 |
Szkodliwe cięcia u urzędników? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 05-11-2010 13:41 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Szkodliwe cięcia u urzędników?
3 na 3 | Witam! Najpierw link do artykułu źródłowego: finanse.wp(*)ki,wid,12823269,wiadomosc.htmlTeraz ostrzeżenie - jeśli ktoś po przeczytaniu będzie chciał rozmawiać o Prawicy, Lewicy, socjalizmach, kapitalizmach, liberalizmach i innych -izmach, to proszę tę osobę o nie pisanie w tym wątku. Jeśli mimo to zacznie pisać na te tematy, uznam to za jego słabość umysłową, a iq ocenię na poziomie kretynizmu. Do rzeczy. Mamy ustawę działającą w ściśle określony sposób. Mechanizm - tnij, a co oszczędzisz to Twoje. Dosłownie. Na pewno ten pomysł ma sens polityczny, bo dzięki niemu partia rządząca może uzyskać sporo punktów przed wyborami. Zależy to oczywiście od propagandy. Chciałbym podyskutować, czy ustawa ma sens ekonomiczny i społeczny. Wcale nie sugeruję się wydźwiękiem artykułu. Może rzeczywiście to jest sposób - wyrzuć niepotrzebną osobę, a "jej" pieniędzmi się podziel? Jasne, że będą przy tym patologie. Jak im państwo ma zapobiec i czy gra jest warta świeczki? Pozdrawiam | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 5 Romański (2650 punktów) (zablokowany) | Przede wszystkim - takimi działaniami rząd zwiększy bezrobocie, i tak już dziś duże. Wywalenie z pracy 31 tys. osób (realnie będzie zapewne dużo mniej), w krótkim okresie czasu, nie jest dobrym rozwiązaniem, szczególnie przy dekoniunkturze. Zapewne część z nich znajdzie prace w prywatnym sektorze - ale reszta przejdzie na zasiłki, czyli koszty (wydatki budżetowe na zasiłki) wzrosną. Zamiast zmniejszać dziurę budżetową - rząd prowadzi politykę zwiększania jej, licząc zapewne, iż robi to tylko w krótkim okresie czasu.
Kolejną ważną sprawą jest dorżnięcie popytu wewnętrznego. Wzrasta inflacja, rząd wprowadza wyższy VAT, jednocześnie wywalając na zasiłek (niższy niż pensja przecież) rzeszę ludzi - efekt jest łatwy do przewidzenia. Wraz z niższym popytem wewnętrznym firmy produkujące i świadczące usługi na krajowym rynku zaczną zapewne zwalniać ludzi. Lub też nie zatrudnią nowych - zmniejszą więc nakłady inwestycyjne. Z góry mówię, iż nie przekonuje mnie argument, że pieniądze, które do tej pory konsumowało więcej urzędników, skonsumuje mniejsza ich liczba, więc nic się realnie nie zmieni. Prawda jest inna - część pieniędzy, które do tej pory szły na konsumpcję, zostanie przeznaczona na prywatne inwestycje (lokaty, prywatne emerytury itp.).
Z drugiej strony - nie widzę powodu, by sprzeciwiać się małej acz dobrze opłacanej administracji. Sam fakt zmniejszenia etatów i podwyżki płac dla reszty pracowników może być stymulujący. Przede wszystkim - przyciągnie więcej doświadczonych i dobrze wykształconych osób do pracy w administracji. Powinni oni służyć za pas transmisyjny wiedzy i zachowań korporacyjnych. Co pomoże naszej biurokracji unowocześnić się i ułatwi jej współpracę z biznesem. Powinno także wpłynąć na zmniejszenie korupcji - przy wyższych zarobkach (a więc także i wyższej konsumpcji, wyższych kredytach itp.) ryzyko utraty pracy jawi się jako większy koszt. Trudniej więc zdecydować się na łapówkę - chyba, że będzie ona o wiele wyższa (czyli nie przeszkodzi to korumpować urzędników przez bogate i wielkie firmy - ale im i tak nic nie przeszkodzi).
Jednakże zgadzam się z prof. Bugajem, że nie rozwiązuje to problemów strukturalnych (za dużo pracowników w Urzędzie Skarbowym, ZUS'ie, za mało przy bezpośredniej obsłudze klienta w gminach, przy obsłudze inwestycji strukturalnych itp.) i nepotyzmu. Ryzyko, iż zwolnieni zostaną tylko "nie-swoi" jest wielkie - więc efekt, na który zapewne liczy rząd (przyciągnięcie nowej i doświadczonej kadry - w długim okresie czasu) nie zastanie osiągnięty.
Podsumowując - działanie jest typowo propagandowe. Nie spowoduje wielkich zmian, o których rząd będzie zapewne piał, jednocześnie zwiększając bezrobocie. Jak zwykle u nas problem rozwiązuje się "od dupy strony". Zacząć trzeba od zmian kryteriów przyjmowania do pracy w administracji (realne konkursy i testy kompetencji zawodowych) a dopiero później robić to, do czego Tusk i co. zabierają się dzisiaj. Pozdrawiam.
Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
|
|
 | 12 na 12 | Satyr (4285 punktów) | >Przede wszystkim - takimi działaniami rząd zwiększy bezrobocie, i tak już dziś duże.
Nie zwiększy bezrobocia. Może tylko zmniejszyć. Jak? Bardzo łatwo to zrozumieć. Owi urzędnicy nie wykonują żadnej pracy, nikt nie dałby złamanego grosza za czynności, które wykonują. W latach 80. Jaruzelski potrzebował 150 tys. ludzi by ogarnąć socjalizm, a czy Tusk naprawdę potrzebuje prawie 600 tys. by ogarnąć "wolny rynek"? Jest jasne, że większość tych ludzi żadnej pracy (czyli żadnych dóbr i wartościowych usług administracyjnych) nie wykonuje, a tylko spalają kalorie co najwyżej. Jeśli więc zwolnić ich z etatów, to faktyczna ilość dóbr na rynku nie spadnie (bo oni niczego pożądanego nie wytwarzają), a może część z nich szybko znajdzie coś, co rzeczywiście można nazwać "pracą". Może więc być tylko lepiej.
>Zapewne część z nich znajdzie prace w prywatnym sektorze - ale reszta przejdzie na zasiłki,
Jak wyżej. Oni nie przejdą na zasiłki. Oni już teraz są na zasiłkach, tyle, że wynoszących po 2-4 tys. złotych. Mogę pójść do ogródka, kopać dół, a potem go zasypać - uważasz, że to praca, i że może mi się jakaś "godziwa" zapłata należy? Większość z owych urzędników nic pożytecznego nie robi, nic, co sprawia, że ilość dóbr i pożądanych usług na rynku się zwiększa. Zerwij zasłonę formalnych więzów typu "umowa o pracę" a zobaczysz, że oni się niczym nie różnią od kolesia, który cały dzień leży na kanapie. Chodzi mi głównie o całe rodziny, ciotki, zięciów i "kolegów siostry" w ZUS, skarbówce itp.
>Kolejną ważną sprawą jest dorżnięcie popytu wewnętrznego.
Niechybnie spadek popytu wewnętrznego jest znamieniem recesji. Tyle, że jeśli spadek popytu wewnętrznego jest spowodowany tym, że oszczędzamy, to nie ma się czym martwić. Na tym polega recesja, że nieefektywne i złe inwestycje są zmiatane z powierzchni ziemi, a rosną oszczędności, które możemy później sensowniej zainwestować (np. w edukację albo high-tech, zamiast w urzędników). Tak czy siak kwestia ta jest związana bezpośrednio ze sporami makroekonomicznymi, a one nie znalazły rozwiązania w żadnej z głów znacznie tęższych od naszych, więc proponuję po prostu nie przesądzać tej sprawy.
>Z drugiej strony - nie widzę powodu, by sprzeciwiać się małej acz dobrze opłacanej administracji. Sam fakt zmniejszenia etatów i podwyżki płac dla reszty pracowników może być stymulujący. Przede wszystkim - przyciągnie więcej doświadczonych i dobrze wykształconych osób do pracy w administracji.
Zgoda.
>Zacząć trzeba od zmian kryteriów przyjmowania do pracy w administracji (realne konkursy i testy kompetencji zawodowych)
To z pewnością. Na razie obowiązuje sarmackie kryterium rodowe. Niektórzy są w tym tak bezczelni, że nawet organy ścigania się nimi interesują (osobiście znam przypadek pewnego burmistrza, który wyczarował miejsca "pracy" dla prawie 50 znajomków).
Podsumowując, jestem zdania, że figę zmieni ta ustawa. Przede wszystkim dlatego, że przy obecnej "przejrzystości" kryteriów zatrudniania, to wylecą nie ci, którzy są niepotrzebni, tylko ci, którzy mają najsłabsze "plecy".
Pozdrawiam
|
|
|  | 4 na 4 | rexus (2343 punktów) | W zupełności się z tobą zgadzam. Lecz zagranie Tuska jest genialne w swojej prostocie. Przez ostatnie 3 lata sukcesywnie zwiększał ilość urzędników bodaj o 28 tys. osób, by teraz przy fanfarach ich zwolnić. Nie ważne gdzie są zyski, ważne- żeby była dobra zabawa.
|
|
|  | 2 na 4 Romański (2650 punktów) (zablokowany) | >Nie zwiększy bezrobocia. Może tylko zmniejszyć. Jak? Bardzo łatwo to zrozumieć. Owi urzędnicy nie wykonują żadnej pracy, nikt nie dałby złamanego grosza za czynności, które wykonują.
