 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 25-02-2005 20:38 | Qbuś | Nietzscheaniści | Czy kimś takim być łatwiej wiedząc, że istnieją nadludzie, ale czy nie równie trudno uważać się za nadczłowieka? No chyba, że nietzscheanista nie uważa się za nadczłowieka. Ale z drugiej strony trochę przykra ta świadomość, ze tak zasadniczo po prostu urodziłeś sie jako jednostka z założenia nie mająca znaczenia. A może Nietzscheaniści nie mają takiej świadomości? Powinni kierować sie moralnością szarej masy po to, żeby nadludzie mieli wygodniejsza ścieżkę do swoich wyższych dążeń. No i oczywiście powinni im dać się rozdeptać, kiedy tylko będzie to im potrzebne, bo oni maja jakieś znaczenie a ty nie. Są systemy podobne do tego, ale zakładające, ze można wznieść sie na wyższy poziom i mieć wyższe uprawnienia moralne (hinduistyczne podejście do reinkarnacji na przykład). I w tym przypadku można nie tylko teoretycznie ale i praktycznie wyznawać je [hinduizm]nie uważając się za wyższa istotę. Naturalnie można się deklarować jako nietzscheanista i nawet popierać tamte poglądy, ale tutaj jest mowa o wprowadzaniu danej moralności w życie. |
| Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Pamiętam, że dawno temu, kiedy jeszcze chodziłem do szkoły podstawowej, polonistka na jednej z lekcji mówiła trochę o Nietzsche i jego idei nadczłowieka. Omawiała to nie dlatego, bo sama fascynowała się czy znała głębiej tego filozofa, ale przy okazji jakiegoś tematu, może jego dzieła pojawiły się w ramach omawiania literatury XIX w. Tak nam tego Nietzschego przedstawiła, że ja sobie zakodowałem, że to był bardzo nawiedzony człowiek od którego należy trzymać się z daleka. Głównym problemem Nietzschego są próby jego popularyzacji bądź ośmieszania. To pierwsze jest bardzo trudne, i na ogół kończy się dość kiepsko, wypaczeniem. To drugie jest nadzwyczaj łatwe. Twoja prezentacja problemu zakrawa właśnie na taki nietzscheański sosik w stylu mojej polonistki. Nietzscheańska idea nadczłowieka nie ma nic wspólnego z ideą "rasy panów", przemocą, brutanością. Nadczłowiek nie jest kimś kto z podniesioną głową i wyszczerzonymi zębami chodzi po "maluczkich". Nadczłowieka właśnie stać na wielkoduszność dla "maluczkich". Nadczłowieka stać na wyświadczenie "dobra" za które nie będzie oczekiwał żadnej rekompensaty, żadnej korzyści ze strony "maluczkiego". Stać go na to, to podkreśla jego nadczłowieczeństwo... Nie będę tutaj pisał artykułu o tym, jaki jest a jaki nie jest nietzcheański nadczłowiek. Poczytaj teksty źródłowe. Z dostępem do książek Nietzschego nie ma obecnie żadnego problemu. Dość ciekawym wprowadzeniem może być ten oto tekścik: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3216
|
|
 | | Wiera | Wprawdzie doskonale rozumiem dlaczego Nietzsche jest tak ceniony przez ludzi mających ogromną potrzebę poczucia swojej wyższości nad innymi ale jakim cudem jest to godzone z racjonalizmem, odrzucaniem przeczuć i metafizyki i uznawaniem nauki za jedyne źródło poznania?
"I tu zaczyna się walka z sokratyzmem, z poglądem sprowadzającym człowieka do funkcji intelektu. Nietzsche ma rację głosząc antyracjonalizm i antyscjentyzm."
O demokracji nie wspominając...
|
|
|  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | > Wprawdzie doskonale rozumiem dlaczego Nietzsche jest tak ceniony przez ludzi mających ogromną potrzebę poczucia swojej wyższości nad innymiCzy sądzisz, że tak ideowy lewicowiec jak Maria Szyszkowska ceni Nietzschego i jego ideę nadczłowieka dlatego, że czuje potrzebę wywyższania się nad innych? Jeśli tak sądzisz, to nie znasz MS, jak i nie rozumiesz idei nadczłowieka. Idea nadczłowieka jest to program pracy nad sobą, postawienie sobie poprzeczki, doświadczania siebie, rozwoju, a nie poprawiania sobie humoru utwierdzaniem się w swojej elitarności. Osoba mająca potrzebę wywyższania się potrzebuje odniesienia, potrzebuje Innego, Wroga. Takim typem elitarności może być np. opusdeista, radiomaryjniak, ale nie nietzscheanista. Aby się w jakiś sposób wywyższyć we własnych oczach ponad tłum nie trzeba wiele. Idea nadczłowieka nie potrzebuje takiej relacji, bo ją się konstatuje w sobie poprzez introspekcję i doświadczenie a nie relację interpersonalną. To przykre, że tak wiele osób odnoszących się w Racjonaliście do Nietzschego tak słabo go zna i rozumie... > ale jakim cudem jest to godzone z racjonalizmem, odrzucaniem przeczuć i metafizyki i uznawaniem nauki za jedyne źródło poznania?> "I tu zaczyna się walka z sokratyzmem, z poglądem sprowadzającym człowieka do funkcji intelektu. Nietzsche ma rację głosząc antyracjonalizm i antyscjentyzm."To jest kolejne źródło nieporozumień na temat Nietzschego, jak i racjonalizmu. Pisałem o tym w wątku tym oto: www.racjonalista.pl/forum.php/s,14568Kiedy Nietzsche piętnuje racjonalizm to on najczęściej piętnuje racjonalizm w znaczeniu filozoficznym, ten racjonalizm Kanta. Nietzsche z pewnością cenił racjonalizm "potoczny", choć czasami i od niego się odcinał, kiedy np. twierdzi, że tego czy innego mniemania nie obala się argumentem, lecz wyniosłą pogardą czy milczeniem ("życie zrobi resztę"). Nad dyskurs i argumenty często dla niego ważniejsze było ŻYCIE. Np. sądzę, że gdyby go zapytać jak obalić jakieś mniemanie apologety chrześcijańskiego, nie powiedziałby, że należy z nim dyskutować, lecz zamiast tego wziąć plecak i spędzić samotnie tydzień w górach. Można też chyba powiedzieć, że nad jakimkolwiek racjonalizmem wyżej cenił estetyzm, sztukę, muzykę. Stosunek Nietzschego do nauki nie był taki jaki mają na ogół apologeci religijni, postmoderniści czy niujedżowi prorocy. Nietzsche cenił naukę, chwalił ją, zwłaszcza za to, że daje możliwość wyzwolenia się z mitów religijnych. Za co Nietzsche krytykował naukę czy scjentyzm? Za to, że pozytywistyczna żądza pewności jest pochodzenia chrześcijańskiego, jest niegodna prawdziwego (nad)człowieka, krytykował też maksymalistyczne roszczenia nauki, kult nauki, sprzeciwiłby się temu, aby życie postrzegać wyłącznie przez pryzmat nauki (estetyzm!). Ale przecież Nietzsche z drugiej strony dzielił naukowy światopogląd! Jego ilość pochwał dla nauki, zwłaszcza tej zupełnie zlaicyzowanej (to co dominuje dziś w nauce, wówczas jeszcze nie było takie oczywiste) - jest naprawdę duża. Za co Nietzsche potępia Sokratesa? Wymienia jego największe "grzechy": - zniszczył naturalność osądu etycznego - unicestwił naukę- nie miał zrozumienia dla sztuki - wyrwał jednostkę z historycznego kontekstu - popierał dialektyczne kasomówstwo i gadulstwo Niektórzy znawcy Nietzschego, np. W. Kaufman, twierdzą wręcz, że Nietzsche był scjentofilem. W działalności naukowej Nietzsche więc nade wszystko afirmuje te aspekty nauki, które wyzwalają ducha ludzkiego, które umożliwiają "przewartościowanie wartości", a gani te, które są wyrazem tchórzliwej "ucieczki w pewność". Jeśli ktoś twierdzi, że Nietzsche reprezentował postawę nienaukową, antynaukową, po prostu nie rozumie go, bo wyrywa niektóre jego zdania z kontekstu całości jego pisarstwa. Generalnie poznawszy Nietzschego stwierdzimy, że jest on bliżej racjonalizmu "potocznego" (znaczenie: patrz podany wyżej link) niż się to na pierwszy rzut oka może zdawać. Kiedyś zresztą planuję o tym wszystkim napisać porządny tekst po którym nie będzie już można mi zarzucać, że jako racjonalista tak bardzo cenię Nietzschego. > O demokracji nie wspominając...Tak, był wobec niej radykalnie krytyczny. Ja jestem krytyczny umiarkowanie, jestem krytyczny konstruktywnie a nie destruktywnie (jak Nietzsche). W istocie jestem krytykiem pseudodemokracji niż demokracji.... a że nie zgadzam się tutaj do końca z Nietzsche, to cóż... nie jestem religijno-dogmatycznym nietzscheanistą. Nietzsche mnie wzbogaca, a nie mówi jak dokładnie mam myśleć, to ostatnie to kwestia wyznawców religijnych autorytetów. Nie podzielam do końca jego gustów muzycznych, nie podzielam ich do końca także w odniesieniu do demokracji i jeszcze do paru innych spraw. Podobnie w odniesieniu do innego mojego wielkiego człowieka - Woltera...
|
|
| |  | | Wiera | >> Idea nadczłowieka nie potrzebuje takiej relacji, bo ją się konstatuje w sobie poprzez introspekcję i doświadczenie a nie relację interpersonalną. To przykre, że tak wiele osób odnoszących się w Racjonaliście do Nietzschego tak słabo go zna i rozumie...
To fakt, że słabo go znam, ale naprawdę staram się zrozumieć; b.dobrze rozumiem ideę samodoskonalenia się i ją podziwiam, ale pojęcie NADczłowieka jest wg mnie właśnie relacją interpersonalną, bo przecież oczywiste jest, że jeśli jest NAD to jest również POD (ten "maluczki").
>Za co Nietzsche potępia Sokratesa? Wymienia jego największe "grzechy": >- zniszczył naturalność osądu etycznego >- unicestwił naukę >- nie miał zrozumienia dla sztuki >- wyrwał jednostkę z historycznego kontekstu >- popierał dialektyczne kasomówstwo i gadulstwo >Niektórzy znawcy Nietzschego, np. W. Kaufman, twierdzą wręcz, że Nietzsche był scjentofilem. W działalności naukowej Nietzsche więc nade wszystko afirmuje te aspekty nauki, które wyzwalają ducha ludzkiego, które umożliwiają "przewartościowanie wartości", a gani te, które są wyrazem tchórzliwej "ucieczki w pewność". Jeśli ktoś twierdzi, że Nietzsche reprezentował postawę nienaukową, antynaukową, po prostu nie rozumie go, bo wyrywa niektóre jego zdania z kontekstu całości jego pisarstwa. >Generalnie poznawszy Nietzschego stwierdzimy, że jest on bliżej racjonalizmu "potocznego" (znaczenie: patrz podany wyżej link) niż się to na pierwszy rzut oka może zdawać. Kiedyś zresztą planuję o tym wszystkim napisać porządny tekst po którym nie będzie już można mi zarzucać, że jako racjonalista tak bardzo cenię Nietzschego.
