 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 11-08-2006 14:55 | kowalski | Wartość | szanuje i w wiekszej mierze aprobuje Wasz swiatopoglad. uwazam za rzecz bardo cenna wymiane doswiadczen i opinii. pytanie moje dotyczy najwazniejszej wartosci w zyciu. od dluzszego czasu zastanawiam sie i szukam odpowedzi na dreczace mnie pyatnie i chcialbym poznac wasz punkt widzenia...
|
| rozumek | >szanuje i w wiekszej mierze aprobuje Wasz swiatopoglad. >uwazam za rzecz bardo cenna wymiane doswiadczen i opinii. >pytanie moje dotyczy najwazniejszej wartosci w zyciu. od >dluzszego czasu zastanawiam sie i szukam odpowedzi na >dreczace mnie pyatnie i chcialbym poznac wasz punkt >widzenia... Dla mnie, najważniejszą i jedyną wartością jest życie i współżycie, czyli współpraca z innymi.
|
|
| Pietrosian (27 punktów) | DOBRO. Najwyższe. Najlepsze. Najpiękniejsze. Najszczęśliwsze. Najwymyślniejsze. Najbardziej świadome.
PIĘKNO.
SZCZĘŚCIE.
MYŚLENIE.
ŚWIADOMOŚĆ.
Przepraszam za nadmierne podkreślanie tegoż dużymi literami - nie zrobiłam tego, aby wyróżnić je z postów, tylko, aby w pełni wyrazić, jakie mają dla mnie znaczenie. Życie - mogłabym je utracić w imię powyższych. Współżycie - nie ze wszystkimi mi się udaje i nie za wszelką cenę ale również uznaję to za wartość.
Może i idziwny mój system, lecz młody. Chyba mogę stanowczo powiedzieć, iż to wersja testowa i jeszcze parę razy się pouzupełnia, poprzestawia. Nie chcę jednak nigdy stracić z oczu Pierwszego.
|
|
 | | rozumek | >DOBRO. Najwyższe. Najlepsze. Najpiękniejsze. Najszczęśliwsze. Najwymyślniejsze. Najbardziej świadome. >PIĘKNO. >SZCZĘŚCIE. >MYŚLENIE. >ŚWIADOMOŚĆ. >Przepraszam za nadmierne podkreślanie tegoż dużymi literami - nie zrobiłam tego, aby wyróżnić je z postów, tylko, aby w pełni wyrazić, jakie mają dla mnie znaczenie. >Życie - mogłabym je utracić w imię powyższych. Swoje, możesz. Ja, mam na myśli nie tylko swoje. >Współżycie - nie ze wszystkimi mi się udaje i nie za wszelką cenę ale również uznaję to za wartość. >Może i idziwny mój system, lecz młody. Chyba mogę stanowczo powiedzieć, iż to wersja testowa i jeszcze parę razy się pouzupełnia, poprzestawia. Nie chcę jednak nigdy stracić z oczu Pierwszego. Poprzestawia się na pewno, bo będziesz musiała wybrać między swoim dobrem, a innych, swoim pięknem, a innych....swoją świadomością a innych, życiem swojego dziecka, a życiem bandyty (dla czyjego dobra, gotowa jesteś poświęcić życie i czyje?).
|
|
|  | | Pietrosian (27 punktów) | > Swoje, możesz. Ja, mam na myśli nie tylko swoje. Nie sądzę, aby przynajmniej część z nich nie pokrywała się z tym, co ważne dla każdego, albo co powinno być ważne. Liczę, że aż tak się nie mylę. >Poprzestawia się na pewno, bo będziesz musiała wybrać między swoim dobrem, a innych, swoim pięknem, a innych....swoją świadomością a innych, życiem swojego dziecka, a życiem bandyty (dla czyjego dobra, gotowa jesteś poświęcić życie i czyje?). Chwilowo często wybieram swoje, ale staram się to przemóc, bo inni chyba bardziej na to zasługują i bardziej im ono jest potrzebnym.
Piękno nie jest moje, ani innych. Jest ogólnie dostępne i każdy może z niego czerpać. Mówiąc o pięknie nie miałam zdecydowanie na myśli własnej urody, a nawet i nie urody ducha - niewiele jej wszak mam.
Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, gdzie będę musiała wybierać między świadomością własną, a tych 'innych'. Nie są inni na wskroś, po części tacy sami. Wydaje mi się, że jedna jest świadomość, kilka ku niej dróg, nie wykluczam własnej omyłki.
Przyrównując do siebie dziecko me, o ile takowe mieć będę i bandytę, oczywiście wybiore dziecko, przecie nieporównywanie większa miłością je obdarzę. Nawet bandyci jednak nie są na wskroś złymi ludźmi - choćby odczłowieczonymi - i tak nie wolno ich życiem szafrować. Bez konieczności. Ale z pewnością, nawet jeśli coś przymusi - zrobię to przecież bezprawnie - i nie mówię tu o kodeksach, polityków ustami powołanych.
Dla czyjego dobra... Nie sądzę, aby dobro było czyjąś własnością. A przesądzam jedynie o życiu swoim - innych im dane nie ode mnie - nie im odbierać. Nie mam zamiaru nikogo teraz zabijać - żadna różnica, czy rękoczynem, słowem, postępkiem, wynikiem nieświadomych działań... Nie mam żadnego prawa.
|
|
| |  | | rozumek | >> Swoje, możesz. Ja, mam na myśli nie tylko swoje. >Nie sądzę, aby przynajmniej część z nich nie pokrywała się z tym, co ważne dla każdego, albo co powinno być ważne. Liczę, że aż tak się nie mylę. W ogóle się nie mylisz, bo wszystkie wymienione wartości są równie cenne dla tego, kto życie innym daje (i ułatwia), jak tego, co je innym odbiera (i zatruwa). >>Poprzestawia się na pewno, bo będziesz musiała wybrać między swoim dobrem, a innych, swoim pięknem, a innych....swoją świadomością a innych, życiem swojego dziecka, a życiem bandyty (dla czyjego dobra, gotowa jesteś poświęcić życie i czyje?). >Chwilowo często wybieram swoje, ale staram się to przemóc, bo inni chyba bardziej na to zasługują i bardziej im ono jest potrzebnym. Mam nadzieję, że to nieprawda i jeszcze nigdy nie musiałaś wybierać. I mam nadzieję, że Twoje i innych przyzwoitych ludzi życie, zawsze będzie Ci droższe od życia bandytów. >Piękno nie jest moje, ani innych. Jest ogólnie dostępne i każdy może z niego czerpać. Mówiąc o pięknie nie miałam zdecydowanie na myśli własnej urody, a nawet i nie urody ducha - niewiele jej wszak mam. Piękno to sprawa gustu, a o gustach się nie dyskutuje. Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz, odbierając je własnej urodzie (także tej duchowej). >Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, gdzie będę musiała wybierać między świadomością własną, a tych 'innych'. Nie są inni na wskroś, po części tacy sami. Wydaje mi się, że jedna jest świadomość, kilka ku niej dróg, nie wykluczam własnej omyłki. Gdyby była jedna, nie byłoby bandytów (gupców). Byłby raj na Ziemii. Trzeba siebie i innych uczyć, jak nie stać się ani złodziejem, ani bandytą. >Przyrównując do siebie dziecko me, o ile takowe mieć będę i bandytę, oczywiście wybiore dziecko, przecie nieporównywanie większa miłością je obdarzę. Nawet bandyci jednak nie są na wskroś złymi ludźmi - choćby odczłowieczonymi - i tak nie wolno ich życiem szafrować. Bez konieczności. Ale z pewnością, nawet jeśli coś przymusi - zrobię to przecież bezprawnie - i nie mówię tu o kodeksach, polityków ustami powołanych. Zrobisz to zgodnie z prawem naturalnym (boskim), a nie jego kretyńską interpretacją przez głupców. I zrobisz to pewnie nie tylko w obronie życia dziecka, ale także swojej i innych przyzwoitych ludzi (tak, jak już niejednokrotnie w historii to się zdarzało; nie tak dawno, zdarzyło się siedmiu ludziom, którzy zaszlachtowali bandytę, zagrażającego ich rodzinom i sasiadom). >Dla czyjego dobra... Nie sądzę, aby dobro było czyjąś własnością. A przesądzam jedynie o życiu swoim - innych im dane nie ode mnie - nie im odbierać. Nie mam zamiaru nikogo teraz zabijać - żadna różnica, czy rękoczynem, słowem, postępkiem, wynikiem nieświadomych działań... Nie mam żadnego prawa. Prawa nie masz, ale obowiązek może Ci się taki "przytrafić".