Mniej więcej tak samo jak większość pracowników banków, instytucji finansowych, czy korporacji (działy audytu, kontroli, marketingu itp.) - tworzą informację potrzebną przy zarządzaniu instytucją. Oczywiście, że wraz ze zmianami technicznymi potrzebne jest mniej osób do wykonywania tych samych zadań. Ale to jest chyba off topic. Szczególnie, że sceptymucha prosił o nieprowadzenie ideologicznych rozważań - a postawienie przez Ciebie sprawy tak jednoznacznie powoli nas do tego prowadzi. Może przyjmijmy stan taki jaki jest i zastanówmy się do czego doprowadzi nas to konkretne rozwiązanie, bez uciekania się do wyidealizowanych modeli?
>Niechybnie spadek popytu wewnętrznego jest znamieniem recesji. Tyle, że jeśli spadek popytu wewnętrznego jest spowodowany tym, że oszczędzamy, to nie ma się czym martwić. Na tym polega recesja, że nieefektywne i złe inwestycje są zmiatane z powierzchni ziemi, a rosną oszczędności, które możemy później sensowniej zainwestować (np. w edukację albo high-tech, zamiast w urzędników).
I tak i nie. Dążenie do oszczędności za każdą cenę nie ma sensu. Przede wszystkim takie restrukturyzacje, o których mówisz, robić się powinno w czasach dobrej koniunktury, gdyż łatwiej wtedy znaleźć pracę zwolnionym. Działania rządu spowodują, w krótkim okresie czasu, wzrost bezrobocia (Twoja argumentacja jest nieprzekonywująca i podyktowana ideologicznie) i wzrost kosztów. Oszczędności, zapewne niewielkie, może przynieść w długim okresie czasu. Nowoczesna biurokracja musi i będzie kosztować. Szczególnie, że zmienia się jej funkcja - nadzór nad inwestycjami infrastrukturalnymi, ocena strategii działania władz, inicjowanie zmian strukturalnych itp. Nie jest to już administracja XIX wieku - od przekładania papierków. W Polsce to niestety nie działa. Lecz zasada "co 10 wystąp i do domu" nie jest rozwiązaniem.
Jednocześnie zgadzam się, że okres dekoniunktury służy za test funkcjonowania państwa i rynku. Lecz nie fetyszyzujmy tego wpływu. O ile może ona weryfikować działanie firm - działanie administracji testuje się badaniami ewaluacyjnymi ex post. Państwo musi mieć moc kontrolowania i, w razie potrzeby, interweniowania na rynku. Okres dekoniunktury jest właśnie takim momentem - to właśnie teraz państwo ma działać a nie wycofywać się (w czasie koniunktury jest zbędne).
Nie bierzesz także pod uwagę kosztów społecznych zwolnień. Już dzisiaj ok. 45% osób zdolnych do pracy formalnie nie pracuje. Mamy małą wydajność pracy. Zwiększanie tych danych jest głupotą. Potrzebujemy akcji szkoleń, dostosowań strukturalnych na rynku pracy, nowych inwestycji - nie da się przeprowadzić tych zmian bez skutecznej administracji. Zwiększanie liczby beneficjentów programów pomocowych w czasach recesji nie wydaje mi się racjonalne. Nie bierzesz także pod uwagę chaosu organizacyjnego i protestów społecznych, które mogą sparaliżować państwo właśnie tedy, gdy działać powinno.
Pozdrawiam.
Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
|
|
| |  | | Konowal (6291 punktów) | > >Nie zwiększy bezrobocia. Może tylko zmniejszyć. Jak? Bardzo łatwo to zrozumieć. Owi urzędnicy nie wykonują żadnej pracy, nikt nie dałby złamanego grosza za czynności, które wykonują.> Mniej więcej tak samo jak większość pracowników banków, instytucji finansowych, czy korporacji (działy audytu, kontroli, marketingu itp.) - tworzą informację potrzebną przy zarządzaniu instytucją.po pierwsze oni pracują za swoje a nie za nasze, więc jak chcą mieć kupę niepotrzebnej informacji to mogą utrzymywać ile chcą darmozjadów. Po drugie zgódźmy się na "tworzą informację" bo na pewno w większości niepotrzebną. > >Niechybnie spadek popytu wewnętrznego jest znamieniem recesji. Tyle, że jeśli spadek popytu wewnętrznego jest spowodowany tym, że oszczędzamy, to nie ma się czym martwić. Na tym polega recesja, że nieefektywne i złe inwestycje są zmiatane z powierzchni ziemi, a rosną oszczędności, które możemy później sensowniej zainwestować (np. w edukację albo high-tech, zamiast w urzędników).