Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ja? Wysiadam!

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
09-08-2006 10:02GreysadJa? Wysiadam!
Witam wszystkich.
Od czasu do czasu zaglądam na nasza stronke i patrze na forum. Czytam światłe mysli, logicznie wyrazone poglądy, śmiałe idee. I co?
Chciało by sie odpowiedziec rumujaco: gów...
Dlaczgo? Wystarczy ,że potakiej odświerzajacej lekturze włącze TV, otworzę gazetę, czy też zmienię strone na jakikolwiek większy portal.
I co widzę? Nasza droga, kochana polskę...(z premedytacją z małej litery). Zboczony chyba jestem, bo czytam takze komentarze do informacji. Wiem, ze nie jest to miarodajne zródło informacji, ale z doswiadczenia wiem, że ogólnie jest jeszcze gorzej.
Polska:
Lustracja - żle, dobrze! SB geniusze (sfabrykowali teczkę Kaczyńskiego! - jasnowidze, czy co???) SB debile(wszystko co w teczkach jest prawdą!) - ciekawe, że mówią to ci sami politycy....
Państwo o Kościół- no przepraszam. Z podatków WSZYSTKICH Polaków finansuje sie KK w Polsce. Ja naprawdę rozumiem: Wiekszość katolicka, tradycja, itp. Ale gdzie sens i rozsądek?! Nie ma funduszy na drogi, na dzieci, na policje, szkolnictwo. Ale na Kościół-proszę! Gdzie się podziało: "Najpierw zbuduj dom, a potem Meczet"? Dom w rozsypce, a "meczetów"....
Homoseksualizm- Ach co za pole do popisu! Zboczeńcy! Ratuj sie kto może! Nooo w domu moga robic co chcą, ale na ulicy? Ochyda i obraza Boska! Zagrożenie dla rodziny (w jaki sposób!), tradycji, Narodu! Ciągła karuzela: Homoseksualizm - Pedofilia - Zoofilia! Rozmowa MERYTORYCZNA? HEhe no bez jaj...
Żydzi!- Jak wiadomo cały świat się wstydzi. Temat długi, ale ja zapytam: Czego się wstydzi? Za siebie? Chyba tak.
Do tego cała karuzela innych tematów: LPR, Roman, Samoobrona, skok na media, afery, spiski, grupy trzymajace władze...
Co mnie w tym gniecie? Może jestem dziwny, ale posunięta do absurdu obłuda. A może szaleństwo. Mam wrażenie, że Polacy sa jak wóz drabiniasty z szalonym woznicą u steru. Część z nas to takie koniki które ciągną gdzie ten szaleniec każe. Nie ma celu , drogi tylko oni: Koniki i szaleniec.
Wiem, że w innych krajach jest podobnie. Ze tak to w Polsce jest. Ale naprawde nie musze sie z tym zgadzac. Mam dość. Wysiadam! Wożnico wstrzymaj konie! Ja wysiadam!....
Jakiś czas temu zacząłem pisać książkę o Życiu. Książkę w której chciałem pokazać, że mozna życ w Polsce bez nienawiści, walki o przeszłość, żę ten kraj jest wszystkich, którzy Go kochają bez róznicy na wyznanie, orientacje seksualną, rasę.
Że wywalczonej Wolności nie trzeba już poic krwią... okazało się jednak, że książka ta nie bedzie miała odbiorcy. Nie w u nas.
Wracam do swoich hobby: modelarstwa, komputra i motocykli. Społeczeństwa, polityki mam dość.
Wożnico? Ja już wysiadłem.

