowa kościoła może uczynić wiele, nietylko mianować nowych świętych i patronów. Ale to w obebie religii, nad któą sprawuje władzę. Nigdy jednak nie uzna swojej religii za kłamstwo, więc pokładanie nadziei w papieżu odpada.

>Jedyny sposób, to wyprowadzenie religii ze szkół, ale i to będzie bardzo trudne, bo przecież wprowadzono ją tam po wyprowadzeniu elementów poprzedniej (marksistowskiej).
Ojoj.. to temat rzeka. Wg. mnie to głupota, a przedmiot religii mógłby zostać zastąpiony religioznawstwem. Ale to kupa roboty, także organizacyjnej, w tym odpowiednie reformy. A jeśli chcielibyśmy dotknąć sedna problemu, to zauważ, że czymś dobrym byłoby nieprzypinanie niemowlaka do konkretnej religii. Katolicyzm dzięki temu jest nadal dominującą religią, a z czymś dominującym zawsze walczy się ciężko.


>Moja wiedza, to wiara w prawdę, nie wiara w fałsz i cała masa rzeczy bez znaczenia ("wierszy"). No i wiem też, że całej masy rzeczy nie wiem. Niektórych chcę się dowiedzieć, innych nie chcę, a jeszcze innych nie mogę (np. skąd wziął się Wszechświat).
>> Wierzę też w to (poniekąd bardzo logicznie), że to wiedzą możemy posiąść prawdę,
>Nie. W Twojej wiedzy prawda JEST ZAWARTA. Reszta, to fałsz i niewiedza.


Zależy o jakiej prawdzie mówisz. Jest mnóstwo prawd. Mi chodzi o prawdy moralne, kiedy jedno zdanie stawia się obok drugiego i pyta:która postawa jest słuszna? I sądzę, że zdobywana wiedza i obserwacje są w stanie nauczyć nas właściwej postawy moralnej, nie zaś religie, które w pewnych kwestiach mają rację, a w innych sprzeciwiają się postępowi.

>> a skoro nauka ma przed sobą jeszcze wiele zagadek, nie oznacza to, że zostanie tak na zawsze.
>Zostanie, bo zagadek wraz z rozwojem naukowej wiedzy przybywa, a nie ubywa. Przybywa też naukowego fałszu.


To daleka perspektywa, ale wszystko jest do sprawdzenia. Wszystko jest do odkrycia. Tak, jak przed laty czymś rodem z fantastyki był samolot, tak teraz nim nie jest. To co dziś jest nieosiągalne, jutro nie musi być.

>>Dla mnie wrogiem są pewne idee,
>Dla mnie tylko jedna idea: Że to co dobre dla duszpasterza i jego owieczek, to dobre i dla wszystkich ludzi. Słowem nie sama wiara, ale jej

Paprocki (2738 punktów)
>Dla mnie wrogiem są pewne idee,
Dla mnie tylko jedna idea: Że to co dobre dla duszpasterza i jego owieczek, to dobre i dla wszystkich ludzi. Słowem nie sama wiara, ale jej panoszenie się i zastępowanie nią nauki.


tu się zgadzam ,ale to też idea.

> Miałem na myśli walkę w życiu codziennym, rywalizację, która wzmaga rozwój.
A widzisz i na tę sprawę mamy inny pogląd, bo ja uważam, że rozwój wzmaga współpraca bardzo różnych ludzi, a nie rywalizacja wszystkich o jedno. Jeśli jednostki mają skupić się na rywalizacji o jedno, to jakimi metodami będą rywalizować i o co? Wydaje mi się, że wojną i jedynie o pieniądze. Rywalizacja dobra jest dla rozwoju sztuki, ale nie nauki. W nauce niezbędna jest współpraca. A przecież to od rozwoju nauki, a nie sztuki, zależny jest rozwój gospodarczy.


Tak, ale są też inne dziedziny, nietylko sztuka i nauka. A gospodarka dotyka także sztuki.
moralny 'antychryst"
>Tak, jest opozycją dla każdej wiary i każdego boga. Każda wiara i każdy bóg wynikają z jakiejś religii, czyli czynnika zrzeszającego ludzi wokół jakiegoś zbioru zabobonów.
Prawda o Świecie nie jest zabobonem, a jednak też ludzi zrzesza i zawsze zrzeszała. Nauka to nie żadna religia, a bez wiary zarówno w nią samą jak jej rozwój, nauki po prostu nie ma. Żaden Bóg nie wynika z religii. Wszystkie religie wynikają z jakiejś definicji Boga (któremu ludzie służą i któremu poświęcają życie). Dla naukowców tym Bogiem zawsze była Prawda o otaczającym ich Świecie. Dla ludzi religijnych, zawsze dowolnie wybrana hipoteza na temat wszystkiego, czego naukowcy na danym etapie nie wiedzą (kiedyś płaskości Ziemi, dziś początków Wszechświata).
>Jeżeli ktoś wierzy w boga, po prostu chcąc wierzyć, bo nie wyobraża sobie, że po tym życiu już nic go nie czeka, ...
A po cholerę ma w takie pierdoły wierzyć i sobie je wyobrażać? Zupełnie wystarczy, żeby nie wyobrażał sobie, że wie, czego nikt nie wie.
> Zastąpmy je słowem "priorytet".
Nie da się zastąpić tym słowem ani słowa Świat, ani Nauka, ani Prawda (naukowa lub jakakolwiek inna). Można zrezygnować z używania słowa Bóg i wiedza, ale nie można rezygnować z pojęć wiara, niewiara i niewiedza.
>To nie jest wiara w niewiadomo co. Wiara w niewiadomo co, to wiara w boga, pod którą niewiadomo co się kryje.
Pod wiarą naukową, dokładnie wiadomo. Prawda, a w niej, głównie niewiedza. Jedyne w co naukowiec nie wierzy, to nie Bóg (to, czego Nauka nie wie), ale FAŁSZ (fałszywa wiedza propagowana przez "naukowców").
>Racjonalizm to wiara w intelekt.
Nie myl mi pojęć teistycznych z naukowymi. Racjonalizm nie ma nic wspólnego ani z teizmem, ani ateizmem, bo pojęcie mu bliskoznaczne, to optymalizacja (zarówno wszelkiego działania, jak myślenia o działaniu).
> Gdy użyjesz intelektu, zobaczysz, czym był bóg dotychczas i co najlepszego zrobił,
Nie mam pojęcia czym był dla Ciebie, bo w tego katolickiego, to po trzech, czy czterech latach nauki religii, wiara mi dokładnie przeszła, a chrześcijańskiego potrafię sobie tak zinterpretować (uprościć), że w pełni zgodny jest z wszelkimi naukowymi prawdami, więc jego istnieniu nie mogę zaprzeczyć. Po prostu jedyne w co nie wierzę, to wszelkie dogmaty i doktryny (także "naukowe"). W istnienie niepoznanego i niepoznawalnego, jak najbardziej wierzę (przecież więcej tego w koło, niż czegokolwiek innego).
> Człowiek toleranyjny to nie ktoś, kto mówi każdemu, z kim się w gruncie rzeczy nie zgadza, że to, w co wierzy ten ktoś jest i tak słuszne.
Bo tolerancyjny wierzy w tolerancję i żąda, by i jego wiarę szanowano. Religijni tolerują jedynie własną. Niestety, dotyczy to także ateistów. W mniejszym stopniu niż katolików, ale to pewnie dlatego, że ich "kościół" także mniejszy.
>To już nie mam pojęcia, co reprezentujesz. Już innej opcji nie ma.
A muszę deklarować swój stosunek do jakiegokolwiek i czyjegokolwiek Boga? Interesuje mnie stosunek ludzi do otaczającego nas Świata i tego co się w nim dzieje, a nie tego, co kto nazwał sobie Bogiem. Nie interesują mnie nazwy. Interesują mnie idee. Nie będę przecież kruszyć kopii o nazwy, sztandary i szyldy.
>No to tak, jak już pisałem, przestańmy rozmawiać o bogach, chyba, że właśnie chcemy pogadać o mitologii.
Tematem jest ewolucja wyznań. Dla mnie wyznanie wiary, to wszystko co mówię i piszę, a nie katolicka modlitwa o takim tytule. Nie piszę przecież o mitach. Piszę o tym w co wierzę i w co nie wierzę. Wyznaję idealizm, nie wyznając ŻADNEJ ideologii. Nie wierzę, że jedna ideologia (obojętne czy religijna, polityczna, naukowa czy jakakolwiek inna) lepsza od drugiej, a jeden idealizm gorszy od jakiegokolwiek innego.
>Jeśli chcemy być precyzyjni, to zostańmy przy bogu, jakiego od lat chcieli wcisnąć nam spece od ksiąg starożytnych, a jakiego próbują zmieniać dziś.
Nie wiem, czy chcieli nam wcisnąć, czy to im wciśnięto lub sami sobie wcisnęli, nie rozumiejąc w co wierzą i co wyznają.
>Nie, nie. Jeżeli naprawdę chcemy porządnie zająć się tym zagadnieniem, pójdźmy jeszcze dalej, aż do czasów, kiedy wielbiono boga pod postacią słońca.
Dobra! Tylko nie mówmy o wielbieniu, ale samej wierze. Uważasz, że wiara w ISTNIENIE Słońca, to wiara irracjonalna i religijna? Uważasz, że podporządkowanie się jego "woli" (przy zachowaniu wolnej własnej) to idiotyzm? Może mądrzej byłoby opalać się i suszyć pranie w nocy?
>....cała analogia biblii z innymi religiami przedchrześcijańskimi....to coś niesamowitego.
"Niesamowity" jest rozwój nauki i towarzyszący mu rozwój religii (zawsze na opak i przeciw nauce). Niesamowite jest to, jak ludzie religijni zawsze wiedzieli to, czego naukowcy NIE WIEDZIELI (czy Ziemia jest płaska, czy Słońce wokół niej się obraca czy odwrotnie itp.). Niesamowite jest to, jak wszelka propaganda zawsze hamowała rozwój nauki i idealizmu, a sprzyjała rozwojowi ideologii i promowała ideologów. Chyba to nie prędko się zmieni, bo nowa dzisiejsza ideologia, to teologia Wielkiego Wybuchu, która powstała wyłącznie z niezrozumienia przez propagatorów nauki teorii Einsteina i jej zastosowań.
>Moim zdaniem głowa kościoła może uczynić wiele, nietylko mianować nowych świętych i patronów...
A wiesz, że najlepsze co mógłby zrobić, to mianować świętymi absolutnie wszystkich katolików, ze szczególnym uwzględnieniem
współczesnych? Każdy z nich wreszcie zacząłby sam do siebie się modlić i osobiście własne krzyże targać. Odczepiliby się od ludzi innych wyznań i nie przypisywali sobie cudzych zasług.
Paprocki (2738 punktów)
podejrzewam, że w poście któy przeczytałem jest ukryta głębia, ale postaram się odpowiedzieć jutro, gdyż jestem bardzo zmęczony. Jedno co wiem, to to, że masz bardzo niebanalne podejscie do.. wszystkiego
moralny "antychryst"
>podejrzewam, że w poście któy przeczytałem jest ukryta głębia, ale postaram się odpowiedzieć jutro, gdyż jestem bardzo zmęczony. Jedno co wiem, to to, że masz bardzo niebanalne podejscie do.. wszystkiego
Wiesz, może tylko w skrócie, bo dla mnie sprawa wiary to naprawdę temat rzeka. We wszystko co wiem, wierzę lub nie wierzę, a choć wiem, że nic nie wiem, to jednak w to i owo wierzę. "Trochę" tego jest.
Niebanalne podejście mam wyłącznie do wiary i idei, oraz ich wyznań, a także zastępujących zarówno wiarę jak wszelki idealizm szyldzików (religii i ideologi).
moralny "antychryst"
>Ojoj.. to temat rzeka. Wg. mnie to głupota, a przedmiot religii mógłby zostać zastąpiony religioznawstwem.
WYCHOWAWSTWEM raczej. Oprócz tego, niczym nie musi być zastępowany. Nawet etyką, bo o ile moralności nam brakuje, to nauk o niej (moralizatorstwa) mamy pod dostatkiem i aż nadto.
> A jeśli chcielibyśmy dotknąć sedna problemu, to zauważ, że czymś dobrym byłoby nieprzypinanie niemowlaka do konkretnej religii.
A dziecka do kapłana, który zamiast czegokolwiek nauczać, przyucza do służby jemu samemu.
To jest temat rzeka, ale też najpoważniejszy z wszystkich polskich problemów (ważniejszy nawet od zdrowia).
>Zależy o jakiej prawdzie mówisz. Jest mnóstwo prawd.
Ale na każdy temat jedna(TAK/NIE). Reszta to czysta kombinatoryka i wiedza (prawdziwa bo logiczna) co z czego wynika. A chociaż to temat szeroko tu dyskutowany, nie ma skutku bez przyczyny. Tyle, że nie wszystkie przyczyny kiedykolwiek poznamy, ale i nie jest to nam do niczego potrzebne (po co nam kolejne hipotezy na temat żebra Adama?).
> Mi chodzi o prawdy moralne, kiedy jedno zdanie stawia się obok drugiego i pyta:która postawa jest słuszna?
Moim zdaniem nie masz dylematów, jeśli przyjmiesz zasadę: "nie robię bezmyślnie nikomu niczego, co robić mi miło". Cała reszta, to już Twoja sprawa. Rób tak, żebyś i Ty był zadowolony z otoczenia i otoczenie z Ciebie. W ten sposób osobiście ponosisz wszelkie konsekwencje (zarówno dobre jak złe) wszystkiego co robisz i nie masz problemów, a nie pozwalasz też nikomu chodzić sobie po głowie, bo wszystkich przecież ta zasada obowiązuje. To trochę tak, jak zasada obowiązująca lekarzy: "przede wszystkim nie szkodzić".
Ma się to oczywiście tak do nauk katolickich, jak pieść do oka.
... a w innych sprzeciwiają się postępowi.
Nie ma sprawy, w której KOŚCIÓŁ miałby rację, bo racja zawsze jest po stronie jednostki, a nie większości. Kościół uczy wyłącznie nietolerancji, czyli amoralności, co wcale nie ma bezpośredniego związku z religią.
>To daleka perspektywa, ale wszystko jest do sprawdzenia. Wszystko jest do odkrycia. Tak, jak przed laty czymś rodem z fantastyki był samolot, tak teraz nim nie jest. To co dziś jest nieosiągalne, jutro nie musi być.
I właśnie to mówię. Końca rozwoju nie ma, a początku nigdy nie poznamy (chociaż jakiś był). To dotyczy nie tylko techniki, ale całej nauki, a tym bardziej całego Wszechświata.
>tu się zgadzam ,ale to też idea.
Ale jedna. A Bóg to nie jedna, ale wszystkie.
>A widzisz i na tę sprawę mamy inny pogląd, bo ja uważam, że rozwój wzmaga współpraca bardzo różnych ludzi, a nie rywalizacja wszystkich o jedno. Jeśli jednostki mają skupić się na rywalizacji o jedno, to jakimi metodami będą rywalizować i o co? Wydaje mi się, że wojną i jedynie o pieniądze. Rywalizacja dobra jest dla rozwoju sztuki, ale nie nauki. W nauce niezbędna jest współpraca. A przecież to od rozwoju nauki, a nie sztuki, zależny jest rozwój gospodarczy. >Tak, ale są też inne dziedziny, nietylko sztuka i nauka. A gospodarka dotyka także sztuki.
Ale rozwój gospodarki zależy od rozwoju nauki, a nie od sztuki kreowania rozwoju. Dziś w Polsce rozwija się wyłącznie sztuka. Wręcz się panoszy.

Trochę długa ta rozmowa, ale rozmowa o wierze, to niestety rozmowa o wszystkim, a nie tylko o Bogu lub bogach.
artjab
> Wiadomo, że cała wiara wyklucza działanie rozumu,
Wiadomo, że ateiści zawsze będą mieli wiele "ale" do wierzących. Jeśli tak bardzo chcecie redukować się do poziomu zwierząt to wasza sprawa, ale nie macie żadnego prawa aby przypisywać sobie jedynie racjonalizm, tym bardziej że u zwierząt takowy nie istnieje. Wiara bez rozumu jest ślepa, jest zabobonem i nie istnieje bez niego!!! Rozum jest skończony tak jak wszystko co ludzkie i dlatego dochodząc do granic swoich naturalnych możliwości przyjmuje wiarę i to jest racjonalne. Jeśli ktoś zatrzyma się na tej granicy i nie pójdzie dalej przestaje byc racjonalistą. To proste jak 2+2.
01-03-2008 19:36 
 Ocena 1 na 1
Paprocki (2738 punktów)

>Wiadomo, że ateiści zawsze będą mieli wiele "ale" do wierzących. Jeśli tak bardzo chcecie redukować się do poziomu zwierząt to wasza sprawa, ale nie macie żadnego prawa aby przypisywać sobie jedynie racjonalizm, tym bardziej że u zwierząt takowy nie istnieje. Wiara bez rozumu jest ślepa, jest zabobonem i nie istnieje bez niego!!! Rozum jest skończony tak jak wszystko co ludzkie i dlatego dochodząc do granic swoich naturalnych możliwości przyjmuje wiarę i to jest racjonalne. Jeśli ktoś zatrzyma się na tej granicy i nie pójdzie dalej przestaje byc racjonalistą. To proste jak 2+2.

Ateiści będą mieli ale do wierzących, a wierzący do ateistów, ale ateistyczne ale to ale, za którym stoją argumenty, w przeciwieństwie do ale wierzących. Niewiara w boga to nie redukcja do poziomu zwierząt. Co rozumiesz przez poziom, lub jaki masz na myśli? Wg mnie to wierzący redukują się do zwierząt, a raczej do ich poziomu intelektualnego, gdyż idea boga była rozpowszechniana już wśród ludzi pierwotnych. Nie rozumiesz widocznie, co różni nas, a zwierzęta- słyszałeś może o korze mózgowej? Najwidoczniej nie. U zwierzą racjonalizm nie istnieje, tak samo, jak nie istnieje pamięć, myślenie abstrakcyjne i wszystkie procesy, które czynią nasze życie złożonym. Te czynniki bowiem to sprawa kory mózgowej, której zwierzęta nie posiadają. Wiara- owszem, nie może istnieć bez rozumu, na co przykładem są np. zwierzęta, bo nie wierzą one dlatego, ponieważ nie myślą. Ale wiara i jej źródło- religie mają mnóstwo powodów z zamierzchłych czasów. Rozum jest skończony pod tym względem, że nie wykorzystujemy go w zupełności i osiągnięcia dzięki rozumowi nie odkryły jeszcze wszystkiego. Ale i tak to jedyna droga do szukania prawdy. A jeżeli wierzysz w cokolwiek, co nie jest podparte dowodami, ale narzucone przez religie, to sam jesteś skończony. Twoje pytania o wszystko wokół kończą się odpowiedzią "wierzę, że". i to jest właśnie skończenie szukania prawdy. Tu się zatrzymujesz. Z resztą już napisałem, że jeżeli coś nie jest dziś jasne i odkryte, to nie znaczy, że takim pozostanie, na co wskazują też przykłądy z przeszłości. I to jest racjonalne. A nie "co dla zmysłów niepojęte, niech wypełni wiara w nas". Co niepojęte, spróbujmy pojąć. To jest właśnie proste jak 2 plus 2

