Racjonalista - Strona głównaDo treści
W czołówce krajów III świata?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
30-04-2009 10:01waldeck77 (4307 punktów)W czołówce krajów III świata?
Ocena 5 na 5
Zachwycone media doniosły o wielkim sukcesie Polski. Oto awansowaliśmy znacząco w rankingu krajów najlepszych dla inwestowania:
finanse.wp(*)rm,wid,11083301,wiadomosc.html
Przed nami jeszcze tylko Chiny, Bułgaria, Malezja i Chile.

Co to praktycznie oznacza. Głównie to, że Polska jest krajem, w którym można płacić pracownikom grosze i maksymalnie nimi pomiatać, a i płacenie podatków da się łatwo ominąć. Inwestorzy rzeczywiście mogą być zachwyceni. Do tego jeszcze polscy epigoni neoliberalizmu chwalą się wszem i wobec, że Polska poradzi sobie z kryzysem jak zwykle przez zaciskanie pasa (w neoliberalnym żargonie określa się to jak ograniczanie deficytu budżetowego, czyli cięcie wydatków). Pokażemy zachodnim keynesistowskim wymoczkom, że Polak potrafi. Rzeczywiscie, jest sie z czego cieszyć...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Robert Zawecki (4718 punktów)
   Oczywiście, że jest się z czego cieszyć. Powinieneś być dumny z sukcesów Polski!

>Co to praktycznie oznacza. Głównie to, że Polska jest krajem, w którym można płacić pracownikom grosze i maksymalnie nimi pomiatać
   Jakby to było rzeczywiście kryterium do inwestowania, to najwięcej inwestycji byłoby w... Burundi, Malawi i Jemenie, a jakoś nie widać tam tych inwestycji.

>płacenie podatków da się łatwo ominąć
   Najłatwiej ominąć płacenie podatków w "rajach podatkowych" - czy najwięcej inwestycji jest np. na Kajmanach?

>polscy epigoni neoliberalizmu chwalą się wszem i wobec, że Polska poradzi sobie z kryzysem jak zwykle przez zaciskanie pasa (w neoliberalnym żargonie określa się to jak ograniczanie deficytu budżetowego, czyli cięcie wydatków)
   Tylko durni liberałowie nie mogą zrozumieć, że jak pensja nie starcza do pierwszego, to należy jeszcze więcej wydawać na początku miesiąca, a wtedy starczy na dłużej. To takie oczywiste, wszyscy to rozumieją, tylko liberałowie jakoś nie mogą tego pojąć!
30-04-2009 16:24 
 Ocena 8 na 8
lipschitz (1674 punktów)
Niektóre kraje po prostu nie zgodzą się na transfer zysków firm za granicę, posiadają więc tanią siłę roboczą, lecz duże firmy musiałyby dzielić się sporym procentem zysków z władzami. Nie są więc atrakcyjne. Kajmany natomiast są kiepskim przykładem, trudno sobie wyobrazić, aby tak mały obszar o tak niewielkiej liczbie ludności miał stać się miejscem największych inwestycji, nawet gdyby miał najtańszą siłę roboczą na świecie i chętny rząd by ją eksploatować, to co najwyżej byłoby miejsce dla jednej dużej fabryki.

A co do Polski, to szkoda wielka, że Polska nie jest krajem w czołówce inwestowania dla Polaków, do tego by sami zakładali i prowadzili biznes. Nie ma się z czego cieszyć, że ktoś z zagranicy będzie miał tu świetne warunki, rząd, który zwolni go z podatków, tanią siłę roboczą i pozwoli bez problemu wyprowadzać zyski poza kraj. To naprawdę fantastyczne warunki dla Francuzów, Niemców, Japończyków, ale nie dla nas. Chyba coś jest nie tak, kiedy dużą sieć handlową zwalnia się z części lub całości podatków na kilka lat, a nie robi się tego samego względem małych, polskich sklepów i firm? Na zdrowy rozum wydaje się, że relacja powinna być zupełnie odwrotna, no, ale to w przypadku rządu, który zajmuje się biznesem głównie własnych obywateli, dba o ich biznesową kreatywność. Chyba nie przypadkiem Polskę opuściło tak wielu ludzi w poszukiwaniu czegoś lepszego niż praca u zagranicznego inwestora?

