 |
Ksiadz w odwiedzinach - jak sie zachowac? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 24-10-2007 22:59 | Interek (1162 punktów) | Ksiadz w odwiedzinach - jak sie zachowac? | Za niecale dwa miesiace nadejda tak zwane Swieta. W mojej rodzinie z tej okazji zawsze pojawia sie na Wigilii pewien znajomy ksiadz. Jako dzieciak zawsze oczywiscie odpowiadalem na pozdrowienie "Szczesc Boze" wyuczona formulka. Dzisiaj mam 22 lata, jestem agnostykiem (o czym ani ksiadz ani moja rodzina zreszta nie wie) i zastanawiam sie, jak sie zachowac w takiej sytuacji. Jak to wyglada w waszym przypadku? Mowicie po prostu "dobry wieczor"? Troche glupio powiedziec "dobry wieczor", gdy ksiadz mowi do ciebie "szczesc Boze"... Zastanawiam sie, czy nie odpowiedziec tradycyjnie. No ale to by sie nie godzilo z moim agnostycyzmem. Jakies porady?
Pozdrawiam, Interek | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Kundzia (53 punktów) | Słowami "szczęść boże" pozdrawiają się wszyscy górnicy w kopalniach, w tym ateisci. Bo to tylko formuka, nic więcej. Czy Ty, jak mówisz komuś "dzień dobry" to oznajmiasz mu, że ten dzień dla Ciebie jest dobry? Czy tylko klepiesz formułkę powitalną, równie bez treści jak "szczęść boże"?
|
|
 | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) | >Słowami "szczęść boże" pozdrawiają się wszyscy górnicy w kopalniach, w tym ateisci. >Bo to tylko formuka, nic więcej.
"Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus" to też formułka, i "Ojcze nasz..." i "Co Bóg złączył..." to są tylko formułki, nic więcej, wszyscy ich używają, w tym ateiści (i nie tylko w kopalniach).
Podobnie jest z symbolami. Np. opłatek symbolizuje ciało Jezusa, a że to tylko symbol, każdy jak chce, może sobie taki zjeść. Czy krzyż. Wisi sobie w Sejmie, ot, znaczek...
Albo obrzędy - taka msza...
Amen. (jako formułka)
|
|
| rybek (90 punktów) | Ja jestem ateistą i zawsze się witam "Szczęść Boże" lub "Niech będzie pochwalony". Jak słusznie zauważyła Kundzia to tylko formuła.
|
|
12 na 12 | Bonzo9997 (313 punktów) | Witam. Jestem ateistą (zabrzmiało to jak powitanie na spotkaniach ludzi z problemami  ). Moja rodzina o tym wie, ksiądz wie i nawet skubani Świadkowie Jehowy już się pokapowali. Szkoda, bo zanim się nie kapli przysyłali mi śliczne, młode dziewuszki w nadziei nawrócenia mojej "zagubionej" duszy. Ale cóż, nic nie trwa wiecznie ponoć.  Ale do rzeczy. Jestem od ciebie ciut starszy, mam samodzielną rodzinę, w tym dorosłą córkę (kurka wodna, jak ten czas pomyka). Tak więc przypuszczalnie jestem w korzystniejszej sytuacji względem środowiska niż ty. Inna rzecz że na tzw "środowisko" niespecjalnie zwracam uwagę, a te "środowisko" też już się połapało i odwdzięcza mi się tym samym. To ma swoje plusy, bo kiedy mi się coś rypnie sąsiedzi nawet nie próbują zwracać mi na to uwagi, nauczeni doświadczeniem że to i tak bezcelowe. Z drugiej strony jak mi coś wychodzi - małpują to bezwstydnie, bez słowa podziękowania. Tak więc jak widzisz, istnieje tu swoista symbioza. Co do rodziny, sytuacja jest podobna. Ja im pozwalam wierzyć w co se tam chcą, a oni pozwalają mi trzymać księdza na dystans od naszego domu. Co ciekawe, mnie potrafią straszyć księdzem, ale słyszałem że i księdzu w razie zbytniej nachalności przypominana jest moja osoba. Szczwane huncwoty, no nie?  Moim zdaniem rozwiązanie dylematu jest w miarę proste, choć problem oczywiście jest szerszy i nie dotyczy tylko zagadnienia "szczęść Boże". Po pierwsze, ustaw sobie swoje życiowe priorytety, np: rodzina, ty, otoczenie, religie, względna/bezwględna wartość "prawdy", kumple, praca, nerwowa babcia, własna asertywność, ...itp, itd... Uzmysłów, sobie w jakiej kolejności twoje wartości są dla ciebie ważne i oczywiście dlaczego? Po drugie, zastanów się i spróbuj uzmysłowić sobie dlaczego rodzina i inni nie wiedzą o twoim agnostycyzmie? Czy nie dlatego że chcesz ich chronić przypadkiem? Czy może nie czujesz się pewnie w swoich poglądach i sam siebie w ten