Racjonalista - Strona głównaDo treści
Przybliżyć Marsa do Nas

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
13-08-2011 12:57rhotax7 (3947 punktów)Przybliżyć Marsa do Nas
Ocena 10 na 10
"Mars Bliżej nas"
(Opus Vitae)

Jak zasiedlić Marsa?
Postawiłem sobie jakiś czas temu takie oto pytanie.
Pochłonąłem wiedzę z wielu dziedzin jakie tylko mogły mi się przydać do udzielenia odpowiedzi na to pytanie oraz zapoznałem się
z pomysłami obecnie branymi pod uwagę.

Ze względu na odległość dzielącą nas od Marsa i czas lotu na niego (paliwożernego i żle wpływającego na zdrowie fizyczne i psychiczne człowieka) oraz wiele innych aspektów związanych z jego niekorzystnym położeniem poza "Strefą Złotowłosej" od razu odrzuciłem obecne pomysły jako wysoce nierealne i zbyt kosztowne.

Wynik mego rozumowania mógł być tylko jeden:
"Przybliżyć Marsa do Nas"

Jak to zrobić ?
Należy poddać go serii zderzeń z planetoidami i kometami co wyhamuje jego prędkość w koło Słońca i Mars ulegnie Paradoxowi Satelity i
zacznie "spadać" w studni grawitacyjnej Słońca w jego kierunku jednocześnie zwiększając swą prędkość co uczyni jeszcze bardziej efektywnymi kolejne zderzenia hamujące.
Ponad 90% obiektów w naszym Układzie S. lata w koło Słońca zgodnie z ruchem Planet ale pewien procent ich porusza się w przeciwnym kierunku.
Je to właśnie można wykorzystać (oczywiście takiej wielkości by nam nie rozłupały naszego nowego domu) oraz co więcej zderzając Marsa z planetoidami o ciekawym składzie pierwiastkowym możemy jednocześnie nawozić go przydatnymi w póżniejszym okresie Terraformingu metalami.
W przypadku zderzania z kometami jednocześnie tworzylibyśmy pierwotną atmosferę (parę milionów ton zestalonych gazów zawsze się przyda).

Jak sterować małymi ciałami niebieskimi?

Należy do tego wykorzystać "Traktory Grawitacyjne" czyli kilku-dziesięcio-tonowe satelity wyposażone w silniki jonowe. Same traktory
wynoszone by były na orbitę upatrzonych obiektów za pomocą standartowych metod obecnie używanych. (Tak mają zamiar załatwić asteroidę Apophisa w 2036 roku i odciągnąć ją na inną orbitę około Sol.)

Tam "Traktor Grawitacyjny" będąc na orbicie obiektu o średnicy na przykład 300 metrów odsuwałby się od jego powierzchni ciągnąć na niewidzialnej linie grawitacji za sobą tenże obiekt na odpowiednią orbitę większego obiektu na przykład 1000 metrów średnicy i taki to potrójny układ byłby przemieszczany na orbitę kolizyjną z Marsem.

Wyhamowanie planety nawet o kila-kilkanaście metrów na sekundę powoduje jej przemieszczenie o około kilkadziesiąt tysięcy kilometrów bliżej nas. Oczywiście wszystko muszą wyliczyć specjaliści i oczywiście nie potrwa to 100 lat a kilkaset lat.
Ale w zamian otrzymamy za odrobinę wysiłku i bardzo tanio uzyskamy dzięki MEMU pomysłowi własną planetę gotową do zamieszkania przez rośliny i pierwszych osadników trochę cięższą niż obecnie i w strefie gdzie woda jest ciekła a latać na nią będzie można prawie tak jak na księżyc (umieścić ją możemy w końcu gdzie zechcemy ).

(Specjalnie nie zamieszczam tu wzorów ani innych nudnych spraw--proszę jedynie przeanalizować ideę)

Tak więc mam nadzieję że dzięki mnie będą mieć przyszłe pokolenia Ziemian Nowy Dom a na Marsie będzie stać mój pomnik z podpisem:

"Rhotax Dei Cide"
z Racjonalisty.pl

Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Niestety nie możemy sobie poradzić ze śmieciami naokoło Ziemi, a Ty byś chciał żebyśmy wykorzystali śmieciowe asteroidy w przestrzeni. I to do przesunięcia planety.
Brak wyliczeń - ile asteroid o jakiej średniej prędkości potrzeba do wykorzystania do projektu, ile trzeba paliwa dla ciągników grawitacyjnych, ile trzeba samych ciągników grawitacyjnych, ile to będzie kosztować oraz kto da kasę w czasach kryzysu, sprawia, że przerzucam do Bazgrołów.
Niestety jest to temat science-fiction, gdy nie wspierają go liczby.

Pozdrawiam

Niech Ci aIIaH masaż zrobi!
rhotax7 (3947 punktów)
>Niestety nie możemy sobie poradzić ze śmieciami naokoło Ziemi, a Ty byś chciał żebyśmy wykorzystali śmieciowe asteroidy w przestrzeni. I to do przesunięcia planety.

Specjalnie nie zamieszczałem wyliczeń dla mnie cyferki co maja 35 numerków przed przecinkiem nie stanowią kłopotu ale na forum byłoby zamieszanie.

>Brak wyliczeń - ile asteroid o jakiej średniej prędkości potrzeba do wykorzystania do projektu,
Mniejszych więcej większych mniej i zależy od kierunku ich nadlatywania w stosunku do Marsa.
>ile trzeba paliwa dla ciągników grawitacyjnych,
Przecież maja One silniki jonowe--dyć przeca to mało paliwa żrą.

>ile trzeba samych ciągników grawitacyjnych,
Tyle ile asteroid do przesuwu Marsa potrzeba.

>ile to będzie kosztować oraz kto da kasę w czasach kryzysu
Bardzo mało w porównaniu z lotami zalogowymi na Marsa.

>sprawia, że przerzucam do Bazgrołów.
Sceptymucho prosiłem o ocenę Idei==wiem mam sto razy większą wiedzę na ten temat niż przeciętny forumowicz. Poproszę o ocenę Fizyka , Uxibridga i Biga.

>Niestety jest to temat science-fiction, gdy nie wspierają go liczby.
Więcej zaufania.

Pozdrawiam
>
Niech Ci aIIaH masaż zrobi!

Dobre.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Daj cokolwiek w liczbach. Choćby jaka masa łączna asteroid jest potrzebna i skąd je wziąć (w sensie jak daleko są od Marsa).

Pozdrawiam

Niech Ci aIIaH masaż zrobi!
rhotax7 (3947 punktów)
Tak jak napisał Uxibrigde jedna dwudziesta masy Marsa potrzebna jest do zbliżenia go o połowę odległości do Nas--czyli mam potwierdzenie ze jest to możliwe.
Czyli połowa księżyca--nie naraz bo się rozłupie.

W związku z tym że najwięcej asteroid mamy między Jowiszem i właśnie Marsem -czyli blisko i to od strony Jowisza to możemy łupać w Niego czym popadnie--gruzu starczy.
Pomimo tego że zderzenia nie będą centralne i z kierunku przeciwnego.

Zauważ że zawsze będzie można w ten sposób przesuwać planety bez względu na układ.
(jak tylko będzie miał tyle gruzu planetarnego)
Wiem SF.
Ale to co wymyślamy dziś może być przydatne za sto lat albo i tysiąc.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Pomysł ok, ale na dzień dzisiejszy realizacja niemożliwa.
1. trudności ekonomiczne z kierowaniem asteroidami, by trafiły w Marsa (Trzeba by potężnej infrastruktury dla przedsięwzięcia. Najgorzej, że w przestrzeni kosmicznej jedyny nam znany działający silnik, to silnik wyrzucający strumień gazu/cząstek - strasznie nieekonomiczne. [Żagiel słoneczny działa tylko w jedną stronę.])
2. niemożność odpowiedzi, czy takie bombardowanie Marsa nie uczyni go niezdatnym do życia na długi czas (np. trujące związki w glebie, które poszły by do atmosfery) - Mars nie jest porządnie zbadany

Ale być może to i tak najlepszy pomysł, jaki słyszałem - inne projekty terraformizacji Marsa rozpisane są na stulecia!

Pozdrawiam

Niech Ci aIIaH masaż zrobi!
rhotax7 (3947 punktów)
>Ale być może to i tak najlepszy pomysł, jaki słyszałem - inne projekty terraformizacji Marsa rozpisane są na stulecia!
Dziękuję.

Wiesz to co powstaje w główce Kubusia Puchatka i zdaje się być świetne po jej opuszczeniu po za główkę już takie być nie musi--dlatego poddaje się Waszej Ocenie.
Pozdrawiam.
13-08-2011 14:09 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Ja się na tym nie znam, jestem osobą od grzebania w piasku, ale czy taka sztuczka nie zaburzy równowagi sił w Układzie Słonecznym? Ja bym raczej planet, nawet takich małych, nie ruszała, niech zostaną, gdzie są.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
13-08-2011 14:35 
 Ocena 1 na 1
rhotax7 (3947 punktów)
O Pani która strzeżesz Doliny Królów.

Nie obawiaj się przesuwania planet--to tylko kulki na ruletce Układu słonecznego.

Spójrz na księżyc jest 384 tys. km od nas i ma masę 8,7 razy mniejszą niż Mars i nam nie za wiele robi.
Można bezpiecznie podlecieć (tj; spaść Marsem) na 4 mln km od nas a to bliziutko i baaardzo skróciłoby loty na Czerwona Planetę.

Za niedługo rozpocznie się Era exodusu dzięki taniej energii z termojądrówek będzie można ciąć koszty i myśleć w kategoriach takich o układzie Słonecznym jak dziś myśli się o Ziemi--czyli rabunek i podbój/exploatacja ponad miarę i zasiedlanie każdego zakątka planety.

Każdy dolar wydany na latanie w kosmos zwraca się czterokrotnie--to się po prostu opłaci dla ludzkości.

Szkoda że watek poleciał do bazgrołów liczyłem na wiele opinii i zbiorową mądrość forumowiczów.
maruda (5550 punktów)
   Wyniesienie jednego kilograma na orbitę okołoziemską to koszt rzędu 10 tys dolarów, im dalej tym będzie drożej. Koszt ten bardzo ogranicza opłacalność eksploracji, która jest w stanie zwrócić poniesione nakłady. Nie znam żadnego procesu produkcyjnego odbywającego się w kosmosie uprawniającego takie koszty. Żadna możliwa ruda też nie zwróci wydatków poniesionych.
   By dołączyć silnik do skały krążącej w kosmosie potrzebujesz umiejętności wyznaczania jej pozycji z dokładnością centymetrów i na kilka lat w przyszłości. Aktualnie umiemy ocenić położenie takiej skały jedynie z dokładnością do setek kilometrów a i to w pobliżu Ziemi (patrz Apophis). By zwiększyć dokładność pomiaru trzeba zbudować całą sieć obserwatoriów w kosmosie, rozmieszczonych w różnych miejscach Układu Słonecznego. Co oznacza nowe potężne koszty jeszcze zanim ruszy cały program.
   Kompletnie nie widzę uzasadnienia zwiększania masy Marsa w podany sposób. Wymaga to rozbicie planetę milionów drobnych skał. Z wykorzystaniem milionów silników, z kontrolowaniem procesu rozbijania tych milionów okruszków. Masa zostanie zwiększona o jakiś drobny procent masy planety.
   Samo zwiększanie ciążenia na Marsie nie rozwiązuje wszystkich problemów związanych z osadnictwem. Mars tak jak Księżyc nie ma magnetosfery, co wiąże się z wystawieniem na bezpośrednie zagrożenie podczas rozbłysków słonecznych. Dawka promieniowania rzędu kilkuset prześwietleń rentgenowskich podczas każdego rozbłysku może w konsekwencji prowadzić do przykrych następstw. Życie na innej planecie to zajęcie dla masochistów, trzeba ze sobą nosić zapas wody, żywności o powietrzu i przenośnym ekranie ołowiowym nie zapominając.
   Szkoda że da się zrealizować pięknych książkowych wizji kolonizacyjnych, też tęsknię do tego.
13-08-2011 15:39 
 Ocena 1 na 1
rhotax7 (3947 punktów)
>   Wyniesienie jednego kilograma na orbitę okołoziemską to koszt rzędu 10 tys dolarów, im dalej tym będzie drożej. Koszt ten bardzo ogranicza opłacalność eksploracji, która jest w stanie zwrócić poniesione nakłady.
Koszt ten wciąż jest taki sam dla lotów załogowych z tym że większy bo trzeba zabrać żywność dla kosmonautów i wodę dla nich oraz zapewnić im przestrzeń życiową i wiele innych.
Tak więc taniej jest wysłać roboty/traktory a na orbitę można wynosić je za pomocą wind na orbitę. Nasa rozpisała konkurs na budowę modeli takich wind--maja jeżdzić po linie węglowej i być napędzane laserem z Ziemi co obetnie koszty do ze 100 dolców za kilo czy coś takiego.
Wiem to brzmi jak fantastyka ale skoro budują modele to za niedługo pierwsze próby się rozpoczną.

