Racjonalista - Strona głównaDo treści
Z Alzheimerem w niebie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
24-12-2008 22:31Salamon (124 punktów)Z Alzheimerem w niebie
Ocena 9 na 9
Zastanawia mnie już od kilku, a być może nawet od kilkunastu, lat, jak wierzący ludzie wyobrażają sobie wskrzeszenie z martwych i ewentualne zbawienie osób, które za życia nieodwracalnie straciły pamięć biograficzną, samoświadomość, cierpiały na jakiś niedorozwój umysłowy, czy też rozchorowały się psychicznie. Czy chorzy na Alzheimera lub psychopaci mogą zostać wskrzeszeni do życia wiecznego albo skazani pośmiertnie na wieczne potępienie i wg jakich kryteriów? W szczególności interesuje mnie, w jakim stanie świadomości bóstwo wskrzesi takie osoby z martwych. Pisząc o wskrzeszeniu mam na myśli przywrócenie do życia zmarłego w taki sposób, aby zachowana została jego tożsamość osobowa czy pamięć biograficzna. Inne formy zmartwychwstania czy wskrzezenia mnie nie interesują, bo zakładałyby de facto tworzenie zupełnie nowych istot, skoro modyfikacjom miałaby zostać poddana ziemska tożsamość wskrzeszanych ludzi. Czy chory na Alzheimera pozostanie chorym na Alzheimera ze swoimi zanikami pamięci lub całkowitą amnezją? Czy psychopata pozostanie psychopatą z wszelkimi rysami swojej patologicznej osobowości (nawiasem mówiąc ciekawe, czy psychopaci dostąpią zbawienia czy zostaną potępieni na wieki)? Czy zespół Downa tudzież inne choroby "niedorozwojowe" zostaną uwiecznione w eschatologicznym akcie wskrzeszenia? Na czymże zatem miałaby polegać wyższość tego upragnionego życia w zaświatach od życia ziemskiego? Przecież restytucja tożsamości indywidualnej utrwalałaby tylko na wieki ograniczone dotychczas czasowo cierpienie na ziemi, cierpienie wynikające z różnych chorób neurologicznych czy psychicznych. Jeśli ktoś zna odpowiedzi na te pytania, niech z łaski swojej oświeci błądzącego po bezdrożach spekulacji ateistę, a może spłynie na mnie jakaś oślepiająca łaska wiary i wszystko stanie się jasne. Wydaje mi się wszakże, iż czasem potrzeba dużo światła, żeby rozproszyć choćby smugę ciemności.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

diogenes (42753 punktów)Odp: z Alzheimerem w niebie
>Jeśli ktoś zna odpowiedzi na te pytania, niech z łaski swojej oświeci błądzącego po bezdrożach spekulacji ateistę...

Polecam przekonać się osobiście.
Przejść na katolicyzm, umrzeć z wiatykiem w zębach i cierpliwie czekać na zmartwychwstanie. A spekulacje skierować na sprawy doczesne, np. na giełdę.
25-12-2008 00:47 
 Ocena 2 na 2
Salamon (124 punktów)

>Polecam przekonać się osobiście.
>Przejść na katolicyzm, umrzeć z wiatykiem w zębach i cierpliwie czekać na zmartwychwstanie. A spekulacje skierować na sprawy doczesne, np. na giełdę.

O boginie i bogowie starożytnego Egiptu!

Dziękuję, jakże życzliwy człowieku, za garść wzruszających skądinąd porad. Obawiam się jednak, że nie jestem wsytarczająco poczciwy, żeby skorzystać z żadnej z tych mądrości.
25-12-2008 10:15 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Obawiam się jednak, że nie jestem wsytarczająco poczciwy, żeby skorzystać z żadnej z tych mądrości.

No to dalej, w drogę na bezdroża ateizmu.
Salamon (124 punktów)
>>Obawiam się jednak, że nie jestem wsytarczająco poczciwy, żeby skorzystać z żadnej z tych mądrości.
>No to dalej, w drogę na bezdroża ateizmu.
>

O wróżki, elfy, skrzaty i koboldy!

Czyzby nikt nie odczytał był ironii mojego tekstu?
darlove (2804 punktów)
Skromna odpowiedź na nurtujące Cię pytania brzmi (jak zawsze zresztą): "... albowiem dla Boga nie ma nic niemożliwego." Wierzę, że ten głęboki cytat ze Świętej Księgi rozwiał wszelkie Twoje wątpliwości. A jeśli nie, to... radzę się szybko nawrócić, Salamonie, póki jeszcze nie jest za późno. Pamiętaj, że masz czas tylko w tym życiu. "Tam" nie będzie na to czasu... W ogóle "tam" czasu nie będzie.

Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
Salamon (124 punktów)
>Skromna odpowiedź na nurtujące Cię pytania brzmi (jak zawsze zresztą): "... albowiem dla Boga nie ma nic niemożliwego." Wierzę, że ten głęboki cytat ze Świętej Księgi rozwiał wszelkie Twoje wątpliwości. A jeśli nie, to... radzę się szybko nawrócić, Salamonie, póki jeszcze nie jest za późno.

Jeśli cytaty z świętych ksiąg nie rozwiewają wątpliwości, to raczej trudno nawrócić się na wierzenia religijne, które się na tych księgach opierają, nie sądzisz?
placownik (17853 punktów)Odp: Z Alzheimerem w niebie

   A na co może liczyć, obdarzona nieśmiertelną duszą w momencie poczęcia, zygota, której pechowo nie udało się zagnieździć w ściance macicy?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
25-12-2008 11:54 
 Ocena 2 na 2
salek (4701 punktów)
Na pobyt w tym samym zakładzie, w którym lądują nieochrzczone dzieci. Kłopot tylko, że podobnież niedawno temu go zamknięto. Teraz tylko teologa trzeba by spytać.
25-12-2008 12:23 
 Ocena 3 na 3
Salamon (124 punktów)
>   A na co może liczyć, obdarzona nieśmiertelną duszą w momencie poczęcia, zygota, której pechowo nie udało się zagnieździć w ściance macicy?
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli


O Matko Boska, którą Duch Święty miał zapłodnić przez ucho!

Na to samo, co zygota przed nidacją. Dla wtajemniczonych katolików nie ma różnicy między wędrującą zygotą a zygotą zagnieżdżoną. Obie są już rzekomo uposażone w nieśmiertelną duszę od momentu zapłodnienia. Dlatego pewne środowiska prawie w ogóle nie używają określenia "ciąża" (okres od momentu zagnieżdżenia się zygoty w ściance macicy do momentu narodzin), za to nadużywają dziwnego nowotworu "dzieci poczęte". Swoją drogą, które dzieci są "niepoczęte"?
25-12-2008 12:50 
 Ocena 2 na 2
stilgar (7322 punktów)
>Swoją drogą, które dzieci są "niepoczęte"?

Plemniki? Jajeczka? Pewnie prolife'owcy jeszcze sie za to wezmą...
Salamon (124 punktów)
>>Swoją drogą, które dzieci są "niepoczęte"?
>Plemniki? Jajeczka? Pewnie prolife'owcy jeszcze sie za to wezmą...

O, to jest myśl! To byłoby nawet logiczne, nieprawdaż? A tak na marginesie, osobiście wolę określać obrońców tylko nienarodzonego życia mianem prolajfersów.
25-12-2008 14:27 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)
>>>Swoją drogą, które dzieci są "niepoczęte"?
>>Plemniki? Jajeczka? Pewnie prolife'owcy jeszcze sie za to wezmą...
>O, to jest myśl! To byłoby nawet logiczne, nieprawdaż? A tak na marginesie, osobiście wolę określać obrońców tylko nienarodzonego życia mianem prolajfersów.
>
O, to jest lepsze określenie Jak pisalem poprzedniego posta, to sie minute zastanawialem, jak odmienić "prolife" ;P

A jak in vitro przestanie być modne, zabiorą się za onanistów i banki spermy
04-01-2009 18:17 
 Ocena 2 na 2
tahicola (217 punktów)
Póki co, modlmy się za dzieci wsiąknięte w posciel
05-01-2009 18:52 
 Ocena 1 na 1
Adam Michalik (153 punktów)
>Póki co, modlmy się za dzieci wsiąknięte w posciel

Nie śmiej się, bo w ten sposób można jedną ręką zabić miliony potencjalnych ludzi! Minuty wysiłku i miliony dusz na sumieniu, wyobrażasz sobie?!? Patrząc na statystyki procentowe mężczyzn onanizujących się i na ilość plemników w zamordowanej próbce spermy, jak również na dogmat o tym, że niewinni idą do nieba, w tym całym niebie musi być dość tłoczno.

Po głębszym zastanowieniu poprawka - przecież te dzieci pościelowe nie są ochrzczone, więc idą do piekła! A więc o to chodzi w zakazie onanizmu, żeby Bób nie tracił wyznawców; grałem kiedyś w taką grę komputerową (symulator Boba), im więcej wyznawców, tym więcej many, im więcej many, tym lepsze czary można było robić - pewnie Bób dlatego się nie odzywa, jak się go prosi o pomoc, bo za mało many ma. Wniosek? Chcesz zwiększyć szanse na wysłuchanie modlitwy? Chrzcij pościel!
16-01-2009 15:53 
 Ocena 2 na 2
tahicola (217 punktów)
E, tam. Sam chrzest to nie wszystko. Trzeba te "dzieci" jeszcze jakoś nazwac. Ale ile potrzeba inwencji twórczej! Miliony plemników, jak zapamiętać, który jest który?
Adam Michalik (153 punktów)
>E, tam. Sam chrzest to nie wszystko. Trzeba te "dzieci" jeszcze jakoś nazwac. Ale ile potrzeba inwencji twórczej! Miliony plemników, jak zapamiętać, który jest który?

Był taki dowcip, którego fragment jest idealną odpowiedzią na zadane pytanie:

Zadania maturalne z matematyki, rok XXXX
(...)
"A imię jego czterdzieści i cztery!" - za pomocą indukcji matematycznej udowodnić, że imion może być nieskończenie wiele.

04-01-2009 18:20 
 Ocena 2 na 2
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>A jak in vitro przestanie być modne, zabiorą się za onanistów i banki spermy
Gowin już o to zadbał!
agag (39 punktów)
Jeśli ktoś zna odpowiedzi na te pytania, niech z
>łaski swojej oświeci błądzącego po bezdrożach spekulacji ateistę, a może spłynie na mnie jakaś
>oślepiająca łaska wiary i wszystko stanie się jasne. Wydaje mi się wszakże, iż czasem potrzeba dużo
>światła, żeby rozproszyć choćby smugę ciemności.

Na wstępie duży szacunek dla Ciebie, gdyż mało jest ateistów, którzy naprawdę szukają odpowiedzi dotyczących wiary i chcą usłuszeć jakiekolwiek argumenty naukowe potwierdzające ją. Wiara to łaska - wiem o tym.

>Zastanawia mnie już od kilku, a być może nawet od kilkunastu, lat, jak wierzący ludzie wyobrażają
>sobie wskrzeszenie z martwych i ewentualne zbawienie osób, które za życia nieodwracalnie straciły
>pamięć biograficzną, samoświadomość, cierpiały na jakiś niedorozwój umysłowy, czy też rozchorowały
>się psychicznie. Czy chorzy na Alzheimera lub psychopaci mogą zostać wskrzeszeni do życia wiecznego
> i wg jakich kryteriów? W szczególności interesuje
>mnie, w jakim stanie świadomości bóstwo wskrzesi takie osoby z martwych. Pisząc o wskrzeszeniu mam
>na myśli przywrócenie do życia zmarłego w taki sposób, aby zachowana została jego tożsamość osobowa
>czy pamięć biograficzna. Inne formy zmartwychwstania czy wskrzezenia mnie nie interesują, bo
>zakładałyby de facto tworzenie zupełnie nowych istot, skoro modyfikacjom miałaby zostać poddana
>ziemska tożsamość wskrzeszanych ludzi.
Aby odpowiedzieć na to pytanie zacznę od podstaw. Człowiek zbudowany jest z duszy, ciała i substancji pośredniej (łącznika). Z punktu widzenia Twojego pytania istotne jest rozróżnienie duszy i ciała. Dusza to "zasada inteligentna" istniejąca w Tobie - jest wieczna i niezniszczalna. Ulega nieustannemu rozwojowi poprzez kolejne wcielenia oczyszczając się. Odbywa drogę od prostego, prymitywnego bytu do istoty doskonale czystej. Aby to osiągnąć Bóg daje jej możliwość wcielania się. Podczas wcieleń poddawana jest próbom, które mogą ją udoskonalić pod względem moralnym i intelektualnym, co spowoduje, że będzie mogła inkarnować w wyższych światach. Twoja dusza ma tysiące lat.
Zamieszczę tu moją wypowiedz z innego forum: To samo ciało nie zmartwychwstanie. To twoja Dusza przyoblecze się w nowe ciało przy kolejnej reinkarnacji - i to jest zmartwychwstanie ciała. Chyba nie sądzisz że twoje rozłożone ciało, które stało się częścią innych organizmów nagle wróci do pierwotnej postaci. Ale to problem wielu ludzi - interpretowanie Biblii dosłowne a nie alegoryczne.