|
|
| | |  | | Pietrosian (27 punktów) |
>W ogóle się nie mylisz, bo wszystkie wymienione wartości są równie cenne dla tego, kto życie innym daje (i ułatwia), jak tego, co je innym odbiera (i zatruwa). Można być jednocześnie i jednym i drugim, lepiej tym pierwej wspomnianym.
>Mam nadzieję, że to nieprawda i jeszcze nigdy nie musiałaś wybierać. I mam nadzieję, że Twoje i innych przyzwoitych ludzi życie, zawsze będzie Ci droższe od życia bandytów. Tu raczej mówiłam o dobrze, wprowadziłam w błąd niewłaściwą konstrukcją wypowiedzi.
>Piękno to sprawa gustu, a o gustach się nie dyskutuje. Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz, odbierając je własnej urodzie (także tej duchowej). Nie odbieram go, a jedynie uważam, że nie jestem takowym specjalnie obdarzona, zwróciłam jedynie uwagę na to, co miałam na myśli, pisząc pierwszą wypowiedź. Cielesne piękno przeminie, duchowe, mam nadzieję się wzbogaci, byleby go nie ubyło, bo tedy zniknie niemal zupełnie.
>Gdyby była jedna, nie byłoby bandytów (gupców). Byłby raj na Ziemii. Trzeba siebie i innych uczyć, jak nie stać się ani złodziejem, ani bandytą. Moim zdaniem nie są do końca świadomi, co więcej - nikt nie fatyguje się ich skutecznie uświadamiać, zamykani są w zakładach(anty)resocjalizacyjnych dlatego jedynie, iż społeczeństwo się ich boi. Nie pomaga im, zapomina, że też są ludźmi. Byleby ich nie widziało - wszystko będzie idealnie. To zobojętnienie, nie zaś dbałość o bezpieczeństwo. Nie propaguję przy tym bezkarnej wolności przestępców a jedynie pokazywanie im, co było złem. Przez przesiadywanie w celi z innymi tego samego pokroju niecnota się potęguje i kumuluje.
>Zrobisz to zgodnie z prawem naturalnym (boskim), a nie jego kretyńską interpretacją przez głupców. I zrobisz to pewnie nie tylko w obronie życia dziecka, ale także swojej i innych przyzwoitych ludzi (tak, jak już niejednokrotnie w historii to się zdarzało; nie tak dawno, zdarzyło się siedmiu ludziom, którzy zaszlachtowali bandytę, zagrażającego ich rodzinom i sasiadom).
Kretyńska interpretacja przez głupców? Chyba nie zrozumiałam. I po raz kolejny proszę o uszanowanie ludzi, którzy wybrali inną drogę i mają inne poglądy. Nie miałabym nic przeciwko owym siedmiu ludziom, postąpili słusznie, stanęli w obronie bliskich, co nie oznacza, że zrobili coś dobrego. Wybrali jedynie mniejsze zło a to jest nie tyle równoznaczne z dobrem ile właściwszym wyborem.
>Prawa nie masz, ale obowiązek może Ci się taki "przytrafić". > Nie chciałabym takiego, nawet gdyby mnie miano uznać za największego bohatera. Tym niemniej w obliczu takiego obowiązku wypełniłabym go.
|
|
| | | |  | | rozumek | >Kretyńska interpretacja przez głupców? Chyba nie zrozumiałam. I po raz kolejny proszę o uszanowanie ludzi, którzy wybrali inną drogę i mają inne poglądy. Poglądy szanuję (nawet bandyty). Nie szanuję i nie będę szanować niczyjego prawa do wymigiwania się od obowiązku szanowania życia, mienia i wolności innych. Jeżeji człowiek zagrażający otoczeniu pozostaje na wolności, to nie jest to winą tych, którym zagraża, ale tych, którzy nauczyli go, że jest wyjątkowy (ma inne niż pozostali prawa). Uczy go tego wspomniana "kretyńska interpretacja prawa". Moim zdaniem, KAŻDY ma prawo występować w swojej i innych obronie (bez wyznaczania granic tej obrony). Wiadomo też, kto przyjął na siebie obowiązek "wyręczania" obywateli z tej społecznej samoobrony (policjanci, prokuratorzy i sędziowie) i kto powinien odpowiadać za zmuszanie obywateli do osobistego jej stosowania. >Nie miałabym nic przeciwko owym siedmiu ludziom, postąpili słusznie, stanęli w obronie bliskich, co nie oznacza, że zrobili coś dobrego. Wybrali jedynie mniejsze zło a to jest nie tyle równoznaczne z dobrem ile właściwszym wyborem. Dokonali jedynie tego, do czego zmusił ich chory wymiar sprawiedliwości. Jeżeli nie ograniczono (znacznie wcześniej) wolności bandyty, to po jego śmierci, posiedzieć powinien któryś sędzia, któryś prokurator lub któryś policjant. Niewątpliwie, śmierć bandyty nie była niczym dobrym i niewątpliwie, ktoś za to powinien zostać ukarany, ale nie jest obojetne kto, bo nie widzę powodu, dla którego zło mamy potęgować (karząc obrońców), zamiast tępić. >>Nie chciałabym takiego, nawet gdyby mnie miano uznać za największego bohatera. Tym niemniej w obliczu takiego obowiązku wypełniłabym go. I każdy zrobi to samo. Mniej lub bardziej udolnie i skutecznie. Szkoda, że po takim czynie, uznany zostaje raczej za złoczyńcę niż bohatera. Nasz wymiar sprawiedliwości, bardzo zazdrosny jest o własne obowiązki (przeciwny samoobronie), ale dość powszechnie, sam się od nich wymiguje (zmusza obywateli do samoobrony, a nawet samosądów).
