Mam naiwną nadzieję, że w jakimś małym chociaż stopniu możemy wspólnie zmniejszyć wzajemną wrogość: ateistów i wierzących. Dobrym sposobem na to, wydaje mi się próba zrozumienia odmiennego stanowiska, czyli rozum nad emocjami. Jest spore grono ateistów, którzy tak jak każda mniejszość społeczna, mają problemy z rozumieniem i akceptowaniem odmiennego od ich własnego sposobu życia i myślenia. Często mają kłopot z obroną własnego światopoglądu lub ze zwykłym znalezieniu się w sytuacji tworzonej przez wierzących. Ponieważ z jednej strony jestem wierząca i ładnych kilka lat spędziłam na studiowaniu religioznawstwa, z drugiej zaś uważam, że każda jednostka ma przede wszystkim prawo do samostanowienia, chciałabym spróbować pomóc niewierzącym w rozumieniu wierzących. Pewnie to trochę dziwaczna, pokojowa postawa  Zastrzegam z góry, że nie chcę nikogo nawracać, nie zamierzam usprawiedliwiać dewiacji jednostek, ani błędów historii. Zapraszam do rozmowy tych, którzy po prostu chcą wiedzieć, mają problem z obroną swoich poglądów lub z rozumieniem argumentów religijnych adwersarzy. |