Racjonalista - Strona głównaDo treści
Znaczenie, uzgodnienie, nazywanie.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
22-02-2012 23:01krystkon (459 punktów)Znaczenie, uzgodnienie, nazywanie.
Ocena -1 na 1
Na potrzeby tego wątku przyjmijmy robocze definicje. Przyjmijmy, że znaczenie, uzgodnienie, nazywanie jest formą oddziaływania fizycznego pomiędzy obiektami.

Schemat oddziaływań między obiektami:



Gdzie:
X - jest obiektem obserwowanym - zmieniającym obiekty Y i Z w oddziaływaniu - np. poprzez przekazanie temperatury
Y - jest obserwatorem X, reaguje zmianą na oddziaływanie X. Y reagując na X oddziałuje z Z. Biorąc za przykład przekazywanie temperatury Y zyskując temperaturę od X zaczyna przekazywać ją dalej Z.
Z - jest podobnym obserwatorem do Y - reaguje w podobny sposób na X i zaczyna przekazywać zyskaną od X temperaturę Y.

A - jest znaczeniem - oddziaływaniem podstawowym w układzie obiektów - pierwotną zmianą w obiektach.
A' - jest uzgodnieniem - oddziaływaniem pochodnym od A. Przekazywaniem temperatury pomiędzy Y i Z wskutek nabycia jej od X.
A'' - jest nazywaniem - oddziaływaniem powstałym z nałożenia się A i A' - zmienionym przekazywaniem sobie temperatury przez Y i Z wskutek nałożenia się na siebie dwóch oddziaływań A i A' .

Przenosząc to na poziom ludzkiej abstrakcji - nikt nie powinien mieć wątpliwości, że aby coś nazwać to wpierw musi się wydarzyć coś podstawowego - to co będzie nazywane - czyli znaczenie. Następnie, aby coś mogło być nazywane między obiektami to musi powodować widoczną reakcję. Będę coś nazywał wzajemnie z inną osobą pod warunkiem, że dostrzegam, że to coś powoduje lub może powodować u drugiej osoby reakcję. To jest wg mnie uzgodnienie znaczenia. Nazywamy wówczas gdy zdarzą się jednocześnie znaczenie i uzgodnienie lub możliwość uzgodnienia.

Wszystko jest zapewne dużo bardziej złożone - to jest uproszczenie.

Przypuszczam, że nikt się ze mną nie zgodzi, jednak chciałbym poznać choć jeden sensowny kontrargument inny niż ten, że filozofowie w swoich definicjach opisują to inaczej.

Biorąc pod uwagę fakt, że dzisiejsze definicje opisujące abstrakcję dokładnie niczego nie wyjaśniają i ich wartość przez to jest żadna proszę o inny niż te definicje kontrargument.

Rozumiem, że ludzie myślą o sobie niestworzone rzeczy i zaakceptowanie przez nich faktu, że komunikacja to tyle co przekazywanie sobie temperatury, jednak jeśli ktoś stwierdzi, że znaczenie, uzgodnienie i nazywanie nie jest oddziaływaniem fizycznym (choć widać gołym okiem, że jest) - to chciałbym się dowiedzieć dlaczego?

Możecie także napisać dlaczego moje wątki przenosicie do bazgrołów. Wszelkie dotychczasowe zaprzeczenia moim twierdzeniom daje się podpiąć pod stwierdzenie "nie bo nie" - albo znajdźcie mi takie, które wyraża sensowne zaprzeczenie.

Ciekawe ile ludziom czasu zajmie przyzwyczajenie się do faktu, że myślenie czy komunikowanie się jest tym samym co płynięcie strumienia wody. Tu w tej rzeczywistości - wszystko działa tak samo jak płynięcie strumienia wody tylko w różnej formie. Każdy powinien to dostrzegać.

Pozdrawiam.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Został Ci tylko mały krok do zrobienia:
Skąd Y wie, że Z mu przekazuje informacje o X?
Skąd Z wie, że Y mu przekazuje informacje o X?

Pozdrawiam

"Kto ile zdążył, tego mu cofnąć nie może." - Wisia Sz. o Śmierci
krystkon (459 punktów)
>Został Ci tylko mały krok do zrobienia:
>Skąd Y wie, że Z mu przekazuje informacje o X?
>Skąd Z wie, że Y mu przekazuje informacje o X?
>Pozdrawiam

Po pierwsze "rozumieć" - "wiedzieć" - znaczy wg mnie działać w wyniku mojej wiedzy.
Rozumiem, że Słońce świeci tzn. Słońce na mnie wpływa i ja na podstawie tego wpływu decyduje się na pewne działanie. Reakcje jądrowa w Słońcu są przyczyną wpływającą na - w efekcie - na moje zachowanie (moje działanie rozumiane jako ruch fizyczny). W wypromieniowaniu energii przez Słońce, odebraniu jej przez moje ciało i wykorzystaniu jej w działaniu - zawierają się stwierdzenie istnienia Słońca, podjęcie decyzji na podstawie istnienia Słońca i działania fizyczne w wyniku działania Słońca.

Czy nie mógłbyś sobie wreszcie zadać pytania co dzieje się w twoim ciele z energią pozyskaną od Słońca? Gdzie ona się rozchodzi i czy przypadkiem nie może być w twoich fizycznych ruchach?

Na pewno sobie tłumaczysz to tak, że wypromieniowujesz to w postaci ciepła do otoczenia lub zużywasz w reakcjach chemicznych, które tworzą związki chemiczne o wyższych poziomach energetycznych. Chodzi jednak o to, że ta części energii, którą pochłoną twoje receptory w oczach, skórze nie przekształci się w twoim ciele w energię cieplną ani też energię wiązań chemicznych. Tą energię zużyjesz w fizycznych ruchach. W ten sposób oddasz tą energię do otoczenia. Twoja świadomość jest niezmiernie złożonych przekształceniem się energii reakcji jądrowych w fizyczne ruchy twojego ciała. Ogólnie rzecz ujmując można byłoby to opisać jako rekcję ciała ludzkiego na Słońce.

Po drugie.
>Skąd Y wie, że Z mu przekazuje informacje o X?

Wiedza, o którą pytasz jest w rzeczywistości reakcją Y na połączony wpływ X i Z.
Twoja wiedza obejmująca pewne zdarzenie i informację opisującą to zdarzenie wyrażoną przez inną osobę - jest w rzeczywistości TWOJĄ REAKCJĄ (TWOIM FIZYCZNYM DZIAŁANIEM) wskutek zdarzenia i informacji. Zarówno zdarzenie jak i informacja są formami oddziaływania fizycznego pomiędzy obiektami przy czym informacja o zdarzeniu jest oddziaływaniem pochodnym od samego oddziaływania - zdarzenia.

Pozdrawiam.

Krystian Hamerlik-Konopka
23-02-2012 23:19 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Po pierwsze "rozumieć" - "wiedzieć" - znaczy wg mnie działać w wyniku mojej wiedzy.

No i widzisz, dokładnie to o czym pisałem. "rozumieć" nie znaczy "działać w wyniku mojej wiedzy".

Jeśli nie umiesz nawet takich słów stosować zgodnie z ich przeznaczeniem, to sobie po prostu daruj.
krystkon (459 punktów)
Przecież napisałem wyraźnie, że wg mnie.
A Ty skoro twierdzisz coś odmiennego - to mógłbyś postarać się choć raz o jakiś argument. Co ma znaczyć twoje "NIE ZNACZY". Nie znaczy i już bo spellbinder tak powiedział.

