Racjonalista - Strona głównaDo treści
Koniec ateizmu,Bóg istnieje bo......

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
13-11-2007 21:08Bolesław.słuchacz.Radio.Maryja (12 punktów)Koniec ateizmu,Bóg istnieje bo......
Ocena 1 na 1
Wita

Ateiści przeczą istnieniu wszelkich bóstw,my chrześcijanie uważamy naturalnie że jest to zaprzeczenie istnienia chrześcijańskiego Boga(co niektórzy ateiści podsycają niezrozumiałym dla nas antyklerykalizmem.
Dlatego zwracam się do chrześcijan: ateiści zaprzeczają istnieniu Boga,nie zaś tego że ktoś wierzy w Boga.

Dla mnie Bóg to coś/ktoś o umiejętnościach stwórczych w odróżnieniu od człowieka który przetwarza materialne rzeczy wcześniej stworzone.
Stworzone przez system:"BÓG" czyli fizyczno-chemiczno-matematyczna zasada budowy materii,Wszechświata.
Po kilku tysiącach lat,można,a nawet należy ten system nazwać "Bogiem",spełnia on wszelkie logiczne funkcje reprezentowane w ogólnoświatowej syntezie wszystkich istniejących religii.
Każde bóstwo miało w wierzeniach moc stwórczą,czegokolwiek.

Zadanie naukowców to w pełni poznać ten system, system:"Bóg" ,póki co ludzkość zna niewielki fragment dzieła Wszechświata i zasad jego budowy.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

piątek (1035 punktów)Odp: koniec ateizmu,Bóg istnieje bo......
nie! My nie wierzymy w Boga, ale nie zaprzeczamy w 100% że on nie istnieje bo nie mamy ku temu podstaw, i tym się różnimy, My patrzymy na sprawę obiektywnie a Wy, istnienie Boga przyjmujecie jako niezaprzeczalną prawdę, co z góry was skazuje na mizerny poziom polemiki.

"Zadanie naukowców to w pełni poznać ten system, system:"Bóg" ,póki co ludzkość zna niewielki fragment dzieła Wszechświata i zasad jego budowy."
Póki co to nawet tego nie jesteśmy pewni drogi chrześcijaninie

Jeżeli podasz mi jedyny sensowny powód wiary, to jestem skłonny o tym rozmawiać, SENSOWNY - czyli nie - "wiara pomaga mi w życiu" Przecież, jeżeli Bóg jest stwórca, to on nami kieruje, i kocha tam samo wszystkich, czy jest wierzący czy nie, byleby był dobrym człowiekiem.

"Bóg uczynił mnie ateistą. Kim Ty jesteś by kwestionować jego mądrość"
keymak (3379 punktów)Odp: Koniec ateizmu,Bóg istnieje bo......
>Dla mnie Bóg to coś/ktoś o umiejętnościach stwórczych w odróżnieniu od człowieka który przetwarza materialne rzeczy wcześniej stworzone.

Człowiek w takim układzie nie jest gorszy od Twojemu Boga bo stworzył coś co nie było wcześniej stworzone : Boga.
To by nawet było dobrym wytłumaczeniem istnienia Boga ..

Pozdrawiam.
Witold Baryluk (630 punktów)
>Wita
>Ateiści przeczą istnieniu wszelkich bóstw,my chrześcijanie
>uważamy naturalnie że jest to zaprzeczenie istnienia
>chrześcijańskiego Boga
Jak wszystkich to wszystkich.

>Dlatego zwracam się do chrześcijan: ateiści zaprzeczają
>istnieniu Boga,nie zaś tego że ktoś wierzy w Boga.
To sie zgadza. Ateiści napewno nie zaprzeczają że istnieje zjawisko wiary, wielu jednak ateistów je potępia z różnych powodów.

>Dla mnie Bóg to coś/ktoś o umiejętnościach stwórczych w
>odróżnieniu od człowieka który przetwarza materialne rzeczy
>wcześniej stworzone.
Mylisz się trochę. Człowiek potrafi wytwarzać materię. Robi się to w akceleratorach. Może chodzi o materię jako materię i energię. No cóż być może powstały z niczego. Bilans zeruje się dzięki antymaterii zapewne.

>Stworzone przez system:"BÓG" czyli
>fizyczno-chemiczno-matematyczna zasada budowy
>materii,Wszechświata.
Oh, czyżby był Pan panteistą a nie chrześcijaninem? Czy może jednak ufa Pan nauce, ale zakłada że sam punkt początkowy Wszechświata (którego notabene nie musi być) albo aksjomaty Wszechświata zostały ustanowione przez samego Boga, a potem pozwolił się toczyć rzeczą "swoją koleją". Coś mi się zdaje że w punkcie, nie da się zawrzeć całej bogatej struktury Wszechświata, jak również zapewnić celowo że 15 mld lat później powstanie człowiek.

>Po kilku tysiącach lat,można,a nawet należy ten system
>nazwać "Bogiem",spełnia on wszelkie logiczne funkcje
>reprezentowane w ogólnoświatowej syntezie wszystkich
>istniejących religii.
Czyli relatiwizujesz pojęcie boga? Być może jest syntezą wielu religii, ale z nauką to ma nijak wspólnego. Chyba czegoś nie rozumiem, chętnie zobacze wypunktowane te logiczne funkcje religii tego systemu.

>Każde bóstwo miało w wierzeniach moc stwórczą,czegokolwiek.
Hmm. Poniekąd - tak jak bogów grecki wiązano z pojęciami piękna, siły, sił natury, miłości, wojny, itp., tak upatrywano naprawdę w tych boga ich źródła, tak jak powiadzasz moc stwórczą. Czy nie jest tak ponieważ ludzie nie rozumieli wielu rzeczy, nie wiedzieli skąd się bierze błyskawica, albo dlaczego popadamy w miłość, albo dlaczego piękne nam sie podoba. Trochę tych zagadek rozwiązaliśmy. Metazagadka co jest przyczyną wszechrzeczy kiedyś może spotkać taki sam los.

>Zadanie naukowców to w pełni poznać ten system,
>system:"Bóg" ,póki co ludzkość zna niewielki
>fragment dzieła Wszechświata i zasad jego budowy.