Ucieszę się kiedy będzie tak jak w Wielkiej Brytanii, gdzie rząd dba głównie o własnych obywateli, gdzie mogą oni bez większych konsekwencji zakładać kilka firm w ciągu roku i za każdym razem bankrutować nie obawiając się, że stracą cały majątek. Nie muszą się tak martwić o sprzyjające warunki do biznesu dla zagranicy, bo mają własnych obywateli, którzy w razie jakiś problemów wypełnią wszystkie rynkowe luki.

U nas wygląda to zupełnie inaczej, jeśli raz się komuś nie powiedzie, to następnego razu może już nie być, a nie tak to powinno funkcjonować.

Dlatego właśnie jest to zła wiadomość dla Polaków, bo w czołówce krajów sprzyjających lokalnemu biznesowi nie jesteśmy i chyba nie przypadkiem tutaj czołówka a na drugiej liście szary koniec.
Matix (5786 punktów)
lipschitz ode mnie duży plus za wypowiedź
30-04-2009 19:07 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)

>   Tylko durni liberałowie nie mogą zrozumieć, że jak pensja nie starcza do pierwszego, to należy jeszcze więcej wydawać na początku miesiąca, a wtedy starczy na dłużej. To takie oczywiste, wszyscy to rozumieją, tylko liberałowie jakoś nie mogą tego pojąć!

   Co robi przedsiębiorca, kiedy mu brakuje pieniędzy? Pożycza.
   Co robi państwo rządzone przez ortodoksyjnych liberałów, kiedy mu brakuje pieniędzy? Rozkłada ręce i tłumaczy - wicie, rozumicie, z pustego i Salamon...

   Że nie można mylić makroekonomii z mikroekonomią? Jasne. To od dawna wiadomo. Ale swego czasu dobrze się stało, że ten nieuk Keynes nie wiedział, że nie można.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
01-05-2009 00:57 
 Ocena 11 na 11
Robert Zawecki (4718 punktów)
>   Co robi przedsiębiorca, kiedy mu brakuje pieniędzy? Pożycza.
   To tak wiesz z autopsji, czy z czyichś opowieści? I myślisz pewnie, że jak przedsiębiorca prywatny zapragnie kredytu, to mu na sygnale wiozą gotówkę z kilku banków jednocześnie, żeby czasem się nie rozmyślił?

   Przedsiębiorca nie generujący przyzwoitego dochodu w polskim systemie bankowym nie ma zdolności kredytowej. Może co najwyżej liczyć na stosunkowo niewielki kredyt obrotowy, który bank może mu w każdej chwili zabrać, bo ma taki kaprys. Wykazując dochód stwarza się sobie zdolność kredytową i rozsądny przedsiębiorca przeznaczy ją wyłącznie na działalność inwestycyjną, czyli taką, która zacznie zwiększać jego dochody. Pożyczanie pieniędzy na bieżące potrzeby lub w celu opłacenia nadmiernych kosztów, zawsze prowadzi do tego samego, do śmiertelnej pułapki zadłużeniowej. Dodatkowo, przedsiębiorca pożyczając musi dbać o swoje bezpieczeństwo, bowiem wierzyciele wraz z bankiem mogą wykorzystać jakiś pretekst, zażądać spłaty i doprowadzić do wrogiego przejęcia.

