Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dobre strony kryzysu?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
09-09-2012 20:10hubin (2274 punktów)Dobre strony kryzysu?
Ocena 2 na 2
Dziś już nikt nie wątpi, że apogeum jest przed nami, niektórzy dla sportu wyzywają się od neoliberałów i socjalistów, inni debatują nad tym czy warto już zacząć hodować ziemniaki na balkonie.

Miałem okazję być w Szkocji w interesach w przeciągu ostatnich trzech tygodni, obserwując podejście miejscowej ludności do życia mam niejasne wrażenie, iż Europa zachodnia kompletnie nie jest przygotowana na to co w sumie tam już się dzieje. Widziałem młodych sprawnych trzydziestolatków żebrzących na ulicach, sporo zamykanych przedsiębiorstw etc...

Zastanawiam się jednak czy nie ma dobrych stron kryzysu, nie chodzi mi o to że na razie jestem w stanie delektować się dobrym portugalskim winem z biedronki za jedyne 9,99. Raczej o fakt, że żyliśmy w dużej mierze w świecie ułudy w którym gospodarka a w zasadzie ekonomia opierała się o wiarę... Czy drastyczna korekta doprowadzi do poprawy sytuacji, czy czeka nas gwałtowna rewolucja? Może się mylę może do kryzysu nie dojdzie może to zwykły naturalny etap cyklu koniunkturalnego?

Sam już nie wiem zatem pytam, czy dostrzegacie pozytywne aspekty nadciągającego kryzysu?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

09-09-2012 20:46
 Ocena 10 na 10
Anna Salman (16360 punktów)
>Zastanawiam się jednak czy nie ma dobrych stron kryzysu,
Jest wiele. Po pierwsze to wspomniana szansa korekty. Ale niewiele państw z niej skorzysta. Na razie mamy tylko przykład Islandii, o której się nie pisze chyba z powodu drastycznej zmiany kursy, dokładnie w poprzek powszechnie obowiązującej ideologii.
Jednak większość państw będzie się szarpała, jak obecnie Grecja, czy Hiszpania, potulnie przyjmowała role cudzych kolonii - Portugalia, Irlandia, Polska, czy obierała strategię "chińskiego muru" - Dania, Holandia, Niemcy. To jest uwarunkowane przez mentalność danego społeczeństwa, stanowiącą efekt jego historii.
Kiedyś napisałam na tym forum, że czeka nas czas "pełzających rewolucji", czyli lokalnych buntów społecznych, krótkotrwałych i raczej nie powiązanych ze sobą. I tak to widzę. Społeczeństwo to zbyt duży organizm, żeby się szybko i skutecznie zorganizować. A powrót do "wielkich krwawych rewolucji" nam nie grozi, mimo odżywających tu i ówdzie sympatii do krwawych ideologii.
Natomiast co do "nadciągającego kryzysu" - ten światowy zaczął się gdzieś w połowie lat 70-tych, w Stanach i ratowany był wspomaganiem konsumpcji, czyli zadłużaniem państw i poszczególnych osób.
W Polsce jest odkąd pamiętam, tylko różnie się nazywał i różnie wyglądał w różnych okresach.
10-09-2012 16:26 
 Ocena 1 na 1
trzebiska (91 punktów)
Biorąc pod uwagę właśnie "nieruchawość" społeczeństwa i usilne starania polityków i finansistów o zachowanie status quo to ja dobrych stron kryzysu nie widzę. Można by je było widzieć gdyby człowiek wiedział, że nasza krajowa klasa polityczna jest zdolna do takich manewrów jakich dokonano właśnie w Islandii. Niestety. Jakość materiału politycznego jest tak niska, że jeśli nasi "rządzący" mogą cokolwiek zrobić z kryzysem to tylko go pogłębić. Mieli ponad dwadzieścia lat, żeby zrobić z Polski cywiilizowany kraj, w którym można jakoś żyć sensownie. Było mnóstwo sprzyjających okoliczności. Ale jedyne co wymyślili to rozdawnictwo stołków (pomysł powielony) i sprzedaż wszystkiego co się da bez większego sensu. Byle ktoś dał więcej kasy. To nie są rzeczy, które napawają optymizmem. Dodając do tego aktualne działania, polegające na obronie kasy państwowej przez dogłębne drenowanie kieszeni obywatela to już naprawdę nie wiem co można widzieć pozytywnego w obecnej i nadchodzącej rzeczywistości.
10-09-2012 17:12 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
Uspokajam. Pani Salman twierdzi, że państwo to my, więc tak naprawdę nie ma się o co martwić. Po prostu mamy masochistyczne społeczeństwo. Co społeczeństwo, to upodobanie. Nie ma czego zmieniać.
10-09-2012 19:04 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>Biorąc pod uwagę właśnie "nieruchawość" społeczeństwa i usilne starania polityków i finansistów o zachowanie status quo to ja dobrych stron kryzysu nie widzę. Można by je było widzieć gdyby człowiek wiedział, że nasza krajowa klasa polityczna jest zdolna do takich manewrów jakich dokonano właśnie w Islandii.
Tyle, że w Islandii to nie klasa polityczna dokonała manewrów. Chyba, że nagle obywatele poczuli się klasą polityczną - może tak być powinno. Stali już pod gilotyną, ale jakoś zebrali się do kupy i zaczęli współpracować.
Im łatwiej, bo ich niewielu. Z drugiej strony - Greków, czy Portugalczyków też.
Naszym błędem była zbyt niska partycypacja, co stało się przyczynkiem do powstania tzw. oligarchii (są i inne określenia, z reguły niecenzuralne).
> ... jeśli nasi "rządzący" mogą cokolwiek zrobić z kryzysem to tylko go pogłębić.
A może nam też musi głód zajrzeć w oczy, żebyśmy się otrząsnęli i zaczęli działać. W niektórych miastach ludzie zaczynają walczyć o przestrzeń publiczną, czyli coś pomału się klaruje.
Przykład Hiszpanii nie napawa optymizmem, bo u nich się klaruje już dość długo z mizernym skutkiem , ale możemy się uczyć na ich błędach.
10-09-2012 23:17 
 Ocena 3 na 3
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Na razie mamy tylko przykład Islandii, o której się nie pisze chyba z powodu drastycznej zmiany kursy, dokładnie w poprzek powszechnie obowiązującej ideologii.
O Islandii się nie wspomina, o Brazylii się milczy, Skandynawię się wyśmiewa - ideolodzy neoliberalizmu ciągle stanowią większość pośród mainstreamowych ekonomistów, polityków i komentatorów.