Pozdrawiam.

Krystian Hamerlik-Konopka
24-02-2012 00:42 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Przecież napisałem wyraźnie, że wg mnie.

"Albatros bizon poddawać aborcji Marsjanin Ambroży" jeśli o mnie chodzi, czyli w tłumaczeniu:

Możesz sobie pisać co chcesz.

>A Ty skoro twierdzisz coś odmiennego - to mógłbyś postarać się choć raz o jakiś argument.

Masz słownik języka polskiego, gdzie zapisane są wyraźnie znaczenia poszczególnych słów!

Jeśli decydujesz się rozmawiać w danym języku, to powinieneś używać słów zgodnie z ich znaczeniem, a nie jak sobie chcesz.

Równie dobrze mógłbyś pisać "pokemoniastym" pismem.

>Co ma znaczyć twoje "NIE ZNACZY". Nie znaczy i już bo spellbinder tak powiedział.

Zerknij czasami do słownika i zobacz co oznaczają dane słowa.
24-02-2012 08:20 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>.. "rozumieć" - "wiedzieć" - znaczy wg mnie działać w wyniku mojej wiedzy.
Nie uznajesz zatem wiedzy czy rozumienia bez ich behawioralnej manifestacji - nieujawniających się na zewnątrz a pozostających niejako 'w stanie spoczynku'?

>.. Słońce na mnie wpływa i ja na podstawie tego wpływu decyduje się na pewne działanie. W wypromieniowaniu energii przez Słońce, odebraniu jej przez moje ciało i wykorzystaniu jej w działaniu - zawierają się stwierdzenie istnienia Słońca, podjęcie decyzji na podstawie istnienia Słońca i działania fizyczne w wyniku działania Słońca.
Jeśli Słońce akurat świeci na drugiej półkuli, a tu nie oddziałuje i nie powoduje bezpośrednich reakcji, to wtedy znika też wiedza i rozumienie dotyczące światła słonecznego?
krystkon (459 punktów)
Myślisz, że oddziaływanie musi być nieustanne? Przyjrzyj się dobremu termosowi. Raz przekazana energia może uwalniać się przez bardzo długi czas. Niektóre zmiany powodowane przez krótkie oddziaływanie są wręcz nieodwracalne i powodują całkowitą zmianę działania - wystarczy, że spojrzysz przez lupę na Słońce.

Pozdrawiam

Krystian Hamerlik-Konopka
24-02-2012 08:55 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>>Skąd Y wie, że Z mu przekazuje informacje o X?
>Wiedza, o którą pytasz jest w rzeczywistości reakcją Y na połączony wpływ X i Z.
>Twoja wiedza obejmująca pewne zdarzenie i informację opisującą to zdarzenie wyrażoną przez inną osobę - jest w rzeczywistości TWOJĄ REAKCJĄ (TWOIM FIZYCZNYM DZIAŁANIEM) wskutek zdarzenia i informacji. Zarówno zdarzenie jak i informacja są formami oddziaływania fizycznego pomiędzy obiektami przy czym informacja o zdarzeniu jest oddziaływaniem pochodnym od samego oddziaływania - zdarzenia.

Pytanie jest proste!
Jak nie rozumiesz jego sensu, to je przeformułuje:
Dlaczego Y zakłada, że Z przekazuje mu informacje o X? Dlaczego nie uważa na przykład, że Z podaje mu informacje z powodów nie związanych z X?

Pozdrawiam

"Kto ile zdążył, tego mu cofnąć nie może." - Wisia Sz. o Śmierci
krystkon (459 punktów)
>Pytanie jest proste!
>Jak nie rozumiesz jego sensu, to je przeformułuje:
>Dlaczego Y zakłada, że Z przekazuje mu informacje o X? Dlaczego nie uważa na przykład, że Z podaje mu informacje z powodów nie związanych z X?
>Pozdrawiam

Ty wciąż nie rozumiesz. Zakładasz istotę Y. Wciąż wciskasz uporczywie duszę do Y. Dusza Y to jego działanie wskutek oddziaływania z innymi obiektami. Dusza Y to cała złożona reakcja ciała człowieka na wszystkie bodźce. Towarzyszy temu pewne działanie w wymiarze logicznym całego zdarzenia. Gaszenie jednej żarówki dwoma odległymi przełącznikami naprzemiennie - ma swój dostrzegalny wymiar logiczny choć są to proste oddziaływania fizyczne.

Rozszerzenie się metalu po zetknięciu z gorącym przedmiotem jest tym samym u podstaw to twoje odsunięcie się od zbyt gorącego przedmiotu. Różnica jest taka, że jesteś dużo bardziej złożonym obiektem a więc oddziaływanie fizyczne pomiędzy gorącym przedmiotem a twoim ciałem jest także dużo bardziej złożone niż w zetknięciu z kostką metalu.

Świadomość towarzyszy zarówno rozszerzeniu się metalu jaki i twojej reakcji na uczucie gorąca. Świadomość to pewne działanie w wymiarze logicznym towarzyszące działaniu w wymiarze fizycznym. To jest jednak uproszczenie - bo wymiar jest jeden nie dwa i zawiera w sobie zarówno całą logikę zdarzenia jak i całą fizyczność zdarzenia.

Wszystkie zmiany w obiektach są jednocześnie świadomością tych obiektów - na wzór i podobieństwo świadomości ludzkiej. Komputer też musi jakoś odczuwać zmiany, które w nim zachodzą w przeciwnym razie Ty także nie możesz niczego odczuwać. Trudne do uwierzenia - nic na to nie poradzę.

Pozdrawiam.

Krystian Hamerlik-Konopka
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Odpowiedz na pytania.

Pozdrawiam

Kiedy rozmowa staje się sylogizmem błednego koła?
Gapa (597 punktów)

>Rozumiem, że Słońce świeci tzn. Słońce na mnie wpływa i ja na podstawie tego wpływu decyduje się na pewne działanie. Reakcje jądrowa w Słońcu są przyczyną wpływającą na - w efekcie - na moje zachowanie (moje działanie rozumiane jako ruch fizyczny).

>"Rozumiem"

Zaraz wyjdę na durnia, ale ja nie rozumiem, ze Słonce świeci tylko CZUJE ze Słonce świeci, w związku z tym pierwsze JA-moja podświadomość decyduje, zeby paść plackiem i się rozkoszować tym ciepłem, a drugie JA- moja świadomość każe mi nie marnować czasu, tylko wziac się do czegoś pożytecznego.

>W wypromieniowaniu energii przez Słońce, odebraniu jej przez moje ciało i wykorzystaniu jej w działaniu - zawierają się stwierdzenie istnienia Słońca, podjęcie decyzji na podstawie istnienia Słońca i działania fizyczne w wyniku działania Słońca.

Cialo chyba podobnie bedzie reagowac, jesli "ociepli się je" swiatlem podobnym do slonecznego, wiec Słonce jako Słonce moze sobie byc za chmurami, i miec wszystko w nosie.

Moj wniosek: temat nie dla mnie, aczkolwiek cwiczy umysl abstrakcjami.
spellbinder (8577 punktów)
>Przenosząc to na poziom ludzkiej abstrakcji - nikt nie powinien mieć wątpliwości, że aby coś nazwać
>to wpierw musi się wydarzyć coś podstawowego - to co będzie nazywane - czyli znaczenie.

Bzdura. Setki tysięcy rzeczy które nie istnieją, nie wydarzają się i po prostu ich nie ma są nazywane i nadawane jest im znaczenie.

