 |
Kryzys czy tęsknota? O autorytecie idealnym zdań kilka. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 14-03-2010 00:36 | Małgorzata (3242 punktów) | Kryzys czy tęsknota? O autorytecie idealnym zdań kilka.
6 na 6 | Zjawisko autorytetu budzi wiele kontrowersji i sporów. Temu pojęciu patronują dwie odmienne tendencje. Pierwsza, wywodząc autorytet z naturalnych życiowych potrzeb jednostki, upatruje jego źródeł w dobrowolnym podporządkowaniu się; powstanie autorytetu następuje tu poprzez rozumne lub uczuciowe uznanie wartości wyróżnionej tak osoby czy też instytucji.
Według drugiej, przeciwstawnej koncepcji, autorytet wyłaniany jest przez zbiorowość, która zmierza w ten sposób do utrzymania swojej trwałości. W takim ujęciu stanowi narzędzie zniewolenia, presji, przymusu - często nieuświadomionego, ale naruszającego jednak wolność i autonomię jednostki.
Uderzającą funkcją autorytetu jest oddziaływanie, ale przecież nie tylko to. Autorytet stanowi również ważny czynnik skupiający społeczeństwo wokół określonych wartości i celów; tak tworzy się wzór osobowy, zgodnie z którym pragnęłoby się postępować i który przekazuje się innym. Autorytet może też kształtować wewnętrzny podział i zróżnicowanie danej grupy, zatem ma funkcję stabilizującą, porządkującą i integrującą.
W każdym społeczeństwie istnieje mit autorytetu; istnieje nawet wtedy, kiedy autorytety realne poddawane są gwałtownej (a nawet miażdżącej) krytyce, kiedy się je odrzuca, nawet w skali masowej.
Komu zatem w świecie pokruszonych wartości potrzebny jest autorytet? I jaki autorytet? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 4 | Abdu (1208 punktów) | Postrzegam autorytet w kategoriach drugiej koncepcji, jako "narzędzie zniewolenia, presji, przymusu - często nieuświadomionego", jako dzieło zbiorowości. Przypomina mi się wyczytane gdzieś zdanie "trzy są powody, dla których upadają imperia: religia, tradycja, autorytety" *. I zgadzam się z tym zdaniem - uważam, że obok religii i tradycji autorytet służy przede wszystkim zachowaniu zastanego porządku, że jest zinstytucjonalizowanym narzędziem nacisku na rewo- i ewolucjonistów. Ślady zawiera sam język - mówimy wszak o sile autorytetu, co kojarzy mi się z 'rozwiązaniami siłowymi' czy angielskim ' law enforcement' ('egzekwowanie prawa', dosł. 'wmuszanie prawa'). Przykłady takiego wykorzystywania autorytetów widzimy w mediach na co dzień. Gdy pojawia się niesztampowy pomysł (legalizacja marihuany, szerszy dostęp do broni palnej, czy... budowa meczetu), zaraz zaprasza się do studia/na łamy pana z tytułem i zasłużonym (dziedzina mało istotna) nazwiskiem, który wyjaśnia, dlaczego nowe przyniesie narodową tragedię i jest niedopuszczalne. To działa - wiele propozycji polityków umarło z dnia na dzień po kilku programach publicystycznych zanim odbyła się jakakolwiek rzeczowa debata na ich temat, lub nawet zanim powstał przemyślany projekt zmian. Autorytety we własnym życiu zweryfikowałem negatywnie już dawno i od tamtej pory nie dorobiłem się nowych. Mam oczywiście sporą kolekcję ludzi, których lubię czytać, słuchać i oglądać z uwagą, bo mają wiele fascynujących rzeczy do przekazania, nie jestem jednak gotów oddać się żadnemu z nich bezkrytycznie - co, jak mi się zdaje, byłoby konieczne do uznania ich za moje autorytety. Nie mają bezpośredniej władzy nad moim umysłem, mają zaledwie możliwość przekonywania mnie do swoich racji (bo ich słucham, w odróżnieniu od tych, których słuchać nawet nie chcę). Nie mam potrzeby definiowania tej grupy ludzi - być może na szybko nazwałbym ich autorytetami, ale bardziej stosowne byłoby określenie 'wzory', 'mistrzowie', 'źródła' lub 'mędrcy'. Pytanie brzmiało: "Komu zatem w świecie pokruszonych wartości potrzebny jest autorytet? I jaki autorytet?". Nie wiem. Nie wiem, co to są "pokruszone wartości". Nie mnie też oceniać, komu coś jest potrzebne - niech o potrzebach ludzi decydują oni sami. Jeślibym powiedział "autorytety potrzebne są ludziom, którzy sami nie umieją...", przybrałbym pozę pełną paternalizmu, którą się brzydzę. Nasze życie publiczne pełne jest wiedzących lepiej od "ludzi". Przeraża mnie ich gotowość do ograniczania wolności gawiedzi dla jej własnego dobra (bezpieczeństwa, zdrowia, dobrobytu). Powiem więc, że takie autorytety nie są potrzebne nikomu, kto sam po nie nie staje w kolejce (jak staje, widać chce, a chcenie to już potrzeba). Nie są też potrzebne ze względu na swój hamujący wpływ na postęp. Tam, gdzie zaczyna się osobowy autorytet, kończy się autorytet rozumu: nauki, wiedzy, doświadczenia empirycznego, logiki, związku przyczynowo-skutkowego. Przykład: kilka głów powiedziało w mediach, że Polakom nie wolno dać broni do ręki, bo wyjdą na ulicę i zaczną do siebie strzelać albo popełniać samobójstwa albo masowo ginąć w wypadkach przy czyszczeniu, i to skończyło dyskusję. Nie było pytań o wyniki badań społeczeństw z bronią, o wpływ jej posiadania na poziom przestępczości, o statystyki wypadków i zabójstw etc. etc. A badania te są i wielu tezom autorytetów zadają jawny kłam. Krótko więc: autorytety osobowe potrzebne [mi] nie są. Niech kwitnie racjonalizm. * Chętnie się dowiem, kto jest autorem, bo nie pamiętam i nie mogę znaleźć.
|
|
3 na 3 | rudyment (3233 punktów) | Obie koncepcje są jednym słoniem, opisanym od trąby i zadu. Póki jesteśmy gatunkiem stadnym i uczymy się jedni od drugich, póty będą autorytety. Tylko nieliczni z nas mają taką ułomność, która nie pozwala im ujrzeć autorytetów poza sobą - i to oni z reguły zostają autorytetami. W obecnych czasach nie jest inaczej, tyle że znacznie mniej mamy autorytetów uniwersalnych z korzyścią dla cząstkowych.
