Racjonalista - Strona głównaDo treści
Życie w świecie po Wielkim Potopie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
18-02-2010 11:51PiotrB (2937 punktów)Życie w świecie po Wielkim Potopie
Dość prowokacyjnie zaczepię.

Można się zgodzić, przy odrobinie wysiłku, że alternatywna wizja pochodzenia wszechświata proponowana przez kreacjonistów (acotam) "młodej Ziemi", jest do pomyślenia, a przynajmniej możliwa do wyobrażenia. Z grubsza wyglądałoby to tak, że Bóg stworzył świat w 6 dni, podrzucił kości dinozaurów (ewentualnie dinozaury wciąż żyją np w Afryce), zesłał Potop, który uformował warstwy skalne bezczelnie sugerujące starszy wiek Ziemi itd. W sumie, nic się nie zmienia (świat wygląda tak samo, jednak jego geneza w naszej świadomości uległa radykalnej modyfikacji), ale zarazem zmienia się wiele - bezsensowne (bo zarażone iluzją starości) staje się badanie wszechświata itd. ale z drugiej strony ludzie byliby bardziej skłonni, w przerwach na oddawanie czci Stwórcy, skupić się na człowieku i jego egzystencjalnej sytuacji. Mimo to, wizja takiego świata wydaje mi się niepokojąca.

Odstawmy na bok dowody ewolucji oraz wieku Ziemi i na potrzeby eksperymentu uznajmy, że skoro techniki datowania mogą być zawodne, to mogą też się zupełnie mylić, a wątpliwości związane ze skamielinami mającymi stanowić słynne "stany pośrednie" wykluczają ich znaczenie. Proszę o akt sceptycyzmu!

Czy w tym kontekście, wybór takiej a nie innej genezy wszechświata może być skutkiem nie tyle wiedzy/braku wiedzy ale raczej charakteru albo emocji? Czemu życie w świecie ze świadomością, że został on w pełni stworzony w 6 dni mogłoby być psychicznie niekomfortowe z jednej strony, albo oczekiwane z drugiej? Czy motywów działania zwolenników ewolucji/kreacji można by było poszukiwać w psychologii bardziej, skoro zarówno jedni jak i drudzy opierają swoje stanowisko na "wynikach i interpretacjach badań", do których najczęściej nie mają bezpośredniego dostępu. Innymi słowy, czy bycie racjonalistą/irracjonalistą ma niewiele wspólnego z rozumem?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

apud (4399 punktów)

>Można się zgodzić, przy odrobinie wysiłku, że alternatywna wizja pochodzenia wszechświata
>proponowana przez kreacjonistów (acotam) "młodej Ziemi", jest do pomyślenia, a przynajmniej możliwa.

Podziwiam, jesteś tytanem intelektu. Ja chyba bym zamęczyła sie na śmierć wyobrażając sobie to co sugerujesz!!!
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Można się zgodzić, przy odrobinie wysiłku, że alternatywna wizja pochodzenia wszechświata
>proponowana przez kreacjonistów (acotam) "młodej Ziemi", jest do pomyślenia, a przynajmniej możliwa
>do wyobrażenia.

Nie trzeba sobie nawet tego wyobrażać. Wiadomo przecie, że ludzie przez wieki całe taką właśnie wizję przyjmowali.

>Z grubsza wyglądałoby to tak, że Bóg stworzył świat w 6 dni, podrzucił kości
>dinozaurów (ewentualnie dinozaury wciąż żyją np w Afryce), zesłał Potop, który uformował warstwy
>skalne bezczelnie sugerujące starszy wiek Ziemi itd. W sumie, nic się nie zmienia (świat wygląda tak
>samo, jednak jego geneza w naszej świadomości uległa radykalnej modyfikacji), ale zarazem zmienia
>się wiele - bezsensowne (bo zarażone iluzją starości) staje się badanie wszechświata itd.

Można pociągnąć ten trop dalej i np. założyć, że świat z nami wszystkimi został stworzony 5 minut temu, a nasze rzekome "wspomnienia" zakażone są "iluzją starości", gdyż Stwórca umieścił je nam w głowach na tej samej zasadzie, co fałszywe kości dinozaurów w młodych skałach. Czemu nie?

>ale z drugiej strony ludzie byliby bardziej skłonni, w przerwach na oddawanie czci Stwórcy, skupić się na
>człowieku i jego egzystencjalnej sytuacji.

Poziom "skupienia na człowieku i jego egzystencjalnej sytuacji" pozostałby pewnie taki sam. To już kwestia tzw. "natury ludzkiej".

