Racjonalista - Strona głównaDo treści
Telepraca

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
10-09-2009 18:54Beatus (2528 punktów)Telepraca
Ocena 2 na 2
Z dniem 16 października 2007 r. wprowadzono do Kodeksu pracy nowy rozdział IIb w dziale drugim pt. "Zatrudnianie pracowników w formie telepracy" więcej www.prawo-pracy.pl/telepraca-a-148.html
Jako przymusowy więzień Stolicy od lat marzę o małym domku w ustronnym miejscu. Powodem, dla którego domek nadal pozostaje w sferze marzeń jest oczywiście praca. Osób w podobnej sytuacji jest tysiące. Nie tylko w Warszawie ale także w wielu innych miastach.
Są też tacy, którzy nie wytrzymali presji i postanowili zamieszkać z dala od zgiełku. Ci często dojeżdżają do pracy kilkadziesiąt kilometrów.
Najgorzej chyba miewają się osoby, które ze względu na pracę i jej odległość od domu rodzinnego, widują swoje dzieci i współmałżonków jedynie w weekendy.
Sytuację można określić jako dramatyczną w odniesieniu do osób, którym stan zdrowia znacząco ogranicza mobilność przy jednoczesnym zachowaniu pełni władz umysłowych.

Wydawałoby się więc, że od strony pracobiorców jest i chęć i możliwości. Jednak telepracownicy na koniec zeszłego roku stanowili jedynie 1% pracującej populacji.

Osobiście mam wrażenie, że gdyby moja obecność w biurze została ograniczona do 1-2 dni w tygodniu w niczemu by to nie szkodziło.

A co wy sądzicie o telepracy? Czy jest jakaś szansa dla sympatyków małych domków, którzy jednocześnie nie mają w sobie wystarczającego ducha przedsiębiorczości aby samemu "rozkręcać interesy"?

Pozdrawiam
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

stilgar (7322 punktów)Odp: telepraca
Moim zdaniem telepraca to najrozsądniejsza forma pracy, o ile zawód nie wymaga bezpośredniej obecności - trudno, żeby lekarz badał pacjenta na odległość a hydraulik naprawiał rury przez telefon.

Telepraca ma same zalety - nie trzeba dojeżdzać do pracy, nie ma szefa nad głową, liczba interakcji z ludźmi ograniczona do minimum a i tak w większości przez internet... ( może jestem dziwny, ale mnie ludzie irytują )

W dodatku, jeśli większość ludzii by telepracowała, ułatwiłoby to życie tym, którzy muszą być na miejscu - przez zmniejszenie porannych korków ( cytując Dilberta: "There would be no rush hour if there was no rush." ).

No, ale wprowadzenie telepracy to nie takie hop siup, ze wprowadzamy ustawę i już wszyscy zmykają do domów. Najpierw trzeba przełamać przyzwyczajenia ludzi, przekonać szefów, że tak jest lepiej... no, ale za kilka-kilkanaście lat odsetek powinien być dużo większy, wraz z ekspansją internetu we wszystkie dziedziny życia.
10-09-2009 22:59 
 Ocena 7 na 7
placownik (17853 punktów)

>Telepraca ma same zalety

   I jedną potężną wadę. Kompletnemu zatarciu ulega granica pomiędzy pracą a domem. Można pożegnać się z weekendami, zarówno tymi zwykłymi jak i "przedłużonymi". Święta to fikcja. Noc zaczyna zlewać się z dniem, a dzień z nocą. Telepraca to praca totalna. Są tacy, którzy to lubią, a przynajmniej tak im się wydaje. Ja do nich nie należę.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
10-09-2009 23:17 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>>Telepraca ma same zalety
>   I jedną potężną wadę. Kompletnemu zatarciu ulega granica pomiędzy pracą a domem. Można pożegnać się z weekendami, zarówno tymi zwykłymi jak i "przedłużonymi". Święta to fikcja. Noc zaczyna zlewać się z dniem, a dzień z nocą. Telepraca to praca totalna. Są tacy, którzy to lubią, a przynajmniej tak im się wydaje. Ja do nich nie należę.

