Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dylemat

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
24-11-2010 11:16Banita (115 punktów)Dylemat
Ocena 9 na 9
Witam..mam nadzieję że niektórzy z was mają to już za sobą i doradzą.Otóż mam 2 letniego synka i 13 letnią córkę.Moja córka nie powiedziała by o sobie zapewne że jest ateistką (jeszcze) ale ma ogromne kłopoty na lekcjach religii,wiecie...śmie pytać i wątpić a to przecież wbrew polityce "firmy"...rozwiązanie jest banalnie proste,wypisze ją z tych lekcji.Mój problem dotyczy jednak małego Patryka...Czy wyjaśniać mu od kiedy tylko zacznie słyszeć o bogu że to nieprawda, czy dać mu czas i może sam,podobnie jak córka, zobaczy w tym bzdurę??Pameli niczego nie tłumaczyłem a jedynie odpowiadałem na pytania.Na szczęście inteligencja nie pozwala jej wierzyć w gadającego węża czy 900 letniego gościa itd...Wiem z doświadczenia że wystarczy nie karmić tym dziecka i nie straszyć diabłem ale ja dla odmiany nie jestem "nieomylny" Bardzo proszę o komentarze,oczywiście krytyczne również byle nie w rodzaju "krzywdzisz dzieci antychryście"!!!Jestem nowym członkiem portalu i ciesze się że istnieją w tym kraju tacy jak ja
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

spellbinder (8577 punktów)
Jest zasadnicza różnica między "a tata powiedział, że boga nie ma", a "hmmm... chwila, chwila - te historyjki się nie trzymają kupy".

Dziecko, które nie jest atakowane w domu religijną propagandą samo zauważy, że to wszystko pic na wodę jest. Ale dojdzie do tego samo, bez wkładania mu do głowy różnych tez.
Banita (115 punktów)
>Jest zasadnicza różnica między "a tata powiedział, że boga nie ma", a "hmmm... chwila, chwila - te historyjki się nie trzymają kupy".>

Nie wiem co nie trzyma się kupy...??Będzie słyszał o bogu i pytał...religia jest jak wirus,,,chciałbym żeby się nie zaraził ale bedzie przecież dokoła niego...
24-11-2010 12:36 
 Ocena 1 na 1
Banita (115 punktów)
Od maleńkiego wpajamy przecież dzieciom różne własne zasady,chcemy żeby w życiu czymś się kierowały...żadne dziecko nie kształtuje się samo...nie wiem co złego w tym że tata powiedział ??Przecież to tata mówi że nie bije się innych dzieci...że trzeba się dzielić zabawkami...boga nie ma i dlaczego miałby myśleć że jest??Równie dobrze mógłby się zastanawiać nad tym czy jest Mikołaj...
24-11-2010 12:51 
 Ocena 4 na 4
spellbinder (8577 punktów)
>Od maleńkiego wpajamy przecież dzieciom różne własne zasady,chcemy żeby w życiu czymś się kierowały...żadne dziecko nie kształtuje się samo...nie wiem co złego w tym że tata powiedział ??

W przypadku pewnych rzeczy, jak w przypadku religii, dziecko pouczone przez rodzica, że "boga nie ma" wciąż będzie narażone na zmianę postawy - dlatego, że w tym wypadku jest to tylko wojna autorytetów. Spotka jakiegoś joł joł księdza, który fajny jest i gra w piłkę (a ojciec nie gra), więc co ten stary tam wie.

Tym bardziej, że wszystko co mówią rodzice może być po prostu odrzucone, ze względu na odmienne postawy prezentowane przez środowisko rówieśnicze. Trzeba dać dziecku wędkę, a nie rybę. Nauczyć je myśleć i wyciągać wnioski, a nie uczyć tychże wniosków.

>Przecież to tata mówi że nie bije się innych dzieci...

Bo tata może nie spotkał w swoim szkolnym życiu takiego jednego z drugim dupka, który rozumie tylko jeden rodzaj komunikacji.

Człowiek sam musi przystosować się do warunków, bo i te są inne niż w dzieciństwie taty.

>że trzeba się dzielić zabawkami...

I to też od sytuacji zależy, z kim się dzielić? I czyimi zabawkami? Takie przykazania nie mogą uwzględniać każdej sytuacji, a interwencja rodzicielka w momencie, w którym dziecko zrobiło coś nie tak wpływa jedynie na zwiększenie dystansu pomiędzy rodzicem a dzieckiem.

Przykład pierwszy z brzegu - dziecko nie chce się bawić z dzieckiem sąsiadów. Wychodzi na podwórko i nie chce grać w piłkę z tym dzieciakiem (czy w czasach dzisiejszych - nie chce kolesia wziąć do drużyny w jakimś MMORPGu, tudzież dodać do przyjaciół na Facebooku). Rodzic interweniuje, ale też nie bierze pod uwagę, że nie posiada wszystkich informacji - może ten dzieciak sąsiadów jest upierdliwym, małym gnojkiem i nie bez powodu dziecko nie chce go w swoim otoczeniu, nie mówiąc już o bawieniu się z nim zabawkami. Owszem - rodzic może zmusić... ale co to mówi o rodzicu?

Kluczem jest zrozumienie sytuacji, wysłuchanie wersji dziecka, próba weryfikacji, oraz - oczywiście - ewentualna pomoc w rozwiązaniu problemu polegająca na zasugerowaniu alternatyw. A nie - "baw się z kolegą, bądź grzeczny!".

>boga nie ma i dlaczego miałby myśleć że jest??Równie dobrze mógłby się zastanawiać nad tym czy jest Mikołaj...

I zastanawia się.
Banita (115 punktów)
Jedno jest pewne...nie masz dzieci..Nie będzie się zastanawiać czy jest Mikołaj bo to da się dziecku udowodnić,na milion sposobów...co do zasad a nie jak napisałeś "przykazań", to ja pisałem ogólnikowo...chodziło mi o to że pewne podstawy wynosi się z domu...nie to że ma nie oddać jakiemuś małemu szkolnemu terroryście tylko żeby nie bił jak jego coś zdenerwuje itd..no i chciałbym żeby z domu wyniósł brak wiary w boga...zastanawiam sie tylko czy tłumaczyć czy powinien to być chłodny przekaz..NIE MA i już...dziecku nie wytłumaczysz przecież że nie mógł bóg stworzyć wszystkich stworzeń w 6 dni jeśli między nami a dinozaurami są całe ery...to długie 6 dniNie lepiej brutalna prostota??
spellbinder (8577 punktów)
>Jedno jest pewne...nie masz dzieci..