Nie nazywał bym tego bogiem. Jeśli chodzi Panu o prawa natury, to tak, zrobimy co się da aby dowiedzieć się jak to wszystko działa.
Osobowość
>Mylisz się trochę. Człowiek potrafi wytwarzać materię. Robi się to w akceleratorach. Może chodzi o materię jako materię i energię. No cóż być może powstały z niczego. Bilans zeruje się dzięki antymaterii zapewne.
Chyba mylisz się nie trochę. Materia i energia to jedno (jak duch i ciało). Ich bilans się we Wszechświecie zeruje, co nie oznacza, że ich nie ma. Oznacza tylko tyle, że ile było na początku, tyle do dziś ich mamy. Człowiek potrafi tworzyć dzieła sztuki i techniki. Potrafi zamieniać energię (ducha) w materię (ciało) i odwrotnie. Człowiek jest twórcą, ale tworzy zupełnie inne od Boga dzieła. Potrafi też te dzieła niszczyć (tworzyć dzieła zniszczenia), czego Bóg nie potrafi (jest taki niezaradny).
>Oh, czyżby był Pan panteistą a nie chrześcijaninem? Czy może jednak ufa Pan nauce, ale zakłada że sam punkt początkowy Wszechświata (którego notabene nie musi być) albo aksjomaty Wszechświata zostały ustanowione przez samego Boga, a potem pozwolił się toczyć rzeczą "swoją koleją". Coś mi się zdaje że w punkcie, nie da się zawrzeć całej bogatej struktury Wszechświata, jak również zapewnić celowo że 15 mld lat później powstanie człowiek.
Tego się nie da. Ale stworzyć materię i energię jakiejś sile się udało (nikt nie wie, czy ta siła to panteon, czy jedność).
>Czyli relatiwizujesz pojęcie boga?
Nie relatywizuje, tylko nie wierzy w tego, którego wyznaje. Każdemu takie kłamstwo może się przydarzyć.
>>Każde bóstwo miało w wierzeniach moc stwórczą,czegokolwiek.
> Czy nie jest tak ponieważ ludzie nie rozumieli wielu rzeczy, nie wiedzieli skąd się bierze błyskawica, albo dlaczego popadamy w miłość, albo dlaczego piękne nam sie podoba. Trochę tych zagadek rozwiązaliśmy. Metazagadka co jest przyczyną wszechrzeczy kiedyś może spotkać taki sam los.
Nie rozwiązaliśmy zagadki: skąd się wzięła materia i energia.
Nie sądzę, abyśmy kiedykolwiek tę zagadkę rozwiązali.
>Nie nazywał bym tego bogiem. Jeśli chodzi Panu o prawa natury, to tak, zrobimy co się da aby dowiedzieć się jak to wszystko działa.
>
Jak działa wszystko, nigdy się nie dowiesz. Właśnie dlatego, że stale ktoś coś przetwarza (i my, i przyroda). Na początek dowiedz się (ale dokładnie!) jak działa Twój komputer.
Władek Lichacz (2050 punktów)
>...Człowiek jest twórcą, ale tworzy zupełnie inne od Boga dzieła. Potrafi też te dzieła niszczyć (tworzyć dzieła zniszczenia), czego Bóg nie potrafi (jest taki niezaradny).

Zaskoczyłeś mnie. Jeśli jest taki niezaradny to jak udało mu się stworzyć wszechświat? Co to za bóg, jak się nazywa?
Który z bogów nie potrafi niszczyć? Ja takiego nie znam.
I skąd o tym wiesz, co on potrafi?
Osobowość
>>...Człowiek jest twórcą, ale tworzy zupełnie inne od Boga dzieła. Potrafi też te dzieła niszczyć (tworzyć dzieła zniszczenia), czego Bóg nie potrafi (jest taki niezaradny).
>Zaskoczyłeś mnie. Jeśli jest taki niezaradny to jak udało mu się stworzyć wszechświat?
Sądzisz,że przy tworzeniu Wszechświata niezbędna była zaradność niszczyciela (jakiś dziwny ten Twój bóg).
>Co to za bóg, jak się nazywa?
Bóg.
>Który z bogów nie potrafi niszczyć? Ja takiego nie znam.
Ten, który Wszechświat (a z nim zarówno twórców jak niszczycieli) stworzył.
>I skąd o tym wiesz, co on potrafi?
>Bo widzę.
14-11-2007 16:07 
 Ocena 1 na 1
Witold Baryluk (630 punktów)
>>Mylisz się trochę. Człowiek potrafi wytwarzać materię. Robi się to w akceleratorach. Może chodzi o materię jako materię i energię. No cóż być może powstały z niczego. Bilans zeruje się dzięki antymaterii zapewne.
>Chyba mylisz się nie trochę. Materia i energia to jedno (jak duch i ciało).
Wybacz, ale porównanie do ducha i ciała to nie najlepszy pomysł. Są jednym ale trzeba rozumieć tą jedność, jest nią równoważność masy i energii. Przyczym aby to zrozumieć trzeba wiedzieć co oznacza pojęcia "masy" czy "energii", nie jest to żaden duch.

> Ich bilans się we Wszechświecie zeruje, co nie oznacza, że ich nie ma. Oznacza tylko tyle, że ile było na początku, tyle do dziś ich mamy.
Nie koniecznie. Istnieje teoria, że wszechświat istnieje dzięki "pożyczce" energii z nikąd (mechanika kwantowa dopuszcza czasami takie rzeczy, tyle że nie na taką skalę).

> Człowiek potrafi tworzyć dzieła sztuki i techniki. Potrafi zamieniać energię (ducha) w materię (ciało) i odwrotnie. Człowiek jest twórcą, ale tworzy zupełnie inne od Boga dzieła. Potrafi też te dzieła niszczyć (tworzyć dzieła zniszczenia), czego Bóg nie potrafi (jest taki niezaradny).
Zgadzam się (przynajmniej z cześcią o człowieku).

>Nie rozwiązaliśmy zagadki: skąd się wzięła materia i energia.
>Nie sądzę, abyśmy kiedykolwiek tę zagadkę rozwiązali.
>>Nie nazywał bym tego bogiem. Jeśli chodzi Panu o prawa natury, to tak, zrobimy co się da aby dowiedzieć się jak to wszystko działa.
>>
>Jak działa wszystko, nigdy się nie dowiesz. Właśnie dlatego, że stale ktoś coś przetwarza (i my, i przyroda).
Zobaczymy Jak działa wszystko może nie, ale chodzi mi o podstawowe prawa, być może je poznamy, ale użycie ich do zrozumienia innych rzeczy będzie trudne ze względu na skomplikowanie. Już dzisiaj znamy sposób w jaki się poruszają atomy, jak się wzajemnie przyciągają a nadal nie potrafimy naprzykład poznać dokładnie jak zwija się białko, albo jak działa jakaś struktura komórkowa, bo atomów może być tam naprzykład milion. Podobnie może wiemy jak działa pojedyńczy neuto, ale mózg jest zaskomplikowany. Do czasu...

>Na początek dowiedz się (ale dokładnie!) jak działa Twój komputer.
Akurat to znam jak mało kto, znam się na fizyce kwantowej, elektronice, układach cyfrowych, systremach operacyjnych i programowaniui oraz sieciach znakomicie Wiedziałem takie rzeczy zanim miałem pierwszy komputer. Kilka lat tematu zaprojektowałem nawet własny procesor.

