Racjonalista - Strona głównaDo treści
Złamanie tabu. Mam poczucie winy.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
21-07-2009 12:41Zulka (2198 punktów)Złamanie tabu. Mam poczucie winy.
Ocena 12 na 12
Nie myślałam, że kiedyś nadejdzie ta chwila. W moim domu książek zawsze było zatrzęsienie. Wyrzucało się wszystko. Oprócz ich jednych. To, co zapisane - pod ochroną. Lubię je. Najbardziej te zniszczone - "zczytane", o nadgryzionych kartkach, pożółkłych od dotyku wielu palców. Są pierwszym, na co zwracam uwagę wchodząc do czyjegoś domu
W moim - są różne. Mądre i niemądre, warte i nie warte poświęcanego im czasu. Są też takie do których nie zajrzałam, chociaż przyznam, że niewiele. Mam skazę - nieopanowaną ciekawość i zachłanność informacji, która sprawia, że nie wypuszczam z rąk dopóki nie przeczytam. Poddawałam się tylko spotykając dotyczące np. podstaw hydrauliki albo problemów kółek rolniczych w dekadzie którejśtam. Nawet nie wiem, kto mógł je przytargać do domu.
Już dawno leżą na strychu, bo nadal nie zrobiłam dla nich regału. Zresztą i tak się nie zmieszczą. Poza tym świętokradczo uznałam, że cześć z nich jest marnowaniem czasu.
Dzisiaj robię rzecz straszną - wyrzucam. Pożegnanie jest trudne. Trochę - wywiozę do biblioteki - może będą chcieli, trochę na makulaturę. Jeśli będę wyjątkowo dzielna, może uda mi się pożegnać z chociaż z częścią.
Mam ambiwalentne uczucia - te, które wyrzucam, naprawdę uważam za papkę, a i tak nie zmienia to faktu, że czuję się jak potwór...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

NieIstniejesz (1137 punktów)
Bój się Eris, kobieto!
Wyrzucać książki - toż to świętokradztwo, herezja, bluźnierstwo!

No ale skoro oddajesz do biblioteki, może nie jesteś jeszcze potępiona. Jako Papocezar Jedynej, Prawdziwej, Świętej POEE, udzielam ci rozgrzeszenia (o ile był to akt jednorazowy!).

Ale ja osobiście żadnej książki nawet do biblioteki bym nie oddał

Heil Eris


"Trzeba nosić w sobie Chaos, by dać życie Tańczącej Gwieździe"
Maciej Pe
>Mam ambiwalentne uczucia - te, które wyrzucam, naprawdę uważam za papkę, a i tak nie zmienia to
>faktu, że czuję się jak potwór...

Kasiu, to nieuniknione. Nie rob sobie wyrzutow. Ja pare lat temu zrobilem to samo i jeszcze na tym skorzystalem - zanioslem do biblioteki publicznej i "wymienilem" na podziekowanie za "wzbogacenie ksiegozbioru" z podpisem dyrektora. Nadal mam to podziekowanie - na kredowym papierze - i moge sobie powiesic na scianie na dowod, ze wielkim spolecznikiem jestem.
22-07-2009 11:07 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
Teraz to ja mam poczucie winy. Bo większość bibliotek, które odwiedzałem doznała uszczuplenia zbiorów z mojego powodu . Przeprowadzało się razem z książkami, a upomnienia o nieoddanych książkach ginęły gdzieś w czasoprzestrzeni.

Jeszcze nawet niedawno znalazłem nieoddaną książkę "O psie, który jeździł koleją". Ale to już była lektura mojego potomka
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
Możesz przytoczyć kilka tytułów? Jak jakieś historyczne to chętnie pomogę im ominąć śmietnik

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>faktu, że czuję się jak potwór...