A jakbym miał, byłyby bardzo biedne, wiem

>Nie będzie się zastanawiać czy jest Mikołaj bo to da się dziecku udowodnić,na milion sposobów...

Nie wiem jak Ty, ale ja własnoręcznie przyłapałem "Mikołaja".

>co do zasad a nie jak napisałeś "przykazań", to ja pisałem ogólnikowo...
chodziło mi o to że pewne podstawy wynosi się z domu...nie to że ma nie oddać jakiemuś małemu szkolnemu terroryście tylko żeby nie bił jak jego coś zdenerwuje itd..no i chciałbym żeby z domu wyniósł brak wiary w boga...zastanawiam sie tylko czy tłumaczyć czy powinien to być chłodny przekaz..NIE MA i już...dziecku nie wytłumaczysz przecież że nie mógł bóg stworzyć wszystkich stworzeń w 6 dni jeśli między nami a dinozaurami są całe ery...to długie 6 dniNie lepiej brutalna prostota??

Brutalna prostota nie uwzględni poziomu skomplikowania całej sytuacji. Bo zaraz pojawią się pytania - to po co ktoś tego boga wymyślił? Dlaczego teraz ludzie w niego wierzą?
Zwykłe "NIE MA" nie pozostawia furtki do zadawania pytań.

Jeśli dziecko nie wyniesie z domu zachowań religijnych, nie będzie tego całego klepania zdrowaśków przy posiłkach, przymusowych paciorków przed snem, uczestniczenia w kościelnych ceremoniach, to będzie miało gdzieś te rzeczy. Tak jak dzisiaj - ludzie chodzą do kościoła niejako z rozpędu. Powtarzają to, czego się nauczyli - jeśli Ty nie chodzisz do kościoła, to Twoje dzieci też nie będą.
24-11-2010 12:56 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>Nie wiem co nie trzyma się kupy...??

Kosmiczny Żyd zombie w trzech postaciach, który umarł za grzech, który sam nałożył na ludzkość na przykład?

>Będzie słyszał o bogu i pytał...religia jest jak wirus,,,chciałbym żeby się nie zaraził ale bedzie przecież dokoła niego...

Będzie słyszał różne rzeczy i jeśli czegoś dzieciaka nauczyć, to tylko zastanowienia się przed przyjęciem czegoś do wiadomości. Bo bzdury płyną w dzisiejszych czasach szerokim strumieniem, nie tylko religijne. Co i rusz media atakują doniesieniami o badaniach, których wyniki w oczywisty sposób są błędne. Jaką panikę można było zaobserwować przy okazji roku 2000, komputery staną itd. Ludzie faktycznie się bali, a wystarczyło po prostu zmienić datę w komputerze i zobaczyć co się stanie.

Zamiast dawać dziecku gotowe odpowiedzi, trzeba pokazać mu jak do nich dochodzić.
24-11-2010 15:55 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>...religia jest jak wirus,,,chciałbym żeby się nie zaraził ale bedzie przecież dokoła niego...
>
No właśnie, wirus. Nie ma możliwości uniknięcia kontaktu z tym 'wirusem'.
Ważne, żeby nie rozwinęła się choroba, a do tego wystarczy własna dziecięca odporność, wzmocniona przez rodziców.
Odpowiednie hartowanie w chłodnej wodzie zdrowego rozsądku wystarczy w zupełności. Przykład rodziców też ma wielkie znaczenie. Więcej nie trzeba.
-
25-11-2010 09:40 
 Ocena 1 na 1
Guzik (2020 punktów)
>>...religia jest jak wirus,,,chciałbym żeby się nie zaraził ale bedzie przecież dokoła niego...
>No właśnie, wirus. Nie ma możliwości uniknięcia kontaktu z tym 'wirusem'.
>Ważne, żeby nie rozwinęła się choroba, a do tego wystarczy własna dziecięca odporność, wzmocniona przez rodziców.
>Odpowiednie hartowanie w chłodnej wodzie zdrowego rozsądku wystarczy w zupełności. Przykład rodziców też ma wielkie znaczenie. Więcej nie trzeba.

>-
>
Nasza córcia słyszała od nas o powstaniu życia na Ziemi, o ewolucji, o dinozaruach... To było zaraz po wprowadzeniu religii do szkół, wszyscy katecheci się bardzo starali, kościółn obserwował początki. Kiedyś moje dziecko, uczennica klasy pierwszej, przyszła ze szkoły i pyta:- mamo, były dinozaury? No jasne córeczko, wiesz przecież, widziałaś w książkach... No to dlaczego katechetka mówi, że Ziemia została stworzona w siedem dni? Zapytało dziecko.
Zapyta tak każde myślące.
Niemniej, ostrzegam przed swego rodzaju uzależnieniem i zakażeniem tym wirusem, któremu ulec może wrażliwe, posłuszne dziecko posyłane na religię; te obowiązkowe msze, te komunie, obrzedy itp. Nie każdy jest cynikiem, a jego dzieci tym bardziej.
25-11-2010 10:32 
 Ocena 1 na 1
Banita (115 punktów)
Nie sądzę żeby Patryk choć raz poszedł na religie.Starszą córkę muszę z niej wypisać ponieważ ocena obniży jej średnią...myślę ,że chodzi tam już tylko po to żeby drażnić księdza.Zadaje mu mnóstwo pytań, na które tamten oczywiście odpowiedzieć nie potrafi,bo i się nie da.Właściwie i tak z każdej lekcji jest wypraszana...Martwi mnie też ,ewentualne, wykluczenie Patryka z pewnych "zabaw"...jasełka i te wszystkie pierdoły.Nie wiem jak będzie się z tym czuł ,no ale czas pokaże...Z perspektywy czasu wiem ,że pozwolenie Pameli dorosnąć do "zdrowego rozsądku" było błędem , w przypadku małego jeszcze Patryka będę starał się dmuchać na zimne...
24-11-2010 20:02 
 Ocena 5 na 5
setarkos (10757 punktów)
>.. religia jest jak wirus
Wirusy trzeba odchorować.
.. choć czasem istnieją szczepionki - wg Pani M. Środy dzisiejsze kompetencje prowadzących lekcje religii w szkołach stanowią szczepionkę wystarczającą.
Ania... (14138 punktów)
>>Jest zasadnicza różnica między "a tata powiedział, że boga nie ma", a "hmmm... chwila, chwila - te historyjki się nie trzymają kupy".>Nie wiem co nie trzyma się kupy...??Będzie słyszał o bogu i pytał...religia jest jak wirus,,,chciałbym żeby się nie zaraził ale bedzie przecież dokoła niego...
Wydaje mi się, że jednak siła własnych przemyśleń, analiz, własnych poglądów jest znacznie większa niż poglądy cudze wtłaczane do umysłu. Dlatego ja zaufałabym mądrości własnego dziecka.