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
 | | Matix (5786 punktów) | A już miałem pisać, że jakoś ja nie odczuwam absolutnie żadnej potrzeby istnienia jakichkolwiek autorytetów. Nie czuję za to też żadnej potrzeby bycia autorytetem. Czuję za to chęć występowania jako cichy doradca. Nie lubię się wychylać na zajęciach nawet jeśli coś wiem, a nikt inny poza mną. Lubię za to kiedy ludzie zwracają się do mnie o pomoc osobiście, wytłumaczenie czegoś.
|
|
4 na 4 | Scorp (5381 punktów) |
> W każdym społeczeństwie istnieje mit autorytetu; istnieje nawet wtedy, kiedy autorytety >realne poddawane są gwałtownej (a nawet miażdżącej) krytyce, kiedy się je odrzuca, nawet w skali >masowej.
Mit autorytetu, albo archetyp autorytetu, istnieje rzeczywiście w każdym społeczeństwie, ponieważ wywodzi się z relacji dziecka do rodziców, jest jej prostą ekstrapolacją. W normalnym dzieciństwie kształtuje się zarówno on, jak i jego odrzucenie w dążeniu do samodzielności i obie te tendencji pozostają w równowadze. Dzieciństwo traumatyczne taką równowagę uniemożliwia.
Taka koncepcja 'psychologiczna' zaprzecza zarówno pierwszej z wymienionych, bo twierdzi że autorytet nie wywodzi się z potrzeb jednostko, lecz z uwarunkowań życiowych i nie jest dobrowolnym podporządkowaniem ale kontynuowanym nawykiem przymusowego podporządkowania. Rozumne czy uczuciowe uznawanie wartości nie ma nic do pochodzenia autorytetu.
Druga koncepcja słusznie twierdzi, że autorytet jest 'wyłaniany' przez zbiorowość, jako pewnego rodzaju stabilizator, ale nie mówi nic, skąd się bierze i dlaczego, jest więc niepełna. Autorytet sam z siebie nie musi też być narzędziem zniewolenia (choć może byc tak użyty), ale może być punktem odniesienia, refleksji.
> Komu zatem w świecie pokruszonych wartości potrzebny jest autorytet? I jaki autorytet?
Wydaje się, że istnienie autorytetów jest naturalne, a w świecie 'pokruszonych wartości' ciągle potrzebne jako ktoś lub coś, z czym się można spierać. Dlatego powinien byc taki, żeby spierać się z nim było warto. -
|
|
 | 1 na 1 | lontri (16088 punktów) |
Czyżbyś był zwolennikiem tezy, że 'deficyt autorytetu' to skutek zaburzonej relacji z ojcem? Kiedyś w rozmowie ze studentami z KUL zapoznałem się z tezą, zasłyszaną przez nich zapewne na zajęciach z psychologii, że ateista to ktoś, kto miał nieprawidłowe relacje z ojcem, więc jest w pewien sposób naznaczony traumą (ułomny?). W ten sposób żydowski intelektualista i ateista (chodzi o Freuda jako twórcę psychoanalizy) został wykorzystany jako narzędzie walki ideologicznej w imieniu patriarchalnej religii.  Czy w dynamicznym stosowaniu 'strategii przechwycenia' języka dyskursu swoich oponentów ktoś kiedyś zdoła dorównać Kościołowi? 
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
|  | 1 na 1 | Scorp (5381 punktów) | > Czyżbyś był zwolennikiem tezy, że 'deficyt autorytetu' to skutek zaburzonej relacji z ojcem?Dziennikarskie i uproszczone, ale coś w tym jest, jeżeli przez deficyt autorytetu rozumieć problemy ze znalezieniem się w strukturach społecznych, a nie większą niż wynikająca z indywidualnych potrzeb rozwojowych skłonność do podważania autorytetów. > Kiedyś w rozmowie ze studentami z KUL zapoznałem się z tezą, zasłyszaną przez nich zapewne na zajęciach z psychologii, że ateista to ktoś, kto miał nieprawidłowe relacje z ojcem,Popłuczyny z garnka, gdzie była robiona potrawka z Freuda, ale się nie udała, bo jej nie przyprawiono szczyptą zrozumienia. > Czy w dynamicznym stosowaniu 'strategii przechwycenia' języka dyskursu swoich oponentów ktoś kiedyś zdoła dorównać Kościołowi?  Chyba nie, Kościół to mistrz w takich dziedzinach. -
|
|
| |  | 2 na 2 | lontri (16088 punktów) |
> Teza o relacjach z ojcem jest błędna przynajmniej w moim przypadku.Teza ta jest niestety "nieobalalna". Nie możesz przecież ręczyć, że ci, od których swoją wiedzę posiadłeś, nie mieli zaburzonych relacji ze swoimi ojcami, a jeśli nie oni sami, to ich ojcowie lub ojcowie ich ojców itd. Stosując taką "jezuicką dialektykę", która, nota bene, jest pokłosiem wątpliwej konstrukcji logiki samej psychoanalizy, zawsze możesz być posądzony o to, że Twoja nieufność do autorytetów wynika z zaburzonych relacji z ojcem w którymś pokoleniu.  Aby obalić tego rodzaju argumentację trzeba by się zastanowić, czy trwanie w "prawidłowej" relacji z ojcem jest bezwzględną wartością, niezależnie od sytuacji. Dla wierzących, omamionych archetypem ojca i matki, co widać niemal w każdym elemencie kultu, "zaburzone" relacje z ojcem czy matką będą dowodem jakiegoś odchylenia od normy (wszak dosłownie masz czcić ojca swego i matkę swoją), a to dlatego że interpretują "prawidłowe" i "zaburzone" relacje z ojcem/matką na swój wypaczony sposób. Prawidłowa, dojrzała relacja z rodzicem jest relacją podmiotową, a nie tylko bezrefleksyjną i odruchową, nie przeczy więc prawu do zachowania krytycyzmu i emancypacji.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
|  | 1 na 1 | apud (4399 punktów) | >Czyżbyś był zwolennikiem tezy, że 'deficyt autorytetu' to skutek zaburzonej relacji z ojcem?
Sluchajcie no Lontri!
zamiast filozofować, złapcie se słówka Boya i przeczytajcie...