Kiedyś byłem w bibliotece, której tworzeniu i studiowaniu jej, już wtedy nieżyjący właściciel, poświęcił całe swoje życie. Miałem ją uporządkować i odkurzyć, zostałem na dłużej. Piękny księgozbiór, wysublimowanych dzieł. Było tego kilkadziesiąt tysięcy pozycji.
Po latach chciałem tam zajrzeć, ale już po tej bibliotece nie było śladu. Rodzina większość sprzedała, trochę rozdała, reszta na śmietnik. Było też wśród tych książkach kilka listów do ich właściciela, kilka odręcznie zapisanych notatek. W zasadzie na nich mi zależało, też się rozpłynęły. Zniknął wraz z księgozbiorem jego świat i on sam. Nasz śwat się nadal kreci. Mam w pamięci jeszcze tylko słabiutki obraz tamtego człowiek, a z dnia na dzien i on jest coraz bledszy.
Ja swojej biblioteki nie zrobiłem. Gdzieś przystawałem, gromadziłem książki, odchodziłem, one zostawały i znów...Kiedyś mi było żal. Teraz już nie. Mniej do odkurzania. Mam przy sobie tylko te ważne.

Nie czuj się jak potwór, takie życie.
Pozdrawiam.
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
Nie martw się, większość z książek które wyrzucasz (a na pewno te wartościowe) można ściągnąć z internetu i mieć przy sobie w telefonie.
Szkoda miejsca a biblioteka na pewno skorzysta. Mnie też czeka porządek z książkami.

Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
21-07-2009 14:47 
 Ocena 1 na 1
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
> Mnie też czeka porządek z książkami.
Mieszkam za granica, w Polsce mam bibloteke po ojcu i swoja, nie mam pojecia ile tego jest ale duzo, tu juz do biblioteczki nie potrafie nic wlozyc, dramatem jest kupowanie ksiazek w dwoch jezykach tym bardziej ze moja partnerka robi dokladnie to samo i tez ma w Polsce ksiegozbior, chcialbym miec te ksiazki tutaj, jednak pozbede sie ich, czego zupelnie nie jestem pewny.
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Witaj Kasiu!
Wiem co czujesz bo przeżyłam to dwukrotnie
Pierwszy raz jak zmieniałam mieszkanie. Zrobiłam wtedy trzy kupy; jedna na książki wartościowe i pamiątkowe, druga na te bez wartości, a trzecia z tych co to nie mogłam się zdecydować gdzie je zakwalifikować.
Moi synowie mieli przejrzeć tą ostatnią. Efekt tego przeglądania był taki, że kupki " do wyrzucenia" i te "nie wiem" zmalały zupełnie.
A jak policzyliśmy to potrzebne były nam w nowym miejscu 40 metrów bieżących półek.
Nie pomogło nawet straszenie, że będą je osobiście wynosić na drugie piętro.
Część zanieśli do antykwariatu ale niewiele.
Znalazłam więc pana co handlował książkami na rynku. Przyjeżdżał co tydzień wózeczkiem a ja mu z bólem serca pomagałam ładować.
W nowym mieszkaniu miałam miejsca na 20 m i ani centymetra więcej. Po roku książki upychane były już gdzie się da.
Drugi raz z powodu awarii kanalizacji. Ściana z półkami musiała zostać rozebrana.
Ale to już poszło dużo łatwiej bo nasza główna biblioteka przyjmuje wszystkie książki jak leci. Przyjeżdżają, zabierają, potem sobie przeglądają i to oni decydują, które na makulaturę a które zostają. Za makulaturę kupują nowe książki.
Dałam im więc większość książek. Wdzięczni byli.
Tyle, że choć bardzo się staram znowu nie mam gdzie upchnąć książek. (One się cichcem same mnożą nie wiadomo kiedy.)
Straszny jest ten nawyk nie wyrzucania książek.
Nie można się go pozbyć ani z niego wyleczyć.
Widzę , że zarażeni tym są moi synowie. Wciąż mają za mało półek.
22-07-2009 01:00 
 Ocena 1 na 1
Psyk (14071 punktów)
>Witaj Kasiu!
>Wiem co czujesz bo przeżyłam to dwukrotnie
>Pierwszy raz jak zmieniałam mieszkanie. Zrobiłam wtedy trzy kupy; jedna na książki wartościowe i pamiątkowe, druga na te bez wartości, a trzecia z tych co to nie mogłam się zdecydować gdzie je zakwalifikować.

