Racjonalista - Strona głównaDo treści
Melodramat o (nie)pięknym zakończeniu

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
07-03-2011 12:02marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
Melodramat o (nie)pięknym zakończeniu
Ocena -7 na 7
Kiedyś zastanawiałem się nad tym, jaki film zrobiłby największe wrażenie na niewierzących, „sprzedałby” najskuteczniej wiarę w Boga, obrzydził ateizm. Na co powinno się położyć nacisk w takim filmie? Czy, jak to jest robione najczęściej, na wieczną szczęśliwość w raju: uśmiechnięte twarze, piękne widoki i obecność Jezusa u boku? Chyba nie. To są obrazy skierowane do już przekonanych, a wywołujące uśmiech na twarzach drugiej strony. Taki film mógłby się skupić na POMYŁCE ateisty – na jej przerażających konsekwencjach. Cała akcja powinna przygotowywać widza – osobę wątpiącą, osobę pośrodku, a także ateistę – do emocjonalnego przeżycia końcowej sceny filmu. Oczywiście, dla większego efektu zakończenie powinno być zupełnym zaskoczeniem.


Mamy okres wyjątkowej aktywności wojujących ateistów, karmiących nas i siebie ideologią walki o prawdę, o dobro, a przede wszystkich o godność człowieka; bycie ateistą staje się wręcz trendy – tak powiedziałby mój syn. Film może opowiadać o takim pasjonacie. To powinien być bardzo pozytywny bohater, niemal bez skazy. Naukowiec – biolog lub fizyk, który jest autorem bestsellerów – przekonuje z pasją, jak nikt inny, że życie skończone jest piękne, że do szczęścia nie trzeba wiary we wróżki. Widzimy sceny z licznych wykładów, wywiadów i późniejsze gratulacje, listy z podziękowaniami, uwielbienie słuchaczy i czytelników. Obserwujemy rosnącą pasję bohatera i coraz większe przekonanie, że walka z zabobonami, z wiarą w „czajniczki na orbicie” ma wielki sens i staje się coraz bardziej pasjonująca dla bohatera, który nawraca na „drogę prawdy” tysiące ludzi. Także widza. W połowie filmu, a nawet do ostatnich pięciu minut, widz w pełni utożsamia się z bohaterem: nie tylko go podziwia, ale się z nim zgadza. Widz ateista mówi do siebie: No właśnie, tak trzymać, też taki będę, widz wątpiący przestaje wątpić: Teraz już jestem pewien, w jakim kierunku mam się udać. Obok jednak jest drugi bohater, postać raczej drugoplanowa, ale na końcu najważniejsza – małżonka naukowca: osoba głęboko wierząca, zupełnie inna od większości tzw. wierzących, których krytykuje główny bohater filmu, mąż. Obok tego spektakularnego sukcesu na polu zawodowym, w którym zwycięstwo goni zwycięstwo, w którym każdy oponent ponosi spektakularną porażkę (obserwujemy z napięciem wygraną debatę telewizyjną z uznanym teologiem), rozgrywa się rodzinny dramat dwojga ludzi. Żona wierzy w Boga, nie w krasnoludki, nie w bananowy księżyc. Wierzy szczerze i głęboko. Jej wiara przynosi wspaniałe owoce i kobieta walczy z taką samą pasją jak mąż, ale nie o zbawienie ludzkości, tylko o własne dzieci, o ich wiarę, a nawet o nawrócenie męża – z wielkiej do niego miłości. Tych dwoje ludzi wiąże wspaniałe i głębokie uczucie. Odnoszą się z ogromnym szacunkiem do dokonanych zupełnie odmiennych wyborów: żona szanuje męża, bo wie, jak bardzo ją kocha, bo wie, że wierzy w swój ateizm. Tak samo mąż szanuje swoją żonę, przede wszystkim kocha jej dobroć i oddanie dla rodziny. Gdy koledzy naukowcy zaczepiają go, mówią trochę ironicznie: Na drogę prawdy każdego potrafisz nawrócić. A czy nawróciłeś tę najważniejszą osobę, swoją małżonkę? I gdy naśmiewają się z żony, z jej światopoglądu, on, kochający mąż, zaczyna jej bronić, wręcz broni jej wiary. To jest film o miłości dwojga ludzi i o ich przekonaniu co do słuszności dokonanych wyborów. To jest melodramat. Obok miłości wzajemnej jest ukazana ich miłość do wspólnych dzieci. Na tym polu toczy się pojedynek. To główne, a właściwie jedyne źródło konfliktów między małżonkami. Podczas jednej z wielu takich konfliktowych sytuacji mąż wypowiada zdanie stanowiące ukłon w stronę kochanej małżonki: Jeżeli pokażesz mi choć jeden dowód na istnienie Boga, to ja pierwszy stanę po tej samej stronie, co ty stoisz. Nie miej co do tego żadnych wątpliwości. Żona bardzo ceni te słowa. Ale wie, że mąż mówi je tylko dlatego, aby jej nie zranić, bo bardzo ją kocha. Po wielu bojach małżonka wydaje się trochę bezradna i trochę zbyt słaba, aby zwyciężyć w pojedynku o wiarę u swoich dzieci, a właściwie u najstarszego, już dorosłego syna. Ten właśnie skończył studia i ma za chwilę stanąć po raz pierwszy u boku swojego ojca do walki o prawdę dotyczącą człowieka – na wykładzie dla setek studentów. Gdy widz oczekuje ostatecznego zwycięstwa ojca w walce o najstarszego syna, gdy ten właśnie przerywa na chwilę wykład, by oddać głos synowi, nastaje… dzień Sądu Ostatecznego.


Wszyscy otrzymują jednoznaczny dowód istnienia Boga. W tle pojawiają się sugestywne obrazy ukazujące marność wszystkiego, co ludzie uważali za swój wielki wspólny dorobek, za wielką wartość: rozwoju ludzkości, rozwoju myśli, dokonań sławnych ludzi, postępu i tak dalej. Oczywiście w tej chwili liczy się tylko jedno i widz także zdaje sobie z tego sprawę: każdy człowiek z osobna, tylko on, tylko to, czy jego imię jest zapisane w Zwoju Życia. Ostatnie pięć minut melodramatu to scena pokazująca ostateczne rozstanie dwojga bohaterów: męża, który spełnia swoją obietnicę i wyznaje: Tak, miałaś rację, myliłem się. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, i który godzi się ze śmiercią –bo nie ma innego wyjścia, bo wie, że wąska brama nie jest dla niego i nic już tego nie zmieni. Ale jednocześnie odczuwa ogromny ból, straszliwie cierpi na myśl o tym, że dosłownie za chwilę rozstanie się ze swoją ukochaną żoną, ze swoimi dziećmi na całą wieczność, choć to nie było konieczne. Ale jest już za późno. Jednak w pewnej chwili „pęka”. Płacze jak małe dziecko. Zaczyna błagać o jeszcze jedną szansę. Lecz nie budzi współczucia, tylko politowanie. Każdy widz mówi sobie: ale był ślepy, jakim był fanatykiem. Jedyną, zupełnie nieoczekiwaną bohaterką filmu staje się małżonka, która z jednej strony jest szczęśliwa, bo wierzyła, bo wierzyła prawdziwie i tak mocno, że otrzymała najwspanialszą nagrodę nie tylko dla siebie, ale także dla swoich dzieci. Otrzymuje zaproszenie od Boga do przekroczenia progu nieśmiertelności. Po chwili niepewności okazuje się, że zaproszenie jest skierowane także do jej najstarszego syna. Ale z drugiej strony widz czuje i widzi jej ból wynikający ze świadomości rozstania się z ukochanym mężem, na zawsze. Jednak w tym momencie nikt nie żałuje męża, ale właśnie skupiony jest na małżonce, nawet jej trochę współczuje. Ostateczne rozstanie, druga śmierć męża (w tym wyjątkowym przypadku – pierwsza) to ostatnia scena melodramatu. Koniec.