Głąbiński (3538 punktów)
>Mam wrażenie, że Polacy sa jak wóz drabiniasty z szalonym woznicą u steru.
Dodam do tego, że taki stan naszego społeczeństwa utrzymuje się od wieków. By wskazać, kiedy w naszym kraju głupota i mądrość występowały w rozsądnej proporcji, należy cofnąć się do lat poprzedzających kontrreformację (połowa XVI-go stulecia). Po tym mamy już tylko jednostki (np. Frycz Modrzxewski, Staszic, Drucki-Lubecki, Kwiatkowski) usiłujące coś zdziałać przy obojętnym lub wrogim nastawieniu ogółu zajętego polityką, religianctwem itp. Jest charakterystyczne, że zauważalny wkład do światowego dziedzictwa dali tylko ci, którzy - jak np. Chopin, Domeyko, Skłodowska - wyszli z grajdoła, a jedyne lata, w których następował rozwój kraju stwarzający możliwość cywilizacyjnego dorównania krajom rozwiniętym, to lata ograniczonej suwerenności (przerwy między powstaniami w XIX wieku i lata 1945-1989). Smutne, ale prawdziwe. W tej perspektywie można mieć nadzieję, że udział w UE stwarza nam szansę - niestety niewielką, m. in. ze względu na ograniczone kompetencje władz unijnych.
>Jakiś czas temu zacząłem pisać książkę o Życiu. Książkę w której chciałem pokazać, że mozna życ w Polsce bez nienawiści, walki o przeszłość, żę ten kraj jest wszystkich, którzy Go kochają bez róznicy na wyznanie, orientacje seksualną, rasę. Że wywalczonej Wolności nie trzeba już poic krwią...
>okazało się jednak, że książka ta nie bedzie miała odbiorcy. Nie w u nas. ... Ja już wysiadłem.
Na stronie psr.racjonalista.pl spotkałem sentencję, która wydaje mi się w kontekście tego postu bardzo aktualną:
"Największy błąd popełnia ten, kto sądząc, że może zrobić niewiele, nie robi nic.
Mumia Abu Jamal"

Stach M. G.
rozumek
>"Największy błąd popełnia ten, kto sądząc, że może zrobić niewiele, nie robi nic.
Moja poprawka: Największy błąd popełnia ten, kto sądząc, że może zrobić niewiele, robi wszystko, by przypodobac się zwierzchnikom i krytykować ich jedynie za plecami. Z nauczonym takiego działania społeczeństwem, trudno jest zrobić cokolwiek pożytecznego. Znacznie lepiej by było, gdyby niektórzy (katolicka większość) nic nie robili.
duda (175 punktów)
Przy całym swoim umiłowaniu dla demokracji i wolności myślę czasem, że przydałby sie nam taki polski Ataturk - ktoś, kto trochę na siłę popchnąłby ten kraj ku nowoczesności. Nie wiem, jakie dałoby to efekty, pewnie nikłe. Na razie jednak jedyną instytucją która poważnie próbuje kierować masami i dawać im jakieś wzorce jest kościół. To monopolista. Przydałaby się jakaś konkurencja - wedle praw wolnego rynku zawsze najlepiej na niej wychodzi klient.
Głąbiński (3538 punktów)
>...przydałby sie nam taki polski Ataturk - ktoś, kto trochę na siłę popchnąłby ten kraj ku nowoczesności.
Obawiam się, że fałszywie rozumiesz to, co zdarzyło się w Turcji po 1918 roku. Jestem zdania, że Atatürk nie tyle zasłużył się "popchnięciem", ile przez ograniczenie wszechwładzy arystokracji i związanego z nią duchowieństwa, co umożliwiło rozwój nowoczesnego społeczeństwa.
>... jedyną instytucją która poważnie próbuje kierować masami i dawać im jakieś wzorce jest kościół...
Nie pojmuję, co masz na myśli: badanie dziejów wykazuje, że rozwój społeczeńst odbywa się spontanicznie, w sposób niezinstytucjonalizowany. Czynnikami, które napędzają ten proces są swoboda działania jednostek przedsiębiorczych i upowszechnienie racjonalnego, nieskrępowanego dogmatami myślenia. Instytucja mecenatu państwa jest co prawda konieczna w społeczeństwach ubogich, gdzie bardzo istotne ograniczenie wolności wynika z braku pieniędzy, lecz to zupełnie co innego niż jakieś "kierowanie masami" przez Kościół.
Z kolei o ile nie sposób zaprzeczyć raczej pozytywnej roli Kościoła w upowszechnianiu wzorców moralności indywidualnej, to w pozostałych wymienionych dziedzinach przeważają w nim szkodliwe działania hierarchii. Również w dziedzinie wzorców ustrojowych, która nieraz mylnie jest oceniana z punktu widzenia etyki, inicjatywy duchowieństwa na ogół są szkodliwe. Co prawda poczynając od Leona XIII papiestwo stopniowo "nawraca się" na demokratyzm, odbywa się to jednak z oporami, pod presją perspektywy utraty wiernych i połowicznie. Np. najpóźniejsze znane nam ogniwo tej przemiany JPII - w jego interpretacji demokratyzm i pojmowanie wolności są bardzo wątpliwej jakości.

