 |
Podziękowania "WETERYNIARZOM" Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 24-09-2009 23:41 | marek milczewski (2335 punktów) | Podziękowania "WETERYNIARZOM"
28 na 28 | Mam pieseczka, wabi się Misio, albo Ch...j, na oba reaguje. Waży 6200 gramów. Kundelek. Czarny podpalany, podobny do miniaturki wilczka ze stojącymi uszami i zawiniętym ogonkiem. Bardzo wrażliwy i niesamowicie wierny. Urodzony we wrześniu 2003 roku. Córka wypatrzyła Go na wsi w lutym. jak stał trzęsąc się z zimna przywiązany do polika na podwórku krowim łańcuchem z wrośniętą obrożą . Obok stała miska z zamarzniętą wodą z suchym chlebem. Miał wtedy pięć miesięcy. Odkupiła od tej baby za pięć złotych.... Od tamtej pory Misio jest ze mną. To taki ciepły i kochający całym swoim psim sercem Gościu. I raptem po spacerze o 23 0 wróciliśmy do domu, a po jakiś 30 min pies zaczął wymiotować, piszczeć, rozszerzyły mu się źrenice, a nogi rozjechały. Misiek wpadł w szok i był w agonii. Od kolegi miałem wymiętą wizytówkę lecznicy weterynaryjnej. Był na niej nr alarmowy. Zadzwoniłem. Weterynarka kazała natychmiast przywieźć psa. Powiedziałem, że nie jestem w stanie dowieźć Misia. Wtedy przyjechała swoim autem i Go zabrała. Ściągnęła wspólnika i do czwartej rano ratowali. Po ustabilizowaniu funkcji życiowych, Misio odzyskawszy przytomność potwornie skomlał, a później sparaliżowało go całkowicie. Wprowadzili go w śpiączkę farmakologiczną. Podawali cały czas jakieś leki. Każda próba wybudzenia kończyła się głębokim szokiem i potwornym skowytem, paraliż nie ustawał. Trwało to przez całą sobotę. Weteryniarze nie spali całą noc i cały dzień. Wieczorem zadzwoniono do mnie i powiedziano, że stan jest beznadziejny, żebym rano w niedzielę przyjechał i podjął decyzję, aby uśpić Misia. Raptem, w nocy z soboty na niedzielę, telefon, że zrobiono mu USG i okazało się, że ma coś w żołądku ,zrobiono mu płukanie. Zwymiotował małą ropuszkę wielkości dużego paznokcia. Podano jakąś kroplówkę. Rano, o jedenastej w niedzielę, gdy przyjechałem do lecznicy, Misio wybiegł do mnie merdając ogonkiem. Za leczenie zapłaciłem sto + leki, razem trzysta dwadzieścia złotych. Dostałem jeszcze specjalną energetyczną karmę na dwa dni. Moje uczucia pomijam, ale weteryniarze byli bardzo, ale to bardzo wzruszeni. Powiedzieli, że tak ich cieszy powrót z zaświatów Miśka jakby wygrać milion w lotto. Teraz chciałbym złożyć hołd tym wszystkim lekarzom weterynarii nazywanym pogardliwie weteryniarzmi, którzy "odwalają" kawał wielkiej roboty. Opiekują się naszymi milusieńskimi, którzy (ulubieńcy) są czasem ważniejsi od ludzi. Ale z racji tego iż leczą zwierzęta, nie ludzi są uznawani na równi z np szewcem, czy krawcem. Wynika to, jak sądzę z zakorzenionego w Polsce poglądu, że zwierze to przedmiot. Widać to w prawie jakie obowiązuje i widać w wypowiedziach ludzi. Umrze człowiek - wszyscy, którzy go nie znają i im to wisi, przybierają smutną minę i chociaż udają żal. Umrze zwierzę najukochańsze, każdy mówi - a to tylko kot, czy pies. Wszystkie czterołape, skrzydlate, pływające, pełzające są dla ich właścicieli bardzo ważne. Lekarze weterynarii są chyba najbardziej niedocenianą grupą zawodową. Ja, dopiero w dramatycznych warunkach, posypując głowę popiołem, przyznaję, to ludzie od wielkiej roboty.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 4 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | >Wynika to, jak sądzę z zakorzenionego w Polsce poglądu, >że zwierze to przedmiot. Widać to w prawie jakie obowiązuje i widać w wypowiedziach ludzi. Umrze >człowiek - wszyscy, którzy go nie znają i im to wisi, przybierają smutną minę i chociaż udają żal. >Umrze zwierzę najukochańsze, każdy mówi - a to tylko kot, czy pies. Jeszcze można dodać, że to głupie rozróżnienie panuje również w języku. Jeśli powiem "Zdechł mi kot" to wszystko gra, ale jeśli powiem "Zdechł mi dziadek" to już jest wielkie oburzenie... Jak myślicie, może to ta "katolicka moralność", że ludzie uważają się za coś wyjątkowego, lepszego od zwierząt? Przykładowo w takich Indiach nikt krowy nie ruszy, w starożytnym Egipcie kotów też nikt nie gnębił.
