Racjonalista - Strona głównaDo treści
Urządzenie, które nie powinno istnieć

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
03-08-2012 10:53aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Urządzenie, które nie powinno istnieć
Ktoś się odważy zgadnąć jak to działa?
www.youtub(*)eature=endscreen&v=FLek_3Hpwus
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Ktoś się odważy zgadnąć jak to działa?
>www.youtub(*)eature=endscreen&v=FLek_3Hpwus

To działa tak samo jak każde urzadzenie udające perpetuum mobile. Główną zasadą działania jest ukrycie źródła energii pokrywającego straty na tarcie i aerodynamiczne przed obserwatorem.
Fizyk (17637 punktów)
> Ktoś się odważy zgadnąć jak to działa?
> www.youtub(*)eature=endscreen&v=FLek_3Hpwus

Gdybym ja miał to zrobić to bym w bębnie zainstalował sprężynę z zegara.
ekologik (1240 punktów)
(zablokowany)
>Gdybym ja miał to zrobić to bym w bębnie zainstalował sprężynę z zegara.

Zapewne ale jest jeszcze sprawa odzyskiwania energii potencjalnej (jak to z boku opada to najpewniej oddaje coś z powrotem) może tu są też magnesy ?

Znany jest (Świat Nauki) "staranny" eksperyment naukowy, gdzie studenci wykiwali naukowca.
Potem okazało się, że urządzonka i studentów przygotowywał jakiś magik.
Jedno z nich miało bardzo małe niby przypadkowe otworki w podstawie. Sudent niby działał telepatycznie, a naprawdę dmuchał z lekko rozchylonych warg w odpowiednim kierunku

Zwykle zresztą bajery służą do odwrócenia uwagi
Selanos (12869 punktów)
Takie coś chyba może działać przez dłuższą chwilę, ale prędzej czy później przestanie. Oczywiście zawsze o może być kwestia ukrytego źródła energii, albo zapętlonego filmu :>
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Wbrew pozorom urządzenie jest autentyczne i choć na coś podobnego nie wpadłem, to powinienem, bo wykorzystuje ono tę samą zasadę przebiegu piłokształtnego, którą stosuję tłumacząc moją teorię grawitacji kwantowej.
Te małe kółeczka na podstawce, które wyglądają jak drobne magnesy są nimi w rzeczywistości. Możecie zauważyć, że te drobne pręciki "rozbiegają" się na tym walcu (to metal magnetyczny, podobnie jak wałek u góry, choć ten może być nawet niemagnetyczny).... rozbiegają się na tym walcu tak, że u dołu wynalazku wygodniej jest im dążyć do przyciągania pręcików bliżej magnesów. Stąd ruch kołowy walca zachodzi tylko w tę stronę, w którą "wałeczki u dołu się rozchodzą". Ten biały element, który uderza
w słupek u góry, to coś w rodzaju koła zamachowego (jest przesunięty w fazie - proszę zwrócić uwagę, że jego położenie nie pokrywa się w zupełności ze zmianą odległości między wałeczkami na walcu). Jest zaokrąglony, bo w pewnym momencie, kiedy wałeczki się jeszcze rozchodzą u dołu i ruch zachodzi spontanicznie, ten element wymusza przeskok dużego i cięższego wałeczka, który zaraz potem wymusza kolejny cykl ruchu (ten biały element opada, gdyż działa na niego grawitacja, ale najpierw ten
większy pręcik ślizga się po zaokrągleniu wymuszając kolejny cykl). Stąd kolejne cykle w ruchu kołowym. Ten drobny element u dołu to podobnie działające spowolnienie dla tego urządzenia, które również służy do wymuszenia kolejnego cyklu ruchu. Tyle mogę na ten temat powiedzieć.
Bardzo pomysłowe. W sumie to perpetuum mobile.. chyba?

Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymania jej za jej radosną zgodą...
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Wbrew pozorom użądzenie jest autentyczne i choć na coś podobnego nie wpadłem, to powinienem, bo wykorzystuje ono tę samą zasadę przebiegu piłokształtnego, którą stosuję tłumacząc moją teorię grawitacji kwantowej.

