Racjonalista - Strona głównaDo treści
Petycja w sprawie powszechnej edukacji muzycznej

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Zaproszenia, imprezy, ogłoszenia
NapisanoAutorTytuł
07-03-2012 13:18Jacek Tabisz (30006 punktów)Petycja w sprawie powszechnej edukacji muzycznej
Ocena 2 na 2
Petycja w sprawie powszechnej edukacji muzycznej.

Jednym z ważnych elementów postawy racjonalistycznej jest dbałość o jak najlepszą jakość edukacji ludzi młodych. Tylko w ten sposób możliwym staje się krzewienie odpowiedzialności intelektualnej wobec przyswajanych informacji i podejmowanych działań. Nie dawno pisałem i mówiłem o tym, że wartościowe szkolne przedmioty są spychane na drugi plan na rzecz lekcji religii (www.racjon(*),Dwie.godziny.religii.w.szkole ). Oczywiście lekcje religii uczą postawy „na wiarę”, sprzecznej z racjonalnym myśleniem i szkodliwej, moim zdaniem, dla całego społeczeństwa. Innym ważnym elementem racjonalizmu jest humanizm. Polega on na szacunku wobec indywidualnej ekspresji każdego człowieka, oraz na chęci jej wspierania. Owa ekspresja ma tym większą jakość, im bardziej jest harmonijna i twórcza. Trudno zatem sobie wyobrazić postawę racjonalną bez chęci krzewienia wartości związanych z popularyzacją sztuki. Źle napisany program polskiej edukacji spycha na plan drugi wobec niepotrzebnych zabobonów nie tylko przekazywanie wiedzy naukowej, ale też, jeszcze w większym stopniu, kreowanie własnej, humanistycznej ekspresji u uczniów. Prawie nie ma lekcji związanych ze sztukami plastycznymi, ani muzyką. Warto zatem podpisać petycję w sprawie powszechnej edukacji muzycznej. Jej inicjatorzy zwracają uwagę również na jakość postulowanych lekcji muzyki – „chcemy, aby edukacja muzyczna nie ograniczała się do brzdąkania, nucenia lub pląsania…. Zajęcia muzyczne w powszechnej edukacji powinny spełniać dwa warunki: po pierwsze – uczeń od najmłodszych lat musi muzykować, grać na instrumencie, śpiewać, uczestniczyć w zajęciach muzyczno – ruchowych; po drugie – nauczyciel powinien mieć odpowiednie przygotowanie muzyczne oraz pedagogiczne. Po ich spełnieniu każdy młody człowiek będzie miał szansę skorzystać z dobrodziejstw płynących z edukacji muzycznej – w tym także rozwoju na miarę indywidualnych predyspozycji i aspiracji.”
Zachęcam do podpisania petycji:
www.spimr.pl/index.php/petycja?tmpl=component

prezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów
Jacek Tabisz
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

coreless (16088 punktów)

Każdy powinien się uczyć tego, do czego ma predyspozycje lub uzdolnienia - to przynosi najlepsze efekty. Nie widzę sensu w tym, by zamęczać nauką muzyki dzieciaka, który woli parę razy w tygodniu pograć w piłkę, a na przykład nie znosi śpiewać.
07-03-2012 14:50 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Każdy powinien się uczyć tego, do czego ma predyspozycje lub uzdolnienia - to przynosi najlepsze efekty. Nie widzę sensu w tym, by zamęczać nauką muzyki dzieciaka, który woli parę razy w tygodniu pograć w piłkę, a na przykład nie znosi śpiewać.

Nie zgadzam się. Dla większości dzieciaków lekcje muzyki były (są?) jedyną szansą aby ich ucho doznało dźwięków muzyki Griega czy Musorgskiego - i z własnych doświadczeń muzycznych wiem, że muzyka ma rzeczywisty i fenomenalny wpływ na budzenie wrażliwości i temperowanie agresji.
(Nie przypadkiem kilka lat temu policja brytyjska zastosowała nagłośnienie niektórych plaż muzyką Mozarta w tych miejscach, gdzie dochodziło do masowych spędów młodzieżowych gangów i pijackich rozrób. Okazało się to barierą nie do przejścia i chamstwo musiało wynieść się poza obszar rażenia tych dźwięków.)


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
07-03-2012 15:06 
 Ocena 2 na 2
coreless (16088 punktów)

Agresja nie jest zła, o ile jest zsocjalizowana, a pielęgnowanie swojej wrażliwości to typowa cecha neurotyka. Zresztą wystarczy przyjrzeć się bliżej sylwetkom wielkich kompozytorów*, owym nauczycielom muzycznej wrażliwości - alkoholicy, maniacy, jednostki skrajnie wyalienowane, a często nawet zwyczajnie wykolejone. Doskonałe wzorce osobowe!

*Dotyczy wyłącznie postaci historycznych.
08-03-2012 10:21 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Agresja nie jest zła, o ile jest zsocjalizowana,

Agresja jest zła - zsocjalizowana jest znana pod różnymi postaciami: cwaniactwa, intryganctwa, obmowy, mobbingu (dopiero niedawno dostrzeżono, że pod maską kultury może kryć się taki sam ładunek negatgywnych emocji, jakie towarzyszą często prostackiej, brutalnej agresji fizycznej).

>a pielęgnowanie swojej wrażliwości to typowa cecha neurotyka. Zresztą wystarczy przyjrzeć się bliżej sylwetkom wielkich kompozytorów*, owym nauczycielom muzycznej wrażliwości - alkoholicy, maniacy, jednostki skrajnie wyalienowane, a często nawet zwyczajnie wykolejone. Doskonałe wzorce osobowe!

Nie mówimy tu o wzorcach osobowych, bo jednostki twórcze i wybitne z reguły są w jakimś tam stopniu wyalienowane i nadwrażliwe. Chodzi tylko i wyłącznie o zwrócenie uwagi młodego człowieka na piękno stworzone przez człowieka, co też ma na celu wykształcenie umiejętności dostrzegania piękna tego świata w ogóle. Albowiem - poza całym złem i okrucieństwem jest w nim dość piękna, by się nim cieszyć i jeżeli nie nauczymy tego kolejnych pokoleń, to one będą budowały świat zły i okrutny. Bóg nie stworzył świata, ale człowiek może i powinien stwarzać świat - taki, w którym chciałoby się żyć.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
07-03-2012 16:14 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Nie zgadzam się. Dla większości dzieciaków lekcje muzyki były (są?) jedyną szansą aby ich ucho doznało dźwięków muzyki Griega czy Musorgskiego - i z własnych doświadczeń muzycznych wiem, że muzyka ma rzeczywisty i fenomenalny wpływ na budzenie wrażliwości i temperowanie agresji.

No niestety. Słuchanie treści, która nie jest zgodna z nastrojem nie ma sensu. Człowiek musi CHCIEĆ czegoś słuchać. Jeśli nie chce, to choćby mu puścić najpiękniejszy utwór świata, on i tak uzna, że to gorsze niż Bieberek.

I swoją drogą... dlaczego tylko klasyków puszczać?
08-03-2012 03:05 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dobra edukacja muzyki uczyłaby postaw kreatywnych, a nie biernego słuchania. Jestem przekonany, iż uczniowie graliby różne rzeczy, na różnych instrumentach. Przypuszczam, że podejście kreatywne zaowocowałoby większym uznaniem dla tradycyjnych instrumentów i muzyki klasycznej. To głośna i sucho - rytmiczna muzyka się narzuca. Gdy ktoś się muzyką bawi, zaczyna kombinować. Nie starcza mu prosty chińczyk, chce szachów. No i wielkość pionków (wolumen dźwięku uzyskiwany przez sztuczne wzmocnienie) przestaje być atrakcją. Ale przypuszczam, iż uczniowie chcący później założyć kapelę metalową, albo grać techno też nie stracą na edukacji muzycznej.
08-03-2012 10:34 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
Jak zawsze, w przypadku każdego przedmiotu, kluczem do sukcesu jest osobowość nauczyciela. Zwykle na dwudziestu uczniów jest najwyżej dwóch-trzech, którzy się interesują muzyką, dla innych jest to tylko okazja do myślenia o niebieskich migdałach. Trudno - rzeczywiście - wzbudzić zainteresowanie muzyką wielką, np. fugami Bacha gdyż tzw. "wielka" muzyka, jak ją nazywają "klasyczna", zawsze jest naznaczona pewnym ładunkiem emocjonalnym, który może zarezonować tylko u kogoś, kto posiada tę emocjonalną dojrzałość, która umożliwi mu zrozumienie twórcy, niejako przejmując jego myśli i uczucia. Dlatego trudno dziś odnaleźć drogę do uwagi młodego pokolenia - ta wrażliwość jest już przytępiona przez ciągły szum informacji, uproszczenie technik komunikowania i redukcję ekspresji do prostych schematów, które zamieniają indywidualności w szarą papkę z której jedynie czasem - przy dużym wysiłku rodziców - udaje się czasem wykrzesać skierowanie zainteresowania na jakąkolwiek własną aktywność. Młodzież dziś jest przekonana, że wszystko, co jest do zrobienia już zostało zrobione i nie ma sensu zastanawiać się nad bladym poblaskiem słońca Północy w suicie Peer Gynt. Ale trzeba próbować, by nie pożarły nas kiedyś pozbawione uczuć cyborgi.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
08-03-2012 11:26 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Dobra edukacja muzyki uczyłaby postaw kreatywnych, a nie biernego słuchania.

Owszem, uczyłaby. Ale tylko tych, którzy faktycznie mają talent. Nie każdy muzyk jest kompozytorem i nie każdy kompozytor jest kreatywny. Jeśli ktoś nie ma odpowiedniego "procesora" we łbie, to ile by się tego człowieka nie katowało, guzik to da.

Różne są rodzaje inteligencji, jak ostatnio zauważa psychologia. Osoba, która ma "mocną" inteligencję "kognitywną" i "werbalną" nie rozwinie swoich mocnych stron przy zajęciach muzycznych.

>Jestem przekonany, iż uczniowie graliby różne rzeczy, na różnych instrumentach.

To tak jak z malunkami. Jeden ma talent, będzie malował cudności, a inny talentu nie ma i będzie przez całe życie kreślił krzywe szlaczki bez polotu.

Jedyna zaleta z tych zajęć plastycznych, że młody człowiek może się trochę wyrobić manualnie, a długopisem raczej nie zrobi sobe krzywdy.

>Ale przypuszczam, iż uczniowie chcący później założyć kapelę metalową

Metal sporo czerpie z muzyki klasycznej wbrew pozorom.

>nie stracą na edukacji muzycznej.

Nie stracą, bo będą się zajmować muzyką Ale stracą ci, którzy zostaną kucharzami, architektami itd.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Architekt z pewnością może zyskać na muzyce. Architektura bywa bardzo muzyczna. Są też gatunki awangardowej muzyki współczesnej, które zacierają granice pomiędzy dźwiękiem a przestrzenią.

Moim zdaniem większość ludzi posiada w sobie chęć kreatywności. Szkoły zwykle to zabijają, zostają tylko najbardziej odporni uczniowie. Lekcja muzyki, w przeciwieństwie do lekcji plastyki, może sprawić, iż ktoś z bardzo skromnym wkładem (uderzenie w coś raz na minutę) może poczuć się potrzebny w zespole, może się ośmielić do wyrażania własnej ekspresji, do ulepszania odrobinę tego, co robią pozostali. Oczywiście trzeba zdolnych nauczycieli, ale to samo dotyczy wszystkich przedmiotów szkolnych.
08-03-2012 13:10 
 Ocena 1 na 1
Przemek J. (3008 punktów)
>ktoś z bardzo skromnym wkładem (uderzenie w coś raz na minutę) może poczuć się potrzebny w zespole, może się ośmielić do wyrażania własnej ekspresji, do ulepszania odrobinę tego, co robią pozostali.

