 |
Archeologia antykwaryczna Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kultura
| Napisano | Autor | Tytuł | | 08-12-2011 21:14 | Hodża (11172 punktów) | Archeologia antykwaryczna
5 na 5 | Nie chodzi mi w tym wątku o tych archeologów, którzy przed wyjściem z ekipą w pole spędzają w bibliotekach (lub antykwariatach) wiele godzin wczytując się w materiały źródłowe pozwalające im lepiej umiejscowić poszukiwane artefakty. Temat ten dotyczy książek samych, zaś w szczególności tych dobrze napisanych i interesujących pozycji, które uległy zapomnieniu i przysypaniu przez nieustającą produkcję wszelkich tekstów, o tyle ostatnio szybszą i łatwiejszą, o ile bardziej są dostępne klawiatury i edytory tekstów. Jako, że ceny wszystkich nowych książek od pewnego czasu kształtują się na poziomie kolekcjonerskim, współgrając jak się wydaje, z nową rolą przeznaczoną temu symbolowi inteligenckości w realiach nowobogackiego salonu, tym chętniej zaglądam do składów antykwarycznych tudzież na stoiska bukinistów, na których od czasu do czasu można znaleźć dobre książki w cenie rozsądnej (rozsądnej zwłaszcza w obliczu narastającej konkurencji ze strony formatów elektronicznych). Ostatnio "odkopałem" takie dwie - godne polecenia a i chyba nie mające szans na wznowienie w najbliższym czasie, gdyż w pierwszym przypadku - tematyka (trącąca myszą), zaś w drugim - zapomnienie skutecznie zniechęcą wydawców do sięgnięcia po te tytuły. Pierwszy to zbiór felietonów Krzysztofa Teodora Toeplitza z lat 1971-77 "Mówienie do siebie". Dla kogoś, kto pamięta te czasy lektura tego zbiorku jest jak uchylenie zasłony niepamięci i odświeżający promień światła wydobywającego z oddalenia rzeczy i konteksty dziś już dawno zapomniane, ale w jakiś przewrotny sposób aktualne. To właśnie jest ciekawe w tej lekturze - jak wiele z obserwacji dotyczących tamtej rzeczywistości jest aktualnych w tym sensie przynajmniej, że pozwala lepiej zrozumieć pewne absurdalne cechy naszego społeczeństwa tak często, zbyt często, niestety, obserwowane i dzisiaj. Natomiast dla kogoś, kto nigdy nie miał okazji oglądać na żywo w TV I Sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka ewentualnie Krystyny Loski w jej najlepszych latach - ale interesuje się czasami "schyłkowego PRL-u", jest ta książka jak zbiór czytanek historycznych, napisanych świetnym stylem i będących specyficznym "wehikułem czasu" pozwalającym poznać psychodeliczną atmosferę tamtych lat. Druga książka to zbiór esejów "Most świętego Anioła" Marie Luise Kaschnitz. Zanim to przeczytałem, byłbym mógł przysiąc, że Niemcy nie potrafią pisać  Niestety, nie miałem czasu ani ochoty, by poznać twórczość Tomasza Manna czy innych niemieckich prozaików; jednak ta jedna książka niemieckiego autorstwa, którą zdarzyło mi się przeczytać (oprócz "Koszałka Opałka" i baśni braci Grimm) należy w moim odczuciu do prozy wybitnej. Mnie osobiście zachwyciła tym tak rzadkim zespoleniem poetyczności i konkretu, niezrównanego humoru, w którym obserwacje autorki na temat kultury europejskiej poprzez dystans wynikający z głębokiej mądrości i rozumienia natury ludzkiej pozwalają czytelnikowi wznieść się ponad to, co tymczasowe, w przestrzeń, z której lepiej widać śmieszność i mizerność naszych wzruszeń i pustkę tych dekoracji, które wypełniają nasze życie pozorem istotności. A pytanie tego wątku jest takie: czy i jakie książki uważacie za zapomniane? Ciekawe nie tylko z racji osobistego sentymentu, ale i warte polecenia innym, choć od wielu już lat nie wznawiane? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>nie miałem czasu ani ochoty, by poznać twórczość Tomasza Manna Czas nadrobić zapóźnienia. Może nie rzucaj się od razu na Doktora Faustusa ale polecam małą nowelkę pt. Śmierć w Wenecji w przekładzie Leopolda Staffa. Genialne!
> jakie książki uważacie za zapomniane? Jest ich sporo. Ja odkryłam ostatnio Tadeusza Brezę. Nie był chyba dosyć dawno wznawiany? Naprawdę dobry. Polecam nieduży Urząd. A z obcych pisarzy Friedrich Dürrenmatt. Znakomity. Jego Obietnica (Das Versprechen. Requiem auf den Kriminalroman) to znakomity kryminał wysokiej klasy. Nie jakaś Chmielewska.