Studiuje fizykę bo właśnie ciekawią mnie takie rzeczy. Zwykła ciekawość która pewnie nigdy nie zostanie zaspokojona.
Osobowość
>Wybacz, ale porównanie do ducha i ciała to nie najlepszy pomysł. Są jednym ale trzeba rozumieć tą jedność, jest nią równoważność masy i energii. Przyczym aby to zrozumieć trzeba wiedzieć co oznacza pojęcia "masy" czy "energii", nie jest to żaden duch.
energia to nie duch, ale duch (intelekt i wszystko co w człowieku niematerialne) to energia.
>Nie koniecznie. Istnieje teoria, że wszechświat istnieje dzięki "pożyczce" energii z nikąd (mechanika kwantowa dopuszcza czasami takie rzeczy, tyle że nie na taką skalę).
Na żadną skalę. Żeby móc "pożyczyć" trzeba mieć skąd. A mówimy o Wszechświecie (wszystkim). Tu nie o ilość energii chodzi, tylko źródło pożyczki. Jeśli taka teoria istnieje, to jest ona fałszywa, jak wiele innych. Wszystkie teorie prawdziwe zakładały zawsze zachowanie zarówno energii jak materii. Teoria Einsteina połączyła je w jedno (to też analogia do jedności ciała i ducha)
>Zgadzam się (przynajmniej z cześcią o człowieku).
Myślisz, że istnieją tylko te przemiany, które powoduje człowiek? To dzięki nam drzewa rosną i zmieniają się pory roku?
>Zobaczymy Jak działa wszystko może nie, ale chodzi mi o podstawowe prawa, być może je poznamy,
To podstawowe już poznaliśmy. Jest to prawo Einsteina.
>ale użycie ich do zrozumienia innych rzeczy będzie trudne ze względu na skomplikowanie.
Już teraz rozumiemy wszystko. Nawet to, czego jeszcze nie znamy.
> Już dzisiaj znamy sposób w jaki się poruszają atomy, jak się wzajemnie przyciągają a nadal nie potrafimy naprzykład poznać dokładnie jak zwija się białko, albo jak działa jakaś struktura komórkowa, bo atomów może być tam naprzykład milion. Podobnie może wiemy jak działa pojedyńczy neuto, ale mózg jest zaskomplikowany. Do czasu...
Nie do czasu...W nieskończoność. Do poznawania mamy wszystko (od nieskończenie małego, do nieskończenie wielkiego). A jeśli chodzi o materialny mózg, to obawiam się, że w nieskończoności pozostanie tylko jego zawartość (coraz mniej będziemy mieli w tym zakresie do poznawania).
>Akurat to znam jak mało kto, znam się na fizyce kwantowej, elektronice, układach cyfrowych, systremach operacyjnych i programowaniui oraz sieciach znakomicie Wiedziałem takie rzeczy zanim miałem pierwszy komputer. Kilka lat tematu zaprojektowałem nawet własny procesor.
No i co z tego? Naprawdę (dokładnie) poznać można tylko materię (hardware), ale nie jej ducha (software i dane). Gdybyś chciał go znać, musiałby Twój komputer być strasznie "samotny" (musiałbyś odłączyć go od internetu). No i pewnie nie miałbyś komputera, bo przecież od zera byś go sobie nie stworzył. Ale jesteś i tak stworzony na podobieństwo Boga, bo coś tam tworzysz i coś tam sobie rozwijasz.
>Studiuje fizykę bo właśnie ciekawią mnie takie rzeczy. Zwykła ciekawość która pewnie nigdy nie zostanie zaspokojona.
Zaspokojona zostanie. Będziesz ciekawy coraz to nowych rzeczy. Powodzenia.
Chociaż tego jeszcze nie wiesz, wierzysz w tego samego co ja Boga (prawdziwego).
Witold Baryluk (630 punktów)
>>Wybacz, ale porównanie do ducha i ciała to nie najlepszy pomysł. Są jednym ale trzeba rozumieć tą jedność, jest nią równoważność masy i energii. Przyczym aby to zrozumieć trzeba wiedzieć co oznacza pojęcia "masy" czy "energii", nie jest to żaden duch.
>energia to nie duch, ale duch (intelekt i wszystko co w człowieku niematerialne) to energia.
>>Nie koniecznie. Istnieje teoria, że wszechświat istnieje dzięki "pożyczce" energii z nikąd (mechanika kwantowa dopuszcza czasami takie rzeczy, tyle że nie na taką skalę).
>Na żadną skalę. Żeby móc "pożyczyć" trzeba mieć skąd. A mówimy o Wszechświecie (wszystkim). Tu nie o ilość energii chodzi, tylko źródło pożyczki. Jeśli taka teoria istnieje, to jest ona fałszywa, jak wiele innych. Wszystkie teorie prawdziwe zakładały zawsze zachowanie zarówno energii jak materii. Teoria Einsteina połączyła je w jedno (to też analogia do jedności ciała i ducha)

A kreacja cząstek wirtualnyc? pl.wikipedia.org/wiki/Cząstka_wirtualna (prawdę mówiąc nie wierzę osobiście w cząstki wirtualne które tłumaczą np. parowanie czarnych dziur, albo wiele innych efektów, ani nawet standardową interpretacje mechaniki kwantowej, ale jest to obecne stanowisko nauki).

>>Studiuje fizykę bo właśnie ciekawią mnie takie rzeczy. Zwykła ciekawość która pewnie nigdy nie zostanie zaspokojona.
>Zaspokojona zostanie. Będziesz ciekawy coraz to nowych rzeczy. Powodzenia.
Taką mam nadzieję.

>Chociaż tego jeszcze nie wiesz, wierzysz w tego samego co ja Boga (prawdziwego).

To raczej Ty w mojego. Jesteś ateistą, choć bliżej tobie do panteizmu jak wspomniałem
Osobowość
>A kreacja cząstek wirtualnyc? pl.wikipedia.org/wiki/Cząstka_wirtualna (prawdę mówiąc nie wierzę osobiście w cząstki wirtualne które tłumaczą np. parowanie czarnych dziur, albo wiele innych efektów, ani nawet standardową interpretacje mechaniki kwantowej, ale jest to obecne stanowisko nauki).
We wszystko co wirtualne to ja wierzę, bo to wszystko to, co nie rzeczywiste, nie stworzone i nie do stworzenia. Nie wierzyć w cokolwiek wirtualnego, to to samo co nie wierzyć np. w gaz doskonały, punkt w przestrzeni, albo wszelkie inne istniejące jedynie w naszych głowach pojęcia. Nie wiem po co wprowadzono pojęcie cząstek wirtualnych i po co je wykreowano, ale nie uwierzę, że naukowcy zajmują się obalaniem teorii Einsteina. Wierzę, że zajmują się wyłącznie wyjaśnianiem (na bazie teorii Einsteina) co to takiego ta czarna dziura (jak ona "wygląda z bliska") i co tam jak się porusza, skoro widzimy co widzimy.
>>Chociaż tego jeszcze nie wiesz, wierzysz w tego samego co ja Boga (prawdziwego).
>To raczej Ty w mojego. Jesteś ateistą, choć bliżej tobie do panteizmu jak wspomniałem
Moja wiara we własny ateizm to przeszłość (tę wiarę "wydusiła" na mnie religia katolicka).Teraz, od wiary we wszelkie własne -teizmy wolę wierzyć w prawdę, rozum i obydwu tych elementów jedynego Boga. Przekonaj mnie proszę, że możliwy jest jakikolwiek elementarny skutek, który nie ma swojej elementarnej przyczyny, a wyznam Ci mój ateizm. Przekonaj mnie, że Chrystus głosił własną boskość, a może wrócę do Katolików. Przekonaj mnie do wiary w wirtualnych bogów,a wyznam panteizm. Do roboty: przetwórz, jeśli potrafisz, mojego ducha. Zgłaszam gotowość do zmanipulowania. POWODZENIA.
Witold Baryluk (630 punktów)
>>A kreacja cząstek wirtualnyc? pl.wikipedia.org/wiki/Cząstka_wirtualna (prawdę mówiąc nie wierzę osobiście w cząstki wirtualne które tłumaczą np. parowanie czarnych dziur, albo wiele innych efektów, ani nawet standardową interpretacje mechaniki kwantowej, ale jest to obecne stanowisko nauki).
>We wszystko co wirtualne to ja wierzę, bo to wszystko to, co nie rzeczywiste, nie stworzone i nie do stworzenia. Nie wierzyć w cokolwiek wirtualnego, to to samo co nie wierzyć np. w gaz doskonały, punkt w przestrzeni, albo wszelkie inne istniejące jedynie w naszych głowach pojęcia. Nie wiem po co wprowadzono pojęcie cząstek wirtualnych i po co je wykreowano, ale nie uwierzę, że naukowcy zajmują się obalaniem teorii Einsteina. Wierzę, że zajmują się wyłącznie wyjaśnianiem (na bazie teorii Einsteina) co to takiego ta czarna dziura (jak ona "wygląda z bliska") i co tam jak się porusza, skoro widzimy co widzimy.

Ależ oczywiście, że nie obalają teorii Einsteina. Jest to fundament, który póki co działa znakomicie. Ale działa jedynie w miejscach w których to sprawdziliśmy, w każdej chwili może się pojawić eksperyment czy zjawisko której temu zaprzeczy. Być może będzie to głębokiej zmiany myślenia, a może jedynie lekkiej korekty.