|
|
| lipschitz (1674 punktów) | Mam wątpliwości, czy w ogóle istnieje potrzeba ustalenia najwyższych wartości, według mnie woda zaspakaja pragnienie nie dlatego, że ma jakąś wartość, ale z powodu pewnych fizjologicznych uwarunkowań i jej cech fizycznych - analogicznie, dobro, miłość, jeśli istnieją, także mają pewne charakterystyczne cechy, których nie zmieni opinia na ten temat. Osobiście wolę, kiedy zamiast oceny, mówi się o właściwościach danej rzeczy, wystarczy mi, że woda zaspakaja pragnienia, cenzurę - "i dlatego jest wartościowa" - uważam za zbyteczną. Wartość rodzi to, co niewartościowe lub mniej wartościowe, rodzi cały ten negatywny świat, który potem podlega potępieniu i z którym prowadzi się walkę. Problemem jest względność wartości i według mnie wynika to z faktu, że nie są one związane z właściwościami rzeczy, lecz z ich oceną, ocena zaś zależy od wielu czynników i podlega zmieniającym się okolicznościom, ruchowi życia, zmianie uwarunkowań otoczenia, potrzeb ciała, jego nawyków, upodobań, aktualnego stanu rzeczy - np. w miejscu gdzie istnieje serdeczność i jej skutki, nie dostrzegamy potrzeby serdeczności, jeśli ustalimy wartości, to będą związane z czymś innym, podobnie z powietrzem, nie jest wartością, stanie się co najwyżej tam, gdzie pogorszy się jego jakość, czyli mieszkańcy okolicy, w której jest czyste powietrze skupią swoją uwagę na innych wartościach (pominą powietrze), a wszystko to wygląda nieco inaczej w przypadku każdego człowieka. Skutkiem ustalenia najwyżej wartości może być postawienie jej ponad tym, czym w tej chwili "oddychamy". Co gorsze, względne wartości (one są zawsze względne, gdy rozpatrujemy je w skali większej niż jeden człowiek), w różnych miejscach wyznaczą dobro i zło, stajemy się przez to zdezorientowani, tutaj za ten sam czyn nagroda, tam - potępienie - jak to mówią: nie dogodzisz wszystkim  W mojej ocenie wystarczy wykazać to, czym się dana rzecz cechuje, mało tu względności i każdy może samodzielnie przeanalizować, czy potrzebuje jej, czy nie potrzebuje. Czysta woda jest z pewnością w świecie wartości wyżej niż brudna, ale najwyraźniej jeszcze wyżej jest wartość postępu technologicznego, gdyż pewnie w czasach, gdy się on rodził i ustalano różne wartości, nie brano pod uwagę czystej wody jako wartości - była wtedy czymś oczywistym. Przepraszam za chaotyczną wypowiedź, ale czasem wyrażanie niektórych myśli sprawia mi ogromny kłopot
|
|
 | | rozumek | > Przepraszam za chaotyczną wypowiedź, ale czasem wyrażanie niektórych myśli sprawia mi ogromny kłopot Nie ma takich wartościowych myśli, których wyrażenie nie sprawia kłopotu. Wartoscią tych innych jest ich bezwartościowość. Dlatego, warto prezentować swoje wartości nie tylko werbalnie, a nie warto wierzyć w prezentowane jedynie werbalnie przez innych.
|
|
 | | truthsearcher (437 punktów) | woda nie jest wartoscia sama w sobie. pewne wartosci przez nia przeplywaja. dla jednego wartosciowosc wody polega na gaszeniu pragnienia, a innym razem na schlodzeniu ciala podczas upalu. Wyobrazmy sobie 2 wymiarowa plaszczyzne. Pokrywa ja woda.Nad nia zawieszona jest bryla, rzucajaca cien na plaszczyzne i wode. Fale nieco znieksztalcaja jej oryginalny ksztalt. dzieki tym deformacjom powstaja rozne wartosci ktore sa tylko cieniem tej najwazniejszej. Woda to ludzie a plaszczyzna to wszechswiat. Nikogo rowniez nie powinien dziwic fakt ze wokol bryly - wartosci panuje ciemnoscnie ma zadnego boga heliosa.
|
|
|  | | lipschitz (1674 punktów) | Woda jest według mnie wodą, a wartość wartością. Wodzie możemy przypisywać różne wartości, natomiast wartości określamy według modelu/wzoru, który najczęściej akceptujemy. Modele mogą się jednak różnić pomiędzy sobą, wtedy woda, w zależności od stosowanego modelu przyjmuje rożną wartość lub zajmuje inne miejsce w hierarchi wartości. Wartość bez modelu, wzoru nie istnieje, aby mierzyć trzeba mieć miarę. Jeżeli zaś twierdzimy, że woda jest wartością samą w sobie, to możemy równie dobrze pozbyć się słowa "wartość".
Wartość nie jest cechą wody, lecz cechą ludzkiego umysłu, który mierzy i ocenia, i według mnie błędnie te pomiary utożsamia z badanym obiektem. Liczby, które przedstawiają atom, nie są samym atomem, jego nazwa nie jest atomem i wydaje mi się, że dobrze jest być świadomym, że to, co myślimy, nie jest rzeczą, o której myślimy.
|
|
| |  | | truthsearcher (437 punktów) | wartości określamy według modelu/wzoru, który najczęściej akceptujemy. Wartość bez modelu, wzoru nie istnieje, aby mierzyć trzeba mieć miarę.
Kazdy może miec wlsny model/wzorzec wartosci i rzeczywiscie powinnismy go zaakceptowac. Wartosc bez modelu istnieje tyle ze nie jest do niego dopasowana. Nie zajmuje w nim miejsca.
>Wartość nie jest cechą wody. Racja, jest pewna wartoscia wody. Wartosc to nie cecha umyslu. Wartosc rzeczy to pewna mozliwosc zaspokojenia naszych potrzeb, wymogow ...
Liczby, które przedstawiają atom, nie są samym atomem, jego nazwa nie jest atomem Wartoscia tych atomow bedzie to, jesli beda mogly nas w czyms zaspokoic wzbudzic w nas jakies uczucie. Wartosciowosc pierwiastkow to oczywiscie inna sprawa.
to, co myślimy, nie jest rzeczą, o której myślimy. Bardzo sluszna uwaga.
|
|
| stormrider (206 punktów) | Według mnie najwyższej wartości nie można ubrać w słowa, więc trudno się nią "podzielić". Ale wierzę w życie, miłość, szacunek do innych istot, dobro i prawdę.
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie W.Stoczkowski
|
|
 | | rozumek | >Według mnie najwyższej wartości nie można ubrać w słowa, więc trudno się nią "podzielić". Ale wierzę w życie, miłość, szacunek do innych istot, dobro i prawdę. HA, HA. Wierzysz po prostu w prawdziwego Boga. Taki z Ciebie agnostyk. Można by tylko, zamiast wymieniać ją na końcu, napisać: prawdziwą miłość, prawdziwy szacunek....
|
|
|  | | stormrider (206 punktów) | >>Według mnie najwyższej wartości nie można ubrać w słowa, więc trudno się nią "podzielić". Ale wierzę w życie, miłość, szacunek do innych istot, dobro i prawdę. >HA, HA. Wierzysz po prostu w prawdziwego Boga. Taki z Ciebie agnostyk. Można by tylko, zamiast wymieniać ją na końcu, napisać: prawdziwą miłość, prawdziwy szacunek....
Proszę po raz kolejny, by nie wmawiać mi w co wierzę.
