Racjonalista - Strona głównaDo treści
Z życia wzięte

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
08-09-2009 21:59Beatus (2528 punktów)Z życia wzięte
Ocena 2 na 4
Czasem po kilku tygodniach harówki myślę sobie - po co, w imię czego? A może zostać urzędnikiem? A może to zły pomysł?

Urzędnicy, historie zasłyszane:

"Pewien młody człowiek skończywszy studia jakoś nie mógł znaleźć pracy. Ponieważ był pomysłowy, wyszukał sobie staż w urzędzie. Jakoś trzeba zacząć. W pierwszym tygodniu zapoznał się z specyfiką działu. W drugim wziął się do pracy. Zrobił w ten tydzień wszystko co należało do działu (nie wiem ilu ludzi)przez miesiąc. W trzecim tygodniu dostał cichą i stanowczą reprymendę. Tak nie wolno, pracę trzeba szanować. Teraz pracuje w firmie komercyjnej"

"Inny młody człowiek, skuszony dobrym wynagrodzeniem zrezygnował z posady urzędnika i zatrudnił się w prywatnym przedsiębiorstwie. Początki były trudne. Teraz śmieje się, że w gruncie rzeczy rozkładanie sobie na 8 godz. pracy, którą można wykonać w 2 jest bardzo męczącym zajęciem."

"Pewien urzędnik średniego szczebla chodzi średnio raz w miesiącu na szkolenie. Nie byle jakie to szkolenia. Czasem koszt tygodniowej edukacji wynosi 20 tys. zł (to zero nie jest pomyłką pisarską). Problem w tym, że urzędnik ma się kształcić a współpracownicy nie lubią chodzić na szkolenia. Więc on chodzi wszędzie aby średnie się zgadzały i przewidziane dokształcanie kadry urzędniczej. Problem w tym, ze nie bardzo jest gdzie i kiedy nabywane umiejętności wykorzystać. Chłopak lubi się uczyć. Nie dziwię się, ja też bym tak robiła."

Nigdy nie pracowałam na państwowej posadzie. Nikt z moich bliskich ani przyjaciół także nie pracował. Tak więc mój obraz urzędnika może być mocno wypaczony owymi zasłyszanymi historiami. Może ktoś mi owo spaczenie zechce wyprostować, podając pozytywne przykłady. Ślicznie proszę o przykłady z życia wzięte. My Polacy i tak ciągle narzekamy opierając swoje przekonania na dalekich od empirii podstawach
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Kowalska (14008 punktów)
>Nigdy nie pracowałam na państwowej posadzie. Nikt z moich bliskich ani przyjaciół także nie
>pracował. Tak więc mój obraz urzędnika może być mocno wypaczony owymi zasłyszanymi historiami. Może
>ktoś mi owo spaczenie zechce wyprostować, podając pozytywne przykłady. Ślicznie proszę o przykłady z
>życia wzięte. My Polacy i tak ciągle narzekamy opierając swoje przekonania na dalekich od empirii
>podstawach

   Ja też nie pracowałam. Na państwowym. Ale jako Prawdziwy Polak wiem wszystko. Na Każdy Temat.
Tak więc: Benałer, jak to mawia nasz prezydĘt, musi odejść. Wolska powinna koniecznie jeszcze z tysiąc żołnierzy wysłać do Afganistanu. Skrzypczak powinien zostać na stanowisku w NBP. Z budową autostrad bym się wstrzymała. Rostowski na stanowisku ministra finansów jest najlepszym ministrem od... Od wieków. A jak się uśmiecha!

   Moja Babcia mówi, że w końcu to wszystko p*****lnie. Jak Ją kocham, tak Jej nie wierzę. Niestety.
09-09-2009 07:33 
 Ocena 5 na 5
Adamiak (36436 punktów)
>    Ja też nie pracowałam. Na państwowym.
   Raz pracowałem na państwowym krutko*.

>Ale jako Prawdziwy Polak wiem wszystko.
   To Ja wiem wszystko.

>Na Każdy Temat.
   Właśnie.

>Tak więc: Benałer, jak to mawia nasz prezydĘt, musi odejść.
   Albo nie.

>Wolska powinna koniecznie jeszcze z tysiąc żołnierzy wysłać do Afganistanu.
   Trzy tysiące, i wcale niekoniecznie.

>Skrzypczak powinien zostać na stanowisku w NBP.
   Właśnie, że w ZUSie.

>Z budową autostrad bym się wstrzymała.
   Wykluczone - ma być 2 tysiące autostrad na okrągłą, 77mą rocznicę wbicia szpadla pod "berlinkę".

>Rostowski na stanowisku ministra finansów jest najlepszym ministrem od... Od wieków.
   Właśnie, że od wielu wieków!

>A jak się uśmiecha!
   Ale tylko twarzą!

>    Moja Babcia mówi, że w końcu to wszystko p*****lnie.
   Moja wie lepiej - je..ie!

>Niestety.
   Zupełnie odwrotnie.

   Pozdrawiam.

*- nie poprawiać.
.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>staż w urzędzie. Jakoś trzeba zacząć. W pierwszym tygodniu zapoznał się z specyfiką działu. W drugim wziął się do pracy. Zrobił w ten tydzień wszystko co należało do działu (nie wiem ilu ludzi)przez miesiąc
Znam człowieka na takim stażu, ma podobne spostrzeżenia.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
Scorp (5381 punktów)
>Tak więc mój obraz urzędnika może być mocno wypaczony owymi zasłyszanymi historiami.

Wygląda na to, że w ogóle jest zbudowany z anegdot.

>Może ktoś mi owo spaczenie zechce wyprostować, podając pozytywne przykłady.

Idę do Urzędu Miasta wpłacić podatek od nieruchomości. Kolejka do kasy trzydziestometrowa. Mam parę rzeczy do załatwienia, więc chodzę tu i tam, ale sprawdzam kilka razy w ciągu kilku godzin: nie maleje. W końcu staję i po pół godzinie jestem przy okienku. Za szybą siedzi ciągle ta sama osoba w białej bluzce, przyjmuje brudne pieniądze i drukuje czyste Kp. Nie widać, że jest spocona, chociaż jest duszno. Jeżeli się pomyli, to płaci z własnej kieszeni. Odpowiedzialność, klienci, pieniądze.

Z obrazu urzędnika - obiboka proponuję wyłączyć kasjerki.

Wybierz się też do Wydziału komunikacji, Wydziału ewidencji ludności albo tam, gdzie obsługują bezrobotnych i zauważ, że kolejki, które tam są przez cały dzień, jednak się posuwają.

Przykłady uczciwej pracy można zauważyć samemu, ale przyjemniej jest powtarzać anegdotki, którymi przechwalają się przed sobą młodzi ludzie.
-
09-09-2009 19:28 
 Ocena 2 na 2
Beatus (2528 punktów)
Dziękuję za pozytywny przykład.

Byłam kiedyś w urzędzie w małym miasteczku pod Warszawą. Nie było kolejek. Załatwialiśmy jakieś sprawy podatkowe. Pani po obsłużeniu, zaprowadziła nas piętro wyżej do kasy, mówiąc, że niemiejscowym trudno będzie samodzielnie trafić.

Pozytywne przykłady są. Niestety są też osoby, które zamiast, tak jak zrobiłeś to ty, podać owe pozytywne przykłady, wolą postawić mi minusa bez słowa. Rozumiem, że za obrazę majestatu

>Z obrazu urzędnika - obiboka proponuję wyłączyć kasjerki.
Wyłączamy

Proponuję też wyłączyć Urząd Skarbowy w Płońsku - bo to o tym urzędzie pisałam.