Niezależnie od tej potencjalnej wady z niecierpliwością wyglądam chwili, kiedy raczkująca na razie telepatologia wejdzie do powszechnego użytku... I będę mogła sobie siedzieć z mikroskopem gdzieś w lesie, nad jeziorem i pracować o tej porze, o której będę miała ochotę...
10-09-2009 23:23 
 Ocena 3 na 3
stilgar (7322 punktów)
No tak, nie da sie ukryć - w końcu wtedy nawet śpi się w miejscu pracy ;] Ja wolę, kiedy sam sobie ustalam godziny i miejsce pracy, np. mając zadanie do wykonania i czas na niego - i pracować przez tydzien bez przerwy aby potem mieć tydzień wolnego Nawet bym zastąpił obecny cykl tygodniowy takim elastycznym - zamiast wolnych sobót i niedziel dać ludziom 104 dni wolne Mógłbym pracować 8 miesięcy i potem brać sobie 4 miesięczny urlop ( jak sie komuś matematyka nie zgadza, to zapomniał o "standardowym" urlopie )
11-09-2009 00:05 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
Kiepsko to wygląda. Ja niby też "sam" ustalam godziny- w praktyce często gęsto zasuwam po 16 bo klient ma napięte terminy i nie ma bata- trzeba. W tym roku miałem pierwszy od ... kilku lat (więcej niż 5 ale ile dokładnie sam nie wiem) "urlop"- całych 6 dni a po powrocie taką ilość pracy że nie wiedziałem jak się nazywam. Jasne- w teorii wszystko można porozkładać, zorganizować itd itp. W praktyce wychodzi tak jak napisał Placownik- wiecznie w pracy.


hototogitsu.blogspot.com/
Beatus (2528 punktów)
>Kiepsko to wygląda. Ja niby też "sam" ustalam godziny- w praktyce często gęsto zasuwam po 16 bo klient ma napięte terminy
A czy również od ciebie zależy liczba przyjętych zleceń?
Jeśli tak, to jest zawsze jakiś kompromis między dochodem a czasem dla siebie. Przypuszczam, że dość łatwo w takiej sytuacji decydować gdy nie ma się rodziny. Trochę gorzej, gdy swój odpoczynek zaczyna się utożsamiać z dobrem najbliższych - tym na dziś, ale i tym na jutro.
Pozdrawiam
11-09-2009 18:54 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
> Trochę gorzej, gdy swój odpoczynek zaczyna się utożsamiać z dobrem najbliższych - tym na dziś, ale i tym na jutro.

Ano właśnie. To bat o wiele gorszy niż pięciu szefów nad głową. Czy rodzina ma dosyć na dziś i na jutro i na pojutrze (w razie gdyby coś mi się stało) ? A może jeszcze trochę ? Przecież godzinka więcej i tak nie zrobi różnicy... i tak od słowa do słowa robi się z 8 godzin pracy 20


hototogitsu.blogspot.com/
Kelly (2051 punktów)
>liczba interakcji z ludźmi ograniczona do minimum a i tak w większości przez internet... ( może jestem dziwny, ale mnie ludzie irytują )
Mnie też, ale najciekawsze jest to, że tak naprawdę wcale nie lubię bycia wyalienowaną. Teraz jestem chora, nie chodzę do szkoły i dostaję w domu kota
11-09-2009 18:17 
 Ocena 2 na 2
Beatus (2528 punktów)
>No, ale wprowadzenie telepracy to nie takie hop siup, ze wprowadzamy ustawę i już wszyscy zmykają do domów. Najpierw trzeba przełamać przyzwyczajenia ludzi, przekonać szefów, że tak jest lepiej... no, ale za kilka-kilkanaście lat odsetek powinien być dużo większy, wraz z ekspansją internetu we wszystkie dziedziny życia.
Zastanawiam się, czy przypadkiem nie jest tak, że nasi szefowie, czy też my jako szefowie nie boimy się, że telepracownik będzie się obijał. Wiadomo, że pańskie oko konia tuczy. Jeżeli ma się do czynienia ze specjalistą w określonej dziedzinie trudno jest ocenić ile czasu zajmie mu wykonanie określonego zadania. Jeśli zaś zadanie ma w sobie elementy kreatywności, a tak jest przecież często, w ogóle trudno orzec jaki jest rozsądny termin osiągnięcia rezultatów.
Z tego powodu, ci którzy pracują na przeróżne umowy cywilno-prawne i są poza szefowskim zasięgiem bardzo często harują, a nie pracują.
Ten problem można rozwiązać dzięki nowoczesnym rozwiązaniom technicznym ale to jak sam zauważyłeś jest jeszcze dla wielu przedsiębiorstw niedostępne.
Pozdrawiam
Kurczewski (2471 punktów)
Pracuję w ten sposób wraz z grupą ludzi bodaj siódmy rok i ustawa do niczego nie jest potrzebna. Umowa o dzieło czy umowa zlecenie załatwia wszystko. Mam wrażenie że to kolejna próba "porządkowania rzeczywistości paragrafami" która przyniesie więcej szkody niż pożytku.