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie W.Stoczkowski
|
|
| |  | | rozumek | >>>Według mnie najwyższej wartości nie można ubrać w słowa, więc trudno się nią "podzielić". Ale wierzę w życie, miłość, szacunek do innych istot, dobro i prawdę. >>HA, HA. Wierzysz po prostu w prawdziwego Boga. Taki z Ciebie agnostyk. Można by tylko, zamiast wymieniać ją na końcu, napisać: prawdziwą miłość, prawdziwy szacunek.... >Proszę po raz kolejny, by nie wmawiać mi w co wierzę. Proszę nie zakazywać mi nazywania rzeczy po imieniu. W co wierzysz, sam piszesz. Ja TYLKO nazywam. Proszę mi nie wmawiać, że wiem, w co konkretnie wierzysz, bo nadal wiem tylko w co JA wierzę.
|
|
| | |  | | stormrider (206 punktów) | >>Proszę po raz kolejny, by nie wmawiać mi w co wierzę. >Proszę nie zakazywać mi nazywania rzeczy po imieniu. W co wierzysz, sam piszesz. Ja TYLKO nazywam. Proszę mi nie wmawiać, że wiem, w co konkretnie wierzysz, bo nadal wiem tylko w co JA wierzę.
Ty nie nazywasz rzeczy po imieniu, tylko uzurpujesz sobie prawo do mówienia innym w co wierzą. Mogę przyjąć, że wiesz w co wierzysz i że wiesz iż to w co wierzysz jest prawdą. Ale gdy wmawiasz innym, że potrafisz nazwać to w co oni wierzą to już daleko posunięta przesada i paranoiczne przekonanie o swojej nieomylności. Może niedługo zaczniesz twierdzić, że to Ty mnie stworzyłeś?
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy a tym który wierzy, że wie W.Stoczkowski
|
|
| | | |  | | rozumek | >Ty nie nazywasz rzeczy po imieniu, tylko uzurpujesz sobie prawo do mówienia innym w co wierzą. Mogę przyjąć, że wiesz w co wierzysz i że wiesz iż to w co wierzysz jest prawdą. Ale gdy wmawiasz innym, że potrafisz nazwać to w co oni wierzą to już daleko posunięta przesada i paranoiczne przekonanie o swojej nieomylności. Może niedługo zaczniesz twierdzić, że to Ty mnie stworzyłeś? To chyba Ty mógłbyś upierać się przy czyms takim. Ja nadal uważam, że stworzyło Cię wszystko, co stworzyło, czyli Bóg (cała ewolucja, wszyscy przodkowie i cała nieznana ani Tobie, ani mnie historia). I nie przypominam sobie na tym forum, żadnego wmawiania komukolwiek w co wierzy lub ma wierzyć (tym zajmują się raczej fora katolickie). Jeśli Ty podejmujesz takie wysiłki (wobec kogokolwiek), to chcę Ci powiedzieć, że indywidualnie skazane są one raczej na niepowodzenie. Każdy wierzy, w co chce wierzyć. I wcale mi nie zależy, żebyś nagle przyznał się do wiary w ewolucję, historię i całą resztę nie znanej Ci prawdy o sobie. Możesz sobie w prawdziwego Boga nadal nie wierzyć i uwierzyć w krasnoludki. Albo nie wierzyć, że w ogóle zostałeś stworzony i dziś, sam kontynuujesz to dzieło. Wolność wiary, to prawo naturalne, a nie zadekretowane, a ja, żadnych praw natury nie podejmuję się łamać (łam je sobie beze mnie).
|
|
| | | | |  | | stormrider (206 punktów) | > Ja nadal uważam, że stworzyło Cię wszystko, co stworzyło,Do tego momentu pełna zgoda. nic innego nie mogło mnie stworzyc jak tylko to co mnie stworzyło.  > czyli BógOd tego momentu brak zgody. Bóg to zagadka, nikt nie może mieć absolutnej pewności że Bóg istnieje, ( Również, zgodzę sie z tym, że nie istnieje ) a tymbardziej autorytarnie wypowiadać się na temat jego cech. Jak to napisałeś poniżej: > (cała ewolucja, wszyscy przodkowie i cała nieznana ani Tobie, ani mnie historia). Bo wszystko to jest elementem wiary, czyli sprawą subiektywną, osobistą. Ty jak widzę to co subiektywne mylisz z obiektywnym. > I nie przypominam sobie na tym forum, żadnego wmawiania komukolwiek w co wierzy lub ma wierzyćJak to nie, ciagle usiłujesz mi wmówić, jak to ująłeś; "Nazwać rzeczy po imieniu", że to w co wierzę to Bóg. > Możesz sobie w prawdziwego Boga nadal nie wierzyć i uwierzyć w krasnoludki.Jak nie wierzę w prawdziwego Boga, w którego Ty wierzysz, to oczywiście muszę wierzyć w coś nie wartego zachodu (krasnoludki)? Czyżbyś tylko Ty posiadł wiedzę o jedynym właściwym obiekcie wiary? Chyba narodził nam się prorok? Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy a tym który wierzy, że wieW.Stoczkowski
|
|
| | | | | |  | | rozumek | >>czyli Bóg >Od tego momentu brak zgody. Bóg to zagadka, nikt nie może mieć absolutnej pewności że Bóg istnieje, ( Również, zgodzę sie z tym, że nie istnieje ) a tymbardziej autorytarnie wypowiadać się na temat jego cech. Jak to napisałeś poniżej: >>(cała ewolucja, wszyscy przodkowie i cała nieznana ani Tobie, ani mnie historia). > Bo wszystko to jest elementem wiary, czyli sprawą subiektywną, osobistą. Ty jak widzę to co subiektywne mylisz z obiektywnym. Nie. To co wiem, odrózniam od tego, w co wierzę. Wierzę i w swoją i Twoją historię, choć Twoją znam znacznie słabiej niż swoją (mniej o niej wiem). Nie wierzę, aby którakolwiek z nich była subiektywna, więc wierzę w tę obiektywną, a nie tę, którą sobie opowiem (albo Ty mi ją przedstawisz). Wierzę w prawdziwego Boga i koniec. Ty możesz sobie wierzyć w jakiegoś subiektywnego (Jezusa, siebie, tatusia, nauczyciela, historyka, czy cokolwiek zechcesz), albo w nic nie wierzyć. Wolna wola. >Jak to nie, ciagle usiłujesz mi wmówić, jak to ująłeś; "Nazwać rzeczy po imieniu", że to w co wierzę to Bóg. Przepraszam, za zawyżenie oceny. Przyznaję Ci rację. Nie wiesz, że jakikolwiek Bóg (obiektywna historia i obiektywna przyszłość) istnieje, więc nie wypowiadasz się na ten temat (jesteś agnostykiem). >Jak nie wierzę w prawdziwego Boga, w którego Ty wierzysz, to oczywiście muszę wierzyć w coś nie wartego zachodu (krasnoludki)? Czyżbyś tylko Ty posiadł wiedzę o jedynym właściwym obiekcie wiary? Chyba narodził nam się prorok? Skad Ci przyszło do głowy, że tylko ja wierzę w obiektywną przyszłość i obiektywną przeszłość? Skąd Ci przyszło do głowy, że nie wierzyło w nią miliony ludzi przede mną i nie będzie wierzyło miliony po mnie? Skąd Ci przyszło do głowy, że Sokrates wierzył w cokolwiek innego? Odkrywcą proroków, raczej nie zostaniesz. Chyba łatwiej będzie Ci samemu nim zostać u jakiegoś boga.
|
|
| | | | | | |  | | stormrider (206 punktów) | >Przyznaję Ci rację. Nie wiesz, że jakikolwiek Bóg (obiektywna historia i obiektywna przyszłość) istnieje, więc nie wypowiadasz się na ten temat (jesteś agnostykiem).