Myślę, że to dobry pomysł, bo szczerze mówiąc niewiele z tego rozumiem, a szczególnie "ucieczki w pewność" i "unicestwienia nauki" przez Sokratesa.
Być może znalazłby Pan tam również miejsce na wyjaśnienie wątpliwości jaki mogą się nasuwać po przeczytaniu tego tekstu L.Kołakowskiego:
"Że Rozum wielbił, że Rozum z cnotą utożsamiał, a cnotę ze szczęściem i pożytkiem - pożytkiem prawdziwym, tym, co duszę ożywia - to był powód, dla którego Nietzsche Sokratesa nienawidził. Nietzsche twierdził, że prawdziwie wielkie duchy, szlachetni wybrańcy przeznaczeń, powodują się instynktem, a zimny, świadomy siebie Rozum Sokratejski, przeciwny instynktom, jest oznaką dekadencji(...); jest nawet możliwe, że Sokrates wcale nie był Grekiem: był przecież, jak wiemy, brzydki, a brzydota, Nietzsche powiada, jest objawem zepsucia charakterystycznego dla mieszańców"
Jak dla mnie określenie "szlachetni wybrańcy przeznaczeń" nie brzmi zbyt racjonalistycznie, a po słowach o "mieszańcach" zaczynam wątpić w to, że Nietzsche rzeczywiście nie miał nic wspólnego z rasizmem.
|
|
| | |  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Nie będę się za wiele rozpisywał.
Ucieczka w pewność: to jest "instynkt" gminny dla Nietzschego, chrześcijański, religijny - najbardziej prymitywnym przejawem tej ucieczki są mity religijne, Biblia, teologia. Taka ucieczka poprzez naukę też może się dokonywać. Nie jest to powszechne wśród badaczy i racjonalistów z ich naukowym światopoglądem, ale występuje.
Nietzsche potępiał spłaszczenie kultury Zachodu przez "scjentystycznie zorientowane ujęcie świata". Człowiek świat postrzegać musi także przez sztukę, tragedię, muzykę.
Potępiał też specjalizację badań prowadzącą do zawężania horyzontów. Pisał: "Podział pracy w nauce doprowadził praktycznie rzecz biorąc do tego samego, do czego niekiedy świadomie doprowadzają religie: do zawężania wykształcenia, wręcz do jego unicestwienia. Ale co w przypadku niektórych religii stanowi zgodne z ich powstaniem i historią, na wskroś usprawiedliwione pragnienie, w przypadku nauki może doprowadzić do samospalenia...". Przeciw temu występował także m.in. E.O. Wilson w "Konsiliencji".
Kołakowski nie jest dobrym źródłem poznania Nietzschego, bo on N. wyraźnie nieznosił i częstokroć był wobec niego złośliwy.
>"Że Rozum wielbił, że Rozum z cnotą utożsamiał, a cnotę ze szczęściem i pożytkiem - pożytkiem prawdziwym, tym, co duszę ożywia - to był powód, dla którego Nietzsche Sokratesa nienawidził. Nietzsche twierdził, że prawdziwie wielkie duchy, szlachetni wybrańcy przeznaczeń, powodują się instynktem, a zimny, świadomy siebie Rozum Sokratejski, przeciwny instynktom, jest oznaką dekadencji
Nietzsche krytykował "czysty racjonalizm", o czym przecież pisałem i nie wiem dlaczego ciągle tego nie rozumiesz. Odcięcie się od emocji, instynktów, witalności było dla N. oznaką dekadencji oraz resentymentem gminnym. Było to wystąpienie przeciwko racjonalizmowi dialektyczno-kontemplacyjnemu odcinającemu się od życia prawdziwego. Nietzsche pisze, że Sokrates stał się "rozumny do absurdu". Trzeba wiedzieć jaki "Rozum" krytykuje N. u Sokratesa. S. bowiem dokonał zrównania: Rozum = Cnota = Szczęście.
>Jak dla mnie określenie "szlachetni wybrańcy przeznaczeń" nie brzmi zbyt racjonalistycznie
To słowa Kołakowskiego
>a po słowach o "mieszańcach" zaczynam wątpić w to, że Nietzsche rzeczywiście nie miał nic wspólnego z rasizmem
Tutaj widać wpływ ówczesnej antropologii i kryminologii, zwłaszcza sławnego Lombroso, która cechy przestępcze i patologiczne wiązała z brzydotą fizjonomii. N. podkreśla, że antropologowie badający kryminalistów wskazywali, że typowy zbrodniarz jest brzydki (urodzeni mordercy Lombroso). Nie sposób brać dziś tego poważnie. Że Kołakowski akurat tego się czepia, widać, że chce być przede wszystkim złośliwy w opisie stosunku Nietzsche-Sokrates. Nie można jednak tutaj zapominać, że pomimo wadzenia się Nietzschego z "problemem Sokratesa" samego Sokratesa jako człowieka cenił czy wręcz podziwiał...
|
|
| |  | | Qbuś | A ja słyszałem, że nietzscheanizm jest ostatnio bardzo modny i, że to nie jest nic oryginalnego. Muszę jednaj zrewidować ten mój sąd, bo w około pełno "nietzscheanistów" nie znających Nietzschego.
|
|
| | |  | | less | > A ja słyszałem, że nietzscheanizm jest ostatnio bardzo modnyModny zwłaszcza w Jeleniej Górze... Elder Witch, Kamyk, Były ksiądz, Wiedźma, Niecka, Qbuś, Zły jeż, Kapuczina... ciekawe kto będzie następny. Jeszcze was tam w Jeleniej Górze trochę zostało. A Dialog to chyba jedyny operator w tym mieście?
|
|
| | | |  | | ELDER WITCH | > >A ja słyszałem, że nietzscheanizm jest ostatnio bardzo modny> Modny zwłaszcza w Jeleniej Górze... Elder Witch, Kamyk, Były ksiądz, Wiedźma, Niecka, Qbuś, Zły jeż, Kapuczina... ciekawe kto będzie następny. Jeszcze was tam w Jeleniej Górze trochę zostało. A Dialog to chyba jedyny operator w tym mieście? No widzisz owczy pęd, bo tak naprawdę modny był Dialog dwa lata temu  Teraz jest boom na tzw. "radiowy Internet", a ja nie mam żadnego - tylko siedzę w kafejce internetowej u koleżanki  Reszty wymienionego przez Ciebie towarzystwa nie znam, a Złego_ jeża to raczej pogardą za głupotę bym obdarzyła ;-P Były Ksiądz, heh - ciekawe jak mu się teraz żyje, gdy się seminaryjne urwało koryto?
|
|
| | | |  | | Qbuś | > >A ja słyszałem, że nietzscheanizm jest ostatnio bardzo modny> Modny zwłaszcza w Jeleniej Górze... Elder Witch, Kamyk, Były ksiądz, Wiedźma, Niecka, Qbuś, Zły jeż, Kapuczina... ciekawe kto będzie następny. Jeszcze was tam w Jeleniej Górze trochę zostało. A Dialog to chyba jedyny operator w tym mieście? A ja sobie nie życzę żeby mnie stawiać w jednym rzędzie z satanistą, czyli Jeżem i zdewociałym neofitą Byłym. NIE jestem nietzscheanistą, a tylko się o to zapytałem, a to jest różnica!
|
|
| | | |  | | Kamyk | > >A ja słyszałem, że nietzscheanizm jest ostatnio bardzo modny> Modny zwłaszcza w Jeleniej Górze... Elder Witch, Kamyk, Były ksiądz, Wiedźma, Niecka, Qbuś, Zły jeż, Kapuczina... ciekawe kto będzie następny. Jeszcze was tam w Jeleniej Górze trochę zostało. A Dialog to chyba jedyny operator w tym mieście? Zapytałem by zweryfikować sąd mojego znajomego księdza. Musisz odróżniać kto wspomina o filozofii Nietzschego w kontekście, a kto jest jej zwolennikiem. Z tego, co wiem z wymienionego grona tylko ELDER jest nietzscheanistką, ale to filozof z wykształcenia, więc boję się dyskutować by nie wyjść na kretyna. Bardzo miło, jeśli za nietzscheanistę uznajesz Jeża, który jest pomylonym satanistą i faszystą raczej. No cóż świadek Jehowy taki jak Ty less wrzuca do jednego worka.
|
|
| | | | |  | | less | Widzę Elder, że zabawa na całego...
|
|
| | |  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >to nie jest nic oryginalnego
Czy spróbujesz to udowodnić, czy po prostu masz zwyczaj powtarzać bezmyślnie głupie twierdzenia, których sam nie rozumiesz?
|
|
| | | |  | | blekota | > >to nie jest nic oryginalnego> Czy spróbujesz to udowodnić, czy po prostu masz zwyczaj powtarzać bezmyślnie głupie twierdzenia, których sam nie rozumiesz?> aauuuuaaaa
|
|
| |  | | Teresa | >Osoba mająca potrzebę wywyższania się potrzebuje odniesienia, potrzebuje Innego, Wroga. Takim typem elitarności może być np. opusdeista, radiomaryjniak, ale nie nietzscheanista. (...) To przykre, że tak wiele osób odnoszących się w Racjonaliście do Nietzschego tak słabo go zna i rozumie...
To może warto podać jeszcze link do artykułu poleconego mi kiedyś przez Mariusza. Artykuł ten bardzo pomógł mi zrozumieć zarzuty Nietzsche -ego wobec chrześcijaństwa, gdyby ktoś był zainteresowany: Ks. Józef Tischner, Siostra Faustyna i Fryderyk Nietzsche, Tygodnik Powszechny, www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/faustyna.html
Zgadzam się z ks.Tischnerem i wydaje mi się, że zarzuty Nietzsche -ego z pewnością nie dotyczą autentycznej wiary s.Faustyny. Nie sądzę też, żeby w większym stopniu dotyczyły np. katolickiej odnowy charyzmatycznej (jej sztandarowe motta są zawarte w 1 Kor).
Pozdrawiam.
|
|
| | |  | | less | Lepiej by było gdybyś skupiła się na wątku o resentymencie i na postawie lisa. Później spójrz w lustro i pomyśl: "Ja to lis". Tylko jak tu się przebić przez własne zakłamanie tak głęboko wpojone?
|
|
| | | |  | | Teresa | >Później spójrz w lustro i pomyśl: "Ja to lis". Tylko jak tu się przebić przez własne zakłamanie tak głęboko wpojone?
