Zanim kliknęłam na artykuł pomyślałam o Wyższej Szkole Kultury Rydzyka i ministrze Szyszko, który załatwiał im dotację na nowy kierunek, a potem dostał tam posadkę z wynagrodzeniem kilkaset zł/h. Okazało się, że też o tym wspominają. Ciekawe jaka była w obu przypadkach kolejność zdarzeń - czy najpierw bezinteresowne lobbowanie (bo np. panowie widzieli potencjał uczelni, chcieli wspierać takie inicjatywy itp.) a potem wdzięczność w postaci zatrudnienia, czy odwrotnie: zatrudnienie uzależnione było od skuteczności lobbingu.
Swoją drogą, czy jeszcze kogoś dziwi, że w dwuznaczne finansowo sytuacje są zaangażowane instytucje związane z KK z jednej i osoby odmieniające Pana Boga i walkę z korupcją przez wszystkie przypadki z drugiej strony? kaman...
|