Racjonalista - Strona głównaDo treści
Patriotyzm

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
06-06-2006 21:57kasper (153 punktów)Patriotyzm
wiadomosci(*)iadomosci/1,53600,3398318.html

Roman Giertych chce do programu nauczania wprowadzić "wychowanie patriotyczne". Chodzi o uczenie historii Polski pod kątem tych rzeczy, które mogą stanowić dumę narodową" - podkreśla wicepremier i dodaje że zajęcia te miałyby nie tylko uczyć, ale " także wychowywać".

Trzeba przyznać, że Pan Giertych nie próżnuje.

Ja uczyłem się hymnu na lekcjach muzyki, a historii Polski na historii.
Ciekawe, kto poprowadziłby lekcje?

Pozdr.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Ja uczyłem się hymnu na lekcjach muzyki, a historii Polski na historii.
Mnie hymnu uczono na lekcjach polskiego, a historii na lekcjach... polskiego. Na lekcjach historii uczono mnie przez całe liceum zasad uprawy ziemi w systemie "trójpolówki" oraz okoliczności powstania Komunistycznej Partii Polski.
Z lekcji historii na polskim wyniosłem wrażenie, że powinienem być niebywale dumny z powodu niezliczonych "zrywów narodowych" w okresie kolejnych zaborów, przy czym winę za to, że Polska podlegała zaborom całkowicie ponosili zaborcy - Polacy NIGDY I W ŻADEN SPOSÓB.
Poznawszy historię Polski MIMO takiego "kształcenia" doszedłem do wniosku, że patriotą nie chcę być, bo patriotyzm jest poświęcaniem ważnych dla mnie wartości w imię podtrzymywania bytu narodu, o którym mam kompletnie negatywną opinię.

>Ciekawe, kto poprowadziłby lekcje?
Weszpolacy, a kto inny?
sabishi (246 punktów)

>>Ciekawe, kto poprowadziłby lekcje?
>Weszpolacy, a kto inny?
>
Tak, a podręcznik pewnie napisałby sam nieustraszony wódz Roman G. i zawarł w nim jak to spisek masońsko-żydowsko-gejowski spowodował drugi rozbiór Polski

Dla mnie to jakaś zupełna abstrakcja, jak można uczyć patriotyzmu.
Z drugiej strony panu Jarosławowi K. by się takie lekcje przydały, nauczuł by się tekstu hymnu przynajmniej.

"Nie buduj zamków na piasku, ni szczęścia na sercu kobiety" Seneka Młodszy
pkowalski
>Mnie hymnu uczono na lekcjach polskiego, a historii na lekcjach... polskiego.

Nie pamiętam kiedy uczyłęm się hymnu. Chyba jednak na muzyce. I mimo, że nie ćwiczony głos daje żałosne popisy przy każdej okazji, to na pewno nie śpiewałbym o "Wolsce"!

Historii na polskim też się trochę uczyłem, ale poza tym poznawałem literaturę. Także obcą.

> Na lekcjach historii uczono mnie przez całe liceum zasad uprawy ziemi w systemie "trójpolówki" oraz okoliczności powstania Komunistycznej Partii Polski.

Mnie trójpolówka też odstraszała. Ale muszę przyznać, że była w liceum jedynie marginesem historii, zapadającym w pamięć raczej dlatego, że brakowało jej barwności politycznych intryg, czy efektownych opisów kampanii wojennych, niż dlatego że było o niej dużo. Podobnie z KPP.

>Z lekcji historii na polskim wyniosłem wrażenie, że powinienem być niebywale dumny z powodu niezliczonych "zrywów narodowych" w okresie kolejnych zaborów, przy czym winę za to, że Polska podlegała zaborom całkowicie ponosili zaborcy - Polacy NIGDY I W ŻADEN SPOSÓB.

Musze przyznać, że moja nauczycielka historii zaskoczyła mnie kiedyś zupełnie szydząc z Powstania Listopadowego. Był to dla mnie szok. Ale potem sam się zbliżyłem w poglądach do dawnej "szkoły krakowskiej" i teraz patrzę z politowaniem na chwalców narodowych zrywów.