Są różne fakty których nie możemy połączyć, ale tak było zawsze w nauce. Nauka nie polega oczywiści na bezmyślnym żąglowaniu pojęciami, tylko na wyjaśnianiu, przewidywaniu i testowaniu. To jaką drogą do tego dojdziemy to inna sprawa, nie musi to być nawet matematyka (choć ona daje nam najbardziej obiektywne odpowiedzi, i z nieznanych przyczyn opisuje świat znakomicie; może jakiś powód istnieje że musi to być matematyka, pewnie dlatego że potrafimy w niej robić dobre modele).

Tak jak mówisz abstrakcyjne pojęcia jak punkt w przestrzeni są jedynie modelem świata. Modelem utworzonym przez znas do wysuwania jaknajlepszych wniosków zgodnych ze światem. Nie uważam tak jak platonicy, że te abstrkacyjne byty, (które w/g mnie służa jedynie do modelowania), nie są modelem, ale realnymi tworami. Nie mówię
"Wszechświat jest czterowymiarową przestrzenią Riemmana, włącznie ze wszystkimi tego skutkami"
, tylko "weźmy czterowymiarową przestrzeń Riemmana, i sprawdźmy jej własności i sprawdźmy jak ma się do obserwalnego Wszechświata". Dlaczego? Ponieważ raczej nigdy nie będziemy mogli w pełni udowodnić prawdy takich założeń. Będziemy mogli robić miliony pomiarów, ale i tak za milon pierwszym możemy dostać wynik sprzeczny. Równie dobrze możemy robić pomiary do końca Wszechświata i się tego możemy nie dowiedzieć.

Takie właśnie wytwory jak "zakrzywiona przestrzeń, z cząstkami powiedzmy strukturze punktowej" uważam za tymczasowe. Dlaczego? Bo mimo, że wszystkie te wytwory udzielają świetnych odpowiedzi, są one zadziwiająco proste. Jak coś tak dziecinnie prostego, z czego potem logicznie wychodzą jakieś twierdzenia, może przewidywać tak skomplikowany wszechświat z milionami różnych procesów i sturktur? Wiem, że tak jest, że kilka małych klocków i reguł ich łączenia, może być w tym mechanizmie większa niż suma jej składników, tak jak na przykład białko, czy świadomość. Ale że to działa jest bardzo, bardzo nieoczywiste. Zachwyca mnie to codziennie, właśnie ta prostota.

Co do cząstek wirtualnych:
Cząstki wirtualne, są cząstkami (np. elektronem, albo fotonem), które klasycznie nie powinny istnieć(i na początku kwantowej teori pola ich istnienia nie przyjmowano, uważano je jedynie za trik matematyczny). Ich istnienie łamie zasadę zachowania energii. Ale istnieją one bardzo krótko. Jak mawiają niektórzy żartobliwie, wystarczająco krótko, aby natura tego nie zauważyła Na początku uważano je za twór całkowicie teoretyczny, który pozawalał tłumaczyć mechanizm przenoszenia oddziaływań (np. elektromagnetycznego), ale okazało się, że jeśli taka cząska wirtualna (zwykle ze swoją antycząstką) pojawi się zaraz przed horyzontem czarnej dziury to jedna z nich może wpaść do dziury, i para nie zniknie. Druga jest obserwowana jako promieniowanie czarnej dziury, choć naprawdę to promieniowanie wydostaje się nie z dziury, ale jej bardzo bliskie otoczenie.

Cząstki wirtualne pozwalają równiez wyjaśnić Efekt Cassimira: jeśli w próżni (takiej kompletnej, nawet bez promieniowania elektromagnetycznego, neutrin, itp) ustawimy równolegle dwie idealnie płaskie metalowe płyty (wiem że idealnie metalowy nie istnieją, ale z mniej idealnymi też efekt zachodzi), to zaczną się przyciągać, i to nie spowodu ich naładowania czy jakieś struktury atomów je budujących, tylko z tego powodu że w próżni pomiędzy nimi powstają nieustannie takie pary wirtualne i wywołują one ujemne ciśnienie.

Więcej niestety nie wiem, więc nie chce zmyślać.

>>>Chociaż tego jeszcze nie wiesz, wierzysz w tego samego co ja Boga (prawdziwego).
>>To raczej Ty w mojego. Jesteś ateistą, choć bliżej tobie do panteizmu jak wspomniałem
>Moja wiara we własny ateizm to przeszłość (tę wiarę "wydusiła" na mnie religia katolicka).Teraz, od wiary we wszelkie własne -teizmy wolę wierzyć w prawdę, rozum i obydwu tych elementów jedynego Boga.

Czuj się jak u swoich. Ale nie popadaj też w samo zachwyt, ani gloryfikację rozumu, bo do poznania mamy ułomne narzędzia.

>Przekonaj mnie proszę,

Po pierwsze nie mam bardzo dużej potrzeby zmieniania Twojego ducha. Potrzebę mam taką jedynie dla osób które mi wyraźnie przeszkadzają. Poza tym żeby coś przetworzyć, trzeba też wiedzieć z czego w co.

Ale masz rację w tym, że aby coś mówić trzeba to argumentować. I jesli się zargumentuje wystarczająco dobrze, coś co na pierwszy rzut oka wydaje się kompletnym nonsensem,
może go przyjąc do swojej wiary, a wręcz wiedzy.
Witold Baryluk (630 punktów)
> Przekonaj mnie proszę,
> że możliwy jest jakikolwiek elementarny skutek, który nie ma swojej elementarnej przyczyny, a wyznam Ci mój ateizm.

Nie jestem tego w stanie zrobić. Nie mam na przykład pojęcia dlaczego jeśli utworzymy wielokrotnie atom w stanie będącym równocenną superpozycją dwóch stanów własnych jakiejś obserwabli to w statystycznie połowie pomiarów będzie towarzyszyła jedna wartość, a połowie inna, ale przy pojdyńczym pomiarze mimo identycznych warunków (poza niedoskonałościami pomiaru które okazują się nie mieć znaczenia, no i oczywiście czasem) dostajemy przypadkowo jedną lub drugą odpowiedź. NIKT tego nie rozumie. NIKT nie wie jaka jest tego przyczyna, przynajmniej w powszechnie rozumianym sensie.

Znakomita większość fizyków twierdzi, że jest to źle zadane pytanie i używa wybiegów (kolejnych modeli, dlatego je uznaje pragmatycznie) takich jak dekoherencja, światy równoległe, konsystentne historie, wpływ obserwatora i inne bardzo mistyczne określenia. Ja tak nie uważam, i sądze że coś się za tym kryje.

> Przekonaj mnie, że Chrystus głosił własną boskość, a może wrócę do Katolików.
To robota historyków. To czy głosił czy nie głosił, jest zresztą mało ważne i jestem nawet w stanie w to uwierzyć, ponieważ mało jeszcze z tego wynika. Pytanie z jakiego powodu to robił. Z mojego punktu widzenia to robota dla psychologa, a nie teologa.