   No i najważniejsze - przedsiębiorca biorąc kredyt odpowiada za niego osobiście, osobistym i rodzinnym majątkiem. A jak jest w przypadku państwa?
   Polityk w imieniu państwa może właściwie wziąć każdy kredyt i nie odpowiada absolutnie za nic! Nie obchodzi go - czy, jak i przez kogo zostanie to spłacone. Jedyną rzeczą jaka go interesuje jest kupienie sobie głosów wyborczych za państwowe, czyli za nasze pieniądze. Dlatego zawsze, kiedy polityk mówi o zwiększeniu wydatków, nie należy się z tego cieszyć a należy bać się o swoją przyszłość.

>   Że nie można mylić makroekonomii z mikroekonomią? Jasne. To od dawna wiadomo.
   Jako żywo przypomina mi to wypowiedzi S.Sierakowskiego, który najpierw wprost nawoływał do zwiększania wydatków, ale po totalnym obśmiewaniu go w komentarzach zmienił zdanie i zaczął operować retoryką mającą dowieść całkowitej odmienności zasad rządzących mikro i makro. Było to bardzo kreatywne, bo tym samym dość mocno upodabniał się do M.Friedmana, którego niemal w tych samych akapitach zawzięcie krytykował. Smakowite.

   Placowniku, piszesz by nie mylić makro z mikro. A możesz mi napisać, czy i w jakich warunkach wielkość makropopytu, popytu globalnego, popytu zagregowanego, może nie podążać za kierunkiem zmian sumy wielkości mikropopytów?

> Ale swego czasu dobrze się stało, że ten nieuk Keynes nie wiedział, że nie można.
   Keynes dużo więcej nie wiedział albo nie chciał wiedzieć. Czy wiesz jakie fundamentalnie błędne założenie przyjął w ulubionym fetyszu lewicowych ekonomistów?
01-05-2009 01:09 
 Ocena 1 na 1
Przemysław Biegański (845 punktów)
Kurcze jak bym mógł to bym ci dał tu 10 plusów.
Liss (2003 punktów)

>> Ale swego czasu dobrze się stało, że ten nieuk Keynes nie wiedział, że nie można.
>   Keynes dużo więcej nie wiedział albo nie chciał wiedzieć. Czy wiesz jakie fundamentalnie błędne założenie przyjął w ulubionym fetyszu lewicowych ekonomistów?
>
Jakie ?
01-05-2009 11:38 
 Ocena 2 na 2
stilgar (7322 punktów)

>> Ale swego czasu dobrze się stało, że ten nieuk Keynes nie wiedział, że nie można.
>   Keynes dużo więcej nie wiedział albo nie chciał wiedzieć. Czy wiesz jakie fundamentalnie błędne założenie przyjął w ulubionym fetyszu lewicowych ekonomistów?
>
Że przez stymulacje podaży można zwiększać popyt?
01-05-2009 14:26 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz (2117 punktów)
>Czy wiesz jakie fundamentalnie błędne założenie przyjął w ulubionym fetyszu lewicowych ekonomistów?

Jak konkurs to konkurs
czy chodzi może o "obalenie" prawa Say'a

Pozdrawiam
Satyr (4285 punktów)

>czy chodzi może o "obalenie" prawa Say'a

Przypuszczam, że tak. Obalono wszak twierdzenie, którego nikt nie głosił. (to się w retoryce nazywa "błąd straw man" - najpierw modyfikujesz tezę swojego oponenta, a potem obalasz ową zmienioną tezę i głosisz, że wygrałeś dyskusję. Pytanie tylko - z kim?)
03-05-2009 19:29 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

   Napisałeś:
Tylko durni liberałowie nie mogą zrozumieć, że jak pensja nie starcza do pierwszego, to należy jeszcze więcej wydawać na początku miesiąca, a wtedy starczy na dłużej. To takie oczywiste, wszyscy to rozumieją, tylko liberałowie jakoś nie mogą tego pojąć!

   Moja odpowiedź utrzymana była, przynajmniej częściowo, w tej samej konwencji. Możemy ją oczywiście zmienić.