Jeśli to były kupy (bio)logiczne to wszystko jest w normie a jeśli tylko logiczne to sprawa wygląda następująco:

kupa 1 : A i B (wartościowe i pamiątkowe)
kupa 2 : nie A ("te bez wartości")
kupa 3 : najlepiej to sobie narysować : zostaje nam to A, które nie jest B czyli wartościowe, ale nie pamiątkowe

PSNP
(polecam się na przyszłość)
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)
>Nie myślałam, że kiedyś nadejdzie ta chwila. W moim domu książek zawsze było zatrzęsienie.
>Wyrzucało się wszystko. Oprócz ich jednych.
>Mam ambiwalentne uczucia - te, które wyrzucam, naprawdę uważam za papkę, a i tak nie zmienia to
>faktu, że czuję się jak potwór...

Zulka, jakże Cię rozumiem. Tak samo się czułem przenosząc się z Warszawy na wieś. Zapewne książki ważyły znacznie więcej, niż cały nasz ruchomy dobytek, z nami włącznie. Ale nie o wagę chodziło, te książki były domownikami, dostarczycielkami nie tylko wiedzy, ale i wielu wzruszeń. Część powiązałem w paczki i wyniosłem do zsypu. I chociaż były to pozycje typu "Ekonomia polityczna socjalizmu", albo "Socjalistyczny handel zagraniczny" (za moim czasów musiałem się tego uczyć), to jednak czułem się, jakbym własnego psa wywiózł do lasu i uwiązał do drzewa. Mam nadzieję, że już nigdy nie będę musiał zdradzać swoich (również bardzo licznych) książek.
Zulka (2198 punktów)
NieIstniejesz.

Jak mogę bać się Eris? Jeśli istnieje, z pewnością mnie lubi hi hi. Na marginesie - piękne to, co masz w stopce... jest w tym to, co lubię...

Maciejku.

Ja wiem, że to nieuniknione, książki się mnożą, taka ich ekspansywna natura

Czepiam się tylko niewłaściwego przekazu funkcjonującego w mojej rodzinie - książka - zawsze bezcenna, a przecież ludzie napisali, oprócz dzieł genialnych, tyle głupot, tyle napuszonych wygibasów językowych, których nawet sam autor nie rozumie, bo zestawił tylko cudze "nauko-izmy", tyle już pogryzionej książko-marketowej papki, przeznaczonej tylko do łykania...

Rozumiem, nie wszystko jest dla wszystkich. Ludzie się uczą - nie piszą od razu dobrze. Definicja "dobrego" pisania też jest problematyczna. Mówię tylko, że niewłaściwe jest założenie: "książka" = "świętość".

Ojcze Dyrektorze.

Nie historyczne - czytadła, jakieś nieaktualne poradniki prawne, pedagogiczne. Na marginesie - może zróbmy na Forum dział wymiany książkowej?

Witwosie.

Szkoda - księgozbiorów "komponowanych" zawsze żal...

Adamie

Twoje słowa, to racjonalne słowa informatyka hi hi. Książki z netu to nie to samo. Nie mają zapachu "czasu", nie szeleszczą, nikt nie obgryzł im rogów, nie nabazgrał na marginesie... A ja jestem wzrokowco-dotykowcem. Nie. Internet to nie to samo

Kirylu.

No właśnie, jak ja to lubię - "nie jestem pewny" hi hi...

Alicjo Ulubiona wśród wszystkich Alicji

Uzależnienie książkowe jest chorobą genetyczną. Nieuleczalną

Andrzeju Miły i Pracowicie Piszący

Pamiętam z dzieciństwa regał stojący w pokoju - u większości ludzi regał służy do przechowywania ubrań i naczyń - u nas pewnego pięknego dnia okazało się, że ubrań nie ma gdzie włożyć. Te podstępne papierowe żmije zawłaszczyły nie tylko półki ale i szafki Nie dość, że szarogęszą się w Twoim własnym mieszkaniu, to jeszcze wdzierają się do Twojej głowy i serca. I nagle okazuje się, że nie możesz bez nich żyć...