> Przekonaj mnie do wiary w wirtualnych bogów,a wyznam panteizm.
To nie jest wiara, to poprostu kolejny model, który próbujemy zachować jak najprostszy w założeniach, a jednocześnie wyjaśnić jak najwięcej w sposób ścisły i zgodny z obserwacjami. Taka zasad mini-maksu, obecna w całej nauce zresztą. Może rzeczywiście jest to jedynie trik, który dziwnym trafem zgadza się z obserwacjami (czyli jedyne co mamy). Jutro może powstać teoria zdecydowanie lepsza, która się bez nich obejdzie, ale już ustalone hipotezy nadal będą używane.
Osobowość
>...to w statystycznie połowie pomiarów będzie towarzyszyła jedna wartość .....
Bo za każdym razem będzie to inny atom, a nie ma dwóch obiektów identycznych. Im bardziej skomplikowane, tym bardziej różnią się od siebie. Żaden też obiekt nie jest tym, czym był przed sekundą (niezmienny w czasie). Jeszcze się nad tym głowisz, bo początki są trudne, ale zobaczysz, że potem pójdzie jak z płatka. Żeby poszło, trzeba uwzględnić jeden oczywisty element:czas. Tak więc istnieje wyłącznie materia,energia i czas dokonujący ewolucji (wszelkich zmian). To właśnie czasem posługują się zarówno ludzie jak Bóg w procesie tworzenia/niszczenia. Twórcy tworzą więcej niż niszczą. Dlatego są twórcami. Choćbyś nie wiem jak się wypierał, jesteś człowiekiem wierzącym (wybranym przez Boga), bo rozumnym (rozumiejącym), co nie wszystkim zostało przez Niego dane.
>.. no i oczywiście czasem) dostajemy przypadkowo jedną lub drugą odpowiedź.
No oczywiście. Tyle że czas to nie przypadek.
> NIKT tego nie rozumie.
Rozumiemy wszyscy (Ty też). Nie wiemy, ale zawsze znajdziemy odpowiedź. I na tym właśnie polega wiara (wiesz więcej od innych właśnie dlatego, że nie wiesz).
>NIKT nie wie jaka jest tego przyczyna, przynajmniej w powszechnie rozumianym sensie.
Ale my (ludzie wierzący) wiemy. Jest przyczyna (zawsze elementarna) i my ją znajdziemy. Nie poszukujemy odpowiedzi na pytanie, dlaczego statystyka jest jaka jest i dlaczego czas istnieje.
>Znakomita większość fizyków twierdzi...
Nie rozpędzaj sie z tą większością i nie bądź taki pewny do której grupy należysz, bo wszystko zależy wyłącznie od tego, czy sam szukasz odpowiedzi (badasz), czy domagasz się jej od innych. Rozumiem, że w sprawach, o których mówimy (w przeciwieństwie do tych z komputerem i życiem jako takim) jeszcze samodzielnych badań nie rozpocząłeś.
>To robota historyków. To czy głosił czy nie głosił, jest zresztą mało ważne
To bardzo ważne, bo moim zdaniem, On był człowiekiem wierzącym, wiec wierzył w Boga, a nie samego siebie. I Boga, a nie samego siebie chwalił. On był wierzący, a "jego" kościół to najpotężniejsza organizacja upowszechniająca wiarę fałszywą (skierowaną przeciwko ludziom, ich prawdziwej wierze i ich prawdziwemu Światu).
>To nie jest wiara, to poprostu kolejny model,
A każdy model, to wiara (to, co mamy w głowach). I nie są to modele wspólne.
> ale już ustalone hipotezy nadal będą używane.
Przed Kopernikiem, żaden naukowiec nie wiedział, co wokół czego się kręci. Naukowe modele opisywały jedynie ruch WZGLĘDEM Ziemi i były to modele nieprecyzyjne, ale prawdziwe (nie hipotezy). Wprowadzaniem obowiązujących hipotez (ideologii) zajmują się ludzie wiedzący i ich kościoły, a nie naukowcy (ludzie wierzący, którzy maja wspólny "kościół" od zarania dziejów).
Osobowość
>Ależ oczywiście, że nie obalają teorii Einsteina. Jest to fundament, który póki co działa znakomicie. Ale działa jedynie w miejscach w których to sprawdziliśmy, w każdej chwili może się pojawić eksperyment czy zjawisko której temu zaprzeczy.
Jak w rozwoju nauki nigdy nic niczemu nie zaprzeczało, tak nadal nie zaprzeczy. Nie rozumiesz, że jedyne czemu niektórzy zaprzeczają, to ewolucja (rozwój) i istnienie czasu? MUSISZ to zrozumieć, a wiem że możesz. Żadne zjawisko nie zaprzecza żadnemu innemu, a teoria Einsteina umożliwia nam próby interpretowania tego, co obserwujemy już dzisiaj (np.czarnych dziur), a nie tego, co zaobserwują przyszłe pokolenia. Te przyszłe, jeśli zaobserwują cokolwiek innego poza materią, energią i czasem, rozwiną teorię Einsteina (tak, jak dziś rozwijają ją ludzie w kościołach, gdy zaobserwują Matkę Boską).
>Być może będzie to głębokiej zmiany myślenia, a może jedynie lekkiej korekty.
Skoryguj lekko własne myślenie. Żadne rewolucje nie są mu potrzebne.
> matematyka (choć ona daje nam najbardziej obiektywne odpowiedzi, i z nieznanych przyczyn opisuje świat znakomicie;
To nie matematyka opisuje Świat. Po to naukowcy rozwijali matematykę, żeby móc precyzyjnie opisać swoje precyzyjne myśli. Dzisiaj wielu matematyków rozwija ją w tym samym celu, w którym niektóre mądrale się mądrzą, a niektórzy inni ogłaszają obowiązujące hipotezy.
Matematyka też nigdy nie przestaje obowiązywać, chociaż cała masa z tego co było przydatne kiedyś, nigdy nam się już nie przyda: Np. uciąglaliśmy kiedyś funkcje dyskretne, żeby móc je całkować. Dzisiaj dyskretyzujemy całkę, żeby móc ją policzyć. Matematyka to takie samo narzędzie komunikacji mózg-mózg jak każde inne. Można jej używać do porozumiewania się, albo do bełkotu.
> Nie uważam tak jak platonicy, że te abstrkacyjne byty...
Te abstrakcyjne byty, to istniejące w naszych głowach (Twojej i mojej) idee. Z żalem Cię powiadamiam, że nie istnieją one w głowach żadnych -teistów (nawet a-).
>"Wszechświat jest czterowymiarową przestrzenią Riemmana, włącznie ze wszystkimi tego skutkami"
> Oni o czterowymiarowej przestrzeni tylko słyszeli. Ty budujesz ją sobie we własnej głowie (nawet o tym nie wiedząc).
>Takie właśnie wytwory jak "zakrzywiona przestrzeń,
Wiesz, "zakrzywiona przestrzeń" to tylko przenośnia. Tak naprawdę, zakrzywione są tory (np. światła) w tej przestrzeni.
> powiedzmy strukturze punktowej uważam za tymczasowe.
Mylisz się, bo rozumiejąc rozmaite rzeczy, nie rozumiesz JESZCZE własnego rozumienia. Tor, punkt, przestrzeń, to odwieczne narzędzia tego rozumienia.
> są one zadziwiająco proste.
Tak proste, jak sam rozum ludzki, którego niektórym poskąpiono, a u innych całe życie się rozwija.
Osobowość (cd)
> Jak coś tak dziecinnie prostego, z czego potem logicznie wychodzą jakieś twierdzenia, może przewidywać
Gdybyśmy mieli przewidzieć Wszechświat,ograniczylibyśmy sie (jak teiści) do tworzenia sobie nieistniejących światów wirtualnych (światów marzeń)i rozwijali je w dowolnie wybranych kierunkach. My umiemy i robimy (nawet nie będąc naukowcami) coś znacznie więcej: oprócz marzenia, uczestniczymy w poznawaniu i rozwoju zarówno Świata, jak nauki o nim.
> kilka małych klocków i reguł ich łączenia, może być w tym mechanizmie większa niż suma jej składników, tak jak na przykład białko, czy świadomość.
Mam lepszy przykład: jak zero (fałsz) i jedynka (prawda). Znasz coś, czego nie da się z ich użyciem opisać lub stworzyć?
>Cząstki wirtualne, są cząstkami (np. elektronem, albo fotonem), które klasycznie nie powinny istnieć
Nie ma rzeczy, które nie powinny. Absolutnie jestem zdania, że powinno istnieć wszystko, czego jeszcze nie znamy. W rozwoju nie ma zresztą istnienia (trwania).
(i na początku kwantowej teori pola... .... ale jej bardzo bliskie otoczenie.
>Wcale Ci nie wierzę. Opisujesz coś, czego ani nie poznałeś, ani nie zrozumiałeś (cudze myśli).
>Cząstki wirtualne pozwalają równiez wyjaśnić Efekt Cassimira:
Bo do tego (wyjaśniania) służy wszystko co wirtualne (cała zawartość naszej głowy).
>Więcej niestety nie wiem, więc nie chce zmyślać.
Tego też nie wiesz. Wierzysz w to, a jest to wiara fałszywa.
>Czuj się jak u swoich.
A jak mam się czuć wśród swoich? Takich jak Ty na ten przykład? Ma mi przeszkadzać, że nie przyznają się do wiary?
>Ale nie popadaj też w samo zachwyt, ani gloryfikację rozumu, bo do poznania mamy ułomne narzędzia.
Zapewniam Cię, że Twoje ułomne nie jest, a moje dokładnie takie samo.
>Poza tym żeby coś przetworzyć, trzeba też wiedzieć z czego w co.
Z kogoś kto wierzy, w tego, co wszystko wie (co z czego i na co powinno się przetworzyć)
>Ale masz rację w tym, że aby coś mówić trzeba to argumentować. I jesli się zargumentuje wystarczająco dobrze, coś co na pierwszy rzut oka wydaje się kompletnym nonsensem,
>może go przyjąc do swojej wiary, a wręcz wiedzy.
Kto może ten może. Wiara to to, co buduje się w głowie (wszystkie modele). Wiedza dotyczy wyłącznie realiów, które nie tylko Ty budujesz i nie tylko ludzie.
Witold Baryluk (630 punktów)
>>Akurat to znam jak mało kto, znam się na fizyce kwantowej, elektronice, układach cyfrowych, systremach operacyjnych i programowaniui oraz sieciach znakomicie Wiedziałem takie rzeczy zanim miałem pierwszy komputer. Kilka lat tematu zaprojektowałem nawet własny procesor.
>No i co z tego? Naprawdę (dokładnie) poznać można tylko materię (hardware), ale nie jej ducha (software i dane).

