Dzisiaj na zajęciach, dowiedziałam się, dlaczego stało się to co się stało w Japonii. Ponoć można o tym poczytać na stronach Reutersa.
Otóż:
Amerykanie mają w kosmosie wielkie skupisko satelitów, które potrafią wywoływać zmiany pogodowe, trzęsienia ziemi czy fale tsunami.
Jakiś czas temu, Japończycy ogłosili i nawet pokazali światu prototyp silnika na wodę, który działa.
Amerykanie się wściekli, bo taki silnik to dla nich początek końca. Nie byłoby już powodów do misji stabilizacyjnych i zajmowania przy okazji kolejnych szybów naftowych.
Użyli więc swoich satelitów i wywołali trzęsienie ziemi. Tsunami wywołało się już samo. Japończycy zrozumieli chyba, że ten silnik na wodę nie będzie się im opłacał...
Na moje pytanie, dlaczego Amerykanie mając takie możliwości nie powstrzymali u siebie ot choćby Katriny, pan prowadzący zajęcia nie potrafił odpowiedzieć.
WTC też ponoć na zamówienie rządu amerykańskiego Osama rozwalił. Obydwa wieżowce zawierały setki ton azbestu, a miały iść do rozbiórki. Wynajęcie specjalistycznych firm do usuwania tego, a potem utylizacja lub składowanie ton rakotwórczego świństwa to tak gigantyczne koszty, że taniej było wynająć Osamę i rozwalić wszystko w drobny mak. Wcześniej rozmieszczając w budynkach ładunki wybuchowe, żeby była pewność, że całość się zawali. A potem wystarczyło już tylko udawać, że gonią bin Ladena po całym świecie, ale nie mogą spryciarza złapać, choć jak chcą to potrafią pudełko zapałek z kosmosu namierzyć.
Wierzycie w takie rzeczy? Ja na wszelki wypadek wracając do domu weszłam do pierwszego napotkanego kościoła. Ewngelicki wprawdzie był, no ale przecież Bóg jest tylko jeden.
