Tekst pana Mariusza Agnosiewicza budzi wiele (moich) watpliwosci i wydaje sie mocno "nagiety". Jak zrozumialam autor wysnul wniosek ze wysoki odsetek ateistow w krajach wysokorozwinietych w porownaniu z odsetkiem tychze w krajach niskorozwinietych ma dowodzic ze ow ateizm jest posrednim lub bezposrednim powodem/skutkiem "wysokiego rozwiniecia" W ZWIAZKU Z CZYM NALEZY UZNAC GO ZA PRZEJAW POSTEPU/ DROGE DO DOBROBYTU itp. To bardzo smialy, a raczej niezwykle pochopny wniosek Mozna by napisac identyczny tekst porownujacy ilosc spozycia kokainy i srodkow uspokajajacych (najwyzsze wlasnie w krajach wysokorozwinietych - przoduje USA) i porownac je z odsetkiem ateistow, po czym wysnuc oparty na podobnej logice wniosek ze ateizm rodzi powazne zaburzenia emocjonalne. Aby wysuwac wniosek na co ateizm ma wplyw lub co ma wplyw na ateizm, nalezaloby dokonac szerokoplaszczyznowej, zbilansowanej oceny osiagniec spoleczenstw "wysoko rozwinietych" i dlugoterminowych skutkow ich filozofii zycia. Mam spore watpliwosci co do plusowego wyniku tego bilansu. Ale moge sie mylic... |