Racjonalista - Strona głównaDo treści
Sprawiedliwa strategia cenowa.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
12-02-2013 10:08szuro (1757 punktów)Sprawiedliwa strategia cenowa.
Witam wszystkich,
natrafiłem na ciekawy, moim zdaniem, problem z zakresu sprawiedliwych stretegii cenowych.
blogs.hbr.(*) harvardbusiness (HBR.org)
Ciekaw jest Państwa zdania w tym temacie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
Nie ma czegoś takiego jak absolutna sprawiedliwość, ale jest to rezultat umowy pomiędzy stronami. Zatem nie może istnieć absolutnie sprawiedliwa strategia cenowa, ale taka która np przez większość jest uznawana za sprawiedliwą.

W artykule autor próbuje ustalic sprawiedliwą cenę poprzez poznanie opinii ludzi, którzy nie sprzedają łopat do śniegu. Ciekawe dlaczego nie pytał posiadaczy łopat, albo tych sklepikarzy co ubiegłej wiosny sprzedawali je ze stratą?
Zaskakujące, że większość nie widziała nic złego w podwyższaniu ceny. W Polsce 90% uznałaby to za rozbój i zażądała kar więzienia dla spekulantów. Widać, że Amerykanie mają znacznie lepsze wykształcenie ekonomiczne od Polaków.

Autor powinien zapoznać się czym prawo popytu i podaży w krótkim okresie różni się od tego w długim. Podwyższenie ceny i zarabianie na okazji daje zarobić w krótkim okresie, ale w dłuższym pojawi się konkurencja, która sprowadzi ceny do niższego od spekulacyjnego, ale wyższego od tego przed zdarzeniem poziomu.

W tak prymitywnej branży, jak produkcja łopat do śniegu wystarczy nic nie dotykać, żeby było sprawiedliwie.
13-02-2013 09:21 
 Ocena 1 na 1
szuro (1757 punktów)
>Nie ma czegoś takiego jak absolutna sprawiedliwość, ale jest to rezultat umowy pomiędzy stronami. Zatem nie może istnieć absolutnie sprawiedliwa strategia cenowa, ale taka która np przez większość jest uznawana za sprawiedliwą.
Tutaj zgoda.
>W artykule autor próbuje ustalic sprawiedliwą cenę poprzez poznanie opinii ludzi, którzy nie sprzedają łopat do śniegu.
Rynek składa się nie tylko z producentów i pośredników ale również z klientów. W związku z tym autor przedstawił tylko opinię klientów przy czym sam napisał że badanie nie jest reprezentatywne.
>Ciekawe dlaczego nie pytał posiadaczy łopat, albo tych sklepikarzy co ubiegłej wiosny sprzedawali je ze stratą?
Autor zwracał również uwagę na dylematy po stronie sprzedawcy - pytał zwłaszcza o to kto zrekompensuje sprzedającemu straty poniesione z niesprzedanymi łopatami (jeżeli nie pojawią się śnieżyce).
>W Polsce 90% uznałaby to za rozbój i zażądała kar więzienia dla spekulantów.
To już zbyt daleko idąca ekstrapolacja
>Widać, że Amerykanie mają znacznie lepsze wykształcenie ekonomiczne od Polaków.
Naprawdę tak Pan uważa? Ja bym raczej wskazywał na kwestie organizacji społeczeństwa.Kanadyjczycy w badaniu Jacka L. Knetscha i Richarda H. Thala odpowiedzieli że takie zachowanie byłoby "unfair".
>Autor powinien zapoznać się czym prawo popytu i podaży w krótkim okresie różni się od tego w długim.
Co do mechanizmu to absolutnie niczym. Co najwyżej punkt równowagi ustali się w innym miejscu. Pytanie czy to właśnie miał Pan na myśli.
>Podwyższenie ceny i zarabianie na okazji daje zarobić w krótkim okresie, ale w dłuższym pojawi się konkurencja, która sprowadzi ceny do niższego od spekulacyjnego, ale wyższego od tego przed zdarzeniem poziomu.
Tylko że w opisywanym przypadku zmiana nastąpiła po stronie popytowej i miała charakter sezonowy więc efekty długookresowe nie zdąrzą się pojawić.
>W tak prymitywnej branży, jak produkcja łopat do śniegu wystarczy nic nie dotykać, żeby było sprawiedliwie.
Na moje to był to tylko przykład służący zobrazowaniu problemu sprawiedliwej ceny. Branża jest tu wtórna.
ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
Sprawiedliwa cena musi uwzględnić ryzyko producenta i sprzedawcy, że zostanie ze stertą niesprzedanego towaru.
W przypadku produktów, na które popyt jest w miarę stały cena zależy tylko od kosztów produkcji i dystrybucji. W przypadku łopat do śniegu cena musi uwzględniać koszt zapełnienia magazynu towarem na który przez większość czasu (wszystkie lata i lekkie zimy) kompletnie nie będzie popytu.
Wacław (1038 punktów)
>Ciekaw jest Państwa zdania w tym temacie?

