 |
Bajki o rozwiązaniu problemu Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 01-11-2013 19:02 | Selanos (12869 punktów) | Bajki o rozwiązaniu problemu
13 na 13 | Od jakiegoś czasu telewizja, prasa, internet i oczywiście politycy, uświadamiają mnie, że już niedługo na jednego emeryta będą przypadały tylko dwie osoby w wieku produkcyjnym, a rozwiązaniem tego problemu jest oczywiście zwiększenie dzietności i odpowiednia polityka migracyjna.
W takich momentach mam wrażenie, że ci wszyscy mądrzy eksperci to idioci.
Nawet gdybyśmy mieli wyż demograficzny i "politykę migracyjną", to przecież i tak nie byłoby dla tych ludzi pracy. Przecież przez ostatnie lata ludzie nie wyjeżdżali do Wlk. Brytanii dlatego, bo lubią angielską kuchnie, tylko dlatego, że w Polsce albo nie było dla nich pracy, albo mieli kiepskie zarobki.
Pół biedy jak jakiś polityk coś sobie od rzeczy pogada o tym, że dziec musi być więcej, bo będzie wtedy lepiej. Ot populizm, stara śpiewka. Niestety, na zwykłym gadaniu polityków się nie kończy. Niedawno ktoś odgrzebał temat bykowego, właśnie przeczytałem, że Napieralski chce budować większy socjal, niestety nie wspomina za co i w jaki sposób ma to rozwiązać problem bezrobocia, kler jak to kler doszukuje się wszelkiego zła w aborcji, antykoncepcji, ideologii gender itd. Czy oni nie widzą rzeczywistości?
Zastanawiam się co teraz jest gorsze, bezrobocie i małe zarobki, czy może to co politycy mogą wymyślić i wprowadzić w życie. Czy jest jakiekolwiek rozwiązanie tego problemu? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | sabek (1444 punktów) | Masz dużo racji. Żeby rozwiązać problem środków na nasze emerytury, potrzebne są równocześnie 2 działania:
1. Zwiększenie liczby ludności w wieku produkcyjnym (przez zwiększenie dzietności lub imigrację z innych państw - o czym piszesz),
2. Stworzenie warunków do zwiększenia ilości miejsc pracy - a jest to możliwe przede wszystkim w warunkach długotrwałego średniego wzrostu PKB na poziomie co najmniej 4-5% (ile dokładnie - można się spierać).
O ile o pkt 1 dużo się mówi, o tyle punktu 2 politycy nie dostrzegają.
Jest podstawowa zależność: aby zwiększyć dzietność, potrzeba ogromnych nakładów (zasiłki, ulgi podatkowe, przedszkola, szkoły, etc.), a i one nie gwarantują niczego - nie zawsze działają. Duże nakłady na działania "pro-dzietnościowe" zwiększą obciążenie fiskalne, a to z kolei powoduje zmniejszenie wzrostu PKB. Są jednak rezerwy w finansach publicznych, które bez zwiększania obciążeń fiskalnych mogą dać środki na działania "pro-dzietnościowe". Dość wspomnieć dotacje dla kościołów. Imigracja nie wymusza ponoszenia takich nakładów.
Żeby spełnić punkt 2 - na ten temat morze atramentu wylano, metod jest sporo, ale są one niepodejmowane przez polityków, którzy tylko populistyczne zachcianki wyborców spełniają.
|
|
 | 4 na 6 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >1. Zwiększenie liczby ludności w wieku produkcyjnym (przez zwiększenie dzietności lub imigrację z innych państw - o czym piszesz),
Bez sensu. Imigranci jak tylko dostaną wizy do Polskie czyli UE, to zauważą że zatrzymywanie się w naszym kraju mając wizę do UE nie ma sensu i pojadą dalej na zachód. Dzieci tak samo. Jak tylko dorosną zauważą, że tutaj nie ma przyszłości i wyjadą.
>2. Stworzenie warunków do zwiększenia ilości miejsc pracy - a jest to możliwe przede wszystkim w warunkach długotrwałego średniego wzrostu PKB na poziomie co najmniej 4-5% (ile dokładnie - można się spierać).
Należałoby obniżyć podatki itp. Nierealne w elektoracie składającym się z postsocjalistycznych analfabetów ekonomicznych.
To nie jest kraj dla młodych ludzi.
|
|
|  | | sabek (1444 punktów) | >>1. Zwiększenie liczby ludności w wieku produkcyjnym (przez zwiększenie dzietności lub imigrację z innych państw - o czym piszesz), >Bez sensu. Imigranci jak tylko dostaną wizy do Polskie czyli UE, to zauważą że zatrzymywanie się w naszym kraju mając wizę do UE nie ma sensu i pojadą dalej na zachód.
Niekoniecznie. Wraz ze zrównywaniem poziomu życia w UE i do nas zaczną przyjeżdżać w przyszłości.
>Dzieci tak samo. Jak tylko dorosną zauważą, że tutaj nie ma przyszłości i wyjadą.
Oj, trochę optymizmu, ponad 90% ludzi jednak dalej jest w Polsce, nie wyjechało.
|
|
| |  | 1 na 1 | Selanos (12869 punktów) | >Niekoniecznie. Wraz ze zrównywaniem poziomu życia w UE i do nas zaczną przyjeżdżać w przyszłości.
Chyba w dół, bo Polska doganiająca kraje zachodnie to... optymizm. Duży. Graniczący z szaleństwem.
>>Dzieci tak samo. Jak tylko dorosną zauważą, że tutaj nie ma przyszłości i wyjadą. >Oj, trochę optymizmu, ponad 90% ludzi jednak dalej jest w Polsce, nie wyjechało.
36 milionów Polaków w Polsce, Polska + Polonia = 60 milionów.
|
|
|  | -1 na 7 | waldeck77 (4307 punktów) | >Należałoby obniżyć podatki itp. Nierealne w elektoracie składającym się z postsocjalistycznych analfabetów ekonomicznych.
Litości. Ktoś jeszcze wierzy w te neoliberalne bzdury???
|
|
| |  | | Selanos (12869 punktów) | >Litości. Ktoś jeszcze wierzy w te neoliberalne bzdury???
Fakt, że mamy w Polsce ekonomicznych analfabetów (osobiście wolę używać określenia homo sovieticus), a podatki mogłyby być niższe, to neoliberalne bzdury?
|
|
6 na 6 | Ciamciacz Ciastek (50 punktów) | > rozwiązaniem tego problemu jest oczywiście zwiększenie dzietności> kler doszukuje się wszelkiego zła w aborcji, antykoncepcji, ideologii gender itd. Czy oni nie widzą rzeczywistości?Aborcja i antykoncepcja raczej nie pomagają w zwiększeniu dzietności, więc dla kleru ' logiczne' jest to, że są one przyczyną bezrobocia.  Nie zapominajmy również o homoseksualistach; Skoro są w stanie wywołać Huragan, to zapewne spowodowanie bezrobocia jest dla nich bułką z masłem...
