 |
Podatki i śmierć czyli dwa pewniki Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 28-01-2009 01:20 | Grzegorz (2117 punktów) | Podatki i śmierć czyli dwa pewniki
5 na 5 | Nawiązuję w tytule do znanego powiedzonka bo oddaje ono doskonale, jak bardzo w niedługim czasie podatki, a szczególnie chciałbym podkreślić podatek od dochodów osobistych PIT, stały się częścią naszej rzeczywistości. Historię podatków każdy zna, a jak nie zna to bez trudu odnajdzie więc nie będę tu wypisywał jakichś elaboratów ponad potrzebę. Chcę zwrócić uwagę jednak na czas. Pierwszy podatek dochodowy wprowadzono pod koniec XVIII w. Płacony miał być w wymiarze 10% od dochodu przewyższającego dziesięciokrotność przeciętnego. Oczywiście jego wprowadzenie było niesłychanie atakowane i był on kilkakrotnie modyfikowany, obniżany, a nawet cofany. Spójrzmy jeszcze raz i spróbujmy odnieść to do dzisiejszych realiów. Owa niemoralna opresja brytyjskiej korony, gdyby dość luźno przyjąć ówczesny średni dochód jako dzisiejsze średnie wygrodzenie oznaczałaby obowiązek podatkowy dla ludzi zarabiających rocznie ponad 350 tys zł. (jakieś skromne 29 tys. miesięcznie) i to w wysokości 10% od kwoty nadwyżki. Pierwsze stawki podatku PIT w USA wynosiły 3% i 5% tam również jeszcze w XIX w. wycofywano się z tego pomysłu uznanego przez sąd za niezgodny z konstytucją, przy czym działo się to w sytuacji, gdy deklaracje podatkowe składało 2% obywateli
Do początków XX w. PIT stał się wszechobecny. W zasadzie stale też rósł. Rosła nie tylko wartość procentowa, ale przede wszystkim rosła jego baza, czyli sięgano do coraz niższych dochodów tak, iż objęto nim w zasadzie 100% społeczeństwa w tym najniżej uposażonych.
Garść wniosków: -rozwój cywilizacji, w tym również okres jego przyspieszenia związanego z rewolucją przemysłową odbył się bez podatku dochodowego -przez 100 lat zwalczano ideę podatku mimo, iż dotyczył on bardzo wąskiej grupy najwyżej zarabiających, a jego wymiar był niemal symboliczny -od czasu wprowadzenia, niemal nieustannie rośnie, sięgając nawet stawek 95% (tyle wynosi podatek od tzw. źródeł nieujawnionych) -podatek dochodowy mimo, iż tak wielki, nie stanowi bynajmniej największego wpływu budżetowego, przewyższą go z czasem CIT i VAT co pokazuje rosnącą skalę zapotrzebowania państwa na pieniądze -mimo, iż państwo drenuje kieszenie obywateli i podmiotów gospodarczych, większość współczesnych państw odnotowuje, często kolosalne, zadłużenie, a budżety spięte inaczej niż emisją dalszego długu lub, o cudzie, nadwyżką są ewenementem.
I na koniec - zjawisko które narodziło się w końcówce XVIII w. nie było powszechnie akceptowane do końca XIX w. obecnie jest jednym z absolutnych pewników, które nieliczni śmią podważać, czymś na kształt prawa powszechnego ciążenia skrzyżowanego z dogmatem religijnym.
moja konkluzja - może nam się wydawać, że rola państwa, nie osiągnęła jeszcze absurdu ale chyba bardziej "wydawać" niż "nie osiągnęła" konkluzja nr 2 - czymże jest pazerność wrednego kapitalisty wobec bezdennego wora fiskusa i pazerności współczesnego państwa.
zapraszam do dyskusji
Pozdrawiam
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| rudyment (3233 punktów) | Instytucja państwa istnieje co najmniej od kilku tysięcy lat. Z czego utrzymywały się te dawne monarchie i demokracje, jeśli nie było wtedy podatków?