Jeśli zaś chodzi o poziom ludzkiej abstrakcji, z którą ewidentnie sobie nie radzisz, WIPIERW człowiek musi mieć możliwość "zaobserwowania" zdarzenia, czy ono jest, czy go nie ma.

Jeśli się wydarza, to oczywiście jest to jakieś ułatwienie, chociaż niekoniecznie patrząc na to w co ludzie wierzą i czego własnym życiem bronią.

>aby coś mogło być nazywane między obiektami to musi powodować widoczną reakcję.

Tak? To jak według Ciebie ludzie dochodzą do wniosku, że ich kot "kocha"? Nie ma żadnej "widocznej" reakcji kota, która mogłaby sugerować iż zwierz ten jest w stanie przeżywać miłość.

>Wszystko jest zapewne dużo bardziej złożone - to jest uproszczenie.

No właśnie. Jest dużo bardziej skomplikowane. Bo wbrew temu co zdajesz się sugerować w innych wątkach, człowiek obserwuje świat inaczej niż worek mąki.

>Przypuszczam, że nikt się ze mną nie zgodzi

Nie napisałeś niczego kontrowersyjnego. Podstawowy problem z krystkonem polega na tym, że nie potrafisz precyzyjnie się wyrażać. Cel Twoich wątków pozostaje nieznany, cholera wie czy Ty pytasz, oświecasz, domyślasz się, czy po prostu trollujesz. Nie potrafisz powiedzieć o co Ci chodzi. Nie potrafisz wyjaśnić o co Ci chodzi. Używasz pojęć niezgodnie z ich znaczeniem. Wprowadzasz do wątków niemożliwy do opanowania chaos właśnie takim zachowaniem.

Dlatego też lądujesz co rusz w bazgrołach.
krystkon (459 punktów)
>Bzdura. Setki tysięcy rzeczy które nie istnieją, nie wydarzają się i po prostu ich nie ma są nazywane i nadawane jest im znaczenie.

Słowem odbierasz nazwom znaczenia.
To wybierz choć kilka przykładów z tych setek tysięcy . Wskaż mi nazwę, która nie opisuje żadnego zdarzenia. To co napisałeś jest oczywistym absurdem.

>Jeśli zaś chodzi o poziom ludzkiej abstrakcji, z którą ewidentnie sobie nie radzisz, WIPIERW człowiek musi mieć możliwość "zaobserwowania" zdarzenia, czy ono jest, czy go nie ma.

Przytknij pupę do kaloryfera to dokonasz obserwacji.

>Jeśli się wydarza, to oczywiście jest to jakieś ułatwienie, chociaż niekoniecznie patrząc na to w co ludzie wierzą i czego własnym życiem bronią.

Są sytuacje w których nawet komputery zapętlają się próbując zrealizować jakiś cel programowy.

>>aby coś mogło być nazywane między obiektami to musi powodować widoczną reakcję.
>Tak? To jak według Ciebie ludzie dochodzą do wniosku, że ich kot "kocha"? Nie ma żadnej "widocznej" reakcji kota, która mogłaby sugerować iż zwierz ten jest w stanie przeżywać miłość.

Skoro nie ma żadnych działań fizycznych, które mogą być odbierane jako miłość to do podobnego wniosku można dojść przy wypchanym kocie.

>>Wszystko jest zapewne dużo bardziej złożone - to jest uproszczenie.
>No właśnie. Jest dużo bardziej skomplikowane. Bo wbrew temu co zdajesz się sugerować w innych wątkach, człowiek obserwuje świat inaczej niż worek mąki.

Worek mąki jest workiem mąki dla człowieka. Dla nieczłowieka workiem mąki może być mózg człowieka. Zresztą nawet i dla człowieka mózg może być workiem mąki. Mało to mózgów spreparowanych stoi w słojach? Myślisz, że mózg 5 minut po śmierci tak bardzo fizycznie różni się od mózgu na 5 minut przed śmiercią? Ustają pewne fizyczne działania - mimo to te mózgi nadal są do siebie bardzo podobne.

>>Przypuszczam, że nikt się ze mną nie zgodzi
>Nie napisałeś niczego kontrowersyjnego. Podstawowy problem z krystkonem polega na tym, że nie potrafisz precyzyjnie się wyrażać.

Masz rację można powiedzieć, że nie jestem precyzyjny. Próbują w końcu opisywać coś bardzo niezrozumiałego dla wszystkich i to nie od dziś. Brak precyzji jest wg mnie zrozumiały.

>Cel Twoich wątków pozostaje nieznany, cholera wie czy Ty pytasz, oświecasz, domyślasz się, czy po prostu trollujesz.

Próbuję zwyczajnie rozmawiać na temat abstrakcji. Natykam się na ogromny opór, za którym nie stoją żadne argumenty.

>Nie potrafisz powiedzieć o co Ci chodzi. Nie potrafisz wyjaśnić o co Ci chodzi. Używasz pojęć niezgodnie z ich znaczeniem. Wprowadzasz do wątków niemożliwy do opanowania chaos właśnie takim zachowaniem.

Potrafię powiedzieć o co mi chodzi i masz rację nie potrafię wyrażać tego zrozumiale. Zmieniam znaczenia słów bo tego wymagają moje twierdzenia. Jednak staram się je definiować (ostatnio) pojęcia zanim użyję ich w zmienionym znaczeniu.

>Dlatego też lądujesz co rusz w bazgrołach.

To też.
Jednak jestem tu także dlatego, że moje twierdzenia są nie do przyjęcia.

Ludzie w gruncie rzeczy uwielbiają swoje przekonanie, o tym że ich świadomość pochodzi z otchłani.

Twierdzenie, że w tej chwili na powierzchni planety Mars i Ziemia dzieje się coś zbliżonego do siebie dla wielu ludzi będzie długo nie do przyjęcia.

Prawda jest taka, że ludzie są powierzchnią planety Ziemia - taką samą powierzchnią jak oceany, piaski pustyni, góry, rzeki. Ruch samochodów po autostradzie choć bardziej złożony jest tak samo naturalny jak rzeka.
My nie jesteśmy odrębni od tej planety. My jesteśmy piaskiem tej planety.

Pozdrawiam.

Krystian Hamerlik-Konopka
24-02-2012 00:20 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>To wybierz choć kilka przykładów z tych setek tysięcy . Wskaż mi nazwę, która nie opisuje żadnego zdarzenia.

"Bóg", słowo które nie oznacza niczego konkretnego, nie da się tego zauważyć

>Skoro nie ma żadnych działań fizycznych, które mogą być odbierane jako miłość to do podobnego wniosku można dojść przy wypchanym kocie.

I tu właśnie się wywalasz, bo w ogóle nie rozumiesz człowieka. Nie wiesz jak człowiek myśli, nie wiesz jak rozumuje i starasz się to wyładować najwyraźniej na forum

Od kota nie wychodzą żadne bodźce, które można uznać za oznakę miłości - jest prosty powód, kot nie może kochać. Człowiek za to kochać może i ma taką zabawną cechę, która powoduje, że jest w stanie przypisać zwierzętom, roślinom i nawet przyrodzie pewne cechy ludzkie.

Tak więc i owszem. Człowiek może myśleć, że wypchany kot, który w jakiś sposób jest pojemnikiem duszy tego ex-kota wciąż właściciela "kocha".