sposób chronisz? A może boisz się odrzucenia lub szykanowania przez rodzinę bądź środowisko z powodu wyznawania takich poglądów? Czy może są jeszcze inne tego powody? Spokojnie, te przemyślenia, te wartościowania są tylko dla ciebie. Pomoże ci to w dalszym życiu pomiędzy katolikami i nie tylko. Oszczędzi wielu pozornych dylematów które tak skutecznie potrafią zatruć życie. Najszybciej wytłumaczę ci to chyba na swoim, teoretycznym przykładzie. Dla mnie przykładowa kolejność w liście priorytetów wygląda następująco: ja, rodzina, moje zasady i światopogląd, praca, środowisko. Że ktoś krzyknie że jestem sobek? No to on ma problem, bo moim zdaniem jeśli będę zaniedbaną sierotą to dam rodzinie i innym guzik z siebie a nie wsparcie i wartościową pracę. Co mi daje ten układ? Ano - kiedy przyszedł na to czas, powiedziałem głośno że jestem ateistą, rodzina wiedząc jak jest dla mnie ważna - wcale się tym nie przejęła, do nadal na zewnątrz stała za mną murem. Środowisko musiało ustąpić wobec postawy rodziny i mojej. Ksiądz i owszem usiłował mnie nawracać,przekonywać. Przeszło mu po kwadransie szczerej, męskiej rozmowy. Jak to się ma do treści wątku? Tak że kiedy spotykam księdza na ulicy mego miasta pozdrawiam go uśmiechem i prostym "witam", żegnam zwykłym "do widzenia" (i owszem, jest jeden którego witam słowami "witam pana", ale jego nikt chyba nie lubi, łącznie z proboszczem  ). Traktuję księdza jako członka społeczności, więc naturalnie okazuję mu szacunek jak każdemu. Bez głupich min, ale i bez nadmiaru "czołobitności", ot facet jakich wielu w okolicy. Ale to nie koniec!  Mam ciocię, w podeszłym już wieku, wzorcowy przykład mohera. Biedaczka jest już jedną nogą po tamtej stronie, mieszka dość daleko ode mnie. Do niej nie dotarło nawet że mógłbym być kimś innym niż przyszlym świętym, koniecznie katolickim. Wiedza o moim ateizmie zapewne posłałaby ją wprost do grobu(wiek i choroba). Kocham ją, jest dla mnie ważną osobą i jeżdżę tam dość często. Ale będąc u niej, w jej miejscowości, gram rolę wzorowego katolika. Nawet jak przy niej dopadnie mnie jakiś ksiądz, milczę jak zaklęty o moim ateizmie i przytakuję czarnemu co dwa słowa. A ta łobuziara choć ma opiekunkę na stałe raz, lub czasem i dwa razy dziennie odwiedzana jest przez księży, z powodu choroby i całkiem sporej emerytury. No cóż, ponoć nie przesadza się starych drzew. Dlaczego tak postępuję? Bo moim priorytetem przed środowiskiem i światopoglądem jest rodzina. Ubędzie mnie, jeśli dla spokoju cioci odegram czasami komedyjkę? I tak cały kler z resztą inwentarza mam głęboko w nosie, i vice versa.  Chcą czarni bawić się w boski teatrzyk, że niby wszyscy musimy w to wierzyć bo to prawda objawiona? Nie ma sprawy, jeśli oni mogą grać to dlaczego niby ja nie mogę, od czasu do czasu, dla moich własnych a przede wszystkim rodziny korzyści(spokoju)? Z całą pewnością moje poglądy na tym nie ucierpią, duma tym bardziej bo i tak wiem swoje. Reszta rodziny wie o tym i szanują mnie za to, domyślają się ile mnie kosztuje czasami utrzymanie języka za zębami w rozmowie z księdzem.  Spokój rodziny jest dla mnie dużo ważniejszy od mojego ego w tym wypadku, zwłaszcza że ono tak naprawdę wcale nie cierpi. Może miałbym w imię swoich "jedynie słusznych wartości" poświęcić zdrowie cioci? Wtedy moje ego naprawdę by ucierpiało, nadżerane przez sumienie. A tak, dzięki priorytetom mam dużo mniej dylematów życiowych. I nawet jak coś trzeba poświęcić to w uporządkowanym świecie dużo łatwiej to zrobić. Ups, alem się rozpisał. Trzeba kończyć. Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w rozwiązywaniu duchowych dylematów.
Gdzieś tam za firewallem musi być inny, lepszy świat...
|
|
 | 1 na 1 | Piotrek Karwala (451 punktów) | Odp: Ksiądz w odwiedzinach - jak się zachować? | > Jestem ateistą (...).> Moja rodzina o tym wie, ksiądz wie i nawet skubani Świadkowie Jehowy już się pokapowali.Ja kiedyś kolędnikom powiedziałem, ale był ubaw! Powiedzieli "Aha" i sobie poszli. 