>Przykłady uczciwej pracy można zauważyć samemu, ale przyjemniej jest powtarzać anegdotki, którymi przechwalają się przed sobą młodzi ludzie.
Jesteś niesprawiedliwy, to co opisałam nie miało nic wspólnego z anegdotkami. Bohaterowie są całkiem żywymi PESELami, a historie były z ich życia wzięte.

Pozdrawiam
09-09-2009 20:31 
 Ocena 2 na 2
Scorp (5381 punktów)
>Jesteś niesprawiedliwy, to co opisałam nie miało nic wspólnego z anegdotkami. Bohaterowie są całkiem żywymi PESELami, a historie były z ich życia wzięte.

Może i jestem, bo założyłem, że to jednak były ich własne relacje, a nie jakieś wycinki z obiektywnego badania wykorzystania czasu pracy.
Ja też pracowałem w przedsiębiorstwie utrzymywanym przez budżet i stamtąd wyniosłem obserwację, że praca podlega prawu ciążenia i spada zawsze w dół, a zaszczyty i pieniądze unoszą się raczej do góry. Mógłbym o tym wiele napisać.

>Pozdrawiam
Ukłony!
-
12-09-2009 11:01 
 Ocena 1 na 1
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>Przykłady uczciwej pracy można zauważyć samemu, ale przyjemniej jest powtarzać anegdotki, którymi przechwalają się przed sobą młodzi ludzie.
To ja też mam pozytywne przykłady:
1) Urząd skarbowy w Rzeszowie - jestem tam dość częstym gościem, i zawsze wszystko załatwiałam bardzo szybko, bez kolejek, w miłej atmosferze a poza tym, wszystkie wątpliwości rozstrzygano na moją korzyść.
2) Urząd Miasta Rzeszowa - sprawy, na załatwienie których ustawowo mają 7 dni załatwiają już na drugi dzień a jak się da, to nawet w tym samym dniu, właściwie wszystko idzie na bieżąco.
3) Urząd Dzielnicy Warszawa-Wesoła - super. Żadnych kolejek, miło szybko, profesjonalnie.
4) Urząd Stanu Cywilnego w Krakowie - wszystkie odpisy akt załatwiałam bez problemu i choćby jednej wizyty w urzędzie (mieszkam daleko od Krakowa) , wszystko przez telefon i internet. Brawo.
Mam też przykłady złego działania, ale to raczej jednostkowe przypadki.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Nigdy nie pracowałam na państwowej posadzie. Nikt z moich bliskich ani przyjaciół także nie pracował. Tak więc mój obraz urzędnika może być mocno wypaczony owymi zasłyszanymi historiami.
Na państwowych posadach nie pracują wyłącznie urzędnicy.
Może słyszałaś o lekarzach, nauczycielach, strażakach, policjantach itd.?


>Może ktoś mi owo spaczenie zechce wyprostować, podając pozytywne przykłady.
A po co? Miej te swoje przekonania oparte w 100% na plotkach.


Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
09-09-2009 19:31 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>Na państwowych posadach nie pracują wyłącznie urzędnicy.
Ja akurat pisałam o urzędnikach. A ty o czym przeczytałeś?
>A po co? Miej te swoje przekonania oparte w 100% na plotkach.
Więc nie pojmuję po co w ogóle się wypowiadasz? To się nazywa pieniactwo.
09-09-2009 22:10 
 Ocena 2 na 4
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>>Na państwowych posadach nie pracują wyłącznie urzędnicy.
>Ja akurat pisałam o urzędnikach. A ty o czym przeczytałeś?
Przeczytałem to, co napisałaś. Jeśli nie pamiętasz, albo nie potrafisz odszukać, to służę cytatem:
Cytat:
Nigdy nie pracowałam na państwowej posadzie. Nikt z moich bliskich ani przyjaciół także nie pracował. Tak więc mój obraz urzędnika może być mocno wypaczony owymi zasłyszanymi historiami.

>>A po co? Miej te swoje przekonania oparte w 100% na plotkach.
>Więc nie pojmuję po co w ogóle się wypowiadasz? To się nazywa pieniactwo.
Widzę, że o pieniactwie masz takie samo pojęcie jak o pracy na państwowej posadzie - coś tam słyszałaś jak jedna pani opowiadała innej pani.
Służę definicją.


>Więc nie pojmuję po co w ogóle się wypowiadasz?
Ja zaś nie wiem po co założyłaś ten wątek. Chcesz, aby cię przekonywano, że twoje wyobrażenia o pracy urzędników, oparte na jakichś plotkach, są błędne?
Innymi słowy - mając pogląd, że wszyscy faceci to świnie, chcesz podania wyjątków potwierdzających tę regułę?



Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
Beatus (2528 punktów)
Ok. dolino łagodności.
Za głębię merytoryczną i silne przekonanie, że nie ma lepszej metody przekonywania, niż dać komuś po głowie.
Pozdrawiam
10-09-2009 18:15 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Ja zaś nie wiem po co założyłaś ten wątek. Chcesz, aby cię przekonywano, że twoje wyobrażenia o pracy urzędników, oparte na jakichś plotkach, są błędne?
>Innymi słowy - mając pogląd, że wszyscy faceci to świnie, chcesz podania wyjątków potwierdzających tę regułę?

Autorka nie przedstawia swojego poglądu, lecz kilka zasłyszanych anegdot, a wątek ma służyć ustaleniu ich reprezentatywności.

Poza tym daje się zauważyć, że użyłeś przykładu drażliwego obyczajowo.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>>Ja zaś nie wiem po co założyłaś ten wątek. Chcesz, aby cię przekonywano, że twoje wyobrażenia o pracy urzędników, oparte na jakichś plotkach, są błędne?
>>Innymi słowy - mając pogląd, że wszyscy faceci to świnie, chcesz podania wyjątków potwierdzających tę regułę?

>Autorka nie przedstawia swojego poglądu, lecz kilka zasłyszanych anegdot, a wątek ma służyć ustaleniu ich reprezentatywności.
Przeczytaj mój post ponownie, a być może zauważysz, że nie przypisując autorce żadnych poglądów zadaję jej pytania, które mają na celu skłonienie autorki do wyjawienia celu założenia przez nią wątku.

>Poza tym daje się zauważyć, że użyłeś przykładu drażliwego obyczajowo.
Co masz na myśli?


Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
10-09-2009 20:49 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Przeczytaj mój post ponownie, a być może zauważysz, że nie przypisując autorce żadnych poglądów zadaję jej pytania, które mają na celu skłonienie autorki do wyjawienia celu założenia przez nią wątku.
Przeczytaj ponownie mój post zwracając tym razem uwagę na fakt, że nigdzie nie twierdzę, byś przypisywał autorce wątku jakiekolwiek poglądy, za to wyjaśniam - gdyż dla mnie jest to czytelne - w jakim celu wątek został założony.

>>Poza tym daje się zauważyć, że użyłeś przykładu drażliwego obyczajowo.
>Co masz na myśli?
To, że widać, iż użyłeś drażliwego obyczajowo przykładu.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Wygrałeś!

Twoje wysiłki prowadzenia bezsensownej potyczki z zastosowaniem chwytów erystycznych skutecznie zniechęciły mnie do kontynuowania prób podjęcia błyskotliwej rozmowy z tobą.



Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
11-09-2009 18:38 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
Witaj Osnowa, stosowałeś chwyty erystyczne. No, no - nie zauważyłam, a ty zauważyłeś?
Dziękuję za wsparcie, które jak cię znam nie wynika z żadnych innych przesłanek, niż twojego własnego rozumienia sprawy. Jakoś ostatnio nie mam nastroju do przekomarzania się ani uświadamiania na siłę. Może dlatego, że jem samo mięso, osłabiła mnie ta dieta i mam spadek agresji.
Pozdrawiam
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
Witaj Beatus.

>My Polacy i tak ciągle narzekamy opierając swoje przekonania na dalekich od empirii podstawach
Niezmiernie rzadko zdarza mi się chodzić do urzędów, nie znoszę kolejek(i urzędów).
W zeszłym roku kupiłem motocykl sprowadzony z Anglii i przed zakupem postanowiłem zorientować się, jak wyglądają formalności związane z rejestracją, jakich dokumentów wymagają. Zadzwoniłem więc do Urzędu Miejskiego w Koszalinie, do Wydziału Komunikacji. Rozmawiałem z panią kierownik. Doznałem nieomalże szoku. Zamiast kierować mnie do innych pracowników bądź zaproponować zapoznanie się z przepisami zawartymi "gdzieśtam", pani kierownik osobiście fatygowała się by sprawdzić, jakich czynności powinienem dokonać przed wizytą w urzędzie. Rozmawiało mi się z nią jak z dobrą koleżanką a nie urzędnikiem państwowym, czego zresztą nie omieszkałem jej powiedzieć...
Praca Wydziału Komunikacji jest zorganizowana doskonale. Pracują tam młodzi ludzie. Siedzenie w kolejce nie trwa dłużej niż 10 - 15 minut. Czasy się zmieniają.

Pozdrawiam - Zbyszek

"Nie patrzeć na to, co widzialne, ale na to, co niewidzialne; albowiem to, co widzialne jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wieczne" (2 Koryntian 4:18).
Beatus (2528 punktów)
Witaj Zbyszku. To teraz jesteś moderatorem? Się pozmieniało, a nie było mnie ledwie pół roku. Mam nadzieję, że dobrze bawisz się w tej roli.

>Zadzwoniłem więc do Urzędu Miejskiego w Koszalinie, do Wydziału Komunikacji. Rozmawiałem z panią kierownik.
Pozdrawiamy Panią kierownik i wpisujemy wymieniony urząd na białą listę urzędów przyjaznych człowiekowi.

Ode mnie zaś historia, którą sama uważam za zabawną. W rolach głównych Pani z okienka US w Ełku. Nieopatrzenie przerwałam jej intensywne wpatrywanie się w monitor i zadałam pytanie natury podatkowej. Pani wyryknęła (to chyba najlepsze określenie formy komunikacji tej Pani) na mnie: Nie trzeba być filozofem aby to rozumieć!
No i co ja miałam na to powiedzieć?

Pozdrawiam
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Dałam Ci minusa za powielanie plotek i stereotypów.
20 lat przepracowałam w urzędzie państwowym więc wiem o czym piszę.
Po pierwsze panuje powszechne przekonanie, że urzędników jest za dużo.
Politycy ( ostatnio Tusk) przyczyniają się do takiego postrzegania urzędników, gdyż jest to grupa która przeważnie pierwsza podnosi wrzask na durnoty jakie mają zamiar uchwalić.
Porównując do innych krajów urzędników w Polsce jest za mało. Nie chce mi się teraz szukać statystyk ale gdy byłam w tym na bieżąco było to kilkakrotnie nawet mniej. Może to się zmieniło na lepsze ale wątpię.

Polityków za to mamy bardzo mądrych, każdy z nich zna się najlepiej na wszystkim: na ekonomi, bankowości, szkolnictwie, medycynie.....
Jakość stanowionego prawa wielokrotnie wybijała dziury w bruku.
Za celowo uchwalane przez posłów tak zwane "luki prawne" winni są oczywiście urzędnicy.
Po każdych wyborach do samorządów nowej władzy wydaje się, że mogą wszystko i że to oni stanowią prawo na danym terenie. Zanim taki wójt,starosta ,wojewoda, marszałek nauczy się na własnej skórze , że nie wszystko mu wolno, że obowiązują :konstytucja, ustawy, rozporządzenia, że obowiązują ich procedury których trzeba przestrzegać bo inaczej ich polecenia są sprzeczne z prawem zdążą zwolnić kierowników, dyrektorów swoich urzędów tych którzy "nie chcieli wykonać poleceń". Na to miejsce zatrudniani są krewni i znajomi królika a ci zanim coś zrozumieją .....

Służba cywilna dla polityków jest nie do przyjęcia dlatego całą ideę ukatrupili.
Słynne zdanie Wałęsy " chciałem dobrze ale mi nie dali". Jest powszechnym zawołaniem nowo wybranych burmistrzów a "nie dają" urzędnicy mówiąc, że polecenie jest sprzeczne z obowiązującym prawem.
W swojej praktyce spotkałam wójta, starostę, burmistrza ... który był rzeźnikiem, piekarzem,ogrodnikiem a wojewodą był klarnecista lub górnik.
Gdy wojewodą zostawał prawnik lub naukowiec ( ci dopuszczali możliwość , że czegoś nie wiedzą) urząd nie doznawał trzęsienia ziemi.
Pewien wojewoda z zawodu górnik powywieszał w urzędzie duże plakaty z numerem antykorupcyjnym a sam za jakieś machlojki musiał się z urzędem przedwcześnie pożegnać.
Stażyści. Różni bywali. Z założenia nie mogli dostać zadania merytorycznego bo nikt nie miał czasu na uczenie, szkolenie, sprawdzanie. Dostawał do wykonania zadania typu kopertowanie, opisywanie teczek czy inne tego typu czynności na które brakowało zawsze czasu.
A i w takich sprawach potrafili namieszać.
Czas pracy.
Były okresy kiedy 8 godzin nie wystarczało by nadążyć i trzeba było brać robotę do domu. Były i takie z zastojem ale tych pracowitych było wielokrotnie więcej.
To też zależało od uchwalonych ustaw.Od zmiany na stanowiskach dyrektorów , wojewodów itd.
Szkolenia.
Były bardzo rzadko i były raczej nagrodą. Nie spotkałam się z odmową bez poważnego uzasadnienia. Raczej z żalem, że nie może wziąć w nim udziału gdy były związane z wyjazdem( samotna matka, czy opieka nad niepełnosprawnym).
Ta praca wbrew popularnej opinii wiąże się z dużym stresem.
Urzędnik spotyka różnych ludzi. Są tacy, którzy przychodzą rozładować frustracje swojego życia osobistego, są tacy którym się wydaje, że krzyk i awantura zastąpi potrzebny dokument a są i ludzie z zaburzeniami psychicznymi. Miałam osobiście długą rozmowę z panem z siekierą (prawdziwą!) a nie było jak w bankach dzwonka alarmowego.
A na to wszystko nakłada się narzucona organizacja pracy,podział kompetencji, przepisy wewnętrzne...
Bzdur na temat pracy urzędników nasłuchałam się dużo. A mało kto kto nie próbował tej pracy potrafi zrozumieć na czym ona polega.
Rozśmieszyło mnie kiedyś oburzenie dziennikarzy i polityków na Pawlaka który słusznie uchylił decyzję odnośnie jakiejś kary i umorzył postępowanie bo wydał go niewłaściwy organ. A następną wydaną decyzję w tej sprawie utrzymał w mocy. Obie decyzje podpisywał ten sam urzędnik. Tylko, że raz osobiście ten organ reprezentował a w drugiej działał z upoważnienia innego organu. Dziennikarze ani politycy (Kaczyński ponoć też prawnik)) nie byli wstanie zrozumieć istoty błędu i prześcigali się w bzdurach.
12-09-2009 14:55 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Porównując do innych krajów urzędników w Polsce jest za mało
Liczebność urzędników powinno się porównywać do ilości pracy jaką mają do wykonania i takiego porównania dokonali bohaterowie anegdot. Czemu, a może komu, miałoby służyć zaproponowane przez Ciebie odwzorowywanie bardziej zaawansowanych biurokracji?

