 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Bazgroły
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-01-2011 21:01 | big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | O Biegunach
10 na 10 | Dawno już zachwyciłem się tym oto opowiadaniem Mrożka: ZAPOMNIANY ODKRYWCA
Dzisiaj nikt już nie pamięta o Kapitanie Lewandowskim, mimo że był jednym z pierwszych odkrywców Bieguna nie tylko Północnego, ale także Południowego. Inni, tacy jak Amundsen, Nobile, Peary czy Byrd przeszli do historii, a Lewandowski - nie. Być może przyczyną tego zapomnienia była dziwaczna teza, przy której Lewandowski upierał się przez całe życie. Odkrywszy Biegun Północny Lewandowski twierdził, że ów Biegun wcale nie jest Północny, ale Południowy, który znajduje się na Północy tylko na skutek jakiegoś nieporozumienia w przyrodzie. Oczywiście spotkał się natychmiast z argumentem, że jeśli jakiś Biegun jest na Północy, to jest tym samym Północny i koniec, zaś jego teza jest platońska, to znaczy wywodzi się z idealistycznego założenia, że nazwa jest prawdą rzeczy, a nie rzecz prawdą nazwy. Założenie idealistyczne dawno już zostało odrzucone przez naukę i Lewandowski nie miał żadnych szans. On jednak nie dawał za wygraną. Głuchy na niezbite argumenty realistów, dowodził logicznie, że skoro Biegun odkryty przez niego na Północy jest Południowy, to wobec tego Biegun Północny musi znajdować się na Południu. Gdy wyśmiewano go w dalszym ciągu, postanowił eksperymentem poprzeć swoje rozumowanie, logicznie bezbłędne, ale na skutek błędnej przesłanki - szalone. Pokonując niesłychane trudności dotarł do Bieguna Południowego, po czym ogłosił, że znalazł tam Biegun Północny. Zapytany, jak rozróżnia Biegun immanentnie Północny od Bieguna immanentnie Południowego, bez względu na to, który znajduje się na Północy, a który na Południu, odparł: "Ja to czuję". Ta odpowiedź, tak skrajnie subiektywna, że absurdalna, przypieczętowała jego los. Uznano go za nieuleczalnego maniaka i przestano się nim interesować. Zmarł w zapomnieniu, które trwa do dzisiaj. Dlaczego przypominamy o Lewandowskim? Coraz liczniejsze są głosy, że coś jest nie w porządku z naszą planetą. Nikt nie jest zadowolony z biegu i obrotu naszych ziemskich spraw. Więc może jego teza o pomylonych Biegunach godna jest ponownej rozwagi.(Sławomir Mrożek Opowiadania 1990 - 1993 wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 1996, ss. 18-19) No, i tak to pytanie w zawieszeniu zostało...  ...pókim dziś na wiki nie przeczytał: W geografii bieguny magnetyczne Ziemi nazywa się zgodnie z ich położeniem, a nie polarnością: "północny biegun magnetyczny" oznacza biegun na półkuli północnej, a "południowy biegun magnetyczny" - na południowej. Z fizycznego punktu widzenia ta konwencja jest nieprawidłowa - współcześnie biegun południowy ziemskiego pola magnetycznego (który przyciąga północny biegun igły kompasu) znajduje się na półkuli północnej, a północny - na południowej; taką sytuację określa się jako polarność normalną Ziemi.Normalną  . Znaczy się: że normalnie jest  . Hmmm... - odparł Krzyś - jest chyba jeszcze Biegun Wschodni i Zachodni, choć ludzie nie lubią o nich mówić.  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
6 na 6 | Kuba Śruba (3184 punktów) | > Dawno już zachwyciłem się tym oto opowiadaniem Mrożka:Trafiłeś w mój gust, po prostu uwielbiam humor mrożkowy. Jednym z moich ulubionych opowiadań jest "Dwa listy" (ze zbioru pod tym samym tytułem, nie znalazłem tekstu w internecie), natomiast wspaniałe i krótkie, które tu można przytoczyć to chociażby "Lew": LEW Już Cezar dał znak. Podniosła się krata i jakby grzmot coraz to potężniejszy zaczął się wydobywać z czarnego lochu. Chrześcijanie zbili się w gromadkę na środku areny. Tłum powstał z miejsc, żeby lepiej widzieć. Chrapliwy pomruk, toczący się jak lawina głazów po osypisku górskim, gwar pełen podniecenia i krzyki leku. Pierwsza lwica, prędko i miękko przebierając łapami, wybiegła z tunelu. Igrzyska rozpoczęły się.
Dozorca lwów, Bondani Kajus, uzbrojony w długą żerdź, sprawdził, czy wszystkie zwierzęta wzięły udział w strasznej zabawie. Już był odetchnął z ulga, kiedy dostrzegł, że przy samej bramie zatrzymał się lew i nie kwapiąc się do wyjścia na arenę, spokojnie je marchewkę.