nauka nie ulega hybris
|
|
 | | Grzegorz (2117 punktów) | >Instytucja państwa istnieje co najmniej od kilku tysięcy lat. Z czego utrzymywały się te dawne monarchie i demokracje, jeśli nie było wtedy podatków? > nauka nie ulega hybris
Zawsze istniały pewne świadczenia które dziś określilibyśmy mianem publicznych. Były to głównie różnego typu daniny, które jednak, jak się im bliżej przyjrzeć miały raczej charakter zbliżony o dzisiejszej dzierżawy, poza tym były oczywiście cła, sprzedaż przywilejów i zbiórki o charakterze okazjonalnym. Oczywiście nie jest tak żeby nie było ściągania przez władzę kasy, problemem jest zakres podmiotowy, częstotliwość no i odsetek tego co oddajemy państwu. Do czasów podatku o którym piszę świadczenia "publicznoprawne" raczej nie obejmowały wszystkich i zawsze.
Pozdrawiam
|
|
|  | | rudyment (3233 punktów) | >Zawsze istniały pewne świadczenia które dziś określilibyśmy mianem publicznych. Były to głównie różnego typu daniny, które jednak, jak się im bliżej przyjrzeć miały raczej charakter zbliżony o dzisiejszej dzierżawy, poza tym były oczywiście cła, sprzedaż przywilejów i zbiórki o charakterze okazjonalnym. Oczywiście nie jest tak żeby nie było ściągania przez władzę kasy, problemem jest zakres podmiotowy, częstotliwość no i odsetek tego co oddajemy państwu. Do czasów podatku o którym piszę świadczenia "publicznoprawne" raczej nie obejmowały wszystkich i zawsze. >Pozdrawiam >
Dawniejsze państwo, jeśli nie ściągało haraczu od obywateli tak regularnie jak dzisiejsze, to nie dlatego, że nie chciało - tylko ze nie mogło, nie dysponując skutecznymi metodami. Za to gdy już takiego obywatela dopadło, z reguły wymuszało na nim świadczenia bardzo wysokie, co obywatela przyprawiało o poważny uszczerbek materialny, zdrowotny, niewolę lub zgoła śmierć. Inaczej mówiąc, dawniej między obywatelem a państwem zachodził stosunek zwierzyny do myśliwego. Teraz sytuacja wygląda nieco inaczej: obywatel pełni rolę nioski lub dojnej krowy. Zabiera mu się, ale przynajmniej coś za to dostaje - czego nie mógłby zapewnić sobie sam. Spróbuj spojrzeć na sprawę nie tylko z jednej strony.
nauka nie ulega hybris
|
|
| |  | | Grzegorz (2117 punktów) | >Dawniejsze państwo, jeśli nie ściągało haraczu od obywateli tak regularnie jak dzisiejsze, to nie dlatego, że nie chciało - tylko ze nie mogło, nie dysponując skutecznymi metodami. Za to gdy już takiego obywatela dopadło, z reguły wymuszało na nim świadczenia bardzo wysokie, co obywatela przyprawiało o poważny uszczerbek materialny, zdrowotny, niewolę lub zgoła śmierć.
Między dawniejszym państwem, a obywatelem praktycznie nie istniał żaden związek. Suweren, który był tytularnym właścicielem każdej "działki" w kraju "dzierżawił" je lennikom, którzy w zamian wnosili stosowne opłaty. Jako, że lenno to nie była kara, a raczej nagroda, nasi lennicy odbijali sobie sprawę z nawiązką na swoich "dzierżawcach" i tak dalej. Zgodnie z zasadą "wasal mojego wasala nie jest moim wasalem" już wasal lennika, mógł na jego seniora się wypiąć.
Nie chcę sugerować, że dawniej to było super, a ludzie żyli jak pączki w maśle, ja jedynie stwierdzam, że pomysł na nałożenie stałego, powszechnego podatku naliczanego od dochodu został zrealizowany w końcówce XVIII w. i początkowo wszędzie tam gdzie wchodził obejmował zasięgiem jedynie wąskie grupy. Tak jak pisałem daniny to raczej rodzaj opłat dzierżawnych czy jak kto woli haraczy a to trochę coś innego niż podatek.