"Twoją teorię grawitacji kwantowej"?


>Bardzo pomysłowe. W sumie to perpetuum mobile.. chyba?

Udowodnij to.
Mój zegarek też jest perpetuum mobile? Działa już dwa lata.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
>>Wbrew pozorom użądzenie jest autentyczne i choć na coś podobnego nie wpadłem, to powinienem, bo wykorzystuje ono tę samą zasadę przebiegu piłokształtnego, którą stosuję tłumacząc moją teorię grawitacji kwantowej.
>"Twoją teorię grawitacji kwantowej"?
Mam pewien zalążek
Kwantowa Teoria Grawitacji
Potencjał cyklicznego ciągu piłokształtnego przyciąga materię w kierunku
malejącego potencjału ciągu piłokształtnego. Potencjał w ciągu piłokształtnym
porusza się w przestrzeni w kierunku rosnącego potencjału ciągu
piłokształtnego.
Potencjały cyklicznego ciągu piłkoształtnego wyrazić można następująco
(T1...T5 - momenty w czasie, *→ - przyciągana materia i jej kierunek ruchu)
T1. 098765432109876543210987654321 *→
T2. 987654321098765432109876543210 *→
T3. 876543210987654321098765432109 *→
T4. 765432109876543210987654321098 *→
T5. 654321098765432109876543210987 *→
Podczas największej różnicy potencjałów ciągu piłokształtnego (w tym
przypadku "09") następuje "uderzenie materii", w którym porusza się ona w
kierunku przeciwnym do wynikowego. Możliwym jest więc na podstawie tej
teorii stworzyć fale "odpychające".
Przykład: 213243546576879809..
Załóżmy, że reprezentacja fizyczna przestrzeni, ruchu i materii zależna jest od
praw matematyki. Podstawowe trzy wymiary: długość, szerokość i wysokość
nie wystarczają do zdefiniowania przestrzeni, ale służą do jej opisu.
Wprowadźmy teraz do naszych rozważań kryptowymiar-kryptowektor
(nazywać go na potrzeby tej publikacji będziemy "X"). Nie jest on ani
wymiarem, ani wektorem, choć czasami jego opis może być tak upraszczany. X
funkcjonuje w trzech abstrakcyjnych wymiarach i jest fizycznie
reprezentowany. "Próbuje być ortogonalny" (ortogonalność jest podobna do
prostopadłości) do trzech podstawowych wymiarów i w infintezymalnej
(maksymalnie krótkiej) jednostce czasu przeskakuje maksymalną ilość razy w
różne, kryptochaotyczne pozycje, aby wyrazić swoją ortogonalność w czasie.
Tworzy więc "chmurę O", która to chmura O jest reprezentacją tendencji X do
istnienia jako kryptowymiar-kryptowektor ortogonalny do podstawowych
trzech wymiarów.
Oczywiście X może być reprezentowany dłuższym, bądź krótszym wektorem.
Jako dłuższy, ze względu na ograniczenia prędkości światła c, przeskakuje
wolniej. Jako krótszy, przeskakuje szybciej. Chmury O mogą się więc różnić
rozmiarami.
Z tej racji, że różnica potencjałów jest potencjałem, zlokalizowane obok siebie
dwie chmury O powiększają się, gdy znacznie różnią się potencjałami, a
pomniejszają się, gdy ich potencjały są mniej więcej równe.
Podstawowy model "ikonka czasu" reprezentowany jest przez okrąg wielu
chmur O, które przeważnie zbliżone do siebie potencjałem ulegają
zmniejszeniu, jak we wcześniej omawianym ciągu piłokształtnym. Ostra
różnica występuje na styku ostrego czoła ciągu piłokształtnego i końcu ciągu
piłokształtnego, które w tym przypadku stykają się zamykając cały ciąg
piłokształtny w okrąg. Na tym jednak styku następuje wyraźne przesunięcie i
chmura O, która była najmniejsza, ze względu na powiększanie się pod
wpływem różnicy, staje się największa. Reszta chmur O w tym momencie ulega
zmniejszeniu. Całość przypomina falę, która powstaje pod wpływem mieszania
łyżeczką herbaty, a cały efekt często przedstawiany jest właśnie jako "ikonka
czasu" w internetowym videostreamingu. "Ikonka czasu" wykazuje się "ruchem
pozornym"... ("Teoria Didi" od "The Differing Dimensions Theory").
Aby przejść do dalszych rozważań należy zauważyć, że duża chmura O ma
większy moment bezwładności od małej chmury O. Jeśli ustawimy ciąg
piłokształtny chmur O w spiralę, która stanowi jedną część podwójnej helisy
fotonu, to zakładamy, że foton porusza się w kierunku rosnącego potencjału
chmur O. Na końcu fotonu, czyli tam gdzie znajduje się najmniejsza z chmur O,
ostatnia chmura O odrywa się od tej spirali i podąża wraz z wcześniej
oderwanymi chmurami O drugą częścią podwójnej helisy, drugą spiralą, na
początek fotonu. Tam też następuje drastyczne powiększenie chmury O, a
superpozycja momentów bezwładności wszystkich chmur O (a zwłaszcza
pierwszej chmury O, która drastycznie się powiększa) w podwójnej helisie
fotonu decyduje o jego ruchu. Oto model fotonu.
Przechodząc przez szparę dyfrakcyjną drastyczne powiększanie się chmury O
na początku fotonu zależne jest od statycznego pola materii użytej do
wytworzenia szpary. Pole to również wyraża się przebiegiem piłokształtnym.
Dyfrakcja jest jednym ze zjawisk, na którym można sprawdzić model fotonu.
Na podstawie wcześniej wspomnianych rozważań istnieje możliwość
poruszania się z szybkością przekraczającą prędkość światła, czyli odpowiednio
skwantowaną szybkością warp (warp speed ≥ c velocity). Dzieje się tak dlatego,
że malejący cyklicznie potencjał energetyczny materii sprawia, iż przestaje ona
być reprezentowana fizycznie na pewnych odcinkach przestrzeni, na których
odbywa się skok kwantowy. Po tym skoku materia ponownie jest
reprezentowana fizycznie, a podczas tego skoku znajduje się w buforze
hiperprzestrzeni. Można zauważyć, że 1c to warp 1, ale już 12c, to w
przybliżeniu warp 7. Warp 11 jest niemożliwy do uzyskania za pomocą
jakiejkolwiek technologii, a warp 12 jest maksymalną wielkością jednostki
szybkości i pozwala na przemieszczanie się w dowolny punkt czasoprzestrzeni
(w tym momencie