The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
|
|
6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | "Kronika Wapshotów" i "Skandal u Wapshotów" Johna Cheevera. Podobało mi się. Polski przekład ukazał się jakieś 30 lat temu. I jeszcze stare tytuły Wydawnictwa Literackiego (nowe zresztą też, ale nie o tym mowa). W siermiężnej szacie graficznej, na fatalnym papierze, rozpadające się nierzadko już przy pierwszym czytaniu (takie były czasy...) fascynowały zawartością. Podzielę się doświadczeniami sprzed lat, choć to trochę obok tematu. W czasach nie tak jeszcze zamierzchłej "komuny" po wsiach istniały (a jakże!) biblioteki i księgarnie. Kiedyś przy okazji wizytowania dawnego opactwa cysterskiego w Koprzywnicy odkryłam, iż w onej Koprzywnicy także jest księgarnia. Zawalona była po sam dach najrozmaitszymi książkami. Osłupiałam tam z zachwytu, a pani ze smutkiem powiedziała, że dostaje wszystko, ze wszystkich wydawnictw, ale tu się mało co sprzedaje... Za jakieś zupełnie psie pieniądze (i za wszystkie, jakie miałam - zostawiłam tylko sobie sumę potrzebną na powrót do domu) nakupiłam tych książek chyba tonę. Takie przynajmniej miałam wrażenie, wlokąc je autobusem najpierw do Sandomierza, a potem stamtąd do Lublina. Wracałam tam potem jeszcze ze trzy razy - po książki. Nie wiem, czy obecnie w Koprzywnicy istnieje księgarnia. Książki to teraz niechodliwy towar. A jeśli jest, to pewnie sprzedaje to, co wszędzie - sagi o wampirach, poradniki typu "żyj zdrowo", podręczniki do tarota, dzieła typu "koniec świata wg kalendarza Majów" i tę... no... Norę Roberts.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
 | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>i tę... no... Norę Roberts Albo Danielle Steel. Może odbiegnę troszkę od tematu, ale przypomniałaś mi czasy "komuny". Ech, łza się w oku kręci. Pamiętam te majowe kiermasze w Alejach Ujazdowskich. Wydawano wtedy w masowych (po 100 tys. egzemplarzy) nakładach literaturę tzw. wysoką, za psie pieniądze, aby zwykłego chłopa lub robotnika było stać na książkę. Fakt, że były wtedy przeboje, na które się "polowało" - Proces Kafki czy Ulisses Joyce'a. Albo seria tzw. ceramowska. To był dreszczyk emocji jak pani Blanka z ksiegarni PIW-u przy Foksal wyciagała dla ciebie jakiegoś cerama spod lady. Ale i dzisiaj uwielbiam pójść do dużego Empiku i buszować po półkach. Niestety to już nie to co antykwarirty.
The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
|
|
 | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | > Podzielę się doświadczeniami sprzed latPodejrzewam, że w Koprzywnicy też nie ma już księgarni. Kiedyś rzeczywiście - nawet w niewielkich mieścinach były księgarnie, w większych wsiach biblioteki gminne, podczas deszczowych wakacji można było sobie uprzyjemnić czas czytając jakieś kryminały... dzięki temu poznałem całą serię Joe Alexa  Pamiętam taką starą, jeszcze przedwojenną księgarnię, po wojnie przejętą przez Dom Książki, w jakimś małym miasteczku. Każda moja wizyta w niej była małym wydarzeniem. Każde z trzech okien wystawowych kusiło obietnicą przygody, każda okładka skrywała zagadkę, każdy tytuł był tajemnicą pociągająca ku sobie i oczekującą poznania. Po przekroczeniu drewnianego progu i przejściu przez oszkloną sionkę wchodziło się po skrzypiącej parkietowej podłodze w inny świat, w którym na drewnianych półkach, wśród ścian wyłożonych drewnem, w słabym oświetleniu, piętrzyły się stosy książek, czasem przecenionych ale najczęściej ciekawych, chociaż o wielu rodzice mi mówili, że to "jeszcze nie dla mnie". W powietrzu czuło się ów niepowtarzalny zapach - farb drukarskich, klejów introligatorskich, papieru i, oczywiście kurzu, (ale i kawy "Super"; panie w księgarni na szczęście nie paliły). Wszystko to bardzo mocno zapadło w pamięć. Dziś już nie ma tego domu. Został wyburzony, na tym miejscu ma powstać duży pawilon handlowy czy coś podobnego. Żal mi tej księgarni, chociaż nie była ona przez nikogo traktowana jako własność, to przecież miała swoją indywidualność i ten czar rzucony przez wszystkie podobne sobie dzieci, które rozpłaszczały swoje nosy na zimnej szybie, żeby dojrzeć lepiej wymarzoną książkę, bilet w krainę, w której wszystko jest możliwe. Na pewno dzisiejsze czasy nie sprzyjają czytaniu i to nie tylko ze względu na wieczną bieganinę i to, że czytanie kojarzy się już najczęściej z czytaniem kwot i terminów płatności. To również ciągły potok nieuporządkowanej informacji, ten informacyjny szum rozpraszający i utrudniający skupienie uwagi, wyciszenie umysłu i przygotowanie go do pełnego odbioru treści pisanych. Wtedy, w latach siedemdziesiątych, był praktycznie tylko jeden kanał TV (drugi program zdaje się nadawał od początku lat siedemdziesiątych, ale tylko dwie-trzy godziny dziennie a i to nie zawsze, dopiero od połowy Gierka coś drgnęło). Książka w tym ponurym otoczeniu informacyjnym łatwiej spełniała swoją pierwotną funkcję "okna na świat" i, przyznajmy to otwarcie - również dawała możliwość pewnego eskapizmu. Kiedy dziś np. wspominam niektóre książki Verne'a - to rzeczywiście mam wrażenie, jakbym tamten fantastyczny świat odwiedził, chociaż myślą tylko, to jak najbardziej osobiście. Teraz też jest to możliwe - kiedy wyłączę wszystkie nośniki elektronicznych sygnałów i pozwolę, by umysł znów powrócił do swojej pierwotnej funkcji, jaką jest myślenie - po pewnym czasie książka powraca na swoje właściwe, wysokie miejsce, nie zagrożone awarią systemu operacyjnego czy układów zasilania, tych przynajmniej układów, które stworzył człowiek, a nie ślepa, bezcelowa ewolucja. 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|