Co więcej - obawiam się, że próba sugerowania rozwiązania może napotkać na zwiększony opór, nie daj boziu na przekór tacie odmrożę sobie uszy.
Kuba Śruba (3184 punktów)
Mój głos nie będzie bardzo wartościowy, bo nie mam jeszcze dzieci, mogę jedynie powiedzieć jak hipotetycznie zachowałbym się w podobnej sytuacji. Otóż na wszystkie pytania dot. Boga, Jezusa, Nieba itp. odpowiadałbym:
"Niektórzy ludzie wierzą/myślą, że [tu wstawić "koncepcję religijną"], ale ja w to nie wierzę, bo [tu wstawić racjonalne uzasadnienie, dostosowane oczywiście do poziomu rozwoju dziecka]"
Zdaję sobie sprawę, że zaraz padnie seria "a-dlaczego?", ale można w odpowiedzi wykorzystywać powyższy schemat dowolnie długo


Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
Banita (115 punktów)
Rozsądne ale...będzie się zastanawiać która ze stron ma racje...żyjąc w tym kraju szybko zauważy że większość twierdzi że nie tata...nie lepiej stanowczo powiedzieć że nie ma boga a Ci ludzie nie mają nic lepszego do roboty??Każdy głos jest wartościowy...
24-11-2010 12:55 
 Ocena 2 na 2
Kuba Śruba (3184 punktów)
>Rozsądne ale...będzie się zastanawiać która ze stron ma racje...
To raczej pozytywne, tak czy siak się będzie zastanawiał

>żyjąc w tym kraju nie lepiej stanowczo powiedzieć że nie ma boga a Ci ludzie nie mają nic lepszego do roboty??
No tak, można to wstawić do drugiej, tej racjonalnej, części zdania. Jednak ukrywając wiedzę religijną (czyli pomijając cz I) nie uodpornisz dziecka na kontrargumenty, które i tak w życiu usłyszy. Ucz myślenia, a nie akceptacji stanowczego zdania: to domena religijnych!

Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
Banita (115 punktów)
Ja nie martwię się o niego kiedy będzie już analizował,kojarzył i wyciągał wnioski...poradzi sobie...musiał by mieć iq fikusa żeby nie dojść do wniosku ze to bzdury...chodzi mi o wiek przedszkolny,kiedy dzieci chłoną wiedzę i wierzą we wszystko co mówią dorośli...
24-11-2010 13:19 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Ja nie martwię się o niego kiedy będzie już analizował,kojarzył i wyciągał wnioski...poradzi sobie...musiał by mieć iq fikusa żeby nie dojść do wniosku ze to bzdury...chodzi mi o wiek przedszkolny,kiedy dzieci chłoną wiedzę i wierzą we wszystko co mówią dorośli...

Informacje religijne nie zostaną utrwalone. Bóg jest dla trzylatka rzeczą na tyle abstrakcyjną i nieważną, że tego i tak nie zapamięta. A pięciolatek potrafi już myśleć samodzielnie. Zazwyczaj
24-11-2010 13:20 
 Ocena 4 na 4
Kuba Śruba (3184 punktów)
>chodzi mi o wiek przedszkolny,kiedy dzieci chłoną wiedzę i wierzą we wszystko co mówią dorośli...
To może wymyślę przykład:
- Tato, czy to prawda, że Jezus kocha wszystkich ludzi?
- Nie wiadomo czy Jezus żył na prawdę, może został wymyślony jak Kubuś Puchatek. Podobno Jezus potrafił chodzić po wodzie. Można chodzić po wodzie?
- Nie
- No widzisz, to raczej taka bajka

Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
24-11-2010 23:03 
 Ocena 2 na 2
Banita (115 punktów)
>>chodzi mi o wiek przedszkolny,kiedy dzieci chłoną wiedzę i wierzą we wszystko co mówią dorośli...
>To może wymyślę przykład:
>- Tato, czy to prawda, że Jezus kocha wszystkich ludzi?
>- Nie wiadomo czy Jezus żył na prawdę, może został wymyślony jak Kubuś Puchatek. Podobno Jezus potrafił chodzić po wodzie. Można chodzić po wodzie?
>- Nie
>- No widzisz, to raczej taka bajka
>
Tak,tylko jeśli będę używał "może" i "raczej" to była by oznaka tego że sam nie wiem
Pomysł dobry..popracuję nad nim...dzięki
30-11-2010 15:37 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Tak,tylko jeśli będę używał "może" i "raczej" to była by oznaka tego że sam nie wiem
Warto dziecku wyjaśnić, że duża część naszej "wiedzy" o przeszłości opiera się na przypuszczeniach. Da Ci to okazję do ostrzeżenia dziecka przed osobami, które twierdzą, że wiedzą wszystko na pewno i mają monopol na prawdę objawioną. No i może wyjaśnienia znaczenia weryfikacji, falsyfikacji hipotez itd.
25-11-2010 19:20 
 Ocena 1 na 1
Guzik (2020 punktów)
>To może wymyślę przykład:
>- Tato, czy to prawda, że Jezus kocha wszystkich ludzi?
>- Nie wiadomo czy Jezus żył na prawdę, może został wymyślony jak Kubuś Puchatek. Podobno Jezus potrafił chodzić po wodzie. Można chodzić po wodzie?
>- Nie
>- No widzisz, to raczej taka bajka

Brawo Kuba!
Musisz się postarać o dzieci, bo masz talent wychowawczy. Serio.
26-11-2010 09:58 
 Ocena 1 na 1
Kuba Śruba (3184 punktów)
>Brawo Kuba!
Dziękuję bardzo. Zdaję sobie jednak sprawę, że teoretyzować jest łatwo, a w życiu bywa trudniej. Mam znajomego, który jest wybitnym wręcz pedagogiem (specjalnym!), natomiast jako ojciec zachowywał się "kontrowersyjnie"...
Gdy na studiach prowadziłem korepetycje, to uczniowie w większości mnie lubi i chwalili za cierpliwość, natomiast gdy tłumaczę własnej matce np. Powerpointa, to co chwila ponoszą mnie emocje - nie znoszę tego i unikam.
Dlaczego tak się dzieje?