Stach M. G.
duda (175 punktów)
> Jestem zdania, że Atatürk nie tyle zasłużył się "popchnięciem", ile przez ograniczenie wszechwładzy arystokracji i związanego z nią duchowieństwa, co umożliwiło rozwój nowoczesnego społeczeństwa.

I to właśnie uważam za to "popchnięcie ku nowoczesności". A przez to, że było to "na siłę" rozumiem, że odbyło się to bez dużego poparcia społeczeństwa, które w przytłaczającej większości tkwiło wtedy w ciemnocie.

>>... jedyną instytucją która poważnie próbuje kierować masami i dawać im jakieś wzorce jest kościół...
>Nie pojmuję, co masz na myśli: badanie dziejów wykazuje, że rozwój społeczeńst odbywa się spontanicznie, w sposób niezinstytucjonalizowany.

Kościoł posiadał i dalej posiada potężną machinę propagandową. Ma tradycyjnie uznawany autorytet, który świadomie wykorzystuje do narzucania np. standardów moralnych, upowszechniania swoich dogmatów itd; dyskretnie angażuje się w politykę. W ten sposób wywiera istotny wpływ na zachowania mas, a w dłuższej perspektywie rozwój społeczeństw. Bardziej, czy mniej mu się to udaje, jednak chyba żadna inna organizacja nie ma takich ambicji i środków do ich realizowania.
mefta (480 punktów)
>
>Jakiś czas temu zacząłem pisać książkę o Życiu. Książkę w
>której chciałem pokazać, że mozna życ w Polsce bez
>nienawiści, walki o przeszłość, żę ten kraj jest
>wszystkich, którzy Go kochają bez róznicy na wyznanie,
>orientacje seksualną, rasę.
>
nie wprowadzalabym sie w obledny stan psychiczny. skad wiesz ze ksiazka ta nie ma odbiorcow skoro jej nie wydales? jesli bedzie dobra chetnie kupie. moze dziela swego wstep nam przekazesz bysmy oswiecili swe zatechle umysly?
pracuje z dziecmi " ulicy" i nie narzekam na kulawe przepisy. jako wolontariusz nie przeklinam tworcow ustawy o pomocy spolecznej. bo i po co? zyje swoim zyciem robie to co do mnie nalezy wytyczam sobie kierunek dzialania i ide pieszo bo nikt nie zmusi mnie do jazdy z niezrownowazonym woznica. jest mi czasem ciezko ale nauczylam sie jednego, ze jesli nie moge czegos zalatwic uderzam piescia w stol i zamieniam sie w szalonego woznice.
yavorr (193 punktów)
Myślę, że twój rozpaczliwy post powinien skłaniać do próby zdiagnozowania choroby Polactwa w aspekcie samych jej źródeł, bo to o czym piszesz to zaledwie objawy. Przyczyna tkwi, jak sądzę, w paraliżującej apatii dławiącej aktywność intelektualną, publiczną i kulturową Polaków.

To, co opisałeś wyznacza ramy funkcjonującego dzisiaj dyskursu publicznego i gotowe schematy myślenia nie tylko o tym, jak społeczeństwo wygląda, ale też - jak wyglądać powinno. Najistotniejsze, że społeczeństwo łyka to tak gładko, ponieważ światopogląd forsowany dziś przez polityków jest populistycznym wzmocnieniem kulturowych trendów od dawna funkcjonujących podskórnie w polskim społeczeństwie. Dewocja, antysemityzm, chorobliwa ksenofobia i marzenie o wodzu - dobrym ojcu - który nas wszystkich przygarnie i żelazną pięścią obroni przed obcymi - są motywami nieustannie i bez skrępowania przewijajacymi się w myśleniu połowy Polaków.