>Stażyści. Różni bywali. Z założenia nie mogli dostać zadania merytorycznego bo nikt nie miał czasu na uczenie, szkolenie, sprawdzanie. Dostawał do wykonania zadania typu kopertowanie, opisywanie teczek czy inne tego typu czynności na które brakowało zawsze czasu.
Tu mamy słowo przeciwko słowu, bo przytoczona przez Beatus pierwsza anegdota wskazuje, że jest odwrotnie. Z moich informacji wynika, że bliższa prawdy, choć minimalnie przesadzona, jest właśnie ta pierwsza anegdota z wstępniaka.

>Czas pracy.
>Były okresy kiedy 8 godzin nie wystarczało by nadążyć i trzeba było brać robotę do domu. Były i takie z zastojem ale tych pracowitych było wielokrotnie więcej.
Tu nie piszesz niczego nowego i ten przykład świetnie pokazuje jak można stwarzać pozory, że ma się czegoś dużo, np. dużo pracy lub wiele do powiedzenia. Zaryzykuję, że umiejętność ta jest w Twoim przypadku skutkiem trwania w urzędniczej rzeczywistości, lub, że jako Twoja cecha osobnicza, predysponowała Cię do pracy w urzędzie.

>Bzdur na temat pracy urzędników nasłuchałam się dużo. A mało kto kto nie próbował tej pracy potrafi zrozumieć na czym ona polega.
Więc jakiż to błąd w rozumieniu istoty urzędniczej pracy popełniają pospolicie ludziska bywający w urzędzie zaledwie petentami? Tu porzuciłaś ciekawy temat, a jest szansa na podniesienie świadomości społecznej w sprawie wysokiej rangi.

>Rozśmieszyło mnie kiedyś oburzenie dziennikarzy...
Cóż, zapewne nieklarownie tym dziennikarzom wyłuszczono w czym rzecz. No bo dlaczego Twoje tu wyświetlenie problemu jest całkiem jasne? Czy może będziesz twierdzić, że cały świat jest ociężały umysłowo i tylko my dwoje jesteśmy jako tako rozgarnięci?

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
12-09-2009 16:10 
 Ocena 1 na 1
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Więc jakiż to błąd w rozumieniu istoty urzędniczej pracy popełniają pospolicie ludziska bywający w urzędzie zaledwie petentami? Tu porzuciłaś ciekawy temat, a jest szansa na podniesienie świadomości społecznej w sprawie wysokiej rangi.
Urzędnik w większości przypadków ma przepisy których musi się trzymać.
Sprawdza czy
- sprawa należy do jego kompetencji
- dokumenty, które przedstawił mu petent są:
a/ właściwe,
b/ prawdziwe
- czy dokumenty które przedstawił są wystarczające i zgodne z wymaganiami ustawy.
Jak wszystko jest w porządku to wydaje decyzje. Szybko, prosto i przyjemnie.
Schody zaczynają się wtedy gdy petent nie może udokumentować swoich praw albo mu się wcale nie należą. Takie sprawy zajmują najwięcej czasu i pracy i ciągną się długo czasem i kilka lat.
Każdy urząd, każdy sąd może wskazać co najmniej jednego takiego petenta którego akta zajmują kilka półek w szafie. Kiedyś ministerstwo zażądało przysłania wszystkich akt spraw pewnego pana. Pojechała półciężarówka bo do osobowego się nie zmieściły.Zanim następowało odrzucenie jego roszczeń przez Naczelny Sąd Administracyjny on występował z dziesięcioma innymi wnioskami.
Każdy najbardziej durny wniosek musi zostać rozpatrzony (a to udokumentowane odpowiednimi opiniami np. innych organów) i trzeba napisać odpowiedź/decyzję w terminie. Od tego delikwent ma prawo się odwołać do wyższej instancji, i jeszcze wyższej i jeszcze....
Kiedyś rozmawiałam z sędzią na temat pana który w tym sadzie miał równocześnie kilkanaście złożonych bzdurnych pozwów. Ustawa zwalniała go z kosztów sądowych (niskie dochody) więc było go stać na procesy. Sądy też są bezradne w takich sytuacjach bo a nuż w jakiejś jednej będzie miał rację? Odrzucić od razu się nie da i nie można.
O takich innych sprawach jak składanie wniosków na ostatnią chwilę ( gdy jest wyznaczony kilkuletni termin, na przykład - wymiana dowodów osobistych, składanie PIT-ów w ostatnim dniu to już szkoda mówić. A powoduje to gwałtowne spiętrzenie pracy bo obowiązuje Kodeks Postępowania Administracyjnego i odpowiedź musi być w terminie. Ile trzeba było zatrudnić urzędników gdy przeszło 80% ludzi zgłosiło się do wymiany dowodów w ciągu ostatnich 3 miesięcy a mieli czas przez kilka lat?
To samo było z paszportami. Nagle wszyscy zauważyli że dziesięcioletni okres ważności im się kończy i na 5 minut przed wyjazdem chcieli nowy. A można wymienić stary i na rok przed końcem ważności.
Beatus (2528 punktów)
Wtrącę się ale całkiem pokojowo.
>O takich innych sprawach jak składanie wniosków na ostatnią chwilę ( gdy jest wyznaczony kilkuletni termin, na przykład - wymiana dowodów osobistych, składanie PIT-ów w ostatnim dniu to już szkoda mówić. A powoduje to gwałtowne spiętrzenie pracy bo obowiązuje Kodeks Postępowania Administracyjnego i odpowiedź musi być w terminie. Ile trzeba było zatrudnić urzędników gdy przeszło 80% ludzi zgłosiło się do wymiany dowodów w ciągu ostatnich 3 miesięcy a mieli czas przez kilka lat?
>To samo było z paszportami. Nagle wszyscy zauważyli że dziesięcioletni okres ważności im się kończy i na 5 minut przed wyjazdem chcieli nowy. A można wymienić stary i na rok przed końcem ważności.
Nie wydaje ci się dziwne, że dla urzędów tak zaskakująca jest natura człowieka? Powszechnie przecież wiadomo, że człowiek jeśli coś robi (wydatkuje energię) to albo to lubi, albo musi, albo ma w tym korzyść.
Nie znam nikogo kto by powiedział "lubię chodzić do urzędów". W końcu to nie piwko z przyjaciółmi tylko obowiązek. Więc się robi jak się musi.
Co do korzyści. Chciałabym zwrócić ci uwagę, że oba wymienione dokumenty (dowód i paszport) mają ważność do określonego terminu. Jedno kosztuje 70zł drugie zdaje się 300zł. Dla wielu Polaków to są duże sumy. Jak można oczekiwać, że ktoś zapłaci po to by urzędnicy nie mieli spiętrzenia pracy? Licznik tyka od wydania dokumentu, więc ja nie wymienię paszportu rok przed czasem. I to nie z braku funduszy, ale z czystej babskiej gospodarności.
Pozdrawiam
(Alicja)Duda (25557 punktów)