Doskonale rozumiem software (algorytmy, metody przetwarzania danych), jeśli jest to nadal w/g ciebie nie pełne zrozumienie, to jest to podobny problem jak to że być może nigdy nie dowiemy się jak myśli inna osoba (choć przypuszczam, że w bardzo podobny sposób do mojego).
Osobowość
>Doskonale rozumiem software (algorytmy, metody przetwarzania danych), jeśli jest to nadal w/g ciebie nie pełne zrozumienie,
To jest pełne zrozumienie, ale nie pełne poznanie. To różnica. Niczego nie da się w pełni poznać. Zrozumieć wszystko (nawet Boga).
>to jest to podobny problem jak to że być może nigdy nie dowiemy się jak myśli inna osoba (choć przypuszczam, że w bardzo podobny sposób do mojego).
I tu się mylisz. Sposób nie jest podobny, ale identyczny: to PROCES myślenia (logicznego). Tyle tylko, że nie w każdej głowie zachodzą takie procesy. Proces, to analiza danych, a dopiero potem ich synteza. W niektórych głowach żadna analiza nie zachodzi.Ich właściciele używają ich do zbierania i przetwarzania (rozumienia "po swojemu") wcześniej zsyntetyzowanych danych. Sprowadza się to do tego, że tacy jak Ty chcą wszystko zrozumieć i dzięki temu wszystko zrozumieją, a ci inni chcą żeby to Świat ich rozumiał, choć to zadanie zbyt trudne dla Świata. Rozumienie jak coś działa: komputer, człowiek lub atom, podobnie jak rozumienie jak działa wszystko razem wzięte ( Wszechświat), to nie wiedza (wie się to, czego się doświadczyło i czego już nie ma), ale wiara. Nieistotne, co dotychczas rozumiesz. Gwarantuję Ci, że jeśli będziesz chciał, zrozumiesz wszystko (nie wyłączając nawet Boga). Nie zrozumiesz tylko tych, którzy nic nie rozumieją, bo wszystko z góry jest dla nich jasne. Sam rozumiesz, że w kwestii rozumienia wszystkiego nie mogę Cię "oświecić", bo nie na podaniu zsyntetyzowanych danych zrozumienie polega.
Witold Baryluk (630 punktów)
>>Doskonale rozumiem software (algorytmy, metody przetwarzania danych), jeśli jest to nadal w/g ciebie nie pełne zrozumienie,
>To jest pełne zrozumienie, ale nie pełne poznanie. To różnica. Niczego nie da się w pełni poznać. Zrozumieć wszystko (nawet Boga).
>>to jest to podobny problem jak to że być może nigdy nie dowiemy się jak myśli inna osoba (choć przypuszczam, że w bardzo podobny sposób do mojego).
>I tu się mylisz. Sposób nie jest podobny, ale identyczny: to PROCES myślenia (logicznego). Tyle tylko, że nie w każdej głowie zachodzą takie procesy. Proces, to analiza danych, a dopiero potem ich synteza. W niektórych głowach żadna analiza nie zachodzi.Ich właściciele używają ich do zbierania i przetwarzania (rozumienia "po swojemu") wcześniej zsyntetyzowanych danych. Sprowadza się to do tego, że tacy jak Ty chcą wszystko zrozumieć i dzięki temu wszystko zrozumieją, a ci inni chcą żeby to Świat ich rozumiał, choć to zadanie zbyt trudne dla Świata. Rozumienie jak coś działa: komputer, człowiek lub atom, podobnie jak rozumienie jak działa wszystko razem wzięte ( Wszechświat), to nie wiedza (wie się to, czego się doświadczyło i czego już nie ma), ale wiara. Nieistotne, co dotychczas rozumiesz. Gwarantuję Ci, że jeśli będziesz chciał, zrozumiesz wszystko (nie wyłączając nawet Boga). Nie zrozumiesz tylko tych, którzy nic nie rozumieją, bo wszystko z góry jest dla nich jasne. Sam rozumiesz, że w kwestii rozumienia wszystkiego nie mogę Cię "oświecić", bo nie na podaniu zsyntetyzowanych danych zrozumienie polega.

Jakbym czytał "Fabula rasa" Stahury i rozmawiał z człowiekiem NIKT, który rozumie. I wie, że do pełnego zrozumienia dochodzi się najpierw przez zrozumienie samego siebie, a więc człowiek NIKT nie może oczywiście nikomu przekazać zrozumienia, trzeba to zrobić samemu. Ja już to zrobiłem, najpełniej jak potrafiłem. Był to nieustający cykl poznawiania i rozumowania poznanego, chwila w której zrozumiałem jak poteżne jest to narzędzie była najpiękniejszą chwilą w moim życiu.
Osobowość
>Jakbym czytał "Fabula rasa" Stahury i rozmawiał z człowiekiem NIKT, który rozumie. I wie, że do pełnego zrozumienia dochodzi się najpierw przez zrozumienie samego siebie, a więc człowiek NIKT nie może oczywiście nikomu przekazać zrozumienia, trzeba to zrobić samemu. Ja już to zrobiłem, najpełniej jak potrafiłem. Był to nieustający cykl poznawiania i rozumowania poznanego, chwila w której zrozumiałem jak poteżne jest to narzędzie była najpiękniejszą chwilą w moim życiu.
Wszystko się zgadza. Nawet to, że rozmawiasz z Nikim (mną i sobą samym). Jeśli to wszystko zrozumiałeś, to dziwne jest bardzo, że doszedłeś do wniosku, że istnieje kres poznania (u pojedynczego człowieka lub całej ludzkości)
Witold Baryluk (630 punktów)
>>Doskonale rozumiem software (algorytmy, metody przetwarzania danych), jeśli jest to nadal w/g ciebie nie pełne zrozumienie,
>To jest pełne zrozumienie, ale nie pełne poznanie. To różnica. Niczego nie da się w pełni poznać. Zrozumieć wszystko (nawet Boga).