   W systemie kapitalistycznym funkcjonowanie olbrzymiej części gospodarki opiera się na kredycie. Dotyczy to zarówno produkcji dóbr czy usług jak i konsumpcji. W efekcie przodująca gospodarka jaką jest gospodarka USA, próbuje dzisiaj wyprodukować (i sprzedać) produkty i usługi, należność za które zdołała już dawno przejeść (lub zainwestować). Prawdziwy cud za który, jak na razie, płacą głównie Chińczycy, choć nie tylko oni.

>Przedsiębiorca nie generujący przyzwoitego dochodu w polskim systemie bankowym nie ma zdolności kredytowej. Może co najwyżej liczyć na stosunkowo niewielki kredyt obrotowy, który bank może mu w każdej chwili zabrać, bo ma taki kaprys.

   Za ten kaprys masz kolejnego plusa. Nie to jednak najistotniejsze. Bank pożyczy każdemu, nie pytając na co (w sporym uproszczeniu), byleby tylko uzyskał odpowiednio wysoką pewność zwrotu pożyczki. Służą temu rozbudowane procedury wyznaczające tzw. "zdolność kredytową". Zasada, na pierwszy rzut oka, jedynie słuszna i jako taka godna poparcia.    Przemysław Biegański poparłby ją dziesięcioma punktami, gdyby mógł. Jeśli jednak przyjrzeć się jej bliżej, może się okazać, że gubi ona to, co napędzało system kapitalistyczny i stanowiło do niedawna o jego przewadze nad tzw. gospodarką planową. Myślę tu o kreatywności, innowacyjności i chęci do podejmowania ryzyka w sferze produkcji. Cechy te są promowane, ale głównie w sferze przekładania pieniędzy (tych fiducjarnych, które tak Ci się nie podobają) z kupki na kupkę. Doskonale ilustruje to przykład Jacka Karpińskiego Komuna wybiła mu z głowy komputery, polski kapitalizm, a dokładniej - banki, wybiły mu z głowy penreadera.

>Polityk w imieniu państwa może właściwie wziąć każdy kredyt i nie odpowiada absolutnie za nic!

   Że nie odpowiada - zgoda, że może wziąć każdy kredyt już niekoniecznie. Musi się znaleźć ktoś, kto mu go da. Też zresztą nie pytając na co. W przypadku państwa o zabezpieczeniach trudno mówić, a zamiast zdolności kredytowej mamy rating. Skąd się bierze taki rating? Ustalają go mądrzy, a może nawet bardzo mądrzy ludzie z jednej z kilku uznanych agencji ratingowych, na podstawie sobie tylko znanych kryteriów. Gdyby kryteria te były znane powszechnie - agencje straciłyby rację bytu. Nawiasem mówiąc to te same agencje, które do niedawna nadawały najwyższy rating obligacjom zabezpieczonym nie wartym złamanego grosza kredytem hipotecznym.