> I tak i nie. Dążenie do oszczędności za każdą cenę nie ma sensu. Przede wszystkim takie restrukturyzacje, o których mówisz, robić się powinno w czasach dobrej koniunktury, gdyż łatwiej wtedy znaleźć pracę zwolnionym.Co to ma do rzeczy? Albo uznajemy prawa ekonomii albo nie - jak nie to nie ma potrzeby zwalniać, bo i faktycznie po co im później szukać nowej pracy. Tu oczywiście dochodzimy do pytania po co nam państwo i ile w nim ma być wolności? > Działania rządu spowodują, w krótkim okresie czasu, wzrost bezrobocia (Twoja argumentacja jest nieprzekonywująca i podyktowana ideologicznie) i wzrost kosztów. Oszczędności, zapewne niewielkie, może przynieść w długim okresie czasu.czyli i tak warto > Nowoczesna biurokracja musi i będzie kosztować. Szczególnie, że zmienia się jej funkcja - nadzór nad inwestycjami infrastrukturalnymi, ocena strategii działania władz, inicjowanie zmian strukturalnych itp. Nie jest to już administracja XIX wieku - od przekładania papierków. W Polsce to niestety nie działa. Lecz zasada "co 10 wystąp i do domu" nie jest rozwiązaniem.Nieraz najprostsze rozwiązania są najlepsze > Jednocześnie zgadzam się, że okres dekoniunktury służy za test funkcjonowania państwa i rynku. Lecz nie fetyszyzujmy tego wpływu. O ile może ona weryfikować działanie firm - działanie administracji testuje się badaniami ewaluacyjnymi ex post. Państwo musi mieć moc kontrolowania i, w razie potrzeby, interweniowania na rynku. Okres dekoniunktury jest właśnie takim momentem - to właśnie teraz państwo ma działać a nie wycofywać się (w czasie koniunktury jest zbędne).Nie da się na to odpowiedzieć nieideologicznie, ale dla mnie jest oczywiste, że kontrola i interwencja państwa w okresie koniunktury wpędza państwo w długi, zaś później w okresie dekoniunktury dzielnie z nim walczy oczywiście twierdząc że nie da się inaczej jak za pomocą kontroli i interwencji państwowej - co oczywiście nic nie daje , jak to świetnie widać na przykładzie USA i pompowania w gospodarkę miliardów dolarów. > Nie bierzesz także pod uwagę kosztów społecznych zwolnień. Już dzisiaj ok. 45% osób zdolnych do pracy formalnie nie pracuje.właśnie - formalnie - a na mieście wiszą kartki "szukam do pracy" > Mamy małą wydajność pracy.A ostatnio włoch mówił że lepiej pracuje nasz zakład niż pieć włoskich więc coś chyba nie tak z Twoimi informacjami  > Zwiększanie tych danych jest głupotą. Potrzebujemy akcji szkoleń, dostosowań strukturalnych na rynku pracy, nowych inwestycji - nie da się przeprowadzić tych zmian bez skutecznej administracji. Zwiększanie liczby beneficjentów programów pomocowych w czasach recesji nie wydaje mi się racjonalne. Nie bierzesz także pod uwagę chaosu organizacyjnego i protestów społecznych, które mogą sparaliżować państwo właśnie tedy, gdy działać powinno.I znowu wracamy do pytania po co jest państwo? moim zdaniem to nie państwo się powinno tym zajmować. prywatne osoby zrobią to taniej i lepiej.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Proszę o zakończenie tej linii rozmowy (obu rozmówców), bo robi się offtopic.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Czy istnieje alternatywne rozwiązanie?
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| lukaszewicz (5674 punktów) | Z linkowanego artykułu wynika, że płace będą zamrożone, a więc podwyżek nie będzie.
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >Z linkowanego artykułu wynika, że płace będą zamrożone, a więc podwyżek nie będzie. O ile dobrze przeczytałem wynika, że miało tak być, a ta ustawa pokazuje, że nie będzie.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| Głąbiński (3538 punktów) | >... - wyrzuć niepotrzebną osobę, a "jej" pieniędzmi się podziel? To jest oczywiste, jednak należy spytać, które urzędy, czy stanowiska są niepotrzebne, czyli - czy likwidacja urzędu/stanowiska spowoduje więcej zysku niż strat? Wydaje się, że dość łatwo to ocenić w stosunku do urzędów centralnych, które dublują swoje obowiązki jak rząd i kancelaria prezydenta, oraz sejm i senat. Obcięcie etatów obejmujących zakres obowiązków innego, równolegle zajmującego się tymi samymi tematami urzędu, spowoduje zwiększenie się ilości błędów, które obecnie dubler wyłapuje (nie wszystkie: np. sejmowe buble prawne mimo sita senatowego są dość liczne), jednak są tańsze i skuteczniejsze sposoby ich redukcji. Na niższych szczeblach wzrost ilości etatów obserwowany od lat przypuszczalnie w znacznej mierze jest wywołany modą na doradców, konsultantów, speców od PR, a także nadmiarem przepisów i na koniec brakiem przygotowania fachowego urzędników. Jeśli tak sprawa wygląda rzeczywiście, to winien wystarczyć stosowany wobec dyrektorów przymus zwalniania bez zmniejszania wymagań terminowego i odpowiedzialnego wykonywania funkcji urzędu. Jednak jeśli okazałoby się, że diagnoza była błędna, to można tym żądaniem spowodować katastrofę.