>Musisz się postarać o dzieci
No takie propozycje to proszę wysyłać na prv

Mam nadzieję, że ktoś to zacytuje - O. Wilde
Ania... (14138 punktów)
>Gdy na studiach prowadziłem korepetycje, to uczniowie w większości mnie lubi i chwalili za cierpliwość, natomiast gdy tłumaczę własnej matce np. Powerpointa, to co chwila ponoszą mnie emocje - nie znoszę tego i unikam.
>Dlaczego tak się dzieje?
Chyba dlatego, że nasze odczucia, emocje, są różne wobec osób "obojętnych" nam emocjonalnie, a inaczej wobec osób bliskich. Czasem ułatwia to nasze kontakty, a czasem utrudnia. Typowe jest, że łatwiej uczy się cudze dzieci niż spokrewnione.
Ania... (14138 punktów)
>chodzi mi o wiek przedszkolny,kiedy dzieci chłoną wiedzę i wierzą we wszystko co mówią dorośli...
No i nie martw się tym. Po pierwsze - nie sądzę, aby dziecko wpadło po uszy bez nacisków w domu. Raczej wymaga to zmasowanego ataku na umysł niż lekkiego pchnięcia. A po drugie - po takim epizodzie irracjonalności może szybko się przebudzić. A moment przebudzenia będzie wtedy istotny.
Alicja Duda (25557 punktów)
Wydaje mi się, że jak rodzice są niewierzący to dziecko wierzącym się nie stanie. Problem może wystąpić gdy jedno z rodziców jest wierzące bo wtedy występuje problem autorytetu rodzica i jego podważanie przez drugiego.
Trzeba jedynie zwrócić uwagę co dziecku jest wmawiane poza domem np. w przedszkolu i w pierwszych latach szkoły. Potem samo zacznie myśleć.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
kognitywista (3391 punktów)
>Trzeba jedynie zwrócić uwagę co dziecku jest wmawiane poza domem np. w przedszkolu i w pierwszych latach szkoły.
Dokładnie tak. W okresie wczesnoszkolnym występuje często kryzys autorytetu rodziców:
- w fazie pierwszej (7-8 lat) na rzecz nauczyciela
- w fazie drugiej (9-10 lat) na rzecz rówieśników
Banita (115 punktów)
>Wydaje mi się, że jak rodzice są niewierzący to dziecko wierzącym się nie stanie. Problem może wystąpić gdy jedno z rodziców jest wierzące bo wtedy występuje problem autorytetu rodzica i jego podważanie przez drugiego.
>
Ma to szczęście , że oboje jesteśmy ateistami...Patryk jest jednak ochrzczony bo jego mama (inna niż mama Pameli ) potrzebowała mocnych argumentów żeby pozwolić sobie na "myślenie"...
diogenes (42753 punktów)
Ucz dziecko krytycyzmu, dociekliwości, zaglądania za kurtynę, do środka. Z wiary religijnej nie zostanie nic, chociaż może to trochę potrwać.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
KaluCeZet (93 punktów)
Może nakierować Patryka tak aby boga traktował jak bajkę?
W końcu ciężko aby na początku podawać mu jakieś mocne argumenty przeciw... przecież w szkole zapewne trafi się ktoś starszy i będzie chciał je obalić.
Jak tylko będzie się dało to zapisać na etykę (oczywiście już jako starsze dziecko) - polecam, ponieważ sam dobrowolnie uczęszczam, w prawdzie dopiero od 1 klasy technikum ale jednak. Etyka (filozofia) już sama da mu argumenty i alternatywy.
Banita (115 punktów)

>Jak tylko będzie się dało to zapisać na etykę (oczywiście już jako starsze dziecko) - polecam, ponieważ sam dobrowolnie uczęszczam, w prawdzie dopiero od 1 klasy technikum ale jednak. Etyka (filozofia) już sama da mu argumenty i alternatywy.
>
Z etyką w wielu szkołach ciągle są jednak problemy...zwłaszcza w nauczaniu początkowym.
KaluCeZet (93 punktów)
U mnie sprawa wyglądała tak:
a) Podstawówka - siedziałem na świetlicy. O etyce nawet w szkole nie słyszałem.
b) Gimnazjum - Pani nam powiedziała mniej więcej tak: "Teoretycznie powinnam wam wykładać etykę ale możecie sobie spokojnie siedzieć". Nie ukrywam, że wtedy nie interesowałem się jeszcze filozofią itp. no i wolałem pograć w kosza na boisku lub w szachy itd.
c) Technikum - tutaj usłyszałem, że albo karteczka ze zwolnieniem bądź zaświadczeniem z innej religii lub etyka. Ciekawość popchnęła mnie do etyki i nie żałuję Ilość godzin taka jak religii ale nauczycielka bardziej wymagająca (na religii filmy itp). Aktualnie mam młodą nauczycielkę z którą sam ustalam kiedy mam mieć etykę, jak mi coś wypadnie to zagadnienia na e-maila

Ogólnie jak jest etyka to polecam:D chociaż to też kwestia nauczyciela...
Kowalska (14008 punktów)
>Mój problem dotyczy jednak małego Patryka...Czy wyjaśniać mu od kiedy tylko zacznie słyszeć o bogu że to nieprawda, czy dać mu czas i może sam,podobnie jak córka, zobaczy w tym bzdurę??Pameli niczego nie tłumaczyłem a jedynie odpowiadałem na pytania.

   Pamela i Patryk. O Jezu......

Kolejnemu synowi daj na imię Fabian, a córce Sandra.