   A jaka puenta? Mam nawet dwie. Stanowi bankierskiemu brakuje jaj. Jeśli je ma, to bardzo malutkie, takie tycie, tyciutkie, wystarczające jedynie do napychania własnej kabzy pod osłoną matematyki finansowej. A życie jest bogatsze od matematyki i jaj wymaga znacznie większych. Zaś druga to taka, że wiedza o tym na co się pożycza bywa istotniejsza od wiedzy o tym z czego się odda. Dotyczy to zarówno pożyczkodawcy jak i pożyczkobiorcy.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
04-05-2009 13:48 
 Ocena 1 na 1
Robert Zawecki (4718 punktów)
>   W systemie kapitalistycznym funkcjonowanie olbrzymiej części gospodarki opiera się na kredycie
   Tu chciałbym uściślić, bo mniej wprawni ekonomicznie czytelnicy postawią znak równości między kapitalizmem a oszalałym kreacjonizmem finansowym. Kapitalizm - jak sama nazwa sugeruje - opiera się na posiadaniu kapitału (upraszczając na posiadaniu pieniędzy). W czasach, kiedy pieniądz odpowiadał realnej wartości, kapitalista inwestował swoje pieniądze oraz część dopożyczał od osób posiadających oszczędności. Suma pieniądza nie ulegała zmianie.
   Od tamtych czasów rządy kolejnych krajów krok po kroku obniżały wartość pieniądza, a konkretnie coraz mniej w pieniądzu było wartości, a coraz więcej fikcji, ale dzięki temu pieniądza było więcej, więc ludziom wydawało się, że są bogatsi. Od 1971r. pieniądz pozostaje już tylko czystą fikcją. Zatem jak nastąpi otrzeźwienie nie będzie większego znaczenia, czy mamy 1 tys. fikcyjny, czy 1 mld fikcyjny. Zatem wszystko jest bardzo umowne i stąpamy po krawędzi ryzyka.
   Politykierzy do spółki z oszalałymi finansistami stworzyli kapitalizm bez kapitału. Ale po co wnikać w szczegóły, lepiej wznieść okrzyk bojowy, że to wszystko wina neocośtam.

>Bank pożyczy każdemu, nie pytając na co (w sporym uproszczeniu), byleby tylko uzyskał odpowiednio wysoką pewność zwrotu pożyczki. Służą temu rozbudowane procedury wyznaczające tzw. "zdolność kredytową". Zasada, na pierwszy rzut oka, jedynie słuszna i jako taka godna poparcia
   Trochę doprecyzuję - polskie banki stosują praktykę podwójnego zabezpieczenia. Jednym zabezpieczeniem jest zgoda na cesję całości lub części posiadanego majątku (lub tworzonego). A drugim zabezpieczeniem jest wyliczenie "zdolności kredytowej", co w przypadku działalności gospodarczej wymaga uzgodnienia i uwiarygodnienia biznesplanu konkretnego przedsięwzięcia gospodarczego.
   Wyjątkiem od tej zasady są kredyty obrotowe występujące pod różnymi nazwami (choćby debet na karcie), które udzielane są na bazie obrotu jaki firma generuje. Te kredyty są dość łatwo dostępne, nie wymagają specjalnych zabezpieczeń, choć są względnie niskie, natomiast bank może je łatwo stawiać w stan wymagalności, choćby dowodząc zmniejszenia obrotów na rachunku.

>Myślę tu o kreatywności, innowacyjności i chęci do podejmowania ryzyka w sferze produkcji. Cechy te są promowane, ale głównie w sferze przekładania pieniędzy (tych fiducjarnych, które tak Ci się nie podobają) z kupki na kupkę.
   Ta kreatywność daje teraz upust w wykazywaniu "zdolności kredytowej". Jedno mnie jednocześnie bawi i strasznie wkurza. Jak przedsiębiorca prywatny ryzykując wszystko bierze kredyt, to musi na różne sposoby wykazać się wieloletnią "świętością". Natomiast pracownik etatowy, przynosi lipny kwitek o zarobkach za 3 miesiące i może wziąć kredyt na 130% wartości mieszkania, które ma tylko pozwolenie na budowę i będzie go spłacać (albo i nie) przez najbliższe 40 lat. Zaświadczenie z 3 miesięcy określa zdolność kredytową na 40 lat!

   W świecie zachodnim są prywatne fundusze na "szalone pomysły", takie wylęgarnie geniuszy i genialnych pomysłów, które są później odkupowane przez korporacje. U nas wciąż tego brak.