i jeszcze coś na koniec- dlaczego, gdy jakiś wierzący wątpi w boga, mówi się, że on szuka boga? Ja bym powiedział, że szuka prawdy, bo jeżeli wątpi w dotychczasową wyznawaną przez siebie prawdę, to znaczy, że chce poznać prawdę niezależnie od tego, jakie są jego o niej wyobrażenia.
artjab
>Ateiści będą mieli ale do wierzących, a wierzący do ateistów
I tak w koło Macieju (raczej mało inteligentny początek).
>Wg mnie to wierzący redukują się do zwierząt, a raczej do ich poziomu intelektualnego, gdyż idea boga była rozpowszechniana już wśród ludzi pierwotnych
Właśnie według ciebie i lepiej dla ludzkości aby tak już pozostało, natomiast dla ciebie oczywiście gorzej. Od kiedy zwierzęta mają poziom intelektualny?? Jako ateista nie możesz wiedzieć co to jest intelekt bo nawet nie wiesz do czego służy. A jest to najwyższa władza poznawcza, wyższa i lepsza niż rozum ponieważ poznanie rozumowe jest etapowe i niepewne i dotyczy świata zmysłów, natomiast poznanie intelektualne jest intuicyjne tzn bezpośrednie, naoczne i całkowite, dzięki niemu poznajemy wiedzę pewną czyli matematyczna, ale także prawdy wiary oraz też ten świat ale napewno będzie to jego poznanie istotowe a nie aspektowe jak ma to miejsce w przypadku rozumu i nauki. Jeżeli idea Boga występowała od zawsze to jest to argument na moją korzyść a nie na twoją, gdyż oznacza to, że człowiek jest z istoty i natury bytem religijnym i to go odróżnia od zwierząt, więc być człowiekiem znaczy wierzyć, czyli ty jesteś nadal zwierzęciem ponieważ nie wierzysz.
>U zwierzą nie istnieje myślenie abstrakcyjne
No to ładnie jesteś niedouczony. Elementy myślenia abstrakcyjnego wykryto w badaniu kruków, którym chowano pożywienie w pojemnikach w kształcie różnych figur geometrycznych. Kruku po pewnym czasie ustaliły pewną prawidłowość i znajdywały pokarm od razu bez sprawdzania po kolei wszystkich pojemników.
>Wiara- owszem, nie może istnieć bez rozumu, na co przykładem są np. zwierzęta, bo nie wierzą one dlatego, ponieważ nie myślą
W/w wypowiedż obala to zdanie. Zwierzęta mają rozum ale między nimi a nami zachodzi w tej kwestii różnica stopnia a nie jakości. Róznica jakościowa to wiara, której one nie posiadają. To że ma się rozum nie znaczy że będzie się wierzyć , to wymaga bowiem szerszych horyzontów intelektualnych, umiejętność przekroczenia poziomu zmysłów więc ateista jest tak naprawdę istotą ograniczoną mentalnie i nie wykorzystującą tego co posiada z natury, czyli zdolności do wiary.
>Ale i tak to jedyna droga do szukania prawdy
Jeśli to jest jedyna droga do szukania prawdy to znaczy, że prawda nie istnieje. Wszystkie twierdzenia naukowe są wyłącznie hipotezami, których prawdopodobieństwo falsyfikacji jest niekiedy dosyć duże. Kiedyś wszyscy wierzyli w fizyke Arystotelesa, później przyszedł Newton, o którym dziś już nikt nie chce słyszeć, następnie Einstein, któremu także wytyka się błędy. Tak samo było z pojęciem atomu, przykłady można mnożyć w nieskończoność. Nawet sami naukowcy ostrożnie podchodzą do głoszenia swych tez, a ty jesteś aż tak naiwny i wierzysz święcie w naukę?? Gdzie tu prawda jak wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie? Może za jakiś czas upadnie heliocentryzm? Może okaże się że grawitacja to bujda? itd. Prawda o Objawieniu jest ciągle taka sama i nie zmienia się od samego jej początku, to jest chyba wystarczający dowód na słuszność wiary.
Przeczytaj książkę Alana Chalmersa "Czym jest to, co zwiemy nauką?" wtedy dyskusja będzie rzetelna.
>A jeżeli wierzysz w cokolwiek, co nie jest podparte dowodami, ale narzucone przez religie, to sam jesteś skończony
Dowody naukowe jak wyżej napisałem są dowodami relatywnymi. Widzę że masz bardzo wąskie pojęcie dowodu, jest nim dla ciebie to, co powie nauka. Nauka jest twoim bogiem i twoją religią. Nie jesteś więc ateistą hahaha!!! i jesteś w obiektywnie gorszej sytuacji niż ja, bo twój bog ciągle się zmienia, mój nie i na dodatek nie respektujesz 1 przykazania dekalogu (odsyłam do filmu pod tym samym tytułem K. Kieślowskiego). Objawienie także jest dowodem na to że istniał Chrystus i że głosił to co głosił. Zresztą jego istnienie i działanie potwierdza nauka (archeologia, historia), którą tak sobie umiłowałeś, więc warto się zastanowić. Religia narzuca?
religia podpiera się swym dowodem czyli objawieniem. Nauka także nam wmawia swe tezy które później spływają na panewce, też narzuca i też sie podpiera ale gorszym dowodem.
>Twoje pytania o wszystko wokół kończą się odpowiedzią "wierzę, że". i to jest właśnie skończenie szukania prawdy. Tu się zatrzymujesz
Tu się zaczyna szukanie prawdy gdyż w nauce i w tym świecie jej nie ma. Jak prawda może istnieć tam gdzie ciągle jest zmienność, hipotetyczność, relatywność, subiektywizm, skończoność, bo przecież rozum nie jest wszechmocny?. A to są właśnie cechy twego boga czyli nauki i tego świata. I tu się zatrzymuję ponieważ nie jestem ślepcem zadufanym w naukę i idę dalej czyli przechodzę na poziom wiary, która przenosi rozum na poziom transcendencji tak aby mógł odnaleźć Prawdę Objawioną!!!!! a nie wymyśloną i na to są dowody jak już pisałem i nie możesz temu zaprzeczyć. Czyli to ty jesteś de facto zatrzymany a nie ja. Bo ja respektuję naukę i wiarę a ty tylko tę pierwszą.
>jeżeli coś nie jest dziś jasne i odkryte, to nie znaczy, że takim pozostanie
I nie znaczy także, że takim nie pozostanie. A nawet jeśli przestanie takim być to nadal to będzie wyłącznie hipoteza, która prawdopodobnie prędzej czy później upadnie.
>Co niepojęte, spróbujmy pojąć
Bełkot logiczny. Co jest smurfem niech się nim stanie realnie. Jeżeli coś jest niepojęte to znaczy że rozum zawodzi. Wiara jest niepojęta ale ty nie próbujesz jej pojąć bo bierzesz ją właśnie na rozum, czyli na to co zawodzi. To pomyłka. To tak jakby cię bolał ząb a ty byś szedł do elektryka!!! (prawda że nonsens i co ci z tego wyjdzie? że lekarstwo nie istnieje prawda??) Gdzie kończy się rozum tam zaczyna się wiara!!!!!!!!!!!! kto tego nie rozumie ten niewiele rozumie.
01-03-2008 22:25 
 Ocena 1 na 1
Paprocki (2738 punktów)
Porąbane to forum odpowiedziałem na twoje bzdury doszczętnie, a potem obcięło mi połowę informując, żebym zanadto nie cytował poprzedników. Do cholery, w każdym razie same bzdury napisałeś. W skrócie chodziło mi o ogólne różnice między zwierzakami i nami, a nie oddzielaniu intelektu od rozumu itd. I nie ma żadnej jakości, jest stopień inteligencji, a od niego jest zależna jakość. Tak, jak masz wyższego stopnia kapitał, tak lepszej jakości życie. Cholera, że mi skasowało... Człowiek jeśli jest bytem religijnym nie oznacza to, że bóg istnieje. Ludzie wymyślili go biorąc niewytłumaczalne dla nich zjawiska jako znaki od stwórcy. A tak w ogóle to wierz swoim znakom, i cudom wymyślanym dla korzyści kościoła. Niwiadomo, co to wszystko ma ludziom mówić. Same zagadki i tajemniczość. Tu się kończy twoje szukanie prawdy. Stawiasz na równi religię z nauką, to tak samo, jakbyś chciał powiedzieć, że skoro nasz rozum jest niedoskonały, to równie dobrze możemy go nie używać, jak używać. Gdzie kończy się rozum, tam zaczyna się niewiedza. I albo zapychasz ją wiedzą, albo ciemniactwem. Twoja transcendencja to nadzieja, a mówienie, że respektujesz tak samo religię, jak i naukę to wmawianie sobie i innym, że jesteś megaobiektywny. Tym samym, jeśli jesteś wpół racjonalny, na wpół religijny, to nie jesteś ani taki, ani taki. Jeżeli wszystkie odkrycia nauki to tylko hipotezy, to dlaczego nie żyjemy w epoce kamienia łupanego??? Chrystus prawdopodobnie w ogóle nie istniał, bo wskazuje na niego tylko kilku historyków, ale nie mówią o Jezusie, tylko pomazańcu. Tytule wymienianym w wielu kręgach kulturowych. poza tym 600 lat przed nim żyli filozofowie głoszący identyczne ideały. Prawda objawiona to prawda wymyślona i spopularyzowana w przekazie ustnym! Jest w ogóle wiele prawd i możemy je poznawać nie słuchając ślepo autorytetom od starożytnych ksiąg. Co jest gruntem moralności każdy inteligentny czlek wie, a dla niektórych inteligentów religia to interes, bo daje monopol na zbawienie. Poza tym, co masz do zmienności życia? To jest właśnie piękne i znamienne dla całej przyrody! Zmienność! To czyni życie ciekawym! Śmierć to istotnie stan doskonały, bo martwi sobie nie wadzą. I co to nam mówi? TO życie? TYLKO? Ja chcę wykorzystać to życie i chcę być szczęśliwym. Jeżeli coś jest niepojęte znaczy, że rozum zawodzi? Że rozum nie zna jeszcze odpowiedzi. JESZCZE. Już pisałem o aktywności mózgu i jej braku. Ty wolisz brak. Spoko.

A tak w ogóle to bóg gdyby rzeczywiście istniał, to nie dałby kilkunastu znaków na całym świecie mówiącym co innego, ale dającym wspólną zasadę: wierz bez dowodów. Dzięki temu w imię boga zabijano i zabija się nadal. Nikt nie ginie w imię prawdy, ale czegoś fikcyjnego, co zostało wpojone w dzieciństwie. Bo umysł dziecka jest chłonny i tyle. Koniec tej dyskusji, chcesz to odpowiadaj, ale te bzdury z ostatniego postu zwaliły mnie z nóg
artjab
W zasadzie to nie powinienem odpowiadać dlatego, że z tego co napisałem nie zrozumiałeś nawet jednego słowa. W związku z czym nie mamy o czym rozmawiać. Poza tym twoje wypowiedzi nie są w ogóle przemyślane, twoje stanowisko nie jest niczym tak naprawdę uzasadnione, nie rozumiesz wielu kwestii, mylisz pojęcia i porządki, wyprowadzasz błędne wnioski. To co mówisz od razu widać iż nie jest produktem samodzielnego i krytycznego myślenia ukształtowanego w normalnym dialogu osób pragnących się czegoś dowiedzieć. To co mówisz jest naładowane jedynie ładunkiem emocjonalnym przez który przemawia nienawiść, niezrozumienie i ograniczenie. Z taką postawą chłopcze niczego konstruktywnego w życiu nie osiągniesz. Zachowujesz się jak demagog i tacy ludzie jak ty są niebezpieczni dla społeczeństwa, gdyż to co propagują tacy jak ty to czyste sekciarstwo. Naprawdę "myślenie" takiego pokroju jest skrajnie wykolejone i nie ma absolutnie nic wspólnego z prawdą, poznaniem, dialogiem, myśleniem, racjonalizmem. Dobrze ci radzę przestań być tak zadufany w sobie, bo od prawdy jesteś bardzo bardzo daleko, a czasu masz bardzo bardzo mało, więc się zastanów czy warto stać po stronie NICZEGO.....
Nie wklepuję tu żadnej twojej wypowiedzi ponieważ się powtórzyłeś a ja wszystko to starłem na proch w poprzedniej wypowiedzi. Takie tezy jak te, które przedstawiasz wciągam jedną dziurką od nosa a wypuszczam drugą. Bez wysiłku zdepczę każdy ateuszowy argument, dlatego że Prawda zawsze pokona fałsz.
Jeżeli twierdzisz że istnienie Chrystusa nie jest pewne to znaczy, iż jesteś co najmniej niepoczytalny. W to nie wątpi nikt. Jest na to wiele dowodów i ty o tym wiesz. Przyznaj to i powiedz lepiej, że chciałbyś aby to była nieprawda, choc to niemożliwe. Chrystusa nie było ale filozofowie przed nim byli tak? Na każdym kroku obalasz to, co mówisz! Bóg to twój największy wróg i problem życiowy (nawet chorzy psychicznie nie mają takiego problemu). Trzymasz sie tak kurczowo tego swojego ziemskiego żyćka, które niuchronnie goni ku śmierci, która ostatecznie przekreśli wszystko czym byłeś. Jeśli istnieje ten świat, to może istnieć absolutnie wszystko (poczytaj sobie Leibniza) nie wykluczając Boga. To jest właśnie prawdziwa mądrość kiedy ktoś nie trzyma się na siłę przy czymś co wkrótce będzie niczym, a koncentruje się na tym co jest tego zaprzeczeniem (poczytaj sobie Senekę). Doprawdy nie rozumiem skąd tyle głupiej nienawiści do Boga?????!!!!! Ale wszystko zbierze swoje konsekwencje, ty nie musisz w to wierzyć, ale to, że nie wierzysz, nie znaczy, iż tak sie nie stanie.
Proszę, nie powtarzaj się po raz trzeci.
Paprocki (2738 punktów)
Nie powtórzę się. Twój post jest przepiękny. Tyle w nim spokoju i opanowania... nie było tego widać w poprzednich wypowiedziach, w których widać może nie tyle nienawiść, co lekceważenie mnie z powodu ateizmu. Dlatego pewnie w moim poście była widoczna agresja. Ja jestem chłopcem, który do niczego nie dojdzie.. demagogiem!! Jeszcze lepiej! Nikogo na siłę nie przekonuję, naprawdę. Jeżeli uważasz, że moje argumenty to nonsens, uważaj. Nie mam pojęcia, dlaczego myślisz, że jestem wrogiem boga. Jestem dobrym człowiekiem, choć oczywiście mam wady. Były różne powody, dla których przestałem wierzyć, a najpierw wątpić. Niektóre były egoistyczne, bo coś, co wg mnie nie może być uznane za grzech było uznane. Ale docierały do mnie różne myśli. Nie mogę teraz w obliczu wszystkiego, co poznałem, przeczytałem, usłyszałem i obejrzałem, powiedzieć: a tam, co tracę.. wierzę w Boga i tyle. Nie mogę, nie potrafię. Od razu zadaję sobie pytania. Dla mnie to żyćko nie jest żyćkiem. Pamiętam wiele pięknych chwil, chwil, że tak powiem różnego rodzaju i różnego piękna. Widzę w człowieczeństwie i piękno i brzydotę. Ale nie wierzę, że istnieją dwa byty, z któych jeden chce wciąż wszystko psuć, a drugi naprawiać, przy czym drugi i tak wie, że wygra z pierwszym bytem, pozwalając jednak na cierpienie na świecie wywoływane rzekomo przez ten zły byt. Tym bardziej, że wiele zła zostało wyrządzone i jest nadal wyrządzane pod sztandarem religii. Słowo, które uchodzi za słowo boże zawiera okrutne fragmenty, które nie są w kościele odczytywane. W ogóle wiedz, że byłem nawet lektorem pisma świętego! Co rzuciło mi się w oczy? Grubość księgi mszalnej, a grubość biblii. Nie wiem, czy wiesz o co mi chodzi. A spójrz choćby na stworzenie świata. Zajęło to podobno 6 dni. Kiedyś tak naprawdę myślano, bo tak to miało być. Dziś wiadomo, że trwało to kilka milardów lat, więc teologowie mówią o tym, że niektóre wersety trzeba traktować jako alegorie. Ale na jakiej podstawie nagle jedne mamy traktować tak, a inne dosłownie? Czy to do ciebie nie przemawia? Ostatecznie oczywiście może to być dla ciebie drobiazg, tak samo, jak drobiazgiem jest całe tutejsze życie, a więc i cierpienie. W końcu bóg jest nieodgadniony, może więc musimy cierpieć? No tak.. i tak sobie odpowiadasz na egzystencjonalne pytania, strasząc ateistów śmiercią. Tymczasem ja póki żyję staram się zachowywać pewne wartości. Np. uczciwość i brak obłudy. Te dwie sprawy warunkują ład na tym świecie i kara za nie może być wymierzona także tu. Poza tym uczucia innych ludzi są dla mnie ważne, bo wiem o swoich uczuciach. Skoro proponujesz mi Senekę, ja proponuję ci Dawkinsa i Russella, choć ty pewnie tego świństwa bluźnierczego nie tkniesz. Nawet nie oglądałeś pewnie filmu zeitgeist, który ukazuje wiele podobieństw między chrześcijaństwem, a przedchrześcijańskimi religiami, biblią i innymi księgami. Wszystkie stanowią astrologiczne analogie. To, że większość ludzi wierzy w istnienie Jezusa, to raczej nie dziwota, tak samo, jak to, że katolicyzm dominuje. Chorzy psychicznie? Oni wierzą jeszcze łatwiej, tak mi się wydaje. Pewnie wiara daje jakieś zadowolenie i szczęście. Sam wierzyłem. Ale, że rzucę cytatem: "to, że wierzący jest szczęśliwszy od ateisty znaczy niewiele więcej niż fakt, iż pijany czuje się lepiej, niż trzeźwy". Wiesz, że ja nawet chciałbym uwierzyć? Niestety nie mogę, a część powodów poznałeś. I jeszcze raz powtórzę- nie jestem wrogiem boga, religii, wyznawców. Raczej niektórych idei, już to pisałem. Ostatnio nawet zupełnie normalnie i rzeczowo gadałem z księdzem. Proboszczowie mogą nie mieć pojęcia o zamiarach głowy i rąk kościoła, mogą po prostu szczerze wierzyć, gdyż nie doszli do tych wątpliwości i wniosków, co ateiści. A to ma różne powody.

Mam nadzieję, że nie myślisz już, że uprawiam sekciarstwo, czy też że jestem niepoczytalny, albo niebezpieczny dla społeczeństwa. Poza tym ktoś, kto unika dialogu... nie byłby dla nikogo wzorem. Dialogu natomiast często unikają moi religijni znajomi.. ale to dlatego, że kończą im się argumenty.
artjab
No mi argumenty się nie skończyły. Tekst który teraz napisałeś czytało mi się w miarę dobrze, czego nie mogę powiedzieć o poprzednich. Ale to już nieważne. Widzę, że przeszliśmy odwrotną transformację w życiu. Ja przez kilka lat byłem "ateistą" i był to najgorszy okres mojego życia, gdyż istnienie świata który nie ma żadnego odniesienia jest absurdem a życie które zmierza do nicości jest niczym. Nie będę się zwierzał bo nie jestem wylewny ale konsekwencje tego prowadziły także do (na szczęście tylko) myśli samobójczych. A moje nawrócenie nie dokonało się za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pierwszego lepszego klechy, lecz trwało latami i było owocem własnych doświadczeń i przemyśleń, głównie dzięki obcowaniu z filozofią. I nie stałem się od razu teistą, agnostycyzm towarzyszył mi także. Widzę, że najwyraźniej masz wypaczony obraz chrześcijaństwa, gdyż jego odrzucenie u ciebie wynika z fałszywej jego interpretacji. Niestety muszę przyznać, iż często sam kler jest za to odpowiedzialny. Na taki obraz tej religii jaki ty mi przedstawiasz to i ja się nie zgadzam i takim chrześcijaninem na pewno nie będę. Ale nie jest to ani właściwy ani jedyny obraz tej religii. Czytałeś Pismo więc wiesz, że Chrystus moralnie był bez skazy, przypomnij sobie przypowieści, w których piętnuje obłudę faryzeuszów, których religijność jest fałszywa, przypowieść o cudzołożnicy oraz to, iż na każdym kroku mówił o miłości dając ostatecznie jej dowód na krzyżu. A niby dlaczego nie mamy czytać fragmentów Pisma jako metafor? Właśnie że tak i to jest racjonalne, bo wtedy unikniemy zabobonu i konfliktu z nauką. Zresztą czy Pismo ma być wykładnią fizyki, chemii, biologii itd? Po to mamy rozum aby samemu badać świat. Owszem w imię Boga dokonuje się wiele zła, ale nie dlatego, że Nowy(!!!) Testament tak mówi, tylko dlatego, że wielu powołuje się fałszywie na Słowo Boże aby usprawiedliwić swoje występki i zwieść ludzkość. Ale ja się pytam jak i dlaczego??? jesli ani Chrystus ani Pismo nie pozwala na to!!!??? Musisz dostrzegać też pozytywne aspekty inaczej będziesz widział tę religię tylko przez pryzmat kłamstwa. A co powiesz o Matce Teresie z Kalkuty? o Edycie Stein, która zanim została świętą była jak ty ateistką? Tu masz prawdziwy obraz chrześcijaństwa. Zachęcasz mnie do czytania literatury, przez pryzmat której postrzegasz tę religię. Nie martw się naczytałem się ateistów i to rzetelnych takich jak Sartre a nie Dawkins. Ten gość jest dla mnie płytki jak kałuża gdyż ma tytuły prof. jest akademickim nauczycielem, naukowcem i pisarzem a robi jeden zasadniczy błąd w rozumowaniu. Przenosi kategorie tego świata na tamten, nic dziwnego, że wychodzi mu ateizm, bo faktycznie tak jest. Niby jest naukowcem a brak mu elementarnej wiedzy metodologicznej. Twierdzi np że gdyby Bóg istniał to musiałby podlegać ewolucji bo wszystko co istnieje jest jej poddane więc Boga nie ma. Musisz wiedzieć, że są naukowcy i filozofowie, którzy nawet nie komentują podobnych bzdur. Jego rozumowanie obaliłby nawet gimnazjalista, popatrz:
1. ewolucja dotyczy świata materii
2. Bóg jest bytem duchowym (bo taka jest definicja)
Wniosek: ewolucja nie dotyczy Boga; ale spróbujmy inaczej
1. ewolucja dotyczy materii
2. bóg jest materialny
Wniosek: bóg nie istnieje bo materia nie jest bogiem (w myśl definicji). Oczywiście cały czas musimy używać terminu "bóg" zgodnie z jego znaczeniem i popatrz, że nawet gdy celowo je zmieniłem w drugim schemacie to i tak Dawkins upada bo chciałby jak już, to boga materialnego, a wtedy mamy panteizm, więc jego teza tak naprawdę nie uderza w teizm.
Musisz wiedzieć że rozumem możesz obalić i udowodnić wszystko. Jeśli poprzestaniemy tylko na rozumie, który zresztą bardzo często nas zawodzi, to wszystkie nasze dociekania będą jedynie sofistyką. Ty mi arg. za ateizmem, a ja obalający i tak możemy w nieskończoność. Od tej pułapki ratuje nas wiara, gdzie nie ma niedomówień, żadnego albo-albo, Pismo stwierdza wyraźnie na temat Objawienia. Jeśli nie uwierzysz to nie zrozumiesz. Wiara bez myślenia nie istnieje. Stąd scholastyczne wezwanie: fides quaerens intellectum - wiara szukająca zrozumienia oraz credo ut intelligam - wierzę aby zrozumieć, ale jeśli podejdziesz do tego na zasadzie, że średniowiecze to ciemnota to jaki możesz mieć obraz chrześcijaństwa? Poczytaj sobie Augustyna, on był heretykiem wcześniej, Anzelma, którego skrytykował Kant co ciekawe i też przyjął wiarę (na poziomie rozumu praktycznego).
>Wiesz, że ja nawet chciałbym uwierzyć?
To jesteś na dobrej drodze. Zdystansuj się do wszystkiego. Czytaj Nowy Testament i analizuj go w swym umyśle i swoim sercu i nie pozwól aby ktoś miał negatywny wpływ na twe poszukiwania. Bo to twoje życie i ty zdasz z niego rachunek, inni niech pilnują swojego nosa, bo takich, którzy chcieliby pouczać i kształtować innych to jest zbyt wielu. Pamiętaj że wypowiedzi głupca nie są myślami lecz cytatami. A ja będę miał wzgląd na ciebie.
Paprocki (2738 punktów)
Widzę, że najwyraźniej masz wypaczony obraz chrześcijaństwa, gdyż jego odrzucenie u ciebie wynika z fałszywej jego interpretacji.