>Nie znam nikogo kto by powiedział "lubię chodzić do urzędów". W końcu to nie piwko z przyjaciółmi tylko obowiązek. Więc się robi jak się musi.
Tylko niech wtedy nie ma pretensji , że musi stać w kolejce. Bo zupełnie nieekonomicznie byłoby szkolić kilkaset osób by zatrudnić ich na 3 miesiące.
>Co do korzyści. Chciałabym zwrócić ci uwagę, że oba wymienione dokumenty (dowód i paszport) mają ważność do określonego terminu. Jedno kosztuje 70zł drugie zdaje się 300zł.
Jeżeli paszport wymieniasz przed upływem ważności to odliczany jest okres za który zapłaciłaś. Za nowy płacisz mniej.
Natomiast opłata za dowód osobisty, który obywatel musi posiadać jest w moim mniemaniu sprzeczna z prawem. Ale ja tego prawa nie stanowiłam a jedynie go wykonywałam.
Beatus (2528 punktów)
>Tylko niech wtedy nie ma pretensji , że musi stać w kolejce. Bo zupełnie nieekonomicznie byłoby szkolić kilkaset osób by zatrudnić ich na 3 miesiące.
A tego to już nie byłabym taka pewna. Może ci ludzie w kolejkach wypracowali by większy zysk będąc w pracy, niż wynosi koszt wyszkolenia i utrzymania przez 3 miesiące stadka praktykantów.
>Jeżeli paszport wymieniasz przed upływem ważności to odliczany jest okres za który zapłaciłaś. Za nowy płacisz mniej.
O widzisz. Nie wiedziałam, a jak wiadomo, nieznajomość prawa szkodzi.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>Więc jakiż to błąd w rozumieniu istoty urzędniczej pracy popełniają pospolicie ludziska...
>Urzędnik w większości przypadków...
Takie sprawy jak opisałaś, to ludzie zwykle rozumieją. Tyle, że interesanci nie są od litowania się nad urzędnikami, tabakiera dla nosa, nie odwrotnie. A jeśli urzędnik nie radzi sobie z zadaniem, od użalania się ma zwierzchnictwo, które wymaga ponad np. fizyczne możliwości. A nie petentów.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Tyle, że interesanci nie są od litowania się nad urzędnikami, tabakiera dla nosa, nie odwrotnie. A jeśli urzędnik nie radzi sobie z zadaniem, od użalania się ma zwierzchnictwo, które wymaga ponad np. fizyczne możliwości. A nie petentów.
Dlatego jest tak jak jest.
Najlepszy przykład mieliśmy niedawno z meldunkiem. Miało go nie być a jest. I jeszcze długo będzie bo jak można wyobrazić sobie, że ten relikt tamtego okresu mógłby zniknąć.
Utracić kontrolę nad obywatelem?
14-09-2009 09:39 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Dlatego jest tak jak jest.
A także będzie jak będzie, nawet bez żadnej przyczyny. Bo jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.

>...z meldunkiem. Miało go nie być a jest. I jeszcze długo będzie bo jak można wyobrazić sobie, że ten relikt tamtego okresu mógłby zniknąć.
>Utracić kontrolę nad obywatelem?
"We wrześniu 2008 roku dobiegły końca prace nad projektem ustawy mającym znieść obowiązek meldowania. Po jej wprowadzeniu mieszkaniec Polski będzie miał obowiązek podać swój nowy adres we właściwym urzędzie miasta lub gminy i na tym urzędzie będzie ciążył obowiązek poinformowania innych urzędów jak ZUS, urząd skarbowy czy policja o takiej zmianie." - pisze Wikipedia pod hasłem Adres zameldowania.

Tylko po co się ustawodawca trudzi, czy to nie ma ksiąg parafialnych.

Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
12-09-2009 15:59 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
Alicjo, popełniasz dokładnie ten sam błąd o którym pisałam nieco wyżej do Zbyszka. Pokazałam tobie i innym swoją perspektywę - perspektywę petenta urzędów oraz słuchacza cudzych historii. Jednocześnie zachowałam pełną świadomość, że moja wiedza w tej sprawie bazuje na cokolwiek niepewnych źródłach. Zauważ, nie napisałam "wszyscy urzędnicy to banda legatów utrzymywanych z moich podatków!" A nawet więcej, nie napisałam: "Z tego co wiem o urzędnikach wynika...". Przytoczyłam usłyszane historie aby czytelnik samodzielnie mógł osądzić o czym one świadczą i napisać mi - takie rzeczy się zdarzają, ale zdarzają się też takie ...
Nie bacząc na formę, kontekst i nawet nie próbując zainteresować się moimi intencjami, postanowiłaś mnie ukarać, że śmiem mieć inne doświadczenia życiowe niż ty. Owszem mam inne i nie uważam, że powinnam się tego wstydzić i żyć w ukryciu.
>Dałam Ci minusa za powielanie plotek i stereotypów.
Nie Alicjo, to było za urazę majestatu, za to że nie podzielam twoich opinii i doświadczeń.
Zastanów się jednak po co to zrobiłaś? Czy sądziłaś, że ci napiszę - przepraszam, już kasuję wątek, tak mi przykro? A może sądziłaś, że dzięki tej zachęcie dojdę do wniosku - te historie o urzędnikach to stek bzdur, każdy urzędnik miłuje swego petenta i ludzkość jako taką, jest pilny i pracowity. Nawet poza urzędem dba o prawomyślność ludku mniej światłego, dając matczynego klapsa, gdy któraś z owieczek zbłądzi.
Powiem ci, że jak na moje oko, nie wystawiłaś urzędniczej mentalności za dobrej laurki.
>Po pierwsze panuje powszechne przekonanie, że urzędników jest za dużo.
Nie pisałam o powszechnych przekonaniach. Więcej, zastrzegłam że takie przekonania są zwykle błędne. Więc nie rozumiem twojej argumentacji.
>Politycy ( ostatnio Tusk) przyczyniają się do takiego postrzegania urzędników,
Nie napisałam ani słowa o politykach i polityce.
>Porównując do innych krajów urzędników w Polsce jest za mało.
Nie wiem, ale stawiałabym na złe rozlokowanie pracy, prawo ciążenia z wypowiedzi. Druga rzecz w raporcie ewaluacyjnym po poprzednim okresie programowania (UE) przeczytałam, że główny problem polskiej budżetówki to zła ergonomia pracy.
Czy wiesz, że w Wielkiej Brytanii podatnik otrzymuje od ichniejszego US rozliczenie? Podatnik może zakwestionować jego prawidłowość, ale sam niczego nie wylicza. Ile osób potrzeba w przeciętnym US do przyjęcia PITów, ile do ich sprawdzenia? Na mój NIP wpływają składki, czy rzeczywiście to takie trudne ogarnąć to w jakiś jeden system i wyliczyć wszystko. Tony papieru, setki ludzi, i ogromne nerwy - podatników, że może się pomylili a US jest bezlitosny oraz urzędników, że takie matoły nie mające pojęcia o sprawach oczywistych zabierają im czas i energię.
W gestii urzędnika niskiego stopnia nie leży zmiana tego systemu. Wiem i nie mam o takie rzeczy żalu do kasjerki w okienku. Jednak przyznasz chyba, że coś tu nie gra, tak odgórnie, a ja mam prawo być nie zadowolona.
>Po każdych wyborach do samorządów nowej władzy wydaje się, że mogą wszystko i że to oni stanowią prawo na danym terenie. Zanim taki wójt,starosta ,wojewoda, marszałek nauczy się na własnej skórze , że nie wszystko mu wolno, że obowiązują :konstytucja, ustawy, rozporządzenia, że obowiązują ich procedury których trzeba przestrzegać bo inaczej ich polecenia są sprzeczne z prawem zdążą zwolnić kierowników, dyrektorów swoich urzędów tych którzy "nie chcieli wykonać poleceń". Na to miejsce zatrudniani są krewni i znajomi królika a ci zanim coś zrozumieją .....
No właśnie. I jak sądzisz, gdy ja trafię na takiego królika w urzędzie, to jaki obraz urzędnika buduje się w mojej głowie?
>Słynne zdanie Wałęsy " chciałem dobrze ale mi nie dali". Jest powszechnym zawołaniem nowo wybranych burmistrzów a "nie dają" urzędnicy mówiąc, że polecenie jest sprzeczne z obowiązującym prawem.
Tu też mamy do czynienia z niezwykle istotną różnicą między urzędem a firmą. Każdy biznesmen lub osoba pracująca na decyzyjnym stanowisku w komercyjnej firmie wie, że trzeba iść z prądem. Trzeba nieustannie reagować na zmiany zewnętrzne i ruch wewnętrzny. Urzędy działają najczęściej na zasadzie - zawsze tak było, dobrze było, niech tak zostanie. Każda świeża głowa z pomysłami jest kłopotem.
>W swojej praktyce spotkałam wójta, starostę, burmistrza ... który był rzeźnikiem, piekarzem,ogrodnikiem a wojewodą był klarnecista lub górnik.
Cóż, nie popieram całkowitego laicyzmu. Jednak nie uważam aby rozsądne była aby wójtowie i starości byli mgr administracji publicznej.
>Czas pracy.
>Były okresy kiedy 8 godzin nie wystarczało by nadążyć i trzeba było brać robotę do domu. Były i takie z zastojem ale tych pracowitych było wielokrotnie więcej.
Jak u mnie był taki okres, to posadziłam 4 litery przed komputerem, znalazłam lekcje e-learningowe i nauczyłam się pisać formularze on-line. Skończyło się: zbieranie poczty, przeglądanie papierków, segregowanie ich i odszyfrowywanie ręcznego pisma, przepisywanie tego i nadawanie numerów. Dane wprowadzone przez użytkowników importuje się do bazy. Jak przyjdzie podpisane papierek, jedyne co trzeba zrobić to kliknąć - oryginał doszedł. Koniec. Sama mogę robię to co wcześniej musiałyby 3 osoby.
Na ale w urzędzie musi być procedura. Ona zawsze byłą, jest i będzie. To nie ważne, o co chodziło na początku. Nie ważne też, że nie ma innych niż wewnętrzne przepisów odnośnie tej procedury i nie ma też powodów dla których musi być zachowana.
>Ta praca wbrew popularnej opinii wiąże się z dużym stresem.
W komercyjnych firmach pytają i nawet sprawdzają odporność na stres. Dlaczego, a no dlatego, że poziom stresu jest bardziej związany z osobowością niż z wykonywaną pracą.
>Urzędnik spotyka różnych ludzi.
Tych samych co kioskarka i wspomniany piekarz. A policjant, ten to z założenia miłymi ludźmi się nie zajmuje.
>Bzdur na temat pracy urzędników nasłuchałam się dużo.
A, że byłaś w każdym urzędzie i siedziałaś w każdej skórze, to przecież wiesz lepiej.

To co, dałyśmy sobie po pyskach zawrzemy rozejm
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Nie bacząc na formę, kontekst i nawet nie próbując zainteresować się moimi intencjami, postanowiłaś mnie ukarać, że śmiem mieć inne doświadczenia życiowe niż ty. Owszem mam inne i nie uważam, że powinnam się tego wstydzić i żyć w ukryciu.
>Dałam Ci minusa za powielanie plotek i stereotypów.
>Nie Alicjo, to było za urazę majestatu, za to że nie podzielam twoich opinii i doświadczeń.
Tak samo zareagowałabym gdybyś przytoczyła kawały o głupich blondynkach. Bo Twoje przykłady i te kawały to ta sama kategoria. Nasłuchałam się ich trochę i jednych i drugich.
>>Po pierwsze panuje powszechne przekonanie, że urzędników jest za dużo.
>Nie pisałam o powszechnych przekonaniach. Więcej, zastrzegłam że takie przekonania są zwykle błędne. Więc nie rozumiem twojej argumentacji.
>>Politycy ( ostatnio Tusk) przyczyniają się do takiego postrzegania urzędników,
>Nie napisałam ani słowa o politykach i polityce.
Ale właśnie usiłowałam ci wytłumaczyć skąd biorą się takie opinie i dlaczego jest tak jak jest i od kogo zależy żeby było lepiej.
>Druga rzecz w raporcie ewaluacyjnym po poprzednim okresie programowania (UE) przeczytałam, że główny problem polskiej budżetówki to zła ergonomia pracy.
Oraz brak pieniędzy na koperty , długopisy, teczki......

>Czy wiesz, że w Wielkiej Brytanii podatnik otrzymuje od ichniejszego US rozliczenie? Podatnik może zakwestionować jego prawidłowość, ale sam niczego nie wylicza. Ile osób potrzeba w przeciętnym US do przyjęcia PITów, ile do ich sprawdzenia? Na mój NIP wpływają składki, czy rzeczywiście to takie trudne ogarnąć to w jakiś jeden system i wyliczyć wszystko.
.
> Jednak przyznasz chyba, że coś tu nie gra, tak odgórnie, a ja mam prawo być nie zadowolona.
Ale to zależy tylko i wyłącznie od polityków. To oni decydują jaki dokument z jakim podpisem jest ważny a jaki nie.

>No właśnie. I jak sądzisz, gdy ja trafię na takiego królika w urzędzie, to jaki obraz urzędnika buduje się w mojej głowie?
Znowu zależy to od polityków to oni zlikwidowali służbę cywilną.

>Tu też mamy do czynienia z niezwykle istotną różnicą między urzędem a firmą. Każdy biznesmen lub osoba pracująca na decyzyjnym stanowisku w komercyjnej firmie wie, że trzeba iść z prądem. Trzeba nieustannie reagować na zmiany zewnętrzne i ruch wewnętrzny. Urzędy działają najczęściej na zasadzie - zawsze tak było, dobrze było, niech tak zostanie. Każda świeża głowa z pomysłami jest kłopotem.
Urzędnik pracuje w oparciu o ustawy, zmienia się ustawa zmienia się praca urzędnika tu nie ma miejsca na "innowacyjne" pomysły, każdy dokument musi mieć prawem przewidzianą formę i treść. Jak to sobie wyobrażasz? Przyjdziesz po zezwolenie na rozbudowę a ja wystawię na rozbiórkę bo według mnie tak będzie lepiej?

