Ostatnio nawiedziła mnie taka zabawna wizja, kiedy kierowany "nienawiścią" rozmyślałem nad sposobami unicestwienia wrednych katoli. Tak się zdarzyło, że wiatr wiał przez prawie całą noc, i dzwon w okolicznym kościele nie dawał o sobie zapomnieć, nie wiem, za słabo go przywiązali, czy jak?
I tak mnie krew zalewała, a ja sobie myślałem... chodzenie po ulicy z karabinem, choć kuszące, ma jednak wady. Co innego podstepny sabotaż. Jakiś czas temu mój znajomek złapał dość nieciekawą chorobę weneryczną (HPV konkretniej) i tak soebie rozmyślałem, w rytm brzdękania, co by było gdyby tak im do tej wody święconej wrzucić taką brodawkę.
Pewnie nic - snułem dalsze rozważania - w tej wodzie święconej jest tyle bakterii, wirusów, grzybów a i pasożytów pewnie kilka gatunków, że biedne HPV by po prostu sczezło na miejscu.
I tak dalej tymi myślami błądziłem, przypominając sobie wszystkie obleśnie rytuały, babcie, które chcąc być bliżej boga, liżą stópki drewnianych figur wystawianych przy okazji świąt, czy obślimaczają rękę księdza podającego opłatek.
Potem pomyślałem o tym, jak to ludzie wymieniają się swoją flora bakteryjną, przebywając ciągle w tej samej grupie. Od tego niedaleko już było do powiedzonka "Z kim przestajesz, takim się stajesz".
Nauka zna w końcu przypadki bakterii, wirusów i pasożytów, które wpływają na zachowanie nosiciela. Taki syfilis powoduje w pewnej fazie zwiększony popęd płciowy, który przecież z punktu widzenia mikroba ma bardzo praktyczne znaczenie. Wścieklizna również powoduje zmiany w zachowaniu nosiciela - ten staje się bardziej agresywny, co za tym idzie - łatwiej przenosi wirusa na kolejnych nosicieli.
Są poasożyty, które zmuszają pszczoły do latania na większych wysokościach, dzięki czemu mogą przejść do układu pokarmowego ptaków. I osy, które zmuszają gąsienicę do pilnowania swoich młodych.
Tak sobie pomyślałem, śmiejąc się pod nosem, że może istnieją bakterie, które powodują wzrost religijności?

Wizja świata, w którym księża chodzą po domach i infekują ludzi, przy każdej możliwej okazji, chlapnięciami wody święconej, jakoś dziwnie mi pasuje do tej religii

To przekazywanie znaku pokoju, żeby rozmazać bakterię religijności, wetrzeć ją w skórę, to lizanie dewocjolaliów... pozostaje przeprowadzić eksperyment, dolać ateiście wody święconej do herbaty i zobaczyć, czy po kilku dawkach zacznie chodzić do kościoła... o ile się wcześniej nie przekręci.