Idealizujesz. Bardziej prawdopodobnym wydaje się, że w ciągu pozostałych mu 58 sekund będzie myślał jak zabić nudę, a swoje pomysły będzie wprowadzał w czyn. Jakieś to wyrażanie ekspresji, bezmyślne walenie w coś, jak się tego nie lubi i nie czuje? Nie każde dziecko ma ambicję bycia lepszym od innych, a te z ambicją nie zawsze wybiorą grę w zespole do jej zaspokojenia.

Ja rozumiem, że kochasz muzykę i jest ona ważną częścią Twojego życia, ale nie wszyscy tak mają. Ja też lubię muzykę, ale gdybym miał wybierać stracić wzrok czy słuch, zachował bym to pierwsze. Czytanie jest dla mnie znacznie ważniejsze niż muzyka. Dość często, gdy mam dużo ważnej pracy, zdarza mi się nie słuchać muzyki przez kilka tygodni. Nie słucham radia, nie włączam płyt, w ogóle o tym nie myślę. A są jeszcze mniej wrażliwi ode mnie.
Nauczyłeś się żyć bez wiary, to spróbuj wyobrazić sobie człowieka, który nie potrzebuje muzyki do życia, nie tęskni do niej, nie daj mu ona żadnej radości, nie wywołuje uczuć ani skojarzeń. Może spróbuj z eksperymentem myślowym: gdyby się okazało, że walenie młotem w kowadło przez 40 minut, znacząco wpływało na rozwój, z takim samym przekonaniem optował być za prowadzeniem tego jako przedmiot obowiązkowy do szkół? Dla niektórych nie ma różnicy pomiędzy muzyką a waleniem młotem w kowadło. Spróbuj ich zrozumieć.


Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
08-03-2012 13:19 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>Architekt z pewnością może zyskać na muzyce. Architektura bywa bardzo muzyczna.

Pszczoła jest bardzo muzyczna, jak ktoś się uprze. Jak ktoś muzykę "widzi", to wszystko jest mu muzyczne.

Tak jak dla poety wszystko może kojarzyć się z poezją.

>Moim zdaniem większość ludzi posiada w sobie chęć kreatywności.

Chęć kreatywności... i wszystko to wina szkoły, że ludzie owej kreatywności nie przejawiają?

Tylko dlaczego wszyscy mają być "kreatywni", cokolwiek miałoby to oznaczać? Czy pani na kasie w supermarkecie musi być kreatywna? Albo malarz pokojowy?

W niektórych wypadkach lepiej, żeby jednak głupek kreatywny nie był, bo może tą swoją kreatywnością spierniczyć zdrowie swoje lub - co gorsza - cudze. Jakiś czas temu wspomniałem o kolesiu, który popisał się kreatywnością i mu łapę ucięło, bo miał ułożyć materiał pod młotem i nacisnąć dwa przyciski, a szybciej mu było zapchać jeden przycisk zapałką... i po dłoni.

Ludzie mają róne układy nerwowe - jedni lepsze, drudzy gorsze. Lepiej, żeby ci co mają gorsze, żeby jednak się nie popisywali kreatywnością, bo to może się bardzo źle skończyć, jeśli nie będą w stanie przewidzieć rezultatu swoich działań.

>Szkoły zwykle to zabijają, zostają tylko najbardziej odporni uczniowie. Lekcja muzyki, w przeciwieństwie do lekcji plastyki, może sprawić, iż ktoś z bardzo skromnym wkładem (uderzenie w coś raz na minutę) może poczuć się potrzebny w zespole, może się ośmielić do wyrażania własnej ekspresji, do ulepszania odrobinę tego, co robią pozostali.

Co nie zmienia faktu, że taka osoba będzie widziała iż jest naprawdę bardzo mało potrzebna w tym zespole i tak naprawdę nie robi rzeczy potrzebnej.

Ale przecież tu nie ma co gdybać, bo takie zajęcia SĄ przecież w polskich szkołach.

Pan magister przychodzi i rzuca dzieciakom piłkę. Dzieciaki tworzą drużyny i grają, a pozycja bramkarza jest naprawdę bardzo ważna. Z tym, że bramkarzem niektórzy wcale nie chcą być. I przy okazji każdy kto przejawia inny poziom zdolności niż norma jest wyszydzany, obrażany, zmuszony do uczestniczenia w czymś, w czym uczestniczyć nie chce. Mimo, iż jest członkiem drużyny i "coś" robi.

Tak więc kicha niestety. Takie grupowe lekcje z przymusu są sposobem na podkreślenie różnic między dziećmi, na wpędzenie mniej zdolnych w danej dziedzinie w kompleksy, w obniżoną samoocenę, bez możliwości rozwoju w dziedzinach, w których byliby lepsi, bądź nawet bardzo dobrzy.
07-03-2012 20:09 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dziecku znacznie łatwiej nauczyć się podstaw muzyki niż dorosłemu, to jakby język bądź co bądź, a myślę, że warto. Muzyka rozwija też abstrakcyjne myślenie, zdolności matematyczne, a także koordynację ruchową. Spiewanie i gra na instrumentach dętych wzmacnia system oddechowy. Mnie na przykład uratowało od astmy, w którą przerodziłaby się już silna alergia, którą mam.
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
W ramach walki z astmą dmuchajmy na ziemne.
08-03-2012 11:30 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Spiewanie i gra na instrumentach dętych wzmacnia system oddechowy.

A jeszcze lepiej ruch fizyczny wzmacnia system oddechowy. I układ mięśniowy. I kostny. I krwionośny... Nie mówiąc o koordynacji ruchowej.

Tak więc godzina sensownego W-Fu da człowiekowi więcej, niż godzina zajęć muzycznych.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Muzyka, również związana z fizyczną aktywnością, może urozmaicić to, co w szkołach oferują lekcje wuefu.
08-03-2012 13:22 
 Ocena 5 na 5
Amai (3012 punktów)
>Muzyka, również związana z fizyczną aktywnością, może urozmaicić to, co w szkołach oferują lekcje wuefu.

Zamienisz gimnastykę na aerobik? Taniec? Już widzę zachwyt uczniów, naprawdę.
Wiesz co, w zasadzie nie miałabym nic przeciwko temu, żeby na zajęciach w-f wypróbować kilka rodzajów aktywności. Parę lekcji tańca, parę związanych ze sztukami walki, ścianka wspinaczkowa... Po prostu po to, żeby dzieciak miał szansę liznąć wszystkiego i stwierdzić, czy mu to pasuje, czy nie. Ale pod warunkiem, że zasada byłaby taka sama, jak przy przedmiotach artystycznych. Drobna próbka w młodszych latach, a potem możliwość wyboru spośród kilku różnych rzeczy (niekoniecznie ograniczona do jednej opcji).
08-03-2012 14:05 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Zamienisz gimnastykę na aerobik? Taniec? Już widzę zachwyt uczniów, naprawdę.
>Wiesz co, w zasadzie nie miałabym nic przeciwko temu, żeby na zajęciach w-f wypróbować kilka rodzajów aktywności. Parę lekcji tańca, parę związanych ze sztukami walki, ścianka wspinaczkowa... Po prostu po to, żeby dzieciak miał szansę liznąć wszystkiego i stwierdzić, czy mu to pasuje, czy nie.

I oczywiście jeśli czegoś lizać nie chce, to go do tego lizania nie przymuszać
08-03-2012 13:58 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Muzyka, również związana z fizyczną aktywnością, może urozmaicić to, co w szkołach oferują lekcje wuefu.
Wszystko jest związane z muzyką. Cała ludzka tragedia poczęła się z ducha muzyki.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Napisałem normalne zdanie. Odpowiedzią jest jakiś gwałtowny patos. Skąd się wziął?
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Napisałem normalne zdanie. Odpowiedzią jest jakiś gwałtowny patos. Skąd się wziął?
Z Nietzschego.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Skąd pomysł na dobór cytatu?
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Skąd pomysł na dobór cytatu?
Powyżej nie było żadnego cytatu ale będzie poniżej.

Owy gwałtowny patos, to coś, ten zamysł i pomysł na zdanie z aluzją do dzieła Nietzschego wziął się stąd, że w dniu w którym poczyniłem go, w którym "wypowiedziałem" to, drugi raz obejrzałem znakomity film Emira Kusturicy, któremu towarzyszy genialna muzyka Gorana Bregovića.
Film opowiada o losie tragicznego artysty, którego gra niezrównoważony Johnny Depp.
Oglądając ten film za pierwszym razem nie widziałem niczego.
Przy drugim podejściu skupiłem się na muzyce i wtedy zobaczyłem go! To było olśniewające doświadczenie.

Cytat:
    Ledwie dotykam wierzchołków fal - byt, w którym winienem pływać, jest jakby p o z a    m n ą, a ja z dreszczem rozkoszy czuję jego rozigrany naskórek: czyżbym stał się latającą rybą?
F. Nietzsche - 1881


I tak się zastanawiam po dziś dzień: czy nasz kochany filozof śnił czy się napił gdy to pisał. A może popadł w stan ekstazy?
Stawiam na to trzecie.
Artur@R (7115 punktów)
>>Napisałem normalne zdanie. Odpowiedzią jest jakiś gwałtowny patos. Skąd się wziął?
>Z Nietzschego.
>

Hmm...raczej z "Niczego".
Cała ludzka tragedia poczęła się z ducha muzyki ....uwielbiam czytać takie "górnolotne wygibasy"


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
09-03-2012 09:02 
 Ocena 1 na 1
Przemek J. (3008 punktów)
> Cała ludzka tragedia poczęła się z ducha muzyki ....uwielbiam czytać takie "górnolotne wygibasy"

Co szczególnie trafnie zostało opisane w "Silmarilion" Tolkiena

Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
Amai (3012 punktów)
>Zachęcam do podpisania petycji:
>www.spimr.pl/index.php/petycja?tmpl=component

Za żadne skarby. A wiesz dlaczego? Bo do tej pory pamiętam, jakim koszmarem jest dla kogoś bez talentu robienie z siebie idioty przed cała klasą.

Ale w jednym się zgodzę - przydałyby się zajęcia, na których przekazywanoby podstawową wiedzę o sztuce w ogóle i które pozwoliłyby wyłapać wyjątkowo utalentowane dzieciaki.
Jeśli chodzi o bardziej "praktyczne" lekcje- zgoda, pod warunkiem, że uczeń miałby wybór między muzyką, plastyką i np. teatrem. Miło by było, gdyby dało się do tego dołączyć fotografię czy jakieś warsztaty filmowe, choćby w starszych klasach, kiedy można już liczyć na to, że uczeń będzie potrafił zaopiekować sie wypożyczonym ze szkoły aparatem (nawet jeśli ktoś nie ma własnego sprzętu, najprostsze aparaty naprawdę nie są tak drogie, żeby szkoła nie mogła kupić kilkunastu sztuk).
08-03-2012 03:14 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Oczywiście, że dobrze by było, aby uczeń miał do wyboru różne zajęcia artystyczne w szkole. Z tym że muzyka nie zaszkodzi plastykowi, a znajomość malarstwa, czy teatru muzykowi. Obecnie jest tak, że muzykę stawia się na ostatnim miejscu, choć w codziennym życiu jest na pierwszym. Ilu ludzi słyszy codziennie jakąś muzykę, a ilu chodzi codziennie do teatru, czy choćby ogląda w sieci jakąkolwiek grafikę komputerową, poza prostymi nagłówkami? Nie wiem, spróbuj spędzić dzień zastanawiając się, z jakimi działami sztuki związane są zjawiska z którymi przypadkowo, lub celowo obcujesz. Na jakim miejscu będzie teatr, a na jakim muzyka? Do tego język polski powinien uczyć dzieci i młodzież rodzajów narracji, sposobu przedstawiania bohaterów, budowania fabuł. Filmy to w dużej mierze przedłużenie powieści. Moim zdaniem zajęcia z filmowania można by twórczo połączyć z językiem polskim. Od razu pojawiłyby się ćwiczenia na dykcję, budowanie zdań, większy nacisk na język mówiony. a nie tylko literacki. Czasem mam dość, gdy słyszę rozmowy typu (abstrahując od wulgarnych przecinków niekiedy, które nie są tak złe jak to):

"No wiesz, ta, ona, wzięła to coś. Przyszła do tej drugiej. I wtedy, no wiesz... (etc.etc.)"
08-03-2012 10:38 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Czasem mam dość, gdy słyszę rozmowy typu (abstrahując od wulgarnych przecinków niekiedy, które nie są tak złe jak to):
>"No wiesz, ta, ona, wzięła to coś. Przyszła do tej drugiej. I wtedy, no wiesz... (etc.etc.)"