Precz z poezją podczas merytorycznej dyskusji!
|
|
 | 1 na 1 | J.Szulc (5723 punktów) | Odp: Ksiadz w odwiedzinach - jak sie zachowac? |
Witam -  Bardzo spodobał mi się napisany przez Ciebie tekst. Od dłuższego czasu nie spotkałam niczego bardziej szczerego i osobistego. Nie uważam się za ateistkę, może raczej za agnostyka(czkę?) Żyjąc od długiego (  ) czasu z ludźmi, nauczyłam sie wypośrodkowywać, tak swoje, jak i innych, zachowanie. Nie pozwalam innym narzucać mi swoich poglądów, ale i szanuję cudze. Osobie pracującej, będącej wierzącą, mówię "szczęść boże", bo i dlaczego nie... Wychodząc z domu rodziców mówię "zostańcie z bogiem", bo takiej formułki używa moja mama. Mnie korona z głowy przez to nie spadnie, prawda? W pełni popieram Twój sposób radzenia autorowi wątku. Najważniejsze to to, żeby ustalić swoje priorytety. Cała reszta, to tylko uczciwe życie według nich, co jest równoznaczne z życiem dla i według swoich zasad. Pozdrawiam.
"Lepiej z mądrym nieść kamień, niż z głupcem jeść i pić." - przysłowie armeńskie
|
|
|  | | Bonzo9997 (313 punktów) | > Od dłuższego czasu nie spotkałam niczego bardziej szczerego i osobistego.Hmmm. Wiesz, jak już mam komuś radzić to uważam że najlepiej to robić na temat który sam przerabiałem, który znam z autopsji. A wtedy rzecz jasna, najlepiej mi pracować na przykładach prawdziwych, moich osobistych. Stąd ta szczerość i osobisty charakter wypowiedzi. Przy tak niedoskonałym warsztacie jak mój...pozostają mi tylko szczerość i prawda. Inaczej moje wypowiedzi straciłby całkiem sens i pies z kulawą nogą by ich nie obwąchał.  > Najważniejsze to to, żeby ustalić swoje priorytety.> Cała reszta, to tylko uczciwe życie według nich, co jest równoznaczne z życiem dla i według swoich zasad.- A za ten zwarty ale treściwy fragment dałem ci plusa. Mi by to cholerka z 10 zdań zajęło.  Pozdrawiam serdecznie.
Gdzieś tam za firewallem musi być inny, lepszy świat...
|
|
 | 1 na 1 | DawidKarolkievitz (984 punktów) |
>Ksiądz i owszem usiłował mnie nawracać,przekonywać. Przeszło mu po kwadransie szczerej, męskiej rozmowy.
To znaczy, że oprócz Ciebie był tam jeszcze jakiś mężczyzna?
Henryk zawsze ma rację, ponieważ tak mówi list, a list jest prawdziwy ponieważ Henryk go podyktował, ponieważ tak mówi list.
|
|
|  | 2 na 2 | Bonzo9997 (313 punktów) | > To znaczy, że oprócz Ciebie był tam jeszcze jakiś mężczyzna?No tu mnie zagiąłeś, jak se teraz pomyślę to faktycznie - była osoba, ale w kiecce. A ja durny zamiast mu tę kiecę zadrzeć do góry i sprawdzić - oparłem się na przesłankach, że niby mówił basem i ludzie zwykle zwracają się do niego per "ojcze".  Pozdrawiam.
Gdzieś tam za firewallem musi być inny, lepszy świat...
|
|
2 na 2 | piątek (1035 punktów) | Uwierz mina księdza któremu mówi się "dzień dobra panu" jest oszałamiająca  naprawde warto xD
"Bóg uczynił mnie ateistą. Kim Ty jesteś by kwestionować jego mądrość"
|
|
 | 3 na 3 | APawłowski (1150 punktów) | > Uwierz mina księdza któremu mówi się "dzień dobra panu" jest oszałamiająca naprawde warto xDNie warto. Nie warto nikomu przykrości robić. Dla okazania swojej wyższości? To widocznie nie masz takiego poczucia. Dla okazania braku szacunku? Może spotkać Cię to samo i będzie Ci przykro. Czyż nie lepiej być odrobinę ponad? Czy nie prościej zastosować zasady dobrego wychowania? Manifestować swoje poglądy można w sposób kulturalny.
|
|
|  | 1 na 1 | DawidKarolkievitz (984 punktów) |
>Czyż nie lepiej być odrobinę ponad? Czy nie prościej zastosować zasady dobrego wychowania? Manifestować swoje poglądy można w sposób kulturalny.
Kwaśniewski bywał" ponad" na audiencjach u Wojtyły, kulturalnie, rzecz jasna, manifestował swoje poglądy całując go w łapę a poźniej spędzając resztę rozmowy na kolankach- w imię dobrego wychowania, a jakże...
Henryk zawsze ma rację, ponieważ tak mówi list, a list jest prawdziwy ponieważ Henryk go podyktował, ponieważ tak mówi list.
|
|
| |  | | APawłowski (1150 punktów) | Kwaśniewskiego obowiązywał protokół dyplomatyczny i to, że reprezentował kraj okrutnie katolicki.
|
|
| | |  | 1 na 1 | DawidKarolkievitz (984 punktów) | >Kwaśniewskiego obowiązywał protokół dyplomatyczny i to, że reprezentował kraj okrutnie katolicki.