>Poznawszy historię Polski MIMO takiego "kształcenia" doszedłem do wniosku, że patriotą nie chcę być, bo patriotyzm jest poświęcaniem ważnych dla mnie wartości w imię podtrzymywania bytu narodu, o którym mam kompletnie negatywną opinię.

Tu nie do końca się zgodzę. Bo chciałbym być z Polski dumny. I bardziej pracować dla Polski niż jakiegokolwiek innego kraju. Choć jednocześnie przyznaję, że wiele form tzw. patriotyzmu, gruntownie mnie odstrasza.

* * *

A czy Was nigdy nie wychowywały patriotycznie:
-- Komiksy o dzielnym Chrobrym co bije Niemców, o Wandzie co Niemca nie chciała; o królu Popielu-czarnym Niemcu, co to gnębił złotowłosych Słowian?
-- Czterej pancerni i pies, którzy pełni cnót i zalet przychodzą ze wschodu by wyzwolić Polskę spod okupacji?
-- Narażający się dla ojczyzny J-23? (Nasza prawica podkreśla, że i pancerni i Kloss pracowali dla Stalina, ale jak to oglądałem nigdy nie miałem takich myśli -- w filmach oni pracują dla Polski, a że Polska w tych filmach jest naturalnym i wiernym sojusznikiem Wielkiego Brata, to już osobna, dla filmów marginalna, sprawa).
-- Dywizjon 303?
-- Mecze polskiej reprezentacji, na których trzymało sie kciuki?
-- Przypominanie historycznej chwały w TVP (na przykład z okazji 300 lecia odsieczy wiedeńskiej; albo corocznie z okazji przełamania Wału Pomorskiego, z okazji bitwy pod Monte Cassino, zdobycia Berlina, polskiego wkładu w bitwę o Anglię, itd.)?
-- Sienkiewicz i Hoffman.
-- Wreszcie rodzice?
A po roku 1989:
-- Coroczne przypominanie o 1 VIII, 15 VIII, 17 IX, 11 XI i o Katyniu, we wszystkich niemal mediach? (No i swoiste przypominanie o 1 V i 22 VII...)
-- Fala odkrywania białych plam?
-- Urzędnicy składający kwiaty i rocznicowe akademie?

Szczerze mówiąc takiego "patriotyzmu" mam po dziurki w nosie. Zwłaszcza, że jakoś nikomu to nie przeszkadza, że można święcić powiedzmy 11 XI i nie płacić podatków. Że można wychwalać powstańców warszawskich i unikać służby wojskowej. Że mówienie o kimś "patriota", odnosi się do deklarowanych postaw politycznych, a nie do czynów.

Propaganda zawsze, także propaganda patriotyczna, opiera się na pewnym fałszu. Ale czy u nas nie zafałszowało się całe pojęcie patrioty? Bo jeśli być patriotą, to być jak bracia Kaczyńscy, albo jak marszałek Jurek, czy wicepremier Giertych, to ja przepraszam, ale patriotą wolę nie być.
Balkowski (5685 punktów)
Zgadzam się z większością tego co napisałeś. Ale pewne zdziwienie budzi stwierdzenie:
> Że można wychwalać powstańców warszawskich i unikać służby wojskowej.
Wygląda na to że potępiasz unikanie służby wojskowej na równi z niepłaceniem podatków. A o ile podatki są potrzebne budżetowi (pomińmy chwilowo na co i jak sensownie są wydawane) to powszechna służba wojskowa nie ma obecnie żadnego zastosowania. Chyba że potrafisz mi przytoczyć jakie korzyści czerpie państwo z tego że odrywa człowieka od normalnego życia na 9 miesięcy do koszar. W którym to okresie poborowy dostanie do ręki broń ze dwa razy, a na co dzień będzie się odreadowywał nudę i bezsens takiej służby w różny sposób, sprzątał koszary po innych równie znudzonych gościach, ewentualnie pił dopóki starczy mu żołdu (płaconego z budżetu, a jakże)...