hototogitsu.blogspot.com/
11-09-2009 18:30 
 Ocena 3 na 3
Beatus (2528 punktów)
>Pracuję w ten sposób wraz z grupą ludzi bodaj siódmy rok i ustawa do niczego nie jest potrzebna. Umowa o dzieło czy umowa zlecenie załatwia wszystko. Mam wrażenie że to kolejna próba "porządkowania rzeczywistości paragrafami" która przyniesie więcej szkody niż pożytku.
Są też tacy, dla których ubezpieczenia jakie płaci pracodawca przy umowie o pracę są zbyt ważne aby zdecydować się na umowy cywilno-prawne. Ja wiem, że za te pieniądze, które zabiera NFZ można opłacić usługi dobrej kliniki dla siebie i rodziny. Przypuszczam też, że wielu z nas sensowniej niż Państwo, potrafiłoby zainwestować składkę emerytalną. Jednak te lęki przed jakimś rodzajem samodzielności są.
Pozdrawiam
PS. Jeśli nie tajemnica, co robisz? Chodzi mi o to jaki przykładowy zawód można wykonywać w systemie telepracy i to działa.
11-09-2009 18:50 
 Ocena 1 na 1
Kurczewski (2471 punktów)
Cytat:
Jeśli nie tajemnica, co robisz? Chodzi mi o to jaki przykładowy zawód można wykonywać w systemie telepracy i to działa.


To trochę złożone . Upraszając- prowadzę coś w rodzaju biura zdalnej, internetowej pomocy dla klientów portalu z grafiką 3d. Może i dlatego nie mam (czy nie mamy bo jest nas parę osób) oporów przed pracą na własny rachunek- większość grafików tak czy tak w którymś momencie życia pracuje w ten sposób bo nie ma innego wyboru.

hototogitsu.blogspot.com/
Beatus (2528 punktów)
Faktycznie, graficy przodują w takim systemie pracy. Wy wyszliście nieco do przodu zakładając zdalne biuro. Jest to jednak koordynacja pracy kilku osób.
Pozostaje mi życzyć ci tak intratnych zleceń abyś nie miał powodów by wahać się czy przyjąć następne, czy wyjechać na urlop.
Pozdrawiam
11-09-2009 23:19 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
Pięknie dziękuję za dobre życzenia. Myślę że większość pracy biurowej da się w ten sposób "odklepać", głównym problemem tak naprawdę jest- jak zauważyłeś- etyka pracy. Kilka razy zdarzyło mi się podziękować za współpracę osobom które myślały że skoro nikt ich "fizycznie" nie pilnuje to mogą lekceważyć obowiązki. Niestety- tego rodzaju podejście jest dość powszechne (nie tylko w naszym kraju) a ma tak naprawdę krótkie nogi- nietrudno zauważyć czy ktoś obsłużył w ciągu dnia 40 klientów czy 4. W sieci nawet łatwiej niż "w realu" (bądź Realu) .


