Wawel, Krypta pod Wieżą Srebrnych Dzwonów.
Siedziałem sobie wczoraj na dachu i paliłem papierosa.
Usiadłem na chwilkę, bom się zmęczył pozimowym przeglądem pokrycia i naprawą drobnych uszkodzeń.
Był to daszek na ładnym bungalowie o powierzchni 520 m
2.
Patrzyłem na budowaną za płotem salę gimnastyczną podstawówki.
Kilka myśli.
Budowlańcy zamontowali już rynny, ale bez dylatacji na całej, ca 40 m, długości - ktoś wiosną zarobi na naprawie, bo w lecie lub zimie pęknąć musi.
Na budowie robotnik pchał taczkę, chyba ze żwirem. Kółko taczki skrzypiało znajomo. Zostało mi pół papierosa.
W szkole dzieciaki nauczą się paru rzeczy, później będą mieszkać w takim ślicznym bungalowie, lub pchać skrzypiącą taczkę, lecz sala gimnastyczna może przydać się jednym i drugim.
Taczka była nieokirowana, choć pchana w czasie żałoby - zwyczajnie.
Cena.
Cena będzie wypadkową mojej wiedzy, myśli i znajomości myśli klienta.
Skończyłem palić.
Wieczność, Wszechświat.
Dach, jak i cały bungalow jest własnością znajomego, papieros był mój.
Znajomek jest niezłym klientem, choć podobno niezłe z niego ziółko, więc zarobiłem niezły grosz - wystarczy na kilka dni.
Konsekwencje.
Dzisiaj ma być ładna pogoda - też nieźle jak na żałobny czwartek.
Czwartek.
Jeszcze jest.