A jakiż to protokół nakazuje prezydentowi republiki demokratycznej padać na kolana przed przywódcą innego kraju?!
Henryk zawsze ma rację, ponieważ tak mówi list, a list jest prawdziwy ponieważ Henryk go podyktował, ponieważ tak mówi list.
|
|
| | | |  | | Dorota Agata Jarema (27 punktów) | >>Kwaśniewskiego obowiązywał protokół dyplomatyczny i to, że reprezentował kraj okrutnie katolicki. >A jakiż to protokół nakazuje prezydentowi republiki demokratycznej padać na kolana przed przywódcą innego kraju?!
Przede wszystkim trzeba pamiętać o dość szczególnej roli, jaka przypisywana jest papieżowi w polityce międzynarodowej - mianowicie chodzi mi o dwoistość roli, jaką ten pełni - z jednej strony owszem jest on szefem państwa, z frugiej nie nalezy zapominać, iż jest on głową Kościoła Katolickiego. Co do kwestii protokołu - przede wszystkim z reguły obowiązuje protokół i etykieta narzucona i przyjęta w kraju przyjmującym (widać to dobrze w szczególności w opisywanych w przeszłości wizytach np. na dworach tureckich czy też chińskich, mimo, że od tego czasu zostało poczynionych wiele starań, by choć trochę zunifikowac kwestie protokolarne, nadal to gospodarz i jego zwyczaje nadają rytm spotkaniom). Należy pamiętać, iże Polska jest uważana za kraj katolicki, a prezydent Kwaśniewski reprezentował, nie mało liczne grono ateistów i osób, których religie nie uznają zwierzchności papieża, ale cały kraj, dlatego też zgiął kolana na audiencji.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | DawidKarolkievitz (984 punktów) |
> Należy pamiętać, iże Polska jest uważana za kraj katolicki, a prezydent Kwaśniewski reprezentował, nie mało liczne grono ateistów i osób, których religie nie uznają zwierzchności papieża, ale cały kraj, dlatego też zgiął kolana na audiencji.
Chciałbym przypomnieć, że padanie na kolana na audiencjach u Karola Wojtyły to nic innego jak gest poddaństwa. Gestem neutralnym jest nie padanie na kolana. Pan Kwaśniewski nie pojechał do Watykanu jako ateista, muzułmanin, danikenista, katolik- pojechał tam służbowo, jako głowa państwa demokratycznego. Od prezydenta kraju demokratycznego oczekuje sie gestów neutralnych czyli, jak zuważyłem, nie padania na kolana. I mało mnie obchodzi mit JPII i to co niby zrobił dla polskiej demokracji. Obchodzi mnie natomiast zachowanie człowieka, który pojechał mnie reprezentować do Watykanu. Kwaśniewski pojechał tam reprezentować ateistę.
Co do protokołu dyplomatycznego- Bush pojechał grabe uścisnął Ratzingerowi i przeszedł do konkretów. Nikt na USA bomby nie zrzucił.
Henryk zawsze ma rację, ponieważ tak mówi list, a list jest prawdziwy ponieważ Henryk go podyktował, ponieważ tak mówi list.
|
|
|  | | endrju91 (138 punktów) | Nie mam pojęcia jak powiedzenie jakiemuś facetowi "dzień dobry panu" może sprawiać jemu przykrość. To jest formułka na powitanie, ustalona i przyjęta przez chyba całe społeczeństwo polskie.
|
|
| |  | 1 na 1 | APawłowski (1150 punktów) | Cytat:Uwierz mina księdza któremu mówi się "dzień dobra panu" jest oszałamiająca naprawde warto Ja odczytałem te słowa jako czynienie drobnej złośliwości.
|
|
|  | | LEGION. (3161 punktów) | Cytat:Nie warto. Nie warto nikomu przykrości robić. Dla okazania swojej wyższości? To widocznie nie masz takiego poczucia. Dla okazania braku szacunku? Może spotkać Cię to samo i będzie Ci przykro. Wolne żarty! Od kiedy to powiedzenie komuś: "Dzień dobry" jest oznaką braku szacunku? Uwierz mi: jeśli spotka mnie to samo, to wcale nie będzie mi przykro. A "oszałamiająca mina księży"(niektórych) wynika właśnie z ich poczucia wyższości...
Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
|
|
| |  | | APawłowski (1150 punktów) | Nie zajmuję się formą powitania w tym przypadku a jedynie użyciem tej formy w celu złośliwym. A złośliwość dotyczy wszystkich. Na wyniosłość nic nie poradzę. Nawiasem mówiąc, ciekaw jestem, jeśli bym posiadł rząd dusz, to czy nie doznał bym również pewnej wyniosłości?  To takie atrakcyjne, że trudno się powstrzymać.
|
|
 | 1 na 1 | DawidKarolkievitz (984 punktów) | > Uwierz mina księdza któremu mówi się "dzień dobra panu" jest oszałamiająca naprawde warto xD"Dzień dobry" w zupełności wystarczy, z "panem" nie przesadzaj- no chyba, że jesteś feudalnym chłopem i pracujesz u pana księdza- dobrodzieja na plebanii...