Przykład sprzed dosłownie trzech dni, podsłuchane na ulicy. Dziewczyna w wieku ok. 20 lat rozmawia z chłopakiem: "K...a, debilu, nie powiedziałam, że się z tobą w ogóle nie umówię, tylko dzisiaj mam pracę". A z wyglądu pełna klasa, żaden tam "margines". O tempora, o mores.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
08-03-2012 11:26 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
>"K...a, debilu, nie powiedziałam, że się z tobą w ogóle nie umówię (...)"
Ja bym się nie umówiła. Z debilami się nie umawiałam (i nie umawiam).
08-03-2012 11:13 
 Ocena 3 na 3
Amai (3012 punktów)
>Oczywiście, że dobrze by było, aby uczeń miał do wyboru różne zajęcia artystyczne w szkole. Z tym że muzyka nie zaszkodzi plastykowi, a znajomość malarstwa, czy teatru muzykowi.

Nie zaszkodzi, ale jej nauka może być drogą przez mękę - dodam, że całkowicie zbędną.

>Obecnie jest tak, że muzykę stawia się na ostatnim miejscu, choć w codziennym życiu jest na pierwszym.

Dla kogo jest na pierwszym? Bo nie dla wszystkich.

>Ilu ludzi słyszy codziennie jakąś muzykę,

Zapewne wielu. I dla większości jest tylko "tłem". Mają prawo odbierać ją w ten sposób.

>a ilu chodzi codziennie do teatru, czy choćby ogląda w sieci jakąkolwiek grafikę komputerową, poza prostymi nagłówkami?

Podejrzewam, że mniej więcej tylu, ilu słucha muzyki świadomie.

>Nie wiem, spróbuj spędzić dzień zastanawiając się, z jakimi działami sztuki związane są zjawiska z którymi przypadkowo, lub celowo obcujesz. Na jakim miejscu będzie teatr, a na jakim muzyka?

W moim przypadku akurat muzyka nie będzie na pierwszym. Teatru zwyczajnie nie lubię, ale potrafię tracić godziny na przeglądnie w internecie grafik czy zdjęć albo zatrzymać się gdzieś na chwilę tylko dlatego, że podoba mi się wyjątkowe światło albo ostrość kolorów na tle nieba przed burzą.
Zrozum, ludzie odbieraja świat bardzo różnie. I nie każdy zastanawia się nad "związkami zjawisk, z którymi obcuje, ze sztuką". Jakąkolwiek.

>Do tego język polski powinien uczyć dzieci i młodzież rodzajów narracji, sposobu przedstawiania bohaterów, budowania fabuł. Filmy to w dużej mierze przedłużenie powieści. Moim zdaniem zajęcia z filmowania można by twórczo połączyć z językiem polskim. Od razu pojawiłyby się ćwiczenia na dykcję, budowanie zdań, większy nacisk na język mówiony. a nie tylko literacki. Czasem mam dość, gdy słyszę rozmowy typu (abstrahując od wulgarnych przecinków niekiedy, które nie są tak złe jak to):
>"No wiesz, ta, ona, wzięła to coś. Przyszła do tej drugiej. I wtedy, no wiesz... (etc.etc.)"

Podobnie zajęcia teatralne na przykład. Ale to fakt, lekcje polskiego powinny wyglądać inaczej. Więcej dyskusji, więcej ciekawych tematów... Miałam w liceum polonistę, który przy okazji "przerabiania" Antygony kazał napisać mowę oskarżyciela albo obrońcy Kreona, a przy Mickiewiczu opowiadanie na podstawie którejś z ballad. Nie wiem, czy to było jakieś "odgórne" zalecenie, czy jego własny pomysł, ale jako ćwiczenie naprawdę interesujące. Fakt, wielu się krzywiło po prostu dlatego, że musieli odrobinę wysilić wyobraźnię.
spellbinder (8577 punktów)
W życiu nie podpiszę czegoś, co ma w szkole zwiększyć liczbę godzin, czy narzucić jakiś muzyczny terroryzm.

Wie Pan dlaczego? Dlatego, że to nie ma najmniejszego sensu. Człowiek, którego bawi plastyka będzie sobie kredeczkami zasuwać, czy nauczyciel mu to oceni, czy nie. Jeśli koleś ma odpowiedni zmysł, to się doszkoli.

Pan występuje z pozycji człowieka, który muzykę lubi, który - sądząc po zdjęciu pod Pańskimi artyułami - gra tam sobie na czymś.

Ja występuję z pozycji człowieka, który na lekcjach muzyki był poniżany - właśnie dlatego, że musiałem śpiewać (i dość szybko zrozumiałem, że w moim przypadku nie ma to najmniejszego sensu). Ja tego po prostu nie mam. Nie potrafię śpiewać, nie porafię grać, nie umiem utrzymać rytmu. Również nie tańczę.

W moim przypadku - ech! żeby to był przypadek odosobniony - lekcje muzyki były katorgą. Dość szybko nauczyłem się jednak odmawiania, jeśli było jakieś zaśpiewanie na ocenę, skutkiem czego dostawałem pały, ale wolałem te pały niż dać się poniżać przed całą klasą, bo proszę mi wierzyć, to jest poniżające.

Jeśli zaś chodzi o talenty plastyczne - nie mówiąc już o tym, że pancie plastucie oceniają zazwyczaj pracę rodziców dzieci a nie dzieci - rysowanie lepiej by mi wychodziło, gdybym wsadził ołówek w odbyt i popierdywał.

Czym innym jest znajomość tematu, a czym innym tworzenie i odtwarzanie - to kolejna kwestia. Na lekcjach pańcie nauczycielki tego nie potrafią zrozumieć. Nie każdy może ładnie pisać, szybko liczyć, biegać, poruszać się do taktu. Więcej nawet - nie każdy lubi to robić.

Każdy POWINIEN umieć pisać, oczywiście, konstruować w miarę poprawne zdania, ale szkoła niestety tego nie uczy. Ostatnio byłem na takim podwórku... ktoś na słupku umocował puszkę po kawie i zamieścił na niej napis... niech no sobie przypomnę. "Puszka na papierosy tylko". Zamiast więc pierniczyć takiej osobie o nie wiadomo czym, jakimś Mickiewiczu czy innym dziwadle, niechże sobie ten osobnik słucha disco-polo, ogląda telewizję... i niech, do diabła, pisze jak człowiek!

Żeby szkoła nie zmieniała się w katorgę przydałoby się uczyć ludzi rzeczy:
a) potrzebnych każdemu, w tym zdobywania wiedzy, umiejętności wyszukiwania źródeł na których można polegać
b) wszystkiego tego, co danego ucznia interesuje i w kierunku czego ma uzdolnienia

Zmieniły się zasady funkcjonowania świata, a przestarzały i idiotyczny system nauczania w Polsce się nie zmienił. Dziś nie trzeba wiedzieć WSZYSTKIEGO, bo wszystko można znaleźć w kilka minut. Warto za to znać się na tym, w czym człowiek jest "dobry".
07-03-2012 16:28 
 Ocena 5 na 5
Przemek J. (3008 punktów)
Ja bym jeszcze tylko dodał, że zmuszanie do słuchania muzyki poważnej (bo taka padła też propozycja), będzie miała takim sam skutek jak religia w szkole: skutecznie zniechęci. Wiem, bo przerabiałem to w ogólniaku. Ja akurat lubię więc słuchałem, ale wszyscy nielubiący i niezdecydowani tylko się zniechęcili, a nawet znienawidzili.

[Edit]
Widzę, że wcześniej o tym pisałeś, przeoczyłem.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Warto uczyć kreatywności, wyobraźni, szybkiej reakcji na bodźce, śmiałego podejmowania decyzji, umiejętności wypełnienia sobą miejsca w przestrzeni w sposób interesujący, ale też umiejętności współpracy = muzyka.

Nie warto siedzieć i wkuwać na pamięć tego, co można znaleźć natychmiast w internecie.
08-03-2012 11:10 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>Warto uczyć kreatywności, wyobraźni, szybkiej reakcji na bodźce, śmiałego podejmowania decyzji, umiejętności wypełnienia sobą miejsca w przestrzeni w sposób interesujący, ale też umiejętności współpracy

To może lepiej Counter Strike niż muzyka?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Muzyka działa w mniej sztywnych ramach i jest bardziej użyteczna społecznie.
08-03-2012 14:00 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
Muzyka to naprawdę niedocenione narzędzie w inżynierii społecznej.
08-03-2012 14:08 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Muzyka działa w mniej sztywnych ramach i jest bardziej użyteczna społecznie.

Nie widzę jak może być użyteczna społecznie. Prócz oczywiście zwiększenia częstotliwości stosowania stereotypów, szufladkowania ludzi na podstawie powierzchownej "analizy".

W Counter Strike chociaż się dogadać muszą między sobą. No ale tam jest trochę inaczej, bo każdy gracz CHCE grać w Counter'a.
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
Poza petycją nie widzę sensownego planu. Skąd wziąć pieniądze? Jak organizować takie lekcje? Pytań jest naprawdę dużo a pan ogranicza się do sformułowania trywialnych formułek.
Dlaczego nie mówi pan o pisaniu poezji, zajęciach teatralnych, balecie, robieniu filmów, organizowaniu happeningów i całej masie innych form ekspresji twórczej?
Dlaczego chce pan wprowadzić edukacje muzyczną a nie np. zajęcia z rytmiki?

Niech pan zaproponuje konkrety o których da się rozmawiać.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Muzyka przydaje się w teatrze, przy hapenningach, jest też dużo bardziej popularna i codzienna. Otacza nas muzyka, nie teatr. Jeśli chodzi o tworzenie fabuł, etc. mamy język polski. Być może zapewnia on tylko bierne podejście do literatury - to błąd, trzeba zmienić.
07-03-2012 21:12 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>to błąd, trzeba zmienić.

Gdyby każdy uczeń miał pisać, niewątpliwie wzrosłaby ilość samobójstw wśród nauczycieli j. polskiego
07-03-2012 21:21 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Za to zmniejszyłaby się wśród słuchaczy radia i TV, oraz codziennych rozmów w środkach komunikacji miejskiej
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Weźcie pod uwagę, że:

1) muzyki uczy się w szkołach niemuzycznych byle jak, nie systemowo
2) uczy jej się w zbyt późnym wieku, to co łatwo przychodzi w wieku 7 i mniej lat staje się horrorem w wieku lat 13+
3) nauczyciele, jeśli są, często są pozbawieni kompetencji
4) ważnym elementem nauczania muzyki jest zabawa i improwizacja, a nie śpiewanie kolęd na ocenę
5) są świetnie programy do nauczania muzyki, zupełnie w Polsce nie znane. Opracowane np. przez Orffa czy Kodalego. W grę wchodzą proste instrumenty - dzwonki, flety, bębenki i głos, kompozycje są tak pomyślane, że przy ogromnej prostocie są w stanie przynieść bardzo efektowne rezultaty, zachęcające do zabawy uczestników.