>
>Bardzo pomysłowe. W sumie to perpetuum mobile.. chyba?
>Udowodnij to.
>Mój zegarek też jest perpetuum mobile? Działa już dwa lata.
Co bym nie zrobił, zawsze będzie Pan twierdził, że to fotomontaż, więc proponuję samemu wykonać takie urządzenie.

Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymania jej za jej radosną zgodą...
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Zrobiłem też trochę inny filmik o innej tematyce.
www.youtube.com/watch?v=wiuB8K6gw4I

Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymania jej za jej radosną zgodą...
Król Julian (114 punktów)
>Zrobiłem też trochę inny filmik o innej tematyce.

To może zrób nam te perpetum mobile, wyślij na racjonalistę i sobie wszyscy oglądniemy

Pies i emu krzyczały Nowy Yorku lub oreo lub oreo
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>>Wbrew pozorom użądzenie jest autentyczne i choć na coś podobnego nie wpadłem, to powinienem, bo wykorzystuje ono tę samą zasadę przebiegu piłokształtnego, którą stosuję tłumacząc moją teorię grawitacji kwantowej.
>>"Twoją teorię grawitacji kwantowej"?
>Mam pewien zalążek
>Kwantowa Teoria Grawitacji
>Potencjał cyklicznego ciągu piłokształtnego przyciąga materię w kierunku

Zanim pójdziemy dalej zdefiniuj "potencjał cyklicznego ciągu piłokształtnego" i udowodnij, że przyciąga materię.
Google wyświetla tylko wyniki Twojego autorstwa.

Moim zdaniem cały Twój wywód i większość Twoich wypowiedzi, to bezsensowny bełkot. Nie widzę w tym sensu. Może inni widzą, ale ja nie.