>By dołączyć silnik do skały krążącej w kosmosie potrzebujesz umiejętności wyznaczania jej pozycji z dokładnością centymetrów i na kilka lat w przyszłości. Aktualnie umiemy ocenić położenie takiej skały jedynie z dokładnością do setek kilometrów a i to w pobliżu Ziemi (patrz Apophis). By zwiększyć dokładność pomiaru trzeba zbudować całą sieć obserwatoriów w kosmosie, rozmieszczonych w różnych miejscach Układu Słonecznego. Co oznacza nowe potężne koszty jeszcze zanim ruszy cały program.

I tak trzeba te radiondajniki -satelity porozmieszczać i tak więc to jedynie będzie ich trochę więcej. A pulsary?
>   Kompletnie nie widzę uzasadnienia zwiększania masy Marsa w podany sposób. Wymaga to rozbicie planetę milionów drobnych skał. Z wykorzystaniem milionów silników, z kontrolowaniem procesu rozbijania tych milionów okruszków. Masa zostanie zwiększona o jakiś drobny procent masy planety.
Wiem o tym że masa wzrośnie niewiele ale na powierzchni będą łatwo dostępne rudy od razu w stężeniu do exploatacji metoda odkrywkową--bez kopania za głęboko to już dobry pomysł.

>Samo zwiększanie ciążenia na Marsie nie rozwiązuje wszystkich problemów związanych z osadnictwem. Mars tak jak Księżyc nie ma magnetosfery, co wiąże się z wystawieniem na bezpośrednie zagrożenie podczas rozbłysków słonecznych. Dawka promieniowania rzędu kilkuset prześwietleń rentgenowskich podczas każdego rozbłysku może w konsekwencji prowadzić do przykrych następstw.

Zgadza się.
Przypuszczam że każdy problem techniczny jest do rozwiązania--wystarczy zlecić rozpłatanie go osobom otwartym ze stosowną wiedzą i ultra dużą zdolnością kojarzenia--no problem.

>Życie na innej planecie to zajęcie dla masochistów, trzeba ze sobą nosić zapas wody, żywności o powietrzu i przenośnym ekranie ołowiowym nie zapominając.
Na stacji kosmicznej też jest nie za ciekawie ale ludzkość ma tylko jedna drogę- expansję.

>Szkoda że nie da się zrealizować pięknych książkowych wizji kolonizacyjnych, też tęsknię do tego.
Wiesz wymyślam dużo rzeczy i ciężko mi jest samemu je oceniać--dlatego też publikuję powoli pewne pomysły jak watek Atom vs Wiatr czy choćby ten.

Dziękuję Ci że zabrałeś głos i rzetelnie podszedłeś do tematu.
13-08-2011 18:06 
 Ocena 2 na 2
maruda (5550 punktów)
>Wiem o tym że masa wzrośnie niewiele ale na powierzchni będą łatwo dostępne rudy od razu w stężeniu do exploatacji metoda odkrywkową--bez kopania za głęboko to już dobry pomysł.
Meteoryt żelazny o średnicy 50 m po uderzeniu w Ziemię kompletnie wyparował. Krater Barringera jest to jeden z najlepiej zbadanych kraterów meteorytowych. Ten przykład chyba neguje możliwość wykorzystania planetoid w ten sposób.
13-08-2011 19:15 
 Ocena 1 na 1
rhotax7 (3947 punktów)
Obiekt o 1000m średnicy wyzwoli dużą energię ale zbyt mała do odparowania całej swej masy a po za tym odparowana część niedaleko spadnie w chłodzie tej planety od krateru.

50 metrowy obiekt mógł sam się odparować bo energia uderzenie była równa ciepłu potrzebnemu do odparowania materiału z jakiego się składał i odrzuceniu resztek daleko w postaci deszczu kropel metalu. Jak micro kuleczki po meteorze Tunguzkim.

Tak więc nic nie przeczy memu pomysłowi od tej strony.
Docendo discimus...
13-08-2011 21:14 
 Ocena 1 na 1
maruda (5550 punktów)
   To tak nie działa, kratery impaktowe na Ziemi nie zawierają w środku dużego kawałka upadłej skały. Większość meteorytu wyparowuje. Co ciekawe są jednak dobrym miejscem poszukiwania metali, odpowiedzialne za to jest ciepło wydzielone podczas zderzenia. Potężna ilość ciepła topi skały czasami nawet na kilometry w głąb. Powoli zastygając, nawet setki tysięcy lat metale jako cięższe przemieszczają się na dół. Nadal jednak trzeba kopać.
   Nie jestem taki mądry, oglądałem niedawno odcinek "Asteroidy" z serii "Jak powstała Ziemia".
14-08-2011 10:57 
 Ocena 1 na 1
rhotax7 (3947 punktów)
Raz jeszcze:

Na Europie 1500m średnicy wyrzuciło w górę parę bilionów ton materiału---i co ten materiał zrobiłby na powierzchni Marsa?--spadł na planetę--prędkości ucieczki z Marsa raczej by nie osiągnął i nawoził by nam planetę.
To żadna różnica czy się rozpadnie na pył czy nie i tak łatwiej go pozbierać z powierzchni niż wozić z Ziemi czy wykopywać z głębi. Tam się nic nie wtopi na parę km.
Christopher CJ Jozwiak (20202 punktów)
(zablokowany)
Ja czytałem gdzieś o hipotetycznych, nowych generacjach silników, które pozwoliłyby nam dolecieć tam w ~2 tyg.. Koszty eksploracji kosmosu powinny spadać - tak czy inaczej, dobierzemy się kiedyś do tej czerwonej planetki ~1/10 masy Ziemi Chciałbym aby do ~2035 roku udało się tam postawić stopę człowiekowi - wcześniej pewnie wrócimy na Księżyc i zbudujemy tam stałą bazę, zamiast bazy na ISS. Zasiedlać, terraformować, przybliżać ? Spekulacje dla ekspertów którzy poświęcili na to sporą część życia - bez rzetelnych danych/wyliczeń możemy 'bujać w obłokach' przy każdym założeniu
uxbridge (5980 punktów)
Z moich pobieżnych obliczeń (o ile nie popełniłem błędu) wynika, że zbliżenie orbity Marsa do orbity Ziemi o połowę, wymagałoby zderzenia czerwonej planety z sumaryczną masą wynoszącą ok. 1/20 masy Marsa. I to w idealnym przypadku zderzeń centralnych. Trochę sporo. Trzeba by do tego ponad 30 planetoid wielkości Ceres (którą uznaje się juz za planetę karłowatą). Już następnych pod względem wielkości planetoid (Pallas,
Westa) trzeba by było ponad 100 a mamy tylko dwie takie. Następna jest Juno - takich trzeba ponad 1000 a mamy chyba nie więcej niż kilkadziesiąt. Obawiam się, iż szybko zabrakłoby nam planetoid tym bardziej, że mamy użyć tylko tych które obiegają Słońce w przeciwną stronę!
14-08-2011 10:20 
 Ocena 1 na 1
rhotax7 (3947 punktów)
Dziękuje Ci Uxibidgu za wstępną analizę.

Problem ilości planetoid obiegających Sol w druga stronę pozostawiłem do rozwiązania fachowcom z NASA po napisaniu w ichnim języku posłałem im na pożarcie ten txt.

Pożyjemy zobaczymy czy to się przyda niech MEM tej idei kiełkuje im w głowach.

Można oczywiście zderzać Planetkę z obiektami latającymi w tą sama stronę tylko od strony zewnętrznej układu walić w Nią czym popadnie i spychać Ją do nas.

Jak mniemam samej idei nie negujesz.
15-08-2011 13:22 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
Tak czy inaczej pomysł jest moim zdaniem co najmniej karkołomny. Także z tego:

www.pta.ed(*)emia.html#dlaczego atmosfera

Wedle niegdyś przeczytanych informacji Mars ma co nieco zbyt małą masę, by utrzymać znośną do życia atmosferę. A przecież im bliżej nas, a więc im bliżej Słońca przesunie się planetę, tym będzie cieplej. A im cieplej, tym większa prędkość gazów. Czyli szybsza ucieczka atmosfery.

Eh... i cóż to za antropocentryzm! Dlaczego zmieniać planetę? Nie lepiej zmienić SIEBIE? Skutki i mniej nieodwracalne, mniej globalne no i bardziej przydatne na przyszłość.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
16-08-2011 03:44 
 Ocena 1 na 1
rhotax7 (3947 punktów)
Atmosfera i tak musi być pod kloszem i tak.
Tylko tutaj w mym pomyśle słonko by szklarnie robiło że aż miło.
Oczywiście wiem o tym że by zwiała nam bez klosza.
Tak jak wodór zwiewa nam z Ziemi.

Zmienić siebie?
Nie-możliwe-teraz-nim nadejdzie-wojna.
Jest nas 7 mld.
Za niedługo będzie więcej--naturalne sposoby ograniczania populacji to:
--wojny
--głód
--zaraza

Tak wiele osób będzie mogło dzięki memu pomysłowi przeżyć na innej planecie nawet zderzenie z asteroidą niszczącą jedną z planet--1000 osób starczy by odbudować populację.
neurosurgery (2484 punktów)
Witaj rhotaxie!

Przyznam się szczerze, że nie znam ludzi, którzy w wolnym czasie wpadają na takie pomysły. Obliczeń nie wykonam, gdyż nie mam co do tego przygotowania, ale także skłaniałbym się w kierunku SF. Na dzień dzisiejszy to raczej nierealne, ale kto wie? Idea naprawdę ciekawa i warto poświęcić parę minut na jej analizę. Ja jestem za i należą Ci się , ale oceny realności tego pomysłu nie mnie dane jest dokonywać.

Pozdrawiam Cię serdecznie!
14-08-2011 10:28 
 Ocena 1 na 1
rhotax7 (3947 punktów)
Witaj Neuro!!!
>Przyznam się szczerze, że nie znam ludzi, którzy w wolnym czasie wpadają na takie pomysły.
Jak to nie znasz a Ja?

Wiesz wpadam na różne pomysły ten jest najbardziej odlotowy/kosmiczny.
Po prostu kojarzę i analizuję i mój mózg wyrzuca z siebie różne nowe spojrzenia na różne sprawy--nic na to nie poradzę.
Powoli będę publikował pomysły tu na tym szacownym forum--tym razem zawsze z liczbami.
Pozdrawiam Cię serdecznie!
confessus (324 punktów)

Cytat:
Prawda, jednakże ja to między bajki włożę.
Ignacy Krasicki,
Bajki i przypowieści. Wstęp do bajek, 1779



Pomysł przesunięcia orbity Marsa jest z piekła rodem, bowiem realnie zagrozi to rozregulowaniem orbity i Marsa i - co gorsza - Ziemi. I po co to? Po to, aby zmniejszyć tylko o połowę udrękę podróży z Ziemi?

  • Nie wiem, czy sprawdziłeś w tablicach, ale wszystkie planetoidy nie dość, że leżą na zewnątrz Marsa, to jeszcze obiegają Słońce w tę samą stronę co Mars. Oznacza to, że najpierw musiałbyś odessać energię orbitalną z tych planetoid, aby one waląc w Marsa nie nadały mu jeszcze większej energii.
  • Jeśli wydaje Ci się, nie trzeba walić w Marsa z naprzeciwka, że wystarczy z boku z zewnątrz, to jesteś w grubym błędzie. Takie uderzenie nie tylko zwiększy jego orbitalną energię, ale dodatkowo radykalnie zwiększy mimośród orbity. Taka zabawa może się skończyć tym, że orbity Ziemi i Marsa zaczną się przecinać.
  • Koncepcja traktora grawitacyjnego brzmi rozczulająco. Taki - jak piszesz - kilku-dziesięcio-tonowy obiekt miałby problemy z własnym przemieszczaniem. Silnikiem jonowym to możesz rozpędzić pudełko zapałek, ale nie obiekty o rozmiarach kilkudziesięciu kilometrów. Zważ, że każda z tych planetoid w każdej sekundzie jest odpychana od Słońca przez wiatr słoneczny i siła ta jest o kilka-kilkanaście rzędów większa od ciągu Twoich traktorków. To tak jakby mrówka chciała wnieść słonia na Mont Blanc.
  • Jeśli nawet (cha, cha, cha...) ten projekt wprowadzić w życie, to wątpię, czy udałoby się go zakończyć, zanim Słońce stanie się czerwonym olbrzymem (za ok. 3-4 mld lat). A wtedy i tak będzie po wszystkim, bowiem i Ziemia i Mars zostaną pożarte przez Słońce.