|
|
 | 5 na 5 | marek milczewski (2335 punktów) |
> Jeszcze można dodać, że to głupie rozróżnienie panuje również w języku. Jeśli powiem "Zdechł mi kot" to wszystko gra, ale jeśli powiem "Zdechł mi dziadek" to już jest wielkie oburzenie...> Jak myślicie, może to ta "katolicka moralność", że ludzie uważają się za coś wyjątkowego, lepszego od zwierząt?> A powiedzenie bardzo obraźliwe - zdechniesz jak pies. W domyśle, niegodnie. Ma podobne wredne katolickie zabarwienie. Przecież pies nie ma duszy, niech zdycha. Jeszcze a propos Miśka. W sobotę widziałem się z takim jednym.... Jak się dowiedział, że pies jest w agonii, powiedział, nie przejmuj się, to tylko pies, kupisz sobie drugiego. Już nie jest na liście moich znajomych, mimo że to dość ważna osoba w moim życiu. A swoją drogą, ciekawy dylemat teologiczny. Skoro po śmierci mam pójść do nieba, to czy znajdzie się tam mój pies skoro nie ma duszy. Ale jeżeli to ma być niebo, to ja żądam - chcę Miśka w niebie 
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
|  | 5 na 5 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | > A swoją drogą, ciekawy dylemat teologiczny. Skoro po śmierci mam pójść do nieba, to czy znajdzie się tam mój pies skoro nie ma duszy. Ale jeżeli to ma być niebo, to ja żądam - chcę Miśka w niebie  Muszę Cię zmartwić... Jeśli chcesz spotkać się po śmierci ze swoim Miśkiem, to zdecydowanie nie wybieraj się do nieba. Słucham czasami "Katechizmu Poręcznego" w katolickim radiu, gdzie ksiądz Pawlukiewicz rozwiewa wszelkie wątpliwości swoich współwyznawców i jego zdaniem zwierząt w niebie kategorycznie nie będzie. W niebie jest Panbóg i wszyscy ludzie będą nim tak zachwyceni, tak zapatrzeni i zasłuchani, że zapomną nie tylko o swoich Miśkach, ale nawet o żonach, mężach, dzieciach, najlepszych przyjaciółkach itd. Pod tym względem, zwierzęta podobne są do nas, ateistów - umierają (przepraszam, zdychają) i koniec. Tylko wierzący będą mieli szansę całą wieczność podniecać się jakimś starym egocentrykiem. Ja tam wolę robaki...
|
|
| |  | 3 na 3 | marek milczewski (2335 punktów) |
> Ja tam wolę robaki... A ja ni cholery. Nie będzie, już o tym pisałem, żadna archeologiczna hiena grzebać w moim truchle. Kremacja i rozsypanie proszku po lesie.
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
| | |  | | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | > > Ja tam wolę robaki...> A ja ni cholery. Nie będzie, już o tym pisałem, żadna archeologiczna hiena grzebać w moim truchle. Kremacja i rozsypanie proszku po lesie.Masz rację... Tych robaków użyłam jako swoistej hiperboli...
|
|
| | |  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) | > > Ja tam wolę robaki...> A ja ni cholery. Nie będzie, już o tym pisałem, żadna archeologiczna hiena grzebać w moim truchle. Kremacja i rozsypanie proszku po lesie.To ludzie oddają swoje ziemskie powłoki w służbę nauki (żeby się studenci uczyli na AM), a Ty archeologom nie zechcesz swoich kości nawet udostępnić? Wstyd! 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | |  | | marek milczewski (2335 punktów) | > >> Ja tam wolę robaki...> >A ja ni cholery. Nie będzie, już o tym pisałem, żadna archeologiczna hiena grzebać w moim truchle. Kremacja i rozsypanie proszku po lesie.> To ludzie oddają swoje ziemskie powłoki w służbę nauki (żeby się studenci uczyli na AM), a Ty archeologom nie zechcesz swoich kości nawet udostępnić? Wstyd!  Nadepnęłaś mi na odcisk. Ale nie dziś, wybacz. Jutro odpowiem, na poważnie. dzisiaj Misio jest moim pieszczoszkiem. Sorry ale tak się przymila, że mam gdzieś resztę. Ale ni CIEBIE. Do jutra. pa
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | marek milczewski (2335 punktów) |