>>W swojej praktyce spotkałam wójta, starostę, burmistrza ... który był rzeźnikiem, piekarzem,ogrodnikiem a wojewodą był klarnecista lub górnik.
>Cóż, nie popieram całkowitego laicyzmu. Jednak nie uważam aby rozsądne była aby wójtowie i starości byli mgr administracji publicznej.
Oczywiście że nie ale niechby mieli minimalne pojęcie o prawie. Tego powinni w szkołach uczyć zamiast religii.

>Jak u mnie był taki okres, to posadziłam 4 litery przed komputerem, znalazłam lekcje e-learningowe i nauczyłam się pisać formularze on-line. Skończyło się: zbieranie poczty, przeglądanie papierków, segregowanie ich i odszyfrowywanie ręcznego pisma, przepisywanie tego i nadawanie numerów. Dane wprowadzone przez użytkowników importuje się do bazy. Jak przyjdzie podpisane papierek, jedyne co trzeba zrobić to kliknąć - oryginał doszedł. Koniec. Sama mogę robię to co wcześniej musiałyby 3 osoby.
Takie zmiany wymagają zmian ustawowych. Znowu politycy.
>A, że byłaś w każdym urzędzie i siedziałaś w każdej skórze, to przecież wiesz lepiej.
Miałam dużo kontaktów i z gminami , urzędami miejskimi i starostwami i z urzędami wojewódzkim i marszałkowskimi znam część ich problemów oczywiście nie wszystkie.
12-09-2009 17:08 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>Tak samo zareagowałabym gdybyś przytoczyła kawały o głupich blondynkach.
Wygląda na to, że faktycznie jesteś znacznie bardziej zestresowana niż ja i nieco jak na moje oko nadpobudliwa.
Z twojej wypowiedzi wynika, że wszystkiemu na co narażony jest petent winni są politycy lub inni decydenci. Wygląda też na to, że sama nigdy takiego stanowiska nie zajmowałaś. Urzędnik jawi się jako osoba, która właściwie nic nie może, tylko wykonuje procedury zgodnie z wytycznymi.
Dlaczego więc w ogóle w urzędach pracują ludzie? Czy nie starczyliby informatycy? Zamiast pani w okienku byłoby stanowisko komputerowe, petent klikałby tam gdzie uważa, a program odsyłał dalej podając odpowiednie formularze, a na koniec wypluwałby decyzję. Zgodną z prawem i procedurą, nie obciążoną błędami i niedoskonałościami zestresowanego urzędnika.

Przekonałaś mnie, jeśli praca urzędnika na tym polega, nie chcę być urzędnikiem. Do polityki jakoś mnie nie ciągnie.

Pozdrawiam
12-09-2009 17:29 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)

>Tu też mamy do czynienia z niezwykle istotną różnicą między urzędem a firmą. Każdy biznesmen lub osoba pracująca na decyzyjnym stanowisku w komercyjnej firmie wie, że trzeba iść z prądem. Trzeba nieustannie reagować na zmiany zewnętrzne i ruch wewnętrzny. Urzędy działają najczęściej na zasadzie - zawsze tak było, dobrze było, niech tak zostanie. Każda świeża głowa z pomysłami jest kłopotem.

To nie do końca tak jest. Myślę, że dużo zależy od firmy, a w zasadzie od jej wielkości i przyjętego w niej modelu zarządzania. Od długiego czasu mam okazję obserwować jak to wygląda w dużych międzynarodowych korporacjach (zarówno na przykładzie firmy, w której pracuję i firm, w których pracują znajomi), w których od lat wyraźnie widoczna jest tendencja do centralizowania zarządzania (rzecz właściwa również urzędom). Generalnie wszelka centralizacja wymaga opracowania procedur i procesów, które będą regulować większość aspektów działalności firmy (tak, jak ustawy w przypadku urzędów państwowych). Osoby decyzyjne? Niestety widzę, że głównym motorem działania menedżerów od pewnego szczebla zarządzania, jest wyłącznie chęć zrobienia dobrego wrażenia na przełożonym, a temu z kolei na swoim przełożonym. Cóż z tego, że to co kazali im robić, jest głupie. Robią to, żeby nie podpaść. Projekt jest udany? Ogłosimy sukces. Jest nieudany? Też ogłosimy sukces. Oczywiście nie wszyscy tacy są. Zdarzają się wspaniali ludzie - z pasją, z pomysłami. I oni z kolei padają ofiarą konieczności dostosowania się do centralnych procedur i ogromnej biurokracji. Dobre pomysły nie są realizowane, a pasjonata zastępuje znajomy królika (tak jak w urzędzie).
Urzędy też pracują w oparciu o swoje centralne dyrektywy, dlatego podejmowanie przez urzędników decyzji w sposób elastyczny, jest poważnie ograniczone. Tak więc przyczyn niemożności zrobienia "czegoś ponad", upatrywałabym raczej w modelu zarządzania, niż w formie własności czy relacji, w jaką dana organizacja wchodzi z mechanizmami rynkowymi.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
Beatus (2528 punktów)
Słusznie. Faktycznie ważna jest nie tylko własność ale też szeroko rozumiana kultura organizacyjna i model zarządzania.
Sądzę jednak, że w przypadku komercyjnych przedsiębiorstw, nadmierne wypaczenia, wcześniej lub później koryguje życie. Firma plajtuje i koniec. Nie wyobrażam sobie przedsiębiorstwa działającego tak trwale jak nasz kraj z analogiczną dziurą budżetową.
Pozdrawiam
12-09-2009 17:52 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)
>Słusznie. Faktycznie ważna jest nie tylko własność ale też szeroko rozumiana kultura organizacyjna i model zarządzania.
>Sądzę jednak, że w przypadku komercyjnych przedsiębiorstw, nadmierne wypaczenia, wcześniej lub później koryguje życie. Firma plajtuje i koniec. Nie wyobrażam sobie przedsiębiorstwa działającego tak trwale jak nasz kraj z analogiczną dziurą budżetową.

Owszem. Tylko, że duża firma o mocnej pozycji na rynku, utrzymuje się na nim siłą inercji. I potrafi tak długo.
Oczywiście ma też swój instynkt samozachowawczy, który pomimo wszystko nie pozwoli na powstanie takiej dziury i plajtę. Już prędzej doprowadzi do zawału tych nieszczęsnych menedżerów.

Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
pavvel (8272 punktów)
> Może
>ktoś mi owo spaczenie zechce wyprostować, podając pozytywne przykłady.

Mój ojciec zgubił dowód osobisty. W celu wyrobienie nowego potrzebował odpisu aktu małżeństwa. Do Urzędu Stanu Cywilnego, w którym ślub był zawarty ma nieco ponad 300km.
Znalazłem mu w necie numer. Zadzwonił. Okazało się, że nie musi fatygować osobiście (jak straszyli go w naszym urzędzie miasta). Pani urzędnik była tak miła, że do urzędu miasta wysłała faksem kopię (żeby urząd mógł zacząć całą procedurę wyrabiania nowego dowodu), a oryginał wysłała pocztą ( bo zanim wydadzą dowód muszą mieć jednak oryginał).

Nie wiem jaka jest codzienność, bo urzędów staram się unikać, ale chyba nie zawsze jest tak źle jak to ze stereotypów wynika.

Pozdrawiam
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Nigdy nie pracowałam na państwowej posadzie.

