Racjonalista - Strona głównaDo treści
"Choć nasze życie splunięcia nie warte - Eviva L'Arte!"

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kultura
NapisanoAutorTytuł
11-12-2009 00:36Małgorzata Dorna (721 punktów)"Choć nasze życie splunięcia nie warte - Eviva L'Arte!"
Ocena 6 na 6
„Eviva L’Arte!”

Paryż 5 marca 1982 roku, ożywiona rozmowa w gronie aktorów i malarzy, kilku zaprzyjaźnionych marchandów, krytyków. Iskrzące się dowcipem anegdoty, finezyjne aluzje, lekkie drinki. Rozmowa na pół tonach, skojarzenia chwytane w pół słowa, na błysk spojrzenia, teatralne gesty - na odległość wyrafinowanej metafory. Właśnie kończy opowiadać zabawną historię pani kustosz, właścicielka sławnej galerii. Chodzi o zgodę sąsiadów salonu sztuki na przeprowadzenie jakiejś zmiany budowlanej, wspólnej dla galerii i kamienicy tuż obok.
Oczywiście protesty miejscowych, oczywiście święte oburzenie, oczywiście zawiść bezinteresowna i wściekłość niepojęta, awantura z sąsiadami na ekstremach. Ktoś krzyczy: Niech zdechną artyści! Na diabła nam galeria! Na diabła te pijusy, te zarozumiałe, bezczelne clochardy! – pani kustosz opowiada ze swadą.
Tadeusz Kantor zajęty rozmową ze znanym mecenasem sztuki o możliwości wystawienia spektaklu w Norymberdze – uważnie obserwuje zebranych.
„Jedyną rzeczą , którą mógłbym zrobić nie gdzie indziej, jak tylko w Norymberdze, jest opowieść o gwoździu, którym przebito policzki Veit Stoss'a , stosując się do prawa przewidującego taką karę za przewinienia finansowe. Stało się to wtedy, gdy Mistrz jako starzec, gnany tęsknotą, z Krakowa, któremu pozostawił największe dzieło swego życia Ołtarz Mariacki, po długiej wędrówce dobił do wrót swego domu rodzinnego” - napisze po latach Kantor, dodając zachwycony zbieżnością obu opowieści to wielce wymowne zdanie, powtarzane później przy byle okazji przez byle znawcę sztuki, byle krytyka, pismaka: ”Niech zdechną artyści!” Oto tytuł nowego spektaklu, którego premiera odbyła się w 1985 roku, w Norymberdze i który tam właśnie, a nie w rodzinnym, ukochanym przez Kantora Krakowie – okrzyknięto prawdziwym arcydziełem.
Teraz niszczy się metodycznie, z uporem i bez znieczulenia twórcę światowego kina, autora tak znakomitych, przejmujących dzieł jak „Lokator”, „Tess”, „Dziecko Rossemary” za czyn „moralnie naganny”, ostatecznie popełniony (co prawda ofiara nie czuje się ofiarą, ale jej subiektywne zdanie okazuje się nie mieć tu większego znaczenia) przed prawie trzydziestu laty, sugerując co mógłby zrobić artysta, gdyby... zdecydował się na ucieczkę, gdzieś w góry, po stromych ścieżkach Alp, ponad krawędzią otchłani. Ton każdej relacji wielce napastliwy, agresywne, młode dziennikarki o ślicznych, nieskażonych cieniem myśli buziach, jasnych jak kamień polny mają niewątpliwe pole do popisu, szefowie od telewizyjnego marketingu zacierają z emocją ręce. Artysta – skandalista, człowiek ostatecznie zdeptany lub może raczej wdeptany w błoto kultury masowej – wymownie milczy. Sztuka nie chroni przed życiem – życie tylko dla twórcy bywa sztuką, ale płaci on cenę najwyższą.
Niech sczezną artyści... można powtarzać za Kantorem w nieskończoność. Galerie świecą pustkami, rynek dzieł sztuki faktycznie nie istnieje. Coraz mniej pięknoduchów, artystów, coraz więcej tych co to wiedzą najlepiej co sztuką jest, a co tylko nią bywa. A jednak w wielkich miastach, w kafejkach, barach i klubach spotykają się przedstawiciele wymarłej klasy – bohemy, a jednak młodzi, cudownie naiwni ludzie zdają do szkól artystycznych, a jednak o miejsce niezależnego krytyka trzeba walczyć z uporem, doświadczając poniżenia, pogardy. Co więc ma w sobie takiego owa piękna, występna, sponiewierana, upadła dama – Sztuka, że zniewala i jednocześnie odrzuca, skazuje na swoistą banicję swoich wyklętych kapłanów i piewców.
Czy zbiorowość, zamknięta w pułapce przeciętności, zniewolona przez zamerykanizowaną, spauperyzowaną do ostatka kulturę masową ma jeszcze jakiekolwiek powody by szukać owej formy porozumienia, rozmowy z drugim człowiekiem jaką okazuje się dobrze namalowany obraz czy poprawna warsztatowo grafika? Zapewne nie. Odbiór dzieła sztuki wymaga bowiem zdrowego snobizmu, przygotowania, emocjonalnego i intelektualnego wysiłku, myślenia podobnym co nadawca, niekiedy trudnym do rozszyfrowania kodem. Wymaga owej otwartości i tolerancji, wrażliwości i ciekawości świata, o którą na duchowej, zunifikowanej, globalnej prowincji tak trudno.