>Zabiera mu się, ale przynajmniej coś za to dostaje - czego nie mógłby zapewnić sobie sam. Spróbuj spojrzeć na sprawę nie tylko z jednej strony.
Próbuję ale w zasadzie z każdej strony wygląda to równie źle, z wyjątkiem jednej - fiskusa i administracji rządowej, z tej strony jest OK, a ponieważ zalicza się na nią ładnych kilkaset tysięcy beneficjentów, to z rodzinami daje możliwość nawet jeśli nie ustawić to na pewno poważnie wpłynąć na wyniki wyborów.
Pozdrawiam
|
|
| | |  | 2 na 2 | rudyment (3233 punktów) | >Tak jak pisałem daniny to raczej rodzaj opłat dzierżawnych czy jak kto woli haraczy a to trochę coś innego niż podatek. >>Zabiera mu się, ale przynajmniej coś za to dostaje - czego nie mógłby zapewnić sobie sam. Spróbuj spojrzeć na sprawę nie tylko z jednej strony. >Próbuję ale w zasadzie z każdej strony wygląda to równie źle, z wyjątkiem jednej - fiskusa i administracji rządowej, z tej strony jest OK, a ponieważ zalicza się na nią ładnych kilkaset tysięcy beneficjentów, to z rodzinami daje możliwość nawet jeśli nie ustawić to na pewno poważnie wpłynąć na wyniki wyborów. >Pozdrawiam >
Staram się zwrócić ci uwagę, że nowoczesny podatek fiskalny nie powstał na pustym miejscu - zastąpił wcześniejsze świadczenia: bezgotówkowe, a zarazem mniej przewidywalne i mniej uporządkowane(jak na przykład przymusowy pobór do wojska) Jednocześnie z wprowadzeniem go zaczęła się też poprawiać sytuacja szarego obywatela - stopniowo zyskiwał dostęp do bezpłatnej edukacji, czynne prawo wyborcze, opiekę zdrowotną, socjal, wzrost bezpieczeństwa osobistego i coraz dłuższe okresy, w których jego kraj nie był zamieszany w żadna wojnę, korzystanie z owoców postępu naukowo-technicznego, który do realizacji wymaga stabilności i spokoju itp. Nie neguję bynajmniej minusów, o których mówisz (korupcji, nieudolności, błędów w i przekrętów w zarządzaniu finansami państwa) - ale uważam je za zjawisko lokalne. Sadzę, ze lepiej jest podjąć próby naprawy systemu, niż w całości wyrzucić go za okno dlatego ,ze odbiega od naszych oczekiwań. Podejrzewam zresztą, że on się już nie da wyrzucić...
nauka nie ulega hybris
|
|
| | | |  | | Grzegorz (2117 punktów) | > Staram się zwrócić ci uwagę, że nowoczesny podatek fiskalny nie powstał na pustym miejscu - zastąpił wcześniejsze świadczenia: bezgotówkowe, a zarazem mniej przewidywalne i mniej uporządkowane(jak na przykład przymusowy pobór do wojska)Mam wrażenie, że nigdzie nie napisałem że powstał w próżni, nie mam takiego założenia, nie uważam, że podatków nie było, a co gorsza uważam że jakiś podatek być musi jeśli mamy mieć państwo. Optuję osobiście za podatkiem dochodowym o skali degresywnej ewentualnie "pogłównym". > Jednocześnie z wprowadzeniem go zaczęła się też poprawiać sytuacja szarego obywatelaTen pierwszy podatek dochodowy o którym piszę, został