Henryk zawsze ma rację, ponieważ tak mówi list, a list jest prawdziwy ponieważ Henryk go podyktował, ponieważ tak mówi list.
|
|
 | 2 na 2 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
> "Bóg uczynił mnie ateistą. Kim Ty jesteś by kwestionować jego mądrość"
A niby kim należy być, aby móc kwestionować? Myślenia, podobnie jak życia, nie należy przerywać, gdyż grozi to śmiercią. Może BÓG jest bardziej wszechmogący od Boga?
|
|
|  | | IQ955 (2355 punktów) | >Myślenia, podobnie jak życia, nie należy przerywać, gdyż grozi to śmiercią. To Pański aforyzm?
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
> To Pański aforyzm? Mam taki idiotyczny obyczaj, że cudzych nie cytuję inaczej, jak pod groźbą śmierci.
|
|
 | | Dorota Agata Jarema (27 punktów) | > Uwierz mina księdza któremu mówi się "dzień dobra panu" jest oszałamiająca naprawde warto xDmimo, iż sama żyję z kościołem na bakier, to nie uważam, by takie zachowanie było "na miejscu", przynajmniej w formie złośliwej, jeżeli po prostu próbowałeś być miły dla księdza, czemu nie - i ten sposób można się z nim przywitać, a ksiądz, jak każdy dobrze wychowany człowiek powinien Ci również odpowiedzieć w ten sam sposób. Osobiście w witaniu się nie widzę żadnego problemu, niezależnie od zastosowanej formułki - czy mówisz komuś "dzień dobry", "szczęść boże", czy też "witam" chodzi ci o dokładnie to samo - w miarę cywilizowane zachowanie. Sama dobieram tak sposób witania się, jak i zwracania, by był dostosowany do osoby - wszak nic nie stracę na tym, że do księdza powiem "proszę księdza", a do zakonnika "ojcze", ani ja z tego powodu nie ucierpię, ani moja duma się nie ugnie... dla mnie to po prostu zwykła grzeczność, ot co.
|
|
2 na 2 | Piotrek Karwala (451 punktów) | W tym wieku wypadałoby dać do zrozumienia otoczeniu, więc także rodzinie, o swojej niezależności i samodzielności. Ja mówię byłemu księdzu katechecie (pod koniec tamtego roku szkolnego wypisałem się z lekcji religii) zwykłe "Dzień Dobry" - on odpowiada tak samo. Formułka, czy nie, zastosowanie się do niej sprawi, że w domyśle będziesz katolikiem, wg stereotypu Polak=katolik. Moim zdaniem, najlepiej by było zacząć już przygotowywać rodzinę psychicznie do Świąt - najlepiej przez przyznanie się do swojego światopoglądu.
Precz z poezją podczas merytorycznej dyskusji!
|
|
| elfir (1058 punktów) | Ja staram sie unikac formulek. Nie mowie życzeniowego "dzien dobry", tylko neutralne "witam". Takie slowo uzywam tez w stosunku do osób duchownych.
Tylko z "do widzenia" mam problem, bo "żegnam" jest takie troche pejoratywne.
|
|
3 na 3 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Za niecale dwa miesiace nadejda tak zwane Swieta. W mojej >rodzinie z tej okazji zawsze pojawia sie na Wigilii pewien >znajomy ksiadz. Jako dzieciak zawsze oczywiscie >odpowiadalem na pozdrowienie "Szczesc Boze" wyuczona >formulka. Dzisiaj mam 22 lata, jestem agnostykiem (o czym >ani ksiadz ani moja rodzina zreszta nie wie) i zastanawiam >sie, jak sie zachowac w takiej sytuacji. Jak to wyglada w >waszym przypadku? Mowicie po prostu "dobry wieczor"? Troche >glupio powiedziec "dobry wieczor", gdy ksiadz mowi do ciebie >"szczesc Boze"... Zastanawiam sie, czy nie odpowiedziec >tradycyjnie. No ale to by sie nie godzilo z moim >agnostycyzmem. Jakies porady?
Ponieważ mam często okazję zastawać w domu mojej matki rożnych franciszkanów (spiknęła się z zakonem kiedy się nawróciła parę lat temu i teraz organizuje im jakąś uczelnię dziwną, hebraistyka czy coś) mam wypracowaną metodę. Mianowicie zawsze mówię "dzień dobry"/"dobry wieczór" - czy to jako pierwsza czy to w odpowiedzi na "niech będzie pochwalony" czy inne szczęść boże. Głośno i wyraźni, żadne tam bąkanie, mamrotanie pod nosem. Na początku braciszkowie zdradzali objawy pewnego zmieszania, ale im przeszło. Podejrzewam, że moja matka uświadomiła im, że maja do czynienia z bezbożnicą. Może się cieszą, że nie biję, nie pluję jadem (nieprowokowana oczywiście) i nie przeganiam ich kijem?