Skąd ta sytuacja? Ten stan rzeczy może dziwić zwłaszcza w sytuacji, gdy w przeciągu ostatnich kilkunastu lat Polacy zyskali niesłychane możliwości otwarcia się na świat, obcowania z alternatywnymi sposobami życia, z nowymi faktami, oryginalnymi sposobami myślenia. Tak naprawdę obraz świata wtłaczany nam przez massmedia rażąco kontrastuje ze światem społecznym jaki sami współtworzymy w "realu". Całą tę znaną nam z telewizji różnorodność postrzegamy jedynie w kategoriach rozrywkowych; funkcjonuje ona w naszym życiu zaledwie jako odskocznia od zapyziałej, zaściankowej rzeczywistości w której potrafimy się poruszać korzystając z bardzo ograniczonego zestawu nawyków, obyczajów i stereotypów - i to nam wystarczy. Dlatego cała Polska może chętnie oglądać programy typu "Europa da się lubić", ale jak widzimy cudzoziemca, to czym prędzej odwracamy się plecami. Przejmujemy się losami bohaterów latynoskich telenowel, ale wielu z nas widząc Latynosa ma ochotę nazwać go czarnuchem albo brudasem. Polacy nie chcą się otworzyć, nie chcą uczynić wysiłku przełamania kulturowych schematów, w których się co prawda duszą, lecz uznają to za jedyny możliwy sposób życia.

Trochę o tym myślałem i w moim odczuciu przyczyny tego smutnego stanu rzeczy są dwie - jedna zewnętrzna, druga wewnętrzna. Po pierwsze, możliwe, że transformacja społeczna, która teoretycznie powinna iść w parze w procesem "cywilizowania" Polaków, z otrzaskaniem się z odmiennymi sposobami myślenia i życia, po prostu zaszła zbyt gwałtownie. Wtłoczenie w uniwersum różnorodości okazało się zbyt drastyczne. Wiadomo, że zmiany zawsze wiążą się z pewną dozą stresu, którym trzeba okupić proces dopasowywania się do nowej, nieznanej sytuacji. W naszym przypadku negatywne konsekwencje zmian okazały się nazbyt "stłoczone", zintensyfikowane. W tej sytuacji rozwiązaniem jest odruchowe schowanie się pod bezpieczny klosz swojskiej zaściankowości i niewychylanie łba po raz kolejny - bo i po co? Jednym słowem, sparzyliśmy się na tym, że zbyt wiele trzeba znieść na raz.

Po drugie - i to chyba smutniejsze - w naszym narodzie nie ma żadnego potencjału wzajemnego zaufania, które ewentualnie pozwoliłoby Polakom wspólnie, w poczuciu społecznego wsparcia, radzić sobie z trudnym procesem zmian. Nie zawaham się pokusić o twierdzenie, że rządzi nami powszechna wzajemna awersja, zakorzeniona w nieufności i podejrzliwości. W ten sposób nie dorobimy się kapitału społecznego, pozwalającego twórczo podejść do rzeczywistości społecznej. W obliczu tak wątłej tkanki społecznej, każdy woli pogrążyć się w nawykach myślowych utrwalanych w Polakach przez dziesięciolecia - czyli w reliktach przeszłości nijak nie pasujących do wymogów dzisiejszego świata. To jest najłatwiejsze. Zmiana mentalności może się dokonać jedynie w toku docierania się społeczeństwa do wspólnego życia w nowych warunkach kulturowych, znajdowania nowych sposobów wspólnego radzenia sobie z przykrymi skutkami zmian sposobu życia. Zmiana, która ma mieć charakter powszechny rodzi skutki powszechnie odczuwane, te zaś wymagają pewnego krytycznego potencjału zaufania i życzliwości, aby skutecznie móc zbuforować stres nowości. Tego zaś Polakom brakuje i nie bardzo widzę jakikolwiek sposób na rozwiązanie tego problemu.