Powiedziałbym że powszechna służba wojskowa (w wydaniu polskim) jest tak absurdalnym anachronizmem że unikanie jej to dowód raczej zdrowego rozsądku. A nie niepatriotycznej postawy.
pkowalski
>Wygląda na to że potępiasz unikanie służby wojskowej na równi z niepłaceniem podatków.

Mniej więcej. Choć mam dla niego więcej zrozumienia

> A o ile podatki są potrzebne budżetowi (pomińmy chwilowo na co i jak sensownie są wydawane) to powszechna służba wojskowa nie ma obecnie żadnego zastosowania.

Mogę się zgodzić (z pewnym zastrzeżeniem). Ale zauważ, że piszę o "unikaniu" służby wojskowej, a nie o negowaniu jej potrzeby, czy akcjach polityczno-społecznych, by ją znieść. Uważam bowiem, że służba wojskowa jest przyjętą formą świadczenia obywateli na rzecz państwa -- może być niewygodna, ale raczej nie gwałci sumienia (dla tych, którym gwałci jest służba zastępcza). Oszukiwanie państwa uważam za nie fair. Co nie znaczy, że gdybym nie dostał propozycji podpisu pod obywatelskim projektem ustawy dotyczącym zniesienia służby wojskowej, to bym się nie dopisał.

> Chyba że potrafisz mi przytoczyć jakie korzyści czerpie państwo [...]

Widzę jedną. Potencjalną. Mianowicie kiedyś u dawnego filozofa (czyżby Monteskiusza? już nie pamiętam dokładnie), przeczytałem o niebezpieczeństwach istnienia zamkniętej wojskowej elity. Mamy demokratyczne wojsko (żołnierze (zawodowi) na których wpadam w pociągu ostatnio dyskutowali o tym, że chcieliby zastrajkować przeciwko swojemu ministrowi, ale niestety nie pozwala im na to prawo -- co za Szwejkowska armia!) i chyba nikomu w nim nie postało w głowie, że w rękach potencjalnie znajduje się cała, faktyczna władza. Władza -- oznacza tu broń i możliwość korzystania z niej. W przypadku armii poborowej trudniej liczyć na lojalność (bo żołnierze mają więcej związków ze światem spoza koszar) i na wyobcowanie (które pozwalałoby przeciwstawić armię rządowi i społeczeństwu), a łatwiej na pospieszne zmobilizowanie cywili, którzy mogliby się puczowi przeciwstawić.

Moźliwość to tylko potencjalna, a nasze wojsko to sympatyczni i rozsądni ludzie. Ale czy mamy gwarancję, że zawsze tak będzie?
Balkowski (5685 punktów)
> Uważam bowiem, że służba wojskowa jest przyjętą formą świadczenia obywateli na rzecz państwa -- może być niewygodna, ale raczej nie gwałci sumienia (dla tych, którym gwałci jest służba zastępcza). Oszukiwanie państwa uważam za nie fair.
Ja jakoś nie widzę właśnie istoty tego "świadczenia". Bo odbywający służbę na pewno może sporo na tym stracić, a państwo... wychodzi na to że również traci.

A co do "oszukiwania" - również uważam że jest to słowo nie na miejscu. W poprzednim systemie trzeba było "oszukiwać", bo konstrukcja była taka że inaczej się po prostu nie dało żyć. Z zachowaniem proporcji widzę tu pewne podobieństwo. Wyobraź sobie sytuację w której człowiek dostał pracę (albo założył własną firmę), buduje dom, żona, itp., wojsko jak do tej pory się o niego nie upominało... i nagle dostaję wezwanie do odsiedzenia 9 miesięcy. To co zaczął może spisać na straty, i co gorsza trudno powiedzieć w imię czego. Bo co do tego że obronność kraju na tym nie zyska obaj się chyba zgadzamy.

Oczywiście, można czekać do ukończenia tych iluś tam lat zanim się człowiek ożeni, zacznie pracę, itp. unikając tych wszystkich problemów. Podobny ustrój miała Sparta, wg mnie nienajlepszy wzór do naśladowania. A jeśli tam jeszcze taka militaryzacja miała jakiś sens - to u nas niestety nie za bardzo.