Ponieważ nigdzie nie przedstawiłeś żadnych obliczeń, więc ja za Ciebie policzyłem, jakiej energii trzeba pozbawić Marsa, aby zmusić go do zacieśnienia orbity i dwukrotnego zmniejszenia odległości od Ziemi:
   3,5 x 1031 dżuli.
Jak będę miał więcej czasu, to policzę, jakie są tego konsekwencje.
15-08-2011 10:48 
 Ocena 1 na 1
uxbridge (5980 punktów)
>Ponieważ nigdzie nie przedstawiłeś żadnych obliczeń, więc ja za Ciebie policzyłem, jakiej energii trzeba pozbawić Marsa, aby zmusić go do zacieśnienia orbity i dwukrotnego zmniejszenia odległości od Ziemi:
>    3,5 x 1031 dżuli.Jak będę miał więcej czasu, to policzę, jakie są tego konsekwencje.
>
Ta energia od biedy mogaby być dostarczona przez planetoidy poruszające się kursem kolizyjnym z Marsem. Ale tak jak piszesz, takich planetoid brak, a jeśli są to nieliczne i za małe. Ja nie liczyłem energii, łatwiej jest z zasady zachowania momentu pędu. Stąd wzięła sie u mnie masa 1/20 masy Marsa potrzebna (na kursie idealnie kolizyjnym) żeby Marsa przyblizyć o połowę do Ziemi. Przy czym prędkość kolizji powinna w zasadzie być równa podwojonej prędkości orbitalnej Marsa (dla przybliżenia kołowego) i zależeć tylko od orbity. Więc obiekt na kursie kolizyjnym z Marsem miałby taka samą prędkość jak Mars.
'Przeciągnięcie' takiej sumarycznej masy na orbitę Marsa to osobny problem. Grawitacyjne 'ciągniki' oczywiście nie mają szans. Jeśli już, to ew. eksplozje na powierzchni tych planetoid zmieniające ich orbity. I raczej nic słabszego niż anihilacja antymaterii nie wchodzi w grę.
Tak czy inaczej, to czyste SF.
rhotax7 (3947 punktów)
Traktor grawitacyjny:

www.olimpi(*)upload/grawitacyjny_hol-v3.pdf

Właśnie się znalazł mi w sieci jeszcze nie czytałem ale to jakiś PDF o tym.
Proszę się zapoznać i przemyśleć mój pomysł raz jeszcze.
15-08-2011 13:43 
 Ocena 3 na 3
sztejkat (4743 punktów)
Przypomnieć jednak należy, że chodzi tu o drobne, zdaje się ledwie ułamek stopnia, przesunięcie wektora prędkości asteroidy. Oczywiście tego rodzaju metodyka powinna także wystarczyć do skierowania obiektu w stronę planety.... Tyle, jak zauważasz poniżej, że nie udało nam się nawet sensownie policzyć, czy ów kawałek skały trafi w Ziemię, czy nie trafi.

Celowe nakierowanie obiektu na planetę, i to w miarę precyzyjne, bo precyzja uderzenia będzie decydować o efekcie, będzie wiele trudniejsze. Mrzonką jest myśleć, że da się to przeprowadzić w bardzo dużej odległości od celu. Przypuszczać moim zdaniem należy, że im bliżej celu będziemy, tym bardziej intensywna będzie korekta kursu.

Silniki jonowe zaś są wydajne tylko z jednego powodu - ich konstrukcja to coś w rodzaju akceleratora. Wyrzucają więc strumień cząstek z bardzo dużą prędkością. Stąd niewielkie zużycie masy paliwa (ale NIE energii!). Jednak, wedle mojej wiedzy, są to silniki o bardzo małym impulsie - a więc nie nadające się do wykonywania intensywnych manewrów jakie będą konieczne przy ostatecznych korektach kursu.

Ciągnik grawitacyjny ma w tym momencie także jeszcze jedną wadę - jego siła ciągu jest ograniczona stosunkiem mas obiektu i ciągnika.

Hmm.... tak w zasadzie rzecz biorąc - to CZYM różni się taki ciągnik od ursusa wyposażonego w silnik jonowy posadowionego w prost na powierzchni obiektu? Moim zdaniem jedynie łatwością sterowania.

Przede wszystkim jednak, i to poddałbym pod rozwagę, by zmienić orbitę planety NIE jest koniecznym w nią uderzyć. Odpowiednio masywny obiekt przelatując w pobliżu wywoła podobny efekt. Bardziej ekonomicznym więc byłoby kontrolowanie ruchu tysięcy odłamków skalnych tak, by mijały Marsa w odpowiedni sposób.
Oczywiście ich wpływ na ruch planety byłby śladowy, zaś wpływ planety na ich dalszy los zasadniczy. Można by jednak, z wielkim co prawda wydatkiem energii, nakierować je ponownie na orbitę styczną z planetą. I tak do skutku.

Efektywnie robiąc to, co od miliardów lat robią z planetami księżyce...

Ostatecznie jednak wszystko, ale to wszystko rozbije się o energię. Tak czy siak bowiem trzeba będzie planetę spowolnić. Teoretycznie oczywiście odbierając jej energię, konia z rzędem jednak temu, kto wykombinuje jak ją odebrać w sposób użyteczny. W pomyśle z kolizją energię trzeba wręcz dostarczyć w takiej ilości by potem, w ramach uderzenia, zmienić ogólnie rzecz biorąc w ciepło. Następnie koniecznym będzie ustabilizowanie nowej orbity, przypuszczalnie jeszcze większym wydatkiem energii....

Cienko to widzę.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
rhotax7 (3947 punktów)
>Przypomnieć jednak należy, że chodzi tu o drobne, zdaje się ledwie ułamek stopnia, przesunięcie wektora prędkości asteroidy. Oczywiście tego rodzaju metodyka powinna także wystarczyć do skierowania obiektu w stronę planety..
Rozrzucenie latarni radiowych pozwalających na nawigację tak jak to zaproponował ktoś wyżej pomogłoby sterować i wszytko wyliczać dokładniej.
Wiem to ogromna przeeeeeestrzeń--albo i więcej.
Ale jeśliby robić je małe na słoneczne baterie i produkować je w milionach sztuk.
To można by wycinki naszego układu obsadzić takimi latarniami.

>Celowe nakierowanie obiektu na planetę, i to w miarę precyzyjne, bo precyzja uderzenia będzie decydować o efekcie, będzie wiele trudniejsze. Mrzonką jest myśleć, że da się to przeprowadzić w bardzo dużej odległości od celu. Przypuszczać moim zdaniem należy, że im bliżej celu będziemy, tym bardziej intensywna będzie korekta kursu.

Można przecież w razie co nie manewrować na chama przed uderzeniem a po prostu poczekać jeszcze i minąć Marsa.
Nic na szybko.

>Silniki jonowe zaś są wydajne tylko z jednego powodu - ich konstrukcja to coś w rodzaju akceleratora.manewrów jakie będą konieczne przy ostatecznych korektach kursu.

Takie gwałtowne ruchy nie są konieczne.

>Ciągnik grawitacyjny ma w tym momencie także jeszcze jedną wadę - jego siła ciągu jest ograniczona stosunkiem mas obiektu i ciągnika.
Ale to ograniczenie znamy i bierzemy na nie poprawkę--nic na szybko.

>Hmm.... tak w zasadzie rzecz biorąc - to CZYM różni się taki ciągnik od ursusa wyposażonego w silnik jonowy posadowionego w prost na powierzchni obiektu? Moim zdaniem jedynie łatwością sterowania.

A nie --to nie takie proste---chodzi o masę jaką możesz bezwładności pokonać.
Ciągniczek 20 ton poruszysz Jonowym Silniczkiem --ale skały 300 metrów już nie.
Zgodzisz się zapewne.

>Przede wszystkim jednak, i to poddałbym pod rozwagę, by zmienić orbitę planety NIE jest koniecznym w nią uderzyć. Odpowiednio masywny obiekt przelatując w pobliżu wywoła podobny efekt. Bardziej ekonomicznym więc byłoby kontrolowanie ruchu tysięcy odłamków skalnych tak, by mijały Marsa w odpowiedni sposób.
>Oczywiście ich wpływ na ruch planety byłby śladowy, zaś wpływ planety na ich dalszy los zasadniczy. Można by jednak, z wielkim co prawda wydatkiem energii, nakierować je ponownie na orbitę styczną z planetą. I tak do skutku.

ENERGIA Sztejkacie ENERGIA!!!!
W mym pomyśle jej najmniej potrzeba.

>Teoretycznie oczywiście odbierając jej energię, konia z rzędem jednak temu, kto wykombinuje jak ją odebrać w sposób użyteczny. W pomyśle z kolizją energię trzeba wręcz dostarczyć w takiej ilości by potem, w ramach uderzenia, zmienić ogólnie rzecz biorąc w ciepło.
To się zrobi samo.
My tylko trochę na zmianę orbity damy energii.

>Następnie koniecznym będzie ustabilizowanie nowej orbity, przypuszczalnie jeszcze większym wydatkiem energii....
Za pomocą małych celnych uderzeń korekcyjnych da radę to zrobić.

>Cienko to widzę.
Ale widzisz.

W wolnej chwili porusz ten temat z sensownymi w tym celu znajomymi.
I napisz do mnie.

Pozdrawiam
22-08-2011 21:27 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
>(...)
>Rozrzucenie latarni radiowych pozwalających na nawigację tak jak to zaproponował ktoś wyżej pomogłoby sterować i wszytko wyliczać dokładniej.

Nie sądzę. Istnieje pewna immanentna granica dokładności - rozrzucając radiolatarnie tudzież inne punkty orientacyjne zawsze musimy je jakoś wzorcować, to jest określać ich pozycję wobec innych obiektów.

Problemem jednak nie jest znajomość pozycji obiektu, ale predykcja jego dalszego zachowania. Znając pozycję z dokładnością do metra, znamy... tylko pozycję. Aby przewidzieć trajektorię obiektu należy znać nie tylko jego pozycję, ale też wektor pędu, moment pędu, oraz położenia i stosowne wektory obiektów i pól które mogą nań wpływać. W wypadku niezbyt masywnych obiektów istotnym czynnikiem wprowadzającym niepewność obliczeń jest wiatr słoneczny. Szczególnie, gdy myślimy o nim w kontekście manipulacji obiektami przy pomocy słabych silników.

Znów: chodzi o to by wyliczyć, jak trafić w cel, a nie jak chybić.

>Ale jeśliby robić je małe na słoneczne baterie i produkować je w milionach sztuk.
>To można by wycinki naszego układu obsadzić takimi latarniami.

Po czym każdą pozycjonować oraz, co najważniejsze, wynieść na stosowne orbity. To nie jest proste. I ilość raczej nie przejdzie tu w jakość.

>Można przecież w razie co nie manewrować na chama przed uderzeniem a po prostu poczekać jeszcze i minąć Marsa.
>Nic na szybko.

Można. Pytanie, kiedy następnym razem i jakim kosztem da się doprowadzić do kolizji?

>Takie gwałtowne ruchy nie są konieczne.

Jeśli zakładamy, że dysponujemy cudowną precyzją obliczeń lub tysiącleciami na ponowne próby - nie są.

>A nie --to nie takie proste---chodzi o masę jaką możesz bezwładności pokonać.
>Ciągniczek 20 ton poruszysz Jonowym Silniczkiem --ale skały 300 metrów już nie.
>Zgodzisz się zapewne.

Nie. Zupełnie się nie zgodzę. Ów ciągnik to kawałek skały powiązany z ciągniętym obiektem siłą grawitacji. Owszem, możesz go poruszyć szybciej i odsunąć od obiektu ciągnionego. Tyle, że w ten sposób po prostu zerwiesz "grawitacyjny sznurek". Silnik ciągnie ciągnik, ciągnik ciągnie obiekt ==> silnik ciągnie obiekt. Z punktu widzenia mechaniki efekt jest IDENTYCZNY z posadowieniem silnika na ciągnionym obiekcie. Jedynie TECHNICZNIE ciągnik grawitacyjny ma wiele zalet - głównie swoboda manewrowania ciągiem związana z możliwością "zrywania sznurka" wedle życzenia i przemieszczania się dookoła obiektu. Nie istnieje też problem synchronizacji silnika z ruchem obrotowym obiektu, problem posadowienia na powierzchni i temu podobne.