   Dzieciom zostaw wolny wybór. Chociaż w tej kwestii, bo z imionami im nie dałeś


"Parówkowym skrytożercom i Teofilom mówimy NIE! P.S. Mam musztardę..."
24-11-2010 22:53 
 Ocena 1 na 1
Banita (115 punktów)
>>Mój problem dotyczy jednak małego Patryka...Czy wyjaśniać mu od kiedy tylko zacznie słyszeć o bogu że to nieprawda, czy dać mu czas i może sam,podobnie jak córka, zobaczy w tym bzdurę??Pameli niczego nie tłumaczyłem a jedynie odpowiadałem na pytania.
>    Pamela i Patryk. O Jezu......
>Kolejnemu synowi daj na imię Fabian, a córce Sandra.
>    Dzieciom zostaw wolny wybór. Chociaż w tej kwestii, bo z imionami im nie dałeś
>
"Parówkowym skrytożercom i Teofilom mówimy NIE! P.S. Mam musztardę..."


Bardzo mnie bawi jak ateista mówi bądź pisze "O Jezu"...to piękne imiona...piękne jak moje dzieciaki..
24-11-2010 23:01 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>Bardzo mnie bawi jak ateista mówi bądź pisze "O Jezu"...to piękne imiona...piękne jak moje dzieciaki..

   Rozumiem. Piękne imiona.

A przy okazji. Kto Panu powiedział, że jestem ateistką?

"Parówkowym skrytożercom i Teofilom mówimy NIE! P.S. Mam musztardę..."
24-11-2010 23:05 
 Ocena 3 na 3
Banita (115 punktów)
>>Bardzo mnie bawi jak ateista mówi bądź pisze "O Jezu"...to piękne imiona...piękne jak moje dzieciaki..
>    Rozumiem. Piękne imiona.
>A przy okazji. Kto Panu powiedział, że jestem ateistką?
>
"Parówkowym skrytożercom i Teofilom mówimy NIE! P.S. Mam musztardę..."

Nikt..pomyślałem jednak że na pewno leci teraz coś ciekawego na tv trwam i nie ateiscie szkoda byłoby czasu na rozmowę ze mną...cieszę się że ma Pani musztardę...
24-11-2010 23:22 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>>A przy okazji. Kto Panu powiedział, że jestem ateistką?

>Nikt..pomyślałem jednak że na pewno leci teraz coś ciekawego na tv trwam i nie ateiscie szkoda byłoby czasu na rozmowę ze mną...

   Nigdy nie żal mi czasu na rozmowy przy których się śmieję. Pana dowcip jest powalający.

>cieszę się że ma Pani musztardę...

   Miło. W ramach Unii Europejskiej radzę, żeby cytować tylko to co potrzebne. Płacić rachunki na czas i uczyć się języków obcych.

"Parówkowym skrytożercom i Teofilom mówimy NIE! P.S. Mam musztardę..."
24-11-2010 23:38 
 Ocena 1 na 1
Banita (115 punktów)

>    Miło. W ramach Unii Europejskiej radzę, żeby cytować tylko to co potrzebne. Płacić rachunki na czas i uczyć się języków obcych.
Nie wiem kiedy żartowałem, tzn. nie miałem takiego zamiaru.Cieszę się jednak , że ten poziom dowcipu Pani wystarcza...jednak jest Pani wierząca...z grzeczności nie będę kontynuował tej dyskusji.. nie mam pojęcia skąd Pani kąśliwe uwagi... życzę miłego wieczoru...jestem tu pierwszy dzień i rada o cytowaniu tylko części bardzo mi się przyda ..dziękuję...
25-11-2010 00:16 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>Nie wiem kiedy żartowałem, tzn. nie miałem takiego zamiaru.Cieszę się jednak , że ten poziom dowcipu Pani wystarcza...

   Mnie cieszy, że kontrolujesz kiedy, co i jak piszesz, mówisz i robisz. To ważne. Szczególnie jak się dziecko chce lub nie chce wysłać na religię.

>jednak jest Pani wierząca...z grzeczności nie będę kontynuował tej dyskusji..

   Trudno. Co robić....

>nie mam pojęcia skąd Pani kąśliwe uwagi... życzę miłego wieczoru...jestem tu pierwszy dzień i rada o cytowaniu tylko części bardzo mi się przyda ..dziękuję...

   Kąśliwe? Eeee.... Nie.... Marudzisz, dostosowałam poziom. Ot i wszystko.

   Co do jednego się jednak zgadzam. Kontynuowanie tej wymiany zdań jest bez sensu. Nie chcę umierać zanudzona na śmierć.


"Parówkowym skrytożercom i Teofilom mówimy NIE! P.S. Mam musztardę..."
25-11-2010 00:28 
 Ocena 1 na 1
Banita (115 punktów)
Wszystko z powodu imion moich dzieci....żałosne...
25-11-2010 01:02 
 Ocena 2 na 2
Kowalska (14008 punktów)
>Wszystko z powodu imion moich dzieci....żałosne..

   Nie przejmuj się. To wszystko wina określonych kół co jest wiadomym.

Będzie dobrze


"Parówkowym skrytożercom i Teofilom mówimy NIE! P.S. Mam musztardę..."
Ania... (14138 punktów)

>    Pamela i Patryk. O Jezu......
>Kolejnemu synowi daj na imię Fabian, a córce Sandra.
A co się w Patryku nie podoba?? Ja się buntuję,bo to jedno z moich "ulubieńszych" imion
CHInDy (82 punktów)
Skoro Pana metoda poskutkowała w przypadku córki, powinna być tym bardziej skuteczna w przypadku synka. Religia funkcjonuje dzięki rodzinnej tradycji kultywowanej w naszych domach - różnego rodzaju święta, religijne uroczystości periodyzujące życie młodych ludzi (chrzest, komunia i bierzmowanie). Pozbawione tej podstawowej podpory - modelu polskiej, katolickiej rodziny, "ureligijniające" siły zewnętrzne nie powinny mieć większego wpływu na rozwój Pana dziecka.
Banita (115 punktów)
>Skoro Pana metoda poskutkowała w przypadku córki, powinna być tym bardziej skuteczna w przypadku synka. Religia funkcjonuje dzięki rodzinnej tradycji kultywowanej w naszych domach - różnego rodzaju święta, religijne uroczystości periodyzujące życie młodych ludzi (chrzest, komunia i bierzmowanie). Pozbawione tej podstawowej podpory - modelu polskiej, katolickiej rodziny, "ureligijniające" siły zewnętrzne nie powinny mieć większego wpływu na rozwój Pana dziecka.
Właśnie nie do końca poskutkowała...moja córka śmieje się z biblijnych pierdoł ale nasiąkła "bogiem"...twierdzi że coś może i jest ale nie ten z ewangeli...najlepszy przykład trochę wyżej i wcale nie rzadki na tym forum...ludzie którzy nie dopuszczają istnienia bożków używają zwrotów "rany boskie" ,"o jezu" "broń boże" itd...to w nas siedzi bo nas tym nafaszerowano..
24-11-2010 23:56 
 Ocena 1 na 1
CHInDy (82 punktów)
"Mój boże " przecież ma dopiero 13 lat i żyje w katolickim kraju, w chrześcijańskiej Europie, w świecie w którym religia kształtowała rozwój pierwszych cywilizacji... To, że Pana córka kwestionuje obowiązującą doktrynę uważałbym już za spory sukces. Być może ciężko jej jest w nietolerancyjnym, dziecięcym środowisku obnosić się ze swoją "innością", dlatego by zapewnić sobie społeczne poczucie bezpieczeństwa nie chce zupełnie izolować się od poglądów grupy.