"Największą chlubą nie jest to, aby się nigdy nie potknąć, ale to, aby po każdym upadku dźwignąć się i stanąć na nogi."
21-07-2009 23:34 
 Ocena 2 na 2
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
Witwosie.

Szkoda - księgozbiorów "komponowanych" zawsze żal...

Nie Zulko, mi jest żal tego, że kiedy właściciel tej biblioteki żył, ja byłem zbyt młody, kiedy miałem potrzebę rozmowy z nim, już go nie było. Zal mi tych kilku listów i notatek.
Biblioteki tylko trochę. Poszedłem do biblioteki, mając nadzieję, że znajdę tę ostatnią książkę, która tam czytałem i niedoczytaną odstawiłem i wyszedłem z niej na wiele lat.

Pozdrawiam Zulko.
22-07-2009 08:59 
 Ocena 4 na 4
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>NieIstniejesz.
>...piękne to, co masz w stopce... jest w tym to, co lubię...
W tym więc usłysz wskazówkę: nie wyrzucaj Nietzschego.
.
lontri (16088 punktów)

Tabu, poczucie winy, lęk, wstyd...

Tyle nacechowanych emocjonalnie wyrazów w jednym krótkim tekście o makulaturze. Zastanawia mnie czy problemem są książki czy twoje przesadne reakcje?

Aby zmniejszyć poczucie winy powinnaś zadbać o recycling makulatury. Ale to być może problem poczucia winy jest tak naprawdę pierwszym i głównym problemem, a problem z makulaturą - tylko jego maską?




BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
22-07-2009 17:18 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>Tabu, poczucie winy, lęk, wstyd...
>Tyle nacechowanych emocjonalnie wyrazów w jednym krótkim tekście o makulaturze. Zastanawia mnie czy problemem są książki czy twoje przesadne reakcje?
>Aby zmniejszyć poczucie winy powinnaś zadbać o recycling makulatury. Ale to być może problem poczucia winy jest tak naprawdę pierwszym i głównym problemem, a problem z makulaturą - tylko jego maską?
>
>
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT


Czy naprawdę musisz określać książki mianem makulatury?
lontri (16088 punktów)

Muszę. Poza tym systematycznie praktykuję wyrzucanie starych książek. Lubię też je palić, jeżeli na to zasługują.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
jkl; (5859 punktów)
To ja tak mam z kaktusami.

Tylko jakoś nikomu nie mogę ich wcisnąć...

22-07-2009 13:12 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>To ja tak mam z kaktusami.
>Tylko jakoś nikomu nie mogę ich wcisnąć...

W co chcesz komuś wciskać kaktusy? Nie wystarczy jak na nich siądą?
>
>
22-07-2009 13:21 
 Ocena 3 na 3
jkl; (5859 punktów)
>W co chcesz komuś wciskać kaktusy?
W d...oniczkę

Ty się śmiejesz, a to jest problem! Nawet ogłoszenie napisać trudno: Oddam kaktusa w dobre ręce?
liliac (147340 punktów)
>>W co chcesz komuś wciskać kaktusy?
>W d...oniczkę
>Ty się śmiejesz, a to jest problem! Nawet ogłoszenie napisać trudno: Oddam kaktusa w dobre ręce?
>

Ja mogę przyjąć kaktusa w dobre ręce
22-07-2009 17:29 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>>W co chcesz komuś wciskać kaktusy?
>>W d...oniczkę
>>Ty się śmiejesz, a to jest problem! Nawet ogłoszenie napisać trudno: Oddam kaktusa w dobre ręce?
>>
>Ja mogę przyjąć kaktusa w dobre ręce

Ja bardzo proszę. Nie piszcie już "kaktusa". Wzrok mi osłab i czytam to odmiennie.
Zulka (2198 punktów)
Psyku

Waść jesteś fanatyk rozważań logicznych

Witwosie.

Doprecyzować o co chodziło może tylko autor słów - czytelnik (ja) może się tylko domyślać. Dzięki
Nawet jeśli byłeś młody, a spotkanie krótkie, spotkałeś go i coś zostało...

Osnowa.

Zwięzłe, na temat i zabawne

Lontri.