Myślę, że większość osób wychodząc z seansu takiego filmu miałaby bardzo poważne wątpliwości, przynajmniej do końca dnia, czy rzeczywiście są ateistami, czy jest jakikolwiek sens ponosić tak ogromne ryzyko pomyłki; oczywiście z drugiej strony wiem, że żaden ateista nie zgodzi się z moimi przypuszczeniami

Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Rigoletto (3891 punktów)
>Myślę, że większość osób wychodząc z seansu takiego filmu miałaby bardzo poważne wątpliwości,
>przynajmniej do końca dnia, czy rzeczywiście są ateistami, czy jest jakikolwiek sens ponosić tak
>ogromne ryzyko pomyłki; oczywiście z drugiej strony wiem, że żaden ateista nie zgodzi się z moimi
>przypuszczeniami

Myślę, że większość ateistów wyszłaby z takiego seansu, z uśmiechem politowania na ustach. Naprawdę, nie wiem dlaczego taka historyjka miała by komuś uświadomić, że Bóg istnieje.
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>Myślę, że większość ateistów wyszłaby z takiego seansu, z uśmiechem politowania na ustach. Naprawdę, nie wiem dlaczego taka historyjka miała by komuś uświadomić, że Bóg istnieje.

oczywiście z drugiej strony wiem, że żaden ateista nie zgodzi się z moimi
>>przypuszczeniami
07-03-2011 12:23 
 Ocena 15 na 15
Rigoletto (3891 punktów)
>>Myślę, że większość ateistów wyszłaby z takiego seansu, z uśmiechem politowania na ustach. Naprawdę, nie wiem dlaczego taka historyjka miała by komuś uświadomić, że Bóg istnieje.
>oczywiście z drugiej strony wiem, że żaden ateista nie zgodzi się z moimi
>>>przypuszczeniami

Tu nie trzeba być ateistą. Taki film może byłby dobry do tego, aby przekonać dziecko z II klasy szkoły podstawowej.
Ta historia jest po prostu słaba - równie dobrze można nakręcić film w którym zamachowiec-samobójca po śmierci, ląduje w raju z gromadką dziewic, co by przekonywało do tego, że fundamentalizm islamski jest słuszny.
07-03-2011 17:23 
 Ocena 7 na 7
webmaster (moderator)
>Ostatnie pięć minut melodramatu to scena pokazująca ostateczne rozstanie dwojga bohaterów: męża, który spełnia swoją obietnicę i wyznaje: Tak, miałaś rację, myliłem się.

Tą wypowiedzią udowodnileś Marku, ze nie dysponujesz żadnym argumentem na to, aby nie być ateistą. Poza odwoływaniem się do dziecięcych emocji. To nie lada wyczyn dla autora książki "Dlaczego nie jestem ateistą". Aby się mylić lub nie, trzeba miec punkt odniesienia. Bez tego wybór wierzyć/nie wierzyć przypomina rzut kostką o tysiącach ścian (bo liczbę wymyśonych religii szacuje się na tysiące). Co tobie wskazała kostka?
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
Mogłoby być to ciekawe. A w końcowej scenie okazuje się, że Sąd Ostateczny był tylko ostatnim westchnieniem świadomości umierającego mózgu. Albo inna podobna konwencja filmowa: na końcu okazuje się, że chory odstawił leki na schizofrenię, co pozwoliło mu stworzyć "realny nadświat". Albo tak jak w filmie "The Escapist" - na końcu okazuje się, że to tylko bogata, ale przygnieciona ciężką rzeczywistością wyobraźnia podjęła się samoobrony psychicznej nosiciela.
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>Mogłoby być to ciekawe.

Przedstawiam tylko opcję, której nie da się na 100% wykluczyć. tylko tyle, a raczej aż tyle.
07-03-2011 12:23 
 Ocena 5 na 5
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Przedstawiam tylko opcję, której nie da się na 100% wykluczyć. tylko tyle, a raczej aż tyle.

Wyznawcy znikomo prawdopodobnych wariantów powinni być jednocześnie namiętnymi graczami w totolotka.
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>Wyznawcy znikomo prawdopodobnych wariantów powinni być jednocześnie namiętnymi graczami w totolotka.

Tu nie chodzi o wygraną, ale o "przegraną" To nie chciwość motywuje najbardziej ludzi tylko strach.
07-03-2011 12:36 
 Ocena 10 na 10
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Tu nie chodzi o wygraną, ale o "przegraną" To nie chciwość motywuje najbardziej ludzi tylko strach.

Mnie dzięki bogu strach nie motywuje. Kilka innych osób również. I stąd postęp
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>Mnie dzięki bogu strach nie motywuje.

Strach zawsze jest najsilniejszym motywatorem. Ktoś kto nigdy nie doznał siły tej motywacji to ma szczęście lub nieszczęście - że nigdy nie pozna prawdziwego smaku życia, tego co można w życiu stracić. To nie jak tak mówię - to tak mówią najlepsi naukowcy, ale od czego innego co jest wygodne dla ateisty.
07-03-2011 15:58 
 Ocena 6 na 6
TyDraniu (6569 punktów)
Więc do końca życia bój się nieistniejących istot, trać życie na strachu przed:

  • Bogiem - a nuż znajdzie coś na ciebie w tej książce, w której zapisuje uczynki wszystkich ludzi i trafisz do Czyśćca
  • Allahem - przepadło, nie trykałeś głową 5 razy dziennie w dywanik - trafiasz do piekła
  • Ozyrysem - pl.wikipedia.org/wiki/42_zaprzeczenia_bogini_Maat nie przebrniesz spowiedzi, przechlapane
  • Hadesem - tu jest szansa, napisz w testamencie, żeby włożono ci kilka monet do trumny
  • i tak dalej, i tak dalej...

07-03-2011 12:22
 Ocena 13 na 13
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Niezłe, ale lepsze byłoby, jakby w pierwszej scenie wszyscy wierzący poszli do piekła, a potem już ostry pornol z diabłami .


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
07-03-2011 19:51 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Niezłe, ale lepsze byłoby, jakby w pierwszej scenie wszyscy wierzący poszli do piekła, a potem już ostry pornol z diabłami .

Tak. Tak! Zdecydowanie tak! Głęboko... ee.. mocno.. eee.. bardzo - tak, to właśnie chciałam powiedzieć, bardzo - popieram tę koncepcję. Tak właśnie.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Scorp (5381 punktów)
> Cała akcja powinna przygotowywać widza

Wstawiłeś ambonę miedzy ateistów i sprawdzasz, czy projekt kazania Ci się udał. Owszem, niezły. Zakład Pascala jest zawsze na czasie.
-
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>> Cała akcja powinna przygotowywać widza
>Wstawiłeś ambonę miedzy ateistów i sprawdzasz, czy projekt kazania Ci się udał. Owszem, niezły. Zakład Pascale jest zawsze na czasie.
>-
Jestem specjalistą od sprzedaży. A tak na serio sam pan dawkins rodział 4 zatytułował: Dlaczego niemal na pewno nie ma Boga.

A więc trzeźwo myślący Dawkins, gdyby nie był na ciągłym haju swoich "butnych oczu" powinien otrzeźwieć przy tej wizji. Chociaż on ma zawsze innego rodzaju wizje - że jest bożyszczem milionów
07-03-2011 13:29 
 Ocena 14 na 14
Scorp (5381 punktów)
>Jestem specjalistą od sprzedaży.

No dobra, popatrzmy na to od Twojej strony.

Jesteś człowiekiem bardzo inteligentnym. Twoja wyobraźnia jest godna podziwu (w końcu nie każdy tak od ręki naszkicuje dobrze ustawiony psychologicznie scenariusz), polszczyzna nie budzi zastrzeżeń. W dodatku zawodowo jesteś fachowcem od marketingu, czyli sprzedawania ludziom tego, czego potrzebują lub nie. Znana Ci jest teoria działań marketingowych. Więc dlaczego...

Dlaczego nie skojarzysz w końcu, że cała religia i w ogóle wszystkie religie to takie wielgaśne projekty marketingowe służące promocji obietnic w zamian za dobra konkretne i władzę? Oni nam dają to, my im tamto. Oni z tego żyją, my ich utrzymujemy. Czy to papież w złotej tiarze, czy nagi kapłan w Indiach, to samo robią: wymieniają się usługami z tymi, którzy do nich przychodzą. Szczegóły projektów marketingowch są inne, ale zasada ta sama.

