Kiedy tak analizowałem co mi się dziś przyśniło (swoją drogą to lot na księżyc spacer po nim i tradycyjnie jakaś akcja w stylu ktoś tam chciał zostać na tym księżycu a ja nie i musiałem wracać do rakiety co o mało nie skończyło się śmiercią z braku tlenu ale jakoś się udało(!)......co ja jadłem wieczorem?) to wpadłem na "wiki" i tam przeczytałem że "Powstawanie koszmarów u dzieci związane jest prawdopodobnie z kształtowaniem się sumienia i poczucia winy" zaznaczam że nie jestem dzieckiem  i tu mnie zatkało, jakiego sumienia? na szczęście pisze "prawdopodobnie". I tak przypomniał mi się sen z dzieciństwa. Sen o nicości, bo o ile w snach się coś dzieje to mi się przyśniło "NIC" a raczej sytuacja w której świat, kosmos, wszechświat razem z bogiem bogami lub bez nich nie istnieje.  I tak, skąd mózg takiego szczyla w dobie telewizora NEPTUN 505 potrafi wygenerować bądź co bądź jak dla mnie straszną wizje przyszłości? I czym jest sen wg. WAS PS. To że najlepsze sny są jak się wieczorem mocno najem to wiem  |