hototogitsu.blogspot.com/
12-09-2009 08:58 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>głównym problemem tak naprawdę jest- jak zauważyłeś- etyka pracy. Kilka razy zdarzyło mi się podziękować za współpracę osobom które myślały że skoro nikt ich "fizycznie" nie pilnuje to mogą lekceważyć obowiązki. Niestety- tego rodzaju podejście jest dość powszechne (nie tylko w naszym kraju) a ma tak naprawdę krótkie nogi- nietrudno zauważyć czy ktoś obsłużył w ciągu dnia 40 klientów czy 4. W sieci nawet łatwiej niż "w realu" (bądź Realu) .
Przywołałeś swoją wypowiedzią moje wspomnienia. Nigdy nie byłam właścicielem firmy czy jej prezesem. Swego czasu prowadziłam taki mały dział badawczy. Miałam więc kilka osób do "pilnowania". Problem polega na tym, że innych traktujesz tak, jak sam chciałbyś być traktowanym. U mnie akurat polega to na tym, że tłumaczę po co, dlaczego, jak. Gdy ktoś opanuje techniczne podstawy, natychmiast przechodzę na partnerstwo i robię jak najwięcej miejsca na swobodny wybór rozwiązań i rozkładu pracy. No i to mnie czasem gubi. Miałam bardzo miłą, grzeczną i ułożoną dziewoję za biurkiem. Biała gorączka mnie ogarniała gdy widziałam efekty jej pracy. Jak ona rozważała, jak się zastanawiała, a jak z tego nic nie wynikało - opowiedzieć się nie da. Po jakimś czasie doszłam do wniosku, że jedyną możliwością aby zrobiła co trzeba, jest stać nad nią i dyrygować - teraz wykonaj telefon. Teraz!; przeczytaj maila. Teraz! Myślałam, że ją uduszę. Rozmowy, tłumaczenia na poziomie przedszkolaka - masz zrobić to, to i to. Podpisałaś zobowiązanie, że to zrobisz, a twój pracodawca, że ci zapłaci. Pracodawca się wywiązuje, ty też musisz. I to nie byłą kwestia lenistwa, olewactwa, czy innych powszechnych przywar. Dzisiaj wiem, że była to moja wina. Ona potrzebowała jasnej instrukcji na poziomie czysto technicznym i żadnego miejsca na własną inicjatywę i jakąkolwiek swobodę. Po prostu idealny pracownik do fabryki.
Pozdrawiam
12-09-2009 13:52 
 Ocena 1 na 1
Kurczewski (2471 punktów)
Moja sytuacja jest dość podobna (jestem w jakiś tam sposób "głową" zespołu) i- co zabawne- doświadczenia też. Wcześniej nie wierzyłbym w to ale rzeczywiście, są ludzie którzy bez grama złej woli czy winy po prostu nie są w stanie samodzielnie pracować i jakby się do nich nie dopasowywać- pracować samodzielnie nie będą. To jedno z zagrożeń, zwłaszcza przy podpisywaniu umów długoterminowych i sformalizowaniu wszystkiego (jakie- jak się wydaje- proponuje państwo). Z kolei plusem jest to że tak większość chorób, jak i na przykład ciąża nijak nie eliminuje osób które chcą i potrafią pracować w takim systemie z pracy. Komputer czy telefon da się ustawić choćby i przy łóżku, ba- daje się zabrać w większość miejsc w kraju co pozwala na spędzenie np. dowolnych dwu miesięcy w górach bez konieczności brania urlopu.

hototogitsu.blogspot.com/
Beatus (2528 punktów)
>są ludzie którzy bez grama złej woli czy winy po prostu nie są w stanie samodzielnie pracować i jakby się do nich nie dopasowywać- pracować samodzielnie nie będą.
Moje cudo miało nawet mgr przed nazwiskiem. I jak zwykle uważam, że lepiej mieć wykształcenie niż go nie posiadać, w tym przypadku muszę przyznać, że wykształcenie jest dla tej osoby szkodliwe. Chodzi mianowicie o to, że mając owe mgr., dobre chęci i niezłą prezencję, dziewczyna nie jest w stanie zaakceptować tego, że nie nadaje się do pracy w której trzeba myśleć. Ona się męczy i stresuje. Pracodawcy się frustrują i budżety im szaleją. Specyficzna sytuacja, gdy nauka zaszkodziła.
Na szczęście tylko jedną taką miałam. Jak ktoś jest obibokiem i kombinuje aby nie pracować, jakoś łatwiej się pożegnać, mimo iż zwalnianie kogoś to zawsze stres i krępująca sytuacja. Człowiek wyrzutów sumienia takich nie ma, gdy obie strony wiedzą w czym rzecz.
>To jedno z zagrożeń, zwłaszcza przy podpisywaniu umów długoterminowych i sformalizowaniu wszystkiego (jakie- jak się wydaje- proponuje państwo).
Przecież cały czas funkcjonuje zatrudnienie na okres próbny. 3 miesiące i nie trzeba się z niczego tłumaczyć.
>dowolnych dwu miesięcy w górach bez konieczności brania urlopu.
A w praktyce, zdarzało ci się?
12-09-2009 18:02 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
>>dowolnych dwu miesięcy w górach bez konieczności brania urlopu.
>A w praktyce, zdarzało ci się?