>A więc trzeźwo myślący Dawkins, gdyby nie był na ciągłym haju swoich "butnych oczu" powinien otrzeźwieć przy tej wizji. Chociaż on ma zawsze innego rodzaju wizje - że jest bożyszczem milionów

Może i jest bożyszczem milionów (ale w Polsce fanów ma chyba mniej niż Doda...), ale jest także wrogiem ideologicznym miliardów wierzących. Moim 'bożyszczem' nie jest.

A Ty, czy dlatego tak się go ciągle czepiasz, że jest dobrym pisarzem, a Ty marketingowcem? Podejmij rękawicę, napisz coś, udowodnij, że się myli. Podpowiem Ci tytuł: "Bóg nazywa się ...." (tu wstaw co chcesz: Jezus, Allah, Wisznu). Tylko dobierz właściwego Boga do wydawnictwa, bo Ci nie wydadzą...
-
07-03-2011 19:24 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>"Bóg nazywa się ...." (tu wstaw co chcesz: Jezus, Allah, Wisznu). Tylko dobierz właściwego Boga do wydawnictwa, bo Ci nie wydadzą...

Dobry marketing pozwoli opylić taką książkę w tylu wydawnictwach, ilu jest bogów. Wystarczy zmienić małe co nieco. To kwestia teologii formalnej: zmienne x przebiegają bogów, zmienne y przebiegają kapłanów, zmienne z przebiegają naiwną czeredę wiernych, itd.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
07-03-2011 19:41 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)

>Dobry marketing pozwoli opylić taką książkę w tylu wydawnictwach, ilu jest bogów.

No to mamy test dla Marka Lipskiego, czy rzeczywiście jest dobrym marketingowcem. Bo że pisać bajki umie, to już wiemy.
-
07-03-2011 12:24
 Ocena 11 na 11
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Mi się wydaje, że widz wyszedłby z seansu filmowago z uczuciem, że w takiego boga, który robi krzywdę kochającym się ludziom, nie warto wierzyć.
Taki bóg to żenująca pokraka.

Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0
romaro (25211 punktów)
Jak musiałby być zrobiony film o Czerwonym Kapturku, by wywarł na panu wrażenie?
Czy po obejrzeniu bajki, uznałby Pan jej prawdziwość bo efekty specjalne były dobre?
Najlepszą fabułę pisze życie, koniec nigdy nie jest przewidywalny, a ileż emocji w czasie projekcji.
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>Najlepszą fabułę pisze życie, koniec nigdy nie jest przewidywalny, a ileż emocji w czasie projekcji.

Zgadzam się i dlatego pokora wobec nieprzewidywalności życia powinna nauczyć pokory. Ale jak można nauczyć się pokory wobec nieprzewidywalności losu, gdy się nie ma tej pokory? To pytanie zagadka. Kto zna odpowiedź na to pytanie?
07-03-2011 12:32 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Najlepszą fabułę pisze życie, koniec nigdy nie jest przewidywalny, a ileż emocji w czasie projekcji.
>Zgadzam się i dlatego pokora wobec nieprzewidywalności życia powinna nauczyć pokory. Ale jak można nauczyć się pokory wobec nieprzewidywalności losu, gdy się nie ma tej pokory? To pytanie zagadka. Kto zna odpowiedź na to pytanie?
Żyć, przeżywać i myśleć, co się przeżyło.

Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>Żyć, przeżywać i myśleć, co się przeżyło.
>Pozdrawiam

Pokory wobec życia może nauczyć tylko jedno: bolesne doświadczenie. Oczywiście nikomu tego nie życzę. Im bardziej będzie ono bolesne, tym więcej może nauczyć człowieka pokory. Chociaż nawet to nie daje gwarancji. Według mnie żaden człowiek nie pozna czym jest życie i jaką ma wartość dopuki nie doświadczy bolesnej straty.

Bo tak jak zawsze: utrata czegoś to nalepszy nauczyciel.
07-03-2011 12:46 
 Ocena 9 na 9
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Nie każdy potrzebuje takich barbarzyńskich nauczycieli, co Ty.
Niektórym wystarcza pojechać za granicę lub do innej kultury (nawet w tym samym kraju), by zobaczyć, że można żyć inaczej.

My wszyscy (ateiści, agnostycy) widzimy, co to znaczy "żyć po chrześcijańsku", bo mieszkamy w Polsce. Czas byś nabrał pokory, zobaczył, że można żyć dobrze bez boga, a nawet lepiej bez religii.

Po prostu stosuj zasady, które głosisz, do siebie samego.

Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0
08-03-2011 15:21 
 Ocena 1 na 1
Medieval (3004 punktów)
>Pokory wobec życia może nauczyć tylko jedno: bolesne doświadczenie. Oczywiście nikomu tego nie życzę. Im bardziej będzie ono bolesne, tym więcej może nauczyć człowieka pokory. Chociaż nawet to nie daje gwarancji. Według mnie żaden człowiek nie pozna czym jest życie i jaką ma wartość dopuki nie doświadczy bolesnej straty.
>Bo tak jak zawsze: utrata czegoś to nalepszy nauczyciel.

Znamy to. Klęski żywiołowe i wojny wehikułem wiary. Wdeptać człowieka, stłamsić, obedrzeć go z godności a pokornie przyjdzie prosić o przebaczenie i powie że błądził.
08-03-2011 15:30 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>dopuki nie doświadczy bolesnej straty.

Uprzejmie proszę o większą dbałość o ortografię.
07-03-2011 12:42 
 Ocena 4 na 4
romaro (25211 punktów)
>jak można nauczyć się pokory wobec nieprzewidywalności losu, gdy się nie ma tej pokory? To pytanie zagadka. Kto zna odpowiedź na to pytanie?

Czyli ja mam pokornie słuchać jak Pan niepokornie próbuje mi powiedzieć, że mój światopogląd jest gorszy niż Pana?

Czysta hipokryzja.
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>Czyli ja mam pokornie słuchać jak Pan niepokornie próbuje mi powiedzieć, że mój światopogląd jest gorszy niż Pana?
>
Nigdy tak nie twierdziłem. Chciałem tylko pokazać panu, że może się pan pomylić, że jakimś cudem to ja mogę mieć rację. Kto ma rację? Ja tego nie wiem. Przyszłość pokaże. Lecz nie mi ale możliwe że panu.
07-03-2011 13:53 
 Ocena 1 na 1
romaro (25211 punktów)
>Nigdy tak nie twierdziłem. Chciałem tylko pokazać panu, że może się pan pomylić, że jakimś cudem to ja mogę mieć rację.

Ja cudami nie żyję, nie egzaltuję się nimi.

>Kto ma rację? Ja tego nie wiem. Przyszłość pokaże. Lecz nie mi ale możliwe że panu.

Ależ człowieku mnie twoja racja nie obchodzi. Nie wiem co pokaże przyszłość, wiem natomiast jaka była przeszłość. Przeszłość i teraźniejszość, i ludzie twego pokroju, utrwalają mój światopogląd.
07-03-2011 18:43 
 Ocena 2 na 2
webmaster (moderator)
> Kto ma rację? Ja tego nie wiem. Przyszłość pokaże. Lecz nie mi ale możliwe że panu.

Zadziwia mnie to, że nie widzisz belki we własnym oku. Jednak to wiele wyjaśnia..
Grzegorz Ciecieląg (128 punktów)
Ależ śliczna laurka. Świetny temat dla Hollywood albo Telewizji Polskiej. Ale jest jedno, co przekreśla ten projekt i uniemożliwi szeroką dystrybucję - Sąd Ostateczny to powinna być zadyma jak w ostatnich scenach "Avatara" albo początkowych "Dnia Niepodległości". Truposze, ogień, zniszczenia, destrukcja całych miast. Jeśli ograniczymy się tylko do spokojnego, teologicznego rozwiązania sprawy, to widz wyjdzie rozczarowany. A tak nawiasem mówiąc, to wyrażenie deus ex machina nabiera tutaj bardzo dosłownego znaczenia.
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
Truposze, ogień, zniszczenia, destrukcja całych miast. Jeśli ograniczymy się tylko do spokojnego, teologicznego rozwiązania sprawy, to widz wyjdzie rozczarowany.

