Racjonalista - Strona głównaDo treści
Jedna waluta: Co by było, gdyby...

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
11-06-2009 13:38Kelly (2051 punktów)Jedna waluta: Co by było, gdyby...
Ocena 1 na 1
Wyobraźmy sobie taką sytuację:

Wszystkie waluty na świecie zastępujemy jedną nową. Ilość produkowanych pieniędzy jest proporcjonalna do przyrostu naturalnego. Następnie wylicza się ich średnią ilość na jedną osobę, co odpowiednio reguluje ceny produktów i usług. Każdy może sobie policzyć roczny koszt utrzymania samego siebie (jedzenie, mieszkanie, własności, rozrywka, edukacja itp itd) i zobaczyć, w którym miejscu na skali posiadania się znajduje - poniżej średniej czy wysoko nad nią. Oczywiście teraz też można to zrobić, wystarczy przeliczyć wszystko na wybraną walutę. Ale jak czytam, że na przykład ileś milionów ludzi żyje za mniej niż 1 $ dziennie, to osobiście nie wiem, jak to ogarnąć i porównać.

Cały mój problem polega właśnie na tym, że Pan Bóg nie obdarzył mnie zdolnością myślenia matematyczno - ekonomicznego. Zwracam się zatem z pytaniem do Państwa Racjonalistów: jedna waluta i co dalej? Nic z tego, bo na świecie i tak dominują pieniądze wirtualne? Lipa, bo nigdy nie będzie możliwe wyrównanie ogromnych różnic pomiędzy zamożnością mieszkańców demokratycznego Zachodu, a zamożnością mieszkańców III Świata? Co trzeba zrobić, żebym za rozsądną cenę mogła kupić bluzkę wyprodukowaną (niekoniecznie zaprojektowaną) w swoim regionie, a nie na drugim końcu świata?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sztejkat (4743 punktów)
Jedna waluta i.... nic. Jak słusznie zauważyłaś.

Wartość waluty, dowolnej zresztą, jest zmienna zależnie od miejsca w którym dokonuje się transakcji jak i od innych okoliczności.

Jeśli ktoś żyje za mniej niż 1$ to znaczy tylko tyle, że za 1$ w tej okolicy da się żyć. Pamiętasz może, ile znaczył za komuny dolar w Polsce? A jakimi krezusami byli przez krótki moment w historii polscy turyści na Litwie?

Wartość wszystkiego zależy od okoliczności.

Stąd, tak na prawdę nie ma znaczenia, czy waluta jest jedna czy wiele - tak czy siak ten sam towar w jednych okolicznościach kosztowałby inaczej niż w innych.

Co zaś przemawia za jedną walutą to eliminacja transakcji spekulacyjnych - czyli skupywania banknotów/udziałów w walucie X przy pomocy waluty Y wyłącznie celem odczekania na okoliczności, w których wymiana powrotna przyniesie korzyści. Lub, w wypadku dużych graczy, wytworzeniu takich okoliczności.

Niefortunnie się bowiem składa, że rynek walutowy... jest rynkiem - czyli tak samo jak na każdym innym wartością towaru żądzą prawa popytu i sprzedaży. Wszystko jest ok, jeśli obroty na rynku walutowym stanowią niewielką część w porównaniu z normalnym, "towarowym" ruchem waluty. Wartość waluty pozostaje bowiem wówczas nadal sprzężona z wartością towarów na terenie jej obowiązywania.

Jeśli jednak dzieje się inaczej staje się możliwy tak zwany "atak na walutę" - duży kupiec może dokonać kontrolowanych zakupów lub sprzedaży znacznej ilości danej waluty i w ten sposób wpłynąć na jej wartość.

O ile w wypadku rynku akcji jest to znośne, choć zakazane, o tyle w wypadku rynku walutowego to czysta zbrodnia. Zbrodnia, bo dla w sumie niewielkiego, w stosunku do ilości pieniądza uwięzionego w walucie, zysku zmienia się wartość waluty w której żyją miliony ludzi. A więc w prost zmieniają się ich jakość życia.