Tak, uważam siebie za agnostyka, jednym słowem sceptycznie podchodzę do wszelkich "prawd objawionych".
>Skad Ci przyszło do głowy, że tylko ja wierzę w obiektywną przyszłość i obiektywną przeszłość? Skąd Ci przyszło do głowy, że nie wierzyło w nią miliony ludzi przede mną i nie będzie wierzyło miliony po mnie?
Nie twierdzę, że nie wierzysz w obiektywną prawdę, swoją drogą ja też wierzę, w istnienie prawdy obiektywnej, obawiam się jednak, że na jej temat możemy powiedzieć tylko jedno - to, że ISTNIEJE, nic ponadto. Wszystko inne, nazwy, określanie cech to nadużycie z naszej strony, uzurpowanie sobie prawa do DECYDOWANIA o tym, jaka ta rzeczywistość jest... W Judaizmie nie powinno się wypowiadać imienia Boga, w Islamie nie powinno się tworzyć wizerunków Boga, W Buddyzmie w ogóle odrzuca się dywagacje na temat istnienia, bądź nie istnienia Boga. Jak myślisz, dlaczego? Skąd przypowieść o "złotym cielcu"? Mamy taką cechę, że chcemy wszystko nazywać- nazywamy to "poznaniem", uważamy, że jak nadamy czemuś nazwę, to to znamy, a to nieprawda, tylko nam się wydaje, że coś poznaliśmy.
>Skąd Ci przyszło do głowy, że Sokrates wierzył w cokolwiek innego?
Nigdy nie mówiłem o obiektach wiary Sokratesa. A i Ty raczej też nie wiesz w co on wierzył.
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy a tym który wierzy, że wie. W.Stoczkowski
|
|
| | | | | | | |  | | rozumek | >Tak, uważam siebie za agnostyka, jednym słowem sceptycznie podchodzę do wszelkich "prawd objawionych". Nawet, gdy je sam sobie objawisz, np. zabawiając się w Ikara? Nie wierzysz w nic, co sam poznałeś i czego doświadczyłeś? Nie wierzysz w nic, czego Ty nie poznałeś, ale poznali inni? Możesz się uznawać, za kogo chcesz. Ja, uznam Cię za agnostyka, dopiero gdy wyznasz, że nie wierzysz w żadne określone (obiektywne) związki przyczynowo-skutkowe między jakimkolwiek działaniem, a jego efektem, tzn. gdy stwierdzisz, że coś może powstać z niczego, a nic z czegokolwiek. I gdy dodatkowo stwierdzisz, że Twoje działanie (życie) nie ma żadnego wpływu na nic (nic nie jest od niego zależne), a robiąc sobie lub innym krzywdę, robisz dobrze, pod warunkiem, że miałeś dobre intencje (wydawało Ci się, że robisz dobrze). >Nie twierdzę, że nie wierzysz w obiektywną prawdę, swoją drogą ja też wierzę, w istnienie prawdy obiektywnej, obawiam się jednak, że na jej temat możemy powiedzieć tylko jedno - to, że ISTNIEJE, nic ponadto. Wszystko inne, nazwy, określanie cech to nadużycie z naszej strony, uzurpowanie sobie prawa do DECYDOWANIA o tym, jaka ta rzeczywistość jest... Nie. Wszystko inne, to poznawanie otaczającej nas rzeczywistości i wykorzystywanie wiedzy na jej temat. I wykorzystywanie również NIEWIEDZY, czyli zainteresowanie tymi prawami (i tymi ludźmi), których się jeszcze nie poznało. >W Judaizmie nie powinno się wypowiadać imienia Boga, w Islamie nie powinno się tworzyć wizerunków Boga, W Buddyzmie w ogóle odrzuca się dywagacje na temat istnienia, bądź nie istnienia Boga. Jak myślisz, dlaczego? Skąd przypowieść o "złotym cielcu"? A co mnie obchodzą jakiekolwiek religie i ich wszechwiedza na temat Boga? Od wszelkich religii, wolę Boga prawdziwego, a od przypowieści religijnych, nie mniej wysoko cenię świeckie (także bajkę o Królewnie Śnieżce i pracujących dla niej krasnoludkach). >Mamy taką cechę, że chcemy wszystko nazywać- nazywamy to "poznaniem", uważamy, że jak nadamy czemuś nazwę, to to znamy, a to nieprawda, tylko nam się wydaje, że coś poznaliśmy. A dobrze by było, gdybyśmy nie nazywali, czyli nie komunikowali się z innymi? Nie wszystkim się wydaje, że poznali to, co poznali inni. Uważasz, że OSOBISTE poznanie prawa grawitacji, albo naturalnych praw rządzących współpracą i współżyciem z innymi (niemożliwymi bez komunikacji), nie ma żadnego znaczenia i nie jest nam do niczego potrzebne? >Nigdy nie mówiłem o obiektach wiary Sokratesa. A i Ty raczej też nie wiesz w co on wierzył. Nie wiem nawet (i nigdy się nie dowiem), czy Sokrates rzeczywiście istniał. Nie przeszkadza mi to wierzyć, że istniał i wierzył dokładnie w to, w co ja wierzę, tzn. w to, co poznał i miał jeszcze do poznawania. Wierzę też, że nie wyznawał żadnej obowiązującej religii.