Nie zauważyłam, żebym gdziekolwiek napisała o lęku i wstydzie. Nie przepadam za nadinterpretacją, więc w przeciwieństwie do Twojej wypowiedzi nie będę wyciągać wniosków dlaczego te właśnie słowa przytoczyłeś

Co do reakcji - ludzie różnią się poziomem reaktywności. Bo, nie wiem czy zauważyłeś, ludzie się różnią. Nie zgadzam się też z Twoją opinią, że akurat moje są "przesadne". Nie będę dociekać dlaczego wyższy niż Twój poziom reaktywności na bodźce powoduje Twój dyskomfort. Mogłabym się oczywiście zastanawiać, czy nie ma to związku z wyparciem, ale jest piękny dzień, więc idę do ogrodu, cześć

Jkl.

To może załóżmy na Forum ogólny dział "oddam w dobre ręce"...



"Największą chlubą nie jest to, aby się nigdy nie potknąć, ale to, aby po każdym upadku dźwignąć się i stanąć na nogi."
22-07-2009 19:49 
 Ocena 2 na 2
milczewski (2335 punktów)

>To może załóżmy na Forum ogólny dział "oddam w dobre ręce"...
>
>
"Największą chlubą nie jest to, aby się nigdy nie potknąć, ale to, aby po każdym upadku dźwignąć się i stanąć na nogi."

>
Zulko, poruszyłaś dość drażliwy problem. Mianowicie problem tzw. "przydasi". U mnie w domu, w garażo-warsztacie, w piwnicy jest tyle przydasiów, że gdybym się ich pozbył, życie byłoby o wiele łatwiejsze. Ale cóż przyda się. Od głupiej śrubki, po połamane narzędzia, jakieś blaszki, kłębki drutu, kawałki kabli, nikomu do niczego niepotrzebne elementy pralki. Książki znajdują wśród przydasiów poczesne miejsce. Najważniejszy z nich to wielka 13-to tomowa encyklopedia powszechna, z ogromnym poświęceniem przez kilka lat subskrybowana przez mojego tatę. Nie zaglądałem do niej od wielu lat, ale pozbyć się jej? - niedoczekanie!. U mnie nawet dziurawe skarpety mają swój cel - przydadzą się w warsztacie na szmaty. I tak sobie leżą w workach przścieradła obrusy stare łachy. Największym dramatem było porządkowanie domu po śmierci teścia. Trzeba było w ciągu dwóch tygodni opróżnić mieszkanie. To było traumatyczne przeżycie. Tyle książek, różnych fajnych rzeczy, wszystkie się z czymś kojarzyły, a ty brutalna rzeczywistość. Nasze mieszkanie małe już zapchane, nie ma szans na to by cokolwiek "przytulić". Okropne doświadczenie.
Na koniec, gorąco popieram utworzenie działu - "oddam w dobre ręce"
sztejkat (4743 punktów)
>(...) Są pierwszym, na co zwracam uwagę wchodząc do czyjegoś domu

Ja też. Najsmutniej - gdy nie ma żadnej.

>(...)Mam skazę - nieopanowaną ciekawość i zachłanność informacji, która sprawia, że nie wypuszczam z rąk dopóki nie przeczytam.(...)

Ja zaś uważam, że nie ma to jak czytanie podręcznika na wysokim poziomie z dziedziny na której zupełnie się nie znam. To poczucie kontaktu z obcym, poczucie nowości, wiedzy tuż za rogiem - literatura popularyzatorska odpada w przedbiegach.

>(...)
>Dzisiaj robię rzecz straszną - wyrzucam. Pożegnanie jest trudne. Trochę - wywiozę do biblioteki - może będą chcieli, trochę na makulaturę. Jeśli będę wyjątkowo dzielna, może uda mi się pożegnać z chociaż z częścią.

>Mam ambiwalentne uczucia - te, które wyrzucam, naprawdę uważam za papkę, a i tak nie zmienia to faktu, że czuję się jak potwór...

Jak na razie miałem trzy takie wyrzucania - przy powrocie ze studiów, gdzie na stancji nazbierało się multum książek, przy przeprowadzce do nowego mieszkania, gdzie po prostu nie było miejsca. I trzeci raz, przy remoncie w domu u rodziców, gdzie pozostało najwięcej z nich.