W każdym razie trzeba się przełamać ten pierwszy raz (indoktrynacja w dzieciństwie robi swoje) a potem to już idzie gładko. Poza tym, skoro piszesz że Twoja rodzina nic nie wie o Twoim agnostycyzmie, a głupio jest tak wyskakiwać bez wstępu czy "zaczepki", Twoje zachowanie może sprowokować kogoś do pytania, czemu powiedziałeś "dzień dobry". Może to być dobry moment do ujawnienia się. Oczywiście, może to być też dobry wstęp do nieziemskiej awantury, ale to już sam oceń, znasz swoja rodzinę najlepiej.
Powodzenia.
"Wizards don't believe in gods in the same way that most people don't find it necessary to believe in, say, tables." Terry Pratchett "Reaper Man"
|
|
4 na 4 | Patty Matheson (2087 punktów) | Mów tak, jak uważasz, nie musisz odpowiedzieć tym samym. Często spotykam się z takim problemem. Ja mówię dziecku (w wieku gimnazjalnym, żeby nie było) "cześć", a ono mi uparcie "dzień dobry". Albo na odwrót - ktoś mi mówi "cześć", ale ja się nie poczuwam. Ksiądz ma taki sam "obowiązek" respektowania Twoich odczuć, jak Ty jego. Nikt nie jest "lepszy", więc najważniejsze, żebyście się po prostu przywitali, a nie stali bez słowa.
Pozdrawiam.
And at the end of the sixth day god heard: "Not enough mana".
|
|
 | | Interek (1162 punktów) | Dziekuje forumowiczom za duzy odzew. Stwierdzilem, ze bede uzywal neutralnych zwrotow "witam" i "do widzenia", tudziez "wszystkiego dobrego". Jezeli chodzi o ujawanianie mojego agnostycyzmu w rodzinie, to zrobie to dopiero wtedy, gdy ktos mnie o to bezposrednio zapyta.
Pozdrawiam, Interek
|
|
|  | 5 na 5 | Bonzo9997 (313 punktów) | > Jezeli chodzi o ujawanianie mojego agnostycyzmu w rodzinie, to zrobie to dopiero wtedy, gdy ktos mnie o to bezposrednio zapyta.Ghe, he, he! Szczwana bestia jesteś!  Takie pytanie jest w naszym Katolandzie równie prawdopodobne, jak zadanie komuś pytania w sezonie na Florydzie - Gorąco ci? Ta rezolutność świadczy moim zdaniem o twoim zdrowym rozsądku i takim samym instynkcie samozachowawczym. Nie sztuką jest rozwalić coś co działa. A rodzina i środowisko to przeważnie dość skomplikowane zależności, mechanizmy. Sztuką jest zmienić coś działającego na lepiej działające i zrobić to bez większych zniszczeń oraz strat. Jak to było? - Dalajlama:"Naucz się zasad tak, abyś wiedział, jak je właściwie łamać". Nikt nie pytał cię czy chcesz być ochrzczony zapewne? Czy chcesz należeć do danego wyznania raczej też nie? Sposobem zostałeś, jak wielu z nas zmuszony do przynależności do danej wiary. Przez długie lata byłeś poddawany indoktrynacji religijnej, nawet podczas trwania twojej dziecięcej bezkrytyczności dla świata , czyli w czasie bezbronności twego rozumu. Kiedy osiągnąłeś wiek dojrzały, kiedy już jesteś samodzielny - okazało się że wcześniej zadecydowano za ciebie, że zostałeś postawiony przed faktem dokonanym. I według narzuconych przez indoktrynującą organizację zasad - nie masz tu nic do gadania. Bo w wypadku próby wyłamania się - środowisko w którym żyjesz, samo będące wcześniej przedmiotem (ofiarą) identycznych działań ze strony tej organizacji przywoła cię do porządku, różnymi formami nacisku i agresji, w tym psychiczną i emocjonalną. Oraz przede wszystkim metodą starą i skuteczną - groźbą odrzucenia, wykluczenia z przynależności do tegoż środowiska. Itd, itp... To delikatnie rzecz ujmując - nie fair wobec ciebie, jakby nie patrzeć. Nie namawiam cię tu do mazgajstwa nad sobą, w żadnym wypadku! Natomiast proponuję sposób patrzenia który uzmysłowi ci rozmiar i ciężar problemu, któremu będziesz musiał się przeciwstawić, potęgę i spryt przeciwnika. Do rozwiązywania takich wyzwań nie podchodzi się w nerwach, z marszu. Bo w takim wypadku skazujesz się na porażkę, po wielkich stratach. Moim zdaniem ty i twoja rodzina jesteście w tej grze najważniejsi. Przede wszystkim trzeba chronić was i to co was łączy, czyli samą wartość wspólnoty rodzinnej. Uważam że dobrze robisz odkładając czas konfrontacji i rozwiązania na przyszłość. Na czas kiedy będziesz rzetelnie i solidnie na tę konfrontację przygotowany, kiedy twoja psychika znajdzie oparcie w twych głęboko przemyślanych poglądach, kiedy rodzina zobaczy że wiesz co robisz i że sam dajesz sobie radę w życiu. Uwierz mi, kiedy