Tam jest taki wierszyk zdaje sie o jubileuszach...
jedna zwrotka leci ze pod jedna grusza, cos tam, nie pamietam
.... a pod ta druga Kollontaj Hugo zalatwial mały interes
PS Funkcja podgląd wierszyków Boya Zelenskiego nie lubi!
|
|
3 na 3 | lontri (16088 punktów) |
Nie próbując wymigiwać się od przedstawienia mojej własnej propozycji odpowiedzi na Twoje pytanie, chciałbym zwrócić uwagę na kolejny, obok mitu autorytetu, żywotny mit - jest to mit o upadku czy też "pokruszeniu" wartości. Erozja dotyczy raczej ideologicznej warstwy wartości, w miarę jak cele jednostkowe, wyznaczane sobie przez wolne osoby ludzkie, żyjące w pluralistycznym społeczeństwie, biorą górę nad ideologiczną nadbudową dotychczas dominujących grup społecznych. Uważam to za proces jak najbardziej korzystny i prowadzący do odkrycia autentycznych wartości, a nie tylko wartości sfetyszyzowanych - ukrywających istotę rzeczywistych relacji społecznych. Autorytet - zarówno w sensie "osoba ciesząca się autorytetem", jak "rola/pozycja społeczna osoby cieszącej się autorytetem" pozostaje ze społecznością w rodzaju sprzężenia zwrotnego. Autorytet jest obierany przez grupę i trwa jako autorytet dzięki utrzymywaniu się tej sprzężonej relacji z nią. Ta relacja jest do zaakceptowania tylko do momentu, w którym staje się bezrefleksyjnym automatyzmem wiary i zaufania, to jest do momentu, gdy sama ulegnie sfetyszyzowaniu.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
 | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
> Autorytet - zarówno w sensie "osoba ciesząca się autorytetem", jak "rola/pozycja społeczna osoby cieszącej się autorytetem" pozostaje ze społecznością w rodzaju sprzężenia zwrotnego. Nie dostrzegam tutaj żadnego sprzężenia zwrotnego. > Autorytet jest obierany przez grupę Mało to precyzyjne. Powiedziałbym, że nie tyle obierany ile akceptowany przez opiniotwórczą część grupy, przy czym kandydatowi na autorytet ani na tym wyborze nie zależy, ani w żaden świadomy sposób na ten wybór nie wpływa. Z faktu bycia autorytetem bezpośrednio nie płyną żadne profity. Związana z tym jest jedynie pewna taryfa ulgowa stosowana przez społeczność przy ocenie twierdzeń głoszonych przez autorytet, w skrajnych przypadkach przyjmowanie ich na wiarę, a także marginalizacja wpływów dysydentów autorytet ów podważających. > i trwa jako autorytet dzięki utrzymywaniu się tej sprzężonej relacji z nią. Trwanie autorytetu nie wynika z żadnych działań tegoż na rzecz jego utrzymania. Autorytet trwa jeśli grupa pozytywnie ocenia efekty działań podejmowanych w oparciu o opinie autorytetu. Utrata autorytetu może również nastąpić kiedy grupa uświadomi sobie, że osoba wykorzystuje swój autorytet dla osiągania celów partykularnych, swoich lub części grupy. I tutaj właśnie upatrywałbym głównego powodu upadku autorytetów, którego obecnie doświadczamy. Skutki tego są opłakane, tak jak w przypadku każdej innej próby obchodzenia społecznego podziału pracy. > Ta relacja jest do zaakceptowania tylko do momentu, w którym staje się bezrefleksyjnym automatyzmem wiary i zaufania, to jest do momentu, gdy sama ulegnie sfetyszyzowaniu. Fetyszyzujesz autorytet i to bez żadnej widocznej potrzeby.  Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | 1 na 1 | Ignorancja (4718 punktów) |
> Fetyszyzujesz autorytet i to bez żadnej widocznej potrzeby.
Dokładnie. Mieszanie pojęć, choć bywa chwytne, niczemu nie służy.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
|  | | lontri (16088 punktów) |
Wydaje mi się, że przedstawiasz zbyt statyczny i wyidealizowany typ autorytetu. Żyjemy w kapitalizmie, a w takim systemie aktor, który gra lekarza, może stać się w umysłach ludzi autorytetem w dziedzinie farmakoterapii. Jako taki może pozostawać w relacjach sprzężenia zwrotnego z różnymi środowiskami, a wyrazem tego sprzężenia będzie kierunek przepływu gotówki na jego koncie, wyniki oglądalności, stawka za godzinę pracy i wskaźniki sprzedaży leku, który reklamuje występując przed kamerą jako lekarz.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| |  | | placownik (17853 punktów) |
> może stać się w umysłach ludzi autorytetem Strasznie to wydumane, a poza tym nadużywasz chyba pojęcia autorytet. Oglądaczy telewizyjnych reklam trudno uznać za grupę (społeczną), a pojęcie autorytetu rozpatrywane w oderwaniu od tak rozumianej grupy robi się niepomiernie rozmyte. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | | lontri (16088 punktów) |
Dla mnie autorytet jest zjawiskiem powszednim, wręcz pospolitym, czasem wręcz towarem - przedmiotem obrotu.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > Komu zatem w świecie pokruszonych wartości potrzebny jest autorytet? Mnie nie.
>I jaki autorytet? Żaden...?
|
|
 | 2 na 2 | rudyment (3233 punktów) | > > Komu zatem w świecie pokruszonych wartości potrzebny jest autorytet?> Mnie nie.> >I jaki autorytet?> Żaden...?> A kto cię uczy dekarstwa? Nawet jeśli tylko strzechy kładziesz, to jakiś dziadek musiał cię w te sztukę wprowadzić. 
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
|  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > A kto cię uczy dekarstwa? Nawet jeśli tylko strzechy kładziesz, to jakiś dziadek musiał cię w te sztukę wprowadzić.  W pytaniu nie ma mowy o czasie przeszłym.  No i strzechą dach pokryć, to jest, wbrew pozorom, wyższa szkoła jazdy.
|
|
|  | 1 na 1 | Matix (5786 punktów) | >A kto cię uczy dekarstwa?
Nauczyciel?
|
|
3 na 3 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
Guru i tabu w jednym siedzą świecie, guru zasiadł na górze, a tabu w klozecie. .
|
|
7 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | >Komu zatem w świecie pokruszonych wartości potrzebny jest autorytet? I jaki autorytet?