Dzięki, że mi to w porę uświadomiłeś/uświadomiłaś, Less, ratujesz moją duszę przed wiecznym potępieniem!
|
|
| | | | |  | | less | No właśnie mi o to chodzi. Może jedynie nie staram się uchronić Cię przed potępieniem, ale zatraceniem w iluzji. W końcu, czy nawracanie tylko wam jest przynależne? Też mogę spróbować w nieco odwrotnej relacji. A co mi tam! Mam świadomość, że na płaszczyźnie filozoficznej, światopoglądowej będzie to trudne, jeżeli chodzi o zakonnicę pewnie niemożliwe.Myślę, że skuteczniejszy w takim przypadku byłby spontaniczny, gorący, pełen wrażeń akt łóżkowy uwieńczony orgazmem stereo albo kwadro najlepiej.Ale po Twoich wynurzeniach w wątku na temat celibatu, jestem niestety sceptykiem. Myślę, że jesteś stracona i nie wrócisz na łono PRAWDZIWEGO życia
|
|
| | | | | |  | | Teresa | > No właśnie mi o to chodzi. Może jedynie nie staram się uchronić Cię przed potępieniem, ale zatraceniem w iluzji. (...) Myślę, że jesteś stracona i nie wrócisz na łono PRAWDZIWEGO życia  Ja żyjąc w takiej ascezie najlepiej udoskonalam swoje 'ja', czyli postępuję tak, jak nadczłowiek: Autor tekstu: Maria Szyszkowska; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3216"Mamy być ascetami - w myśl filozofii Nietzschego - jeśli chcemy osiągnąć stan własnego udoskonalonego "ja", stan nadczłowieczeństwa"
"Dążenie do doskonałości, cechujące nadczłowieka, wiąże się z bezinteresownym udziałem w tworzeniu świata kultury. Wiąże się z sublimacją popędów. Jest to droga trudna, wymagająca opanowywania własnych instynktów, a w tym nawet instynktu szczęścia. "
Z tym, że dla Nietzschego: "Nad dyskurs i argumenty często dla niego ważniejsze było ŻYCIE. "
a dla mnie ważniejsza jest miłość (ale nie ta o jakiej Ty piszesz), bo bez miłości nie ma ŻYCIA.
Jak naucza Biblia (św. Marku, wybacz) : "Radość serca jest ŻYCIEM człowieka" Mądrość Syracha 30:22.
|
|
| | | | | | |  | | less | Nietzsche: "Ideał ascetyczny objaśnił cierpienie. Objaśnienie, które przyniosło z sobą nowe cierpienie, głębsze, wnętrzniejsze, jadowitsze, bardziej wżerające się w życie. Postawiło cierpienie w perspektywie winy. Lecz mimo wszystko człowiek został tym uratowany, miał sens. Mógł odtąd czegoś chcieć - wola sama została uratowana. Ale nie można przed sobą w żaden sposób ukryć co właściwie wyrażało się poprzez owo chcenie, które kierunek swój otrzymało od ideału ascetycznego. Ta nienawiść przeciw wszystkiemu co człowiecze, gorzej jeszcze, przeciw wszystkiemu co zwierzęce, gorzej jeszcze, przeciw wszystkiem co materialne, ten strach przed zmysłami, przed rozumem samym, ta obawa szczęścia i piękna, to pożądanie ucieczki przed pozorem, zmianą, staraniem się, śmiercią, życzeniem, pożądaniem samym - wszystko to oznacza, ważmy się pojąć to,ŻĄDZĘ NICOŚCI, niechęć do życia, bunt przeciw najbardziej zasadniczym założeniom życia." Ratuj się więc siostro przed swymi ascetycznymi ciągotami, wracaj na łono życia, zamień idola z bladego Jezusa na ognistego, pełnego życia Dionizosa. Orgazm stereo Twoim wyzwoleniem. I patrz w lustro. Ujrzyj lisa. Pięknie nawracam, nieprawdaż? W końcu mam skąd czerpać inspirację. Taki kraj. Walcz z niebiańskimi kajdanami.
|
|
| | | | | | | |  | | Wiera | Jak już mowa o seksie, to masz może jakiś cytat, który mógłby wskazywać na to, że nadczłowiek mimo swoich instynktów nie powinien np. współżyć z 10-latkiem albo zgwałcić kobiety? Czy powinno go coś ograniczać w takich sytuacjach, a jeśli tak, to co?
|
|
| | | | | | | | |  | | less | > Jak już mowa o seksie, to masz może jakiś cytat, który mógłby wskazywać na to, że nadczłowiek mimo swoich instynktów nie powinien np. współżyć z 10-latkiem albo zgwałcić kobiety? >Czy powinno go coś ograniczać w takich sytuacjach, a jeśli tak, to co? Mimo swoich instynktów? Zapewniam Cię, że owa idea nie jest niczym innym jak właśnie panowaniem nad instynktami. Spójrz raczej na wpółzgiętych religijnych "pięknoduchów" usiłujących wykastrować się z czegoś tak naturalnego jak instynkty. Co w końcu owocuje utratą umiejętnego wartościowania człowieka, życia, świata. Nadczłowiek jest wolnym duchem, który oprócz wolności w świecie rozumu zdobył też panowanie nad popędami, rozwija je, rozkwita nimi, sublimując wszystkie mocą swej woli. Twoje przykłady w postaci gwałciciela i pedofila charakteryzuje raczej psychodewiacyjna osobowość nad którą tego typu osoby raczej nie panują, albo przynajmniej mają z tym poważny problem. Więc nie widzę tutaj połączenia. Nadczłowiek to m.in. dostojność, szlachetność...i zdrowy rozsądek ( z pewnością nie dla chrześcijan ).
|
|
| | | | | | | | | |  | | Michał (375 punktów) | "Wcale nie potrzebuję ani nawet sobie nie życzę, by stawano w mojej obronie; przeciwnie, pewna doza ciekawości, jak wobec nieznanej rośliny, połączona z ironicznym oporem, wydaje mi się nieporównanie inteligentniejszym stanowiskiem wobec mnie" Fryderyk Nietzsche do Carla Fuscha, 29 lipca 1888
Nietzsche mówił o sobie, jako o stale przemieszczającej się chmarze metafor. Jakikolwiek fragment jego myśli się wybierze, będzie fałszywy - tylko w całości ujmowana jego filozofia daje zrozumienie, czym są owe "metafory", którymi się posługuje. Traktowanie idei "nadczłowieka" tak literalnie, to tak, jakby powiedzieć poecie - "Jak to? Zgłupiałeś? Przecież nie ma czegoś takiego, jak morze kwiatów."
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Wiera | Jaka obrona? Nie było żadnego ataku, tylko pytanie wynikające właśnie z braku znajomości "w całości ujmowanej jego filozofiii". Czy Twoim zdaniem na te pytania nie da się odpowiedzieć na gruncie filozofii Nietzschego? Czy to znaczy, że unicestwił (IMO słusznie) moralność chrześcijańską nie proponując w zamian żadnego systemu etycznego, a tylko mglistą (np."szlachetność") metafizykę?
|
|
| | | | | | | | | |  | | Wiera |
> Twoje przykłady w postaci gwałciciela i pedofila charakteryzuje raczej psychodewiacyjna osobowość nad którą tego typu osoby raczej nie panują, albo przynajmniej mają z tym poważny problem. Więc nie widzę tutaj połączenia. Nadczłowiek to m.in. dostojność, szlachetność...i zdrowy rozsądek ( z pewnością nie dla chrześcijan ).No, dotarłam wreszcie do źródeł : www.therationalist.org/kk.php/k,1/s,2641 i znalazłam tam wszystko, tylko nie dostojność, a na pewno nie szlachetność ani zdrowy rozsądek. Właściwie to nie wiadomo co wybrać, bo jest tam całe "morze kwiatków", więc ten cytacik to tylko skromna próbka odpowiedzi na moje pytanie: Autor tekstu: Fryderyk Nietzsche; Oryginał: www.therationalist.org/kk.php/s,2641W moralności ludzi-władców nie ma nic przykrzejszego i nic bardziej obcego dla współczesnych pojęć, jak surowa zasada, że człowiek ma obowiązki tylko względem sobie równych; że z istotami niższego rzędu, ze wszystkim, co obce, może postępować, jak mu się podoba, z wyłączeniem pojęć "dobrego i złego": do nich zaś zaliczyć należy współczucie i uczucia jemu podobne. Po przeczytaniu tej strony Nietzsche jest dla mnie klinicznym przypadkiem obłąkania polskiego szlachcica, który woli ryzykować utratą wszystkiego-wolności, majątku, ojczyzny, tylko nie WYŻSZOŚCI (dlatego niewolnictwo w "cywilizowanej" Polsce musieli znieść "dzicy" Rosjanie).