Gdyby kierować się zasadami równości ludzi, to nie mielibyśmy takiego pojęcia jak strategia cenowa. Dyskryminacja klientów z takich czy innych przyczyn jest normą, a oceny klientów często zależą od tego w której grupie się znajdujemy tzn. tej w jakiś sposób dotkniętej lub też nie. Ten sam produkt może mieć odmienne ceny w sąsiadujących miasteczkach i zależą od tego co akceptuje rynek - stąd podniesienie ceny za łopatę z 10 do 15 jednostek czegokolwiek nie jest jakoś zaskakujące. Jeżeli sprzedający wycenia swoje produkty/usługi na cenę X, to klientowi pozostaje akceptować cenę lub szukać alternatyw. Prawo podaży i popytu nawet w skomplikowanych modelach zdaje się być zawsze zachowane. No, są segmenty produktów/usług gdzie można się "targować" ale tam z reguły sprzedający i tak ugra to co chce dając klientowi jedynie iluzję oszczędności

Oczywiście w tym wszystkim trzeba brać pod uwagę aspekt psychologiczny tzn. klient może boleśnie odczuć nieuzasadnienie wysoką cenę i zrezygnować z zakupu lub wręcz zrazić się do producenta/sprzedawcy co odbije się na długotrwałych relacjach. Przykładowo, żona kupiła bajerancki odkurzacz za ciężkie pieniądze, które mają dodatkowo nietypowe worki - nie ma alternatyw jak zaopatrywać się u producenta fabrycznego więc jeśli nagle worek z 15 pln podskoczy do 150 pln to będę lekko niezadowolony i potencjalnie zmienię sprzęt bo tańszy w obsłudze towar raczej się znajdzie. Ale podwyżkę w kwocie 5 pln łyknę bez mrugnięcia mimo że worek wart jest może 3-4 Dlatego uważam, że podniesienie ceny produktu (szczególnie słabo rotującego) o jakiś tam procent w stosunku do oryginalnej ceny przy sprzyjających warunkach wydaje się zupełnie normalną rzeczą i osobiście nie widzę powodu by takie działania krytykować bo stała nieuzasadniona podwyżka zachęci konkurencję do wejścia na rynek i ponownie sprowadzi ceny do sensownego z punktu widzenia konsumentów poziomu.

Wiadomo, wykorzystywanie chwilowej koniunktury to jedno, a żerowanie na czyimś nieszczęściu (jak przywołane w artykule butelki z wodą podczas kataklizmu) to zupełnie inna para kaloszy...
13-02-2013 09:39 
 Ocena 1 na 1
szuro (1757 punktów)