Mnie. Z dwóch powodów przynajmniej: 1. na świecie są tysiące rzeczy, na których się nie znam - a opinię o nich mieć potrzebuję. Nie mógłbym jej sobie wyrobić bez przyjęcia pewnych rzeczy "na wiarę", czy raczej "na autorytet" specjalistów. 2. Pierwsze dotyczyło autorytetu specjalistów, ale rozumiem, że pytasz tak naprawdę o autorytet w ogólniejszym sensie. I takich (cząstkowych) autorytetów "ogólnych" mam całkiem sporo. A potrzebuję ich głównie po to, by ich widok utwierdzał mnie w przekonaniu, że jednak da się żyć i nie zwariować od tego.
|
|
 | 10 na 10 | lontri (16088 punktów) |
Jestem zwolennikiem kosmicznej metafory autorytetu: Autorytety są jak człony wielostopniowego silnika rakietowego - gdy wyniosły cię już wystarczająco wysoko, nie miej żalu ich odrzucić - w przeciwnym razie mogą spowolnić twój lot.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
|  | 5 na 5 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Jestem zwolennikiem kosmicznej metafory autorytetu: Autorytety są jak człony wielostopniowego silnika rakietowego - gdy wyniosły cię już wystarczająco wysoko, nie miej żalu ich odrzucić - w przeciwnym razie mogą spowolnić twój lot.W pełni (nomen omen) się zgodzę. Jak już w kosmosie będę  .
|
|
|  | 4 na 4 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | >Jestem zwolennikiem kosmicznej metafory autorytetu: Autorytety są jak człony wielostopniowego silnika rakietowego - gdy wyniosły cię już wystarczająco wysoko, nie miej żalu ich odrzucić - w przeciwnym razie mogą spowolnić twój lot.
Bardzo mi się podoba twoja definicja. Ja uważałam, że z autorytetów w miarę dojrzewania/rozwoju się wyrasta. Nieszczęściem naszych czasów jest, że autorytet w jednej dziedzinie wypowiada się w innych z taką samą pewnością.
|
|
| |  | 2 na 2 | lontri (16088 punktów) |
Przyznaję się, że konstrukcja metafory nie jest do końca własna. Korzystałem z konceptu Wittgensteina, który zalecał rozumienie swojej filozofii jako drabiny, po której trzeba się najpierw wspiąć, żeby ją potem odrzucić jako zbędny balast.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | |  | 6 na 6 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Przyznaję się, że konstrukcja metafory nie jest do końca własna. Korzystałem z konceptu Wittgensteina, który zalecał rozumienie swojej filozofii jako drabiny, po której trzeba się najpierw wspiąć, żeby ją potem odrzucić jako zbędny balast.Eee... przecie Buddha Śiakjamuni dokładnie to samo o swej filozofii mówił już dwa i pół tysiąca lat temu  . Zrzynał ten cały Wittgenstein. Autorytet - phi!
|
|
| | | |  | 2 na 2 |
| | | | |  | 7 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Mimo to padam na pysk, by tarzać się w prochu ziemi, której dotykała niegdyś stopa Oświeconego (podobno Wittgenstein pływał kiedyś jakąś kanonierką po Wiśle; można więc powiedzieć, że jest nasz, swój chłop, nasz filozoficzny Papież znad Wisły!)Jeszcze lepiej: gdzieś tak w połowie lat 90-tych Jaśnie Wielmożna Profesura (Profesóra?) krakowska urządziła całą imprezę w formie spływu Wisłą śladami Wittgensteina - na kolejnych postojach odczytując w głos odnośne fragmenty Jego dziennika. A ponieważ Wittgenstein nie szczędził i dość intymnych szczegółów, tedy i komentarze były np. takie: "Proszę Państwa o zachowanie Należytego Szacunku, dopływamy bowiem do miejsca, w którym onanizował się Największy Filozof XX wieku!" TVP Kraków film o tym zrobiła - ale znaleźć go teraz nie sposób...  .
|
|
| | | | | |  | | lontri (16088 punktów) |
Jak widać, woda z Wisły Polakom i Austriakom zupełnie inaczej działa na mózgi.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Jak widać, woda z Wisły Polakom i Austriakom zupełnie inaczej działa na mózgi.I chyba słusznie Wanda nie chciała Niemca... . O ile austriacki Żyd za Niemca obleci  .
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > O ile austriacki Żyd za Niemca obleci .EDIT: Zapomniałbym - jeszcze pedał  .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | lontri (16088 punktów) |
> EDIT: Zapomniałbym - jeszcze pedał .To się wie! 
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | |  | 5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | >przecie Buddha Śiakjamuni dokładnie to samo o swej filozofii mówił...
Porównał przy tym swą naukę do tratwy, którą nie ma sensu wlec ze sobą po przeprawieniu się na drugi brzeg (Alagaddūpama-Sutta), to znaczy - po oświeceniu. Metafora Wittgensteina jest podobna. Tego rodzaju podobieństwa nie muszą być wcale plagiatem: Nietzsche prawił o pewnych strukturalnych podobieństwach w filozofii, które powstają niezależnie od siebie (np. w filozofii wchodu i zachodu).
Narzuca się jednak pytanie, czym jest to coś, co pozostaje po odrzuceniu nauki, teorii, doktryny? W filozofii i nauce chodzi chyba o autorytet prawdy, a w zasadzie jej dociekania: amicus Plato, amicus Aristoteles, magis amica veritas (Newton). Ważne jest, aby prawdy nie utożsamiać z dogmatem: to domena religijnej ciemnoty.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | |  | 6 na 6 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Porównał przy tym swą naukę do tratwy, którą nie ma sensu wlec ze sobą po przeprawieniu się na drugi brzeg (Alagaddūpama-Sutta), to znaczy - po oświeceniu. Metafora Wittgensteina jest podobna. Tego rodzaju podobieństwa nie muszą być wcale plagiatem:Jasne. Fakt, że "Wielkie Umysły spotykają się" poczytuję za pewne potwierdzenie obiektywności świata (tak jakby codzienne walenie się młotkiem po paluchach nie wystarczało  ). > Nietzsche prawił o pewnych strukturalnych podobieństwach w filozofii, które powstają niezależnie od siebie (np. w filozofii wchodu i zachodu).Ups!  Nie wchodzę. Szkoda zachodu. > Narzuca się jednak pytanie, czym jest to coś, co pozostaje po odrzuceniu nauki, teorii, doktryny? W filozofii i nauce chodzi chyba o autorytet prawdy, a w zasadzie jej dociekania: amicus Plato, amicus Aristoteles, magis amica veritas (Newton). Ważne jest, aby prawdy nie utożsamiać z dogmatem: to domena religijnej ciemnoty.Pełna zgoda.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | > Fakt, że "Wielkie Umysły spotykają się" poczytuję za pewne potwierdzenie obiektywności świata (tak jakby codzienne walenie się młotkiem po paluchach nie wystarczało ).Należałoby dokładniej porównać ontologię buddyzmu (jakiego) z koncepcja bytu Wittgensteina (którego). Na pierwszy rzut oka wydają mi się różne. Jeśli ludzie myślą równolegle do siebie, to nie znaczy, że myślą w tę samą stronę.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 4 na 4 | gama (1062 punktów) | >Jestem zwolennikiem kosmicznej metafory autorytetu: Autorytety są jak człony wielostopniowego silnika rakietowego - gdy wyniosły cię już wystarczająco wysoko, nie miej żalu ich odrzucić - w przeciwnym razie mogą spowolnić twój lot.