>ENERGIA Sztejkacie ENERGIA!!!!
>W mym pomyśle jej najmniej potrzeba.
(...)
>To się zrobi samo. My tylko trochę na zmianę orbity damy energii.

Nie jest to jednak rewelacyjnie mało.

>Za pomocą małych celnych uderzeń korekcyjnych da radę to zrobić.

Czyli jesteśmy z powrotem na początku....

>W wolnej chwili porusz ten temat z sensownymi w tym celu znajomymi.

Mam samych bezsensownych znajomych. I właśnie do jednego z nich piszę. A nawet gdybym miał... nie marnowałbym ich czasu na roztrząsanie pomysłu o tak absurdalnie nieprzewidywalnych konsekwencjach.

Załóżmy bowiem, że stał się cud, Bóg wyjął z tyłka palec i pchnął Marsa tak, by siedział blisko Ziemi. Jakie będą tego konsekwencje? Ile z nich da się przewidzieć? Ile wyliczyć? Ile nie?

Jaki będzie wpływ bliżej położonego Marsa na ruch Ziemi? Na pływy morskie? Czy wreszcie na bardzo wrażliwą pogodę? Jak zareagują inne obiekty na zniszczenie takiej ilości planetoid? Jak zareaguje Słońce?

To tylko kilka drobnych konsekwencji takiego posunięcia, jakie byłem gotów wymyślić na kolanie. Wszystkie wymienione czynniki są jednak tak wrażliwe, że zmiany rzędu ułamków procent mogą być dramatyczne w skutkach.

>>Cienko to widzę.
>Ale widzisz.

Czyli jednak trzeba było walnąć prosto z mostu, a nie silić się na delikatność...

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
15-08-2011 20:57 
 Ocena 2 na 2
confessus (324 punktów)

Witam.

W jakichś źródłach znalazłem, że Ceres ważąca ok. 9 x 10 20 kg stanowi 1/3 całej masy planetoid głównego pasa. Miałby więc ten pas masę rzędu 3 x 10 21 kg. Cała reszta to drobny gruz i niech go będzie drugie tyle. W sumie stanowić to będzie poniżej 1/100 masy Marsa. Aby coś takiego wyhamowało Marsa trzeba to coś (w całości bądź kawałkami) rozpędzić to prędkości kolizyjnej rzędu 200-300 km/s !!!!!

Aby cały ten obłąkany pomysł cokolwiek skorygować należałoby zrezygnować z uganiania się po całym układzie słonecznym za kamieniami. Po co marnować czas i wysiłek na wyhamowywanie i nakierowywanie tych kamieni na kurs kolizyjny z Marsem. Prościej skonstruować mega-traktor, który będzie wyhamowywać bezpośrednio samego Marsa. rhotax7 (z pomocą NASA) z pewnością opracuje odpowiednie plany.

To mniej obłąkane. I też bez sensu.


pozdrawiam
15-08-2011 21:49 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
   Może zakończmy to coś co zaczyna być osobistym atakiem i powiedzmy sobie szczerze że do czasu aż nasza cywilizacja nie osiągnie typu II w Skali Kardaszewa to te rozważania nie mają szans na spełnienie. My ludzkość jesteśmy tam ciągle jeszcze jako cywilizacja typu 0.
   Pomysł na zmianę Marsa na taką skalę jest dobrym pomysłem literackim, niestety niewiele więcej.
08-09-2011 18:23 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>   Pomysł na zmianę Marsa na taką skalę jest dobrym pomysłem literackim, niestety niewiele więcej.

Dyskusja przypomina mi zabawne rozważania z historii:
- jak poradzić sobie z rosnącym problemem transportu konnego w Paryżu (bach, wynaleziono samochód)
- jak wyprodukować dostatecznie cienki i mocny przewód telefoniczny, by można było brać telefon ze sobą (bach, wynaleziono telefony komórkowe)
- jak poradzić sobie z niska prędkością transportu lądowego i morskiego (eureka, wynaleziono samoloty)

itd.

Stawiam brylantową kolię mojej teściowej przeciwko zgniłemu ogórkowi, że jedynym rozwiązaniem problemu jest coś tej klasy, co:

- teleportacja (w porównaniu do jazdy konnej z Warszawy do Rzymu gościńcami, to lot odrzutowcem niewiele się różni od teleportacji). Jeszcze nie tak dawno nie wierzono, że statek cięższy od powietrza może latać...

- dostarczenie energii planecie raczej przez posadowienie na jej orbicie mikrosłońc niż dostarczanie planety bliżej Słońca. Skok technologiczny podobny jak przy wynalezieniu energii jądrowej - a wiemy przecież, że kolejne źródła energii czekają na opanowanie.

- opanowanie i wykorzystanie siły grawitacji do celu transportu i komunikacji. O grawitacji wiemy obecnie tyle co nic, ale wykorzystanie fal radiowych, mikrofal czy świetlnych do takich celów jak są używane dzisiaj, jeszcze 200 lat temu było fikcją literacką.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
09-09-2011 09:36 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>- teleportacja
Coś na kształt "Beam me up, Scotty"?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
09-09-2011 11:01 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>>- teleportacja
>Coś na kształt "Beam me up, Scotty"?

To byłoby zbyt piękne.
Najbardziej prawdopodobne rozwiązanie problemu, z jakim spotkałem się w literaturze fachowej (czyli SF w tym wypadku ) jest takie:
- do miejsca docelowego wysyłane są automatyczne statki wyposażone w przekaźniki i sprzęt do wytwarzania "klonów"
- zawartość informacyjna mózgu człowieka (a więc również wiedza i osobowość) ładowana jest do mózgów klonów. Pakiet z "osobowością" może być przesłany do przekaźników statku z Ziemi.
- oryginalne ciało pozostaje na Ziemi w hibernacji; po skończonej misji osobowość może być odesłana do oryginalnego ciała.
- do całej operacji wykorzystać można nieznane dzisiaj jeszcze zjawiska fizyczne

Na dzisiaj to SF, ale bardziej prawdopodobne niż przesuwanie Marsa. Bliżej nam do sklonowania człowieka i zrozumienia działania mózgu, niż do przesuwania planet.

Przysłowie mówi: "nie przyszła góra do Mahometa, wiec przyszedł Mahomet do góry".


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
rhotax7 (3947 punktów)
>Na dzisiaj to SF, ale bardziej prawdopodobne niż przesuwanie Marsa.
A wcale nie.
Technologia do przesuwu Marsa istnieje już dziś.
Natomiast do sklonowania człowieka i zrozumienia działania mózgu jeszcze nie.
Bliżej nam do przesuwania planet.

Teleportacja to mrzonka.
Otrzymywalibyśmy dwa organizmy.
Niby takie same --ale jeśli wszystkie atomy nie byłyby na swoich miejscach to by się psychiki człeków różniły.

Klonowania nic nie daje --bo psychika się nie odtwarza taka sama--musiałoby powtórzyć się dokładnie całe życie--ze wszystkimi jego sytuacjami--to niemożliwe.

Jedynie przeniesienie pamięci i algorytmów człeka do kompa --ma sens--nieśmiertelność.

Pozdrawiam --Ja się przeniosę.
12-09-2011 08:31 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>A wcale nie.
>Technologia do przesuwu Marsa istnieje już dziś.

Hej, no to technologia do tworzenia nowych gwiazd też istnieje! Wystarczy wziąć duuuużo gazu (potrafimy przecież wytwarzać) ścisnąć w kulkę i wzbudzić reakcje jądrowe (bomby termojądrowe umiemy robić, więc znowu banalnie proste). Może przymierzmy się wiec do robienia nowych galaktyk? Zasada podobna, tylko skala trochę większa.

Do przezwyciężenia pozostają tylko drobne problemy techniczne czy ekonomiczne, ale wizjonerzy się takimi banałami nie zajmują

W czasach Julisza Verne'a tez uważano, że dysponują technologia do wystrzelenia ludzi na Księżyc. Wystarczyło przecież zbudować dostatecznie wielka armatę, naładować ją odpowiednia ilością bawełny strzelniczej i wystrzelić ludzi w wielkim pocisku armatnim! (całość opisana w "Lot na Księżyc" J. Verne).

>Natomiast do sklonowania człowieka i zrozumienia działania mózgu jeszcze nie.

Parę prostszych organizmów zostało już sklonowanych, operacje na mózgu i badania idą pełną parą, badania ludzkiego genomu podobnie. W ciągu tych paru tysięcy lat, na które zakrojona jest operacja przesuwu Marsa, naukowcy powinni dać sobie radę z mózgiem.

>Teleportacja to mrzonka.

Nie czytałeś uważnie mojego wpisu. Z teleportacji to tam jest tylko nazwa. Idea polega na przesłaniu dowolna metodą (może być na pendrivie USB przesłanym kurierem UPS albo na falach radiowych, świetlnych czy grawitacyjnych) i załadowaniu do mózgu klona zawartości informacyjnej mózgu człowieka, a NIE na przesłaniu fizycznego ciała.

>Otrzymywalibyśmy dwa organizmy.
>Niby takie same --ale jeśli wszystkie atomy nie byłyby na swoich miejscach to by się psychiki człeków różniły.

Jak się rano budzisz, to tez nie jesteś tym samym człowiekiem co wczoraj. Nie wszystkie atomy są na swoich miejscach.

>Klonowania nic nie daje --bo psychika się nie odtwarza taka sama--musiałoby powtórzyć się dokładnie całe życie--ze wszystkimi jego sytuacjami--to niemożliwe.

Przeczytaj proszę ze zrozumieniem to co we wcześniejszym wpisie napisałem, a potem dopiero krytykuj.

>Jedynie przeniesienie pamięci i algorytmów człeka do kompa --ma sens--nieśmiertelność.

Zaraz wyjdzie, że to był Twój pomysł


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>   Pomysł na zmianę Marsa na taką skalę jest dobrym pomysłem literackim, niestety niewiele więcej.

Dyskusja przypomina mi zabawne rozważania z historii:
- jak poradzić sobie z rosnącym problemem transportu konnego w Paryżu (bach, wynaleziono samochód)
- jak wyprodukować dostatecznie cienki i mocny przewód telefoniczny, by można było brać telefon ze sobą (bach, wynaleziono telefony komórkowe)
- jak poradzić sobie z niska prędkością transportu lądowego i morskiego (eureka, wynaleziono samoloty)

itd.

Stawiam brylantową kolię mojej teściowej przeciwko zgniłemu ogórkowi, że jedynym rozwiązaniem problemu jest coś tej klasy, co:

- teleportacja (w porównaniu do jazdy konnej z Warszawy do Rzymu gościńcami, to lot odrzutowcem niewiele się różni od teleportacji). Jeszcze nie tak dawno nie wierzono, że statek cięższy od powietrza może latać...

- dostarczenie energii planecie raczej przez posadowienie na jej orbicie mikrosłońc niż dostarczanie planety bliżej Słońca. Skok technologiczny podobny jak przy wynalezieniu energii jądrowej - a wiemy przecież, że kolejne źródła energii czekają na opanowanie.

- opanowanie i wykorzystanie siły grawitacji do celu transportu i komunikacji. O grawitacji wiemy obecnie tyle co nic, ale wykorzystanie fal radiowych, mikrofal czy świetlnych do takich celów jak są używane dzisiaj, jeszcze 200 lat temu było fikcją literacką.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
rhotax7 (3947 punktów)
Trudno oszacować całkowitą liczbę występujących w Układzie Słonecznym planetoid; wynosi ona zapewne wiele milionów. Sam główny pas planetoid zawiera według aktualnych szacunków od 1,1 do 1,9 miliona planetoid o średnicy co najmniej 1 km[2] oraz dziesiątki milionów mniejszych[3][4].

Cytacik za Wiki.
A prosiłem zanim coś palniesz......


Tak więc czym uderzać jest aż nadto.
rhotax7 (3947 punktów)
>Prawda, jednakże ja to między bajki włożę.
Czy to aby nie był Wierzący Mason i Żyd? Wierzący nigdy słowa prawdy nie powiedzieli.

>Pomysł przesunięcia orbity Marsa jest z piekła rodem, bowiem realnie zagrozi to rozregulowaniem orbity i Marsa i - co gorsza - Ziemi. I po co to? Po to, aby zmniejszyć tylko o połowę udrękę podróży z Ziemi?

Na całe szczęście widać że wcale nie zrozumiałeś tego co napisałem.
Orbita wyhamowywanego satelity ustala się automatycznie zwiększając prędkość planety a ewentualny mimośrodzik można też poprawić.
Nie tylko skrót na Marsa jest ważny ale spadnięcie nim tam gdzie będzie więcej energii dostawać powierzchnia jego od Słońca--to jest ważne.