Dusza jest wcielana w istotę materialną taką jak np. człowiek również w celu odkupienia win z poprzednich wcieleń. Kontakty z Duchami Wyższymi zarejestrowane dzięki pismu automatycznemu tłumaczą sens cierpień związanych m.in. z chorobami psychicznymi. To nie dusza jest ułomna lecz ciało w które się wcieliła. Najczęściej o wcieleniu w chore ciało lub w ciało które zachoruje wiedziała przed wcieleniem. Wiedziała o tym, że ciało będzie chore i przyjęła taką próbę. Duchy Wyższe odpowiadają, że przyczyną takiego upośledzenia może być ciężkie naruszenie bożych praw we wcześniejszym wcieleniu. Twierdzą, że często w osobie tak ułomnej, że nie ma z nią kontaktu umiejscowiona jest dusza wysoko rozwinięta intelektualnie, czasami nawet dusza która inkarnowała na innych planetach o wyższym rozwoju cywilizacyjnym lecz musi odkupić swoje winy. Wyobraż więc sobie, gdy będziesz widzieć osobę z cieknącą śliną w bezruchu z błyszczącymi oczami, że może to być duch o inteligencji przewyższającej Ziemską, a jego karą jest to, że nie może użyć swej inteligencji i uważany jest za głupka. Prawo Boga bowiem kieruje się zasadą że jeżeli sprawiło się komuś krzywdę, to odkupi się jedynie poprzez identyczne cierpienie -tak się uczysz. Może była więc to osoba poniżająca mniej rozwiniętych intelektualnie, wywyższająca się, mająca za nic ludzi prostych tego nie wiemy. Wiemy, że Bóg jest nieskończenie miłosierny i pozwoli każdemu oczyścić się z grzechów wcielenia.

Czy chory na Alzheimera pozostanie chorym na Alzheimera ze>swoimi zanikami pamięci lub całkowitą amnezją?

Nie, to ciało, ten kokon dla duszy jest chore, dusza odbywa czyściec w tym ciele. Przy następnym wcieleniu może otrzymać ciało sportowca. Bóg kieruje wszystkim a Jego mądrość jest niepojęta dla bytow o tak prymitywnyh mózgach jak człowiek.

Czy psychopata pozostanie psychopatą z wszelkimi>rysami swojej patologicznej osobowości (nawiasem mówiąc ciekawe, czy psychopaci dostąpią zbawieniaczy zostaną potępieni na wieki)?

Z psychopatami to już inna para kaloszy. Są to duchy złe. Inkarnowały wielokrotnie, lecz wolały podążać ścieżką zła. Bóg jako nieskończenie miłosierny daje im możliwość odkupienia win (zabili - będą ofiarami zbrodni, znęcali się - będą maltretowani itp.) jednak są tak przesiąknięte złem że pogrążają się jeszcze bardziej popełniają kolejne zbrodnie. Rzadko złe duchy chcą inkarnować gdyż te maksymalnie złe wolą zwodzić człowieka. Skupiają się wokół ludzi złych, słabych i wpływają na ich decyzje. Chcą ich pogrążyć. Widzą bowiem doskonałe istnienie w wyższych sferach świata duchowego i są zazdrosne o tych którzy tam przebywają. Skoro nieraz człowiek jest zazdrosny gdy jego sąsiad ma wspaniały samochód i ptrafi przejechać gwoździem po lakierze z zazdrości to jakie uczucia może mieć byt całkowicie zły.

Bardzo gorąco polecam Księgę Duchów Allana Kardeca (wydanie z gałęzią winorośli). Jest książką zawierającą ponad 1000 pytań zadanych Duchom Wyższym w wielu dziedzinach nauki, wyjaśniająca istnienie świata duchowego pierwotnego w stosunku do materialnego, istnienie Boga, misję Jezusa, budowę wszechświata. Napisana jest w konwencji pytanie-odpowiedź - za pomocą pisma automatycznego. Osoba Alana Kardeka jest sama w sobie warta dużego szacunku i wzbudza zaufanie. Jest to wybitny naukowiec XIX w. - lekarz, prawnik , pedagog, langwinista (znał 5 języków) - w swoich badaniach w tak delikatnej materii kierował się "szkiełkiem i okiem". Polecam też stronę i forum www.spirytyzm.pl.
07-01-2009 09:09 
 Ocena 2 na 2
Władek Lichacz (2050 punktów)
>To samo ciało nie zmartwychwstanie.

Gdy powstawało chrześcijaństwo to właśnie w to wierzono, że ciało zmartwychwstanie.
Na grobach tamtych chrześcijan były nawet specjalne leje do ich "karmienia", przez które wlewano napoje i podawano żywność. Ale taka była ówczesna "wiedza" wierzących. Niektóre z nich, tzn. te groby zachowane są nawet do dzisiaj.

>Ale to problem wielu ludzi - interpretowanie Biblii dosłowne a nie alegoryczne.

Zmieniła się wiedza człowieka, to teraz wmawia się, że to tylko alegoria.
A jeszcze nie tak dawno, za te "alegorie" ludzie byli skazywani na śmierć, natomiast ci co nosili drzewa na stos dostawali odpusty.

>Bardzo gorąco polecam Księgę Duchów Allana Kardeca (wydanie z gałęzią winorośli).

Znam ją i pewnie nawet jeszcze mam, ale nie polecił bym jej.

>Napisana jest w konwencji pytanie-odpowiedź - za pomocą pisma automatycznego.

Jest też wiele innych w ten sposób zapisanych. Gdy odnoszą się do konkretnych pytań dotyczący człowieka, ziemi, przyszłości, itp. to okazuje się, że są tyle samo warte co przepowiednie, np. Nostradamusa.

>Osoba Alana Kardeka jest sama w sobie warta dużego szacunku i wzbudza zaufanie. Jest to wybitny naukowiec XIX w. - lekarz, prawnik , pedagog, langwinista (znał 5 języków) - w swoich badaniach w tak delikatnej materii kierował się "szkiełkiem i okiem".

Czy mógłbyś wymienić te wszystkie "szkiełka i oka", które stosował w swoich "badaniach"?

Takie "naukowe książki" fajnie się czyta, to fakt. Tylko, że one mają tyle samo wspólnego z nauką co biblia.

Napisano bardzo wiele książek o tzw. życiu po śmierci. Były pisane także i przez naukowców, np. lekarzy, psychologów, psychiatrów. Przeprowadzano również "badania". Tysiące pisarzy i miliony wydanych książek. Jednakże to wszystko się posypało z chwilą wynalezienia rezonansu magnetycznego. Okazało się, że wszyscy ludzie bez względu na rasę, kraj pochodzenia, itp. mają jednak podobnie zbudowane mózgi. I w chwili niedotlenia, co ma miejsce przy śmierci klinicznej mają także podobne objawy. Lecz o tym nie przeczytałem żadnej książki - takiej nie spotkałem. Tylko kilka artykułów, z czego zaledwie jeden w języku polskim. Gdyby została wydana, czy jej nakład byłby też w milionach? Oczywiście, że nie, a dla "wydawcy" liczy się tylko kasa i dlatego nadal drukują w milionach książki "Życie po życiu" i podobne.
agag (39 punktów)
Dyskusja z totalnym sceptykiem o wierze - nawet popartej dowodami naukowymi - jest bardzo trudna dla osoby wierzącej. Bo po wytaczaniu wzajemnych argumentów, można nieraz oczekiwać z jednej ze stron uproszczenia że to lub tamto jest tyle warte co np."przepowiednie Nostradamusa" - bo tak najlepiej uciąć, poczuć poklepanie w plecy przez kogoś o podobnych poglądach i czuć się bohaterem w obronie światopoglądu. Obronie polegającej na ogólnikach.
Jezus wiedział, że taka dyskusja nie przyniesie efektów. Tutaj zacytuję Jego słowa, jednak błagam nie traktuj ich osobiście, lecz jako wytłumaczenie zjawiska, a nie jak porównanie. Nie chcę tu nikogo obrazić.
"nie rzucajcie pereł przed wieprze" - po co mówić o czymś bezcennym, najcudowniejszej wiadomości i wielkim darze wierze - osobie która nie jest w stanie pojąć jej istoty, ale stłamsi i zatratuje.
08-01-2009 18:29 
 Ocena 1 na 1
Władek Lichacz (2050 punktów)
>Dyskusja z totalnym sceptykiem o wierze - nawet popartej dowodami naukowymi - jest bardzo trudna dla osoby wierzącej.

Problem w tym, że wierzący nie mają żadnych dowodów na swoich bogów, chyba że z wyjątkiem tych, którzy za boga uważają np. Platona, itp. Więcej, nie ma nawet jednoznacznej definicji co to bóg i dlatego wierzący ciągle uciekają, że tak to określę. Zaledwie kilka tysięcy lat temu bogowie żyli na najwyższych szczytach gór, gdy ludzie się tam wdrapali to "uciekli" do nieba, skąd ich znowu przepłoszono i tak bez końca. I niestety długo jeszcze tak będzie.

>"nie rzucajcie pereł przed wieprze"

Obecnie to samo mogę powiedzieć współcześni naukowcy.
09-01-2009 11:02 
 Ocena 2 na 2
Tinwena (39 punktów)Odp: Z Alzheimerem w niebie
Ciekawa jestem jakie masz dowody naukowe na poparcie wiary? Bo jak do tej pory to nie znaleziono żadnych dowodów na istnienie boga ani na życie po śmierci. Zresztą wiara o ile wiem oznacza przekonanie o czymś pomimo braku dowodów, więc gdyby były dowody to byłaby wiedza, a nie wiara.
09-01-2009 14:04 
 Ocena-1 na 1
agag (39 punktów)
>Ciekawa jestem jakie masz dowody naukowe na poparcie wiary? Bo jak do tej pory to nie znaleziono żadnych dowodów na istnienie boga ani na życie po śmierci. Zresztą wiara o ile wiem oznacza przekonanie o czymś pomimo braku dowodów, więc gdyby były dowody to byłaby wiedza, a nie wiara.

Do tego zmierza nauka - spirytyzm. Ale jeżeli ktoś nie przyjął do wiadomości wielu innych zdarzeń i chce tkwić w tym stanie - jego wybór. Objawienia Matki Bożej w Lourds widziała cała miejscowość w tym także ateiści, którzy uwierzyli. Inni ateiści dowód z zeznań tych świadków uważają za nieprzekonujący. Możesz mi powiedzieć dlaczego ? Jeśli szukasz odpowiedzi ze szczerym sercem sądzę, że ją znajdzesz, Bóg pozna Twoje intencje. Lecz jeśli chcesz wszystkiemu zaprzeczać tupiąc nogą, będziesz tak tupać i w następnym wcieleniu.
glingor (640 punktów)
>Do tego zmierza nauka - spirytyzm. Ale jeżeli ktoś nie przyjął do wiadomości wielu innych zdarzeń i chce tkwić w tym stanie - jego wybór. Objawienia Matki Bożej w Lourds widziała cała miejscowość w tym także ateiści, którzy uwierzyli. Inni ateiści dowód z zeznań tych świadków uważają za nieprzekonujący. Możesz mi powiedzieć dlaczego ? Jeśli szukasz odpowiedzi ze szczerym sercem sądzę, że ją znajdzesz, Bóg pozna Twoje intencje. Lecz jeśli chcesz wszystkiemu zaprzeczać tupiąc nogą, będziesz tak tupać i w następnym wcieleniu.

Szamanizm pseudo chrześcijański nazywasz nauką?
Idąc za twoim tokiem myślenia stwierdzam że alkoholizm jest religią.

Dlaczego ludzie religijni nie uznają dowodu na to że przez picie na umór,
można znaleźć się w raju na ziemi, przecież jest na to 100 razy więcej dowodów z zeznań świadków, niż z religijnych cudów?


prawdziwy tradycjonalista modli się do słońca i z ognia nie korzysta
matragon (2557 punktów)
>Do tego zmierza nauka - spirytyzm. >

Spirytyzm nie jest nauką - tylko doktryną.


Michał 'matragon' Worgacz

NON SERViAM
09-01-2009 16:05 
 Ocena 1 na 1
Władek Lichacz (2050 punktów)
>Objawienia Matki Bożej w Lourds widziała cała miejscowość w tym także ateiści, którzy uwierzyli.

Szkoda, że żadnego z nich nie znam. Chciałbym wiedzieć co się czuje w takiej chwili. Niestety nie znam też żadnej książki na ten temat.

>Inni ateiści dowód z zeznań tych świadków uważają za nieprzekonujący. Możesz mi powiedzieć dlaczego ?

Choćby dlatego, że od dawna tam już nie było żadnego cudu. Biorąc pod uwagę ilość ludzi, które te sanktuarium odwiedziło i ilość uzdrowień, cóż - to się nie mieści nawet w granicach błędu statystycznego.
W tej sytuacji, gdy dowiedziałem się, że chcą wprowadzić półcuda nie byłem tym wcale zdziwiony.

>Jeśli szukasz odpowiedzi ze szczerym sercem sądzę, że ją znajdzesz, Bóg pozna Twoje intencje.

Tu niestety nie licz na serce w szukaniu odpowiedzi, wolą się kierować rozumem - nie wszyscy, co wcale nie znaczy, że nie mają "serca".

>Lecz jeśli chcesz wszystkiemu zaprzeczać tupiąc nogą, będziesz tak tupać i w następnym wcieleniu.

Co zrobisz, gdy się przekonasz, że to właśnie Ty jesteś tą co tupie, a następnego wcielenia nie będzie?
agag (39 punktów)Odp: Z Alzheimerem w niebie
>>To samo ciało nie zmartwychwstanie.
>Gdy powstawało chrześcijaństwo to właśnie w to wierzono, że ciało zmartwychwstanie.
>Na grobach tamtych chrześcijan były nawet specjalne leje do ich "karmienia", przez które wlewano napoje i podawano żywność. Ale taka była ówczesna "wiedza" wierzących. Niektóre z nich, tzn. te groby zachowane są nawet do dzisiaj.