|
|
| | | | | | | | | | |  | | less | Bardzo dobry tekst tylko Ty nie potrafisz się przebić przez chrześcijańską moralność. I wszystko jedno czy jesteś chrześcijanką, czy też nie, ale żyjesz w takim kraju w jakim żyjesz i najwyraźniej owa moralność ma silny wpływ na Twoją percepcję. Przeraża Cię wizja człowieka silnego, nie oferująca słabemu współczucia czy litości. Jeżeli chcesz cokolwiek zrozumieć,zwłaszcza że pochylanie się nad cierpiącym i słabym, okazywanie mu litości i współczucia jest szkodliwe tak dla cierpiącego jak i litującego się, to czytaj ów artykuł do skutku. Taka relacja ( współczucie, litość ) potęguje moc sił reaktywnych, zwiększa się ilość stanów kiepskich bo cierpiących, czy współcierpiących jest już dwóch albo i więcej. Życie wokół zaczyna być depresyjne, wirus cierpienia zaczyna przybierać rozmiar epidemii. Właściwą reakcją nie jest reagowanie silnego, ale słabego. To nie silny ma się pochylać nad słabym, współcierpieć z nim współjęczeć, wzdychać jaki on to nie biedny bo potęgować będzie stan beznadzieii, ale to słaby ma dążyć do siły. Najlepiej gdyby istniała taka kultura, która powodowałaby automatyczny, wrodzony, genetyczny imperatyw wznoszenia się u cierpiącego. Ale ćwiczyliśmy 2000 lat chrześcijaństwo, cierpienie okrzyknięto wielką cnotą niezbędną do jakiegoś absurdalnego zbawienia zamiast wytworzyć w człowieku chęć jak najszybszego rozprawienia się z cierpieniem. I w tej sytuacji wszystko jest w porządku, bo to nie słaby jest odniesieniem dla silnego, by nie pielęgnować stanów słabych i reaktywnych w życiu, ale właściwym, zdrowym odniesieniem jest silny dla słabego. To słaby ma siebie przekroczyć i identyfikować z silnym, bo to jest mądre, zdrowe, słuszne, aktywne, afirmujące. To słaby musi isć w górę, bo tam są stany pożądane, a nie silny ma identyfikować się ze słabym, osłabiać siebie, swym utożsamieniem i litością sprowadzać na świat coraz więcej i coraz więcej stanów depresyjnych. Chrześcijaństwo było przewrotem wartości gdzie słabość i słabi stali się wzorcem i pępkiem świata, stan życiowej słabości zoostał wyświęcony, jest pożądany, mało tego - jest kluczem do obiecywanego życia wiecznego. Chrześcijaństwo postawiło świat wartości na głowie. Słowo "dostojność" pojawia się w artykule wielokrotnie, szlachetności i zdrowego rozsądku jest tam przepełnienie, tylko z perspekstywy moralności chrześcijańskiej, moralności wywyższającej słabość i cierpienie w życiu nie sposób to ujrzeć. Masz zatem problem. I jeszcze jedno. Swiat wokół nas jest zbudowany na moralności chrześcijańskiej więc ludzie cierpiący mają problem ze spotęgowaniem w sobie sił ku powstaniu. Ta naturalna cecha WSZYSTKICH żywych istot została okrutnie osłabiona. Do tego stopnia zrobiono ludziom wodę z mózgu, że jest wokół mnóstwo ludzi, którzy wręcz kochają stany cierpienia ( a ile wokół nich "współczujących" pasożytów realizujących własne ego ! ), nie chcą wcale ich opuszczać, potrafią z cierpienia swego stworzyć styl swego życia. I sens. Natomiast są tacy, którzy chcą się podnieść, ale sami nie potrafią. Takim NALEŻY pomóc, ale nie poprzez położenie się przy nich i jęczenie nad nimi, ale wyłącznie poprzez jak najszybszą aktywację w nich mocy. Póki nie ma wzorca dla nich, silnych ludzi, którzy byliby dla nich ewidentnym, automatycznym i CHCIANYM odniesieniem. Póki wartości stoją w przeciwieństwie do ekspresji życia.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Wiera | > Bardzo dobry tekst tylko Ty nie potrafisz się przebić przez chrześcijańską moralność. I wszystko jedno czy jesteś chrześcijanką, czy też nie, ale żyjesz w takim kraju w jakim żyjesz i najwyraźniej owa moralność ma silny wpływ na Twoją percepcję.Myślałam, że Bielsko leży w Polsce  Fajnie piszesz, szkoda tylko, że nie na temat; nienawidzę cierpienia, a jeszcze bardziej pzyjemniaczków, którzy z subtelnym uśmiechem na ustach depczą po ludziach uświadamiając ich jednocześniez wyżyn swojego intelektu, jak to cierpienie uszlachetnia. Podpisuję się więc w 98% pod tym co napisałeś, tylko za diabła nie rozumiem PO CO to zrobiłeś. Jak mogłeś pominąć całkowitym milczeniem to: "że z istotami niższego rzędu, ze wszystkim, co obce, może postępować, jak mu się podoba," czepiając się jednego słówka- współczucie. Przecież współczucie to zupełnie coś innego niż litość(ja rozumiem je jako empatię), a w moim pytaniu nie chodziło o litowanie się nad słabszymi tylko o ich NIEKRZYWDZENIE dla zaspokojenia swoich popędów. Na powtórną lekturę tego tekstu mam mniej więcej taką samą ochotę jak na ponowne zwiedzenie Auschwitz; wg mnie to raczej Ty powinieneś go czytać do skutku a wtedy może zauważysz to co tam jest napisane o arystokracji, która potrzebuje do wzrostu ludzkiego nawozu, o niemożności wyzwolenia się ze swojego nikczemnego pochodzenia i o tym, że do celu należy iść po trupach, a jak się już do niego dojdzie, to ewentualnie można sobie od czasu do czasu pozwolić na wielkopańską łaskawość dla podludzi. PS Czy określenie "rozporządzanie kobietami" jest wg Ciebie dostojne, szlachetne, czy może zdroworozsądkowe?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | less | Nie gniewaj się, ale nie mam w sobie tyle determinacji, żeby Ci to próbować tłumaczyć. To jest trudne, mam tego świadomość, nie dziwi mnie to, że wyciągasz takie wnioski jakie wyciągasz, bo już niejednokrotnie się z tym spotkałem. Móglbym Ci tlumaczyć, ale tu potrzeba czegoś więcej... Zmiany perspektywy, uchwycenia kierunku myślenia filozofa od podstaw. Wybacz, ale brak mi determinacji, żeby aż tyle czasu na to poświęcąć, a już cały czas się wkurzam na siebie, że utkwiłem od kilku dni przed komputerem i odejść nie mogę. Nie da się tego wszystkiego zrobić tak, że Ty będziesz wyciągać jakieś bulweresujące Ciebie zdania, ktore ja zweryfikuję i będzie pięknie. Tu od razu trzeba się odnieść do czegoś więcej, powiększyć perspektywę, a ja też nie jestem jakąś tam filozoficzną alfą i omegą, choć czuję ową perspektywę i rozumiem co nieco. Polecam raczej książki niż moje pisanie czy artykuły, są super opracowania książkowe na temat, o ile się nie zniechęciłaś. Ale mogę Cię zapewnić, że nikt tu nie ma zamiaru nikogo krzywdzić, wkroczyłaś w nieco skomplikowany świat, a jak pisał sobie Nietzsche to przedstawił to świetnie Patuszkin. Tu naprawdę trzeba przysiąść i Z CZASEM zorientować się o co chodzi. Nie ma nic od razu. Od razu to można się zniechęcić. To na pewno. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | |
| | | | | | | | | | | | | | |  | |
| | | | | | | | | | | | |  | | less | Tego rozporządzania kobietami nie mogę pozostawić bez słowa, żeby nie pozostało wrażenie, że Nietzsche był jakimś mizoginikiem. Najlepiej o tym świadczy jego obłędna miłość do Lou von Salome, oświadczyny ( nie przyjęte ) wobec Mathilde Trampedach, czy uwielbienie Cosimy von Bullow-Wagner. Ale sama musisz spojrzeć na kobiety z perspektywy jeego epoki, bo w niej przecież pisał, do niej się odnosił, i przydatności tamtego rodzaju kobiet dla jego filozofii. Wpływu na świat nie miały praktycznie żadnego, gatunkowo właściwie nie były zdolne do kreowania świata, poza domem i rodziną. Tyle najczęściej mogły, na ile pozwolili im mężczyźni. I mężczyźni nimi rozporządzali. Błąd Nietzschego polegał na tym, że wydawało mu się, że zmienić się nic nie może bo to przypadłość gatunkowa. Ale dziś jest inaczej. Porównaj Margareth Thatcher, Connie Rice z muzułmanką ( trochę przesadna skrajność z mojej strony ). Dwa różne typy kobiet. Jeden rozprządzający na ogromną skalę, drugi absolutnie rozporządzany, z punktu widzenia filozfii FN typ drugi można pominąć zupełnie. Pierwszego nie znał, bo go nie było. Miał silne kobiety w domu, ale silne "inaczej" delikatnie mówiąc. Dlatego jego filozofia skupia się na typie męskim, a kobiecy jest bezwartościowy. Kobiety, które podziwiał wówczas były wyjątkami, myślę że dzisiaj miałby znacznie większe pole do popisu. I obawiam się co by pisał o mężczyznach.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | less | Empatia ma w sobie czynnik absolutnie pozytywny, ten poznawczy. Ale ma też czynnik niebezpieczny. Utożsamiający. Jeżeli utożsamienie będzie się stykało ze stanami depresyjnymi, cierpiącymi, bez lub ze słabym wlasnym systemem obronnym, to empatia zwróci wektor swej siły przeciw nam. Moralność chrześcijańska z utożsamiania się z cierpieniem stworzyło cnotę główną, sprowadziła na człowieka niejako obowiązek permanentnego utkwienia w stanie złym, depresyjnym. Im człowiek bardziej empatyczny w ten sposób, to dla chrześcijaństwa lepszy, świętszy. Każąc, preferując niesienie w życiu "krzyża", wpływa się źle na naturę człowieka. Przy nakazaniu współniesienia krzyża empatia jest posunięta do szkodliwego absurdu. Cierpiącemu potrzebna jest bowiem ozdrowieńcza moc, a nie nasze z nim współjęczenie, które pogorszy jego stan, a nasz przy okazji. I o tym jest mowa.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | Może dorzucę swoje trzy grosze. Filozofia F.N. jest celowo antysystemowa i można z powodzeniem nazwać ją "filozofią drogi". Fryderyk przemierza różne obszary myślenia, sprawdza pewne hipotezy, potem je odrzuca lub modyfikuje, formułuje nowe, które przeczą poprzednim. W tym przypomina jak żywo Sokratesa, który z lubością mącił swoim rozmówcom w głowach. Dlatego można u F.N. znaleźć wiele sprzeczności, np. najpierw wysoko ocenia brawurę i nadmiar, by w innym miejscu przyznać, że "za mało się u nas mówi o umiarze". Filozofię F.N. można podzielić na część krytyczną i pozytywną. Dla mnie osobiście w części krytycznej jest najmocniejszy, natomiast w pozytywnej pozostawia wiele do życzenia. Krytykując obalił właściwie wszystkie "metafizyczne mity", które żyły i trwały w kulturze europejskiej, w zamian oferujac "mit nadczłowieka". Była to zawsze dla mnie idea conajmniej dziwna. Swego czasu naczytałem się Platona i dobrze znałem jego bajkę o "królu-filozofie". Lecz o ile wszystkim z łatwością przychodzi zdyskredytowanie jej jako utopijnej wizji marzyciela, o tyle mit nadczłowieka nadal znajduje poklask u wielu ludzi. Moim zdaniem oba mity nie są warte tego aby je traktować poważnie. Proszę zwrócić uwagę, że postulaty etyczne Nietzschego muszą znaleźć jakieś przełożenia na teorię polityczną. Przecież nadczłowiek nie może funkcjonować w próźni. Będzie on zawsze osadzony w jakiejś społeczności. Russell szybko dostrzegł, że idea nadczłowieka może zagrażać społeczeństwu otwartemu, i jako zdeklarowany demokrata, musiał Fryderyka zbesztać. Nie będę teraz przytaczał złośliwych uwag pod jego adresem,jest ich zbyt wiele, właściwie cały rozdział poświęcony przez Russella Nietzschemu jest jednym wielkim paszkwilem na niemieckiego filozofa. Chciałbym tylko zasugerować, że Nietzsche jest filozofem, który negujac po drodze europejska kulturę, pozostawił ludzi właściwie bez niczego. Dlatego, jeśli ktoś wchodzi w świat filozofii zaczynając od Nietzschego, to tak naprawdę zastaje zgliszcza filozofii, jej upadek i zniszczenie. Ale czy dostaje coś w zamian? Są zapewne ludzie, którzy uświadomili sobie, ze filozofia Nietzschego jest w swej istocie próbą powrotu do wyższej kultury starogreckiej szlachty. Tam jest kolebka kultury europejskiej, tam ceniono moc i tężyznę fizyczną, wielkość ducha i dworski obyczaj. Arystokratę zwano "prawdomównym" w przeciwieństwie do prostaczków z plebsu, którzy byli kakoi - tymi złymi, lichymi. Stamtąd właśnie czerpał inspiracje Fryderyk, który wyrażał jawny zachwyt dla ideałów greckiej szlachty. Najbardziej cenił sobie starych poetów i presokratyków. Jeśli potraktujemy filozofię Nietzschego jako próbę powrotu do źródeł, jako zaczątek renesansu kultury Greków, to może to oznaczać jakąś nadzieję, że jego fil. nie jest tylko czystą destrukcją i mitologią, ale pokazuje także światełko w tunelu.