Racjonalista - Strona głównaDo treści
Idiotyzm- sposób na życie?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
06-10-2005 19:54DługozimaIdiotyzm- sposób na życie?
W XXI wieku świat pędzi takim tempem, że ludzie lubujący się w analizie i spoglądaniu w przeszłość nie nadażają z narzuconym przez cywilizację rytmem. Stąd te wszystkie rozczarowania,brak wiatry w człowieczeństo, moralność, prawość i inne słowa określające cnotę. Rozważając współczesny nam świat w takich kategoriach, bez wahania można tu poprzec poglądy Rousseau, który w skrócie twierdził, że cywilizacja zabija wrodzone dobro natury ludzkiej.
Jak zatem życ i nie dać się zwariować?
Otóż należy dać sie zwariować, ale należy zrobić to całkowicie świadomie. Oznacza to, że jedną z alternatyw na "święty spokój" jest idiotyzm, wątek często poruszany przez poetów, pisarzy, reżyserów itp.
Idiotyzm ten (tak jak np. w filmie Larsa von Tier'a:"Idioci")charakteryzuje się niemocą wobec zła cywilizacji, zniewolenia przez nią człowieka, a także z obowiązkami ograniczającymi wolność.Ludzie,będący na tyle świadomi, silni, odważni, nie bojący się upokorzenia, wybierają idiotyzm, jako sposób na przetrwanie. Podkreślam jeszcze raz dominującą rolę świadomości w tym zjawisku, gdyż zdając sobie sprawę z własnej niemocy, ludzie spastykują idiotów, ludzi chorych umysłowo, niezrównoważonych i nie przystosowanych do życia w społeczeństwie.Można to uznać za pójście na łatwiznę, jednak nie jest tak do końca, ponieważ świat pseudoidiotów rządzi się własnymi prawami.
Stawiam końcowe pytanie: Czy można żyć tak jak Dobry Wojak Szwejk, czy Yossarian z "Paragrafu 22" i czuć się wyzwolonym, autonomiczym i mającym szerokie horyzonty człowiekiem?

inhet (1073 punktów)
Jak Szwejk można, jak Yossarian nie - zbyt niezdrowo.

Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie
lipschitz (1674 punktów)
Na dobrą sprawę każdy może przyjść i powiedzieć nam jak mamy żyć grożąc przy tym, że jeżeli się nie dostosujemy, to użyje siły - z tym mamy problem, z przemocą, tak też funkcjonują obecne państwa, społeczeństwa, nie tylko karzą za wybryki, ale karzą nawet za nieposłuszeństwo, które ma moralne podstawy.

Gdyby chodziło tylko o to, sprawa według mnie jest prosta - nie trzeba mentalnie włączać się w taki świat, w życiu i tak bardzo rzadko istnieją proste drogi, powinniśmy się raczej przyzwyczaić do ich nadkładania, grunt, by dalej podążać do celu (jeśli go mamy).

Większym problemem jest to, że widząc te trudności, niesprawidliwość, szaleństwa naszym celem staje się zmienianie tego świata. Przystajemy by coś naprawiać, mówimy, że zajmiemy się dopiero wtedy naszymi celami, pasjami, jak zmienimy to wszystko, co każe nam chodzić po wielkim okręgu do celu.
Z pewnością fajnie byłoby zmienić świat, ale według mnie sposobem na to jest dalsze, konsekwentne realizowanie własnych życiowych pasji i odmawianie współpracy ze wszystkim, co zalatuje fałszem. Jeżeli ktoś nas zmusi do czegoś, to przecież nie jest to współpracą i weług mnie nie istnieja mentalna potrzeba godzenia się z sytuacją - zrobimy, wiemy dlaczego, i znikamy. Wbrew pozorom państwo, czy cokolwiek innego nie jest aż tak aktywne by istnieć w naszym życiu całą dobę, powinno znaleźć się wiele czasu dla siebie.

Według mnie w ogóle najlepszym sposobem rozbrajania tego, co złe jest nieuczestniczenie w tym, kościoły padają gdy tracą wiernych, a nie gdy się ich rozpędza. Także trudno wymusić entuzjam od człowieka, który rozumie, że właśnie się go zniewala - jego wydajność z pewnością daleko odbiega od średniej.

Wydaje nam się, że ludzie powinni być lepsi i mamy do nich żal o to, że nie są mądrzejsi, to nas złości i sprawia, że często idziemy na konfrontację. Ale jeszcze nie słyszałem o silnym wrogu, który na atak nie zareagowałby odwetem, i według mnie im większa siła tego ataku, tym większa przedsiębiorczość siły, którą się atakuje - generalnie skutkiem atakowania jest zawsze wzrost siły przeciwnika, jeżeli kogoś napadniemy z nożem, to następnym razem możemy spotkać go z rewolwerem. Wszystkie wojny zawsze wiszą w powietrzu o wiele wcześniej niż wybuchną, poczucie zagrożenia sprawia, że strony zbroją się, a to co nazywamy pokojem po takich bitkach, przypomina raczej bokserów po 12 rundach zadawania sobie potężnych ciosów, są spokojni, bo nie mają już sił na dalszą walkę. Według mnie walka ma niewiele sensu, bo zwycięstwo zależy od totalnego wyniszczenia przeciwnika lub zniewolenia go (a przecież chcemy mieć świat ludzi wolnych ).