|
|
| Asphodelus1 (887 punktów) | Uważam, że w grę powinno głównie wchodzić zwiększanie dzietności niż sprowadzanie imigrantów, często prymitywniejszych, i agresywniejszych od nas, w dodatku wyznających system wartości i kulturę skrajnie odmienna od naszej, czy jej wrogą. Wystarczyło by, aby każda/y para/związek spłodził/adoptował 3 dzieci. Pewne czyny w tym kierunku są podejmowane, ale w sposób niedorzeczny: przykład propagandy platformerskiej, który widziałem, plakat :''fajnie mieć własny pokój, ale brata fajniej''. To się nazywa strzał kula w płot, zamiast do celu! Sugeruje on bowiem gnieżdżenie się dzieci w małym pokoiku na piętrowym łóżku. Coś takiego odpycha. Aby przyrost naturalny był na optymalnie wysokim poziomie, starczyło by nie horrendalnie wydłużanie urlopów macierzyńskich, tylko podanie pomocnej dłoni matkom karmiącym i wychowującym. Moim zdaniem aż dziecko zacznie chodzić, może przebywać z matka nawet w pracy, najwyżej przerwie ją co jakiś czas na karmienie. Ponoć niektóre firmy, dały już takie ułatwienia. Niestety zaszczepiono wśród młodzieży (zwłaszcza dziewczyn) niechęć do posiadania potomstwa. Nawet na Racjonaliście widziałem pewien artykuł wyrażony pozytywnie wobec ludzi nie chcących mieć dzieci. www.racjonalista.pl/kk.php/s,4123Wstyd! Właśnie ludzie inteligentni i wykształceni powinni mieć potomstwo. Pani Marjorie Tjon A Fong jest niestety skrajną egoistką, przecież po za naszymi zachciankami prywatnymi, jest jeszcze społeczeństwo czy państwo które czegoś od nas oczekuje. Jeszcze w kwestii ww. 3 dzieci. 3 to nie jest dużo, ani patologicznie dużo. Patologicznie dużo to jest 10. Sam jestem jedynakiem, ale miałem (i mam) znajomych co mają 2 rodzeństwa. Tylko jedna z tych rodzin jest katolikami, uczęszcza do kościoła i głosuje na PiS. Reszta jest albo ''letniokatolicka'', czy wręcz agnostyczna.
|
|
 | 5 na 5 | Selanos (12869 punktów) | >Uważam, że w grę powinno głównie wchodzić zwiększanie dzietności
I co dalej? Co z tymi dziećmi jak dorosną, co będą robić? Myślę, że znam odpowiedź - wyjadą. W tym kraju już teraz, przy zmniejszającej się liczbie ludności brakuje miejsc pracy.
>Wstyd! Właśnie ludzie inteligentni i wykształceni powinni mieć potomstwo. Pani Marjorie Tjon A Fong jest niestety skrajną egoistką, przecież po za naszymi zachciankami prywatnymi, jest jeszcze społeczeństwo czy państwo które czegoś od nas oczekuje.
Gdyby wszyscy ludzie myśleli o sobie i potrafili o siebie zadbać, to świat byłby piękniejszym miejscem.
Społeczeństwo to pojęcie bardzo abstrakcyjne, ludzie podejmując na co dzień decyzje myślą nie o mistycznym społeczeństwie, tylko o własnym interesie, co jest bardzo racjonalne, szczególnie w Polsce.
>Niestety zaszczepiono wśród młodzieży (zwłaszcza dziewczyn) niechęć do posiadania potomstwa.
Nie wydaję mi się, żeby ktoś to specjalnie robił. To codzienność zaszczepia wśród młodzieży takie przekonanie. Gdybym w tym momencie miał rzucić studia i wyprowadzić się z domu rodziców, to byłoby mi bardzo ciężko. Pracy nie ma, gdybym miał wyżyć za pieniądze z korepetycji, to miałbym na wynajem mieszkania, opłaty i chleb ze smalcem, a gdybym miał od tych pieniędzy z korków płacić podatki, to jadłbym sam chleb i to jest wariant optymistyczny.
Jak w takich warunkach ludzie młodzi mają myśleć o posiadaniu dzieci?
|
|
|  | -1 na 1 | Asphodelus1 (887 punktów) |
>I co dalej? Co z tymi dziećmi jak dorosną, co będą robić? Myślę, że znam odpowiedź - wyjadą. W tym kraju już teraz, przy zmniejszającej się liczbie ludności brakuje miejsc pracy.
W takim razie opinia publiczna wprowadzana jest w błąd. Albo musielibyśmy całkowicie zmienić system emerytalny. Nie wszyscy jednak wyjadą miejsca pracy zawsze będą.
>Gdyby wszyscy ludzie myśleli o sobie i potrafili o siebie zadbać, to świat byłby piękniejszym miejscem. Ale niech dba o siebie ta garstka, która jest świadoma.
>Społeczeństwo to pojęcie bardzo abstrakcyjne, ludzie podejmując na co dzień decyzje myślą nie o mistycznym społeczeństwie, tylko o własnym interesie, co jest bardzo racjonalne, szczególnie w Polsce.
I mówi to sympatyk portalu Racjonalista, w kraju który jest zawłaszczony przez katolicyzm na wskroś. Jeżeli tak będziemy myśleć to i racjonalista nie pomoże. Kolektywizm ma swoje wady, ale obecnie najagresywniejszym kolektywem jest KK, czym byłby sprzeciw wobec nich gdyby nie wspólne działanie ludzi? Marazm cię gniecie.
>Nie wydaję mi się, żeby ktoś to specjalnie robił. To codzienność zaszczepia wśród młodzieży takie przekonanie. Gdybym w tym momencie miał rzucić studia i wyprowadzić się z domu rodziców, to byłoby mi bardzo ciężko. Pracy nie ma, gdybym miał wyżyć za pieniądze z korepetycji, to miałbym na wynajem mieszkania, opłaty i chleb ze smalcem, a gdybym miał od tych pieniędzy z korków płacić podatki, to jadłbym sam chleb i to jest wariant optymistyczny.
Nie teraz. Po studiach. Ja tez planuje potomstwo dopiero po studiach, jeśli znajdę godną pracę. Gdzie ja napisałem, że trzeba rzucić wszystko i bezmyślnie płodzić? Tak czyni hołota, nie ludzie na poziomie.
|
|
| |  | 3 na 3 daddy (2737 punktów) (zablokowany) |
>Nie teraz. Po studiach. Ja tez planuje potomstwo dopiero po studiach, jeśli znajdę godną pracę. Gdzie ja napisałem, że trzeba rzucić wszystko i bezmyślnie płodzić? Tak czyni hołota, nie ludzie na poziomie.
Niestety musiałem dać minus za puentę. Tak wartościuje hołota, nie ludzie na poziomie. Pozdrawiam
|
|
 | 8 na 8 | Borys Swoboda (1408 punktów) | > Wystarczyło by, aby każda/y para/związek spłodził/adoptował 3 dzieci. Proponuję wprowadzić kontyngenty. > Wstyd! Właśnie ludzie inteligentni i wykształceni powinni mieć potomstwo.Racja! Tu przydałby się nasz polski, inteligencko-racjonalistyczny Lebensborn. > Pani Marjorie Tjon A Fong jest niestety skrajną egoistkąRacja! Jak można tak bezwstydnie przyznawać się do godnej pożałowania postawy, zorientowanej na jak najpełniejsze przeżycie życia, zgodnie z własnymi wartościami i celami?! > przecież po za naszymi zachciankami prywatnymi, jest jeszcze społeczeństwo czy państwo które czegoś od nas oczekuje.Prawda! W końcu umowa społeczna zobowiązuje. > Jeszcze w kwestii ww. 3 dzieci. 3 to nie jest dużo, ani patologicznie dużo. Patologicznie dużo to jest 10.Ja bym powiedział, że to ponad 300 procent normy! Takich przodowników nam trzeba! Do łóżek, towarzysze!