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | less | Dzięki za fachową wypowiedź. Mam taką osobistą konkluzję odnośnie nadczłowieka, którego idea jawi mi się jako wiecznie wędrujący symbol dążeń, wiecznego przekraczania człowieczeństwa, a nie cel w którym można kiedyś ostatecznie ugrzęznąć. Dlatego osobiście nie jestem pewien czy jest tutaj potrzeba politycznego przełożenia. Ale może tak. Niemniej, interesująca jest wizja Kubricka i Clarcka z "Odyseii kosmicznej 2001". Czy ta filozofia ludzi zostawia z niczym? W pierwszym momencie zapewne tak, człowiek musi przebić się przez swój nihilizm bierny, przez zgliszcza. Ale później zaczyna się wędrówka. Ku światełku w tunelu właśnie. Być może wieczna wędrówka, ale tej kwestii może tu nie ruszajmy  . Pozostawmy to indywidualnemu doświadczeniu. Pozostawmy to filozofii drogi.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | > Mam taką osobistą konkluzję odnośnie nadczłowieka, którego idea jawi mi się jako wiecznie wędrujący symbol dążeń, wiecznego przekraczania człowieczeństwa, a nie cel w którym można kiedyś ostatecznie ugrzęznąć. Dlatego osobiście nie jestem pewien czy jest tutaj potrzeba politycznego przełożenia.Ty nie musisz mieć potrzeby, ale ktoś może mieć. A w tej filozofii można znaleźć wiele pomysłów typu: "artysta-tyran" i nietrudno znaleźć wariata, który weźmie na poważnie to zdanie: "Niech zginą słabi i nieudatni: pierwsza teza naszej miłości człowieka. I należy im w tym jeszcze pomóc." O co mu chodziło? Będę starał się być jak najbardziej przychylnie nastawionym do naszego filozofa. Zatem uznam, że chodziło mu pewnie o legalizację eutanazji. Ostatecznie był to niewinny żarcik. To zdanie jednak występuje w kontekście: "Co jest dobre? Wszystko co zwiększa w człowieku poczucie mocy, wolę mocy, samą moc." O jaką moc chodzi? Chodzi zapewne o moc tworzenia, moc artyzmu i wyższej duchowości, o racjonalność. Przy tym ta moc może objawiać się także w zaletach ciała czyli sile, zdrowiu, pięknu itp. "Co jest liche? - wszystko co pochodzi ze słabości." Chodzi tu zapewne o lichość w sensie bycia opętanym przez dogmaty, bycia kimś nieracjonalnym, wrogo nastawionym do nauki i sztuki, a także słabowitym pod względem fizycznym(pacjenci w szpitalu lub może chorowici z natury?). "Co jest szczęściem? Poczucie, że moc rośnie, że opór zostaje przezwyciężony. Nie zadowolenie lecz większa moc; nie pokój w ogóle, lecz wojna." Pewnie ma na myśli wojnę na argumenty z przeciwnikami światopoglądowymi, dokładnie to co robimy na forum. Czy też może coś innego? Przecież jest to proste jak drut, że można te fragmenty odczytać jako nawoływanie do walki zbrojnej i mordu na tych, których Guru uznał za nieudatnych, za złych i lichych. A chrześcijaństwo należy zwalczać ponieważ sprzeciwia się eliminacji nieudatnych. "Co jest szkodliwsze niż jakikolwiek występek? Aktywne współcierpienie z wszystkimi nieudatnymi i słabymi - chrześcijaństwo...." Jak to zestawisz z jego podziwem dla wielkich rzeźników (Napoleon), to można z tego ułożyć niezłą ideologię dla faszystów. Zresztą już to zrobiła kiedyś jego siostra. Trzeba być niezłym akrobatą żeby wybronić Nietzschego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | less | Odpiszę króciutko bo mam dość w związku ze swoimi problemami, ktore opisałem nieco wyżej. Oczywistym jest, że nie chodzi o eksterminację czynną słabych i nieudanych, ale o kształtowanie ludzkości w taki sposób, by takich nie było, albo było ich jak najmniej. O sposób "hodowli".Cudzysłów, bo się ktoś przyczepi. To jest Nietzschego miłość do ludzi. O wariatów takich jak naziści i jego siostra już bym się nie obawiał, bo zbyt wielu ludzi mądrych zajęło się tą filozofią, właściwie mozna powiedzieć, że się upowszechniła i drugi raz taka manipulacja nie przejdzie. Tym, którym nasuwają się podobne wnioski do tych, ktore opisałeś, należy polecić czytanie i jeszcze raz czytanie. Zwłaszcza dobrych opracowań, żeby samemu nie wyciągać z tego niewłaściwych wniosków.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | Odpowiem tak. Są tacy filozofowie, tacy jak Platon, dla których tradycja zaszczepiła nam, wmusiła w nas dla nich podziw. "Platon i Nietzsche wielkimi filozofami byli." Otóż nie zamierzam umniejszać ich wielkości, ale pewne ich pomysły są po prostu niebezpieczne i należy oddzielić to, co dobre od tego, co złe. Kiedy Popper nazwał Platona faszystą to jego obrońcy podnieśli lament, że przesadza, ze źle odczytał etc. Proszę Pana, nie ma i nigdy nie będzie "jedynej słusznej" interpretacji filozofii Platona i Fryderyka N. Mogą tylko istnieć lepiej lub gorzej uzasadnione(w tekście, konkretne fragmenty).
Jeśli chodzi o słówko "hodowla" - użył go już Platon w "Państwie" na określenie tresury obywateli mających żyć w idealnym państwie. Samo słowo, które stosuje się do zwierząt, nie za bardzo pasuje mi do idei wychowania, która jest bliska memu sercu. Jak ja mówię o hodowli, to mam na myśli np. hodowlę kur albo strusi. Natomiast w stosunku do człowieka używam słowa "wychowanie". I pomiędzy tym a tamtym jest zasadnicza różnica.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | less | Oczywiście, że nie ma jedynej słusznej interpretacji ( zwłaszcza po "przekroczeniu" w sobie człowieka i próbie pójścia wyżej ), to filozofia wyjątkowo indywidualnej drogi, ale równie oczywiste jest, że są kwestie nad którymi można dyskutować, co więcej, uznać za niepodważalne. Głównie przed "przekroczeniem". Nie wszystko pozostaje niejasnym, chociaż z drugiej strony, dla "niedzielnych czytaczy"...no i tu masz rację. A cudzysłów przy słowie hodowla dałem nieprzypadkowo. Żeby ktoś nie napisał mi o kurach czy krowach
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | Ale tego słowa używa właśnie F.N. Chciałbym doprecyzować, o co mi chodzi. Nie neguję filozofii N. w całości, i choć generalnie za nim nie przepadam, uważam, że można tam znaleźć dość ciekawe rozważania. [tak na marginesie: czasem mam nawet problem z tym,aby nazwać jego pisanie "filozofią". Filozofia to przede wszystkim myślenie wedle prawideł, wedle metody. Każdy wielki filozof posiadał swoją metodę. Począwszy od Sokratesa, który odkrył metodę indukcyjną (nie wspomnę Platona, który wypracował conajmniej trzy metody poznawcze) każdy filozof myślał nie "jak popadnie" ale zgodnie z metodą. Z całym szacunkiem dla Nietzschego, ale on nie posiadał żadnej metody. I jak tu się dziwić, że w jego pismach jest tyle sprzeczności?  ] Sprzeciwiam się aktualnie tym, myślom, które pachną nienawiścią, destrukcją, lub totalitarną władzą opartą na autorytecie jakiegoś guru. I nie obchodzi mnie czy tym guru jest papież, marksista, nietzscheanista czy wyznawca Platona. Chodzi o tę ideę. Jeśli jest Pan na tym forum nie od dziś, to wie Pan, że moja krytyka przeciw Kościołowi jest zogniskowana na totalitarnej polityce KK. Przeciw F.N. mam to, że znajduję u niego myśli, które brzmią bardzo groźnie, antydemokratycznie i totalitarnie(podział na kastę lepszych i gorszych, "hodowla" - traktowanie ludzi jak bydła, sugestie że należy eliminować gorszych)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | less | Dajmy spokój z "panowaniem". Absolutnie się zgadzam z pierwszą częścią, i to oczywiście powszechna konkluzja. Ale na pewno można się w tym poruszać i to nie każdy na oślep i całkiem odmienną drogą. Indywidualną, ale jest kierunek, jest cel ( jak już pisalem w moim odczuciu przesuwający się zawsze w czasie ) i mimo, że nie ma ściśle wyznaczonego szlaku, to są nakreślone ramy w których można się poruszać. I FN tak to zostawił, moim zdaniem z premedytacją, bo sama wędrówka musi być poddana indywidualnej specyfice, intuicji, doświadczeniu. Natomiast co do drugiej części, to tutaj już mam odmienne odczucia. Co prawda to jest niewątpliwie antydemokratyczne, ale nie odbieram tego jako groźne, ani jako totalitarne i z zupełnie innej perspektywy spoglądam na wydźwięk pewnych słów np. "hodowla", bo jest dla mnie oczywiste, że nie chodziło tu o coś na wzór hodowli bydła, co wynika w oczywisty sposób z dalszego tekstu "Antychrześcijanina", gdzie to słowo jest użyte, w ogóle z całej filozofii Nietzschego. Ale rozumiem, że Ty masz pewne uprzedzenia. Ja nie mam, nie boję się tego. Nie chodzi oczywiście o eliminowanie gorszych, czy słabszych w sensie dosłownym, ale o zdjęcie ze słabości ciężaru istotnej, dodatniej wartości, którą wprowadziło chrześcijaństwo. Nie chodzi o to, by litować się nad słabszymi, czy z drugiej skrajności eksterminować, ale wskazać im kierunek w którym winni podążać, by nabyć mocy, bowiem uczucie przezwyciężania słabości powoduje wzrost poczucia mocy, zradza poczucie szczęścia. Dla mnie ta filozofia (umówmy się, że tym jest żeby nie komplikować)jest przejawem wyjątkowej afirmacji, miłości do życia i człowieka. I tej podstawy należy się trzymać czytając Nietzschego. Żeby uniknąć "zboczeń". Naziści np. nie pomylili się w interpretacji filozofii, tylko ją zmanipulowali. Musieli przecież znać pogardę filozofa dla antysemityzmu i skrajną irytację na słowa "Niemcy Niemcy ponad wszystko". Nie sądzę, żeby ktoś nieświadomie na tyle źle zinterpretował tę filozfię i wprowadził coś w wyniku interpretacyjnego błędu stwarzając zagrożenie dla ludzkości. Uważam, że taki trick można przeprowdzić wyłącznie na drodze absolutnie świadomej manipulacji. Ale to przecież nie ta filozofia wywołała wojnę, prześladowania Żydów, tylko zupełnie inne pobudki. Mein Kampf było tu świętą, prostacką księgą, a "Zaratustrę" wrzucono w plecaki niemieckich żołnierzy tylko po to, by dodać faszyzmowi prestiżu. Przecież i tak tego nikt, lub prawie nikt nie rozumiał. Nietzscheanizm nie był inspiracją faszyzmu, został do niego doklejony wbrew wszelkiej logice. Moim zdaniem, sam z siebie nie jest w stanie wygenerować czegokolwiek groźnego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | less | Leży mi jeszcze na wątrobie to polityczne przełożenie. Próbę przełożenia idei nadczłowieka na usankcjonowanie polityczne odczuwam jako nienaturalne. O ile to ma oczywisty szerszy, społeczny sens, o tyle ta część indywidualna, osobiste doświadczenie tej drogi jest dla mnie nieprzekładalne na język prawny. Nie godzę się na to. Nie chcę tu jakiegokolwiek sankcjonowania, bo myślę że to wypacza charakter tej idei jako indywidualnego doświadczenia, samotnej wędrówki przez siebie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | A czy potrafisz potwierdzić w tekście tą interpretację, że idea nadczłowieka nie może mieć przełożenia na politykę?