człowiek wykaże się samodzielnością życiową i psychiczną, oraz determinacją w dążeniu do wyznaczonych sobie celów - środowisko się zmienia względem niego, staje się bardziej uległe i tolerancyjne. Póki co, zacznij się do tego przygotowywać. Skoro czarni nie grają fair i zmuszają cię do udawania kogoś kim wewnętrznie się nie czujesz, do przestrzegania ich zasad ... graj według ich reguł, udawaj że wierzysz w te ich bajania i przystajesz na ich zasady. Jak widzisz, to ciut za silny przeciwnik żeby go głupio lekceważyć. Wpierw zbierz siły, uporządkuj umysł i ducha, usamodzielnij się, pokaż rodzinie swą samodzielność i zaradność, uczyń z nich swych przyszłych sprzymierzeńców, o ile to możliwe. Z pewnością szybciej zaakceptują fakt że ich syn: "Świetnie sobie w życiu radzi, a że jest jakimś tam agnostykiem czy innym ateistą ?...phi, ksiądz też do świętych nie należy a ministranci to palą papierosy i przeklinają po mszy". No i uświadom sobie wyraźnie że tak naprawdę to nie rodzina jest twoim przeciwnikiem w tej grze, mimo że tak to wygląda, oni też są ofiarami. Sam poczujesz kiedy przyjdzie właściwy czas na rozwiązanie problemu. Nastanie szybciej niż myślisz, o ile rozsądnie i z determinacją podejdziesz do zagadnienia. Pewnie że może cię denerwować sytuacja w której musisz udawać idiotę, ale pamiętaj o jaką stawkę toczy się gra. Tu chodzi o ciebie i twoją rodzinę, czy to nie jest najważniejsze? A podejmując mądrą grę, na własnych zasadach, praktycznie skazany jesteś na sukces, na wygraną w walce z tym potężnym i wielkim przecież przeciwnikiem. Nie warto czasami zagryźć zębów póki co i udać że myślisz jak ci każą?  Ups! Ja to chyba krócej nie umiem? Sorki, już kończę.  Jakąkolwiek drogę wybierzesz, szczerze życzę ci powodzenia. Pozdrawiam serdecznie.
Gdzieś tam za firewallem musi być inny, lepszy świat...
|
|
| |  | | Interek (1162 punktów) | Bardzo mi sie podoba Twoja interpretacja. Tak, rzeczywiscie dobro rodziny jest najwazniejsze.
Pozdrawiam rowniez, Interek
|
|
| derkacz (375 punktów) | >jestem agnostykiem (o czym >ani ksiadz ani moja rodzina zreszta nie wie)
No to może tu jest przyczyna problemu. Jeśli nie robiłbyś tajemnicy ze swoich przekonań to rozmowa z księdzem mogłaby się okazać całkiem ciekawą wymianą opinii. Tu problemem jest nie "jak się zwaracać do księdza" tylko "dlaczego boję się ujawnić". Pozdrawiam.
|
|
| Interek (1162 punktów) | Pojawiaja sie oczywiscie dalsze pytania. Na przyklad, jak sie zachowac w kosciele bedac niewierzacym? Czy rowniez nalezy czynic znak krzyza? Czy musze ukleknac na dzwiek dzwonka? Czy musze odpowiadac "Amen"? Tradycja nakazywala by sie chyba tak wlasnie zachowac...
|
|
 | | Mindewicz (143 punktów) | >Pojawiaja sie oczywiscie dalsze pytania. Na przyklad, jak sie zachowac w kosciele bedac niewierzacym? Czy rowniez nalezy czynic znak krzyza? Czy musze ukleknac na dzwiek dzwonka? Czy musze odpowiadac "Amen"? Tradycja nakazywala by sie chyba tak wlasnie zachowac...
Ale czemu masz byc w kosciele będąc niewierzącym?
Co do witania księży, ja mówię dzień dobry, dobry wieczór, do widzenia i nikt chyba nie czuje się obrażony.
Bartosz Piotr Mindewicz
|
|
|  | | Interek (1162 punktów) | >Ale czemu masz byc w kosciele będąc niewierzącym?
Noo, moja rodzina jest katolicka, wiec pewnie wybiore sie rowniez na tradycyjna msze. Nie mam nic przeciwko temu, ale wlasnie sie zastanawiam, jak powinienem sie w czasie tej mszy zachowac.
|
|
| |  | | Mindewicz (143 punktów) | >>Ale czemu masz byc w kosciele będąc niewierzącym? >Noo, moja rodzina jest katolicka, wiec pewnie wybiore sie rowniez na tradycyjna msze. Nie mam nic przeciwko temu, ale wlasnie sie zastanawiam, jak powinienem sie w czasie tej mszy zachowac.
Hmm, nie wiem jak powinieneś się w takiej syt. zachowac. Ja, jeśli już musze byc na mszy w kościele, to ograniczam się do klękania gdy wszyscy klękają, wstawania gdy wszyscy wstają. Nie modle się, nie śpiewam, nie "amenuje". Nie wiem jak jest w Twoim przypadku - pisałeś wcześniej, że Twoja rodzina nie wie, że jesteś agnostykiem - możliwe, że lepiej będzie gdy pozostaną w tej niewiedzy. Zależy jak mogłaby Twoja rodzina zareagowac i (jesli mialaby to mocno przezyc) czy jest sens robic im przykrosc.