powołany do życia tylko i wyłącznie w związku z wojną. Po zawarciu pokoju został odwołany i pojawił się nieco później w związku z kolejnymi wojnami (chodzi o wojny okresu napoleońskiego). Kiedy powołano go do życia nikt nie uważał go za coś trwałego, ot kolejne obciążenie wojenne, ta zaś konstrukcja miała długie tradycje. O budowaniu opieki państwowej i innych tego typu historii w oparciu o podatki nikt nie myślał. To samo w USA - pierwszy podatek miał związek z wojną secesyjną. > - stopniowo zyskiwał dostęp do bezpłatnej edukacji, czynne prawo wyborcze, opiekę zdrowotną, socjal, wzrost bezpieczeństwa osobistego i coraz dłuższe okresy, w których jego kraj nie był zamieszany w żadna wojnę, korzystanie z owoców postępu naukowo-technicznego, który do realizacji wymaga stabilności i spokoju itp.Uważam że było dokładnie odwrotnie. To o czym piszesz było sprawą wtórną, wynikiem i pokłosiem uzyskania przez wszystkich praw wyborczych. Od momentu kiedy władza zaczęła zależeć w znacznym stopniu od ludzi mało zarabiających, aż do dziś, kolejni politycy po prostu przedłużają i tak już niekończące się, pęta kiełbasy wyborczej. Dla realizacji, przynajmniej częściowej, socjalnych obietnic, konieczne było ciągłe zwiększanie wpływów do kasy co napędzało spiralę fiskalną. Ergo - zarówno opiekuńczość państwa jak i związane z nią nierozerwalnie podwyżki obciążeń podatkowych, są efektem powszechnego prawa wyborczego. > - ale uważam je za zjawisko lokalne. Sadzę, ze lepiej jest podjąć próby naprawy systemu, niż w całości wyrzucić go za okno dlatego ,ze odbiega od naszych oczekiwań.Nie zgadzam się, dyrektor przedsiębiorstwa państwowego, który koniecznie chce kupić ciężarówki powiedzmy volvo czy man nie jest chory, chore jest to, że ich kupić nie może, a kiedy zrobi przetarg okazuje, się że musi zakupić iveco, fordy czy fiaty które przecież spełniają dokładnie te same parametry i normy. Tu chory jest system, w tym przypadku zamówień publicznych, choroba jest powszechna, a lokalne są decyzje racjonalne (na ogól kiedy wypina się na ten system). Nie bez kozery pisze o systemie zamówień publicznych bo jest to jedyna dopuszczalna procedura wydawania publicznych pieniędzy (oczywiście są od niej liczne wyjątki ale taka jest zasada). Szczerze mówiąc, mogę opisać tu setki tego typu zjawisk, regulacji i zasad, które powołane są tylko po to, aby objąć jakąś kontrolą ten cały bałagan, dawno zostawiliśmy za sobą granice absurdu, gorzej że koszty też. > Podejrzewam zresztą, że on się już nie da wyrzucić...Pewnie nie bez walki  No w sumie jest jeszcze jedna droga, ale zaboli - bankructwo. Pozdrawiam
|
|
 | | jarcio (1198 punktów) | > Z czego utrzymywały się te dawne monarchie i demokracje, jeśli nie było wtedy podatków?
Dawne monarchie utrzymywały się głównie z handlu, piractwa, kredytów i danin.