Stach M. G.
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Jest wolna amerykanka w tym momencie - kierownik decyduje, kogo zwalnia.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
 | | Lucyferus (588 punktów) | >Na niższych szczeblach wzrost ilości etatów obserwowany od lat przypuszczalnie w znacznej mierze jest wywołany modą na doradców, konsultantów, speców od PR, a także nadmiarem przepisów i na koniec brakiem przygotowania fachowego urzędników.
Wzrost etatów to raczej czynnik stały w demokracji.
|
|
1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | Ustawa na pewno jest na pokaz - jak to u Donka  Niemniej moim zdaniem może odnieść dobry skutek tam gdzie są dobrzy kierownicy. W urzędach jest tak że za bardzo zwolnić nie można, a zresztą po co jak to nie ich pieniądze, a lepiej zatrudnić nowych. Na pewno kierownicy i nepotyści sobie poprzyznawają większe pensje, ale ktoś robotę będzie musiał zrobić więc i ci lepsi też coś dostaną. Czy efekty będą trwałe zalezy od ekipy rządzącej - jak przypilnuje żeby nikogo nie zatrudniać to będzie miało to pozytywny skutek, jak po wyborach dadzą światło zielone na ponowny wzrost zatrudnienia to będzie wielka lipa. Zależy tez jakie będa przepisy wykonawcze - jak będą sensowne np. ograniczenia wzrostu płac kierowników to na pewno podniesienie pensji tym co faktycznie pracują da pozytywny efekt. Co do bezrobocia nie ma co sie martwić - nie ważne gdzie są nieroby czy w pracy czy na bezrobotnym - nie ma to wpływu na gospodarkę - może nawet popchnąć parę osób do prawdziwej pracy. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach - ale zwolnienie 10% urzędników z administracji moim zdaniem będzie jednak pozytywne.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Zatem co dalej, zwalniać kolejne 10%?
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
|  | 3 na 3 | Konowal (6291 punktów) | >Zatem co dalej, zwalniać kolejne 10%? >Pozdrawiam Moim zdaniem 30% spokojnie można zwolnić, zaś przy redukcji przepisów i innych durnot nawet do 50%.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| |  | 1 na 3 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Przecież to nie ma sensu - po pierwsze niemożliwe jest przejmowanie funkcji jednych przez drugich w krótkim czasie, po drugie pogłębia recesje, po trzecie powoduje protesty. Po czwarte i chyba najważniejsze, trzeba mieć sensowny plan działania/zwalniania i walki z patologiami przy nim występującymi.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Konowal (6291 punktów) | > Przecież to nie ma sensu - po pierwsze niemożliwe jest przejmowanie funkcji jednych przez drugich w krótkim czasie,nie potrzeba - jest po prostu przerost urzędników na tych samych stanowiskach, a poza tym sporo jest funkcji które nie wymaga jakichś specjalnych szkoleń, również część spraw można przekazać do wykonania podmiotom zewnętrznym > po drugie pogłębia recesje, po trzecie powoduje protesty.chwilowe trudności  > Po czwarte i chyba najważniejsze, trzeba mieć sensowny plan działania/zwalniania i walki z patologiami przy nim występującymi.No oczywiście, ale to chyba do rządu nalezy nie?
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Skoro odpowiadasz autorytarnym tonem, to poproszę powołaj się na źródła, dane, albo oświeć mnie, że jesteś autorytetem od urzędów. Inaczej to wygląda na gadanie z powietrza.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Satyr (4285 punktów) | >Skoro odpowiadasz autorytarnym tonem,
Ten autorytarny ton jest w pewnym sensie usprawiedliwiony. Pisałem już, że taki Jaruzelski potrzebował 150 tys. urzędników, by utrzymać ustrój socjalistyczny. Obecnie, przy rzekomym wolnym rynku mamy prawie 600 tys. urzędników. Przecież uwzględniając postęp techniczny, komputeryzację oraz zmianę ustroju na (rzekomo) liberalny tendencja co do liczby urzędników powinna być wprost odwrotna!