>Natomiast co do "nadciągającego kryzysu" - ten światowy zaczął się gdzieś w połowie lat 70-tych, w Stanach i ratowany był wspomaganiem konsumpcji, czyli zadłużaniem państw i poszczególnych osób.
W tej sprawie zabrał dziś głos profesor Jerzy Osiatyński: "Ja bym wypauzował. Zaczekał na odbudowę konsumpcji gospodarstw domowych i zysku przedsiębiorstw. I dopiero wtedy z powrotem wrócił do ograniczania wydatków"

Szerokość życia jest ważniejsza niż długość. (Awicenna)
11-09-2012 11:25 
 Ocena 2 na 2
Borys Swoboda (1408 punktów)
>Natomiast co do "nadciągającego kryzysu" - ten światowy zaczął się gdzieś w połowie lat 70-tych, w Stanach i ratowany był wspomaganiem konsumpcji, czyli zadłużaniem państw i poszczególnych osób.

"Ratowanie konsumpcji"- przez krótki okres trwa fiesta, powstają nowe, bardzo optymistyczne inwestycje, a Keynesy są wychwalane pod niebiosa. Ale ponieważ stymulacja nie może trwać wiecznie, źródełko kiedyś wysycha. A wtedy wszystkie te optymistyczne inwestycje upadają. Wtedy przychodzą Roosevelty, które usiłują leczyć delirium alkoholem, i są chwalone za wieloletnią, heroiczną walkę z kryzysem dzięki kolejnym nieprzemyślanym inwestycjom i większemu zadłużeniu, albo przychodzą liberałowie, którzy są obrzucani oskarżeniami o przyjęcie gorzkiego lekarstwa i pozwolenie rynkowi na przemodelowanie się.

ta-da

Niestety, jeżeli człowiek zaciągnie zbyt wiele kredytów konsumpcyjnych, może sobie tylko strzelić w łeb. Natomiast interwencjonistyczna ekipa może odjechać w promieniach zachodzącego słońca i glorii chwały, zostawiając ludzi z problemami.
Karol Żagański (4 punktów)
Wszyscy tylko o nadciągającym kryzysie. Media się tym tematem żywią, słowo kryzys odmieniając przez wszystkie przypadki. Po co? Czy nie lepiej byłoby zabrać się do pracy i robić to, co się robi najlepiej? W oczekiwaniu na kolejna falę kryzysu większość ludzi przestaje kupować i liczy oszczędności. Jeśli przyjdzie kryzys to te oszczędności i tak będą g...o warte. Nie dajmy się i żyjmy normalnie! Spowolnienie wzrostu gospodarczego to przecież jeszcze nie tragedia, inne kraje mają recesję!!!
Don't panic!
10-09-2012 06:06 
 Ocena 3 na 3
hubin (2274 punktów)
>Wszyscy tylko o nadciągającym kryzysie. Media się tym tematem żywią, słowo kryzys odmieniając przez wszystkie przypadki. Po co?
Media żerują na obawach swoich widzów, dla których kryzys nie jest tylko sloganem medialnym.