To chyba nie wczuł się pan w ostatnią scenę. W tym filmie wyraźnie widać, że piekło to nie ogień, destrukcja i tak dalej. PIEKŁO trwa krótką chwilę - piełko to krótka chwila świadomości śmierci, i jednoczesnej świadomości śmierć nie była konieczna.
To moim skomnym zdaniem jest piekło, czyli najgorsze możliwe doświadczenie. Według mnie Bóg nie jest mściwy, nie będzie pana smażył na patelni. On powie panu tylko tyle: Trudno, miałeś szansę i z niej nieskorzystałeś. A więc żegnaj.
07-03-2011 13:10 
 Ocena 3 na 3
romaro (25211 punktów)
>On powie panu tylko tyle: Trudno, miałeś szansę i z niej nieskorzystałeś. A więc żegnaj.

Skoro wie Pan, co innym bóg powie, to proszę mi powiedzieć co Panu powie?

Wszyscy mówią w imieniu boga, a gdzież listy uwierzytelniające od niego? - Jakby się zapytał Tuwim.
07-03-2011 13:14 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Ciecieląg (128 punktów)
>To chyba nie wczuł się pan w ostatnią scenę.

No dobrze, powiem wprost - to było ironia, przez niektórych mylona z aronią. A ponieważ pisze pan, z tego co widzę, serio, to i ja serio odpowiem: nie sądzę, aby taki film miał szansę trafić do ateisty. Wychodząc po tego typu doświadczeniu z kina zastanawiałbym się, jak lepiej można by spożytkować 19 zł. Ten scenariusz to laurka dla wiary, nic ponadto - ot, jak jakaś piękna, ale oderwana od rzeczywistości historia świętego-cudotwórcy. A że ateiści, delikatnie rzecz ujmując, sceptycznie podchodzą do tego tematu, to nie można się spodziewać jakichkolwiek efektów. Ale wierni będą zachwyceni. Chociaż, kurczę, dorzuciłbym te zniszczenia. Taki język najlepiej przemawia do mas.
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
Chociaż, kurczę, dorzuciłbym te zniszczenia. Taki język najlepiej przemawia do mas.

W tym wyjątkowym przypadku byłoby to zupełnie niepotrzebne.
07-03-2011 20:00 
 Ocena 5 na 5
Elka I Ponura (7473 punktów)
> Jeśli ograniczymy się tylko do spokojnego, teologicznego rozwiązania sprawy, to widz wyjdzie rozczarowany. A tak nawiasem mówiąc, to wyrażenie deus ex machina nabiera tutaj bardzo dosłownego znaczenia.

Tam na dole autor wątku odpowiedział, przekonany, że głębia i w ogóle. Ja tu widzę klasyczny problem z myślą polskiego kina...


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
12-03-2011 08:10 
 Ocena 1 na 1
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)

>Tam na dole autor wątku odpowiedział, przekonany, że głębia i w ogóle. Ja tu widzę klasyczny problem z myślą polskiego kina...
>

"Czułem się wyobcowany przez Niemców". Umarłem ze śmiechu, (by oczywiście po chwili zmartwychwstać). Dzięki za link, nie znałem tego.
12-03-2011 11:54 
 Ocena 3 na 3
Elka I Ponura (7473 punktów)
>"Czułem się wyobcowany przez Niemców". Umarłem ze śmiechu, (by oczywiście po chwili zmartwychwstać). Dzięki za link, nie znałem tego.

Ależ proszę. Kubuś jak Kubuś, ale Braciaka trzeba promować za tak mistrzowski występ

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
07-03-2011 12:56
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
Nie znoszę łzawego kiczu. Minus za scenariusz.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
07-03-2011 13:04 
 Ocena 1 na 1
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>Nie znoszę łzawego kiczu. Minus za scenariusz.

Kurczę. A taki byłem zadowolony z tego scenariusza. Napisałem go dzięki pani, a może przez panią - bo to moja bytność na tym forum w październiku ubiegłego roku mnie tak zainspirowała.
Ale mnie pani podpuściła.

Dałem się nabrać. Znowu okazałem się naiwniakiem.
setarkos (10757 punktów)
>.. Taki film mógłby się skupić na POMYŁCE ateisty - na jej przerażających konsekwencjach.
Zapewne NIEOMYLNI teiści, pomimo swej bogobojności, nie mają powodu do przerażenia.
Z kolei ateiści z reguły nie są tchórzliwi na tyle, by chować się za plecami bóstw.
W efekcie nie wiadomo do kogo miałaby trafiać panika autora scenariusza
- może lepiej nich się ufnie pomodli (o ile potrafi) zamiast młodzież straszyć..
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>- może lepiej nich się ufnie pomodli (o ile potrafi) zamiast młodzież straszyć..

Ja w tym jestem "mądrzejszy" od pana Dawkinsa, że zdaję sobie sprawę z prostej sprawy: w kwestii światopoglądu nigdy nikogo żadne racje nie przekonają. Tylko emocje, a najlepiej LĘK.

Lęk to najlepsze lekarstwo na ...

Nawet mogę powiedzieć wprost: MANIPILUJĘ a i tak to niczego nie zmienia. Bo strach zawsze nas najsilniej motywuje. od kilkudziesięciu lat zostało to udowodnione ale tej prostej sprawy nie zauważył pan Dawkins i poleciał 400 stron argumentów.
07-03-2011 13:34 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>Lęk to najlepsze lekarstwo na ...

Odwagi! Nie lękaj się! Jeśli Bóg istnieje, to na pewno nikogo (włącznie z ateistami) nie zostawi "na lodzie".
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>Odwagi! Nie lękaj się! Jeśli Bóg istnieje, to na pewno nikogo (włącznie z ateistami) nie zostawi "na lodzie".

Właśnie, że się lekam. Taka jest między nami różnica. A raczej: zamarzyła mi się nieśmiertelność. Ot mam marzenie. Co? I po prostu nie ma nic za darmo. A tym bardziej nieśmiertelności. Jestem sprzedawcą. Inni sprzedawcy często wciskają kit w stylu: to nic nie kosztuje. Dostanie pan to a to. A gdy klient pyta a ile muszę zapłacić? Sprzedawca mówi: Nic, a właściwie niewiele.

Takich sprzedawców wiary też jest pełno.
07-03-2011 14:10 
 Ocena 2 na 2
Rigoletto (3891 punktów)
>>Odwagi! Nie lękaj się! Jeśli Bóg istnieje, to na pewno nikogo (włącznie z ateistami) nie zostawi "na lodzie".
>Właśnie, że się lekam. Taka jest między nami różnica. A raczej: zamarzyła mi się nieśmiertelność. Ot mam marzenie. Co? I po prostu nie ma nic za darmo. A tym bardziej nieśmiertelności.

Uważasz, że Bóg (zakładając, że istnieje) który z założenia, jest istotą najdoskonalszą, miłosierną, sprawiedliwą - będzie drobiazgowo nas rozliczał po śmierci z naszych uczynków albo z naszej wiary? Przecież to absurd.

>Jestem sprzedawcą. Inni sprzedawcy często wciskają kit w stylu: to nic nie kosztuje. Dostanie pan to a to. A gdy klient pyta a ile muszę zapłacić? Sprzedawca mówi: Nic, a właściwie niewiele.

No to co? Wystarczy wierzyć? To faktycznie niewiele. Tylko, że jak Bóg może mieć pretensje do ateistów i agnostyków, że nie wierzą, skoro instrument rozumu (dar boży jak rozumiem?), daje tyle argumentów przeciwko religii?
07-03-2011 21:54 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

>Właśnie, że się lekam.

