Racjonalista - Strona głównaDo treści
O cechach istnienia

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
14-08-2006 16:31truthsearcher (437 punktów)O cechach istnienia
Dlaczego swiat zadaje sobie trud istnienia?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

nefretete (17 punktów)
>Dlaczego swiat zadaje sobie trud istnienia?

Samo istnienie nie jest trudem, więc
świat po prostu jest bez żadnych dodatkowych trudności.
yavorr (193 punktów)
>Dlaczego swiat zadaje sobie trud istnienia?

No cóż, zdaje się, że cały czas ktoś (lub Ktoś) stara się nam udowodnić, że może być lepiej niż zawsze było. Myślę, że to sprawa ambicjonalna, bo nie sposób inaczej wyjaśnić kontynuowania tak jałowego i nudnego przedsięwzięcia, pełnego takich wpadek jak holocaust, Giertych lub Teletubisie. Po prostu ciężko się przyznać do raz poniesionej porażki i spartaczonej roboty...

I kto za to płaci? Pan płaci, Pani płaci... - społeczeństwo!

rozumek
>>Dlaczego swiat zadaje sobie trud istnienia?
>No cóż, zdaje się, że cały czas ktoś (lub Ktoś) stara się nam udowodnić, że może być lepiej niż zawsze było. Myślę, że to sprawa ambicjonalna, bo nie sposób inaczej wyjaśnić kontynuowania tak jałowego i nudnego przedsięwzięcia, pełnego takich wpadek jak holocaust, Giertych lub Teletubisie. Po prostu ciężko się przyznać do raz poniesionej porażki i spartaczonej roboty...
>I kto za to płaci? Pan płaci, Pani płaci... - społeczeństwo!
Kto by nie płacił, należy zadać raczej pytanie: W jakim celu, Hitler podjął trud istnienia? W jakim celu twórca krasnoludków, tworzy je w wirtualu (pisze o nich książki dla dorosłych), zamiast w realu (przemieniając własne dzieci w takie krasnoludki przez opowiadanie im o nich bajek)? Czy da się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego głupi podejmuje trud istnienia, czyli głupie wysiłki ogłupienia innych i zatrucia życia wszystkim? Pewnie inaczej nie potrafi.
Pietrosian (27 punktów)
Nie zgłębimy tego, nie tylko nie znając świata do końca ale i wcale go nie rozumiejąc. Smieszy mnie nawiązywanie do spraw tak błahych jak podatki. Jak doskonale widac na zamieszczonym wyżej przykładzie ludzie nie są godni, dobrzy, mądrzy.
Są tacy jak i owoce ich pracy na przełomie kilku tysiącleci. Marni. Ale potrafią się wznieść myślą i ideą, czynem ponad wszystko, co do tej pory stworzone. Czasem potrafią. Z reguły nie chcą.

Aczkolwiek życzę wam tego, wcale serdecznie.
rozumek
>Nie zgłębimy tego, nie tylko nie znając świata do końca ale i wcale go nie rozumiejąc. Smieszy mnie nawiązywanie do spraw tak błahych jak podatki. Jak doskonale widac na zamieszczonym wyżej przykładzie ludzie nie są godni, dobrzy, mądrzy.
>Są tacy jak i owoce ich pracy na przełomie kilku tysiącleci. Marni. Ale potrafią się wznieść myślą i ideą, czynem ponad wszystko, co do tej pory stworzone. Czasem potrafią. Z reguły nie chcą.
>Aczkolwiek życzę wam tego, wcale serdecznie.
Mylisz się. Wszyscy ludzie (co do jednego), zawsze się wznoszą i wszyscy zawsze mają wspólne ogólne idee (i wspólnego Boga). Różnimy się tylko tym, że jedni czynem wspomagają ich realizację (są mądrzy), a drudzy wręcz przeciwnie (są głupi).
stormrider (206 punktów)
>Dlaczego swiat zadaje sobie trud istnienia?

Nie wiem czy świat zadaje sobie trud istnienia. Możemy stwierdzić chyba tylko jedno, że świat istnieje, ale żeby zadawał sobie trud? Czasem pewnie każdy z nas odczuwa jakieś trudności, ale czy skała też je odczuwa? A ocean? Czy takie stawianie sprawy nie jest przypadkiem przejawem antropocentryzmu?