Zresztą. Brak poszanowania dla religijnych autorytetów i rozpoczęcie samodzielnych filozoficznych rozważań nad prawdopodobieństwem istnienia boga albo chociaż formy jego hipotetycznej egzystencji może być dużym bodźcem dla intelektualnego rozwoju Pana córki. Oby tylko był Pan zawsze w pobliżu, jako ten "zaufany doradca" i życiowy nauczyciel, który nie tyle zaprezentuje dogmat a pobudzi młody umysł do intensywniejszych i bardziej ekstensywnych dociekań.

"z bogiem"
Banita (115 punktów)
>"Mój boże " przecież ma dopiero 13 lat i żyje w katolickim kraju, w chrześcijańskiej Europie, w świecie w którym religia kształtowała rozwój pierwszych cywilizacji...<
Religia ciągle kształtuje rozwój cywilizacji,czy raczej hamuje .Dzięki za miłe słowa.
25-11-2010 07:58 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>ludzie którzy nie dopuszczają istnienia bożków używają zwrotów "rany boskie" ,"o jezu" "broń boże" itd...to w nas siedzi bo nas tym nafaszerowano..
Cóż... osobiście wolę, by mojej córce w chwili emocji wyrwało się "o boże" czy "do diabła", niż na przykład "k***a" albo "ja pie***lę"... Zwroty typu "broń boże" czy "rany boskie" weszły do języka potocznego i chociaż ich religijne pochodzenie nie budzi wątpliwości, to w zwykłym użyciu zazwyczaj są już pozbawione religijnego znaczenia. Ot, taki sobie wykrzyknik...


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
25-11-2010 08:35 
 Ocena 1 na 1
Banita (115 punktów)
Dzisiejsze dzieciaki zamiast o k...a mówią "ale urwał" i, zmieniając sobie większość przekleństw na bardzo blisko brzmiące ,klną właściwie nie klnąc... kiedy moja córka ma gości sporo się uczę pozdrawiam...
25-11-2010 08:41 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Cóż... osobiście wolę, by mojej córce w chwili emocji wyrwało się "o boże" czy "do diabła", niż na przykład

racja! racja! i jeszcze raz racja! aczkolwiek... jak się okazuje nawet rynek kulturalnego kolnięcia został zmonopolizowany (zawłaszczony)! i jeszcze z haczykiem! - bo mówisz sobie "O Jezu"! i masz grzecha! A skoro masz grzecha to jestes juz pod juryzdykcją Biskupa....
Dlatego ja mawiam "Motyla Noga" lub neutralne "O w Mordkę"!
Wiem wiem, ciężki dziś dzień (widzę po sali), ale i Korea i śnieg...

Cywilizacja to niekończący się ciąg potrzeb, których nie potrzebujemy. Marek T.
Piękny Lolo (2082 punktów)
>ciesze się że istnieją w tym kraju tacy jak ja

Życzyłbym sobie, aby gramatyczni i interpunkcyjni analfabeci w tym kraju nie istnieli.
   
24-11-2010 22:59 
 Ocena 1 na 1
Banita (115 punktów)
>>ciesze się że istnieją w tym kraju tacy jak ja
>Życzyłbym sobie, aby gramatyczni i interpunkcyjni analfabeci w tym kraju nie istnieli.
>   
Bardzo Pana przepraszam za moją ułomność...
Frigide (44 punktów)
Rodzice nie powinni zastanawiać się, co zrobić, żeby ich dzieci były ateistami i oparły się napływającym ze wszystkim stron argumentom przemawiającym za wiarą, czy chrześcijańską, czy inną. Jeśli dziecko nie dojdzie do takich prawd (istnienia bądź nieistnienia jakiejś istoty wyższej) samodzielnie, tylko zostanie to im wmówione przez rodziców, skrzywdzi go to tak samo jak zmuszanie do chodzenia do kościoła i modlenia się, co często ma miejsce w polskich rodzinach. Nie wolno narzucać dzieciom religii, tak samo nie można narzucać im ateizmu. Kwestia wiary powinna być wyborem dobrowolnym.
28-11-2010 09:51 
 Ocena 1 na 1
Banita (115 punktów)
>Rodzice nie powinni zastanawiać się, co zrobić, żeby ich dzieci były ateistami . Kwestia wiary powinna być wyborem dobrowolnym.
Tak było by najuczciwiej, jednak po za rodzicami nikt inny nie powie,że boga nie ma.Nie jest i jeszcze długo nie będzie to równy pojedynek.Przedszkole a potem szkoła nie da mu wyboru.Nie pozwoli myśleć ani analizować.Będzie "bóg cię kocha" itd...Gdyby mówiło się o religii tylko dorosłym to nie było by tematu...
28-11-2010 13:35 
 Ocena 1 na 1
Frigide (44 punktów)
>Nie jest i jeszcze długo nie będzie to równy pojedynek.Przedszkole a potem szkoła nie da mu wyboru.Nie pozwoli myśleć ani analizować.Będzie "bóg cię kocha" itd...Gdyby mówiło się o religii tylko dorosłym to nie było by tematu...