Uff... Trochę się rozpisałem. Jakby ktoś się pogubił, to generalnie twierdzę, że stan dzisiejszej sfery publicznej jest wynikiem ciemnoty i zaściankowości samego Polactwa, to zaś jest utrwalane przez niemoc wspólnego radzenia sobie z wyzwaniami współczesnego, zmiennego świata

pzdr.
mefta (480 punktów)
w pelni sie zgadzam. i racji nie przyznac byloby grzechem. miejmy nadzieje ze choc mamy wplyw na wlasne zachowanie i dzialania(jeszcze )
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Jednym słowem, sparzyliśmy się na tym, że zbyt wiele trzeba znieść na raz.
Moim zdaniem zwycięstwo wyborcze PiSu oraz rosnące poparcie dla tej partii wcale nie wynika z "autyzmu" Polaków, czyli z nadmiaru wrażeń po '89 roku.
PiS wygrał dzięki głosom tych, którym wraz z końcem "komuny" po prostu żyje się gorzej i coraz gorzej. Przy czym część z tych ludzi głosował na PiS, a część nie poszła głosować, bo nie widziała dla siebie nadziei (sensu) w głosowaniu.
Antysemityzm, dewocja, nacjonalizm - to wcale nie są szerokie zjawiska społeczne, szeroko za to rozlewa się po Polsce bieda i nędza. Populiści nigdy nie wygrają tam, gdzie większości społeczeństwa żyje się dobrze, gdzie nie istnieje problem "przeżycia do pierwszego". "Piramida Maslowa" zawsze będzie określać wybory ludzi. Bez zaspokojenia podstawowych potrzeb egzystencjalnych co komu po otwartych granicach, dziesiątkach kanałów w tv, supermarketach zawalonych towarem, EMPiKów pękających w szwach od niegdyś zakazanych książek, płyt, filmów?

>Po drugie - i to chyba smutniejsze - w naszym narodzie nie ma żadnego potencjału wzajemnego zaufania, które ewentualnie pozwoliłoby Polakom wspólnie, w poczuciu społecznego wsparcia, radzić sobie z trudnym procesem zmian.
Nie bardzo to dla mnie jasne - miałbym jako pracobiorca ufać mojemu pracodawcy skoro słyszę, że "jak ci się nie podoba, to brama jest zawsze otwarta, a na twoje miejsce czeka dziesięciu innych!"? A może jako pracodawca miałbym ufać moim pracownikom, jeśli wiem, że większość z nich w ogóle nie identyfikuje się z firmą, nie rozumie, że swoją pracą zapewniają tej firmy - a więc swoje! - istnienie?
Komu miałbym ufać i w jakim zakresie? Mogę mieć tylko nadzieję, że ci, którzy mi obiecują poprawę mojego losu, bo "jeszcze nie rządzili" i chcą spacyfikować sprawców mojego kiepskiego losu nie oszukują. Codzienne zmagania z owym losem powodują, że nie dociera do mnie, iż od nastu lat słucham tego samego od różnych "zbawicieli" i nic się nie poprawia.

>Zmiana mentalności może się dokonać jedynie w toku docierania się społeczeństwa do wspólnego życia w nowych warunkach kulturowych, znajdowania nowych sposobów wspólnego radzenia sobie z przykrymi skutkami zmian sposobu życia. Zmiana, która ma mieć charakter powrzechny rodzi skutki powszechnie odczuwane, te zaś wymagają pewnego krytycznego potencjału zaufania i życzliwości, aby skutecznie móc zbuforować stres nowości. Tego zaś Polakom brakuje i nie bardzo widzę jakikolwiek sposób na rozwiązanie tego problemu.
Zmiana mentalności może się dokonać jedynie w skutek zmiany rzeczywistości. Tę rzeczywistość w skali społeczeństwa, państwa kształtują ludzie, którzy mają możliwości wprowadzania ogólnokrajowych zmian, czyli politycy. Jako "szary obywatel" możesz co najwyżej kląć, rzucać kamieniami w budynek ministerstwa albo jajkami w ministra, pisać posty na forach, zakładać blogi "anty", wyjechać tam, gdzie teraźniejszość twojego kraju jest historią sprzed setek lat lub ewentualnie utopić się. Polska nigdy nie stanie się Irlandią jeśli nie przestaną nią rządzić "sarmaci" zamiast patryjotów.