Zgadzam się z Tobą, że operacja redukcji etatów to nie jest sprawa do zrobienia "na szybko". Przede wszystkim za redukcją etatów musi iść redukcja przepisów prawnych. Trzeba stworzyć rozsądny plan, który wyznaczałby pewne obszary regulacji, które można bez szkód zlikwidować. Osobiście wydaje mi się, że to potwornie trudne: wiele ustaw trzeba pisać od nowa.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | DyktaFon (9281 punktów) | > Zgadzam się z Tobą, że operacja redukcji etatów to nie jest sprawa do zrobienia "na szybko". Przede wszystkim za redukcją etatów musi iść redukcja przepisów prawnych. Trzeba stworzyć rozsądny plan, który wyznaczałby pewne obszary regulacji, które można bez szkód zlikwidować. Osobiście wydaje mi się, że to potwornie trudne: wiele ustaw trzeba pisać od nowa.Moim zdaniem to raczej nie trudne, a niewykonalne  Wyobraża ktoś sobie, że urzędnik sam na siebie ukręci stryczek? Ja pierwszy, gdybym był urzędnikiem, rękoma i nogami bym temu przeciwdziałał. A wszystkie znaki na ziemi i niebie sprzyjają lawinowym rośnięciu przepisów. Dziś każdy uważa za całkiem normalne, że np. psie kupy powinny być regulowane przepisami prawnymi. I każdy jest oburzony, że jakaś tam dziedzina jeszcze opiera się regulacjom prawnym. No więc ktokolwiek cokolwiek spróbuje wymyślić w Sejmie, to wszyscy są strasznie zadowoleni, że nareszcie będzie lepiej: będzie co kontrolować, co nadzorować i wydawać pozwolenia, decyzje i okólniki. No i ile radości z regulacji rynku i psich tyłków
|
|
| | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | >Skoro odpowiadasz autorytarnym tonem, to poproszę powołaj się na źródła, dane, albo oświeć mnie, że jesteś autorytetem od urzędów. >Inaczej to wygląda na gadanie z powietrza.
Ton jest normalny, a że mam zdecydowane poglądy to inna sprawa. Co do autorytetu to po prostu pracowałem i w sektorze prywatnym i administracyjnym.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
3 na 3 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Buahahahaha! Na zagrożenia wynikające z tej ustawy urzędnicy już odpowiednio zareagowali. Teraz, zanim ustawa wejdzie w życie, zwiększa się zatrudnienie w urzędach. Dzięki temu po wejściu w życie ustawy zwolni się nowo przyjętych a "swoi" zachowają posady.
Niezależność jest tą zdobyczą kobiet, dzięki której mogą się już kompromitować same. (Lidia Jasińska)
|
|
 | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | >Buahahahaha! Na zagrożenia wynikające z tej ustawy urzędnicy już odpowiednio zareagowali. Teraz, zanim ustawa wejdzie w życie, zwiększa się zatrudnienie w urzędach. Dzięki temu po wejściu w życie ustawy zwolni się nowo przyjętych a "swoi" zachowają posady.
Na wszystko jest sposób więc tylko wystarczy mieć chęć i trochę samozaparcia i da sie to zrobić, ale może być tak jak piszesz. Czyli dla ludu "chleb i igrzyska" a na zapleczu wszystko po staremu.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Wskazałeś na bardzo istotną rzecz. Patologie.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
|  | 3 na 3 | DyktaFon (9281 punktów) | Biorąc pod uwagę to, że w pracy biurowej jest błyskawiczny postęp (komputeryzacja, sieci komputerowe, drukarki, skanery.... wymieniać można przez pół strony), to urzędników powinno w naturalny sposób wręcz ubywać.... Ale jeśli spojrzy się na lawinowy wzrost bezsensownych przepisów, to biedni urzędnicy są "zarobieni"  ))) I jestem raczej przekonany, że to jest trwały trend. Przecież nikt sam z siebie nie ukręci sobie stryczka na własną szyję. Każdy urzędnik będzie dodawał okólników, zarządzeń, ustaw, rozporządzeń... bo to jego przyszłość. A rząd i sejm to tylko urzędnicy (w dodatku o miernej wiedzy). Dlatego nie róbmy sobie nadziei. Gdzieś czytałem, że w Danii tylko 20% ludzi naprawdę pracuje... 20% to urzędnicy, a pozostałe 60% też wisi u portfela tych pierwszych 20%. My dążymy do wzorów z zachodu i UE to umożliwia. Dlatego każdy banan musi być zakręcony, bo jak nie, to dostanie urzędowy nakaz zakręcenia się.....
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Jedna sprawa, to komputeryzacja kontra zakręcone przepisy. Przydały by się przykłady, jak komputer może spowodować redukcje - w sensie jakich stanowisk.