>>
>Bardzo pomysłowe. W sumie to perpetuum mobile.. chyba?
>>Udowodnij to.
>>Mój zegarek też jest perpetuum mobile? Działa już dwa lata.
>Co bym nie zrobił, zawsze będzie Pan twierdził, że to fotomontaż, więc proponuję samemu wykonać takie urządzenie.

Nie muszę wykonywać. Już je mam! Jest nim zwykły zegarek.
Na dowód mogę wykonać film trwający kilka miesięcy, a nie kilka minut jak ten który Ty zamieściłeś. Moje perpetuum mobile działa znacznie dłużej niż Twoje.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
No to może skończmy tą nierówną walkę... bo czego można oczekiwać od racjonalisty, jak nie powtarzania wciąż tych samych dogmatów... w pewien sposób warunkujących jakieś tam wierzenia... w tym wypadku dotyczące nauki?
Filmik, który zamieściłem nie jest mojego autorstwa, a to co nazywam Kwantową Teorią Grawitacji to rzeczywiście tylko pewne domysły.. poniekąd minęło już trochę czasu od momentu, gdy pisałem ten tekst, bo zwykłem go wklejać w takich odpowiedziach. Mam kilka dodatkowych spostrzeżeń, ale po co mam się z nimi dzielić. Pan i tak będzie tkwił przy teorii strun i podobnych wymysłach, które również dowodu nie doczekały.
Ale, tak z "innej" beczki. Na początku XX wieku rosyjski naukowiec, niejaki Bronsztajn udowodnił matematycznie, że foton się nie rozpada. Nic wtedy o fotonach nie wiedziano, a i teraz, nie wiedzieć czemu, uważa się je za "kwanty energii". Bronsztajn zapewne porównał matematycznie foton do innych form materii i wyszło mu, że foton się nie rozpada.
Czyżby?
Proszę wykonać następujące doświadczenie... może Pan go nawet nie wykonywać, bo już z góry ewidentnie widać jaki będzie efekt. Proszę najpierw popatrzyć na gwiazdy w nocy. Mrugają.. nieprawdaż? Naukowiec powie dziś, że to złudzenie optyczne, bo obiekty te są tak małe, że nasze pręciki, czy czopki w oku są za duże, aby wyróżnić te gwiazdy w takiej odległości. Naukowiec powie, że to złudzenie optyczne również dlatego, że jeśli wykorzystujemy różne urządzenia, nawet te powiększające, efekt nie zachodzi.
Poniekąd...
Eksperyment polega na umieszczeniu żarówki w takiej odległości, że świecąc żarówka ta jest porównywalnych do tej gwiazdki rozmiarów. Jak można zauważyć, wystarczy w nocy wyjrzeć za okno, a z całą pewnością jakieś takie źródło światła się dostrzeże.
I CO? NIE MRUGA! Proponuję sprawdzić, jeśli Pan nie wierzy.
Dlaczego?
Bo światło nie jest tylko "kwantem energii", a elementem materii, który opisuję w teorii, którą wcześniej opisałem. Jeśli fotony docierają do nas z odległych gwiazd, to ulegają połowicznemu, w miarę NIEREGULARNEMU, rozpadowi, a nie ma siły, żeby taki foton po około 20 mld lat istniał. Stąd foton mniej energetyczny, jest bardziej czerwony (uległ bardziej rozpadowi - stracił energię) i ten niby efekt "ucieczki galaktyk", czyli rzekomo efekt Dopplera, jest w rzeczywistości spowodowany przesunięciem ku czerwieni, ale z powodu rozpadu energetycznego fotonu.
Dlatego też istnieje potrzeba stworzenia modelu fotonu, który w tej wcześniej stworzonej teorii opisałem.
Co więcej...
Jeśli foton rzeczywiście jest taką podwójną, zamkniętą helisą, to ani interferometr Michaelsona-Morleya ("eter" przenikliwy), ani jego druga konsekwencja w postaci szukania aberracji światła ("eter" lokalny) nic nie wykarze. Przestrzeń, nawet ta uważana za absolutną próżnię jest w rzeczywistości kipiącą lawą tych bytów, które opisałem jako "chmury O". Więc można to przyrównać do teorii eteru lokalnego. Jednak foton, który zmierza w kierunku Ziemii porusza się po idealnej prostej, choć pewnie jakąś miliardową sekundy wolniej wchodząc w ten "eter lokalny". Tylko dlatego, że wchodząc w kolejne "prądy eteru lokalnego" (w rzeczywistości w kipiel fragmentów przestrzeni) ustawia się w tych nurtach pod odpowiednim kątem, co jest reakcją na ruch tych prądów. Zamieszczam do tego obrazek.



Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymania jej za jej radosną zgodą...
04-08-2012 12:06 
 Ocena 2 na 2
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>No to może skończmy tą nierówną walkę... bo czego można oczekiwać od racjonalisty, jak nie powtarzania wciąż tych samych dogmatów... w pewien sposób warunkujących jakieś tam wierzenia... w tym wypadku dotyczące nauki?

Jedyne wierzenia, jakie dały się zaobserwować w tej dyskusji były Twojego autorstwa i dotyczyły istnienia perpetuum mobile.

>Filmik, który zamieściłem nie jest mojego autorstwa, a to co nazywam Kwantową Teorią Grawitacji to rzeczywiście tylko pewne domysły.. poniekąd minęło już trochę czasu od momentu, gdy pisałem ten tekst, bo zwykłem go wklejać w takich odpowiedziach. Mam kilka dodatkowych spostrzeżeń, ale po co mam się z nimi dzielić. Pan i tak będzie tkwił przy teorii strun i podobnych wymysłach, które również dowodu nie doczekały.

Nie tkwię w żadnej teorii. Jeśli chodzi o teorię strun i inne, to traktuję je nie jako rzeczywistość, ale jako pewne bardziej lub mniej udolne próby przedstawienia rzeczywistości.

>Ale, tak z "innej" beczki. Na początku XX wieku rosyjski naukowiec, niejaki Bronsztajn udowodnił matematycznie, że foton się nie rozpada. Nic wtedy o fotonach nie wiedziano, a i teraz, nie wiedzieć czemu, uważa się je za "kwanty energii".

Foton niesie ze sobą energię. Nie on jeden.

>Proszę wykonać następujące doświadczenie... może Pan go nawet nie wykonywać, bo już z góry ewidentnie widać jaki będzie efekt. Proszę najpierw popatrzyć na gwiazdy w nocy. Mrugają.. nieprawdaż? Naukowiec powie dziś, że to złudzenie optyczne, bo obiekty te są tak małe, że nasze pręciki, czy czopki w oku są za duże, aby wyróżnić te gwiazdy w takiej odległości. Naukowiec powie, że to złudzenie optyczne również dlatego, że jeśli wykorzystujemy różne urządzenia, nawet te powiększające, efekt nie zachodzi.

Gwiazdy niekiedy mrugają z różnych powodów. Np ruchów powietrza pod wpływem termiki, chmur, zmęczenia oka. Ostatnio jak sprawdzałem, to mi nie mrugały.

>Poniekąd...
>Eksperyment polega na umieszczeniu żarówki w takiej odległości, że świecąc żarówka ta jest porównywalnych do tej gwiazdki rozmiarów. Jak można zauważyć, wystarczy w nocy wyjrzeć za okno, a z całą pewnością jakieś takie źródło światła się dostrzeże.
>I CO? NIE MRUGA! Proponuję sprawdzić, jeśli Pan nie wierzy.

Jak już pisałem ostatnio nawet gwiazdy mi nie mrugały. Musisz iść do okulisty.

>Dlaczego?
>Bo światło nie jest tylko "kwantem energii", a elementem materii, który opisuję w teorii, którą wcześniej opisałem. Jeśli fotony docierają do nas z odległych gwiazd, to ulegają połowicznemu, w miarę NIEREGULARNEMU, rozpadowi, a nie ma siły, żeby taki foton po około 20 mld lat istniał. Stąd foton mniej energetyczny, jest bardziej czerwony (uległ bardziej rozpadowi - stracił energię) i ten niby efekt "ucieczki galaktyk", czyli rzekomo efekt Dopplera, jest w rzeczywistości spowodowany przesunięciem ku czerwieni, ale z powodu rozpadu energetycznego fotonu.