W wirtualnym świecie mass mediów, w owej upiornej krainie czarów, gdzie wszystko okazuje się tylko namiastką, atrapą - sztucznie wykreowane gwiazdy sprzedają emocje „second hand”, a mowa (ta najstarsza forma porozumienia) epatuje wątpliwym pięknem dziennikarskiego, pośpiesznie i niedbale, agresywnie podanego komunikatu. W świecie sztuki, w sterylnym, ascetycznym, wydzielonym teatrum galerii odrzucamy maskę anonimowości, ową „gębę” przyprawioną przez specjalistów od kreowania wizerunku, stajemy twarzą w twarz z artystą, twarzą w twarz z drugim (być może równie samotnym i smutnym) człowiekiem. Obraz staje się zaproszeniem do dyskursu, do owego rytualnego pojedynku, w którym liczy się tylko kolor, faktura, światłocień, przemyślnie położona plama, rzeźba otwiera nową, nieznaną przestrzeń, grafika zmusza do uwagi i skupienia, do owej fizycznej bliskości bez której nie uda się dostrzec detalu, śladu narzędzia, zarysowań. Artysta zwraca się tylko do widza, obserwatora i uczestnika zdarzenia, na linii nadawca – odbiorca aż iskrzy.
Niezależnie od miejsca, w którym przychodzi mu żyć – twórca przemawia językiem formy i emocji, na tyle konwencjonalnym żeby móc przypisać mu miano uniwersalnego i na tyle indywidualnym, żeby fascynował odmiennością, oryginalnością, własnym, rozpoznawalnym stylem. Czy zmierza w kierunku groteski, prowokacji, karykaturalnych przerysowań, deformacji, czy przeciwnie – pokazuje świat uładzony, wyidealizowany, poprawny – zawsze zwraca się ku wyobrażonemu, immanentnie wpisanemu w dzieło adresatowi. Czasami oczekuje jego aktywności, spontanicznych, nie poddanych kontroli reakcji, kiedy indziej zakłada podświadomy dystans, wprowadza element gry, kalkulacji, intelektualnej zabawy. Zawsze jednak oddaje cząstkę siebie samego, jakiś fragment własnej biografii, jakiś (być może ledwie uchwytny) rys własnej osobowości, natury. Dzieło sztuki staje się zatem swoistym remedium na poczucie alienacji i niespełnienia, specyfikiem o tyle niebezpiecznym, o ile może prowadzić do taniego ekshibicjonizmu, do zbyt łatwej manifestacji, odkrywania Tajemnicy, którą każdy z nas (a twórca zapewne tym bardziej) nosi w sobie. Czy wówczas jest jeszcze „dziełem”?... pozostaje pytaniem wielce ironicznym i zapewne nie bez odpowiedzi.
Dwudziestowieczna awangarda przejrzała artystę na wylot, dzieło sztuki przenicowała do ostatka, powieliła w tysiącach egzemplarzy, zdemaskowała, zohydziła, zaszargała lub uczyniła zeń estetyczny przedmiot do wnętrza, co być może okazało się gorsze. W dziedzinie formy powiedziano prawie wszystko, bawiąc się multiplikacją, wychodząc prowokacyjnie „w miasto” z happeningiem, environmentem, artefaktem, działającym na uderzenie - graffiti.
Co zatem pozostało? Czego może oczekiwać od wypowiedzi artysty współczesny człowiek, tak bardzo zniewolony szeregiem bezsensownych i niekiedy wmówionych obowiązków, tak mocno osadzony w realiach bezwzględnego, odartego z wartości humanistycznych kapitalizmu, tak głęboko okaleczony przez natłok informacji i coraz to nowe (rzekomo czyniące życie prostszym i bardziej komfortowym) zdobycze techniki. I czy istnieją jeszcze takie miejsca, w których można doświadczyć nieśpiesznego kontaktu z samym sobą, chwili uważnej refleksji, wyciszenia. Do tych miejsc nie należą już muzea, owe (jak prowokacyjnie pisali futuryści) cmentarzyska sztuki, nie należą też teatry, gdzie coraz rzadziej sięga się po repertuar klasyczny i proponuje dobrą inscenizację, nowatorskie odczytanie tekstu. Do miejsc tych nie należą tym bardziej owe wykreowane świątynie konsumpcji, targowiska próżności i tandety, których coraz więcej w pejzażu miasta i które nazywa się „galeriami” właśnie.
Kontakt z dziełem sztuki ma charakter osobisty, intymny. Nie znaczy to oczywiście, że nie powinien odbywać się na ekstremach, na spięciach. Artysta ma prawo prowokować, czynić świat bardziej wyrazistym, niezwykłym, nonszalanckim gestem zrywając maski – proponować coraz to inne wcielenia i role.
Tak dzieje się również z odbiorcą, który dotykając materii obrazu szuka tego, co kryje się po drugiej stronie magicznego zwierciadła, lustra. I nie ma większego znaczenia, czy znajdzie, czy lustro nie okaże się pęknięte, zaśniedziałe, w lekko przykurzonej, spatynowanej ramie, czy przeciwnie – nie oślepi jarmarcznym blikiem tombakowego złota. Liczy się tylko ów gest, który każdy czyni sam, na własne, osobiste życzenie, otwierając wrota Tajemnicy.