>Worek mąki jest workiem mąki dla człowieka. Dla nieczłowieka workiem mąki może być mózg człowieka. Zresztą nawet i dla człowieka mózg może być workiem mąki. Mało to mózgów spreparowanych stoi w słojach? Myślisz, że mózg 5 minut po śmierci tak bardzo fizycznie różni się od mózgu na 5 minut przed śmiercią? Ustają pewne fizyczne działania - mimo to te mózgi nadal są do siebie bardzo podobne.

I być może zdajesz sobie sprawę z tego, że mimo iż samochód na parkingu ma dokładnie taką samą konstrukcję jak samochód na autostradzie, to ten na parkingu NIE JEDZIE?

>Masz rację można powiedzieć, że nie jestem precyzyjny. Próbują w końcu opisywać coś bardzo niezrozumiałego dla wszystkich i to nie od dziś. Brak precyzji jest wg mnie zrozumiały.

Nawet w tym "wyznaniu" nie ma precyzji.

>Próbuję zwyczajnie rozmawiać na temat abstrakcji. Natykam się na ogromny opór, za którym nie stoją żadne argumenty.

Stoją, stoją. Tylko, że zakopałeś się tak głęboko w swój jakiś dziwny upór że w ogóle nie jesteś w stanie zauważyć rzeczywistości i tego, że najzwyczajniej w świecie - sorry za określenie - pieprzysz głupoty.

>Zmieniam znaczenia słów bo tego wymagają moje twierdzenia.

Lecz się facet, naprawdę.

Nie widzisz że przez to... tu mi się ciśnie na usta wulgaryzm, cholera jasna... że właśnie przez to nie można zrozumieć o co Ci chodzi? Mówisz po polsku, to do ciężkiej cholery mów po polsku! A nie szyfrem.

>Jednak staram się je definiować (ostatnio) pojęcia zanim użyję ich w zmienionym znaczeniu.

To się staraj używać pojęć W NIEZMIENIONYM ZNACZENIU!

>Jednak jestem tu także dlatego, że moje twierdzenia są nie do przyjęcia.

Znalazł się mesjasz.

Może też być, że ludzie lądują w bazgrołach bo są idiotami albo trollami.

>My nie jesteśmy odrębni od tej planety. My jesteśmy piaskiem tej planety.

I co to w ogóle ma do rzeczy?
24-02-2012 10:13 
 Ocena 2 na 2
Gapa (597 punktów)
>Od kota nie wychodzą żadne bodźce, które można uznać za oznakę miłości - jest prosty powód, kot nie może kochać. Człowiek za to kochać może i ma taką zabawną cechę, która powoduje, że jest w stanie przypisać zwierzętom, roślinom i nawet przyrodzie pewne cechy ludzkie.

A co "milosc" "kochanie" oznacza?
Zwierzętom, przez długie lat odmawiano uczuć "wyzszych" i czasem przychodzi nam się zdziwić.
www.youtube.com/watch?v=br8JOnaVivY

www.youtube.com/watch?v=qjOJmc2aCkI
24-02-2012 10:45 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
Ja też nie zgadzam się z tym, że zwierzęta nie potrafią na swój sposób "kochać". Swoją sympatię bądź antypatię potrafią też okazać.

Biedny kot
Znam przypadek, gdy 14-letnia kotka po utracie swego towarzysza zabaw (12-letni kocurek) najpierw rozpaczliwie go szukała, biegając po domu i miaucząc, a potem przez dobry tydzień nie chciała się bawić, siedziała osowiała lub snuła się, węsząc we wszystkich kątach. Nawet jeść niespecjalnie chciała. Potem stopniowo wróciła do dawnej formy.
Kot ogromnie cieszy się na widok jednego człowieka, wchodzącego do domu, miauczy, tańczy wokół niego, wdrapuje się po nodze, a prawie nie cieszy się na widok innego, nawet członka tej samej rodziny, ot, ogonem kiwnie z daleka i tyle. Jeśli robi mu jakąś różnicę, kto przyszedł do domu, to raczej nie chodzi o michę.
24-02-2012 11:04 
 Ocena 1 na 1
Gapa (597 punktów)
>Ja też nie zgadzam się z tym, że zwierzęta nie potrafią na swój sposób "kochać". Swoją sympatię bądź antypatię potrafią też okazać.
Mozę pójdę zbyt daleko we wnioskach, ale to zeby odmawiać zwierzętom "ludzkich" uczuć to zasługa religi. Bo przecież psy-koty-chomiki i krowy do raju nie ida(?) Tak strasznie jestesmy zapatrzeni i zadufani w swoje JA, ze trudno nam oddac posiadanie uczuć innym. A przecież hormony(! )u zakochanych ludzi i zwierzat sa takie same.
Czasem sobie mysle, ze czlowiek to taka mala-wstretna-bezbronna-i-brzydka istota.
24-02-2012 10:52 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>A co "milosc" "kochanie" oznacza?

Kot nie umie operować abstrakcyjnymi pojęciami. Dlatego też miłość przez kota nie może być w żaden sposób przeżyta.

>Zwierzętom, przez długie lat odmawiano uczuć "wyzszych" i czasem przychodzi nam się zdziwić.

Jeszcze chwila i karaluchom przyznamy uczucia.

>www.youtube.com/watch?v=br8JOnaVivY
>www.youtube.com/watch?v=qjOJmc2aCkI

Widzimy tu nie miłość, a to że jeden pies próbuje ratować drugiego. Miłość jest jednak rzeczą dużo bardziej skomplikowaną niż tylko zachowania typowo stadne.

To jest jednak coś, o czym wcześniej wspomniałem. W tym momencie przypisujesz kotkom i pieskom więcej niż widać, bo odnosisz to do analogicznej sytuacji z udziałem ludzi i tego co ludzie odczuwają. W dodatku sporo sobie ludzie dopowiadają w takich sytuacjach, wymyślają historię tych zwierząt.
Kot natomiast tylko ugniata tego koleżkę swojego, a pies - jako istota stadna - oddaje się instynktom.

Nie mówiąc już o tym, że pomoc bliźniemu w żaden sposób nie może być oznaką "miłości" abclocal.g(*)?section=news/local&id=7041676 - tu facet uratował z pożaru jakiegoś chłopca, ale to nie oznacza, że chłopca tego kochał:D
Gapa (597 punktów)

>Kot nie umie operować abstrakcyjnymi pojęciami. Dlatego też miłość przez kota nie może być w żaden sposób przeżyta.

Prawda. Abstrakcyjne myślenie jest zarezerwowane dla ludzi.
Reszta moze odczuwać od Radości-po smutek. Odczuwają to przez jakiś czas, ale nie "mysla" o tym.

>Kot natomiast tylko ugniata tego koleżkę swojego, a pies - jako istota stadna - oddaje się instynktom.

Kot ugniata-prawda. Można przypisywać zwierzętom ludzkie, jak i ludziom zwierzęce zachowania.

Pies oddal sie instynktom, prawda. Co bylo pierwsze instynkt czy "milosc"?

>Nie mówiąc już o tym, że pomoc bliźniemu w żaden sposób nie może być oznaką "miłości" abclocal.g(*)?section=news/local&id=7041676 - tu facet uratował z pożaru jakiegoś chłopca, ale to nie oznacza, że chłopca tego kochał:D

Pomoc obcej osobie tez jest instynkowna. Na tyle instynkowna, ze przytlumia nasza zdobyta wiedze. Nasza wiedza, przynajmniej mi, mowi: "sama masz dzieci, nie wlaz tam, bo twoje dzieci moga stracic matke", ale zazwyczaj instynkt przewaza, a potem sie nazywa to "bohater".
Gdyby nie pomogl, a moglby to by ozwano go sie ch****. A tlum gapiow zatrzymuje przed pozarem instynkt samozachowawczy.