Będę musiał sobie uściślić pojęcia rozumienia i poznania. Generalnie podchodzę nieufnie do zdań typu "nigdy nie uda się ...", no chyba że "nigdy nie uda się aby 2+2=5".

dygresja całkowicie na marginesie.

pozdrawiam.
elfir (1058 punktów)
>Generalnie podchodzę nieufnie do zdań typu "nigdy nie uda się ...", no chyba że "nigdy nie uda się aby 2+2=5".

Nawet w mechanice kwantowej?
Osobowość
> "nigdy nie uda się aby 2+2=5".
>Nawet w mechanice kwantowej?
W mechanice kwantowej nie, ale pogadaj z ludźmi, a przekonasz się w jak wielu głowach obowiązuje właśnie taka hipoteza. Jeśli się nie przekonasz, to z przykrością Cię informuję, że w Twojej obowiązuje taka sama. Jak to dobrze, że nie musimy z nikim dzielić się wynikami tego typu doświadczeń.
Osobowość
...", no chyba że "nigdy nie uda się aby 2+2=5".
A jak bardzo nieufnie podchodzisz do funkcji, które dążą do nieskończoności? Sądzisz, że kiedy i w jakich warunkach ją osiągną?
>pozdrawiam.
Osobowość
>Zadanie naukowców to w pełni poznać ten system,
>system:"Bóg" ,póki co ludzkość zna niewielki
>fragment dzieła Wszechświata i zasad jego budowy.
Kościół bardzo na przestrzeni dziejów naukowcom w tym dziele poznania PRAWDZIWEGO Boga pomagał i nadal pomaga. Ten prawdziwy tym zasadniczo różni się od kościelnego, że nie jest jedyny w trójcy, tylko jedyny w nieskończoności. Różni się od niego również tym, że Chrystus jest w tym prawdziwym takim samym pyłkiem jak Ty i żadnych grzechów od Was nie odkupował i za Was nie odpokutowywał. Co z tego, że prawdziwy Bóg istnieje, skoro Kościół narzuca ludziom innego? Czy ten inny - zgodnie z kościelną nomenklaturą - to przypadkiem nie Szatan? Czy przypadkiem nie powinniście wprowadzić nauki do kościoła, wyprowadzając jednocześnie religię (a-naukę i a-wiarę) ze szkoły? Może Radio Maryja by się tym zajęło?
JATO (2644 punktów)
>Po kilku tysiącach lat,można,a nawet należy ten system
>nazwać "Bogiem",spełnia on wszelkie logiczne funkcje
>reprezentowane w ogólnoświatowej syntezie wszystkich
>istniejących religii.
1. Antyklerykalizm nie jest cechą wiodącą ateizmu. Antyklerykałem jestem niezależnie od sposobu pojmowania świata. Antyklerykalizm to sprzeciw przeciwko instytucji a nie przeciwko światopoglądowi.
2. Coś mi tu nie gra. Pojecie "System Bóg" w Twoim, drogi Interlokutorze, rozumieniu pojęcia jest co najmniej herezją, a nawet racjonalistyczno-ateistycznym postrzeganiem wszechświata. Może jednak źle zrozumiałem.
Pozdrawiam. JATO

Ps.Dałem "+". Za wyskoczenie z koleiny!!!
JT


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
Drobner
>Ateiści przeczą istnieniu wszelkich bóstw,my chrześcijanie
>uważamy naturalnie że jest to zaprzeczenie istnienia chrześcijańskiego Boga

My, ateiści wierzymy jedynie w JEDNEGO BOGA MNIEJ NIŻ WY.

To WY wierzycie w TRZECH bogów w jednym. POLITEIZM jak diabli....
My jestesmy baedziej konsekwentni....

Drobner, w nic nie wierzący
Patty Matheson (2087 punktów)
>My, ateiści wierzymy jedynie w JEDNEGO BOGA MNIEJ NIŻ WY.

A raczej nie wierzymy w jednego więcej niż jakikolwiek monoteista. To chyba brzmi ciekawiej. Zwraca uwagę na to, że każdy teista (może poza pewnymi nurtami) nie wierzy we wszystkich bogów poza swoim własnym. Wobec tylu odrzuconych, jeden więcej w naszym przypadku - cóż to?

Pozdrawiam.

I na koniec dnia szóstego Bóg usłyszał: "Za mało many"
prokaczystowska_racjonalistka
my racjonaliści wierzymy w Naukę.
do Nauki się nie trzeba modlić,trzeba ją rozumieć i kontemplować dzieła jej "kapłanów"=naukowców.
Marian (5438 punktów)
>Ateiści przeczą istnieniu wszelkich bóstw,my chrześcijanie
>uważamy naturalnie że jest to zaprzeczenie istnienia
>chrześcijańskiego Boga
   Pozwolę sobie zauważyć, że nie wszyscy ateiści zaprzeczają istnieniu boga. Wykazują jedynie zdrowy sceptycyzm, który bierze się z prostej obserwacji, że ludzie mają skłonności do wymyślania sobie bogów.
   Posłużę się pewną analogią: Jeżeli za każdym razem, gdy wypuścimy kamyk z ręki, spada on na ziemię, to dość naturalnym jest przyjąć roboczą hipotezę, że kamyki spadają na ziemię. Dalej, naturalnym jest, że jeśli ktoś mówi nam "udało mi się kiedyś zrobić tak, że mój otoczak lewitował", nie dowierzamy mu i żądamy by pokazał nam dowód, że lewitacja otoczaków jest możliwa. Im więcej razy nasz kamyk upada, tym silniejszych dowodów żądamy od twierdzącego, że otoczaki mogą lewitować. Carl Sagan wyraził to poprzez stwierdzenie „extraordinary claims require extraordinary evidence”.
   Zatem czekamy na dowody. Na świecie istnieją setki religii (licząc z odłamami), każda z nich forsuje swój własny obraz boga/bogów i każda z nich uważa się za jedyną prawdziwą. Logicznie biorąc, zważywszy że żadna religia nie przedstawiła dowodów swojej „jedynej prawdziwości” (gdyby było inaczej spodziewalibyśmy się istnienia tylko jednej religii) można przyjąć, że każda z nich ma takie same szanse być prawdziwa. Zatem w najlepszym wypadku szanse każdej z nich nie przekraczają procenta.

>Dla mnie Bóg to coś/ktoś o umiejętnościach stwórczych w
>odróżnieniu od człowieka który przetwarza materialne rzeczy
>wcześniej stworzone.
>Stworzone przez system:"BÓG" czyli
>fizyczno-chemiczno-matematyczna zasada budowy
>materii,Wszechświata.
   A to ciekawe: fizyczno-chemiczno-matematyczna? Jednym słowem bóg jest jedynie konceptem, jak np. liczby. Zatem nie istnieje realnie. Koncepty matematyczne nie posiadają zdolności sprawczej. Nigdy się nie zdarzyło, żeby – powiedzmy – liczba 137 stworzyła z niczego choćby atom.