Lepiej traktować grożnych ludzi tak, jak traktuje się wilki. Ich natura jest jasna i nikt nie czyni wyrzutów wilkom, że są wilkami, nawet gdy napadną na nas. Jeżeli żyjemy w dziczy, to uczymy się po prostu obyczajów tych zwierząt by być tam, gdzie ich nie będzie, albo sztuczek, które je zmylą. Oczywiście ktoś zawsze wpadnie na pomysł, by wybić wszystkie wilki i mieć spokój, ale naprawdę życie i tak postawi jakieś inne wyzwania, są przełęcze, potężne rzeki, groźne stworzenia z czym trzeba się liczyć i nadkładać drogi.

No i ludzie też na nas patrzą, jeżeli np. mamy sposobność wyłamać się z czegoś, bo nikt akurat nam nie grozi więzieniem lub śmiercią, to inni to widzą i niektórzy z nich zaczną się zastanawiać. Mogę wymienić bardzo szybko dziesięć miejsc, gdzie lokowane są moje podatki, miejsc, których nie tylko nie popieram, ale uważam za moralnie szkodliwe. Płacę ze świadomością grabieży i ta świadomość nigdy nie znika. Staję jednak przed czymś potęznym i groźnym i liczę się z tym zagrożeniem, jeżeli chcę np. kupić sobie domek na wsi by tam wychować własne dziecko, to przychodzi mi zbierać na niego dłużej. Jeżeli się zbuntuję, to zamkną mnie, a wtedy droga do celu jeszcze bardziej się wydłuży, ale mogę oczywiście porzucić swój cel, tylko czy po to żyjemy, aby nie realizować własnych celów? Mam pasję, maluję, gram muzykę, rzeźbię, buduję piękne domy lub np. interesuje mnie nauka, fizyka, matematyka, albo chcę się czegoś dowiedzieć o życiu od życia, chcę je obserwować, siebie w nim, innych ludzie i zrozumieć co się zdarza tak naprawdę, czy mam z tego rezygnować?

Oczywiście są sprawy, których człowiek nie powinien nigdy się dopuścić nawet przy zagrożeniu życia, takie sprawy, które kosztowały by całą naszą moralność, zaprzepaszczały nasze człowieczeństwo, wtedy rzeczywiście lepiej zginąć, niż brnąć w coś tak okropnego. Są też sprawy gdzie przyjmowanie kary jest lepszym rozwiązaniem niż ich unikanie, bo np. oszczędzają czas. Są też wyzwania, które trzeba podjąć choć są wielce niebezpieczne. Nie chodzi o podwijanie ogona pod siebie, lecz realizowanie się w życiu w możliwie optymalny sposób, a to ustala się na bieżąco. Przecież możemy zdać sobie nagle sprawę, że podatki są tak ogromne, iż tego domu na wsi nigdy nie kupimy, wtedy cel także przepada i być może warto kategorycznie odmówić wsparcia lub szukać innych niebezpieczniejszych rozwiązań. Jednak według mnie atakować nie trzeba, to ktoś czegoś się domaga i ktoś czegoś nie dostanie - nie jest to atak, choć może mocno wzburzyć tego, który żądał.

Trochę chaotycznie się wypowiedziałem na ten temat, ale trudno ubierać w konkretne postulaty rzeczy, których analiza może odbyć się dopiero wtedy, gdy konkretne zdarzenie ma miejsce. Jedyny konkretny postulat dotyczy unikania napaści na tego, kto jest sprawcą naszej niedoli, nie tylko dlatego, że rośnie on w siłę, nie tylko dlatego, że sami jesteśmy pełni pomyłek, ale także dlatego, że marząc o pokoju i dobrym świecie nie możemy zaczynać od wojny. Przeraża mnie gdy słyszę, że trzeba walczyć o pokój, o dobro, o miłość, z sobą samym itd. Przecież sam fakt walki jest zaprzeczeniem tego wszystkiego, to skłonność do walki jest przyczyną wojny. Ktoś przychodzi walczyć o miłosierdzie lub pokój - to absurd, kiedy już zwycięży jego skłonność nadal będzie żywa i rozpęta kolejne konflikty lub represje. To także kolejny powód, aby jednak "robić swoje".
placownik

>Z pewnością fajnie byłoby zmienić świat, ale według mnie sposobem na to jest dalsze, konsekwentne realizowanie własnych życiowych pasji i odmawianie współpracy ze wszystkim, co zalatuje fałszem

   Anglicy mówią My home is my castle, a my byle polska wieś spokojna.