Kajus zaklął, ponieważ do jego obowiązków należało pilnowanie, aby żaden drapieżnik nie kręcił się po cyrku bezużytecznie. Zbliżył się wiec na odległość przewidziana przepisami o bezpieczeństwie i higienie pracy, i ukłuł żerdzią lwa w pośladek, żeby go podrażnić. Ku jego zdziwieniu lew odwrócił się tylko i machnął ogonem.
Kajus ukłuł go po raz drugi, trochę silniej. - Odczep się - powiedział lew. Kajus podrapał się w głowę. Lew dał niedwuznacznie do zrozumienia, że nie chce agitacji. Kajus nie był złym człowiekiem, ale bał się, że nadzorca, widząc jego zaniedbywanie się w pracy, wrzuci go miedzy skazanych. Z drugiej strony - nie miał ochoty kłócić się z lwem. Spróbował go wiec namawiać.
- Mógłbyś to zrobić dla mnie - powiedział do lwa. - Nie ma głupich - odrzekł lew nadal zajadając marchewkę. Bondani zniżył głos. - Nie mówię, żebyś od razu kogoś pożerał, ale żebyś chociaż trochę pokręcił się i poryczał, tak dla alibi.
Lew machnął ogonem. - Człowieku, mówię ci: nie ma głupich. Zobaczą mnie tam i zapamiętają, a potem i tak nikt ci nie uwierzy, że nikogo nie zjadłeś. Dozorca westchnął. Zapytał z odcieniem żalu: - Ale właściwie - dlaczego nie chcesz?
Lew spojrzał na niego uważnie. - Użyłeś słowa "alibi". Czy nie przyszło ci do głowy, dlaczego ci wszyscy patrycjusze sami nie biegają po arenie i nie pożerają chrześcijan, zamiast posługiwać się nami, lwami? - Nie wiem. Zresztą to przeważnie ludzie starsi, astma, zadyszka... - Starsi... - mruknął z politowaniem lew. - Nic się nie znasz na polityce. Oni po prostu chcą mieć alibi. - Niby przed kim? - Przed pierwiastkiem nowego, które kiełkuje. W historii zawsze trzeba się orientować według tego, co nowe, co kiełkuje. Czy nigdy nie myślałeś o tym, że chrześcijanie mogą dojść do władzy? - Oni - do władzy?
- A tak. Trzeba tylko omieć czytać miedzy wierszami. Coś mi się wydaje, że Konstantyn Wielki prędzej czy później dogada się z nimi. I co wtedy? Rewizje, rehabilitacje. Wtedy tym w lochach łatwo będzie powiedzieć: "To nie my. To lwy". - Rzeczywiście, nie pomyślałem o tym.
- Widzisz. Ale mniejsza z nimi. Mnie chodzi o moja skórę. Jak przyjdzie co do czego, to wszyscy widzieli, że jadłem marchewkę. Chociaż, miedzy nami, marchewka to wielkie świństwo. - A jednak twoi koledzy jędzą tych chrześcijan aż miło - powiedział złośliwie Kajus.
Lew skrzywił się: - Prymityw. Krótkowzroczni koniunkturaliści. Ida na byle co. Element bez zmysłu taktycznego. Ciemnota kolonialna. - Słuchaj - zająknął się Kajus. - No? - Jakby ci chrześcijanie, wiesz... - Co - chrześcijanie? - No, doszli do władzy... - No? - To mógłbyś wtedy zaświadczyć, że ja cie do niczego nie zmuszałem? - Salus rei publicae summa lex tibi esto* - powiedział sentencjonalnie lew i zabrał się z powrotem do swojej marchewki.źródło (zbiór opowiadań) tu: lektury.ho(*)womir Mrozek-Opowiadania.pdfPolecam też gorąco "Mały przyjaciel" (inspirowane wyraźnie Portretem Doriana Grey'a, ale i tak wspaniałe) *i teraz pytanie: jak to przetłumaczyć? w internecie ktoś napisał dobro rzeczypospolitej jest dla ciebie najwyższym prawem, zgadza się to?