> Nie wiem, czy sprawdziłeś w tablicach, ale wszystkie planetoidy nie dość, że leżą na zewnątrz Marsa, to jeszcze obiegają Słońce w tę samą stronę co Mars.
Parę procent lata przeciwnie do ruchu Marsa i te można wykorzystać--te parę procent to i tak bardzo dużo.Oczywiście przeczytałem o tym w jakiejś mądrej księdze.
Tak więc skucha z Twej strony.

>Oznacza to, że najpierw musiałbyś odessać energię orbitalną z tych planetoid,
??????????

>aby one waląc w Marsa nie nadały mu jeszcze większej energii.
Zderzenia z obiektami lecącymi w tą samą stronę--hamujące są możliwe z obiektami lecącymi wolniej niż Mars--wyobraż to sobie sobie--nim znowu coś palniesz.

>Jeśli wydaje Ci się, nie trzeba walić w Marsa z naprzeciwka, że wystarczy z boku z zewnątrz, to jesteś w grubym błędzie. Takie uderzenie nie tylko zwiększy jego orbitalną energię, ale dodatkowo radykalnie zwiększy mimośród orbity. Taka zabawa może się skończyć tym, że orbity Ziemi i Marsa zaczną się przecinać.
Wszystko jest do wyliczenia i zajmą się tym fachowcy--NASA-owcy.

>Koncepcja traktora grawitacyjnego brzmi rozczulająco. Taki - jak piszesz - kilku-dziesięcio-tonowy obiekt miałby problemy z własnym przemieszczaniem.
Kompletnie nic nie wiesz na ten temat. A głos zabierasz--oj nie rozsądnie.
Oświecam Cię:
20 tonowy traktor został zaprojektowany przez NASA i ma kilka siników jonowych miał zostać wystrzelony na orbitę Apophisa a ma ten okruszek w 2004r, bazując na 176 obserwacjach średnicę planetoidy szacowano na 390 m, a masę na 7,9×10'10 kg.
wtedy to właśnie okazało się ze 20 ton wystarczy by go odsunąć na inna orbitę.

Obecnie dzięki dokładniejszym przyrządom okazało się że ma 270m i waży mniej i że nie walnie w Ziemię--ale technologia została wymyślona.

>Silnikiem jonowym to możesz rozpędzić pudełko zapałek, ale nie obiekty o rozmiarach kilkudziesięciu kilometrów.
A ja żem najwyżej o 1000 metrów średnicy pisał a nie o kilkadziesiąt km.
Oj poniesło Cię.

>Jeśli nawet (cha, cha, cha...) ten projekt wprowadzić w życie, to wątpię, czy udałoby się go zakończyć, zanim Słońce stanie się czerwonym olbrzymem (za ok. 3-4 mld lat). A wtedy i tak będzie po wszystkim, bowiem i Ziemia i Mars zostaną pożarte przez Słońce.
Bezsens.

>Ponieważ nigdzie nie przedstawiłeś żadnych obliczeń, więc ja za Ciebie policzyłem, jakiej energii trzeba pozbawić Marsa, aby zmusić go do zacieśnienia orbity i dwukrotnego zmniejszenia odległości od Ziemi:
>3,5 x 1031 dżuli.Jak będę miał więcej czasu, to policzę, jakie są tego konsekwencje.
A po co żeś to tak wyliczył?
Energia tu do niczego nie jest potrzebna--Uxibirgde podpowiedział Ci.

Stary zanim coś napiszesz--przemyśl.
15-08-2011 20:45 
 Ocena 2 na 2
confessus (324 punktów)
>Czy to aby nie był Wierzący Mason i Żyd? Wierzący nigdy słowa prawdy nie powiedzieli.

Trochę to nietaktowne i mało gustowne (czy to aby nie jest naruszeniem zasad forum?).

>Pomysł przesunięcia orbity Marsa jest z piekła rodem, bowiem realnie zagrozi to rozregulowaniem orbity i Marsa i - co gorsza - Ziemi. I po co to? Po to, aby zmniejszyć tylko o połowę udrękę podróży z Ziemi?

>Na całe szczęście widać że wcale nie zrozumiałeś tego co napisałem.

Ja myślałem raczej o jakimś wymuszonym rezonansie Ziemi i Marsa w tej nowej konfiguracji, o zaburzeniach ruchu Księżyca. Tak sobie tylko myślałem. Ty na pewno masz to już policzone!

>Parę procent lata przeciwnie do ruchu Marsa i te można wykorzystać--te parę procent to i tak bardzo dużo.

A może jakiś konkret. Tylko żeby to było coś większego od psiej budy!.

>Oznacza to, że najpierw musiałbyś odessać energię orbitalną z tych planetoid,
>??????????

odessać - tu: pozbawić, pobrać, zmniejszyć

>Zderzenia z obiektami lecącymi w tą samą stronę--hamujące są możliwe z obiektami lecącymi wolniej niż Mars--wyobraż to sobie sobie--nim znowu coś palniesz.

A Mars już drży ze strachu na samą myśl o takiej możliwości.
Proponuję Ci jako zadanie domowe policzyć (sam nie będę za Ciebie wszystkiego liczyć), jakie ciśnienie wywiera na Marsa wiatr słoneczny. Jak sobie porównasz to z efektami takich drobin piaseczku, którymi chcesz atakować Marsa, to może zrozumiesz, z jakimi procesami masz do czynienia.

>Wszystko jest do wyliczenia i zajmą się tym fachowcy--NASA-owcy.

O ile wiem, to w Ameryce uczą się tych samych praw fizyki. Nie muszę więc być fachowcem z NASA, aby skorzystać ze zrozumieniem z podstawowych wzorów z podręcznika z fizyki - wystarczy tam zajrzeć. Tobie też to radzę.
I dla Twojej wiadomości: żeby walnięcie w Marsa przybliżało Cię do wymarzonego celu, wypadkowy wektor po niesprężystym zderzeniu musi mieć wartość (moduł) mniejszy niż przed zderzeniem. Tylko wtedy mamy do czynienia ze zredukowaniem energii orbitalnej. Kierunek zaś wektora będzie decydować jedynie o mimośrodzie. Nie wystarczy więc walić czym popadnie - byle od zewnątrz w stronę Słońca.

>Kompletnie nic nie wiesz na ten temat. A głos zabierasz--oj nie rozsądnie.

Przejrzałem PDF, do którego link umieściłeś. I faktycznie, jestem pod wrażeniem. Samodzielnie lecąc silnik może w dwa lata osiągnąć prędkość 3 km/s. Fenomenalne!

>Jeśli nawet (cha, cha, cha...) ten projekt wprowadzić w życie, to wątpię, czy udałoby się go zakończyć, zanim Słońce stanie się czerwonym olbrzymem (za ok. 3-4 mld lat). A wtedy i tak będzie po wszystkim, bowiem i Ziemia i Mars zostaną pożarte przez Słońce.
>Bezsens.

I tu się zgadzam z Tobą - to, co piszesz, jest bezsensem.

Posłużyłem się Twoim PDF. I przyjąłem że planetoida wielkości Apophis krąży wokół Słońca w pasie głównym planetoid czyli w odległości rzędu 400 mln km od Słońca. Miałaby wówczas oczywiście prędkość orbitalną ok. 18.5 km/s. Żeby tę planetoidę wyhamować i sprowadzić na orbitę Marsa należałoby zmniejszyć jej prędkość (dla uproszczenia - jednorazowo tam na jej pierwotnej obicie) o jakieś 1.5 do 2 km/s. Korzystając bezpośrednio z wyprowadzonego w PDF wzoru (str. 2. na dole) dostałem prawie 100 milionów lat!! Gdyby to był kamień 10 razy większy czyli o masie 1000 razy większej, to wchodzimy już na miliardy lat.

A mówimy jedynie o sprowadzeniu planetoidy na orbitę Marsa tzn. doprowadzeniu do sytuacji, w której planetoida ma identyczną prędkość liniową z Marsem. A gdzie tu jeszcze frontalne uderzenie wyhamowujące samego Marsa?

Taaak! Coś mnie intuicja nie myliła z tym czerwonym olbrzymem

>A po co żeś to tak wyliczył?

Po to liczyłem, aby tacy mędrcy jak Ty wiedzieli, o czym mówią i piszą. Widać dalej nie wiedzą...


pozdrawiam
rhotax7 (3947 punktów)
Otwartość tego forum czasem mnie irytuje (nieznacznie ale zawsze).
Na kilku wątkach odpisywałem osobom nie mającym notorycznie bladego pojęcia o czymkolwiek.
By nie tracić cennych wypowiedzi uznaję iż Twa wiedza jest rozległa i bardzo nie na temat--ale idealnie nadaje się do bazgrołów.

Opinie wiążące dla mnie wyrażą jak zwykle fachowcy--a wstępnie osoby do których to wysłałem są za. Jeden jak wróci z urlopu ma nawet wypowiedzieć się tutaj.

Wiem że takie sprawy trudne są do ogarnięcia--w końcu ile razy większy jest wszechświat od mojego podwórka (jak zwykł mawiać mój kolega)--ale sprawne i otwarte umysły dają sobie radę.

Jak wyliczą to fachowcy (kosmos to w końcu nie moja dziedzina nauki) i wydadzą ostateczny werdykt to kiedyś o tym napiszę z wyliczeniami.

Na razie odnotował świat że Ty jesteś przeciw--i dobrze opozycja się przyda--już żartuję z kolegą prawnikiem że wypadałoby założyć fundację na ten cel i pożyć na koszt entuzjastów--oraz sprzedawać działki na Marsie.
Jak mniemam nie kupisz ani cegiełki ani paru hektarków Czerwonej Planety.

Dobra kończę przede mną parę tysia km==na razie będę poza netem.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ciekawy wątek i szkoda, że wylądował w bazgrołach. Moim zdaniem sama idea warta jest rozważenia i jeśli ludzkość jakiś czas przetrwa (w co wątpię, zważywszy na to, jak popularne są religie), to nasi pra(...)potomkowie dojdą w końcu do momentu, kiedy będą umieli przesuwać duże obiekty kosmiczne, takie jak Mars (za pomocą mniejszych - czemu nie?). Nie jestem userem Fizykiem i też na niego tutaj czekam, lecz wydaje mi się, iż realizacja twojego pomysłu napotyka na gigantyczną barierę czasową (rewolucja przemysłowa to ledwie 200 lat!). Nie trwałoby to z pewnością 300 - 1000 lat!! Inna rzecz, to rzeczywiście w pasie asteroid nie ma wcale aż taaak dużo materii, no i asteroidy, w ogromnej większości, obiegają Słońce w tę samą stronę co Mars.

Z drugiej strony uważam za porażkę ludzkości fakt, iż jeszcze nie byliśmy na Marsie, ani też na serio nie myślimy o jego terraformingu! Ciężko mówić o stałym postępie nauki i techniki, gdy po wyprawach na Księżyc w dziedzinie podboju kosmosu nic się prawie nie wydarzyło. Od przesuwania Marsa dużo bardziej możliwym scenariuszem zasiedlenia Czerwonej Planety wydaje mi się terraforming, który mógłby być wspierany przez modyfikowane genetycznie ekstremofile. Tutaj rozwój nauk biologicznych mógłby wspomóc braki wywołane niemal zerowym postępem od lat 40 w dziedzinie astronautyki.

Jeśli zaś chodzi o koszta lotów na Marsa, to nie musiałyby być aż tak duże. Gdyby, wraz z wzrostem marsjańkich kolonii, zwiększał się ruch pasażerski Ziemia - Mars, opłacałoby się wprowadzić poruszającą się na pętli Ziemia - Marsa (oczywiście z uwzględnieniem ruchu obu planet) stację kosmiczną (nigdy nie lądowałaby na żadnej z tych planet, przechodziłaby tylko w pobliżu). Towary i ludzie byliby transportowani na i ze stacji w momentach jej zbliżeń do danej planety. Po wprawieniu w początkowy ruch taka stacja transportowa nie zużywałaby też wiele energii na poruszanie się - potrzebne jej by były silniki korekcyjne jedynie.

Jeśli nie zasiedlimy Marsa, w końcu zabije nas jakieś większe ciało kosmiczne uderzając w Ziemię, lub sami się wykończymy za sprawą degeneracji wywołanej zanikiem ciekawości świata, narastaniem postaw mistycznych i brakiem rzeczywistego postępu. Dawniej degenerowały się cywilizacje, teraz może się zdegenerować cała ludzkość, więc nie nadejdą znikąd barbarzyńcy, aby po jakimś czasie wznieść coś na ruinach.
baszarteg (2319 punktów)
A roszada Marsa z Wenus...nie da sie tego zrobic metododa chalupnicza co prawda...ale potecjalne korzysci...hymm ,osobiscie zawsze cieplo myslalem o zderzeniu Marsa z ksiezycem (Europa konkretnie )niestety w krajach demokratycznych ciezko byloby przekonac wyborce do poswiecen i wyrzeczen pod sztandarami "bombardowan Marsa"
24-08-2011 00:46 
 Ocena 2 na 2
rhotax7 (3947 punktów)
Dziś kilka godzin temu wymyśliłem jak przerobić tanio Venus.
Założę o tym wątek za niedługo.
processor (235 punktów)
Mam małą prośbę. Czy mógłbyś podać choćby przybliżone parametry nowej optymalnej ekonomicznie orbity Marsa ?