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
truthsearcher (437 punktów)
>Nie wiem czy świat zadaje sobie trud istnienia. Możemy stwierdzić chyba tylko jedno, że świat istnieje, ale żeby zadawał sobie trud? Czasem pewnie każdy z nas odczuwa jakieś trudności, ale czy skała też je odczuwa? A ocean? Czy takie stawianie sprawy nie jest przypadkiem przejawem antropocentryzmu?

skala sklada sie z wielu miliardow czasteczek molekularnych, ktore potrzebowaly okreslonej ilosci energii oraz pwnych sprzyjajacych okolicznosci ( niezbyt wyskoa temperatura na przyklad ) aby utworzyc ta skale. proces powstawania oceanu ( a tym bardziej czlowieka ) jest o wiele bardziej skomplikowany. mysl ta nie jest to wcale przesiaknieta antropocentryzmem lecz jego calkowitym przeciwienstwem. czyz nie latwiej byloby gdyby zamiast skaly oceanu czlowieka ,,istnialo´´ nic...
stormrider (206 punktów)
>skala sklada sie z wielu miliardow czasteczek molekularnych, ktore potrzebowaly okreslonej ilosci energii oraz pwnych sprzyjajacych okolicznosci ( niezbyt wyskoa temperatura na przyklad ) aby utworzyc ta skale. proces powstawania oceanu ( a tym bardziej czlowieka ) jest o wiele bardziej skomplikowany. mysl ta nie jest to wcale przesiaknieta antropocentryzmem lecz jego calkowitym przeciwienstwem. czyz nie latwiej byloby gdyby zamiast skaly oceanu czlowieka ,,istnialo´´ nic...

"Łatwo" i "Trudno" to pojęcia typowo ludzkie, do tego względne, gdyż to co dla jednego jest trudne dla innego jest łatwe. Do tego są to pojęcia związane z uczuciami, czy ocean "odczuwał" trud swojego powstania? Z naszego punktu widzenia skala zjawisk rzeczywistych, zarówno ich rozmiar jak i skomplikowanie oraz rozciągnięcie w czasie może implikować stwierdzenie, że rzeczywistość "zadała sobie trud". Ale to nasz punkt widzenia czyli antropocentryzm.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
truthsearcher (437 punktów)
hipoteza gai J.Lovelocka przypisuje planecie Ziemi cechy zyjacego organizmu. zywe organizmy napotykaja trudnosci podczas swej egzystencjii. tak samo skala czy ocean choc moze tego nie odczuwa napotyka pewne trudnosci, np. rozpada lub wysychanie... trud ten zostalby zniwelowany w przypadku nieistnienia skaly czy oceanu.
uwazam ze slowo trud czy trudnosc nie oddaje calej istoty zjawiska naszej dyskusji. pozdrawiam.
stormrider (206 punktów)
>hipoteza gai J.Lovelocka przypisuje planecie Ziemii cechy zyjacego organizmu. zywe organizmy napotykaja trudnosci podczas swej egzystencjii. tak samo skala czy ocean choc moze tego nie odczuwa napotyka pewne trudnosci, np. rozpada lub wysychanie... trud ten zostalby zniwelowany w przypadku nieistnienia skaly czy oceanu.
>uwazam ze slowo trud czy trudnosc nie oddaje calej istoty zjawiska naszej dyskusjii. pozdrawiam.

