Racjonalista - Strona głównaDo treści
Russella pamięci żałobny rapsod...

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
28-02-2004 21:56Asmoeth_Beta (307 punktów)Russella pamięci żałobny rapsod...
Rzekł Jan Lewandowski:
>PS Gdyby to ewentualnie kogoś interesowało, to na www.trynit(*)/racjonalista/racjonalista.htm zamieściliśmy już pełną i dodatkowo dopracowaną wersję polemiki Tomka Świątkowskiego (słynny "baptysta") z Racjonalistą (tekst nr 31). W najbliższym czasie znajdą się tam następne polemiki "baptysty" z Racjonalistą, jak zapowiedział. To tak w kwestii formalnej, gdyby kogoś inreresowało.
Z tego, co mi wiadomo, to panowie Świątkowski i Agnosiewicz umówili się na zaprzestanie polemiki, a rzeczony "baptysta" sam poprosił o nieujawnianie jego nazwiska z powodów, których nie pamiętam. Nie podejmuję się czytania całości dzieła tego pana, więc nie wiem na ile jest to poprawiona jego wersja, a na ile kopiuj - wklej. Problemy biblijne są dla mnie problemami drugorzędnymi i w żadnym wypadku nie rzutującymi na moją niewiarę. Nie wierzę z zupełnie innych powodów, o których na razie milczę, mówiąc tylko, iż ateistą naukowym nie jestem, cokolwiek by to znaczyło.
Zainteresował mnie za to punkt 15. polemiki T. Świątkowskiego, poświęcony esejom Bertranda Russella. Żałuję, że nie mam ich pod ręką, i przyznaję, że wiedzę o tym, co filozof napisał w nich, czerpię z drugiej ręki, w dodatku nie można wykluczyć, że słowa Russella zostały źle zrozumiane lub przeinaczone dla wykazania z góry przyjętych tez. W moim przekonaniu uważna ich lektura stanowiłaby wystarczający powód, aby enuncjacje "baptysty" na ten temat obalić, ale cóż - cieszmy się tym, co jest. A argumenty, jakie Tomasz wytoczył przeciw Russellowi, są doprawdy przekonywujące i powalające. Filozof pod ich wpływem musiałby się nawrócić - tertium non datur! Nie będę jednak ustosunkowywał się do wszystkich, bo część z nich naprawdę nie wymaga żadnego komentarza, bo kłuje w oczy arogancja i kuriozalność, żeby nie powiedzieć: głupota.
Czytając rzeczony fragment dzieła baptysty, nie mogłem oprzeć się natrętnemu wrażeniu, że dla jego autora takie pojęcia, jak: "agnostyk" czy "relatywizm moralny" są prawdziwymi obelgami. Zresztą te 74 strony obfitują w podobne aluzje i uszczypliwości pod adresem agnostyków czy racjonalistów, którzy albo w coś wierzą, albo mają jakieś dogmaty, albo ewoluują w stronę religii, a co gorsza nie chcą się wcale do tego przyznać - zatem są niekonsekwentni, w przeciwieństwie do chrześcijan, którzy za chlubę sobie poczytują dogmatyzm i fideizm. Oczywiście Russell nie jest żadnym wyjątkiem w tym względzie, gdyż również pobłądził, a jak przekonywująco wykazał TŚ, wszyscy inni racjonaliści chyba od niego odgapili te bzdury, ufając fałszywemu autorytetowi.
Russell wcale agnostykiem nie jest - zdaje się mówić "baptysta" - on jest ateistą, ale stroi się bezczelnie w piórka agnostycyzmu. Z tego, co mi wiadomo, to on wyraźnie powiedział, że kwestia rozgraniczenia między ateizmem a agnostycyzmem jest dość trudna i niezrozumiała dla przeciętnego człowieka. Dlatego, jak twierdził, przed forum filozoficznym nazwałby siebie agnostykiem, a facetowi spotkanemu na ulicy powiedziałby, że jest ateistą. I w praktyce agnostycyzm się sprowadza do ateizmu - diabeł (muszę nadmienić, że jako ateista, odrzucam też pojęcie diabła i bynajmniej nie należy tych słów rozumieć dosłownie; skoro Russell mówił coś o spirytualizmie, to zdaniem TŚ jest on spirytualistą) tkwi w teoretycznych szczegółach. Rozstrzygnąć ostatecznie o kwestii Boga się nie da - bo nie można podać poprawnego dowodu tak za jak i przeciw jego istnieniu - takie są powody tego, że Russell uważa siebie za agnostyka. Ale nie jest to ostateczne zawieszenie sądu o Bogu... tyle o agnostycyzmie Russella. Pora na ateizm. Tako rzecze Tomasz: nie ma on cienia wątpliwości, że Bóg nie istnieje. Owszem, jest ślepa wiara w to, że Go nie ma, co jest dogmatem. W tym momencie zaczynają się nieporozumienia i kurioza. Ja nie wiem, jakiego Boga odrzuca Russell - tylu ich było, że niejeden pogubiłby się w rachubie - może Zeusa, może Boga chrześcijańskiego, może Quetzalcoatla, może transcendentalny Absolut, a może wszystkich na raz? Na to pytanie mógłby odpowiedzieć tylko on sam, a teraz zapewne przewraca się w grobie biedaczyna, bo nie może odpowiedzieć swojemu krytykowi. Zostali tylko marni epigoni, jak my... Najprawdopodobniej (nie mam na myśli matematycznego prawdopodobieństwa...) odrzuca obraz Boga, jaki głoszą chrześcijanie i o tym Bogu w dwóch rzeczonych esejach pisze. Możliwe, że ma swoje zdanie na temat jakiegoś innego boga, ale o tym nie pisze. Kuriozalne jest za to pytanie, skąd wie jak jest ten Bóg, w którego nie wierzy (czy mamy tłumaczyć po raz kolejny, czym różni się niewiara w Boga od wiary, że Boga nie ma?). Przecież informację o przedmiocie wiary teistów czerpie od samych teistów, a ponieważ formalistą nie jest, nie dodaje, że wszystkie informacje o Bogu pochodzą z pism i wypowiedzi tych, którzy w niego wierzą. Myślałem, że to jest oczywiste, ale jak widać nie tylko Russell nie umie czytać...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.



Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365