|
|
| | | | | | | | |  | | stormrider (206 punktów) | > >Tak, uważam siebie za agnostyka, jednym słowem sceptycznie podchodzę do wszelkich "prawd objawionych".> Nawet, gdy je sam sobie objawisz, np. zabawiając się w Ikara?Mówiąc "prawda objawiona" mam na myśli kategoryczne stwierdzenie o tym co jest a czego nie ma, w skali ogólnej, nie szczególnej. To czego sam doświadczam nie uprawnia mnie do określania cech stanów ostatecznych. > Nie wierzysz w nic, co sam poznałeś i czego doświadczyłeś?Wierzę, ale nie ślepo, gdyż doświadczając mogłem być "zaślepiony"  > Nie wierzysz w nic, czego Ty nie poznałeś, ale poznali inni?Czasem wierzę, czasem nie. > Możesz się uznawać, za kogo chcesz.Wielkie dzięki za pozwolenie. > Ja, uznam Cię za agnostyka, dopiero gdy wyznasz, że nie wierzysz w żadne określone (obiektywne) związki przyczynowo-skutkowe między jakimkolwiek działaniem, a jego efektem, tzn. gdy stwierdzisz, że coś może powstać z niczego, a nic z czegokolwiek. I gdy dodatkowo stwierdzisz, że Twoje działanie (życie) nie ma żadnego wpływu na nic (nic nie jest od niego zależne),Agnostycyzm to, wg. słownika wyrazów obcych: " Pogląd filozoficzny negujacy całkowicie lub częściowo możliwość poznania obiektywnej rzeczywistości, kwestionujący możliwość wypowiadania się o istnieniu Boga." Ta definicja nie mówi nic o tym, że np: nie można obiektywnie stwierdzić, iż wypadek samochodowy może doprowadzić do śmierci uczestniczących w nim osób. Dotyka raczej tego, że wypadek samochodowy nie jest dowodem lub brakiem dowodu na istnienie Boga. > a robiąc sobie lub innym krzywdę, robisz dobrze, pod warunkiem, że miałeś dobre intencje (wydawało Ci się, że robisz dobrze).Takie podejście do życia nie ma nic wspólnego z agnostycyzmem, Jest to raczej cecha fanatyków, a ci jak wiemy są ŚWIĘCIE o czymś przekonani ( zwłaszcza o kształcie spraw ostatecznych ) w przeciwieństwie do agnostyków. > >Nie twierdzę, że nie wierzysz w obiektywną prawdę, swoją drogą ja też wierzę, w istnienie prawdy obiektywnej, obawiam się jednak, że na jej temat możemy powiedzieć tylko jedno - to, że ISTNIEJE, nic ponadto. Wszystko inne, nazwy, określanie cech to nadużycie z naszej strony, uzurpowanie sobie prawa do DECYDOWANIA o tym, jaka ta rzeczywistość jest...> Nie. Wszystko inne, to poznawanie otaczającej nas rzeczywistości i wykorzystywanie wiedzy na jej temat. I wykorzystywanie również NIEWIEDZY, czyli zainteresowanie tymi prawami (i tymi ludźmi), których się jeszcze nie poznało.Poznajemy, poznajemy, poznajemy, co najwyżej kolejne liczby po przecinku, kolejne bardziej szczegółowe zasady ale jak dotąd nie możemy stwierdzić, że dotknęliśmy dna tej jaskini. Za każdym razem gdy to stwierdzamy, okazuje się że to kolejny uskok, który prowadzi nas do jakiegoś nowego korytarza. Jesteśmy gdzieś w jaskini, a wielu ludzi z niezachwianą pewnością wypowiada się na temat tego co znajduje się na jej końcu, nie wiedząc w ogóle czy jaskinia ma jakiś koniec. > >W Judaizmie nie powinno się wypowiadać imienia Boga, w Islamie nie powinno się tworzyć wizerunków Boga, W Buddyzmie w ogóle odrzuca się dywagacje na temat istnienia, bądź nie istnienia Boga. Jak myślisz, dlaczego? Skąd przypowieść o "złotym cielcu"?> A co mnie obchodzą jakiekolwiek religie i ich wszechwiedza na temat Boga?Sam celujesz w stwierdzeniach na temat "Boga prawdziwego". Może warto by było zastanowić się nad tym, dlaczego wielkie religie z rezerwą podchodzą do do różnych form stwierdzania prawd o Bogu? > A dobrze by było, gdybyśmy nie nazywali, czyli nie komunikowali się z innymi? Nie wszystkim się wydaje, że poznali to, co poznali inni. Uważasz, że OSOBISTE poznanie prawa grawitacji, albo naturalnych praw rządzących współpracą i współżyciem z innymi (niemożliwymi bez komunikacji), nie ma żadnego znaczenia i nie jest nam do niczego potrzebne?Dobrze- źle? A po co ten element? Komunikujemy się, po prostu, po co zastananawiać czy to jest dobre czy też złe? Komunikujemy za pomocą pojęć, a nie prawd. Nazwa "czegoś" to nie jest to "coś". Dobrze by było abyśmy mieli to na uwadze. Staram się patrzeć na świat wielopoziomowo. Uważam, że komunikacja ma znaczenie.Uważam też jednak, że prawda leży "między słowami" a komunikując się z innymi mogę się do niej zbliżyć ale też mogę się od niej oddalić. Fakt, że się z kimś skomunikuję nie przybliży mnie automatycznie do prawdy i na odwrót. Poza tym ogromną ilość informacji przekazujemy bez słów. Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy a tym który wierzy, że wieW.Stoczkowski
|
|
 | | truthsearcher (437 punktów) | >Według mnie najwyższej wartości nie można ubrać w słowa, więc trudno się nią "podzielić". Ale wierzę w życie, miłość, szacunek do innych istot, dobro i prawdę.
Milosc wylacznie odpowiednia ilosc chemii w glowie. Dobro to pojecie wzgledne. Smierc chorego to dla cierpiacego koniec bolu ale dla rodziny to strata... Szacunek to pewna odmiana strachu. mysle ze kazdy czlowiek dazy do pewnej dominacjii i nie chce byc nikomu ulegly. Szacunek bierze sie z egoistycznj oboawy przed upokorzneiem, bolem ...
|
|
| Krisz | >pytanie moje dotyczy najwazniejszej wartosci w zyciu.
Dla mnie najważniejsza jest wolność, która implikuje bezgraniczną miłość i nieogaraniczone szczęście. Wolność ta jest wynikiem ustania myśli na planie psychicznym człowieka. Nastaje wówczas cisza i ład gdzyż myśl już nie generuje toksycznego duetu "przyjemnoiść - ból".
|
|
 | | rozumek | >>pytanie moje dotyczy najwazniejszej wartosci w zyciu. >Dla mnie najważniejsza jest wolność, która implikuje bezgraniczną miłość i nieogaraniczone szczęście. Wolność ta jest wynikiem ustania myśli na planie psychicznym człowieka. Nastaje wówczas cisza i ład gdzyż myśl już nie generuje toksycznego duetu "przyjemnoiść - ból". Mam nadzieję, że nie mówisz o wolności wszystkich. Mam nadzieję, że nie mówisz o wolności psychopatycznych bandytów i tych, którzy ich popierają? Ich myśli, też nie generują tego duetu.
|
|
 | | truthsearcher (437 punktów) | >>pytanie moje dotyczy najwazniejszej wartosci w zyciu. >Dla mnie najważniejsza jest wolność, która implikuje bezgraniczną miłość i nieogaraniczone szczęście. Wolność ta jest wynikiem ustania myśli na planie psychicznym człowieka. Nastaje wówczas cisza i ład gdzyż myśl już nie generuje toksycznego duetu "przyjemnoiść - ból". > Jesli wolnosci nie pojmujemy za mozliwosc poruszania sie po kuli o pow. ilestam km 2 to jestesmy bardzo zniewoleni przez nasza cielesnosc, otaczajaca nas rzeczywistosc i cale to gowno ( przzepraszam za wulgaryzm).Podczas ,,ciszy i ladu, gdy mysli ustaja,, ( buddyjska nirwana ) rowniez jestesmy zniewoleni przez umysl, swiadomosc itp. Nirwane mozna osiagnac w 30 lat praktykowania nauk buddyjskich lub w 30 sec wstrzykujac odpowiednia dawke substancji cieklej do zyl.
|
|
|  | | stormrider (206 punktów) | >Podczas ,,ciszy i ladu, gdy mysli ustaja,, ( buddyjska nirwana ) rowniez jestesmy zniewoleni przez umysl, swiadomosc itp. Nirwane mozna osiagnac w 30 lat praktykowania nauk buddyjskich lub w 30 sec wstrzykujac odpowiednia dawke substancji cieklej do zyl.
Nirwanę "osiągamy" gdy uwalniamy się od wszelkich uwarunkowań. Wstrzyknięcie sobie dawki "czegoś" w żyłę nie jest uwolnieniem od uwarunkowań.