Milosc wystepujaca wsrod zwierzat, jest po prostu przezywana "tu i teraz". Ale nie zamierzam w nikogo jej zmuszac na zasadzie nawiedzonych wegan, bo "kurze jest przykro...."
24-02-2012 11:39 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Pies oddal sie instynktom, prawda. Co bylo pierwsze instynkt czy "milosc"?

To nie jest ważne co było pierwsze, tylko co jest czym, i że jedno nie jest tożsame z drugim.

>Milosc wystepujaca wsrod zwierzat, jest po prostu przezywana "tu i teraz". Ale nie zamierzam w nikogo jej zmuszac na zasadzie nawiedzonych wegan, bo "kurze jest przykro...."

I tym samym nie można postawić tu znaku równości I tylko o to chodzi.
Gapa (597 punktów)

>To nie jest ważne co było pierwsze, tylko co jest czym, i że jedno nie jest tożsame z drugim.
Ważne, bo jedno wynika z drugiego.
Miłość do ojczyzny to instynkt terytorialny.
Za to się umiera, tego się broni.
Level up to pozbycie się abstrakcyjnej miłości do abstrakcyjnego Boga, jako tworu nieistniejącego.

>>Miłość występująca wśród zwierząt, jest po prostu przezywana "tu i teraz". Ale nie zamierzam w nikogo jej zmuszac na zasadzie nawiedzonych wegan, bo "kurze jest przykro...."

>I tym samym nie można postawić tu znaku równości I tylko o to chodzi.

Znaku rownosci nie.
Ale tez nie mozna jej odmawiac, ze istnieje w innej formie/wymiarze/czasoprzetrzeni umyslu jakkolwiek to zwac.
Miłość to dbanie o partnera, o jego samopoczucie, tesknota za nim, dzielenie się zarciem, walka o wspolne dobro, nasze terytorium.
A tego nie mozna zarzucic zwierzetom jako takim.
spellbinder (8577 punktów)
>Ważne, bo jedno wynika z drugiego.

To tak jakbyś powiedział, że człowiek jest tak samo skomplikowany jak organizm jednokomórkowy, bo człowiek powstał z organizmu jednokomórkowego

>Miłość do ojczyzny to instynkt terytorialny.

Raczej lata poddawania dziecka manipulacji i stworzenie wartości z czegoś co wartością nie jest. No i głównie chodzi o przynależność do grupy.

>Miłość to dbanie o partnera, o jego samopoczucie, tesknota za nim, dzielenie się zarciem, walka o wspolne dobro, nasze terytorium.
>A tego nie mozna zarzucic zwierzetom jako takim.

Miłość to przede wszystkim uczucie
Przemek J. (3008 punktów)
>Miłość to przede wszystkim uczucie

Ja bym do tego dorzucił definicję:

Cytat:
Uczucie, proces psychiczny odzwierciedlający stosunek jednostki do otoczenia, do jego elementów i do samego siebie.
Źródło: Portal wiedzy.

I postawił pytanie:

Czy w takim razie zwierzęta są w stanie ustosunkować się do otoczenia?


I do tego właśnie prowadzi myślenie, pomyślał. Prowadzi do kłopotów. Nawet kiedy wiesz, że inni potrafią myśleć za siebie, ty zaczynasz myśleć za nich też. [Terry Pratchett]
24-02-2012 17:46 
 Ocena 2 na 2
Gapa (597 punktów)
>Cytat:
>Uczucie, proces psychiczny odzwierciedlający stosunek jednostki do otoczenia, do jego elementów i do samego siebie.

>Czy w takim razie zwierzęta są w stanie ustosunkować się do otoczenia?

No, do siebie samego na pewno nie.
Nie bardzo rozumiem to pytanie.
Nie wiem wiem jak rozumieć otoczenie, i co ma być tym otoczeniem, bo martwa natura jest badana przez człowieka, a zwierzęciu brylancik wisi i powiewa.
Natomiast miedzy żywymi zwierzętami zachodzą wszelkiego rodzaju typy zachowań od zacietej nienawisci, po serdeczna przyjazn, a do "nizszej jakosciowo milosci".

Jak ustosunkowywuja sie slonie do kosci-pozostalosci po swoich zmarlych?
27-02-2012 09:42 
 Ocena 2 na 2
Przemek J. (3008 punktów)
>Jak ustosunkowywuja sie slonie do kosci-pozostalosci po swoich zmarlych?

O to właśnie chodzi w tej dyskusji (chyba), o ustalenie granicy pomiędzy "człowieczeństwem" z "zwierzęcością". Jak dla mnie wszystko rozbija się o definicje. Im więcej dowiadujemy się o zwierzętach, tych trudniej ustanowić jakąś granicę pomiędzy nimi a nami. Co wcale nie dziwi, bo ewolucja to proces ciągły, dokonujący się małymi krokami. Niestety ta sama ewolucja, która wywiodła nas ze świata zwierząt nie oszczędziła nam kilku atawizmów, nie uniezależniła od spożywania innych stworzeń i teraz mamy pole do popisu: możemy sobie po gdybać, co jest etyczne a co nie jest, na ile zwierzęta są ludzkie, a ludzie zwierzęcy itd. I jak napisałem na początku. Granica będzie przebiegała tam, gdzie ją ustanowi definicja. Zawsze będzie sztuczna i podważalna, ale o tym już pisał Jacek w swoim wywodzie o wegetarianizmie.


I do tego właśnie prowadzi myślenie, pomyślał. Prowadzi do kłopotów. Nawet kiedy wiesz, że inni potrafią myśleć za siebie, ty zaczynasz myśleć za nich też. [Terry Pratchett]
Gapa (597 punktów)
A dostane linka?
Przemek J. (3008 punktów)
Naprawdę próbowałem, ale jak zapewne wiesz Jacek jest dość aktywnym uczestnikiem forum (przeszło 7,5 tys. Wpisów w tej chwili). Nawet przy ograniczeniu czasowym, do 4 miesięcy jest to więcej niż jestem w stanie przejrzeć.
Niestety był to wątek poboczny jakiejś dyskusji i zupełnie nie pamiętam jakiej.

Chodziło o to, jeśli dobrze pamiętam i jeśli faktycznie były to słowa Jacka Tabisza, że nie je mięsa m.in. dlatego, że trudno odróżnić ludzi od innych zwierząt, bo granica jest rozmyta i zależnie od przyjętego kryterium przebiega w innym miejscu. Chyba szczegóły dyskusji dotyczyły kryterium bólu.

Jak przypomnę sobie więcej, to będę starał się jeszcze odszukać.

I do tego właśnie prowadzi myślenie, pomyślał. Prowadzi do kłopotów. Nawet kiedy wiesz, że inni potrafią myśleć za siebie, ty zaczynasz myśleć za nich też. [Terry Pratchett]
Gapa (597 punktów)

>Niestety był to wątek poboczny jakiejś dyskusji i zupełnie nie pamiętam jakiej.

Szkoda
>Chodziło o to, jeśli dobrze pamiętam i jeśli faktycznie były to słowa Jacka Tabisza, że nie je mięsa m.in. dlatego, że trudno odróżnić ludzi od innych zwierząt, bo granica jest rozmyta i zależnie od przyjętego kryterium przebiega w innym miejscu. Chyba szczegóły dyskusji dotyczyły kryterium bólu.
Bardzo ładnie powiedziane.