Ja uważam, że takie przełożenie jest. Zwróć uwagę, że nadczłowiek to nowy typ człowieka wyższego. Ale w jakim sensie wyższego? Wyższego nad siebie? Do tego nie trzeba żadnych idei nadczłowieczeństwa. Wystarczy po prostu się samodoskonalić. Jednak Nietzsche często odwołuje się ethosu szlachty, ludzi, kórzy posiadali wyższość z urodzenia i realną władzę.
"Wyższa kultura może powstać tylko tam, gdzie istnieją dwie odrębne kasty społeczne: kasta ludzi pracujacych i kasta ludzi bezczynych, do prawdziwego odpoczynku zdolni; lub żeby się dobitniej wyrazić: kasta pracy przymusowej i kasta pracy wolnej." "Ludzkie, arcyludzkie" &439
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | less | Móc może, ale będzie to nienaturalne, a przede wszystkim głupie. Co mamy przełożyć? Nadczłowiek, wieczne powroty odpadają, bo za mało konkretne. Mamy usankcjonować większą wartość silnych, mniejszą słabych, niech już będzie bez tłumaczenia co jest czym? Przecież to nie o to chodzi. Czy może zabronić religii? Przewartościowanie wartości nie może odbyć się na drodze polityki, to musi stać się w nas, w środku, i na pewno nie może opierać się na przymusie i krzywdzie.Ale przez pobudzenie indywidualnej woli. Musi odbyć się na drodze wewnętrznej ewolucji, a nie dekretów, bo wtedy rzeczywiście mogłoby powstać śmiertelne niebezpieczeństwo dla bliźniego, dla jego wolności i szczęścia. Na takiej drodze pewnie nie wyrósłby nadczłowiek tylko bestia. Tylko jak mówię, to nie będzie nietzscheanizm tylko natychmiast wyczuwalna, niebezpieczna manipulacja. Moim zdaniem obawy są nieuzasadnione. Później napiszę jeszcze coś.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | less | Ja nie lubię przy idei "nadczłowieka" terminu polityka. Ciężar tego widzę inaczej. Widzę hierarchię społeczną, gdzie jednostki wybitne odciskają piętno swej indywidualności na życiu innych mniej wybitnych jednostek ( jakby zwolennicy równości nie chcieli, to ludzie przedstawiają sobą różną wartość, no chyba że rozpatrzymy to wyłącznie na płaszczyźnie bytu samego w sobie - bez treści, ale tu nie o to chodzi). Odciskanie piętna uwieńczone pytaniem, które zadał Zaratustra :"Czy potrafisz sam dać sobie prawo, własne dobro i swoją wolę zawiesić nad sobą jako prawo?" Nadczłowiek narzuca swoją wolę innym, ale nie w strukturach przymusu, tylko pośród wspólnoty ludzi, gdzie określone, najwyższe wartości nie są kwestionowane, są dla wszystkich oczywiste, jasne, a ich ucieleśnieniem jest nadczłowiek, szczytowy owoc ich kultury. Jest trochę cytatów na to, że nadczłowiek nie posiada żądzy sprawowania władzy, że Nietzsche "nadczłowieczej" mocy nie pojmował jako władzy, jakkolwiek użytej, nad innymi ludźmi, że pomaganie słabszym traktował po prostu jako obowiązek dostojnego człowieka: "Jeżeli człowiek wyjątkowy właśnie, ludzi przeciętnych dotyka palcami delikatniejszymi niż siebie i równych sobie, to nie jest to tylko dwornością serca - jest to po prostu jego obowiązkiem". Nie lubię tutaj "politykowania", "władania", ale sensem jest dla mnie odciskanie piętna na świadomych wartości tego "niższych", by ci sami zawiesili nad sobą własne prawo z własnym dobrem i wolą, by na swej jednostkowej drodze, wędrówce, sięgnąć tak gdzie są ci, którzy owe piętno na nich wyciskają. Inna sprawa, że ci "wyżsi" cały czas są w drodze. Ku kolejnym granicom autoprzekraczania. Oczywiście jakąś władzę formalną trzeba pełnić i najlepiej, żeby robił to jednostki wybitne, najlepsze. Natomiast dla mnie istotą sprawy nadczłowieka jest to co napisałem wcześniej. Odciskanie piętna, by przekraczać siebie. Nie władanie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Mariusz Agnosiewicz | Obecnie siedzę pod różnymi tekstami i nie bardzo mogę sobie pozwolić na udział w Waszej ciekawej rozmowie. Dlatego tylko parę słów Polityczny wymiar filozofii Nietzschego... Ciekawy temat. Kiedyś już się z nim zetknąłem. Nietzscheanizm dotarł do mnie i mnie .... [nie wiem jak to wyrazić] dzięki swoistemu "maratonowi filozoficznemu" dotyczącemu myśli Nietzschego, jaki rok czy dwa lata temu zorganizował Instytut Filozofii UWr. Był to cykl wykładów połączony z dyskusjami nietzcheanistów z całej Polski rozciągnięty na około miesiąc czasu. Jednym z prelegentów był Stanisław Łojek z Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ. Po jego referacie wywiązała się dyskusja m.in. o politycznym wymiarze jego filozofii. O ile dobrze pamiętam dr Łojek bronił tej opcji, zaś jego głównym oponentem był dr Leszek Kleszcz z Instytutu Filozofii UWr, który reprezentował stanowisko zbliżone do Twego, less. Obaj doktorzy bardzo interesująco uzasadniali swoje stanowiska, i trudno mi było wówczas przyznać wyraźnie rację któremuś z nich, czy choćby ustalić swoją konkluzję na temat tego sporu. Obecnie czytam książkę Łojka: "Obrona Nietzschego. Rzecz o odpowiedzialności" (Kęty 2002), licząc, że poznam dogłębniej argumentację tego autora. Będę chciał się skontaktować z tymi ludźmi, aby zamieścili swoje prace w Racjonaliście, co dostarczy Wam być może nowych argumentów. Z drem Kleszczem wymieniłem kiedyś email prosząc go o zaprezentowanie swego referatu w Racjonaliście, ale napisał mi wówczas, że nie ma tego w postaci elektronicznej, a jedynie na kartce, przy czym obiecał mi przysłać to kiedy to przepisze. Niestety, minęły miesiące a p. Leszek najwyraźniej zapomniał o tym lub z innych przyczyn nie napisał. Może uda mi się skontaktować ponownie, bo ostatnio widzę, że tematyka nietzscheańska cieszy się coraz większym zainteresowaniem w Racjonaliście. I bardzo dobrze!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | less | Bardzo lubię książkę Łojka. Zresztą nim się posłużyłem w ostatniej wypowiedzi. Naszym tematem są tutaj głównie obawy o wyzysk i szkodę innych i właśnie u Łojka pada stwierdzenie, że "totalna afirmacja siebie samego, która wedle Nietzschego jest ostatecznym celem doskonalącego się indywiduum, wyklucza wykorzystywanie bliźnich do realizacji własnych zamierzeń. Bowiem afirmacja taka wiąże się nierozerwalnie z bezwarunkową akceptacją wszystkiego, co nas otacza, co wpłynęło i wpływa na kształt naszej osobowości, na formowanie się tego czym jesteśmy. Co więcej, ideał autentycznej samorealizacji nie jest ideałem odrzucającym jedynie takie wykorzystywanie, ktore neguje i ogranicza wolność innych, ale nakazuje on kierować wysiłki w stronę osiągnięcia takiego stanu, w którym wszelkie wykorzystywanie natychmiast zmienia się we własne przeciwieństwo: stanie się udzielaniem siebie, dawaniem. To ma na myśli Zaratustra, gdy mówi o cnocie darzącej. Cnota taka, cnota twórcy samego siebie, oznacza pełnię, ktora wszystko co zabiera, bezzwłocznie wzbogaca i wzbogacone oddaje: "Zaprawdę odgaduję was chyba uczniowie moi, wy dążycie, podobnie jak ja ku cnocie darzącej. Waszą chęcią jest stać się samemu ofiarą i darem i dlatego chcecie nagromadzenia wszelakich bogactw w duszach. Zniewalacie wszystkie rzeczy ku sobie i w sobie, aby z waszego zdroju wypłynęły z powrotem jako dary miłości. Zaprawdę, grabieżcą wszystkich wartości musi stać się tak cnota darząca; ale błogim i błogosławionym nazywam to samolubstwo". ". Nie pasi mi tu ta polityka jednakże. Widzę tu ewentualnie administrowanie i stwarzanie administrowanym pola do autonomicznej samorealizacji odciskaniem na nich piętna istotą swej natury, a nie za pomocą "politykowania", a zwłasza ustalania praw, nakazów, obowiązkow, czyli przymuszania. Tu wyczuwam pewne niebezpiczeństwo, bowiem takie stwarza możliwość przymuszania innych. A ja chciałbym tu widzieć otwarcie przed słabszymi możliwości. I tylko tyle. Niemniej temat jest interesujący i ciągle otwarty. Dodam jeszcze, że lubię Łojka za to, że trzyma już raczej dłuto w ręce, zamiast młota, którym MUSIAŁ posłużyć się Nietzsche, bo stanął sam, jako pierwszy przeciwko ( przynajmniej tak radykalnie jako pierwszy ) potężnej machinie. I musiał czasami wstrząsnąć, by coś skuteczniej dotarło. Pewnie każdy z nas czasami wypowiada słowa "ja cię uduszę" lub "ja cię zbiję". No ale kto się tego obawia? Trzeba patrzeć całościowo i wtedy będzie jasne, że powieszenie moralistow jak to ujął gdzieś filozof, nie jest nawoływaniem do szukania sznura i dosłownego działania w tym kierunku. Dlatego też owo dłuto wydaje mi się tu trafnym kierunkiem, bowiem głaz jest już rozłupany i należy iść bardziej w kierunku kreacji, a i mamy doświadczenia XX wieku za sobą, czego świadomości nie miał, oczywista, sam FN. Niemniej w Polsce trzeba jeszcze ciągle machać młotem. Europie wystarczy dłuto. Tak sobie myślę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | less | Dodam jeszcze taki fragment dla obrony Nietzschego. Nie wiem skąd on jest, ja to mam w "Pismach pozostałych": "Nienawiść do mierności jest niegodna filozofa: stawia nawet pod znakiem zapytania jego PRAWO do filozofii. Właśnie dlatego, że jest wyjątkiem, musi on strzec reguł, musi dodawać odwagi wszystkiemu, co mierne."