"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
|
|
|  | | Asphodelus1 (887 punktów) | > Proponuję wprowadzić kontyngenty.Po co od razu ta złośliwa ironia? > Racja! Tu przydałby się nasz polski, inteligencko-racjonalistyczny Lebensborn.Oho! Zaczyna się argumentum ad Hitlerum. pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina> Racja! Jak można tak bezwstydnie przyznawać się do godnej pożałowania postawy, zorientowanej na jak najpełniejsze przeżycie życia, zgodnie z własnymi wartościami i celami?!Jakoś taka np. Martyna Wojciechowska jakoś przeżywa pełnię życia a ma córkę. Zresztą dziecko to piękny kontynuator naszego dziedzictwa genetycznego. > Prawda! W końcu umowa społeczna zobowiązuje.Jesteś wolną jednostką, ale bez społeczeństwa jesteś nikim. W nim wzrosłeś, ono dało ci wychowanie, wykształcenie, szkołę, pracę. Ono cie karmi gdy idziesz do spożywczaka po jedzenie... i ty teraz uważasz za chwalebne by jednostki odwracały się dupą do tego społeczeństwa bez którego są nikim i nie płodziły mu kolejnych jednostek?
|
|
| |  | 4 na 4 | Borys Swoboda (1408 punktów) | > Po co od razu ta złośliwa ironia?Bo alergicznie reaguję na inżynierię społeczną. > Oho! Zaczyna się argumentum ad Hitlerum.Żadne argumentum, zwykłe kpinum. > Jesteś wolną jednostką, ale bez społeczeństwa jesteś nikim. W nim wzrosłeś, ono dało ci wychowanie, wykształcenie, szkołę, pracę. Ono cie karmi gdy idziesz do spożywczaka po jedzenie... i ty teraz uważasz za chwalebne by jednostki odwracały się dupą do tego społeczeństwa bez którego są nikim i nie płodziły mu kolejnych jednostek?Panie, ja nie wyznaję pańskiej religii społecznej. Ja społeczeństwa w życiu na oczy nie widziałem, ino ludzi... Cytat: Społeczeństwo nie jest bytem istniejącym realnie, jako że jest ono po prostu pewną liczbą pojedynczych osób. A zatem, jeżeli ktoś twierdzi lub sugeruje, że istnieje konflikt między interesem społecznym a interesem osób prywatnych, oznacza to tylko, że interesy niektórych ludzi mają być poświęcone w imię interesów i zachcianek innych ludzi.
Ayn Rand
"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
|
|
 | 18 na 18 | liliac (147340 punktów) | > Wystarczyło by, aby każda/y para/związek spłodził/adoptował 3 dzieci.Nie krępuj się. Płódź i adoptuj, o ile - oczywiście - twoja partnerka będzie tym zainteresowana. > To się nazywa strzał kula w płot, zamiast do celu! Sugeruje on bowiem gnieżdżenie się dzieci w małym pokoiku na piętrowym łóżku. Coś takiego odpycha.Kolejne dzieci raczej rzadko przyczyniają się do podwyższenia statusu materialnego stadła. Zaryzykowałabym wręcz twierdzenie, że zazwyczaj jest wręcz odwrotnie. Wszędzie. Dzieci kosztują. > Moim zdaniem aż dziecko zacznie chodzić, może przebywać z matka nawet w pracy, najwyżej przerwie ją co jakiś czas na karmienie.Proponujesz knebel? > Niestety zaszczepiono wśród młodzieży (zwłaszcza dziewczyn) niechęć do posiadania potomstwa.Błędnym założeniem wydaje się to o konieczności zaszczepiania czegokolwiek. Może po prostu ludzie mniej się krępują z wyrażaniem swojej niechęci do masowej produkcji potomstwa aniżeli kiedyś. Naprawdę nie wszyscy ludzie lubią dzieci, zwłaszcza w większych ilościach. Niektórzy ludzie potrafią też liczyć i zdają sobie sprawę z obciążeń związanych z posiadaniem rodziny, zwłaszcza większej. > Nawet na Racjonaliście widziałem pewien artykuł wyrażony pozytywnie wobec ludzi nie chcących mieć dzieci.Jeśli oczekujesz artykułów negatywnych względem bezdzietnych, polecam raczej Frondę. Na Racjonaliście nie spodziewam się takich. > www.racjonalista.pl/kk.php/s,4123Dzięki za zalinkowanie, mogłam przydzielić plusik. > Wstyd! Właśnie ludzie inteligentni i wykształceni powinni mieć potomstwo.Zachęć ich jakoś konstruktywnie, zwłaszcza kobiety, ex definitione biologicznie bardziej tym potomstwem obciążone. Ale radzę, byś unikał przy tym protekcjonalnego tonu, pokrzykiwania o powinnościach i rzucania egoistkami. We mnie wzbudziłeś powyższymi jedynie uśmiech politowania. > przecież po za naszymi zachciankami prywatnymi, jest jeszcze społeczeństwo czy państwo które czegoś od nas oczekuje.A niech oczekuje. Nigdy cudze oczekiwania nie były dla mnie szczególnie istotne. I pisz, proszę, nieco staranniej ("po za", "wystarczyło by" i tym podobne).
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
|
|
|  | -1 na 1 | Asphodelus1 (887 punktów) | >Nie krępuj się. Płódź i adoptuj, o ile - oczywiście - twoja partnerka będzie tym zainteresowana.
Dam ci znać.
>Kolejne dzieci raczej rzadko przyczyniają się do podwyższenia statusu materialnego stadła. Zaryzykowałabym wręcz twierdzenie, że zazwyczaj jest wręcz odwrotnie. Wszędzie. Dzieci kosztują.
Lecz ten koszt się zwróci. Dzieci to kosztowna, ale dobra inwestycja.
>Proponujesz knebel? Nie jest to mój pomysł. Nie ja odpowiadam za jego niedociągnięcia. Cóż, alternatywą mógłby być macierzyński, który jest niestety obciążeniem dla pracodawcy. Chyba, żeby wprowadzić macierzyński całkowicie bezpłatny.
>Błędnym założeniem wydaje się to o konieczności zaszczepiania czegokolwiek. Może po prostu ludzie mniej się krępują z wyrażaniem swojej niechęci do masowej produkcji potomstwa aniżeli kiedyś. Naprawdę nie wszyscy ludzie lubią dzieci, zwłaszcza w większych ilościach. Co innego nie lubić mieć dzieci, co innego nie nadawać się na rodzica. Taka Waśniewska nie powinna mieć dzieci to pewne. (To dlaczego nie zdecydowała się na aborcję jest dla mnie niepojęte, ale to już temat na osobna dyskusję).
>Niektórzy ludzie potrafią też liczyć i zdają sobie sprawę z obciążeń związanych z posiadaniem rodziny, zwłaszcza większej. Dlatego źle patrzę na monstrualnie mnożącą się patologicznie biedotę. Jak słyszę o tych ''biedakach'' co mają po 5 dzieci i nie mają co jeść, to robi mi się niedobrze, ale często to nie ich wina, tylko kleru.
>Zachęć ich jakoś konstruktywnie, zwłaszcza kobiety, ex definitione biologicznie bardziej tym potomstwem obciążone. Ale radzę, byś unikał przy tym protekcjonalnego tonu, pokrzykiwania o powinnościach i rzucania egoistkami. We mnie wzbudziłeś powyższymi jedynie uśmiech politowania.
Możesz (nie gwarantuję sukcesu) wychować człowieka podzielającego twoją wizję na świat, będącego kontynuacją ciebie samej.
>A niech oczekuje. Nigdy cudze oczekiwania nie były dla mnie szczególnie istotne.