Jak sam stwierdziłeś Gaja jest tylko hipotezą. Zgadzam się co do tego iż słowo trud nie oddaje całej istoty zjawiska. Nadal pozostanę przy tym iż odnosi się do dziedziny uczuć a poza tym jest względne. A twierdząc, że rzeczywistość "ponosi trud" by istnieć okazujemy podejście antropocentryczne.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
truthsearcher (437 punktów)
Swiat zadaje sobie trud istnienia bo gdyby go sobie nie zadawal to by nie istnial. ,, Latwo ,, i ,,trudno,, to ludzkie pojecia, ktore mimo swojej wzglednosci ( co dla jednego trudne dla drugiego latwe) istnieja. Skale latwo jest lezec lecz duzo trudniej przemowic. Powyzszy przyklad potwierdza funkcjonowanie tych pojec w swiecie materii nieozywionej.
pozdrawiam
internal policy (32 punktów)
>Swiat zadaje sobie trud istnienia bo gdyby go sobie nie zadawal to by nie istnial. ,, Latwo ,, i ,,trudno,, to ludzkie pojecia, ktore mimo swojej wzglednosci ( co dla jednego trudne dla drugiego latwe) istnieja. Skale latwo jest lezec lecz duzo trudniej przemowic. Powyzszy przyklad potwierdza funkcjonowanie tych pojec w swiecie materii nieozywionej.
>pozdrawiam
>
trud jest rzeczownikem a wiec jako nie przymiotnik nie okresla i nie opisuje istnienia przypisujac mu jakies cechy,dlatego stwierdzenie,ze istnienie jest trudne jest czyms jak najbardziej subjektywnym a wiec nie jest uniwersalnym indykatorem .Natomiest trud tez bynajmniej nim nie jest bo sam trud nie okresla istnienia(np.trud jako czynnosc wymagajaca od dzialajacej osoby jakiegos wysilku,energiii)...Czlowiek w spiaczce rowniez istnieje chociaz nie zadaje sobie trudu.Chybaze to istnienie odniesiesz do pewnych jakosci psychicznych czy duchowych.Jednak wiele procesow gwarantujacych takowe przebiega bez twojej wiedzy,nie podlega twej swiadomej kontroli.Bol glowy moze byc oznaka stresu ale roniez niedotlenienia.Jednak istnienie czlowieka z migrena czy jego trud jest juz znowu czyms "jakosciowo"innym.
stormrider (206 punktów)
>Swiat zadaje sobie trud istnienia bo gdyby go sobie nie zadawal to by nie istnial. ,, Latwo ,, i ,,trudno,, to ludzkie pojecia, ktore mimo swojej wzglednosci ( co dla jednego trudne dla drugiego latwe) istnieja. Skale latwo jest lezec lecz duzo trudniej przemowic. Powyzszy przyklad potwierdza funkcjonowanie tych pojec w swiecie materii nieozywionej.
>pozdrawiam

Świat istnieje, a stwierdzenie, że zadaje sobie trud by istnieć to antropomorfizm, nadawanie światu cech ludzkich. Pewne zjawiska zachodzą po prostu, tylko dlatego, że spotkały się ze sobą np; dwie cząsteczki, w określonym miejscu, czasie i przy określonej energii. Czy można mówić, że cząsteczki "zadały sobie trud" by się spotkać? A skała nie przemówi bo nie jest bytem żywym, o dużej złożoności, posiadającym możliwość mówienia i inteligentnym - by układać słowa. "Trud istnienia" pojawia się u jednostek żywych o dużej złożoności, a do tego posiadających samoświadomość. Bez samoświadomości nie ma "trudu istnienia" jest "tylko" istnienie.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
truthsearcher (437 punktów)
Przyznje racje i dziekuje za wyprowadzenie mnie z bledu.
jarekland (142470 punktów)
>Dlaczego swiat zadaje sobie trud istnienia?
Cóż. Aby każdy dzień był lepszy od poprzedniego (nie zawsze to się nam, małpom nieowłosionym, udaje.
A może aby wynależć coś, usprawnić. Nie mówię tu tylko o inżynierii ale i o biologii, medycynie, kulturze etc
A może po prostu aby czuć radość istnienia.
Wybierz sobie.
Pozdrowienia.
lipschitz (1674 punktów)
Gra w piłkę nożną, jeżeli ktoś lubi grać, można powiedzieć, że sprawia trud, jednak zaangażowana energia sprawia przyjemność.
Jeżeli zaś ktoś nie lubi, a na przykład zmusza się go do gry w szkole, angażowana energia staje się źródłem cierpienia.
Nie inaczej wygląda to w przypadku innych zajęć, na przykład codziennej pracy lub nauki, której się nie lubi, wtedy pojawia się pojęcie "trudu istnienia".
Poza ludźmi, nie wydaje się, aby reszta świata przeżywała trud istnienia, gdybyśmy kochali to, co robimy, pewnie także wszechświat jawiłby nam się nie jako wielce strudzony, lecz jako radosny w swojej tryskającej życiem energią Nie należy według mnie utożsamiać energii z trudem, a raczej jej ukierunkowanie.
Jarek (418 punktów)
>Dlaczego swiat zadaje sobie trud istnienia?
>
Witam
"Trud istnienia" jest lub może być przynależny istotą mającą świadomość istnienia, bo trudno mówić o trudzie istnienia oceanowi czy kamieniowi. Może trud ten, ponoszą też wszystkie istoty żywe, ale czy walkę o przetrwanie można nazwać trudem istnienia ?
Pozdrawiam
Ł."Szaman" M. (563 punktów)
>Dlaczego swiat zadaje sobie trud istnienia?