Interesujące, nie wiedziałam tego.
W dziejach Kościoła jest wiele rzeczy godnych potępienia, i plugawych, choćby np. bulla papieska z ok. 1160 nakazująca jako krucjatę polowanie na Słowian na ternie obecnych Niemiec. To było ludobójstwo - nagradzane, gdyż za głowę płacono. I co w zw. z tym, panowała ciemnota. My też będziemy postrzegani za 1000 lat jako prymitywy, i nie jedno nasze zacofanie będzie budziło wstręt.

>>Bardzo gorąco polecam Księgę Duchów Allana Kardeca (wydanie z gałęzią winorośli).
>Znam ją i pewnie nawet jeszcze mam, ale nie polecił bym jej.

Myślę jednak, że jej nie czytałeś, gdyż na innym temacie zadałeś mi pytanie, którego nie zadałbyś po jej przeczytaniu, po prostu wiedziałbyś co odpowiem.

"Życie po życiu"

- dotyczy śmierci klinicznej, a nie transkomunikacji. To już raczej "Życie po śmierci" Leona Denis stanowi jakiś punkt odniesienia i zbieżność z moimi wywodami.
Adam Michalik (153 punktów)
>W dziejach Kościoła jest wiele rzeczy godnych potępienia, i plugawych, choćby np. bulla papieska z ok. 1160 nakazująca jako krucjatę polowanie na Słowian na ternie obecnych Niemiec. To było ludobójstwo - nagradzane, gdyż za głowę płacono. I co w zw. z tym, panowała ciemnota. My też będziemy postrzegani za 1000 lat jako prymitywy, i nie jedno nasze zacofanie będzie budziło wstręt.

A skąd, to nasi współcześni chrześcijanie za 1000 lat najprawdopodobniej będą uznawani za prymitywów - tak jak dzisiaj uznajesz za prymitywów chrześcijan z epok niegdysiejszych. To nie jest tak, że za 1000 lat bezwzględnie będziemy uznani za prymitywów; pogarda dla ludzi z czasów minionych nie jest nieodłącznym elementem postępu. Czy dzisiaj uznajemy antycznych greków i rzymian za prymitywów? Wręcz przeciwnie, byli niezwykle rozwinięci, kulturalni i cywilizowani w porównaniu z tym, co przyszło razem z barbarzyńcami z północy i chrześcijanami ze wschodu.

Kościół jest wrogiem postępu, bo postęp zmusza do przyznania się, że (przynajmniej) kiedyś było się zacofanym.
agag (39 punktów)
>A skąd, to nasi współcześni chrześcijanie za 1000 lat najprawdopodobniej będą uznawani za prymitywów - tak jak dzisiaj uznajesz za prymitywów chrześcijan z epok niegdysiejszych. To nie jest tak, że za 1000 lat bezwzględnie będziemy uznani za prymitywów; pogarda dla ludzi z czasów minionych nie jest nieodłącznym elementem postępu. Czy dzisiaj uznajemy antycznych greków i rzymian za prymitywów? Wręcz przeciwnie, byli niezwykle rozwinięci, kulturalni i cywilizowani w porównaniu z tym, co przyszło razem z barbarzyńcami z północy i chrześcijanami ze wschodu.
>Kościół jest wrogiem postępu, bo postęp zmusza do przyznania się, że (przynajmniej) kiedyś było się zacofanym.
>

Nie jest tak, że uogólniam, odnoszę to do opisanych zachowań. Dzisiaj np. współżycie mężczyzn z małymi chłopcami to pedofilia - przestępstwo z kodeksu karnego. W starożytnej Grecji to norma. Co nie przekreśla ich dorobku w innym zakresie. Czyż nie zachwycamy sie stylem gotyckim w architekturze, a pochodzi ze Średniowiecza tak jak ww. bulla.
Władek Lichacz (2050 punktów)
>My też będziemy postrzegani za 1000 lat jako prymitywy, i nie jedno nasze zacofanie będzie budziło wstręt.

Z tym się zgodzę. Przypuszczam, że nawet nie będzie trzeba czekać tysiąc lat, gdy uczniowie będą się w szkołach dziwili, jak to było możliwe, że w czasach gdy człowiek już stąpał po księżycu to w szkołach uczono jeszcze o tym, że ludzie zostali stworzeni z gliny i żebra.

>Myślę jednak, że jej nie czytałeś, gdyż na innym temacie zadałeś mi pytanie, którego nie zadałbyś po jej przeczytaniu, po prostu wiedziałbyś co odpowiem.

Nie jestem w stanie przewidzieć odpowiedzi na swoje pytania.
Z tego co zauważyłem, to też wiele innych osób jest zaskoczonych co niektórymi odpowiedziami.

> "Życie po życiu" - dotyczy śmierci klinicznej, a nie transkomunikacji. To już raczej "Życie po śmierci" Leona Denis stanowi jakiś punkt odniesienia i zbieżność z moimi wywodami.

Tę też mam. A nie kupuję książek tylko po to, żeby je stawiać na półkach.
Podałem ten przykład, bo jest już dobrze udokumentowany i pokazuje ile jest warta podobna "nauka". Wśród ludzi, którzy autentycznie starali się udowodnić to, nie wszyscy byli nawiedzonymi szarlatanami. To byli też ludzie nauki i to przez duże N, którzy mieli znaczny dorobek naukowy.

Mogę też podać i o duchach, czemu nie.
Jeśli faktycznie masz sporą wiedzę na ten temat, to nie będzie dla Ciebie zaskoczeniem, jeżeli napiszę, że Arthur Conan Doyle był znany nie tylko jako autor powieści, w których głównym bohaterem jest Sherlock Holmes. Był też znany jako badacz duchów. Jednym z najlepszych dowodów jakie posiadał było zdjęcie, na którym było widać jak duch wyłania się ze ściany. Objeździł z nim sporo świata. Gdy był w Johannesburgu, gdzie prowadził "wykład" na ten temat i jak zwykle pochwalił się swoim najlepszym dowodem, to był zaskoczony tym co usłyszał. Tak się złożyło, że była obecna osoba, który też robiła te zdjęcie. Powiedział, że on wraz z kolegami, gdy byli jeszcze studentami zrobili dowcip. Zmontowali fotkę, na której było widać jak duch wyłania się ze ściany. Wiedział nawet, że ściana jest pokryta boazerią. Następnie dodał, że nie rozumie jak głupi sztubacki żart mógł zostać uznany za jeden z najlepszych dowodów na istnienie duchów.
agag (39 punktów)
>Z tego co zauważyłem, to też wiele innych osób jest zaskoczonych co niektórymi odpowiedziami.

Nie weszłam na to forum aby stać się populistą, aby uzyskać totalny poklask i przybicie piątki. Nie odfajkowuje głosów na mnie ani przeciw mnie, chociaż dziękuję wszystkim, którzy w tym co mówię odnaleźli nikły pierwiastek zrozumienia dla moich poglądów (bynajmniej nie utożsamiania się z nimi). Gdybym chciała startować na najpopularniejszego forumowicza, udawałabym 14 letniego ateistę z poglądami emo. I udzielałabym odpowiedzi np takiej jak jest pierwsza na stronie "Skąd wiadomo, że Bóg i Szatan to nie jedna osoba". Zapewniam Cię zgromadziłabym więcej punktów, niż wypowiedzi. Jako człowiek myślący analizuje wiele spraw i zapewniam Cię też o tym, że nie mam 14 lat, a moja osobowość od tamtego wieku zmieniła się znacznie. Wielu z Was nie doświadczy bólu i cierpienia które było mi dane przeżyć. Wielu Was w wieku bardzo dojrzałym, byłoby zaskoczonych gdybym je ujawniła. Powiem tyle; dziękuję Bogu za to, bo jestem innym człowiekiem lepszym, jeszcze bardziej empatycznym. Odnalazłam swoją życiową misję (nie jest nią nawracanie nikogo na tym forum , nie biorę się za nawracanie kijem biegu rzeki, każdy przechodzi własna drogę). Cieszy mnie jednak dyskusja, mądre zarzuty i wypowiedzi. Nieraz napotykam na pytania które, kiedyś bym zadała. Dziękuję tym, którym dyskusja daje taką samą radość. Ponieważ wymiana poglądów polega na tym, że mówi się to co się wie i czuje, a nie to co inni chcą usłyszeć.

W Twoim tonie, odnajduję nutkę wrogości i kpiny - zupełnie niepotrzebnie.

>Jeśli faktycznie masz sporą wiedzę na ten temat, to nie będzie dla Ciebie zaskoczeniem, jeżeli napiszę, że Arthur Conan Doyle był znany nie tylko jako autor powieści, w których głównym bohaterem jest Sherlock Holmes. Był też znany jako badacz duchów. Jednym z najlepszych dowodów jakie posiadał było zdjęcie, na którym było widać jak duch wyłania się ze ściany. Objeździł z nim sporo świata. Gdy był w Johannesburgu, gdzie prowadził "wykład" na ten temat i jak zwykle pochwalił się swoim najlepszym dowodem, to był zaskoczony tym co usłyszał. Tak się złożyło, że była obecna osoba, który też robiła te zdjęcie. Powiedział, że on wraz z kolegami, gdy byli jeszcze studentami zrobili dowcip. Zmontowali fotkę, na której było widać jak duch wyłania się ze ściany. Wiedział nawet, że ściana jest pokryta boazerią. Następnie dodał, że nie rozumie jak głupi sztubacki żart mógł zostać uznany za jeden z najlepszych dowodów na istnienie duchów.
>

Tak, wiem że ww. pisarz był zafascynowany spirytyzmem. W czasach kiedy żył zjawisko wirujących stolików było b. modne. A fotografie z duchem w tle były bardzo popularne. Robiono je sobie na zamówienie u fotografa np. na tle rodzinnej fotografii duch dziadka. Cóż, porównać to mogę np. z początkami paleontologii; kiedy składano pierwsze szkielety dinozaurów, kości montowano w taki sposób, że miednica była na głowie. Były całe rozprawy naukowe potwierdzające prawidłowości zmontowanych szkieletów. Czy paleontologię nazwiesz nauką przez małe "n" czy przez duże "N"?
09-01-2009 15:01 
 Ocena 1 na 3
Władek Lichacz (2050 punktów)
>Nie weszłam na to forum aby stać się populistą, aby uzyskać totalny poklask i przybicie piątki.

Tak samo jak i ja. I o ile sobie przypominam to sporo takich "piątek" dostali ode mnie osoby o odmiennych poglądach - za to, że ich wypowiedzi "zmuszają" mnie do myślenia.

>Wielu z Was nie doświadczy bólu i cierpienia które było mi dane przeżyć. Wielu Was w wieku bardzo dojrzałym, byłoby zaskoczonych gdybym je ujawniła.

Skąd wiesz, że na tym forum nie ma osób, które przeszły więcej od Ciebie?
Wśród mojej dokumentacji medycznej jest też wynik rezonansu magnetycznego - sprzed kilkunastu lat, z którego wynika, że mam SM - czyli stwardnienie rozsiane. Byłem kilka lat temu na konsultacji u prof. neurologa, który zdecydowanie wykluczył, że ta choroba jest i gdybym był wierzącym to pewnie też bym twierdził, tak jak i Ty, że to zasługa boga - przecież ta choroba jest nieuleczalna, a mimo to "zniknęła". Czyżbym był pierwszym człowiekiem, któremu udało się z tego wyleczyć?

>Odnalazłam swoją życiową misję

To bardzo dobrze, bo niewiele osób na tej planecie może coś takiego o sobie powiedzieć.

>W Twoim tonie, odnajduję nutkę wrogości i kpiny - zupełnie niepotrzebnie.

Od dawna wiem, że nienawiść szkodzi i to bardzo, a najbardziej dla tego kto nienawidzi.
Jedyne czego się domagam to tylko sprawiedliwości i to tylko zgodnie z obowiązującym prawym - dla każdego, a to znaczy, że i obecny papież powinien ponieść konsekwencje swego haniebnego postępowania.

Owszem, była w moich wypowiedziach ironia, ale nie po to, aby obrazić kogokolwiek.
Krytycyzm, nawet w stosunku do swoich wcześniejszych wypowiedzi czasami też pomaga - przynajmniej dla mnie.

>Tak, wiem że ww. pisarz był zafascynowany spirytyzmem....

Pisząc, że byli to naukowcy przez duże "N" miałem na myśli to, że to byli faktycznie ludzie nauki - współczesnej. Bardzo wielu z nich miało tytuły naukowe i to w pełni zasłużone - a zajęli się tym, aby wyjaśnić jak to działa, a nie po to, aby dać podstawy naukowe dla wiary - jak np. Fundacja Templetona.