Moja interpretacja to nie interpretacja- to pogląd wynikający ze spojrzenia na przeszłość, historię religii, reformy religii, czyny dokonywane w imieniu religii, chore przekonania dawnych chrześcijan, dziwne i zacofane dzisiejszych oraz bardzo wykolejone postawy wyznawców innych religii, którzy nie mają nawet dostępu do pisma. Ja mogę sobie przeczytać całe pismo i wybrać z niego najlepsze kąski, które podpowiadają jak dobrze żyć, podczas gdy tym sposobem nie będę lepszy od kleru, który robił i robi dokładnie to samo, dopełniając misję licznych soborów. Jak dla mnie mimo to biblia nie może być słowem bożym, bo podlegało licznym amputacjom i zmianom, w dodatku dość nieskutecznym. Skoro można znaleźć w piśmie niedobre wzorce dla ludzkości, sam ten fakt znaczy, że to nie jest słowo boże. Znasz historię o Jefte? Sam Mojżesz, który był gotów zabić syna dla boga to dla mnie nikt godny naśladowania. A może wiesz, że historia o Mojżeszu, czy o Noe to kopia z innych, wcześniejszych ksiąg religijnych? To zdecydowanie podważa boskość biblii. A Jezus ostatecznie musiał zostać okrutnie zabity za... symboliczny grzech. Adama i Ewy. Czy doskonała istota pełna miłosierdzia pozwoliłaby na to, zamiast po prostu wybaczyć wszystkie grzechy bez tego krzyża? Pomińmy jednak i to, skoro postać Jezusa jest mitem analogicznym do takich postaci jak Kriszna, Horus... Jak dla mnie, biblia jest bajkową relacją począwszy od stworzenia świata, aż do czasów późniejszych. Bajkową, bo mija się z prawdą. Ale kiedyś została brana dosłownie, a dziś niezupełnie. Kto tak kazał zrobić? Bóg? Niee, ludzie- teologia ni stąd, ni zowąd nakłoniła ludzi do takiego odczytu. Biblia wyraźnie JEST zabobonem, a bezpodstawnie ją metaforyzując nie unikamy konfliktu z nauką, tylko oszukujemy samych siebie. Jak już powiedziałem, dostrzegam pozytywne aspekty w chrześcijaństwie, w piśmie, a także w innych wyznaniach. Ale te pozytywne stoją obok negatywnych, których nie jestem w stanie obejść obojętnie i ostatecznie powiedzieć, że są sprawką szatana. Szatan to głupie usprawiedliwienie dla religii. Co do duchownych- nieraz są hipokrytami, ale na dodatek- wcale nie uważam, żeby celibat był czymkolwiek dobrym, podobnie, jak i życie w biedzie. Jednak oni wedle zasad religii powinni tak żyć, a zdarza się bardzo często, że wyłamują się. Świadczy to o tym, że trwanie w takich zasadch to bzdura. Ale jeżeli takie są zasady, to trudno się mówi. To z biedą to nawet dobre, bo za to lanie wody w kościele nikomu nie powinno się dobrze płacić... Dawkins? Płytki? Jak najbardziej rozumny człowiek, który chce poddać religię pod krytykę, a wcale nie chce, aby bóg był materialny i ewoluował!! O czym ty piszesz? Naturalnie, sama idea stwórcy jest niezwykle mało prawdopodobna, podobnie, jak to, że jeżeli już istnieje, to nie ewoluuje. On jest podobno dawcą prawa, a tymczasem wiele "praw", w tym moralnych, zmienia się. Te podstawowe oczywiście nie. Ale skoro ludzie umieją żyć ze sobą w zgodzie przy nieco innych regułach, niż tych sprzed setek laty, znaczy to, że bóg nie istnieje. Czym jest prawda objawiona? Ja jestem gotowy na poznanie prawdy, ale myślę właśnie racjonalnie, wiarę mając do tych rzeczy, dla których istnieje jakaś skala prawdopodobieństwa. Czy bóg, któy dał mi rozum i racjonalizm chciałby, żebym odrzucił wszystkie jego konsekwencje i po prostu wierzył??? To dla mnie chore. Osoby, które były ateistami, a stały się wierzącymi to nic dziwnego. Normalka w świecie, gdzie dominują wierzący. Nic to nie mówi. Tym bardziej, że niektóre osoby są po prostu wpływowe. To, że wiara wymaga zrozumienia, i te inne hasła, to była dla mnie oczywistość. Ale gdy doszedłem do wątpliwości, naturalną konsekwencją stała się moja niewiara.
artjab
I znowu ciężko się z tobą rozmawia bo ty w kółko mówisz to samo. Powtarzasz się z każdą następną wypowiedzią. Wytknę ci jednak błędy po raz kolejny.
>Moja interpretacja to nie interpretacja- to pogląd wynikający ze spojrzenia na przeszłość, historię religii, reformy religii, czyny dokonywane w imieniu religii, chore przekonania dawnych chrześcijan, dziwne i zacofane dzisiejszych oraz bardzo wykolejone postawy wyznawców innych religii, którzy nie mają nawet dostępu do pisma
Spojrzenie wyłącznie na wypaczone aspekty religii, jak już mówiłem a ty mnie nie słuchasz. Co wspólnego mają ze sobą szarlataneria i religia? Absolutnie nic!!! To że jest wiele wypaczeń świadczy o tym tylko jak subtelna kwestią jest wiara oraz to, że Pismo jest napisane językiem metafor, gdyby ich tam nie było to byłoby Ono czytelne jak podręcznik podstaw chemii i nikt by się nie spierał. Aby je zrozumieć trzeba się trochę wytężyć intelektualnie ale ty tego nie robisz bo traktujesz ten problem z góry. Poza tym analizując Pismo należy wziąć pod uwagę szereg licznych aspektów: ówczesny kontekst historyczny, społeczny, kulturowy, stan ówczesnej nauki. O tym pisze choćby Erazm z Rotterdamu w "Metodzie prawdziwej teologii". Religia jest tak jak nauka tworem kultury więc podlega zmianom czasowym, ale sama wiara i Objawienie są niepodważalne, bo mają charakter transcendentalny i uniwersalistyczny. Czy ty nie możesz pojąć tak banalnej sprawy?!
>Jak dla mnie mimo to biblia nie może być słowem bożym, bo podlegało licznym amputacjom i zmianom, w dodatku dość nieskutecznym. Skoro można znaleźć w piśmie niedobre wzorce dla ludzkości, sam ten fakt znaczy, że to nie jest słowo boże
Biblia nie spadła nam bezpośrednio z nieba napisali ją ludzie bo niby kto miałby to zrobić? ale oczywiście natchnieni Duchem Św. I jako księga jest elementem kultury więc także podlega przekształceniom. Mylisz zmienność strukturalną z przekazem merytorycznym, który nie zmienia się od samego początku istnienia chrześcijaństwa i nigdy się nie zmieni! Na moje moga sobie dorzucać i odrzucać fragmenty ale nie zmienią sensu przekazu o którym nauczał Chrystus bo to niemożliwe!!! W Nowym Testamencie nie ma ani jednego przykładu złego wzorca! To byłoby sprzeczne z ideą chrześcijaństwa. Czy ty naprawdę nie możesz pojąć tak trywialnej kwestii! Zauważ, że wszystko co w tej religii krytykujesz dotyczy Starego Testamentu (przypowieść o Jefte i Mojżesz), czyli czasów kiedy nie było jeszcze Syna Bożego. Str Test. to judaizm a nie chrześcijaństwo! Nie rozumiesz tego?! Przecież Żydzi nie uwierzyli Jezusowi, powoływali się na Str Test. a On im odpowiadał, że zbawienie przychodzi przez wiarę a nie ich prawo, kodeksy i księgi. Ponadto Jezus i apostołowie wielokrotnie mówiąc o nawracaniu pogan, głosili iż ci nie muszą w ogóle znać Str. Prawa i mogą od razu przejść na chrześcijaństwo. Stąd niechęć do niepotrzebnych praktyk żydowskich takich jak obrzezanie chociażby. Zwróć też uwagę, że nawet w księgarniach bardzo często można kupić sam Nowy Test. A co do zabicia syna przez Mojżesza to w ogóle nie rozumiesz sensu tej opowieści. Bóg jest ważniejszy niż człowiek co potwierdził Mojżesz oraz miłość jest silniejsza od krzywdy co potwierdził Bóg przerywając akt zabicia, ale tego najwyraźniej nie chcesz widzieć. Taka jest twoja interpretacja wybierasz sobie co ci pasuje, przekręcasz i gotowe, niczym się nie różniąc od tych, którzy instrumentalnie traktują religię, a przecież wytykasz im błędy. Poza tym Str. Test. to w większości tylko przypowieści, które mają nam ukazywać pewne kwestie. Z kolei Nowy Test. jest jak historyczny raport, w którym tylko nieuk dopatruje się sprzeczności. Jedynie przypowieści Chrystusa nie są oparte na faktach, ale ich celem jest zilustrowanie na przykładzie tego co On głosił i czynił. Poza tym Jezus wielokrotnie krytykuje Str. Test., gani Żydów. Popatrz sobie na przypisy w Nowym do Starego. Najczęściej jest to sprostowanie tego co bajkowo brzmi w Starym, albo wskazanie fragmentu mówiącego o nadejściu Syna Bożego.
>A Jezus ostatecznie musiał zostać okrutnie zabity za... symboliczny grzech. Adama i Ewy. Czy doskonała istota pełna miłosierdzia pozwoliłaby na to, zamiast po prostu wybaczyć wszystkie grzechy bez tego krzyża?
Symbolicznie chłopcze to grzech jest opisany, sam natomiast był i jest faktem, gdyż żyjesz w nim ty i żyję w nim ja. Co ty sobie myślisz, że uważam, iż naprawdę istniał Adam i Ewa i, że skusił ich wąż i zjedli sobie jabłko? Żaden trzeźwy chrześcijanin w to nie wierzy! Już Św. Augustyn powiedział, że przypowieść o raju to piękna metafora. Ale co ty możesz o tym wiedzieć skoro wolisz czytać dyletanta Dawkinsa? A jak ty sobie wyobrażasz odpuszczenie grzechów bez krzyża? Jeśli jesteś mądrzejszy od Boga to dlaczego nic nie zaproponowałeś i nie wcieliłeś w życie? To jest tajemnica a branie jej na rozum nie ułatwi jej pojęcia a jedynie zbałamuci człeka. O paruzji słyszałeś? Wówczas nastąpi zrozumienie wszystkich działań Opatrzności. Chrystus był wolny, mógł powiedzieć Bogu Ojcu nie, ale z miłości do człowieka i swego Ojca powiedział tak. Nikt w historii ludzkości nigdy nie zdobył i nie zdobędzie się na coś takiego, bo na to trzeba mieć boską naturę a nie być wyłącznie człowiekiem. Jest to jedno z trudniejszych zagadnień teologicznych aby je dyskutować trzeba mieć rozległą wiedzę na ten temat, więc wypadałoby się trochę zainteresować aby mieć coś sensownego do powiedzenia, ja wiem jeszcze mało nie mówiąc już o tobie.
>Pomińmy jednak i to, skoro postać Jezusa jest mitem analogicznym do takich postaci jak Kriszna, Horus... Jak dla mnie, biblia jest bajkową relacją począwszy od stworzenia świata, aż do czasów późniejszych. Bajkową, bo mija się z prawdą. Ale kiedyś została brana dosłownie, a dziś niezupełnie
Krew mnie zaraz zaleje na takie głupstwa!!!!! Ty kompletnie niczego nie rozumiesz, nic a nic. Kriszna był jakimś tam sobie bóstewkiem, Chrystus człowiekiem. Kriszna to postać mitologiczna, Chrystus historyczna.
artjab
C.D.
Jeśli nie było Chrystusa to nie było nikogo ze starożytnych, a jeśli nie było ich to nie było późniejszych czyli nie ma także ciebie. NONSENS!!! Na to są dowody ile razy mam ci to powtarzać???!!! Takie same sa na istnienie Arystotelesa, Kaliguli czy Mahometa. A w ich istnienie wątpisz. Często dowody są słabe bo w starożytności nauka była jeszcze w powijakach, ale czy to znaczy, że wątpimy o istnieniu tych osób? To jest nasze kulturowe dziedzictwo, jak się do niego odwrócisz to będziesz nikim.
Paprocki
Nie ma dowodów na istnienie Jezusa prócz biblii, koniec kropencja
02-03-2008 13:40 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
Pięknie się Was czyta.

To takie.... klasyczne. Powtórka z powtórki z powtórki z rozrywki.

A wszystko sprowadza się do tego, że jeden wierzy, a drugi nie. I oboje będą bronić się rękoma i nogami przed zmianą.

Wartość takich sporów jest moim zdaniem nikła - jedynie podgrzewa atmosferę i utrudnia akceptację inności. Akceptację - bo o wzajemnym zrozumienia nie może być mowy.

Pozdrawiam, kontynuujcie proszę.

Tomasz Sztejka
artjab
>Jak dla mnie, biblia jest bajkową relacją począwszy od stworzenia świata, aż do czasów późniejszych. Bajkową, bo mija się z prawdą. Ale kiedyś została brana dosłownie, a dziś niezupełnie
Właśnie dla ciebie, a ty nie jesteś pępkiem świata. Już ci mówiłem o różnicy między Str. i Nw. Test. Pierwszy jest metaforyczny a drugi merytoryczno-historyczny. Żaden więc nie jest bajką bo żaden nie mija się z prawdą. Bajka i fałsz istnieją w twojej głowinie skażonej wypaczonymi interpretacjami. Kiedyś dosłownie dziś niezupełnie gdyż postęp nauk umożliwia coraz bardziej wierną interpretację!
>Biblia wyraźnie JEST zabobonem, a bezpodstawnie ją metaforyzując nie unikamy konfliktu z nauką, tylko oszukujemy samych siebie
Zabobon z Biblii to robia tacy jak ty, czyli ci co jej nie rozumieją o raz ci co ją błędnie interpretują, czyli także ty. Jak można nie unikać tu konfliktu z nauką jeśli to właśnie dzięki niej poznajemy prawdy opisane w Piśmie jeszcze lepiej? Ty na pewno oszukujesz siebie, bo nie chcesz zrozumieć Biblii a naukę fałszywie bierzesz za coś antyreligijnego.
>Jednak oni wedle zasad religii powinni tak żyć, a zdarza się bardzo często, że wyłamują się. Świadczy to o tym, że trwanie w takich zasadch to bzdura
W tym zdaniu zdradzasz jak bardzo swe poglądy budujesz na domysłach, opiniach i wypaczeniach. Czy ty masz własny rozum? Oczywiście że księża się wyłamuja i beda to robić zawsze co nie znaczy, że wiara to bzdura. Ten wniosek jest nietrafiony bo dotyczy innej kwestii i nielogiczny, w zasadzie nie jest wnioskiem. Powinienes przejsc kurs logiki. Czy Jezus się wyłamywał czy Bóg się wyłamuje? Oni są tylko ludźmi, a to potwierdza, iż nie jest tak łatwo żyć pełnią wiary, do tego trzeba dojrzeć, czego mam nadzieję ze dostapisz.
>On jest podobno dawcą prawa, a tymczasem wiele "praw", w tym moralnych, zmienia się. Te podstawowe oczywiście nie
Twoje 2 zdanie obala to 1. Podstawowe jest tylko jedno prawo: miłość Boga i bliźniego. Ono się nigdy nie zmieniało i nigdy nie zmieni. Natomiast inne sa drobiazgowe i dlatego dyskusyjne. Odsyłam cię do różnorodnych sporów etycznych. Nawet duchowni są tu często podzieleni, a to świadczy o tym ,że w religii jest rozwój i akceptacja aktualnego kontekstu, w ktorym zyjemy. Zastanów sie nad tym!
>Ale skoro ludzie umieją żyć ze sobą w zgodzie przy nieco innych regułach, niż tych sprzed setek laty, znaczy to, że bóg nie istnieje
Kolejny nonsens. Obalony w zdaniu powyższym. Twoja logika jest tak prosta i tak żałosna, że aż dziw bierze, że można tak myśleć. Jeśli prawa nauki się zmieniają to znaczy że świat nie istnieje zgodnie z twoim wywodem. Dobre sobie!
> Czy bóg, któy dał mi rozum i racjonalizm chciałby, żebym odrzucił wszystkie jego konsekwencje i po prostu wierzył??? To dla mnie chore
Dla mnie też. Dlatego dał też wiarę. Już słabo mi się robi! Czy ty czytasz w ogole moje posty? Pisałem już ze wiara jest dopełnieniem rozumu który moze działac bez niej jedynie w obrebie przyrody a ona umozliwia przekroczenie tego wymiaru. Nie rozumiesz ze samym rozumem nigdy nie rozwiążesz problemu istnienia Boga? Ateizm i teizm a nawet panteizm itp. beda mialy identyczna racje bytu. Sam rozum w tej kwestii to czysta sofistyka!!!
>Osoby, które były ateistami, a stały się wierzącymi to nic dziwnego. Normalka w świecie, gdzie dominują wierzący. Nic to nie mówi. Tym bardziej, że niektóre osoby są po prostu wpływowe
Osoby, które były teistami, a stały się niewierzące to nic dziwnego. Normalka w świecie, gdzie walczy się z Bogiem na każdym kroku. Nic to nie mówi. Tym bardziej, że niektóre osoby są po prostu wpływowe.
Widzisz nonsens swych wywodów?!
>To, że wiara wymaga zrozumienia, i te inne hasła, to była dla mnie oczywistość. Ale gdy doszedłem do wątpliwości, naturalną konsekwencją stała się moja niewiara.
To nie była konsekwencja naturalna tylko tchórzostwo intelektualne.
Paprocki (2738 punktów)

Nie tylko dla mnie jest to jasne. Stary testament nie był metaforyczny, tylko jako taki go podano później. A to dlatego, żeby dostosować go do nauki. Jeżeli myślisz, że 6 dni to metafora, któa tak naprawdę oznacza miliony lat, to nie wiem gdzie masz łeb. Nowy testament jest bajkowo-historyczny i dlatego jest bajkowy, bo prawda z kłamstwem to kłamstwo. Powtarzam jeszcze raz, że moje spojrzenie nie jest żadną interpretacją. Ty podlegasz pod dziecinne, naiwne i manipulatorskie interpretacje i nadinterpretacje bogologów.
Rozumiem jaki był cel biblii i jaki jest dziś, kiedy interpretuje się ją inaczej. Ja właśnie wcale jej nie interpretuję, tylko patrzę na nią tak, jak dawniej. Nawet dziś, niby w epoce rozumu świadkowie Jehowy odczytują biblię dosłownie, w wyniku czego w ogóle nie biorą udziału w życiu politycznym, chodzą po domach i czekają na zbawienie. Z fragmentów takich, jak:"podali mu wino z mirrą, lecz on nie przyjął" wnioskują, że ludzie nie powinni w ogóle tykać używek! Same interpretacje i nadinterpretacje. Nauka istotnie- jest antyreligijna, bo obala wszystkie mity z religii się wywodzące. Gdyby bóg istniał i natchnął ludzi do pisania, podałby im chyba rzeczywiste fakty, a nie bzdury o Ewie, Adamie i inne brednie.
Sam przejdź kurs logiki! Ty nie budujesz swojego poglądu nawet na domysłach, ani tym bardziej na przemyśleniach, za to wszystko, co dla ciebie jest niepojęte i niewyjaśnione zaklejasz bożą interwencją. To żałosne. Nie masz własnego rozumu? Chyba wcale go nie masz!! Wyłamywanie się spod takich reguł, jak nie zabijaj, czy nie kradnij (co nie jest dziełem dekalogu, gdyż dekalog został skopiowany z egipskiej księgi umarłych) to coś złego, ale niczym złym nie jest małżeństwo bez względy na zawód i życie na jakimś poziomie! Decyzją kościoła był celibat, ale ideą biblijną jest ubóstwo! A to nonsens, bo jeśli wkłada się w swoją pracę wysiłek i pasję, to należy ci się godne życie. Księża są tylko ludźmi, tylko czasem bardziej inteligentnymi i umieją manipulować szarą masą, do jakiej ty niewątpliwie należysz. Wszyscy są tylko ludźmi, zatem nikt nie powinien być bardziej uprzywilejowany w boskich sprawach, jeżeli jakikolwiek bóg istnieje!
Podstawowe prawo o miłowaniu bliźniego nie pojawiało się za często w starym testamencie przesiąkniętym krwią, a w nowym testamencie słowo Żyd zostało przetłumaczone jako bliźni. Natomiast idea odrzucająca podziały między ludźmi i wzajemne milowanie to nic nowego, choć napewno coś dobrego. To symbioza. Nie potrzeba boskiej mocy, by to zrozumieć. Jesteś taki oświecony, że oślepłeś. Duchowni są podzieleni, bo jedni są zacofani, a drudzy chcą iść do przodu i jeszcze bardziej metaforyzować biblię. A niektórzy zdają sobie sprawę, że im bardziej będzie się tak robić, tym więcej będzie rodzić się racjonalnych wątpliwości wobec biblii, a sama biblia będzie tracić na znaczeniu.
Bóg nie istnieje, bo nie mógłby wahać się jako doskonała istota i nie dałby ludziom różnych znaków swojej obecności. Ty nie masz nawet dziecinnej logiki, więc trudno mówić o jakiejś bardziej złożonej. Świat istnieje, a prawa nauki mogą się zmieniać, ale doprowadzają nas w końcu do wniosków, które stanowią kwintesencję świata w którym żyjemy i któy istnieje na pewno w naszym postrzeganiu, które choć niedoskonałe, to najlepsze w całej przyrodzie.
Ja czytam dokładnie. To ty nie czytasz moich, bo na połowę pytań mi nie odpowiadasz, wciąż rzucasz tymi samymi "prawdami objawionymi", bo logicznych argumentów przytoczyć nie potrafisz. Pieprzysz o wymiarze. Ja też mam np zmysł piękna i nie sądzę, że nie mógł ukształtować się drogą ewolucji; nie rozwiążę problemu istnienia boga intelektem, tak samo, jak nie rozwiążę zagadki istnienia elfów. Niewykluczone, że nie istnieją, prawda?
Osoby, które były teistami, a stały się niewierzące to nic dziwnego. Normalka w świecie, gdzie walczy się z Bogiem na każdym kroku. Nic to nie mówi. Tym bardziej, że niektóre osoby są po prostu wpływowe.
Widzisz nonsens swych wywodów?!