>Czy nie lepiej byłoby zabrać się do pracy i robić to, co się robi najlepiej? W oczekiwaniu na kolejna falę kryzysu większość ludzi przestaje kupować i liczy oszczędności. Jeśli przyjdzie kryzys to te oszczędności i tak będą g...o warte. Nie dajmy się i żyjmy normalnie!
Koniec końców większość zwykłych ludzi tym właśnie się zajmie, co do zaprzestania/ograniczenia konsumpcji to ciężko mi w to uwierzyć, trochę już się do niej przyzwyczailiśmy. Ja osobiście nie mam za bardzo na czym oszczędzać, jedyne co mógłbym zrobić to obniżyć poziom życia mojej rodziny lub racjonalizować wydatki, oczywiście w nieskończoność nie da się realizować obu tych działań.

>Spowolnienie wzrostu gospodarczego to przecież jeszcze nie tragedia, inne kraje mają recesję!!!
>Don't panic!

Przyznam szczerze, że obecnie zbliżający kryzys postrzegam jako coś znacznie poważniejszego, śmiem więc twierdzić iż istnieje szansa na demontaż obecnego systemu finansowego, lub przynajmniej rewolucję, oba te zdarzenia byłyby dość drastyczne jak na etapy cyklu koniunkturalnego.

Z pozytywów dostrzegam swoje starania uzyskania dodatkowych źródeł przychodów oraz racjonalizację wykorzystania składników majątkowych.

Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
Jan Rylew (3965 punktów)
>Przyznam szczerze, że obecnie zbliżający kryzys postrzegam jako coś znacznie poważniejszego, śmiem więc twierdzić iż istnieje szansa na demontaż obecnego systemu finansowego,
A co na to grupa trzymająca kasę? Beneficjenci tego systemu finansowego dysponują całymi strukturami oddziaływania politycznego i medialnego. W samych rajach podatkowych zdeponowano ponad 20 bilionów dol.(nie mylić z miliardami).

>lub przynajmniej rewolucję, oba te zdarzenia byłyby dość drastyczne jak na etapy cyklu koniunkturalnego.
To już chyba nie "etapy cyklu koniunkturalnego". Poziom zadłużenia krajów osiąga wartość krytyczną, za 10lat dług i obsługa długu się podwoi jeśli wcześniej nie dojdzie do krachu.

>Z pozytywów dostrzegam swoje starania uzyskania dodatkowych źródeł przychodów oraz racjonalizację wykorzystania składników majątkowych.
Więc zaakceptujesz obniżenie Ci płacy i ew wyższe podatki, droższą opiekę medyczną i "głodową emeryturę" ?
Borys Swoboda (1408 punktów)
Hej, a czy w ogóle was nie dziwi, że poważne, globalne kryzysy zaczęły się pojawiać dopiero po wprowadzeniu banków centralnych?
10-09-2012 12:07 
 Ocena 7 na 7
astrotaurus (12445 punktów)
>Hej, a czy w ogóle was nie dziwi, że poważne, globalne kryzysy zaczęły się pojawiać dopiero po wprowadzeniu banków centralnych?
Tobie to dobrze! Ze wszystkich zmian na świecie wyłuskałeś to jedno sedno!
Jak to jest, że rzeczywistość ciągle psuje tak idealny system Swobodowy?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
11-09-2012 23:13 
 Ocena 1 na 1
Selanos (12869 punktów)
Nie wiem nic o bankach centralnych, ale kredyty które się biorą znikąd, czy raczej pieniądze które się biorą znikąd, na pewno są problemem. Dzisiaj tworzy się dziwne powiązanie, chociażby takie jak nasze polskie OFE: pieniądze idą od OFE do skarbu państwa, po to żeby skarb państwa oddał potem trochę więcej. I tak w kółko Macieja.

Już nie wspominając o Francuzach ratujących Grecję po to, żeby Grecy spłacali kredyty we Francuskich bankach. Paranoja.
Jan Rylew (3965 punktów)
>Dzisiaj tworzy się dziwne powiązanie, chociażby takie jak nasze polskie OFE: pieniądze idą od OFE do skarbu państwa, po to żeby skarb państwa oddał potem trochę więcej. I tak w kółko Macieja.
Na razie pieniądze z OFE nie idą do skarbu państwa, chociaż w razie konieczności nie można tego wykluczyć. Pieniądze na emerytury idą do ZUS, a ten przekazuje odp. ich część do OFE. Państwo dopłaca do ZUS z budżetu, a im mniej ZUS przekazuje do OFE tym mniej państwo(Ty) dopłaca do ZUS.
Selanos (12869 punktów)
Z tego co pamiętam z ostatniego telewizyjnego szumu o OFE, to sześćdziesiąt procent tego co fundusz inwestuje, idzie na obligacje skarbu państwa.
Jan Rylew (3965 punktów)
>Z tego co pamiętam z ostatniego telewizyjnego szumu o OFE, to sześćdziesiąt procent tego co fundusz inwestuje, idzie na obligacje skarbu państwa.
To prawda, ale sens tego jest taki, że OFE kupując obligacje krajowe stabilizuje ich cenę.
Selanos (12869 punktów)
>To prawda, ale sens tego jest taki, że OFE kupując obligacje krajowe stabilizuje ich cenę.