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy a tym który wierzy, że wie W.Stoczkowski
|
|
| |  | | truthsearcher (437 punktów) |
>Nirwanę "osiągamy" gdy uwalniamy się od wszelkich uwarunkowań. Wstrzyknięcie sobie dawki "czegoś" w żyłę nie jest uwolnieniem od uwarunkowań.
Na swiecie w tej erze ( jak licza buddysci ma pojawic sie 1000 lub 1008 buddow - zaleznie od zrodel ). Mimo to jak na razie pojawilo sie 4 - 5 buddow. osiagajac nirwane nadal jestesmy uzaleznieni, ,,uwarunkowani,, od wlasnego umyslu ( bez niego chyba nie bylibysmy w stanie jej osiagnac), checi ( osiagajac nirwane chyba chcemy ja osiagnac), potrzeby dazenia do szczescia i odnalezienia prawdy ( po to sie ja chyba osiaga).
|
|
| joice (259 punktów) | Aktualnie bardzo latwo jest nazwac najwyzsza dla mnie wartosc,choć przez wiele lat nie rozumialam tego do konca, teraz bedac mama, w pelni kobieta itp moge z pewnoscia napisac ze jest to po prostu MILOSC. A z niej wnika juz wszystko co najwznioslejsze moze byc w czlowieku...empatia, poswiecenie, odsuniecie siebie na dalszy plan. moge tu napisac, ze wszystkie te elementy mozna z latwoscia skojarzyc z jezusowa propaganda, lecz zapewniam, ze czlowiek nie potrzebuje zadnych wyimaginowanych wzorcow postepowania. Gdy pojawia sie milosc, czlowiek sam wie co robic. A milosci kazdy z nas ma nieskonczone poklady, trzeba jedynie postawic ja na pierwszym miejscu w spelnianiu swego czlowieczenstwa. Mysle ze wychowanie swego dziecka ( dzieci)na przyzwoitego czlowieka, z ktorego rodzic moze byc dumny jest najwazniejszym zadaniem postawionym nam przez nature. Czlowiek sie wtedy 'spelnia'...Wychowanie wlasnie wymaga najwiecej poswiecenia, cierpliwosci jednym slowem OGROM milosci jest tu niezbedny...kazdy czlowiek moze to z siebie wydobyc, kochajac ponad zycie partnera, dzieci, rodzicow, ludzi, swiat...
chcialabym, aby taka wlasnie byla religia tego swiata...
" Jeśli masz na myśli system wierzeń oparty, mimo powierzchownych pozorów, że jest przeciwnie, na chorobliwej obsesji śmierci, nienawiści, rozkładu, dehumanizacji i upokorzenia, to odpowiedź moja na twoje pytanie brzmi " Nie" " powiedziała patrząc na Colmana. Rzuciła okiem na swe wnuki. " Ale jeśli poświęcenie się życiu, miłości, rośnięciu, osiągnięciom i potędze ludzkiej twórczości odpowiada twojej definicji, wtedy odpowiedź brzmi :" Tak, Chiron ma swoją religię."
pozdrawiam
|
|
 | | rozumek | >Aktualnie bardzo latwo jest nazwac najwyzsza dla mnie wartosc,choć przez wiele lat nie rozumialam tego do konca, teraz bedac mama, w pelni kobieta itp moge z pewnoscia napisac ze jest to po prostu MILOSC. A z niej wnika juz wszystko co najwznioslejsze moze byc w czlowieku...empatia, poswiecenie, odsuniecie siebie na dalszy plan. >moge tu napisac, ze wszystkie te elementy mozna z latwoscia skojarzyc z jezusowa propaganda, lecz zapewniam, ze czlowiek nie potrzebuje zadnych wyimaginowanych wzorcow postepowania. Tyle, że niepotrzebny mu wzorzec, zgodnie z którym to on najpierw ma być kochany. A gdy tej miłości nie dostanie, sam ani myśli pierwszy pokochać.
|
|
 | | truthsearcher (437 punktów) | >Aktualnie bardzo latwo jest nazwac najwyzsza dla mnie wartosc,choć przez wiele lat nie rozumialam tego do konca, teraz bedac mama, w pelni kobieta itp moge z pewnoscia napisac ze jest to po prostu MILOSC.
To bardzo dobrze, wydaje mi sie jednak ze milosc zawiera w sobie zbyt duzo tresci odnoszacej sie do sfery seksualnej czlowieka. Milosc do dziecka brata czy mamy to raczej gleboka przyjazn. ta wartosc wyddaje mi sie trafniej opisuja ta relacje ( pomijam to przypadki pedofilii, kompleksu edypa, kazirodztwa i innych dewiacjii ). Przyjazn wydaje mi sie miec wiecej wspolnego z pierwiastkiem duchowym, niz cielesna milosc.
|
|
|  | | joice (259 punktów) |
> To bardzo dobrze, wydaje mi sie jednak ze milosc zawiera w sobie zbyt duzo tresci odnoszacej sie do sfery seksualnej czlowieka. Milosc do dziecka brata czy mamy to raczej gleboka przyjazn. ta wartosc wyddaje mi sie trafniej opisuja ta relacje ( pomijam to przypadki pedofilii, kompleksu edypa, kazirodztwa i innych dewiacjii ). Przyjazn wydaje mi sie miec wiecej wspolnego z pierwiastkiem duchowym, niz cielesna milosc.> jak widac w umysle kazdego czlowieka istnieje inny wydzwiek znaczeniowy tego pojecia. poniekat masz racje. nie uwazam jednak,aby okreslenie 'gleboka przyjazn' moglo oddac wydziek,ktory mamy przy MILOSCI. jesli pisalam o rodzinie,wiadomym jest ze chodzi tu o platoniczna strone milosci. milosc jest bez watpienia potezniejszym uczuciem niz gleboka nawet przyjazn.dodajac jeszcze do tego fenomen seksualnosci i czasem 'magnetycznego ,zwierzecego' przyciagania( czesto wbrew naszej woli  osmiele sie napisac ze milosc jest najleprzym okresleniem na to,co czlowiek moze z siebie najleprzego wydobyc... mam wiec na mysli zarowno zabicie egozimu,rozwoj empatii,poswiecenia jak i najsilniejsze orgazmy jakie mozna sobie wyobrazic.
|
|
| |  | | truthsearcher (437 punktów) |
>nie uwazam jednak,aby okreslenie 'gleboka przyjazn' moglo oddac wydziek,ktory mamy przy MILOSCI.
Nie chodzi tu o wydzwiek lecz o emocje i uczucia.
>jesli pisalam o rodzinie,wiadomym jest ze chodzi tu o platoniczna strone milosci.
Nie watpie.
>milosc jest bez watpienia potezniejszym uczuciem niz gleboka nawet przyjazn.
przepraszam nie moge sie zgodzic.