>Dyskryminacja klientów z takich czy innych przyczyn jest normą,
Czy mógłby Pan rozwinąć tą koncepcję. Chodzi mi konkretnie o to w jaki sposób każda grupa klientów jest już na starcie dyskryminowana?
>Ten sam produkt może mieć odmienne ceny w sąsiadujących miasteczkach i zależą od tego co akceptuje rynek
Wie Pan z jednej strony inne mogą być koszty logistyczne a z drugiej strony rynek w sąsiadujących miasteczkach może akceptować różne ceny tylko do momentu kiedy się informacja nie rozniesie.W momencie kiedy konsumenci dowiedzą się o cenach w sąsiadujących miasteczkach temat sam się rozwiąże. Ja osobiście uważam że przyjęcie dwóch różnych cen nie uzasadnionych kosztami jest właśnie "unfair". Aczkolwiek moim zdaniem asymetria informacji to jeden z elementów który wprowadza ograniczenia w optymalnej alokacji na wolnym rynku.
>stąd podniesienie ceny za łopatę z 10 do 15 jednostek czegokolwiek nie jest jakoś zaskakujące. Jeżeli sprzedający wycenia swoje produkty/usługi na cenę X, to klientowi pozostaje akceptować cenę lub szukać alternatyw. Prawo podaży i popytu nawet w skomplikowanych modelach zdaje się być zawsze zachowane.
Owszem - chodzi bardziej o to czy w opisanej sytuacji za uzasadnione można uznać wykorzystnie nagłej zmiany w elastyczności cenowej popytu.
>No, są segmenty produktów/usług gdzie można się "targować" ale tam z reguły sprzedający i tak ugra to co chce dając klientowi jedynie iluzję oszczędności
Cóż za pesymistyczna wizja Mam wrażenie że traktuje Pan rynek jako grę o sumie zerowej a to nie zawsze musi być prawda.
>Przykładowo, żona kupiła bajerancki odkurzacz za ciężkie pieniądze, które mają dodatkowo nietypowe worki - nie ma alternatyw jak zaopatrywać się u producenta fabrycznego więc jeśli nagle worek z 15 pln podskoczy do 150 pln to będę lekko niezadowolony i potencjalnie zmienię sprzęt bo tańszy w obsłudze towar raczej się znajdzie. Ale podwyżkę w kwocie 5 pln łyknę bez mrugnięcia mimo że worek wart jest może 3-4
Niech żyje niska elastyczność cenowa
>Dlatego uważam, że podniesienie ceny produktu (szczególnie słabo rotującego) o jakiś tam procent w stosunku do oryginalnej ceny przy sprzyjających warunkach wydaje się zupełnie normalną rzeczą i osobiście nie widzę powodu by takie działania krytykować
Ja też nie - pytanie jaka podwyżka uzasadniona kosztami jest sprawiedliwa a jak już nie?
>Wiadomo, wykorzystywanie chwilowej koniunktury to jedno, a żerowanie na czyimś nieszczęściu (jak przywołane w artykule butelki z wodą podczas kataklizmu) to zupełnie inna para kaloszy...
I tu jest właśnie problem
13-02-2013 10:55 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)

>Ja też nie - pytanie jaka podwyżka uzasadniona kosztami jest sprawiedliwa a jak już nie?

Czy to w ogóle da się, wg Ciebie, wymiernie ustalić?
13-02-2013 14:04 
 Ocena 1 na 1
szuro (1757 punktów)
>>Ja też nie - pytanie jaka podwyżka uzasadniona kosztami jest sprawiedliwa a jak już nie?
>Czy to w ogóle da się, wg Ciebie, wymiernie ustalić?
Jeżeli chodzi o zasady ogólne to myślę że będzie ciężko. Życie gospodarcze jak tak samo skomplikowane jak życie społeczne także o proste recepty ciężko (chociaż zazwyczaj są najskuteczniejsze).
W jednej z branż w której zdarzyło mi się pracować funkcjonowało coś co nazywało się open book calculation. Polegało to na tym że dostawca ofertując pokazywał dokładnie jakie ma koszty a na końcu wpisywał swoją marżę. Wydaj mi się że funkcjonowanie w ten sposób jest dość sensowne i w dużym stopniu pozwala na swobodne określanie "sprawiedliwości" między partnerami. Co prawda pewne elementy kosztowe podlegały interpretacji ale w większości przypadków negocjacje sprowadzały się do przekonania klienta dlaczego powinniśmy zarabiać X a nie Y Mnie osobiście taki sposób prowadzenia biznesu całkiem się podoba. Co prawda w tej chwili stworzenie takiego systemu na poziomie dóbr konsumpcyjnych jest nie możliwe ale kiedyś - kto wie.
13-02-2013 12:13 
 Ocena 1 na 1
Wacław (1038 punktów)
>Czy mógłby Pan rozwinąć tą koncepcję. Chodzi mi konkretnie o to w jaki sposób każda grupa klientów jest już na starcie dyskryminowana?