Nie widzę, ale widzę twój. W dzisiejszym świecie nie walczy się z bogiem na każdym kroku, choc ty najmniejsze tego przejawy odczuwasz jako wojnę, ponieważ jesteś przywiązany do swoich prawd objawionych. Osoby, któe stały się niewierzące zazwyczaj nie podlegały jakimkolwiek naciskom. Ja np. miałem własne wątpliwości, a potem dopiero okazało się, że wielu ma te same, co ja. Ja nie popieram religii, ani też wielu wytworów tego świata, że tak powiem. Tak, również demokracja np ma swoje wady. Jako humanista odrzucający podziały nie czuję też dumy z wygranych bitew itd. ale ubolewam nad całą historią ludzkości przepełnioną krwią i cierpieniami, dzięki prymitywnej, okrutnej polityce oraz niemniej prymitywnym, choć dobrym masom ludzkim skazanym mentalnie na poparcie podsuniętych im przez władze idei. Religia przez całe dzieje była nieodłącznym elementem polityki i zarówno konflikty na podłożu politycznym, jak i religijnym to coś, co potępiam.
To nie była konsekwencja naturalna tylko tchórzostwo intelektualne.
Chyba niemożność wiary w obliczu intelektualnych wątpliwości, wciąż bardzo dużo rozmyślam. Ale to jest rozmyślanie i obserwacje, a nie porzucenie tego zdaniem:i tak wierzę. Tchórzostwo intelektualne wykazujesz ty, tym bardziej, że większa część twojego postu to rzucanie obelg pod moim adresem i groźby jakoby od samego boga.
P.S. Musiałem skasować część twoich cytatów, bo post by się nie zmieścił.
artjab
>Stary testament nie był metaforyczny, tylko jako taki go podano później. A to dlatego, żeby dostosować go do nauki. Jeżeli myślisz, że 6 dni to metafora, któa tak naprawdę oznacza miliony lat, to nie wiem gdzie masz łeb. Nowy testament jest bajkowo-historyczny i dlatego jest bajkowy, bo prawda z kłamstwem to kłamstwo. Powtarzam jeszcze raz, że moje spojrzenie nie jest żadną interpretacją
Później czyli kiedy? Proszę podać czas, okoliczności, sprawców. Gdyby został zmieniony aby dostosować go do nauki to nie zawierałby wielu przypowieści, więc jeśli nadal je zawiera to albo nie masz racji albo nauka też jest metaforą. Jeżeli nauka mówi że stworzenie trwało miliony lat to znaczy że tylko kretyn uwierzy że trwało 6 dni, o czym mówi metafora, którą aby zrozumieć należy poddać ją gruntownej egzegezie, co uczynił np. Eriugena w "De divisione naturae". Bajkowość Nw. Test. to kłamstwo, a jego historyczność to prawda i dlatego jest fałszywy bo bajka wyklucza historię. Tym czasem nie rozumiesz w ogole co znaczy termin "bajka". Jeśli zestawiasz Nw. Test. na równi ze smurfami czy muminkami to jesteś chory umysłowo. Co ma więc wspólnego bajka i historia? Co ma piernik do wiatraka? Ponadto jak prawda może istnieć z kłamstwem? Skoro jedno automatycznie znosi drugie, jak + i - sie neutralizują. Albo czarne albo białe, albo wóz albo przewóz, albo prawda albo fałsz. To jest alternatywa rozłączna a nie koniukcja!!! Zresztą jeśli by coś było prawdziwe i fałszywe to nie byłoby ani takie ani siakie, bo byłoby logicznym nonsensem. Są to dwie przeciwstawne wartości logiczne! A zatem Nowy Test. to sama prawda bo historyczny jest owszem, a pojęcie bajki już ci objaśniłem.
>Ty podlegasz pod dziecinne, naiwne i manipulatorskie interpretacje i nadinterpretacje bogologów
Jedyne pod co podlegam to konieczność śmierci. Używanie przez ciebie słowa "bogolog" pokazuje jak ty zmanipulowany jesteś pseudointerpretacją tego, co normalni ludzie nazywają teologią. Tylko dzieci postrzegają biblię dosłownie, tylko ludzie naiwni taki obraz jej sobie kształtują i tylko tacy, którzy ją nadinterpretują, myślą i mówią właśnie tak jak ty i są tacy jak ty.
>Ja właśnie wcale jej nie interpretuję, tylko patrzę na nią tak, jak dawniej
Nie musisz tego mówić, to że jej nie interpretujesz, a co za tym idzie, nie rozumiesz, ewidentnie wynika z twoich postów. A dawniej wyglądała jak kiedyś w aspekcie merytorycznym, natomiast strukturalny jest nieistotny.
>Nawet dziś, niby w epoce rozumu świadkowie Jehowy odczytują biblię dosłownie, w wyniku czego w ogóle nie biorą udziału w życiu politycznym, chodzą po domach i czekają na zbawienie. Z fragmentów takich, jak:"podali mu wino z mirrą, lecz on nie przyjął" wnioskują, że ludzie nie powinni w ogóle tykać używek!
Po pierwsze: do świadków Jehowy mam identyczne stanowisko gdyż nie jest to religia lecz sekta. Każdy religioznawca ci to powie, mam nadzieję że nie jesteś tak pyszny żeby nawet ludzi uczonych krytykować.
Po drugie: nauka świadków Jehowy nie ma absolutnie nic wspólnego z chrześcijaństwem. Właśnie dlatego że oni interpretują Biblię dosłownie, z czego wychodzą takie bzdury, że nawet nikt z nimi nie dyskutuje, gdyż trzeba reprezentować jakis przyzwoity poziom aby prowadzić dyskusję dlatego krążą po domach i wciskają ciemnotę.
I znowu pokazujesz że krytykujesz judaizm i sekciarstwo a nie chrześcijństwo. Czy ty w ogóle myślisz nad tym co piszesz? Oni nie tykają używek a Jezus rozmnożył wino na uczcie. I co ty na to? Ci ludzie to współcześni faryzeusze, a Chrystus wielokrotnie mówił o fałszywych prorokach i ostrzegał przed nimi. Być może jesteś jednym z nich...
>Nauka istotnie- jest antyreligijna, bo obala wszystkie mity z religii się wywodzące. Gdyby bóg istniał i natchnął ludzi do pisania, podałby im chyba rzeczywiste fakty, a nie bzdury o Ewie, Adamie i inne brednie.
Jezeli istota nauki wyczerpuję się w antyreligijności, to znaczy że nauka jest nic nie warta bo nie może zwalczyć religii. Wierzący byli, sa i będą, a nauka tego nie zmieni bo nie od tego jest. Nauka obala mity, to prawda, i dobrze, że tak robi ale nie obala religii bo religia nie ma nic wspólnego z mitami, gdyby tak było te pojecia byłyby synonimiczne. Jak sie ma mitologia Greków czy Celtów do chrześcijaństwa? Przecież Św. Paweł wyraźnie mówił na Areopagu: "Przyszedłem opowiedzieć wam o Bogu żywym!". Gdyby Bóg podał nam rzeczywiste fakty wtedy musiałby odebrać nam rozum bo już nie byłby potrzebny.
>ideą biblijną jest ubóstwo! A to nonsens, bo jeśli wkłada się w swoją pracę wysiłek i pasję, to należy ci się godne życie. Księża są tylko ludźmi, tylko czasem bardziej inteligentnymi i umieją manipulować szarą masą, do jakiej ty niewątpliwie należysz
Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu to wszystko inne jest na właściwym miejscu. Jeśli wierzysz to możesz sobie robić co chcesz bo i tak będziesz czynił według wiary. Czy będziesz bogaty czy ubogi nie ma znaczenia, bo wiesz że nie na tym polega istota rzeczy. Ja do religii i księży podchodze krytycznie ty krytykancko. Nauka księży i Kościoła nie zawsze równa się nauce Chrystusa i Pisma, dlatego dla mnie fundamentem jest to ostatnie a nie kler. Ty za to postrzegasz religie przez ich błędy i dlatego to ty a nie ja dajesz się zmanipulować w szarej masie w której toniesz i gnijesz.
>Podstawowe prawo o miłowaniu bliźniego nie pojawiało się za często w starym testamencie przesiąkniętym krwią, a w nowym testamencie słowo Żyd zostało przetłumaczone jako bliźni.
Przesiąknięta to jest twoja głowa sianem a w NT słowo "blizni" i "faryzeusz" nie zawsze mają tę samą konotację.
Paprocki (2738 punktów)
Później czyli później. Ty też nie rzucasz datami, jak zauważyłem. Przypowieści nie mają tu nic do rzeczy, bo to właśnie przypowieści są pozytywnym aspektem biblii i nie zostały z niej usunięte. 6 dni. To miało pokazać ludziom, jaki bóg jest wszechmocny- taki wielki, piękny świat, a on stworzył go tylko w 6 dni! Swoją drogą mógł go stworzyć w sekundę, bo jest wszechmocny, ale nie byłoby wtedy o czym pisać i zachwycać się tworami chorej wyobraźni. Pieprzysz o koniunkcjach i neutralizowaniu się kłamstwa i prawdy a ja pod pojęciem "bajka" nie miałem na myśli bajki w sensie literackim, głąbie, tylko w sensie potocznym- bajka- zmyślona opowieść. Jeśli chcemy być precyzyjni, NT podchodzi pod legendę, bo fikcja jest zmieszana z prawdą. Dlatego mimo dowodów biblia jest traktowana jako zupełna prawda, bo dowodów się nie wymaga i nie chce o nich słyszeć. Bogologia to synonim teologii i stanowi dla mnie ironiczny wyraz, który ma ci objaśnić, że nie ma czegoś takiego, jak specjalizacja w czymś, na co nie ma dowodów. Dzieci czytają dosłownie, tak, jak kiedyś ludzie na podobnym poziomie intelektualnym, jak teraz dzieci. Są kryteria, któe określają,co jest sektą, a co religią, ale dla mnie są na tyle nieistotne, że nawet bym tych pojęć nie rozdzielał. Zadaniem nauki nie jest obalanie religii, ale nie zakładaj, że mimowolnie do tego nie dojdzie. Rozumiesz? To nie cel nauki, ale jej działania do tego prowadzą. "Przyszedłem opowiedzieć wam o Bogu żywym!". Tak mógł powiedzieć każdy szaleniec. Rozum i tak nie jest nam potrzebny chyba, prawda? Bo jest użyteczny tylko dla tego marnego żyćka. Błędem religii i kleru nie jest to, że nie przestrzegają własnych bzdur, tylko błędem jest ich istnienie i uprzywilejowanie, oraz podatny grunt- mity, któe są podłożem, na jakim bez trudu mogą kwitnąć kolejne mity. Twoja głowa jest przesiąknięta religijnym gównem, któremu zawierzyłeś najmocniej i co trzyma cię przy nadziei, tak, jak piłkarza, który modli się i chce, żeby jego team wygrał mecz. To dziecinne. Ateizm nawet jeśli wiąże się z nieuctwem, to i tak z logicznym myśleniem. Jeśli nim nie operujesz, wiedza nic ci nie da. Masz coś, ale nie wiesz co z tym zrobić. Dla przykłądu tylko: Hitler był katolikiem i śmierdzącym leniem
artjab
Ale dałeś popis. Jeśli cię zdziwi kiedyś że nikt nie chce z toba rozmawiac albo jedyne co robi to wytyka ci bledy to znaczy ze w kontakcie z toba nic innego nie da sie zrobic bo twoja glupota na to nie pozwala. Im dluzej z toba "rozmawiam" tym coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu ze synonimem slowa ateizm jest slowo idiotyzm.
> to właśnie przypowieści są pozytywnym aspektem biblii i nie zostały z niej usunięte
Wiec stul pysk!!!!!
>6 dni
Tlumaczylem ci durniu ze Bog nie stwarzal swiata 6 dni. Na pytanie jak powstal swiat odpowiada nauka, a Biblia nie jest manifestem naukowym.
>ja pod pojęciem "bajka" nie miałem na myśli bajki w sensie literackim, głąbie, tylko w sensie potocznym- bajka- zmyślona opowieść
A kim ty jestes jezykoznawca i poliglota ze tak sobie dowolnie zmieniasz znaczenia terminow niezgodnie z przyjetym znaczeniem? Chyba wszystko tak byle jak w zyciu robisz i dlatego nie mozesz odnalezc w nim Boga! Bajka to jest bajka, a zmyslona opowiesc to zmyslona opowiesc glabie!!!
>NT podchodzi pod legendę, bo fikcja jest zmieszana z prawdą
Czyli wszystkie przyklady ktore konstruuje nauka aby objasnic swe tezy to tez fikcja polaczona z prawda. To co nazywasz tu fikcja to tylko przyklad ktory ma zobrazowac i ujac pewien sens, pewna prawde, jest to fikcja literacka osle, wiec jak chcesz byc konsekwentny to zburz cala literature!
>Bogologia to synonim teologii i stanowi dla mnie ironiczny wyraz, który ma ci objaśnić, że nie ma czegoś takiego, jak specjalizacja w czymś, na co nie ma dowodów
I znowu tworzysz glupkowate neologizmy tylko po to aby podkreslic jak bardzo nienawidzisz religii i przestan klamac ze tak nie jest bo oskarze cie o oblude gdyz wszystko co piszesz jest siatka sprzecznosci! Czepiasz sie dla samego czepiania, z twoich postow kipi burza negatywnych emocji.
Rece mi opadaja. Ty znow o dowodzie i znow zle. Dokonujesz nieuzasadnionego redukcjonizmu splycajac to pojecie i ograniczajac je jedynie do sfery poznania zmyslowego, ktore jest najbardziej prymitywne i zawodne i nawet zwierzeta je maja! Dzis juz nawet nikt nie wierzy w sensualizm i nie ma sensu dyskutowac z tym stanowiskiem. A dowodem religii cymbale mowie ci juz po raz kolejny jest OBJAWIENIE!!!!!
>Są kryteria, któe określają,co jest sektą, a co religią, ale dla mnie są na tyle nieistotne, że nawet bym tych pojęć nie rozdzielał
Kpiny sobie chyba chlopaczku urzadzasz? Widze ze jestes madrzejszy niz caly swiat. O wielki Paprocki wstepuje na trybuny i glosi nam swe wspaniale farmazony aby oczarowac ludzkosc nowymi odkryciami jak prorok ktory zwiastuje nadejscie nowej "lepszej" ery. Dla tych ktorzy od lat naukowo zajmuja sie terminologia ty jestes nieistotny i twe wyimaginowane bajdurzenie nic nie moze zdzialac. Jedyne co moge zrobic to odeslac cie do slownika jezyka polskiego i to nie do konkretnego hasla ale do wszystkiego od deski do deski.
>Zadaniem nauki nie jest obalanie religii, ale nie zakładaj, że mimowolnie do tego nie dojdzie
Nie musze zakladac, ja wiem ze do tego nie dojdzie. Juz ci tlumaczylem ze nauka i religia maja inny przedmiot metode i cel wiec ich kompetencje sie nie pokrywaja w zwiazku z czym nie moze byc mowy o sprzecznosci miedzy jedna a druga i dlatego zadna nie obali nigdy drugiej.
>Rozumiesz? To nie cel nauki, ale jej działania do tego prowadzą
Rozumiem, że jestes w bledzie nie musisz mnie juz tak przekonywac. Obalone przez w/w.
>Tak mógł powiedzieć każdy szaleniec
Owszem mogl, ale powiedzial apostol, stalo sie zatem na korzysc wiary a nie bezboznikow. A szalencem to jestes ty, sprowadzasz swe zycie bowiem do walki z religia za wszelka cene, kazdym nawet najbardziej falszywym argumentem, twoja metoda to unikac dialogu a jedynie krytykowac krytykowac krytykowac. I w tym niczym sie nie roznisz od islamskich fundamentalistow ktorzy gardza chrzescijanstwem tak jak ty. A Chrystus powiedzial: "Bedziecie w nienawisci u wszystkich narodow z powodu mego imienia!". Miedzy innymi w tobie to slowo wlasnie cialem sie staje... Wiec skoncz mydlic mi oczy ze niektore aspekty religii sa OK, bo nie jestem glupi i nie zwiedziesz mnie pozorami swej "poprawnosci".
>Błędem religii i kleru nie jest to, że nie przestrzegają własnych bzdur, tylko błędem jest ich istnienie i uprzywilejowanie, oraz podatny grunt- mity, któe są podłożem, na jakim bez trudu mogą kwitnąć kolejne mity
Ciagle to samo i samo i samo... i juz mi sie niedobrze robi od tego ciaglego twojego powtarzania sie. Mity istnialy zanim zrodzila sie filozofia i religia czyli zanim przyszlo racjonalne ujecie rzeczywistosci, podczas gdy mit jest irracjonalny bo w nim wyjasnianie nastepuje przez wyobraznie a nie rozum jak w nauce i teologii. Ale widze ze ty jeszcze sie chyba nie obudziles i nadal myslisz w XXI wieku ze swiatem rzadza mity, no moze jeden tak, a nazywa sie "ateizm".
>Twoja głowa jest przesiąknięta religijnym gównem, któremu zawierzyłeś najmocniej i co trzyma cię przy nadziei, tak, jak piłkarza, który modli się i chce, żeby jego team wygrał mecz
Ty bufonie! Teraz juz nie mam najmniejszych watpliwosci ze jestes parszywym sekciarzem! Jak smiesz wyglaszac takie kalumnie?! Ty nie jestes czlowiekiem, nie jestes nawet zwierzeciem! Ja mam gowno w glowie? A ty caly jestes gownem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
>Ateizm nawet jeśli wiąże się z nieuctwem, to i tak z logicznym myśleniem
Logiczna to moze byc kazda glupia i zmyslona historyjka ktora sobie wymysle w wyobrazni i sprzedam pierwszemu lepszemu frajerowi a jak dorzuce jeszcze nieuctwo to niczym sie nie bedzie ona roznic od ateizmu. A zatem twe nieuctwo jest pewne a logika pozorna.
>Hitler był katolikiem i śmierdzącym leniem
Faustyna Kowalska tez byla katoliczka a z Hitlerem miala o wiele wiele mniej wspolnego niz ty. Uchwytujesz fenomen tego stwierdzenia? Nie wszystko jest zlotem co sie z wierzchu swieci.
Jak widzisz caly ten pseudodialog zamienil sie w parodie. Nie pisz juz wiecej bo nigdy mnie nie przekonasz. Trace tylko swoj cenny czas.
02-03-2008 21:12 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>Wiec stul pysk!!!!!

>Tlumaczylem ci durniu

>zmyslona opowiesc to zmyslona opowiesc glabie!!!

>A dowodem religii cymbale mowie ci juz po raz kolejny jest OBJAWIENIE!!!!!

>Kpiny sobie chyba chlopaczku urzadzasz?

>Ty bufonie!

>A ty caly jestes gownem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

   Serdeczne Bóg zapłać za ubogacenie dyskusji rzeczowymi argumentami. To się chyba nazywa dawaniem świadectwa?

>Trace tylko swoj cenny czas.

   Też tak myślę i radzę z głoszeniem Twojej wersji Dobrej Nowiny przenieść się gdzieś indziej.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
artjab
A Paprocki jakiego slownictwa uzywa? Jego wypowiedzi nie widzisz ale moje tak. Odpowiadam adekwatnie do poziomu intelektualnego mojego rozmowcy. Chyba z nim sympatyzujesz, odpowiada ci towarzystwo nieukow i ateuszy? Jestes moderatorem i powinienes byc obiektywny, a tymczasem sie przyczepiles do mnie jak rzep do psiego ogona, co zreszta podskornie wyczuwalem. Przeczytaj jego post i zauwazysz te same obelgi u niego, chyba ze nie chcesz ich zauwazyc, bo tak to wyglada?
>dawaniem świadectwa
Dawalem je rzetelnie ale on nie ustosunkowywal sie do moich wypowiedzi w sposob racjonalny tylko zaczal sie obruszac i uragac mi. Sam narzucil prostacki poziom konwersacji czym pokazal ze mam prowadzic z nim dyskusje wlasnie na poziomie obelg a nie rzeczowych argumentow. Jesli ktos nie rozumie jezyka ktorym do niego mowisz to musisz mowic do niego w jego jezyku!
Nie chce sie tu z nikim klocic bo nie czerpie z tego zadnej korzysci ani satysfakcji a co do gloszenia Dobrej Nowiny to nalezy to robic tam gdzie jej nie ma czyli to forum to idealny grunt, ale z drugiej strony masz racje, nikt z obecnych na tej mieliznie nie jest gotowy do jej przyjecia.
Czy oprocz tych wyzwisk ktore zaznaczyles nie zauwazyles calej reszty moich postow? W niej jest dawanie swiadectwa a nie tu.
04-03-2008 23:57 
 Ocena 1 na 1
Paprocki (2738 punktów)
Nie odpowiadasz adekwatnie do mojego poziomu intelektualnego, ale adekwatnie do swojego stanu emocjonalnego, który podnosi się na twoją niekorzyść, a dzieje się tak w wyniku argumentów, które podaję. Ty podałeś jakieś? Zarzucasz mi gadanie wciąż o tym samym, ale sam właściwie nadajesz ciągle o jednej i tej samej zasadzie charakterystycznej dla każdej religii. Mówisz, że Kriszna to bóstewko i postać mityczna? Tak samo jest z Jezusem, ale nie zaakceptujesz tego faktu choćby nie wiem co. U ciebie czuć nieobiektywizm i nienawiść oraz złość, która rodzi się w obliczu normalnej dyskusji. Jedno przekleństwo, typu "gówno religijne" ubliżyło ci jak trzeba, bo była to odpowiedź na twoje określenia, może nie wulgarne, ale uwłaczające jeszcze bardziej. Nie masz prawa nazywać mnie ateuszem, ani nieukiem. Kształcę się, i to nietylko w sensie edukacji szkolnej, ale we własnym zakresie, co ty zaraz przeinaczysz, obrócisz w żart i wytkniesz mi subiektywiznm oraz zamknięcie w ateizmie. Tymczasem to ty jesteś zamknięty, zamknięty na racjonalizm, zamknięty na dialog (TY!), zamknięty na PRAWDĘ, która jako wierzący utożsamiasz z bogiem, a to nieodzownie łączy się z ciasnymi ramami, w które musisz wepchnąć całe swoje.. żyćko. Bo z takim podejściem to naprawdę żyćko i nic więcej. Twoje życie to poczekalnia. Do twoich wypowiedzi ustosunkowywałem się całkowicie racjonalnie. Cała reszta twoich postów to pierwszoligowe pierdoły, typowe dla religijnych umysłów, któych racjonalizm zatrzymuje się wraz z wniebowstąpieniem do tematów religijnych. Traktujesz wszystko to, co dowiesz się od facetów w czerni jako prawdę, bo nawet nie chcesz domyślać się, że jest dokładnie odwrotnie. Np. z tym interpretowaniem biblii to kompletna BZDURA!!! Żadnej innej KSIĘGI nie interpretuje się , jeśli wyraźnie stanowi RELACJĘ!!! Interpretować sobie możesz poezję, gdzie wszystko przeplecione jest prawdziwymi metaforami. Możesz obrazy surrealistyczne. Ale jak dla ciebie metaforą jest to 6 dni, które tak naprawdę oznacza miliard lat, to tylko dowód na to, jak ślepo zaWIERZYŁEŚ batmanom.
05-03-2008 00:29 
 Ocena 1 na 1
Paprocki (2738 punktów)
Im dłużej z tobą rozmawiam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wiara religijna jest niebezpiecznym wirusem, a Dawkins choć nie jest dobrym lekarzem, to przynajmniej farmaceutą i dał dobrą diagnozę. Jesteś pacjentem chłopie i nawet sobie z tego sprawy nie zdajesz. Nie stulę pyska, idioto, bo choć są w biblii aspekty pozytywne, są też złe, pacanie, a diabeł chyba nie ingerował w treść biblii wkładając w usta boga słowa szatańskie. Co do sześciu dni znasz moje stanowisko i nie zmienię go, głąbie kapuściany. 6 dni to 6 dni, nie pięćset lat i nie bańka wody. W relacji ze zdarzeń kamyczek nie jest w znaczeniu przenośnym głazem, bo wtedy cały wątek może dzięki temu stracić sens, jakim w tym przypadku była wszechmoc boga. A skoro dla ciebie to drobiazg, to chyba niczym złym ani pracochłonnym nie byłoby podanie prawdy. Literatura i fikcja to odrębny temat- sztuka to piękny dorobek kultury. Na naukę chyba wiesz co się składa i jakie procesy muszą zachodzić, aby mógł być widoczny postęp. Wszystkie te dziedziny mają inny cel, a religia to narzędzie do ogłupiania, zniewolenia człowieka, w czym fikcja odgrywa główną rolę. Nie zmieniam terminów- zapoznaj się z językiem potocznym, wyjdź czasem z kościoła. Nie nienawidzę religii, ale chyba zacznę, jak będziesz tak mi odpowiadać. Ironia to nie sarkazm. I kto tu myli pojęcia?... To ty czepiasz się dla czepiania, tak, jak wierzysz dla wiary. Ty znow o dowodzie i znow zle. Dokonujesz nieuzasadnionego redukcjonizmu splycajac to pojecie i ograniczajac je jedynie do sfery poznania zmyslowego, ktore jest najbardziej prymitywne i zawodne i nawet zwierzeta je maja! powiedz mi, gdzie ty masz mózg? NAWET zwierzęta go mają!! Ojeju! My jesteśmy ich wyższą formą, więc je tylko rozwinęliśmy, jeżeli nie wiesz, to wszystko, co znamy i tak pochodzi od zmysłów, a wprowadzanie do słownika takich pojęć jak "bóg" sieje zamęt, bo bóg nie znaczy nic. i możesz sobie INTERPRETOWAĆ, tak, jak ja mogę sobie interpretować, że myszka od komputera to monitor. Dowody odkrywa się przede wszystkim za pomocą zmysłów! Są w każdym razie niezbędne! A słuchając wielmożnych i czcigodnych też używasz uszu. DOWODEM religii jest objawienie?????????? JAKI TO DOWÓD, ty palancie???? Bzdura, kłamstwo, bajka!! Nie spłycam pojęcia "dowód", ale ty je nieudanie rozszerzasz, dzięki czemu pęka. Co do sekt i religii, niejeden ci powie, że nawet twój wielki katolicyzm nosi znamiona sekty. A twoi specjaliści od twoich pojęć... no wiesz. Po prostu myślisz tak, jak oni chcą, żebyś myślał. Cały czas bajdurzysz i czepiasz się.

>Zadaniem nauki nie jest obalanie religii, ale nie zakładaj, że mimowolnie do tego nie dojdzie
Nie musze zakladac, ja wiem ze do tego nie dojdzie. Juz ci tlumaczylem ze nauka i religia maja inny przedmiot metode i cel wiec ich kompetencje sie nie pokrywaja w zwiazku z czym nie moze byc mowy o sprzecznosci miedzy jedna a druga i dlatego zadna nie obali nigdy drugiej.
>Rozumiesz? To nie cel nauki, ale jej działania do tego prowadzą
Rozumiem, że jestes w bledzie nie musisz mnie juz tak przekonywac. Obalone przez w/w.


Proszę, przeczytaj dokładnie powyższy cytat. CO W PIERWSZYM OBALA DRUGIE?? Ty wiesz, że do tego nie dojdzie. A ja ci mówię, że dojdzie, jak nie za kilkadziesiąt lat, to za kilkaset.

Owszem mogl, ale powiedzial apostol, stalo sie zatem na korzysc wiary a nie bezboznikow. A szalencem to jestes ty, sprowadzasz swe zycie bowiem do walki z religia za wszelka cene, kazdym nawet najbardziej falszywym argumentem, twoja metoda to unikac dialogu a jedynie krytykowac krytykowac krytykowac. I w tym niczym sie nie roznisz od islamskich fundamentalistow ktorzy gardza chrzescijanstwem tak jak ty. A Chrystus powiedzial: "Bedziecie w nienawisci u wszystkich narodow z powodu mego imienia!". Miedzy innymi w tobie to slowo wlasnie cialem sie staje... Wiec skoncz mydlic mi oczy ze niektore aspekty religii sa OK, bo nie jestem glupi i nie zwiedziesz mnie pozorami swej "poprawnosci".

Powiedział to apostoł, czyli facet, który szaleńcem, albo kłamcą być nie musiał. Jasne, bardzo rzeczowo. Szaleńcem to ja nie jestem, bo w takim razie musiałbym żyć w ciągłej kłótni i z chęcią zabicia moich przeciwników poglądowych. A obcuję z nimi codziennie. Ale nie biorę przykładu z bliskowschodnich przyjaciół. Ty krytykujesz, krytykujesz, a raczej ubliżasz, ubliżasz. Ja krytykuję, krytykuję, a ty mi nic konkretnego na wiele z tych krytyk, krytyk. I nadal gówno, gówno. Pewnie, że nie róznię się niczym od islamskich fundamentalistów. Przestań się ośmieszać.. Jestem właśnie poprawny, bo widzę plusy i minusy, a ty jesteś zaślepiony i podajesz mi cytat gościa, który wiedział, co powiedzieć, żeby jego słowa miały znaczenie i oddziaływanie do dziś.

Mity istnialy zanim zrodzila sie filozofia i religia czyli zanim przyszlo racjonalne ujecie rzeczywistosci

niektóym jednak racjonalne ujęcie nadal było obce, więc musieli zadowolić się innymi, nieco bardziej prawdopodobnymi. Dziękuję.


Logiczna to moze byc kazda glupia i zmyslona historyjka ktora sobie wymysle w wyobrazni i sprzedam pierwszemu lepszemu frajerowi a jak dorzuce jeszcze nieuctwo to niczym sie nie bedzie ona roznic od
każdej religii, a w szczególności tej najbardziej intratnej, co zawdzięcza sprytnej konstrukcji i dobrego wykorzystania popytu daaawno temu.