>Wynik mego rozumowania mógł być tylko jeden: "Przybliżyć Marsa do Nas"

Wybacz, ale zmniejszenie wielkiej osi niekoniecznie prowadzi do bliskości planet.
Przykład skrajny - sprowadzasz Marsa dokładnie na orbitę Ziemi tak aby był zawsze po przeciwległej stronie Słońca. Będzie to orbita stabilna i w zasadzie bezpieczna dla Ziemi. Jednak odległość Ziemia-Mars będzie wtedy zawsze równa 2 AU - chyba nie o to chodziło.

Jeśli zredukujesz półoś orbity Marsa tak aby okres obiegu był równy powiedzmy 1.01 roku, to średnia odległość Ziemia-Mars będzie ok 0.7 AU, a przez 50 lat Mars będzie jeszcze dalej. Jedynie przez kilkadziesiąt dni na każde 100 lat planety będą blisko siebie. Ponadto tak bliskie orbity mogą już zagrozić stabilności orbity samej Ziemi.

   Wyjaśnij proszę gdzie leży ekonomiczny cel tego projektu.
24-08-2011 01:05 
 Ocena 2 na 2
confessus (324 punktów)
Witam
Zaproponuj twórcy tego wątku jeszcze inne rozwiązania, dzięki którym Mars będzie zawsze pod 'ręką':

  • umieszczenie Marsa na orbicie wokół Ziemi, czyli zrobienie z Ziemi i Marsa układu podwójnego, a Księżyc jako niepotrzebny można wtedy wykopsać do Wenus (niech też ma jakiegoś satelitę)
  • umieszczenie Marsa na prostej Ziemia Słońce (jest to wykonalne w sensie grawitacyjnym)

Ja w tym wątku już się wypowiadałem i nie mam zamiaru więcej marnować śliny i klawiatury dla kogoś, do kogo żadne argumenty nie docierają.

processor (235 punktów)
Propozycji układu podwójnego nawet nie chciałem podpowiadać (od samego pomysłu ciarki chodzą po plecach). Ba, można by nawet pomyśleć o układzie potrójnym (w zasadzie podwójny już mamy)

Zainteresował mnie ten problem bo jest naprawdę astronomicznie-...

>umieszczenie Marsa na prostej Ziemia Słońce (jest to wykonalne w sensie grawitacyjnym)

Czy to będzie układ stabilny ? (pytam poważnie)
confessus (324 punktów)
A mnie zainteresował, bo myślałem 'Przybliżyć Marsa do Nas' jest pewną metaforą, coś na zasadzie 'przybliżyć komu nieba'. Po wejściu i przeczytaniu stwierdziłem, że autor traktuje to ze śmiertelną powagą... i broni tego pomysłu jak żbik.

Jeśli chodzi to Twoje drugie pytanie, to tak. Zdaje się, że mamy tam jakiegoś sztucznego satelitę. Cała sztuczka wynika z III prawa Keplera. Normalnie na niższej orbicie Mars (lub cokolwiek innego) zasuwałby z większą kątową prędkością. Wystarczy jednak Mars ustawić odpowiednio blisko Ziemi przez co osłabimy sztucznie przyciąganie Słońce-Mars. W efekcie wyglądałoby, jakby (dla Marsa) masa Słońca się zmniejszyła. I zgodnie z III prawem Keplera zwiększy się tym samym okres obiegu wokół Słońca (czyli zmniejszy prędkość kątowa. Dobierając odpowiednio odległość Mars-Ziemia możemy zrównać prędkości kątowa Ziemi i Marsa. Mars będzie wówczas cały czas na prostej Ziemia-Słońce w stałej (niedużej) odległości od Ziemi. Nie chce mi się tego teraz liczyć, ale gdybyś się upierał, mogę to zrobić jutro.

pozdrawiam
24-08-2011 01:47 
 Ocena 1 na 1
processor (235 punktów)
Sam pomysł rozumiem i wydaj mi się że jest OK.
Ale nadal pozostaje problem stabilności. Czy dowolne małe zaburzenie nie wypchnie Marsa z tego dość osobliwego punktu.
Punkty libracyjne są stabilne, a ten ?
24-08-2011 09:46 
 Ocena 1 na 1
confessus (324 punktów)
>Czy dowolne małe zaburzenie nie wypchnie Marsa z tego dość osobliwego punktu.
Prawdę mówiąc myślałem o tym w nocy przez zaśnięciem. To faktycznie może być równowaga chwiejna. Ale dla pomysłodawcy tego tematu to żaden problem - trochę sobie pobombarduje Marsa i wciągu 15 milionów lat skoryguje jego położenie .
A tak poważnie mówiąc, mam jeszcze pewne wątpliwości, czy cały ten pomysł nie wymaga, aby obiekt umieszczany na tej prostej miał masę dużo mniejszą od masy Ziemi. Tu musiałbym trochę porachować i sprawdzić, czy Mars umieszczony w takim miejscu nie zacznie deformować orbity Ziemi.

pozdrowienia
24-08-2011 10:08 
 Ocena 1 na 1
maruda (5550 punktów)
>Prawdę mówiąc myślałem o tym w nocy przez zaśnięciem. To faktycznie może być równowaga chwiejna.

Jaka równowaga chwiejna, piszesz jakby orbity, były czymś stałym. Słońce tańczy w środku układu, Ziemia też nie leci stałym torem tylko jest podatna na wszelkie siły grawitacyjne. Księżyc ucieka od Ziemi, od wybudowania piramid w Gizie uciekł już o jakieś 5 km, 1m/rok. Ta liczba pojawiła się nie przypadkowo, w skali życia człowieka, czy naszej cywilizacji jest to może układ stały i z pewnym przybliżeniem tak traktujemy orbity, ale przecież to jest układ dynamiczny tylko dla nas mocno rozciągnięty w czasie.
24-08-2011 10:40 
 Ocena 1 na 1
rhotax7 (3947 punktów)
Dziękuję Ci za zabranie głosu i objaśnienie krnąbrnemu użytkownikowi Con.

Opowiem Ci jak dowiedziano się że księżyc ucieka od nas.
Kilkadziesiąt lat temu odczytano hieroglify opisujące zaćmienie Ziemi przez Księżyc.
Opis dotyczył paru tysięcy lat przed Chytrusem i okazało się że księżyca wtedy tam nie powinno być bo w ogóle i że to była tam sobie noc a nie południe.
Wtedy zaczęto liczyć i okazało się że księżyc był bliżej nas i że oddalał się wtedy o 12.5 cm na rok zmieniając i naszą prędkość obrotowa.
Po wprowadzeniu poprawek wyszło południe i zaćmienie jak trza że bój się Boga Ra.

Tak egiptologia pomogła w chronometrologii.
maruda (5550 punktów)
   Wbrew pozorom ja zgadzam się z użytkownikiem confessus. W to co piszesz o hieroglifach jest mi ciężko uwierzyć. Bo księżyc oddala się od Ziemi, ale robi to bardzo, bardzo powoli. Teraz znalazłem źródła mówiące że oddala się o jakiś centymetr na rok. Pomiar odległości Księżyca od nas jest dość przybliżony. Aktualnie potrafimy wyznaczyć go z dokładnością milimetrów. news.astronet.pl/1467
   Pomimo takich przybliżonych pomiarów zakres tolerancji tej naszej dzisiejszej "stabilności orbit" jest dość duży. Ziemi co roku przybywa kilka setek ton okruchów które spalają się w atmosferze i nie widać różnicy orbity. Dlatego zastanawiam się jak mierzyć efekt takiego pojedynczego zderzenia, nawet ze skałką kilometrowej średnicy.
rhotax7 (3947 punktów)
Info o odkryciu że Moon oddala się znalazłem kiedyś w książce o tytule
Chronometrologia--metody pomiaru czasu
czy jakoś tak to leciało.
Wierzyć nie musisz to książka z 70 lat.

Zderzenia hamujące są łatwe do wyliczenia.
Wyobraż sobie że jedziesz samochodem 50 na godzinę i uderzasz w tłustego klechę ważącego 100kilo idącego w przeciwną stronę niż ty jedziesz.

Twój samochód waży 2000 kilo.
Wzór na zderzenia się przyda i od razu wyjdzie Ci jak spadła Twoja prędkość.
Zakładając że klecha szedł 5 km na godzinę to obecna Twa prędkość to 45,67 km na godzinę.

To samo jest z planetami tylko trzeba liczyć w m na sekundę i w kg.
Trochę to jest cyferek.

To uproszczenie==ale starczy.
24-08-2011 19:51 
 Ocena 2 na 2
processor (235 punktów)
>Zderzenia hamujące są łatwe do wyliczenia.
>Wyobraż sobie że jedziesz samochodem 50 na godzinę i uderzasz w tłustego klechę ważącego 100kilo idącego w przeciwną stronę niż ty jedziesz.
>Twój samochód waży 2000 kilo.
>Wzór na zderzenia się przyda i od razu wyjdzie Ci jak spadła Twoja prędkość.
>Zakładając że klecha szedł 5 km na godzinę to obecna Twa prędkość to 45,67 km na godzinę.
>To samo jest z planetami tylko trzeba liczyć w m na sekundę i w kg.

No i popatrz kolego - chcesz przesuwać planety a masz problemy z tak prostym zadaniem.

W nieruchomym układzie współrzędnych (droga) pęd samochodu Ps=2000*50=100000 [kg km/h].
Pęd mnicha Pm = -5*100=-500 [kg km/h]
Suma pędów Psum=99500 [kg km/h]

Ponieważ nie podałeś prędkości ciała mnicha po zderzeniu zakładam że zderzenie ma być idealnie
niesprężyste (nie zachowana energia kinetyczna, ale zachowany pęd)

Prędkość po zderzeniu samochodu z mnichem rozklapanym na masce
V = Psum/ (Msam + Mmnich)
V = 99500 / (2000+100) = 99500/2100 = 47.3809 [km]

Czyli walnąłeś się o ok 2 km/h
rhotax7 (3947 punktów)

>Czyli walnąłeś się o ok 2 km/h
Walnąłem ale to jeszcze nic--obecnie nawet nie wiem jak otrzymałem tak błędny wynik.
A to już jest ciekawe.
Na szczęście gdzieś to zapisałem--więc zobaczę.

Tak czy inaczej choć nie czytasz ze zrozumieniem i nie wiesz co to jest 11.2 km na sek.to dzięki za poprawienie błędu --poprawiaj mnie.
Jak pomylę się to się cieszę--tak rzadko się mylę.

Ale to co i tak się wytraca prędkość i tak i sama zasada jest poprawnie przypisana do zadania przesuwu planetki.
24-08-2011 11:14 
 Ocena 2 na 2
processor (235 punktów)
Teoria stabilności orbit układów planetarnych to dość duża część Mechaniki Nieba.

Ze w zasadzie cały układ jest niestabilny, a raczej zmienny w bardzo długich skalach czasowych to rzecz w zasadzie bezdyskusyjna. Jednak w krótszych okresach zagadnienie to robi się ciekawe i bardzo złożone. Wykorzystanie komputerów nie jest tu wcale proste, bo co innego ułożyć program na obliczanie efemeryd, a co innego znaleźć algorytm obliczający stabilność rozwiązania w bardzo długich okresach czasu.

Jeśli jednak interesuje nas powiedzmy 3000 lat to sprawa nie jest taka trudna i test stabilności nowych "ciekawych i pomysłowych orbit" może być (chyba?) obliczony bezpośrednio.
confessus (324 punktów)

>Jaka równowaga chwiejna, piszesz jakby orbity, były czymś stałym. Słońce tańczy w środku układu, Ziemia też nie leci stałym torem tylko jest podatna na wszelkie siły grawitacyjne. Księżyc ucieka od Ziemi...
Równowaga chwiejna jest ścisłym terminem fizycznym mającym związek z ekstremum potencjału a nie jakimś retorycznym chwytem, poetycznym ubarwieniem. A że orbita jest niestała, że Księżyc nam ucieka. Cóż taki ich uroda...

pozdrawiam
24-08-2011 11:04 
 Ocena 1 na 1
processor (235 punktów)
>A tak poważnie mówiąc, mam jeszcze pewne wątpliwości, czy cały ten pomysł nie wymaga, aby obiekt umieszczany na tej prostej miał masę dużo mniejszą od masy Ziemi.