Usługi telekomunikacyjne jako przykład z rodzimego podwórka - hasło Neostrada w TP/Orange. W roku 2004, ta sama usługa w mieście kosztowała bodajże 99 PLN podczas to samo na wsi (gdzie wieś leży 5 km od znaku drogowego oficjalnie kończącego Poznań)kosztowało to już 199 PLN. Oczywiście biuro obsługi klienta argumentowało "wyższymi kosztami infrastruktury" ale już po jakimś czasie w rozmowie z działem technicznym (permanentna niedostępność usługi) wyszło że wieś "podpięta" jest do przylegającej dzielnicy miasta gdzie cena była o 50% niższa. Inny przykład to "kodowanie regionalne" filmów na dvd / blue-ray by w pewnych regionach kasować więcej, jednocześnie zapobiegając przepływowi tańszego wariantu z innych regionów na rynkach wtórnych.

Pewnie w odpowiedzi na przykłady dostanę wykładzik o elastyczności cenowej, ale dyskryminacja cenowa właśnie na tym polega - za produkt/usługę o podobnych kosztach dostarczenia w różnych regionach wymagmay różnych opłat, które z takich czy innych powodów rynek akceptuje. Sytuacje takie są raczej domeną monopolu/oligopoli bo jednak niewidzialna ręka rynku z takimi sytuacjami sobie radzi. Dodam też,że są kraje gdzie takie praktyki są obiektem śledztw urzędów stojących na straży konsumenta

>Wie Pan z jednej strony inne mogą być koszty logistyczne a z drugiej strony rynek w sąsiadujących miasteczkach może akceptować różne ceny tylko do momentu kiedy się informacja nie rozniesie.W momencie kiedy konsumenci dowiedzą się o cenach w sąsiadujących miasteczkach temat sam się rozwiąże. Ja osobiście uważam że przyjęcie dwóch różnych cen nie uzasadnionych kosztami jest właśnie "unfair". Aczkolwiek moim zdaniem asymetria informacji to jeden z elementów który wprowadza ograniczenia w optymalnej alokacji na wolnym rynku.

No i dochodzimy do magicznego w ekonomii określenia co jest "fair"... Jak to określić? Czy producent nie ma prawa pobierać za swoje produkty tyle ile chce? Ano ma, tylko zawsze musi liczyć się z tym co na to powie rynek - konsumenci mogą ruszyć po substytuty, a w wypadku ich braku wejdzie nam na kark konkurencja (no chyba że bariery wejścia są katastrofalnie wysokie lub rynek jest niszą i nie będzie chętnych do wejścia).

>Owszem - chodzi bardziej o to czy w opisanej sytuacji za uzasadnione można uznać wykorzystnie nagłej zmiany w elastyczności cenowej popytu.

Odrywając się od rzeczywistości i poruszając się w modelach, odruchowo każdy odpowie że zmiana elastyczności jest właśnie sygnałem do zmiany ceny. Dysponuję towarem, który nagle stał się bardziej pożądany to dlaczego nie miałbym więcej na tym zarobić skoro konsumenci będą gotowi to zaakceptować? Tylko inaczej to wygląda gdy schodzimy do studiów konkretnych sytuacji - o ile w naszym przypadku łopata do śniegu nie jest czymś kontrowersyjnym (bo zawsze można próbować zrobić ją samemu - kawał kija + płyta ze sklejki + gwoździe i już jest prosta szufla , to już lek na podtrzymanie przeszczepu będzie tematem delikatnym.

>Cóż za pesymistyczna wizja Mam wrażenie że traktuje Pan rynek jako grę o sumie zerowej a to nie zawsze musi być prawda.

Nie, zwyczajnie z moich skromnych obserwacji wynika, że wytwórcy dóbr / dostawcy usług dążą do maksymalizacji swoich zysków co jest zupełnie naturalne i wpisane w naszą naturę oraz zasady prowadzenia biznesu. Szczególnie gdy mamy do czynienia z firmami będącymi spółkami akcyjnymi gdzie koniec końców liczy się wysoki zysk akcjonariuszy.