Faustyna widziała piekło, św. Jan bestię, a ja twoją głupotę.
artjab
>Bóg nie istnieje, bo nie mógłby wahać się jako doskonała istota i nie dałby ludziom różnych znaków swojej obecności. Ty nie masz nawet dziecinnej logiki, więc trudno mówić o jakiejś bardziej złożonej
W wielości form jedna prawda! Jeśli wlejesz wodę do kilku roznych naczyn to przestanie przez to byc woda?! Co innego forma, co innego tresz. Rozne formy moga wyrazac te sama tesc. Ja nie mam dziecinnej logiki a ty umysłu, w którym ona istnieje.
>Jako humanista
Chyba raczej antropocentrysta o znieksztalconym nastawieniu racjocentrystycznym?
>Religia przez całe dzieje była nieodłącznym elementem polityki
A glupota i niuctwo zawsze towarzyszyly ateizmowi.
>tym bardziej, że większa część twojego postu to rzucanie obelg pod moim adresem
A ty jak mi odpowiadasz? Poza tym to co ty piszesz można jedynie tak zbywać gdyż z tezami wyssanymi z palce racjonalny dialog jest nierealny!!!!!
Paprocki (2738 punktów)
Człowieku- nie chodzi mi o formę, tylko właśnie treść, bo nie forma stworzyła terrorystów, którzy niby czynią zło dla zła. Oni to robią dla swojego boga w wyniku swojej głębokiej wiary, tak, jak ty w imię swojej wiary zacząłeś mi ubliżać i jeszcze sugerując, że jestem jakimś prorokiem fałszywym. To niby bóg mnie miał wybrać na to stanowisko??? Zastanów się, teocentrysto o nastawieniu irracjonalnym. A głupota. A nieuctwo. A to, że polityka wspierała się religią i nawzajem to już nieważne, prawda? No pewnie, że nie, tym bardziej, że dzięki politycznym zagrywkom chrześcijaństwo zostało zaakceptowane w Rzymie, a później zrobiło zawrotną karierę. Sam wciąż kierujesz się wyssanymi prosto z teologicznych palców, nawet nie tezami, ale... bajkami. Znów w sensie potocznym, a nie literackim. Obracasz się jedynie w kręgu intelektualistów, czy mówisz czasami zwykłym językiem? Bo jeśli nie wiesz, że czasem słowa "bajka" używa się jako synonimu zmyślonej opowieści, to nie pozostaje mi nic innego, jak powiedzieć ci, że wytykasz błędy, które nie mają najmniejszego znaczenia. W dodatku właśnie TY nie odpowiadasz mi na normalne pytania, kopiując nieliczne moje cytaty i dopieprzając się do byle czego.

Chyba prawdą jest, że wierzący nie nadają się do dyskusji, tylko do kościoła.
moralny "antychryst"
>Nie tylko dla mnie jest to jasne. Stary testament nie był metaforyczny, tylko jako taki go podano później. A to dlatego, żeby dostosować go do nauki.
> Sam przejdź kurs logiki! Ty nie budujesz swojego poglądu nawet na domysłach,...
Przecież on Ci cały czas mówi, że na domysłach, to Ty go budujesz?! On cały Czas twierdzi, że własny zbudował w oparciu o wiarę w metafory (nie musiał zatem czekać na "później" o którym piszesz).
Wiesz, absolutnie wszystko wskazuje, że mylisz jego wiarę z własną, a swoją z jego, a to dokładnie tak, jakbyś mylił jego ze sobą. To kompletnie chore. I chyba nie za bardzo logiczne.
Areko (14 punktów)
Co do kwestii dobra i zła: To co dla jednego jest mięsem, dla drugiego jest trucizną. Np. w naszej kulturze morderstwo jest
uważane za zło a Eskimosi?? "matka, ból po utracie syna, uśmierza poprzez zaadoptowanie mordercy" Neurotyczna osobowość naszych czasów - Karen Horney
moralny "antychryst"
>Np. w naszej kulturze morderstwo jest
>uważane za zło a Eskimosi?? "matka, ból po utracie syna, uśmierza poprzez zaadoptowanie mordercy".
Co nie oznacza oczywiście, że zamordowanie jej syna ktokolwiek uważa za dobro. Z pewnością nie ona i nie Eskimosi.
Areko (14 punktów)
>>Np. w naszej kulturze morderstwo jest
>>uważane za zło a Eskimosi?? "matka, ból po utracie syna, uśmierza poprzez zaadoptowanie mordercy".
>Co nie oznacza oczywiście, że zamordowanie jej syna ktokolwiek uważa za dobro. Z pewnością nie ona i nie Eskimosi.

x+(-x)=0
moralny "antychryst"
>>>Np. w naszej kulturze morderstwo jest
>>>uważane za zło a Eskimosi?? "matka, ból po utracie syna, uśmierza poprzez zaadoptowanie mordercy".
>>Co nie oznacza oczywiście, że zamordowanie jej syna ktokolwiek uważa za dobro. Z pewnością nie ona i nie Eskimosi.
>x+(-x)=0
No właśnie. Nie wiemy. Jeśli mamy cokolwiek domniemywać na temat poglądów Eskimosów w tej sprawie, to że mają takie, jakie i my mamy. I bólu eskimoska matka pewnie nie uśmierzy, ale nie doda też do niego niczego innego. A wiesz coś na temat obowiązków Eskimosa (także tego adoptowanego) wobec matki?
Areko (14 punktów)
>>>>Np. w naszej kulturze morderstwo jest
>>>>uważane za zło a Eskimosi?? "matka, ból po utracie syna, uśmierza poprzez zaadoptowanie mordercy".
>>>Co nie oznacza oczywiście, że zamordowanie jej syna ktokolwiek uważa za dobro. Z pewnością nie ona i nie Eskimosi.
>>x+(-x)=0
>No właśnie. Nie wiemy. Jeśli mamy cokolwiek domniemywać na temat poglądów Eskimosów w tej sprawie, to że mają takie, jakie i my mamy. I bólu eskimoska matka pewnie nie uśmierzy, ale nie doda też do niego niczego innego. A wiesz coś na temat obowiązków Eskimosa (także tego adoptowanego) wobec matki?
>
Niestety nie wiem zbyt wiele. Natomiast czytałem książkę która jest poświęcona w całości ludzkiej psychice, i opieram się na wiedzy którą, dzięki autorce zdobyłem (być może się mylę- ale błądzić jest rzeczą ludzką). Jednak jeśli wolno mi zauważyć działaniem ludzkim w pewnym sensie kierują siły natury, a z pewnością uwidaczniają się one w sytuacjach ekstremalnych (jedzenie ludzkiego mięsa nie będzie dobrym przekładem ponieważ jest ono na pograniczu zachowań ludzkich i należy raczej do skrajnie zwierzęcych zachowań , ale świetnym przykładem za to może być święta inkwizycja). Proszę pamiętaj że wyrażam tylko swój pogląd i jeśli ktoś przedstawi mi lepsze argumenty niż te, którymi dysponuję z pewnością ulegnie zmianie mój sposób myślenia (zaznaczam ponieważ chcę uniknąć zbyt zażartej polemiki). Poza tym odsyłam do literatury: "o moralności" Huma, a w pierwszej kolejności do Cycera "o prawie naturalnym". Pozdrawiam
Areko (14 punktów)
Chciałby dodać jeszcze że moralność chrześcijańską świetnie nakreśla encyklika "humanae vitae". Chodzi tu głównie o wolność a ta z kolei niesie obowiązek postępowania według określonych zasad.
moralny "antychryst"
>Niestety nie wiem zbyt wiele. Natomiast czytałem książkę która jest poświęcona w całości ludzkiej psychice, i opieram się na wiedzy którą, dzięki autorce zdobyłem (być może się mylę- ale błądzić jest rzeczą ludzką).
Z wszelką pewnością się nie mylisz, bo myślą błądzą jedynie ci, którzy nie wiedzą, że nic nie wiedzą. Ci, którzy to wiedzą, myślą nie błądzą NIGDY. Mimo to też bywają omylni, bo niekiedy błądzi nieposłuszne myśli ciało (m.in. mniej precyzyjny od myśli język), a niekiedy niezbyt dokładnie rozumieją co inni mówią (lub piszą).
>Jednak jeśli wolno mi zauważyć...
Zauważyć, to nawet trzeba. A podzielić się zauważonym zawsze wolno, a także warto.
> działaniem ludzkim w pewnym sensie kierują siły natury, a z pewnością uwidaczniają się one w sytuacjach ekstremalnych
Działaniem ludzkim kierują WYŁĄCZNIE siły natury, tzn. zwierzęce instynkty w połączeniu z ludzkim myśleniem (w tym ludzką intuicją).
>(jedzenie ludzkiego mięsa nie będzie dobrym przekładem ponieważ jest ono na pograniczu zachowań ludzkich i należy raczej do skrajnie zwierzęcych zachowań , ale świetnym przykładem za to może być święta inkwizycja).
Uważam, że to co moralne, a co niemoralne zależy wyłącznie od okoliczności (a wiec i praw natury), a nie od ludzkich lub zwierzęcych zwyczajów, obyczajów i zachowań. Świętej inkwizycji żadnymi okolicznościami usprawiedliwić się nie da (było to ściganie i zabijanie dla samego ścigania i zabijania). Jedzenie ludzkiego mięsa (a nawet zabicie niewinnego człowieka) okoliczności niekiedy nie tylko usprawiedliwiają, ale wręcz wymuszają (dla ratowania życia grupy ludzi).
Moim zdaniem, nie ma nic bardziej amoralnego od kurczowego trzymania się jakichkolwiek zasad określających co jest dobre, a co złe, w oderwaniu od okoliczności. Jest to tym bardziej amoralne, że ludzie ustalający takie zasady nie tylko sami postępują niemoralnie, ale też narzucają takie postępowanie innym, a w rezultacie tworzą społeczeństwa inkwizytorów. Ocenianie innych, a nie siebie i okoliczności, uważam za zawsze amoralne.
>Proszę pamiętaj że wyrażam tylko swój pogląd
Chyba wszyscy to robimy? Oczywiście oprócz tych, którzy wyrażają "pogląd" grupy wyznaniowej, czyli reprezentują taką lub inną społeczność inkwizytorów.
>i jeśli ktoś przedstawi mi lepsze argumenty niż te, którymi dysponuję z pewnością ulegnie zmianie mój sposób myślenia
O sprzeczności moralności Eskimosów z naszą? Nie musisz zmieniać zdania. Ja po prostu w tę sprzeczność nie wierzę, a jest to MOJA wiara, a nie Twoja i nie zamierzam Ci jej narzucać.
>(zaznaczam ponieważ chcę uniknąć zbyt zażartej polemiki). Poza tym odsyłam do literatury: "o moralności" Huma, a w pierwszej kolejności do Cycera "o prawie naturalnym".
Też zgadzam się z empiryzmem i naturalnością prawa moralnego. Przecież okoliczności to właśnie empiria, a myśl ludzka o nich jest równie jak te okoliczności naturalna. Nie będzie więc chyba "zażartej polemiki"?
Pozdrawiam
Areko (14 punktów)
>Uważam, że to co moralne, a co niemoralne zależy wyłącznie od okoliczności (a wiec i praw natury), a nie od ludzkich lub zwierzęcych zwyczajów, obyczajów i zachowań. Świętej inkwizycji żadnymi okolicznościami usprawiedliwić się nie da (było to ściganie i zabijanie dla samego ścigania i zabijania). Jedzenie ludzkiego mięsa (a nawet zabicie niewinnego człowieka) okoliczności niekiedy nie tylko usprawiedliwiają, ale wręcz wymuszają (dla ratowania życia grupy ludzi).

Nie, dla pieniędzy : "Wiedźmy i czarownice" Nigel Cawihorne. Dość
przejrzysty rys historii świętej inkwizycji.
Co do wątku praw naturalnych może i masz rację (że mamy tu do czynienia z prawami natury). Dla sprecyzowania zachowania zwierzęce są wspólne dla ludzi i zwierząt, zachowania ludzkie tylko dla ludzi. Pozdrawiam
moralny "antychryst"
>> Świętej inkwizycji żadnymi okolicznościami usprawiedliwić się nie da (było to ściganie i zabijanie dla samego ścigania i zabijania).
>Nie, dla pieniędzy...
Nigdy nie uwierzę, że ściganie i zabijanie jest finansowo opłacalne dla zleceniodawcy. Raczej sporo go kosztuje. Ściga i zabija się z czystej głupoty, czyli dla samego ścigania i zabijania. Zawsze bardziej opłaca się zaprzyjaźnić z szewcem, niż zabić go, by zabrać mu buty.
Pozdrawiam
Areko (14 punktów)
>>> Świętej inkwizycji żadnymi okolicznościami usprawiedliwić się nie da (było to ściganie i zabijanie dla samego ścigania i zabijania).
>>Nie, dla pieniędzy...
>Nigdy nie uwierzę, że ściganie i zabijanie jest finansowo opłacalne dla zleceniodawcy. Raczej sporo go kosztuje. Ściga i zabija się z czystej głupoty, czyli dla samego ścigania i zabijania. Zawsze bardziej opłaca się zaprzyjaźnić z szewcem, niż zabić go, by zabrać mu buty.
>Pozdrawiam
>
Naturalnie że jest, jeżeli przy okazji idzie zagrabienie majątku. Drogi kolego nie wiem na ile jest Ci znana historia prześladowań "czarownic", ale wiedz że te nie umierały same (rachunek ekonomiczny) palono po 20-40 osób, a później aby pokryć koszty procesów likwidowano cały majątek ofiar- klechy bardzo drogo sobie liczyły za swoje usługi oczyszczanie świata ze zła. Podobnie za czasów holokaustu ale tu w grę wchodziła jeszcze zboczona ideologia (zresztą inkwizycja też była napędzana przez zwyrodniałych fanatyków-historia lubi się powtarzać).
moralny "antychryst"
>>Nigdy nie uwierzę, że ściganie i zabijanie jest finansowo opłacalne dla zleceniodawcy. Raczej sporo go kosztuje. Ściga i zabija się z czystej głupoty, czyli dla samego ścigania i zabijania. Zawsze bardziej opłaca się zaprzyjaźnić z szewcem, niż zabić go, by zabrać mu buty.
>Naturalnie że jest, jeżeli przy okazji idzie zagrabienie majątku.
Do tego właśnie odnosiła się moja uwaga o szewcu. Tego typu zabijanie zawsze jest głupotą dla samej głupoty, a od czasów Świętej Inkwizycji KrK nic nie zmądrzał. Tyle tylko, że teraz nie zabija już fizycznie, za to zabija wszelkiego ducha (psychikę człowieka, prawo, moralność itp.). A najgorsze, że jest w tym zabijaniu samonapędzającym się automatem, który chciał nie chciał, musi dalej działać (aż mu się skończy paliwo).
14-03-2008 20:58 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata (3242 punktów)
>No właśnie. Nie wiemy. Jeśli mamy cokolwiek domniemywać na temat poglądów Eskimosów w tej sprawie, to że mają takie, jakie i my mamy. I bólu eskimoska matka pewnie nie uśmierzy, ale nie doda też do niego niczego innego. A wiesz coś na temat obowiązków Eskimosa (także tego adoptowanego) wobec matki?

   Jeśli mogę się wtrącić. Rdzenne ludy na całym świecie zawsze miały w pełni zintegrowane, holistyczne i szczegółowe systemy wymiaru sprawiedliwości. Takim ludem są też Eskimosi. Dla nich sprawiedliwość nie była osobną instytucją, ale powszechną częścią procesu socjalizacji oraz socjalnej, religijnej, gospodarczej i organizacyjnej funkcji grupy. To oznacza, że interesy jednostki często mają znaczenie drugorzędne wobec zachowania dobrobytu i harmonii grupy. Należy również wspomnieć o tym, że zgodność z normami grupy jest tu ważniejsza niż kara. Sankcje wyciągane są natychmiast i tak ukształtowane, by zachować dobrobyt grupy, nie jednostki. Sprawiedliwość taka opiera się na mechanizmach nieformalnej kontroli raczej niż na formalnych środkach. Ponadto odszkodowanie i pojednanie stanowią tu kluczowe elementy w odzyskiwaniu równowagi i sprawiedliwości. Stąd osoba, która skrzywdziła inną, zmuszona była do zaopiekowania się rodziną ofiary. Mogło to się stać jedynie na drodze, na przykład owej adopcji. Częścią takiego procesu "przywracania równowagi" były w dużej mierze pozytywne wzmocnienia, albowiem rzadko kładziono nacisk na negatywne skutki przestępstwa. Często, aby wzmóc proces uzdrowienia, odszkodowania i pojednania (czyli przywrócenie równowagi) dawano sprawcy pokrzywdzenia pochwały i podarunki. Takim "podarunkiem" mogła być rzeczona adopcja. Tylko w ten sposób można było przywrócić harmonię, uzdrowić rany, utrzymać równowagę całej społeczności...

   Pozdrawiam


Conscia mens recti famae mendacia ridet
moralny "antychryst"
>   Jeśli mogę się wtrącić. Rdzenne ludy na całym świecie...
Dzięki za to wtrącenie. Tak mi się właśnie zdawało: że adopcja, to w żadnym wypadku nie pochwała i nie lekceważenie morderstwa.
proracjonalna_kaczystka
jeśli chodzi o ewolucję wierzeń,to na początku ludzie wierzyli że mogą tylko rozumem ogarnąc otaczającą rzeczywistośc,kończyło się to kanibalizmem-bo racjonalne było ogłuszyc kompana i go zjeśc niż pójśc i czasochłonnie upolowac jakieś zwierzę.

dzisiaj tego typu ludzie mają mózgi zdolne ogarnąc umysłowo wiarę w istnienie potwórów spaghetti niż wykreowanych przez wyobraźnię,wiarę większości (ewolucyjnie znamienne)w tzw.Boga Wszechmogącego,czy też np.Allaha.

jest to,podkreślam:" ewolucyjnie znamienne
12-03-2008 17:22 
 0 na 2
Paprocki (2738 punktów)
jeśli chodzi o ewolucję wierzeń,to na początku ludzie wierzyli że mogą tylko rozumem ogarnąc otaczającą rzeczywistośc,kończyło się to kanibalizmem-bo racjonalne było ogłuszyc kompana i go zjeśc niż pójśc i czasochłonnie upolowac jakieś zwierzę.

Przykro mi to mówić, ale z lekka pieprzysz. Na jakim był poziomie ich rozum, na takim racjonalizm. Wiara to też jakaś pochodna racjonalizmu, choć przez religie ukazana jako coś zupełnie odrębnego. A skoro rozum był kiepski, to i jakaś wiara w obliczu pioruna była silna. Ale silni byli też fizycznie tamci ludzie. W dodatku bardziej zwierzęcy i pełni energii. Więc nie wiem, co gadasz o tym, że byli za bardzo leniwi, żeby upolować zwierzę. To dziś efektem ubocznym, jeśli się nie lubi sportu, jest lenistwo. A wtedy ten kanibalizm to była ostateczność w skrajnych warunkach...
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
Witam.

>A wtedy ten kanibalizm to była ostateczność w skrajnych warunkach...
Zresztą, tak jak teraz - nic się nie zmieniło.
Polecam historię z 1972 roku, kiedy samolot z drużyną młodych rugbystów (o ironio uczniów szkół katolickich), uległ katastrofie w Andach. Mimo głębokiej wiary i wewnętrznych oporów, instynkt przetrwania okazał się silniejszy. Ludzie ci zmuszeni byli do zjedzenia swoich koleżanek i kolegów poległych w katastrofie i zmarłych później. Dzięki temu dotrwali do momentu nadejścia pomocy(a koczowali tam przez dwa miesiące).
Film oparty na tych faktach był w zeszłym tygodniu w TV.
Tytuł bodajże "Tragedia w Andach".

Pozdrawiam


Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
ewolucyjnie_słuszny (4 punktów)
>Przykro mi to mówić, ale z lekka pieprzysz.

no,no cóż za kultura wypowiedzi.
moralny "antychryst"
>jeśli chodzi o ewolucję wierzeń,to na początku ludzie wierzyli
To na początku w ogóle w coś wierzyli?
> że mogą tylko rozumem ogarnąc otaczającą rzeczywistośc,
A mogli bezrozumnie niczego nie ogarnąć i uznać, że lepiej w nic co ogarniają (czyli rzeczywistość) nie uwierzyć.
>kończyło się to kanibalizmem-bo racjonalne było ogłuszyc kompana i go zjeśc niż pójśc i czasochłonnie upolowac jakieś zwierzę.
Wcale się nie dziwię. Jak taki nie zrozumiał, że kompan to nie zwierzę, to i go pożarł.
Ale kiedyś wreszcie jakieś jedno zwierzę chyba w rozum uwierzyło i dostrzegło różnicę między kompanami, a zwierzętami? Chyba zaczęło ten rozum rozwijać w umysł, czyli się czegoś uczyć i wierzyć w rozwój nauki?
Szkoda tylko, że jak wtedy, tak i dziś większość nie podziela tej wiary mniejszości i ma własne bezrozumne wierzenia w jakieś nierealne widzenia i wykreowane wszechmoce.
>dzisiaj tego typu ludzie mają mózgi zdolne ogarnąc umysłowo wiarę w istnienie potwórów spaghetti niż wykreowanych przez wyobraźnię,wiarę większości (ewolucyjnie znamienne)w tzw.Boga Wszechmogącego,czy też np.Allaha.
Jak ktoś potrafi uwierzyć we wszechmoc spaghetti, to i w dowolną inną wykreowaną wszechmoc uwierzy. Tylko we własny rozum uwierzyć nie może bo i nie ma ku temu żadnych podstaw.
>jest to,podkreślam:" ewolucyjnie znamienne
Mówisz o ewolucji nauki, czy zwątpienia w rozum człowieka?
13-03-2008 11:17 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>jeśli chodzi o ewolucję wierzeń,to na początku ludzie wierzyli że mogą tylko rozumem ogarnąc otaczającą rzeczywistośc,
Na początku ludzie a właściwie istoty człekopodobne nie mieli rozumu - byli zwierzętami, jak inne. Później, kiedy uzyskali zdolność myślenia, stworzyli sobie Boga - wytwór ludzkiej wyobraźni.

> członka swojej grupykończyło się to kanibalizmem-bo racjonalne było ogłuszyc kompana i go zjeśc niż pójśc i czasochłonnie upolowac jakieś zwierzę.
Na pewno nie było racjonalne zabijanie członka swojej grupy, a tym samym osłabianie jej w stosunku do innych grup.
Być może istniał wtedy kanibalizm, jednak w warunkach ekstremalnych - tak jak teraz, kiedy człowiek jest zwierzęciem myślącym.

>dzisiaj tego typu ludzie mają mózgi zdolne ogarnąc umysłowo wiarę w istnienie potwórów spaghetti niż wykreowanych przez wyobraźnię,wiarę większości (ewolucyjnie znamienne)w tzw.Boga Wszechmogącego,czy też np.Allaha.
Ewolucyjnie znamienne jest to, że osób wierzących w tzw. Boga Wszechmogącego ubywa, szczególnie wśród ludzi wykształconych i racjonalnie myślących.
Ta "mutacja" przybiera na sile i może, podkreślam może stać się normą. Wtedy powstanie Nowa Ludzkość.

Pozdrawiam

Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
Areko (14 punktów)
>>jeśli chodzi o ewolucję wierzeń,to na początku ludzie wierzyli że mogą tylko rozumem ogarnąc otaczającą rzeczywistośc,
>Na początku ludzie a właściwie istoty człekopodobne nie mieli rozumu - byli zwierzętami, jak inne. Później, kiedy uzyskali zdolność myślenia, stworzyli sobie Boga - wytwór ludzkiej wyobraźni.

To kiedy dokładnie stali się ludźmi i przestali być małpami?? Może rozum nie zaczyna się od powiedzmy homo erectus tylko ewoluuje razem z człowiekiem??
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
>>>jeśli chodzi o ewolucję wierzeń,to na początku ludzie wierzyli że mogą tylko rozumem ogarnąc otaczającą rzeczywistośc,
>>Na początku ludzie a właściwie istoty człekopodobne nie mieli rozumu - byli zwierzętami, jak inne. Później, kiedy uzyskali zdolność myślenia, stworzyli sobie Boga - wytwór ludzkiej wyobraźni.
Powyżej masz dwie możliwości do wyboru. Twój rozum wybierze prawdziwą dla Ciebie.