> >To ludzie oddają swoje ziemskie powłoki w służbę nauki (żeby się studenci uczyli na AM), a Ty archeologom nie zechcesz swoich kości nawet udostępnić? Wstyd!  > Nadepnęłaś mi na odcisk. Ale nie dziś, wybacz. Jutro odpowiem, na poważnie. dzisiaj Misio jest moim pieszczoszkiem. Sorry ale tak się przymila, że mam gdzieś resztę. Ale ni CIEBIE. Do jutra. paNapisałaś to żartem, ale odpowiem całkiem poważnie. Otóż nieuważam wszystkiego, co robią archeologowie za etyczne. Grzebanie w starych grobach, by poznać kulturę i obyczaje - tak. Ale już bezczeszczenie zwłok w imię jakiejś nauki i co gorsza wystawianie ich w muzeum ku radości oglądających jest straszne. Faraonowie budowali piramidy latami właśnie po to by ich ciała były na wieki nienaruszone PO COŚ. W/g mnie zwłoki powinno się zbadać, a następnie z całym pietyzmem pochować ponownie. Pamiętam historię zwłok pewnego Indianina odkrytego w mule jakiejś rzeki w Ameryce. Leżał tam zdaje się kilka tysięcy lat. Wydłubano go z grobu przebadano i schowano do pudła. Gdy upomniała się o niego wspólnota Indian, rozpoczęła się cała batalia o nieoddanie jego kości wspólnocie. Na nic były argumenty, że w/g wierzeń Indian dusza jego została wyrwana z zaświatów. Dopiero sąd najwyższy wydał nakaz wydania zwłok Indianom. Archeolodzy strasznie lamentowali, że muszą dalej pracować na odlewach. Rozumiem, że nauka wymaga pewnych poświęceń, ale nie zawsze cel uświęca środki howk
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
|  | 6 na 6 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > A powiedzenie bardzo obraźliwe - zdechniesz jak pies. W domyśle, niegodnie. Ma podobne wredne katolickie zabarwienie. Przecież pies nie ma duszy, niech zdycha.Jeszcze ciekawe jest zestawienie tego, co zostaje po nas po śmierci. W przypadku zwierząt jest to padlina, a w przypadku ludzi zwłoki. I również w tym przypadku określenie "ludzka padlina" budzi wielki sprzeciw, "no bo jak to tak można bezcześcić pamięć zmarłego, przecież to człowiek był!"... Albo mięso i ciało: zwierzęce mięso jak najbardziej, a ludzkie mięso to po prostu "szczyt chamstwa"  Jednak jak się powie ludzkie ciało, to wszystko gra, przy czym przy zwierzęcym ciele nie za bardzo wiadomo o co chodzi... > Jeszcze a propos Miśka. W sobotę widziałem się z takim jednym.... Jak się dowiedział, że pies jest w agonii, powiedział, nie przejmuj się, to tylko pies, kupisz sobie drugiego. Już nie jest na liście moich znajomych, mimo że to dość ważna osoba w moim życiu.Ja w takich chwilach zamieniam wyraz "człowiek" na "łysa małpa" i zwracam delikwentowi odpowiedź  Przykładowo: "Nie przejmuj się, to tylko łysa małpa, znajdziesz sobie nową. Ile takich hasa po podwórku?" Słowa to potężne narzędzie. Zmienić parę słów na ich odpowiedniki znaczące to samo i już mamy zmieniony cały sens wypowiedzi  > A swoją drogą, ciekawy dylemat teologiczny. Skoro po śmierci mam pójść do nieba, to czy znajdzie się tam mój pies skoro nie ma duszy. Ale jeżeli to ma być niebo, to ja żądam - chcę Miśka w niebie  Skoro organizmy powstawały w procesie ewolucji, to nie wyobrażam sobie takiego momentu, w którym ktoś oznajmia, że "ta oto córka (bo jej matka to nie) jest człowiekiem i w przeciwieństwie do swojej matki, która dla nas jest tylko zwierzęciem może sobie iść do nieba"... Ogólnie rozumowanie teologiczne jest nic nie wartym zlepkiem zlepionych zlepków xD
|
|
| |  | 3 na 3 | marek milczewski (2335 punktów) | masz rację, ale dopiero, przy okazji np jak ta, człowiek zdaje sobie sprawę, jak głęboko siedzi w nas katolicka indoktrynacja z ich filozofią opisu rzeczywistości.
pozdrawiam
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
| | |  | 1 na 1 | Krzysztof Tłoczek (77 punktów) | jeśli juz jesteśmy przy teologii i katolickiej moralności... choc jestem ateistą i tym wszystkim co sie z tym faktem wiąże, to nie wiedzieć czemu ciepło się uśmiecham gdy widzę cos takiego jak to: animalpastor.eubyły katolicki ksiądz, otwiera duszpasterstwo ludzi i zwierząt organizując pochówki itd. dla jednych i drugich i z tego co wiem to non-profit... i o to odpowiedź dla tych co chcą żyć wiarą i zabrać Miśka ze sobą  pozdrawiam!