Lubię takie poetyckie myślicielstwo i odpowiem dla draki

Bo jest zadaniem dla samego siebie


Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię, nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. (Mt 10, 34)
Janusz
>Dlaczego swiat zadaje sobie trud istnienia?
>
Bo Bog go stworzyl.

Niedobra odpowiedz?
vibrator
>>Dlaczego swiat zadaje sobie trud istnienia?
>>Bo Bog go stworzyl.
>Niedobra odpowiedz?

Nie czytajcie tego o czym będę pisał, bo według mnie to my sami, marnujący trochę zbyt skwapliwie czas na bierną kontemplację jesteśmy ostatecznym celem "trudu istnienia" wszechświata - my, istoty posiadające zmysły percepcji i własną refleksyjność. Ten "trud", w moim przekonaniu, to bezwolne, nieświadome dążenie wszechświata do maksymalnego rozwinięcia umiejętności wykorzystania własnego bogactwa przez stworzenie świadomości. Nie brzmi to choć trochę jak paradoks? Według mnie świadomość nadaje materii rację bytu. Czy wszechświat na zawsze pozbawiony oczu, które mogą na niego spoglądać, w ogóle istnieje? Odnosze niejasne wrażenie, że w materialnym świecie jesteśmy narzędziem przynoszącym znaczenie - być może nasze umysły pośredniczą w porządkowaniu płynących przez kosmos informacji; skoro tylko wszechświat jest ograniczony i nie działają na niego żadne zewnętrzne siły, być może nawet nie mamy wolnej woli, jesteśmy zamknięci w okowach jego determinizmu, mechanizmu przyczynowo-skutkowego, liniowości... Być może. Wiem natomiast jedno: to my przeżywamy nasze życie - niezależnie od tego, czy mamy wpływ na to, co robimy, czy działa na nas chemicznie wytworzona przez nasz mózg iluzja wyboru - przeżywamy. Również niezależnie od tego, czy jest poza fizycznością i materią jakaś magiczna, "wyższa" sfera duchowa, na którą zadziałać nie może ów determinizm, zawsze można dzielić rzeczy na fizyczne, oraz wynikające z fizyczności, co nie przeczy traktowaniu tak rozumianych np. uczuć w nie bardziej płytki i przyziemny sposób, niż uczuć, którym w dawny sposób przypisujemy magiczne, pozamaterialne pochodzenie. Uważam, że wszechświat wyczerpuje się, trudzi się dla samego istnienia świadomości, rozsiewa życie jak pleśn, która czerpiąc ze swego środowiska niezbędne do egzystencji składniki, nadaje sens istnienia swego stwórcy !! Stąd, jak odnoszę wrażenie, wszechświat rozsiewa życie wszędzie, gdzie tylko to możliwe. Rozsiewa egzystencję, a co za tym idzie - też i radość. Wierzę w tę radość życia płynącą gdzieś przez nas jak tunel, pod powierzchnią codziennych problemów i idiotycznych rozważań.
Dalej mówić nie muszę. Nie wiem czy Bóg stworzył świat, ale jest w tym świecie jakaś prawidłowość i ktokolwiek jest jego stwórcą - sam nie był palcem robiony. Wiedział, że stworzenie wszechświata to niezły interes
pozdrawiam
TNasilowski
Witam serdecznie.
Twoj tekst zaintrygowal mnie i chcialbym nawiazac z Toba dyskusje.
Na pierwsz plan wychodzi sprawa celowosci. Jasne jest w tym, co napisales zalozenie, ze Wszechswiat istnieje dla jakiegos celu, a rzecza czlowieka jest ow cel odkryc. Piszesz:
" Ten "trud", w moim przekonaniu, to bezwolne, nieświadome dążenie wszechświata do maksymalnego rozwinięcia umiejętności wykorzystania własnego bogactwa przez stworzenie świadomości". Wszechswiat sie wiec trudzi, do czegos zmierza. Jak rozumiesz celowosc wszechswiata, skoro nie przypisujesz mu woli, ktora pozwolilaby mu kierowac soba? Jesli swiat jest zdeterminowany od poczatku do konca, to trudno mowic o jego celach i przeznaczeniach. Mozna to robic tylko wtedy, jesli:
1. zalozy sie istnienie Stworcy, ktory nadaje swiatu sens wedle swej woli. W ten sposob swiadomosc albo szerzej istoty rozumne moga byc uwazane za cel wszechswiata, jak to jest w wielu religiach mowione.
2. przyjmie sie istnienie Ducha Swiata, Logosu (roznie to filozofowie nazywali i rozumieli), czyli glownej zasady swiata, zrodla jego praw. Wowczas swiadomosc moze byc pojeta jako najwyzszy przejaw owego Logosu, boskiego porzadku. ale wwoczas musimy zrezygnowac z myslenia deterministycznego, bo uznajemy istnienie czegos, co nie podlega prawom przyczyny i skutku, bedac zrodlem tych praw.