|
|
| | | | | | | |  | | Teresa | > Ratuj się więc siostro przed swymi ascetycznymi ciągotami, wracaj na łono życia, zamień idola z bladego Jezusa na ognistego, pełnego życia Dionizosa. Orgazm stereo Twoim wyzwoleniem. I patrz w lustro. Ujrzyj lisa. Pięknie nawracam, nieprawdaż? W końcu mam skąd czerpać inspirację. Taki kraj. Walcz z niebiańskimi kajdanami.  do Less (i do wszystkich podzielających krytykę chrz.): Z pewnością muszę nawracać się z bardzo wielu rzeczy. Nie widzę jednak, żadnego powodu, żeby nawracać się z tego, ze chcę żyć bardziej moralnie i rozumniej. Mnie nakazy/zakazy religijne bynajmniej nie ograniczają, bo one są we mnie. A mimo to, że one są we mnie, tzn. rozumiem ich sens i pożądam ich, to mogę powiedzieć za św. Pawłem, że jestem nieszczęśliwa, bo często: "łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie" (Rz7:18, BT) oraz "Tak więc umysłem służę Prawu Bożemu, ciałem zaś - prawu grzechu" (Rz7:25, BT). Całe szczęście - dzięki wierze - nie jest to sytuacja bez wyjścia ... Także nie mam żadnych winogron, co do których wmawiam sobie, że są kwaśne ...
|
|
| | | | | | | | |  | | less | Puściłem Ci aż trzy oczka, żeby nie było wątpliwości, że to tylko przekomarzanie. Żyjemy w różnych światach, choć niby w jednym i niech tak zostanie. Ach... i doceniam Cię, jakbyś miała jeszcze jakieś wątpliwości. Co do winogron, no cóż...  . Mam nadzieję, że Cię nie uraziłem, ale jakby co to wybacz....
|
|
| | | | | | | | | |  | | Teresa | > Puściłem Ci aż trzy oczka, żeby nie było wątpliwości, że to tylko przekomarzanie. Żyjemy w różnych światach, choć niby w jednym i niech tak zostanie. Ach... i doceniam Cię, jakbyś miała jeszcze jakieś wątpliwości. Co do winogron, no cóż... . Mam nadzieję, że Cię nie uraziłem, ale jakby co to wybacz....To Ty raczej pilnuj sie, żebys się nie przejadł się tych swoich winogron, szpaku.  P.S. Po prostu jestem zszokowana, bo właśnie natknęłam się na poniższe fragmenty, a wczesniej w wątku "Przewartościowywanie wartości" (pisałam tylko co, to czułam) napisałam to samo. Św. Augustyn zapytuje: "Czy to miłość sprawia, że przestrzegamy przykazań, czy też raczej ich przestrzeganie rodzi miłość?". I odpowiada: "Któż może mieć wątpliwości, że to miłość poprzedza zachowywanie przykazań? Kto bowiem nie miłuje, pozbawiony jest motywacji dla ich przestrzegania" Darem Chrystusa jest Jego Duch, którego pierwszy "owoc" (por. Ga 5,22) to miłość: "Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany" (Rz 5,5).
|
|
| | | | | | | | |  | | less | > A mimo to, że one są we mnie, tzn. rozumiem ich sens i pożądamAch jak miło czytać u Ciebie takie słowo, jak to ostatnie, szkoda tylko, że nie w takim sensie jakiego bym Ci życzył
|
|
| | | | | | | | |  | | Wiera | >do Less (i do wszystkich podzielających krytykę chrz.):
Chciałam Cię zapewnić, że krytyka chrześcijaństwa to zupełnie coś innego niż krytyka Ciebie. A tym całym resentymentem moim zdaniem można "dokopać" każdemu: zarówno chrześcijaninowi jak i ateiście.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | Less, jak ty sobie wobrażasz to rzeźbienie czy "hodowlę"? W próźni? Przecież każdy z nas jest uwikłany w kontekst społeczno-polityczny. Przemiany na skalę społeczną muszą mieć odniesienie do realiów politycznych. W średniowieczu nawet byś nie pisnął. Aktualnie nadal jest tak, że trzeba mieć forsę i warunki, żeby się rozwijać. Jeśli pochodzisz z bogatej rodziny, to masz prostą sprawę. Ale jeśli musisz siebie kształtować i rozwijać samodzielnie to pojawiają się rozliczne problemy. Znam poetę, z mojego miasta, chyba najlepszego tutaj, który stracił zęby i cuchnie moczem. W moim mieście nawet kina nie ma, a liczy ono 120.000 mieszkańców.
Mądrość ludowa mówi: "Dobra rzecz wymaga czasu" - ja bym dodał jeszcze "wymaga czasu i pieniedzy."
Na kulturę masową jest dużo forsy. Na kulturę wyższą - niewiele. Skad wziaść tą forsę? Mamy czekać na mannę z nieba? Żeby urząd miasta zasponsorował wystawę młodych malarzy, to oragnizator musi uwikłać się w politykę. Musi np. przekonać ludzi, którzy szafują forsą na rozwój kultury, że warto zainwestować w młodych, a nie w kółko emerytek, które wyszywają obrusy. Tobie się to może wydać śmieszne i absurdalne, ale niestety takie są realia. Jeśli ktoś chciałby zrobić doktorat z filozofii Nietzschego, to musi skombinować 10 tysiaków i wydac trochę na książki, zagraniczne opracowania i teksty źródłowe, musi nauczyć się języka itp. Jeśli lekarz będzie chciał udzielić młodzieży licealnej wykładu na temat skutecznej ochrony przed wirusem HIV, to będzie usiał tak manewrować, żeby nie urazić "uczuć religijnych" księdza, który ma dobry układ z dyrektorką.
Botticelli, żeby malować swoje arcydzieła, musiał znaleźć potężnego sponsora (Cosimo di Medici). Michał Anioł brał pensję od papieża. Jak trafisz na jakiś uniwerek, to nie wszystko będziesz mógł mówić. Jeśli powiesz za dużo, możesz oberwać w łeb(vide: Łysiak). Jak można być takim nadczłowiekiem, który ustanawia nad sobą własne prawo, nie licząc się z prawem państwowych lub prawem grupy niszowej do której przynależy? Chyba tylko na odludziu, w jakimś sanatorium Santa Maria z gwarancją dożywotniej, sowitej renty. Albo trzeba opanować grupę. Być szefem, guru i rozdawać karty. Wtedy jest moc i władza.
Serwis Racjonalista jest takim wyjatkowym miejscem, w którym możemy sobie podyskutować nawet o błędach papieża. Możesz zbesztać Kościół i dogmaty. Ale to miejsce posiada siłę nie tylko dzięki jego twórcom. Klimat polityczny trochę nam sprzyja(tzw. demokracja i wolność słowa). Kościół powoli traci swoją pozycję, choć nadal pewnie czujemy się jakby w podziemiu, jak knuciciele, którym się marzy nowy porządek społeczny. Spójrz ile jeszcze zostało do zrobienia. Dlaczego nie ma szkołach filozofii? Kolejne pokolenia Polaków są urabiane przez kleryków, a potem przez TV, radio, masówkę. Tego jeden człowiek nie zrobi. Samotnie to możesz najwyżej sobie postawić pomnik ale w wyobraźni.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | less | Co do oglądu rzeczywistości to mamy takie same refleksje, co do "hodowli", czy "wychowania" u FN już trochę inne. Sporo o tym myślałem i sobie popiszę. Będzie długo, ale myślę, że uda mi się zmieścić w tym moje, subiektywne refleksje dotyczące Twoich pytań. Zacznę od tego, że termin "nadczłowiek" jest dla mnie zmianą na polu kultury. Już sam wydźwięk słowa budzi kontrowersje, ale nie chodzi tu o nic innego, tylko o zafunkcjonowanie człowieka na nowej, lepszej płaszczyźnie. Na pewno Nietzsche chciał to jakoś nazwać i twierdząc, że człowiek współczesny musi zostać przekroczony, musi zostać postawiony krok wyżej, więc dodał do słowa "mensch" przedrostek "uber". I mamy ubermenscha. Mamy nową płaszczyznę funkcjonowania człowieka, na której ten zaistnieje po przekroczeniu człowieka współczesnego. Tak jak za czasów Nietzschego, tak i dzisiaj człowiek nie spełnia tych warunków, mimo że wiele się zmieniło, to za mało. Ubermenscha nie ma. Na drodze politycznej nie da się go wywołać. To jest kwestia przełomu kulturowego. To nie jest ten samo mechanizm, jak przy wytworzeniu komunisty, socjalisty, faszysty, liberała. Tutaj się nie da tego tak zrobić. O polityce można zacząć, moim zdaniem, ewentualnie dyskutować, już kiedy nadczłowiek będzie i jakoś próbować to wszystko poukładać pod tym względem. Ale samo wytworzenie ma podstawę głównie kulturową, choć np. pewnie i ekonomiczną. Ale nawet, gdyby nadczłowiek zaistniał, to pole polityczne jest dla mnie czymś w tle...dlatego, że....i tutaj pójdę na łatwiznę i wstawię fragment komentarzu do "Wiedzy Radosnej" wyd. Zielona Sowa" aut. Krzysztofa Matuszewskiego: "Nadczłowiek jest rezultatem przemiany, do jakiej przygotować ma nauka Zaratustry (mobilizacja do przezwyciężenia człowieka w sobie, to znaczy do zaprzeczenia dekadenckiej gnuśności owocującej metafizyką: człowiek wykroczyć miałby poza siebie i równocześnie stać się sobą, czyli dotrzeć do swej ekstatycznej prawdy ). Może być też gdy spełnione już zostaną elementarne warunki, rezultatem "hodowli". Nazwa ta bulwersująca w perspektywie każdego indywidualizmu, odsyła wszakże wyłącznie do postulatu wychowania do dostojeństwa, którego status jest u Nietzschego- wbrew obawom, że enigmatyczność samego pojęcia prowadzić może do interpretacyjnych nadużyć, a w konsekwencji otwierać drogę barbarzyństwu- dość jasno określony. Dostojeństwo, którego nośnikami są silni i którego domkniętą, niejako strukturalnie niepodatną na regres personifikacją ma być nadczłowiek, jest stosunkiem do życia niezmediowanym przez reaktywność, nieskażonym więc resentymentem (uczuciem zawiści, jakim słaby darzy silnego, za to że nie może być tak samo twórczy i "władczy" jak on) ani wyrzutami sumienia. Dla człowieka dostojnego życie jest niewinne i nie domaga się odkupienia