Nie dziwię się:

Zmarł ateista. Poszedł do piekła, więc szatan go oprowadza po wszystkich pokojach, komnatach itd.. itd..
wchodzą do pierwszego pomieszczenia, szatan mówi:
- Lubisz czytać?
Na co ateista mówi
- no jasne, że tak!
szatan:
- w takim razie masz tutaj wszystkie księgi jakie tylko sobie wymarzysz, nawet te tajne z biblioteki watykańskiej
Przechodzą do drugiego pomieszczenia, szatan się pyta ateisty:
- lubisz dziwki?
ateista odpowiada
- no jasne, że tak
szatan:
- w takim razie, będziesz mógł się z nimi zabawiać codziennie i kiedy tylko zechcesz
Ateista zadowolony, idzie dalej z szatanem zwiedzać piekło
Wchodzą do trzeciego pomieszczenia, ateista patrzy... a tam prawdziwy horror.
Ludzie gotują się w smole, bez nóg i rąk, ukrzyżowani, w strasznych cierpieniach...
ateista przerażony pyta się diabła:
- Diable!? Co to jest!? Tutaj wszędzie tak super, istny raj... a tutaj takie okrucieństwa, ludzie się smażą, męczą...
Na co Diabeł:
- Nimi się nie przejmuj, to katolicy, jak sobie wymyślili tak mają.
07-03-2011 13:39 
 Ocena 11 na 11
Meretseger (61860 punktów)

>Lęk
Współczuję. To musi być straszne - tak żyć z lękiem. Zastanawiał się pan kiedyś nad udaniem się do specjalisty? Lęk można leczyć.
>MANIPILUJĘ
Co pan robi, przepraszam? Czy to na pewno przyzwoite?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>>MANIPILUJĘ
>Co pan robi, przepraszam? Czy to na pewno przyzwoite?

Można manilupować w celach niecnych i szlachetnych. Ja wierzę, że manipuluję tutaj w celach szlachetnych. Każda decyzja zaczyna się od emocji. Każda więc i ta dobra i ta zła. Później następuje tzw. faza racjonalizacji: temu się poświęcił pan Dawkins pisząc swoją książkę - nakarmił parę milionów ateistów argumentami - uspokoił ich, że u podłoża ich decyzji nie były emocje a stały racje.

A więc każdy kto chce wpłynąć na decyzję drugiego - zmienić ją a nie tylko utwierdzić w już dokonanym wyborze musi odwołać się do emocji. Jeszcze raz powtórzę: także wówczas gdyby pani miała podjąć najlepszą dla siebie decyzję (najbardziej racjonalną). Taka jest już natura człowieka
07-03-2011 13:49 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Można manilupować
Doprawdy, dziwne czynności pan wykonuje...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>Doprawdy, dziwne czynności pan wykonuje...
><
Czasami żona do mnie tak samo mówi
07-03-2011 16:04 
 Ocena 8 na 8
TyDraniu (6569 punktów)
>>Doprawdy, dziwne czynności pan wykonuje...
>Czasami żona do mnie tak samo mówi

Może czas przejść z żoną na "ty"?
ooman (90 punktów)
>Można manilupować w celach niecnych i szlachetnych. Ja wierzę, że manipuluję tutaj w celach szlachetnych. Każda decyzja zaczyna się od emocji. >A więc każdy kto chce wpłynąć na decyzję drugiego - zmienić ją a nie tylko utwierdzić w już dokonanym wyborze musi odwołać się do emocji.

Brzmi trochę jak "Incepcja"
07-03-2011 14:15 
 Ocena 6 na 6
Appenzeller (3118 punktów)
>Nawet mogę powiedzieć wprost: MANIPILUJĘ a i tak to niczego nie zmienia. Bo strach zawsze nas najsilniej motywuje. od kilkudziesięciu lat zostało to udowodnione ale tej prostej sprawy nie zauważył pan Dawkins i poleciał 400 stron argumentów.
Co do Dawkinsa - proponuję doróść do jego wiedzy i wtedy go jak równy z równym równać z trawą. A na razie, to mówi mrówka do słonia - ale im daliśmy wycisk.
A co do lęku, ponoć "udowodnionego od kilkudziesięciu lat": proszę mi powiedzieć, dlaczego lęk ten wygląda inaczej w Mekce, inaczej w Tenochtitlan i inaczej w Indiach. Dużo to mówi o tym lęku - nie ma on związku z bogami, natomiast dużo z kulturą, w której lękający się wyrósł. Proszę poczytać o (skompromitowanym rozumowo, jak dla mnie) zakładzie Pascala. Osoba bezrefleksyjna, satysfakcjonując jedną religię, koszmarnie podpada licznym innym religiom. Jedyna dla niej pociecha, że o tym nie wie. Zamiast bać się, co będzie po śmieci, powinien może Pan bać się, że wybiera właśnie fałszywą religię?
Co prowadzi do wniosku, że taki lęk należy leczyć, ale medycznie, a nie bajkami. Stan takiego lęku nie jest chyba częsty. Spośród moich znajomych nikt nie ma obsesji śmierci. Są zajęci życiem. Ale ludzie są bardzo różni, więc oczywiście w pańskim przypadku usuwanie lęku może być nieskuteczne. Będzie się Pan bał zawsze. Niech Pan zatem postara się nie zarazić tym lękiem nikogo.

Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
08-03-2011 20:23 
 Ocena 4 na 4
Ratatoskr (4439 punktów)
>Nawet mogę powiedzieć wprost: MANIPILUJĘ a i tak to niczego nie zmienia. Bo strach zawsze nas najsilniej motywuje. od kilkudziesięciu lat zostało to udowodnione ale tej prostej sprawy nie zauważył pan Dawkins i poleciał 400 stron argumentów.

Jak powiedział Staś w "Pustyni i w puszczy" do arabskiego wodza Mahdi'ego, który proponuje mu (właściwie to szantażuje) przejście na islam.

"Gdybym przyjął, uczyniłby to ze strachu, jak tchórz i człowiek podły. A czy zależy ci na tym aby twoją wiarę wyznawali tchórze i ludzie podli?"

seksualnosc-kobiet.pl
rhotax7 (3947 punktów)
Marku!
Mamy na świecie 10.000 religii,
wyznających 200.000 bogów (niektóre nie są w kryzysie i wyznaja wielu bogów)
po świecie chodzi obecnie 1200 mesjaszy (czyli jeszcze trochę bogów nam dojdzie)
czy mógłby Pan sprecyzować o jaki koniec świata i w jakiej religii Panu się rozchodzi bo nie wiem czy Pan wie ale niektóre nie przewiduja końca świata i sądu ostatecznego.
A inne jak Świadkowie Jehovy są nawet określani jako -co 3 lata koniec świata-bo tak często przewidują koniec świata a i twierdzą że Armageddon to dobra rzecz.

Bo wie Pan jest róznica między wyznawaniem jednej wiary a innej i na ten przykład Pan trafi na 100% do piekła na sądzie ostatecznym przez Allaha sprawowanym czy też i JHWH za nie przestrzeganie koszerności i szabatu że podam dla przykladu i że o Zulu z gór wyznawanym przez parę milionów w Nigerii bodajże nie wspomnę a on też ma fajne piekło.

Także prosiłbym o sprecyzowanie w filmie jaki to jest sąd ostateczny i jakiego boga oraz dlaczego akurat ten jest prawdziwy.

Albo nakręcić najpierw film jak bogowie z całego świata się spotykają i robią turniej i walczą ze sobą na cytaty ze swych ksiąg objawionych i na proroctwa o sobie dla uwiarygodnienia siebie samych.
A potem już piorą się na ringu wielkości galaktyki z użyciem błyskawic i demonów i aniołów oraz wybuchów supernowych.
A na koniec zostaje jedena religia ta najsilniejsza i najprwadziwsza.

Stawiam na hinduizm mają najwięcej bogów i to wyspecjalizowanych to spokojnie wygrają i z Allahem czy JHVH czy innymi trójkami boskimi.
07-03-2011 13:41 
 Ocena-5 na 5
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>Także prosiłbym o sprecyzowanie w filmie jaki to jest sąd ostateczny i jakiego boga oraz dlaczego akurat ten jest prawdziwy.

Jak się przestraszysz wtedy zaczniesz szukać. Bardzo uważnie - aby się nie pomylić. Myślę, że jeżeli będziesz miał właściwą motywację to znajdziesz - a nawet ktoś ci w tym pomoże. Oczywiście nie siebie mam na myśli.
07-03-2011 14:09 
 Ocena 5 na 5
rhotax7 (3947 punktów)
Czego mam się przestraszyć filmu?
Nie uciekaj od odpowiedzi a napisz jaki to bóg/bogini jest godny/a uwagi.
07-03-2011 18:46 
 Ocena 1 na 1
webmaster (moderator)
Spokojnie, będzie sequel: Wniebowzięty 2
rhotax7 (3947 punktów)
A już coś pisze znowu nasz pisarz ?
Ja właśnie piszę wątek o Libii.
07-03-2011 20:14 
 Ocena 2 na 2
Madman (7811 punktów)
>Myślę, że jeżeli będziesz miał właściwą motywację to znajdziesz
Po raz kolejny pokazałeś, że nie masz argumentów.
Poza kwiecistą erystyką oferujesz tylko pokrętną metafizykę.