>Czy w tym kontekście, wybór takiej a nie innej genezy wszechświata może być skutkiem nie tyle
>wiedzy/braku wiedzy ale raczej charakteru albo emocji? Czemu życie w świecie ze świadomością, że
>został on w pełni stworzony w 6 dni mogłoby być psychicznie niekomfortowe z jednej strony, albo
>oczekiwane z drugiej? Czy motywów działania zwolenników ewolucji/kreacji można by było poszukiwać w
>psychologii bardziej,

Sugerujesz, że to z Trudnego Dzieciństwa ktoś zostaje ewolucjonistą/kreacjonistą?

>skoro zarówno jedni jak i drudzy opierają swoje stanowisko na "wynikach i
>interpretacjach badań", do których najczęściej nie mają bezpośredniego dostępu.

Nie jest całkiem tak. W odróżnieniu od Objawień, zasady działania doboru naturalnego dają się łatwo pojąć na gruncie logiki, a nawet zwykłego zdrowego rozsądku. Stąd, by sensownie bronić teorii ewolucji nie trzeba koniecznie mieć bezpośredniego dostępu do szczegółowych wyników badań.

>bycie racjonalistą/irracjonalistą ma niewiele wspólnego z rozumem?

Bycie racjonalistą ma wiele wspólnego z rozumem, co wynika z definicji. Ale, jak mi się zdaje, pytasz o to, czy wybór takiej a nie innej postawy światopoglądowej, nie jest aby uwarunkowany czynnikami "pozarozumowymi" w rodzaju "komfortu psychicznego".
Nie bardzo. Nikt nie może sobie pozwolić na konsekwentną odmowę posługiwania się rozumem. Gdyby np. przechodząc przez ulicę nie obliczył sobie rozumowo, że powinien przyspieszyć kroku, bo inaczej ten TIR go rozjedzie, długo by nie pociągnął.
W tym sensie racjonalizm można uznać za dążenie do "komfortu psychicznego", o tyle, że sprzyja on osiągnięciu psychologicznej spójności jednostki - bowiem sposób myślenia zastosowany przy przechodzeniu przez ulicę, da się zastosować też do czegokolwiek innego.
Ktoś deklarujący postawę "irracjonalną" skazany jest zaś na rodzaj schizofrenii, w jednych sprawach (przechodzenie przez ulicę) z konieczności rozumem się posługując, w innych za to uciekając się do czynników typu wiara czy emocje.
Żyje zatem w świecie swoiście "łaciatym logicznie". Ponieważ - z definicji - nie da się logicznie uzasadnić wyboru sfer życia "logicznych" i "nielogicznych", przeto nieuchronnie popada się w czystą arbitralność, która - z definicji takoż - może dawać każde rozwiązanie. Inaczej mówiąc: jeżeli 2 i 2 nie ma się równać 4, może się równać czemukolwiek.
Ponieważ zaś wówczas każdy ma takie same podstawy do wyboru jakiegolwiek rozwiązania, nie sposób dojść do jakiegokolwiek porozumienia. Chyba, że przemocą. To, jak sądzę, główna przyczyna, dla której religia nieuchronnie prowadzi do konfliktów. Gdy jeden twierdzi, że należy świętować niedzielę, inny zaś, że jednak piątek - zadecydować mogą tylko pięści.
Wybór postawy racjonalnej ma więc (poza sensem własnym) także istotny wymiar społeczny.
Wspomniałem wcześniej o schizofrenii, na jaką skazany jest irracjonalista, nie będący przecież w stanie konsekwentnie z rozumu rezygnować. Siłą rzeczy skazany jest on zatem na wewnętrzny konflikt - między swymi niejako dwoma "umysłami". Mocno wątpię, czy taka postawa pozwala komfort psychiczny osiągnąć - raczej zmusza delikwenta do niestannego "uzasadniania" przed samym sobą własnego irracjonalnego wyboru, co na zewnątrz objawia się jako namolne przekonywanie innych, tj. nawracanie.
Iluż to Forum już takich nieszczęśników widziało!
Ignorancja (4718 punktów)
>Dość prowokacyjnie zaczepię.
Faktycznie

>Z grubsza wyglądałoby to tak, że Bóg stworzył świat w 6 dni, podrzucił kości dinozaurów (ewentualnie dinozaury wciąż żyją np w Afryce), zesłał Potop, który uformował warstwy skalne bezczelnie sugerujące starszy wiek Ziemi itd.

Tylko wytłumacz mi, jak chłop krowie na miedzy, po licho ta cała boska fatyga?