>[...] generalnie twierdzę, że stan dzisiejszej sfery publicznej jest wynikiem ciemnoty i zaściankowości samego Polactwa, to zaś jest utrwalane przez niemoc wspólnego radzenia sobie z wyzwaniami współczesnego, zmiennego świata
Generalnie twierdzę, że stan (świadomość, potrzeby, wymagania) dzisiejszych Polaków są prostą konsekwencją poziomu ich życia.
Głąbiński (3538 punktów)
>... Populiści nigdy nie wygrają tam, gdzie większości społeczeństwa żyje się dobrze, ...
Nie jest tak - historia daje mnóstwo przykładów masowego opowiedzenia się ubogich narodów za władzą racjonalną (Szwecja w początkach XIX stulecia, Japonia, niedawno Finlandia, ostatnio Malezja itd.). Weźmy pierwszy z przytoczonych przykładów: gdy Polacy wysługiwali się Napoleonowi na San Domingo, w Hiszpanii, czy pod Moskwą, Szwedzi, w owym czasie kraj ubogi, mimo tradycyjnej wrogości względem Rosji odmówili udziału w awanturniczej wojnie z carem. Mamy tu kontrast: histeryczne uwielbienie wojowniczego szaleńca przez naszą względnie dobrze urządzoną szlachtę i szwedzki praktycyzm. Sądzę zarazem, że można podać przykłady społeczeństw bogatych o mentalności populistycznej: szejkaty Arabskie i królestwo Arabji.

>Zmiana mentalności może się dokonać jedynie w skutek zmiany rzeczywistości. Tę rzeczywistość w skali społeczeństwa, państwa kształtują ludzie, którzy mają możliwości wprowadzania ogólnokrajowych zmian, czyli politycy. Jako "szary obywatel" możesz co najwyżej kląć, rzucać kamieniami w budynek ministerstwa albo jajkami w ministra, pisać posty na forach, zakładać blogi "anty", wyjechać tam, gdzie teraźniejszość twojego kraju jest historią sprzed setek lat lub ewentualnie utopić się.
Nie przeceniałbym roli polityków, rząd, nawet jedynowładczy (a tym bardziej wybierany!), jest emanacją społeczeństwa i od niego zależy. Zaś co do sposobów kreowania poprawy, to moim zdaniem, bardziej skuteczne niż podane przykłady są: piętnowanie głupoty, propagowanie oświaty, sprzeciw wobec objawów kołtuństwa, wskazywanie wzorców pozytywnego myślenia oraz działania itp.

>Polska nigdy nie stanie się Irlandią jeśli nie przestaną nią rządzić "sarmaci" zamiast patryjotów.
Częściowo się z tym zgodzę (przesadne akcentowanie roli rządzących), jednak z zastrzeżeniem co do tego, jak rozumieć patriotyzm. Wg lansowanego przez wpływowe obecnie koła klerykalno-nacjonalistyczne polega on na dziarskim i bohaterskim wymachiwaniu szabelką i kultywowaniu wrogości do narodów, które kiedykolwiek działały na szkodę naszego kraju - a więc praktycznie wszystkich sąsiadów. Należało by wyraźnie wyjaśnić, że takie awanturnictwo objaśniłeś jako sarmatyzm.

Stach M. G.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>>... Populiści nigdy nie wygrają tam, gdzie większości społeczeństwa żyje się dobrze, ...
>Nie jest tak - historia daje mnóstwo przykładów masowego opowiedzenia się ubogich narodów za władzą racjonalną
Historia daje przykłady racjonalnych władców wyciągających ubogie narody z biedy.

>Sądzę zarazem, że można podać przykłady społeczeństw bogatych o mentalności populistycznej: szejkaty Arabskie i królestwo Arabji.
Nie wiem co to jest "królestwo Arabji", natomiast wiem, że w bogatych państewkach arabskich nie ma mowy o żadnej demokracji, więc nie ma mowy o głosowaniu na populistów czy kogokolwiek innego od "jaśnie panujących". Zresztą to bogactwo tyczy się znikomego procenta obywateli - "średnio statystycznie" wszyscy są bogaczami. W Polsce "średnie zarobki" też są całkiem niezłe - chyba coś około 3 tys. zł.