Choć muszę przyznać, że gdybym miał w domu strych, to pewnie właśnie tam trafiłyby wszystkie książki.

Przywiązanie do słowa pisanego to pokłosie dwu rzeczy:
- dzieciństwa, gdy to książki były głównym źródłem emocjonujących przygód. Bo przecież właśnie tym jest czytanie książki aż po świt - emocjonującą przygodą;
- tradycji, która mówi, że wydanie komuś książki to... no naprawdę coś. Czyli - papier gwarancją jakości słowa.

Jednak zauważam, że im człowiek starszy, tym gorsze, mniej emocjonujące, prymitywniejsze i najzwyczajniej nudne stają się nowo kupowane książki. Gdy czytam coś starego, to tak na prawdę o odbiorze decyduje nie treść, ale pamięć - wrażenia które pamiętam z dzieciństwa, a nie które teraz powstają.

I faktycznie łatwiej jest pozbyć się nowej książki niż starej.

Zaś co do "papier==jakość słowa" - dziś - to kłamstwo. Dziś wydanie książki to sprawa tylko li pieniędzy, nie mająca nic wspólnego z jakością, prawdą, rzetelnością. I niestety, tak właśnie należy traktować zawartą tam wiedzę.

Jedna z powieści które kiedyś zawierała mniej więcej taki wstęp:

"Dzyń, dzyń, dzyń..... Czytasz to? Taki dźwięk wydają twoje pieniądze wpadając do naszej kieszeni.

Autorzy."

Pozdrawiam.


Tomasz Sztejka
22-07-2009 23:09 
 Ocena 4 na 4
milczewski (2335 punktów)
W moim domu rodzinnym po za absolutnym kultem książek, jest jeszcze kult chleba. Otóż mój ojciec, który przeżył straszny głód w czasie wojny i trzy lata go nie jadł, do wszystkiego, nawet do rosołu je chleb. W domu może być pół świni, dwadzieścia paczek makaronu, kilogram kaszy, czy ryżu, jak nie ma chleba - głód. Od dziecka wpojono mi szacunek do chleba i gdy za dużo go czasem się kupiło, nie wolno go było wyrzucić, trzeba było spalić. Dzisiaj są inne czasy i nawet gdy kupię za dużo pieczywa, nie mam go gdzie spalić, a ono już i nie takie jak dawniej - pleśnieje. Gdy muszę je wyrzucić, ręka mi drży i mam w głowie wszystkich głodnych na całym świecie. Mam pięćdziesiątkę na karku i zastanawiam się, jakie wartości przekazałem swoim dzieciom......
rudyment
Współczuję - znam to.
Po paru przeprowadzkach i rujnacjach księgozbioru staram się już teraz w książki nie obrastać. Więcej mam już na dysku i w MP4 niż na półkach.
Ania... (14138 punktów)
A ja staram się zracjonalizować system.

Mieszkamy w mieszkaniu po rodzinie teścia, gdzie jest bardzo dużo książek o różnej wartości. Sporo jest już przeznaczonych do biblioteczki w cichym kącie, czyli regału skitranego tak, aby gościu nie kuło po oczach. Sporo przekażę do bibioteki, a jeśli czegoś nie wezmą, wrzucę. Powodem dla którego od razu nie wylądują na koszu jest tylko fakt, że może komuś jednak się przydadzą, chociaż nie mnie ani M.
Jeśli jedna zlokalizuję totalne badziewie, w dodatku rozleciane, to wyrzucę bez sumienia. Książka to nie bożek, jeśli jest totalnie bez wartości, to nie zasługuje na szacunek. Jeśli ma wartość, chociaż nie dla mnie - na przykład podręcznik do szachów po rusku (przykład mam w domu!) to może jednak ktoś to wykorzysta... świnią nie będę, nie zniszczę.