Młot na czarowników
07-03-2011 20:31 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Jak się przestraszysz wtedy zaczniesz szukać.

To standardowy farmazon w stylu Jak trwoga, to do boga. Jest wielu takich, którzy świadomie wybierają lęk (adrenalinę), aby przekonać się, jak się myśli w ekstremalnych warunkach, kiedy nie ma czasu na szukanie boga. Znałem wariata, który wyskoczył z okna. Czasu na szukanie było niewiele. Usłyszał głos, że będzie żył. Słowo ciałem się stało: z garbem wprawdzie, ale jednak. Po latach spróbował raz jeszcze. Tym razem głos nie był łaskawy: facet się powiesił i - jak wiadomo - nikt nie wie, co znalazł. Szukajcie, a znajdziecie już wielu wprowadziło w błąd.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
07-03-2011 21:02 
 Ocena 6 na 6
miszna (43 punktów)
Jak się przestraszysz wtedy zaczniesz szukać. Bardzo uważnie - aby się nie pomylić. Myślę, że jeżeli będziesz miał właściwą motywację to znajdziesz - a nawet ktoś ci w tym pomoże. Oczywiście nie siebie mam na myśli.

Obejrzałem film. Posikałem się ze strachu. Teraz nie mogę spać. Boję się. Nie chcę umierać!!!
Nawróciłem się!! Jestem już teistą. Ale byłem głupi!!
Ale w którego boga mam uwierzyć. tylu ich jest. A może prawdziwych jest więcej niż jeden. Jehowa czy Allah, Ozyrys, Baal, Swarożyc, Thor, Zeus, Latający potwór spaghetti. A wszyscy są bogami zazdrosnymi i wszyscy żądają: "Nie będziesz miał bogów cudzych... " Ten karze do trzeciego inny do dziesiątego pokolenia. Abjeszcze każdy ma dziesiątki apostołów, proroków, mesjaszów, kapłanów, którzy sie kłócą, nakładają na siebie anatemy i ekskomuniki.
Jutro się obrzezam i załatwię nieco dynamitu do wysadzenia się na targu w Biłgoraju. I oddalę żonę bo widziałem tą córę Babilonu nago przed ślubem. Kupiłem krowę ale nie wiem, czy mam się do niej modlić czy złożyć z niej ofiarę całopalną.
Ten bóg żąda tego, tamten czego innego. Może pojadę na Okęcie i zostanę wyznawcą kultu Cargo.

Miszna
rhotax7 (3947 punktów)
Dzięki Ci Miszna nowi na portalu z zacięciem są jak złoto na nasze stare kości wyjadaczy.
Pozdrawiam i proszę sprawdż mój wątek Jestem Ateista 100%

www.racjonalista.pl/forum.php/s,393342

Pozdrawiam.
07-03-2011 22:40 
 Ocena 1 na 1
miszna (43 punktów)
"Jestem Ateista 100%"
Ja też. Ale ostatnio dyskutuję z teistami tylko dla zabawy (wprawy). Jest tyle realnych problemów, które wymagają rozwiązania, że jest to marnotrawstwo czasu mielenie w koło sprawy czyichś urojeń.
Ostatnio pleban chodził po kolędzie i zaprosiłem go na herbatę (informując że 100%AT) taki chciałem być ateistycznie-ekumeniczny i się zrobiło przedszkole. Uwierz mi byłbym zaszczycony, gdyby reprezentował poziom Marka Lipskiego. Było o wiele gorzej. Nie dopił herbaty.
M.
rhotax7 (3947 punktów)
>"Jestem Ateista 100%"
To jesteś dopiero z 7.
Jest nas nie-wielu!
Gorąco pozdrawiam i proszę wytrwaj na portalu do 1000 punktów a zobaczysz ile to daje.
Logika i mądrość zawsze się przyda.
07-03-2011 23:12 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>i się zrobiło przedszkole.

Chciał wziąć cię na kolana?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
07-03-2011 23:22 
 Ocena 3 na 3
miszna (43 punktów)
>Chciał wziąć cię na kolana?
Może, ale ja miałem ochotę (używając nomenklatury KK) dokonać aktu strzelistego.
07-03-2011 21:37 
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)

>Ten bóg żąda tego, tamten czego innego.

Tu masz ściągę:

Taoizm - Zdarza się wdepnąć w gówno .
Konfucjanizm - Konfucjusz powiada: "zdarza się wdepnąć w gówno".
Islam - Jeśli wdepnie się w gówno to jest to wola Allacha.
Buddyzm - Jeśli wdepnie się w gówno, to nie jest to gówno.
Katolicyzm - Wdeptujesz w gówno, bo jesteś grzeszny.
Kalwinizm - Wdeptujesz w gówno, bo się opieprzasz.
Judaizm - Dlaczego w to gówno wdeptujemy właśnie my?
Luteranizm - Jeśli wdeptujesz w gówno, uwierz, a nie wdepniesz więcej.
Prezbiterianizm - Jeśli ktoś ma wdepnąć w gówno, to niech to nie będę ja.
Zen - Czym jest gówno?
Jezuityzm - Jeśli wdepniesz w gówno i nikt tego nie poczuje, to czy ono naprawdę śmierdzi?
Christian Science - Jeśli wdepniesz w gówno, nie przejmuj się - to samo przejdzie.
Hedonizm - Jeśli wdepniesz w gówno - raduj się.
Hare Krishna - Równo w gówno. Rama, rama, om, om...
Rastafarianizm - Sztachnijmy się tym gównem.
Hinduizm - Wdeptywało się już w to gówno.
Mormonizm - Wdeptywało się już w to gówno i wdeptywać się będzie.
Ateizm - Nie ma w co wdepnąć.
Agnostycyzm - Może jest w co wdepnąć, a może nie.
Stoicyzm - No i wdeptuje się w gówno. Co z tego ? Nie rusza mnie to.
Świadkowie Jehowy - Wpuść nas, a powiemy ci, dlaczego wdeptuje się w gówno.
Adwentyści Dnia Siódmego - Jedynie w soboty nie wdeptuje się w gówno.
08-03-2011 11:16 
 Ocena 3 na 3
zaprawdę (126 punktów)

>Jak się przestraszysz wtedy zaczniesz szukać. Bardzo uważnie - aby się nie pomylić. Myślę, że jeżeli będziesz miał właściwą motywację to znajdziesz - a nawet ktoś ci w tym pomoże. Oczywiście nie siebie mam na myśli.

Jeśli tą zasadę "strachu i zastraszania" oraz "manipulacji" stosuje Pan wobec swojego najbliższego otoczenia, to nie zazdroszczę tym ludziom. Mam nadzieję, że zdaję Pan sobie sprawę, że może Pan takim postępowaniem osłabiać, baaa nawet zabijać w nich wiarę.
Pańskie założenia nie motywują do uwierzenia w boga, tylko do niego zniechęcają.
Proponuję poszukać innej drogi, bo aktualna nie świadczy o Panu, jako o błyskotliwym handlowcu.
miszna (43 punktów)
A może film familijny o rywalizacji małej ligi św. trójc ze sternikiem.
m
Fizyk (17637 punktów)
> nastaje... dzień Sądu Ostatecznego.

To ja się fatyguję odpowiadać Ci merytorycznie a ty uciekasz w kiczowate marzenia.
07-03-2011 13:55 
 Ocena 1 na 1
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>To ja się fatyguję odpowiadać Ci merytorycznie a ty uciekasz w kiczowate marzenia.

Całe moje życie jest kiczowate - bo mało w nim merytorycznych argumentów a pełno kiczowatych marzeń
07-03-2011 16:56 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)

>Całe moje życie jest kiczowate - bo mało w nim merytorycznych argumentów a pełno kiczowatych marzeń

"będę się modlił codziennie, to pójdę do nieba", albo "będę codziennie wysyłał totka, to w końcu wygram mega kumulację".