Jeśli założymy że masa Marsa musi być (baaaardzo mała) to "sorry Winetou" - mamy zwykłe stare jak świat zagadnienie punktów Lagrange'a. Nie masz wtedy co liczyć, bo chyba wszystko zostało już wyliczone i to nawet analitycznie - co w ostatnich czasach nie jest zjawiskiem zbyt powszechnym

Niestety Mars ma masę porównywalną z masą Ziemi i chyba cały pomysł bierze w łeb. Ponadto w/w zagadnienie dotyczy układu trzech ciał, a my mamy co najmniej cztery bo wpływ Księżyca ze względy na jego masę i odległość do Ziemi jest nie do pominięcia.

Dlatego moim zdaniem cały ten pomysł jest chyba do bani - co tak na marginesie wcale mnie nie martwi. Przemeblowanie układu planetarnego w którym żyję to horror gorszy od tego co z meblami chce robić ma połowica

Pozdrawiam.
25-08-2011 01:36 
 Ocena 2 na 2
confessus (324 punktów)
witam

>chyba cały pomysł bierze w łeb.
Aj tam, aj tam! Zaraz w łeb! Pół dnia chodziłem strapiony, wreszcie siadłem i ułożyłem równanie.
Równanie dla trzech ciał spełniających warunki:

  • dwa pierwsze mają porównywalną masę
  • dwa pierwsze mają duuużo mniejszą masę od masy trzeciego.
  • wszystkie trzy leżę na wspólnej prostej
  • dwa małe obiegają duże po orbicie kołowej z tą samą prędkością kątową

Dużym ciałem jest nasze Słońce, małym ciałem dalszym od Słońca jest Ziemia a trzecie leżące pomiędzy poprzednimi nazwę roboczo mars (z małej litery).

Do ułożenia równania wziąłem pod uwagę, że

  • siła działająca na mars jest wypadkową (czyli różnicą) siły przyciągania Słońca i Ziemi
  • siła działająca na Ziemię jest wypadkową (czyli sumą) siły przyciągania Słońca i marsa
  • obie wyżej określone siły mają się pokrywać z siłami dośrodkowymi w kierunku Słońca wymuszającymi ruch po okręgach
  • prędkości kątowe obu ruchów po okręgach mają być identyczne
  • promień orbity Ziemi a.u. jest zachowany (ale niekoniecznie prędkość kątowa)

... i wyszło mi równanie:

x2 - (1-x)2Z = x2(1-x)3 + (1-x)3M

gdzie
x jest ilorazem odległości marsa od Ziemi przez a.u. (odl.Ziemia-Słońce)
Z jest ilorazem masy Ziemi przez masę Słońca
M jest ilorazem masy marsa przez masę Słońca

Po numerycznym rozwiązaniu ( równanie ma stopień 5-ty ) dla różnych wartości M dostałem:
M=0 ............... x=0.00997 a.u.
M=0.107*MZ... x= 0.0103 a.u. ...... tu M jest masą Marsa, MZ oznacza masę Ziemi
M=MZ ............ x= 0.0125 a.u.
M=10*MZ ....... x= 0.0219 a.u.
M=50*MZ ....... x= 0.036 a.u.
M=100*MZ ..... x= 0.045 a.u.

Wniosek stąd, że dla marsa prawie równego masą Ziemi lub lżejszego ląduje on w okolicach punktu libracyjnego. Gdy masa znacznie przekracza masę Ziemi zaczyna on przesuwać się w stronę Słońca.

Można się domyślić, że gdy mars będzie masywniejszy od Ziemi, to role się odwrócą i mars znacznie poganiać Ziemię.

>my mamy co najmniej cztery bo wpływ Księżyca ze względy na jego masę i odległość do Ziemi jest nie do pominięcia.
Chyba można Księżyc zignorować biorąc pod uwagę, że jego odległość od Ziemi wynosi 0.002 a.u., jego masa to 1/100 masy. Ziemi. Zresztą jego obecność nie wpływa jakoś szczególnie na punkty libracyjne Ziemi.

Ale problem niestabilności jest ten sam jak dla klasycznego punktu libracyjnego.

No! dzisiaj wystarczy.

pozdrawiam

P.S. tylko nie podpowiadaj pewnemu użytkownikowi o tej możliwości, bo się znowu zacznie
25-08-2011 02:03 
 Ocena 1 na 1
processor (235 punktów)
Przyznam szczerze że jestem naprawdę pod wrażeniem. Jeżeli uda Ci się dowieść choćby krótkookresowej stabilności takiego układu to wtedy "kopara" opadnie mi do samej ziemi.

Jednak tak na nosa, to chyba to nie będzie stabilny układ. Księżyca bym nie ignorował bo to tylko 0.2 odległości Mars-Ziemia a masa 0.01 to już nie byle co. Na pewną będzie cyklicznie perturbował orbitę Mars. Przy jakimś rezonansie może rozwalić cały ten układ.

Myśl nad dowiedzeniem stabilności - to teraz najważniejsza sprawa. Gdyby jednak Ci się udało to ten cały szalony pomysł może nie byłby do końca taki głupi ?

Pozdrawiam i powodzenia.
confessus (324 punktów)
Witam
>Jednak tak na nosa, to chyba to nie będzie stabilny układ.
Twój nos ( i mój także ) nie mylił się. Układ raczej stabilny nie będzie. Aby tego dowieść na szczęście nie trzeba jakiejś ciężkiej matematyki. Wystarczy tu przyjrzeć się uważniej rozkładom wektorów sił. Rozpatrzę to dla trzech prostopadłych wektorów odchylenia od punktu libracji (odpowiedniego dla danej masy wyliczonego poprzednio). Jeden z tych wektorów jest wyznaczony przez prostą Słońce-Ziemia, drugi jest w płaszczyźnie orbity, trzeci jest prostopadły do tej płaszczyzny.

  • odchylenie wzdłuż prostej Słońce-Ziemia: jeśli odchylimy w stronę Ziemi, to siła grawitacyjna do Słońca osłabnie, siła grawitacyjna do Ziemi wzrośnie i pojawi się siła wzmacniająca to odchylenie. Podobnie dla odchylenia w stronę Słońca
  • odchylenie prostopadłe do prostej Słońce-Ziemia w płaszczyźnie orbity: siła grawitacyjna do Słońca będzie w zasadzie taka sama siła (co do wartości tj.długości), siłę grawitacyjna do Ziemi rozkładamy na dwie składowe 1. składową wzdłuż prostej Słońce-mars mającą taką samą wartość 2. składową prostopadłą do prostej Słońce-Ziemia. Ta druga składowa będzie ściągać z powrotem do punktu libracji
  • odchylenie prostopadłe do prostej Słońce-Ziemia prostopadle do płaszczyzny orbity: podobnie jak poprzednio z tą subtelną różnicą, że siła dośrodkowa nie pokrywa się z siłą grawitacyjną do Słońca (bo jest równoległa do płaszczyzny orbity). To jednak nie wpłynie znacząco na składową prostopadłą omówioną wyżej

Wniosek - konfiguracja jest niestabilna. Jest to w zasadzie ta sama argumentacja jak dla klasycznego punktu libracji L1 - mamy do czynienia z 3-wymiarową przełęczą, w której w jednym kierunku staczamy się ze zbocza potencjału, w dwóch pozostałych wspinamy.

pozdrawiam

P.S. pospiesznie pisałem w nocy poprzedni tekst i wkradł się tam drobny błąd. Niepotrzebnie wprowadziłem symbol Mz - należało tam zostawić symbol Z
rhotax7 (3947 punktów)
Po cichu marzyłem o pozycji Marsa po drugiej stronie słońca na tej samej orbicie lub trochę dalej.
Wtedy loty na niego trwałyby mniej niż pół roku.
Planety same są dużymi statkami kosmicznymi i na przykład Ziemia lata z prędkością 30 km na sekundę--Mars teraz 24 km na sekundę z ogonkiem ale spadając do Nas nabrałby stosownej prędkości by nie spadać niżej.
Start z Ziemi lub jej orbity i lot w kierunku nadlatującego Marsa, wejście na jego orbitę i lądowanie.
W drodze powrotnej start z Marsa i poczekanie na Ziemię z lotem w jej kierunku.
Dość proste--prawda.
I zawsze by było to pół roku--z lotem na przeciw o wiele mniej.

Wiem że temat jest dość ciężki i wymaga niezłej wyobrażni--zobacz jak bzdurne są wytaczane przeciw--nie ograniczajmy się schematami i obawami--myślmy i marzmy a ocenę pozostawiajmy fachowcom.
24-08-2011 11:27 
 Ocena 1 na 1
processor (235 punktów)
Kolego - wybacz proszę ale Ty chyba nie wiesz co piszesz. Ten ostatni pomysł to już kompletny bezsens, a ja naprawdę nie chcę być złośliwy. To forum nazywa się Racjonalista - nazwa naprawdę zobowiązuje do myślenia. Takie teksty nie różnią się wcale od pogadanek Pigmejów przy ognisku.

Skoro widać Cię w sieci, to domyślam się że masz komputer. Więc napisz sobie nawet w Basicu mini program do symulacji orbit (teorię i algorytm znajdziesz w Feynmana Wykładach z Fizyki tom I), podstaw sobie trochę liczb z tablic i sam zobaczysz co wyjdzie z Twoich pomysłów. Komputerowi nie będziesz mógł zarzucić że jest źle do Ciebie nastawiony - w końcu to tylko lepszy kalkulator

Więc do dzieła - niech moc i Gauss będą z Tobą. Amen
rhotax7 (3947 punktów)
Cholercia kompletnie nie wiem gdzie tu ma być bzdurność.
Rozpisz się trochę.
Olśnij mnie.
Dla mnie to proste ale się na tym nie znam więc mam prawo błądzić.

Tak więc please napisz dlaczego to by było złe.
24-08-2011 11:50 
 Ocena 5 na 5
processor (235 punktów)
>Tak więc please napisz dlaczego to by było złe.

Dobra, ale w skrócie. Twój pomysł nazwałbym zagadnieniem autostopowicza.

Myślisz tak:

   Jadę autostopem samochodem Ziemia, ale za mną daleko, daleko jedzie kumpel (też autostopowicz) w samochodzie Mars. Chcę z nim się spotkać. Nic prostszego - wysiadam, kładę się w rowie i spokojnie opalam się na słońcu. W końcu przecież Mars nadjedzie po nie ma innej drogi. Jak nadjedzie to wsiadasz do niego i gadasz z kumplem do woli. Nie tracisz paliwa no dojazd do kumpla bo on przecie dojedzie do Ciebie. Pomysł pozornie wymaga tylko czasu i cierpliwości - ekonomicznie (paliwo) jest idealny.

Problem w tym że myślisz tak jakbyś był na ziemi. Jednak po pierwsze samochód Ziemia nie może się zatrzymać bo to wielki TIR z naczepą i kierowca nie będzie stawał w szczerym polu.
Musisz skakać. N ziemi nie ma sprawy, tarcie o podłoże zatrzyma nawet kaskadera. Teraz czekasz. Na ziemi nic prostszego - zalegasz w rowie i po sprawie. W przestrzeni kosmicznej, jeśli się zatrzymasz tak blisko Słońca to zaczniesz na nie spadać. Gdy nadjedzie Mars, Ciebie już nie będzie na tej orbicie więc się nie spotkasz z kumplem.
Na zatrzymanie potrzebujesz energii !

O innych szczegółach nawet nie wspominam.

Uwierz mi - Myślenie ma przyszłość.
rhotax7 (3947 punktów)

>Na zatrzymanie potrzebujesz energii !

To nadal proste.
Wytracam prędkość w polach grawitacyjnych Marsa lub Ziemi zależy gdzie akurat lecę.
Już mniej energii na wyhamowanie potrzeba.

>O innych szczegółach nawet nie wspominam.
Podrzuć mi inne swe ale.
Pomóż mi wyłapać wszystkie bzdury w tym pomyśle.

>Uwierz mi - Myślenie ma przyszłość.
Wiem jestem w tym dobry.
Prędkość z jaką opuszczamy Ziemię to 11.2 km na sekundę.
Lecimy sobie po paraboli w kierunku Marsa nas goniącego.
Zanim nas Słońce zacznie ściągać znajdziemy się na orbicie Marsa.

Będzie to szybciej niż pół roku i wcale nie spadniemy na słońce.

Właśnie przeczytałem to co napisałem nigdzie nie ma słowa o zatrzymaniu się w przestrzeni za to jest o locie naprzeciw czyli bez potrzeby pisałeś o autostopowiczu i dali Ci plusy ludzie bez czytania ze zrozumieniem całości==zdarza się.