>Jak przypomnę sobie więcej, to będę starał się jeszcze odszukać.
Jeśli taki płodny forumowicz to szkoda czasu, napewno temat jeszcze wyjdzie w swoim czasie.

Bylo mi bardzo milo
24-02-2012 17:27 
 Ocena 1 na 1
Gapa (597 punktów)
>>Ważne, bo jedno wynika z drugiego.
>To tak jakbyś powiedział, że człowiek jest tak samo skomplikowany jak organizm jednokomórkowy, bo człowiek powstał z organizmu jednokomórkowego

Ale ja czegoś tak głupiego nie powiem publicznie
ja bym powiedzialA ze bez jakiegoś Początku, nie byłoby ciągu dalszego.

>>Miłość do ojczyzny to instynkt terytorialny.
>Raczej lata poddawania dziecka manipulacji i stworzenie wartości z czegoś co wartością nie jest.
No to zmniejszmy terytorium, to Twojego ogrodu. Rozumiem ze nie będziesz miał nic przeciwko jak sobie postawie szalas, a na polowanie bede chodzic do Twojej lodowki.
Zapewne zostalaby mi zwrocona uwaga, zebym sobie poszla i wiecej nie roscila pretensji do Twojego terenu. A wscieklosc wynikalaby z dokumentu potwierdzaja Twoja wlasnosc, a z Twojego poczucia ze teren jest tylko Twoj i tym, ktorym Ty pozwalasz sie na nim znajdowac.

>No i głównie chodzi o przynależność do grupy.
Prawda. Mysle, ze dla przecietnego ktosia ta grupa moze byc bardzo rozna. Od rodziny, najblizszych sasiadow dzialkowcow, po wszystkich Polakow bo i takie jednostki sa - "Boze!!! Autostrady nam Polske potna! To jest rozbior Polski!"

>>Miłość to dbanie o partnera, o jego samopoczucie, tesknota za nim, dzielenie się zarciem, walka o wspolne dobro, nasze terytorium.
>>A tego nie mozna zarzucic zwierzetom jako takim.
>Miłość to przede wszystkim uczucie
Milosc to TYLKO uczucie. I w dodatku skomplikowane uczucie-jak z ta blondynka z zartu wyzej-bede wiecej kochala tego, ktory wiecej okazuje, ze sie mna interesuje, logiczne z punktu widzenia kobiety jaskiniowej.
Milosc jest dosc prosta, tylko ludzie komplikuja ja sobie przez kretynskie "motylki w brzuchu" i dorabiaja na uzycie ludzkich samiczek jakis romantyzm, prezenty.
Podstawa zachowan jest podobna-rozmnozyc sie wychowac potomstwo, dbac o wspolne bezpieczenswto etc.

Moze, zeby ladnie wyszlo, podpiszemy sie pod haslem: milosc ROMANTYCZNA dla ludzi, a milosc zwykla dla reszty zwierzat?
Gapa (597 punktów)
>>>Ważne, bo jedno wynika z drugiego.
>>To tak jakbyś powiedział, że człowiek jest tak samo skomplikowany jak organizm jednokomórkowy, bo człowiek powstał z organizmu jednokomórkowego

Ale ja czegoś tak głupiego nie powiem publicznie
ja bym powiedzialA ze bez jakiegoś początku, nie byłoby ciągu dalszego.

>>>Miłość do ojczyzny to instynkt terytorialny.
>>Raczej lata poddawania dziecka manipulacji i stworzenie wartości z czegoś co wartością nie jest.

No to zmniejszmy terytorium, to Twojego ogrodu. Rozumiem ze nie będziesz miał nic przeciwko jak sobie postawie szalas, a na polowanie bede chodzic do Twojej lodowki.
Zapewne zostalaby mi zwrocona uwaga, zebym sobie poszla i wiecej nie roscila pretensji do Twojego terenu. A wscieklosc wynikalaby z dokumentu potwierdzaja Twoja wlasnosc, a nie z Twojego poczucia ze teren jest tylko Twoj i tym, ktorym Ty pozwalasz sie na nim znajdowac.

>>No i głównie chodzi o przynależność do grupy.

Prawda. Mysle, ze dla przecietnego ktosia ta grupa moze byc bardzo rozna. Od rodziny, najblizszych sasiadow dzialkowcow, po wszystkich Polakow bo i takie jednostki sa - "Boze!!! Autostrady nam Polske potna! To jest rozbior Polski!"

>>>Miłość to dbanie o partnera, o jego samopoczucie, tesknota za nim, dzielenie się zarciem, walka o wspolne dobro, nasze terytorium.
>>>A tego nie mozna zarzucic zwierzetom jako takim.
>>Miłość to przede wszystkim uczucie

Milosc to TYLKO uczucie, jakich wiele. I w dodatku proste uczucie-jak z ta blondynka z zartu ponizej-bede wiecej kochala tego, ktory wiecej okazuje, ze sie mna interesuje, logiczne z punktu widzenia kobiety jaskiniowej.
Milosc jest dosc prosta, tylko ludzie komplikuja ja sobie przez kretynskie "motylki w brzuchu" i dorabiaja na uzycie ludzkich samiczek jakis romantyzm, prezenty.
Podstawa zachowan jest podobna-rozmnozyc sie wychowac potomstwo, dbac o wspolne bezpieczenswto etc.

Moze, zeby ladnie wyszlo, podpiszemy sie pod haslem: milosc ROMANTYCZNA dla ludzi, a milosc zwykla dla reszty zwierzat?
spellbinder (8577 punktów)
>Zapewne zostalaby mi zwrocona uwaga, zebym sobie poszla i wiecej nie roscila pretensji do Twojego terenu. A wscieklosc wynikalaby z dokumentu potwierdzaja Twoja wlasnosc, a nie z Twojego poczucia ze teren jest tylko Twoj i tym, ktorym Ty pozwalasz sie na nim znajdowac.

Niekoniecznie. Ludzie wkurzają się nawet wtedy, kiedy ktoś zajmuje teren nie należący do nich. Pamiętam taka akcję, jak mieszkańcy pewnego bloku wywalili z łąki przed tym blokiem kloszara, który stacjonował sobie w starej przyczepie cyrkowej.

Albo jak dzieci nawalały się ze sobą tylko dlatego, że ktoś był na innym podwórku.

Ale to wciąż nie jest instynkt terytorialny, tylko poczucie z jednej strony wspólnoty, a z drugiej lęk przed inną grupą. Tak więc mieszkańcy bloku czy dzieciaki z podwórka nie rościli sobie prawa do terenu, a jedynie przeszkadzała im obecność "innego".

>Moze, zeby ladnie wyszlo, podpiszemy sie pod haslem: milosc ROMANTYCZNA dla ludzi, a milosc zwykla dla reszty zwierzat?

Myślę, że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Dla zwierząt to jest czysty instynkt. Nie przywiązują się do osobników nienależących do ich stada. Rozmnażanie się zachodzi bez jakiejkolwiek miłości, bo w ogóle sama "ludzka" miłość ma niewiele wspólnego z rozmnażaniem:D

Miłość "romantyczna" to zwykłe zakochanie, reakcja chemiczna i ta "miłość" faktycznie ma sporo wspólnego z dawaniem i braniem czterech liter. I to faktycznie o niej się ciągle tąbi, to tu mamy te motylki w brzuchu i śluby w białych orszakach i różne inne banały wpierniczane do każdego filmu. Bo to jest "miłość" prosta do zdefiniowania, objawiająca się tak i tak, każdy może ją przeżyć, każdy do niej dąży itd.