Również nikt od ciebie nic specjalnego nie oczekiwał? Jesteśmy istotami społecznymi.
|
|
| |  | 14 na 14 | liliac (147340 punktów) | > >Nie krępuj się. Płódź i adoptuj, o ile - oczywiście - twoja partnerka będzie tym zainteresowana.> Dam ci znać.Nie wiem skąd pomysł, jakoby twoje perypetie rozpłodowe/adopcyjne mogły mnie jakoś szczególnie osobiście interesować. Uważam je za prywatną sprawę twoją i twoich partnerek/partnerów. > >Kolejne dzieci raczej rzadko przyczyniają się do podwyższenia statusu materialnego stadła. Zaryzykowałabym wręcz twierdzenie, że zazwyczaj jest wręcz odwrotnie. Wszędzie. Dzieci kosztują.> Lecz ten koszt się zwróci. Dzieci to kosztowna, ale dobra inwestycja.Doprawdy? Ogromny wkład czasowy i finansowy, wysiłek, ograniczenia zawodowe i towarzyskie. Obciążenia biologiczne (w przypadku kobiet). A co oferujesz po stronie zwrotów? Niewątpliwie sytuacja przestawia się inaczej, jeśli ktoś lubi dzieci i obcowanie z nimi sprawia mu przyjemność. Ale ja nie przepadam, zatem nie, nie wydaje mi się, by była to dobra inwestycja. Tym bardziej, że dodatkowo pojawia się pytanie, na ile - tak serio, serio - etyczna jest produkcja potomstwa wyłącznie w celu posiadania odpowiedniego zabezpieczenia finansowego/emocjonalnego "na starość". To takie trochę przedmiotowe traktowanie tegoż potomstwa, nie uważasz? Te dzieci dorosną, będą odrębnymi osobami i zdecydowanie nie będą miały obowiązku stanowienia "zwrotu inwestycji". Chyba że nie o to ci chodziło z tą zwracającą się inwestycją, ale w takim razie rozwiń. > >Proponujesz knebel?> Nie jest to mój pomysł. Nie ja odpowiadam za jego niedociągnięcia.Ty go tutaj zaproponowałeś jako pewne rozwiązanie. Nic to, jeśli nie chcesz go bronić, możemy udawać, że nic nie mówiłeś  > Chyba, żeby wprowadzić macierzyński całkowicie bezpłatny.To na pewno zachęci do prokreacji  > Co innego nie lubić mieć dzieci, co innego nie nadawać się na rodzica.Owszem, niekoniecznie są to pojęcia tożsame. Ale co to ma do rzeczy? Jeśli ludzie nie lubią dzieci, to logiczne i zrozumiałe, że nie chcą ich mieć, prawda? > To dlaczego nie zdecydowała się na aborcję jest dla mnie niepojęte, ale to już temat na osobna dyskusjęMoże dlatego, że w Polsce jest to rozwiązanie nielegalne, zatem odpowiednio trudniejsze do przeprowadzenia niż w cywilizowanych krajach i związane z pewnymi kosztami? > Dlatego źle patrzę na monstrualnie mnożącą się patologicznie biedotę.Ale rozmowa dotyczy twoich pretensji do bezdzietnych, nie twojego "złego oka". > >Zachęć ich jakoś konstruktywnie, zwłaszcza kobiety (...)> Możesz (nie gwarantuję sukcesu) wychować człowieka podzielającego twoją wizję na świat, będącego kontynuacją ciebie samej.Owszem, to nawet interesująca perspektywa. Jednak po pierwsze - bez gwarancji sukcesu, po drugie, za dużo jednak zachodu - nie chce mi się. Poza tym ja naprawdę nie bardzo lubię dzieci, lubię za to swój aktualny tryb życia, który potomstwo niechybnie by zakłóciło. I wracamy do wcześniej wspomnianego zastrzeżenia - nie jestem przekonana, by eksperyment społeczny, nawet najbardziej kuszący, był odpowiednią motywacją do sprowadzania na świat nowych ludzi. Wydaje mi się, że powinno się te hipotetyczne dzieci jednak choć trochę lubić, nie tylko uważać za obiecujące zabawki. Tym bardziej, że - w przeciwieństwie do zabawek - nie da się ich wyłączyć, gdy się znudzą, gdy przeszkadzają albo nie spełniają oczekiwań. [tzn. mama Madzi wyłączyła, ale chyba nie chodzi nam o promocję podobnych rozwiązań, prawda?] > Również nikt od ciebie nic specjalnego nie oczekiwał?Oczekiwano, a nawet nierzadko oczekuje się nadal. I co z tego? Nie czuję się zobowiązana do spełniania cudzych oczekiwań, zwłaszcza takich, które nie pokrywają się z moimi chęciami. > Jesteśmy istotami społecznymi.W pewnym stopniu owszem. I realizujemy swój potencjał społeczny na rozmaite sposoby. Niekoniecznie poprzez prokreację.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
|
|
|  | 3 na 3 | Anna Salman (16360 punktów) | > ... Naprawdę nie wszyscy ludzie lubią dzieci, zwłaszcza w większych ilościach. > Dzięki za zalinkowanie, mogłam przydzielić plusik.Ja też > Zachęć ich jakoś konstruktywnie, zwłaszcza kobiety, ... Ale radzę, byś unikał przy tym protekcjonalnego tonu, pokrzykiwania o powinnościach i rzucania egoistkami. We mnie wzbudziłeś powyższymi jedynie uśmiech politowania. > A niech oczekuje. Nigdy cudze oczekiwania nie były dla mnie szczególnie istotne.
|
|
 | 9 na 9 | eipi (774 punktów) | > Wystarczyło by, aby każda/y para/związek spłodził/adoptował 3 dzieci. Pewne czyny w tym kierunku są podejmowane, ale w sposób niedorzeczny: przykład propagandy platformerskiej, który widziałem, plakat :''fajnie mieć własny pokój, ale brata fajniej''. To się nazywa strzał kula w płot, zamiast do celu! Sugeruje on bowiem gnieżdżenie się dzieci w małym pokoiku na piętrowym łóżku. Coś takiego odpycha.
Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że jeszcze 100 lat temu (w przeciętnej, nie arystokratycznej, rodzinie) normą było "gnieżdżenie się" w małym pokoiku nie tyko z bratem, ale i większą liczbą rodzeństwa oraz rodzicami! Mam na myśli oczywiście: w Polsce, bo nadal istnieją miejsca na świecie, gdzie jest to norma.
Przy okazji: jak wytłumaczysz i odniesiesz się do faktu, że dzietność jest ewidentnie bardzo silnie skorelowana ze standardem życia ujemnie, tj. tam gdzie się "gnieżdżą" tam też się zdecydowanie intensywniej rozmnażają. Co, nota bene, świadczy, że Polska jest albo jakąś kompletną anomalią statystyczną, albo też całkiem zamożnym krajem (jako bywały poza Europą podpowiem: to drugie).
Pytanie pomocnicze: czy w takim razie powinniśmy zdecydowanie obniżyć poziom życia, iżby rodziło się nam tych dzieci więcej - gwoli zaspokojenia "społeczeństwa i państwa", które wszakże tego od nas "oczekuje".
Wyjaśnienie dla "niecytatych": również uważam że drastyczny spadek dzietności to poważny problem (nas wszystkich, bo nie jesteśmy samotną wyspą). Tyle, że nie taki prosty do rozwiązania
|
|
|  | 5 na 5 | RadRado (1047 punktów) | Pytanie pomocnicze: czy w takim razie powinniśmy zdecydowanie obniżyć poziom życia, iżby rodziło się nam tych dzieci więcej - gwoli zaspokojenia "społeczeństwa i państwa", które wszakże tego od nas "oczekuje".