Natomiast irytuje mnie, gdy naukę próbuje się wykorzystywać do udowodnienia pseudonaukowych bredni.
Inaczej chyba trzeba spojrzeć na prace naukowców sprzed kilkuset lat - jeśli w ogóle to można nazwać nauką, a inaczej na współczesne.
23-01-2009 10:11 
 Ocena 1 na 1
Andreass (339 punktów)
>Napisano bardzo wiele książek o tzw. życiu po śmierci. Były pisane także i przez naukowców, np. lekarzy, psychologów, psychiatrów. Przeprowadzano również "badania". Tysiące pisarzy i miliony wydanych książek. Jednakże to wszystko się posypało z chwilą wynalezienia rezonansu magnetycznego. Okazało się, że wszyscy ludzie bez względu na rasę, kraj pochodzenia, itp. mają jednak podobnie zbudowane mózgi. I w chwili niedotlenia, co ma miejsce przy śmierci klinicznej mają także podobne objawy. Lecz o tym nie przeczytałem żadnej książki - takiej nie spotkałem. Tylko kilka artykułów, z czego zaledwie jeden w języku polskim. Gdyby została wydana, czy jej nakład byłby też w milionach? Oczywiście, że nie, a dla "wydawcy" liczy się tylko kasa i dlatego nadal drukują w milionach książki "Życie po życiu" i podobne.
>
Myślę, że i życie po życiu przez jakiś czas nie było tematem przynoszącym profitów. Trochę to trwało nim przedostało się do szerszej publiczności. Skądinąd wiele publikacji naukowych ukazuje się w niewielkich nakładach wydawnictw, które nie są znane na rynku czytelniczym. Ukazują się w miesięcznikach znanych głównie ludziom z branży. Poza tym to, że pod wpływem środków psychotropowych, czy braku tlenu uzyskuje się podobny efekt, ale po pierwsze podobny, a po drugie, to nie przesądza o sprawie. Daleki jestem od religijnych związków związanych z tym zagadnieniem, przynajmniej w pojęciu religii takim jakie znamy na co dzień. Są jednak w tym zagadnienia, które nie są możliwe do wyjaśnienia poprzez niedotlenienie.
09-01-2009 12:21 
 Ocena 2 na 2
Tinwena (39 punktów)Odp: Z Alzheimerem w niebie
>Dusza to "zasada inteligentna" istniejąca w Tobie - jest wieczna i niezniszczalna. Ulega nieustannemu rozwojowi poprzez kolejne wcielenia oczyszczając się. Odbywa drogę od prostego, prymitywnego bytu do istoty doskonale czystej. Aby to osiągnąć Bóg daje jej możliwość wcielania się. Podczas wcieleń poddawana jest próbom, które mogą ją udoskonalić pod względem moralnym i intelektualnym, co spowoduje, że będzie mogła inkarnować w wyższych światach. Twoja dusza ma tysiące lat.

Wygląda na to, że wierzysz w reinkarnację. Piszesz słowo bóg z dużej litery, więc zakładam, że masz na myśli boga chrześcijan, szczególnie że dalej w tym wątku wspominasz też o Jezusie. Czy jesteś chrześcijanką? Reinkarnacja to raczej nie jest składowa wiary chrześcijan. Kiedyś byłam katoliczką i jakoś nigdy nie słyszałam w kościele o reinkarnacji. Słyszałam natomiast, że człowiek otrzymuje duszę i potem ta dusza zmartwychwstanie - więc to tylko jedna reinkarnacja, a nie kilka.

>Dusza jest wcielana w istotę materialną taką jak np. człowiek

W jaką jeszcze istotę materialną może się wcielić dusza? Czy pies ma duszę? A jeśli tak, to czy pies też będzie żył po śmierci? Skoro wierzysz w istnienie duszy i jej kolejne wcielanie się, czy to znaczy, że dopuszczasz myśl o byciu w poprzednim wcieleniu np. owczarkiem niemieckim?

>Najczęściej o wcieleniu w chore ciało lub w ciało które zachoruje wiedziała przed wcieleniem. Wiedziała o tym, że ciało będzie chore i przyjęła taką próbę. Twierdzą, że często w osobie tak ułomnej, że nie ma z nią kontaktu umiejscowiona jest dusza wysoko rozwinięta intelektualnie, czasami nawet dusza która inkarnowała na innych planetach o wyższym rozwoju cywilizacyjnym lecz musi odkupić swoje winy.

Wierzysz także w UFO, interesujące

Mam pytanie, czy w trakcie gdy dusza wcielona jest w człowieka, to dusza traci pamięć? Bo skoro przed wcieleniem wiedziała w co się wcieli, to czemu potem nie pamięta np. w kogo wcielona była poprzednio? Czy ty pamiętasz? A może jesteś całkiem świeżutką duszą

Czym jest w takim razie według ciebie osobowość człowieka? Przecież każdy człowiek jest inny. Gdyby dusza wcielała się w kilka osób to te osoby powinny mieć dokładnie taką samą osobowość. A jeśli nie mają, to czy to znaczy, że dusza nie ma swojej osobowości? To czym ona tak naprawdę jest? Piszesz, że dusza może dokonywać wyboru w kogo się wciela, to znaczy że dusza myśli, a jeśli myśli to musi mieć jakąś osobowość, to znaczy własne przekonania, charakter. Każdy człowiek ma poczucie własnego ja. Jeśli osobowość człowieka nie jest tym samym co osobowość jego duszy, to znaczy, że dusza jest w nim jakimś pasożytem!
Czy dusza może wpływać na postępowanie człowieka? Skoro w nowym wcieleniu miałaby odkupić swoje winy to powinna umieć w tym celu sterować człowiekiem. W jaki sposób? To jaką osobowość ma człowiek kształtuje jego mózg i mózg steruje całym organizmem człowieka i jego postępowaniem. To znaczy, że dusza steruje impulsami nerwowymi w mózgu człowieka?
- Jeżeli nie, to dusza nie musi odkupywać żadnych win, bo to nie ona robiła źle tylko człowiek, którym nie była w stanie sterować.
- Jeżeli tak, to w poprzednim wcieleniu również sterowała człowiekiem. A w takim razie czemu musi teraz odkupywać winy? W poprzednim życiu namawiała człowieka do złego? Znaczy była złą duszą.
I gdzie w tym wszystkim znajduje się wolna wola człowieka? Czy może się on przeciwstawić podszeptom duszy, czy nie? A jeśli nie, to nie on ma wolną wolę tylko jego dusza.
W tym momencie w tobie siedzi jakaś dusza i twoja pamięć nie pamięta tego co dusza robiła poprzednio, więc to nie jest pamięć duszy tylko twoja i zarówno twoja pamięć jak i twoja osobowość umrze razem z tobą. A dusza przeskoczy sobie do innego ciała. Czyli ty wcale nie zmartwychwstaniesz, tylko ta dusza co w tobie siedziała.
Akceptujesz to?

A może jednak twoja osobowość to jest twoja dusza, tylko bóg tak zarządził, żeby dusze nie pamiętały co robiły w poprzednim wcieleniu. A w takim razie znów to o czym wspominałam wcześniej - dusza nie musi odkupywać żadnych win poprzedniego wcielenia! Bo przecież tych win nie pamięta, więc skąd ma wiedzieć, że powinna to zrobić?

Coś mi się wydaje, że mój wywód nie przypadnie ci do gustu
09-01-2009 13:52 
 Ocena-2 na 2
agag (39 punktów)
>Wygląda na to, że wierzysz w reinkarnację. Piszesz słowo bóg z dużej litery, więc zakładam, że masz na myśli boga chrześcijan, szczególnie że dalej w tym wątku wspominasz też o Jezusie. Czy jesteś chrześcijanką? Reinkarnacja to raczej nie jest składowa wiary chrześcijan. Kiedyś byłam katoliczką i jakoś nigdy nie słyszałam w kościele o reinkarnacji. Słyszałam natomiast, że człowiek otrzymuje duszę i potem ta dusza zmartwychwstanie - więc to tylko jedna reinkarnacja, a nie kilka.

Katoliczką. Widać nie czytałaś moich wcześniejszych wypowiedzi, nie chcę powtarzać jak papuga, ale widzę, że jesteś nowa wię to uczynię. Tak wierzę w reinkarnację. Niedawno byłam na wykładzie katolickiego księdza F. Brune - znanego badacza "życia po życiu" - który potwierdza istnienie reinkarnacji, lecz twierdzi, że nie jest ona regułą. KK nie zaprzecza istnieniu reinkarnacji. Jenak nie potwierdza jej jako regułę. W książkach ww. księdza duchy mówią o niej otwarcie. Moja opinia wygląda tak, że ww. ksiądz nie może uznać jej za regułę, jeżeli nie zrobił tego KK.

>W jaką jeszcze istotę materialną może się wcielić dusza? Czy pies ma duszę? A jeśli tak, to czy pies też będzie żył po śmierci? Skoro wierzysz w istnienie duszy i jej kolejne wcielanie się, czy to znaczy, że dopuszczasz myśl o byciu w poprzednim wcieleniu np. owczarkiem niemieckim?

Dusza ludzka nie może wcielić się w psa, ponieważ rozwój duszy się nie cofa. Może zostać wcielona przez Boga w istotę wyższą niż człowiek jeżeli się oczyści z egoizmu. To że zwierzęta mają duszę również potwierdzają książki ww. księdza.

>Wierzysz także w UFO, interesujące

Wiara, że jesteśmy sami we wszechświecie, jest jak wiara że Słońce krąży wokół Ziemi, a my stanowimy pępek świata. Totalny egocentryzm i brak pokory - typowe dla ludzi. Duchy również potwierdzają i to, również odwołuję się tu do księdza Brune.

>Mam pytanie, czy w trakcie gdy dusza wcielona jest w człowieka, to dusza traci pamięć? Bo skoro przed wcieleniem wiedziała w co się wcieli, to czemu potem nie pamięta np. w kogo wcielona była poprzednio? Czy ty pamiętasz? A może jesteś całkiem świeżutką duszą

Tak traci pamięć wcielając się, inaczej nie mogłaby być poddawana próbom (wiedziałaby co ją czeka) - taka próba byłaby daremna, nie wnosiłaby zbyt wiele w rozwój duszy i nie ulegałaby prawu postępu.

>Czym jest w takim razie według ciebie osobowość człowieka? Przecież każdy człowiek jest inny.

Tak jak powiedziałam, dusza to "zasada inteligentna" - wszystko co nie jest materią to Twoja dusza. Twoje uczucia, moralność, charakter, inteligencja. To jakby Ty bez ciała. To jak motyl w kokonie. Ciało jest jak ubranko na to wcielenie.

>Coś mi się wydaje, że mój wywód nie przypadnie ci do gustu

Przeciwnie, cieszę się z zainteresowania, aczkolwiek wydaje mi się, że jesteś osobą b. młodą (???) Zachęcam do zapoznania się z innymi moimi wypowiedziami. Chciałabym uniknąć powtórzeń. Pozdrawiam
09-01-2009 16:46 
 Ocena 1 na 1
Tinwena (39 punktów)
>Dusza ludzka nie może wcielić się w psa, ponieważ rozwój duszy się nie cofa.

Jak to nie może? Przecież jeśli dusza w następnym wcieleniu ma odpokutować to co zrobiła złego w poprzednim, to może wybrać wcielenie się w psa jako sposób pokuty. Przecież jako pies byłaby całkowicie zdana na łaskę i niełaskę ludzi. A może od razu w chorego psa?
Poczytałam sobie jeszcze parę twoich wypowiedzi. W innym wątku napisałaś: "Wtedy może pojawić się posłaniec (...) z propozycją odkupienia tej winy: masz urodzić się jako ciężko chore dziecko i umrzeć w wieku 4 lat (...) Wiesz, że po tej misji, będziesz inkarnował już w o wiele wyższych światach, a twoje wcielenia już nigdy nie będą takie dotkliwe."
Czy to nie jeszcze lepsza pokuta: bycie chorym psem, a nie chorym dzieckiem? Raz pobyć na trochę psem, żeby później dostać się do wyższego świata.

>Wiara, że jesteśmy sami we wszechświecie, jest jak wiara że Słońce krąży wokół Ziemi, a my stanowimy pępek świata. Totalny egocentryzm i brak pokory - typowe dla ludzi.

Najwyraźniej źle mnie zrozumiałaś. Wcale nie napisałam, że ja nie wierzę w UFO. Tak się składa, że uważam istnienie życia gdzieś w kosmosie poza naszą planetą za dosyć prawdopodobne. Jest to raczej dużo bardziej prawdopodobne niż istnienie boga. Ja tylko stwierdziłam, że to interesujące, że ty wierzysz w UFO. Jednocześnie wierzysz w reinkarnację i jesteś też katoliczką. A do tego te historie z duchami. Masz interesujące poglądy.

>Przeciwnie, cieszę się z zainteresowania, aczkolwiek wydaje mi się, że jesteś osobą b. młodą (???) Zachęcam do zapoznania się z innymi moimi wypowiedziami. Chciałabym uniknąć powtórzeń.

Już się zaczęłam zapoznawać z Twoimi innymi wypowiedziami. Owszem jestem młoda, mam 25 lat, jeśli cię to interesuje.

Pozdrawiam.
09-01-2009 17:17 
 Ocena 2 na 2
Władek Lichacz (2050 punktów)
>Ja tylko stwierdziłam, że to interesujące, że ty wierzysz w UFO. Jednocześnie wierzysz w reinkarnację i jesteś też katoliczką. A do tego te historie z duchami. Masz interesujące poglądy.

Gdyby nie takie osoby, to pewnie było by tu dość nudnawo.
10-01-2009 14:34 
 Ocena 3 na 3
Salamon (124 punktów)

"Reinkarnacja to raczej nie jest składowa wiary chrześcijan. Kiedyś byłam katoliczką i jakoś nigdy nie słyszałam w kościele o reinkarnacji. Słyszałam natomiast, że człowiek otrzymuje duszę i potem ta dusza zmartwychwstanie - więc to tylko jedna reinkarnacja, a nie kilka."

Sprostowanie nr 1: Wiara w reinkarnację jednak towarzyszyła chrześcijaństwu przez wieki (gnoza chrześcijańska, albigensi, katarzy, waldensi, różokrzyżowcy, teozofia chrześcijańska i inne nieortodoksyjne ruchy w obrębie chrześcijaństwa). To, co ludzie słyszą w kościele, to nie jest po prostu chrześcijaństwo, tylko jedna z jego odmian (np. rzymski katolicyzm) i to na określonym etapie rozwoju, często podawana w formie zwulgaryzowanej, żeby wszyscy mogli zrozumieć tzw. prawdy wiary.