A jaki to ma sens dla emerytów? Jeszcze bardzie uzależniliśmy system emerytalny od państwa. Wystarczy malutkie bankructwo, niezdolność państwa do wykupienia obligacji i ktoś się obudzi z ręką w nocniku.
coreless (16088 punktów)

>Sam już nie wiem zatem pytam, czy dostrzegacie pozytywne aspekty nadciągającego kryzysu?

Nie.

(A potajemnie czekam na krach na rynku nieruchomości, żeby kupić sobie coś okazyjnie, czyli jakieś 40-80% taniej).
10-09-2012 23:02 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>A potajemnie czekam na krach na rynku nieruchomości, żeby kupić sobie coś okazyjnie, czyli jakieś 40-80% taniej
Te 40%, to już masz, a na 80% będziesz czekał do uś.


Szerokość życia jest ważniejsza niż długość. (Awicenna)
11-09-2012 06:13 
 Ocena 1 na 1
coreless (16088 punktów)

Pożyjemy, zobaczymy...

Selanos (12869 punktów)
>Pożyjemy, zobaczymy...

Jeżeli dożyjemy. Cały czas słyszę o krachu na rynku nieruchomości a za M2 jak chcieli 80000, tak chcą nadal.
12-09-2012 09:24 
 Ocena 1 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Jeżeli dożyjemy. Cały czas słyszę o krachu na rynku nieruchomości a za M2 jak chcieli 80000, tak chcą nadal.
Ile za metr? Pytam, bo jestem zainteresowana kupnem mieszkania tak z 50-60 m. W Lublinie na rynku wtórnym 4200-6000 w zależności od roku budowy, dzielnicy, piętra.
12-09-2012 15:23 
 Ocena 1 na 1
Selanos (12869 punktów)
>Ile za metr? Pytam, bo jestem zainteresowana kupnem mieszkania tak z 50-60 m. W Lublinie na rynku wtórnym 4200-6000 w zależności od roku budowy, dzielnicy, piętra.

Oj nie pamiętam, to było chyba dwadzieścia metrów kwadratowych, w czterdziestoletnim bloku, nie pamiętam które piętro. Ja sam w chwili obecnej nie szukam mieszkania, tak od czasu do czasu tylko przeglądam ogłoszenia, żeby popatrzeć na te małe powierzchnie na które mnie nie stać.

To jest nawet zabawna sprawa z tymi blokami w Jastrzębiu, one miały stać tylko czterdzieści lat, bo myślano, że tylko na tyle starczy pokładów węgla. Węgiel dalej jest, ludzie stąd nie wyjechali, a bloki chociaż przeterminowane, stoją dalej. No, może trochę bardziej krzywe.
Rigoletto (3891 punktów)

>Miałem okazję być w Szkocji w interesach w przeciągu ostatnich trzech tygodni, obserwując podejście
>miejscowej ludności do życia mam niejasne wrażenie, iż Europa zachodnia kompletnie nie jest
>przygotowana na to co w sumie tam już się dzieje. Widziałem młodych sprawnych trzydziestolatków
>żebrzących na ulicach, sporo zamykanych przedsiębiorstw etc...

Za to na naszej zielonej wyspie przygotowania idą pełną parą... A tak poważnie to tacy Szkoci jeszcze długo musieliby biednieć, abyśmy mogli zbliżyć się do nich poziomem bogactwa, zresztą biednych Greków też jeszcze musimy trochę pogonić.

>Zastanawiam się jednak czy nie ma dobrych stron kryzysu, nie chodzi mi o to że na razie jestem w
>stanie delektować się dobrym portugalskim winem z biedronki za jedyne 9,99. Raczej o fakt, że
>żyliśmy w dużej mierze w świecie ułudy w którym gospodarka a w zasadzie ekonomia opierała się o
>wiarę... Czy drastyczna korekta doprowadzi do poprawy sytuacji, czy czeka nas gwałtowna rewolucja?
>Może się mylę może do kryzysu nie dojdzie może to zwykły naturalny etap cyklu koniunkturalnego?
>Sam już nie wiem zatem pytam, czy dostrzegacie pozytywne aspekty nadciągającego kryzysu?