M. Dorna
Piła 2009
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

jkl; (5859 punktów)
>Artysta - skandalista, człowiek ostatecznie zdeptany lub może raczej wdeptany w błoto kultury masowej - wymownie milczy. Sztuka nie chroni przed życiem
Sztuka nie chroni przed prawem. Rozumiem, że "wdeptanie w błoto kultury masowej" oznacza mówienie o tej sprawie w mediach. Zwykle artyści-skandaliści nie narzekają z tego powodu.

>Galerie świecą pustkami, rynek dzieł sztuki faktycznie nie istnieje.
I niejeden artysta tłucze łbem o ścianę, starając się zrozumieć czemu ten płytki naród woli mieć na ścianie wazon z kwiatami niż przepełnione emocjami trzy kleksy. Zrozumienie nierzadko utrudnia mu fakt, że miałby spory problem z namalowaniem wazonu.

>Co więc ma w sobie takiego owa piękna, występna, sponiewierana, upadła dama - Sztuka, że zniewala i jednocześnie odrzuca, skazuje na swoistą banicję swoich wyklętych kapłanów i piewców.
Trzeba by tych kapłanów i piewców pytać, zarówno o kryteria odrzucenia jak i owo sponiewieranie.

>Czy zbiorowość, zamknięta w pułapce przeciętności, zniewolona przez zamerykanizowaną,
>spauperyzowaną do ostatka kulturę masową ma jeszcze jakiekolwiek powody by szukać owej formy
>porozumienia, rozmowy z drugim człowiekiem jaką okazuje się dobrze namalowany obraz czy poprawna warsztatowo grafika?
Ach, ta zbiorowość, nie podoba jej się to co powinno i odwrotnie.
Tak, większość ludzi nie ma odpowiedniej wrażliwości, ale zapatrzenie w telewizję, internet, gwiazdy i atrapy są tego skutkiem, a nie przyczyną.
Nie można dostosować ludzi do sztuki. Można sztukę do ludzi, o ile duma artystyczna to zniesie.