>Nie przeceniałbym roli polityków, rząd, nawet jedynowładczy (a tym bardziej wybierany!), jest emanacją społeczeństwa i od niego zależy.
Prosze przedstaw mi dowody na to, że rządy Kaczek zależą w jakikolwiek sposób od społeczeństwa. Pokaż mi sposoby, jakimi społeczeństwo może wpływać na decyzje Kaczek.

>Zaś co do sposobów kreowania poprawy, to moim zdaniem, bardziej skuteczne niż podane przykłady są: piętnowanie głupoty, propagowanie oświaty, sprzeciw wobec objawów kołtuństwa, wskazywanie wzorców pozytywnego myślenia oraz działania itp.
A kto to ma robić i jakie są szanse powodzenia?
Głąbiński (3538 punktów)
>...w bogatych państewkach arabskich nie ma mowy o żadnej demokracji, więc nie ma mowy o głosowaniu na populistów ...
Gdybyś uważnie czytał tekst, który poddajesz dyskuskursowi, zauważyłbyś, że mowa jest w nim nie o głosowaniu na populistów, lecz o mentalności populistycznej, która może istnieć w społeczeństwie niezależnie od tego, czy ma możność ujawnić się w demokratycznych wyborach. Mentalność ta w bogatych społeczeństwach arabskich ujawnia się w inny sposób: w bierności intelektualnej, traktowaniu ubogich współwyznawców i współplemieńców itd.
>>... piętnowanie głupoty, propagowanie oświaty, sprzeciw wobec objawów kołtuństwa, wskazywanie wzorców pozytywnego myślenia oraz działania itp.
>A kto to ma robić i jakie są szanse powodzenia?
Nie wiem, kto "ma to robić", ale wiem, że czynią to m. in. uczestnicy witryny "Racjonalista". Co zaś dotyczy szans, to przytoczę sentencję, którą napotkałem kilka dni temu na stronie psr.racjonalista.pl:
"Największy błąd popełnia ten, kto sądząc, że może zrobić niewiele, nie robi nic.
Mumia Abu Jamal"


Stach M. G.
yavorr (193 punktów)
>PiS wygrał dzięki głosom tych, którym wraz z końcem "komuny" po prostu żyje się gorzej i coraz gorzej. Przy czym część z tych ludzi głosował na PiS, a część nie poszła głosować, bo nie widziała dla siebie nadziei (sensu) w głosowaniu.
W pewnej mierze masz rację. Ja jednak nie skupiałem się na analizie sukcesu wyborczego PiSu. Z resztą z regułu bywam nieufny wobec teorii postulujących jakąś jedną naczelną przyczynę złożonych zjawisk społecznych. Powyżej chciałem uwypuklić, jak sytuacja o której piszę może być pochodną interakcji dwóch czynników. Nie zamierzam przeczyć, że w Polsce mamy wielkie obszary biedy, uznaję za to, że bieda jest pewnym czynnikiem pośredniczącym w procesie narastania rozczarowania transformacją. Myślę, że zachodzi też pewne sprzężenie zwrotne między mentalnością i biedą. Polska nędza to poważny problem i żadne neoliberalne bajeczki snute w mediach nie stanowią rozwiązania.

>Antysemityzm, dewocja, nacjonalizm - to wcale nie są szerokie zjawiska społeczne, szeroko za to rozlewa się po Polsce bieda i nędza.
Mam w tej kwestii odmienne zdanie. To siedzi w Polakach tak głęboko, że znaczna większość narodu jest podatna na propagandę operującą klerykalno-szowinistyczną retoryką. Mieszkam w zasadzie w centrum Polski, w niewielkim podwarszawskim miasteczku, gdzie poziom życia jest nieco wyższy niż średnia krajowa. W supermarkecie gdzie codziennie robię zakupy, na stoisku prasowym Nasz Dziennik schodzi jak ciepłe bułeczki. Sam "ksiądz proboszcz dobrodziej" czytuje...