Zgadzam się, że programy nauczania są przeciążone. Dlatego sugeruję więcej zajęć artystycznych kosztem tego, co niepotrzebne - religii, elementów spirytyualizmu i zabobonu na innych przedmiotach humanistycznych (literatura polska o bogu i diable etc., historia zafałszowana dla potrzeb KrK i nadmiernego nacjonalizmu).
07-03-2012 20:33 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
No i jeszcze.

Szkoła uczy różnych rzeczy, aby człowiek miał możliwość wybrać coś dla siebie, jak stanie się większy. Wiadomo, że nie każdy będzie historykiem, polonistą, matematykiem, czy biologiem. A jednak każdy uczy się tych przedmiotów. Muzyka rozwija myślenie abstrakcyjne i koordynację ruchową, poprawia jakość życia - można grać, słuchać bardziej świadomie, dużo jest muzyki wokół nas. Można się zastanowić, czy de facto muzyka nie jest bardziej przydatna od lekcji historii na ten przykład?

A pewnych rzeczy, których się nie nauczy w młodym wieku, ciężko się nauczyć później. Tylko nieliczne dzieci mają mocne charakteru i same z siebie już jako trzylatkowie rwą się do instrumentów i kredek i zostają z tym. Wiele osób dopiero w wieku 18 lat zastanawia się, co chce robić. Być może dlatego, że szkoła wcześniej nie zapewniła im rzeczy zgodnych z ich zainteresowaniami...
07-03-2012 20:41 
 Ocena 4 na 4
coreless (16088 punktów)

OK, stwarzajmy dzieciom możliwości, ale nikogo nie katujmy. Przy takim podejściu jestem za. Bo z początku wyglądało to jak próba załatwienia kolejnych godzin dla ciał pedagogicznych.
Przypominam również, że przeciętny gimnazjalista już w tej chwili ma codziennie w sumie 7-8 godzin zajęć obowiązkowych i dodatkowych.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Oczywiście, zgadzam się z Tobą w 100%. Po prostu dobre lekcje muzyki to powinna być w dużej mierze zabawa, odpoczynek od biernego wkuwania zdań, formuł, etc. To powinno być wyzwalanie kreatywności, która może zainspirować nie tylko młodych muzyków, ale też matematyków, biologów i chemików.
07-03-2012 21:35 
 Ocena 2 na 2
coreless (16088 punktów)

Słyszałem, że wielu absolwentów uczelni katolickich ma odpowiednie przygotowanie muzykologiczne i pedagogiczne. Mogliby z pewnością zaspokoić głód kadr.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Historią też się zajmują i językami obcymi... Ogromna ignorancja społeczeństwa w dziedzinie muzyki sprawia iż jest ona w potocznej opinii w pełni zawłaszczona przez "duchowość" religijną. Ale to nie prawda. Nie tak dawno wydano na przykład zabawną płytkę "Muzyka Rewolucji Francuskiej"
08-03-2012 02:14 
 Ocena 1 na 1
Lizergus (691 punktów)
>Ogromna ignorancja społeczeństwa w dziedzinie muzyki sprawia iż jest ona w potocznej opinii w pełni zawłaszczona przez "duchowość" religijną.
W potocznej opinii muzyka i duchowość religijna pojawiają się wspólnie jedynie pod postacią starych bab zawodzących w kościele (można tu w sumie dorzucić oazowiczów). Niby są takie gatunki jak white metal czy christian rap, ale raczej mało kto tego słucha
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pop często odwołuje się do białego protestantyzmu. Nawet seks w nim bywa dość parafialny. Polski pop też. Słychać, że wiele gwiazd ma mentalność przeciętnego katolika. Nie zawsze w piosence słychać "choć do kościoła", ale ujęcie tematów takich jak "miłość, kobieta, mężczyzna, dziecko, cierpienie, ciało, etc." wypływa wprost z przeciętnego katolicyzmu. Oczywiście zdarzają się wyjątki, których warto podziwiać z niestandardowe teksty. Inna rzecz to celowe szokowanie, modny satanizm, aby katolicki słuchacz się zaczerwienił i płytkę kupił, niemal jak pisemko pornograficzno. Tako dreszczyk emocji. Nie istniałby, gdyby słuchacz nie myślał w takich kategoriach. Pytanie, czy to tych kategorii wprost, lub nie wprost nie utrwala?
08-03-2012 13:03 
 Ocena 3 na 3
Lizergus (691 punktów)
A mógłbyś podać jakieś konkretne przykłady? I czy mówimy o popie w sensie np. Michaela Jacksona czy ogólnie o tzw. "mainstreamie"?
>Słychać, że wiele gwiazd ma mentalność przeciętnego katolika.
A jeszcze więcej gwiazd nie ma śladu takiej mentalności.
>Pytanie, czy to tych kategorii wprost, lub nie wprost nie utrwala?
To jakby mówić, że nie należy krytykować Kościoła, bo to go wzmacnia.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jeśli ktoś w krytyce KrK, jak najbardziej słusznej skądinąd, nie jest w stanie wyjść poza ramy pojęć KrK, utrwala. Pożądna krytyka to "nie tędy droga" a nie "robicie to źle" = nowy Luter.
08-03-2012 16:53 
 Ocena 1 na 1
Lizergus (691 punktów)
No dobrze, ale czy nie ma miliona innych tematów niż teizm/ateizm, które mogą być wyrażone w muzyce?
Nie odpowiedziałeś też na moje pytania z poprzedniego posta.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Są. Ale jeśli pojawia się miłość w piosence, seks, śmierć, niezależność lub zależność, mogą zaistnieć w określonym przez religię kontekście.
09-03-2012 02:25 
 Ocena 5 na 5
Lizergus (691 punktów)
Trudno znaleźć temat, którego nie można by powiązać z religią. Np. utwór opisujący bogactwo kosmosu może jednocześnie chwalić wspaniałość dzieła bożego.
Jednak wciąż nalegam, abyś podał ze 3 przykłady religijnej mentalność w utworach muzyki popularnej, tylko nie w tak oczywistych przypadkach jak np. Arka Noego.
08-03-2012 07:38 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
> Ogromna ignorancja społeczeństwa w dziedzinie muzyki sprawia iż
ty także jesteś ignorantem.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,104798
08-03-2012 12:57 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A czy gdzieś tutaj chwalę się swoją nieignorancją? Koniec argumentów - lecimy ad personam?
08-03-2012 06:36 
 Ocena 3 na 3
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Można się zastanowić, czy de facto muzyka nie jest bardziej przydatna od lekcji historii na ten przykład?
Można się też zastanowić, czy de facto język angielski będzie bardziej przydatny niż historia. Albo zajęcia sportowe.
07-03-2012 21:21 
 Ocena 6 na 6
Amai (3012 punktów)
>Weźcie pod uwagę, że:
>1) muzyki uczy się w szkołach niemuzycznych byle jak, nie systemowo

Jak wielu innych przedmiotów, niestety, przynajmniej w praktyce. Tyle, że to niczego nie zmienia.

>2) uczy jej się w zbyt późnym wieku, to co łatwo przychodzi w wieku 7 i mniej lat staje się horrorem w wieku lat 13+

Sugerujesz, że dzieci, które nie mają zdolności muzycznych i nienawidzą śpiewać, powinny być tym katowane dłużej, już od najmłodszych lat? Dla ich dobra, jak rozumiem. Żeby miały więcej czasu na polubienie muzyki i zrozumienie, jak bardzo się myliły.

>3) nauczyciele, jeśli są, często są pozbawieni kompetencji

Patrz punkt 1). Uważasz, że wprowadzenie dodatkowych zajęć to zmieni?

>4) ważnym elementem nauczania muzyki jest zabawa i improwizacja, a nie śpiewanie kolęd na ocenę

Przez całe życie - dosłownie, bo już od wczesnych przedszkolnych lat - nienawidziłam tego typu "zabaw i improwizacji". Dla dziecka, które nie ma talentu, a do tego jest nieśmiałe, to koszmarne i upokarzające, a nie zabawne. Nie wspominając o fakcie, że mogłoby w tym czasie robić coś, co naprawdę sprawi mu przyjemność i pozwoli się rozwijać.

>5) są świetnie programy do nauczania muzyki, zupełnie w Polsce nie znane. Opracowane np. przez Orffa czy Kodalego. W grę wchodzą proste instrumenty - dzwonki, flety, bębenki i głos, kompozycje są tak pomyślane, że przy ogromnej prostocie są w stanie przynieść bardzo efektowne rezultaty, zachęcające do zabawy uczestników.

Jak wyżej. Nie każdemu taka zabawa sprawia przyjemność.

Ty, Jacku, patrzysz na to z perspektywy kogoś, kto ma talent i kocha muzykę. Pięknie. Ale nie każdy musi mieć taki sam talent i zainteresowania.
Jak wspomniałam wcześniej - jestem za tym, żeby szkoła dawała przynajmniej ogólną wiedzę o sztuce i pozwalała się zorientować, jakie ktoś ma zdolności. Fajnie by było, gdyby człowiek po maturze wiedział, że van Gogh był malarzem, a nie pianistą i potrafił odróżnić gotycki kościół od barokowego pałacyku (a wbrew pozorom, dla wielu to naprawdę nie jest oczywiste). Ale zmuszanie wszystkich jak leci do nauki śpiewu i gry na instrumentach to, wybacz, znęcanie się przynajmniej nad częścią uczniów. Zajęcia artystyczne mogłyby być "zabawą", jeśli uczeń będzie mógł wybrać dziedzinę sztuki i nie będzie musiał się stresować, że jest oceniany za coś, na co nie ma wpływu. Z naciskiem na "wybrać".
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie spotkałeś się z dobrymi nauczycielami. O jakość nauczania w tej petycji też chodzi. Wiem o co ci chodzi - sam też byłem katowany takimi lekcjami w szkole, ale to dlatego, że nauczyciel był idiotą. Program nauczania Orffa (tego od okazałego oratorium "Carmina Burana") zakładał dla każdego coś miłego. Mała szkolna orkiestra. Można w niej robić coś skrajnie prostego, lub coś znacznie bardziej złożonego. Tematy są interesujące. Muzyka tworzy się na oczach dzieci, połączona z opowieściami i przygodami jak z gry. Coś zupełnie innego.
08-03-2012 09:43 
 Ocena 5 na 5
Przemek J. (3008 punktów)
> O jakość nauczania w tej petycji też chodzi.

Jacku ty naprawdę wierzysz, że jakaś petycja czy uchwała rozwiąże problem jakości nauczania muzyki, która większości społeczeństwa jest równie potrzebna jak teatr telewizji? To musi być wiara, bo racjonalnych przesłanek takiego podejścia nie potrafię się doszukać, choć naprawdę się staram. System szkolnictwa ma mnóstwo problemów, a chyba głównym jest to, że istnieje. Społeczeństwo nie rozumie i nie chce muzyki w szkołach - wnioskuję tak na podstawie ankiet, które wypełniają rodzice w szkołach moich dzieci.

Jeśli potrafisz, to proszę wytłumacz mi dwie rzeczy: jak sfinansować to przedsięwzięcie, bo aluzja z deklaracji, że to może być kosztem religii to mrzonka; jak będzie wdrażana i nadzorowana jakość tych zajęć i kto za to zapłaci?

>Tematy są interesujące.

Dla kogo? Ludzie są różni.

>Muzyka tworzy się na oczach dzieci, połączona z opowieściami i przygodami jak z gry.

A co z dziećmi, które nie lubią gier zwłaszcza tych zespołowych a muzyka ich nudzi i nie interesuje. Mój syn za muzykę uważa rap, a klasyka go nudzi. Uszy chciałem mu odciąć jak mu pokazałem występ Paco de Lucia, a on do powiedzenia miał tylko, że pitolenie bez słów to marnowanie czasu. To tylko taka anegdota na koniec.


Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja mimo wszystko zauważam, że muzyka jest bardziej potrzebna, niż teatr telewizji przeciętnemu człowiekowi. Zawsze była. Wstęp do teatru ludzie mają zapewniony na lekcjach polskiego, do muzyki zwykle nie mają żadnego wstępu. Jeszcze raz - ile razy w ciągu dnia zdarza się, iż otacza nas muzyka? A ile razy, że teatr? Czy ludzie częściej chodzą potańczyć w klubie, czy do teatru? Co częściej się robi za pomocą telefonu komórkowego?:

1) słucha muzyki
2) ogląda teatr telewizji
08-03-2012 13:22 
 Ocena 4 na 4
Przemek J. (3008 punktów)
>Ja mimo wszystko zauważam, że muzyka jest bardziej potrzebna, niż teatr telewizji przeciętnemu człowiekowi.

Nie chcę się wdawać w zbędną polemikę, na temat definicji przeciętnego człowieka, więc nie pociągnę tematu, ale moją odpowiedź na to zawarłem w poprzednim poście. Nie ważne co ty, czy ja uważamy. Ważne, że doświadczenie i sytuacja w kraju wskazują na to, że pomyśl nie wypali. Jeśli wypali, to znaczną część dzieci unieszczęśliwi.


>Wstęp do teatru ludzie mają zapewniony na lekcjach polskiego, do muzyki zwykle nie mają żadnego wstępu.

Moje dzieci były ze szkoły na wycieczkach w teatrze, na koncercie, w operetce. Gdzie ten brak wstępu? Jeśli szkoła już coś organizuje, to jest to nie tylko teatr.

>Jeszcze raz - ile razy w ciągu dnia zdarza się, iż otacza nas muzyka? A ile razy, że teatr?

Skoro muzyka jest wszędzie, to czy w takim razie nie powinniśmy jednak postawić na teatr, który rozwija inspiruje i jest bardziej uniwersalny. Bo nawet jeśli Przemek nie umie grać na instrumencie, śpiewać czy tańczyć, to może napisać jakiś tekst, pomalować dekorację, czy być odpowiedzialnym za oświetlenie?

>Czy ludzie częściej chodzą potańczyć w klubie, czy do teatru?

Ja do teatru. Co z tego, że raz na kilka lat, ale to i tak częściej niż wyjście na tańce, bo na nich nie byłem od czasu ukończenia podstawówki.

>Co częściej się robi za pomocą telefonu komórkowego?

W moim przypadku ani jedno ani drugie. Pomijając podstawową funkcję telefonu, to służy mi on jeszcze tylko do przeglądania Internetu i gry w szachy. Nawet dzwonek mam tradycyjny, telefoniczny. Nie jakąś melodyjkę czy fragment utworu.

Jak już wcześniej pisałem, to że muzyka jest częścią twojego życia, nie znaczy, że taką samą rolę pełni w życiu innych ludzi.


Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
08-03-2012 14:26 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zadałem ci szczere pytanie o to, co jest bardziej obecne w codziennym życiu - muzyka czy teatr. Co przeciętny, statystyczny Jan Kowalski robi częściej - słyszy muzykę, ogląda teatr? Moim zdaniem odpowiedź jest oczywista. A bierność wobec zalewających nas dźwięków nie jest czymś pozytywnym. Oczywiście, dobra szkoła powinna zorganizować dzieci na tyle dobrze, że grupa uczniów o różnych uzdolnieniach mogłaby stworzyć spektakl, w którym zajęliby się zarówno librettem (uzdolnienia literackie), dekoracją i strojami (uzdolnienia plastyczne), choreografią (uzdolnienia tanecznie bądź reżyserskie) oraz muzyką (uzdolnienia wykonawcze i kompozytorskie). Czy to by dzieciom zaszkodziło? Wielu wybitnych matematyków, biologów i fizyków, których znam, interesuje się sztuką - najczęściej malarstwem i muzyką. Wydaje mi się, że najgorzej jest z tzw. humanistami. Zdarzają się znawcy literatury, którzy nie mają bladego pojęcia o muzyce i malarstwie, choć bez tego nieraz dość ciężko być tak naprawdę znawcom literatury - wielu pisarzy nie było obojętnych na muzykę. Na przykład w "Mistrzu i Małgorzacie" są tysiące aluzji do określonych kompozycji Berlioza, co autorzy opracowań często przeoczają, bo nigdy w życiu nie słyszeli "Symfonii Fantastycznej", "Trojan" czy "Requiem"... Gdy w opracowaniu książki stykam się z taką ignorancją, czuję się wręcz okradany, komuś płacą, aby znał się na Bułhakowie i on bierze pieniądze, po czym odwala chałturę...
08-03-2012 15:10 
 Ocena 4 na 4
Przemek J. (3008 punktów)
> Zadałem ci szczere pytanie o to, co jest bardziej obecne w codziennym życiu - muzyka czy teatr.

A ja szczerze odpowiadam, że nie wiem. Wg mnie nieuprawomocnione jest porównywanie muzyki do teatru. Jeśli już, to powinniśmy chyba pytać, co w naszym życiu jest ważniejsze: muzyka czy aktorstwo? Bo aktorstwo, to nie tylko teatr, to filmy, seriale, politycy. Każdy kłamca, każdy spiker, każdy mówca. Nauka aktorstwa, a raczej uwrażliwienie na jego aspekty, to sztuka, której uczy się każde dziecko. Każdy z nas uczy się kłamać i kłamstwa demaskować. Ci mniej zdolni dają się łatwiej manipulować, bo nie dostrzegają aktorstwa i dobrą grę biorą za prawdę. Przy takiej percepcji, stawiam na teatr, ale nadal jestem daleki od tego, żeby nim dzieci na siłę uszczęśliwiać.

Postawię taką hipotezę: gdyby dzieci uczono aktorstwa, do jako osoby dorosłe nie przeżywałyby życia bohaterów z seriali. Nauczone w dzieciństwie, że gdy opada kurtyna, to zza niej wychodzą bohaterowie, nie paliliby zniczy po śmierci Hanki Mostowiak czy innego Ryśka. I w moim przekonaniu jest ona równie mocna, jak Twoja, że muzyka uszlachetnia.

> Jan Kowalski robi częściej - słyszy muzykę, ogląda teatr?

Jan Kowalki równie często ogląda teatr, słucha koncertów muzyki klasycznej, ogląda balet lub operę. Choć zgaduję, że teatr to chyba jednak najczęściej, bo czasem jest częściej w TV.

> A bierność wobec zalewających nas dźwięków nie jest czymś pozytywnym.

Dlaczego? Jeśli chcielibyśmy przeżywać każdą muzykę, która do nas dociera, to przy kakofonii, którą sam opisujesz, nie mielibyśmy czasu na nic innego.

> Czy to by dzieciom zaszkodziło?

To jest tendencyjne pytanie. A prawidłowa odpowiedź na nie brzmi "to zależy". Zależy od okoliczności i samych dzieci.

> Wielu wybitnych matematyków, biologów i fizyków, których znam, interesuje się sztuką - najczęściej malarstwem i muzyką.

Czyli ludzi inteligentnych, umiejących myśleć samodzielnie. Czego właściwie powyższe stwierdzenie ma dowieść?
Za uwagi o "Mistrzu i Małgorzacie" bardzo dziękuje, nie wiedziałem o tym, o czym piszesz. Książka przez długi czas była moją ulubioną, ale nigdy z Berliozem jej nie skojarzyłem, pomimo że w ogólniaku miałem porządną edukację muzyczną dzięki prof. Jerzemu Pogockiemu. Nawet zdarzyło mi się śpiewać w jego chórze, do dzisiaj nie mam pojęcia jakim cudem, skoro w tym samym czasie z ZHP byłem przekupywany, żebym nie śpiewał przy ogniskach. Jednak prawda jest taka, że słuchania muzyki nauczyłem się sam. Po podstawówce jej nienawidziłem, po ogólniaku rozumiałem, ale dopiero po latach pozbyłem się przykrych wspomnień związanych z przymuszaniem do grania, śpiewania i tańczenia.

Świat nie ucierpiał zbytnio na tym, że znawcy literatury nie odkryli odniesień, które są dla Ciebie oczywiste. Tak samo jak nie ucierpiał na tym, że ja się z nim nie podzieliłem swoimi skojarzeniami, w których Szatan drążący struktury ZSRR to alegoria wirusa komputerowego rozprzestrzeniającego się po przestarzałym systemie operacyjnym. Każdy ma prawo do innej percepcji, więc nie zgadzam się z tezą, że każdy musi się nauczyć czuć lub rozumieć muzykę. Bo nie każdego tego nauczyć można.

Odniosę się jeszcze do tego, że jak piszesz, muzyka jest wszędzie. Zgoda jest, ale co z tego? Ludzie nie rozumieją co się do nich mówi, nie umieją czytać ze zrozumieniem, a nagle wszystkich nauczymy rozumieć przekaz muzyczny? Jacku, nie mierz wszystkich swoją miarą. Jesteśmy różni i nie wszyscy ukochali muzykę, niektórzy jej po prostu nie potrzebują i pozwólmy im na to.

Na koniec wracając do petycji. Pytałem wcześniej, ale nie odpowiedziałeś, naprawdę jesteś aż takim idealistą, że wierzysz w jej powodzenie? Wierzysz, że z takich przymusowych lekcji wyniknie tylko samo dobro? Dla kilku (kilkunastu, kilkudziesięciu) "nawróconych na muzykę" poświęcisz setki, które się tylko zniechęcą i znudzą?

Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
08-03-2012 20:12 
 Ocena 2 na 2
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Zadałem ci szczere pytanie o to, co jest bardziej obecne w codziennym życiu - muzyka czy teatr.
Jeśli chodzi o paragon sztuk, to powiem ci szczerze, że niezbyt interesuje mnie ustanawianie takowego, jednakowego dla każdego i obowiązującego w każdym miejscu. Uważam, że jest to działanie pozbawione sensu. Nie będę się wdawał w dyskusje o prymacie jednej sztuki nad inną bo jedynym co mam w tym temacie do powiedzenia jest to, co już powiedział Michał Anioł, który twierdził, że nie ma sztuk ważniejszych i mniej ważnych.
Dyskusja na temat paragonu sztuk jest niezwykle ciekawa, ale należy już do historii estetyki.
08-03-2012 21:11 
 Ocena 4 na 4
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
> Zdarzają się znawcy literatury, którzy nie mają bladego pojęcia o muzyce i malarstwie, choć bez tego nieraz dość ciężko być tak naprawdę znawcom literatury - wielu pisarzy nie było obojętnych na muzykę.
A może bez znawstwa literatury nie można wiele powiedzieć o rzeźbie bo przecie wielu malarzy było niezwykle wrażliwych na muzykę? A może też nie można być znawcą teatru nie znając się na architekturze? Czy może jeszcze nie należy nic mówić o akcjonistach wiedeńskich mając blade pojęcie o masturbacji, zarzynaniu zwierząt oraz fekaliach? Istnieje jeszcze taka możliwość, że znawca literatury nie powinien wypowiadać się o twórczości Bukowskiego jeśli tak samo jak on nie jest znawcą whisky lub jest "obojętny na wdzięki kobiet".
>Na przykład w "Mistrzu i Małgorzacie" są tysiące aluzji do określonych kompozycji Berlioza, co autorzy opracowań często przeoczają, bo nigdy w życiu nie słyszeli "Symfonii Fantastycznej", "Trojan" czy "Requiem"... Gdy w opracowaniu książki stykam się z taką ignorancją, czuję się wręcz okradany, komuś płacą, aby znał się na Bułhakowie i on bierze pieniądze, po czym odwala chałturę...
W malarstwie Hieronima Boscha są tysiące aluzji, odniesień i symboli astrologicznych, co autorzy opracowań często przeoczają, bo nigdy w życiu nie słyszeli o tym by ludzie urodzeni pod znakiem byka byli złodziejami...
Uważasz, że gdy spotykam się z taką ignorancją powinienem poczuć się okradany bo komuś płacą aby znał się na Boschu a on odwala chałturę pomijając milczeniem problematykę astrologiczną w dziełach Boscha?
08-03-2012 14:23 
 Ocena 3 na 3
Amai (3012 punktów)
>Jeszcze raz - ile razy w ciągu dnia zdarza się, iż otacza nas muzyka? A ile razy, że teatr?