>   Że nie odpowiada - zgoda, że może wziąć każdy kredyt już niekoniecznie. Musi się znaleźć ktoś, kto mu go da
   Państwu kredyt dadzą własne banki, bowiem obligacje państwowe mają minimalne ryzyko, zatem banki mogą tego kupić straszne ilości. Wynika to z dalekiej niedoskonałości istniejącego systemu bankowego Basel, co świetnie policzył M.Machaj tu: kryzys.mises.pl/anatomia-kryzysu/ "Najzdolniejsze" fundusze uzyskiwały dźwignię dochodzącą do 1:250, ale słyszałem też o dźwigniach na Forexie dochodzących do 1:1000. Czy ktoś w takiej sytuacji odważy się powiedzieć "sprawdzam"? Nie, bo drugie pytanie będzie brzmieć - a gdzie są nasze emerytury? Poszły się...

   A co do jaj, to przede wszystkim nie ma nikogo, kto miałby tak wielkie jaja, by powiedzieć społeczeństwom, że nie ma tego bogactwa, co myśli, że ma. Wszyscy czekają na tego wariata. który powie "system jest nagi"! A czas czekania umilają sobie realizacją różnych dziwacznych programów naprawczych, stabilizacyjnych i co tam komu ślina na język przyniesie. Gwałtownie zaczyna się sypać W.Brytania, która poszła drogą USA, ale zapomniała o tym, że nie ma dość atutów. Kto ją uratuje?
finerbijk (17282 punktów)
Nie zapominajmy, że nie wszyscy mogą pracować w budżetówce i że na budżetówkę też skądś pieniądze trzeba brać.
Pracownikom się płaci tyle za ile pracownik się zgodzi pracować.
To chyba naturalne, że w kryzysie trzeba zaciskać pasa i szukać oszczędności. Ogólnie nie popieram PO, ale w tym akurat im przyznaję rację.
Alternatywnie można oczywiście dodrukować parę składów kolejowych pieniędzy, ale czy to na pewno lepszy pomysł?
Liss (2003 punktów)
>Zachwycone media doniosły o wielkim sukcesie Polski. Oto awansowaliśmy znacząco w rankingu krajów
>najlepszych dla inwestowania:
>finanse.wp(*)rm,wid,11083301,wiadomosc.html
>Przed nami jeszcze tylko Chiny, Bułgaria, Malezja i Chile.
>Co to praktycznie oznacza. Głównie to, że Polska jest krajem, w którym można płacić pracownikom
>grosze i maksymalnie nimi pomiatać, a i płacenie podatków da się łatwo ominąć. Inwestorzy
>rzeczywiście mogą być zachwyceni. Do tego jeszcze polscy epigoni neoliberalizmu chwalą się wszem i
>wobec, że Polska poradzi sobie z kryzysem jak zwykle przez zaciskanie pasa (w neoliberalnym żargonie
>określa się to jak ograniczanie deficytu budżetowego, czyli cięcie wydatków). Pokażemy zachodnim
>keynesistowskim wymoczkom, że Polak potrafi. Rzeczywiscie, jest sie z czego cieszyć...
W końcu mamy być jak największa demokracja w świecie - Indie . Polska sobie poradzi ,chyba prędzej katolicy przestana budować te zamki i pałace nazywane kościołami ,śmieszne i tragiczne jest to że PiS partia niby obrońców
uboższej części społeczeństwa -jest przeciwna integracji ,traktatowi konstytucyjnemu i marzy o jakiejś Europie ojczyzn ,a ja mam tylko jedną nadzieje że prędzej czy później powstanie państwo federalne Europy i w tym widzę jedyny ratunek ,dlatego nieszczęsnego narodu .Amen .
a na razie dzięki istnieniu Europy ojczyzn ;
Niemcy - www.youtub(*)?v=_8AU4koy4Hc&feature=related
Polska -www.youtube.com/watch?v=pdlo5tIVh7k
01-05-2009 08:59 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>a na razie dzięki istnieniu Europy ojczyzn ;
> Niemcy - www.youtub(*)?v=_8AU4koy4Hc&feature=related
> Polska -www.youtube.com/watch?v=pdlo5tIVh7k