>Niech żyje niska elastyczność cenowa

To określił bym raczej jako uwarunkowanie kulturowe (czytaj: żona)

>I tu jest właśnie problem

Jak we wszystkim w teorii ekonomii - elementy nie dające się ubrać w liczby mogą w nieprzewidywalny sposób wpływać na omawiany rynek/model
szuro (1757 punktów)
>>Czy mógłby Pan rozwinąć tą koncepcję. Chodzi mi konkretnie o to w jaki sposób każda grupa klientów jest już na starcie dyskryminowana?
>Usługi telekomunikacyjne jako przykład (...)
Mnie się osobiście wydaje że dyskryminacja celowa klienta o której Pan pisze wynika ze zbyt dużego zprocedurowania działalności korporacji. Chodzi mi konkretnie o to że jakiś cennik trzeba ustalić a potem ewentualnie dostosowywać do lokalnych uwarunkowań. Problem polega na tym że przy pewnej skali działalności nie da się reagować szybko. I to co Pan opisał wydaje mi się być tego przykładem. Obserwując aktualne trendy w zakresie zarządzania strategicznego zauważam że preferowany kierunek to dązęnie do jak największej transparentności organizacji. Być może Polska gospodarka jest jeszcze na taki trend nie gotowa.
>Pewnie w odpowiedzi na przykłady dostanę wykładzik o elastyczności cenowej, ale dyskryminacja cenowa właśnie na tym polega - za produkt/usługę o podobnych kosztach dostarczenia w różnych regionach wymagmay różnych opłat, które z takich czy innych powodów rynek akceptuje.
Moim zdaniem jeżeli struktura kosztowa wskazuje na to że w celu zachowanie tej samej rentowności w różnych regionach trzeba stosować różne ceny to ja uważam że jest to jak najbardziej ok. Pytanie czy w sytuacji czy sprawiedliwe jest wykorzystanie niekorzystnej sytuacji nabywców w celu zwiększenia rentowności. Tak jak w tym przykładzie - człowiek miał już jakąś kalkulację cenową uwzględniająco ponoszone przez niego ryzyko. Pojawiły się jednak okoliczności nie typowe i co teraz?
Autor pyta:
Cytat:
If that happens, how many customers will say, "I'll pay you more than the clearance price because I appreciate that you had shovels ready in case of a blizzard?" Nada.

A moim zdaniem właśnie takie skonstruowanie rynku byłoby sprawiedliwe.
>Dodam też,że są kraje gdzie takie praktyki są obiektem śledztw urzędów stojących na straży konsumenta
I słusznie
>>Owszem - chodzi bardziej o to czy w opisanej sytuacji za uzasadnione można uznać wykorzystnie nagłej zmiany w elastyczności cenowej popytu.
>Odrywając się od rzeczywistości i poruszając się w modelach, odruchowo każdy odpowie że zmiana elastyczności jest właśnie sygnałem do zmiany ceny.
Myślę że właśnie doszliśmy do sedna. Moim zdaniem kluczowym dla bycia "fair" jest kwestia poznanie przyczyny zmiany tej elastyczności. Jeżeli np. ta łopata byłaby potrzeba do wykopania kogoś spod lawiny. Elastyczność cenowa w takim przypadku byłaby prawie 0. Tylko czy w takim przypadku "fair" byłoby sprzedać z dodatkową marżą.
>>Cóż za pesymistyczna wizja Mam wrażenie że traktuje Pan rynek jako grę o sumie zerowej a to nie zawsze musi być prawda.
>Nie, zwyczajnie z moich skromnych obserwacji wynika, że wytwórcy dóbr / dostawcy usług dążą do maksymalizacji swoich zysków co jest zupełnie naturalne i wpisane w naszą naturę oraz zasady prowadzenia biznesu.
Zgadzam się. Uważam natomiast że większość sytuacji biznesowych można zmienić w sytuację w których wygrywają wszystkie strony.
>To określił bym raczej jako uwarunkowanie kulturowe (czytaj: żona)

>>I tu jest właśnie problem
>Jak we wszystkim w teorii ekonomii - elementy nie dające się ubrać w liczby mogą w nieprzewidywalny sposób wpływać na omawiany rynek/model
I tutaj zgoda.
Wacław (1038 punktów)
>Mnie się osobiście wydaje że dyskryminacja celowa klienta o której Pan pisze wynika ze zbyt dużego zprocedurowania działalności korporacji. (...) zauważam że preferowany kierunek to dązęnie do jak największej transparentności organizacji. Być może Polska gospodarka jest jeszcze na taki trend nie gotowa.