Jedno z dwojga zaklada wiec Twoj tekst. Czyli generalnie chcac nie chcac zakladasz COS, co bedac "ponad" swiadomoscia stanowi racje tego, ze jest ona celem wszechswiata. Sama przez sie byc nim nie moze, chyba ze uznam jakas "swiadomosc wszechswiata" za Boga (patrz 2.)Myslenie celowosciowe niesie ze soba taka konsekwencje (tak mi sie przynajmniej wydaje).

Czyli: albo uznajesz istnienie Boga czy Logosu, ktory swiat "usensawia", i wtedy mozesz myslec o swiadomosci tak, jak myslisz, albo myslisz o swiecie deterministycznie jako o zbiorze przyczyn i skutkow, ktory wylonil sie z niczego (jak uwazaja niektorzy fizycy), a wtedy swiadomosc jest tylko jednym z efektow procesow wszechswiatowych, a sens nadajemy jej tylko my.


>Czy wszechświat na zawsze pozbawiony oczu, które mogą na niego spoglądać, w ogóle istnieje? Odnosze niejasne wrażenie, że w materialnym świecie jesteśmy narzędziem przynoszącym znaczenie - być może nasze umysły pośredniczą w porządkowaniu płynących przez kosmos informacji;

A czemu mialby nie istniec? umysl tylko interpretuje informacje, ale ich nie tworzy. To wszystko mogloby istniec bez narzedzia, ktore nadaje mu znaczenie. Ale czy nadawane przez czlowieka znaczenie ma dla wszechswiata jakiekolwiek znaczenie? czy go jakos wzbogaca? byc moze to tylko nasze zyczenie, ktore powoduje w nas dume. No i sprawia, ze czujemy sens naszego istnienia i latwiej znosimy jego trud. Jakos w koncu trzeba sobie uzasadnic, ze sie codziennie wstaje z lozka i chodzi do pracy o 8 rano. Niektorzy potrzebuja takich bardziej wznioslych uzasadnien, poza dobrym sniadaniem .

Pozdrawiam.
truthsearcher (437 punktów)

>Jak rozumiesz celowosc wszechswiata, skoro nie przypisujesz mu woli, ktora pozwolilaby mu kierowac soba?
Kanapka tez nie ma woli, cel nadaje jej czlowiek ktory ja zje.

Jesli swiat jest zdeterminowany od poczatku do konca, to trudno mowic o jego celach i przeznaczeniach.
Determinizm zaklada ze wszystko z gory jest ustalone, powiazane jest powiem ,,siecia,, przyczyn i skutkow. Ma wiec z gory narzucone przeznaczenie, do ktorego zmierza.

>1. zalozy sie istnienie Stworcy, ktory nadaje swiatu sens wedle swej woli. W ten sposob swiadomosc albo szerzej istoty rozumne moga byc uwazane za cel wszechswiata, jak to jest w wielu religiach mowione.

wszechswiat to labirynt pytan,gdzie bog nie stanawia zadnej odpowiedzi.

>2. przyjmie sie istnienie Ducha Swiata, Logosu (roznie to filozofowie nazywali i rozumieli), czyli glownej zasady swiata, zrodla jego praw. Wowczas swiadomosc moze byc pojeta jako najwyzszy przejaw owego Logosu, boskiego porzadku. ale wwoczas musimy zrezygnowac z myslenia deterministycznego, bo uznajemy istnienie czegos, co nie podlega prawom przyczyny i skutku, bedac zrodlem tych praw.

to przypisywanie materii nieozywionej cech ludzkich ( swiadomosc), nie sadze aby cos takiego mialo miejsce ( chyba ze odniesiemy sie do bytow niematerialnych - duchy czy chocby bog).