Jeszcze raz - fakt, że Ty wszędzie "widzisz" muzykę, nie oznacza, że dla innych jest ona tak samo istotna.

>Czy ludzie częściej chodzą potańczyć w klubie, czy do teatru? Co częściej się robi za pomocą telefonu komórkowego?:
>1) słucha muzyki
>2) ogląda teatr telewizji

Czy to, że ktoś czasem - a nawet bardzo często - tańczy, oznacza, że musi sam umieć komponować albo grać? Nie musi. Korzysta z tego, co stworzył ktoś inny, dokładnie tak, jak wtedy, kiedy ogląda film, prowadzi samochód, korzysta z komputera.
Ilu ludzi rozumie, jak działa (dokładnie, ze szczegółową znajomością każdego pojedynczego procesu) samochód albo komputer? Czy to, że ludzie każdego dnia mają z nimi kontakt, oznacza, że wszystkich obowiązkowo powinno się kształcić na mechaników i elektroników?
spellbinder (8577 punktów)
>Ja mimo wszystko zauważam, że muzyka jest bardziej potrzebna, niż teatr telewizji przeciętnemu człowiekowi. Zawsze była.

Ciężko jest mówić o tym co jest potrzebne, kiedy to jest, ciągle i nieprzerwanie. Ale gdyby tej muzyki nie było... gdyby się dzieciak wychowywał bez muzyki? To by wtedy można było mówić, czy jej potrzebuje, czy nie potrzebuje. I czy w ogóle byłby ją w stanie zrozumieć.

>Jeszcze raz - ile razy w ciągu dnia zdarza się, iż otacza nas muzyka? A ile razy, że teatr?

A ile razy otacza nas smród czyjejś pachy? Albo brudne ściany posmarowane wulgaryzmami?

Ale to, że nas otaczają nie jest równoznaczne z tym, że ich potrzebujemy.

>Czy ludzie częściej chodzą potańczyć w klubie, czy do teatru? Co częściej się robi za pomocą telefonu komórkowego?:
>1) słucha muzyki
>2) ogląda teatr telewizji

Jest jeszcze pytanie po co ludzie chodzą potańczyć w klubie i czemu służy muzyka, która tam leci.

Bo prawdę mówiąc można by tą muzykę zastąpić takim gościem z bębnem, który na galerach dawał koncerty.

Ludzie idą "tańczyć" nie z potrzeby tańca, ale dlatego, że inną potrzebę (bo nie ma czegoś takiego jak potrzeba tańca) nauczyli się zapokajać właśnie tańcząc.

A teatr zaspokaja zupełnie inne potrzeby (prócz jednej wspólnej, tej nieszczęsnej afiliacji). Dlatego też ciężko jest porównywać te dwie rzeczy.
08-03-2012 11:13 
 Ocena 4 na 4
Amai (3012 punktów)
>Nie spotkałeś się z dobrymi nauczycielami. O jakość nauczania w tej petycji też chodzi. Wiem o co ci chodzi - sam też byłem katowany takimi lekcjami w szkole, ale to dlatego, że nauczyciel był idiotą. Program nauczania Orffa (tego od okazałego oratorium "Carmina Burana") zakładał dla każdego coś miłego. Mała szkolna orkiestra. Można w niej robić coś skrajnie prostego, lub coś znacznie bardziej złożonego. Tematy są interesujące. Muzyka tworzy się na oczach dzieci, połączona z opowieściami i przygodami jak z gry. Coś zupełnie innego.

W młodszych klasach czy przedszkolach są inne zajęcia - gry, zabawy połączone ze śpiewaniem i nawet grą na jakimś prostym instrumencie. Podejrzewam, że coś podobnego masz na myśli. Tylko wiesz co? Tego też nie znosiłam, nawet jako kilkuletnie dziecko. A jeśli w wieku czterech albo pięciu lat czułam się jak idiotka podśpiewując i klaszcząc razem ze stadkiem innych dzieciaków, to zapewniam cię, że w wieku lat nastu też nie zapałałabym do tego miłością.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A zdarzyło ci się spotkać w szkole osoby nie lubiące matematyki, wuefu, języka polskiego, biologii etc.? Ile zależało od nauczycieli, ile od rzeczywistej awersji do przedmiotu? Czy, gdy byłaś bardzo mała i było to łatwe, ktoś próbował nauczyć cię nut? Bo petycja sprzeciwia się samemu poklaskiwianiu i nuceniu, jej autorzy wiedzą, jak nudna jest muzyka uczona przez osoby do tego nie mające kompetencji.
08-03-2012 13:45 
 Ocena 3 na 3
Amai (3012 punktów)
>A zdarzyło ci się spotkać w szkole osoby nie lubiące matematyki, wuefu, języka polskiego, biologii etc.? Ile zależało od nauczycieli, ile od rzeczywistej awersji do przedmiotu?

Miałam w liceum wspaniałego historyka, co nie zmieniło faktu, że - poza starożytnością - nie znosiłam historii. Miałam też świetną chemiczkę w podstawówce (wredną, wymagającą jędzę, której większość uczniów nie znosiła) i beznadziejną w liceum. Ta ostatnia obrzydziła mi przedmiot - jak sądziłam - na dobre. Potem nie tylko miałam chemię na pierwszym roku, ale też dwa lata później wybrałam ją jako drugi kierunek.
Nauczyciel to nie wszystko. Czasami to bardzo mało. Może zachęcić do spróbowania czegoś nowego albo sprawić, że człowiek na jakiś czas z czegoś zrezygnuje i potem będzie to odkrywał na nowo, ale nie zrobi muzyka - malarza, matematyka, itd. - z kogoś, kto nie ma do tego ani talentu, ani serca.

>Czy, gdy byłaś bardzo mała i było to łatwe, ktoś próbował nauczyć cię nut?

Nie, bo nie interesowały mnie nuty, tylko książki (wszystkie możliwe, odkąd jako czterolatka zmusiłam dziadka, żeby nauczył mnie czytać), filmy przyrodnicze i klocki (od prostych drewnianych po LEGO). Kiedy miałam jakieś pięć lat, zaczęłam zanudzać rodziców, żeby mi wymyślali matematyczne zagadki. Kiedyś ciotka podarowała mi cymbałki, które po tygodniu wylądowały gdzieś w kącie (fakt, nauczyłam się grać kilka prostych melodyjek, takich typu "Wlazł kotek na płotek", ale jakiejś szczególnej satysfakcji mi to nie sprawiło). Niby dlaczego w takiej sytuacji ktoś miałby mnie katować nauką nut?

>Bo petycja sprzeciwia się samemu poklaskiwianiu i nuceniu, jej autorzy wiedzą, jak nudna jest muzyka uczona przez osoby do tego nie mające kompetencji.

Dla wielu osób jest nudna niezależnie od kompetencji nauczyciela. A już na pewno nudniejsza niż wiele innych rzeczy.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zgadzam się z tobą, że nauczyciel to nie wszystko, ale ma jednak pewne znaczenie. Z moich doświadczeń wynika, iż osoby które same z siebie wiedzą, co chcą robić, są nie tak częste. Wiele osób, w tym dzieci również, trzeba zachęcić. Nauka nut jest katowaniem, bo zaczyna się w wieku, kiedy przyswajanie nowych języków przestaje już być automatyczne, a staje się ciężką pracą. Oczywiście w domach nie tak często można znaleźć nuty, za to dość często radio bombardujące muzyką o poranku. Muzyka towarzyszy też grom, jest w TV, w pubach...
08-03-2012 14:45 
 Ocena 3 na 3
Amai (3012 punktów)
>Zgadzam się z tobą, że nauczyciel to nie wszystko, ale ma jednak pewne znaczenie. Z moich doświadczeń wynika, iż osoby które same z siebie wiedzą, co chcą robić, są nie tak częste. Wiele osób, w tym dzieci również, trzeba zachęcić.

Wprowadzanie obowiązkowej nauki muzyki dla wszystkich, niezależnie od indywidualnych zdolności i zainteresowań, nie jest zachęcaniem, tylko przymusem.

>Nauka nut jest katowaniem, bo zaczyna się w wieku, kiedy przyswajanie nowych języków przestaje już być automatyczne, a staje się ciężką pracą.

Nauka nut jest katowaniem dla każdego, kogo to nie interesuje i kto wolałby w tym czasie robić setki innych rzeczy. Wiek nie jest tu najważniejszy. A lata, w których wszystko łatwo przychodzi, można wykorzystać na naukę czegoś innego, co naprawdę będzie dla dziecka przyjemnością i okaże się przydatne, choćby języków.
P.S. Nauka nut w podstawówce nie była dla mnie trudna i nie była ciężką pracą, była po prostu czymś, co nie było w stanie nawet na chwilę mnie zainteresować. Nawet wolałam to, niż kretyńskie śpiewanie na ocenę - do którego, tak przy okazji, moja nauczycielka uparcie mnie zmuszała tylko dlatego, że doszukała się jakiejś odrobiny talentu i uznała, że mam "dłonie pianistki". Za cholerę nie byłam w stanie jej wytłumaczyć, że ewentualna umiejętność gry na pianinie - w czym i tak nie wyszłabym poza podstawy - nie musi iść w parze z dobrym głosem.

>Oczywiście w domach nie tak często można znaleźć nuty, za to dość często radio bombardujące muzyką o poranku. Muzyka towarzyszy też grom, jest w TV, w pubach...

Do tego już się odniosłam.
07-03-2012 22:08 
 Ocena 4 na 4
spellbinder (8577 punktów)
>1) muzyki uczy się w szkołach niemuzycznych byle jak, nie systemowo

I bardzo dobrze, przynajmniej w tym wypadku. Jeszcze lepiej by było, gdyby tych dzieciaków w ogóle muzyki nie uczono.

Ja na to patrzę w ten sposób: człowiek ma ograniczoną ilość czasu i w tym czasie musi zmieścić różne aktywności.

Opanować pewne podstawowe dla każdego człowieka umiejętności, oraz pewne umiejętności właściwe dla siebie - przy czym te raczej na wyższym poziomie, niż "podstawowy". Dzieciak musi jeszcze sobie "pobiegać", trochę się zrelaksować i porządnie wyspać, bo bez tego resztę możemy o kant dupy potłuc.

Tak więc dzieciak "straci" masę czasu na robienie rzeczy, które mu się nigdy nie przydadzą, jeśli wrzucimy masę dodatkowych lekcji.

>2) uczy jej się w zbyt późnym wieku, to co łatwo przychodzi w wieku 7 i mniej lat staje się horrorem w wieku lat 13+

Steve Vai zaczął uczyć się grania na gitarze w wieku lat 13.
Tom Morello - pierwsza gitara w wieku lat 13
John Mayer - 13 lat
Jimmy Page - 12 lat
BB King - 12 lat
Jimi Hendrix - 15 lat
Buckethead - 12

Część wielkich gitarzystów zaczynała wcześniej, ale choćby na powyższych przykładach widać, że wiek jest mniejszym problemem niż talent.

Obecnie panuje takie dziwne podejście do twórczości... twórczość egalitarna - każdy tworzyć może, prawda... wszystko jest dziś twórcze, choćby było już tysiąc razy zrobione. Z tym, że osoba bez talentu stworzy co najwyżej jakąś kupę...