Przynajmiej na razie ten kryzys nie wygląda bardzo groźnie, przynajmniej w stosunku do kryzysów lat 30' i 70'.
Ale jeśli dalej będzie się przeciągać niezbędne decyzje (np. bankructwo pewnych państw), tym większe będzie ostateczne "buum" (nie mylić z boomem).
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>czy dostrzegacie pozytywne aspekty nadciągającego kryzysu?
Kryzys nie nadciąga, kryzys jest od kilku lat.
Źródłem kryzysu jest neoliberalna ideologia, wedle której ma sens pożyczanie pieniądza bez jakiegokolwiek pokrycia w czymkolwiek.
Kryzys zaczął się w USA, gdy banki udzielały na potęgę kredytów hipotecznych bez martwienia się z czego te kredyty będą spłacane. Gdy okazało się, że dłużnicy nie mają z czego spłacać kredytów, to wyszło szydło z worka - nie ma możliwości utrzymania systemu, w którym jednego dolara w pieniądzu pożycza się 9 razy.

Nie widzę żadnych pozytywnych aspektów obecnego kryzysu, ponieważ dominujący w gospodarce wyznawcy neoliberalizmu niczego się nie nauczyli. Zamiast anulować wirtualne długi pompują nadal wirtualne pieniądze w państwa-dłużników. Zamiast np. darować Grecji jej wirtualny dług przekazuje jej się kolejne wirtualne pieniądze, które natychmiast wracają do wierzycieli jako spłata wirtualnego długu. W ten sposób jedynie zwiększa się podaż wirtualnego pieniądza, zwiększa się koszty jego obsługi.


Szerokość życia jest ważniejsza niż długość. (Awicenna)
11-09-2012 09:29 
 Ocena 1 na 1
sciezyna (56 punktów)

>Kryzys nie nadciąga, kryzys jest od kilku lat.
>Źródłem kryzysu jest neoliberalna ideologia, wedle której ma sens pożyczanie pieniądza bez jakiegokolwiek pokrycia w czymkolwiek.

Kryzys powstał setki, setki lat temu w momencie gdy pierwsze 100.00 (jakichś tam talarów czy innych pieniędzy) zostało pożyczone, na np. 12 miesięcy pod warunkiem zwrócenia 110.00 (na kwotę w momencie pożyczania nałożono 10% próżnię finansową). Zażądano zwrotu tych 10.00 bez zastanowienia się skąd te 10.00 ma być wzięte. Wtedy ten pierwszy kryzys miał wartość tych 10.00. Dziś już tylko niewielu jest w stanie nazwać liczbę wartości obecnego kryzysu.

Proces pożyczania i żądania sumy większej niż pożyczono ciągnie się od wieków. Taki system musi się załamać o ile owej próżni finansowej nie skasuje się do zera.

Granda finansowa, która zdarzyła się w USA to tylko jeden z wielu przykładów najpierw nieskończonej chytrości człowieka a potem durnych, krótkowzrocznych usiłowań naprawy czegoś nienaprawialnego.

Lubowanie się, z jakiegoś powodu, w eufemizmach typu 'neoliberalna ideologia', zamiast podłość i nieuczciwość chciwców nazywać grandą finansowa, nie powinno mieć chyba miejsca na forum strony www.RACJONALISTA.PL.

Bądźmy jednak pełni nadziei, módlmy się a wiara wszystko naprawi - te przysłowiowe 10% (ileś tam trylionów dolarów?) nagle cudownie się pojawi i wszyscy będziemy żyć długo i szczęśliwie.
11-09-2012 10:14 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Zażądano zwrotu tych 10.00 bez zastanowienia się skąd te 10.00 ma być wzięte.
Ha, bingo! Ja od zawsze twierdzę, że to dobrze iż Fenicjanie wymyślili pieniądze, ale - niestety - dużo za mało! Jakby od razu wymyślili te ileś trylionów to by było luks!


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
11-09-2012 10:42 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>Proces pożyczania i żądania sumy większej niż pożyczono ciągnie się od wieków. Taki system musi się załamać o ile owej próżni finansowej nie skasuje się do zera.
Wygląda na to, że rację miał prorok Mahomet zabraniając czerpania zysków z pożyczek.
>.. módlmy się a wiara wszystko naprawi
Czyżbyśmy mogli się czegoś nauczyć od banków islamskich, którym religia nie pozwala na oprocentowanie kredytów?
Selanos (12869 punktów)
Z tymi dziesięcioma talarami czy czymkolwiek innym nie ma problemu. Po prostu podmiot pożyczający będzie musiał je zdobyć np. inwestując. Powiedzmy, że za te dziesięć talarów kupi sobie ileśtam akrów ziemi i na tych akrach te dziesięć talarów wyłuska.