Dziwne, mój Nikon nie widzi tu specjalnej różnicy.
Ze względu na inspiracje wybrałbym Polskę.
Liss (2003 punktów)
>>a na razie dzięki istnieniu Europy ojczyzn ;
>> Niemcy - www.youtub(*)?v=_8AU4koy4Hc&feature=related
>> Polska -www.youtube.com/watch?v=pdlo5tIVh7k
>Dziwne, mój Nikon nie widzi tu specjalnej różnicy.
No cóż kiepski aparat .
>Ze względu na inspiracje wybrałbym Polskę.
>
Ale masz gust .
04-05-2009 08:13 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Ale masz gust .

W ogóle go nie mam.
Wystarczy mi świat przed obiektywem.
A to, że świat nie ma gustu, to już nie moja sprawa.
30-04-2009 10:43
 Ocena 15 na 15
Adamiak (36436 punktów)
>Do tego jeszcze polscy epigoni neoliberalizmu chwalą się wszem i
>wobec, że Polska poradzi sobie z kryzysem jak zwykle przez zaciskanie pasa...

   Nie znam się na gospodarce, ale pamiętam starego cieślę do którego kumpel z budowy nagminnie chodził pożyczać pieniądze już kilka dni po wypłacie.
   Stary cieśla zawsze kasę miał i wysupłując parę groszy mawiał wówczas: to nie gospodarka, synu, napić się dzień po wypłacie, dobra gospodarka to mieć na wypicie jeszcze dzień przed wypłatą.

   Nie wiem, czy cieśla był neo, nemo, mao czy zgoła innym "istą", ale wiem, że nie był głupi.

   Miłego dnia.
Zyga (1539 punktów)
>Przed nami jeszcze tylko Chiny...

Chiny posiadają biliony dolarów w obligacjach USA.
Posiadają przemysł USA (fabryki USA są, między innymi, w Chinach) i są jednym z krajów posiadających największe zapasy złota.

Polecam "Mrówka i konik polny" Ezopa
Satyr (4285 punktów)

>Co to praktycznie oznacza. Głównie to, że Polska jest krajem, w którym można płacić pracownikom grosze i maksymalnie nimi pomiatać.

To znaczy, że jeszcze więcej inwestycji powinno być w Rwandzie lub Kambodży. Jednak tak nie jest - oznacza to nie mniej, nie więcej jak to, że pleciesz bzdury.

Dodam też, że świetnie prawa pracowników są chronione np. w Korei Północnej. Protekcjonizm jest tam sprawą wagi państwowej, więc nie dopuszcza się do konkurencji rodzimych pracowników z zagranicznymi. Tak więc kolego - kupuj bilet i dalejże zmykaj do tego raju pracowników!

Rzuć okiem do czegoś lepszego, niż propagandowe teksty czerwonej lewicy. Np. do podręczników z ekonomii. Weźmy przykład bezrobocia. Dominujące bezrobocie w Polsce to tzw. bezrobocie strukturalne, czyli takie, któremu nie da się zaradzić za pomocą instrumentów keynesistów (które miałyby teoretycznie niwelować bezrobocie cykliczne).
Jak podaje podręcznik Polityka Gospodarcza (2007 r):
"ochrona zatrudnienia - im bardziej chronione są istniejące miejsca pracy, tym trudniej powstają nowe miejsca pracy; badania wskazują na związek utrzymywania się wysokiego bezrobocia z intensywnością ochrony zatrudnienia" (str. 173).

Całe szczęście, że pracownicy nie dadzą wiary absurdom produkowanym w sowieckich świerszczykach. Więcej inwestycji to więcej miejsc pracy, im więcej przedsiębiorstw, tym lepsze warunki stawiane pracownikom.

Cóż więc proponujesz? Ochronić pracowników przed pracą?
Hiszpanie wybrali sobie czerwonego na premiera i mają najwyższe bezrobocie w historii
(prognozuje się, że niedługo dobije do 23% !!!).