Na rozstaju dróg gdym stanął wybrałem tę mniej uczęszczaną...
|
|
| | | |  | | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > jeśli juz jesteśmy przy teologii i katolickiej moralności...> choc jestem ateistą i tym wszystkim co sie z tym faktem wiąże, to nie wiedzieć czemu ciepło się uśmiecham gdy widzę cos takiego jak to:> animalpastor.eu> były katolicki ksiądz, otwiera duszpasterstwo ludzi i zwierząt organizując pochówki itd. dla jednych i drugich i z tego co wiem to non-profit... i o to odpowiedź dla tych co chcą żyć wiarą i zabrać Miśka ze sobą > pozdrawiam!Ta... niedługo będą organizować pochówki dla tragicznie zmarłych kaktusów i muchołówek, gdyż ktoś uzna, że one też mają dusze i takie tam
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | marek milczewski (2335 punktów) |
> Ta... niedługo będą organizować pochówki dla tragicznie zmarłych kaktusów i muchołówek, gdyż ktoś uzna, że one też mają dusze i takie tam  > Pofatygowałem się i przeglądnąłem tą stronkę. Zrobił ją jakiś katolicki zaprzaniec, opisuje dyrdymały z krzyżem w tle. Obciachowiec. Ludzie mogą sobie chcieć stawiać na grobach narzędzie zbrodni, czcząc go, ale stawianie go "boguduchawinnym" chomikom, czy kotom jest po prostu chore. 
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
| | | | |  | | i.czaplicka | mają kasę, a nie takie tam >
|
|
| | | |  | | catseye (1381 punktów) | > były katolicki ksiądz, otwiera duszpasterstwo ludzi i zwierząt organizując pochówki itd. dla jednych i drugich> i z tego co wiem to non-profit...To taka promocja, dla pierwszych 200
|
|
|  | 3 na 3 | ats42 (262 punktów) | > A swoją drogą, ciekawy dylemat teologiczny. Skoro po śmierci mam pójść do nieba, to czy znajdzie się tam mój pies skoro nie ma duszy. Ale jeżeli to ma być niebo, to ja żądam - chcę Miśka w niebie  > Też po stracie psa doszedłem do wniosku, że żadna religia nie ma mi nic do zaoferowania w temacie ponownego zejścia się z nim ani w zaświatach, ani w ponownym życiu. I jest to dla mnie wystarczający powód, aby chrzanić wszelkie religie, abstrahując od samej wiary w boga, bo tutaj akurat jestem agnostykiem.
|
|
 | 10 na 10 | plodzien (7378 punktów) | > Jeszcze można dodać, że to głupie rozróżnienie panuje również w języku. >
O tak. Zwłoki i ciało są ludzkie. Padlina i mięso - zwierzęce. Podobnie - jedni umierają, drudzy zdychają. Zwierzęta są też krzywdzone lub niezasłużenie wyróżniane oczywiście nieprawdziwymi lecz utrwalonymi stereotypami: - o sowiej mądrości, gdy faktycznie sowa to raczej jeden z głupszych ptaków, - i na odwrót - o ośle, który faktycznie jest zwierzęciem dosyć inteligentnym, - o gołąbku jako symbolu pokoju, gdy tak naprawdę gołąb to paskudne zwierzę mające skłonność do zadziobania na śmierć pobratymca tylko dlatego, że jest słabszy fizycznie, - o tchórzostwie, gdy tchórz to zwierzę niezwykle waleczne. Wielokrotnie obserwowano, że tchórz mając do wyboru walkę lub ucieczkę, wybierał walkę. - o świni, podczas gdy chcąc wyrazić, to co mamy na myśli - lepiej byłoby powiedzieć - człowiek (przynajmniej niektóry). Ale nie zawsze zwierzęta znajdują się w pozycji pośledniej. Istnieją w języku określenia i sformułowania świadczące o należnym docenianiu ich przez człowieka. Nie pomylę się za bardzo, gdy stwierdzę, że ojciec Pio w wypalaniu sobie stygmatów kwasem- był pracowity jak koń a ludziska przy budowie Lichenia uwijały sie jak mrówki. Można też znaleźć mnóstwo ludzi wykazujących się na imprezach specyficzną słowiańską cechą. Mówimy o nich i podziwiamy tę zdolność do picia charakterystyczną dla wielbłąda. Norka gdy chce mieć dzieci, robi dokładnie to samo co kobieta, gdy chce mieć norki. Z kolei zupełnie słusznie i z należnym psu szacunkiem można o papieżu Borgii powiedzieć, że był: pies na baby. Pozdrawiam
|
|
|  | 3 na 3 | marek milczewski (2335 punktów) |
>Z kolei zupełnie słusznie i z należnym psu szacunkiem można o papieżu Borgii powiedzieć, że był: pies na baby. >Pozdrawiam > Ty świnio, masz rację. Obrazi się każdy, a świnia, to jedno z najmądrzejszych zwierząt domowych. Podobno o niebo inteligentniejsze od psa.... i wierniejsze. Ale hodowane dla mięsa jest pozbawione tego cagoś. Wyobraź sobie małego prosiaczka u kolegi, do którego przychodzisz, leżącego na fotelu i przymilającego się do ciebie. Pewnie dasz radę. Albo kurę chodzącą po domu... Później się dowiesz, że świnia została zabita na bigos, a kura na rosół. Żyjesz i masz się dobrze, a kolega to "hodowca" domowy. Podziwiasz go za za inwencję, że w bloku miejskim "wyhodował" mięsko. A teraz wyobraźmy sobie sytuacje, że dowiadujesz się, że kumpel zjadł psa, kota lub świnkę morską. Jak reagujesz? Już był taki wątek, więc nie chcę tego tematu ciągnąć, ale chodzi o inny aspekt. Hodowla dziwnych, czasem "jadalnych" zwierzaków i podejście do tego gości. Świnia, kura, a może ukochana krowa to obciach. Ale już koń nie.