Co do ewentualnej groźby przewrotu - sądzę że to raczej akademicki argument. Ostatni przewrót w Europie to chyba Franco - a nie jestem nawet pewien czy miał zawodową armię.
pkowalski
>A co do "oszukiwania" - również uważam że jest to słowo nie na miejscu. W poprzednim systemie trzeba było "oszukiwać",

No, to ja stoję na gruncie legalności i poszanowania prawa, z wyjątkiem przypadków ekstremalnych. A za takie służby wojskowej nie uważam.

>Co do ewentualnej groźby przewrotu - sądzę że to raczej akademicki argument. Ostatni przewrót w Europie to chyba Franco - a nie jestem nawet pewien czy miał zawodową armię.

Chyba później była jeszcze Grecja. Też nie wiem, czy miał zawodową armie. Argument (Monteskiusza?) pochodził z czasów, gdy służba w armii była alementem tradycji pewnej klasy społecznej. Należy jednak brać pod uwagę fakt, że w państwach demokratycznych armia zwykle pochodziła z poboru. Wyjątkiem była Reihswehra, która rzeczwyiście odgrywała samodzielną i istotną rolę polityczną.
waldmarc
Wychowanie patriotyczne w Giertychowej wersji przyjmie najpewniej postać kultywowania narodowych klęsk, przywar i mitów, traktowanych jako niebywałe zalety. Zamiast uczyć się historii Polski w sposób krytyczny, by nie powielać dawanych błędów, błędy te podniesie się do rangi najwyższej cnoty. Będzie to próba umacniania sarmacko-narodowo-katolickiego skansenu, przy jednoczesnym odwróceniu się tylem do Europy.
Twierdzi się, że wychowanie patriotyczne w II RP przyniosło wspaniałe owoce. Nie wspomina się o pałkarstwie, antysemityzmie, segregacji ławkowej, kulcie faszyzującego państwa. Chętnie natomiast eksponuje się postawę młodych podczas okupacji. Sztandarowym przykładem ma tu być szaleństwo Powstania Warszawskiego, w którym młodzież sterowana przez nieudolnych polityków masowo oddawała swe życie, a którego "dorobkiem" stalo się doprowadzanie do zupełnego zniszczenia stolicy, w tym wielu bezcennych dzieł kultury i rzeź cywilnych mieszkańców. Rzeczywiscie, przykład godny naśladowania...
Pozostaje liczyć tylko na rozsądek młodzieży, która "oleje" takie patriotyczne wychowanie, a duma z kraju będzie mierzona warunkami życia jakie on stwarza: praca, godziwe zarobki, wolność itp.
Lorenc-Karcz (218 punktów)
Jeżeli w ogóle mówimy o patriotyzmie to należy zauważyć ( i tu przepraszam pokolenie, które za chwilę dotkne ), iż niewiele może nauczyć pokolenie pokroju takich ludzi jak Kaczyńscy.
Dziś powinno sie wykształcać pragmatyzm. Najlepszym patriotą jest ten kto pomnaża talenty własne i możliwosci kraju. Kto przysparza mu nie tyle chwały co zysku ( a chwała z czasem z niego wynika ). Ten kto jest przedsiębiorczy i samodzileny. Kto nie ogląda się państwo w swoim zyciu tylko robi swoje.
To dla mnie jest patriota. W polityce patriota jest ten kto nie pozwoli na sytuację aby ludzie z mojego pokolenia szukali źródła utrzymania za granicą tylko stwarza warunki do rozwoju ( najlepiej dynamicznego ) gospodarki. To własnie jest patriotyzm. Nie zaś gadanina o teczkach i ględzenie o Powstaniu Warszawskim, w którym zgineli, Ci którzy byliby najbardziej potrzebni w latach 40,50,60 itd.
Paranoją jest cierpiętnictwo wpisane w tzw. dusze narodową....chociaż wynika ono najprawdopodobniej ze ślepego religianctwa.
Miałem szczęście uczyć się w liceum po 89 roku a historii uczyła mnie osoba o zdroworosądkowym podejściu i zyczyłbym obecnym licealistom takiej historii w szkole, która pokazuje zarówno powody do dumy jak i wykazuje głupotę wynikającą z niewykorzystywania powodów do dumy dla dobra kraju. Mieliśmy wiele dokonań na polu naukowym, kulturalnym, prawnym i....wielkie g z tego.
Patriotyzm dziś powinien uświadamiać jak jesteśmy ograniczeni i jak nie potrafimy się wzajemnie wspierać, lansować i wygrywać.
Dla mnie patriotyzm dziś oznacza tyle, że pieniądze jakie zarobię na zachodzie wydam w kraju; że będe pomnażał własny talent bo patriotyzm powinien polegać owszem na znajomości historii, ale znajomości mądrej, lecz głównie jest to doskonalenie samego siebie.
Gdyby p. Giertych et consortes byli patriotami to pomyśleliby o zmodyfikowaniu systemu nauczania w kierunku wykształecenia przedsiębiorczości, rzeczy pragmatycznych, minimum wiedzy z ekonomii... a hymnu niech uczy Swoje pokolenie polityków ( bo zdaje się, że to oni sie powinni uczyć patriotyzmu). Sam wstydziłbym sie do tej pory "śpiewać" hymn tylko z tego powodu, iż byłaby to profanacja ze względu na brak jakiegokolwiek słuchu muzycznego...tymczasem tzw. elita pokazuje, że można nawet słów nie znać. Żałosne po tysiąckroć. Jaką ci ludzie mją legitymacje do uczenia innych patriotyzmu? Sami wymagają niwelowania anafalbetyzmu! Obłakani idioci.
mo.ko (49 punktów)

