Na początek wysłuchałem przedostatniej pozycji z twej listy. Zabrzmiało bardzo egzotycznie. Ale nietrudno w tej części utworu dostrzec zastosowanie bardzo dla nas europejskiego środka muzycznego wyrazu: dialogu - jaki dzieje się pomiędzy wokalistą i skrzypkiem (z wyglądu instrumentu, sposobu gry na nim i jego barwy sądzę, że to jakaś odmiana skrzypiec(?).
Ponadto rzecz ciekawa - muzycy zastosowali tu jakże przecież europejską technikę imitacji (znaną nam choćby z dzieł barokowego mistrza polifonii Bacha). Imitacje są bardzo dokładne. I z przyjemnością je śledziłem bawiąc się oceną dokładności ich instrumentalnych repetycji. Pomiędzy wykonawcami przepływa pozytywna energia, wyczuwa się wzajemne porozumienie, a to jest zawsze oznaką, że muzyka wypływa z serca.
Po tych spostrzeżeniach wysnułbym wniosek, że ludzie - choć dzielą ich wieki i granice wszędzie muzykę czują podobnie; są w stanie wykreować podobne środki wyrazu i techniki wykonawcze. Bo muzyka jest w nas. I gdy się już objawia - widać jak na dłoni jej tkankę przejawiającą cechy wspólne wszystkim ludziom.
Jednak to co się w tym utworze zaczyna dziać w czasie 1:38 - to już istny szok. Melodyka tej pieśni zawiera w sobie wszelkie cechy europejskiego hitu! Można nucić, tupać miarowo nogą, a nawet unieść się na chwilę w jej takt (choć niekoniecznie z fotelem), można poczuć się przez chwilę jak na koncercie Stinga. Sprawia to właśnie melodyka. Tak podobna do tej, którą na co dzień mamy w uchu. Byłem zachwycony. To ten fragment utworu z pewnością decyduje o tym, że cała pieśń jest bardzo udanym memem.
|