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
| |  | | i.czaplicka | wszsyscy ludzie zapytani o najinteligentniejsze, a zarazem obdarzone najlepszym węchem zwierze domowe wskazują na psa.A to świnia.
|
|
| |  | | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) |
> A teraz wyobraźmy sobie sytuacje, że dowiadujesz się, że kumpel zjadł psa, kota lub świnkę morską. Jak reagujesz?Nie wiem jak kot i pies, ale świnka morska jest pyszna...
|
|
| | |  | | marek milczewski (2335 punktów) | > >A teraz wyobraźmy sobie sytuacje, że dowiadujesz się, że kumpel zjadł psa, kota lub świnkę morską. Jak reagujesz?> Nie wiem jak kot i pies, ale świnka morska jest pyszna...  Wiem, wiem, mąż z Ameryki Pd, a tam je wcinają jak kurczaki 
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
| | |  | | Ania... (14138 punktów) | > >A teraz wyobraźmy sobie sytuacje, że dowiadujesz się, że kumpel zjadł psa, kota lub świnkę morską. Jak reagujesz?> Nie wiem jak kot i pies, ale świnka morska jest pyszna...  Psina podobnież również niczego sobie. W okolicy wojny nie było to dziwne i wielu z mieszkańców mojego miasteczka sobie pomagało tym mięsem, lub sadłem.
|
|
3 na 3 | Zyga (1539 punktów) | Gdy zobaczyłem temat spodziewałem się tyry. Po pierwszych słowach myślałem, że z psem coś nie tak. No na szczęście...
Jaki mamy stosunek do zwierząt najlepiej widać w schroniskach. Syf, brud, nędza i rozpacz.
---------- Co dzień rano, gdy moja wybranka wychodzi do pracy, kocięta wdzierają się siłą do sypialni. Z wrażenia, jednocześnie burcząc i piszcząc (wydają przez to megadziwny dźwięk podobny do tego wydawanego przez głębie), trzęsą się całe i trącają mnie w twarz noskami. Mógłbym jeszcze 1h pospać ale po takim powitaniu muszę je wygłaskać, wyściskać, nakarmić, rzucić ulubioną kulkę, 50x zdjąć ze stołu zanim uda mi się coś zrobić... nie ma sensu wracać spać... jestem członkiem ich stada. Kto nie ma zwierzaka ten chyba nie zrozumie.
|
|
 | 2 na 2 | ats42 (262 punktów) |
>Jaki mamy stosunek do zwierząt najlepiej widać w schroniskach. Syf, brud, nędza i rozpacz. >---------- Budżet, przede wszystkim budżet! Jakbyśmy przekazywali na schroniska odpowiednio więcej pieniędzy, to by w nich nie było syfu, nędzy i rozpaczy, a ludzie kochający zwierzęta do ich obsługi zawsze są. Mamy składki na ubezpieczenie zdrowotne i na ZUS, ale nie mamy specjalnego podatku na opiekę nad zwierzętami. Ja jestem za jego wprowadzeniem- obciążenie przeciętnego obywatela to byłyby grosze, ale spróbujmy go uchwalić i zaraz się okaże, kto tu jest bydlę.
