> >Chyba jestem nieczułym draniem, bo nie pamiętam, żeby mnie coś takiego obeszło  > Chyba nie jesteś pod tym względem jedyny zawsze próbowałem to wszystko sobie jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Doszedłem do punktów którym zacząłem popadać wręcz w obłęd wyjaśniania wszystkiego i jakoś w tej jednostce czasu dowiedziałem się że można żyć bez wiary.A, to ja raz miałem taki ciekawy moment, jak miałem chyba 9 czy 10 lat. Czytałem sobie książkę o biologii ( jakaś taka stara, jeszcze mojej mamy, książeczka dla dzieci w której autor opisuje różne ciekawostki przyrodnicze) i doszedłem do rozdziału o ewolucji. Autor napisał coś o tym, że był wychowywany w wierze i był w szoku, jak sie dowiedział o teoriach Darwina, ale że to prawda, że księża kłamią a Bóg wcale nie stworzył świata w 7 dni. Byłem w takim szoku, że od razu odłożyłem tą bluźnierczą książkę na półkę. Ku mojemu zdziwieniu, mama jakoś nie była poruszona tym "odkryciem", a ja potem wróciłem do tego rozdziału i już bez emocji go przeczytałem i odkryłem bezsens wiary  ( aczkolwiek do całkowitego jej odrzucenia potrzebowałem jeszcze kilku lat).
|