W moim przypadku było bardzo prosto. Rodzice od dziecka byli przyzwyczajani do różnych rewelacji ze mną związanych, raczej nie należałem do grzecznych, spokojnych i ułożonych maluchów. Wiedzieli, że różnych rzeczy się można po mnie spodziewac. Nie zdziwiło ich specjalnie gdy pewnego dnia przybiegłem i powiedziałem "mamo! jestem niewierzący!". Wtedy pewnie nawet nie brali tego na powaznie, w kazdym razie zdazyli się oswoic.
Pozdrawiam.
Bartosz Piotr Mindewicz
|
|
| |  | | Belial | >>Ale czemu masz byc w kosciele będąc niewierzącym? >Noo, moja rodzina jest katolicka, wiec pewnie wybiore sie rowniez na tradycyjna msze. Nie mam nic przeciwko temu, ale wlasnie sie zastanawiam, jak powinienem sie w czasie tej mszy zachowac.
Parafrazując słowa pewnego Żyda sprzed 2000 tysięcy lat, który zebrał pokaźne grono fanów powiem, że nie "można jednocześnie służyć dwóm panom..." Taki światopoglądowy szpagat jaki w tej chwili wykonujesz to najgorsze rozwiązanie z możliwych. Zacznij być wreszcie tym kim chcesz, a nie tym, kim chce Twoja rodzina. Dziwi mnie, że mając 22 lata nie jesteś w stanie, z jakiś dziwnych , irracjonalnych powodów poinformować ich o swoich poglądach. Nie ma nic gorszego w udawaniu kogoś, kim nie jesteś albo jak ktoś tu poradził, grania w jakąś grę. Nie doprowadzaj tego do absurdu, pytając jak masz się zachować w kościele? W ogóle tam nie wchodź! Zaczniesz jakiś idiotyczny taniec myślowy, ciągle się zastanawiając czy żegnanie się, jest dla Ciebie dopuszczalne a marotanie zaklęć czy klękanie już nie? Przypomnij sobie co sprawiło, że stałeś się agnostykiem. Z takim samym politowaniem patrzę na niepraktykujących katolików, jak praktykujących agnostyków. Bądź sobą i nie akceptuj wszystkiego w imię świętego spokoju.
Co do powitań czy wizyt księży w domu, to uważam, że to gość jak każdy inny. Należy mu się zwykła ludzka uprzejmość. Nie uważam jednak aby neutralny zwrot "dzień dobry" był tożsamy ze słowami "szczęść boże" czy "niech będzie pochwalony.." Dla ateisty czy agnostyka operowanie tymi słowami, to to samo, co żegnanie się z kimś słowami: :niech muminki wskazują Ci drogę". Zawsze można powiedzieć: Witam... czy żegnam księdza. Każdy średnio rozgarnięty pleban zrozumie Twoje stanowisko.
Generalnie uważam, że najbliższą Ci osobą powinneś być Ty sam. Dbaj o swoje dobre samopoczucie i nie wyważaj wkółko drzwi, które już raz otworzyłeś, tylko wreszcie przez nie przejdź.
|
|
| | |  | | Interek (1162 punktów) | Dziekuje za ciekawy i trafny komentarz.
>Nie doprowadzaj tego do absurdu, pytając jak masz się zachować w kościele? W ogóle tam nie wchodź!>
Problem w tym, ze ja chce tam pojsc, bo po pierwsze chodzilem tam bedac malym dzieckiem (sentyment), a po drugie chce towarzyszyc mojemu dziadkowi w czasie mszy.
Pozdr.
|
|
| | | |  | 1 na 1 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | > Dziekuje za ciekawy i trafny komentarz.> >Nie doprowadzaj tego do absurdu, pytając jak masz się zachować w kościele? W ogóle tam nie wchodź!> Problem w tym, ze ja chce tam pojsc, bo po pierwsze chodzilem tam bedac malym dzieckiem (sentyment), a po drugie chce towarzyszyc mojemu dziadkowi w czasie mszy.Jeżeli już chcesz iść na mszę nie wypada wyraźnie odstawać od reszty. Nie ma potrzeby śpiewać, modlić się itp, można sobie wypracować styl nierzucania sie w oczy. Głównie polega to na wstawaniu kiedy wszyscy wstają, siadaniu, przyklękaniu itp tak jak wszyscy dookoła, w sensie dosłownym "nie wychylaj sie". Śluby, pogrzeby, a w bliższej rodzinie także chrzciny i komunie wymagają obecności w kościele tylko po to, żeby nie urazić bliskich, trzeba sobie z tym radzić. Ja mawiają admini - u mnie działa 
"Wizards don't believe in gods in the same way that most people don't find it necessary to believe in, say, tables." Terry Pratchett "Reaper Man"
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|