Dopiero wczoraj miałem okazję obejrzeć na National Geographic Channel powtórkę relacji z otwarcia słynnych drzwi w jednym z czterech szybów w Wielkiej Piramidzie, odkrytch przez niemieckiego inżyniera Rudolfa Gatenbrinka w 1993. Jako że już wcześniej wiele słyszałem na temat samego Hawassa oraz o jego telewizyjnym show, byłem dość sceptycznie nastawiony do 'rewelacji', jakie będzie mi dane obejrzeć na National. Tym niemniej doszedłem do wniosku, że co jak co, ale najlepiej będzie, jesli sam się o tym naocznie przekonam. I niestety moje przewidywania sprawdziły się w 100%. Z niesmakiem i zażenowaniem odszedłem od telewizora, gdyż to co zobaczyłem, stało na tak karygodnie niskim poziomie, że nie dziwią mnie słowa jednego niemieckiego uczonego, że wszyscy zostaliśmy tym programem "wpuszczeni w kanał".
Pominę przy tym samą oprawę, nie to jest przecież najistotniejsze. Najbardziej uderzyło mnie powtarzanie tych samych oklepanych teoryjek, które mimo iż funkcjonują około 70 lat, to w gruncie rzeczy nie opierają się na żadnych rzetelnych podstawach. Dotyczy to przede wszystkim jedynego (!) w całej piramidzie napisu, który informuje nas o rzekomym budowniczym tegoż obiektu, Chufu (Cheopsie). Wielu badaczy już od dawna wysuwa poważne zastrzeżenia co do autentyczności tego napisu. Pierwsze zdumienia przychodzi, gdy zdamy sobie sprawę, że większość grobowców było dosłownie od ściany do ściany, od podłogi do sufitu, pokrytych malowidłami. I to grobowców nieproporcjonalnie mniejszych od Wielkiej Piramidy. Drugi uderzający fakt to taki, że napis powinien znajdować się w miejscu mocno wyeksponowanym, podczas gdy umiejscowiony jest w sposób tak absurdalny, że aż szkoda słów komentarza. Przecież w tej piramidzie pochowano ponoć nie kogo innego a samego faraona, króla, żywego boga! Piramida, zgodnie z nawet elementarną wiedzą na temat kultury i zwyczajów star. Egiptu powinna wręcz zniewalać ilością malowideł i informacji, a nie tylko jednym, położonym w absurdalnym miejscu, namalowanym narzędziem (pędzlem) nieznanym w ówczesnym Egipcie (sic!), wymieszanym pismem semi - hieratycznym (nieznanym za czasów Cheopsa!) i linearno - hieroglificznym, koślawym i po prostu marnej jakości czerwonym kartuszem... (co totalnie nie koresponduje z dbałością Egipcjan a zachowanie pamięci po zmarłych). Absurdów, którymi raczył nas przed kamerami Zahi, Mr. Pyramid (oraz generalnie "poważani autorzy", w publikacjach tzw. oficjalnej egiptologii) można by jeszcze wiele wskazać...
Czemu poruszam ten temat, cokolwiek nieświeży? Ano przeczytałem artykuł pana Sykty pt. "Dogmatus Dolus" i to mnie niejako natchneło, by wstukać parę słów komentarza i może jeszcze co nieco dopowiedzieć. Gdyż jak się okazuje, dogmaty, jak słusznie zauważył pan Sykta, nie dominują tylko i wyłącznie w religii, ale również w sferze, które przecież z zasady powinna być od nich wolna... Pozdrawiam, Swarożyc.
PS. Artykuł o Wielkiej Piramidzie zamieszczony na "Racjonaliście" również jest świetny, bardzo byłbym rad, gdyby pojawiało się więcej tego typu publikacji, demaskujących pozorne prawdy, jakie się plenią w niektórych dyscyplinach naukowych. |