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
07-03-2011 23:41 
 Ocena 6 na 6
Elka I Ponura (7473 punktów)
>"będę się modlił codziennie, to pójdę do nieba", albo "będę codziennie wysyłał totka, to w końcu wygram mega kumulację".

Mam dziwne wrażenie, że wygrana w totka jest znacznie bardziej prawdopodobna, niż trafienie do nieba...


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Kowalski4 (762 punktów)
Nie wymyśliłeś niczego szczególnie nowego -- to schemat niemal obowiązujący, nie licząc Sądu Ostatecznego, absolutnie niefilmowego -- tego się akurat nie da sfilmować tak, by widzowie nie pospadali z krzeseł ze śmiechu. A przynajmniej schemat obowiązujący do niedawna -- w swoim czasie Nabokov pisał, jakie "prowokacyjne" opowieści mógłby przekuć na powieść. Obok miłości dorosłego mężczyzny do nastolatki (młodszej nastolatki), był właśnie ateista, który dożywa starości, jest zadowolony z życia i nie otrzymuje ciosu od niewidzialnego Boga za swoją niewiarę.
marek lipski (19 punktów)
(zablokowany)
>. Obok miłości dorosłego mężczyzny do nastolatki (młodszej nastolatki), był właśnie ateista, który dożywa starości, jest zadowolony z życia i nie otrzymuje ciosu od niewidzialnego Boga za swoją niewiarę.

Polecam wywiad Woody Allena w przedostatnim Newsweeku. Dziennikarz go cały czas pyta o jego najnowszy film a ten cały czas powtarza: Życie jest bez sensu. Polecam gorąco, dla wszystkich, którzy wierzą, że pogodzili się ze śmiercią, i że życie bez czajniczków na orbicie jest piękne.

Bolesne jak może cierpieć człowiek w wieku 75 lat - który ma zdawałoby się wszystko. Niech każdy z państwa wnikliwie przeczyta ten wywiad.
07-03-2011 14:14 
 Ocena 3 na 3
CamelOT (915 punktów)
>> Dziennikarz go cały czas pyta o jego najnowszy film a ten cały czas powtarza: Życie jest bez sensu. Polecam gorąco, dla wszystkich, którzy wierzą, że pogodzili się ze śmiercią, i że życie bez czajniczków na orbicie jest piękne.

Konieczność śmierci jest straszna i zgadzam się, że życie w samooszustwie religijnym potrafi tę straszną prawdę złagodzić, choć lepiej sprawdza się meskalina. Niestety, ludzie którzy przejrzeli na oczy nie potrafią cofnąć się w rozwoju tak dalece, by przyjąć bajki chrześcijan za realność. Trzeba pilnować się od samego początku i odrzucić wszelkie wykształcenie. Wiedza zamyka drogę do zbawienia.
07-03-2011 21:10 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Konieczność śmierci jest straszna...

Śmierć to zmiana, ruch. Co w tym strasznego?

>życie w samooszustwie religijnym potrafi tę straszną prawdę złagodzić...

Idea potępienia wprowadza wiernych w równie straszną niepewność. Z wiary nie wynika koniecznie zbawienie.

>ludzie którzy przejrzeli na oczy nie potrafią cofnąć się w rozwoju tak dalece, by przyjąć bajki chrześcijan za realność.

Przejrzenie na oczy wcale nie musi oznaczać rozwoju. Wgląd w podstawy poznania jest regresem. Zwróć uwagę np. na wynik Tarskiego co do roli języka potocznego w nauce.

>Wiedza zamyka drogę do zbawienia.

Wiedza nie stawia problemu zbawienia. Religia nie była i nie jest żadną drogą, którą zamyka nauka.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
- Jak beznadziejnie głupia jest religia, tak beznadziejnie głupie jest niniejsza paplanina. Można tomy tego napisać, bez cienia dowodu na istnienie boga. Ciągłe udowadnianie, że ci co w cokolwiek wierzą są lepsi. Niech sobie w to wierzą. Obłąkane science fiction. Amen.


Ludzie tak mało się wysilają, by znaleźć prawdę. Tak łatwo przyjmują poglądy, na które się po prostu natknęli. TUKIDYDES
spellbinder (8577 punktów)
To ja proponuję inny melodramat. Jacek i Agatka kochają się wielce, planują założenie rodziny w zgodzie z doktrynami jedynej słusznej w Polsce wiary. Niestety - staje się nieszczęście. Jacek dostaje raka, umiera po kilku miesiącach od wykrycia. Przed śmiercią jednak pragnie osłodzić życie wybrance swego serca. Nie chce, żeby umarła w samotności, ciągle wspominając jego imię - ma przed sobą całe życie, niech więc żyje. Namawia ją do zapomnienia o sobie.
Agatka oczywiście troszkę sobie cierpi, ale w końcu znajduje Waldusia. I z Waldusiem spełnia wszystko to, o czym marzyła. Mają gromadkę dzieci, dożywają starości i umierają w spokoju.

Idą do nieba. W niebie natomiast wita ich Jacuś. Zdziwiony nieco, że przez całe lata czekał na odzyskanie swojej miłości, liczył na spędzenie z Agatką wieczności, ale ona ma już innego kolesia.

Niebo staje się piekłem, czyli dowód na to, że nieba jednak nie ma
07-03-2011 14:33 
 Ocena 3 na 3
Rigoletto (3891 punktów)
>Idą do nieba. W niebie natomiast wita ich Jacuś. Zdziwiony nieco, że przez całe lata czekał na odzyskanie swojej miłości,

E tam. Co on by z taką staruchą robił.

>liczył na spędzenie z Agatką wieczności, ale ona ma już innego kolesia.

Ja widzę to inaczej. Agatka idzie do Nieba, a tam Jacek urzęduje z trzema dziewicami (właściwie już nie dziewicami), bo zakumplował się z jednym z zamachowców na WTC, i ten podzielił się z nim swoim zaświatowym dobytkiem.
07-03-2011 20:23 
 Ocena 2 na 2
Madman (7811 punktów)
>Idą do nieba. W niebie natomiast wita ich Jacuś. Zdziwiony nieco, że przez całe lata czekał na odzyskanie swojej miłości, liczył na spędzenie z Agatką wieczności, ale ona ma już innego kolesia.
Ech, bój się Boga, Heretyku!
Mt 22:23-30 (BT):
23. W owym dniu przyszli do Niego saduceusze, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli go
24. w ten sposób: Nauczycielu, Mojżesz powiedział: Jeśli kto umrze bezdzietnie, niech jego brat weźmie wdowę po nim i wzbudzi potomstwo swemu bratu.
25. Otóż było u nas siedmiu braci. Pierwszy ożenił się i umarł, a ponieważ nie miał potomstwa, zostawił swoją żonę bratu.
26. Tak samo drugi i trzeci - aż do siódmego.
27. W końcu po wszystkich umarła ta kobieta.
28. Do którego więc z tych siedmiu należeć będzie przy zmartwychwstaniu? Bo wszyscy ją mieli [ za żonę ].
29. Jezus im odpowiedział: Jesteście w błędzie, nie znając Pisma ani mocy Bożej.
30. Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie.

Młot na czarowników
maruda (5550 punktów)
Mam poważne wątpliwości, czy jest to odpowiedni portal na pisanie takich bzdur.
Przypominam że pisanie na takim portalu oznacza niepewność co do własnej wiary, sama próba nawracania oznacza duże prawdopodobieństwo niepewności własnych twierdzeń.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>że wąska brama nie jest dla niego i nic już tego nie
>zmieni. Ale jednocześnie odczuwa ogromny ból, straszliwie cierpi na myśl o tym, że dosłownie za
>chwilę rozstanie się ze swoją ukochaną żoną, ze swoimi dziećmi na całą wieczność,

Cóż, odmalowałeś właśnie portret Boga jako Wielkiego S*******na.
Boga, który niczym SS-man w obozie koncentracyjnym prowadzi selekcję "do gazu" i "do życia".
Zaprawdę, współczuję wszystkim, którzy zdołali siebie zmusić do kochania takiego SS-mana i wmawiają sobie i dzieciom swoim, że ten SS-man ich również kocha nade wszystko.