>Roman Giertych chce do programu nauczania wprowadzić "wychowanie patriotyczne". Chodzi o uczenie historii Polski pod kątem tych rzeczy, które mogą stanowić dumę narodową" -podkreśla wicepremier i dodaje że zajęcia te miałyby nie tylko uczyć, ale " także wychowywać".

patriotyzmu nie da sie nauczyc! albo sie kocha swoj kraj i jest sie z nim zwiazanym albo nie!

>Trzeba przyznać, że Pan Giertych nie próżnuje.

masz racje, nie proznuje... ale co on wyprawia???
matura z religii??

religia obowiazkowa? w porzadku, ale niech zaangazuje nauczcieli we wszystkich religiach! niech znajda sie wykladowcy buddyzmu, islamu itd.! w koncu jestesmy tolerancyjnym panstwem, nie?
aries
A lekcje winny zaczynac sie od wspolnego odspiewania "O czesc wam Panowie, Magnaci, za nasza niewole kajdany..." Ze szczegolnym uwzglednieniem zwrotki wymieniajacej Pralatow...
Ech, Kosciuszko, zes nie powywieszal ich wszystkich za zdrade Narodu.
duda (175 punktów)
Moim zdaniem to najlepszy pomysł na obrzydzenie młodzieży własnego kraju. Podobnie jak z religią, która produkuje wielu ateistów i jest świetną antyreklamą KK. Gromkie odśpiewywanie hymnu nie przysporzy nam szacunku do siebie samych. Perspektywa propagowania narodowej retoryki w stylu faszysty Dmowskiego wydaje mi sie dość straszna, ale znając realia spodziewałabym się, że zostanie obśmiana, o ile wręcz nie znienawidzona przez uczniów, przymuszanych do wkuwania "Myśli Nowoczesnego Polaka" na pamięć. Przynajmniej przez tych inteligentniejszych. Skutków wymarzonych przez pana ministra raczej to nie da. Tylko szkoda pieniędzy z budżetu. Zamiast czegoś tak bezsensownego możnaby zorganizować np. lekcje przedsiębiorczości, żeby młodym ludziom chciało się chociaż spróbować zrobić coś pozytecznego we własnym kraju, zamiast marzyć o pracy na zmywaku za granicą.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365