Tak więc ---myśl i czytaj uważnie i poprawiaj mnie poprawnie.
24-08-2011 16:31 
 Ocena 2 na 2
processor (235 punktów)
>Wytracam prędkość w polach grawitacyjnych Marsa lub Ziemi zależy gdzie akurat lecę.
Oczywiście, tylko po to żeby wejść na orbitę paraboliczną (o której piszesz trochę dalej) ?

>>Uwierz mi - Myślenie ma przyszłość.
>Wiem jestem w tym dobry.
Nie wątpię. I jaki skromny

>Prędkość z jaką opuszczamy Ziemię to 11.2 km na sekundę.
Względem Ziemi, Marsa czy Słońca ?

>Lecimy sobie po paraboli w kierunku Marsa nas goniącego.
A w jakim układzie współrzędnych ma być ta parabola ?

>Właśnie przeczytałem to co napisałem nigdzie nie ma słowa o zatrzymaniu się w przestrzeni za to jest o locie naprzeciw czyli bez potrzeby pisałeś o autostopowiczu i dali Ci plusy ludzie bez czytania ze zrozumieniem całości==zdarza się.

Nie widziałem że to jest forum dla kolekcjonerów "plusów".

Zrób jak Ci wcześniej radziłem, napisz sobie mały program do symulacji (wystarczy 2D),
przetestuj swoje pomysły i pochwal się wynikami.

Przy okazji proponuję odświeżyć wiadomości na temat zasad zachowania energii, pędu i momentu pędu - to tak na początek.

Powodzenia.
confessus (324 punktów)
>Prędkość z jaką opuszczamy Ziemię to 11.2 km na sekundę.
>Lecimy sobie po paraboli w kierunku Marsa nas goniącego.
>Zanim nas Słońce zacznie ściągać znajdziemy się na orbicie Marsa.
>Będzie to szybciej niż pół roku i wcale nie spadniemy na słońce.


o! przepraszam...
rhotax7 (3947 punktów)
A dlaczego nie.
Napisz.
26-08-2011 10:14 
 Ocena 4 na 4
maruda (5550 punktów)
Prędkość orbitalna Ziemi to 30km/s, opuszczając Ziemię z prędkością 12 km/s w ruchu przeciwnym do ruchu Ziemi masz jeszcze ciągle prędkość 18 km/s po orbicie Ziemi. By "zatrzymać się i poczekać na nowego marsa" musisz "wyhamować do zera" względem Ziemi czyli uzyskać te 30 km/s. Gdy nowy Mars zacznie doganiać statek musisz przyspieszyć do jego prędkości. Pomijam tu całkowicie wpływy Słońca i pozostałych obiektów kosmicznych. Dlatego realna prędkość będzie zupełnie inna. Możesz pozostać przy prędkości 12 km/s względem Ziemi, ale znacząco wydłuży to czas dotarcia na nowego marsa. (Cały czas pamiętając że krąży on po orbicie Ziemi z jej prędkością, co zostało obalone powyżej).
Lektura dodatkowa: prędkość kosmiczna. Prędkość ucieczki
rhotax7 (3947 punktów)
Masz rację i dziękuję Ci za objaśnienie mego błędu.
Pozdrawiam i oczywiście plus.
28-08-2011 02:52 
 Ocena 3 na 3
confessus (324 punktów)
>A dlaczego nie?

Skoro grzecznie pytasz, ja równie grzecznie odpowiem.

Pisał Ci o tym Procesor, pisał Maruda, inni też trochę. Gdybyś uważnie śledził te wpisy, to znalazłbyś odpowiedź na pytanie 'dlaczego nie'. Mimo spróbuję to jakoś zebrać i dodać coś od siebie.

Twoim celem jest transport ludzi, sprzętu i materiału na Marsa umieszczonego na orbicie Ziemi ale po przeciwnej stronie Słońca.

Wariant lotu naprzeciw
Wariant ten przewiduje następujące etapy:
  • Wyhamować prędkość orbitalną z 30 km/s do 0 km/s
  • rozpędzić do 30 km/s w drugą stronę
  • przelot po orbicie ziemskiej na przeciw Marsa
  • po zbliżeniu się w okolice Marsa wyhamować do 0 km/s wsteczną prędkość orbitalną,
  • rozpędzić się do 30 km/s dla zrównania się z Marsem

korzyści: do marsa docieramy w ciągu 3 miesięcy, osiągana stała wsteczna prędkość zapewnia stabilne utrzymanie się na orbicie.

wady: Ponieważ energia jest niezbędna zarówno na przyspieszanie jak i na hamowanie, więc można przyjąć, że w sumie potrzeba energii na przyspieszanie od 0 do 120 km/s. Prosty rachunek pokazuje, że na takie rozpędzenie 1 kg potrzebne będzie ok. 7*109 J. Dla zobrazowania, ile to jest: dla przetransportowania w ten sposób na Marsa 10 kubików wody potrzeba energii równej energii wyzwolonej w wybuchu bomby atomowej nad Hiroszimą (5*1013 J).

Wariant z wykorzystaniem wyższej lub niższej orbity
Wprowadzamy statek na orbitę o promieniu o 1% dłuższym od ziemskiej (alternatywnie - na orbitę o promieniu o 1% krótszym). Ponieważ na wyższej orbicie prędkość liniowa i kątowa są mniejsze (na niższej - większe), więc z czasem Mars dogoni nasz statek. Wtedy 'wskakujemy' z powrotem na ziemską orbitę (na niższej orbicie to my gonimy Marsa naokoło).

korzyści: tanio, wyniesienie 1 kg na wyższą (lub niższą) orbitę oraz sprowadzenie z powrotem na ziemską wymaga ok. 2*107 J.

wady: bardzo długo, bowiem prędkość liniowa na wyższej orbicie zmniejszy się jedynie o 150 m/s.

Oczywiście podniesienie na wyższe orbity np. 10% dziesięciokrotnie zwiększy nakład energii zmniejszając prędkość na tej orbicie o 1.5 km/s

Wariant z wykorzystaniem orbity eliptycznej
Jeżeli na orbicie ziemskiej statek porusza się z prędkością 30 km/s, to nie przemieszcza się ani względem Ziemi ani Marsa. Jeśli wyhamuje do 0 km/s, to spadnie prościutko na Słońce. Jeśli jednak wyhamuje do prędkości 19 km/s wejdzie na orbitę eliptyczną o półosi wielkiej równej ok. 90 mln km i która ma okres obiegu równy 1/2 roku. Ta orbita eliptyczna będzie oczywiście styczna do orbity ziemskiej a ognisko jak każda orbita będzie mieć w Słońcu. Oznacza to, że statek obiegnie po wydłużonej orbicie Słońce i po 1/2 roku znajdzie się w tym samym miejscu, w tym czasie Ziemia i Mars zamienią się miejscami. Wtedy wystarczy przyspieszyć z 19 km/s do 30 km/s i już jesteśmy na Marsie

korzyści: względnie tanio - hamowanie i przyspieszanie wymagać będzie ok. 108 J

wady: Mało przyjemna podróż w okolice Słońca

Trzeci sposób podpowiada, że manipulując elipsami można dobrać taką, aby przecinała orbitę ziemską w dwóch miejscach - jedno z nich to miejsce rozdzielenia z Ziemią, drugie to miejsce spotkanie z Marsem. Oczywiście wymaga to nie tylko pewnego wyhamowania na orbicie ale także wprowadzenia prostopadłej do orbity ziemskiej składowej prędkości. Nakład energii zacznie zbliżać się do tego z pierwszego wariantu.

Wspomniałeś o locie po paraboli w kierunku Marsa. Nie wiem po co, ale skoro wspomniałeś, to dobrze abyś wiedział, że trajektorię paraboliczną mają ciała, które osiągnęły III prędkość kosmiczną i po takiej właśnie trajektorii uciekną w nieskończoność. Jeśli startują z orbity Ziemi, to muszą osiągnąć prędkość 42 km/s. Oczywiście można wykorzystać prędkość orbitalną Ziemi i wtedy wystarczy 16.7 km/s. Tylko że wtedy znajdziemy się na paraboli stycznej do orbity ziemskiej i wystrzeliwszy w nieskończoność nigdy żadnego Marsa już nie zobaczymy. Można wyznaczyć parabolę obiegającą Słońce i przychodzącą przez miejsce spotkania z Marsem i nakład energii będzie porównywalny z tą z pierwszego wariantu, można lecieć 'z tej samej strony' Słońca i wtedy podróż będzie krótsza, ale nakład energii przekroczy tę z pierwszego wariantu - trzeba nadać prawie wsteczną prędkość rzędu 42 km/s. Oczywiście - i tego nie powinienem dodawać - jakąkolwiek parabolę weźmiemy, to jej ognisko musi leżeć w Słońcu.

Jeśli nie musimy liczyć się z energią, to możemy tę podróż jeszcze bardziej przyspieszyć wyznaczając orbity hiperboliczne, ale to już inna historia (kwestia napędu).

to chyba na razie wystarczy.

pozdrawiam
rhotax7 (3947 punktów)
Dziękuję Ci Confessusie za wspaniałe objaśnienia.
Przyznam się szczerze że przybliżenie Marsa wymysliłem 3 lata temu ale nie zastanawiałem się nad tym gdzie go umieścić i nic nie liczyłem ---jedynie zderzenia hamujące.

Dziękuję Ci raz jeszcze za cierpliwość i wyrozumiałość.

A czy Ty masz jakiegoś pomysła gdzie go umieścić?
Myślę że jedynie przybliżenie go o byle ile do nas da nam cokolwiek na plus zeby łatwiej na niego latać. No i go po nawozić.
Oczywiście plus.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>A czy Ty masz jakiegoś pomysła gdzie go umieścić?
>Myślę że jedynie przybliżenie go o byle ile do nas da nam cokolwiek na plus zeby łatwiej na niego latać. No i go po nawozić.

Póki co, jeśli chodzi o transport międzyplanetarny i terraformowanie planet, to jesteśmy na etapie jazdy bryczką zaprzężoną w poczciwego siwka.

Dyskutujemy na poziomie "ile koni potrzeba i czym je karmić, by przeciągnąć Kraków bliżej Warszawy, bo to dobrze by wpłynęło na handel zbożem i wieprzowina by się tak nie psuła w transporcie".

Fajna zabawa, ale tędy nigdzie się nie dojdzie. Wszystkie obecne znane metody nie nadają się do opłacalnego zasiedlenia Marsa. Tylko wynalezienie nowych metod transportu może tu cokolwiek zmienić.
Potrzebny jest skok technologiczny jak pomiędzy wozem drabiniastym a pasażerskim odrzutowcem; na dzisiaj byłoby to coś pomiędzy odrzutowcem a teleportacją.
Technologicznie jesteśmy na pewno bliżej teleportacji niż przesuwania planet.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
confessus (324 punktów)
Mam jeszcze pewną prośbę.

W Twojej polemice z Processor'em pojawiła taka wymiana zdań

>Na zatrzymanie potrzebujesz energii !

> To nadal proste.
> Wytracam prędkość w polach grawitacyjnych Marsa lub Ziemi zależy gdzie akurat lecę.
> Już mniej energii na wyhamowanie potrzeba.

Może wyjaśniłbyś, jak to rozumiesz? Jak wyobrażasz sobie to wytracanie prędkości?

pozdrawiam
processor (235 punktów)
No przyznam szczerze że jestem pod wrażeniem - tyle pracy włożyłeś w to aby przekonać osobę która tak reaguje na zwrócenie uwagi że popełniła błąd: www.racjonalista.pl/forum.php/s,441567#w443834

Wyrazy uznania . Ciekaw jestem reakcji

>> Wytracam prędkość w polach grawitacyjnych Marsa lub Ziemi zależy gdzie akurat lecę.
>> Już mniej energii na wyhamowanie potrzeba.
>Może wyjaśniłbyś, jak to rozumiesz? Jak wyobrażasz sobie to wytracanie prędkości?

Ja myślę że kolega @rhotax7 właśnie patentuje metodę akumulacji nadmiaru energii kinetycznej w pojemniku kieszonkowym
Jeśli można podrzucę pewien sposób - wystarczy zamienić energię kinetyczną ruchu postępowego
na energie kinetyczną dwóch wirujących kół zamachowych . To rozwiązanie jest idealne - bo bez problemów pozwala odzyskać te energię w dowolny sposób, a szczegóły techniczne są już od dawna dopracowane w miejskich autobusach. Skoro tam działa to zadziała i na orbicie
Zachowanie pędu to już oczywiście drobnostka.

Pozdrawiam serdecznie.

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365