Po drugie: takie żenujące scenariusze znane są od najwcześniejszych lat chrześcijaństwa, nic nowego nie wymyśliłeś. Kto jest dość naiwny ten uwierzy (popuszczając ze strachu w kalesony), a kto oleju w głowie ma ciut więcej, tego taka prostacka metoda zastraszania co najwyżej zniechęci do religii.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
07-03-2011 15:48
 Ocena 10 na 10
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>(Bla bla bla)
Ja pierdziele, ale żeś walnął ścianę tekstu, wiesz, że coś takiego czyta się z trudem?
No ale nic...

Powiem ci tyle: często powtarzane kłamstwo nie stanie się prawdą, i bez względu na to ile, jak i gdzie będziesz wypisywał bzdury na temat istnienia bogini ona, on czy ono istnieć nie zacznie.

Nawet jeśli wyprodukujesz wspaniały film udowadniający istnienie jednorożców na Merkurym i wielu ludzi uwierzy w ich istnienie, to wiesz co? Nic. Bo to tylko film.

Taki Avatar Camerona jest przykładowo tak dopracowany, że gdyby dać go obejrzeć komuś, kto o świecie nie ma pojęcia mógłby na prawdę uwierzyć w istnienie Pandory i jej mieszkańców. No i wiesz co? To, że on będzie wierzył w istnienie Navi nic nie zmieni, bo oni i tak i tak nie istnieją.

Wyprodukujesz film o płaskości Ziemi? Ona nie stanie się bardziej płaska.
Wyprodukujesz film o kosmitach atakujących Ziemię? Raczej jej nie zaatakują, bo niby po co?
Wyprodukujesz film o istnieniu boga? Bóg nie zacznie istnieć.

Swoją drogą interesujący byłby film, w którym islamski zamachowiec-samobójca po śmierci staje się jedną z tych gwałconych niebiańskich dziewic
Interesujący w sensie przedstawienia innego punktu widzenia, niż "Jedyny męski słuszny".
Kowalska (14008 punktów)
   Czepiacie się wszyscy. Rozmawiałam właśnie na temat tego scenariusza z moją sąsiadką, panią Rozalią. Pani Rozalia już nie żyje, więc chyba wie co mówi.

- Pani Rozalio, i co pani myśli? A, i dzień dobry.
- No wie pani, dzień dobry, Wajda też kiedyś zaczynał. Pokazałam nawet ten scenariusz wie pani komu, i powiedział, że uczyni cud.
- Cud?
- Yhy. Ześle natchnienie na Kulczyka i ten wyłoży kasę na produkcję.
- A główną rolę komu by pani dała?
- No Zamachowski odpada, bo już grał w "Zawróconym", Adamczyk po roli naszego papieża też. Zostaje Karolak albo Janda.
- Hmmm.... Ja z mężczyzn to raczej Cichopek bym w tej roli widziała, albo może nawet Szapołowską... Co pani myśli?
- Nic nie myślę. Wajda i tak weźmie Bachledę - Curuś.


Dawkins jest moim idolem. I nieprawdą jest, że pinezki na krzesłach przed wykładami podkładam mu ja.
Rafaela (2059 punktów)
>Kiedyś zastanawiałem się nad tym, jaki film zrobiłby największe wrażenie na niewierzących, >"sprzedałby" najskuteczniej wiarę w Boga, obrzydził ateizm.

Tobie się wydaje, że film może obrzydzić ateizm ateiście?
A może zadaj sobie inne pytanie, które może stanowić odpowiedź na poprzednie pytanie - jaki film mógłby obrzydzić wiarę w Boga wierzącemu?


*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
07-03-2011 20:09 
 Ocena 6 na 6
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>A może zadaj sobie inne pytanie, które może stanowić odpowiedź na poprzednie pytanie - jaki film mógłby obrzydzić wiarę w Boga wierzącemu?

Oparty na faktach o religii/iach
07-03-2011 22:25 
 Ocena 3 na 3
Rafaela (2059 punktów)
Oooo, moim skromnym zdaniem, film oparty na faktach o religiach nie byłby taki zły, wszak faktów o religiach jest wiele na co dzień. Jednak fakty o religiach mogą religie tylko zbrzydzić.

*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
Smoothie (163 punktów)
Pomimo szczerych chęci mnie to bardziej na science fiction wygląda niż na melodramat. I to słaby, dla odpowiednio zindokrynowanej młodzieży poniżej 15roku życia. Po seansie szkoda by mi było tych zmarnowanych 30zł (pewnie byłby w 3D), nawet gdyby główną rolę grał Javier Bardem, McGregor, Norton, Depp czy inny Pitt.
liliac (147340 punktów)
Straszna szmira.

Ale dobrą książkę na podobny temat kiedyś pan Heinlein popełnił - też był konflikt wierzeń, wielkie uczucie i koniec świata. Rzecz nazywa się "Hiob: Komedia sprawiedliwości" i pamiętam, że mi się podobała
Ratatoskr (4439 punktów)
> Kiedyś zastanawiałem się nad tym, jaki film zrobiłby największe
> wrażenie na niewierzących, "sprzedałby" najskuteczniej wiarę w Boga,
> obrzydził ateizm.

Dokumentalny. Przedstawiający serię eksperymentów teotronicznych, które można powtórzyć w każdym szkolnym laboratorium i które potwierdzają fakt istnienia boga/bogów.

> Na co powinno się położyć nacisk w takim filmie?

Na fakty.

> emocjonalnego przeżycia końcowej sceny filmu.

Emocjonalne przeżycie jest emocjonalnym przeżyciem i niczym więcej.
Tym się różnimy, że mylisz emocjonalne przeżycia z faktami. My nie mylimy.

> nastaje... dzień Sądu Ostatecznego.
> Wszyscy otrzymują jednoznaczny dowód istnienia Boga.
> W tle pojawiają się sugestywne obrazy

Czego to ja już w kinie nie oglądałam. Np. z pierwszej części filmu o Papieżu Polaku wyszłam, rycząc, bo film mnie bardzo poruszył. A wierzyć w boga/bogów jakoś od tego nie zaczęłam.

> odczuwa ogromny ból, straszliwie cierpi
> Jednak w pewnej chwili "pęka". Płacze jak małe dziecko.
> Zaczyna błagać o jeszcze jedną szansę. Lecz nie budzi
> współczucia, tylko politowanie.

Wiesz, co napisał kiedyś Vonegut? Otóż napisał był, że jeśli kiedyś stanie przed obliczem boga, to wyciągnie zza pazuchy martwego kota i poprosi o wyjaśnienia.

Gdy twój kraj najeżdżają okrutni wrogowie, niektórzy - faktycznie - padają przed nimi na twarz i błagają, by pozwolono im żyć w upodleniu i podporządkowaniu. Inni są gotowi iść na śmierć, patrząc w twarz swojemu wrogowi. Wybacz, ale twój bog - nawet gdyby istniał - nie budziłby mojego szacunku.

> czy jest jakikolwiek sens ponosić tak ogromne ryzyko pomyłki

Dziuzas. Teraz będę się moczyć po nocach. Mać moja Katoliczka, teściowa Jechowa. Która ma rację?
Ratatoskr (4439 punktów)
Podsumowując: bóg, którego tu waść opisuje, bóg oprawca, nie budziłby moich ciepłych uczuć, nawet gdyby istniał. Mam poważne wątpliwości, czy wobec takiego "wiekuistego szantażu" nawet gdyby taki "dzień sądu ostatecznego" nastąpił na moich oczach, byłabym gotowa podporządkować się mu prawem silniejszego, czy też wolałabym raczej zginąć, pokazując mu, że może mnie zniszczyć i unicestwić, ale nie może mnie złamać.

Nie wszystkich ludzi można podporządkować sobie strachem.
marcin kwiek (734 punktów)
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem.
Dobry i miłosierny Bóg (przepraszam - nieskończenie dobry i nieskończenie miłosierny), skazuje na wieczne potępienie uczciwego, dobrego, szlachetnego, kochającego, szanującego innych i żyjącego w zgodzie z własnym sumieniem człowieka, tylko dlatego, że ów człowiek się ... POMYLIŁ!!!???
09-03-2011 07:51 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Marcinie, nie oczekuj logiki i moralności od bóstwa wymyślonego przez religijnego autora scenariusza. Jego Bóg jest taki sam, jak on, wszak stworzony został na ludzki obraz i podobieństwo.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365