Sprostowanie nr 2: Wg doktryny katolickiej to nie dusza zmartwychwstaje tylko ciało ma zostać wskrzeszone w czasie paruzji i Sądu Ostatecznego. Jeśli się już ktoś wypowiada na temat katolicyzmu, to oczekiwałoby się od tej osoby jednak jakichś rzetelnych informacji. Ateistyczne inklinacje światopoglądowe nie zwalniają z rzetelności zwłaszcza, jeśli wychodzi się z założenia, że ateizm stanowić ma o wyższym stopniu uorganizowania duchowego człowieka.

Do idei reinkarnacji mam jednak szacunek, nawet jeśli nie wydaje mi się weryfikowalna empirycznie czy fundowalna naukowo. Jako, zdaje się, jedyna prawda wiary rozwiązuje problem teodycei, skoro nieśmiertelne dusze same wybierają sobie cierpienie, żeby się czegoś nauczyć, coś odpokutować. Większy nacisk położony jest mimo wszystko na wolność i odpowiedzialność nieśmiertelnej duszy. Cierpienie nie jest demonizowane, lecz nawet w pewien sposób afirmowane, skoro służy samodoskonaleniu się duszy. Nie szantażuje się już ludzi wizerunkiem Boga zmasakrowanego na krzyżu, Boga torturowanego i zabijanego grzechami ludzkości czy karą wiecznego piekła, co budzić musi ogromne poczucie winy u bardziej wrażliwych, wierzących ludzi, lecz uwydatnia się pozytywne treści: wolna dusza popełnia wprawdzie błędy, ale na tych błędach się uczy, nieustannie się udoskonalając i zmierzając stopniowo przez kolejne wcielenia do ponownego zjednoczenia z Bogiem. Jeśli Bóg istnieje i jest istotą doskonałą, to nie wydaje mi się, żeby dana dusza/ dany człowiek był w stanie w ciągu jednego, czasem bardzo krótkiego, życia, udoskonalić się do tego stopnia, aby móc zjednoczyć się na nowo z Bóstwem. Tutaj rację przyznaję Lessingowi.
Tinwena (39 punktów)
>Sprostowanie nr 1: Wiara w reinkarnację jednak towarzyszyła chrześcijaństwu przez wieki (gnoza chrześcijańska, albigensi, katarzy, waldensi, różokrzyżowcy, teozofia chrześcijańska i inne nieortodoksyjne ruchy w obrębie chrześcijaństwa).

Dzięki za informację.

>Sprostowanie nr 2: Wg doktryny katolickiej to nie dusza zmartwychwstaje tylko ciało ma zostać wskrzeszone w czasie paruzji i Sądu Ostatecznego. Jeśli się już ktoś wypowiada na temat katolicyzmu, to oczekiwałoby się od tej osoby jednak jakichś rzetelnych informacji. Ateistyczne inklinacje światopoglądowe nie zwalniają z rzetelności zwłaszcza, jeśli wychodzi się z założenia, że ateizm stanowić ma o wyższym stopniu uorganizowania duchowego człowieka.

Zmartwychwstanie duszy to był skrót myślowy Bo w tym momencie nie wszyscy chrześcijanie wierzą, że ciało które przez lata się rozłożyło w grobie zostanie wskrzeszone, a raczej, że może to będzie jakaś nowa postać, w której będzie ta dusza. Ciekawa jestem w jakiej postaci miałoby być wskrzeszone to stare ciało? Jako stare, czy może jako odmłodzone, powiedzmy w wieku 20 lat? W każdym razie to dusza i reinkarnacja była w tym momencie tematem i chciałam tylko zaznaczyć, że w takiej postaci tej historii jest mowa tylko o jednym wskrzeszeniu, a nie o kilkakrotnych reinkarnacjach.
Na temat katolicyzmu wiem tylko to z czym się zetknęłam w kościele rzymsko-katolickim. W żadnym wypadku nie aspiruje tu do bycia religioznawcą, to tylko zwykła dyskusja - przedstawiam swój pogląd, pisze tak jak mi się wydaje - jeśli coś w tym jest błędne to chętnie się dowiem co. Gdyby wypowiadali się tu tylko ludzie, którzy wszystko o wszystkim wiedzą byłoby nudno i nikt nie dowiedziałby się niczego ciekawego. Ja na przykład dowiedziałam się: patrz Sprostowanie nr 1
Natomiast Sprostowanie nr 2 odbieram jako lekki "ochrzan", że się tak wyrażę, mojej osoby. A przecież to Ty rozpocząłeś ten wątek i podobno chciałeś wiedzieć co ludzie sobie myślą.
Dodatkowo ciekawe jest, że najwyraźniej to Ty wychodzisz z założenia, że ateizm stanowić ma o wyższym stopniu uorganizowania duchowego człowieka, gdyż ja nic takiego nie napisałam. Słowo duchowość kojarzy mi się raczej z religijnością, niż ateizmem, czy racjonalizmem.

>Do idei reinkarnacji mam jednak szacunek, nawet jeśli nie wydaje mi się weryfikowalna empirycznie czy fundowalna naukowo. (...) Jeśli Bóg istnieje i jest istotą doskonałą, to nie wydaje mi się, żeby dana dusza/ dany człowiek był w stanie w ciągu jednego, czasem bardzo krótkiego, życia, udoskonalić się do tego stopnia, aby móc zjednoczyć się na nowo z Bóstwem.

Mnie idea reinkarnacji jako idea nawet się podoba. (Wyłączając oczywiście potrzebę cierpienia. Na Ziemi jest i tak za dużo cierpienia i powinno się je ograniczać, a nie głosić za kościołem katolickim, że cierpienie uszlachetnia.) Mam jednak taki sceptyczny charakter i najwyraźniej lubię wynajdywać coś przeciwko
Na przykład napisałeś: "zjednoczyć na nowo z Bóstwem" - czy to oznacza, że człowiek był kiedyś z bogiem zjednoczony? Bóg to jakaś istota doskonała, a człowiek jest z natury niedoskonały, nawet jeśli doskonali się stopniowo. Czy to nie jest w jakiś sposób bluźnierstwo wobec tego boga, w którego się wierzy i oddaje mu cześć, aby aspirować do bycia jednością z nim, według niektórych tak potężnym i wspaniałym, który stworzył świat? Gdyby wszyscy zjednoczyli się z bogiem to wszyscy byliby bogami, więc może to by oznaczało, że nie byłoby już żadnego boga, skoro wszyscy by byli tacy samy. Co wtedy byłoby dla nich bogiem? A gdyby człowiek już wcześniej był bogiem, to nie sadzę żeby chciał przestać nim być i został niedoskonałym człowiekiem, po to żeby próbować stać się znów tym czym był. Chyba że bardzo by mu się nudziło i chciał jakiejś rozrywki w trakcie trwania wieczności. Może to wszystko to jest taki turniej kto pierwszy stanie się znowu bogiem. Dzięki ale ja nie będę brać udziału.
Salamon (124 punktów)

>Na przykład napisałeś: "zjednoczyć na nowo z Bóstwem" - czy to oznacza, że człowiek był kiedyś z bogiem zjednoczony? Bóg to jakaś istota doskonała, a człowiek jest z natury niedoskonały, nawet jeśli doskonali się stopniowo. Czy to nie jest w jakiś sposób bluźnierstwo wobec tego boga, w którego się wierzy i oddaje mu cześć, aby aspirować do bycia jednością z nim, według niektórych tak potężnym i wspaniałym, który stworzył świat?

Gnostycy twierdzą, że nieśmiertelne dusze były pierwotnie zjednoczone z bóstwem, czego logiczną konsekwencją był ich upadek w materię. Upadek ten ma jednak nieco inny wydzwięk niż w ortodoksyjnym chrześcijaństwie. Zawiera w sobie wiele pozytywnych czy nawet optymistycznych konotacji. Dusze doskonalą i uczą się, by ponownie połączyć się z bóstwem. Spotkałem się też z taką metaforą: bóstwo to słońce, a dusze nieśmiertelne są jakby promieniami tego słońca, są jakby promieniami bóstwa, które jednak padają na Ziemię, i przez ten kontakt z ziemią-materią zapominają często o swojej promienistej, boskiej naturze. A prawdą jest, że nie można oddzielić słońca od promieni słonecznych.

Duchowość nie jest domeną ludzi wierzących (w Boga). Buddyści nie wierzą w Boga, a ich duchowość wydaje się nawet bardziej rozwinięta niż w przypadku religii chrzescijańskiej czy islamu. Poza tym w internecie jest wiele artykułów na temat duchowości ateistycznej czy laickiej.

Jeśli chodzi o wiarę w rozum prowadzącą do ateizmu, to powiązanie postawy ateistycznej z wyższym stopniem uorganizowania duchowego danego człowieka, było z mojej strony uwagą ironiczną. Moim zdaniem rozum i wiara nie powinny być obiektem ślepej na fakty gloryfikacji. Zarówno wiara jak i rozum okazały się śmiercionośne, były przyczyną cierpienia i śmierci wielu ludzi w całej historii. Wystarczy porównać wojny krzyżowe z wojnami napoleońskimi i terrorem rewolucyjnym we Francji w czasach Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Marksizm-leninizm miał charakter ateistyczny i naukowy, a wszyscy wiemy do czego prowadziło jego wcielanie w życie w Rosji bolszewickiej Lenina czy Związku Radzieckim pod rządami Stalina. Biorąc pod uwagę spadek znaczenia religii instytucjonalnej przy jednoczesnym triumfalnym pochodzie rozumu, nauki i technologii, należy się spodziewać, że to właśnie rozum wygra ten swoisty śmiercionośny zakład z wiarą religijną.

Moim skromnym zdaniem należy wydobyć wszystko, co najlepsze z wiary w rozum i wiary religijnej, można się nawet pokusić o twórczą syntezę Objawienia z Oświeceniem, oczyszczając wiarę religijną (tak, jak dokonali tego już moderniści chrześcijańscy, m.in. progresywiści katoliccy) oraz wiarę w rozum (poprzez bardziej sceptyczny czy krytyczny stosunek do możliwości poznawczych ludzkiego rozumu i uniformizującej technicyzacji czy mechanizacji życia), co stanowi warunek twórczego uzgodnienia wiary z rozumem.

Krytyczni chrześcijanie odrzucają bóstwo Jezusa, twierdząc, że Chrystus był niezwykłym człowiekiem, prorokiem, w którym objawiła się cała prawda o naturze Boga. Objawienie nie dokonuje się na drodze transmisji między zaświatami a ludzmi, lecz jakby w ludzkiej psychice. Subiektywne prawdy psychiczne mają taką samą wartość jak prawdy obiektywne. Ci niepokorni chrześcijanie negują także liczne cuda dokonywane rzekomo przez Jezusa, sprowadzając uzdrowicielską moc Nazarejczyka do psychoterapeutycznego oddziaływania jego mów, kazań i przypowieści. Nie wierzą w cielesne zmartwychwstanie, tylko we "wskrzeszenie dusz" właśnie. Aprobują prawo kobiet do spędzania płodu, nie potępiają jednoznacznie eutanazji, domagają się zaprzestania dyskryminacji gejów, rozwodników i kobiet w życiu sakramentalnym i duszpasterskim Kościoła, nie demonizują antykoncepcji, seksu przedmałżeńskiego czy onanizmu, kładą nacisk na ekumenizm ("Nie ma pokoju między ludzmi i narodami bez pokoju między religiami"). Jednym słowem stawiają na autonomię moralną każdej osoby i pokojowe współistnienie ludzi i narodów. Nie należy zatem wszystkich chrześcijan wrzucać do jednego worka z napisem fundamentalizm.
15-01-2009 11:50 
 Ocena 1 na 1
Tinwena (39 punktów)
Widzę, że Ty po prostu musisz się wygadać. Też tak czasem mam.
Zdaje się, że przypisujesz mojej wypowiedzi jakieś dodatkowe intencje.
Np.
>Nie należy zatem wszystkich chrześcijan wrzucać do jednego worka z napisem fundamentalizm.
A gdzie ja powiedziałam, że wrzucam?
A jeśli to nie tyczy się mnie, to po co to jest w odpowiedzi do mnie?

>Moim zdaniem rozum i wiara nie powinny być obiektem ślepej na fakty gloryfikacji.
Zgadzam się i wcale ich nie gloryfikuję. Chociaż jednak rozum ma więcej wspólnego z faktami, niż wiara.

>Duchowość nie jest domeną ludzi wierzących (w Boga). Buddyści nie wierzą w Boga, a ich duchowość wydaje się nawet bardziej rozwinięta niż w przypadku religii chrzescijańskiej czy islamu. Poza tym w internecie jest wiele artykułów na temat duchowości ateistycznej czy laickiej.
Jeśli chodzi o duchowość to wszystko zależy od tego jak kto interpretuje to słowo i co się za nim kryje.

Wcześniej wytykasz mi, że piszę "zmartwychwstanie duszy", a potem piszesz:
>Nie wierzą w cielesne zmartwychwstanie, tylko we "wskrzeszenie dusz" właśnie.
Czyli jednak ktoś uważa, że jest coś takiego.