A co do chleba to już wcale tego nie rozumiem. Nic mi nie przeszkadza w wyrzuceniu spleśniałego pomidora, to dlaczego chleb mam traktować inaczej? To jedzenie, nie lubię go marnować, ale nie wpadajmy w przesadę.
Zamiast opowiadać dziecku o kulcie chleba nie lepiej nauczyć je, że marnowanie jedzenia jest kiepskim pomysłem, i że jeśli ktoś jest głodny, to fajnie jest się podzielić z nim kanapką?
10-08-2009 00:52 
 Ocena 2 na 2
marek milczewski (2335 punktów)

>A co do chleba to już wcale tego nie rozumiem. Nic mi nie przeszkadza w wyrzuceniu spleśniałego pomidora, to dlaczego chleb mam traktować inaczej? To jedzenie, nie lubię go marnować, ale nie wpadajmy w przesadę.
>Zamiast opowiadać dziecku o kulcie chleba nie lepiej nauczyć je, że marnowanie jedzenia jest kiepskim pomysłem, i że jeśli ktoś jest głodny, to fajnie jest się podzielić z nim kanapką?

Zajrzałem na twój profil. Masz 21 lat. Ciesz się. Nie przeżyłaś głodu, podobnie jak ja. Kult chleba wywodzi się, przynajmniej w mojej rodzinie, z czasów kiedy chleb był synonimem życia. Tuż po wojnie Stalin swoimi dekretami, doprowadził ok 3 mln ludzi na Ukrainie do śmierci głodowej. Poczytaj na ten temat. W obozach koncentracyjnych chleb był życiem. Od tego czasu minęło raptem kilkadziesiąt lat.... Wszyscy chcą kultu ludzi poległych w powstaniu warszawskim, albo w obronie Westerplatte. Ale, ci wszyscy, którzy cierpieli z głodu w czasie wojny i później, sieroty, pozbawione miłości rodzicielskiej, to bezimienni bohaterowie naszego kraju. Oni przeżyli, nie dość że głód, to jeszcze osamotnienie. W Twoim wieku byli starcami psychicznymi. A jednak potrafili wydźwignąć nasz kraj, mimo rosyjskiej okupacji, z pożogi wojennej. Nie dziw się, że ci ludzie mają w głowach, przy całych zawirowaniach powojennych, szajbę na punkcie chleba. Chleb, w odróżnieniu do nas, dla nich jest więcej wart, niż wszystkie telewizory, komputery i co tam jeszcze, razem wzięte. Dla Ciebie chleb i pomidory, spleśniałe, to to samo. Dla mojego ojca, spleśniały chleb, to tak, jak np. dla katolika spalony kościół. Nie bez przyczyny znamienitych gości wita się chlebem i solą. Żyjemy w czasach konsumenckich, ale warto się na chwilę zatrzymać i zadumać nad tym co minęło. A przynajmniej zrozumieć. Kanapka dla biednych, jest czasem uczynkiem, który nas dowartościowuje i powoduje, że dobrze się czujemy. Bochenek chleba, wyrzucony do śmietnika, to zmarnowana praca wielu ludzi i może nie dzisiaj i nie w Polsce powód głodu paru potrzebujących.


dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
Ania... (14138 punktów)

>Zajrzałem na twój profil. Masz 21 lat. Ciesz się. Nie przeżyłaś głodu, podobnie jak ja. Kult chleba wywodzi się, przynajmniej w mojej rodzinie, z czasów kiedy chleb był synonimem życia. Tuż po wojnie Stalin swoimi dekretami, doprowadził ok 3 mln ludzi na Ukrainie do śmierci głodowej. Poczytaj na ten temat. W obozach koncentracyjnych chleb był życiem. Od tego czasu minęło raptem kilkadziesiąt lat.... Wszyscy chcą kultu ludzi poległych w powstaniu warszawskim, albo w obronie Westerplatte. Ale, ci wszyscy, którzy cierpieli z głodu w czasie wojny i później, sieroty, pozbawione miłości rodzicielskiej, to bezimienni bohaterowie naszego kraju. Oni przeżyli, nie dość że głód, to jeszcze osamotnienie. W Twoim wieku byli starcami psychicznymi. A jednak potrafili wydźwignąć nasz kraj, mimo rosyjskiej okupacji, z pożogi wojennej. Nie dziw się, że ci ludzie mają w głowach, przy całych zawirowaniach powojennych, szajbę na punkcie chleba. Chleb, w odróżnieniu do nas, dla nich jest więcej wart, niż wszystkie telewizory, komputery i co tam jeszcze, razem wzięte. Dla Ciebie chleb i pomidory, spleśniałe, to to samo. Dla mojego ojca, spleśniały chleb, to tak, jak np. dla katolika spalony kościół. Nie bez przyczyny znamienitych gości wita się chlebem i solą. Żyjemy w czasach konsumenckich, ale warto się na chwilę zatrzymać i zadumać nad tym co minęło. A przynajmniej zrozumieć. Kanapka dla biednych, jest czasem uczynkiem, który nas dowartościowuje i powoduje, że dobrze się czujemy. Bochenek chleba, wyrzucony do śmietnika, to zmarnowana praca wielu ludzi i może nie dzisiaj i nie w Polsce powód głodu paru potrzebujących.