>Nie bardzo to dla mnie jasne - miałbym jako pracobiorca ufać mojemu pracodawcy skoro słyszę, że "jak ci się nie podoba, to brama jest zawsze otwarta, a na twoje miejsce czeka dziesięciu innych!"? A może jako pracodawca miałbym ufać moim pracownikom, jeśli wiem, że większość z nich w ogóle nie identyfikuje się z firmą, nie rozumie, że swoją pracą zapewniają tej firmy - a więc swoje! - istnienie?
Jeżeli twierdzisz, że system nie promuje postawy wzajemnego zaufania, to się zgadzam.

>Komu miałbym ufać i w jakim zakresie? Mogę mieć tylko nadzieję, że ci, którzy mi obiecują poprawę mojego losu, bo "jeszcze nie rządzili" i chcą spacyfikować sprawców mojego kiepskiego losu nie oszukują. Codzienne zmagania z owym losem powodują, że nie dociera do mnie, iż od nastu lat słucham tego samego od różnych "zbawicieli" i nic się nie poprawia.
Ty ciągle o politykach! Ja bardziej o sąsiadach...

>Jako "szary obywatel" możesz co najwyżej kląć, rzucać kamieniami w budynek ministerstwa albo jajkami w ministra, pisać posty na forach, zakładać blogi "anty", wyjechać tam, gdzie teraźniejszość twojego kraju jest historią sprzed setek lat lub ewentualnie utopić się.
Veto. Nieprawda. Posiadamy instytucjonalne i pozainstytucjonalne środki zmiany naszego losu. To, na ile efektywne mogą one być, zależy jednak od tego na ile powszechne stanie się stosowanie ich. Myślę tu między innymi o prawie do zrzeszania się, inicjatywie ustawodawczej i akcjach społecznych, które inteligentnie poprowadzone mogą przebić się do mediów, a więc i do świadomości społecznej.

>Generalnie twierdzę, że stan (świadomość, potrzeby, wymagania) dzisiejszych Polaków są prostą konsekwencją poziomu ich życia.
Poziomu życia nie da się oddzielić od powszechnej mentalności i pierwiastka kulturowego. Czesi mają się trochę lepiej od Polaków, najprawdopodobniej dlatego, że inaczej myślą...
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Posiadamy instytucjonalne i pozainstytucjonalne środki zmiany naszego losu. To, na ile efektywne mogą one być, zależy jednak od tego na ile powszechne stanie się stosowanie ich. Myślę tu między innymi o prawie do zrzeszania się, inicjatywie ustawodawczej i akcjach społecznych, które inteligentnie poprowadzone mogą przebić się do mediów, a więc i do świadomości społecznej.
No to ja zakładam SPISEK, czyli Stowarzyszenie Polskich Inteligentów "Społeczeństwo dla Ekonomii i Kultury". Celem stowarzyszenia będzie promowanie lokalnych inicjatyw społecznych na rzecz ekonomicznego i kulturalnego rozwoju RP. Takie przeciwieństwo PiSu. Jak zbiorę 100 tysięcy podpisów, to zgłoszę inicjatywę ustawodawczą przeciwną którejś z tych zgłaszanych w sejmie. Posłowie rozpatrzą tę inicjatywę. Na pewno pozytywnie, no nie?
Powszechność stosowania wymienionych przez ciebie środków zależy od ich skuteczności, a ta będzie zerowa o ile nie będzie zgodna z zamierzeniami władz. Polskie społeczeństwo nie jest społeczeństwem obywatelskim, bo nigdy nim nie było i nie będzie, jeśli samorządy lokalne nadal będą obsadzane przez władze centralne nawet wbrew woli głosujących - vide pomysł "blokowania" szykowany na jesień.
Niestety, nie da się udawać, że to nie politycy rządzą albo że można zrobić coś na szerszą skalę wbrew nim.
ugaguga (134 punktów)

>Jak zbiorę 100 tysięcy podpisów, to zgłoszę inicjatywę ustawodawczą przeciwną którejś z tych zgłaszanych w sejmie.

Jeden juz masz, bez względu na odległość jaką do tego papieru trzeba będzie pokonać
Yogibaboo

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365