Natomiast miłość nieromantyczna, miłość "dojrzała" jest rzeczą nieuchwytną, bardzo trudną do zdefiniowania, w zasadzie ciężko nawet powiedzieć czym jest, bo u każdego może wyglądać inaczej. Dlatego też hollywood o niej filmów nie robi:D I taka abstrakcyjna miłość jest niestety dla zwierząt... cóż... nieuchwytna. Dla części ludzi również.
Gapa (597 punktów)

>Niekoniecznie. Ludzie wkurzają się nawet wtedy, kiedy ktoś zajmuje teren nie należący do nich. Pamiętam taka akcję, jak mieszkańcy pewnego bloku wywalili z łąki przed tym blokiem kloszara, który stacjonował sobie w starej przyczepie cyrkowej.

No właśnie kloszard zajął teren, który wspólnota uznała za swoje terytorium i go przegonili.

>Myślę, że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Dla zwierząt to jest czysty instynkt. Nie przywiązują się do osobników nienależących do ich stada.

Bo to byłoby glupie, i nieekonomiczne gdyby nagle wszyscy sie rozeszli z grupy. Z grup sa wyrzucane dojrzewajace osobniki (wilki, lwy, szympansy) idzcie sobie i zakladajcie wlasne stada.

>Rozmnażanie się zachodzi bez jakiejkolwiek miłości, bo w ogóle sama "ludzka" miłość ma niewiele wspólnego z rozmnażaniem:D

A moze milosc jest tylko nazwaniem instynktu na potrzeby tegoz rozmnazania? Ewolucja, ukryta owulacja, ktora zmusza do powtrzalnosci brania i dawania czterech liter, przy czym uczynila to przyjemnym?

>Miłość "romantyczna" to zwykłe zakochanie, reakcja chemiczna i ta "miłość" faktycznie ma sporo wspólnego z dawaniem i braniem czterech liter. I to faktycznie o niej się ciągle tąbi, to tu mamy te motylki w brzuchu i śluby w białych orszakach i różne inne banały wpierniczane do każdego filmu. Bo to jest "miłość" prosta do zdefiniowania, objawiająca się tak i tak, każdy może ją przeżyć, każdy do niej dąży itd.

Banal powodujacy za duzo nerwow i rozczarowan... (Bo dzis mija nasza miesiecznica... buuu...)Podziwiam facetow, ktorym sie chce uczestniczyc w bajkach o spiacej krolewnie lub kopciuszku. To nie ironia, na prawde.

>Natomiast miłość nieromantyczna, miłość "dojrzała" jest rzeczą nieuchwytną, bardzo trudną do zdefiniowania, w zasadzie ciężko nawet powiedzieć czym jest, bo u każdego może wyglądać inaczej. Dlatego też hollywood o niej filmów nie robi:D I taka abstrakcyjna miłość jest niestety dla zwierząt... cóż... nieuchwytna. Dla części ludzi również.

A ja podpielabym pod to zwiazki na cale zycie. Tak niektorych ludzi jak i niektorych zwierzat. Ale cos czuje, z mojej strony moze to brzmiec jak naciaganie faktow. Bo ja nie widze duzej roznicy miedzy starszym i pogodnym malzenstwem Zdziszka I Kazimiery, i szczesliwym "zwiazkiem" dojrzalej i sprawnej pary wilkow. Obie te pary musialy sie napracowac, by swietnie sie zgrac i do siebie wpasowac. Odchowac wspolnie dzieciaki jak najlepiej potrafily dla swojego gatunku.
24-02-2012 12:00 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>Miłość występująca wśród zwierząt, jest po prostu przeżywana "tu i teraz".
Coś w rodzaju miłości przeżywanej przez blondynkę z dowcipu, w którym pytana przez wyglądającą za okno koleżankę czy kocha Antka czy Józka, odpowiada spłoszonym pytaniem: "A który przyszedł?"?
24-02-2012 11:36 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Kot nie umie operować abstrakcyjnymi pojęciami. Dlatego też miłość przez kota nie może być w żaden sposób przeżyta.
Tak, kot nie zdaje sobie sprawy z tego, co czuje do innego kota, psa, myszy, człowieka. Nie nazwie tego. Ale faktem jest, że z jednym kotem potrafi się trącać nosami, a na innego syczy. Że jednego człowieka traktuje obojętnie, a do innego się przylepia, chociaż obaj go karmią na zmianę. Nie nazwę tego miłością w ludzkim, abstrakcyjnym znaczeniu, ale jest to rodzaj przywiązania, choć pewnie kot nie umie po "ludzkiemu" uzasadnić, skąd to się bierze i dlaczego. Czy to uczucie? Nie wiem, ale coś w tym kocim móżdżku siedzi i czasem się ujawnia.
Na temat psów wiedzy nie posiadam.
24-02-2012 11:45 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Nie nazwę tego miłością w ludzkim, abstrakcyjnym znaczeniu, ale jest to rodzaj przywiązania, choć pewnie kot nie umie po "ludzkiemu" uzasadnić, skąd to się bierze i dlaczego.

Czasami nawet człowiek nie potrafi powiedzieć skąd się co bierze

>Czy to uczucie? Nie wiem, ale coś w tym kocim móżdżku siedzi i czasem się ujawnia.

Kot odczuwa jakieś tam podstawowe uczucia na pewno. Ale uczucia kota nie są tak skomplikowane jak uczucia, czy też raczej emocje człowieka. Nawet jeśli chodzi o sam ból i strach. Dla kota ból jest bólem, jakąś niewygodą. Tak jak strach.

Dla człowieka ból jest czymś więcej, bo zaraz zaczyna myśleć o tych wszystkich rzeczach, których np. nie zrobi. I boi się również abstrakcyjnie. Pamiętam jak sąsiadkę, i jej psa swoją drogą, rąbnął samochód. Straciła przytomność, a jak kilka minut później ją odzyskała wydarła się na tego typa co prowadził: "zniszczyłeś mi gnoju wakacje!"
24-02-2012 12:25 
 Ocena 2 na 2
Przemek J. (3008 punktów)
Wystarczy wyjść na minutę. Pies po powrocie będzie Cię witał z taką samą intensywnością jak po tygodniu nieobecności, oczywiście pod warunkiem że zauważy nasze wyjście i powrót. Ta cecha psa może być przez wielu odczytywana jako jego wielka miłość.

Inna różnica to taka, że pies potrzebuje więcej kontaktu. I tu potrzebowałbym pomocy jakiegoś specjalisty lub kogoś kto zetknął się z tą tematyką. W trakcie kursu kynoterapii , zetknąłem się z informacją, chyba od jakiegoś psychologa, że ssaki mają statystycznie określoną dzienną liczbę dotknięć, które powodują ich dobre samopoczucie. Niestety nie umie się takich informacji nigdzie doszukać. Z tego co zapamiętałem to dla człowieka jest to ok. 20, dla psa 40 a dla kota 5. Jeśli jest to prawda, to może to być kolejny fakt, który podświadomie odbieramy jako psią miłość - zwierzę dotyka nas częściej niż średnia, którą byśmy odbierali jako stosunki koleżeńskie.

A w ogóle jak ta dyskusja ma się do pierwszego wątku?
Gapa (597 punktów)
Ad 1) Nie wiem, ale postaram sie dowiedziec.