To prawda że w mediach jest stanowczo za dużo propagowania chrześcijaństwa. Ale to, że nasze państwo jest teoretycznie państwem świeckim, a w praktyce to kościół zaczyna rządzić, jest już inną sprawą.
Wychowywanie dziecka to nie jest żaden "pojedynek". Jeśli rodzice nie załatwią tego na zasadzie "boga nie ma, a ludzie którzy w niego wierzą są idiotami i równie dobrze mogliby wierzyć w bajki", tzn. nauczą dziecka tolerancji i pozwolą na samodzielny rozwój intelektualny, to dziecko samo dojdzie do pewnych wniosków nie sugerując się i nie czując zobowiązanym tym, co mówią inni - rówieśnicy, nauczyciele, rodzice. Bo rodzice co prawda mają wpływ na poglądy i kształtowanie się charakteru dziecka, ale tylko do czasu. Nawet jeśli będzie się wmawiać córce/synowi że bóg istnieje/nie istnieje, to kiedy wejdzie w okres dorastania i zacznie się nad tym zastanawiać na poważnie, może to jedynie pogorszyć relacje dziecko-rodzic, bo dziecko będzie się czuło zmuszone do podążania za sposobem myślenia rodziców, sprzecznym z jego poglądami.
Banita (115 punktów)
Myślę ,że i Ty nie masz dzieci...otóż mój syn uwierzy we wszystko co ja mu powiem...pytanie ,które padło w poście tematu, czy powinienem wyłożyć mu to czarno na białym...czy powinienem powiedzieć "nie synek, bóg jest wymysłem,czy ....pomyśl synek....były dinozaury i ziemia nie ma 5000 lat...pytałem tylko czy brutalnie, czy dać mu czas...dostałem tylko jedną odpowiedz od kogoś kto to już przeżył...nie macie dzieci czy jak??)
Frigide (44 punktów)
>Myślę ,że i Ty nie masz dzieci...
Cóż, nie mam.

>pytanie ,które padło w poście tematu, czy powinienem wyłożyć mu to czarno na białym...czy powinienem powiedzieć "nie synek, bóg jest wymysłem,czy ....pomyśl synek....były dinozaury i ziemia nie ma 5000 lat...pytałem tylko czy brutalnie, czy dać mu czas...
Z dziećmi trzeba oczywiście rozmawiać na takie tematy szczerze, nie wmawiać żadnych bzdur. Inna sprawa, że chyba żaden rodzic nie mówi dziecku, że Ziemia ma 5000 lat a dinozaury to bajka. Bo właściwie już nikt nie traktuje Biblii dosłownie.
Najlepiej powiedzieć dziecku, że fakty są takie a takie, tatuś uważa że bóg jest wymysłem, ale niekoniecznie ma rację, bo nie jest wszechwiedzący.
KaluCeZet (93 punktów)
>[...]Bo właściwie już nikt nie traktuje Biblii dosłownie.

Oj tu nie byłbym pewien. W Polsce pod tym względem może nie jest tak źle ale w USA...
Zresztą nie raz się czytało, że ktoś nie wierzy w ewolucję bo świat ma zaledwie kilka tysięcy lat.
30-11-2010 00:35 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>Bo właściwie już nikt nie traktuje Biblii dosłownie.

To poszukaj sobie na tym forum wypowiedzi niejakiego Daniela. Zwłaszcza tych starszych
30-11-2010 07:36 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>To poszukaj sobie na tym forum wypowiedzi niejakiego Daniela. Zwłaszcza tych starszych
I tych nowszych autorstwa użytkownika "Chechło". Brat-bliźniak Daniela

