Racjonalista - Strona głównaDo treści
Co autor chciał przez to powiedzieć?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
01-07-2011 20:31Zeusxamp (196 punktów)Co autor chciał przez to powiedzieć?
Co autor chciał przez to powiedzieć?

To pytanie przewija się przez całe liceum.
Jednak czy interpretacja słów autora proponowana przez nauczyciela, to jedyna możliwa interpretacja?
Czasem się chciało zapytać, skąd Pan/Pani ma wiedzę o myślach autora.
Przecież można słowa wierszy interpretować na nieskończenie wiele sposobów, jak choćby przepowiednie Nostradamusa czy przepowiednie wyroczni delfickiej.

Zostawiając pole nauczycielom to czasem mnie ratowała jedna rzecz, mianowicie - tylko ja nie pisałem ze ściągi.[własne fantastyczne przemyślenia]
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

diogenes (42753 punktów)
>Co autor chciał przez to powiedzieć?

To jego sprawa.
Z autora należy brać to, co inspiruje.
Zabawne są interpretacje, w których autor sam zastanawia się, co chciał powiedzieć.
Poznanie samego siebie jest równie kłopotliwe, jak poznanie innego.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Mnie uczyli, że liczy się, co narrator lub podmiot liryczny chciał powiedzieć.

Pozdrawiam

Rzeczywistość jest ograniczona statystyką.
Zeusxamp (196 punktów)
Jednak pytanie "co autor chciał przez to powiedzieć?" jest stosowane.
Podmiot liryczny czy narratora, także autor wprowadził.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Jednak pytanie "co autor chciał przez to powiedzieć?" jest stosowane.
>Podmiot liryczny czy narratora, także autor wprowadził.
O autora u mnie pytano, gdy przerabiano "Rok 1984", bo pisany był pod wpływem strachu przed totalitaryzmem.
Ogólnie jednak pytanie o zdanie autora to błąd. Autor jest takim samym czytelnikiem, jak ktokolwiek inny, chyba że dzieła niosą pewien typ przesłania, jak wspomniany "Rok 1984".

Pozdrawiam

Rzeczywistość jest ograniczona statystyką.
01-07-2011 23:13 
 Ocena 2 na 2
marcin1902 (3438 punktów)
>gdy przerabiano "Rok 1984",

Nam pani w podstawówce mówiła:

Cytat:
Przerobić to sobie możesz, ale spodnie.




"...nie warto o tym dziś gadać, cały ten dzień to jest zdrada..." Pablopavo i Ludziki
Rafaela (2059 punktów)
>Co autor chciał przez to powiedzieć?
Najgorzej, gdy autor pod wpływem ówcześnie dostępnych 'dopalaczy' powiedział co zapisał, a potem sam dokładnie nie umiał zinterpretować własnych słów, a mimo to nauczyciel w szkole był mądrzejszy, bo wiedział co ów autor miał na myśli

*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
01-07-2011 22:09 
 Ocena 6 na 6
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Szymborska pisała maturę na swoich wierszach i nie zdała - oto nasz system edukacji maturalnej z polskiego z "kluczem".

Pozdrawiam

Rzeczywistość jest ograniczona statystyką.
01-07-2011 22:12 
 0 na 2
Zeusxamp (196 punktów)
Dokładnie, o to mi się rozchodzi.
spellbinder (8577 punktów)
W szkole pomija się wiele rzeczy. Sama interpretacja jest zasadniczo dość bezsensowna, bo nie polega na podsunięciu uczniom sugestii, czy na zachęceniu ich do pomyślenia nad tekstem, a daje się gotowe interpretacje.

Takie gotowe interpretacje (utworów, których się nie czytało, albo tych, które ucznia nie interesują) niestety g***, za przeproszeniem, dają.

Ale nawet te analizy dokonywane przez nauczycieli są płytkie i niekiedy absurdalne. Podawane bez zrozumienia.