>3) nauczyciele, jeśli są, często są pozbawieni kompetencji

Takie mam niejasne wrażenie, że nauczać idą ci, co zbyt wiele talentu nie mieli...

>4) ważnym elementem nauczania muzyki jest zabawa i improwizacja, a nie śpiewanie kolęd na ocenę

Improwizacja ma sens, jeśli ktoś ma talent. Jeśli nie ma telantu, to lepiej żeby zająłby się rzeczami, do których jest "genetycznie" predysponowany. Jeśli więc widać, że mały koleś szybko biega, albo świetnie skacze, nie ma sensu sadzać go w ławeczce z cymbałkami i kazać napierdzielać.

>5) są świetnie programy do nauczania muzyki, zupełnie w Polsce nie znane.

Jednak dużo bardziej przydatne byłyby świetne programy do nauczania "odporności" na manipulację, czy choćby podstaw zdrowego żywienia, której to wiedzy większość ludzi nie posiada. Dziecko można nauczyć tysięcy rzeczy i nie wydaje mi się, aby muzyka miałaby być na tej liście gdzieś wysoko jeśli chodzi o pierwszeństwo.

>Zgadzam się, że programy nauczania są przeciążone. Dlatego sugeruję więcej zajęć artystycznych kosztem tego, co niepotrzebne - religii, elementów spirytyualizmu i zabobonu na innych przedmiotach humanistycznych (literatura polska o bogu i diable etc., historia zafałszowana dla potrzeb KrK i nadmiernego nacjonalizmu).

Dlaczego muzyka? Dlaczego nie uczyć ludzi wyciągania wniosków? Zdobywania wiedzy! Istnieje mnóstwo technik, które mogą człowiekowi pomóc w zapamiętywaniu rzeczy, ale tego się w szkołach nie uczy Dlaczego nie uczyć tego, co mogłoby młodym ludziom pomóc w zrozumieniu samych siebie? Radzić sobie ze stresem?
A oprócz tego oczywiście tych dziedzin, o których dzieciak chce słuchać, które chce zgłębiać.

Pan zakłada, że dzieci aż nogami trzęsą z podniecenia, żeby sobie w cymbałki powalić, a to chyba jest błąd.
Nie mówiąc już o innych problemach z takimi wspólnymi lekcjami tego i owego. Człowiek, który wyraźnie odstaje od grupy staje się pośmiewiskiem, zwłaszcza w młodszych klasach. Jeśli nałoży się na to jeszcze facylitacja społeczna, czyli gorsze wykonywanie danej czynności kiedy osoba jest obserwowana przez innych ludzi, to mamy mogiłę. Zwłaszcza w przypadku tych dziedzin, w których TALENT jest najważniejszym czynnikiem, bo każdy od razu widzi poziom umiejętności danego biedaka.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zdarzali się artyści, którzy startowali późno, poza tym niekiedy mówiąc, że ktoś zaczął grać na danym instrumencie późno pomija się wcześniejsze doświadczenia muzyczne.

Nudne walenie w cymbałki będzie nudne. Dobrane do wieku, powiązane z zabawą i współpracą z innymi dziećmi - to co innego.

Gdy włączymy radio, w kółko słychać w nim muzykę. Nie bycie biernym wobec tego wszechobecnego zjawiska moim zdaniem lepiej buduje postawę racjonalną.
08-03-2012 11:59 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Gdy włączymy radio, w kółko słychać w nim muzykę.

Na których stacjach? Ja zazwyczaj trafiam na siekę, w związku z czym radia zasadniczo nie słucham...

>Nie bycie biernym wobec tego wszechobecnego zjawiska moim zdaniem lepiej buduje postawę racjonalną.

Ludzie mają różny poziom wrażliwości. Muzyka nie jest więc dla każdego. Tak jak poezja nie jest dla każdego, spora część po prostu jej nie zrozumie.

Muzyka z kolei stała się w pewien sposób potwierdzeniem o identyczności danych osób. "Czego słuchasz" pada pytanie i kiedy ktoś odpowie tak samo jak zadający pytanie - mamy nić porozumienia. Nieważne, że znają tylko jedną płytę danego "artysty". Tu już nie chodzi o muzykę, a o przynależność do danej subkultury. Szukanie podobieństw. Dlatego też nie mówiłbym o wszechobecności muzyki... to nie o muzykę chodzi.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wiele osób słucha tej sieki radiowej, zdecydowanie więcej niż poezji. To, że w radiu leci sieka wynika z tego, że ogromne ilości ludzi (większość) czują potrzebę muzyki, ale nikt nie zadbał o to, by uczynić tę ich potrzebę bardziej twórczą i przemyślaną. Jeszcze raz - chyba zgodzić się, że recytacja poezji jest absolutnym marginesem przy obecnej wszędzie muzyce. Która jest sieką, z uwagi na zaniedbania w edukacji i nie wykorzystanie tego potencjału, jakim jest powszechna potrzeba muzyki.
08-03-2012 13:51 
 Ocena 2 na 2
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
   Moja edukacja była niezwykle zaniedbana pod względem edukacji muzycznej co nie oznacza, że nie uwielbiam muzyki, że słucham wyłącznie "sieki", i myślę, ze że wiele osób mogłoby się pod tym podpisać.
   Według ciebie każda minuta poświęcona na słuchanie Kasi Groniec "powinna owocować kilkoma dniami poświęconymi muzyce klasycznej (również ragom z Indii czy makamom ze świata muzułmańskiego)". Ja tak nie uważam.
www.youtub(*)?v=ZNduOILaUEc&feature=related
Piszesz, że masz czasu na Kasię Groniec i inne jej podobne gwiazdy. Ja mam. Dziś będę słuchał Marylin Monroe.
Nie jestem purystą. Uchowaj boże.
08-03-2012 14:12 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nadal uważam, iż muzyka klasyczna jest najwartościowsza. Ale dyskusja, którą znalazłeś, jest sprzed ładnych kilku lat. Przez ten czas zrozumiałem, że dobrze, jeśli człowiek lubi szczerze jakikolwiek typ muzyki - wtedy przestaje być biernym słuchaczem i w oparciu o to, co robi, rozwija się. Także powtórzę jeszcze raz - od czasu przytaczanej przez ciebie dyskusji ZMIENIŁEM moje zdanie na ten temat. Należę do tych nielicznych chyba stworzeń w internecie, które nie zakładają, iż wiedzą już wszystko i zawsze mają rację. Gdy czuję, że przesadziłem, gdy mnie ktoś przekona, ZMIENIAM zdanie.
08-03-2012 14:50 
 Ocena 2 na 2
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
I bardzo dobrze. Mam nadzieję, że nie będziemy dyskutować nad wyższością Mozarta nad Charlesem Mansonem.
08-03-2012 16:23 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>Nadal uważam, iż muzyka klasyczna jest najwartościowsza.

A mówisz tak w oparciu o przesłuchanie większości płyt, jakie kiedykolwiek powstały?

Muzyka spełnia, czy też może spełniać kilka - dosłownie - funkcji. I względem tychże funkcji musi zostać oceniona. Tak więc muzyka klasyczna ma obrzydliwie wręcz małą wartość w porównaniu z szantami, jeśli chodzi o ułatwianie pracy na żaglowcu

Chyba, że mówimy o jakiejś ogólnej wartościowości z księżyca, wedla której człowiek staje się lepszym człowiekiem pod wpływem danej rzeczy. Wtedy jednak może się okazać, że muzyka nie ma żadnej wartości.
08-03-2012 14:15 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>Wiele osób słucha tej sieki radiowej, zdecydowanie więcej niż poezji. To, że w radiu leci sieka wynika z tego, że ogromne ilości ludzi (większość) czują potrzebę muzyki, ale nikt nie zadbał o to, by uczynić tę ich potrzebę bardziej twórczą i przemyślaną.

Czują również potrzebę iPada, potrzebę Snickersa, potrzebę BMW, potrzebę pierścionka z diamentem, potrzebę Durex'a a nie jakiejś innej prezerwatywy itd.

Potrzeba, jak to określasz, "muzyki" jest potrzebą afiliacji, z tym że wyrażoną za pośrednictwem muzyki. A że człowiek nie ma zbyt dużego połączenia ze swoimi potrzebami, że tak powiem, organicznymi, to wydaje mu się, że ma potrzebę "muzyki".

Ktoś kto gra z kolei ma potrzebę samorealizacji, a nie "muzyki". Z tym, że właśnie w muzyce może się "realizować". Inny będzie pisał pamiętniki, wiersze, grał w kosza, pływał, uprawiał grządki, gotował itd. Wszystko to jedna potrzeba, ale wyrażona w inny sposób.

Tak więc nie ma sensu PRZYMUSZAĆ kogoś, dla jego własnego "dobra" do zaspokajania "potrzeby" muzyki, kiedy on by wolał zaspokajać sobie ją w inny sposób.
08-03-2012 06:23 
 Ocena 1 na 1
coreless (16088 punktów)

Moim przyziemnym zdaniem chodzi o to, że wraz z niżem demograficznym w szkołach rozpoczęła się tzw. "walka o ucznia". W jej wyniku uczniowie są wręcz rozrywani przez nauczycieli i agresywną konkurencję między szkołami.
Mam wrażenie, że nauczyciele przedmiotów artystycznych obudzili się nagle, bo się okazało, że za chwilę dla wielu z nich zwyczajnie nie będzie pracy. Jak temu zaradzić? Wprowadzić dodatkowe obowiązkowe zajęcia, które zagwarantują etaty i ciepłe posadki. A że uczeń niekoniecznie tego potrzebuje? Kogo to obchodzi. Uczeń jest po to, żeby nim choćby orać pole, a kasa musi się zgadzać.
08-03-2012 11:18 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Moim przyziemnym zdaniem chodzi o to, że wraz z niżem demograficznym w szkołach rozpoczęła się tzw. "walka o ucznia".

Raczej "walka o stołek nauczyciela" tak jak z gimnazjami było/jest

Do tego dochodzi jeszcze takie podejście, że dobrym obyczajem jest, aby dziecko poplumkało sobie na pianinku. Dziecko sąsiadów, kiedy jeszcze z rodzicami mieszkałem, dawało nam zdrowo popalić. Dzień w dzień praktycznie miało lekcje. Ustawili sobie pianinko przy ścianie i można powiedzieć, że moja rodzina również uczestniczyła w tych zajęciach. Wiedzieliśmy nawet kiedy kto gra - kiedy grało równo, była to nauczycielka. Dziecko z kolei jest antytalentem muzycznym, przez kilka lat nie zrobiło żadnych postępów, aż w końcu podrosło na tyle, żeby powiedzieć stanowcze "NIE".
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Przypuszczam, że nie. Temat powszechnej edukacji muzycznej wraca, był poruszany też w trakcie wyżu demograficznego w szkołach. Myślę, że nie należy sprowadzać tego tematu do tak prostych pobudek. Od tysiącleci ludzie muzykują, uczą się muzyki, obecność muzyki wokół nas świadczy o tym, iż jest ona bardzo potrzebnym elementem. Czemu nie uczyć ludzi bardziej twórczego podejścia do tego wszechobecnego zjawiska? Moim zdaniem świat, w którym zewsząd dobiega muzyka i jednocześnie mało kto cokolwiek o niej wie, uczy postaw biernych i nieracjonalnych.
08-03-2012 22:38 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Od tysiącleci ludzie muzykują

Od tysiącleci ludzie się zabijają. Tortury i gwałty też mają całkiem długą tradycję. Nie jest to jednak powód do umieszczania w szkołach podstawowych takich przedmiotów jak "Podstawy podpalania strzechy", ani tematów lekcji jak: "Ile zębów można wyrwać zanim czarownica przestanie w ogóle mówić".