>To kiedy dokładnie stali się ludźmi i przestali być małpami??
To bardzo ciekawe pytania a moja wiedza ograniczona.

Osobiście uważam,że zmiany następowały stopniowo:
Budowa miednicy dostosowana do nowych warunków we wschodniej Afryce i uzyskanie pozycji pionowej.
Uwolnienie rąk i kciuk przeciwstawny umożliwiło tworzenie i korzystanie z narzędzi.
Rozwój kory mózgowej - ośrodka myśli.
Zmiana budowy tchawicy - powstanie mowy.

>Może rozum nie zaczyna się od powiedzmy homo erectus tylko ewoluuje razem z człowiekiem??
No właśnie, czy powiedzmy starożytni Egipcjanie byli "głupsi", niż ludzie współcześni?



Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
moralny "antychryst"
>>To kiedy dokładnie stali się ludźmi i przestali być małpami??
Człowiek przestaje być małpą gdy nabywa rozumu.
>No właśnie, czy powiedzmy starożytni Egipcjanie byli "głupsi", niż ludzie współcześni?
Ani o włos głupsi nie byli. Żyli tylko w innych warunkach (innym punkcie czasoprzestrzeni), więc inną od nas mieli wiedzę.
Paprocki (2738 punktów)
To kiedy dokładnie stali się ludźmi i przestali być małpami?? Może rozum nie zaczyna się od powiedzmy homo erectus tylko ewoluuje razem z człowiekiem??

Znowu o małpach i ludziach... nie jesteśmy małpami, tylko ludźmi, bo tak się umownie nazywamy i umownie nazwaliśmy wszystkie gatunki. Oczywiste jest tylko to, że jesteśmy ze sobą spokrewnieni. Ewolucja polegała i polega na tym, że z "małpowatość" zanika, albo przeradza się w człowieczeństwo pod względem inteligencji. Sam rozum ewoluował z przyczyn dla nas korzystnych.
moralny "antychryst"
>.. nie jesteśmy małpami, tylko ludźmi, bo tak się umownie nazywamy i umownie nazwaliśmy wszystkie gatunki.
Nikt się tak z nikim nie umawiał. Człowieka od małpy odróżnia jedynie ludzki rozum. Bez tego rozumu, całkiem niezależnie od wiedzy, nadal jesteśmy małpami.
> Oczywiste jest tylko to, że jesteśmy ze sobą spokrewnieni.
Tak, bardzo często rozumny człowiek spokrewniony jest z jakimś pozbawionym rozumu, a wiec z małpą.
> Sam rozum ewoluował z przyczyn dla nas korzystnych.
Sam rozum nie ewoluował, bo rozum to ten "drobiażdżek", który rozumie wszelką ewolucję.
Areko (14 punktów)
> To kiedy dokładnie stali się ludźmi i przestali być małpami?? Może rozum nie zaczyna się od powiedzmy homo erectus tylko ewoluuje razem z człowiekiem?? Znowu o małpach i ludziach... nie jesteśmy małpami, tylko ludźmi, bo tak się umownie nazywamy i umownie nazwaliśmy wszystkie gatunki. Oczywiste jest tylko to, że jesteśmy ze sobą spokrewnieni. Ewolucja polegała i polega na tym, że z "małpowatość" zanika, albo przeradza się w człowieczeństwo pod względem inteligencji. Sam rozum ewoluował z przyczyn dla nas korzystnych.

Tak tylko zrozum że nie chodzi tu o nazewnictwo tylko o sam fakt ewolucji rozumu. Zauważ że przez ironie wyśmiewam kwestie nazewnictwa i umieszczam człowieka tam gdzie jego miejsce, czyli w świecie fauny.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> kiedy dokładnie stali się ludźmi i przestali być małpami?

Wciąż jesteśmy małpami. Ciekawsze jest pytanie:

Kiedy staliśmy się ludźmi?

Aby odpowiedzieć na tak postawione pyrtanie, trzeba najpierw zrozumieć teorię symbiogenezy Margulis - to jak dotychczas najtrudniejsza teoria naukowa. Wyjaśnia ona jako pierwsza powstawanie nowych gatunków. Niestety nawet wśród biologów niewiele osób ją rozumie.

doku
moralny "antychryst"
>> kiedy dokładnie stali się ludźmi i przestali być małpami?
>Wciąż jesteśmy małpami. Ciekawsze jest pytanie:
>Kiedy staliśmy się ludźmi?
>Aby odpowiedzieć na tak postawione pyrtanie, trzeba najpierw zrozumieć ... Niestety nawet wśród biologów niewiele osób ją rozumie.
Bo ludźmi stajemy się wtedy, gdy uzyskamy rozum, a nie dyplom biologa. Z dyplomem można równie dobrze być człowiekiem, jak pozostać tylko małpą (i papugą).
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Ewolucyjnie znamienne jest to, że osób wierzących w tzw. Boga Wszechmogącego ubywa, szczególnie wśród ludzi wykształconych i racjonalnie myślących.
>Ta "mutacja" przybiera na sile i może, podkreślam może stać się normą. Wtedy powstanie Nowa Ludzkość

Muszę poprawić

Powinno być:
Ewolucyjnie znamienne jest to, że przybywa ludzi, którzy odrzucili wiarę w tzw. Boga Wszechmogącego. Rozum bierze górę.
Ta "mutacja" przybiera na sile i może, podkreślam może stać się normą. Wtedy postanie Nowa Ludzkość.

Przepraszam za zamieszanie.

Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
proracjonalna_kaczystka
>Ewolucyjnie znamienne jest to, że przybywa ludzi, którzy >odrzucili wiarę w tzw. Boga Wszechmogącego. Rozum bierze górę.

taka jest moda,trend.obnoszenie się z dziwacznie skonstruowanymi postawami dowartościowującymi racjonalizmu i ateizmu.
ta faza mija dosyc szybko.

>Wtedy postanie Nowa Ludzkość.

retoryka "pewnych facetów z wąsami"
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>taka jest moda,trend.obnoszenie się z dziwacznie skonstruowanymi postawami dowartościowującymi racjonalizmu i ateizmu.
Uważam, że są to indywidualnie podejmowane decyzje , wynikające z racjonalnego myślenia. Nie jest to łatwa decyzja - sam musiałem taką podjąć. Należało ją podjąć - nie można zjeść ciasteczka i mieć ciasteczko. Trzeba być uczciwym wobec siebie i innych. Wygodniej byłoby wierzyć, ale prowadziłoby to do schizofrenii.

>ta faza mija dosyc szybko.
Przepraszam, na jakiej podstawie tak piszesz?

>>Wtedy postanie Nowa Ludzkość.
>retoryka "pewnych facetów z wąsami"
Dziwne skojarzenia, ale odrobina złośliwości nie zaszkodzi.
Miałem na myśli ludzkość wyzwoloną z okowów wiary, gdzie nie byłoby konfliktów na tym tle. Ludzie będą wówczas BRAĆMI W ROZUMIE . Czy to coś złego?
To proces ewolucyjny, po prostu kolejne pokolenia będą coraz bardziej odchodziły od mitów i metafizyki na rzecz tego, co nas łączy - rozumu.

Pozdrawiam serdecznie


Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
proracjonalna_kaczystka
>Trzeba być uczciwym wobec siebie i innych

Dlatego proszę uczciwie napisac,czy racjonaliści stworzyli jakąkolwiek cywilizację,kulturę?

>Miałem na myśli ludzkość wyzwoloną z okowów wiary

ależ była taka! i nie wyszło,trwała około 90 lat za wschodnią granicą.
bez złośliwości piszę.

>Ludzie będą wówczas BRAĆMI W ROZUMIE
jakbym czytała chrześcijańskie kazania z zamiennym czynnikiem:WIARA/ROZUM (niepotrzebne skreśl)

>To proces ewolucyjny, po prostu kolejne pokolenia będą coraz >bardziej odchodziły od mitów i metafizyki na rzecz tego, co nas >łączy - rozumu.

Próbujesz byc prorokiem Rozumu?
doceniam to
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
>>Trzeba być uczciwym wobec siebie i innych
>Dlatego proszę uczciwie napisac,czy racjonaliści stworzyli jakąkolwiek cywilizację,kulturę?
Niestety były to jednostki, które nie miały na to szans. W związku z tym nic takiego nie nastąpiło. Nawet te jednostki były prześladowane za swoją odmienność. Greccy filozofowie są tu dobrym przykładem. Nie wspomnę o Galileuszu. Uważam, że nauka byłaby daleko do przodu, gdyby nie te straszne czasy.
Czy ta odpowiedź Cię zadawala?

>>Miałem na myśli ludzkość wyzwoloną z okowów wiary
>ależ była taka! i nie wyszło,trwała około 90 lat za wschodnią granicą.
>bez złośliwości piszę.
Ale ten naród wierzył przecież w Boga, tak jak u nas za komuny. Nawet partyjni chodzili do kościoła i chrzcili ukradkiem dzieci. Było to powszechne.
Dlatego nie mogę zgodzić się z Tobą, że za wschodnią granicą była ludzkość wyzwolona z okowów wiary. Naród był nadal chrześcijański.
Ja mam na myśli naturalny proces odchodzenia od religii i tego nie można zadekretować. Ten proces będzie postępował od dołu i dlatego jest nieuchronny. Tak po prostu będzie. Dziwię się niektórym, że nie potrafią zauważyć oczywistych rzeczy. Dla mnie kierunek jest aż nadto widoczny i nie będzie od niego odwrotu.

>>Ludzie będą wówczas BRAĆMI W ROZUMIE
>jakbym czytała chrześcijańskie kazania z zamiennym czynnikiem:WIARA/ROZUM (niepotrzebne skreśl)
Tak, bo mamy pewną misję do spełnienia tu, na planecie Ziemia.
Dobrze, że żyjemy w czasach, w których nie musimy ukrywać się ze swoimi poglądami. Może być jednak trudniej, dużo trudniej i trzeba sobie zdawać z tego sprawę. Przyjdzie czas próby...

>>To proces ewolucyjny, po prostu kolejne pokolenia będą coraz >bardziej odchodziły od mitów i metafizyki na rzecz tego, co nas >łączy - rozumu.
>Próbujesz byc prorokiem Rozumu?
>doceniam to
TAK.
DZIĘKUJĘ.

Pozdrawiam wiosennie.

P.S: Kolorowych snów.


Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
Areko (14 punktów)
>>>Trzeba być uczciwym wobec siebie i innych
>>Dlatego proszę uczciwie napisac,czy racjonaliści stworzyli jakąkolwiek cywilizację,kulturę?
>Niestety były to jednostki, które nie miały na to szans. W związku z tym nic takiego nie nastąpiło. Nawet te jednostki były prześladowane za swoją odmienność. Greccy filozofowie są tu dobrym przykładem. Nie wspomnę o Galileuszu. Uważam, że nauka byłaby daleko do przodu, gdyby nie te straszne czasy.
>Czy ta odpowiedź Cię zadawala?
>>>Miałem na myśli ludzkość wyzwoloną z okowów wiary
>>ależ była taka! i nie wyszło,trwała około 90 lat za wschodnią granicą.
>>bez złośliwości piszę.
>Ale ten naród wierzył przecież w Boga, tak jak u nas za komuny. Nawet partyjni chodzili do kościoła i chrzcili ukradkiem dzieci. Było to powszechne.
>Dlatego nie mogę zgodzić się z Tobą, że za wschodnią granicą była ludzkość wyzwolona z okowów wiary. Naród był nadal chrześcijański.
>Ja mam na myśli naturalny proces odchodzenia od religii i tego nie można zadekretować. Ten proces będzie postępował od dołu i dlatego jest nieuchronny. Tak po prostu będzie. Dziwię się niektórym, że nie potrafią zauważyć oczywistych rzeczy. Dla mnie kierunek jest aż nadto widoczny i nie będzie od niego odwrotu.

Jeżeli mogę coś dodać to uważam że mamy tu do czynienia raczej z skutkami postępującej myśli racjonalistycznej i próbami jej wykorzystania dla uzyskania władzy (nie tylko religia może do tego służyć). Nie zapominajmy że KK również rozpoczął ewolucje i stara się w większej mierze niż dotychczas otworzyć się na świat i potrzeby wiernych, więc myślę że myśl racjonalistyczna nie wyprze ta szybko religii. Już od bardzo wielu pokoleń można zaobserwować spór wiara vs nauka i jak do tej pory nie ma zwycięstwa żadnej z stron.
moralny "antychryst"
>>Miałem na myśli ludzkość wyzwoloną z okowów wiary
>ależ była taka! i nie wyszło,trwała około 90 lat za wschodnią granicą.
>bez złośliwości piszę.
Jesteś pewna, że "ludzkość", o której wspominasz nie wierzyła w Marksa i Lenina dokładnie tak, jak inni wierzą w Chrystusa i Papieża?
moralny "antychryst"
>Na początku ludzie a właściwie istoty człekopodobne nie mieli rozumu - byli zwierzętami, jak inne. Później, kiedy uzyskali zdolność myślenia, stworzyli sobie Boga - wytwór ludzkiej wyobraźni.
Ech, to nie całkiem było tak. Gdy w procesie ewolucji pojawił się ludzki rozum, jego posiadacze uwierzyli w ten rozum. Ci, którzy go nie posiedli (kanibale) uwierzyli w cudzy i dzięki temu przestali się zeżerać. Rozumni stali się ich Bogami. Rozumni wymierali i nowi się rodzili, ale przychodziły też na Świat nowe pokolenia wyznawców cudzych, wymarłych rozumów. W ten sposób bezrozumni zeżeracze ciał ludzkich ewoluowali w zeżeraczy wymarłych rozumów, a "Bogowie" w dzisiejszych ludzi rozumnych. Dzisiejsi ludzie rozumni i zeżeracze, to wynik normalnego procesu rozwoju ludzkiego rozumu i myśli ludzkiej. Jedni w procesie tym uczestniczą, a inni nadal wierzą w rozum z epoki kamienia łupanego lub współczesny, ale nie ich własny. Wyznawcy cudzych rozumów bardzo zabiegają o to, aby własną bezrozumną wiarę narzucić ludziom rozumnym.
>Ewolucyjnie znamienne jest to, że osób wierzących w tzw. Boga Wszechmogącego ubywa, szczególnie wśród ludzi wykształconych i racjonalnie myślących.
W Boga Wszechmogącego, to może nie, bo każdy inaczej rozumie to pojęcie. Ubywa ludzi wierzących w cokolwiek, co hamuje rozwój myśli ludzkiej.
>... a prawo moralne we mnie...
Zeżeracze chcieliby, żeby to prawo nigdy ani w nich, ani w nas nie zagościło, bo moralniejsze wydaje im się pozostawienie go w czasach biblijnych, czyli na papierze.
proracjonalna_kaczystka
>Na początku ludzie a właściwie istoty człekopodobne nie mieli >rozumu - byli zwierzętami, jak inne. Później, kiedy uzyskali >zdolność myślenia, stworzyli sobie Boga - wytwór ludzkiej >wyobraźni.

Zgadzam się,wiara w Boga to typowo ludzkie,niewiara w niego to domena zwierząt i roślin oraz rzeczy tzw.martwych.
nie licząc pewnego marginesu ludzkości.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Zgadzam się,wiara w Boga to typowo ludzkie,niewiara w niego to domena zwierząt i roślin oraz rzeczy tzw.martwych.
Tak, jak wiara dzieci w św.Mikołaja, który przynosi prezenty.
To piękne - szkoda, że tylko złudzenie i kolejny wytwór ludzkiej wyobraźni. A wyobraźnia potrafi funkcjonować znakomicie u niektórych.
Dzieci z czasem wyrastają z tej wiary, dorosłym trudniej - mają chyba zbyt skostniałe umysły.
Też lubię film o Piotrusiu Panu z Robinem Williamsem. Ten magiczny świat...

>nie licząc pewnego marginesu ludzkości.
Ten margines robi się jednak coraz szerszy...
aż kiedyś ktoś napisze,że "niewiara w Boga to typowo ludzkie".
Właśnie w to głęboko wierzę.

Pozdrawiam z Koszalina


Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
proracjonalna_kaczystka
>Tak, jak wiara dzieci w św.Mikołaja, który przynosi prezenty.
>To piękne - szkoda, że tylko złudzenie i kolejny wytwór ludzkiej >wyobraźni.

Bo człowiek posiada wyobraźnie,został w nią ewolucyjnie wyposażony. Tworząc w umyśle twory nadprzyrodzone przyczynił się do ekspansji ludzkości na globie Ziemskim.istniały i istnieją cywilizacje o czysto teistycznym rodowodzie.
na tej glebie urósł racjonalizm,nią się żywi,ta gleba rozłoży go na czynniki pierwsze.
jak w przyrodzie.

A wyobraźnia potrafi funkcjonować znakomicie u niektórych.
13-03-2008 22:06 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Bo człowiek posiada wyobraźnie,został w nią ewolucyjnie wyposażony. Tworząc w umyśle twory nadprzyrodzone ...
A zatem zgadzasz się z definicją boga autorstwa Kurta Vonneguta "bóg to wytwór ludzkiej wyobraźni".
Skoro jest wytworem ludzkiej wyobraźni, jak Piotruś Pan, to skutki są łatwe do przewidzenia.

>przyczynił się do ekspansji ludzkości na globie Ziemskim.
Przyczynił się do ekspansji nie przez te twory lecz przez rozmnażanie się, rozwijanie narzędzi, rolnictwa i ciekawość charakterystyczną dla wszystkich ssaków.

>istniały i istnieją cywilizacje o czysto teistycznym rodowodzie.
Zgoda,ale to o niczym nie świadczy. Po prostu był taki okres w dziejach ludzkości. Tak nie musi być wiecznie. Panta rhei.

>na tej glebie urósł racjonalizm,nią się żywi,
To bardzo dobrze.

>ta gleba rozłoży go na czynniki pierwsze.
>jak w przyrodzie.
Zajmuję się ogrodem i rabatą kwiatową wokół domu, lubię grzebać się w ziemi. Ja wierzę w inny scenariusz. Uważam,że ta gleba jest nadzwyczaj urodzajna i wyrosną na niej piękne kolorowe kwiaty, które przetrwają eony
Nie sądzisz?

>A wyobraźnia potrafi funkcjonować znakomicie u niektórych.
Jesteśmy chyba dobry przykładem.

Dobranoc


Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
moralny "antychryst"
>na tej glebie urósł racjonalizm,nią się żywi,ta gleba rozłoży go na czynniki pierwsze.
I wreszcie, zamiast racjonalnie się rozwijać, cywilizacje będą wreszcie mogły w spokoju się niszczyć? Ciekawą masz wiarę i ciekawego Boga!
proracjonalna_kaczystka
>aż kiedyś ktoś napisze,że "niewiara w Boga to typowo ludzkie".

wtedy np. zwierzęta staną się wierzące bo póki co można mówic,"niewiara,jakie to zwierzęce/roślinne/"
13-03-2008 21:11 
 Ocena-1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
>>aż kiedyś ktoś napisze,że "niewiara w Boga to typowo ludzkie".
>wtedy np. zwierzęta staną się wierzące bo póki co można mówic,"niewiara,jakie to zwierzęce/roślinne/"
Przepraszam, czy rozmawiamy poważnie?
Bo wygląda na to, że masz specyficzne poczucie humoru.
Proszę o merytoryczne wypowiedzi, bo rozmowa straci sens.

Pozdrawiam


Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
moralny "antychryst"
>>>aż kiedyś ktoś napisze,że "niewiara w Boga to typowo ludzkie".
>>wtedy np. zwierzęta staną się wierzące bo póki co można mówic,"niewiara,jakie to zwierzęce/roślinne/"
>Przepraszam, czy rozmawiamy poważnie?
Ona mówi poważnie. Tyle tylko, że utożsamia wiarę jako taką, z wiarą w jej Boga, a nie wiadomo, w co takiego wierzy. Wiadomo tylko, z nie wierzy w sens racjonalności i racjonalizmu.
ewolucyjnie_słuszny (4 punktów)
>>aż kiedyś ktoś napisze,że "niewiara w Boga to typowo ludzkie".
>wtedy np. zwierzęta staną się wierzące bo póki co można mówic,"niewiara,jakie to zwierzęce/roślinne/"

Kobieto! czy koniecznie musisz dowodzić że twoje zwoje mózgowe są niezbyt pomiętolone przez ewolucje?

w Monthe Pythonie uruchomiliby taki hak hak co by cię niechybnie ściągnął ze sceny tego forum.
moralny "antychryst"
>Kobieto! ....itd
Czy mi się zdawało, czy przed chwilą było coś na temat kultury wypowiedzi?
moralny "antychryst"
>aż kiedyś ktoś napisze,że "niewiara w Boga to typowo ludzkie".
>Właśnie w to głęboko wierzę.
Wierzę wprawdzie w to co i Ty wierzysz, ale...Nie w ten napis. Jesteś pewien, że nasze rozumy nie będą wtedy nam Bogiem?
Pozdrawiam
moralny "antychryst"
>Zgadzam się,wiara w Boga to typowo ludzkie,niewiara w niego to domena zwierząt i roślin oraz rzeczy tzw.martwych.
>nie licząc pewnego marginesu ludzkości.
Zgadzam się. Wiara zarówno w fałsz jak prawdę to typowo ludzkie. Mądry wierzy w prawdę. Głupi we wszystko uwierzy. I wszystko może być mu bogiem. Najlepiej własna głupota.
ewolucyjnie_słuszny (4 punktów)
> Najlepiej własna głupota.

a jeszcze lepiej Rozum.
moralny "antychryst"
>> Najlepiej własna głupota.
>a jeszcze lepiej Rozum.
A skąd by głupi miał wziąć Rozum? Chyba musiałby go sobie pożyczyć? Zresztą przeważnie tak robi. Pożycza od jeszcze głupszego. To pożyczanie najlepiej charakteryzuje głupiego.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> Czy więc możemy mówić o ewolucji religii

Nie możemy z prostego powodu - ewoluować mogą tylko organizmy żywe wyposażone w trwałe nośniki genów. Kiedyś Dawkins sformułował hipotezę memów, jako nośników ewolucji religii, ale chyba już się z tego wycofał.

Dawkins chyba nie zauważył, że prosty esperyment myślowy obala hipotezę memów. Wystarczy że kobiety dostrzegą w jakiejś religii korzyść dla zdrowia swoich dzieci, a odrzucą wyznawców innych religii i urodzą dzieci tylko ojcom religii wybranej. Memy przekonają się wówczas, że nie są genami w podstawowym sensie kodowania cech fenotypowych.

doku
13-03-2008 20:02 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>Dawkins chyba nie zauważył, że prosty esperyment myślowy obala hipotezę memów. Wystarczy że kobiety dostrzegą w jakiejś religii korzyść dla zdrowia swoich dzieci, a odrzucą wyznawców innych religii i urodzą dzieci tylko ojcom religii wybranej. Memy przekonają się wówczas, że nie są genami w podstawowym sensie kodowania cech fenotypowych.

   Memy "wiedzą" i bez tego, że nie są genami w żadnym sensie.

   Z tego co napisałeś wynika, że o memetyce masz bardzo blade pojęcie. Czy naprawdę musisz pisać na każdy temat? Czy nie lepiej skupić się na rzeczach na których się znasz? Bo chyba są i takie?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
proracjonalna_kaczystka

>Z tego co napisałeś wynika, że o memetyce masz bardzo blade >pojęcie.

dokładnie.
seria artykułów na naszym portalu o tym mówi,np. artykuł Pana Fiuta www.racjon(*)zoficzne.konsekwencje.memetyki
moralny "antychryst"
> Czy naprawdę musisz pisać na każdy temat? Czy nie lepiej skupić się na rzeczach na których się znasz? Bo chyba są i takie?
Wstydu chyba nie masz? On zna się przecież na wszystkim i na tym właśnie się skupia. Nie obrażaj użytkownika.
14-03-2008 09:43 
 Ocena 2 na 2
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>   Memy "wiedzą" i bez tego, że nie są genami w żadnym sensie.
>   Z tego co napisałeś wynika, że o memetyce masz bardzo blade pojęcie.