>Po kilku tysiącach lat,można,a nawet należy ten system
>nazwać "Bogiem",spełnia on wszelkie logiczne funkcje
>reprezentowane w ogólnoświatowej syntezie wszystkich
>istniejących religii.
   Syntezie wszystkich religii? Proszę powiedzieć jak przeprowadzić taką syntezę chrześcijaństwa z islamem, w którym nie ma koncepcji trójcy, bóg nigdy nie miał syna, a Jezus (najważniejsza figura chrześcijaństwa) był jedynie jednym z wielu proroków? Jak przeprowadzić podobną syntezę islamu z hinduizmem, gdzie mamy do czynienia z kolei z trzema współistotnymi bogami (Brahma, Wisznu, Siwa)? Jak pogodzić chrześcijaństwo z judaizmem, gdy żydzi także nie wierzą w boskość Jezusa i wciąż czekają na swojego mesjasza. Jak to pogodzić z buddyzmem, gdzie w ogóle boga, jako takiego, nie ma?

   Pozdrawiam.

A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right - Karl Popper
dżony
Zawsze mnie trochę śmieszą takie triumfalne wypowiedzi Długo, długo cisza, aż tu nagle: "Mam! Mam! Wreszcie was mam! Koniec ateizmu. Bóg istnieje...". Po czym szybko okazuje się, że jednak "nie mam", a wszystko, jak niestety zawsze, sprowadza się do pojęciowej papki i życzeniowego myślenia. A po jakimś czasie cały proces się powtarza.

> Ateiści przeczą istnieniu wszelkich bóstw (...)

Lepsze byłoby określenie: "z różnych powodów nie uważają za sensowne robić z tego typu pojęć - bytów". Z resztą ateizm zależy od tego na czym ma polegać teizm i właśnie wykorzystujesz ten fakt w dość brzydki i przewrotny sposób.

> Dla mnie Bóg to coś/ktoś o umiejętnościach stwórczych w odróżnieniu od człowieka który przetwarza materialne rzeczy wcześniej stworzone.

Dobrze wiesz, że nie masz żadnych podstaw by mówić o takim kimś/czymś kto stwarza a nie przetwarza, tak jak i nie masz podstaw by uważać, że kiedykolwiek musiał być jakiś "absolutny początek" i ktoś/coś musiał cokolwiek stworzyć "od zera".

> Stworzone przez system:"BÓG" czyli fizyczno-chemiczno-matematyczna zasada budowy materii,Wszechświata.

Po pierwsze:
Mamy tu chyba nieuprawnione postawienie znaku równości między dwoma nie do końca tożsamymi pojęciami.
Nazwijmy tę Twoją uniwersalną "fizyczno-chemiczno-matematyczną zasadę budowy materii, Wszechświata" dobrze znanym pojęciem arche, choć jak się później okaże, równie bezsensownym.
Bóg często podstawiany był za arche ale arche wcale niekoniecznie była utożsamiana z bogiem i wcale nie stąd się wzięła. Kłania się tu przede wszystkim grecka "pierwsza filozofia". Różne takie magiczne zaklęcia wymyślono: apeiron, substancja, wieczny ruch, wieczna walka przeciwieństw, liczba. Ale jeśli taki Tales, Heraklit czy Anaksymander koniecznie mieli być w związku z tym teistami, to ja Cię przepraszam...
Wszystko sprowadza się tu do pojęciowej manipulacji.
Ktoś kiedyś przytoczył tutaj tego typu stwierdzenie: "Bóg jest miłością, nie wierzysz w miłość? Przecież miłość istnieje, więc co mówisz, że boga nie ma". To właśnie tego typu rozumowanie. Jak widzisz odpowiednio manipulując znaczeniem słów, niezbyt słusznie podstawiając jedno pod drugie, można sobie tworzyć najpiękniejsze sofizmaty.
Mamy tu więc klasyczną żonglerkę pojęciami, próbę zmiany skojarzeń, podpięcie jednego pojęcia pod inne aby tylko zrobić z niego jakiś byt, przypisać mu atrybut istnienia w jakimkolwiek sensie, a później uzupełnić o dalsze konotacje.

Po drugie:
Przeciętny chrześcijanin (czy teista w ogóle), wcale nie tak rozumie to pojęcie. Wcale nie ogranicza się do jakiegoś utożsamienia swojego boga z arche o czym dobrze wiesz. Gdyby to tylko na tym polegało, naprawdę nie byłoby problemu bo w sumie nie szło by tego nazwać teizmem. Nie tak się teizm zazwyczaj rozumie. Poza tym to co piszesz trochę mi pachnie panteizmem czy panenteizmem. Kiedyś za sprawą twoich braci w wierze mogłoby się to źle skończyć.

Po trzecie:
Mamy tu w ogóle nieuprawnione wprowadzenie jakiejś jednej zasady, z której miałoby wszystko wynikać. Owszem formułowano wiele takich koncepcji, ale czegóż to nie formułowano. Redukcjonizm dobra rzecz. Nie wziąłeś jednak pod uwagę co najmniej jednej możliwości: czegoś takiego w sensie absolutnym "nie ma". To po prostu próba sprowadzenia wszystkiego do jednego pojęcia, magiczne zaklęcie. Nawet gdybyś znalazł taką zasadę, czy stworzył taki formalizm, nadal nie miałoby to nic wspólnego z tezą tematu.

> Po kilku tysiącach lat,można,a nawet należy ten system nazwać "Bogiem",spełnia on wszelkie logiczne funkcje reprezentowane w ogólnoświatowej syntezie wszystkich istniejących religii.

Problem z tym pojęciem polega na tym, że ono z założenia spełnia dokładnie wszystko co się jego twórcy wymarzy, co więcej jego znaczenie zmienia się w zależności od bieżących potrzeb, to takie istne X, słowo-wytrych, za które każdy sobie podstawia co mu pasuje, najczęściej to co uważa za najbardziej wartościowe i w ogóle naj-, po czym owija w wielką tajemnicę niepoznawalności. To takie samo pustosłowie jak "doskonałość" czy "nicość". Wszystko czemu nadasz wymiar "absolutny" i oderwiesz od konkretów całkowicie zatraca swoje znaczenie, staje się pustym kontenerem, do którego można wszystko upchnąć.
Rotor
W takim razie:
"Bóg istnieje faktycznie, nie jest on jednak takim, jakim dotychczas go wymyślano i jakim dotychczas przeważnie się go pojmuje"...
dżony
>W takim razie:
>"Bóg istnieje faktycznie, nie jest on jednak takim, jakim dotychczas go wymyślano i jakim dotychczas przeważnie się go pojmuje"...

Nie wiesz co to w "sensie ogólnym" (a więc praktycznie dowolnym) znaczy "Bóg" więc twoje zdanie jest bezsensowne. Mógłbyś co najwyżej potocznie powiedzieć, że "nie istnieje" bo nic temu pojęciu nie odpowiada. Ani rozum ani doświadczenie nie potrzebują wprowadzenia takiego pojęcia do czegokolwiek. Pustosłowie, brzytwa Ockhama i do widzenia...
Zgodzimy się chyba, że nie chodzi tu o istnienie w sferze pojęć pod postacią pustej nazwy. W tym sensie istnieje nawet Wielki Krasnal, którego właśnie wymyśliłem.
Ale czy naprawdę można powiedzieć, że:
"Wielki Krasnal istnieje faktycznie, nie jest on jednak takim, jakim dotychczas go wymyślano i jakim dotychczas przeważnie się go pojmuje" ?

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365