Eureka, właśnie odkryliśmy plan PO na pokonanie zapaści demograficznej.
|
|
|  | -1 na 1 | Asphodelus1 (887 punktów) | >Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że jeszcze 100 lat temu (w przeciętnej, nie arystokratycznej, rodzinie) normą było "gnieżdżenie się" w małym pokoiku nie tyko z bratem, ale i większą liczbą rodzeństwa oraz rodzicami!
Nie wszystkie kamienice miały tak niski standard, nie przesadzajmy. Wiejskie chałupy często też miały 2 izby a nie jedną. Jakkolwiek dla nich to była norma i naszych dywagacji by nie zrozumieli.
>Przy okazji: jak wytłumaczysz i odniesiesz się do faktu, że dzietność jest ewidentnie bardzo silnie skorelowana ze standardem życia ujemnie, tj. tam gdzie się "gnieżdżą" tam też się zdecydowanie intensywniej rozmnażają.
Bo to są ludzie biedni, zmanipulowani przez kler, a w krajach trzeciego świata dochodzi do tego brak antykoncepcji. (Choć jak miałbym być bardzo upierdliwy to i bez antykoncepcji dało by się radę mieć mało dzieci.)
|
|
|  | 4 na 4 | Anna Salman (16360 punktów) | >Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że jeszcze 100 lat temu (w przeciętnej, nie arystokratycznej, rodzinie) normą było "gnieżdżenie się" w małym pokoiku nie tyko z bratem, ale i większą liczbą rodzeństwa oraz rodzicami! ... Pewnie cie zaskoczę, ale jakieś 200 lat temu w rodzinach magnackich dzieci przeważnie nie mieszkały "na salonach", ale na poddaszu, po sąsiedzku ze służbą. Chyba, że było jedno (sukcesor), bez szansy na więcej. Były z dala od rodziców i nie liczyły się dopóki nie dożyły wieku, w którym dawały gwarancję na dalsze przeżycie. Jedna z właścicielek Nieborowa (zdaje się Lubomirska) urodziła dziesięcioro (!) i żadnym się nawet 5 minut nie zajmowała - trafiały od razu do mamki. A jeśli chodzi o warstwy najbiedniejsze? Często ponoć znajdowano martwe albo umierające niemowlęta niewiadomego pochodzenia, były podrzutki w klasztorach itd. Czyli tam gdzie bieda, przyrost naturalny regulowany jest w dość brutalny sposób. Gorzej niż w świecie zwierząt, bo one zostawiają tylko chore potomstwo, żeby zająć się resztą. >Co, nota bene, świadczy, że Polska jest albo jakąś kompletną anomalią statystyczną, albo też całkiem zamożnym krajem (jako bywały poza Europą podpowiem: to drugie). A ja jednak twierdzę, że pierwsze. W latach dziewięćdziesiątych odnotowano u nas niespotykane zjawisko - byliśmy jedynym krajem byłego bloku wschodniego i jednym z najbiedniejszych, który miał bardzo niski przyrost naturalny, porównywalny w bogatymi krajami Zachodu. Jednocześnie organizacje feministyczne alarmowały, że aż 1/3 dzieci rodzi się w środowiskach tzw. marginesu społecznego. Czyli pozostała grupa (ponad 90%) miała przyrost w zasadzie ujemny. >Wyjaśnienie dla "niecytatych": również uważam że drastyczny spadek dzietności to poważny problem (nas wszystkich, bo nie jesteśmy samotną wyspą). ... Nie wydaje mi się, żeby to był problem. Raczej kolejny temat zastępczy.
|
|
 | 11 na 11 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Wystarczyło by, aby każda/y para/związek spłodził/adoptował 3 dzieci.Miej i osiem, ale od kwestii produkcji mojej macicy się odstosunkuj. Jeśli chcę z tego interesu wyjść z nieużywanym organem, to jest moja sprawa, a nie państwa, twoja, jakiejś organizacji czy doktryny. Odchowywanie potomstwa też mnie nie bawi - miałam okazję się sprawdzić na całej masie dzieci w rodzinie (wszystkie są zdrowe, całe i społecznie dostosowane, nie bój nic), więcej nie mam zamiaru. > Aby przyrost naturalny był na optymalnie wysokim poziomie, starczyło by nie horrendalnie wydłużanie urlopów macierzyńskich, tylko podanie pomocnej dłoni matkom karmiącym i wychowującym. Moim zdaniem aż dziecko zacznie chodzić, może przebywać z matka nawet w pracy, najwyżej przerwie ją co jakiś czas na karmienie. Ponoć niektóre firmy, dały już takie ułatwienia.Echeś. Już widzę karmiącą mamuśkę z trzymiesięcznym dzieciakiem u cyca, co parę godzin na przerwie, pracującą w dowolnej placówce ochrony zdrowia - poziom skupienia np przy wydawaniu leków pacjentom: null, nil, zero. Albo w korpo - ryczący żłobek na zapleczu projektu. Rewelacja. To chyba właśnie przedszkole jest sensowne - wygłuszyć pomieszczenie, zamknąć na osiem godzin, matki będą się zabijać na zakrętach do roboty!  > Niestety zaszczepiono wśród młodzieży (zwłaszcza dziewczyn) niechęć do posiadania potomstwa.Niczego nie trzeba zaszczepiać. Jak patrzę, jak mają przerąbane moje normalne dzieciate koleżanki po fachu i o ile gorsze są te, którym się we łbach przewraca pod wpływem pieluchowego zapalenia mózgu to wiem, że moja twarda decyzja o bezdzietności jest słuszna. Jedyne miejsce na świecie, gdzie mogłabym się zastanowić nad ciążą, to Szwecja (po pomieszkaniu tam i pooglądaniu, jak wygląda normalne życie normalnych ludzi) - zakładając, że rozmnażałabym się ze Szwedem. Jest tylko jeden problem - ja się po prostu nie chcę rozmnażać. Należę do tej grupy ludzi którzy wolą sobie zrobić kolejny fakultet, rozwijać interes, siebie i mieć wszystko pod względną kontrolą. I co byś nie paciał w klawiaturę, to się nie zmieni. Jasne, ekonomię należałoby jakoś ogarnąć, żeby się dostosować do istnienia takich ludzi nie utrudniając im życia i nie wykluczając ich, ale to już chyba nie moja sprawa - od tego są jacyś wybrani ludzie, hę? Czy się coś zmieniło od kiedy sprawdzałam? Kobiety i mężczyźni czasami po prostu nie chcą mieć dzieci, bo nie chcą mieć dzieci. Bo są ciekawsze rzeczy do roboty, niż rozmnażanie. Jesteśmy na tyle rozwiniętym gatunkiem, że nie musimy być całkowicie poddani swojej biologii.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