Zaś co do twojej bluzki - w najmniejszym stopniu nie jest to kwestia waluty. Ani też technicznych zagadnień produkcji.

"Drugi koniec świata" bazuje w swej sprzedaży na tym, że wartości towarów i pracy w miejscu wytworzenia i miejscu sprzedaży są skrajnie różne a koszty hurtowego transportu względnie niskie.

W wypadku Chin i Indii obywatele mają (jeszcze) stosunkowo niskie oczekiwania w stosunku do pracodawcy jak i w stosunku do jakości życia. Idzie za tym niewielkie obciążenie producentów tak zwanymi "kosztami poza płacowymi": ekologią, emeryturami, zdrowiem. To wszystko powoduje, że za tą samą pracę mogę zaoferować tamtejszym pracownikom możliwość nabycia znacznie mniejszej ilości dóbr materialnych i nie materialnych, niż musiałby tego dokonać nasz pracodawca.

Możliwości osiągnięcia Twojego celu są następujące:
- rezygnacja przez Polaków z poziomu życia na rzecz posiadania jakiejkolwiek pracy. Czyli zbliżenie naszych oczekiwań co do jakości życia do oczekiwań Chińczyków;
- zwiększenie "oporu transferowego" czyli łącznych kosztów przeniesienia towaru od producenta zewnętrznego na nasz rynek. Generalnie przy pomocy ceł, certyfikatów (jak znak CE) i kosztów transportu;
- zrobienie Chińczykom dobrze - czyli płacenie za ich towary WIĘCEJ niż oni oczekują. Pozwoli to na uzyskanie dwu efektów:
1.) zmniejszy rozdźwięk cenowy między towarem krajowym a importowanym;
2.) poprawi poziom życia Chińczyków, a tym samym proporcjonalnie wzrosną ich oczekiwania co do jakości życia. W efekcie - wzrosną koszty.

Najgorszym natomiast rozwiązaniem jest wprowadzenie dotowanego rynku lokalnego. Na przykład - dopłat do rolnictwa. W tym wypadku sztucznie zaniża się pozorną cenę dotowanego produktu podnosząc koszty pozostałych (skądś trzeba brać pieniądze). W efekcie, mimo wyższych rzeczywistych kosztów wyrób lokalnego rolnika może być konkurencyjny z wyrobem zagranicznym. Niestety, nie na długo - zagranica, pozbawiona dopłat musi zwiększyć efektywność produkcji by sprostać presji cenowej. W efekcie, po naszej stronie po raz kolejny trzeba będzie zwiększyć dotacje. Niefortunnie, skutkiem całej operacji jest to, że rzeczywista efektywność dotowanej branży jest znikoma w porównaniu z zagranicą. Dokładnie o tyle niższa, ile procent ceny stanowi dotacja.

Tak jak ze szczurami - najpierw sypiesz ziarno, a jak już stracą czujność - trutkę. Tym mniej więcej są dopłaty - ziarnem po którym czeka na nas śmierć.

Pozdrawiam.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
xarion (917 punktów)
   Gwoli ścisłości można wspomnieć, że pewne namiastki jednej waluty już są.
Już w latach 40-ch ub.wieku J.M.Keynes (jeden z "ojców" MFW) proponował wprowadzenie światowej waluty "bancor"...(Amerykanie myśleli o wprowadzeniu "unitas")...
Aktualnie funkcjonuje SDR (Special Drawing Rights), które czasem określa się mianem waluty MFW (taka międzynarodowa jednostka rozrachunkowa, mająca charakter pieniądza bezgotówkowego). Wartość SDR wyznacza się na podstawie koszyka walut, do którego wchodzą: dolar, euro, jen i funt.
Wiodącą rolę ciągle ma dolar, ale jeśli pęknie bańka obligacji rządowych USA, a UE się wzmocni - to euro może stać się waluta światową...


"jeśli oddasz swoje prawa w ręce sędziów..." G.B.Shaw

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365