>mam wiec na mysli zarowno zabicie egozimu,rozwoj empatii,poswiecenia jak i najsilniejsze orgazmy jakie mozna sobie wyobrazic.
egoizmu nie da sie zabic. wszelkie dzialania altruistyczne ( empatia, poswiecenie itd.) prowadza do zaspokojenia naszej ,zadzy pomocy,. pomagajac innym zaspokajamy nasze sumienie, chec itd. W gruncie rzeczy jest to egoistyczna postawa.
|
|
| | |  | | joice (259 punktów) |
> egoizmu nie da sie zabic. wszelkie dzialania altruistyczne ( empatia, poswiecenie itd.) prowadza do zaspokojenia naszej ,zadzy pomocy,. pomagajac innym zaspokajamy nasze sumienie, chec itd. W gruncie rzeczy jest to egoistyczna postawa.przykre takie pojmowanie ludzkiej intencji...ja znam prawdziwych altuistow,ktorzy czuja sie ok,tylko kiedy poswiecaja sie dla innych istnien...bez zaspokojania wlasnego sumienia,bo to ateistyczne sumienie...po prostu kochaja ludzi,ponad wszystko
|
|
| | | |  | | truthsearcher (437 punktów) | > przykre takie pojmowanie ludzkiej intencji...,,przykre,, to pojecie wzgledne. > ja znam prawdziwych altuistowkto to jest ,,prawdziwy altruista,, i czym jest prawda > ktorzy czuja sie ok,tylko kiedy poswiecaja sie dla innych istnien...widocznie tego chca. Poswiecajac sie zaspokajaja egoistyczna chec poswiecenia. > bez zaspokojania wlasnego sumienia,bo to ateistyczne sumienie...po prostu kochaja ludzi,ponad wszystko nie jestem pewien czy wiesz czy oni zaspokajaja wlasne sumienie, mozesz raczej jedynie przypuszczac.
|
|
| Petite Violette (273 punktów) | >szanuje i w wiekszej mierze aprobuje Wasz swiatopoglad. >uwazam za rzecz bardo cenna wymiane doswiadczen i opinii. >pytanie moje dotyczy najwazniejszej wartosci w zyciu. od >dluzszego czasu zastanawiam sie i szukam odpowedzi na >dreczace mnie pyatnie i chcialbym poznac wasz punkt >widzenia... >
Nikt nie moze dac tobie wlasciwej odpowiedzi na to pytanie, bo kazdy z nas jest inny, kazdy ma wlasna historie zyciowa i wlasne mazenia, cele i ochoty. Z tad bierze sie problem : dla jednego bedzie jedno a dla drugiego, to samo ale w innej mierze. Dla mnie wartosci sa : milosc (w szerokim pojeciu) i wola (tez w szerokim pojeciu).
|
|
 | | truthsearcher (437 punktów) | >Dla mnie wartosci sa : milosc (w szerokim pojeciu) i wola (tez w szerokim pojeciu).
Pisalem juz o materialnej sferze milosci i chcialbym dodac komentarz o wolnej woli( bo chyba o takowa Ci chodzilo). Teoria negujaca wolna wole czlowieka jest determinizm. Uznaje on ze kazdy czyn, dzialalnosc, mysl ma swoja przyczyne. Ta przyczyna jest rowniez skutkiem poprzedzajacej ja przyczyny itd. Wedlug tej teorii nie mamy wolnej woli ale wszystko zostalo jakby juz dokonane za nas w chwili gdy powstal wszechswiat. wtedy wydaje mi sie zaczal sie ten lancuch. Uwazam to za przejaw fatalizmu i wiary w przeznaczenie. Z drugiej strony ciekawe jak ma sie do tego mechanika kwantowa ktora uznaje ze na poziomie czastek subatomowych nie ma 100 procentowych zachowan, o wyniku decyduje przypadek. Nie godzil sie z tym Einstein. Wyrazil to mysla ,Bog nie gra w kosci (z wszechswiatem),
|
|
|  | | Petite Violette (273 punktów) | >>Dla mnie wartosci sa : milosc (w szerokim pojeciu) i wola (tez w szerokim pojeciu). >Pisalem juz o materialnej sferze milosci i chcialbym dodac komentarz o wolnej woli( bo chyba o takowa Ci chodzilo). Bardzo przepraszam, ale mi chodzilo po prostu o wole, nie o wolnej woli.
|
|
| |  | | truthsearcher (437 punktów) | >Bardzo przepraszam, ale mi chodzilo po prostu o wole, nie o wolnej woli.
Widocznie zle zrozumialem, mozesz podac definicje ,,woli,, .
|
|
| | |  | | Petite Violette (273 punktów) | >>Bardzo przepraszam, ale mi chodzilo po prostu o wole, nie o wolnej woli. >Widocznie zle zrozumialem, mozesz podac definicje ,,woli,, . Wola - cecha jednostek przeważnie samoświadomych, umożliwiająca i wspomagająca reagowanie, ogólne działanie i podejmowanie świadomych decyzji.
Nie ma nic wspolnego z wolna wola ktora jest pojeciem filozoficznym i teologicznym.
|
|
| fanfun | Zdaje się świat jaki znamy, nie jest przez nic innego kształtowany, jak przez wartości. Oczywiście można powiedzieć, że przestępcze wartości, takie jak na przykład dobra materialne lub szacunek współbraci przestępców nie są prawdziwymi wartościami, jednak także w tym wypadku ktoś kieruje się w stronę tego, co uważa za cenne.
"Moim narodem jest serdeczność, gest, współpraca, uśmiech, nie ma innego narodu dla mnie ponad ten". Świat wartości niszczy proste, zwyczajne ludzkie odruchy i to jest prawdziwy problem. Nie trzeba szukać jeszcze lepszych wartości, aby było jeszcze lepiej, trzeba się zastanowić nad tym, ile tego, co już mieliśmy, zostało zniszczone przez wartości, które teraz wyznajemy.
|
|
| anonim (33 punktów) | >szanuje i w wiekszej mierze aprobuje Wasz swiatopoglad. >uwazam za rzecz bardo cenna wymiane doswiadczen i opinii. >pytanie moje dotyczy najwazniejszej wartosci w zyciu. od >dluzszego czasu zastanawiam sie i szukam odpowedzi na >dreczace mnie pyatnie i chcialbym poznac wasz punkt >widzenia... >
Wartością jest Bóg bo on wie dlaczego to wszystko zostało stworzone i może kiedyś uzmysłowi jak zostało stworzone jeżeli jest to jego zamiarem.Bo jeżeli nie to wystarczy nam życie pełne szczęścia.Wszystkie inne wartości pochodzą od niego bo on je ustanawia.A człowiek wymyśla odwrotne wartości które opozycjonują i tu jest paradoks.Wszelkie systemy zostały wymyślone przez człowieka, i są pozbawione tych albo innych wartości których nie wymieniłem.Świat bez lekarstw byłby taki jak dziś bo przecież umiera tyle samo ludzi bo wartość współczucia i miłości została naruszona znacznie.Łowcy skór, i inne wypadki świadczą o tym.Wiara w Boga, miłość do ludzi i nadzieja na lepsze jutro dają nam siłę.Można podkopywać siebie i własne wartości za pomocą rozumu przyjmować coś a potem odrzucać.Ale czy takie postępowanie ma jakieś znaczenie skoro świat ma swój sens czy wiemy o tym czy nawet nie podejżewamy że ma sens.Bóg jako duch za pomocą naszej wolnej woli bo przecież ty wybierasz czy chcesz się budować czy wchodzisz w destrukcję sprawia że wartości te mają sęs.Bo czy to że ktoś jest niemiły albo łamie wszelkie zasady wpływa na to do czego został świat przeznaczony?Dożycia.Skoro sam rezygnuje z życia do kogo może mieć pretęsje.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|