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
28-11-2010 09:53 
 Ocena 1 na 1
Banita (115 punktów)
Nie wolno narzucać dzieciom religii, tak samo nie można narzucać im ateizmu.
To drugie jest oczywiście do mnie...to pierwsze trzeba by wymusić na szkołach,przedszkolach,kościołach,sejmie i senacie..no jeszcze radio i telewizja...
29-11-2010 18:19 
 Ocena 5 na 5
ziemiojad (338 punktów)
Szkoda, że tak mało rodziców wypowiedziało się w tym wątku. Sama chętnie poczytałabym o tym jak sobie radzą w tej religijnej rzeczywistości. Mam córkę - 4 lata, którą niedawno posłałam do przedszkola. Przedszkole, a właściwie punkt przedszkolny, mieści się w zespole szkół, we wsi gminnej, na biednym i zacofanym wschodzie kraju, gdzie oprócz katolików i prawosławnych występują całkiem licznie Świadkowie Jehowy i wyznawcy Kościoła Chrystusowego. W szkole równolegle z religią katolicką jest prawosławna, ale tylko katolicki krzyż króluje na korytarzach, podpisany patriotycznymi hasłami. W przedszkolu, w kąciku patriotycznym, obok godła na polskiej fladze wisi krzyż - "symbol polskości" jak twierdzi pani przedszkolanka. I moje czteroletnie dziecko przyszło kiedyś do domu i powtarza, że "orzeł, biało-czerwona flaga i krzyż to znak Polaków". Pani przedszkolanka co chwila ma ciekawe, zupełnie nieświeckie pomysły. W październiku wymyśliła konkurs na... "jadalny różaniec"!!! Nie pozwalam dziecku bawić się jedzeniem ani tym bardziej różańcem, więc udziału w konkursie nie wzięliśmy. Zwyciężył różaniec z krakersów-rybek, były też z misiów haribo czy innych żelek. Przedszkolaki mają też "normalną" religię i gdyby konkurs wymyślił ksiądz to może bym się nie zdziwiła, ale pani przedszkolanka? Moje dziecko z religii wychodzi - z radością skorzystało z propozycji pani, że może je ze sobą zabierać bo, jak wszystkie dzieci w grupie, strasznie boi się księdza. Nie wiem co i jak będzie w przyszłości, a zastanawiam się nad tym ilekroć moje dziecko przychodzi i pyta "mamo, co to znaczy niech będzie pochwalony Jezus Chrystus?", albo dlaczego "ten pan tam wisi?".
Swoich dzieci nie chrzciłam i na religię posyłać nie zamierzam. Nie jestem hipokrytką; nie chcę by dziecko widziało, że co innego mówię (albo mówi ksiądz) i co innego robię. Ale jak to się sprawdzi w życiu w małej wiejskiej religijnej (choć wyznaniowo różnej) społeczności? Trochę się obawiam. Z ciekawością będę śledzić ten wątek - może znajdą się jacyś doświadczeni rodzice?
Banita (115 punktów)
Mogę Ci odpisać tyle , że w przypadku mojej starszej córki postanowiliśmy dać jej wolny wybór..(błąd) tłumaczyliśmy,rozmawialiśmy a i tak moja córka ma mieszane uczucia..nie wierzy we wszystkie pisma święte ,ale nie powie że nie ma "czegoś"...nie zapisuj dzieci na religie i nie karm ich tymi bzdurami a będzie szansa , że jedno z Twoich dzieci wymyśli lekarstwo na raka...zobaczy niedostępną galaktykę, albo po prostu będzie świadomie sprzedawać warzywa...nie ograniczanie dzieci bogiem może tylko wyjść m na dobre...też spodziewałem się, tworząc ten post, więcej wypowiedzi rodziców którzy już mają to za sobą...pozdrawiam..
29-11-2010 22:27 
 Ocena 2 na 2
AdamGr (3037 punktów)
Ja przyjąłem taką zasadę : zero religii, szkolenia religijnego i indoktrynacji do pełnoletności.
Rozmowy tak, szkolenie/udział nie.
Religia NIE JEST dla dzieci, tak samo jak partie polityczne, alkohol itd ect.
Aby zgłębiać filozofie (jakąkolwiek), studiować ją, czy kształcić się w tym kierunku to trzeba coś mieć już ukształtowanego i dojrzałego (w pewnym sensie) pod czaszką, czyli trzeba do pewnych "spraw" dorosnąć i choć trochę je rozumieć.
Młody człowiek wchodzący w świat powinien mieć czysty i OTWARTY umysł na niego, bez klapek na oczach ; szukać, doświadczać i uczyć się.
30-11-2010 08:16 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Niestety, ja mam doświadczenie tylko z wielkiego miasta (ponad pół miliona mieszkańców), tam moja córka chodziła do szkół. Wcześniej i obecnie mieszkamy w niewiele mniejszym (niecałe 400 000). Nie było żadnych problemów, nikogo nie interesowało, czy jest chrzczona, czy nie, czy chodzimy do kościoła, czy nie. Tylko na etykę kawałek jeździła do innej szkoły, bo w tej, do której chodziła nie było, a chciała, choć nie musiała. Miejsce zamieszkania zmieniałam w sumie 4 razy. W pierwszym roku po przeprowadzce ksiądz z aktualnej parafii zazwyczaj przychodził po kolędzie, ale wtedy udzielałam informacji, że to jest dom ateistyczny, nie wyproszę, nawet kawą albo herbatą poczęstuję, bo mróz na dworze, ale nic więcej nie uzyska. Zwykle więcej się nie pojawiał. Córce, obecnie już bardzo dorosłej, kiedyś jakaś ciotka powiedziała z żalem "ale ty, dziecko, ślubu nie będziesz mogła wziąć", na co rezolutne "dziecko" odparło "wezmę w USC i to z taką pompą, że hoho" (wtedy jeszcze nie wiedziała o ceremoniach humanistycznych). No tak, ale to jest miasto. Na temat życia ateisty na wsi nie będę się mądrzyć, bo wiem tyle, ile słyszałam i czytałam, sama nie doświadczyłam. Życzę Ci wytrwałości. Myślę, że ci ludzie głupi nie są i gdy zobaczą, że ateistka nie gryzie i rogi jej nie rosną, zaakceptują (w mniejszym lub większym stopniu) Twoją "odmienność".
Większy problem będzie w wyjaśnieniem córce, "po co ten pan tam wisi"... I że nie pójdzie do komunii, ale to da się załatwić tak, by dziecko było zadowolone i czuło się dowartościowane.
Pozdrawiam

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
30-11-2010 09:27 
 Ocena 3 na 3
Kuba Śruba (3184 punktów)
>jak wszystkie dzieci w grupie, strasznie boi się księdza.
Mądry naród nam rośnie!

Mam nadzieję, że ktoś to zacytuje - O. Wilde
Apio (28 punktów)

Banito - mam podobny problem, ale jestem w trudniejszej sytuacji bo :

- córka ma 5 lat i w przedszkolu chodzi na religię
- żona, jak to się ładnie mówi "nie praktykuje" ale za nic w życiu, nie pozwoliłaby powiedzieć , że nie wierzy w boga,
- oboje jesteśmy po ślubie i reszcie sakramentów kościelnych,
- mamy wierzące rodziny, które za nic nie zaakceptowały by sytuacji w której dziecko nie będzie "chodziło" na religię, czy nie przystąpi do np. komunii ( jest ochrzczona),
- przyjmujemy księdza bo żona boi się konsekwencji i problemów związanych z odrzuceniem koscioła,
- mieszkamy w małym (średnim ? ) mieście (ok. 50-60 tys.) i tu poglądy religijne nie są traktowane tak obojętnie,

Nie jestem zachwycony widząc jak moja córka poddawana jest indoktrynacji kościoła od urodzenia. Z drugiej strony ja też byłem i jakoś tak na początku szkoły średniej (może nawet wcześniej) zacząłem "myśleć"

Faktem jest natomiast, że wyłamanie się z narzuconego modelu czy systemu życia rodziny chrześcijańskiej w moim otoczeniu to skazanie dziecka na bycie "dziwolągiem" albo wręcz czymś gorszym.
Zapewne byłaby traktowana tak jak katolicy traktują np. świadków jehowy.

Nie chcę i boję się skrzywdzić jej w ten sposób, bo 5 czy 6 letnie dziecko sobie z tym nie poradzi. Myślę, że moja żona podświadomie myśli tak samo i tylko o to jej chodzi.
Już teraz widzę, że jest inaczej traktowana np. na podwórku pod blokiem (mieszkamy na dużym osiedlu)bo nie jest inne dzieci "wyrzucana" na dwór tylko spędza czas w sposób bardziej zorganizowany. Dzieciaki w tym wieku tworzą "bandy" i niestety u nas są raczej dzieci z biedniejszych rodzin (nie chcę pisać patologicznych ale wiem, że są i takie) i wcale nie uważam, że nasze dziecię coś traci, ale dla niej jest to zapewne spore, negatywne przeżycie.
Gdybym do tego dorzucił jeszcze ateizm czy chociaż oderwał ją od kościoła (nie posyłał na religię czy nie pozwolił przystąpić do komunii) byłbym Arcyszatanem i moje dziecko zostałoby po prostu odrzucone przez społeczeństwo.

Mam nadzieję, że będzie sama (z moją dyskretną pomocą) odrzucać bajki serwowane jej przez KK.

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365