Mi nie (ja dziennie sprawdzam ponad 10 GB danych, łącza mobilne czegoś takiego póki co nie obsługują takiego transferu w przystępnych cenach), ale moim współpracownikom jak najbardziej. Tak długo jak długo wypełniają swoje obowiązki nie mam prawa ani chęci do sprawdzania gdzie siedzą i jaki widok mają za oknem.

hototogitsu.blogspot.com/
15-09-2009 17:57 
 Ocena 1 na 1
Przemysław Biegański (845 punktów)
Od stycznia tego roku oficjalnie właśnie jestem osobą bezrobotną a praktycznie pracuję na zasadzie tejże "telepracy". Jestem z zawodu i zamiłowania grafikiem choć ostatnio zaczynam się specjalizować w webdesignie. Oczywiście przyjmuję zlecenia na zasadzie umowy o dzieło/umowy-zlecenia. Wszystko byłoby dobrze gdyby tylko tychże zleceń było wystarczająco dużo... Niestety - jak się okazuje jest niewielu potencjalnych klientów czy też firm gotowych pod zlecić coś dla kogoś pracującego "w domu".

A teraz wybacz że offtopuję choć paradoksalnie właśnie w sprawie "telepracy" .
Jeśli byłbyś zainteresowany coś pod zlecić grafikowi/webdesignerowi/operatorowi DTP to proszę - oto mój mail
moc.liamg@iksnageib.walsymezrp

No i pozdrawiam
Kurczewski (2471 punktów)
Kwestia cierpliwości i uporu w wyrabianiu sobie marki, niczego więcej. Pracuję jako grafik 3d od 98' i na początku było naprawdę strasznie mizernie. Pierwsze 3 lata to może jedno zlecenie na 2 miesiące a może i nie, dorabiałem przewijaniem bawełny w farbiarni (jako zwykły, uczciwy fizol) dopiero z czasem "ruszyło" ale nawet i dziś zdarzają się chudsze dni. Taki fach. Powodzenia


hototogitsu.blogspot.com/
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Jako przymusowy więzień Stolicy od lat marzę o małym domku w ustronnym miejscu. Powodem dla, którego domek nadal pozostaje w sferze marzeń jest oczywiście praca.
Nie rozumiem - nie decydujesz się na budowę/zakup wymarzonego domku, bo masz pracę? W takim razie zrezygnuj z pracy i zrealizuj swoje marzenie.


Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
11-09-2009 00:07 
 Ocena 6 na 6
Kurczewski (2471 punktów)
Po czym owiń się folią i zdechnij z głodu ... albo szczęścia jak kto woli. Rada sama w sobie urocza ale nie dla wszystkich możliwa do wprowadzenia w życie.

hototogitsu.blogspot.com/
11-09-2009 10:21 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Po czym owiń się folią i zdechnij z głodu ... albo szczęścia jak kto woli. Rada sama w sobie urocza ale nie dla wszystkich możliwa do wprowadzenia w życie.
Napisałem co napisałem, żeby autorce wątku uzmysłowić, że napisała zdanie, z którego nic nie można zrozumieć.
No bo co to znaczy, że ktoś nie ma domku, bo ma pracę?



Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
jkl; (5859 punktów)Odp: Telepraca
>A co wy sądzicie o telepracy? Czy jest jakaś szansa dla sympatyków małych domków, którzy
>jednocześnie nie mają w sobie wystarczającego ducha przedsiębiorczości aby samemu "rozkręcać
>interesy"?