>Czyli: albo uznajesz istnienie Boga czy Logosu, ktory swiat "usensawia", i wtedy mozesz myslec o swiadomosci tak, jak myslisz, albo myslisz o swiecie deterministycznie jako o zbiorze przyczyn i skutkow, ktory wylonil sie z niczego (jak uwazaja niektorzy fizycy), a wtedy swiadomosc jest tylko jednym z efektow procesow wszechswiatowych, a sens nadajemy jej tylko my.

My nadajemy sens rzeczom ale sami nie jestesmy sensem wszechswiata.

Pozdrawiam i licze na dalsze refleksje.
TNasilowski

>Determinizm zaklada ze wszystko z gory jest ustalone, powiazane jest powiem ,,siecia,, przyczyn i skutkow. Ma wiec z gory narzucone przeznaczenie, do ktorego zmierza.

Nie. W det. zadna rzecz nie ma swego przeznaczenia, ma tylko uwarunkowania. To duza roznica. Zadna czasteczka do niczego nie zmierza, a jest warunkowana przez rozmaite czynnika otoczenia i swe wlasciwosci.

>My nadajemy sens rzeczom ale sami nie jestesmy sensem wszechswiata.

To ciekawe, jaka masz tu pewnosc. Jakby rozstrzygniecie bylo w zasiegu reki, i mozna je bylo wypowiedzeic z duzej litery i z kropka na koncu... A moze jest wlasnie tak, ze to my jestesmy sensem wszechswiata, niezaleznie od tego, co o sobie myslimy. A moze mistycy maja racje, widzac w czlowieku otchlan duchowych mozliwosci, ktore nijak sie maja do widzialnego swiata? Ale powtarzam, aby tak bylo, wymagane jest istnienie Bytu, ktory by taki sens ustanowil albo bylby gwarantem takiego ustanowienia. Czyli zawsze jakis teizm, czy monoteizm, czy panteizm czy politeizm.
Ale zdaje sie, Poszukiwaczu, ze Ciebie zaden teizm nie interesuje... a pytanie, ktore zadajesz, ma dla Ciebie chyba odp. negatywna - wszelki trud jest daremny. Myle sie? Dziwi mnie tylko ta pewnosc...
truthsearcher (437 punktów)
>Nie. W det. zadna rzecz nie ma swego przeznaczenia, ma tylko uwarunkowania. To duza roznica. Zadna czasteczka do niczego nie zmierza, a jest warunkowana przez rozmaite czynnika otoczenia i swe wlasciwosci.
Owszem czasteczki do niczego nie zmierzaja,a warunkowane sa jedynie przez przyczyne. Skutek jest ( wedlug determinizmu ) calkowicie przewidywalny wiec czasteczki maja swoje ,,przeznaczenie,, - przyszlosc, ktorej nie mozna zmienic.

> A moze jest wlasnie tak, ze to my jestesmy sensem wszechswiata, niezaleznie od tego, co o sobie myslimy.
Wszechswiat chyba nie mial sensu gdyby nie materia organiczna. Nie jestesmy tez pewni czy ma sens z materia organiczna. tak czy owak sluszniejsze od stwierdzenia ,,my jestesmy sensem wszechswiata,, jest twierdzenie za nadajemy wszechswiatowi sens, niezaleznie czy on go ma czy nie. Wedlug mnie on nawet nie rozumie tego pojecia, ludzie pewnie do konca takze go nie rozumieja.

> Ale powtarzam, aby tak bylo, wymagane jest istnienie Bytu, ktory by taki sens ustanowil albo bylby gwarantem takiego ustanowienia. Czyli zawsze jakis teizm, czy monoteizm, czy panteizm czy politeizm.
teizm to wiara w boga lub bogow, ingerujacych w losy wszechswiata. W gruncie rzeczy wcale nie musi byc zadnego boga a jedynie umysl ( umysly) ktory nie ingeruje w losy wszechswiata ( nie liczac chwili pobytu tutaj w postaci czlowieka). Ale czy czlowiek ingeruje w losy wszechswiata. On przeciez ledwo steruje swoim zyciem i niemalze niepostrzezenie ingeruje w zycie drugiej osoby.
Co do panteizmu wyrazam sie sceptycznie. Nie uwazam by wszechswiat przejawial jakies cechy ludzkie. Wydaje mi sie ze o wiele rozsadniejszym rozwiazanie jest panenteizm choc i za nim nie postuluje.
TomNas