Warto mieć nieco szersze spojrzenie niż demonizowanie urzędników. Podam przykład z życia wychodzący poza banał, że niektórzy urzędnicy pracują źle, a niektórzy dobrze.

Było to w latach 80-tych, gdy byłem studentem i jedynym żywicielem rodziny - żonę i dzieci utrzymywałem z korepetycji przez wiele lat. Pewnej wiosny zorientowałem się, że nie uda mi się odłożyć dość pieniędzy na wakacje, więc znalazłem sobie pracę pomocnika brukarza od sierpnia w prywatnej firmie. Pracowałem w trzyosobowej ekipie - majster, brukarz i ja - układaliśmy jezdnie z trylinki (sześciokątne grube betonowe klocki). Przez dwa miesiące zarobiłem dość, żeby od października wrócić do swojego dotychczasowego życia.

Jakiś czas później podczas spaceru z dziećmi zobaczyłem na sąsiednim osiedlu, jak brukarze budują jezdnię z trylinki. Było to zwykła państwowe przedsiębiorstwo. Przez kilka miesięcy dość regularnie obserwowałem ich pracę. Ekipa układająca jezdnię liczyła pięć osób. Pracowali oni w tempie, które wywoływało u mnie z miesiąca na miesiąc coraz większe zdumienie - średnie tempo ich pracy było takie, że przez dwa tygodnie (tak, tygodnie!) układali oni tyle jezdni, ile my we trzech układaliśmy w ciągu jednego dnia. W dodatku jakość ułożonej jezdni była gorsza. Jeśli kogoś ciekawią szczegóły i przyczyny tej ich tak wolnej pracy, chętnie opiszę niektóre.

Najprostszym wnioskiem jest uogólnienie: tak w PRL pracowali robotnicy na państwowych posadach, a cały niemal PNB wytwarzali w tamtych czasach prywaciarze. Jednak jest to błędny wniosek. nie jest trudno znaleźć przykłady dobrze pracujących budowlańców, górników, hutników... Nie wszędzie pracuje się tak jak w PKP.

Uogólnienia na temat urzędników są tak samo słabo uprawnione.

doku
Beatus (2528 punktów)
>Uogólnienia na temat urzędników są tak samo słabo uprawnione.
Jedna zasadnicza różnic o której należy wspomnieć, między sensem twojej i mojej wypowiedzi. Ja nie twierdzę, że do urzędów idą pracować ludzie z natury leniwi i głupi. Przypuszczam, że różnice w wydajności pracy, o których sam pisałeś, wynikają z warunków i wymogów owej pracy. Ten sam brukarz na państwowej pensji pracował będzie całkiem inaczej niż na prywatnej. Mało jest osób, które bez względu na otoczenie i klimat płacowy będzie pilnie i z poświęceniem wykonywało swoją pracę. Nie oszukujmy się, większość z nas pracuje bo musi, a nie dlatego, że lubi. Jeśli jednak wszyscy się obijają i jest ok., to i ja się będę obijać. Jeśli zaś wszyscy ciężko pracują i ja tak będę robić. Dopiero potem zaczynam się zastanawiać. Czy odpowiednio mi za to płacą? Czy to nie jest ponad moje siły, tzn. poza pracą nie mam już energii na cokolwiek innego? Czy moi współpracownicy są fajni i dobrze się z nimi dogaduję?
W ramach tych właśnie warunków zastanawiałam się nad tym czy lepiej być urzędnikiem czy nie? Z tego co wiem, pensje w urzędach są niższe niż w prywatnych firmach na analogicznych stanowiskach. Dodatkowo - z rozmów tutaj wynika - że mniejsza jest odpowiedzialność, bo wszystko zostało ustalone i trzeba się tylko trzymać wytycznych. Mniejsza odpowiedzialność, to mniejszy stres. (Oczywiście są ludzie, który zestresują się szalenie brakiem ich ukochanego zielonego kubeczka, ale nie chodzi o skrajności) Z opowieści zasłyszanych wynikało też, że zwyczajnie trzeba mniej robić w te 8 godz. Nie wiem jeszcze, tego tutaj nikt nie opisał, jak wygląda klimat pracy. W prywatnych firmach często bywa, że goni się do celu w szaleństwie i wygrywa najszybszy (tzw. wyścigi szczurów). W urzędach trzeba zmierzyć się z bezsilnością wobec politycznie mianowanego przełożonego, nie mającego pojęcia o specyfice pracy i wymogów, ale mającego duże ego. Co lepsze, co łatwiejsze?
Pozdrawiam
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>W ramach tych właśnie warunków zastanawiałam się nad tym czy lepiej być urzędnikiem czy nie? Z tego co wiem, pensje w urzędach są niższe niż w prywatnych firmach na analogicznych stanowiskach.

Jeszcze raz spróbuję Cię zachęcić do szerszego spojrzenia. Demonizowanie urzędników nie pomaga w merytorycznej ocenie zjawiska. Opisujesz negatywne aspekty pracy na państwowym, a nie negatywne aspekty zawodu urzędnika. Podałem Ci negatywny przykład - jak bardzo może się różnić wydajność pracy państwowej od prywatnej. Jednak jeśli ten przykład nie wystarcza, podam przykład pozytywny.

W młodej dyscyplinie, jaką jest informatyka, dokonuje się stale szybki postęp w organizacji pracy i wydajności procesów technologicznych. Jednym z największych osiągnięć na tym polu jest stworzenie pewnego metastandardu organizacji pracy, niemal nowego paradygmatu, który nazywany jest po prostu "najlepszymi praktykami", ponieważ są to rzeczywiście najlepsze praktyki, uznane jako takie na całym świecie przez informatyków i nie tylko. Zbiór tych praktyk opisano w bibliotece o nazwie ITIL.

Ciekawe jest to, że ITIL powstał w brytyjskiej administracji państwowej, pierwotnie jako metoda poprawy współpracy między urzędnikami a informatykami zatrudnionymi w tej administracji. Dzisiaj każdy prezes prywatnej firmy chce, żeby jego informatycy pracowali zgodnie z ITIL.

Chyba teraz już widzisz, że problem wcale nie leży w specyfice pracy urzędnika, ale w specyfice pracy na państwowym. O ile sprzątaczka zatrudniona w urzędzie będzie na pewno pracować 10 razy wolniej niż zatrudniona w prywatnej firmie, o tyle zawód urzędnika w specyficzny sposób broni się przed destrukcyjnym wpływem państwowej własności. Urzędnikom w pewnym sensie łatwiej się bronić przed tym wszystkim, o czym piszesz - mają nieprzekraczalne terminy wyznaczone przez prawo, mają rację stanu a nawet czasem powołanie do służenia, jak lekarze czy nauczyciele.

Cały ten Twój wywód o negatywnym wpływie państwowego zatrudnienia na pracę byłby dużo bardziej klarowny, gdybyś nie wybrała sobie akurat zawodu "urzędnik", ale jakikolwiek inny. ITIL pokazuje, że specyfika wyzwań, jakie stoją przed urzędnikami i informatykami na państwowych posadach inspiruje ich do osiągnięć, których nie mają informatycy i urzędnicy w firmach prywatnych.

W ogólności więc jak widzisz, zgadzam się z tobą. Praca na państwowym niszczy dyscyplinę, zaangażowanie, wydajność i jakość. Praca w firmie prywatnej działa przeciwnie: stymuluje, inspiruje, motywuje... Ale zawód urzędnika jest akurat złym przykładem.

Pozdrawiam


doku

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365