|
|
1 na 1 | Adam Gilniewski (399 punktów) | Hmm... przede wszystkim "ukradłeś" mi temat  - też miałem zamiar wysondować tu zebranych nt. podatków. Ale może to i lepiej, że wątek zaczął ktoś obeznany w kwestii. Sama idea podatku dochodowego mnie nie przeraża, chociaż jego zwolennikiem nie jestem  . W ideale (świat bez PIT) powinno to wyglądać tak, że państwo zarabia na utrzymanie siebie i swojej infrastruktury poprzez obrót zasobami już posiadanymi (surowce, produkcja, usługi). Nie mam pojęcia, czy w dzisiejszych czasach jest to możliwe, na pewno też nie ma ku temu chętnych (bo przecież, żeby zarabiać pieniądze trzeba, o zgrozo, myśleć a tak, jak nam brakuje, możemy dowalić jeszcze robaczkom  ). Z drugiej strony np. firmy ubezpieczeniowe nie żyją z przypisu (wpłaconych składek) a z zysków wytworzonych przy obrocie nimi. Może to nie ta skala, ale da się zrobić. Jeżeli już mamy PIT utrzymać, to przynajmniej na sensownym poziomie. Czterdzieści czy pięćdziesiąt procent w niektórych krajach zakrawa na farsę. Liniowe 10% jeszcze przełknę. Po drugie, zważając, że podatek jest obowiązkowy (temat na osobny wątek  ) a jego sposób jego dystrybucji przez państwo (dla mnie) niejasny - w efekcie otrzymujemy zwykłe wymuszenie, haracz za możliwość mieszkania na terenie kraju. > zjawisko które narodziło się w końcówce XVIII w. nie było powszechnie akceptowane do końca XIX w. obecnie jest jednym z absolutnych pewników, które nieliczni śmią podważać, czymś na kształt prawa powszechnego ciążenia skrzyżowanego z dogmatem religijnym.Prawda. Nie udało mi się jeszcze spotkać osoby, która miałaby do zaproponowania jakąś alternatywę. Ludzie nawet o tym nie myślą, to dla nich niezmienna część rzeczywistości. > moja konkluzja - może nam się wydawać, że rola państwa, nie osiągnęła jeszcze absurdu ale chyba bardziej "wydawać" niż "nie osiągnęła"> konkluzja nr 2 - czymże jest pazerność wrednego kapitalisty wobec bezdennego wora fiskusa i pazerności współczesnego państwa.Jeżeli pod pojęciem "rola państwa" masz na myśli dzisiejszą praktykę uprawiania tej "roli", to podpisuje się pod tym obiema rękami. Problem leży w braku wiedzy w społeczeństwie - 90% Polaków nie wie, jakie państwo ma spełniać zadania, więc trudno im chociażby oceniać jakość rządów dzisiejszej kadry politycznej. Do tego ogłupia się nas za pośrednictwem mediów, próbując wmówić, że polityka to kolejne konferencje tej czy innej partii, ew. wystąpienia posła Palikota. Dzięki temu prawdziwie istotnymi kwestiami, jak budżet czy stan naszej gospodarki, nikt się nie interesuje.
Be the change you want to see in the world.
|
|
 | 2 na 2 | Liss (2003 punktów) | >. >. Problem leży w braku wiedzy w społeczeństwie - 90% Polaków nie wie, jakie państwo ma spełniać zadania, więc trudno im chociażby oceniać jakość rządów dzisiejszej kadry politycznej. Do tego ogłupia się nas za pośrednictwem mediów, próbując wmówić, że polityka to kolejne konferencje tej czy innej partii, ew. wystąpienia posła Palikota. Dzięki temu prawdziwie istotnymi kwestiami, jak budżet czy stan naszej gospodarki, nikt się nie interesuje. I to jest dramat ,a potem sie można dziwić że partie polityczne różnia sie tylko tym która ma rządzić.
|
|
|  | | Adam Gilniewski (399 punktów) | > I to jest dramat ,a potem sie można dziwić że partie polityczne różnia sie tylko tym która ma rządzić.Można by, chyba, pokusić się o próbę zmiany takiego stanu rzeczy  . Wystarczy, na początek, zamiast dziennika lub orędzia  po nim, wprowadzić kilkunastominutowe pogadanki z podstaw ekonomii i politologii. Do tego oczywiście większy nacisk na naukę o działaniu państwa w szkołach...
Be the change you want to see in the world.