>Dwudziestowieczna awangarda przejrzała artystę na wylot, dzieło sztuki przenicowała do ostatka,powieliła w tysiącach egzemplarzy, zdemaskowała, zohydziła, zaszargała lub uczyniła zeń estetyczny przedmiot do wnętrza, co być może okazało się gorsze.
Dlaczego? Największe dzieła sztuki powstawały na zamówienie.

>Czego może oczekiwać od wypowiedzi artysty współczesny człowiek, tak bardzo zniewolony szeregiem bezsensownych i niekiedy wmówionych obowiązków, tak mocno osadzony w realiach bezwzględnego, odartego z wartości humanistycznych kapitalizmu, tak głęboko okaleczony przez natłok informacji i coraz to nowe (rzekomo czyniące życie prostszym i bardziej komfortowym) zdobycze techniki.
Nie wiem, nie znam takiego człowieka.

I nie zgadzam się z tytułem wątku.
07-01-2010 14:03 
 0 na 4
Zbygniew Hrzog (32 punktów)
(zablokowany)
Pani nie dość, że ma mentalność dobrze ułożonej ciotki, to jeszcze wypowiada się w temacie o którym nikłe ma pojęcie. Może coś tam panią nauczyli na zajęciach z plastyki, ale by dyskwalifikować artystę, który wali trzema kleksami w mur, po to by ktoś ten mur wreszcie dostrzegł, albo żeby się dowiedziano o jego istnieniu, jest tak samo żałosne jak twierdzenie
> Największe dzieła sztuki powstawały na zamówienie.
07-01-2010 16:03 
 Ocena 3 na 3
jkl; (5859 punktów)
>...by dyskwalifikować artystę, który wali trzema kleksami w mur

Muzyk, który zyska sławę grając nogami na płonącym fortepianie może i zostanie uznany za artystę, ale raczej nie za wybitnego pianistę.
Wielka szkoda, że sztuki plastyczne zatraciły tę cenną perspektywę, w której sztuka to nie tylko pomysł i nowatorstwo, ale też piękno i talent.

>...jest tak samo żałosne jak twierdzenie -Największe dzieła sztuki powstawały na zamówienie.
Ale to prawda.
07-01-2010 16:20 
 0 na 2
Zbygniew Hrzog (32 punktów)
(zablokowany)
>>...by dyskwalifikować artystę, który wali trzema kleksami w mur
>Muzyk, który zyska sławę grając nogami na płonącym fortepianie może i zostanie uznany za artystę, ale raczej nie za wybitnego pianistę.
I odwrotnie.

>Wielka szkoda, że sztuki plastyczne zatraciły tę cenną perspektywę, w której sztuka to nie tylko pomysł i nowatorstwo, ale też piękno i talent.
Skąd to przekonanie, moim zdaniem błędne?

>>...jest tak samo żałosne jak twierdzenie -Największe dzieła sztuki powstawały na zamówienie.
>Ale to prawda.
Oczywiście nie mówisz o przereklamowanej Giocondzie i bohomazie van Gogha przedstawiającym słoneczniki. Zdaje się także, że nie o etiudzie rewolucyjnej c-moll op. 10 nr 12, i nie o Ullisesie. I chyba nie o eposie o Gilgameszu. Nie wiem także kto zamówił Człowieka z żelaza, i wiersze Herberta o panu Cogito.
Jest na to jakaś teoria spiskowa?
07-01-2010 20:32 
 Ocena 2 na 2
Kowalska (14008 punktów)
>Oczywiście nie mówisz o przereklamowanej Giocondzie i bohomazie van Gogha przedstawiającym słoneczniki. Zdaje się także, że nie o etiudzie rewolucyjnej c-moll op. 10 nr 12, i nie o Ullisesie. I chyba nie o eposie o Gilgameszu. Nie wiem także kto zamówił Człowieka z żelaza, i wiersze Herberta o panu Cogito.
>Jest na to jakaś teoria spiskowa?