Równie ważne, o ile nie ważniejsze, jest dojście do sedna sprawy - a więc: dlaczego ten człowiek o tym pisał? Nie można rozpatrywać dzieła w oderwaniu od autora, zakładając, że on w zasadzie nic nie wspólnego z danym utworem. Nie ma nawet jakiegoś zubożonego rysu przybliżającego postać - jest tytuł i treść - prosz. analizować!

Natomiast wiedza na temat autora dodaje głębi takiej analizie.

Taki "Frankenstein" na przykład (który po drodze stracił resztę tytułu), bez wiedzy na temat autorki jest tylko kiepsko napisaną, aczkolwiek nowatorską, opowiastką. W sumie banał. Tworzy prosty kontrast pomiędzy fizycznością potwora, a jego życiem emocjonalnym, smutne zakończenie i voila.

Jeśli jednak weźmie się pod uwagę zainteresowania autorki, epokę w jakiej żyła - wtedy ludzie autentycznie pracowali nad wskrzeszaniem trupów. Nie bez znaczenia pozostaje jeszcze to, że Shelley zaczęła pisać po śmierci swojej córki - nie mogło jej przez myśl nie przejść, że - co by było gdyby? Gdyby technologia jednak pozwoliła... tak, jakby chciała przekonać samą siebie, że nie warto byłoby wskrzeszać swojego dziecka.

Tak samo Stevenson i jego "Doktor Jeckyll i Pan Hyde" - autor, chorowity człowiek, brał kokainę, która pozwalała mu "normalnie" funkcjonować, a która była uznawana wtedy za cudowne lekarstwo (nawet Freud zachwalał, udowadniał, że kokaina nie uzależnia). Zmiana z chorowitego pół-trupa w opętanego twórczą pasją szaleńca (bo i tą powieść napisał w tydzień - pokazał żonie, a ta była opowieścią przerażona, więc Stevenson wrzucił rękopis do ognia; po czym pożałował swojego czynu i machnął ją jeszcze raz, w podobnym czasie).

Mamy multum takich przykładów.

Może to chodzi o dzisiejszą powieść, czy jakość sztuki w ogóle? Ludzie przyzwyczaili się do banalnych, jasnych historyjek, nieskomplikowanych, kiepsko przemyślanych, osadzonych w chęci zarobienia kasy... aż ciężko wtedy wpaść na taką myśl, że nie każdy pisarz działa w ten sposób. Że niektórzy naprawdę mieli coś do powiedzenia, coś prawdziwego. Że nawet nie tyle dla ludzi pisali, co dla siebie samych.

Jeszcze jeden problem tu powstaje, bo i jak dziecko ma niby zrozumieć powieść poważną, skomplikowaną, wymagającą jakiejś wrażliwości emocjonalnej? Przyzwyczajone do bzdurnych historyjek o psach jeżdżących koleją i o Łysków, co to potrafiły zanudzić na śmierć (swoją drogą - w necie są nawet tego łyska streszczenia!!!). Po tych bzdurach i intelektualnych popłuczynach w postaci sierotek Maryś, Janków Muzykantów i innego ckliwego dziwactwa nagle wrzuca się ludziom Kafkę, czy Prusa.

Nie mówiąc już o ścianie tekstu, jaką się dzieciom serwuje. I to jeszcze w wydaniu takim, jakie do zaoferowania miał Sienkiewicz.

Moja teza - dzieci są ogłupione, nienawykłe do myślenia, do zastanawiania się nad treścią. Są kulturowo zarażone prostym przesłaniem, fabułą, którą określa pierwsze dziesięć minut filmu, stereotypowymi bohaterami, miałkimi problemami. Gdzie i jak taki człowiek ma - za pomocą czego, do jasnej cholery - przeczytać i zrozumieć "Kamizelkę" Prusa?

Człowiek nie ma wyrobionej wrażliwości, więc nie zobaczy tego, co autor tam zawarł. A jak nie zobaczy, to nie zrozumie i wydaje się takiemu uczniowi wtedy, że jedynym panaceum jest chwycenie za bryka i zerżnięcie, bezmyślne, nawet bez jakiegoś specjalnego parafrazowania.

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365