|  | -1 na 1 | Asphodelus1 (887 punktów) | > Miej i osiem, ale od kwestii produkcji mojej macicy się odstosunkuj. Jeśli chcę z tego interesu wyjść z nieużywanym organem, to jest moja sprawa, a nie państwa, twoja, jakiejś organizacji czy doktryny. Odchowywanie potomstwa też mnie nie bawi - miałam okazję się sprawdzić na całej masie dzieci w rodzinie (wszystkie są zdrowe, całe i społecznie dostosowane, nie bój nic), więcej nie mam zamiaru.To się nazywa zniechęcenie. Miałaś po prostu zły aksjomat poznawczy w tej kwestii. > Echeś. Już widzę karmiącą mamuśkę z trzymiesięcznym dzieciakiem u cyca, co parę godzin na przerwie, pracującą w dowolnej placówce ochrony zdrowia - poziom skupienia np przy wydawaniu leków pacjentom: null, nil, zero. Albo w korpo - ryczący żłobek na zapleczu projektu. Rewelacja. To chyba właśnie przedszkole jest sensowne - wygłuszyć pomieszczenie, zamknąć na osiem godzin, matki będą się zabijać na zakrętach do roboty! No nie we wszystkich zakładach dało by się takie przepisy wprowadzić. Inna alternatywa jaką widzę to bezpłatny macierzyński z rękojmią powrotu na zajmowane stanowisko. W międzyczasie zatrudniono by tymczasowo na nie kogoś innego. > Niczego nie trzeba zaszczepiać. Jak patrzę, jak mają przerąbane moje normalne dzieciate koleżanki po fachu i o ile gorsze są te, którym się we łbach przewraca pod wpływem pieluchowego zapalenia mózgu to wiem, że moja twarda decyzja o bezdzietności jest słuszna. Jedyne miejsce na świecie, gdzie mogłabym się zastanowić nad ciążą, to Szwecja (po pomieszkaniu tam i pooglądaniu, jak wygląda normalne życie normalnych ludzi) - zakładając, że rozmnażałabym się ze Szwedem.Życzę owocnych poszukiwań...  > Jest tylko jeden problem - ja się po prostu nie chcę rozmnażać. Należę do tej grupy ludzi którzy wolą sobie zrobić kolejny fakultet, rozwijać interes, siebie i mieć wszystko pod względną kontrolą. I co byś nie paciał w klawiaturę, to się nie zmieni. Jasne, ekonomię należałoby jakoś ogarnąć, żeby się dostosować do istnienia takich ludzi nie utrudniając im życia i nie wykluczając ich, ale to już chyba nie moja sprawa - od tego są jacyś wybrani ludzie, hę? Czy się coś zmieniło od kiedy sprawdzałam?> Kobiety i mężczyźni czasami po prostu nie chcą mieć dzieci, bo nie chcą mieć dzieci. Bo są ciekawsze rzeczy do roboty, niż rozmnażanie. Jesteśmy na tyle rozwiniętym gatunkiem, że nie musimy być całkowicie poddani swojej biologii.Szkoda tylko, ze wartościowa, inteligentna kobieta z pasją i chęcią do działania nie rozpowszechni swych genów.
|
|
| |  | | Borys Swoboda (1408 punktów) | > Szkoda tylko, ze wartościowa, inteligentna kobieta z pasją i chęcią do działania nie rozpowszechni swych genów.Haahaha! 
"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
|
|
| |  | 6 na 6 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > To się nazywa zniechęcenie. Miałaś po prostu zły aksjomat poznawczy w tej kwestii.Srsly? Chyba za stara jestem, żeby mi poznaniem lecieć po honorze  Wielu osobom to łatwo tłumaczę - ja po prostu dzieci znoszę jak duże psy: najlepiej kiedy są czyjeś, czyste, wyspane i mogę się z nimi chwilę pobawić, dać im coś smacznego, a potem znikają z mojego życia na zawsze  Po prostu nie lubię. > No nie we wszystkich zakładach dało by się takie przepisy wprowadzić. Inna alternatywa jaką widzę to bezpłatny macierzyński z rękojmią powrotu na zajmowane stanowisko. W międzyczasie zatrudniono by tymczasowo na nie kogoś innego.Pięknie. Róbcie coś, róbcie. Powodzenia, zupełnie szczerze - ja popieram. > Szkoda tylko, ze wartościowa, inteligentna kobieta z pasją i chęcią do działania nie rozpowszechni swych genów.Meh, nie muszę. Mamy przeludnienie, nikomu nie zaszkodzi - popatrz na to szerzej, przestanie cię boleć serce 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
 | 6 na 6 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) |
> Wystarczyło by, aby każda/y para/związek spłodził/adoptował 3 dzieci. A któż opłaci koszty związane z dziećmi? Przede wszystkim zaś w imię czego jednostki mają się mnożyć? Aby spełniać zachcianki polityków czy kleru? >Pewne czyny w tym kierunku są podejmowane, ale w sposób niedorzeczny: przykład propagandy platformerskiej, który widziałem, plakat :''fajnie mieć własny pokój, ale brata fajniej''. To się nazywa strzał kula w płot, zamiast do celu! Sugeruje on bowiem gnieżdżenie się dzieci w małym pokoiku na piętrowym łóżku. Coś takiego odpycha. Odpycha ale coś jest na rzeczy. Większość Polaków to jednak nie bogacze a dziecko to wydatki. >Niestety zaszczepiono wśród młodzieży (zwłaszcza dziewczyn) niechęć do posiadania potomstwa. Nawet na Racjonaliście widziałem pewien artykuł wyrażony pozytywnie wobec ludzi nie chcących mieć dzieci. Kto zaszczepił? Żydzi, masoni czy cykliści? A może raczej ludzie sami doszli do takiego wniosku? No i ten artykuł nie potępiający bezdzietnych. Skandal. Przecież ich powinno się piętnować za niespełnienie obowiązku wobec mateńki ojczyzny. >Wstyd! Właśnie ludzie inteligentni i wykształceni powinni mieć potomstwo. Pani Marjorie Tjon A Fong jest niestety skrajną egoistką, przecież po za naszymi zachciankami prywatnymi, jest jeszcze społeczeństwo czy państwo które czegoś od nas oczekuje. Wiesz co jest wstydem? To że tak wielu ludzi wie lepiej co jest dobre dla innych, ot takie totalitarne ciągotki. A społeczeństwo to sobie może oczekiwać do woli obowiązku płodzenia dzieci na szczęście jeszcze nie ma.
|
|
|  | -1 na 1 | Asphodelus1 (887 punktów) | >A któż opłaci koszty związane z dziećmi? Przede wszystkim zaś w imię czego jednostki mają się mnożyć? Aby spełniać zachcianki polityków czy kleru?
Rodzice. Oczywiście, jeśli jesteś skrajnie biedny, to poniechaj, ale jako człowiek mógłbyś to zrobić dla ludzkości, czy dla chęci przekazania swych genów.
>Odpycha ale coś jest na rzeczy. Większość Polaków to jednak nie bogacze a dziecko to wydatki.
Polacy to nie tylko wąska grupa bogaczy i masa biedoty. Mamy jeszcze sporą polską klasę średnią, jest ona oczywiście biedniejsza od zachodniej ale istnieje: -lekarze -oficerowie służb mundurowych -mikro, mali, i średni przedsiębiorcy -księgowi -dyrektorzy szkół -inżynierowie -nauczyciele akademiccy -aptekarze
...