|
|
| walczyslaw (54 punktów) | Jestem przeciw wszelkim podatkom w ogóle ponieważ - jak to już zostało wspomniane - de facto są to opłaty za życie na terenie danego państwa. W dodatku opłaty nie mające nic współnego z jakością usług za nie dostarczanych. Jesteśmy przyzwyczajeni przecież, że drożej znaczy lepiej. Poza tym jak można upierać się przy czymś czego nikt nie lubi?  Ściemnia się biedne społeczeństwo, że inaczej nie można. Pytanie czy podatki można zlikwidować? Oczywiście! Tak samo jak je wprowadzono. Jednak jest to proces długotrwały i polega - tak samo jak przy wprowadzaniu podatku - na zmianie mentalności społeczeństwa. Sytuacja jaką mamy dzisiaj wygląda, że wybieramy ludzi do zarządzania, płacimy im potem za tę funkcję i na koniec... otaczamy ich feudalną czcią jakkolwiek nie wykonali by pracy, za którą im zapłaciliśmy. "Najważniejsza osoba w państwie" - zastanówmy się jak to brzmi. Czy ktoś używa "pan hydraulik", "pan lekarz"? Pewnie niektórzy powiedzą, że to nie to samo, co "pan prezydent" i "pan premier", bo tym ostatnim należy się szacunek. Owszem, każdemu należy się szacunek jeśli bardzo dobrze wykonuje swoją pracę, ale nie za sam fakt wybrania zawodu. W momencie jak to będzie powszechnie tak rozumiane miejmy nadzieję publiczne pieniądze będą mądrzej gospodarowane i będzie ich mniej potrzeba do funkcjonowania państwa. Takie moje dwie grosze utopii
|
|
 | 1 na 1 | Adam Gilniewski (399 punktów) | > Jestem przeciw wszelkim podatkom w ogóle ponieważ - jak to już zostało wspomniane - de facto są to opłaty za życie na terenie danego państwa.Jak już pisałem, całkowita rezygnacja z podatków to utopia. Lepiej już zadbać o to, żeby faktycznie szły na cele, do których są stworzone. Moim zdaniem opłata za możliwość życia w państwie bezpiecznym, czystym i z dobrymi drogami, jest jak najbardziej uzasadniona. Gorzej, kiedy bez naszej zgody mnoży się ilość pobieranych podatków i cele, na które te pieniądze idą. W miejscach, gdzie to możliwe, chętnie zobaczyłbym jakąś formę "pakietyzacji" - podstawę płacą wszyscy a resztę każdy dobiera sobie wedle potrzeb i uznania. > W dodatku opłaty nie mające nic współnego z jakością usług za nie dostarczanych.Tu już ocieramy się o problem jakości naszych "elit". Byłbym za tym, żeby zablokować dostęp do funkcji publicznych (lub funkcji publicznych powyżej pewnego pułapu) ludziom bez stopnia naukowego, bez konkretnego dorobku. Demokracja demokracją, ale jak wychodzimy na tym, że każdy ćwierćinteligent ma swojego przedstawiciela w Sejmie, każdy widzi. (Jakby co, poprzecie mnie w następnych wyborach, ok?  ) > Sytuacja jaką mamy dzisiaj wygląda, że wybieramy ludzi do zarządzania, płacimy im potem za tę funkcję i na koniec... otaczamy ich feudalną czcią jakkolwiek nie wykonali by pracy, za którą im zapłaciliśmy.Nie otaczamy  . Wybieramy ich a potem plujemy sobie w brodę przez cztery lata  . > Owszem, każdemu należy się szacunek jeśli bardzo dobrze wykonuje swoją pracę, ale nie za sam fakt wybrania zawodu. W momencie jak to będzie powszechnie tak rozumiane miejmy nadzieję publiczne pieniądze będą mądrzej gospodarowane i będzie ich mniej potrzeba do funkcjonowania państwa. Takie moje dwie grosze utopii > Tu nasuwa mi się pytanie: czy my, biali ludzie w białym kraju, mamy jakieś mechanizmy pozwalające na korektę błędów wyborczych? Czy wystarczy zareklamować się raz na cztery lata i hulaj dusza?  Z lekcji WOS-u już nic nie pamiętam... Czy jest na sali konstytucjonalista? 