   Jest, Leonie nasz ( witamy w Nowym Roku tak przy okazji. Tęskniłeś?). Teoria ta, która wcale spiskową nie jest, mówi, że wszystko, co fajnego powstało na tym naszym świecie, to nie ludzie, tylko kosmici stworzyli. Ba! Ja Ci powiem więcej. Ludzi w ogóle nie ma. Są tylko kosmici.
Godlewski (249 punktów)
Chodzę na zajęcia z estetyki na studiach wiele poświęcone jest materiału awangardzie i choć próbuje to zjawisko zrozumieć, zawsze dochodzę do jednego wniosku. Artyści, którzy chcą wolności twórczej, większej wrażliwości ludzi w moim odczuciu są artystami kiepskimi, którzy swoimi manifestami chcą "przekonac" odbiorców, że jednak ich prace są jednak wartościowe. Zamiast stawiać sobie wysokie wymagania techniczne/warsztatowe, a co najważniejsze treściowe, wolą przekonywać, że ich prace, nieważne jak niedbałe i przypadkowe są jedyną sztuką, Kota ma wartość.

Przykro Panie i Panowie artyści jeśli komuś jakaś praca się nie podoba to znaczy, że się nie podoba. Jak ma zachwycać jak nie zachwyca?!
07-01-2010 14:13 
 0 na 4
Zbygniew Hrzog (32 punktów)
(zablokowany)
Właściwie ustawia się pan w szeregu zwykłych ludzi, dla których opisywane zjawiska godne są tylko jednego opisu. Awangarda dlatego jest awangardą, że wchodzi na wrogi teren i rozpoznaje go, jest to pole na które pan wejdzie dopiero za 50 lat, jeśli w ogóle. Niech się pan nie dziwuje, że nie rozumie. A przede wszystkim nie irytuje.
Poza tym zdaje mi się, że sztuka doskonałego technicznie Albrechta Dürera także nastręczyła by panu wielu kłopotów gdybyś pan spojrzał na tę doskonałość, ale także i poza nią i przez nią.
diogenes (42753 punktów)
>...Tak dzieje się również z odbiorcą, który dotykając materii obrazu szuka tego, co kryje się po drugiej stronie magicznego zwierciadła, lustra. ...

Jakiej drugiej strony? Szukam wyłącznie inspiracji, która niemalże definiuje relność dzieła sztuki. Nie obchodzi mnie w ogóle, co dzieło (a tym bardziej jego autor) ma mi do powiedzenia. Ważne jest wyłącznie to, jak mnie zainspiruje. Hermeneutyka poszukująca drugiej strony dzieła odeszła chyba wraz z Diltheyem, chociaż wciąż ludzie zastanawiają się, co autor miał na myśli. W pewnym sensie można patrzeć na obraz tak, jak na zjawisko przyrody, nawet nie pytając o autora, który, jeśli ma jakieś znaczenie, to wyłącznie ze względów katalogowych, całkowicie zewnętrznych wobec dzieła.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
07-01-2010 14:32 
 0 na 4
Zbygniew Hrzog (32 punktów)
(zablokowany)
Nie pytaj nigdy autora co miał na myśli, bo może cie to doprowadzić do skrajnej irytacji jaką przeżyła Alicja w Wonderlandzie podczas rozmowy z Kiciusiem z Cheshire.
07-01-2010 14:59 
 Ocena 2 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Nie pytaj nigdy autora co miał na myśli, bo może cie to doprowadzić do skrajnej irytacji jaką przeżyła Alicja w Wonderlandzie podczas rozmowy z Kiciusiem z Cheshire.

Czy my się już aby nie znamy, "Zbygniewie"?
07-01-2010 16:07 
 Ocena 1 na 3
Zbygniew Hrzog (32 punktów)
(zablokowany)
Wątpię, nie mam konta na Facebooku, naszej-klasie, e pulsie, bebo ani MySpace. Mam profil na erodate.pl ale nie dodałem tam nikogo do znajomych.
A wątpię, że mógłby mnie pan poznać gdzieś poza Internetem gdyż mniemam iż nie obraca się pan w środowisku wymierającej klasy - pijusów zarozumiałych, bezczelnych clochardów.


Szaleńcy i pijacy są ostatnimi świętymi na świecie. (Charles Bukowski)
07-01-2010 21:49 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>Nie pytaj nigdy autora co miał na myśli

   Gdybyż jeszcze autorzy, przez nikogo nie proszeni, tak chętnie nie próbowali mi wmówić, że skoro w żaden sposób nie jestem w stanie się tego domyślić, to pewnie jeszcze nie dorastam do postrzegania przepastnych i prowokujących głębi ich "wypowiedzi artystycznych".