>Gnostycy twierdzą, że nieśmiertelne dusze były pierwotnie zjednoczone z bóstwem, czego logiczną konsekwencją był ich upadek w materię.
Ciekawe czemu to miałoby być logiczne? Jesteś sobie nieśmiertelną duszą zjednoczoną z bogiem i nagle spadasz, bo tak? Jeśli to miałoby być logiczne, że jeśli ktoś jest boski i nieśmiertelny to upada, to by znaczyło, że bóg powinien upaść najniżej.
Salamon (124 punktów)

>Wcześniej wytykasz mi, że piszę "zmartwychwstanie duszy", a potem piszesz:
>>Nie wierzą w cielesne zmartwychwstanie, tylko we "wskrzeszenie dusz" właśnie.
>Czyli jednak ktoś uważa, że jest coś takiego.

Ktoś to niekoniecznie Kościół katolicki. We wskrzeszenie dusz wierzą liberalni chrześcijanie, w zmartwychwatnie ciała wierzą chrześcijańscy ortodoksi, a w transmigracje nieśmiertelnych dusz, m.in.- chrześcijańscy gnostycy.

>>Gnostycy twierdzą, że nieśmiertelne dusze były pierwotnie zjednoczone z bóstwem, czego logiczną konsekwencją był ich upadek w materię.
>Ciekawe czemu to miałoby być logiczne? Jesteś sobie nieśmiertelną duszą zjednoczoną z bogiem i nagle spadasz, bo tak? Jeśli to miałoby być logiczne, że jeśli ktoś jest boski i nieśmiertelny to upada, to by znaczyło, że bóg powinien upaść najniżej.

Zalecam uważne czytanie tekstu. Logiczną badz nie konsekwencją odwrócenia się nieśmiertelnych dusz od Boga miał być ich upadek w materię. Nie wywodziłem konieczności upadku z boskości.
15-01-2009 16:32 
 Ocena 1 na 1
Tinwena (39 punktów)
>>Wcześniej wytykasz mi, że piszę "zmartwychwstanie duszy", a potem piszesz:
>>>Nie wierzą w cielesne zmartwychwstanie, tylko we "wskrzeszenie dusz" właśnie.
>>Czyli jednak ktoś uważa, że jest coś takiego.
>Ktoś to niekoniecznie Kościół katolicki. We wskrzeszenie dusz wierzą liberalni chrześcijanie, w zmartwychwatnie ciała wierzą chrześcijańscy ortodoksi, a w transmigracje nieśmiertelnych dusz, m.in.- chrześcijańscy gnostycy.
Jak pisałam tamto zdanie to wcale nie zaznaczałam, że chodzi o katolicki, pisałam ogólnie. Wcale nie zakładam wskrzeszania czegokolwiek, obojętne czy duszy czy ciała. Pisałam tylko, że jedna reinkarnacja to nie to samo co ciąg reinkarnacji i akurat użyłam takiego, a nie innego sformułowania.

>>>Gnostycy twierdzą, że nieśmiertelne dusze były pierwotnie zjednoczone z bóstwem, czego logiczną konsekwencją był ich upadek w materię.
>Zalecam uważne czytanie tekstu. Logiczną badz nie konsekwencją odwrócenia się nieśmiertelnych dusz od Boga miał być ich upadek w materię. Nie wywodziłem konieczności upadku z boskości.
A ja zalecam uważne pisanie W Twoim zdaniu nie ma nic o odwróceniu się od boga.
Piszesz, że dusze były nieśmiertelne i zjednoczone z bóstwem, a w następnej części zdania "czego logiczną konsekwencją ..." - no właśnie czego? - zjednoczenia i nieśmiertelności najwyraźniej. Dlatego tak Ci odpisałam. A zjednoczony z bóstwem to dla mnie w skrócie boski. Jak coś mogłoby być jednością z bogiem nie będąc bogiem?
Salamon (124 punktów)
W Twoim zdaniu nie ma nic o odwróceniu się od boga.
>Piszesz, że dusze były nieśmiertelne i zjednoczone z bóstwem, a w następnej części zdania "czego logiczną konsekwencją ..." - no właśnie czego? - zjednoczenia i nieśmiertelności najwyraźniej. Dlatego tak Ci odpisałam. A zjednoczony z bóstwem to dla mnie w skrócie boski. Jak coś mogłoby być jednością z bogiem nie będąc bogiem?

Mea culpa. Bije się w pierś. Najwidoczniej cierpię już na jakieś deficyty uwagi. Starość nie radość. Pozdrawiam.
22-01-2009 21:25 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)Odp: Z Alzheimerem w niebie
Przepraszam, czysta ciekawość - jakiego jesteś wyznania?
agag (39 punktów)
>Przepraszam, czysta ciekawość - jakiego jesteś wyznania?

Katoliczka.
23-01-2009 13:04 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>>Przepraszam, czysta ciekawość - jakiego jesteś wyznania?
>Katoliczka.
Oszukujesz Kościół Katolicki potępia tak gnozę jak i spirytyzm, a te elementy są bardzo widoczne w twoich wypowiedziach. Za takie poglądy w średniowieczu spłonęłabyś na stosie.
Ja oczywiście jestem daleka od potępiania twojego punku widzenia, po prosu interesuje mnie proces i przyczyn budowania na podwalinach określonego wyznania indywidualnej koncepcji wiary. Wysiłek taki świadczyć może o dwojakiego rodzaju powodach: fascynacja innym, zaproponowanym przez kogoś, coś systemie; lub wysiłek własny nakierowany na uporządkowanie niezgodności światopoglądowych. Która z sytuacji ma miejsce w twoim przypadku?
Zrozumiem jeśli nie odpowiesz, to sprawa osobista i moja ciekawość nie jest wystarczającym powodem abyś chciała o tym pisać.
Pozdrawiam
agag (39 punktów)
Bardzo mi miło z powodu zainteresowania, jak i sposobu formułowania wypowiedzi świadczącej bądź co bądź o dużej kulturze osobistej autora

>Oszukujesz Kościół Katolicki potępia tak gnozę jak i spirytyzm, a te elementy są bardzo widoczne w twoich wypowiedziach. Za takie poglądy w średniowieczu spłonęłabyś na stosie.

Obecnie w ramach kościoła działa wiele księży, którzy zgłębiają naukę przekazywaną przez Duchy. Do najwybitniejszych należy wielokrotnie przeze mnie powyływany ksiądz F.Brune. Byłam ostatnio na wykładzie księdza, związanym z wydaniem jego ostatniej książki "Powiedzcie im że śmierć nie istnieje". Książka ta jest przekazem od duchów zapisana pismem automatycznym. Wbrew ogólnie przyjętym twierdzeniom ksiądz podkreśla, że Kościół Katolicki nigdy nie zaprzeczył istnieniu reinkarnacji. Ksiądz jest ekspertem od transkomunikacji - udzielał rad jak nawiązać kontakt np. za pośrednictwem magnetofonu. Wbrew pozorom nie jest to niemożliwe. Duchy które w tej chwili także stoją przy Tobie, a przynajmniej duch wyższej kategorii - Twój Anioł Stróż , wyczują jednak czy chcesz kontaktu ze zmarłymi ze względu na miłość do tych osób, chęć zbliżenia się do Boga - i wtedy Ci pomogą, czy też chcesz zaspokoić próżne zachcianki - wtedy możesz jedynie przyciągnąć duchy niskie, nie posiadające wiedzy, kłamiące i odciągające Cię od Boga. Ponadto spirytyzm był przed wojną przedmiotem akademickim w seminariach gdzie przyszli księża kontaktowali się z duchami. Skoro spirytyzm jest zabroniony przez Kościół to jak oceniasz poczynania ww. księdza? A w średniowieczu spłonęłabym za posiadanie Biblii w języku narodowym, gdyż twierdzono, że to herezja !!!???

>Ja oczywiście jestem daleka od potępiania twojego punku widzenia, po prosu interesuje mnie proces i przyczyn budowania na podwalinach określonego wyznania indywidualnej koncepcji wiary. Wysiłek taki świadczyć może o dwojakiego rodzaju powodach: fascynacja innym, zaproponowanym przez kogoś, coś systemie; lub wysiłek własny nakierowany na uporządkowanie niezgodności światopoglądowych. Która z sytuacji ma miejsce w twoim przypadku?
>Zrozumiem jeśli nie odpowiesz, to sprawa osobista i moja ciekawość nie jest wystarczającym powodem abyś chciała o tym pisać.

W moim przypadku to rozwój wiary. Zawsze byłam bardzo wierząca - otrzymałam tę łaskę. Było mi też dane przeżyć zdarzenia mistyczne - cuda, nie jedno lecz dwa które nauka, medycyna nie jest w stanie wyjaśnić (proszę o nierozciąganie tego wątku, gdyż stanowi to dla mnie świętość i jest zbyt osobiste). Zawsze poszukiwałam odpowiedzi jak pogodzić wiedzę naukową z wiarą. Po tych zdarzeniach modliłam się o to, aby Bóg pokazał mi drogę rozumienia świata. Bowiem Ten który stworzył prawa natury oparte na fizyce, chemii i innych naukach nie mógł przecież dać ludziom wiary sprzecznej z tymi prawami. Moja modlitwa została wysłuchana gdy napotkałam Księgę Duchów. Obraz świata, Boga łączy się jak puzle w przekazach Duchów Wyższych takich jak św. Augustyn, św. Ludwik, ale również Sokrates. W nauce i wierze nie ma sprzeczności. Wiara jest czymś do czego nauka (nasza ziemska) jeszcze nie dotarła, jeszcze nie potwierdziła. Nic nie dzieje się bez woli Boga, i On dopuszczając Duchy do przekazania nam informacji wpisał to w swoj plan. Duchy nauczają praktykowania miłości i miłosiedzia, a niszczenia w sobie egoizmu i pychy. Jezus powiedział że głoszących określone nauki "poznaje się po owocach" . Naukowcy spirytystyczni to altruiści, ludzie ogromnego serca w działaniu na rzecz innych, poświeający się bez reszty bo Jezus jest ich mistrzem. Lecz spirytyzm to nie religia, to nauka to rodzaj poznania prawd danych przez Boga - chrześcijańskich prawd. I ja patrzę na to z tej perspektywy, ponieważ wizja piekła jako kotła z tańczącymi diabłami dobra jest dla dziecka 5 letniego, chociaż teraz dzieci i tak są zbyt inteligentne...
A zatem to jak to ładnie ujęłaś uporządkowanie niezgodności światopoglądowych.

A czy mogę zapytać Ciebie o wyznanie?

Pozdrawiam serdecznie
Beatus (2528 punktów)
>Bardzo mi miło...
Nie chciałabym zawieść twoich oczekiwań, ale bywam też wredna. No, ale ponoć da się ze mną dogadać
>Obecnie w ramach kościoła działa wiele księży, którzy zgłębiają naukę przekazywaną przez Duchy.
Zgodnie z moją najlepszą wiedzą, kościół wierzy w całe stada duchów jak i w możliwość kontaktów i wzajemnego oddziaływania. Inna sprawa, że nie poleca tego wyznawcom. Powody są różne, najczęściej wymieniane to: możliwość podszywania się duchów pod inne postacie; możliwość działania złych sił które nie zostaną przez osobę rozpoznane, no i zakaz wróżbiarstwa, jak wiadomo najfajniej byłoby aby taki duch podał nr totolotka.
Są jednak księża specjaliści od duchów, powołani do tego. Przede wszystkim egzorcyści. Jednak nie mi oceniać czy ich działalność i zainteresowania wpisują się w kanon nauk kościoła i czy mają błogosławieństwo władz zwierzchnich.
>Wbrew ogólnie przyjętym twierdzeniom ksiądz podkreśla, że Kościół Katolicki nigdy nie zaprzeczył istnieniu reinkarnacji.
Oj, to bardzo karkołomnie sobie wykombinował. Kościół Katolicki naucza, że mamy jedno życie na ziemi, a nasz duch pojawia się wraz z poczęciem, poprzez udzielenie istnienia przez Boga. Nie mniej jednak z reinkarnacja rozwiązuje wiele problemów. Jest znacznie sensowniejsza jeśli chcemy sens życia oceniać naszymi, ludzkimi wartościami.
>Pismo automatyczne, pośrednictwo magnetofonu itd
Wierzę w duchy, w mana, orenda, wakanda i manitu, w księgi żywota ukryte a nawet trochę w smoki (lubię smoki) jednak takie spirytystyczne techniki budzą moją nieufność. Wynika ona nie tyle z negacji możliwości, co raczej jest konsekwencją mojego rozumienia duchowości i transcendencji świata.
>czy chcesz kontaktu ze zmarłymi
Chwilowo dziękuję, nie skorzystam.
>Ponadto spirytyzm był przed wojną przedmiotem akademickim w seminariach gdzie przyszli księża kontaktowali się z duchami.
Tak niedawno? Nie wiedziałam. Gdzie można o tym poczytać?
>W moim przypadku to rozwój wiary. Zawsze byłam bardzo wierząca - otrzymałam tą łaskę.
Moim zdaniem, tę łaskę ma każdy. Różnie ją wykorzystuje.
>Moja modlitwa została wysłuchana gdy napotkałam Księgę Duchów.
A więc to jest źródło inspiracji! Czytałam to kiedyś, przyznam jednak, że nie wywarło na mnie aż takiego wrażenia.
>Duchów Wyższych takich jak św. Augustyn,
on był rozpustnikiem
>Sokrates
ten był pijakiem
>św. Ludwik,
a tego nie znam osobiście
Lecz cóż, nie nam osądzać.
>Naukowcy spirytystyczni to altruiści,
Muszę ci zarzucić idealizowanie postaci z uwagi na ich zainteresowania.
>Lecz spirytyzm to nie religia, to nauka
Spirytyzm jest rodzajem magii. Magia jest w tym złym położeniu, że będąc tak blisko religii i tak intensywnie inspirując naukę - przez obie jest potępiana.
>A czy mogę zapytać Ciebie o wyznanie?
Jasne. Ochrzczona w KK. Autoprzynależność - wierząca niezrzeszona. Typologia - mistyk.
Pozdrawiam
agag (39 punktów)
>Zgodnie z moją najlepszą wiedzą, kościół wierzy w całe stada duchów jak i w możliwość kontaktów i wzajemnego oddziaływania. Inna sprawa, że nie poleca tego wyznawcom. Powody są różne, najczęściej wymieniane to: możliwość podszywania się duchów pod inne postacie; możliwość działania złych sił które nie zostaną przez osobę rozpoznane, no i zakaz wróżbiarstwa,
Wróżbiarstwa nie polecam, z tych właśnie względów które wskazuje KK. Osobom wróżącym towarzyszą zazwyczaj duchy niskie - złe które mają ubaw z tego że wprowadzają Cię w błąd, że wierzysz w te gusła bardziej niż w moc Boga i modlitwę. Podszywanie to ponoć częsta rzecz wśród niskich duchów, jednak wprawieni badacze rozpoznają czy mają do czynienia z duchem niskim (skupiony na materialiżmie, złe postępowanie tłumaczy wyższymi ideami np. honorem podczas gdy Duchy Wyższe mówią że honor to pycha i egoizm w jednym, często jego język jest prymitywny lub/i trywialny, a wiedza bardzo mała dlatego nie odpowiada sensownie tylko kluczy)

jak wiadomo najfajniej byłoby aby taki duch podał nr totolotka.

taką próbę wybierają ponoć dusze leniwe, myślą że okażą się wspaniałomyślni i rozwiną się ale tak nie jest pogrążają się w materialiźmie. To dlatego Jezus mówił, jak bogatemu trudno dotrzeć do Królestwa Niebieskiego.