Dość blade. Znam dobrze "Samolubny gen" i czytałem kilka artykułów, np. w Świecie Nauki. Cieszę się, że hipoteza memów nie rozwija się w kierunku jakiegoś modelu ewolucji alternatywnego dla genów.

>Czy naprawdę musisz pisać na każdy temat?

Chyba dajesz zły przykład. Przecież zarzucasz mi oczywistę nieprawdę. Niedawno ktoś zarzucił mi głupio, że słabo znam Biblię, a ja mu na to odpowiedziałem, że dlatego właśnie nie włączam się do dyskusji na temat treści biblijnych i ich interpretacji

>Czy nie lepiej skupić się na rzeczach na których się znasz? Bo chyba są i takie?

Czy twoja rola to prowokowanie pyskówek, zamiast kulturalnych dyskusji? Doskonale wiesz, na czym się znam i o czym najczęściej piszę, więc po co ten obłudny styl, niegodny moderatora? Powinieneś wiedzieć, że forma pytająca nie zmienia obraźliwych treści ani intencji. Jeżeli czujesz potrzebę bycia złośliwym, powinieneś zalogować się pod innym nickiem, bo podpisując się jako moderator przyjmujesz określoną rolę, do której nie pasują puste złośliwości.

Po co zadałeś trzy ostatnie pytania? Czy nie wystarczyło zakończyć postu słowami "blade pojęcie"?

doku
15-03-2008 09:28 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>Po co zadałeś trzy ostatnie pytania? Czy nie wystarczyło zakończyć postu słowami "blade pojęcie"?

   Nieco mnie poniosło. Przyznaję. Przyjmij przeprosiny. W przyszłości będę starał się być merytoryczny aż do bólu.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>W przyszłości będę starał się być merytoryczny aż do bólu.

To tylko na początku może troszkę boleć, tak jak z początku bolą mięśnie, gdy się zaczyna coś trenować, jednak bardzo szybko przekonujemy się, że odczucia płynące z pracujących i zmęczonych mięśni są bardzo przyjemne.

Podobnie odczuwam przyjemność z bycia merytorycznym - najprzyjemniejsze jest namacalne odczucie życia, zdrowia, sprawności i mocy, do których zdolny jest organizm.

Pozdrawiam


doku
moralny "antychryst"
>Podobnie odczuwam przyjemność z bycia merytorycznym - najprzyjemniejsze jest namacalne odczucie życia, zdrowia, sprawności i mocy, do których zdolny jest organizm.
JEZU! A do myślenia? A do rozmowy?
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>>Podobnie odczuwam przyjemność z bycia merytorycznym - najprzyjemniejsze jest namacalne odczucie życia, zdrowia, sprawności i mocy, do których zdolny jest organizm.
>JEZU! A do myślenia? A do rozmowy?

Mózg jest częścią organizmu służącą do myślenia, wyjaśniałem właśnie, ile przyjemności daje myślenie przy użyciu sprawnie działającego mózgu.

Czy wiesz, że wg norm forum ateistycznego użyłeś bardzo brzydkiego przekleństwa?


doku
moralny "antychryst"
>>>Podobnie odczuwam przyjemność z bycia merytorycznym - najprzyjemniejsze jest namacalne odczucie życia, zdrowia, sprawności i mocy, do których zdolny jest organizm.
>>JEZU! A do myślenia? A do rozmowy?
>Mózg jest częścią organizmu służącą do myślenia, wyjaśniałem właśnie, ile przyjemności daje myślenie przy użyciu sprawnie działającego mózgu.
A może jeszcze wyjaśnisz, po co człowiek myśli i jak często mu się to zdarza? Wyjaśnij też, jak to odczucia (choćby mocy organizmu) nie mają ani związku z myśleniem, ani żadnego na nie wpływu.
>Czy wiesz, że wg norm forum ateistycznego użyłeś bardzo brzydkiego przekleństwa?
Znam brzydsze. Gdyby to było brzydkie, to równie brzydkie byłoby "Bóg", "syn", "trójca", a nawet "pismo", "nauczyciel" i "Dekalog". Chyba w ogóle nieustannie rzucalibyśmy mięsem.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> równie brzydkie byłoby "Bóg", "syn", "trójca", a nawet "pismo", "nauczyciel" i "Dekalog".

Nieprawda. Przekleństwa w rodzaju: "Jezu!", "Boże!", "Jezusmaria!", "Chrystepanie!"... różnią się od wyrazów, które wymieniłeś. O tej różnicy świadczy np. wykrzyknik.

doku
moralny "antychryst"
>> równie brzydkie byłoby "Bóg", "syn", "trójca", a nawet "pismo", "nauczyciel" i "Dekalog".
>Nieprawda. Przekleństwa w rodzaju: "Jezu!", "Boże!", "Jezusmaria!", "Chrystepanie!"... różnią się od wyrazów, które wymieniłeś. O tej różnicy świadczy np. wykrzyknik.

O krucafiks, aleś puścił wiąchę. Doku! Przestań, bo na razie tylko płaczę ze śmiechu. Za chwilę przyjdzie mi chyba umrzeć, lub jak małpie zdechnąć.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> Doku! Przestań, bo na razie tylko płaczę ze śmiechu.

OK, już przestaję. Na pożegnanie pozdrawiam Cię więc świąteczno-ateistycznym idiomem...

Wesołego Alleluja i Jajka!

doku
moralny "antychryst"
>> Doku! Przestań, bo na razie tylko płaczę ze śmiechu.
>OK, już przestaję. Na pożegnanie pozdrawiam Cię więc świąteczno-ateistycznym idiomem...
>Wesołego Alleluja i Jajka!
Wzajemnie. I życzę ewolucji wyznań w jedynie słusznym kierunku (ku rozwojowi nauki, a nie ateistycznych doktryn).
moralny "antychryst"
>> Czy więc możemy mówić o ewolucji religii
>Nie możemy z prostego powodu - ewoluować mogą tylko organizmy żywe wyposażone w trwałe nośniki genów.
Czy Ty doku rozumiesz słowo "ewolucja"? Wiesz, że oprócz niej i materii nic nie istnieje, nie istniało i raczej nie zaistnieje?
14-03-2008 10:49 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Czy Ty doku rozumiesz słowo "ewolucja"? Wiesz, że oprócz niej i materii nic nie istnieje, nie
>istniało i raczej nie zaistnieje?

To akurat rozumiem dobrze, to pojęcie funkcjonuje jako dobrze zdefiniowane w biologii od czasu Darwina i oznacza ciąg zmian o specyficznie określonym ukierunkowaniu poprzez sprzężenie zwrotne pomiędzy genami a cechami fenotypowymi kodowanymi przez geny. Ewolucję można symulować w komputerze, geny nie muszą być materialne żeby zjawisko ewolucji wystąpiło. Nie ma tu miejsca na pełną definicję ewolucji, ale podam kilka koniecznych założeń istnienia ewolucji.

1. Nowe pokolenia są potomkami tylko niektórych osobników poprzedniego pokolenia
2. Geny są dziedziczone w postaci niemal niezmiennych nośników informacji (wpływ mutacji można pominąć)
3. Liczba genów i różnorodność ich alleli zapewnia unikalność każdej nowej ich kombinacji (w tym miejscu można uwzględnić wpływ mutacji, ale nie jest to konieczne)
4. Wartości atrybutów fenotypu kodowanego przez geny korelują z prawdopodobieństwem wydania potomstwa przez te geny
5. Czynniki środowiskowe, korelujące z prawdopodobieństwem wydania potomstwa, nie mogą jednocześnie mieć następujących cech:
a) być niezależne od fenotypu
b) bardzo znacznie przeważać nad fenotypem pod względem siły tej korelacji

Nawet jeśli o czym istotnym zapomniałem w pośpiechu, to i tak obraz jest dość jasny - ewolucja charakteryzuje się dość specyficzną statystyką matematyczną. Gdy fizycy mówią np. "ewolucja gwiazdy" to są świadomi faktu, że używaja słowa "ewolucja" w zupełnie innym, socjologicznym znaczeniu - jako metaforyczny synonim słowa "historia" i antonim takich słów jak "wybuch", czy "rewolucja".

To drugie, socjologiczne znaczenie słowa "ewolucja" można zdefiniować dość ściśle jako: "historię ekstrapolowaną w przyszłość", podczas gdy "rewolucję" jako: "koniec starej historii i początek nowej historii, zupełnie innej"

Są to zupełnie różne pojęcia i warto jest mieć tego świadomość, kiedy się stwierdza, że nie istnieje nic oprócz materii i ewolucji... skądinąd słusznie, bo rewolucja od ewolucji na poziomie mikroskpowym niczym się nie różni. W takim stwierdzeniu nie ma jednak nic na temat życia i jego genów.

doku
moralny "antychryst"
>>Czy Ty doku rozumiesz słowo "ewolucja"? Wiesz, że oprócz niej i materii nic nie istnieje, nie
>>istniało i raczej nie zaistnieje?
>To akurat rozumiem dobrze, to pojęcie funkcjonuje jako dobrze zdefiniowane w biologii od czasu Darwina
Gdybyś rozumiał, nie pisałbyś o Darwinie, bo wiedziałbyś, że np. kamień i jego ewolucja niewiele z Darwinem mają wspólnego. Ponadto odnosząc się do Twoich uwag w poprzednim poście, chcę Cię poinformować, że mem tym mniej więcej różni się od genu, czym różni się umysł od mózgu, a software od hardware.
>2. Geny są dziedziczone w postaci niemal niezmiennych nośników informacji
I to jest prawda, ale są to informacje "sprzętowe" o "sprzęcie".
> Gdy fizycy mówią np.
A gdy LUDZIE mówią? Ewolucja to wszelki ruch i wszelkie zmiany (również wybuchy wulkanów, czyli lokalne rewolucje).
>Są to zupełnie różne pojęcia i warto jest mieć tego świadomość, kiedy się stwierdza, że nie istnieje nic oprócz materii i ewolucji... skądinąd słusznie,
Tak, bo pojecie ewolucji biologicznej dotyczy tylko biologii, ewolucji człowieka - człowieka, a kamienia - kamienia. A ewolucja Wszechświata, to ewolucja tego wszystkiego.

>W takim stwierdzeniu nie ma jednak nic na temat życia i jego genów.
A musi być? Rozmawiamy o ewolucji wyznań i wiary czyli nauki i religii. Oraz całokształcie (Wszechświecie i Bogu). Co do tego mają geny?
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Gdybyś rozumiał, nie pisałbyś o Darwinie, bo wiedziałbyś, że np. kamień i jego ewolucja
>niewiele z Darwinem mają wspólnego.

To właśnie Ci wytłumaczyłem przed chwilą, że to jest to drugie, socjologiczne znaczenie słowa "ewolucja".

>Ewolucja to wszelki ruch i wszelkie zmiany (również wybuchy
>wulkanów, czyli lokalne rewolucje).

"Ewolucja" (w socjologicznym znaczeniu) i "rewolucja" to klasyczne antonimy, musisz to wiedzieć, więc nie udawaj.

>Tak, bo pojecie ewolucji biologicznej dotyczy tylko biologii, ewolucji człowieka - człowieka

Człowiek jest zwierzęciem i podlega prawom ewolucji biologicznej. To jest pierwsze znaczenie słowa "ewolucja"..

> kamienia. A ewolucja Wszechświata, to ewolucja tego wszystkiego.

A to jest właśnie drugie, socjologiczne znaczenie, które ma niewiele wspólnego z Darwinem.

> Rozmawiamy o ewolucji wyznań i wiary czyli nauki i religii. Oraz całokształcie
>(Wszechświecie i Bogu).

Masz na myśli drugie znaczenie - socjologiczne?

>Co do tego mają geny?

Geny są narzędziami ewolucji w pierwszym znaczeniu, biologicznym. Człowiek jako zwierzę podlega prawom ewolucji biologicznej, a wraz z nim ewoluują jego wyznania, religie i poglądy - w znaczeniu pierwszym, biologicznym.

Chcąc z sensem dyskutować o ewolucji w kontekście poglądów człowieka, trzeba rozumieć obydwa znaczenia słowa "ewolucja". Bez tego rozumienia w główce wszystko się miesza.

doku
Areko (14 punktów)

Panowie! (i Panie)
Czy ta dyskusja nie może krążyć wokół wątków związanych z tematem a nie przeradzać się w uszczypliwy konflikt rzeczowy.
Ustalmy:
- Ewolucja dotyczy organizmów żywych w znaczeniu biologicznym oraz w znaczeniu socjologicznym religii.
Pytania:
- Jaki charakter przyjmują i przyjmowały zmiany na przestrzeni wieków
- W jakim kierunku owe zmiany podążają
- jaki wpływ ma religia obecnie na społeczeństwo
moralny "antychryst"
>- Ewolucja dotyczy organizmów żywych w znaczeniu biologicznym oraz w znaczeniu socjologicznym religii.
Ewolucja dotyczy organizmów żywych i wszystkiego innego przede wszystkim w znaczeniu fizycznym. Najpierw musimy ustalić, czy mówimy o ewolucji mojej wiary i moich wyznań, czy twoich. Zanim tego nie ustalimy, cała rozmowa może być tylko jednym wielkim "przytykiem" (czy ty wierzysz w nieistniejące,a nie wierzysz w istniejące, czy ja w takie bzdury wierzę/nie wierzę).
Pisząc "ja" i "ty", mam na myśli każdego rozmówcę.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> Jaki charakter przyjmują i przyjmowały zmiany na przestrzeni wieków

jest to ewolucja w sensie socjologicznym

>- W jakim kierunku owe zmiany podążają

Globalizacja i informatyzacja

>- jaki wpływ ma religia obecnie na społeczeństwo

demoralizuje i ogłupia

doku
moralny "antychryst"
>>Gdybyś rozumiał, nie pisałbyś o Darwinie, bo wiedziałbyś, że np. kamień i jego ewolucja
>>niewiele z Darwinem mają wspólnego.
>To właśnie Ci wytłumaczyłem przed chwilą, że to jest to drugie, socjologiczne znaczenie słowa "ewolucja".
To Ci właśnie tłumaczę, że jest to pojęcie fizyczne. Pojęcie biologiczne, a tym bardziej socjologiczne, jest pochodną fizycznego i obydwa w fizycznym są zawarte.
>"Ewolucja" (w socjologicznym znaczeniu) i "rewolucja" to klasyczne antonimy, musisz to wiedzieć, więc nie udawaj.
To Ty udajesz, że nie wiesz, że religie (w przeciwieństwie do nauki)rodzą się rewolucyjnie, a zanikają w procesie ewolucji.
>>Tak, bo pojecie ewolucji biologicznej dotyczy tylko biologii, ewolucji człowieka - człowieka
>Człowiek jest zwierzęciem i podlega prawom ewolucji biologicznej. To jest pierwsze znaczenie słowa "ewolucja"..
Nie rozmawiamy o znaczeniach słów, tylko o tym, że człowiek podlega wszystkim ewolucjom, bo podlega tej fizycznej.
>A to jest właśnie drugie, socjologiczne znaczenie, które ma niewiele wspólnego z Darwinem.
Czy Ty kiedyś "odczepisz" się od tej socjologii? Może zwrócisz uwagę, że człowiek rozwija nie tylko biologię i socjologię, ale także inne nauki? Zapominasz np. o Pitagorasie, Ptolemeuszu, Koperniku, Einsteinie, Kancie...Nie socjologię oni wszyscy rozwijali i nie biologię, ale nauki przyrodnicze (a nie religijne).
>Masz na myśli drugie znaczenie - socjologiczne?
Czy Ty, do cholery, jesteś socjologiem, czy po prostu człowiekiem? Masz zamiar jedynie badać ludzi, czy jakoś pogodzisz się z tym, że jesteś także przez innych badany? Gdy uprawiasz swoje socjologiczne sztuczki (wmawiasz, że inni mówią, co sam mówisz), w ogóle nie da się z Tobą rozmawiać.
>Geny są narzędziami ewolucji w pierwszym znaczeniu,
I to one ewoluują ludzkie wyznania wiary, czyli naukę i religię? To one były zarówno Kantem jak Einsteinem? Czy Ty chociaż od czasu do czasu rozumiesz co piszesz?
> Człowiek jako zwierzę podlega prawom ewolucji biologicznej, a wraz z nim ewoluują jego wyznania, religie i poglądy - w znaczeniu pierwszym, biologicznym.
Chcesz powiedzieć, że człowiek samodzielnie i celowo niczego nie ewoluuje? Zupełnie inne mam zdanie na temat człowieka (jako takiego). Uważam mianowicie, że celowe działanie, to jedyna cecha odróżniająca człowieka od zwierzęcia, więc absolutnie wszystko co robimy, to działania celowe.
>Chcąc z sensem dyskutować o ewolucji w kontekście poglądów człowieka, trzeba rozumieć obydwa znaczenia słowa "ewolucja".
Nie obydwa, ale wszystkie.
> Bez tego rozumienia w główce wszystko się miesza.
I nie wiadomo o czym się gada, bo każdą ewolucję ktoś/coś prowadzi i każdej ewolucji ktoś/coś podlega.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Zapominasz np. o Pitagorasie, Ptolemeuszu, Koperniku, Einsteinie, Kancie...Nie socjologię
>oni wszyscy rozwijali i nie biologię, ale nauki przyrodnicze (a nie religijne).

Za encyklopedią PWN:

ewolucja [łac. evolutio 'rozwinięcie'], w filozofii termin oznaczający: proces sukcesywnych zmian przebiegających w określonym kierunku, rozwój; proces rozwojowy, polegający na przechodzeniu do form coraz bardziej złożonych i zróżnicowanych, do stadiów coraz wyższych, doskonalszych; w tym sensie e. wiąże się z pojęciem postępu; forma rozwoju polegająca na ciągłych, stopniowych, drobnych przemianach; w tym sensie e. jest przeciwstawieniem rewolucji.

Porównaj ze słownikiem PWN

. socjol. proces polegający na rozwoju społeczeństwa od form prostszych do bardziej doskonałych i złożonych, zachodzący stopniowo i powoli; przeciwieństwo rewolucji społecznej

>>Masz na myśli drugie znaczenie - socjologiczne?
>Czy Ty, do cholery, jesteś socjologiem, czy po prostu człowiekiem?

Tu nie chodzi o to, kim jestem, ale o jakąś nazwę identyfikującą jednoznacznie konkretną definicję. Zamist krytykować nazwę "socjologiczne" podaną przez SWO, zaproponuj nazwę lepszą, np. drugie znaczenie "filozoficzne". Posuwajmy dyskusję do przodu, zamiast się czepiać.

>Chcesz powiedzieć, że człowiek samodzielnie i celowo niczego nie ewoluuje?

Nie w znaczeniu biologicznym. Eugenika została już obalona na wiele sposobów jako głupota i zło. A jednym z wniosków jest ten, żeby nie "poprawiać" i nie rozwijać u człowieka tych cech, które uważamy za ludzkie i dobre, a które okazują się cechami fenotypu, np. nie zmuszać dzieci do pomagania czy innych przejawów altruizmu, bo dzieci instynktownie pomagają (człowiek jest urodzonym altruistą) i wystarczy tylko pozwolić im pomagać od początku.

>Zupełnie inne mam zdanie na temat człowieka (jako takiego). Uważam mianowicie, że
>celowe działanie, to jedyna cecha odróżniająca człowieka od zwierzęcia

Nauki biologiczne obaliły już ten mit - wiele innych cech wyróżnia człowieka spośród krewnych małp, np. instynkt monogamii, instynkty gramatyczne opisane przez Chomskiego, naga skóra, chód dwunożny...

doku
moralny "antychryst"
>>Zapominasz np. o Pitagorasie, Ptolemeuszu, Koperniku, Einsteinie, Kancie...Nie socjologię
>>oni wszyscy rozwijali i nie biologię, ale nauki przyrodnicze (a nie religijne).
>Za encyklopedią PWN:
>ewolucja [łac. evolutio 'rozwinięcie'], w filozofii termin oznaczający: proces sukcesywnych zmian przebiegających w określonym kierunku, rozwój;
No zgadza się. Nie tylko Darwin rozwijał naukę. I nie kler tworzy i rozwija religie.
>Porównaj ze słownikiem PWN
Po co mam porównywać? Przecież żadnea z tych definicji nie kłóci się z tym co piszę.
>Tu nie chodzi o to, kim jestem, ale o jakąś nazwę identyfikującą jednoznacznie konkretną definicję.
Konkretnie ewoluuje Wszechświat, Ziemia, atom, elektron, nauka, religia, społeczeństwo, człowiek. Nie ma niczego co by nie ewoluowało, bo ewolucja to ruch i zmiany. Już o tym pisaliśmy, że wybuch wulkanu jest lokalną rewolucją, ale też normalnym elementem ewolucji zarówno Ziemi jak Wszechświata.
Nie potrzeba szukać żadnej nazwy i jej definicji, bo nie rozmawiamy ani o ewolucji atomu, ani człowieka, ani Wszechświata. Rozmawiamy o ewolucji wyznań, czyli nauki i/lub religii.
> Zamist krytykować nazwę "socjologiczne" podaną przez SWO, zaproponuj nazwę lepszą, np. drugie znaczenie "filozoficzne". Posuwajmy dyskusję do przodu, zamiast się czepiać.
Zamiast cokolwiek posuwać lub czegokolwiek się czepiać, lepiej trzymać się tematu. Nie uważasz?
>>Chcesz powiedzieć, że człowiek samodzielnie i celowo niczego nie ewoluuje?
>Nie w znaczeniu biologicznym.
Co to jest znaczenie biologiczne ewolucji? Czy jeśli człowiek decyduje się na dziecko, to robi to przypadkowo, czy też przystępuje do ewolucji w znaczeniu "fizycznym", a nie "biologicznym"? Czy możesz podać skąd czerpiesz swoje definicje, sprzeczne z wyżej podanymi?
> Eugenika została już obalona na wiele sposobów jako głupota i zło.
Przecież nie skłaniam Cię do ulepszania dzieci i poszukiwania w tym celu partnerek lepszych od tych, które sam wybierasz kierując się zupełnie innymi kryteriami. Co do tematu i/lub naszej rozmowy ma eugenika?
>A jednym z wniosków jest ten, żeby nie "poprawiać" i nie rozwijać u człowieka tych cech, które uważamy za ludzkie
Jestem tego samego zdania. Ludzkie człowieczeństwo rozwija się lepiej bez naszej ingerencji w te sprawy. Mimo to, bez naszej ingerencji ludzkość nie może się rozwijać, bo bez nas nie rodzą się i nie wychowują dzieci.
> bo dzieci instynktownie pomagają (człowiek jest urodzonym altruistą) i wystarczy tylko pozwolić im pomagać od początku.
Jestem tego samego zdania. Dzieci trzeba tylko oduczać pomagania bez pytania (żeby nie pomagały robić bałaganu tylko dlatego, że zdaje im się, że na tym polega sprzątanie).
>>celowe działanie, to jedyna cecha odróżniająca człowieka od zwierzęcia
>Nauki biologiczne obaliły...
Wiesz, Ty chyba jesteś tylko naukologiem. Coraz poważniejsze mam obawy, że człowiekiem jednak nie jesteś. Ale w takim razie czym? Encyklopedią? Magnetofonem? Czy Ty na jakikolwiek temat masz własne zdanie, czy masz tylko nadprzyrodzoną zdolność oceniania cudzych myśli, których nie znasz, a nawet nie rozumiesz?
>już ten mit - wiele innych cech wyróżnia człowieka spośród krewnych małp,
Jestem zdania, że nie ma takiej cechy, która nie odróżniałaby mnie nie tylko od małpy, ale także od Ciebie. Jedyna moja cecha wspólna z Tobą jest taka, że jesteśmy ludźmi, a nie małpami.
> np. instynkt monogamii, instynkty gramatyczne opisane przez Chomskiego, naga skóra, chód dwunożny..ługo .
Tak. Od małp różnimy się także fizycznie, ale nie fizyczny wygląd czyni z nas ludzi. Mogłoby się w procesie ewolucji tak zdarzyć (ale się nie zdarzyło), że to ludzie wyglądają jak małpy, a małpy jak ludzie.