I inni nie chce mi już się wymieniać.
|
|
| |  | 3 na 3 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Rodzice. Za pomocą magicznego samo napełniającego się portfela. >Oczywiście, jeśli jesteś skrajnie biedny, to poniechaj, Jednak ludzkie panisko jesteś. Nie każdy musi się mnożyć. Przyznam bardzo to łaskawe z twojej strony. >ale jako człowiek mógłbyś to zrobić dla ludzkości, Mógłbym, ale nie chcę. Ludzkości zaś gucio do tego. >czy dla chęci przekazania swych genów. Czyżby więc ludzie mieli ślepo podążać za biologią? >Polacy to nie tylko wąska grupa bogaczy i masa biedoty. Mamy jeszcze sporą polską klasę średnią, jest ona oczywiście biedniejsza od zachodniej ale istnieje: Bardzo ładne jest to co napisałeś, ale co z tego wynika? Obowiązek rozmnażania się w imię mateńki ojczyzny?
|
|
 | 4 na 4 | maciejo (3492 punktów) | > Uważam, że w grę powinno głównie wchodzić zwiększanie dzietności niż sprowadzanie imigrantów, często prymitywniejszych, i agresywniejszych od nas, w dodatku wyznających system wartości i kulturę skrajnie odmienna od naszej, czy jej wrogą.> Wystarczyło by, aby każda/y para/związek spłodził/adoptował 3 dzieci. Spoko, jak mi za nie zapłacisz i utrzymasz bym nie musiał tej wrzeszczącej gromady niańczyć, to nie ma sprawy. Dla mnie posiadanie dzieci priorytetem nie jest. Może kiedyś jakieś się znajdzie - jedno. Po co mi więcej. Poza tym co z tymi dziećmi będzie jak dorosną. Wykształcenie kosztuje. Narobić bachorów, a nie zapewnić im nic na start, to jest właśnie egoizm. > Pewne czyny w tym kierunku są podejmowane, ale w sposób niedorzeczny: przykład propagandy platformerskiej, który widziałem, plakat :''fajnie mieć własny pokój, ale brata fajniej''. To się nazywa strzał kula w płot, zamiast do celu! Sugeruje on bowiem gnieżdżenie się dzieci w małym pokoiku na piętrowym łóżku. Coś takiego odpycha.Wole mieć mój pokój. Cichy i spokojny. Wole zrobić doktorat, rozwijać się, jeździć na wakacje niż inwestować w pieluchy. > Aby przyrost naturalny był na optymalnie wysokim poziomie, starczyło by nie horrendalnie wydłużanie urlopów macierzyńskich, tylko podanie pomocnej dłoni matkom karmiącym i wychowującym. Moim zdaniem aż dziecko zacznie chodzić, może przebywać z matka nawet w pracy, najwyżej przerwie ją co jakiś czas na karmienie. Ponoć niektóre firmy, dały już takie ułatwienia.Aby zwiększyć przyrost naturalny ludzie muszą mieć pewność pracy, stabilizacje. Jedyna droga do tego to innowacyjność. Wielkie nakłady na naukę i edukacje oraz robienie ułatwień dla biznesu. Jeśli chcemy być tani musimy być biedni - tylko biedny może konkurować ceną. Jeśli chcemy być bogaci musimy konkurować jakością. > Niestety zaszczepiono wśród młodzieży (zwłaszcza dziewczyn) niechęć do posiadania potomstwa. Nawet na Racjonaliście widziałem pewien artykuł wyrażony pozytywnie wobec ludzi nie chcących mieć dzieci.> www.racjonalista.pl/kk.php/s,4123To się raczej nazywa świadomość ekonomiczna. Ludzie rozumieją, że dziecko to odpowiedzialność i duże koszty. > Wstyd! Właśnie ludzie inteligentni i wykształceni powinni mieć potomstwo. Pani Marjorie Tjon A Fong jest niestety skrajną egoistką, przecież po za naszymi zachciankami prywatnymi, jest jeszcze społeczeństwo czy państwo które czegoś od nas oczekuje.Ja też jestem egoistą i mam gdzieś co państwo ode mnie chce. Bardziej zależy mi na tym, by przeżyć życie w pełni i w zgodzie ze sobą. > Jeszcze w kwestii ww. 3 dzieci. 3 to nie jest dużo, ani patologicznie dużo. Patologicznie dużo to jest 10. Sam jestem jedynakiem, ale miałem (i mam) znajomych co mają 2 rodzeństwa. Tylko jedna z tych rodzin jest katolikami, uczęszcza do kościoła i głosuje na PiS. Reszta jest albo ''letniokatolicka'', czy wręcz agnostyczna.Co to ma do rzeczy? Każdy powinien żyć zgodnie ze sobą. Jak chce niech ma 3, 4 czy 10 dzieci, a jak nie chce niech nie ma żadnego. Jego wybór. Potrzeby państwa zdecydowanie nie mają tu nic do rzeczy.
|
|
|  | -1 na 1 | Asphodelus1 (887 punktów) | >Spoko, jak mi za nie zapłacisz i utrzymasz bym nie musiał tej wrzeszczącej gromady niańczyć, to nie ma sprawy. Dla mnie posiadanie dzieci priorytetem nie jest. Może kiedyś jakieś się znajdzie - jedno. Po co mi więcej. Poza tym co z tymi dziećmi będzie jak dorosną. Wykształcenie kosztuje. Narobić bachorów, a nie zapewnić im nic na start, to jest właśnie egoizm.
Polecał bym choć dwójkę, wiem po własnym doświadczeniu, że jedynakami może być więcej problemów. Ciebie też niańczono i nie zbierasz pretensji od rodziców chyba?
>Wole mieć mój pokój. Cichy i spokojny. Wole zrobić doktorat, rozwijać się, jeździć na wakacje niż inwestować w pieluchy.
Zrób najpierw doktorat, nikt cię nie zmusza przed doktoratem.
>To się raczej nazywa świadomość ekonomiczna. Ludzie rozumieją, że dziecko to odpowiedzialność i duże koszty.
A mówi to kobieta najprawdopodobniej odpowiedzialna i zamożna...
>Ja też jestem egoistą i mam gdzieś co państwo ode mnie chce. Bardziej zależy mi na tym, by przeżyć życie w pełni i w zgodzie ze sobą.
Ale jesteś częścią państwa czy społeczeństwa, bez niego byś nie istniał, gdyby nie inni ludzie, ciebie już by dawno nie było.
>Co to ma do rzeczy? Każdy powinien żyć zgodnie ze sobą. Jak chce niech ma 3, 4 czy 10 dzieci, a jak nie chce niech nie ma żadnego. Jego wybór. Potrzeby państwa zdecydowanie nie mają tu nic do rzeczy.
Chciałem tylko zwrócić uwagę, że często to patologia, czy skrajni katolicy mają dużo dzieci. Umiar jest najważniejszy, także w ilości dzieci. Ani za dużo ani za mało.