>>Wbrew ogólnie przyjętym twierdzeniom ksiądz podkreśla, że Kościół Katolicki nigdy nie zaprzeczył istnieniu reinkarnacji.
>Oj, to bardzo karkołomnie sobie wykombinował.
On wymyślił swoją teorię. Nie mógł nie skomentować tego, gdy duch w jego książce wielokrotnie mówi o reinkarnacji. Otóż wymyślił sobie teorię "podłączania" że reinkarnację należy rozumieć, jako podłączanie się określonego ducha pod misję jakiejś osoby która np kontynuuje jej dzieło. Dla mnie trochę naciąga, ale jak jest naprawdę tego nie wiemy. Cóż kiedyś się dowiemy...

>>Ponadto spirytyzm był przed wojną przedmiotem akademickim w seminariach gdzie przyszli księża kontaktowali się z duchami.
Czytałam to w jakimś artykule - poszperam sprawdzę może mi się uda podać Ci namiar..

>>Sokrates
>ten był pijakiem
Zdziwiłabyś się, gdyż jego poglądy były bardzo .......Chrześcijańskie a przynajmniej spirytystyczne, niżej fragment Ewangelii wg spirytyzmu A.Kardeka:

Sokrates i Platon prekursorami idei chrześcijańskiej i Spirytyzmu

[...] Wielkie idee nie pojawiają się nagle. Te, których celem jest prawda, zawsze są poprzedzone prekursorami, którzy przygotowują im podłoże. Gdy nadchodzi odpowiedni moment, Bóg wysyła człowieka z misją, streszczenia, reorganizacji i skompletowania tych "rozrzuconych" elementów by stworzyć nową całość.
W ten sposób idee nie przybywają nagle, znajdują, w chwili pojawienia się, umysły skłonne do ich przyjęcia. Tak też działo się z ideą chrześcijańską, która była obecna już kilka wieków przed naszą erą, a której najważniejszymi prekursorami byli Sokrates i Platon.
Sokrates, jak Jezus, niczego nie napisał, a przynajmniej niczego po sobie na piśmie nie pozostawił. Jak on, zginął z ręki kryminalistów, ofiara fanatyków, za zaatakowanie panujących dogmatów, postawiony ponad hipokryzję [...] skazany za fałszywą wiarę. Tak, jak Jezus został skazany przez faryzeuszy za "zatruwanie umysłów" ludzi swoimi naukami, Sokrates wydany na śmierć za "psucie młodzieży", głosząc wiarę w jedynego Boga, w nieśmiertelność duszy i w przyszłe życie. Tak, jak naukę Chrystusa znamy z przekazów kolejnych pokoleń, tak idee Sokratesa znamy z pism Platona, jego ucznia...

Streszczenie doktryny Sokratesa i doktryny Platona

1. Człowiek jest Duchem wcielonym. Przed wcieleniem istniał Duch znający pojęcia prawdy, dobra, piękna, od których oddziela się, wstępując do ciała, lecz pamiętając przeszłość pragnie powrotu...
2. Dusza zachowuje się jak pijana, gubi się gdy jest wcielona ponieważ przywiązuje wagę do rzeczy odpowiadających jej naturze [...], a ten stan ducha nazywamy cnotą.
Komentarz Kardeca: [...] Tak więc, człowiek, który ocenia z dołu różne rzeczy, z ziemi, z materialnego punktu widzenia, oszukuje się. Aby te rzeczy docenić należy popatrzeć z góry, czyli ze spirytystycznego punktu widzenia. Mądry człowiek musi odizolować duszę od ciała by patrzeć oczami Ducha. Tego właśnie uczy Spirytyzm.
3. Póki nasza dusza będzie zanurzona w ciele nie dowiemy się czym jest "prawda". Ciało stwarza przed nami wiele przeszkód, chociażby te, które zmuszają nas do dbania o nie. W dodatku wypełnia nas wieloma zachciankami, potrzebami, obawami [...] w taki sposób, że ani przez chwilę nie możemy się bez nich obejść. Skoro nie możemy niczego poznać, będąc w ciele to, albo nigdy nie poznamy "prawdy", albo poznamy ją po śmierci...
25-01-2009 10:43 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>Wróżbiarstwa nie polecam,
A nekromantyzm?
>wprawieni badacze rozpoznają czy mają do czynienia z duchem niskim (skupiony na materialiżmie, złe postępowanie tłumaczy wyższymi ideami np. honorem podczas gdy Duchy Wyższe mówią że honor to pycha i egoizm w jednym, często jego język jest prymitywny lub/i trywialny, a wiedza bardzo mała dlatego nie odpowiada sensownie tylko kluczy)
Tak mnie tylko zastanawia, skoro wszyscy znawcy wiedzą jakie są te znaki rozpoznawcze, a i nie tylko mistrzowie, również np. ty czy ja. Czy te duchy są tak durne, że z jednej strony podszywają się pod np. Matkę Teresą, a z drugiej nie potrafią manewrować odpowiednio w ww treściach? Jak dla mnie, to niedocenianie duchów.
>jak wiadomo najfajniej byłoby aby taki duch podał nr totolotka.
>taką próbę wybierają ponoć dusze leniwe,
Ja leniwa dusza, słyszałam, że to cecha ludzi inteligentnych
>On wymyślił swoją teorię.
Tak właśnie sądziłam. Ja też mam swoją wymyśloną, na razie jestem do niej bardziej przywiązana niż do autorytetu jakiegoś księdza heretyka.
>Cóż kiedyś się dowiemy...
Tyż prawda, nie ma co się niecierpliwić.
>poszperam sprawdzę może mi się uda podać Ci namiar..
Będę zobowiązana.
>Sokrates i Platon
Ups, trafiła kosa...
>prekursorami idei chrześcijańskiej i Spirytyzmu
Podstawowe sprostowania:
Sokrates nie pozostawił potomnym ani linijeczki. Wszystko co o nim wiemy czerpiemy z przekazów Platona. O poziomie zniekształceń nie możemy się wypowiadać.
Oficjalną nauką KK jest myśl św. Tomka, który jak wiadomo zbudował ją na koncepcji Arystotelesa.
I najważniejsze. Trzeba być nie lada ignorantem, aby sądzić że ww panowie byli prekursorami chrześcijaństwa. Prekursorami byli Żydzi. Chrześcijaństwo zaś we wczesnych wiekach rozwoju czerpało całymi garściami z platonizmu i neoplatonizmu, jednocześnie bardzo zmieniając pierwotne chrześcijaństwo. Najwięcej zostało tego w prawosławiu, starszej od katolicyzmu doktrynie.
>[...] Wielkie idee nie pojawiają się nagle. Te, których celem jest prawda, zawsze są poprzedzone prekursorami, którzy przygotowują im podłoże.
A tak, w oderwaniu od tematu, zgadzam się. Jest to dość stara koncepcja społeczna.
>Gdy nadchodzi odpowiedni moment, Bóg wysyła człowieka z misją, streszczenia, reorganizacji i skompletowania tych "rozrzuconych" elementów by stworzyć nową całość.
A to już inna dziedzina. Prawidło mitologiczne. Lubię je, ale ono nie łączy się wcale z wcześniejszą tezą. Prawidłowo jest - na świat przychodzi nowelizator, demiurg II stopnia, który dokonuje radykalnych zmian o charakterze społecznym, etycznym, cywilizacyjnym. Element ten występuje we wszystkich religiach świata.
>W ten sposób idee nie przybywają nagle, znajdują, w chwili pojawienia się, umysły skłonne do ich przyjęcia. Tak też działo się z ideą chrześcijańską, która była obecna już kilka wieków przed naszą erą, a której najważniejszymi prekursorami byli Sokrates i Platon.
Nieuprawnione uogólnienie i przejście. Możemy w tym temacie powiedzieć tylko - część idei chrześcijańskich ma charakter uniwersalny, jak zresztą wszystkie religie i systemy.
>Sokrates, jak Jezus, (...) zginął z ręki kryminalistów,
No to pojechali... Sokrates był niewygodny politycznie. Zginął w wyniku nacisków możnych i własnej głupoty.
>głosząc wiarę w jedynego Boga, w nieśmiertelność duszy i w przyszłe życie.
Przykro mi, Sokrates nic takiego nie głosił. On był prekursorem etyki intelektualistycznej.
>Streszczenie doktryny Sokratesa i doktryny Platona
Pozwolę sobie na korekty
>1. Człowiek jest Duchem wcielonym. Przed wcieleniem istniał Duch znający pojęcia prawdy, dobra, piękna, od których oddziela się, wstępując do ciała, lecz pamiętając przeszłość pragnie powrotu...
Platon, nie Sokrates. Zapomina nie oddziela. Przeczuwając nie pamiętając.
>2. Dusza zachowuje się jak pijana, gubi się gdy jest wcielona ponieważ przywiązuje wagę do rzeczy odpowiadających jej naturze [...], a ten stan ducha nazywamy cnotą.
Pijaństwo nazywamy cnotą? Cyba wycięłaś coś ważnego
>Komentarz Kardeca: [...] Tak więc, człowiek, który ocenia z dołu różne rzeczy, z ziemi, z materialnego punktu widzenia, oszukuje się.
E tam Kardec, toż to buddyzm.
>należy popatrzeć z góry, czyli ze spirytystycznego punktu widzenia.
Ocho, spirytyzm jako patrzenie z góry? Na to bym nie wpadła. Polecałabym raczej psychologię personalistyczną i jej pojęcie superego.
>Mądry człowiek musi odizolować duszę od ciała by patrzeć oczami Ducha.
A to dla odmiany - neoplatonizm.
>3. Póki nasza dusza będzie zanurzona w ciele nie dowiemy się czym jest "prawda". Ciało stwarza przed nami wiele przeszkód, chociażby te, które zmuszają nas do dbania o nie...
To jest akurat średniowieczna myśl obecna w chrześcijaństwie i inspirowana Platonem. Współczesny KK nie popiera.

Ok. przejdźmy dalej
agag (39 punktów)
4. Dusza nieczysta jest ciężka i przyciągana do świata widzialnego przez wstręt do wszystkiego, co niewidzialne i niematerialne. Duchy te, jak powiadają, błąkają się wokół pomników i grobów, gdzie widziano czasami straszne Dychy [...] nie pozbawione formy materialnej, przez co ludzkie oko może je spostrzec. To nie są dusze dobre, lecz złe, zmuszone błądzić w tych miejscach, pokutując ich pierwszy żywot [...] Gdy wcielają się ponownie przybierają charakter podobny do tego, który spowodował ich międzycielesne cierpienie.
Komentarz Kardeca: nie tylko zasada reinkarnacji jest tutaj jasno przedstawiona lecz także stan, w którym znajdują się dusze pod wpływem materii, jest przedstawiony tak, ja obrazuje to Spirytyzm. Mówi także, że reinkarnacja jest konsekwencją nieczystości Ducha...
5. Po śmierci, nasz opiekun, który został nam przypisany za życia, prowadzi nas do miejsca, gdzie gromadzą się wszyscy ci, którzy mają zostać zaprowadzeni do Hadesu, gdzie czeka nas "sąd ostateczny". Po spędzeniu w Hadesie jakiegoś czasu, dusze powracają do życia w licznych, dłuższych periodach...
6. Demony (Anioły) wypełniają przestrzeń pomiędzy niebem, a ziemią [...] Bóg nigdy nie kontaktuje się z człowiekiem w bezpośredni sposób, lecz przez pośrednictwo "demonów" [...] podczas snu lub na jawie...
7. Ciągłe zajmowanie się filozofią jest dbaniem o duszę, a nie o życie doczesne, które jest tylko chwilą w wieczności.
Komentarz Kardeca: Chrześcijaństwo i Spirytyzm nauczają tego samego.
8. Jeśli dusza jest niematerialna, musi udać się, po wcieleniu, do świata równie niewidzialnego i niematerialnego tak, jak ciało rozkłada się, by powrócić do natury.
Trzeba rozróżnić duszę czystą, naprawdę niematerialną, która żywi się, jak Bóg, nauką i myślą, od duszy mniej lub bardziej zaplamionej nieczystościami materialnymi, które uniemożliwiają jej unieść się do Bóstwa i trzymają ją w miejscach jej ziemskiego przebywania.
Komentarz Kardeca: Sokrates i Platon doskonale rozumieli różne stopnie w dematerializacji duszy [...] To, co im podpowiadała intuicja, Spirytyzm udowadnia przez wielokrotne eksperymenty...
9. Gdyby śmierć oznaczała całkowite rozpłynięcie się człowieka, byłoby to bardzo radosne dla złych ludzi, którzy zostaliby uwolnieni od swego ciała, duszy i wad...