Ja mogłabym pracować na odległość, ale jednak dojeżdżam. Siedząc w domu po pierwsze bym nieco zdziczała, a po drugie nie mogłabym w ramach odprężającej przerwy zaglądać na "racjonalistę"...
Bo widzisz, kodeks kodeksem, ale założenie przyzwoitego internetu w małym domku na prowincji, to może być problem nie do przeskoczenia.
25-09-2009 21:45 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
>Bo widzisz, kodeks kodeksem, ale założenie przyzwoitego internetu w małym domku na prowincji, to może być problem nie do przeskoczenia.
Już nie. Co prawda mieszkam w miejskiej dżungli ale korzystam z mobilnego internetu ze względu na przeprowadzki. Nie odczuwam różnicy w porównaniu z szybkim, stałym łączem, które mam w pracy. Akurat strona racjonalisty działa mi na zasadzie - klikam i gotowe. Polecam
jkl; (5859 punktów)
>>Bo widzisz, kodeks kodeksem, ale założenie przyzwoitego internetu w małym domku na prowincji, to może być problem nie do przeskoczenia.
>Już nie. Co prawda mieszkam w miejskiej dżungli ale korzystam z mobilnego internetu ze względu na przeprowadzki. Nie odczuwam różnicy w porównaniu z szybkim, stałym łączem, które mam w pracy. Akurat strona racjonalisty działa mi na zasadzie - klikam i gotowe. Polecam
To oddal się trochę ze swym mobilnym internetem od nadajnika w miejskiej dżungli...
Beatus (2528 punktów)
>To oddal się trochę ze swym mobilnym internetem od nadajnika w miejskiej dżungli...
Oj, oddalałam się. Wiem, że nie wszędzie jest dobry zasięg i łącze się rwie. Nie miała być to jednak reklama mobilnego internetu, tylko zachęta do przetestowania. A mobilnego, bo jest tani. Nie chcesz, twoja sprawa.
jkl; (5859 punktów)
>>To oddal się trochę ze swym mobilnym internetem od nadajnika w miejskiej dżungli...
>Oj, oddalałam się. Wiem, że nie wszędzie jest dobry zasięg i łącze się rwie. Nie miała być to jednak reklama mobilnego internetu, tylko zachęta do przetestowania. A mobilnego, bo jest tani. Nie chcesz, twoja sprawa.
Ależ mam. Średnio mobilny, bo przy zwykłym kompie i walnęłam trzy metry anteny. Przy dobrych wiatrach można pocztę w kwadrans otworzyć.
Beatus (2528 punktów)
>Ależ mam. Średnio mobilny, bo przy zwykłym kompie i walnęłam trzy metry anteny. Przy dobrych wiatrach można pocztę w kwadrans otworzyć.
No to domniemuję, że w fajnym miejscu mieszkasz.
Z tym kwadransem to jednak nieco przesadziłeś. Odpowiedz na moją wiadomość zajęła ci 9min
jkl; (5859 punktów)
>No to domniemuję, że w fajnym miejscu mieszkasz.
O, prześlicznym. To mnie pociesza.
>Z tym kwadransem to jednak nieco przesadziłeś. Odpowiedz na moją wiadomość zajęła ci 9min
Bo ja z pracy piszę...
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
Ja mogłabym praktycznie cały czas siedzieć w domu, byle by było posprzątane, bo bałagan mnie rozprasza (W sumie to najlepiej by było, gdybym była tylko ja i komputer ). Ludzie mi przeszkadzają i nie dają myśleć, bo albo oddychają za głośno, albo smarkają, albo się kiwają na krzesłach, albo chcą coś ode mnie w momencie, w którym akurat jestem zajęta. Nie wspominając już o tym, że niektórzy wyjątkowo dziwnie pachną
Mnie taka praca najbardziej by odpowiadała, gdyż najprawdopodobniej zostanę grafikiem bądź projektantem stron (w każdym bądź razie tego typu zawody mi najbardziej odpowiadają) i nie wyobrażam sobie siedzenia w jakimś biurze 3 godziny po skończeniu danej pracy tylko po to, by nabić odpowiednią ilość godzin... Biorę przykład ze szkoły: niektóre tematy przeznaczone na 2 lekcje mogłabym zaliczyć w pół godziny, niektóre zagadnienia pamiętam jeszcze z poprzednich klas, i zamiast tych 8 godzin mogłabym być w szkole 3 i umieć tyle samo...

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365