Dodam tylko, że różnica cenowa na tych samych usługach w przytoczonym regionie nadal istnieje - w mieście za najprostszą usługę ludzie płacą na chwilę obecną 39,99 PLN, na wiosce podpiętej do miasta już 59,99 PLN, a minęło już ponad 8 lat. Dlatego nie zwalał bym na procedury korporacyjne (sam w jednej pracuję i jak trzeba to zmiany idą z dnia na dzień ), a raczej na chęć koszenia większych pieniędzy z racji mniejszej dostępności usług alternatywnych. Orange nie zauważyło tylko, że do wsi weszło UPC z kablówką i internetem 10 razy szybszym za mniejsze pieniądze i to już klika latek temu, ale to raczej ich problem

>Moim zdaniem jeżeli struktura kosztowa wskazuje na to że w celu zachowanie tej samej rentowności w różnych regionach trzeba stosować różne ceny to ja uważam że jest to jak najbardziej ok. Pytanie czy w sytuacji czy sprawiedliwe jest wykorzystanie niekorzystnej sytuacji nabywców w celu zwiększenia rentowności. Tak jak w tym przykładzie - człowiek miał już jakąś kalkulację cenową uwzględniająco ponoszone przez niego ryzyko. Pojawiły się jednak okoliczności nie typowe i co teraz?
>Autor pyta:
> Cytat:
If that happens, how many customers will say, "I'll pay you more than the clearance price because I appreciate that you had shovels ready in case of a blizzard?" Nada.

>A moim zdaniem właśnie takie skonstruowanie rynku byłoby sprawiedliwe.

Pełna zgoda. Ale jak zawsze, prawdziwe rynki lubią zaskakiwać i dlatego słyszy się o ciężkich przypadkach jak o butelce wody za 100 dolców po przejściu huraganu...

>Myślę że właśnie doszliśmy do sedna. Moim zdaniem kluczowym dla bycia "fair" jest kwestia poznanie przyczyny zmiany tej elastyczności. Jeżeli np. ta łopata byłaby potrzeba do wykopania kogoś spod lawiny. Elastyczność cenowa w takim przypadku byłaby prawie 0. Tylko czy w takim przypadku "fair" byłoby sprzedać z dodatkową marżą.

Przypadek z lawiną jest już ekstremalny bo przecież jako sprzedawca tej łopaty można podpaść pod paragrafy o nieudzielaniu pomocy, ale bawimy się tu już w daleko idącą abstrakcję Z ideą poznania granicy fair/nie fair się zgadzam jednak co dla jednych jest akceptowalne, dla innych może być już naruszeniem jakichś tam norm społecznych w ich mniemaniu powszechnie obowiązujących. Dlatego właśnie mamy takie gałęzie w naukach ekonomicznych jak marketing czy public relations gdzie więcej mamy socjologi i psychologi niż czystej ekonomii, a celem jest poznanie zachowań grup klientów by lepiej zaprojektować podejście do strony popytowej i jednocześnie uzbroić się w narzędzia do rozbrajania trudnych sytuacji zanim odbiją się negatywnie na firmie

>Zgadzam się. Uważam natomiast że większość sytuacji biznesowych można zmienić w sytuację w których wygrywają wszystkie strony.

No taka jest idea handlu i świadczenia usług - dostawca otrzymuje wynagrodzenie, a nabywca produkty/usługi których sam sobie nie może zapewnić. Tylko diabeł tkwi w szczegółach: czy moralne/uczciwe/fair (jak zwał tak zwał) jest narzucać na cenę wytworzenia marżę 25% skoro i przy marży 10% szefostwo / akcjonariusze byliby usatysfakcjonowani? Jeśli rynek akceptuje oba poziomy, to nadal mamy scenariusz "win - win" ale ktoś kogoś w sumie nabija w butelkę. Tutaj wracamy do marketingu i sztandarowym przykładem będzie Apple i oferowane "jabłkowe" produkty
szuro (1757 punktów)
Myślę Panie Wacławie że co do głównych założeń doszliśmy do porozumienia
W związku z tym bardzo dziękuje za dyskusję

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365