Człowiek bez Boga jest jak ryba bez roweru. - R. A. Wilson
|
|
 | 6 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Trafiłeś w mój gust, po prostu uwielbiam humor mrożkowy.Ech, nie oprę się więc pokusie, by moje najulubieńsze zamieścić: ANTROPOCENTRYZM
Nowy nasz dziedzic przyjechał na świętego Jana. Wielki był, gruby, czerwony na karku i z nosem czerwonym, a głos miał jak trąba. Dwór sobie obejrzał, dukata Batkowi dał, do czworaków zaglądnął, Magdę w olszynce przydusił, do gumien kazał się prowadzić, Wojciecha w pysk strzelił, do obór zaszedł, prosiaka zjadł, potem Wojciecha w pysk strzelonego zawołać kazał, zegarek francuski mu podarował i jeszcze raz w pysk go strzelił. Zasnął, a kiedy się obudził, do sań kazał zaprzęgać. - Jakże do sań, proszę łaski pana - zasumował się Józef stangret. - Przecie lato. - Do sań mówię, durniu, bo taką mam fantazję i moja wola pierwsza, a lato potem. No i saniami okolicę zaczął objeżdżać, przez zboża i łąki zielone. Przed kamienną figurą na rozstajach zatrzymać się kazał. - A cóż to za dziwadło? Objaśnili go, że ta figura Kamiennym Pielgrzymem jest zwana. Kamień rzeczywiście do człowieka podobny, na kolanach klęczącego. Nikt nie wie, skąd się wziął, od niepamiętnych czasów był, ale podobno nie kamień to, tylko pielgrzym, za jakieś grzechy w kamień zamieniony. Co sto lat o jedną tylko piędź do przodu się przesuwa, tak że chyba przed samym końcem świata dopiero do Palestyny zajdzie. - Zajdzie?! - krzyknął dziedzic i aż spurpurowiał ze złości. - No to zobaczymy, czy zajdzie. U mnie tak nie ma, żeby ktoś, jak sobie chce, przez moje pole łaził. Ja tu jestem panem. Zaraz mi tu przysłać ludzi z drągami, sznurami i cztery pary wołów w jarzmach. Tak się też i stało. Kamień podkopali, woły do niego przyprzęgli i dobre cztery mile do tyłu, hen aż za górkę go odwlekli. - Popamięta sobie - sapnął dziedzic mściwy. - Niech sobie teraz jeszcze raz te cztery mile przeleci. Ze sto tysięcy lat mu to znowu zabierze, albo więcej. Dziedzic szczególnie kołduny lubił. Raz mu kucharka takie kołduny zrobiła, że bardzo był po obiedzie zadowolony. Usiadł na ganku, garniec piwa przed nim, po brzuchu się gładzi, aż wreszcie karbowego woła i tak powiada: - A niech mu tam... Poślijcie no ludzi do tego Pielgrzyma i ruszcie go do przodu. - Na stare miejsce? - zapytał karbowy. - Nie na stare, ale jeszcze ze dwie mile dalej w stronę Palestyny. Jak mogę go do tyłu, to mogę i do przodu, i to jeszcze dalej niż był przedtem. Niech zna pana. Spełnili polecenie i Kamiennego Pielgrzyma aż za Borek przenieśli, ku Palestynie. Tydzień nie minął, jak dziedzica podagra zaczęła męczyć. Spać nie mógł i w taki zły humor wpadł, że kto mógł, schodził mu z drogi. Przypomniał sobie o Pielgrzymie. - Do tyłu mi go zaraz dać, i nie cztery mile od rozstajów, ale sześć! I niech go wszyscy diabli! Uuu, jak mnie boli! Cofnęli Pielgrzyma o dwie mile i jeszcze o sześć, razem osiem. Wyzdrowiał dziedzic. Już znowu po olszynce za Magdą goni, a za przepiórkami z flintą. Idzie sobie tak ze strzelcami, pogwizduje wesoło, patrzy, a tu Kamienny Pielgrzym stoi. - Co on tutaj robi? - zapytuje swoich strzelców. - Dlaczego on nie za Borkiem? - A dyć wielmożny pan sam kazał go tu cofnąć - strzelcy odpowiadają. - Kazałem? A może i kazałem. No to co z tego, że kazałem?! A teraz każę, żeby go znowu za Borek przenieść. Ale żywo, bo on mi się za Borkiem bardziej podoba! I wtedy wszyscy usłyszeli, jak Kamienny Pielgrzym do dziedzica powiedział, głosem kamiennym, ale wyraźnym: - Odpierdól sie. Dziedzic na kolana padł, a potem cały majątek na fundusz kościelny oddawszy dla wdów i sierot, sam do klasztoru trapistów wstąpił, gdzie ponoć całkiem chudy i blady się stał. Jako pokorny mnich, w pracy i modlitwie żywota dokonał. Tak go ze szczętem ten cud nawrócił. Zaś Kamiennego Pielgrzyma myśmy na jego dawne miejsce u rozstajów w uroczystej procesji przenieśli. Nie bliżej i nie dalej, tylko tam, gdzie nie ludzką samowolą, ale boskim wyrokiem mu było sądzone. Na tym miejscu, gdzie ten cud się zdarzył, kaplicę zbudowano. Tylko był ambaras, pod jakim wezwaniem. Aż uczeni teologowie na pomysł wpadli i na froncie kaplicy napis wyryto:
Quod dicis Domine?
(Sławomir Mrożek Małe prozy, Oficyna Literacka, Kraków 1990, ss. 102-103)
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
2 na 2 | Kowalska (14008 punktów) | >Dzisiaj nikt już nie pamięta o Kapitanie Lewandowskim, mimo że był jednym z pierwszych odkrywców Bieguna nie tylko Północnego, ale także Południowego. Inni, tacy jak Amundsen, Nobile, Peary czy Byrd przeszli do historii, a Lewandowski - nie.
Moja Babcia z domu jest Lewandowska.
Ja się chyba muszę wkurzyć.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|