|
|
|  | | Zyga (1539 punktów) | >Budżet, przede wszystkim budżet! Jakbyśmy przekazywali na schroniska odpowiednio więcej pieniędzy, to by w nich nie było syfu, nędzy i rozpaczy, a ludzie kochający zwierzęta do ich obsługi zawsze są. Mamy składki na ubezpieczenie zdrowotne i na ZUS, ale nie mamy specjalnego podatku na opiekę nad zwierzętami. Ja jestem za jego wprowadzeniem- obciążenie przeciętnego obywatela to byłyby grosze, ale spróbujmy go uchwalić i zaraz się okaże, kto tu jest bydlę. >
Podatków Ci u nas dostatek. I tak mamy ich za dużo i za duże. Problem jest gospodarnością i z ulgami oraz utrzymywaniem niektórych grup. Mój jeden procent (czyli grosze) trafia do strazdlazwierzat.com.pl
|
|
2 na 2 | Beatus (2528 punktów) | Tobie, ale chyba bardziej wszystkim którzy nie doceniają pracy weterynarzy polecam cykl książek James'a Herriota "Wszystkie zwierzęta duże i małe". Nie film, książkę. To chyba najzabawniejsza, najcieplejsza i bardzo emocjonująca opowieść o tym jak to jest być weterynarzem, dlaczego można to kochać, co się dzieje gdy trzeba podjąć decyzję o uśpieniu zwierzęcia, jak ten zawód widzą inni, itd. Dodatkowa zaleta - dostępne nawet w podrzędnych gminnych bibliotekach. Pozdrawiam
|
|
4 na 4 | ats42 (262 punktów) | > Lekarze weterynarii są chyba najbardziej niedocenianą grupą zawodową. Ja, dopiero w dramatycznych warunkach,> posypując głowę popiołem, przyznaję, to ludzie od wielkiej roboty.> Weterynarze to właśnie lekarze, a lekarze to w głównej mierze konowały  Też sporo zawdzięczam weterynarzom- w sensie pozytywnym. Mój poprzedni piesek zmarł co prawda prawdopodobnie w następstwie błędu w sztuce weterynaryjnej, ale sami z żoną się do tego- ani chybi- przyczyniliśmy nie podając istotnych informacji, bo jeszcze ich nie znaliśmy. Było tak: parę lat temu bladym świtem wprowadzaliśmy się właśnie na kwaterę nad morzem, a na podwórku został nasz pies- pekińczyk. I nagle zaalarmował nas jego przeraźliwy skowyt. Rzucając bagaże gdzie popadnie wybiegliśmy na zewnątrz i zastaliśmy Agata przerażonego i trzęsącego się w ukryciu pod schodami. Po podwórku biegał pies gospdarzy- stary wilczur, który urwał się z łańcucha. Agat miał powyrywaną sierść na grzbiecie, silne zadrapania podbiegnięte krwią i krwawiącą dziurę w zadzie, jakby ktoś do niego strzelił ze sztucera- mogłem w nią wsadzić cały kciuk! Nie wiadomo było, co się stało, ale wyglądało to na skutki ataku jakiegoś zwierzęcia i jedyne, co nam przyszło do głów, to że to robota innego psa. Ale do psa gospodarzy Agat nie czuł respektu ani się na niego nie rzucał, ani nie od niego nie stronił, więc to eliminowało go z kręgu podejrzeń. Brama i furtka pozamykane, dziur w ogrodzeniu niet- więc ki czort? My bez samochodu, bez telefonów komórkowych, wiocha permanentna, najbliższa klinika weterynaryjna oddalona o 50 km w Pucku i jest akurat niedziela rano, i niesamowity upał, a my zmordowani po nieprzespanej nocy w pociągu. Pozostało nam zdezynfekowanie rany i założenie opatrunku we własnym zakresie. Zdobyliśmy też namiary na weterynarza w sąsiedniej wsi. Następnego dnia rano żona usiłowała założyć nowy opatrunek, a że pies się bronił i gryzł, więc musiałem go mocno trzymać i poderwałem go do góry, a wtedy zobaczyliśmy jeszcze niewidoczne dotąd w gęstym futrze szramy na brzuchu, więc przestraszeni tym ok. południa pojechaliśmy PKS-em do owego weterynarza. Pies był trochę markotny i obolały, ale mimo wszystko jeszcze całkiem żwawy. Weterynarz przyjął nas z uśmiechem, troskliwie zajął się psem, obejrzał ranę, a właściwie strup, który już nie dawał wielkiego pojęcia o jej charakterze, obwąchał tę ranę, czy aby nie czuć jakiejś zgnilizny i zaaplikował normaly, sprawdzony antybiotyk, który zwyczajowo bezpiecznie podaje różnym zwierzętom gospodarskim, bo przecież na wsi nikt się z psami ani z kotami nie obcynadala, takie miejskie fanaberie się prawie nie zdarzają, i kazał następnego dnia przyjechać na kolejny zastrzyk. Jednakże ok godz. 20-ej pies zaczął się dusić. W tempie alarmowym nasz gospodarz zawiózł nas do gabinetu, gdzie musieliśmy wyrwać pana doktora z jego własnego przyjęcia urodzinowego- bez protestów! Okazało się, że Agat ma prawie 44°C gorączki! Udało się ją obniżyć, ustabilizować pracę serca, ale z nocą przyszedł koszmar- pies ciągle pił wodę i wymiotował, nie zmrużyliśmy oka. Od świtu Agat ciągle usiłował się gdzieś oddalić i ukryć- jeszcze nie zorientowałem się, że to już są oznaki przeczuwanej przez niego agonii. I ciągle pił, i wymiotował, aż ok. 16-ej znowu zaczął się dusić i dostał drgawek. Znowu dzięki uprzejmości gospodarza