Ładnie powiedziane lecz... Oj, błąd, błąd lontri! Podstawowy błąd! Zbyt wielu uznało, że wyniosło ich już wystarczająco wysoko i odrzucają, odrzucają, odrzucają... Upadek ich bywa wielki.
|
|
| |  | | lontri (16088 punktów) |
>Upadek ich bywa wielki.
Równie wielki i niespodziewany, jak śmierć niektórych autorytetów.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | >Zbyt wielu uznało, że wyniosło ich już wystarczająco wysoko i odrzucają, odrzucają, odrzucają... >Upadek ich bywa wielki.
Kiedy można powiedzieć, że ktoś jest już dojrzały? - W dniu, w którym nie ma potrzeby się sam oszukiwać - parafraza metafory De Mello.
|
|
| | |  | 4 na 4 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Kiedy można powiedzieć, że ktoś jest już dojrzały? - W dniu, w którym nie ma potrzeby się sam oszukiwać - parafraza metafory De Mello."6. 5.2.1 Rozwiązanie problemu życia rozpoznaje się po zniknięciu tego problemu. (Czy nie to jest powodem, że ludzie, którym po długich wahaniach sens życia stał się jasny, nie potrafili potem powiedzieć, na czym ów sens polega.)" Ludwig Wittgenstein - a jakże  . Tractatus logico-philosophicus.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | lontri (16088 punktów) |
Całkiem ładnie powiedziane, jak na filozofa, co nie? 
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | |  | 3 na 3 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Całkiem ładnie powiedziane, jak na filozofa, co nie?  Pewnie. Dałby Bóg, by cały Tractatus był równie ładnie powiedziany...  .
|
|
|  | | lipschitz (1674 punktów) | Autorytety są jak człony wielostopniowego silnika rakietowego - gdy wyniosły cię wystarczająco wysoko... wtedy jest już za późno, aby je odrzucić.
Według mnie ta wersja jest bliższa prawdy, no chyba, że pierwsze człony zaczęły odpadać tuż po starcie, czyli jeszcze w okresie dzieciństwa. Samodzielne, krytyczne myślenie to cecha, która musi zacząć rozwijać się bardzo wcześnie, umysł musi zapracować sobie na taką samodzielność, musi nabierać w tym wprawy i zaufania we własne możliwości. Nie da rady wzlecieć na skrzydłach innych, by następnie je odrzucić i nie spaść.
|
|
3 na 3 | Ignorancja (4718 punktów) | > Komu zatem w świecie pokruszonych wartości potrzebny jest autorytet? I jaki autorytet?
Fromm dosyć zgrabnie sprecyzował pojęcie autorytetu, wydzielając z niego dwa typy tegoż. Nie polecam tego, który nazywa autorytetem autorytarnym. Zaliczają się do niego np. przywódcy duchowi. "Autorytet" taki jest oparty na narzucaniu swoich wartości odgórnie, niedozwolona jest krytyka jego samego oraz jego poczynań.
Odróżnia go to znakomicie od pozytywnego autorytetu, który własną swoistą wielkość buduje bez uciekania się do jakiejkolwiek formy przymusu, znając swoją siłę nie boi się krytyki, a nawet o nią zabiega, wychodząc z ze wszech miar słusznego założenia, że tylko w ten sposób następuje dalszy rozwój poprzez poznanie.
Powyższą pobieżną charakterystykę obu typów można przełożyć i odnaleźć choćby w zachowaniu rodziców, będących pewnym autorytetem dla dziecka.
Istota nie polega zatem na pytaniu o potrzebę autorytetu, tylko o wzorzec jakiemu winno odpowiadać pojęcie owego autorytetu. Czyli właśnie zapytanie: jaki?. __________________________________ Osobiście jako jednostka samowolna mam problem w podporządkowywaniu się jakimkolwiek wzorcom, które próbuje mi się narzucać. Znam tylko dwie osoby, które mogłabym zakwalifikować jako moje autorytety lub co bardziej mi odpowiada jako te, z których zdaniem się liczę i które mogłyby wpływać na moje postępowanie, czy decyzje. Resztę świata odbieram jako równorzędną, nieraz mi miłą, a zdarza się, iż obrzydłą oraz część, której staram się zupełnie nie zauważać.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
 | 3 na 3 | lontri (16088 punktów) |
Trzeba podkreślić, że autorytet jest zjawiskiem społecznym. To nie jest do końca prawda, że autorytet można arbitralnie społeczności narzucić; można wymóc jego uznanie na jednostkach, a nawet, stosując aparat terroru, na całych społeczeństwach, ale nie zawsze jest to potrzebne. Autorytet - o ile nie ulegnie, ku własnej zgubie, nadmiernej alienacji - uosabia przede wszystkim potrzeby i dążenia społeczności. Co za tym idzie, autorytet 'autorytarny' nie może do końca narzucać społeczności takich wartości i celów, które ta społeczność odrzuca. W przeciwnym razie grozi mu utrata znaczenia lub unicestwienie, czego przykładem są rewolucje. Wniosek z tego jest taki, że autorytet 'autorytarny' jest obierany i podtrzymywany przez samą społeczność, która takiej autorytarnej relacji potrzebuje. 'Autorytarność' autorytetu nie polega na tym, że ktoś coś komuś narzuca lub coś od niego przemocą egzekwuje, ale na tym, że jest to rodzaj wzajemnej i dobrowolnie 'autorytarnej' relacji, akceptowanej zarówno przez osobę, zajmującą pozycję autorytetu, jak tę, która na bazie osobistych dyspozycji tę 'autorytarną' relację uznaje. Warto się więc przyglądać różnym autorytetom, ale jeszcze uważniej rzeczywistym siłom społecznym, z których te autorytety czerpią swą siłę oddziaływania. Wataha wilków nie obiera sobie owieczki na przywódcę stada. 
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
|  | 3 na 3 | Guzik (2020 punktów) | [...] >Warto się więc przyglądać różnym autorytetom, ale jeszcze uważniej rzeczywistym siłom społecznym, z których te autorytety czerpią swą siłę oddziaływania. Wataha wilków nie obiera sobie owieczki na przywódcę stada. 