Ty tak jeszcze długo możesz o wszystkim i o niczym? Długo zamierzasz dowodzić, że zasadnicza różnica między zwierzętami to ich cechy czysto zwierzęce (instynkty i wygląd)? Możesz przestać dowodzić, że zwierzaki piszą encyklopedie i zwierzaki je czytają?
20-03-2008 10:54 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Co to jest znaczenie biologiczne ewolucji?

W innym miejscu dość obszernie opisałem to znaczenie, którym naukowcy posługują się na co dzień - to był ten post, w którym pisałem o genach i fenotypie. Jeśli ten post był zbyt trudny, to chętnie objaśnię przystępniej to, czego nie zrozumiałeś.

Twoje socjologiczno-filozoficzne zanczenie słowa "ewolucja", którym się uparcie posługujesz, jest coraz rzadziej używane, choćby z powodu, który też już raz wcześniej wyłożyłem, że z punktu widzenia fizyki, "ewolucja" niczym się nie różni od "rewolucji" - obydwa te pojęcia opisują takie same zmiany. Dualizm ewolucja/rewolucja jest czysto subiektywny, w rzeczywistości nie występuje. Używanie słowa "ewolucja" w znaczeniu takim, jak ty to robisz, tylko zaciemnia lub nawet fałszuje adekwatny obraz rzeczywistości.

W którymś miejscu sformułowałeś dość głęboką myśl, że rewolucja spowalnia ewolucję, jednak ta myśl jest wartościowa tylko wtedy, gdy znaczenie słowa "ewolucja" jest ograniczone do ściśle socjologicznego. Teraz , gdy upierasz się przy ogólnofilozoficznym uogólnieniu, czuję się w obowiązku zauważyć, że np. w astrofizyce mówi się o ewolucji gwiazd w taki sposób, że wszelkie "rewolucje", takie jak np. "zapalenie się" tlenu w jądrze gwiazdy czy wybuch supernowej oznaczają okresy przyspieszonej ewolucji gwiazdy. Jak więc widzisz, w takim ogólnofilozoficznym rozumieniu słowa "ewolucja", Twoje zdanie, które jest głęboką prawdą dla socjologii (że rewolucja spowalnia ewolucję), staje się w ogólności zdaniem bzdurnym, gdyż w fizyce rewolucja jest przyspieszeniem ewolucji.

Mam nadzieję, że teraz lepiej rozumiesz, skąd bierze się mój racjonalny niesmak, gdy widzę słowo "ewolucja" w takim marnym użyciu, które zaciemnia myśli, w przeciwieństwie do używania słowa "ewolucja" w ściśle zdefiniowanym znaczeniu biologicznym, które rozjaśnia myśli. I pomyśleć, że Tobie nawet nie chciało się zapoznać z tym znaczeniem, mimo że napisałem o nim taki piękny post. To jest z Twojej strony brzydka niewdzięczność

>Tak. Od małp różnimy się także fizycznie, ale nie fizyczny wygląd czyni z nas ludzi. Mogłoby się w procesie ewolucji tak zdarzyć (ale się nie zdarzyło), że to ludzie wyglądają jak małpy, a
>małpy jak ludzie.

Zaczynam podejrzewać, że Ty skrycie wierzysz, iż ludzie nie są małpami.

doku
moralny "antychryst"
>>Co to jest znaczenie biologiczne ewolucji?
>W innym miejscu dość obszernie opisałem to znaczenie,
Bardzo obszernie pisałeś, o ewolucji organizmów żywych. Ani słowem nie wspomniałeś co to jest biologiczne znaczenie ewolucji wyznań lub czegokolwiek innego (Wszechświata, kamienia, atomu).
>chętnie objaśnię przystępniej to, czego nie zrozumiałeś.
Bardzo proszę. Niezmiennie.
>Twoje socjologiczno-filozoficzne zanczenie słowa "ewolucja", którym się uparcie posługujesz,
Nie posługuję się takim znaczeniem. Posługuję się po prostu słowem ewolucja i mówię czego, a nie jaka. Określenie "ewolucja filozoficzna" w odniesieniu do ewolucji wyznań jest dla mnie tak samo niezrozumiałe jak "ewolucja biologiczna".
>... z punktu widzenia fizyki, "ewolucja" niczym się nie różni od "rewolucji" - obydwa te pojęcia opisują takie same zmiany.
To znaczy tak samo jak z mojego punktu widzenia? Rewolucja w skali lokalnej, to element ewolucji w skali globalnej? Dalej tylko nie rozumiem co to jest ewolucja biologiczna wyznań.
> Dualizm ewolucja/rewolucja jest czysto subiektywny, w rzeczywistości nie występuje. Używanie słowa "ewolucja" w znaczeniu takim, jak ty to robisz, tylko zaciemnia lub nawet fałszuje adekwatny obraz rzeczywistości.
Ciągle jeszcze nie wyjaśniłeś mi jednak w jakim ja znaczeniu tego słowa używam oprócz tego znaczenia, o którym piszę (ruch, zmiana, rozwój).
>W którymś miejscu sformułowałeś dość głęboką myśl, że rewolucja spowalnia ewolucję, jednak ta myśl jest wartościowa tylko wtedy, gdy znaczenie słowa "ewolucja" jest ograniczone do ściśle socjologicznego.
Powiedzmy, że do wszystkich tych ewolucji, które odbywają się z naszym czynnym udziałem, czyli których ludzie są motorem i których ludzie ponoszą skutki. Trudno powiedzieć, żeby erupcja wulkanu spowalniała ewolucję planety.
>..np. "zapalenie się" tlenu w jądrze gwiazdy czy wybuch supernowej oznaczają okresy przyspieszonej ewolucji gwiazdy.
Co za różnica czy przyśpieszonej? Po prostu ewolucja energii i materii.
> Twoje zdanie, które jest głęboką prawdą dla socjologii
Nie dla socjologii, tylko dla fizycznej, umysłowej i duchowej ewolucji człowieka.
> staje się w ogólności zdaniem bzdurnym, gdyż w fizyce rewolucja jest przyspieszeniem ewolucji.
Na pewno nie fizycznej ewolucji człowieka, chyba, że mówisz nadal o ewolucji supernowej, a nie człowieka.
>Mam nadzieję, że teraz lepiej rozumiesz, skąd bierze się mój racjonalny niesmak, gdy widzę słowo "ewolucja" w takim marnym użyciu,
Niesmak widzę. Ciągle tylko nie wiem jaką tak zniesmaczającą Cię definicję ewolucji opracowałeś. Po co tworzysz coś, co tak Cię zniesmacza? Nie lepiej przyjąć powszechnie obowiązujące i powszechnie używane znaczenie tego słowa?
> które zaciemnia myśli,
No właśnie.
> w przeciwieństwie do używania słowa "ewolucja" w ściśle zdefiniowanym znaczeniu biologicznym,
Ciągle nie wiem, co masz na myśli mówiąc o biologicznej ewolucji komety lub meteorytu.
> które rozjaśnia myśli.
Dlatego Twoje jasne myśli są nie do pojęcia.
>I pomyśleć, że Tobie nawet nie chciało się zapoznać z tym znaczeniem, mimo że napisałem o nim taki piękny post. To jest z Twojej strony brzydka niewdzięczność
A Ty, nie chcąc wyjaśnić mi swoich jasnych i głębokich myśli, okazujesz się znowu nieużytkiem.
>>Tak. Od małp różnimy się także fizycznie, ale nie fizyczny wygląd czyni z nas ludzi. Mogłoby się w procesie ewolucji tak zdarzyć (ale się nie zdarzyło), że to ludzie wyglądają jak małpy, a
>>małpy jak ludzie.
>Zaczynam podejrzewać, że Ty skrycie wierzysz, iż ludzie nie są małpami.
Całkiem nie skrycie to wiem. Wiadomo, że tylko ludzi charakteryzuje celowość myślenia i działania. Zdrowo musielibyśmy cofnąć się w ewolucji, żeby stać się znowu małpami. Można cofnąć się jeszcze dalej i stać się materią nieożywioną. Nie żałuję, że można to zrobić jedynie wirtualnie.
Paprocki (2738 punktów)
Ja także nie żałuję, nie wyobrażam sobie, jak można się czuć jako taki aminokwas.

Tak dla rozrywki, zamieszczam link do własnej piosenki- trochę kiepska jakość, bo warunki nadzwyczaj domowe

pl.youtube.com/watch?v=dnZJ8QGUGmI
moralny "antychryst"
>Ja także nie żałuję, nie wyobrażam sobie, jak można się czuć jako taki aminokwas.
Samopoczucia aminokwasa nigdy nie poznamy i nigdy sobie nie wyobrazimy. Można za to dość dokładnie poznać nauki, które głoszą nie wierzące w ewolucję aminokwasy .
>Tak dla rozrywki, zamieszczam link do własnej piosenki- trochę kiepska jakość, bo warunki nadzwyczaj domowe
>pl.youtube.com/watch?v=dnZJ8QGUGmI
Dziękuję. Rzeczywiście słychać trochę te warunki. Mimo to piosenka niezła, wiec gratuluję.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>obszernie pisałeś, o ewolucji organizmów żywych. Ani słowem nie wspomniałeś co
>to jest biologiczne znaczenie ewolucji wyznań lub czegokolwiek innego

Niestety, ewolucja biologiczna jest pojęciem złożonym, nawet stosunkowo obszerny post na takim forum nie jest w stanie zadowalająco objąć całego desygnatu. Dlatego trzeba pytać i uzupełniać. Rozumiem że zadałeś dwa pytania: o ewolucję biologiczną tworów kultury, takich jak wyznania, i o ewulucję biologiczną przedmiotów nieożywionych. Na te pytania odpowiedzi są różne, gdyż odwołują się do różnych aspektów teorii ewolucji.

1. Ewolucja biologiczna wyznań i podobnych abstrakcji zachodzi na drodze tzw. doboru płciowego. Wiele osób myli z erotyką, spółkowaniem, pociągiem płciowym itp. mechanizm doboru płciowego, a to duży błąd, którego od razu na wstępie chcę tutaj uniknąć. Aby było to zupełnie jasne, podam taki oto prosty przykład selekcji przez dobór płciowy, który wcele nie jest czystym wymysłem, gdyż taka selekcja miała w penym okresie miejsce w obszarze kulturowym Eurazji około 20-10 tys. lat temu. Były to czasy integracji ludzkości i powstawania pierwszych epidemii i pandemii. Oczywiście szczegółów nie znamy, ale ja, na potrzeby tego wywodu, dokonam uproszczeń.

Załóżmy więc, że mamy pewną ideę w społecznościach przerażonych nowyymi plagami epidemii, w których ludzie żyją w strachu i unikają się nawzajem na wszelki wypadek, żeby się nie zarazić od chorych. Ta idea polega na tym, żeby chronić dzieci przed obcymi, chronić czystości, unikać seksu z obcymi. Niektóre kobiety obsesyjnie powstrzymują sie od wszelkich kontaktów z obcymi i chorymi, mają więc problem, gdyż muszą jakoś zajść w ciążę. W końcu podejmują ryzyko, dokłądnie sprawdają kandydata, obserwują go rok czy dwa, czy na pewno nie rozwinie się w nim jakaś choroba, obserwują go, czy przypadkiem nie zetknie się z kimś podejrzany. Wreszcie kandydat tak sprawdzony zostaje dopuszczony dom kopulacji.

Okazuje się, że dzieci spłodzone wg tych reguł są zdrowe i osiągają większy sukces niż dzieci spłodzone przez kobiety, które uprawiały seks z kim popadnie. Teraz więc najpóźniej muszą się włączyć mechanizmy doboru płciowego. Tworzą się instynkty czystości, np. takie jak potrzeba zachowania dziewictwa, zazdrość u kobiet "odrywa się" od strachu przed chorobą weneryczną, staje się autonomicznym instynktownym uczuciem. Mężczyźni zaczynają coraz bardziej wiarygodnie udawać, że wierzą w czystość, że wyznają rygorystyczne poglądy na temat czystości, stają się wyznawcami tych religii, które budzą zaufanie dziewic. Najbardziej godni zaufania wybierają religie, które zakazują seksu innego niż płodzenie dzieci - taka postawa wyklucza zarażenie i zabezpiecza dzieci. Tak może nawet powstać instynktowne obrzydzenie do seksu (dla genów odpowiedzialnych za rozwój mózgu jest to całkiem prawdopodobne, gdyż ograny płciowe są łatwo kojarzone z wydalniczymi).

Z czasem następuje "oderwanie" instynktów, ktore zostały stworzone przez dobór płciowy, od ich adaptacyjnej funkcji. Kobiety wybierają mężczyzn podatnych na religijne wychowanie, dzieci dziedziczą tę podatność.

Kobiety mogą wybrać pod pływem np. mody dowolną religię i utrwalić ją w populacji na tyle, żeby stała się ona czynnikiem selekcjonującym geny, żeby po wielu pokoleniach wygrały geny podatne na tę właśnie religię wybraną, a przegrały geny przypadkiem kodujące wstręt do tej religii (jeśli oczywiście takie istnieją).

Tak oto dobór płciowy pokazuje, jak mogą biologicznie ewoluować wyznania.

2. Biologiczna ewolucja przedmiotów martwych ma miejsce wtedy, gdy jakiś przedmiot, np. planeta, jest częścią fenotypu rozszerzonego jakiegoś organizmu lub w jej skład wchodzą produkty przemiany materii. Od niedawna wiemy, że niemal wszystkie skały skorupy ziemskiej są tworem organizmów żywych. Planeta taka jak Ziemia, na której nie powstało życie (jeśli taka istnieje) wygląda teraz zupełnie inaczej niż Ziemia, ma iną atmosferę i całkowicie inne skały na głębokości wielu dziesiątków a nawet setek kilometrów. Nawet skład chemiczny magmy jest mocno zmieniony przez organizmy żywe przez miliardy lat zapadania się płyt oceanicznych odmienionych przez osady organiczne.

Przetrwalniki grzybów i bakterii, porywane przez wiatr słoneczny, są zdolne do przebudzenia się na Marsie i księżycach Jowisza. Jeżeli odkryjemy tam życie oparte na DNA, to z pewnością będzie to nasze ziemskie życie i skały przez nie przerobione.

Przyszłość można sobie wyobrazić daleko. Takie cywilizacje jak nasza mogą przez kolejne miliardy lat przekształcać materię nie tylko swoich planet, ale także innych ciał niebieskich. Z punktu widzenia ewolucji biologicznej teorie astronomów o przemianie Słońca w czerwonego olbrzyma są dziecinadą, gdyż rozwijająca się ludzkość nie dopuści do takiej przemiany. Czerwone olbrzymy w całym Wszechświecie mogą stać się "rasą wymarłą", gdyż nigdzie żadna rozsądna cywilizacja nie pozwoli na to. I w ten sposób cała dotychczasowa tzw. "teoria ewolucji gwiazd" stanie się naukową ale niefizyczną fikcją. W dalekiej przyszłości jedyną fizyką będzie teoria ewolucji biologicznej.

>A Ty, nie chcąc wyjaśnić mi swoich jasnych i głębokich myśli, okazujesz się znowu
>nieużytkiem.

To oszczerstwo, zawsze chętnie dzielę się swoją mądrością. Jeżeli czasem wygląda to inaczej, to tylko dlatego, że w pewnych tematach jestem głupi, a głupotą dzielić się nie chcę.

>>Zaczynam podejrzewać, że Ty skrycie wierzysz, iż ludzie nie są małpami.
>Całkiem nie skrycie to wiem.

Czyli byłoby dla Ciebie obraźliwe, gdyby jakiś zoolog powiedzieł Ci, że jesteś przedstawicielem małp gatunku homo sapiens?

doku
moralny "antychryst"
>1. Ewolucja biologiczna wyznań i podobnych abstrakcji
Wiesz, mało dla kogo poza Tobą nauka i religia to abstrakcja. Mało również dla kogo abstrakcją jest matematyka, energia i wszystkie inne funkcje materii (to, co niematerialne, a jednak istnieje).
Tak więc przeczytam Twój post, ale komentarze ograniczę do minimum, bo gdy ktoś mi mówi, że myśli ludzkie to coś nieistniejącego, to nie wiem, czy wobec ich nieposiadania uważa się za nad, czy pod człowieka, a z żadnymi nad lub pod ludźmi nie gadam, bo nie mam o czym.
> Wreszcie kandydat tak sprawdzony zostaje dopuszczony dom kopulacji.
Oczywiście kobieta, jako jednostka bezmyślna dopuszcza do tego bezmyślnie, a mężczyzna równie bezmyślnie stara się o jej względy?
>Okazuje się, że dzieci spłodzone wg tych reguł są zdrowe i osiągają większy sukces niż dzieci spłodzone przez kobiety, które uprawiały seks z kim popadnie.
A oczywiście przed takim uprawianiem seksu, każdą kobietę chroni biologiczna ewolucja, więc kobiety nie powinny mieć w tych sprawach nic do gadania? To samo z mężczyznami. Wszyscy powinniśmy poddać się wszechmocy biologicznej ewolucji i wtedy ludzkość nie wyginie i będzie się prężnie rozwijać? Obawiam się, że postulujesz wsteczną ewolucję człowieka w małpę, którą już dawno nie jest.
> Tak może nawet powstać instynktowne obrzydzenie do seksu..
Wcale się nie dziwię. Dla każdego normalnego człowieka, seks z małpą (niezależnie od płci małpy) bywa obrzydliwy.
>Kobiety wybierają mężczyzn podatnych na religijne wychowanie, dzieci dziedziczą tę podatność.
Mówisz oczywiście cały czas o kobietach-małpach, w centrach hodowli małp?
>... a przegrały geny przypadkiem kodujące wstręt do tej religii (jeśli oczywiście takie istnieją).
Ależ skąd. Przecież nic takiego jak kobieta homo sapiens nie istnieje. Istnieją tylko małpy obdarzone instynktownym wstrętem do innych małp z własnego stada.
>Tak oto dobór płciowy pokazuje, jak mogą biologicznie ewoluować wyznania.
To one nie ewoluują? Mimo, że mogą? Dobrze by chyba było, gdyby z tej możliwości jakoś skorzystały?
> Planeta taka jak Ziemia, na której nie powstało życie (jeśli taka istnieje) wygląda teraz zupełnie inaczej niż Ziemia,
A te, na których powstało życie, są dokładnie takie, jak Ziemia? I na tej samej zasadzie, Ty jesteś dokładnie taki sam, jak każda inna małpa zamieszkująca Ziemię (np. jak ja)?
>Przetrwalniki grzybów i bakterii, porywane przez wiatr słoneczny, są zdolne do przebudzenia się na Marsie i księżycach Jowisza.
Dobrze, że ta zasada nie dotyczy naszych genów, bo strach pomyśleć, co by to było, gdyby tak cały Wszechświat okazał się jak Ziemia, zaludniony klonami jednej jedynej bezmyślnej małpy.
>Przyszłość można sobie wyobrazić daleko. Takie cywilizacje jak nasza mogą przez kolejne miliardy lat przekształcać materię nie tylko swoich planet, ale także innych ciał niebieskich.
Wyobrazić sobie można wszystko. Obserwować w czasoprzestrzeni (głównie w kosmosie), a więc znać z doświadczenia, jedynie PRZESZŁOŚĆ.
>Czerwone olbrzymy w całym Wszechświecie mogą stać się "rasą wymarłą", gdyż nigdzie żadna rozsądna cywilizacja nie pozwoli na to.
Ciekawe, skąd wiesz, że każda gwiazda ma swoją cywilizację?
> W dalekiej przyszłości jedyną fizyką będzie teoria ewolucji biologicznej.
A jak zostanie zatrzymana ewolucja fizyczna, czyli ruchy i przemiany wszystkich planet i wszystkich gwiazd? Jak dojdziemy do tego, że "panta rhei" to bzdura wykombinowana przez starożytnych, a obalona przez dokowskiego?
>>A Ty, nie chcąc wyjaśnić mi swoich jasnych i głębokich myśli, okazujesz się znowu
>>nieużytkiem.
>To oszczerstwo, zawsze chętnie dzielę się swoją mądrością. Jeżeli czasem wygląda to inaczej, to tylko dlatego, że w pewnych tematach jestem głupi, a głupotą dzielić się nie chcę.
Oj, doku, doku!
>>Całkiem nie skrycie to wiem.
>Czyli byłoby dla Ciebie obraźliwe, gdyby jakiś zoolog powiedzieł Ci, że jesteś przedstawicielem małp gatunku homo sapiens?
To byłoby obraźliwe nie dla mnie, ale dla homo sapiens i tego zoologa. Żaden zoolog nie stwierdzi, że każda istota żywa to robal, jak każdy inny robal. Nie stwierdzi też, że wśród człekokształtnych nie ma homo sapiens, a są jedynie małpy.
Takie hipotezy mają jednego, jedynego autora, a jest nim dokowski.
25-03-2008 13:38 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> Nie stwierdzi też, że wśród człekokształtnych nie ma homo sapiens, a są jedynie małpy.

Ależ ja to właśnie próbuję Ci wytłumaczyć - homo sapiens jest jednym z gatunków małp i wyraźnie się wśród innych małp wyróżnia jako odrębny gatunek, cały czas piszę o wielu specjanych cechach homo sapiens, które odróżniają nas od innych małp, a Ty cały czas powtarzasz, że jest tylko jedna taka cecha.

Homo sapiens istnieje jak najbardziej, cały czas Ci to tłumaczę. Nie jest to tylko, jak twierdzisz, jakieś subiektywne człowieczeństwo, widoczne tylko "od środka", w postaci jakiegoś duchowego urojenia czy czegoś równie abstrakcyjnego. Homo sapiens istnieje naprawdę, w materialnej postaci zwierzęcia, mającego prawdziwe oryginalne zwierzęce atrybuty, które możemy obserwować z pozycji naukowca - biologa. Te obserwowalne cychy dotyczą przede wszystkim instynktów, psychiki i działania umysłu homo sapiens.

Twój pogląd przypomina mi dawno już obalony solipsyzm czy jakoś tak, że niby istnieje tylko to, co nam się wydaje, że świadomość widać tylko od środka, a cała reszta to przedmioty. Jesteś jak astronom przed Kopernikiem, jak biolog przed Darwinem, jak lekarz przed Pasturem... a nauka tymczasem nauczyła się widzieć duchowość, inteligencję, człowieczeństwo, zdolność do abstrakcyjnego myślenia, religijność itd. take u innych ludzi, a nie tylko tak jak Ty to widzisz, tylko u siebie od środka.

Weźmy np. takie Twoje pytanie niby żartobliwe, ale jednak wiele mówiące:

"przed takim uprawianiem seksu, każdą kobietę chroni biologiczna ewolucja, więc kobiety nie powinny mieć w tych sprawach nic do gadania?"

A tymczasem kobiety mają w tych sprawach głos decydujący, nawet jeśli nie uświadamiają sobie tego. Ja oczami biologa widzę w kobietach i w ogóle w ludiach więcej człowieczeństwa niż Ty, widzę w nich więcej dumy i godności, niż widać z Twojej ciasnej perspektywy introspekcji, filozofii i nauk humanistycznych. Ja widzę dumę i godność także w działaniach instynktownych, podobnie jak każdy człowiek honoru czuje, że honoru nie ma sensu uzasadniać jakimś racjonalizowaniem czy innymi subtelnościami - honor i duma to nasze ludzkie instynkty, być może ze wszystkich małp tylko my je mamy, a nawet jeśli nie tylko, to w niczym to ich nie deprecjonuje.

Twoja pogarda dla naszej przynależności do świata zwierząt jest bardzo podobna do ówczesnych krytyków Darwina, którzy próbowali ośmieszać jego teorię, szyderczo pytając Darwina, czy nazwałby małpami innych szlachetnych dyskutantów na konferencjach z jego udziałem. Tylko że dzisiaj nikt już się nie boi tej prawdy - każdy wykształcony człowiek wie, że jest małpą.

doku

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365