>A w ogóle jak ta dyskusja ma się do pierwszego wątku?
Ad 2. Przeciez to bazgroly W razie czego sie wytnie.
24-02-2012 12:43 
 Ocena 4 na 4
Przemek J. (3008 punktów)
Dyskusja o miłości zwierząt jest typową dyskusją w wątkach Krystkona - brak jednoznacznej definicji tematu dyskusji. W sumie to każdy wypowiadający się o niej ma rację, bo to co mówi pasuje do jego delicji tego pojęcia.

Słowo miłość powiedziane dzisiaj ma inne znaczenie od tego samego słowa powiedzianego sto lat temu, a chyba już zupełnie inne do miłości w Romantyzmie.

Ja osobiście rozdzieliłbym dyskusję na dwie podgrupy:

a) miłość jako świadome uczucie,
b) miłość jako reakcja biochemiczna.

I wtedy możemy rozpatrywać jak tak rozumiane miłości wpływają na ból i zadowolenie zwierząt. Choć najpierw trzeba by ustalić jakie, te uczucia, mają znaczenie dla zwierząt. Bo ile z tym, że należy ograniczać cierpienie zwierząt, zgodzi się większość, to już ustalenie co znaczy zadowolenie i czy można je stopniować w przypadku gatunków innych niż człowiek to temat na kolejną wielką dyskusję. Dyskusję, która już na forum miała kilka odsłon i nie przyniosła jednoznacznych odpowiedzi


I do tego właśnie prowadzi myślenie, pomyślał. Prowadzi do kłopotów. Nawet kiedy wiesz, że inni potrafią myśleć za siebie, ty zaczynasz myśleć za nich też. [Terry Pratchett]
24-02-2012 17:59 
 Ocena 1 na 1
Gapa (597 punktów)

>Ja osobiście rozdzieliłbym dyskusję na dwie podgrupy:
>a) miłość jako świadome uczucie,
>b) miłość jako reakcja biochemiczna.
>I wtedy możemy rozpatrywać jak tak rozumiane miłości wpływają na ból i zadowolenie zwierząt. Choć najpierw trzeba by ustalić jakie, te uczucia, mają znaczenie dla zwierząt. Bo ile z tym, że należy ograniczać cierpienie zwierząt, zgodzi się większość, to już ustalenie co znaczy zadowolenie i czy można je stopniować w przypadku gatunków innych niż człowiek to temat na kolejną wielką dyskusję.

Po czym się wszyscy poklocimy i przeniesiamy nasze zabawki do innych piaskownic.
Punkt za pomysl wyniesienia się watku o czyms dla mnie niezrozumialym zanim przyjdzie autor i nas wszystkich pokasuje za off topiki

Na koniec przyjazn miedzy gatunkami

www.youtub(*)?v=vdzassDm7eM&feature=related
27-02-2012 09:46 
 Ocena 1 na 1
Przemek J. (3008 punktów)
>Punkt za pomysl wyniesienia się watku o czyms dla mnie niezrozumialym zanim przyjdzie autor i nas wszystkich pokasuje za off topiki

Bez obaw, on (autor) zazwyczaj ignoruje wszystko co nie jest zgodne z jego punktem widzenia i jeszcze nie widziałem, żeby jakikolwiek post zablokował lub usunął. A dzięki tym wszystkim wątkom pobocznym, dyskusja przynajmniej ma jakieś namiastki sensownej

I do tego właśnie prowadzi myślenie, pomyślał. Prowadzi do kłopotów. Nawet kiedy wiesz, że inni potrafią myśleć za siebie, ty zaczynasz myśleć za nich też. [Terry Pratchett]
24-02-2012 12:37 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>A w ogóle jak ta dyskusja ma się do pierwszego wątku?
Pośrednio odnosi się do "znaczenia" i "nazywania"
24-02-2012 11:28 
 Ocena 1 na 1
zupełna (2507 punktów)
>>Bzdura. Setki tysięcy rzeczy które nie istnieją, nie wydarzają się i po prostu ich nie ma są nazywane i nadawane jest im znaczenie.
>Słowem odbierasz nazwom znaczenia.
>To wybierz choć kilka przykładów z tych setek tysięcy .

nie, krasnoludek, rusałka, słodziak, pokemon, chcieć, oświecenie, sny, chandra, znikanie, tak, Żwirek i Muchomorek,
fraktal, kaczor Donald, a w przyszłości moja emerytura
pozdrawiam
Gapa (597 punktów)

>nie, krasnoludek, rusałka, słodziak, pokemon, chcieć, oświecenie, sny, chandra, znikanie, tak, Żwirek i Muchomorek,
>fraktal, kaczor Donald....

Nie mam po co żyć.....
24-02-2012 13:34 
 Ocena 1 na 1
zupełna (2507 punktów)
>>nie, krasnoludek, rusałka, słodziak, pokemon, chcieć, oświecenie, sny, chandra, znikanie, tak, Żwirek i Muchomorek,
>>fraktal, kaczor Donald....
>Nie mam po co żyć.....
>

No coś Ty! Przecież po szarlotkę z lodami waniliowymi i czarną jak czarna dziura kawę!
24-02-2012 11:38 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>moja emerytura
Nazwana, ale się nie wydarzy. Zdołowałam się
24-02-2012 13:39 
 Ocena 2 na 2
zupełna (2507 punktów)
>>moja emerytura
>Nazwana, ale się nie wydarzy. Zdołowałam się

oj tam, oj tam. Średnia wieku za to nam się wydłuży. Będzie fajnie.
krystkon (459 punktów)
> >>Bzdura. Setki tysięcy rzeczy które nie istnieją, nie wydarzają się i po prostu ich nie ma są nazywane i nadawane jest im znaczenie.
>>Słowem odbierasz nazwom znaczenia.
>>To wybierz choć kilka przykładów z tych setek tysięcy .

>nie, krasnoludek, rusałka, słodziak, pokemon, chcieć, oświecenie, sny, chandra, znikanie, tak, Żwirek i Muchomorek,
>fraktal, kaczor Donald, a w przyszłości moja emerytura
>pozdrawiam

No a teraz zbuduj swoje wyobrażenie krasnoludka w oparciu o kształt, który w żadnym fragmencie nie będzie miał cech kształtów, które widziałaś w swoim życiu. To samo zrób dla proporcji, wielkości, granic, działania. Niech krasnoludek w żadnym swoim fragmencie nie przypomina niczego co w życiu doznałaś.

Jak Ci się już to uda to przekaż to innej osobie - razem nazwijcie to a potem wyrażeniem nazwy spowoduj aby ta druga osoba odtworzyła to COŚ.

Pamiętaj aby nie używać znanych Ci figur geometrycznych ani żadnego ich fragmentu, znanych Ci granic obiektów, kątów, proporcji. To COŚ nie może działać w żadnym stopniu podobnie do znanych Ci ruchów, nie może być w trójwymiarowej przestrzeni, nie może zachowywać znanych Ci potencjałów w ruchu itd.

Twój krasnoludek, zresztą każdy o tym wie, jest poskładany z tego co doznałaś w życiu. Nazwę więc przypisujesz do istniejących elementów rzeczywistości poskładanych w twoim umyśle w pewną całość.

To jest bardzo proste.
Jeśli COŚ ma nazwę to fizycznie istnieje, bo nazwa jest wynikiem - pochodną tego CZEEGOŚ.

Pozdrawiam.


Krystian Hamerlik-Konopka

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365