Be the change you want to see in the world.
|
|
|  | 1 na 1 | walczyslaw (54 punktów) | > >Jestem przeciw wszelkim podatkom w ogóle ponieważ - jak to już zostało wspomniane - de facto są to opłaty za życie na terenie danego państwa.> Jak już pisałem, całkowita rezygnacja z podatków to utopia.Też mi tak wygląda. Ale jak wygladały: zniesienie niewolnictwa, prawo wyborcze kobiet, unia europejska, etc. na kilkadziesiąt lat przed zanim sie wydarzyły? > Lepiej już zadbać o to, żeby faktycznie szły na cele, do których są stworzone. Moim zdaniem opłata za możliwość życia w państwie bezpiecznym, czystym i z dobrymi drogami, jest jak najbardziej uzasadniona.A ja się będe upierał, że bez podatków w ogóle  Niech kombinuja jak tu zrobić czysto i bezpiecznie wtedy. Może jakaś selekcja samoistnie się zrobi do kandydowania. /.../ > >W dodatku opłaty nie mające nic współnego z jakością usług za nie dostarczanych.> Tu już ocieramy się o problem jakości naszych "elit". Byłbym za tym, żeby zablokować dostęp do funkcji publicznych (lub funkcji publicznych powyżej pewnego pułapu) ludziom bez stopnia naukowego, bez konkretnego dorobku. Demokracja demokracją, ale jak wychodzimy na tym, że każdy ćwierćinteligent ma swojego przedstawiciela w Sejmie, każdy widzi. (Jakby co, poprzecie mnie w następnych wyborach, ok? )Brzmi nieźle, ale znaczy "dyktatura inteligencji"  Źle się skończy na dłuższą metę. Trzeba zdać sobie sprawę, że "ćwierćinteligent", to przytłaczającą większość każdego społeczeństwa. /.../
|
|
|  | | Grzegorz (2117 punktów) | > Jak już pisałem, całkowita rezygnacja z podatków to utopia. Lepiej już zadbać o to, żeby faktycznie szły na cele, do których są stworzone.czyli na wydatki wojenne  Jak patrzę na USA to chyba nawet coś w tym jest. > Moim zdaniem opłata za możliwość życia w państwie bezpiecznym, czystym i z dobrymi drogami, jest jak najbardziej uzasadniona.Ale część z tych celów nie koniecznie wymaga podatków czy stałego obciążania wszystkich > Gorzej, kiedy bez naszej zgody mnoży się ilość pobieranych podatków i cele, na które te pieniądze idą.Podatek jest z zasady bezcelowy o sposobie jego wydatkowania decydujemy raz na 4 lata wybierając swoich przedstawicieli. Dramatem jest to że programy gospodarcze partii politycznych są jakie są, a drugim że późniejsza praktyka nawet i od tego odbiega. > (Jakby co, poprzecie mnie w następnych wyborach, ok? )poprę Cię jak Ty mnie poprzesz a potem stworzymy koalicję  takie rozwiązanie doskonale rozmywa potencjalną odpowiedzialność. > Nie otaczamy . Wybieramy ich a potem plujemy sobie w brodę przez cztery lata .Celne spostrzeżenie - tak się niestety kończy plucie pod wiatr. > Tu nasuwa mi się pytanie: czy my, biali ludzie w białym kraju, mamy jakieś mechanizmy pozwalające na korektę błędów wyborczych? Czy wystarczy zareklamować się raz na cztery lata i hulaj dusza? Z lekcji WOS-u już nic nie pamiętam... Czy jest na sali konstytucjonalista?  Niestety słuszna skądinąd instytucja impeachmentu u nas wymaga przestępstwa i wyroku Trybunału Stanu lub w przypadku parlamentarzystów uchylania immunitetu i wyroku sądu. Niestety chroniczna głupota nie jest przestępstwem, a dobre chęci, nie wiedzieć czemu, są okolicznością łagodzącą. Pozdrawiam PS korzystając z okazji przepraszam za kradzież tematu
|
|
| |  | | Adam Gilniewski (399 punktów) | > czyli na wydatki wojenne  Oraz na porywanie dzieci ze żłobków  . > >Moim zdaniem opłata za możliwość życia w państwie bezpiecznym, czystym i z dobrymi drogami, jest jak najbardziej uzasadniona.> Ale część z tych celów nie koniecznie wymaga podatków czy stałego obciążania wszystkichDodam, że miałem na myśli ogół tych celów, których bez scentralizowanej władzy nie da się realizować. Drogi i bezpieczeństwo to tylko dla przykładu, żeby ładnie brzmiało  . Znalazło by się takich więcej - to raz. Dwa: widzisz alternatywne rozwiązanie? Nie jestem ekonomistą, wiem jednak, że dochód z nieba nie spada. Surowców wiele nie mamy, usługi i technologie na razie kuleją... > Niestety słuszna skądinąd instytucja impeachmentu u nas wymaga przestępstwa i wyroku Trybunału Stanu lub w przypadku parlamentarzystów uchylania immunitetu i wyroku sądu.Coś mi się obiło o uszy, że jednak są / były mechanizmy przekładające niezadowolenie społeczne na możliwość organizacji nowych wyborów. Poczytam, jak znajdę czas  . > PS> korzystając z okazji przepraszam za kradzież tematu  > No problem. Zanim bym sobie ułożył, co chcę napisać...