dojechaliśmy piorunem do gabietu weterynaryjnego, ale to już na nic się zdało; kilkanaście minut potem Agat skonał córce na rękach. Próbowaliśmy ustalić, jak do tego doszło. Nie miałem żadnych pretensji do lekarza, bo widziałem jego zaangażowanie. Z całą pewnością gorączka uszkodziła nerki i to było powodem zgonu, ale skąd była gorączka? Wstrząs antybiotykowy raczej odpadał. Dopiero po kilku dniach, drogą dedukcji z zachowania się psa- jak nigdy wcześniej nie interesowały go mewy na plaży, ani nie zbierał w pysku ich piór, doszedłem do wniosku, że to zachowanie, gwałtowność zajścia i brak śladów walki oraz charakter ran- silne zadrapania na brzuchu, bokach i grzbiecie oraz pojedyncza rana kłuta wskazują na atak jastrzębia bądź myszołowa. Człowiek z miasta zwykle nie dochodzi szybko do takich wniosków, a ja doszedłem za poźno, a świadkiem był tylko pies gospodarzy, który chcąc Agata bronić urwał łańcuch i odpędził ptaszysko! Paradoksalnie, domowy piesek-zdawało by się- wyłączony z łańcucha pokarmowego dzikiej przyrody stał się potencjalnym obiadem dla jastrzębia! Ale podniesiony pióropusz ogona zmylił ptaka, który pewnie liczył na to, że atakuje koguta i zadał śmiertelny cios dziobem tu, gdzie jego zdaniem miał być kark, a ponadto pies ważył ok. 7 kg a nie 2, więc wyrwanie go w powietrze się nie powiodło. Jednakże ptaki roznoszą bakterie beztlenowe, np. tężec, i prawdopodobnie one wywołały gorączkę namnażając się szybko po wybiciu normalnych bakterii przez normalny antybiotyk. Dwa tygodnie wczasów upłynęły nam w kompletnej rozpaczy. Po powrocie następne dwa tygodnie nosiło nas po chałupie, aż wreszcie pojechaliśmy kupić następnego pekińczyka, tym razem suczkę. Po paru miesiącach okazało się, że ma chorobę Pertesa (unieruchamianie się stawu biodrowego pod wpływem nadmiernego rozrostu chrząstki). Konieczna była operacja. Zasięgałem przed nią mnóstwa konsultacji u różnych fachowców, zawsze podchodzących do tematu bardzo serdecznie i nie szczędzących wiedzy, aż podjąłem decyzję, że operujemy. Lekarzowi udało się to zrobić fenomenalnie, a całość kosztów zamknęła się w niewiele ponad 300 zł! Od tamtych wydarzeń minęło 6 lat, a suczka śmiga jakby nigdy nic, a ja wiem, że ze strony weterynarzy zawsze mogę liczyć na ofiarność i rzetelność, byle bym tylko potrafił im odpowiedzieć na wszystkie pytania, które mi zadaja w sprawie mojego psa. Bo żaden ludzki lekarz nie przeprowadza tak obszernego wywiadu, jak weterynarz.
|
|
1 na 1 | ats42 (262 punktów) | > Zwymiotował> małą ropuszkę wielkości dużego paznokcia.> Moja Gusia też kiedyś spróbowała polizać ropuchę  Przez bitą godzinę piana waliła jej z pyska jak z gaśnicy; zasnuła nią w esy-floresy cały trawnik u naszych nadmorskich gospodarzy, a potem leżała pół dnia jak rozjechane ścierwo struta i odwodniona. Też miałem stracha, że się wykończy, ale przynajmniej znałem przyczynę i widziałem ropuchę, jak zwiewa. Od tamtej pory suczka żaby omija.
|
|
 | | aron | ja osobiscie wydalbym te 300 zl na dofinansowanie jakiegos hospicjum dla chorych dzieci ,a za 5 zl kupilbym sobie kolejnego psa. Wiem ze weterynarze tez z czegos musza zyc, jednak ludzie powinni miec pierwszenstwo.
|
|
|  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) | >Wiem ze weterynarze tez z czegos musza zyc, jednak ludzie powinni miec pierwszenstwo.
Najpierw ludzie, potem psy... To dopiero początek kolejki, a do tego niezbyt ściśle opisany. No bo co to znaczy ludzie? Pytam, jacy ludzie mieliby mieć pierwszeństwo. Mali, duzi, młodzi, starzy, czarni, biali, mądrzy, głupi, biedni, bogaci?
Proszę o więcej szczegółów!
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | | marek milczewski (2335 punktów) | >>Wiem ze weterynarze tez z czegos musza zyc, jednak ludzie powinni miec pierwszenstwo. > Najpierw ludzie, potem psy... To dopiero początek kolejki, a do tego niezbyt ściśle opisany. No bo co to znaczy ludzie? Pytam, jacy ludzie mieliby mieć pierwszeństwo. Mali, duzi, młodzi, starzy, czarni, biali, mądrzy, głupi, biedni, bogaci? > Proszę o więcej szczegółów! > Pozdrawiam > Niech strój słów podkreśla urodę myśli to jest sztandarowy przykład, żeby niezalogowani nie mieli prawa wypowiedzi, a kto wie może i wglądu do portalu. Ja jednak spróbuję mu odpowiedzieć "po ludzku" pozdrawiam
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
|  | 4 na 4 | ats42 (262 punktów) | >ja osobiscie wydalbym te 300 zl na dofinansowanie jakiegos hospicjum dla chorych dzieci ,a za 5 zl kupilbym sobie kolejnego psa. Wiem ze weterynarze tez z czegos musza zyc, jednak ludzie powinni miec pierwszenstwo.