>Owszem czasteczki do niczego nie zmierzaja,a warunkowane sa jedynie przez przyczyne. Skutek jest ( wedlug determinizmu ) calkowicie przewidywalny wiec czasteczki maja swoje ,,przeznaczenie,, - przyszlosc, ktorej nie mozna zmienic.
W porzadku, jesli chcesz nazywac skutek przeznaczeniem. Jak to czesto bywa, uzywamy jednego terminu w 2 znaczeniach. Klocimy sie o slowa.
.
>Wszechswiat chyba nie mial sensu gdyby nie materia organiczna. Nie jestesmy tez pewni czy ma sens z materia organiczna. tak czy owak sluszniejsze od stwierdzenia ,,my jestesmy sensem wszechswiata,, jest twierdzenie za nadajemy wszechswiatowi sens, niezaleznie czy on go ma czy nie. Wedlug mnie on nawet nie rozumie tego pojecia, ludzie pewnie do konca takze go nie rozumieja.

Trudno mi Cie tu zrozumiec. Dobrze bedzie, jesli tym razem unikniemy sporu o slowa. Dlatego napisz prosze, jak rozumiesz pojecia "sens" oraz "miec sens". X ma sens wtw. gdy....? i jakie "X" mozna tu podstawic.

> W gruncie rzeczy wcale nie musi byc zadnego boga a jedynie umysl ( umysly) ktory nie ingeruje w losy wszechswiata ( nie liczac chwili pobytu tutaj w postaci czlowieka).

czyli czloweik jest materialna postacia istniejacego pozaczasowo umyslu, ktory choc nie ingeruje w losy wszechswiata, to nadaje mu sens? dobrze rozumiem?
truthsearcher (437 punktów)

>Trudno mi Cie tu zrozumiec. Dobrze bedzie, jesli tym razem unikniemy sporu o slowa. Dlatego napisz prosze, jak rozumiesz pojecia "sens" oraz "miec sens". X ma sens wtw. gdy....? i jakie "X" mozna tu podstawic.
pod x mozemy podstawic chyba tylko Umysl bo bez niego wedlug mnie nie byloby sensu. wedlug mnie byt A ma sens dla bytu b gdy moze go ,, wzbogacic ,,. nie wiem czy to dobre slowo.


>czyli czloweik jest materialna postacia istniejacego pozaczasowo umyslu, ktory choc nie ingeruje w losy wszechswiata, to nadaje mu sens? dobrze rozumiem?
cielesna postac czlowieka jest pewnym zludzeniem, zajmuje stanowisko przeciwne dualizmowi metafizycznemu.
truthsearcher (437 punktów)
Zanim rozwazymy cel istnienia wszechswiata powinnismy uporac sie z zagadnieniem wolnej woli i determinizmu. Wydaje mi sie niemozliwe znalezienie materialnego zjawiska niepodwarzalnie niedeterministycznego. Mimo to wbrew Einsteinowi ( ktory stwierdzil ze Bog nie gra z wszechswiatem w kosci) mechanika kwantowa zaklada ze wiekszosc procesow na poziomie subatomowym jest nieprzewidywalna. Efekt jest wynikiem przypadku losu, co uderza w teorie determinizmu. Nie sadze jednak by czastki te posiadaly wole. Nie aprobuje takze hipotezy Gai Lovelocka, jakoby ziemia przejawiala cechy ludzkie. Teoria deterministyczna ociera sie o fatalizm i wiary w przeznaczene. Nie oznacza to jednak finalizmu, moze wiec byc tak ze caly ten trud ( slowo niewlasciwe bo przypisuje ludzkie cechy rzeczy niematerialnej) jest bezcelowy. Natura chyba nie rozumie co to cel.
Mysle jednak ze nawet gdyby teoria deterministyczna okazala sie sluszna to dotyczy ona tylko bytow materialnych, a co za tym idzie czasowych. Nie wydaje mi sie by istoty duchowe, bedace tam gdzie nie ma czasu tez byly zdeterminowane. Uwazam tez ze my jako ludzie nie stanowimy zadnego ,,celu,, wszechswiata to jednak Umysl ( lub umysly zaleznie czy postulujemy za monizmem idealistycznym czy pluralizmem) nadaje wszechswiatu sens/cel. Jaki? Nie wiem i ciagle szukam.