To dzisiejsza sytuacja jest nienormalna i dla mnie niezrozumiała. Wszystkie państwa mają długi, często większe niż roczne przychody do budżetu, banki tyle napożyczały że same nie mają pieniędzy... Mam dziwne wrażenie, że ktoś miał 100 talarów, pożyczył albo wydał 110 i nagle zdał sobie sprawę z tego, że jest z ręką w nocniku.
sciezyna (56 punktów)
>Z tymi dziesięcioma talarami czy czymkolwiek innym nie ma problemu. Po prostu podmiot pożyczający będzie musiał je zdobyć np. inwestując. Powiedzmy, że za te dziesięć talarów kupi sobie ileś tam akrów ziemi i na tych akrach te dziesięć talarów wyłuska.

No nie jest to tak. Tak każą nam myśleć finansiści. Tylko pozornie operacje typu pożyczka-zwrot wygląda jako ciąg takich działań - to nie ciąg to seria osobnych transakcji. Tak jest w księgach.

Każda pożyczka traktowana jest jako jedna transakcja. Wyobraźmy sobie, że nastąpiła tylko jedna transakcja i koniec.

Wydrukowano 100 pilastrów.
Pożyczono 100 pilastrów, na rok, pod warunkiem że po roku otrzyma się z powrotem 110 pilastrów.
Upłyną rok dłużnik trzymał te pilastry w szufladzie. Gdzie ma znaleźć te 10 pilastrów?

To nie jest fałszywe myślenie. Znajdowanie 'tych' 10 pilastrów zakamuflowane jest w nieuczciwym podłączeniu kolejnej, nowej transakcji i ich prawie nieskończonemu powielaniu a za każdym powieleniem transakcji DRUK 100, POŻYCZKA 100, powstaje kolejne 10 bo ZWROT ma być 110.

W rzeczywistości te 10 pilastrów bierze się z kolejno drukowanej sumy 100 pilastrów.

Czyli wydrukowano już 200 pilastrów a żąda się oddania 220. Dokładnie tak powstał ten niepojęcie ogromny dług. wydruk 1000 wymaga zwrócenia 1100.

Nalewam 1 litr mleka do butelki a wymagam aby wylać z niej 1,1L. Krowa dała tylko 1L.

Tu operuje zwykła arytmetyka. Znane są wszystkie dane.
Selanos (12869 punktów)
A ty nigdy nie nauczysz się, że zaciąganie i dawanie kredytów których nie można spłacić, nie ma nic wspólnego z ideologią neoliberalizmu.

W czasach Wielkiego Kryzysu rządy państw liberalnych nie miały problemów z płynnością finansową, bo nie miały niemożliwie wielkich długów. No, ale wtedy też inaczej wyglądał pieniądz.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>A ty nigdy nie nauczysz się, że zaciąganie i dawanie kredytów których nie można spłacić, nie ma nic wspólnego z ideologią neoliberalizmu.
A ty nigdy nie nauczysz się, że teoretyczne definicje neoliberalizmu stoją w sprzeczności do praktyk neoliberałów. Praktyki te zawsze będziesz nazywał socjalizmem.


Szerokość życia jest ważniejsza niż długość. (Awicenna)
Selanos (12869 punktów)
Jeżeli ktoś nie pasuje do definicji liberalizmu, to nie jest liberałem. I kropka. Liberalizm istniał, mniejszy, większy, w różnych formach, czasami z przedrostkiem albo dodatkowym słowem, to pojęcia całkiem realne, istniejące w praktyce.

Nie posądzaj neoliberalizmu, żadnego liberalizmu o coś, co z liberalizmem nie ma nic wspólnego.

I racz zauważyć, że nikt w Europie nie ukrywa tego, że Europa jest socjaldemokratyczna a długi sięgają tutaj pod sufit. Za to też będziesz winić neoliberalizm?
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Twoje żonglowanie nazwami "liberalizm", "neoliberalizm" czy "socjalizm" nie zmienia faktów.

>Nie posądzaj neoliberalizmu, żadnego liberalizmu o coś, co z liberalizmem nie ma nic wspólnego.
Neoliberalizm "posądzam" o stosowanie praktyk neoliberalnych, które są oczywiste dla każdego, kto jest w stanie odróżnić teorię od praktyki, co nie dotyczy ciebie.

>I racz zauważyć, że nikt w Europie nie ukrywa tego, że Europa jest socjaldemokratyczna
Popełniasz zasadniczy błąd uogólnienia, a tym samym strzelasz sobie w stopę (albo kolano - jak wolisz). Powtarzasz dawno przebrzmiałe pierdy o "socjalistach" rządzących państwami europejskimi - proponuję ci, abyś zainteresował się rzeczywistością zamiast rozkoszowaniem się teoriami, definicjami i nieaktualnymi opiniami osobników, którzy od dawna kuleją po oddaniu sobie strzału w stopę/kolano.