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
07-01-2010 22:01 
 Ocena-2 na 2
Zbygniew Herzog (32 punktów)
(zablokowany)
Jeśli naprawdę nie masz ochoty to wyłącz radio, rzuć ramieniem w antenę, przetnij kabel... A najlepiej zabij się!
Ja również nie mam ochoty, ale ostatnio stałem się bardziej tolerancyjny, jakoś bladziej chce mi się żyć.
07-01-2010 22:13 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>Jeśli naprawdę nie masz ochoty

   Ależ mam! Autor wypowiadający się o swoich wypowiedziach artystycznych bije na głowę Laskowika w jego najwyższej formie.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
07-01-2010 22:19 
 Ocena-1 na 3
Zbygniew Herzog (32 punktów)
(zablokowany)
>    Autor wypowiadający się o swoich wypowiedziach artystycznych bije na głowę Laskowika w jego najwyższej formie.

Bywa, że o takie pobicie właśnie się rozchodzi.
A tak poważniej- o co ci właściwie chodzi?
07-01-2010 22:51 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>A tak poważniej- o co ci właściwie chodzi?

   O to, że awangarda, bez gadania o sobie samej, nie miałaby szans na zaistnienie.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
>O to, że awangarda, bez gadania o sobie samej, nie miałaby szans na zaistnienie.
Generalnie miała małe szanse na dalsze istnienie
07-01-2010 23:07 
 Ocena-1 na 3
Zbygniew Herzog (32 punktów)
(zablokowany)
>>A tak poważniej- o co ci właściwie chodzi?
>   O to, że awangarda, bez gadania o sobie samej, nie miałaby szans na zaistnienie.

Och,generalnie masz racje. Dali Salvador miałby małe szanse na zaistnienie w "szerszej świadomości" gdyby nie jego gadulstwo, cóż dopiero Witkacy! Z ciekawości zajrzę jeszcze do renesansowych traktatów o malarstwie i sprawdzę, cóż oni mieli do powiedzenia o sobie samych i swej sztuce i czy mieliby bez tego jakieś szanse.
Autografka (10638 punktów)
>cóż dopiero Witkacy!

Uważasz, że nie grzeszył gadulstwem? W jakiejkolwiek formie?


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
08-01-2010 02:11 
 0 na 2
Zbygniew Herzog (32 punktów)
(zablokowany)
>>cóż dopiero Witkacy!
>Uważasz, że nie grzeszył gadulstwem? W jakiejkolwiek formie?

Wręcz przeciwnie. Dużo pisał, polemizował z krytykami, z filozofami, miał wielu znajomych, przyjaciół, wiele pięknych kobiet "muz" zaprzątało jego głowę. Był jednym z największych gaduł swojego czasu. I muszę rozczarować tutaj wszystkich, którzy sądzą, że ten awangardowy autor nie wypowiadał się o swoich wypowiedziach. Chyba musiał, skoro tak niewielu mu współczesnych rozumiało jego sztukę.
Boy-Żeleński w liście do Heleny Staniewskiej pisze o Pożegnaniu jesieni; [...] Ale rozumiem zupełnie, że panią może to urażać. Znam bardzo inteligentnego i wolnomyślnego człowieka, który przestał czytać tę książkę po kilkudziesięciu kartkach, mówiąc, że go ona obraża.
I widzisz, Witkacy miał nie lada problem, bo musiał to i owo wytłumaczyć nie tylko dobrze poukładanym ciotkom, ale i ludziom światłym, co nie było łatwe. Wiele z tych "tłumaczeń" niezbicie świadczy o tym, że czasem trzeba się bronić przed zarzutami. Wiele z tych jego "obron" to bardzo ciekawy i pouczający materiał.
placownik (17853 punktów)

>Och,generalnie masz racje.

   Och, to miłe. Ale, co tu dużo gadać. Podiveite se!

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
>Och,generalnie masz racje.
Miałem na myśli pierwotne znaczenie słowa 'awangarda'

Wróć do listy wątków działu Kultura
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365