|
|
| |  | 3 na 3 | maciejo (3492 punktów) | > Polecał bym choć dwójkę, wiem po własnym doświadczeniu, że jedynakami może być więcej problemów. Ciebie też niańczono i nie zbierasz pretensji od rodziców chyba?To jest argument odnośnie czego przepraszam? Rodzice chcieli mieć dzieci i mają. W żaden sposób nie implikuje to obowiązku ich posiadania przeze mnie. > >Wole mieć mój pokój. Cichy i spokojny. Wole zrobić doktorat, rozwijać się, jeździć na wakacje niż inwestować w pieluchy.> Zrób najpierw doktorat, nikt cię nie zmusza przed doktoratem.Całe szczęście nikt mnie w ogóle nie zmusza:D > >To się raczej nazywa świadomość ekonomiczna. Ludzie rozumieją, że dziecko to odpowiedzialność i duże koszty.> A mówi to kobieta najprawdopodobniej odpowiedzialna i zamożna...Większość ludzi nie powinna mieć kota, nie mówiąc o dzieciach. Jeśli młode osoby zastanawiają się nad posiadaniem potomstwa rozpatrując argumenty ekonomiczne, to wg. mnie świadczy o ich dojrzałości. > >Ja też jestem egoistą i mam gdzieś co państwo ode mnie chce. Bardziej zależy mi na tym, by przeżyć życie w pełni i w zgodzie ze sobą.> Ale jesteś częścią państwa czy społeczeństwa, bez niego byś nie istniał, gdyby nie inni ludzie, ciebie już by dawno nie było.To, że jestem częścią państwa odczuwam regularnie płacąc wszystkie należne podatki i inne daniny. Jakby co, od obowiązku obrony też się nie wymigam, zwłaszcza że strzelać lubię. Ponadto pracuje - dla siebie, to że społeczeństwo coś tam na tym korzysta, to jego problem;] Na swoja emeryturę odkładam regularnie sam, bo wiem, że gdybym zdał się na kraj i ludzi, to by mnie nie było. > >Co to ma do rzeczy? Każdy powinien żyć zgodnie ze sobą. Jak chce niech ma 3, 4 czy 10 dzieci, a jak nie chce niech nie ma żadnego. Jego wybór. Potrzeby państwa zdecydowanie nie mają tu nic do rzeczy.> Chciałem tylko zwrócić uwagę, że często to patologia, czy skrajni katolicy mają dużo dzieci. Umiar jest najważniejszy, także w ilości dzieci. Ani za dużo ani za mało.> Najważniejsze jest by potrzeby społeczeństwa nie zaglądały mi do łózka. Nie ma żadnego za ojczyznę  Każdy niech decyduje czy chce i ile chce i nikomu nic do tego. Nie zgadzam się z traktowaniem ludzi jak bydła rozpłodowego. Skoro państwo ma takie problemy, to niech spróbuje przekonać obywateli, że warto mieć dzieci. Póki, co tylko odstręcza od tego. Jakoś Polki, które wyemigrowały chętnie zakładają rodziny za granicą, czego nie robią tutaj. Może kiedyś da to rządowi do myślenia...
|
|
 | 1 na 1 | Matix (5786 punktów) | >Uważam, że w grę powinno głównie wchodzić zwiększanie dzietności niż sprowadzanie imigrantów, często prymitywniejszych, i agresywniejszych od nas, w dodatku wyznających system wartości i kulturę skrajnie odmienna od naszej, czy jej wrogą.
To nawet nie jest żaden argument. Tutaj chodzi o przestanie bycia hipokrytami. Nie może tak być, że kraje biedniejsze są fabryką taniej siły roboczej dla krajów bogatszych, które mają ujemny przyrost naturalny z powodu egoizmu ich obywateli. Krótko mówiąc należy problemy rozwiązywać globalnie, a nie patrząc tylko na własny zadufany tyłek. Kraje trzeciego świata muszą sobie poradzić z nadmiernym przyrostem naturalnym przez antykoncepcję, a nie przez emigrację, a kraje bogate przez zwiększenie przyrostu naturalnego, a nie przez imigrację. Inaczej nigdy nie osiągniemy równowagi i stabilności na świecie.
|
|
4 na 4 | rysiek (4593 punktów) | >(...) a rozwiązaniem tego problemu jest oczywiście zwiększenie dzietności i odpowiednia polityka migracyjna. Dlaczego "oczywiście"? Czy zamiast na liczbę nie można by postawić na jakość? Np. zamiast czterech obywateli zarabiających po 1200 zł na rękę, jeden zarabiający 4800 złotych, oczywiście za pracę wartą takiego wynagrodzenia.
>Nawet gdybyśmy mieli wyż demograficzny i "politykę migracyjną", to przecież i tak nie byłoby dla tych ludzi pracy. To chyba oczywiste, bez pracy nie będzie ani tych "czterech po 1200", ani "jednego po 4800". Czyli potrzebny plany i działania zwiększające, niekoniecznie dzietność, ale rozwój gospodarczy. Banalne że aż śmieszne? Może, ale co zamiast?
>Niedawno ktoś odgrzebał temat bykowego, właśnie przeczytałem, że Napieralski chce budować większy socjal, niestety nie wspomina za co i w jaki sposób ma to rozwiązać problem bezrobocia, Główny znany naszym politykom sposób, to większe podatki, co może skutkować większym bezrobociem. Ale rozdawanie ładnie wygląda, nawet jeśli wcześniej zabrano więcej.
>kler jak to kler doszukuje się wszelkiego zła w aborcji, antykoncepcji, ideologii gender itd. Czy oni nie widzą rzeczywistości? Widzą, ale postrzeganie wykoślawia wiara religijna i naturalne skupienie działań na dbaniu o interes korporacyjny.
>Zastanawiam się co teraz jest gorsze, bezrobocie i małe zarobki, czy może to co politycy mogą wymyślić i wprowadzić w życie.
>Czy jest jakiekolwiek rozwiązanie tego problemu? Jest sprawdzony. Mówi o nim słynne hasło Clintona "Liczy się gospodarka, głupcze!".
|
|
 | | setarkos (10757 punktów) | >Dlaczego "oczywiście"? Czy zamiast na liczbę nie można by postawić na jakość? Np. zamiast czterech obywateli zarabiających po 1200 zł na rękę, jeden zarabiający 4800 złotych, oczywiście za pracę wartą takiego wynagrodzenia. Ciekawe spostrzeżenie. Wynikałoby stąd, że dzięki malejącej liczbie ludności możemy się stać bogatsi. >Czyli potrzebny plany i działania zwiększające, niekoniecznie dzietność, ale rozwój gospodarczy. Banalne że aż śmieszne? Dodałby jeszcze konieczność zwiększenia eksportu (wobec kurczącego się rynku wewnętrznego). Następny banał.
|
|
|  | | rysiek (4593 punktów) | >Ciekawe spostrzeżenie. Wynikałoby stąd, że dzięki malejącej liczbie ludności możemy się stać bogatsi. "Ciekawy" wniosek. Nie "dzięki", ale "pomimo". Nie napisałem że spadek liczebności populacji, spowoduje jej wzbogacenie. Sugeruję tylko możliwość zrekompensowania spadku liczebności populacji, wzrostem "jakości" jej członków. Poza tym, bogatszych byłoby stać na więcej dzieci.
>Dodałby jeszcze konieczność zwiększenia eksportu (wobec kurczącego się rynku wewnętrznego). Następny banał. 4 x 1200 = 1 x 4800, byłyby zmiany w strukturze rynku, ale czy coś by się tu musiało kurczyć?
|
|
|  | 6 na 6 | Anna Salman (16360 punktów) | >... Wynikałoby stąd, że dzięki malejącej liczbie ludności możemy się stać bogatsi. On ma rację, rzecz jest nie w ilości, lecz jakości. Przypomnij sobie, jak niedawno Skandynawowie "zasadzali się" na nasze pielęgniarki i średni personel techniczny, w tym spawaczy. Bo mieliśmy dobre średnie szkoły zawodowe. Nadpodaż siły roboczej powoduje jej dewaluację, a co za tym idzie - ubożenie ludności. A biedni obywatele, to biedny kraj, zawsze w tej kolejności. I kilkudziesięciu, czy nawet kilkuset milionerów nic tu nie zmieni. Co najwyżej zatrudnią kilka Ukrainek, czy filipinek na czarno. >Dodałby jeszcze konieczność zwiększenia eksportu (wobec kurczącego się rynku wewnętrznego). Następny banał. No właśnie - popyt wewnętrzny spada, bo spada siła nabywcza Polaków (jak wyżej), ale eksport tez spada, bo nasi odbiorcy mają kryzys i mniej wydają, albo "patriotycznie" nastawiają się na rodzimych producentów, albo pragmatycznie na chińskich.
|
|
| |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >>... Wynikałoby stąd, że dzięki malejącej liczbie ludności możemy się stać bogatsi. >On ma rację, rzecz jest nie w ilości, lecz jakości. Też sądzę, że lepsze cztery robotnice niż szesnaście królowych (albo trutni).
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|