Czerpią siłę i owszem, w różnych minionych okresach bez różnicy czerpią wszyscy. Ludzie tak bardzo lubią zmieniać autorytety, że Lem na nich krzyczał: burzycie pomniki, to chociaż zostawcie cokoły, mogą się jeszcze przydać!. I przydają się zawsze.  We Wróbliku Szlacheckim koło Sanoka po wojnie odcięto głowę z pomnika hrabiego i dodano głowę Lenina. Praktyczne. No nie?  W III RP, a najbardziej w IV-tej, taki zabieg tez byłby bardzo praktyczny.Tyle pomników zburzono... A owszem. A na cokołach dotychczasowych autorytetów stanąłby pewnością tors... Zresztą odgadnijcie czyj byłby to tors?
|
|
| |  | | lontri (16088 punktów) |
Dlaczego tylko tors?
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | |  | 2 na 2 | Guzik (2020 punktów) | Dlaczego tylko tors?
Bo to jest górna część tułowia. A że bez nóg i rąk? Gorzej byłoby bez głowy!
|
|
|  | 1 na 1 | Ignorancja (4718 punktów) | > To nie jest do końca prawda, że autorytet można arbitralnie społeczności narzucić; można wymóc jego uznanie na jednostkach, a nawet, stosując aparat terroru, na całych społeczeństwach, ale nie zawsze jest to potrzebne.Nie do końca mnie zrozumiałeś, albo ja się wyraziłam niejasno. Po prostu przyjęłam za rzecz oczywistą, że pojęciu autorytet w odniesieniu do jego przyjmowania przez kogokolwiek towarzyszy aspekt pewnej dobrowolności. Mi chodzi przede wszystkim o pojmowanie przez samego pretendenta do miana autorytetu podnoszonej kwestii. Autorytet autorytarny jest przekonany o swojej wielkości, swych racjach i swej wyższości. Autorytet pozytywny nie przypisuje swojej osobie wymienionych wartości, a pomimo tego cieszy się uznaniem pewnej grupy. Ja jedynie opisałam (pobieżnie) rys osobowościowy kandydata na autorytet. Ty odnosisz się do potrzeb np. społecznych, których nie neguję. Ale skoro tak to przypominam, że ludzie mają różnorodne potrzeby, nie zdając sobie nieraz sprawy, że im one nie służą, choć ponawiam: nie zauważają tego. Nie przeczę również, że w obraz świata oraz społeczeństw wpisana jest zarówno hierarchizacja, jak i konieczność przywództwa. > Warto się więc przyglądać różnym autorytetom, ale jeszcze uważniej rzeczywistym siłom społecznym, z których te autorytety czerpią swą siłę oddziaływania. Wataha wilków nie obiera sobie owieczki na przywódcę stada.  Tak. To jeden z elementów świadczący o różnorodnej budowie świata.I stąd możność występowania czegoś takiego, jak autorytet autorytarny ukierunkowany chociażby na jednostki stada nie wykazujące specjalnego zamiłowania do wypracowywania samodzielnych sądów.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| |  | 1 na 1 | apud (4399 punktów) | I stąd możność występowania czegoś takiego, jak autorytet autorytarny ukierunkowany chociażby na jednostki stada nie wykazujące specjalnego zamiłowania do wypracowywania samodzielnych sądów.
No dobrze, a ile zarabia taki autorytet?
|
|
| |  | 1 na 1 | lontri (16088 punktów) | 1. Sądzę, że dobrze Cię zrozumiałem. Chodziło mi jednak o uwypuklenie kwestii autorytetu jako pewnego rodzaju relacji międzyludzkiej i zjawiska społecznego. Nie przeczę, że cechy osobowości mogą kogoś predysponować do bycia autorytetem w danej rzeczywistości społecznej, ale uważam, że to nie wystarczy, aby zrozumieć, czym jest autorytet. Na zjawisko autorytetu trzeba patrzeć systemowo, czyli ujmować je w takiej formie, w jakiej rzeczywiście funkcjonuje, będąc splotem wielu okoliczności. Jedną z tych okoliczności będą z pewnością predyspozycje osobiste 'autorytetu', ale z drugiej - także dyspozycje innych ludzi do obierania sobie i reagowania na autorytety, a z trzeciej - zjawiska społeczne, które sprawiają, że autorytet w ogóle może zaistnieć i pełnić jakąś funkcję. Jeszcze ciekawsze są z pewnością mechanizmy, które utrzymują autorytet przy życiu lub go ostatecznie eliminują z życia publicznego.
2. Uważam, że autorytet pozytywny (w sensie Frommowskim) może zaistnieć tylko wśród społeczności, która wyznaje wartości podobne do tych, które sam ten autorytet wyznaje, takie jak wolność myśli, szacunek wzajemny, tolerancja, krytycyzm, czyli wartości głęboko humanistyczne. Co z tego, że osoba o wielkich walorach moralnych zyskuje status autorytetu, skoro ludzie zaczynają tę osobę traktować jak fetysz, przedmiot kultu, a nie jak podobny im, równy w prawach i wolnościach podmiot? Autorytet potencjalnie pozytywny zostaje przez tę relację sfetyszyzowany i staje się nieuchronnie, nawet wbrew swej woli, autorytetem autorytarnym. Autorytet i społeczność wzajemnie się w sobie przeglądają i rozpoznają w sobie tylko to, na co sami będą przygotowani. Nie zapominajmy, że Fromm pisał o zjawisku autorytetu w pewnym niepomijalnym kontekście historycznym - to jest po zakończeniu II wojny światowej. Jego pojęcie 'autorytetu pozytywnego' był raczej postulatem, próbą wyznaczenia Niemcom i Europie nowej ścieżki rozwoju społecznego.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | |  | 1 na 1 | Ignorancja (4718 punktów) |
Ad. 2 Zapętlasz się i komplikujesz. Niepotrzebnie. A kontekst historyczny nie przekreśla ponadczasowej trafności dokonanych przemyśleń, wniosków, etc.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | lontri (16088 punktów) |
>A kontekst historyczny nie przekreśla ponadczasowej trafności dokonanych przemyśleń, wniosków, etc.