Jak bym jeszcze miał dołożyć na leczenie psa, to bym dołożył, ale za takie gadanie tak bym ci w pierwszej kolejności za darmo wpieprzył, że budżet US Army byłby za mały na sfinansowanie wszystkich twoich operacji.
|
|
|  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) | > ja osobiscie wydalbym te 300 zl na dofinansowanie jakiegos hospicjum dla chorych dzieci ,a za 5 zl kupilbym sobie kolejnego psa. Wiem ze weterynarze tez z czegos musza zyc, jednak ludzie powinni miec pierwszenstwo. No, mądralo, zaloguj się, a potem pogadamy. Nie wydałbyś. Znam takich jak ty.
|
|
|  | 4 na 4 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > ja osobiscie wydalbym te 300 zl na dofinansowanie jakiegos hospicjum dla chorych dzieci ,a za 5 zl kupilbym sobie kolejnego psa.A ja bym wolała wydać 1000 złotych na leczenie wspaniałych, śliczniutkich i mięciutkich króliczków, a za 5 złotych kupiłabym sobie jakąś łysą małpę... chociaż zaraz, pełno tego po ulicach biega, więc na co będę wydawać pieniądze? W końcu każda jest taka sama i jest tylko naczelnym bez futra, będę miała więcej dla siebie 
Zerwałam żelazne łańcuchy, o Panie. Lochów twych bezdenne otchłanie Opuszczam na skrzydłach myśli oświeconych...
|
|
|  | 4 na 4 | marek milczewski (2335 punktów) | >ja osobiscie wydalbym te 300 zl na dofinansowanie jakiegos hospicjum dla chorych dzieci ,a za 5 zl kupilbym sobie kolejnego psa. Wiem ze weterynarze tez z czegos musza zyc, jednak ludzie powinni miec pierwszenstwo.
Wyobraź sobie, że jesteś absolutnie sam. Cztery ściany, żadnego przyjaciela i tylko to zwierze, kochające cię bezgranicznie. Bijesz go, a on i tak cię kocha. Łasi się do ciebie latami, śpi z tobą, karmisz go. Znasz doskonale jego mowę ciała, wiesz kiedy się cieszy, kiedy cierpi, kiedy jest smutny. Jest jedynym stworzeniem, które jest z tobą. Trwa to kilka, albo kilkanaście lat. Jesteście parą dobrych, kochających się przyjaciół. I raptem pies zachoruje, cierpi, nie wiesz, co się dzieje, traci przytomność, piszczy, skomli. Moje pytanie - 1. poczekasz, aż umrze, (zdechnie) i kupisz sobie za pięć złotych nowego, 2. będziesz Go leczył. Jeżeli odpowiesz "tak" na pierwsze pytanie, to nawet ówczesny komendant Auschwitch - Birkenau, Rudolf Hoss, urwałby ci łeb własnymi rękami przemyśl to, warto się czasami zatrzymać i nie paplać głupot
pozdrawiam i polecam - lepiej, chociaż raz do roku, wysłuchaj opery, niż hip hopu
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
| |  | 2 na 2 | michiko (596 punktów) | > Bijesz go
Mam nadzieję, że to tylko taka licencja poetica...
|
|
| | |  | | marek milczewski (2335 punktów) | >> Bijesz go >Mam nadzieję, że to tylko taka licencja poetica... > OCZYWIŚCIE!!!!!!
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
| | | |  | 1 na 1 | michiko (596 punktów) | >>> Bijesz go >>Mam nadzieję, że to tylko taka licencja poetica... >> > OCZYWIŚCIE!!!!!!
Już dobrze, po prostu było to jak jakiś zgrzyt.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | marek milczewski (2335 punktów) | > >>> Bijesz go> >>Mam nadzieję, że to tylko taka licencja poetica...> >>> > OCZYWIŚCIE!!!!!!Już dobrze,> po prostu było to jak jakiś zgrzyt.To co opisałem to sytuacja hipotetyczna, żeby ten pewnie młody człowiek, coś zrozumiał. Ale faktycznie, z tym biciem trochę mnie poniosło 
dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
|
|
|  | 3 na 3 | kortyzol (422 punktów) | > ja osobiscie wydalbym te 300 zl na dofinansowanie jakiegos hospicjum dla chorych dzieci ,a za 5 zl kupilbym sobie kolejnego psa. Wiem ze weterynarze tez z czegos musza zyc, jednak ludzie powinni miec pierwszenstwo.Ja ci odpowiem tak. Mój Kot ma pierwszeństwo przed miliardami ludzi na tej planecie. Dzieci-w-Hospicjum to taki sam szantaż emocjonalny jak Głód-w-Afryce. Pozdro dla mojego Weta - Pogromcy Strasznego Świerzbowca (na szczęście tylko świerzbowca) 
Spójrzcie bowiem, oto kot blady, a piekło postępuje za nim.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|