w żadnej przekraczającej je zasadzie. Transcendencji jako ułudzie pozwalającej słabemu krzepić się nadzieją, że nastanie kiedyś czas rekompensaty za cierpienia i klęski zespolone z życiem, mentalność dostojna przeciwstawia immanencję, czyli a fortiori zgodę na ten świat, a ściślej mówiąc - jako, że dostojny niczego nie dźwiga, nie jest tragarzem ani potakiwaczem (człowiek reaktywny, przygnieciony wizją ciężaru życia bądź bezwolna, niesamodzielna owca )lecz tancerzem - jego afirmację. Nie motywowany poczuciem niższości ani krzywdy dostojny nie musi się mścić; nie nakłania, nie gani, nie pogardza, nie karci; oddziaływuje zniewalającym powabem współtworzonym przez pewność i otwartość swych przekonań, subtelność, swobodę, lekkość, wdzięk, a także sprawiedliwość i tolerancję. Gdyby nie skąpstwo natury, niepozwalającej ludziom bić blaskiem odpowiednio do pełni ich wewnętrznego światła, rozpoznawalibyśmy go zapewne po silnie emanującym odeń blasku." No i tak. To może mieć o tyle przełożenie na politykę moim zdaniem, na ile zmusi politykę do działania kultura. Dziś nie ma nadczłowieka i na polu polityki nie można go stworzyć. Dopiero wytwór kultury może kreować takie dziedziny jak np. oświata. Tu nie ma przepisu, sankcji, uwarunkowań prawnych, ale oddziaływanie kulturowe. Bodziec idzie od przemiany kulturowej, a polityka moze być dopiero później narzędziem w rękach kultury i zawsze tylko narzędziem, nigdy role nie mogą być odwrócone. Polityka ma charakter służebny, nie inicjujący. Dlatego, moim zdaniem, jakby ktoś chciał się zabrać za to od strony polityki jak dyskutowaliśmy o tym na początku, to mu to nie wyjdzie, wyjdzie jakieś wypaczenie, które zostanie odrzucone. Zmiana musi wyjść od innej strony, ale o tym nieco poźniej. CDN.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | less | Dla mnie nadczłowiek jest zmianą płaszczyzny fukcjonowania ludzkości. Może też zmianą jej archetypu? Taki uproszczony przykład. Człowiek, u swoich pradziejów, zapewne głównie roślinożerny, żyje jak inne zwierzęta, ale pewne cechy pozwalają mu na niby to drobną zmianę, mającą jednak kapitalne znaczenie w jego dalszym rozwoju kulturowym. Żyje on na jakimś ustabilizowanym poziomie, optymalnym w tym momencie, ale nagle zaczyna posługiwać się narzędziem, czego nie robią inne stworzenia. Narzędzie powala mu szokująco się rozwijać, kreować rzeczywistość, panować nad nią, władać do tego stopnia, że w końcu z kija, czy kamienia zradza się powiedzmy statek kosmiczny. Jest to totalny przełom kulturowy. W momencie, kiedy ów humanoid pierwszy raz wziął pałę do ręki i się nią posłużył dokonał się przewrót na płaszczyźnie kulturowej. Z humanoida, stał się uberhumanoid. Otóż myślę, że Nietzschemu chodzi o coś podobnego. O przekroczenie dotychczasowego człowieka. Mianowicie, zmiana płaszczyzny fukcjonowania ma dotyczyć złamania negacji i reaktywnej percepcji rzeczywistości (religie m.in )na afirmację, triumf sił aktywnych, kult życia. Zwycięstwo myślenia o światach alternatywnych względem życia ma zostać złamane absolutnym, bezwzględnym utkwieniem w życiu i afirmacji wszystkiego, co owo z sobą niesie.To ma być przekroczenie. Na tym polu, ta płaszczyzna ma wytworzyć ubermenscha, nowy typ. Co więcej, już tak indywidualnie, często zastanawiam się nad tym, czy Nietzsche wskazuje kierunek, czy może raczej przewiduje coś, co mu się wydaje nieuniknione na polu kulturowym. Sygnały wskazujące na to drugie płyną wielokrotnie. Nietzsche dość dobrze odgadywał przyszłość, XX wiek.... Twierdził, że okres wszechpanowania demokracji jest nieunikniony, przewidywał dynamiczny rozwój nauki. I tak się zastanawiam, czy ta przemiana z religijnych negacji w całkowitą afirmację nie była dla niego po prostu naturalną, ewolucyjną i nieuniknioną koleją rzeczy. Patrząc na dzisiejszy świat mozna takich tendencji się dopatrywać i to głównie w... Europie. Zmiany na polu kulturowym zaczynają być ogromne i gołym okiem widać, że Europa zaczyna pchać człowieka w stronę afirmacji, a negujące chrześcijaństwo ( które na siłę chce przypisywać Europie skłonność do nihilzmu, czy materializmu )coraz mocniej zostaje spychane na margines. Co prawda ekonomicznie Europa nie nadąża póki co za USA, czy coraz lepszymi pod tym względem Chinami, ale na polu kulturowym, moim zdaniem dzieje się bardzo dużo ( całkowita przemiana Hiszpanii, dynamiczne zmiany w Irlandii ), a będzie działo się jeszcze więcej. Ale to chyba jest bardziej spontaniczne, naturalne, niż przemyślane, kreowane, więc może jest to właśnie nieunikniona przemiana na polu kultury w kierunku afirmacji? No ale to tylko takie moje subiektywne spostrzeżenia. I może nadmierne chciejstwo, ale jestem optymistą. Co do szkoły, to nie tylko filozofia, ale i psychologia, wszystko co uczy lepszej praktyki i rozumienia siebie, świata, życia. Dzisiaj jest to w dużej mierze marnowanie potencjału.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | Miałem już nie pisać, ale jednak coś napiszę. Podsumowanie. FN przeszedł do historii przede wszystkim jako wybitny moralista i krytyk kultury. Jego żarliwa moralistyka odziaływuje nadal i pobudza do refleksji. Jednak etyka nie przynależy w sensie istotowym do żywiołu filozoficznego. Źródłowa filozofia to ontologia i w drugim rzędzie epistemologia. Ontologia dotyka bytu, natomiast etyka ideałów. Dlatego kiedy FN mówi o nadczłowieku, to nie mówi o czymś "co jest" ale o tym "co być powinno". A co być powinno? To co jemu się podoba!!! Pewnie dlatego sceptycznie podchodzę do pisania FN. Zacznie lepiej czuję się w klimacie greckiej filozofii, frywolnej i głębokiej zarazem. W Grecji podjęto pierwsze i brzemienne w skutki rozmyślania nad istotą bytu. Etyka pełniła jeno rolę służebną. Niemieckiej filozofii nie czuję, nie przepadam za nią. Czy znasz tą uwagę, jaką poczynił Stendhal? W jakimś stopniu odzwierciedla ona moje odczucia: "Młodzi Niemcy, których spotkałem w Getyndze, Dreźnie, Królewcu, wychowani są na systemach rzekomo filozoficznych, które są jedynie ciemną i licho napisaną poezją; ale pod względem moralnym sięgają najwyższej i najświętszej wzniosłości. Zdaje mi się, że oni odziedziczyli ze swego średniowiecza nie republikanizm, nieufność i sztylet jak Włosi, ale silną skłonność do entuzjazmu i dobrej wiary. Dlatego co dziesięć lat posiadają nowego wielkiego człowieka mającego zatrzeć innych.(Kant, Fichte, Schelling... etc.)" Pod jednym tylko ważnym względem czuję się bliskość duchową z FN: Najbardziej kocham życie.  Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | Jeszcze jedno. Nietzche jakiego pokazujesz to idealista.("kultura kształtuje politykę"). Taka jednostronna relacja nie występuje w rzeczywistości. Ta relacja jest obustronna. Nadczłowieczeństwo w twojej interpretacji można sprowadzić do zagadnienia "wolności". Przekraczanie granic to wzrost wolności. Ale nie ma wolności bez ograniczeń.
Jeśli politykę zrozumiesz, jak ja ją ujmuję, czyli jako realia bytowe, to zrozumiesz, że to co zwiesz kulturą, mogło się rozwijać tylko dzięki tym realiom. Artysta jako najdelikatniejszy twór ludzkości, ma rację istnienia tylko dzięki szczeblom niższym. Znasz "potrzeby Maslova". Jak nie zaspokoisz najniższej, umrzesz. Innymi słowy to co wyższe jest najbardziej uzależnione od tego co niskie. Bowiem niskie może się obejść bez wysokiego. Ale wysokie nie. Dlatego Nietzsche obmyślił sobie swoją utopię:
"W lepszym porządku społecznym ciężka praca i trudy życiowe będą udziałem tego, kto najmniej wskutej nich cierpi, a więc najbardziej tępego, i tak stopniowo aż do najwrażliwszego osobnika."
Dla mnie jest to idea prosta i oczywista. Artysta zamiast iść do wojska, a potem podjąć pracę w kopalni, powinien mieszkać w willi i dostawać wysoką pensję od rządu. Wyższa kultura ma rację bytu tylko dzięki tym, którzy za nią będą płacić, którzy ją utrzymają przy istnieniu, zaspokoją najniższe potrzeby artysty, aby ten nie musiał rozmieniać swego talentu w pracy zarobkowej.
Zresztą już mam dość tego FN. Niech to robią Ci, którzy to lubią. Spadam stąd.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Teresa | > Chciałam Cię zapewnić, że krytyka chrześcijaństwa to zupełnie coś innego niż krytyka Ciebie.Wiero, nie jestem tego wcale taka pewna  , ponieważ zgodnie z krytyką chrz. F. N. jestem owcą, która wraz z innymi owcami, organizuje groźny spisek przeciw wilkom  . Mówiąc serio rozumiem takie zarzuty, że strony wiary można się obawiać: tyrani i fanatyzmu. Ale czy wiara musi koniecznie musi się z tym wiązać? Chyba nie. Ja jestem przekonana do takiej wiary, której ideałem jest zachowywanie dystansu i autonomii sumienia. Oczywiście, że tyrania i fanatyzm są złe, ale całkowite ograbianie się z porywu ku transcendencji również uważam za szkodliwe.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|