Szerokość życia jest ważniejsza niż długość. (Awicenna)
Selanos (12869 punktów)
>Twoje żonglowanie nazwami "liberalizm", "neoliberalizm" czy "socjalizm" nie zmienia faktów.

Ja niczym nie żongluje, ja zwyczajnie trzymam się ogólnie przyjętych definicji, zamiast wymyślać własne.

>Neoliberalizm "posądzam" o stosowanie praktyk neoliberalnych, które są oczywiste dla każdego, kto jest w stanie odróżnić teorię od praktyki, co nie dotyczy ciebie.

To co ty twierdzisz, nie ma związku ani z teorią, ani z praktyką. Dzisiaj liberalizm gospodarczy w USA i Europie jest w opozycji. Chcesz, to sobie sprawdź kto gdzie rządzi i jakie poglądy sobą prezentuje. Nie deklaruje, prezentuje.

>>I racz zauważyć, że nikt w Europie nie ukrywa tego, że Europa jest socjaldemokratyczna
>Popełniasz zasadniczy błąd uogólnienia, a tym samym strzelasz sobie w stopę (albo kolano - jak wolisz). Powtarzasz dawno przebrzmiałe pierdy o "socjalistach" rządzących państwami europejskimi - proponuję ci, abyś zainteresował się rzeczywistością zamiast rozkoszowaniem się teoriami, definicjami i nieaktualnymi opiniami osobników, którzy od dawna kuleją po oddaniu sobie strzału w stopę/kolano.

Faktycznie, uogólniam. Nie mam zamiaru każdego kraju opisywać z osobna, ale weźmy sobie jakiś przykład. Niech będzie Wielka Brytania. Rządzi tam obecnie partia konserwatywna z panem Cameronem na czele. Partia konserwatywna chlubi się tym, że wyznaje ekonomiczny liberalizm. Mimo tego, w Wielkiej Brytanii znowu przybywa ludzi, którzy żyją z socjalu i nie mają ochoty zmieniać tego stanu rzeczy, bo po co? Tak im wygodnie. Gdyby pani Thatcher nie cierpiała na demencje, pewnie waliłaby głową w ścianę z żalu i bezsilności, widząc poczynania obecnego premiera. Większym liberałem od Camerona był Blair, który był z partii pracy, która wierzy w socjaldemokrację. No cóż, u konserwatystów podobno są frakcje, Thatcheryzm nie jest widać najsilniejszą.

Innym ciekawym przykładem jest socjalista z Francji, pan Hollande, który w iście niesocjalistycznym porywie próbuje ciąć budżet tak, żeby nie zwiększać zadłużenia. Próbuje to dobre słowo, ale przynajmniej chłop się stara.

Teraz weźmy Polskę. Rządzi u nas partia teoretycznie wyznająca ekonomiczny liberalizm. Teoretycznie, to znaczy tak się opisują i pewnie tacy byli, ale w opozycji, nie u władzy. Jak dotąd jedyną liberalną rzeczą jaką zrobili, była ta cała deregulacji Gowina. Reszta to typowo nieliberalne poczynania: zwiększanie podatków, zadłużanie, coraz więcej urzędników, projekt tanie państwo umarł śmiercią naturalną... Długo by wymieniać. Państwo zamiast się zmniejszać, zwiększa się. Nawet PiS, który zazwyczaj miał socjaldemokratyczne hasła, nie był pod tym względem gorszy. Może nawet trochę lepszy.

Tak jak pisałem już kilkanaście razy, weź sobie słownik, albo chociaż wikipedia i sprawdź definicję liberalizmu, socjaldemokracji a najlepiej jeszcze wszelkie pochodne.

Ja nazywam działania partii i polityków po czynach, nie po tym co oni deklarują. A wielu deklaruje socjaldemokrację. Chociażby w Portugalii, rządzi tam Partia Socjaldemokratyczna. Tak się nazywa. Za to w Grecji rządzi partia, której deklarowane poglądy to neoliberalizm. Śmiem twierdzić, że nie mają nic wspólnego z żadnym liberalizmem. Co najwyżej mają coś wspólnego z PSL, potrafią nieźle obsadzać stołki.

Napiszę to jeszcze raz, deklarowane poglądy mnie nie obchodzą, obchodzi mnie to co widać, jak są u władzy. Więc przestań twierdzić, że białe jest czarne, bo tak mówi.
hubin (2274 punktów)
Tylu/e z nas krytykuje formę czy raczej postać współczesnej gospodarki światowej, gdy jednak pojawia się szansa korekty nie postrzegamy jej jako zalety. Wielu z nas pamięta trudny czas "Planu Balcerowicza", jak mniemam nadchodzący kryzys będzie poważniejszą próbą jednak jego długofalowe skutki mogą okazać się znacznie korzystniejsze.
Oczywiście istnieje też szansa na pogłębienie niekorzystnych tendencji, ale czy to może trwać w nieskończoność?

Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
11-09-2012 11:26 
 Ocena 1 na 1
sciezyna (56 punktów)
>Tylu/e z nas krytykuje formę czy raczej postać współczesnej gospodarki światowej, gdy jednak pojawia się szansa korekty nie postrzegamy jej jako zalety.

Nie rozumiem w jakim kontekście używa się pojęcia 'korekta' np. w mediach, a w jakim używa go tu autor wypowiedzi. Jakoś tak kolejny raz mniemam, że jest to albo eufemizm coś kryjący lub wprowadzający zamieszanie albo jest to pojęcie nie znaczące nic.

Problemu jakiego dziś, szczególnie jasno, doświadcza system finansowy naprawić, poprawić, korygować się nie da.

1. Nazbieraliśmy tyle długu, że jedyną odpowiedzią jest wyzerowanie wszystkich stron rachunku.
2. Obecny system finansowy musi być uśmiercony i pogrzebany.
3. Musi być wprowadzony nowy system finansowy.

Ba! Ale tu jest pies pogrzebany bo zyskają i stracą nie ci co powinni.

Dobierania jeszcze większego długu przez kraj, który nie jest w stanie spłacać długu już istniejącego z pewnością nie nazwę aktem korygującym - jest to raczej akt szaleńczy.
11-09-2012 17:02 
 Ocena 1 na 1
hubin (2274 punktów)

>Nie rozumiem w jakim kontekście używa się pojęcia 'korekta' np. w mediach, a w jakim używa go tu autor wypowiedzi.
Autor wypowiedzi rozumie słowo korekta jako poprawianie błędów.

>Jakoś tak kolejny raz mniemam, że jest to albo eufemizm coś kryjący lub wprowadzający zamieszanie albo jest to pojęcie nie znaczące nic.
Mam nadzieję że mniemanologia straciła już swą podstawę.

>Problemu jakiego dziś, szczególnie jasno, doświadcza system finansowy naprawić, poprawić, korygować się nie da.
Dlaczego?

>1. Nazbieraliśmy tyle długu, że jedyną odpowiedzią jest wyzerowanie wszystkich stron rachunku.
>2. Obecny system finansowy musi być uśmiercony i pogrzebany.
>3. Musi być wprowadzony nowy system finansowy.
Dlaczego akurat tak?

>Ba! Ale tu jest pies pogrzebany bo zyskają i stracą nie ci co powinni.
Kto powinien?

>Dobierania jeszcze większego długu przez kraj, który nie jest w stanie spłacać długu już istniejącego z pewnością nie nazwę aktem korygującym - jest to raczej akt szaleńczy.
Ale upadek finansowy takowego kraju jest objawem błędu systemu, powinien prowadzić do korekty (naprawienia błędów) systemu.

Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
sciezyna (56 punktów)
>>Problemu jakiego dziś, szczególnie jasno, doświadcza system finansowy naprawić, poprawić, korygować się nie da.
>Dlaczego?

Bo, idiotyzmem jest oczekiwanie innego wyniku po dokładnie takim samym postępowaniu.
Selanos (12869 punktów)
Nic się nie zmieni, jeszcze za wcześnie. Europa żyje na kredyt, w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa i dobrobytu. Wstrząs to będzie dopiero wtedy, jak się okaże, że tak dłużej nie można.

Osobiście nie doświadczyłem dobrych stron kryzysu. Wino z USA które lubię jest droższe, paliwo które nie wiem skąd jest ma mniej więcej taką samą cenę jak zawsze, ale dzięki podatkom jest droższe, książki podrożały, tytoń cały czas drożeje a jakby tego było mało, przez cholerne UE będę musiał się nakombinować żeby dostać miłą, przyjemną dla oka (a nawet dwóch oków) tradycyjną żarówkę.

A jakby tego było mało, przez ten cały kryzys Polacy zaczęli wracać z Wielkiej Brytanii. Tylko po to, żeby mi robić konkurencje na rynku pracy. Bandyty jedne.
konserwatysta2 (954 punktów)
Kryzys mógłby wyjść na dobre, gdyby w jego konsekwencji coś zmienić, tzn. zlikwidować jego przyczyny.
Pytanie jeszcze, kto miałby to zmienić skoro likwidacja tych przyczyn wiązałaby się z likwidacją wielu kompetencji przerośniętego państwa?
Politycy sami sobie tej gałęzi pod sobą przecież nie podetną.

Dlatego obawiam się, że będziemy tuptali w miejscu i żyli jakimiś tematami zastępczymi.

Dziś na onecie był artykuł o załamaniu sprzedaży samochodów i zwolnieniach w salonach, a ja za oknem z dnia na dzień widzę na ulicach coraz więcej wózków pchanych przez różnych złomiarzy, śmieciarzy itp. Ruch robi się coraz większy.

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365