Pierwszy rozdział Genesis w pierwszych wersach dobitnie wskazuje na fałszywość zawartych tam informacji. Można oczywiście założyć, że to dla wypróbowania mocy wiary baranków, albo, że jeśli nie rozumiesz oznacza to tylko, iż nie dostąpiłeś łaski poznania prawdy, o przenośnym charakterze przypowieści nie zapominając (choć w obrazie stwarzania za cholerę nie mogę się doszukać morału, poza wnioskiem o fuszerce), etc. w duchu podobnie karkołomnych wyjaśnień.

Nie jest jednak rozsądniej przyjąć wyjaśnienie najprostsze z najprostszych? Nie stoi za wersami biblijnymi żaden boski przekaz, tylko dociekania człowieka, próbującego wytłumaczyć sobie to, co dostrzegał do cholery zmysłami, a nie duchem.
A że jego wiedza była jeszcze mizerna, a mechanizmy poznawcze ułomne to i się błędów nie ustrzegł.

Na cholerę komplikować? No i po co bóg miałby kłamać?
>Czy motywów działania zwolenników ewolucji/kreacji można by było poszukiwać w
>psychologii bardziej
nie, w lenistwie i jeszcze w kilku czynnikach, choćby intensywnym praniu mózgu od kołyski. Naturalnie można to podciągnąć pod psychologię.
A z niej zaczerpnąć choćby termin potocznie zwany instynktem stadnym. Urodzony w stadzie, nie chcąc posmakować odrzucenia będzie wbrew zdrowemu rozsądkowi powtarzał bezmyślnie za resztą stada wymagane zachowania. Nawet, gdy nachodzą go wątpliwości to je w sobie stłumi w imię niestracenia poczucia przynależności do grupy.

>skoro zarówno jedni jak i drudzy opierają swoje stanowisko na "wynikach i
>interpretacjach badań", do których najczęściej nie mają bezpośredniego dostępu.

Oj, oj. Za daleko poszedłeś. Weźmy taką fotosyntezę.
I bardzo proste doświadczenie.
Roślinkę bujnie się rozwijającą umieszczamy w ciemni. I czekamy.
Podlewajmy ją oczywiście i nawoźmy.
Co się jej przydarzy? Każdy wie.
Można zyskać bezpośredni dowód na prawidłowość wniosku, że roslinom do życia jest niezbędne światło słoneczne? Można.

A słowo natchnione rzecze inaczej ...

Dlaczego wbrew tak prostej możliwości dotarcia do obiektywnej prawdy niektórzy dalej trwają? Odpowiedź jest banalna.
Każdy chodził do szkoły, albo chodzi. Wie w takim razie z własnych obserwacji, że istnieje pewien procent uczniów, którym choćby wbijać do głowy milion razy, na wszelkie możliwe sposoby to i tak nie pojmą. Niedoskonałość zwojów niektórych. I tyle.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
>>Dość prowokacyjnie zaczepię.
>Roślinkę bujnie się rozwijającą umieszczamy w ciemni. I czekamy.
>Co się jej przydarzy? Każdy wie.
>Oj, oj. Za daleko poszedłeś. Weźmy taką fotosyntezę.
>Faktycznie
>A słowo natchnione rzecze inaczej ...
>Dlaczego wbrew tak prostej możliwości dotarcia do obiektywnej prawdy niektórzy dalej trwają? Odpowiedź jest banalna.
>I bardzo proste doświadczenie.
>Każdy chodził do szkoły, albo chodzi. Wie w takim razie z własnych obserwacji, że istnieje pewien procent uczniów, którym choćby wbijać do głowy milion razy, na wszelkie możliwe sposoby to i tak nie pojmą. Niedoskonałość zwojów niektórych. I tyle.
Zakładając, iż wszystko potrzebuje energii.. to szkoła do niczego nam się nie przyda.. bo i tak nikt nie wie lepiej.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
No właśnie Ci powiem, że to jest ten sens o pytanie pytaniem bez sensu (kwa-kwa).
Opowiem Wam anegdotę. Jak Karlowi Jungowi serce się krajało, żeby kolejnej czarownicy nie spalić to udowodnił, że można i opublikował te wypociny jego pacjentów. Jak to w Watykanie przeczytali, to sobie w lewą rękę napluli i zaczęli robić krzyżyki na czole. Co się okazało? Wszechświat nigdy nie istaniał, bo Dziamdziam (Starszy Aspirant Bóg Ojciec - Naczleny Debil Kosmosu) całą wieczność do tej pory sam sobie lewitował we własnych chmurkach.

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365