   Czy zastanawiałeś się ilu Niemców odmówiło swego czasu współpracy ze śmierdzącym fałszem faszyzmem, udając się na emigrację wewnętrzną, lub "zewnętrzną"? Nie przypuszczali nawet, że wielu ich współobywatelom faszyzm nawet nie zaoferuje współpracy, wybierając znacznie radykalniejsze rozwiązanie ich kwestii.

   Zmienianie świata czasami bywa fajnym zajęciem, czasami jednak staje się obowiązkiem. Pytanie tylko, jak siedząc w swojej twierdzy lub na polskiej wsi spokojnej stwierdzić, że to już ten moment, że obowiązek wzywa?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
lipschitz (1674 punktów)
Jeśli chodzi o Niemców, to według mnie nie znaleziono żadnego rozwiązania, dla mnie to raczej przykład tego jak przegrany (w I wojnie) przygotowuje odwet, czyli powiększa swój potencjał.

A jeśli chodzi o drugie... nie ma momentu, w którym trzeba byłoby określić, kiedy to już ta chwila, gdyż nie chodzi o przeczekanie by się włączyć nagle w coś rewolucyjnego. Życie jest tak samo ważne wczoraj i dzisiaj, rewolucją jest właśnie ten sposób życia, raczej rzadko spotykany, także w Niemczech

Pozdrawiam
outsider (2469 punktów)
Mimo wszystko bycie Haszkiem to postawa lepsza niz bycie Szwejkiem; bycie Hellerem - lepsza niz bycie Yossarianem. rzeczywiste postawy to postawy twórców - nie literackich postaci.

Postawy trudne - trudniejsze - wszak to sztuka "oczyszcza" ludzkie życiorysy do postaci lepiej przyswajalnej. Dostałem dziś właśnie (i ogladam) troche materiałów o twórcach innego trudnego czasu: Okudżawie, Wysockim. Mozna po prostu powiedzieć NIE! - mozna jednak oswajać po swojemu (i na osobiste ryzyko) najgorszą rzeczywistość. Liczy sie skutek koniec końców.

Postaci literackie nie maja przyszłośći - nieraz się je uśmierca dla uniknięcia komplikacji. Świat protestu to świat dramatyczny, nieraz tragiczny - ludzki i nieludzki zarazem, powołujący mit dla przyszłości ale sam w sobie nienawistny życiu.

Nie chciałbym żyć w świecie zaludnionym przez moich ulubionych bohaterów literackich. W gruncie rzeczy świat czyni ludzkim suma małych ludzkich klęsk - suma heroicznych zwycięstw czyni go równie heroicznym jak niepowstrzymany bieg lemingów ku morzu i dalej.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
krest
Myślałem, że spastykowanie w 'Idiotach' jest czymś terapeutycznym lub sposobem na odsłonięcie tego, co kryje sie pod maską normalności u 'zwykłych ludzi'.
Doprawdy przyjęcie mentalności krowy wiąże się ze wszystkimi konsekwencjami- wypasaniem, byciem w niewoli, dawaniem mleka. Gdzie tu święty spokój, to ja nie wiem.
Totus (1201 punktów)
>Doprawdy przyjęcie mentalności krowy wiąże się ze wszystkimi konsekwencjami- wypasaniem, byciem w niewoli, dawaniem mleka. Gdzie tu święty spokój, to ja nie wiem.
W roztworze Gangesu!
outsider (2469 punktów)
Czy można? Kiedyś w głębokim PRL-u mieliśmy poczucie, że to nie skończy się za naszego życia - czyli z jednostkowego punktu widzenia nie skończy się nigdy; dziś Twoje pytanie pobrzmiewa echem tamtej epoki.

Mimo wszystko - obie powieści opisują czas o wiele bardziej nienormalny - czas wielkich światowych wojen. Dlatego powielanie dziś postawy Szwejka czy Yossariana budzi wątpliwość: czy jest bowiem możliwa epoka historyczna, w której nie byłoby trzeba uciekać na własną wyspę? To forma samoobrony przez pozorną kapitulację (ale przeciez z elementami kapitulacji faktycznej) - przypomnę "modlitwę Marka Aureliusza":

Boże, użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym,
czego nie mogę zmienić;
odwagi,
abym zmienił to, co mogę zmienić;
mądrości,
abym odróżniał jedno od drugiego.


To trzecie - mądrość - jest rzecz jasna rzecza najtrudniejszą. Nawiasem mówiąc, motyw ostatniej wolności jest w kinie współczesnym dyskutowany - to nie tylko bliżej mi nieznany Lars von Trier (wiem hasłowo w czym rzecz, ale filmów nie oglądałem), ale także "Znikający punkt" Sarafiana (Kowalski - nieświadomy buntownik w swiecie upupionym) czy "Full metal jacket" Kubricka (dojrzewanie Jokera, wychodzacego z początkowo dość szwejkowskiej postawy).



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365