Witam.Nie obce jest mi wgłębianie się w różne apsekty życia i świata,które na ogół wydają się być czymś w rodzaju tabu.Dziś postanowiłem jednak zostawić tematy kosmologiczne,religijne,filozoficzne i zastanowić się nad dużo bardziej wymagającym i skomplikowanym zagadnieniem jakim jest tytułowy kobiecy "foch".Otóż mój racjonalizm ślizga się po tej kwestii jak debiutujący łyżwiarz,więc piszę,bo potrzebuje oparcia by móc bez bolesnego upadku wykonać choć małą nieskomplikowaną ewolucje,która pozwoli uwierzyć,że będe mógł któregoś dnia poruszać się po lodowisku przynajmniej w sposób swobodny.Czy faktycznie burza hormonów może wywołać taką zawieje,że jedyne co w tym momencie może wydostać się spod jej rządów to:tak,nie,nie wiem?Czy jedyna argumentacja na jaką może zdobyć się niewiasta wyjaśniając owe zjawisko to:no bo tak!W końcu:jak się zachować w takich sytuacjach:
a)odpuścić sobie i narazić się na jej gniew z powodu braku zainteresowania b)zainteresować się i z tego powodu narazić się na jej gniew. c)starać się dotrzeć do sedna ocierając się o śmierć. d)bez zastanowienia strzelić sobie w łeb.
Podobno kobiete mordercę obejmują okoliczności łagodzące,gdy dopuściła się czynu podczas "tych dni",czy w takim razie mężczyzna może liczyć na jakieś okoliczności łagodzące kiedy morduje ją z powodu tych dni?Jeśli tak,to mój troche mało śmieszny problem może być w sposób dosyć prosty rozwiązany.
Żeby nie było,że szufladkuje,pisze tu o tych kobietach,których kwestia ta dotyczy(ale czy aby nie o wszystkich przypadkiem?)
|