Datę urodzin wpisałam przypadkowo, 21 to miła perspektywa, ale jestem troszkę starsza. O dekadę

Widzisz - ja to wiem, o czym piszesz. Ale nadal nie widzę racjonalnego powodu przekazywania tego kultu. Tak samo ziemniaki ratowały ludziom życie, a nikt nie płacze nad spleśniałym ziemniakiem, chyba, że jest tak ubogi, że spleśniałe każde jedzenie to poważny uszczerbek. Albo szanujmy każde jedzenie, albo nie róbmy cyrku. Takie jest moje stanowisko.
marek milczewski (2335 punktów)

>Widzisz - ja to wiem, o czym piszesz. Ale nadal nie widzę racjonalnego powodu przekazywania tego kultu. Tak samo ziemniaki ratowały ludziom życie, a nikt nie płacze nad spleśniałym ziemniakiem, chyba, że jest tak ubogi, że spleśniałe każde jedzenie to poważny uszczerbek. Albo szanujmy każde jedzenie, albo nie róbmy cyrku. Takie jest moje stanowisko.
>

Toteż ja, jak napisałaś, cyrku nie robię. Napisałem tylko czym dla mojego ojca i jemu podobnych jest chleb. Od dziecka to widziałem. I tyle. Każdy czas, każda epoka ma swoje symbole pieszczone i hołubione. W swoim czasie to był miecz, sierp, do niedawna koń. Czasy się zmieniają, zmieniają się wartości. Co innego jest ważne. Ten wątek jest o książkach, które też dla wielu przestają być ważne w dobie internetu, a dla niektórych to świętość. Trzeba to uszanować, a czasem się zadumać nad przemijaniem wartości.

pozdrawiam


dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
Liss (2003 punktów)
>Nie myślałam, że kiedyś nadejdzie ta chwila. W moim domu książek zawsze było zatrzęsienie.
>Wyrzucało się wszystko.
Rozumiem Cię , kiedyś w szkole organizowano zbiór makulatury i uczeń który zebrał odpowiednią ilość ,otrzymywał 6 z zachowania i niestety ,mój kuzyn i siostra postanowili oddać książki (najcześciej stare podręczniki szkolne)
a ja niem ogłem nic zrobić ,mogłem tylko błagalnie odprowadzić je wzrokiem na stos ,do tej pory śni mi sie że ktos próbuje spalic moje czytadła , zwłaszcza te które mam od kilku lat i do tej pory ich nie czytałem .
Meretseger (61860 punktów)
Mam to szczęście, że nigdy nie musiałam wyrzucić (w sensie - do śmietnika) żadnej książki. Wiele oddałam - w dobre ręce, do biblioteki, młodszemu pokoleniu znajomych... Mam problem z miejscem na książki, półek już mi zabrakło, książki tkwią nawet w szufladzie z bielizną i w innych dziwnych miejscach, jeszcze tylko w lodówce ich nie ma, wciąż ich przybywa i chyba znów będę musiała zrobić w nich porządek... Przeraża mnie to, bo to robota przynajmniej na miesiąc. Może się wezmę za to w długie zimowe wieczory.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365