Nie ma czegoś takiego jak ponadczasowa trafność - tak zwana "ponadczasowa trafność" jest zawsze tylko i wyłącznie trafnością indywidualną i współczesną. Przykład: Gdy John Locke wydał Dwa traktaty o rządzie książka ta minęła prawie bez echa, mimo że jej tematyka była wówczas bardzo aktualna; 60-70 lat potem (czyli wiele lat po śmierci) został autorytetem dla dużej części europejskich i amerykańskich intelektualistów. Jego nagły autorytet był efektem interakcji jego myśli z bardzo aktualnymi zagadnieniami życia społecznego i politycznego II połowy XVIII w.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Ignorancja (4718 punktów) | >>A kontekst historyczny nie przekreśla ponadczasowej trafności dokonanych przemyśleń, wniosków, etc. (ja) >Nie ma czegoś takiego jak ponadczasowa trafność - tak zwana "ponadczasowa trafność" jest zawsze tylko i wyłącznie trafnością indywidualną i współczesną.(Ty)
Nie chrzań. Jeżeli ktos w swojej pracy opisze pewne mechanizmy towarzyszące zachowaniom homo sapiens to ich trafność skończy się dopiero wraz z wyginięciem gatunku.
Acha, chyba jednak nie czytałeś Fromma. Widzisz, popełniłam błąd i sie niniejszym do tego przyznaję. Pisząc podałam nazwę "autorytet autorytarny". Błąd. Fromm użył innego określenia: "autorytet irracjonalny" i odpowiednio "autorytet racjonalny".
Choć zastosowanie do właśnie autorytetu irracjonalnego określenia "autorytarny" jest uprawnione, gdyż nadużywanie władzy stanowi jego główny element rozpoznawczy.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | | | |  | | lontri (16088 punktów) |
> Aha, chyba jednak nie czytałeś Fromma.Fromm używał pojęcia charakter autorytarny. Odpowiada on mniej więcej temu, co w Twoich postach było określone jako autorytet "autorytarny". Wziąłem to za dobrą monetę, skoro trzymało się kupy. Tym bardziej, że dla charakteru autorytarnego typowe jest uleganie autorytetowi irracjonalnemu. W każdym razie są to pojęcia u Fromma ściśle powiązane. A że czytałem Fromma rzeczywiście dość dawno mogły się do mojego tekstu wkraść jakieś nieścisłości. Nie chodziło mi jednak o referowanie jego stanowiska, ale o przedstawienie mojego. I jeśli już trzymamy się za słowa, to acha się inaczej pisze 
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Ignorancja (4718 punktów) | >>Aha, chyba jednak nie czytałeś Fromma. >Fromm używał pojęcia charakter autorytarny. Odpowiada on mniej więcej temu, co w Twoich postach było określone jako autorytet "autorytarny". Wziąłem to za dobrą monetę, skoro trzymało się kupy. Tym bardziej, że dla charakteru autorytarnego typowe jest uleganie autorytetowi irracjonalnemu. W każdym razie są to pojęcia u Fromma ściśle powiązane.
Niechaj będzie i tak.
Mam tylko pytanie, czy każdy autorytet, czyli także racjonalny zostaje po czasie sfetyszyzowany i przeradza się w irracjonalny?
Bo w świetle Twoich poprzednich wypowiedzi, a ze względu na mój błąd ktoś może wysnuć taki wniosek.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | lontri (16088 punktów) |
>Mam tylko pytanie, czy każdy autorytet, czyli także racjonalny zostaje po czasie sfetyszyzowany i przeradza się w irracjonalny? >Bo w świetle Twoich poprzednich wypowiedzi, a ze względu na mój błąd ktoś może wysnuć taki wniosek.
Nie musi tak być, ale wydaje mi się, że takie niebezpieczeństwo istnieje, zwłaszcza gdy społeczeństwo nie jest gotowe do racjonalnego radzenia sobie z autorytetem. Weźmy przykład kultu Józefa Piłsudskiego - w pewnym momencie historycznym niewątpliwe zasługi Piłsudskiego mogły być podstawą do autorytetu opartego na zupełnie racjonalnych podstawach, ale potem autorytet ten uległ przemianie w kult. Gdy powołujemy się na zdanie Karola Wojtyły i krytycznie badamy jego argumenty cieszyć się on może autorytetem zupełnie racjonalnym; ale gdy ktoś żąda uznania jakiegoś stanowiska tylko na tej podstawie, że kiedyś Karol Wojtyła coś powiedział, więc jest to niepodważalne z samego faktu, że to słowa Wojtyły... ? Parafrazując Fromma, który podkreślał, że zdrowa osobowość może ukształtować się tylko w zdrowym społeczeństwie, można powiedzieć, że racjonalny autorytet może funkcjonować tylko w racjonalnym otoczeniu.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | spray (5875 punktów) | > >Mam tylko pytanie, czy każdy autorytet, czyli także racjonalny zostaje po czasie sfetyszyzowany i przeradza się w irracjonalny?Tak sie rodzą święci. I na tej samej zasadzie święci bywają detronizowani. > >Bo w świetle Twoich poprzednich wypowiedzi, a ze względu na mój błąd ktoś może wysnuć taki wniosek.Jeśli uzna, że Fromm jest święty, tym bardziej  > Nie musi tak być, ale wydaje mi się, że takie niebezpieczeństwo istnieje, zwłaszcza gdy społeczeństwo nie jest gotowe do racjonalnego radzenia sobie z autorytetem.Nigdy nie będzie gotowe. Pesymistyczny ten pogląd wywodzę stąd, że nie zakładam równomiernego postępu w kierunku racjonalizacji. Z obserwacji wynika, że postęp nie jest jednostajnie przyspieszony. Wprawdzie wykazuje tendencję rosnącą, ale przy wahaniach porównywalnych chyba tylko do giełdowych, co gorsza - zwielokrotnionych. Nie ma teorii, która odważyłaby się z jako-taką odpowiedzialnością to opisać, a co dopiero: prognozować. Bifurkacja kłodą pod nogi się kładzie... > (...)> Parafrazując Fromma, który podkreślał, że zdrowa osobowość może ukształtować się tylko w zdrowym społeczeństwie, można powiedzieć, że racjonalny autorytet może funkcjonować tylko w racjonalnym otoczeniu.Ależ chora osobowość może się ukształtować w najzdrowszym społeczeństwie! Dlatego jest nazwana chorą. Z kolei całkowicie chore społeczeństwo staje sie normą. Więc gdzie ta "zdrowość"? Czyli na koniec: Nie to, co aktualnie uznajemy za zdrowe i dobre, jest zdrowe i dobre, tylko to, co sie sprawdza w danej chwili jako skuteczne w zmiennych warunkach otoczenia. Czy ma to coś wspólnego z autorytetem? Ma tylko tyle, że autorytet jest kształtowany podobnie , jak norma okreslająca cechy najbardziej porządane. Jest więc czymś na kształt sprzężenia zwrotnego ujemnego, gdy mechanizm się nadmiernie rozpędza, albo dodatniego, gdy tenże zamierza zamierać. W jakim stadium akurat jesteśmy, nie wiem. Trudno trybikowi wnioskować o stanie maszyny. Ale wyznam, że ten piasek trochę mi doskwiera...