>Czemu nie uczyć ludzi bardziej twórczego podejścia do tego wszechobecnego zjawiska?

Dlatego, że nawet wśród muzyków nie każdy jest twórczy.

A wśród tych znanych i lubianych nie każdy nawet umie grać czy śpiewać.

Jeśli zaś chodzi o odbiór, to ludziom zdaje się nie przeszkadzać to, że słuchają muzyki prymitywnej, z gościem robiącym BUM, BUM, BUM na perkusji, Plong, Plong, Plong na basie. A jeśli puścić im coś ambitniejszego, to uznają, że to jest szajs. Między innymi dlatego, że nie potrafią tego zrozumieć. Fizycznie nie mają możliwości.

Nie można też uznać, że kiedyś to było w ogóle super, bo był Bach, Beethoven i tylko ich słuchano. Bo były też podrzędne grupy grajków, grające na weselach i na placykach. I tak samo byli zaawansowani, jak ci nasi obecni trubadurzy Z przejść podziemnych żebrzący o złotówkę, ustawieni koło stoisk z zapiekankami... przynajmniej gdyby jeszcze były takie stoiska to właśnie tam by stali

Kolejna sprawa - twórczości nie można nauczyć:D

Twórczość w rozumieniu egalitarnym nie jest twórczością, tylko jakimś tam kombinowaniem opartym o odtwórstwo. Zostaje pozbawiona zarówno komponentu "przydatności" jak i "innowacyjności".
08-03-2012 22:57 
 Ocena 1 na 1
Lizergus (691 punktów)
>Jeśli zaś chodzi o odbiór, to ludziom zdaje się nie przeszkadzać to, że słuchają muzyki prymitywnej, z gościem robiącym BUM, BUM, BUM na perkusji, Plong, Plong, Plong na basie. A jeśli puścić im coś ambitniejszego, to uznają, że to jest szajs. Między innymi dlatego, że nie potrafią tego zrozumieć. Fizycznie nie mają możliwości.
Co jest wyznacznikiem "ambitności" muzyki? Niektóre utwory łatwiej wpadają w ucho, ale to ma się nijak do ich jakości. Wolę Daft Punk od Pink Floyd.
spellbinder (8577 punktów)
>Co jest wyznacznikiem "ambitności" muzyki? Niektóre utwory łatwiej wpadają w ucho, ale to ma się nijak do ich jakości. Wolę Daft Punk od Pink Floyd.

"Wyrobienie muzyczne" potrzebne do słuchania danego utworu. Jednych utworów słuchać nie można, bo to jest po prostu szajs, a innych dlatego, że są zbyt "trudne". Stąd określenie "ambitniejsze".

Chodzi też o słyszenie instrumentów, przeciętny człowiek nawet nie zauważy, że basowej gitary nie ma, bo jej nie słyszy. Perkusista z kolei wybija Bam, Bam, Bam, żeby każdy głupek wiedział kiedy machnąć głową.

Pozostaje jeszcze - jeśli chodzi o muzykę współczesną - kwestia tekstu, ale to jest inny temat.
08-03-2012 23:52 
 Ocena 2 na 2
Lizergus (691 punktów)
>"Wyrobienie muzyczne" potrzebne do słuchania danego utworu. Jednych utworów słuchać nie można, bo to jest po prostu szajs, a innych dlatego, że są zbyt "trudne". Stąd określenie "ambitniejsze".
Jak dla mnie jedyny sposób na wyrobienie sobie gustu muzycznego to słuchać, słuchać i słuchać. Ale i tak zawsze pozostaną jakieś osobiste preferencje.
www.youtube.com/watch?v=AyJfHU4GoOQ większość osób pewnie nie uzna tego za muzykę
>Chodzi też o słyszenie instrumentów, przeciętny człowiek nawet nie zauważy, że basowej gitary nie ma, bo jej nie słyszy. Perkusista z kolei wybija Bam, Bam, Bam, żeby każdy głupek wiedział kiedy machnąć głową.
Trzeba czasem posłuchać bardziej "aktywnie", żeby usłyszeć wszystkie elementy.
I czemu od razu głupek, przecież rytm po coś powstał - zresztą pewnie pierwotnie muzyka była przede wszystkim na nim właśnie oparta.
>Pozostaje jeszcze - jeśli chodzi o muzykę współczesną - kwestia tekstu, ale to jest inny temat.
A czemu tylko współczesna?
spellbinder (8577 punktów)
>Jak dla mnie jedyny sposób na wyrobienie sobie gustu muzycznego to słuchać, słuchać i słuchać. Ale i tak zawsze pozostaną jakieś osobiste preferencje.
>www.youtube.com/watch?v=AyJfHU4GoOQ większość osób pewnie nie uzna tego za muzykę

Tak to jest, że jak ktoś się nauczy jeść mizerię na słono, to nigdy w życiu nie przełknie takiej na słodko No może poza wyjątkami.

Muzyki też się trzeba nauczyć i niestety utwór przedstawiony przez Ciebie może być od samego początku mocno... odrzucony. To dobre słowo:D

>Trzeba czasem posłuchać bardziej "aktywnie", żeby usłyszeć wszystkie elementy.
>I czemu od razu głupek, przecież rytm po coś powstał - zresztą pewnie pierwotnie muzyka była przede wszystkim na nim właśnie oparta.

Głupek dlatego, że muzyki słucha tylko dla tego BUM BUM, bo bardziej skomplikowanych rzeczy nie zrozumie/nie usłyszy:D

Głupek oczywiście muzyczny:D
09-03-2012 08:40 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>www.youtube.com/watch?v=AyJfHU4GoOQ większość osób pewnie nie uzna tego za muzykę
Oj tam, oj tam. A czymże to się różni od dzieła jednego z największych kompozytorów 2 połowy XX wieku?
www.youtub(*)?v=Zmi2EVb7kQU&feature=related
To już tylko kwestia gustu.
08-03-2012 07:25 
 Ocena 3 na 3
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>1) muzyki uczy się w szkołach niemuzycznych byle jak, nie systemowo
To nie dotyczy tylko muzyki
>2) uczy jej się w zbyt późnym wieku, to co łatwo przychodzi w wieku 7 i mniej lat staje się horrorem w wieku lat 13+
To dotyczy także języków obcych
>3) nauczyciele, jeśli są, często są pozbawieni kompetencji
To dotyczy niemal całego systemu edukacji, nie tylko artytycznej
>4) ważnym elementem nauczania muzyki jest zabawa i improwizacja, a nie śpiewanie kolęd na ocenę
To dotyczy także innych zajęć.
>5) są świetnie programy do nauczania muzyki, zupełnie w Polsce nie znane.
W polskich szkołach publicznych wdraża się stosunkowo mało dobrych programów nauczania
>Zgadzam się, że programy nauczania są przeciążone. Dlatego sugeruję więcej zajęć artystycznych kosztem tego, co niepotrzebne - religii, elementów spirytyualizmu i zabobonu na innych przedmiotach humanistycznych (literatura polska o bogu i diable etc., historia zafałszowana dla potrzeb KrK i nadmiernego nacjonalizmu).

To znaczy, że z programu nauczania należy wykreślić Bogurodzicę i ludowe legendy o diabłach, zredukować epokę średniowiecza do brzytwy Ockhama, a Romantyzm przedstawić jako wylęgarnie szkodliwych zabobonów i nacjonalizmów?
Myślę, że gdybym miał wybierać ministra edukacji i miał do wyboru ciebie i Giertycha... wybrałbym Giertycha bo jest przystojniejszy
dr_Konieczny (5 punktów)
Bardzo wartościowa petycja. Podpisuję się rękami i nogami.
Muzyka uczłowiecza bezapelacyjnie.
Meretseger (61860 punktów)
Zgadzam się z tym, że dzieci powinny zostać uwrażliwione na muzykę - jest to w końcu bardzo ważny element ludzkiej kultury, obecny w niej od samego początku, od kiedy tylko hominid nauczył się rytmicznie stukać kamieniem o kamień - ale naprawdę trudno mi się zgodzić z następującym fragmentem petycji:
Cytat:
uczeń od najmłodszych lat musi (podkr. moje - M.) muzykować: grać na instrumencie, śpiewać, uczestniczyć w zajęciach muzyczno-ruchowych.

Litości. Zbyt dobrze pamiętam moje roczne zmagania z pianinem, zakończone pełną klęską (no, ja właściwie mogę mówić o triumfie, bo pozwolono mi odczepić się od znienawidzonego instrumentu), by teraz fundować coś takiego innym dzieciom. Nie wystarczyłoby zapoznać uczniów z historią muzyki, zaprezentować im utwory, omówić je? Uwrażliwić dzieci na dźwięki, a nie zmuszać do ich produkowania?
Naprawdę temat warto jeszcze raz przemyśleć.
spellbinder (8577 punktów)
>Zgadzam się z tym, że dzieci powinny zostać uwrażliwione na muzykę - jest to w końcu bardzo ważny element ludzkiej kultury, obecny w niej od samego początku, od kiedy tylko hominid nauczył się rytmicznie stukać kamieniem o kamień

Ja aię tak zastanawiam odnośnie tego nieszczęsnego hominida i sposobów przedstawienia go w kulturze - czyli z pałą, nawalającego w pusty pień...

Na ile ten wizerunek jest prawdziwy? Jak możemy to potwierdzić? Jasne, że w jakiś sposób rytmiczne ruchy człowiekowi towarzyszyły, bo łatwiej jest robić różne rzeczy, mniej się człowiek męczy itd. No nie wiem.

A co do kultury... myzuka jest spoiwem więzi międzyludzkich w obrębie jednej grupy. Subkultury powstają wokół muzyki, ale to jeszcze nie oznacza, że ma ona znaczenie Do danej subkultury mogą więc należeć osoby, które nijak nie znają się na muzyce, której słuchają. Co więcej - nie słuchają jej, kiedy są sami, a używają jako znacznika przynależności.

Tak więc muzyka pełni inną rolę, niż kiedyś. To już nie jest rola użytkowa (a więc wspomaganie pracy, czy rytuałów), a rola "społeczna". Muzyka staje więc na równi z napojami, butami, ubraniami, samochodami, sprzętem elektronicznym, w którym również nie chodzi już o użyteczność, a o podkreślenie statusu. Wśród użytkowników tych rzeczy jedynie niewielki procent naprawdę ich potrzebuje i naprawdę z nich korzysta. Tak więc muzyka (oraz rzeczy, które wymieniłem) zostały sprowadzone do roli bibelotów, nikomu "niepotrzebnych" ozdób.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To MUSI też uważam za głupie, ale nie sądzę, aby ktoś świadomie chciał realizować tego typu stwierdzenia. Zacytowałem, więc nie manipulowałem już istniejącymi zdaniami... Moim zdaniem odrobina twórczego podejścia do muzyki naprawdę może się przydać i stworzyć w ludziach zupełnie nową jakość wobec tego, co wszędzie rozbrzmiewa. Moim zdaniem wszechobecność muzyki i całkowita muzyczna bierność zalewanych dźwiękami ludzi to złe zjawisko. To uczy postaw automatycznych, bezmyślnych, irracjonalnych. Zamiast słyszeć twórczo, wielu z nas ma po prostu wrażenie, iż MUSI nas otaczać bliżej niesprecyzowany hałas. Moim zdaniem lekcje muzyki nauczą też ludzi higieny akustycznej, nauczą też ciszy. Natomiast fajnie by było, żeby w wieku, kiedy to jest naprawdę łatwe, bo korzysta na mechanizmach nauki języków, dzieci mogły się nauczyć nut. Wtedy cała reszta przygód z muzyką miałaby zupełnie inną jakość niż ma dzisiaj.

Wróć do listy wątków działu Zaproszenia, imprezy, ogłoszenia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365