Pozdrawiam

P.S. Piszesz, że to, co liberałowie nazywają "ograniczaniem deficytu budżetowego" przez lewicę jest nazywane "zaciskaniem pasa". To też jakby świadczy o stosunku do naukowości i ścisłości obydwu opcji
30-04-2009 15:34 
 Ocena 1 na 1
Liss (2003 punktów)
>>Co to praktycznie oznacza. Głównie to, że Polska jest krajem, w którym można płacić pracownikom grosze i maksymalnie nimi pomiatać.
>To znaczy, że jeszcze więcej inwestycji powinno być w Rwandzie lub Kambodży. Jednak tak nie jest - oznacza to nie mniej, nie więcej jak to, że pleciesz bzdury.
W Tych krajach nie ma inwestycji ,bo nie ma stabilizacji nigdy nie wiadomo kiedy będzie jakaś wojna ,czy dojdzie do władzy Junta albo inny prezio jak z Zimbabwe ,te kraje to morze analfabetyzmu -nie istnieje niemal potencjał społeczny ,tam nikt(prawie) nie zainwestuje bo dzisiaj robotnik musi być wykwalifikowany ,nie ma infrastruktury.
Tak więc poza tym że ew. inwestor miałby tania robociznę -to już nic poza tym, inwestycja się nie opłaca .
>Dodam też, że świetnie prawa pracowników są chronione np. w Korei Północnej.
Wiesz czym różniło się RFN od ZSRR ,tym że było to państwo kapitalistyczne a ZSRR socjalistyczne z tym że to tylko RFN spełnił wszystkie postulaty robotników.
To że w KRLD robotnik lub po prostu zwykły obywatel ma jakieś prawa,to jest kpina .

>Rzuć okiem do czegoś lepszego, niż propagandowe teksty czerwonej lewicy. Np. do podręczników z ekonomii.
Może autorstwa pana JS .
>Weźmy przykład bezrobocia. Dominujące bezrobocie w Polsce to tzw. bezrobocie strukturalne, czyli takie, któremu nie da się zaradzić za pomocą instrumentów keynesistów (które miałyby teoretycznie niwelować bezrobocie cykliczne).
W Polsce to sie nic nie da ,w odróżnieniu od zach .Europy .
Grzegorz (5685 punktów)
>Do tego jeszcze polscy epigoni neoliberalizmu chwalą się wszem i
>wobec, że Polska poradzi sobie z kryzysem jak zwykle przez zaciskanie pasa (w neoliberalnym żargonie
>określa się to jak ograniczanie deficytu budżetowego, czyli cięcie wydatków).

Ograniczanie deficytu przez PO? Obawiam się że uległeś propagandzie, a na dodatek mieszasz propagandę rządową(że niby coś ograniczają) z opozycyjną (że PO to niby liberałowie, bo w końcu w Polsce jest to z dziwnych względów najgorsza obelga jaka może spotkać polityka).
A tymczasem PO okazała się niezbyt liberalną gospodarczo partią (wszystkie pomysły które można było określić jako liberalne poszły w zapomnienie tuż po wyborach - vide podatek liniowy, likwidacja KRUS-u, itd.). Pewnie skoro okazały się na tyle dobre żeby wygrać wybory to szkoda było tracić chwytliwe hasła na kolejne wybory poprzez ich realizację
Natomiast co do ograniczania deficytu to niestety w wydaniu PO polega on w dużej części na "twórczej księgowości", czyli na przykład przerzucania wydatków na rozmaite obligacje, pożyczki, i tym podobne pozycje które formalnie budżetem nie są, a za które ktoś (kto? - wiadomo, podatnik) zapłacić kiedyś będzie musiał. Nie jestem i nie byłem idealistą, ale nie spodziewałem się że różnice między PO i PiS-em okażą się tak kosmetyczne.

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365