Nie słyszałem, żeby foton mógł być bardziej czerwony lub mniej czerwony. Nie słyszałem też, żeby pojedynczy foton mógł mieć cechę częściowego rozpadu.

>Dlatego też istnieje potrzeba stworzenia modelu fotonu, który w tej wcześniej stworzonej teorii opisałem.

Twoja potrzeba. Nie stwierdziłem istnienia takiej potrzeby poza Twoją głową.

>Co więcej...
>Jeśli foton rzeczywiście jest taką podwójną, zamkniętą helisą, to ani interferometr Michaelsona-Morleya ("eter" przenikliwy), ani jego druga konsekwencja w postaci szukania aberracji światła ("eter" lokalny) nic nie wykarze.

Na podstawie wcześniej zauważonych błędów w Twoim rozumowaniu śmiem twierdzić, że wnioski które wyciągasz są bełkotem będącym konsekwencją tych błędów.

> Przestrzeń, nawet ta uważana za absolutną próżnię jest w rzeczywistości kipiącą lawą tych bytów, które opisałem jako "chmury O". Więc można to przyrównać do teorii eteru lokalnego. Jednak foton, który zmierza w kierunku Ziemii
porusza się po idealnej prostej, choć pewnie jakąś miliardową sekundy wolniej wchodząc w ten "eter lokalny". Tylko

Nie stwierdziłem istnienia fotonów poruszających się po idealnej prostej w kosmicznej skali odległości. Kolejne błędne założenie.

> dlatego, że wchodząc w kolejne "prądy eteru lokalnego" (w rzeczywistości w kipiel fragmentów przestrzeni) ustawia się w tych nurtach pod odpowiednim kątem, co jest reakcją na ruch tych prądów. Zamieszczam do tego obrazek.

To nie rzeczywistość. To tylko Twoja wyobraźnia.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
>>No to może skończmy tą nierówną walkę... bo czego można oczekiwać od racjonalisty, jak nie powtarzania wciąż tych samych dogmatów... w pewien sposób warunkujących jakieś tam wierzenia... w tym wypadku dotyczące nauki?
>Jedyne wierzenia, jakie dały się zaobserwować w tej dyskusji były Twojego autorstwa i dotyczyły istnienia perpetuum mobile.
Czyli, że Newton, cierpiący na schizofrenię i mówiący więcej o Bogu, niż o fizyce to istny apostoł świaca fizyki racjonalistów, i Einstein cierpiący na zespół Aspergera i często wypowiadający się również o Bogu to jeszcze większy apostoł... przyganiał kocioł garnkowi.
>>Filmik, który zamieściłem nie jest mojego autorstwa, a to co nazywam Kwantową Teorią Grawitacji to rzeczywiście tylko pewne domysły.. poniekąd minęło już trochę czasu od momentu, gdy pisałem ten tekst, bo zwykłem go wklejać w takich odpowiedziach. Mam kilka dodatkowych spostrzeżeń, ale po co mam się z nimi dzielić. Pan i tak będzie tkwił przy teorii strun i podobnych wymysłach, które również dowodu nie doczekały.
>Nie tkwię w żadnej teorii. Jeśli chodzi o teorię strun i inne, to traktuję je nie jako rzeczywistość, ale jako pewne bardziej lub mniej udolne próby przedstawienia rzeczywistości.
Znów.. bardzo nieudolne próby, bo w gruncie rzeczy w ogóle, a w ogóle nie do zweryfikowania. Za to ładnie wyglądają jako teorie stricte matematyczne i można poudawać, że się wie więcej od "płaszczaków".
>>Ale, tak z "innej" beczki. Na początku XX wieku rosyjski naukowiec, niejaki Bronsztajn udowodnił matematycznie, że foton się nie rozpada. Nic wtedy o fotonach nie wiedziano, a i teraz, nie wiedzieć czemu, uważa się je za "kwanty energii".
>Foton niesie ze sobą energię. Nie on jeden.
Czemu nie przeczę... poniekąd energia to abstrakcyjny opis rzeczywistości służący do opisu przebiegu procesów. Praktycznie jak czegoś nie rozumiemy i widzimy taką błękitną poświatę - zawsze można powiedzieć, że to bardzo naenergetyzowana przestrzeń. Podobnie jest z fotonem. Nikt go nie widział, więc niby wystarczy powiedzieć, że to kwant energii.
>>Proszę wykonać następujące doświadczenie... może Pan go nawet nie wykonywać, bo już z góry ewidentnie widać jaki będzie efekt. Proszę najpierw popatrzyć na gwiazdy w nocy. Mrugają.. nieprawdaż? Naukowiec powie dziś, że to złudzenie optyczne, bo obiekty te są tak małe, że nasze pręciki, czy czopki w oku są za duże, aby wyróżnić te gwiazdy w takiej odległości. Naukowiec powie, że to złudzenie optyczne również dlatego, że jeśli wykorzystujemy różne urządzenia, nawet te powiększające, efekt nie zachodzi.
>Gwiazdy niekiedy mrugają z różnych powodów. Np ruchów powietrza pod wpływem termiki, chmur, zmęczenia oka. Ostatnio jak sprawdzałem, to mi nie mrugały.
To co opisałem może Pan przeczytać w podręcznikach. Tak na ten temat wypowiadają się autorytety, które również musiały się ustosunkować do tego, że w przestrzeni kosmicznej gwiazdki mrugają. Nie mrugać mogą dlatego, że ich światło zostało zaburzone przez atmosferę. W gwieździstą noc mrugać będą.
>>Poniekąd...


Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymania jej za jej radosną zgodą...
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
>>Eksperyment polega na umieszczeniu żarówki w takiej odległości, że świecąc żarówka ta jest porównywalnych do tej gwiazdki rozmiarów. Jak można zauważyć, wystarczy w nocy wyjrzeć za okno, a z całą pewnością jakieś takie źródło światła się dostrzeże.
>>I CO? NIE MRUGA! Proponuję sprawdzić, jeśli Pan nie wierzy.
>Jak już pisałem ostatnio nawet gwiazdy mi nie mrugały. Musisz iść do okulisty.
Polecam jakąś "dobrą" lekturę na ten temat, albo przynajmniej google.
>>Dlaczego?
>>Bo światło nie jest tylko "kwantem energii", a elementem materii, który opisuję w teorii, którą wcześniej opisałem. Jeśli fotony docierają do nas z odległych gwiazd, to ulegają połowicznemu, w miarę NIEREGULARNEMU, rozpadowi, a nie ma siły, żeby taki foton po około 20 mld lat istniał. Stąd foton mniej energetyczny, jest bardziej czerwony (uległ bardziej rozpadowi - stracił energię) i ten niby efekt "ucieczki galaktyk", czyli rzekomo efekt Dopplera, jest w rzeczywistości spowodowany przesunięciem ku czerwieni, ale z powodu rozpadu energetycznego fotonu.
>Nie słyszałem, żeby foton mógł być bardziej czerwony lub mniej czerwony. Nie słyszałem też, żeby pojedynczy foton mógł mieć cechę częściowego rozpadu.
Vide "przesunięcie ku czerwieni", vide "ucieczka galaktyk", vide "efekt Dopplera dla ucieczki galaktyk". Hawking się tym strasznie podnieca. Zresztą nie on jeden. Penrose, Weinberg i Michio Kaku na pewno by to Panu "wytłumaczyli".
>>Dlatego też istnieje potrzeba stworzenia modelu fotonu, który w tej wcześniej stworzonej teorii opisałem.
>Twoja potrzeba. Nie stwierdziłem istnienia takiej potrzeby poza Twoją głową.
A z tego powodu bardzo mi przykro. Również dla Pana kręgosłupa moralnego.
- Cześć.
- I co się tak debilu cieszysz?!
To rozmowa na tym poziomie
>>Co więcej...
>>Jeśli foton rzeczywiście jest taką podwójną, zamkniętą helisą, to ani interferometr Michaelsona-Morleya ("eter" przenikliwy), ani jego druga konsekwencja w postaci szukania aberracji światła ("eter" lokalny) nic nie wykarze.
>Na podstawie wcześniej zauważonych błędów w Twoim rozumowaniu śmiem twierdzić, że wnioski które wyciągasz są bełkotem będącym konsekwencją tych błędów.
No to znaczy, że w ogóle się Pan do tego nie przyłożył i z góry coś założył.
>> Przestrzeń, nawet ta uważana za absolutną próżnię jest w rzeczywistości kipiącą lawą tych bytów, które opisałem jako "chmury O". Więc można to przyrównać do teorii eteru lokalnego. Jednak foton, który zmierza w kierunku Ziemii
>porusza się po idealnej prostej, choć pewnie jakąś miliardową sekundy wolniej wchodząc w ten "eter lokalny". Tylko
>Nie stwierdziłem istnienia fotonów poruszających się po idealnej prostej w kosmicznej skali odległości. Kolejne błędne założenie.
No to proszę wrócić do XVIII wieku i słynnego interferometru Michaelsona-Morleya. Udowodnili oni, że eter nie jest przenikliwy, a światło nie porusza się po torach zakrzywionych, bo obserwowalibyśmy to dzięki aberracji światła z gwiazd docierającego do nas o różnych porach roku. Poraz kolejny - polecam literaturę.
>> dlatego, że wchodząc w kolejne "prądy eteru lokalnego" (w rzeczywistości w kipiel fragmentów przestrzeni) ustawia się w tych nurtach pod odpowiednim kątem, co jest reakcją na ruch tych prądów. Zamieszczam do tego obrazek.
>To nie rzeczywistość. To tylko Twoja wyobraźnia.
A kto powiedział, że to coś więcej. Widział Pan człowieka, który nie miałby wyobraźni i przynajmniej umiał jeździć autem? Wyobraźnia jest w nauce konieczna i nie wystarczy chrzanić jak potłuczony, że się wszystko wie najlepiej, bo już się o tym wszystkim przeczytało. Na tym forum słyszałem, że altruizm jest egoistyczny, ale taką postawę, jaką prezentuje i Pan i większość na tym forum, nazwać można nie inaczej, a tylko w jeden sposób. GRUPA WZAJEMNEJ ADORACJI.

Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymania jej za jej radosną zgodą...
05-08-2012 08:41 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
> Proszę najpierw popatrzyć na gwiazdy w nocy. Mrugają.. nieprawdaż?

Zazwyczaj. W zenicie rzadko, nad horyzontem prawie zawsze.

> Naukowiec powie dziś, że to złudzenie optyczne, bo obiekty te są tak małe, że nasze pręciki, czy czopki w oku są za duże, aby wyróżnić te gwiazdy w takiej odległości.

Naukowiec nie powie, że to złudzenie optyczne. Naukowiec powie, że to skutek turbulencji w atmosferze. en.wikipedia.org/wiki/Astronomical_seeing

> Naukowiec powie, że to złudzenie optyczne również dlatego, że jeśli wykorzystujemy różne urządzenia, nawet te powiększające, efekt nie zachodzi.

Owszem, zachodzi:


> Eksperyment polega na umieszczeniu żarówki w takiej odległości, że świecąc żarówka ta jest porównywalnych do tej gwiazdki rozmiarów. Jak można zauważyć, wystarczy w nocy wyjrzeć za okno, a z całą pewnością jakieś takie źródło światła się dostrzeże.

Bo to musi być bardzo duża odległość, taka aby rozmiar kątowy żarówki był poniżej 1 sekundy kątowej (nawet planety nie mrugają). Biorąc rozmiar żarówki 10 cm odległość ta musi być powyżej 2 km.

> I CO? NIE MRUGA!

Mruga. Jak popatrzysz ze szczytu góry na odległe światła miasta, to mrugają. Podobnie nad morzem światła odległego brzegu mrugają.
Shelma (25 punktów)
>Ktoś się odważy zgadnąć jak to działa?
>www.youtub(*)eature=endscreen&v=FLek_3Hpwus

Witam. Czy nie jest to maszyna opisana przez autora "Ręce precz od tej książki"?

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365