Be the change you want to see in the world.
|
|
2 na 2 | Liss (2003 punktów) | >moja konkluzja - może nam się wydawać, że rola państwa, nie osiągnęła jeszcze absurdu ale chyba >bardziej "wydawać" niż "nie osiągnęła" Raczej tak ale tylko "Absurd mniejszy"(Absurd większy to PRL)
>konkluzja nr 2 - czymże jest pazerność wrednego kapitalisty wobec bezdennego wora fiskusa i >pazerności współczesnego państwa. W przypadku kapitalisty to on musi się nagimnastykować żeby zarobić a fiskus nic nie musi, ale dużo(za dużo) może.
|
|
5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | >czymże jest...pazerność współczesnego państwa.
Pewien król powiedział: Państwo to ja. Jeden z jego następców stracił głowę.
Mafie mówią dzisiaj: Państwo to my. To problem alienacji, kompletnego wyobcowania władzy. Poczucia jej bezkarności i świadomości, że obywatel nie ma możliwości szybkiego, reagowania na przekręty władzy. To moim zdaniem największy paradoks demokracji: wyłania elity polityczne i jednocześnie traci nad nimi kontrolę. Dochodzi nawet do tego, że wybrańcy rządzą z więzienia.
Zdaje się, że włosy z głowy i same głowy powinny spadać częściej.
|
|
 | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | W demokracji rządzą ci, którzy chcą rządzić. Poświęcają życie na karierę polityczną. Najczęściej są to zawodowi blagierzy, manipulanci i demagodzy. Może powinniśmy szukać raczej tych którzy nie chcą ale muszą (nie mam na myśli pana W. ale czasami monarchia zaczyna mi się wydawać całkiem pociągająca)
Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | Adam Gilniewski (399 punktów) | > W demokracji rządzą ci, którzy chcą rządzić.> Poświęcają życie na karierę polityczną. Najczęściej są to zawodowi blagierzy, manipulanci i demagodzy. Może powinniśmy szukać raczej tych którzy nie chcą ale musząTu niestety rodzi się paradoks. Ci, którzy chcą, nie powinni a ci, którzy powinni, mają do tego zbyt małą motywację i przez to również siłę przebicia. Rozwiązaniem faktycznie mógłby być zdrowy absolutyzm  . Tyle, że ja nikomu na tyle bym nie zaufał... > (nie mam na myśli pana W. ale czasami monarchia zaczyna mi się wydawać całkiem pociągająca)Włodzimierza, Władysława, Waldemara? 
Be the change you want to see in the world.
|
|
| |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | > Tu niestety rodzi się paradoks. Ci, którzy chcą, nie powinni a ci, którzy powinni, mają do tego zbyt małą motywację i przez to również siłę przebicia. Rozwiązaniem faktycznie mógłby być zdrowy absolutyzm . Tyle, że ja nikomu na tyle bym nie zaufał...Otóż to, nie jestem monarchistą ale są takie dni kiedy poważnie myślę czy nie jest to racjonalna alternatywa. > Włodzimierza, Władysława, Waldemara?  W.Lecha  Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Może powinniśmy szukać raczej tych którzy nie chcą ale muszą
Ostatnio również myślę o polityce bez polityków.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|