Co do Danii, to ciekawa sprawa, gdyby to okazało się prawdą. Poproszę więc o źródło.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| | |  | 2 na 2 | DyktaFon (9281 punktów) | > Jedna sprawa, to komputeryzacja kontra zakręcone przepisy. Przydały by się przykłady, jak komputer może spowodować redukcje - w sensie jakich stanowisk.Praktycznie wszystkich biurowych. Przykład: sekretarka - dla napisania iluś tam pism kiedyś potrzeba było każde z nich wziąć do ręki i napisać na maszynie (nie mówiąc już o pisaniu ręcznym) do pana Kowalskiego, Sosnowskiej itp. Dziś mając zestaw najczęstszych pism w komputerze wystarczy wpisać dane i wydrukować. Wyższe stanowisko - dla przejrzenia przepisów trzeba było wertować wielkie księgi i ręcznie przeszukiwać tysiące stron... Dziś wyszukiwarka w komputerze zrobi to w ułamku sekundy, a dodatkowo przepisy te mogą być zawsze aktualne. Jeszcze wyższe stanowisko - szef urzędu może dziś połączyć się praktycznie w jednej chwili ze swoim zwierzchnikiem w wyższym urzędzie i sprawę obgadać w 15 minut. Kiedyś nie obeszłoby się bez wyjazdu do "województwa" lub innej Warszawy. Oczywiście to nie powoduje automatycznie redukcji, tylko skraca czas wykonania jakiejś pracy... A czy zwolnimy zbędnego urzędnika, czy zakupimy mu niezły ekspres do kawy, to już sprawa zupełnie inna  > Co do Danii, to ciekawa sprawa, gdyby to okazało się prawdą. Poproszę więc o źródło.Podałbym źródło od razu... gdybym pamiętał... ale jak sobie przypomnę, to dam znać  Też pozdrawiam
|
|
| | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Sekretarki nie zwolnisz. Nie ma szans. To jednak jest osoba pierwszego kontaktu.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | DyktaFon (9281 punktów) | > Sekretarki nie zwolnisz. Nie ma szans. To jednak jest osoba pierwszego kontaktu.Oczywiście... piąta osoba pierwszego kontaktu  Mówimy cały czas o przerostach administracji, nie o jedynej osobie w firmie. Zresztą ona na ogół nazywa się nie sekretarka, a referent, starszy referent i tak dalej... To tylko sprawa nomenklatury. Fachowcy w urzędach doskonale wiedzą, jak zrobić, aby nie dało się kogoś zwolnić
|
|
| | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Nie pracowałem w urzędzie, więc nie wiem. Nie potrafię też przyjąć na słowo wyjaśnień - potrzebowałbym jednego dobrze opisanego przypadku. Tylko tyle i aż tyle.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | Alicja Duda (25557 punktów) | >Nie pracowałem w urzędzie,
Ja pracowałam w państwowym urzędzie. Takich "zwolnień" przeżyłam kilka. Polega to na tym, że kadry robią analizę komu należy się już emerytura i delikwent dostawał pismo, że zostaje zwolniony ze względu na uzyskany wiek. Teraz takiego uzasadnienia pisać nie wolno, ale kadry coś wymyślą: reorganizację , likwidację stanowiska..... Ponieważ w urzędach w większości pracują kobiety więc obecnie będzie to dyskwalifikujący do pracy wiek 60 lat.Jest też okazja do pozbycia się niewygodnych pracowników. Jak już i tego mało nie przedłuża się umowy młodym po studiach ( mają umowy okresowe). Ale 10% to nie jest dużo, na ogół wystarczą emeryci i inne ubytki (śmierć, renty, na własną prośbę). Po pół roku po takiej akcji, ze względu na nowe zadania zatrudnia się młodych na roczną lub 1/2 roczną umowę. Efektem takich akcji jest wzrost zatrudnienia gdyż każdy dyrektor zatrudnia więcej niż potrzebuje by mieć kogo zwolnić gdy następna akcja nastąpi. Jednak ja głównego winowajcę wzrostu zatrudnienia w administracji widzę w sejmie. Coraz więcej jest ustaw regulujących różne sprawy. Licencje , pozwolenia, zgody.... To wszystko jest obwarowane przepisami i obwarowanie odpowiedzialnością gdy w grę wchodzi Skarb Państwa. Urzędnik musi mieć odpowiednie dupokrytki by nikt nie mógł mu zarzucić niegospodarności. Nasze państwo powoli powraca do regulowania wszystkiego tak w sferze obyczajowej jak i gospodarczej. Każda afera, ujawnione nadużycia skutkują nowymi ograniczeniami i tak to się napędza a ktoś musi te zgody/pozwolenia wydawać.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | DyktaFon (9281 punktów) | > To wszystko jest obwarowane przepisami i obwarowanie odpowiedzialnością gdy w grę wchodzi Skarb Państwa. Urzędnik musi mieć odpowiednie dupokrytki by nikt nie mógł mu zarzucić niegospodarności.To właśnie niczym nie jest obwarowane, poza widzimisię urzędnika. Słyszał ktoś kiedyś o przykrych konsekwencjach dla urzędnika z powodu zmarnowania komuś firmy lub wręcz życia? Ja nie słyszałem (ale może nieuważnie czytam prasę i Internet?). Co oczywiście nie przeszkadza, że masz rację z tymi dupokrytkami  ) > Nasze państwo powoli powraca do regulowania wszystkiego tak w sferze obyczajowej jak i gospodarczej.No raczej nie powraca. Za "najlepszych" socjalistycznych czasów nie było tyle regulacji prawnych. To zupełna nowość setki tysięcy urzędników pilnujących "wolnych" obywateli. Żeby sobie krzywdy nie zrobili biedaczki....
|
|
| | |  | | Konowal (6291 punktów) | >Jedna sprawa, to komputeryzacja kontra zakręcone przepisy. Przydały by się przykłady, jak komputer może spowodować redukcje - w sensie jakich stanowisk.