|
|
5 na 5 | lotrek (14275 punktów) |
> Według drugiej przeciwstawnej koncepcji, autorytet wyłaniany jest przez zbiorowość, która zmierza w ten sposób do utrzymania swojej trwałości.W Twojej drugiej koncepcji powinien się mieścić autorytet nie tylko wyłaniany przez zbiorowość, ale też "narzucany" przez polityków, media, czy przywódców religijnych. Dobrym przykładem może tu być kardynał Dziwisz, "robiący" w Krakowie za autorytet. A przecież dobrze wiemy (znając jego życiorys), że nie był wybitnym teologiem, kaznodzieją, czy przywódcą religijnym porywającym tłumy. Ot zwykły służący, czy kamerdyner...by lepiej brzmiało nazywany sekretarzem. Przez czterdzieści lat zwykły ksiądz i dopiero dwa lata przed śmiercią swojego patrona zostaje biskupem. I z kogoś takiego robi się "księcia Kościoła", metropolitę takiego miasta jak Kraków i "autorytet" a społeczność religijna bez oporów to akceptuję. > Komu zatem w świecie pokruszonych wartości potrzebny jest autorytet? I jaki autorytet?Mnie już nie, przynajmniej nie przez duże "A". Autorytetów moralnych nigdy właściwie nie potrzebowałem, gdyż moralność traktowałem "wybiórczo" według własnej koncepcji. Oczywiście podziwiałem niektórych ludzi, chociażby za wiedzę w jakiejś dziedzinie, umiejętności, czy też za postawy życiowe, lecz raczej darzyłem je sympatią, czy szacunkiem. I tak to już mam  .
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
|
|
 | 1 na 1 | Zella (1321 punktów) |
> Mnie już nie, przynajmniej nie przez duże "A". Autorytetów moralnych nigdy właściwie >nie potrzebowałem, gdyż moralność traktowałem "wybiórczo" według własnej koncepcji. >Oczywiście podziwiałem niektórych ludzi, chociażby za wiedzę w jakiejś dziedzinie, >umiejętności, czy też za postawy życiowe, lecz raczej darzyłem je sympatią, czy >szacunkiem. Piszesz ,że, mimo nie potrzebowałeś autorytetów moralnych, to jednak: " Cytat:Oczywiście podziwiałem niektórych ludzi, chociażby za wiedzę w jakiejś dziedzinie Takie stwierdzenie,właśnie chodzi mi po głowie! Niektórzy ludzie nie tylko bywają autorytetami, tak jak dla Ciebie,tak i dla mnie i jestem pewna dla zdecydowanej większości nam współczesnych społeczeństw i dla następnych, kolejnych pokoleń. Tak bowiem się utrwala nauka, jej zdobycze, wiedza, bez której nasze życie byłoby uboższe w wielu jego aspektach. Dlatego mam zamiar wprowadzić wątek, który jest na czasie, a kontynuuje rozważania o autorytetach.Małgorzata i jej wątek, twoja wypowiedź ośmielają mnie do realizacji tego zamiaru.Dzięki za tę wypowiedź!
|
|
|  | 2 na 2 | lotrek (14275 punktów) |
> Dlatego mam zamiar wprowadzić wątek, który jest na czasie, a kontynuuje rozważania o autorytetach. Brawo Zello, tylko gdzie ich znajdziesz? Pamiętaj też, że na tym Forum lubimy "odbrązawiać" i nie ma dla nas świętości.
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
|
|
| |  | 1 na 1 | Zella (1321 punktów) | > Dlatego mam zamiar wprowadzić wątek, który jest na czasie, a kontynuuje rozważania o >autorytetach.> Brawo Zello, tylko gdzie ich znajdziesz? Pamiętaj też, że na tym Forum lubimy >"odbrązawiać" i nie ma dla nas świętości. Znaleźć powinnam ich w Forum! Dlatego ono istnieje. Odbrązowić, szargać itp, jest indywidualną możliwością forumowiczów. Czy ja podpowiadam,że tylko hymny pochwalne należą się Kapuścińskiemu, czy A. Domosławskiemu, czy K.Burnetko autorowi artykułu o R.Kapuścińskim w : www.polityka.pl,nr.11(2747).s.20-22.??!
|
|
2 na 2 | gama (1062 punktów) | > Komu zatem w świecie pokruszonych wartości potrzebny jest autorytet? I jaki autorytet?
Skąd taki pomysł: autorytet idealny? Autorytet dzielimy na prawdziwy czyli zapracowany w pocie czoła (słowem zasłużony) i fałszywy czyli "utkany" odgórnie przez określone środowiska (manipulacją, indoktrynacją, przeszacowaniem rzekomych zasług) mające ogromne wpływy (np. media, partie rządzące - zwykle nie pochodzące z woli narodu). Naszą rolą jest rozpoznać who is who?
Potrzeba odwoływania się do autorytetów istnieje zawsze. Gdy interesowałem się Ewolucją czytałem o niekończących się sporach wokół tematu. Jedni deprecjonują, inni przekonują. Ponieważ nie jestem biologiem, geologiem ani archeologiem nie mogłem ustalić gdzie leży prawda.
Odwołałem się więc do autorytetów: Coyne, Dawkins, Shubin; tego ostatniego jeszcze nie czytałem, lecz polecił mi go Dawkins - oto siła autorytetu.
Reasumując: nie kryzys, nie tęsknota za, lecz - normalka.
|
|
-1 na 7 Varia Malaria (-68 punktów) (zablokowany) | Czy Richard Dawkins jest autorytetem dla wolnomyślicieli i racjonalistów? Czy był nim (a może jest nadal) Darwin albo Einstein? Jeśli tak, to jakiego typu są to autorytety?
|
|
 | 4 na 4 | lotrek (14275 punktów) | >Czy Richard Dawkins jest autorytetem dla wolnomyślicieli i racjonalistów? Bardzo cenie Dawkinsa za jego wiedzę z zakresu zoologii, etologii, ewolucjonizmu i bardzo szanuję za ambicję udowadniania kreacjonistom....że są zwykłymi manipulatorami nauki, czyli wiedzę traktuję wybiórczo, w zależności od własnych potrzeb. A z autorytetami to nie ma co przesadzać....i wszędzie ich szukać, czy tym mianem nazywać każdego idola na topie.
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|