pozdrawiam.
TNasilowski
>Zanim rozwazymy cel istnienia wszechswiata powinnismy uporac sie z zagadnieniem wolnej woli i determinizmu.
Ale to jest zwiazane ze soba. Nie ma "zanim" i "potem". Rozwazajac cel wszechswiata, rozwazac tez musisz determinizm. ale moze zle Cie rozumiem. Mozesz dookreslic swa mysl?

> Teoria deterministyczna ociera sie o fatalizm i wiary w przeznaczene.

Nie. Fatalista mowi: cos sie stanie niezaleznie od tego, co bedzeisz czynil. Determinista: stanie sie to, co czynisz, ale to, co czynisz, jest okreslone przez uklad przyczyn (co nie znaczy, ze Ty nie masz na to wplywu). To sa 2 rozne rzeczy. Determinista nie znosi pojecia przeznaczenia, bo to zaklada jakas celowosc, ktorej on nie przyjmuje.


>Uwazam tez ze my jako ludzie nie stanowimy zadnego ,,celu,, wszechswiata to jednak Umysl ( lub umysly zaleznie czy postulujemy za monizmem idealistycznym czy pluralizmem) nadaje wszechswiatu sens/cel. Jaki? Nie wiem i ciagle szukam.
Pytanie: czy to nadawanie sensu jesz arbitralne, czy tez istnieje jakis "wlasciwy" sens, ktory nalezy odnalezc, i to jest zadanie umyslu?

pozdrawiam.
IQ955.
Myślę, że tytułową kwestię, dawno już temu, sformułował
nieco trafniej pan Gottfried Wilhelm Leibniz pytając:

"Dlaczego istnieje raczej coś, niż nic?"

Pozdrowienia,

IQ955. (Marek Czeszek)
truthsearcher (437 punktów)
>>Zanim rozwazymy cel istnienia wszechswiata powinnismy uporac sie z zagadnieniem wolnej woli i determinizmu.
>Ale to jest zwiazane ze soba. Nie ma "zanim" i "potem". Rozwazajac cel wszechswiata, rozwazac tez musisz determinizm. ale moze zle Cie rozumiem. Mozesz dookreslic swa mysl?

zgadzam sie ,,zanim,, nie bylo potrzebne.

>Determinista nie znosi pojecia przeznaczenia, bo to zaklada jakas celowosc, ktorej on nie przyjmuje.
emotywizm uczy ze to Twoja opinia, okreslajaca stosunek do pewnego pojecia, zjawiska itp.

>Pytanie: czy to nadawanie sensu jesz arbitralne, czy tez istnieje jakis "wlasciwy" sens, ktory nalezy odnalezc, i to jest zadanie umyslu?
Nie jestem pewien, mozliwe ze racje mieli sofisci gloszac relatywizm poznawczy, lub sokrates ktory uznawal ze prawda jest jedna. Sens w tym wypadku pojmujesz jako prawde? Mozliwe ze nadawanie senu nie ma sensu, bo to wylacznie ludzkie pojecia. Dla mnie zadaniem umyslu jest osiagniecie szczescia. Kazda wiara ma w naczelnym zalozenie dazenie do szczescia ( niebo, nirvana czy jak to nazwiesz) . Odczuwamy pojecia takie jak piekno, dobro bo sa to pewne ,,odcienie,, szczescia . szpetnosc i zlo takze choc mowimy to o jego negatywnych odcieniach lub braku szczescia.
truthsearcher (437 punktów)
>Determinista: stanie sie to, co czynisz, ale to, co czynisz, jest okreslone przez uklad przyczyn (co nie znaczy, ze Ty nie masz na to wplywu).

determinizm jednoznaczny wyklucza jakikolwiek woluntaryzm ( dzialanie wolnej woli) Bez wolnej woli nie mozmey mowic o jakimkowlek swiadomym ,,wplywie,, na jakas rzecz.
anonim (33 punktów)
>Dlaczego swiat zadaje sobie trud istnienia?
>
Bo został tak stwożony żeby istnieć.I wydawać życie.Życie to najznakomitrzy twór świata.A może właśnie poto.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365