A co się kryje pod słowem Typologia: mistyk - co masz na myśli? Tzn intryguje mnie to
25-01-2009 11:14 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>4...
W takim konstrukcie od biedy mogłabym poprzeć ten pomysł, ale wymaga doszlifowania. Jest tam nieco niezgodności z tym co było wcześniej.
>Komentarz Kardeca: nie tylko zasada reinkarnacji...
Jedno z drugiego wcale nie wynika.
>5. Po śmierci, nasz opiekun, który został nam przypisany za życia, prowadzi nas do miejsca, gdzie gromadzą się wszyscy ci, którzy mają zostać zaprowadzeni do Hadesu,
Do Hadesu? Ja poproszę Krainę Wielkich Łowów, albo Czas Wielkiego Snu
>gdzie czeka nas "sąd ostateczny".
W Hadesie, no co ty? A gdzie apokalipsa, gdzie trąby itd. Dlaczego w Hadesie?
>6. Demony (Anioły) wypełniają przestrzeń pomiędzy niebem, a ziemią [...] Bóg nigdy nie kontaktuje się z człowiekiem w bezpośredni sposób, lecz przez pośrednictwo "demonów" [...] podczas snu lub na jawie...
A krzak gorejący?
>7. Ciągłe zajmowanie się filozofią jest dbaniem o duszę, a nie o życie doczesne, które jest tylko chwilą w wieczności.
No to jestem uratowana!
>Komentarz Kardeca: Chrześcijaństwo i Spirytyzm nauczają tego samego.
Nie, nie. Każda religia zawiera wątki spirytualistyczne. Aby coś rozumieć trzeba patrzeć nieco szerzej. Jak mawiał jeden z moich nauczycieli "Biada mędrcowi jednej księgi"
>Trzeba rozróżnić duszę czystą, naprawdę niematerialną, która żywi się, jak Bóg, nauką i myślą, od duszy mniej lub bardziej zaplamionej nieczystościami materialnymi, które uniemożliwiają jej unieść się do Bóstwa i trzymają ją w miejscach jej ziemskiego przebywania.
Wynika z tego, że można być niematerialnym, naprawdę niematerialnym, niematerialnym na niby, niematerialność staje się stopniowalna. Wyjaśnij to.
Bóg się żywi. Fantastycznie, toć to czyste pogaństwo. Bóg chrześcijański jest pełnią, nic mu nie brakuje, wszystko wie, jest samomyślącą się myślą. On się nie może uczyć.
>Komentarz Kardeca: Sokrates i Platon doskonale rozumieli różne stopnie w dematerializacji duszy [...] To, co im podpowiadała intuicja, Spirytyzm udowadnia przez wielokrotne eksperymenty...
Starożytni posługiwali się pojęciem dusza w wielu rozumieniach, oni nie czynili rozróżnienia między materialny i niematerialny. Dusza dla nich jest materią. Tylko, że materia była wówczas inaczej niż obecnie rozumiana. Nie intuicja ale tradycja.

Podsumowując, tak koncepcja jest takim zbitkiem różnych myśli, czasem dopasowanych na prędce, czasem przekręconych. Nie przekonuje mnie, sorki.
Nie mniej jednak osobiście uważam, że lepiej jest szukać i się mylić, niż przyjmować bezkrytycznie lub po prostu nie robić nic. Dlatego choć twoja koncepcja mi się nie podoba, kibicuje twojemu rozwojowi osobistemu.

>A co się kryje pod słowem Typologia: mistyk - co masz na myśli? Tzn intryguje mnie to
Oj, trudne pytanie. Definicji jest wiele.
Mistyka jest właśnie z istoty swej i przede wszystkim teologią mirum, "czegoś całkiem innego". Dlatego staje się często, jak u Mistrza Eckhatra, teologią czegoś niesłychanego, rzeczy nowych i rzadkich (nova et rara), jak on je nazywa, albo - jak w mistyce mahajany - nauką o paradoksie i antynomi, a na ogół zamachem na naturalną logikę. Wprowadza do logiki coincidentia oppositorum (...) Ale nawet dzięki temu mistyka nie jest czymś przeciwstawiającym się pospolitej religii. R. Otto
Mistycyzm wnosi do rozumienia religii pojęcie nominosum jako przedmiotu i bycia. W mistycznym rozumieniu, nominosum jest amoralne, alogiczne, irracjonalne.
Mistyk, o nadnaturalności mówi - jest. Pytany o to jak jest - odpowie: wszech. Jakie to ma konsekwencje? - nie można oddzielać przyczyny od skutku. Czym jest więc rozum? - narzędziem. Skąd to wiedz? - wiem. Jak to rozpoznajesz? - jako całość. Jak na imię twojemu Bogu? - sacrum.
Trochę co innego niż twoja koncepcja, prawda? Ja nie szukam spójności, powodów, wytycznych, prawdy. Mnie to wszystko już otacza, pozostaje mi jedynie indywidualne wartościowanie phainomen.
Pozdrawiam
Vancalar (1804 punktów)
>Zastanawia mnie już od kilku, a być może nawet od kilkunastu, lat, jak wierzący ludzie wyobrażają
>sobie wskrzeszenie z martwych i ewentualne zbawienie osób, które za życia nieodwracalnie straciły
>pamięć biograficzną, samoświadomość, cierpiały na jakiś niedorozwój umysłowy, czy też rozchorowały
>się psychicznie. Czy chorzy na Alzheimera lub psychopaci mogą zostać wskrzeszeni do życia wiecznego
>albo skazani pośmiertnie na wieczne potępienie i wg jakich kryteriów? W szczególności interesuje
>mnie, w jakim stanie świadomości bóstwo wskrzesi takie osoby z martwych. Pisząc o wskrzeszeniu mam
>na myśli przywrócenie do życia zmarłego w taki sposób, aby zachowana została jego tożsamość osobowa
>czy pamięć biograficzna. Inne formy zmartwychwstania czy wskrzezenia mnie nie interesują, bo
>zakładałyby de facto tworzenie zupełnie nowych istot, skoro modyfikacjom miałaby zostać poddana
>ziemska tożsamość wskrzeszanych ludzi. Czy chory na Alzheimera pozostanie chorym na Alzheimera ze
>swoimi zanikami pamięci lub całkowitą amnezją? Czy psychopata pozostanie psychopatą z wszelkimi
>rysami swojej patologicznej osobowości (nawiasem mówiąc ciekawe, czy psychopaci dostąpią zbawienia
>czy zostaną potępieni na wieki)? Czy zespół Downa tudzież inne choroby "niedorozwojowe" zostaną
>uwiecznione w eschatologicznym akcie wskrzeszenia? Na czymże zatem miałaby polegać wyższość tego
>upragnionego życia w zaświatach od życia ziemskiego? Przecież restytucja tożsamości indywidualnej
>utrwalałaby tylko na wieki ograniczone dotychczas czasowo cierpienie na ziemi, cierpienie wynikające
>z różnych chorób neurologicznych czy psychicznych. Jeśli ktoś zna odpowiedzi na te pytania, niech z
>łaski swojej oświeci błądzącego po bezdrożach spekulacji ateistę, a może spłynie na mnie jakaś
>oślepiająca łaska wiary i wszystko stanie się jasne. Wydaje mi się wszakże, iż czasem potrzeba dużo
>światła, żeby rozproszyć choćby smugę ciemności.

Witam,
Skoro rozpatrujemy kwestię zmartwychwstania, to załóżmy na chwilę, że Hipotetyczny Bóg istnieje:
Jeśli nas stworzył, to zapewne zna dokładnie nasze dna, wie jak działa układ dokrewny, gospodarka hormonalna, układ podtrzymania ciepła itd. Wie, jaki błąd w łańcuchu DNA spowodował chorobę Downa lub co spowodowało chorobę psychiczną i jak to "naprawić"

Pozdrawiam
Władek Lichacz (2050 punktów)
>Skoro rozpatrujemy kwestię zmartwychwstania, to załóżmy na chwilę, że Hipotetyczny Bóg istnieje:
>Jeśli nas stworzył, to zapewne zna dokładnie nasze dna, wie jak działa układ dokrewny, gospodarka hormonalna, układ podtrzymania ciepła itd. Wie, jaki błąd w łańcuchu DNA spowodował chorobę Downa lub co spowodowało chorobę psychiczną i jak to "naprawić"

Co się stanie w takim przypadku. Kobieta miała np. pięciu mężów i z każdym ślub kościelny. Czyli 4 razy jako wdowa. Wszyscy byli dobrzy ludzie i wszyscy dostali się do nieba. Z kim spędzi życie wieczne?
Vancalar (1804 punktów)
>>Skoro rozpatrujemy kwestię zmartwychwstania, to załóżmy na chwilę, że Hipotetyczny Bóg istnieje:
>>Jeśli nas stworzył, to zapewne zna dokładnie nasze dna, wie jak działa układ dokrewny, gospodarka hormonalna, układ podtrzymania ciepła itd. Wie, jaki błąd w łańcuchu DNA spowodował chorobę Downa lub co spowodowało chorobę psychiczną i jak to "naprawić"
>Co się stanie w takim przypadku. Kobieta miała np. pięciu mężów i z każdym ślub kościelny. Czyli 4 razy jako wdowa. Wszyscy byli dobrzy ludzie i wszyscy dostali się do nieba. Z kim spędzi życie wieczne?

Ok, pójdźmy dalej w założeniu
To chyba jasne, że popęd seksualny, gdybyśmy żyli wiecznie byłby niepotrzebny.
Pani wdowa jest więc raczej przyjaciółką każdego ze swoich mężów niż kochanką. Wieczność zaś, to wystarczająca ilość czasu, żeby "podzielić się" spędzaniem wolnego czasu raz z jednym, raz z drugim lub z kilkoma na raz.
Władek Lichacz (2050 punktów)
>>Co się stanie w takim przypadku. Kobieta miała np. pięciu mężów i z każdym ślub kościelny. Czyli 4 razy jako wdowa. Wszyscy byli dobrzy ludzie i wszyscy dostali się do nieba. Z kim spędzi życie wieczne?
>To chyba jasne, że popęd seksualny, gdybyśmy żyli wiecznie byłby niepotrzebny.
>Pani wdowa jest więc raczej przyjaciółką każdego ze swoich mężów niż kochanką. Wieczność zaś, to wystarczająca ilość czasu, żeby "podzielić się" spędzaniem wolnego czasu raz z jednym, raz z drugim lub z kilkoma na raz

Żyć wiecznie i do tego bez największej rozrywki człowieka?
To już wolę umrzeć raz, a dobrze.
Zresztą, pierwsi chrześcijanie uważali, że zostaną wskrzeszone ich ciała i dlatego chowając swoich bliskich, zostawiali specjalne leje do ich karmienia. Czy gdyby uważali, że nie zachowają ciała i to całego oczywiście, to by aż tak bardzo się starali?
Adam Michalik (153 punktów)
>Co się stanie w takim przypadku. Kobieta miała np. pięciu mężów i z każdym ślub kościelny. Czyli 4 razy jako wdowa. Wszyscy byli dobrzy ludzie i wszyscy dostali się do nieba. Z kim spędzi życie wieczne?
E, o to już pytali saduceusze Jezusa (Łk 20, fragment, Biblia Gdańska):

27 A przyszedłszy niektórzy z Saduceuszów, (którzy przeczą i mówią, iż nie masz zmartwychwstania), pytali go,
28 Mówiąc: Nauczycielu! Mojżesz nam napisał: Jeźliby komu brat umarł, mając żonę, a umarłby bez dziatek, aby brat jego pojął jego żonę, a wzbudził nasienie bratu swemu.
29 Było tedy siedm braci, z których pierwszy pojąwszy żonę, umarł bez dziatek.
30 I pojął wtóry onę żonę, a umarł i ten bez dziatek.
31 Potem ją pojął i trzeci, także i oni wszyscy siedmiu, a nie zostawiwszy dziatek, pomarli.
32 Po wszystkich też umarła i ona niewiasta.
33 Przetoż przy zmartwychwstaniu, któregoż z nich ona będzie żoną, ponieważ siedmiu ich miało ją za żonę?
34 Tedy odpowiadając, rzekł im Jezus: Synowie tego wieku żenią się i za mąż wydają.
35 Ale ci, którzy godni są, aby dostąpili onego wieku, i powstaną od umarłych, ani się żenić, ani za mąż dawać będą.
36 Albowiem umierać więcej nie będą mogli; bo będą równi Aniołom, będąc synami Bożymi, gdyż są synami zmartwychwstania.

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365