Ostatni było głośno o udostępnianiu ksiąg wieczystych przez sieć - danych nie znam , ale myśle że handlarze nieruchomości zamiast chodzić i osobiście odbierać kopie chętniej zaglądają do sieci
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
1 na 1 | konserwatysta2 (954 punktów) | Witam, Samo cięcie "po urzędnikach" nic nie da, a nawet pogorszy sytuację. Jeżeli koszty są za duże, to cięcie kosztów nie wiele da. Koszty są po to, aby mieć przychód. Urzędnicy są po to, aby obsługiwać system, który spełnia jakieś tam cele "społeczne". Proste obcięcie kosztów, zmniejszy możliwości generowania przychodu. Jeżeli chcemy mieć ten sam przychód przy niższych kosztach, to musimy zmienić organizację, czyli poprawić system. System należy przede wszystkim uprościć i być może trzeba zrezygnować z pewnych założeń, czyli z socjalu. Po prostu nie stać nas na realizacje tych wyborczych obietnic. Niestety politycy tego nie zrobią, bo przestaną być popularni. Dlatego wszystkie demokracje mają deficyt, a Chiny mają nadwyżkę.
|
|
 | | Konowal (6291 punktów) | >Dlatego wszystkie demokracje mają deficyt, a Chiny mają nadwyżkę. z tym sie zgodzę, ale poprzednia część wypowiedzi to jakaś zakręcona
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
|  | 1 na 1 | konserwatysta2 (954 punktów) | Chodzi o to, żeby kosztów nie ciąć bezmyślnie. Przykładem jest wprowadzanie limitów na rozmowy telefoniczne w firmie, czy wyjazdy służbowe. Jeżeli kontakty telefoniczne przyczyniają się do zysku, to ich ograniczenie zmniejszy zysk. Być może zamiast ciąć koszty telekomunikacyjne, należałoby je nawet zwiększyć, gdyż przyczynią się do pozyskania nowych klientów, poprawy jakości obsługi itp., co w dalszej perspektywie zwiększy przychody.
W przypadku urzędników, ich zwyczajne zwolnienie sprawi, że tą samą robotę będzie wykonywać mniejsza ilość osób, a to może pogorszyć jakość działania urzędów i zwiększy koszty np. po stronie petentów. Oczywiście administracja państwowo-samorządowa jest potwornie rozrośnięta. Ja bym zlikwidował większość urzędów, ale wcześniej trzeba zmienić cały system prawny. Trzeba go zarówno uprościć, ale także zmienić cele polityki społeczno-gospodarczej, najlepiej poprzez jej znaczne ograniczenie lub likwidację.
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Chiny mają nadwyżkę, bo robotnicy-niewolnicy pracują za miskę ryżu od świtu do zmierzchu.
Co do zmian poprawiających wydajność systemu, idea jest super. Najpewniej będzie mniej super, jak zaczniemy się zastanawiać nad konkretami.
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
|  | | konserwatysta2 (954 punktów) | Chiny to oczywiście specyficzny kraj. Niby komunistyczny, a kapitalizm jest tam większy niż w Europie. Z tą miską ryżu to przesada. Biedy tam nie ma. Ludzie są pracowici i się bogacą. Kraj się rozwija. Szkoda tylko, ze korupcja spora i sporo ograniczenia wolności.
Zobaczymy.
Każdy komunizm upada i kończy się jakąś pieriestrojką. I tak jest teraz w Chinach.
|
|
| |  | 2 na 2 | kognitywista (3391 punktów) | >Biedy tam nie ma. Jakie znowu tam ? To tak jakbyś uogólniał warunki życia np. w całej Europie. W czym Ujgurstan przypomina Shanghai ?
|
|
| pyton357 (125 punktów) |
>Do rzeczy. Mamy ustawę działającą w ściśle określony sposób. Mechanizm - tnij, a co oszczędzisz to Twoje. Dosłownie. >Na pewno ten pomysł ma sens polityczny, bo dzięki niemu partia rządząca może uzyskać sporo punktów przed wyborami. >Chciałbym podyskutować, czy ustawa ma sens ekonomiczny i społeczny.
To zależy od tolerancji społecznej na skutki finansowe, wynikające z obowiązku wypłacenia odpraw dla zwalnianych.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|